Content

Przestrzeń Huttów

[Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Image

[Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Postprzez Mistrz Gry » 30 Maj 2019, o 11:16

IG-102 przylatuje z nieznanej przestrzeni

Droid przeszedł do mostka kapitańskiego, skąd przez iluminatory miał widok na księżyc. Nie, żeby widok mógł zrobić na nieorganicznej istocie jakieś wrażenie, MagnaGuard chciał jednak dobrze zapamiętać, gdzie ląduje.
Bez większych przeszkód weszli w atmosferę, przeszli przez pierwszą kontrolę i lecieli dalej, ponad bezkresnym molochem.
Mijali w dole dzielnice wszelkiego rodzaju. Zwykłemu człowiekowi mogłoby zakręcić się w głowie od nadmiaru budynków, neonów i nisko latających pojazdów. Na szczęście droid nie miał tego problemu.
Zwolnili w sektorze, który z daleka wyglądał na bogatszy. Wieżowce były zadbane, błyszczące durastalą i ogromnymi iluminatorami. Lądowisko, na które zaczęli osiadać, było położone na tyle wysoko, że nie było z niego widać dolnych i ciemniejszych poziomów miasta.
Gridley sprawnie posadził statek. Kiedy tylko wyłączyli silniki, z wejścia do wieżowca wybiegło kilku ludzi. Część z nich była w mundurach, pozostali w pancerzach, które wyglądały nawet na porządne. Ci drudzy trzymali w rękach karabiny blasterowe.
Kiedy komando wyszło ze statku, na lądowisko wszedł kolejny mężczyzna. Siwe włosy miał ścięte na jeża, brodę gładko ogoloną. Spod krzaczastych brwi spoglądały na nich małe, głęboko osadzone oczy. Jego twarz znaczyły liczne szramy, nie wyglądały one jednak na blizny.
Mężczyzna był potężnie zbudowany. Mięśnie ramion i klatki piersiowej grały mu pod ubraniem podczas chodzenia, co groziło rychłym popękaniem szwów koszuli. W ustach natomiast trzymał krótkie, widocznie wielokrotnie palone cygaro.
Bez większych wyjaśnień czy wylewności podszedł do Gridley'a i uścisnął mu rękę.
- Witamy na Księżycu Przemytników - powiedział, uśmiechając się półgębkiem - Zapraszam do mojego biura.
Ruszyli zatem za nim. W tym czasie część ludzi, która ich nie eskortowała, zajęła się sprawdzaniem statku. Jednak nikt nie zabrał im broni, którą mieli przy sobie.
Poprowadzono ich do dużego gabinetu. Mężczyzna usiadł przy swoim biurku i wskazał im przygotowane krzesła, ustawione w półokręgu. Za plecami gospodarza umieszczone było ogromne okno z widokiem na czubki budynków wokół wieżowca.
- Nazywam się Berret Web - podjął ich gospodarz - Wasz nowy pracodawca. Mam dla was szczegóły zlecenia, bo skoro tu jesteście i z własnej woli poddaliście się kontroli, to liczę na owocną współpracę.
- Wiecie już, że waszym celem są Kasjusz i Ankolis. Macie ich sprowadzić żywych, dlatego też jest to zadanie niełatwe. Ci dwaj byli zamieszani w planowany napad na pewne kasyno. Udało mi się dostać do grupy, która to planowała, ci dwaj jednak uciekli. I tutaj zaczyna się wasze zadanie.
Mężczyzna podał plik kartek Cassinowi, a ten puścił je w obieg. Były tam zdjęcia poszukiwanych oraz dane miejsc ich ostatnich pobytów.
- Skoro byli w stanie uciec przede mną - zaczął ponownie, zaciągając się cygarem - To znaczy, że mają jakiegoś potężnego sojusznika. A moi przełożeni nie chcą przykładać ręki do czegoś, co może zepsuć kontrakty ich przełożonych. Skomplikowane, ale tutaj tak to działa. Dlatego sprowadziliśmy was. Jeśli potrzebujecie jeszcze jakichś informacji, jestem do waszej dyspozycji.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6925
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Postprzez Sskirt » 17 Lip 2019, o 15:10

Oprogramowanie nasunęło droidowi skojarzenie, że powierzchnia Nar Shadda dość mocno przypomina tą, jaką miał okazję rejestrować podczas ataku na Coruscant. Podobne wysokie budynki, sznury pojazdów i rozświetlane neonami ciemności niższych poziomów aglomeracji.
Nawet grupka istot, która wyszła im na przeciw miała wiele analogi z tą, na którą natrafili, gdy lądowali w hangarze, żeby porwać z bunkra ówczesnego kanclerza. Byli nienajgorzej zorganizowani i nieźle wyposażeni, a nawet też pilnowali kogoś na te standardy ważnego. No i tu podobieństwa się kończyły, bo wtedy wystarczyło dojść po trupach do niezbyt odległego celu, a teraz dopiero zaczynali swoje poszukiwania. No i nie byli w stanie obracać w peżynę powierzchni planety. Nawet punktowo.
Normalna istota, członek drużyny w dodatku, pewnie nie wepchnęła by się bezczelnie ze swoją wypowiedzią przed wypowiedź kapitana tejże i to bez narady z nim. Robot jednak nie odczuwał, żeby te zasady w jakichś sposób na nim ciążyły, to też po utworzeniu do pamięci kopi puszczonych w obieg dokumentów sformułował pytanie.
- Mówiłeś o grupie, czy to oznacza, że złapaliście jej resztę? I - dodał po chwili z wyczuwalnym akcentem na pierwszym słowie - właściwie przesłuchaliście? To w końcu byłoby źródło informacji o ich wspólnikach
Wielowątkowe oprogramowanie droida równolegle do rozmowy zabrało się za analizę skopiowanych wcześniej kartek, zwracając szczególną uwagę, czy nie powtarzają się jakieś miejsca lub typy miejsc, gdzie byli oni widziani. Pewna uwaga została też przypisana do sprawdzenia co reprezentują sobą jeśli chodzi o aspekt miliarny, czyli w walce.
- Zasadniczo przydałaby się też wiarygodna mapa okolicy, jako osoba obracająca się tutaj na pewno masz coś takiego.
Image
Awatar użytkownika
Sskirt
Gracz
 
Posty: 198
Rejestracja: 3 Sie 2016, o 21:59
Miejscowość: Września

Re: [Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Postprzez Mistrz Gry » 19 Lip 2019, o 10:24

Gridley rzucił droidowi spojrzenie spode łba, ale kiedy wysłuchał jego pytań widocznie stwierdził, że lepszych by nie zadał, dlatego wzruszył ramionami i czekał spokojnie na odpowiedź. A IG-102 zarejestrował sobie, że jak na przywódcę, Gridley niezbyt umie dbać o dyscyplinę we własnym oddziale.
- Grupa, o której mówię - odparł Web - Została wyeliminowana zgodnie z naszymi procedurami.
Droid, po powierzchownej analizie tych słów łatwo wywnioskował, że owa grupa do żywych nigdy nie wróci.
- Ale - kontynuował Barret - Przesłuchaliśmy jedną osobę, zanim... dołączyła do reszty swoich ziomków. Od niej też dowiedzieliśmy się, że w grupie są jeszcze Kasjusz i Ankolis. I od niej pochodzą informacje, które wam przekazałem.
- Mapę oczywiście mam - podał Gridley'owi niewielki chip - Zaznaczono na niej miejsca, w których ostatnio pojawiali się poszukiwani oraz dane o wspomnianych miejscach, lokalach bądź ich właścicielach.
Gridley schował mapę, a IG-102 tymczasem skupił się na analizie poprzednich danych.
Szybko zauważył, że Kasjusz i Ankolis najczęściej widywani byli w nocnych klubach i barach. Nie dziwiło go to, bo w końcu jeśli byli w i d z i a n i, to na pewno w miejscach publicznych, ale wskazywało to chociaż, jakie miejsca preferują. Albo jakich znajomych do pomocy mają.
Ostatnim miejscem, w którym widziano ich zaledwie wczorajszego wieczoru, był bar "Brzdęk". Świadek, który udzielił informacji, widział dwójkę mężczyzn wchodzących na zaplecze. Wychodzących nie widział.
Całą analizę przeprowadził dosłownie w kilka sekund, nie odwracając uwagi od toczącej się jednocześnie rozmowy:
- Jedna rzecz mi nie pasuje - odezwała się Ayanami - Skoro dorwaliście tak łatwo całą grupę, dlaczego ciągle wymyka wam się ta dwójka? Dlaczego musieliście posłać aż po nas?
Barret Web uśmiechnął się obrzydliwe, ssąc cygaro.
- Jest to jedna z rzeczy, które staramy się ustalić - odpowiedział - Też chciałbym wiedzieć, jakim cudem w jednej chwili mamy świeże informacje, o miejscu ich pobytu, a kiedy grupa uderzeniowa ląduje na miejscu, chłopaczków już nie ma. Podejrzewamy - przełknął ślinę. Przerwa w zdaniu była niezauważalna dla człowieka. Ale nie droida - Podejrzewamy, że pomaga im ktoś wysoko postawiony, albo że korzystają z pomocy półświatka. W każdym razie sprawnie się organizują i równie sprawnie wodzą moich ludzi za nos. Mamy tylko nadzieję, że nie spodziewają się zatrudnienia przez nas kogoś takiego, jak wy.
Web spojrzał po twarzach zebranych przed nim łowców.
- Potrzeba wam czegoś jeszcze? Kiedy chcecie zaczynać akcję?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6925
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Postprzez Sskirt » 13 Wrz 2020, o 12:24

- Przydatny będzie pojazd repulsorowy na 7 istot ze stabilizowanym miejscem dla snajpera - wypowiedział się(znowu w imieniu całej grupy) droid - z nim ruszymy natychmiast.
Oprogramowanie ułożyło już podstawy planu, a przy wszelkich akcjach(nie-pokojowych), bojowy droid preferował działanie z ciężkim mobilnym wsparciem(najlepiej latającym). Brak kanonierki HMP, mogącej w razie czego zrzucić oddział B2 lub zniszczyć przeciwnika rakietami, można było na razie rekompensować w taki sposób.

- To kasyno, które planowali okraść jest jakieś szczególne? Słabo chronione? Właściciel ma wrogów? I co z tym wszystkim łączy Ciebie i twoich przełożonych? - tutaj już nawet niezbyt dyplomatyczne oprogramowanie droida odniosło wrażenie, że, zadając niewygodne pytania, wszedł na grząski grunt, na którym dość ciężki droid bojowy powinien stąpać ostrożnie. Nie przeszkodziło mu to jednak w wypowiedzeniu ostatniego pytania z lekkim tonem oskarżenia.


***


Gotów jestem teraz na ewentualny spór o kompetencje dowódcy tego oddziału, gdyby sam zainteresowany miał odwagę o to się upomnieć. Możemy drzeć koty w pojeździe przy reszcie ekipy, albo podczas spaceru do Brzdęku(tudzież gdzie indziej). Jemu też pozostawiam podział drużyny na mobilną i pieszą(ale ja idę pieszo)


***


Wyglądało na to, że bar "Brzdęk" będzie kolejną drobną spelunką, jakich pełno na niższych poziomach miast-planet. Jedną z tych takiego gatunku, gdzie nawet najdroższy alkohol zostaje solidnie rozcieńczony wodą nim trafi do zamawiającego, a po części(jeśli nie większości) neonowych liter szyldu pozostało tylko dość odległe wspomnnienie w postaci nieco jaśniejszych konturów na fasadzie lokalu. Takie przynajmniej można było mieć przeczucie, gdy szło się niższymi poziomami Nar Shadda, podziwiając szeroki przekrój takich podejrzanych lokali i jeszcze bardziej podejrzanych ich stałych bywalców.
Rachunek prawdopodobieństwa głosił, że druga część drużyny w pojeździe repulsorowym powinna mieć już zajętą pozycję przy "Brzdęku". Tymczasem reszta i droid, wysadzeni około kilometr dalej, przemieszczali się do niego pieszo.
Gdy byli już całkiem blisko, dość niespodziewanie dla wszystkich, z głębokiego mroku przy jedym z murów wyłonił się podejrzany osobnik i podszedł do nich. Robot co prawda zauważył go już wcześniej, widząc dobrze nawet przy ograniczonej ilości światła, ale po drodze mineli już tyle zaułków i ich podejrzanych mieszkańców, że przestał on zwracać na nich większą uwagę. Rzeczony osobnik był młodym, średniego wzrostu człowiekiem, ubranym w skórzaną kurtkę z kolcami i mającym na głowie, również podzielonego na kolce, wściekle kolorowego irokeza. Nienaturalnym krokiem podszedł on do robota. Jego twarz nosiła znamiona pobudzenia, a oczy były, jak to określa fachowa literatura, lekko wytrzeszczone.
- Igiełki śmierci? Tanio sprze... ou - mężczyzna najwyraźniej sam był pod wpływem tego co proponował i dopiero po chwili przyćmiony umysł zdał sobie sprawę, że twór, do którego podszedł, na pewno nie będzie zainteresowany użyciem tej używki. Tak też się stało.
I tak jak lecący owad trzaśnięty packą leci poza zasięg ręki użytkownika packi, tak i ta istota po przyjęciu prostego od androida bojowego, upadła w mrok na miejsce, z którego do nich podeszła. Mniej więcej.
Z drugiej strony ten narkoman mógł się okazać... użyteczny, wywnioskowało oprogramowanie droida. Podszedł on do niego i chwytając manipulatorem za materiał ubrania, dźwignął go na nogi. Potem spojrzał na współtowarzyszy.
- Pokażcie mu zdjęcia szukanych, każdego zaczepia może i ich widział - oprogramowanie nie wiązało z tym dużych szans, ale skoro ktoś się napatoczył można było go sprawdzić.
Image
Awatar użytkownika
Sskirt
Gracz
 
Posty: 198
Rejestracja: 3 Sie 2016, o 21:59
Miejscowość: Września

Re: [Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Postprzez Mistrz Gry » 14 Wrz 2020, o 17:20

- Zapewnimy wam wszystko, czego potrzebujecie - odparł Web, słysząc prośbę o sprzęt.
Natomiast słysząc pytania droida, uśmiechnął się nieprzyjemnie.
- Owe kasyno - zaczął Berret - Jest jednym z wielu, które prowadzi mój pracodawca. Jest doskonale chronione, bo przeze mnie. Jest szczególne, bo Casino Resplendent bawi najznamienitszych gości, jakich opłaca się zapraszać na Nar Shadda. Jest również niezwykle miłe swojemu właścicielowi, przynosi mu bowiem znaczące zyski. Wydaje mi się, że tyle musicie o nim wiedzieć i że to wam wystarczy.
Berret Web wstał, razem z nim podnieśli się pozostali.
- Jutro bądźcie w południe na lądowisku, na którym zostawiliście dzisiaj wasz statek, moi ludzie będą czekali z waszym sprzętem. Podkreślam jednak, że wypożyczamy wam go, nie oddajemy na własność. A na razie mogę wam życzyć owocnych łowów.


***



IG-102, tak jak inny członkowie ekipy, został wyposażony w komunikator, dzięki któremu on, Gridley i Cassin mogli utrzymywać kontakt z Ayanami i Crixonem, którzy przyczaili się w pojeździe repulsorowym na dachu niedaleko "Brzdęku". "Czujki" w osobie Twi'lekanki i Devaronianina nie wahały się natomiast wyrażać subiektywnych opinii na temat działania droida.
- Niech ktoś go przyhamuje - Magna Guard usłyszał głos Crixona - Bo gotów nam wyrzucić połowę świadków przez okna tej dziury.
- Słyszysz, droidzie? - odezwała się Ayanami - ostrożniej ze świadkami.
Tymczasem Cassin odnalazł narkomana w stercie odpadków i przyciągnał go, trzymając za bark.
- Nie, żebym miał coś do twoich technik przesłuchiwania - odezwał się Gridley, póki Cassin doprowadzał nieznajomego do "stanu używalności" - Ale rzeczywiście, mógłbyś przyhamować. I z łaski swojej pozwól mi wykonywać swoją robotę, czyli dowodzenie, jasne? Przypominam tylko, że kiedy pierwszy raz się spotkaliśmy, mówiłem, że oczekuję wykonywania moich rozkazów. Nie zapominaj, z czyjej ręki na olej masz.
Obity narkoman w końcu wykazał jakiś odruch instynktu samozachowawczego i załkał:
- Powiem co chcecie!
Gridley dał znak, Cassin opuścił pięści. Dowódca Komanda klęknął przy przesłuchiwanym i przystawił mu do nosa holoprojektor, na którym wyświetlił podobizny Kasjusza i Ankolisa.
- Poznajesz tych dwóch? - zapytał, z pozoru uprzejmie - Byli tu ostatnio, więc nie kłam, bo będę wiedział, czy mnie oszukujesz.
- Tak! - odparł ulegle niedoszły diler - Widziałem ich, ale dwa dni temu. Przyszli tu w środku nocy i rozmawiali z barmanem, nic więcej nie wiem, przysięgam, niebijciejużjabędędobrypowiemcochceciealewięcejniewiembłagamdobrypanie...
- Już, już, już - Gridley powstrzymał potok słów gestem - Już wystarczy. Nie widziałeś, którędy albo z kim wychodzili?
- Nie! Przysięgam!
- Wierzę.
Dowódca wstał, schował projektor, skinął głową. Cassin podniósł mamroczącego błagania mężczyznę, trzymając za kołnierz wyprowadził w sąsiednią uliczkę i kopniakiem posłał w jej głąb.
- Wchodzimy do środka - powiedział Gridley przez komunikator - Dobrze by było, Ayanami, gdybyś miała na oku to wejście i dała znać, kiedy będzie się ktoś zbliżał.
- Robi się, szefie.
- Widzisz, droidzie? - powiedział Gridley, kiedy w trójkę wchodzili do baru - Takiego czegoś oczekuję. Posłuszeństwa i odrobiny szacunku, rozumiemy się?
Bar w środku robił jeszcze gorsze wrażenie, niż od zewnątrz. Na środku mieściło się podwyższenie dla kapel lub tancerek, wokół niego ustawione były stoły i krzesła, stanowiące przypadkową zbieraninę mebli. Kontuar mieścił się w głębi, a za nim stał pulchny, zarumieniony mężczyzna, który właśnie wyciągał szyję, żeby dojrzeć wchodzących nad głowami pozostałych klientów.
Prowizoryczna scena była pusta, a zajętych stolików było mniej, niż połowa, niemniej jednak rozmowy i rozgardiasz trwały. Mało kto zwrócił uwagę na nowo przybyłych, co mogło być tak dobrym, jak i złym znakiem.
Gridley nie uznał tego miejsca na tyle stosownym, by zdjąć kapelusz. Poprawił nakrycie głowy, odchrząknął i ruszył ku barmanowi.
- Pora mu zadać kilka pytań.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6925
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Postprzez Sskirt » 19 Wrz 2020, o 15:45

Mocą a prawdą, to droid nie widział jeszcze złamanego kredyta za wysiłki, jakie podejmował dla pracodawcy, tak więc tzw. "odrobinę szacunku" droid mógł mieć tylko dla kogoś, kto coś sobą zaprezentował, a nie tylko dużo mówił. Zresztą i zwrot "odrobina szacunku" mógł być tu użyty nieco na wyrost.

Oprogramowanie było zdania, że gdyby wystawić barmana za krawędź dachu jego lokalu, głową w dół, trzymając go za nogę, to rzeczony barman wyśpiewałby wszystko. Niemniej teraz robot chciał sprawdzić jak drużyna sobie poradzi używając tylko swojego dyplomatycznego podejścia. Potem najwyżej zawsze będzie mógł użyć swojego rozwiązania siłowego. Przechodząc pomiędzy przypadkowo skompletowanymi stołami i krzesłami, trzymał się za plecami drużyny, a nawet udało mu się nikogo nie potrącić i nie sprowokować, wszakże "dyplomatyczną wizytę" w lokalu nie dobrze byłoby zaczynać od zwykłej karczemnej rozruby. Zajął pozycję z boku kontuaru, pod ścianą, uważnie słuchając rozmowy prowadzonej przez Gridleya ze wspomnianym barmanem. Przy okazji obserwował też i z grubsza nasłuchiwał, co mówią i co się dzieje w reszcie pomieszczenia. Z grubsza, bo w lokalu panował pewien rozgardiasz, który był w stanie całkiem dokładnie analizować, ale nie widział takiej potrzeby. Gdyby ktoś czegoś próbował, albo po coś sięgnął w ich kierunku, to android był przekonany, że dosłownie wybije mu ten pomysł z głowy. Przestawił manipulatorem moc swojej pałki, tak, żeby osobnik, który nią dostanie, tylko doznał wstrząsu, a się aby nie przekręcił, chociaż przy oberwaniu nią w głowę, czy okolice serca/rdzenia kręgowego to mogło być różnie. Podobnie i blaster przestawił na ogłuszanie.
Image
Awatar użytkownika
Sskirt
Gracz
 
Posty: 198
Rejestracja: 3 Sie 2016, o 21:59
Miejscowość: Września

Re: [Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Postprzez Mistrz Gry » 22 Wrz 2020, o 21:00

Droid postanowił podarować sobie wstęp, który Gridley przygotował dla barmana (podejrzewał, że mężczyzna obmyślał te słowa przez całą drogę do baru) i zajął się nasłuchiwaniem odbywających się w pobliżu rozmów.
- ...i zaczęli strzelać. Mówię ci, takiej akcji to jeszcze na dzielnicy nie było. Potem mówili, że pozbyli się "niebezpiecznych dla społeczeństwa elementów". Szwagier miał magazyn obok.
- A ci skąd się wzięli? Lepiej będzie wyjść, bo na awanturnych wyglądają.
- Jak znam życie, pytają o tych dwóch, co ich ostatnio ktoś szukał. Celebryty się nam tu nazjeżdżały.
- ...zajebiście się po tym rzyga, mówię ci. Także nigdy nie mieszaj z tym niespodzianki z banthy...
-...tych dwóch osobników - powiedział Gridley, nachylając się do barmana i przybliżając mu wyświetlacz pod sam nos - I że jesteś osobą, która może wskazać nam miejsce ich prawdopodobnego przebywania.
Barman oblizał nerwowo wargi, wytarł ręce o fartuch.
- Nie pamiętam wszystkich moich klientów - odpowiedział wreszcie - Mam ich tu dziesiątki. Jeśli chcecie odnaleźć zaginionych przyjaciół, możecie iść z tym do straży...
Oprogramowanie droida podpowiedziało mu, że jeszcze żadna istota organiczna nie próbowała wciskać drugiej takiego kitu. Oczywiście przedstawiła to w formie linijek kodu, wyświetlenie których poprzedziła drobiazgowa analiza.
- My się chyba nie zrozumieliśmy - powiedział Gridley, wyraźnie zniecierpliwiony - Zastanów się dobrze - czy przychodzilibyśmy do ciebie, gdybyśmy mogli to załatwić gdzie indziej?
Barman zastanawiał się. Bardzo intensywnie.
Droid wyliczył, że coś może potoczyć się nie po ich myśli.
- Bardzo chciałbym dogadać się w sposób pokojowy - kontynuował Gridley, położywszy dłoń na kaburze - Bo widzisz, nie lubię być zmuszany do robienia brzydkich rzeczy. Rzeczy, których potem będę żałował.
Odezwał się komunikator dowódcy. Gridley zbliżył urządzenie do twarzy, nie spuszczając oka z barmana.
- Wal.
- Pięciu gości idzie do baru - zameldowała Ayanami na ogólnym kanale - Zaraz będą w środku. Wszyscy pod bronią i w jednakowych płaszczach.
- Zawsze to samo - westchnął Gridley, odwracając się do droida - Gdzie oni ubrania kupują, w sklepach dla wielodzietnych?
Wtedy dwie rzeczy wydarzyły się jednocześnie. Barman wyciągnął spod lady karabin blasterowy t-21 i wycelował w Gridelya; do baru weszło pięciu mężczyzn, wszyscy w jednakowych płaszczach, wszyscy z blasterami w rękach; goście zamarli, jedni wpatrzeni w bar, pozostali w drzwi. Muzyka przestała grać.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6925
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nar Shadda] - Kto pierwszy, ten lepszy

Postprzez Sskirt » 14 Paź 2020, o 12:28

Jeszcze gdy barman wciskał Griedleowi kit, którego nawet droid by nie kupił, robot chwycił za posiadany w kaburze blaster. Nie żeby go z niej wyciągnął, ale oprogramowanie podpowiedziało mu, że mogą wydarzyć się rzeczy względnie niespodziewane, dlatego się do nich przygotowywał.
Tak też się stało, a wydarzenia, jak na standardy ludzkie, potoczyły się naprawdę szybko. Mimo to automat z chłodną i bezlitosną kalkulacją obserwował ich rozwój i brutalnie na niego odpowiadał. Tego wieczora nie planował, żeby coś mu się wyrwało spod kontroli, a przynajmniej nie na stałe...
Gdy Gridley dostał komunikat o "gościach" droid wyjął blaster z kabury, a gdy barman schował ręce pod ladę, dyskretnie w niego wymierzył, w końcu stał z boku kontuaru. Dowódca popełnił błąd odwracając się bokiem do lady i gruby mężczyzna to wykorzystał, wyciągając nieco nieoczekiwanie spod niej spory blaster T-21.
Android zareagował na ten ruch od razu, jego wokabulator nadał komunikat głosem lekko zapijaczonego, stałego bywalca - Barman, koreliańska wishy dla wszystkich na mój koszt! - głos naprawdę zabrzmiał jak ludzki, a był zmodyfikowany tak, żeby dla ucha człowieka wydawało się, że pochodzi z głębi pomieszczenia. I zadział.
Barman, odruchowo, obejrzał się za Gridleya, na nieistniejącego wołającego go klienta, kątem oka zauważył też droida, celującego w niego z blastera i była to ostatnia rzecz jaką zobaczył... napiętą ciszę w barze przerwał głośny wystrzał, który podziałał mniej więcej tak, jak wyciągnięcie korka z wanny. Nagle wszyscy chcieli stąd spłynąć.

Wszystko wydarzyło się w ciągu zaledwie kilku sekund, strzał droida, upadek barmana, ogarnięcie się Gridleya, obrócenie Cassina, rzucenie się bywalców do wyjść i kolejne strzały.
Zabijacy, którzy wpadli do kantyny, dość szybko zareagowali na pierwszy strzał i wymierzyli w obecnych przy ladzie gości i droida. Pewnie nawet przerobili by ich na karmę dla banth, gdyby nie zamieszanie, jakie stworzyli uciekający klienci. Dzięki niemu oddali tylko kilka strzałów, w większości niecelnych, a celniejsze odbił MagnaGuard swoją pałką, jeden co prawda sięgnął Cassina, ale mandaloriańskie żelazo zatrzymało wiązkę i człowiek nie skończył z dymiącą, wypalona dziurą. Drużyna odpowiedziała również nieco przypadkowym ostrzałem, co skłoniło oponentów do rozdzielenia się i skrycia za stolikami oraz barowym podestem, przeznaczonym do występów. Cassin, Gridley i robot skryli się w tym czasie za kontuarem. Na te kilkanaście sekund zapanował impas. Można by powiedzieć, że obie strony czekały, aż sytuacja się wyklaruje, a wszyscy postronni opuszczą miejsce walki.
Automat szturchnął leżącego tam barmana, dalej był sztywny, ale powinien z tego wyjść. Zwłaszcza, że miało go czekać nieco nieciekawe, zwłaszcza jeśli to on będzie je mógł wykonać, przesłuchanie. W tym czasie Gridley połączył się z drugą częścią teamu - Jest burdel. Dajcie wsparcie....
Robot sięgnął manipulatorem po obecny na blacie dzwonek, ot zwykły dzwonek służący do przywoływania obsługi, gdyby ta gdzieś się zagubiła/zaginęła/tudzież opierniczała się na zapleczu. Wprawnym ruchem został on rzucony po wysokiej paraboli gdzieś na środek lokalu, jednocześnie wokabulator droida zakrzyknął głośno głosem przerażonego klienta - Termodetonator! - do drużyny zaś zakomenderował, tonem nie akceptującym sprzeciwu - Osłaniacie mnie!
- Co kur... - spróbował zaoponować Gridley, ale droid ani na tą odpowiedź nie czekał, ani jej nie słuchał. Po ułamku sekundy dzwonek nie był już jedynym obiektem w powietrzu. MagnaGuard wyskoczył za kontuaru na przynajmniej trzy metry w górę, a sześć do przodu i jeszcze w locie stwierdził, gdzie zajęła pozycję większość ich oponentów. Lądowanie za to okazało się nieco problematyczne i znajdujące się przypadkowo na drodze krzesło go nie przetrwało. Nic zresztą dziwnego, meble nie były przeznaczane, żeby spadał na nie ponad stu kilogramowy droid. Ekipa w płaszczach chyba spodziewała się, że w końcu usłyszą wybuch, ale zamiast tego zaskoczył ich odgłos ciężkiego spadające przedmiotu i trzask miażdżonego mebla. Na to wychylili się zza swoich zasłon i, gdy w końcu pojęli co się stało, otworzyli do droida ogień. Spóźnili się.
Cassin i Gridley w ślad za droidem wychylili głowy znad kontuarów i wymierzyli blastery w przestrzeń lokalu.
- Ten droid normalnie robi z siebie cel! - przetworzył odpowiedź Cassina system jego hełmu. Gridley takiego stanu rzeczy nawet nie raczył skomentować. Oczywiście nie ograniczyli się do tylko słów i gdy pierwszy przeciwnik wychylił się zza stolika Mando poczęstował go blasterowym boltem, który na miejscu wyłączył go z dalszej rozgrywki.

Zostało 4

Pozostali, choć już bez przekonania, zaczęli strzelać to do robota, to do konturaru. Kontuar odpowiadał swoimi strzałami i to dość celnymi, robot zaś w ogóle nie dawał się trafić. Nie było to zresztą dziwne, ledwo głowę na chwilę dłużej wychylili leciały w ich kierunku strzały, a robot ruszał się żwawo. MagnaGuard w kilku susach dotarł do pozycji najbardziej wysuniętego na lewo strzelca, w oczach mężczyzny pojawił się błysk zaskoczenia, wszak android przed momentem był na środku sali, a nie tu. IG nie zostawił mu jednak czasu do namysłu i, jednocześnie odbijając nieliczne strzały innych wrogów, posłał mu paraliżującą wiązkę ze swojego blastera i człowieka upadł na podłogę.

Zostało 3

To był ten moment, kiedy w grupę zaczęła wkradać się panika. Na razie powoli przechadzała się wokół pozostałych trzech najemników, ale zaczęła już im podszeptywać, że, być może, należy dać nogi za pas i się wycofać. Oni jednak jej nie usłuchali. Utrata prawie połowy drużyny nie była dla nich wystarczającym powodem do ucieczki. Musiały się przedstawić jakieś bardziej przekonujące argumenty, chociaż ich obecna sytuacja i tak nie była zbyt ciekawa. Android, który przykucnął za stolikiem, i jego kompani wzięli ich w krzyżowy ogień, ale jeszcze ich nie złamali...

Zostało 2

Wytapiając dziurę w szybie, przez okno wpadł wysokoenergetyczny bolt i, przepalając efektowny czarny płaszcz, sięgnął celu. Mężczyzna zwalił się na podłogę jak długi. Kompani spojrzeli z niedowierzaniem na jego stygnące ciało. Tak, zdecydowanie był trupem. I to była ta motywacja, jakiej im do tej pory brakowało, żeby śpiesznie opuścić to miejsce. Nie podnosząc głowy i jedynie z grubsza prowadząc ogień zaporowy, zaczęli się przekradać do drzwi, a MagnaGuard po łuku zmierzał za nimi. Ich drogi miały się przeciąć przy drzwiach.
- Przestańcie strzelać - rzucił robot do mikrofonu komunikatora.
Jak jastrzębionietoperz spada na granitowego ślimaka, nie zostawiając mu szansy na ucieczkę, tak wojenny android bojowy IG-102 MagnaGuard przeskoczył swoich oponentów i przeciął im drogę tuż przed drzwiami. Można było odnieść wrażenie, że sadystyczna część jego programowej osobowości, rozkoszuje się strachem, który odmalował się na twarzy najemników, gdy ten wprost spadł przed nimi.
- Będzie bardzo bolało - stwierdził niepokojącym tonem droid z naciskiem na drugie słowo.
Nic co dobre nie trwa wiecznie, tak i ten pojedynek musiał w końcu dobiec końca i robot nie chciał go już przedłużać. Jego oprogramowanie przetwarzało fakt, że przeciwnicy zgodnie pociągnęli za spusty blasterów. Analizował to, milimetr po milimetrze wciskanego spustu. Nie żeby zrobili to wolno, po prostu IG-102 szybko to przetwarzał. Toteż zanim z luf wyleciały wiązki zjonizowanego gazu, serwomechanizmy cofnęły androida z linii strzału i podziurawione zostały tylko drzwi. Odpowiedź nie była chybiona i, porażony paraliżującą wiązką z blastera mężczyzna, zaczął się w drgawkach zwijać po podłodze, momentalnie dołączył też do niego jego kompan.

Nikt nie został

Tylko, że nie była to zasługa ich metalowego przeciwnika. Gridley i Cassin dorzucili swoje 3 kredyty i znokautowali ich strzałami w plecy. Byli sztywni, choć część nadal żyła.
- Dobra, skończyliśmy - rzucił Gridley do komunikatora, idąc z Mando na spotkanie z droidem przy wejściu. Android bojowy przywitał ich komentarzem, ze znacznym odcieniem sarkazmu - Wiedziałem, że dyplomacja zawiedzie - i dodał - zbieramy żywych i przesłuchujemy? Mam w tej dziedzinie kompetentne opgramowanie...
Image
Awatar użytkownika
Sskirt
Gracz
 
Posty: 198
Rejestracja: 3 Sie 2016, o 21:59
Miejscowość: Września


Wróć do Przestrzeń Huttów

cron