Content

Przestrzeń Huttów

[Hosko] Człowiek wielu żyć

Image

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Ren » 15 Gru 2017, o 01:34

Ja również — odpowiedziała kobieta Peterowi, przysiadając się do mężczyzn. Wymamrotała wtedy coś tam, speszona jak cholera towarzystwem człowieka - z Ori było o tyle łatwiej, że była nastawiona psychicznie na kłamanie w żywe (lub mechaniczne) oczy, co o ile może nie przychodziło jej z dziecinną łatwością, zdecydowanie było ułatwiane faktem, że chcąc nie chcąc była ona pokrewną duszą Reeve. Echani rozumiała ją w pewien sposób, a poza tym tamta znała Zeevana - ich cel zaś był osobnikiem płci przeciwnej, który robił tutaj za najemnika oraz pilota, nie naukowca, między którymi Cin czuła się dużo wygodniej.
Prawdopodobnie implanty, nie przyglądałam jej się zbytnio, byłam zajęta czym innym. I nie, podziękuję — odmruknęła, krzywiąc się szczerze i bardzo szeroko, spoglądając na puste kieliszki z alkoholem. Reeve nie przepadała za alkoholem pod żadną postacią i bardzo ciężko było ją namówić do picia. Poza tym miała bardzo słabą głowę do tego i padała jeszcze nim Ceth zaczął. Wystarczyłoby jej powąchać opary etanolu i zapewne już by się tym upiła. No dobrze, może to i przesadzone, ale Reeve wolała nie tykać się alkoholu. Nie w trakcie misji.
Profesor. Cin usłyszała to dzisiaj już któryś raz i to słowo dziwnie smakowało w jej ustach i myślach, szczególnie gdy w głosie Shooka usłyszała delikatny nacisk na tę zbitkę liter. Daleko było jej do tytułu profesor, daleko do tytułu naukowca, ale też daleko do najemniczki, do medyka czy nawet Echani. Ale musiała przyznać, że tytułowanie jej w ten sposób jakoś jej się podobało. Nadawało jej rangę, której nie miała nawet te ponad dwa lata temu. Jakby była samodzielna - albo wybrała inną drogę po całym rabanie. Problemem było to, że poprzez wstawianie tego słowa przed jej miano wracała przeszłość. Profesor Avery - brzmiało tak samo, jak inni tytułowali Zeevana i to ją nieco odrzucało.
Zostaniemy tu na nieokreślony czas. Profesor Germutov zaoferowała mi pomoc w moich badaniach, głównie w postaci zasobów, których nie moglibyśmy przewieźć do siebie. Warunki mojego laboratorium nie umywają się do jej — powiedziała, po czym zwróciła się nieoczekiwanie do MacLeoda. Patrzyła to w bok, to na jego nos, to na usta. Na pewno nie w oczy. No i nieco mniej rezolutnie.
Czyli to o panu mówiła Germutov. Szkoda tylko, że nie pisnęła słowem, kogo gości — delikatnie się uśmiechnęła. Prześlizgnęła się na sekundę po jego oczach, po czym zerknęła na Cetha i znów na Petera...
Image
Awatar użytkownika
Ren
Gracz
 
Posty: 35
Rejestracja: 26 Mar 2017, o 02:26

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Mistrz Gry » 17 Gru 2017, o 14:22

Droid protokolarny już wychodził zza drzwi od kuchni, kiedy usłyszał poganiającą komendę gościa. Była to rzecz niesłychana. Procesy osobowości nadały motywację o sile stu procent. Gość nie mógłby być niezadowolony z obsługi. W szczególności z obsługi droida, który został do tego stworzony. Najwidoczniej asystent serwitora kuchennego nie był do końca zoptymalizowany, gdyż spóźnił się o całe 7,612 sekundy z podłączeniem nowej butli oleju do wtryskarki dozownika frytkownicy. To o 3,612 sekundy za dużo na dozwolony wedle normy błąd na wykonanie czynności fabrycznie ustanawianej. Trzeba będzie zgłosić wskazany przegląd... Wedle bazy danych SE4-T1 i wstępnej analizy z danych w zewnętrznym rejestrze pamięci, gabaryty asystenta uniemożliwiały mu optymalne przemieszczanie się po sprecyzowanej powierzchni. Zalecić trzeba nie tyle przegląd, co dezaktywację i eradykację. Aden będzie musiał stworzyć nowego droida. Jako nadzorca administracji zewnętrznej obiektu oraz kreacji wizerunku nie mógł pozwolić na taki skandal... Choć Aden pewnie nada tej czynności priorytet marginesu, jak zwykle... Do tego burzliwe procesy rozwiązywania nagłych przypadków tego typu mogły spowolnić i jego funkcjonowanie, co jest już zupełnie nie do przyjęcia...

SE4-T1 zbliżył się do Shooka i w geście ukłonu o równe trzydzieści stopni podał posiłek i sztućce niezbędne do skonsumowania dania
- Najszczersze przeprosiny za wydłużony czas oczekiwania - odezwał się droid - w ramach rekompensaty zaaranżuję deser kuchni mandaloriańskiej, który w wolnym tłumaczeniu ma nazwę Zielona Wyspa. Szanowny Mando'ade życzę smacznego - zakończył po czym obrócił się w stronę innych gości. Nikt jednak nie miał ochoty na cokolwiek. SE4-T1 dostał odczyt próby analizy, czy, aby sięganie po dane z rejestru podsłuchu lokalu dla sprecyzowania tego czego gość mógłby chcieć nie jest przypadkiem nieetyczne według istot nieorganicznych oraz może zostać uznane za obrazę? Czeka go update, tego był pewien zbliżając się z powrotem do drzwi kuchni.


Sam Peter jednak drgnął lekko na ostatnie słowa Echani, prawie niezauważalnie zdradzając w końcu poddenerwowanie. Jej rasa skrajnie kojarzyła mu się z walką, aniżeli z branżą nauki, do tego towarzystwo mandalorianina. Co ta Germutov znowu wymyśliła?! Averego znał. Każdy go znał z dyrektoriatu. A ta kobieta najwidoczniej była wydłużeniem jego... rodu? Próba wyobrażenia sobie tego świra starającego się o potomstwo napełniła go zniesmaczeniem. Pewnie adoptowana. Nie zajmował się krzyżówkami... na szczęście. Germutov musiała ją dobrze znać, choć tym się nie chwaliła... jakie też ma zamiary... chce ich zaprosić do PEŁNEJ współpracy? W sumie brakuje ludzi kompetentnych w ich działaniach, ale w desperacji jeszcze nie są. Scenariusz, że chcą się go pozbyć raczej nie wchodził w grę. Chyba, że doktorce odbiło w końcu na dobre...

- no raczej nie jestem zbyt lubiany ostatnimi czasy, to nie ma co się chwalić - wyszczerzył zęby rozładowując wewnętrzne napięcie. Jeśli byli to zabłąkani najemnicy, którzy chcieli go upolować, to z pewnością im się to nie uda. Aden pozamiata ich, a on i tak przeniesie się do nowego ciała.
- Profesor Avery, znałem Twojego nauczyciela oraz treść jego badań. Jego śmierć to duża strata choć nie powiem szalone miał rozwiązania i metody. Ostatecznie widzę, że stary wariat pomyślał o prawdziwej przyszłości w rozsądny sposób - uśmiechnął się spoufalająco. Jego wzrok zdawał się badać jej zachowania. O mandalorianinie miał już opinię, choć mogła ona ulec zmianie w zależności od tego jakie relacje dzieli ze swoją szefową.
- co będzie tematem przewodnim Twoich badań? Siedzisz w tym samym? Chętnie posłucham, o ile można.
To ten moment kiedy realizujecie jakąś szerszą koncepcję. Informacji wstępnych bez działań, więcej nie dostaniecie (takich na pierwszy rzut oka, choć i tak dużo już zdradziłem)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6204
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Ren » 26 Gru 2017, o 17:59

Misja z pozoru całkiem prosta, błaha wręcz, zaczynała siadać na psychice panny Avery w widoczny sposób. Nie wiedziała, jak naprawdę zareagował Shook na wspomnienie MacLeoda o znaniu jej mentora, nie wiedząc jeszcze o tym, że i Germutov go znała, ale ona sama poczuła się w tym momencie osaczona. Siedziała przecież w ośrodku, gdzie dominowały droidy, a jedyne organiczne organizmy przesiadujące tutaj na stałe były znajomymi człowieka, na którego Ceth polował, a ona sama zabiła. Ciężko przez to jej było nie myśleć o niczym innym jak o tym, że zaraz niechcący coś wypapla lub zdradzi nazbyt nerwowym zachowaniem. Już teraz uważała, że branie tej misji było wielką pomyłką, a jej kłamstwa idą zdecydowanie za daleko.

Spojrzała po Peterze troszkę jak spłoszony biały królik, kiedy ten zapytał ją o badania. Zaraz jednak wzięła się w garść, odetchnęła głębiej, opanowała drżenie rąk i odpowiedziała niewyraźnie, starając się uśmiechnąć w miarę przekonująco:
Zwiększanie potencjału użytkownika poprzez stymulację poszczególnych płatów mózgowia czy chociażby układu nerwowego. Stare plany, porzucone mniej więcej w momencie, w którym przestałam uczestniczyć w badaniach jako obiekt. Uznałam, że szkoda marnować taki potencjał, biorąc pod uwagę mój wczesny udział w eksperymentach — wzrok z ochotą powędrował w stronę droida, który przyniósł właśnie posiłek Cethowi, po czym się oddalił. Było to na pewno ciekawsze zajęcie, oglądać droida, niż spoglądać na twarz Petera i peszyć się samym jego spojrzeniem.
Image
Awatar użytkownika
Ren
Gracz
 
Posty: 35
Rejestracja: 26 Mar 2017, o 02:26

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Shook » 13 Sty 2018, o 04:45

Gówno wpadło w wiatraczek... Jak to mawiają Korellianie. Shook spostrzegł drgnięcie MacLeoda ale to dopiero jego słowa wprawiły Mandalorianina w lekką konsternację. Było trochę gęsto. Czyżby zlecenie sprzed laty było w jakiś sposób połączone z tym obecnym? Ciekawe w jakim zakresie MacLeod znał starego Averego. Ceth poprawił się na krześle, ot niby zwiększając swobodę w strefie kroku, i spojrzał się na to na Reeve, to na Petera. Cin musiała się poczuć nieswojo, tego był pewien, na ile ją znał. Cóż. To były chwile jej próby.
- Jaka ta Galaktyka jest mała, co? - wypalił, co by nieco wyluzować atmosferę. - Pracowaliście razem?
Shook odniósł wrażenie, że wszyscy naukowcy znają się wzajemnie. No jaka szansa była na to, że MacLeod będzie znał osobiście pana Averego. Profesora, którego upolował Ceth a zabiła Reeve. Miał ochotę się zaśmiać, ale powstrzymywał go fakt, że siedział przed swoim celem. Karma chyba jest suką.
Z wybawieniem, oraz stekiem, przybył droid! Ordo przywitał posiłek ze szczerą radością, w ogóle nie zwracając na haniebne 8 sekund spóźnienia. Zaciągnął się przyjemnym zapachem mięska i skinął z uznaniem.
- Nie przejmuj się, Puszeczko. Czekaj, serio potrafisz zrobić vorpan e’letr? Dajesz! Jak będzie prawdziwe… - Shook aż westchnął. Zielona Wyspa, smak dzieciństwa. Chwycił sztućce w dłonie i odkroił sobie pierwszy kawałek steka. - Musicie też spróbować. Nie jadłem Wyspy z… Piętnaście lat. Albo i więcej.
Więcej gadki na wyluzowanie, którą zakończył skosztowaniem zamówionego steku. Był dobrze wysmażony, tak jak chciał. Idealnie. Przełknął wszystko i wskazał nożem stek.
- To jest smaczny stek. Reeve, też sobie zamów coś. Ciepły posiłek po drodze to jest to, warto doceniać takie przyjemności. Mój dziadek zawsze mawiał, że jak chcesz pomyśleć, to musisz zjeść coś dobrego. Napijemy się?
Zrobił przerwę na kolejny kęs steka i dodatków.
- Jak dobrze znałeś profesora Averego? - zapytał na koniec, niby zupełnie zwyczajnie, szykując sobie kolejny kawałek steka.
Image
Awatar użytkownika
Shook
Gracz
 
Posty: 34
Rejestracja: 2 Lut 2017, o 18:17

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Mistrz Gry » 17 Sty 2018, o 14:23

- Mnie też przynieś porcję SE4-T1 - zawtórował Peter po rekomendacji mandalorianina. Droid przyjął zamówienia i zniknął z oczu siedzącym.
- Avery należał do nieistniejącego już grona naukowców, z którym to intensywnie współpracowałem - skoro znają się z Germutov, co mu szkodziło uchylić rąbka. A nóż widelec, okażą się godni.
- Z samym profesorem gadałem osobiście może kilkanaście razy. Głównie współpracowałem z nim pośrednio poprzez wspomniane grono naukowe, do którego również należała Germutov. Mieliśmy wspólne interesy, które jednak nam pokrzyżowano. Był to dobry znajomy, choć nie powiem specyficzny - uśmiechnął się rozbawiony wspomnieniami rozmów z maniakiem. Popatrzył raz jeszcze na Echani i Człowieka. Albo w to wejdą, albo nie wyjdą stąd żywi. Jednakże powolutku musi działać.
- Jestem pewien, że imperium go uśmierciło. W końcu Dyrektoriat stał się dość niezależną frakcją, a w podziemiu wpływy ich rozrastały się bardzo szybko. Imperialni nie tolerują, aż takiej swobody w prowadzeniu działalności, więc zapobiegli powstaniu czegoś podobnego do The Eye, czyli organizacji, do której ja należałem - wydusił to w końcu z siebie, jeśli ta dwójka miała jakieś pojęcie o tym, to już wiedzą, że wiedza na temat tej organizacji to krótka droga do śmierci... o ile dokonają złego wyboru. Skąd mógł być pewien, że się nadają? Nie mógł. Jego jedyną poszlaką było zaufanie do Ori i jej osądowi. Wszystko jak zwykle wyjdzie w trakcie. Póki co zapowiadali się zwyczajnie obiecująco. Musiał się jednak na ich temat więcej dowiedzieć
- Ceth, jak długo pracujesz dla Reeve Avery? Pracowałeś dla kogoś przedtem? - wypalił próbując zmienić kurs rozmowy i oddalić go nieco od swojej poszukiwanej osoby.

Odpowiadajcie i kierujcie temat rozmowy. Pamiętajcie nie popchnę fabuły jak nie przedstawicie koncepcji działania. Zanim to się jednak stanie możecie swobodnie gadać z Peterem. Wiedzcie jednak, że z każdym postem dowiecie się więcej, ale i też więcej o sobie będziecie musieli powiedzieć, by nie zauważył, że coś jest z wami nie tak.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6204
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Shook » 17 Sty 2018, o 20:18

Ordo skinieniem głowy dał wyraz aprobaty dla zamówienia MacLeoda. Niech się facet nacieszy chociaż dobrym smakiem, tak jak to w tej chwili robił Mandalorianin. Niestety, nie było mu dane w pełni zadowolić jego kulinarne żądze. Do tego był potrzebny pełny spokój ducha, a w tej kwestii miało się co nieco zmienić.
Ceth słuchał wypowiedzi Petera w milczeniu, ot zajęty swoim stekiem. Jednakże słowa mężczyzny sprawiły, że Ordo po raz pierwszy dał po sobie poznać poddenerwowanie, wyrażone w uniesionej lewej brwi i krótkiej pauzie w jedzeniu. Powód był zdecydowanie inny od tego, czego mógł się obawiać MacLeod. Pierwsze co uderzyło Mandalorianina to wspomnienie o tym, że Imperium zabiło Averego. Nie chodziło tu o to, że ktoś przypisywał jego dzieło Imperium. Shook, choć jajogłowym nie był, miał łeb na karku. Szybko łączył wątki. To co usłyszał wcześniej, teraz ta sprawa z Imperium i jeszcze… The Eye? A więc Peter faktycznie pracował dla tej organizacji, sam się przybił.
Chciałoby się przywołać korelliańską frazę o wiatraczku po raz drugi. W świetle nowych informacji, dla Ordo wszystko wskazywało na to, że za tym wszystkim mogło stać Imperium. Miało to sens. I to duży. Ceth wiedział o The Eye tyle, że miało zatargi z Imperium. I podobno zostało zniszczone przez owo. Skoro dla nich pracował Peter, być może Impy, jak pieszczotliwie Mando nazywał tych sukinsynów, chcieli dobrać się do tyłka niedobitkom tajemniczej organizacji? Jeszcze więcej sensu dodawał fakt, że chcieli MacLeoda żywego i w miarę nienaruszonego. Czyżby przesłuchanie, by dorwać informacji o pobycie innych jemu podobnych? To by sklejało się w jedną całość. A skoro Germutov i Avery mieli również podpaść Imperium… Czy to właśnie ono odpowiadało bezpośrednio za zlecenie na profesora Averego? Shook przysiągł, że nigdy nie wesprze swoimi czynami ludzi, którzy zamienili Mandalorę w radioaktywną skałę. Co, jeśli jednak faktycznie stało za tym Imperium? Plusem był fakt, że być może udało mu się ocalić duszę Cin, jego burc’ya, to był sukces, bez dwóch zdań. Jednak jeśli tamtym polowaniem wspomógł Impów, uczynił coś co godziło w jego honor, chociaż nieświadomie. Jak do tego doszło? Czy aby na pewno tak właśnie jest? Zordo, chociaż łasy na kredyty, wiedział doskonale, że Ceth nie przyjmuje zleceń od Imperium. A stosunki Mandalorianina i Hutta były raczej pozytywne. Nic jednak nie stało na przeszkodzie użyć pośredników, prawda? Zrobiło się gęsto, bardzo gęsto. I Shook po raz pierwszy od dawna miał chwilowe uczucie, że nie wie, co ma cholera zrobić z tym fantem.
Z chwilowej konsternacji wyrwało go pytanie Petera. Należało odpowiedzieć, a w międzyczasie zastanowić się co dalej robić.
- Ile pracuję dla Reeve? - odparł, zerkając na Echani obok. - Prawie dwa lata będzie. A wcześniej byłem wolnym strzelcem. Wiesz, zlecenie tu, zlecenie tam. A jeszcze wcześniej walczyłem razem z Mandalorem ale to stare dzieje. - westchnął cicho i zagryzł kawałkiem steka. - Zasrane Imperium. Myślisz, Peter, że te sukinsyny miałyby taki tupet, by ścigać nawet niedobitki? - zadał na końcu pytanie, które go interesowało. Starał się utrzymać to w miare bezosobowo, na ile mógł.
Image
Awatar użytkownika
Shook
Gracz
 
Posty: 34
Rejestracja: 2 Lut 2017, o 18:17

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Ren » 20 Sty 2018, o 22:08

W trakcie konwersacji pomiędzy panami Reeve siedziała już cicho, niepytana ani zagadywana. Samej z siebie, gdy ktoś już rozmawia, często było trudno się odezwać, nie miała wtedy bowiem siły przebicia jako osoba skrajnie aspołeczna i mało charyzmatyczna. Do tego mogło się zdawać, że jest oschła i niemiła, chociaż na pewno nie było to jej bezpośrednią winą. W każdym razie to Ceth znów tutaj rządził, wydobywając coraz to kolejne informacje od MacLeoda i niepokojąc tym Reeve.

Mandalorianin w końcu nie wiedział tego, co ona, jedynie mógł wnioskować z domysłów. Nie słyszał jej rozmowy i nie wiedział dokładnie, czym jest Aden, nie wiedział, co dokładnie ustaliła z profesor ani tego, że znajdują się w żywej fortecy. Jedyną zaś informacją, która mu się jasno klarowała, było to, że Peter raczje nie przepada za Imperium. To... komplikowało sprawę. Nienawiść Shooka do Imperium nijak miała się do raczej chłodnej obojętności panny Avery wobec nich. Poza tym dziwnie się słuchało Petera, który był przekonany, że jej mentora zabili oni. Rzecz jasna Reeve nie znała mocodawców tamtego przedsięwzięcia, ale jeśli... Ceth nabawi się zaraz poważnych dylematów moralnych.

Siedziała raczej cicho, z umiarkowanym zainteresowaniem spoglądając na mężczyzn. Chciała już ruszyć na statek i uzgodnić cokolwiek z Shookiem, ale ten najwyraźniej jeszcze nie kończył rozmowy, a pogrążał się w informacjach, które dostawał. Poczekała więc na dogodny moment, kiedy MacLeod odpowiedział na pytanie Ordo, po czym wtrąciła się, kierując swoje słowa do "ochroniarza":
Mam nadzieję, że długo nie zamierzasz tutaj siedzieć? Dokończ posiłek i będziemy się powoli zbierać, będę musiała cię poinstruować i sama zająć się organizowaniem obiektów od Ważki, o ile nas przyjmie — powiedziała to znów nieco oschle, bardziej formalnie niż przed chwilą, jakby była nieco poirytowana przedłużającą się pogawędką Cetha.
Image
Awatar użytkownika
Ren
Gracz
 
Posty: 35
Rejestracja: 26 Mar 2017, o 02:26

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Mistrz Gry » 22 Sty 2018, o 23:31

- Tupet?! Ceth... a co zrobili z wami? Teraz wam nieco odpuścili boście zmienili się w nieistotne szkodniki na wymarciu i to na służbach Huttów. Wszyscy wasi przywódcy i najznamienitsi wojownicy zostali zgładzeni albo wrzucenia na dno Kessel, czy innego więzienia. Sorry, ale tak to niestety wygląda - uniósł szkło w niemym toaście po czym kontynuował
- Ścigają wszystkich, którzy stanowią dla nich zagrożenie. A małostkami się nie przejmują, bo rzeczywiście wrogów mają wielu. Patrz - zaczął wyliczać
- Huttowie, Rebelianci, Zagrożenia z Regionów Nieznanych, Piraci, Polityka układów niezależnych, zepsuta arystokracja w kręgach politycznych, niebezpieczne indywidualności, czyli tak zwana ich top lista w tym mocowładni - to pojęcie akurat odbiło się mandalorianinowi kilka razy i ani razu pozytywnie. Nie poznał jeszcze żadnego i jakoś ciężko było uwierzyć w bajki o mocy.
- a ostatnio zaraza z Taris. Mandalorianie stali się nieistotni jak widzisz. Inaczej nie czułbyś się tak pewnie w tym miejscu. Bo jak pewnie już wiesz, Ori Germutov oficjalnie pracuje dla Imperium - zaszarżował badając reakcję Cetha. Shook za pośrednictwem Reeve i ich droida wiedział już, że Ori pracowała dla Arkańskiego wydziału naukowego. Acz cała ta mowa była wycelowana w jego dumę.

***

Kobieta przerwała rozmowę stanowczo. Peter jednak szybko zorientował się co to mogłoby znaczyć. Wiedział jak to załatwić
- Z pewnością was przyjmie jak się dowie, że jesteście od Germutov. Weźcie ze sobą SE4-T1 i jak chcecie to dwa droidy E4-Baron mogą wam dodać otuchy. Jak chcecie gadać z tym Twilekiem, lepiej żeby wiedział, że działacie z polecenia, bo możecie nie wrócić żywi.
Pierw Shook pisze do fragmentu przed gwiazdkami. Następnie Ren opisuje jak zbieracie się... gdzieś lub kontynuujecie rozmowę, to też ostatecznie Shook może odpisać raz jeszcze po Ren. Jeżeli chcecie opuścić kompleks, lepiej byście zabrali ze sobą droidy. Tak. Peter nie puści was tak o, po tym jak się nieco obnażył.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6204
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Shook » 29 Sty 2018, o 20:28

Zapiekło. Wzmianka o szkodnikach i brutalna ocena sytuacji ufundowana przez MacLeoda nieco zapiekła Ordo. Choć przesadzona, według Cetha, to miała w sobie pokłady prawdy. Sytuacja Mando’ade nie była zbyt wesoła, chociaż Peter nie zdawał sobie sprawy, jak bardzo zacietrzewiło to Mandalorian. Poradzą sobie i z tą przeciwnością, a czas zemsty nadejdzie. Na pewno.
Szarża MacLeoda poskutkowała nieco i Shook spochmurniał. Nawet przestał jeść, opierając się na krześle i wbijając wzrok w oczy rozmówcy. Nieistotni, dobre sobie. To by czyniło ich dwóch.
- Nie musisz martwić się o nas. Nie raz były cięższe momenty w naszych dziejach i daliśmy radę. To jest po prostu kolejny.
Odparł dość chłodno ale po chwili zapanował nad emocjami. Może Peter właśnie go sprawdzał? Jego reakcję? Złapał więc malutki kawałek steka, szybko przeżuwając i połykając, zanim będzie kontynuował.
- Mamy czas na odnowę, Peter. A niech się zajmują Huttami, Taris i tymi, no. Mocowładnymi. - prychnął tutaj krótko, powstrzymując się od dłuższego chichotu. - Bajki dla dzieci. Galaktyka to surowe miejsce, nie spotkałem żadnego baśniowego rycerza z tajemniczą Mocą. Zostańmy przy faktach, nie legendach. - odchrząknął cicho. - A fakty są takie, że chyba jest nas dwóch w tym gównie, co nie, Peter? - rozszerzył kąciki ust w lekkim uśmiechu. - Skoro Germutov oficjalnie pracuje dla tych sukinsynów, to Ty i ja jesteśmy w ich oczach nieistotni, skoro czujemy się tu bezpiecznie, prawda? Twoich poprzednich pracodawców starto na proch.
Wzruszył ramionami i zajął się stekiem, dając dojść do głosu Reeve. Jego kompanka chciała ruszać do Ważki… Ceth nie był pewien, czy chodziło jej o rozmowę w cztery oczy czy faktyczną wizytę, ale tak czy siak, nie spodobał mu się pomysł MacLeoda o droidach. I to nawet nie dlatego, że to była oczywista smycz. Tylko…
- Kolejny droid na moim statku? Niedoczekanie. Drio to wystarczająco dużo, i tak ma szczęście, że jeszcze z nami lata. - odezwał się, kompletnie szczerze w tej kwestii. Stek już się skończył, to fakt, ale co z deserem? Jego zielona wyspa!
- Ej, ej. Szefowo, a deser? - spojrzał na nią, przez moment wyglądając jak duże dziecko. - Może Puszka da radę dać na wynos?
Cóż, dawno nie jadł tej słodyczy.
Image
Awatar użytkownika
Shook
Gracz
 
Posty: 34
Rejestracja: 2 Lut 2017, o 18:17

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Ren » 6 Lut 2018, o 19:04

Ta misja zaczynała się bardzo komplikować dla obydwu najemników - zarówno Cetha, w którego mandaloriańską dumę właśnie ugodzono, jak i dla Reeve, która powoli zaczynała mieć dość ciągłego powrotu do przeszłości. Porzuciła tę brudną karierę i miała nadzieję, że nigdy więcej nie będzie musiała się konfrontować z jej skutkami... niestety wpakowała się w okropne bagno i nawet ten mały fortel, którego użyła, nie dał jej nawet dodatkowych pięciu minut dla samej siebie. Większą dawkę niepokoju zaserwował jej sam Peter, który najwyraźniej chciał mieć ich na oku, jednocześnie się nie ruszając z miejsca.

W porę zareagował Ceth, który... cóż, raczej mówił szczerze odnośnie droidów. Rzecz jasna zasadnicza różnica pomiędzy zwykłą "puszką", którą oferował im MacLeod, a Drio była taka, że owe maszyny były bezwzględnie posłuszne, zaś Chiba raczej nie ze względu na tak długotrwałe funkcjonowanie bez czyszczenia pamięci. Tego jednak nikt wiedzieć nie musiał. Kobieta tak więc pociągnęła dalej to, co zaczął Shook.

Byle szybko — odmruknęła, mimowolnie unosząc usta w delikatnym uśmiechu, widząc oczy swojego kompana. Cóż, na statku raczej takich luksusów nie zazna, więc niech chociaż przez chwilę się nacieszy jedzeniem lepszym od tego, co oni sami gotowali. W tym czasie odwróciła się do Petera i odpowiedziała: — Cóż, mamy najwyraźniej impas. Nie mam nic przeciwko droidom, ale mieliśmy z Cethem umowę, żeby z nimi nie przesadzać na jego statku. Myślę, że moglibyśmy sobie sami z Ważką poradzić. Aż taki zły, jak go malują, chyba nie jest, prawda? Znasz go osobiście?
Image
Awatar użytkownika
Ren
Gracz
 
Posty: 35
Rejestracja: 26 Mar 2017, o 02:26

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Mistrz Gry » 19 Lut 2018, o 19:45

Peter wsłuchiwał się w słowa nowo poznanych istot. Wnet zza pleców Shooka wyrósł droid protokolarny z obiecanym deserem. Zielona Wyspa. Z zieleni tam były tylko i wyłącznie wystające z gęstego brązowego kremu listki mięty. Pod słodkim czekoladowym kremem, był biszkopt nasączony wiśniówką, zaś na samym dole był spód z prażonych migdałów. Deser rozpływał się w ustach i miał chrupiące zakończenie, zwieńczone posmakiem świeżej mięty. Smak dzieciństwa. Jego matka robiła takie. Prawie identyczne, tylko nieco mniej dawała mięty i kremu, a więcej biszkoptu.

W każdym bądź razie Ceth nie jadł dawno niczego tak cudownego.

- Ważka ma bardzo szczególne ustalenia z Germutov. Jak będzie pewien, że z jej ramienia działacie, to nie tknie was palcem. Inaczej... gość bywa zaborczy. I wszelkie kombinatorstwo puentuje pojmaniem. Wtedy zwykle dopytuje się Hutta kogo złapał, jak ktoś od niego to puszcza, a jak nie... no cóż pech. Rozmawiałem z nim może dwa razy. Za pierwszym razem miałem wrażenie, że spotkanie przeistoczy się w bójkę, aż w końcu otrzymał glejt od Germutov - odpowiedział MacLeod od Ren, potem zwrócił się do Shooka
- Ori to bardzo dobra przykrywka dla mnie. Muszę przyznać - uśmiechnął się nieco drwiąco, po czym jednak zmienił szybko wyraz twarzy i znów się popatrzył na dwójkę
- Czyli pani profesor będzie pracować z Ori Germutov. Pomimo, że jest nieco szurnięta to twarda z niej babka i bardzo utalentowana biolożka. Dobrze rozumiem, że interesuje was stała współpraca, prawda? - ledwo co udało mu się ukryć jak bardzo interesowała go ta właśnie kwestia
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6204
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Ren » 30 Mar 2018, o 01:09

Reeve raczej starała się uniknąć sytuacji w której będzie zmuszona jednak wyruszyć do obgadywanego właśnie Ważki - wystarczyło, iż stresowała ją sytuacja, w której znalazła się teraz. Sytuacja, z której wyjścia aktualnie nie widziała. Jedyną aktualną perspektywą był tutaj dłuższy pobyt i zdobycie zaufania zarówno Petera, jak i Germutov, co wiązało się z łamaniem niektórych przyrzeczeń oraz obietnic, a także bezustannym stresem związanym z samym działaniem pod przykrywką. Niestety próba wyciągnięcia MacLeoda do Ważki, a raczej wciągnięcia go chociaż na ich okręt spaliła na panewce, bowiem najwyraźniej mężczyzna nie przepadał za Twi'lekiem oraz czuł się wystarczająco bezpiecznie we włościach naukowiec, aby nie ruszać czterech liter poza obręb tejże fortecy.
Avery spoglądała na zajadającego się deserem Shooka, mimowolnie delikatnie się uśmiechając na minę wyrażającą dziecięcą radość. Ceth bywał rzeczywiście małym dzieckiem w niektórych sytuacjach, ale nigdy, gdy nie należało tak się zachowywać. Lubiła jego pogodę ducha i jednocześnie profesjonalizm łączony z zimnokrwistym podejściem do rozwiązywanych spraw. On zdawał się łączyć te dwubiegunowe raczej cechy charakteru i pozwalał współistnieć im w harmonii.
W takim razie będziemy przy nim uważać. Powołanie się na Ori, o ile ona sama nie będzie miała nic przeciwko temu, także wydaje się być w tym wypadku dobrym pomysłem. Nie chcemy przecież żadnych konfliktów na tej planecie — odpowiedziała rzeczowo, nadal preferując przyglądanie się czynności jedzenia deseru niźli patrzenie się prosto w oczy Petera. — Prawdopodobnie. Przyznam szczerze, że nie spodziewałam się propozycji, a sama przybyłam tutaj tylko w pojedynczym interesie, ale... przyda mi się pomoc w moich badaniach, a i ja sama mogę tutaj przy czymś asystować. Przyznam szczerze, że nawet się cieszę na tę współpracę — znów szybkie spojrzenie i tym razem delikatny, speszony uśmiech. Potem znowu skupiła się na Cethie, jakby był on niezwykle interesującym dziełem sztuki wartym bezustannej uwagi. Tym razem zwróciła się do niego, dużo bardziej oficjalnie. Stres zżerał ją od środka przez tak zawiłe kłamstwa, jakie wypowiadała na każdym kroku. — Jak już skończysz, idziemy na statek przygotować się do pobytu tutaj. Byle szybko, mówiłam, że nie mamy całego dnia.
Image
Awatar użytkownika
Ren
Gracz
 
Posty: 35
Rejestracja: 26 Mar 2017, o 02:26

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Shook » 6 Kwi 2018, o 20:21

Co to był za deser! Kubeczki smakowe tego Mandalorianina dawno nie czuły tak perwersyjnej przyjemności z jedzenia łakoci. Poczuł się ponownie jak nastolatek i postanowił, że nic mu nie odbierze tych pięciu minut przyjemności. Pojęcie Shereshoy było jak najbardziej żywe w nim, to fakt. Dlatego też Shook miał w zwyczaju czerpać z życia ile tylko można, nawet tak prozaiczną przyjemności jak dobre jedzenie. Tak też nie odzywał się wcale w trakcie pałaszowania, jedynie kontrolując nieco Petera, czy aby na pewno nie robi nic głupiego.
Po skończonym deserze wytarł usta w serwetkę, którą zgniecioną pozostawił na talerzu. Z pełną powagą spojrzał na jego towarzyszy, szczególnie na Reeve.
- To. - wskazał palcem prawej dłoni pusty talerz, ozdobiony serwetką. - To był dobry deser. Cholera, jakby ten blaszak nie był blaszakiem, zatrudniłbym go na kucharza. Mogłabyś nauczyć czegoś takiego Drio, Szefowo. - uśmiechnął się szeroko i oparł na krześle. - Zdaję się, że pani profesor Germutov jest świetną przykrywką dla wszystkich. Mnie nie za bardzo chyba lubi ale co tam, nie jestem tu po laurki. W każdym razie! - klepnął obiema dłońmi o swoje uda, po czym wstał. - Zdaje mi się, że troszkę razem popracujemy. Miło było, a teraz faktycznie trzeba się ogarnąć, skoro zostaniemy tu na dłużej. Nie będzie chyba problemu jeszcze poprosić samą Germutov o wstawiennictwo przed ewentualnym odlotem do Ważki, prawda? Dzięki za drinka, Peter. Jeszcze się napijemy. - swe słowa potwierdził pewnym skinieniem głowy i sięgnął po swój hełm, chwytając go za krawędź. Wysunął się z pomiędzy mebli, gotowy do drogi gdy tylko Reeve dołączy. Popierał partnerkę w pełni, powinni znaleźć się na statku i pogadać. Ceth miał sporo do przemyślenia. I sporo pytań.
- Ruszamy, Szefowo?
Image
Awatar użytkownika
Shook
Gracz
 
Posty: 34
Rejestracja: 2 Lut 2017, o 18:17

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Mistrz Gry » 17 Kwi 2018, o 21:01

Peter pozwolił odejść dwójce gości, nie obeszło się jednak bez rozmowy alarmowej z Germutov.
- Co to ma znaczyć?! - wypowiedział wprost do ręcznego holokomunikatora, ton miał niespokojny.
- Coś się stało Peter? Goście nie odpowiadają parametrom? Sądziłam, że trochę życia w kompleksie poprawi Ci nastrój. Wiesz... - syntetyczny głos został przerwany
- Wprowadzasz najemników na teren zakładu! Oszalałaś?! Wiesz ile wystawili ostatnio za mnie pieniędzy? Stare ogłoszenie rzuca śmieszną cenę na mnie i to jest dziesięć tysięcy. Komuś bardziej na mnie zależy i na shadownecie podbito stawkę do czterystu tysięcy! A Ty wpuszczasz tutaj najemników! To nie jest tak jak się umawialiśmy!
- To Ty przybyłeś do mnie po pomoc! Nie stawiaj warunków! Jesteś u mnie! A ta Echani to była uczennica Averego! Sama przekonałam Zeevana by ją wybrał, nic nie rozumiesz. Twoja nowa generacja genów wkrótce zostania zakończona.
- Mówisz jakbyś myślała o tym by zrezygnować z The Eye! - nie wytrzymał i walnął wolną pięścią w stół przewracając ze stolika, jeszcze nieposprzątane naczynia.
- The Eye to przeżytek, podobnie jak dyrektoriat, który został zrujnowany przez was. Pomagamy sobie nawzajem, ale nie macie już władzy nad mną i to od dobrych kilku lat. Ta kobieta ma w sobie iskrę pasji, której taki spacer jak Ty nigdy nie zrozumie..
- Zaślepia Cię sentyment, albo coś innego... - Peter wiedział co było tak na prawdę powodem, ale nie śmiał naciskać na ten odcisk
- Przez to oboje wpadniemy w solidne tarapaty.
- Zaufaj mi. Pracujemy już trochę czasu wspólnie. Ta forteca jest silnie chroniona, a Mandalorianin nie otrzyma szansy namieszania, nadam priorytet Aden.
- Chcą odlecieć do Ważki
- Niech zabiorą eskortę. Wyślij z nimi IG-96, a tak dokładnie niech poleci z nimi Gox. Reaktywacja z pewnością go ucieszy.
- Imperialni kiedy przylecą z wizytą? I czy na pewno będą?
- Tak. Jutro na sto procent przybywa kilku ważnych gości. Lepiej żeby Ciebie nie było. Reeve i jej ochroniarz zostaną odpowiednio poinformowani i raczej nie będą brać udziału w spotkaniu. Niech tylko ponownie porozmawiam z dziewczyną. Muszę skończyć asystować AI przy kolejnej generacji fragmentu Twojego kodu, więc jakbyś był uprzejmy się rozłączyć...

Oczywiście skończył rozmowę bez pożegnania. Będzie go czekać przelot z dala od kompleksu i udawanie, że go nie ma. Tymczasem mandalorianin jak i jego towarzyszka znaleźli się z powrotem na statku. Mieli wystarczająco dużo czasu do omówienia zaistniałej sytuacji. Zaś Drio poinformował ich wkrótce o gościu z kompleksu zmierzającym na ich statek. Koszmar Mandalorianina się spełnił. Czekał go kolejny droid na pokładzie. Najwidoczniej równie upierdliwy.

- witajcie śmiertelnicy. Moja nazwa to Gox IG-96, ale używajcie swych aparatów mowy do formułowania tylko nazwy Gox. Moim zadaniem jest dopilnowanie waszego bezpieczeństwa podczas przebywania na terenie kompleksu oraz poza nim. Szczególną troską obejmuję Pana. Mam rozkaz nie odstępowania Panu kroku, liczę na bezkonfliktową współpracę - obrócił swoją mechaniczną głowę w jego kierunku. Sam droid wyglądał groźnie. Solidny model prezentował się w pełni przygotowany do walki, dzięki dodatkowym opancerzeniom i wbudowanych mini działkach blasterowych do chwytaków. Fakt ten podkreślał też karabin DLT-19X, umieszczony na plecach maszyny. Z pewnością był to nielegalny model.

macie czas by omówić plan, przygotować się i tak dalej. Gox będzie się uparcie kręcił za Mando, poza statkiem. Na statku będzie raczej trzymał się tylko jednego wyznaczonego mu przez was miejsca. Możecie pospamić, maksymalnie zatrzymajcie się na doleceniu do Ważki, albo ewentualnym powrocie do kompleksu z jakiegoś powodu
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6204
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Mistrz Gry » 15 Maj 2018, o 16:33

Postacie Shook i Reeve uzyskują status NPC permanentnie.


Po wycieczce do twileka i serii ryzykownych manewrów, w celu znalezienia słabego punktu naukowego kompleksu, otrzymują propozycję nie do odrzucenia. Dołączają do tajnej grupy, pozostałości po the Eye.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6204
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Mistrz Gry » 8 Lip 2018, o 15:05

Rothescul Tukin nadchodzi

Znaleźć i zabić permanentnie. Zlecenie zawierało przydatne informacje, ale za mało. Współrzędne sugerowały pewną osobistość, ale profesjonalista musi wiedzieć ile się da, z resztą miał co robić podczas podróży na Hosko. Tukin musiał przejrzeć nie małą ilość danych by zastanowić się gdzie znajduje się jego cel. Rosnące zainteresowanie się celem również zostało odnotowane w kosztach poniesionych za uzyskanie informacji. Zabrak musiał zapłacić dobre kilkanaście tysięcy za poszlaki. Na liście szybko usytuowały się cztery postacie które mogły mieć z nim coś wspólnego:

Celeo Fernads "Ważka" - to najważniejszy nadzorca rynku narkotykowego Hutta Tumbo, gruba ryba, ale nieobrośnięta w tłuszcz. Nie jest angażowany w inne sprawy. Interesuje go tylko czarny rynek, czyli broń, niewolnicy, narkotyki i to na wielką skalę. Nie da się go spotkać w regularnych miejscach, jest swego rodzaju VIP'em, który z kolei ma nierówno pod sufitem. Jest stanowczy, bezkompromisowy, zaborczy ze skłonnościami psychopaty. Interesy z nim często kończyły się aktami przemocy. Jedynie co go trzyma w szeregu to strach przed Huttem, który jakoś zdołał go okiełznać. Kiedyś, zanim zdobył swoją pozycję, podobno brał udział w walkach na arenie. Był niezwykle brutalny i utalentowany w walce wręcz. Do dziś nie ma połowy swojego lewego lekku, a jego twarz przecinają dwie blizny po pazurach jakiejś bestii.
Żeby ubić z nim interes trzeba się zachowywać jak on. Niemrawi i bojaźliwi potencjalni kontrahenci, kończą niekiedy z obitą twarzą i na pewno bez żadnego dealu. Nie trudno się do niego dostać. Ci co chcą z nim rozmawiać, uznaje za odważnych, ale jeśli się rozczaruje, to delikwent wylatuje z biura w podskokach.

Ori Germutov - w holonecie wiadomo o niej tyle, że jest jedną z oficjalnych przedstawicieli Arkanian Microbiologist. Ukończyła profesora w bardzo szybkim czasie, a jej prace dotyczyły biotechnologi i teorii resekwencjonowania genetycznego. Zdobyła nagrodę za utworzenie odmiany trawy Anvea Rugosa Humilis, z której produkuje się w kompleksach przemysłowych na masową skalę czysty metanol. Shadownet oferuje spore ilości kredytów za informacje na jej temat. Kwoty od 100 do nawet 3000 kredytów, plus ewentualne bonusy. Głównie tyczą się one danych o jej aktualnym projekcie, ale znajdą się też tacy co chcą dokładniej znać jej życiorys. Informacje o jej rodzinie nie są znane. Jeden z informatorów na Shadownecie miał tylko szczątkowe informacje, wynikające prawdopodobnie z odległych obserwacji. Kobieta spędza większość czasu w swoim kompleksie. Różne statki do niej przylatują i odlatują. Przez ostatnie trzy lata zauważono, że opuszcza kompleks tylko dwa razy. Ma dobre układy z huttem Tumbo, jest też przez niego oficjalnie chroniona. Ich układ jest opisywany jako "lukratywne partnerstwo". Jej baza jest zaawansowana technicznie i uznana przez hakerów jako nie do spenetrowania. Sam kompleks nie posiada jednak obszernych pól do hodowania roślin na jakąś sensowną skalę.

Zed Aqur - w holonecie nic o nim nie ma. W shadownecie dane były bardzo kosztowne, ale jest pełen opis gościa. Żonaty z czwórką dzieci. Całą rodziną prowadzi nowoczesne gospodarstwo. Facet z pewnością miewał kontakty z Czarnym Słońcem jak i z Huttami. "Ważka" ma z nim nieoficjalny rozejm. Oboje nie wchodzą sobie w drogę. Ponoć układ brzmiał tak: Zed nie dokonuje ekspansji obszaru uprawy, czyli nie wykupuje większego areału ziem, a w zamian za to Celeo pozwala mu funkcjonować jak chce i handlować z kim chce, w dowolnych cenach. Na usługach ma wielu najemników, w tym znany wśród Huttów zabójca Szybki Joe, blasterowiec o, jak to wielu zdołało się przekonać, niesamowitym refleksie. Zaś działalność Zeda musi wybiegać poza zwykłe uprawy, licząc w to klasyczne narkotyki. Musi zbijać niemałą fortunę na hodowanych przez niego roślinach. Istoty jednak spekulują, że jest jakąś szychą Czarnego Słońca i aktualnie żyje sobie na spokojnej emeryturze z zarobionych wcześniej kredytów.

Axtron Wrost ze Stellar Foods. To potężna korporacja proimperialna, zajmująca się produkcją żywności na skalę galaktyczną. Na Hosko ich działalność oficjalnie ogranicza się do pozyskiwania substancji smakowych. Nie posiadają dużego areału uprawy, ze względu na trudne relacje z Huttem Tumbo. Są zmuszeni do kupowania roślin od innych, a w swoich faktoriach przerabiają je na odpowiednie produkty. Shadownet ma tylko szczątkowe informacje na temat samej korporacji jak i danego przedstawiciela. Firma bardzo mocno i skutecznie broni swoich danych i wszelkie nowinki są wysoko cenione na Shadownecie. Szczątkowe informacje odnoszą się do ekonomicznych danych i ogólnym postępie rozwojowym galaktycznego giganta. Sam Axtron Wrost też nie jest opisany. Wiadomo tylko, że ten człowiek funkcjonuje w tej placówce przez jakieś ostatnie osiem lat. Wiadomo też, że często organizuje prestiżowe spotkania z "Ważką" na których to próbuje go przekonać do szerszej współpracy



Mając te informacje mógł zadecydować do kogo pierw się udać w poszukiwaniu MacLeoda, albo gdzie ewentualnie szukać informacji na jego temat. Te istoty prawdopodobnie miały do czynienia z jego celem.


Tymczasem zbliżał się do stacji kosmicznej nad Hosko. Czekała go kontrola celna. Zamieszanie na Taris spowodowało, że kontrole celne stały się jeszcze bardziej upierdliwe. Po proceduralnej sekwencji przydzielania doku. Na przeciw niego wyszedł człowiek i dwóch Rodian.
- kurcze balans. Co my tu mamy? - uśmiechnął się człowiek widzać uzbrojonego najemnika w zbroi.
- nieduży statek i widzę, że komuś pan jest dłużny wizytę? Nie ważne, muszę sprawdzić pana statek i poznać cel wizyty. Koszt dokowania statku sto kredytów za dzień
- szybko nie ma czas. Klient kolejny! Decydować! - wyskoczył do niego rodian, chcący popędzać łowcę głów.

We wstępie Twojego postu chcę ładny opis co masz przy sobie i z jakiego statku korzystasz i co na nim masz (jeśli to jakiś istotny element wyposażenia). Kontrola celna jak znajdzie większą ilość broni to może kazać Ci odlecieć i nie pozwolić wlecieć w atmosferę Hosko. Ograj rozmowę(ale nie kończ jej) z celnikiem i określ zamiary do kogo się wybierzesz.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6204
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Vestibor Rothal » 9 Lip 2018, o 22:27

Stary Tukin miał okazje rozprostować kości lecąc na Hosko. Siłownia, bieżnia i duże ilości leków pozwoliły mu wrócić niemal do pełni sił. Zlecenie było klarowne, takie jakie lubił najbardziej - zlikwidować cel, nie ważne jak, byle to zrobić. Zabriakańska dusza niemal śmiała się na myśl o namierzeniu swego celu i pociągnięciu za spust... Te kojące należało odłożyć jednak na póżniej, komputer pokładowy dał bowiem znać, że weszli w atmosferę planety Hosko.

Rothescul udał się do swojej mini zbrojowni na statku. Standardowe zlecenie, standardowy sprzęt. Tukin nie musiał sam męczyć się ze zbroją, wszystko wykonała za niego maszyna, przeznaczona właśnie do tego. Durastalowe płyty szybko okoliły jego członki, a na plecach poczuł jakże przyjemny ciężar plecaka odrzutowego. Dwa blastery szybko znalazły się na swoich miejscach, a karabin A – 280, szczelnie przykryty pokrowcem, przywarł do jego pleców. Łowca głów jeszcze raz sprawdził, czy wszystkie systemy działają, czy granaty dobrze wychodzą z komór i czy w hełmie nadal znajdował się zapas tlenu.. wszystko było na swoim miejscu. Gdy statek już dokował, Tukin wziął hełm pod pachę i wyszedł w stronę kontrolera.

Lekki frachtowiec Gonzatii znacząco odstawał od swej fabrycznej wersji, dodatkowy generator, więcej silników, silniejsze osłony, a przede wszystkim multum uzbrojenia, którym aktualnie zarządzać mógł tylko autmatyczny komputer. Nie tylko to niepokoiło zabraka, wizje co prawda nie przeszkadzały mu gdy funkcjonował, jednak nie dawały spać w nocy, a niewyspany łowca, to martwy łowca. Nieco pomogły mu leki, dzięki czemu ostatnie noce były dla niego nieco łaskawsze.

W końcu otworzyły się drzwi, a za nimi Tukin, ujrzał człowieka, w towarzystwie dwóch, absolutnie odrażających, jak każdy przedstawiciel tej rasy, rodian. Na ich widok, niezbyt radosna na co dzień twarz łowcy, sposępniała jeszcze bardziej. Muskularny zabrak, oparł się jedną ręką o drzwi, do końca wysłuchując tego, co ma do powiedzenia kontroler.
Mimowolnie pomyślał o tym co przedstawia jego statek, kilka laserów, nic nie zwykłego, prawdziwy arsenał skrywało wnętrze statku, które mogło być aktywowane ręcznie, tylko na polecenie zabraka, nikt z kontroli nie miał prawa wiedzieć. W środku nie przewoził nic, co mogłoby uniemożliwić mu wizytę, ot w zbrojowni leżało jeszcze parę rodzajów broni, w tajnej mini - ładowni, ukrytej właśnie pod zbrojownią, nie znajdowało się aktualnie nic.

- Odwiedzenie znajomych.
Zaintonował ultra lakonicznie Tukin i odsunął, wcześniej trzymaną rękę, odsuwając się nieznacznie, dając tym do zrozumienia, że zaprasza ich na pokład. Utrzymywał stały kontakt wzrokowy z człowiekiem, wybiegając myślami jednak gdzie indziej. Uda się prosto do ,,Ważki", tam spodziewa się znależć szybko informacje, jakich potrzebuje i błyskawicznie wykonać zlecenie.
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 117
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Mistrz Gry » 18 Lip 2018, o 13:38

Celnik powoli wędrował po statku w towarzystwie właściciela i jednego ze swoich pomagierów. Wypatrywał to różnych rzeczy. Postanowił wybadać nerwy najemnika na sam koniec. Statek był właściwie pusty i nie posiadał kryjówek zdolnych do przetrzymywania uchodźców z Taris.
- Widzi pan. Ostatnio bardzo nie mile widziane jest szmuglowanie osób. Zaraza na Taris, słyszał pan?
- Zajmuję się odwiedzaniem różnych osób. Nie wożę żywego towaru - odpowiedział Tukin naciskając na słowo dotyczące życia. Delikatnie wykrzywił usta w zdawkowy uśmiech. Celnik znał i takich gości. Łowcy głów mieli prawo normalnie funkcjonować. Zwykle to właśnie oni wymierzali sprawiedliwość z ramienia Huttów. W słuchawce jednak Frog, który doglądał statku z zewnątrz, zaczął narzekać na liczne uzbrojenie statku.
- posiada pan kod zlecenia, albo numer kontraktu? - Łowca Głów miał numery starych kontraktów, celnikowi chodziło głównie o to, czy działa z ramienia Huttów, nie chciał przypadkiem wpuścić uzbrojonego statku piratów. Ten zaś podał datapad z niemałą historią jawnych kontraktów. Celnik tylko powierzchownie przeczytał przykład zlecenia, byle się upewnić. Jedno wpadło mu w oko. Skoro robił dla Zordo, nie było czego się zbytnio obawiać. Znają go i unikalne kody kontraktu Huttów się zgadzały. Sprawdził tylko, czy kontrakt jest w bazie uznany za aktualny. Najwidoczniej Zordo nie wygasił ich relacji, pomimo kilkuletniej nieobecności, nie to co reszta jego kontrahentów. Dla celnika najważniejsze było, że to nie pirat, a jeśli już, to działa on z odpowiedniego ramienia.
- Tukin Rothescul?... jasne.... Skan pana statku i identyfikacja zostanie podana do Wielmożnego Tambu, jeśli dojdzie do doniesień o zniszczeniach mienia na lądzie. Życzę udanych łowów - skwitował facet zmuszając się do uśmiechu.

***

Droga była wolna, czy może raczej przelot statkiem bez ryzyka ostrzału z kosmicznej stacji, czy też ścierania się myśliwcami wyplutymi przez nią. Zabrak spokojnie wdarł się w atmosferę i wkrótce szybował wśród chmur zielonej, spokojnej planety. Prowadząc maszynę w zaznaczone współrzędne, dostrzegał z kokpitu, jak krajobraz powoli ukazuje mu więcej detali. Pojedyncze drogi i ogromne połacie pól. Wielki plac z szerokim kompleksem budynków i kilkoma frachtowcami na lądowisku były celem jego aktualnej podróży. Komputer ostrzegł łowcę o identyfikacji licznego uzbrojenia naziemnego, zdolnego przebić osłony i zniszczyć kadłub. Ważka najwidoczniej nie szczędził sobie kredytów na stosowną ochronę. Dosłownie chwilę potem otrzymał nadchodzące połączenie. Holoprojektor nieopodal sterów wypluł postać jakiegoś Nikito. Tukin przełączył na autopilota i wybrał na komputerze miejsce lądowania obok innych frachtowców, by aktualnie skupić się na rozmowie z kontrolerem lotów.
- Kto leci? Nie rozpoznajemy was. Określcie się przybyszu - wyraz twarzy miał skoncentrowany. Jego oczy też co chwilę wędrowały gdzie indziej jakby czytał dane z innego miejsca.

Możesz spokojnie ograć resztę rozmowy z Nikito. Pozwolą Ci wylądować i spotkać się z Ważką. Osobiście go spotkasz na placu treningowym, gdzie szkoli aktualnie najemników. Ograj scenę. Zatrzymaj się na tym, jak on zwraca na Ciebie uwagę lub na tym jak Ty do niego docierasz. Możesz też określić zamiary lub wygwiazdkować wątek z zadanymi do niego pytaniami, albo najlepiej wyślij mi je na PW to uwzględnię treść w swoim następnym poście. Pamiętaj, że nie będzie się chciał z byle powodu dzielić informacjami. Jak dla niego możesz być obcym gościem i uważaj na powoływanie się na swoją dotychczasową przeszłość, wiesz dlaczego. Powodzenia.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6204
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Vestibor Rothal » 25 Lip 2018, o 14:56

Autopilot oznajmił swym mechanicznym głosem fakt, że został włączony.

- Rothescul Tukin, mam pozwolenie od władz na przylot tutaj.

Niktito widocznie bardziej zajęty był własnymi sprawami i owa lakoniczna wypowiedz wystarczyła mu nad wyrost. Statek powoli lądował na wyznaczonej mu płycie lotniska. Równie powoli otworzyły się drzwi, z których w pełnym uzbrojeniu wysunął zabrak. Znalezienie ważki nie było trudne, był dość wyróżniającą się osobistością na placu treningowym. Gdy zobaczył powoli dążącego do niego Tukina, przerwał swoje aktualne czynnościi stanął w rozkroku, oczekując gościa. Na zmianę zachowania zwrócił uwagę i Rothescul.
Przyszedł po konkrety: kim dokładnie jest jego cel, gdzie ostatni raz go widziano, co zamierza i czym tak bardzo mógł się narazić, a przede wszystkim co musi zrobić, by otrzymać takowe informacje od Ważki.
Awatar użytkownika
Vestibor Rothal
Gracz
 
Posty: 117
Rejestracja: 8 Lis 2015, o 00:22

Re: [Hosko] Człowiek wielu żyć

Postprzez Mistrz Gry » 29 Lip 2018, o 11:52

Przy głównym wejściu do kompleksu, gdy dwójka ludzkich strażników dostrzegła uzbrojonego po zęby najemnika w pierwszym momencie unieśli karabiny przed siebie, mierząc w groźnie wyglądającego przybysza. Rothscul uśmiechnął się kpiarsko, wykonując powoli gest wznoszenia rąk ku górze. Nie stanowili dla niego szczególnego zagrożenia.
- Rozumiem, że mnie nie wpuścicie co? Tylko nie przyzwyczajajcie się - powiedział ściągając to z siebie poszczególne bronie i dając im na przechowanie. Robił to od niechcenia. Z przyzwyczajenia zawsze się wyposażał we wszystko. Zwykle udawał się w innym celu, aniżeli pogawędka i zapomniał się zwyczajnie. Żałował głównie czasu i... uczucia rozłąki.

- Ten malutki też? - dwumetrowy łowca spochmurniał już całkiem. Z tym koleżką się nie rozstawał tak o. Co prawda jego zbroja była w sumie najgroźniejszym elementem wyposażenia, jeśli chodzi o bliskie spotkania, ale z tą niewielką bronią miał długą przeszłość. Czekał na niego w zbrojowni.
- To ciężki blaster, facet! Nie wejdziesz z tym do Celeo.
- ten gość to najemnik? Czy może raczej czołg grawitacyjny? - zapytał drugi, patrząc z niedowierzaniem na stertę broni na stoliku, po czym wzniósł ponownie wzrok na dwumetrowego Zabraka.
- Nie interesuj się - odparł z ledwo ukrywanym uśmiechem na twarzy. Przyjemnie było widzieć, że byli zupełnie nieprzygotowani na takiego przybysza jak on.
- Zamiast tego zaprowadź mnie do Celeo, mamy ważny biznes do obgadania. I lepiej by sprzęt się zgadzał na powrocie - pouczył drugiego ostrzegając go wskazującym palcem i wbijając w niego na chwilę wzrok.

Człowiek zaprowadził "rozbrojonego" łowcę przed oblicze przywódcy. Po drodze Tukin przyglądał się ścianom i pomieszczeniom kompleksu budynku. Niechlujnie trzymana podłoga z jakiegoś taniego linoleum, sprzątana najwidoczniej tylko wtedy kiedy na prawdę coś paskudnego się rozlało, cuchnęła czymś sfermentowanym. Co poniektóre szklane płytki oświetleniowe na szarym suficie były rozbite i najwyraźniej nikomu się nie śpieszyło by je wymienić. Niepomalowane ściany były ledwo żelowane na biało i to nierówno. Gdzieś były, to ślady po rozlaniu jakiegoś płynu lub zgnieceniu natrętnego owada. Pajęczyny w kątach też się pałętały. Otwarte drzwi do kwater czy biur oraz magazynów prezentowały podobnej kategorii porządek.

Rothescul w końcu dotarł na plac treningowy. Był bardzo obszerny, taki mały poligon. Z daleka można było dostrzec nawet jakieś pojazdy bojowe. Grube metalowe bloki stały w równych odległościach, a na nich klasyczne plastikowe tarcze. Strzelcy próbowali trafić cel ze stu metrów, daleko za szukanym Twilekiem. Sam Celeo aktualnie zajmował się bojowym szkoleniem walki wręcz. Ubrany w wojskowy mundur zapowiadał co się stanie. Kilku ludzi stało w okół pary trenującej i przyglądali się nadchodzącemu starciu. Górujący wzrostem Trandoshanin rzucił się z nożem na niebieskiego Twileka, celując realnym ostrzem na jego krtań. Bojowy ryk towarzyszył pędzącej broni by zadać śmierć. Twilek zbił łokciem cios i jednym kopniakiem w staw kolanowy przeciwnika wytrącił go nieco z równowagi. Korzystając z kopnięcia przeturlał się do tyłu i już miał blaster w ręku wymierzony w zielonoskórego
- Widzicie jak to się robi?? Każdy ruch ważny, bo wam łeb ustrzelą, jak będziecie dreptać w miejscu. - podszedł do jednego i klepnął go po twarzy
- Do ćwiczeń! JUŻ - zarządził, widząc, że zbliża się do niego wspomniany gość. Nie schował blastera i zatrzymał się od Zabraka trzy metry
- Kim Ty kurwa jesteś? Czego chcesz?
- Tukin Rothescul. Łowca Głów. Mam do Ciebie kilka pytań, chciałbym żebyś mi na nie odpowiedział
- A niby dlaczego miałbym Ci na cokolwiek odpowiadać koleś? - rozstawił szeroko ręce i uśmiechnął się złowrogo. Tukin był od niego wyższy i postawniejszy, ale Ważka w ogóle nie miał cienia wątpliwości w oczach. Musiał walczyć nie raz z większymi od siebie i lepiej uzbrojonymi.

Odpis możesz dać krótki. Prowadzimy rozmowę.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6204
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

PoprzedniaNastępna

Wróć do Przestrzeń Huttów