Content

Przestrzeń Huttów

[Ugah'Uaulk] - Dzicz

Image

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Mistrz Gry » 20 Cze 2019, o 14:07

Po rozgorzałej walce nikt nie marudził, jeśli chodzi o pracę przy ostrokole. Marie straciła męża, ale miała jeszcze ich dzieci, starała się jak mogła. Dzieciaki były przerażone, Ulma zagarnęła je do siebie, zachęciła i tak zaczęli jej pomagać. Starowinka dość dużo wiedziała o codziennych zmaganiach zwykłych ludzi i zajmowała się obróbką mięsa i szykowaniem posiłków. Wraz z małymi pomagierami karmili resztę obozu. Jedynie Trovie zaczęło znów brakować odpowiednich lekarstw i stała się bezużyteczna. Nie poprosiła ponownie o więcej, wiedziała, że nie ma odpowiednich tabletek. Czekała aż jej przejdzie, żeby znów na chwilę zrobić coś, na przykład opatrzyć ranę gamorreana.

Ostrokół powstawał powoli. Teren był kamienisty. Ugnauthy zrobiły ze złomu dwa kilofy i łopatę by prace mogły postępować. Godzina mijała jedna za drugą, a kiedy wyrobiła się przestrzeń w około drzewa-kryjówki w końcu wyłoniła istna palisada dookoła. Istoty po ciężkiej pracy poszły zasłużenie odpocząć.
Kolejne dni nie obciążały mieszkańców drzewa. Decyzja Silvano oznaczała, że większość siedziała w środku. Mieli nieco czasu na regenerację i rozmyślania z pełnym żołądkiem. Mała społeczność stworzona z losowych istot zaczęła zazębiać przyjaźnie. Ci co nie potrafili się dogadywać, rysowali znaki w basicu. Wkrótce okazało się, że ugnauthy to kolejno Zix, Guz, Pimik. Starzy przyjaciele z fabryki droidów protokolarnych. Kiedyś konkurowali ze sobą o stanowisko szefa działu, ale za to sprytniejszy inny konkurent zorganizował porwanie rywali i sprzedaż na targu niewolników. Od tamtej pory trójka znienawidzonych rywali stała się przyjaciółmi, by wspierać się w trudnych warunkach niewoli.
Z gamorreanem było trudniej. Nie znał basicu w piśmie, mimo wszystko udało się ustalić jego imię i pochodzenie. Nazywał się Morgag z klanu Zuzmy, najsilniejszy wojownik i prawowity wódz klanu, podstępem wrzucony do niewoli przez spisek jego starszego brata Obrogga i przeklętych grzybiarzy. To ostatnie słowo nikomu nic nie mówiło, acz jakoś wytłumaczył, że to tacy bandyci na Gamorr.

Sam givin okazał się dość cierpliwym mentorem, mimo wymagającego podejścia i skrótowego podawania informacji. Uznał, że Silvano ma talent, choć mogło to wynikać bardziej z niesamowitej determinacji, jaką wykazywał się człowiek. Oboje wiedzieli, że muszą współpracować i kwestia przekazania wiedzy była bardzo istotna. Givin w końcu widział na własne oczy, jak umiera Derek, drugi nawigator. Jeśli ktoś miał dokonać kontaktu z kimś z zewnątrz to właśnie Givin lub wkrótce przywódca rozbitków Rayleigh.

***

Mając rzeczywiste pojęcie na temat technologii Ray słusznie wywnioskował, że hasło to tylko pierwsza linia obrony przed włamaniem. Cierpliwość, czas i fizyczny dostęp do urządzenia gwarantował przełamanie się przez obronę. Informacje handlowe zawierały dane kontrahentów martwego Neimoidiana i wielką listę faktur. Wydatki, nowe zakupy i sprzedaże. Te legalne i nielegalne. Współpracował bardzo blisko z Zygerriańską Gildią Niewolników. Był ich stałym podwykonawcą. Najczęściej uczęszczanym miejscem był księżyc Pantora, patrząc po fakturach. Świadczył przewóz ludzi dla firmy Scentix, za bardzo duże pieniądze, jakby był firmą ochroniarską przewożącą VIPów. Sama firma miała kilka swoich placówek, choć najważniejszą była placówka na Pantorze. Miał też kilka zleceń od Imperium, Huttów oraz od istot które zachciały zachować anonimowość. Kilku niezależnych przedsiębiorców z Zewnętrznych Rubieży kupowało od niego niewolników. Dane te w połączeniu z mapami nawigacyjnymi i historią przelotów mogły jasno nakreślić działalność firmy Neimoidiana. Pracował dla wielu i odwiedzał bardzo wiele różnych systemów, ale bardzo często wracał z siedzib Gildi lub innych miejsc od razu na Pantorę.
W sekcji warsztatów było napisane, że znajduje się tam ładunek nie zawarty w sekcji ładowni. Bardzo drogie kapsuły medyczne, wykonane na zamówienie w Arkanii, do doświadczeń genetycznych. Przeróżne bardzo substancje chemiczne i biologiczne, które mogły być traktowane jako broń biologiczna, czy chemiczna, patrząc po niektórych oczywistych oznaczeniach. Nie wszystkie informacje były jednak zrozumiałe dla Raya, nie mógł być pewien co to za substancje. Były to skomplikowane związki organiczne i jakieś bakterie, wirusy oraz jakieś siewki roślin. Reszta sekcji warsztatu uwzględniała narzędzia do naprawy i materiały niezbędne do zachowania dobrego stanu statku. Tutaj było widoczne skąpstwo Neimoidiana. Wszystkiego brakowało a cała sekcja została wyłączona z obiegu i użytku... choć przetrzymywano tam szczególnie ciekawe rzeczy.
Dziennik osobisty spełniał rolę swoistego organizatora. Kapitan statku miał zaplanowane wizyty przypisane do miejsc osób i przewożonych towarów.

Toydaria - handlarz Rotti
- zakup niewolników, zadbać o różnorodność rasową
- sprzedaż alkoholu z Correlii i stali z Metalorn.

Hosko - Ori Germutov
- dostarczenie siewek roślin
- odebranie paczki dla Scentix
- zakup żywności

Nar Shadda - Robert Zachkin
- wzięcie na pokład pana profesora
- zakup towarów luksusowych

Tatooine - Fillis Starfly
- sprzedaż zaopatrzenia
- nabycie niewolników
- odebranie paczki dla Scentix

Pantora
- dostarczenie paczek
- rozliczenie ze zlecenia


***

Wyprawa do statku, jak zwykle trzymała w napięciu. Załoga jednak była bardziej zdeterminowana i gotowa na wszystko. Istoty powoli psychicznie dostosowywały się do absurdalnie wymagających warunków planety. Gdy wkroczyli do statku, przywitał ich deszcz i trzaskanie piorunów w chmurach daleko nad nimi. Żaden nie raczył się jednak uderzać w ziemię, a szabrowanie ruszyło pełną parą.

Twoje poszukiwania zakończą się sukcesem. Możesz dodatkowo poszukać czegoś jeszcze, w sensie Ty i Rozzk. Pytanie czego szukasz?

Znaleźliście
6[A]
2[E]
Dwie ciężkie beczki paliwa, można toczyć w drodze powrotnej
Uszkodzony generator (wynoszenie tego w cztery osoby, a trzeba jeszcze zanieść to co się ma)

CZYLI, zakładając że nic złego się nie stanie, to w obozie będzie
Żywność: 222 - 22 - 4 * 18 = 128
1 Duży Chop-Gamorrean(2,00) 8 Chopów(1,00), 4 Kobity(0,50), 5 Brzdąców(0,25)
Zużycie na dzień: 13,25 ~> 14 (ścisłe racjonowanie), 18 (normalne racjonowanie), 22(dowolne spożycie)
Zasoby i przedmioty:
12[A] i 7 [E], 1xleki, 1xbacta.
Narzędzia i bronie dostępne w obozie:
Drewniane dziryty, Siekiera, Grawer, Laser precyzyjny, Skrzynka z częściami.
Łopata, dwa kilofy [NOWE]
Wibronóż, Karabin Blasterówy(5 Ogniw /20 strzałów)
Datapad Kapitana statku
Latarka, Nóż wojskowy, Wibromiecz
Trofea Samca Alfa i liczne kły oraz pazury pomniejszych bestii. Futra stworów.
Dwie beczki paliwa
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6606
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Fenn Mereel » 24 Cze 2019, o 14:34

Ray wiedział, że mają mało czasu i muszą się śpieszyć, dlatego jak tylko znalazł generator, pomimo jego uszkodzeń, poprosił ughnauty i Vlada o przeniesienie go w pobliże komputera nawigacyjnego. Sam zaś dołączył do Gahrr'akra oraz Morgaga z klanu Zuzmy w osłanianiu robotników. Chester i Rozzk mieli trzymać się blisko, nie odchodzić od nich nawet o krok. Tylko w grupie wyprawa miała szansę powodzenia, a Ray naprawdę nie chciał stracić kolejnej osoby dlatego jeśli ktoś miał się odłączać - to tylko on.
Połączonymi siłami przytachali wielki generator z sekcji warsztatów, aż na zniszczony mostek, gdzie znajdował się komputer nawigacyjny. Zix, Guz i Pimik wynaleźli też kilka długich kabli zasilających oraz przesyłowych, których nie trzeba było naprawiać. Połączyli nimi uszkodzone źródło energii z komputerem, a Chester dokończył dzieła na dachu. Trzy najważniejsze elementy zostały połączone ze sobą. Teraz należało je naprawić. Następnie wszyscy razem przenieśli beczki z paliwem do generatora. Jeśli miał działać, potrzebował źródła energii.
— Panowie, bierzcie się do roboty. Rozzk będzie nadzorował naprawy, a Gahrr'akr i Morgag będą mieli na was oko. Ja tymczasem poszukam jeszcze środków obrony. — nie chciał użyć słowa broń. Jakoś uwięzło mu w gardle. Jak tylko ekipa ruszyła z naprawami, uzbrojony we włócznię Ray powoli i ostrożnie przeszedł się po wraku statku. Szukał ogniw, karabinów, ręcznych blasterów. Bał się tego, co może zaatakować ich następnym razem, ale równie mocno bał się środków chemicznych i roślin z sekcji warsztatów. Postanowił więcej tam nie wchodzić.

***


Po powrocie z poszukiwań, nieważne czy były owocne czy nie, pomógł przy naprawie uszkodzonych części. Znał się na drobnych naprawach z czasów latania we flocie handlowej. Stare Actiony IV potrzebowały ciągłej opieki, więc konserwacja była na nich właściwie nieustanna. Elektryka, mechanika, hydraulika - wszystkie te rzeczy były dniem powszednim Raya kilka lat temu. Niedawno czuł się jakby te czasy były wczoraj, teraz, po ostatnich wydarzeniach jego życia, miał wrażenie że tamta praca była eony temu.
To samo z Nią. YT-2000 też wymagał napraw, więc wiedza z dawien dawna przydała mu się też później. Latali razem dziesięć lat... A może więcej? Mniej? Już nie pamiętał. Tak jak nie pamiętał Jej głosu. Zatrzymał się w połowie odkręcania jakiejś śruby. Nie pamiętał Jej głosu. W pamięci szukał jej twarzy. Była zamazana i niepewna. Jedyne co mu pozostało to pamięć o tym, jaka była. Otarł łzy, które cicho jak złodzieje uciekły z oczu. Wrócił do odkręcenia panelu sterowniczego.

***


Pracowali, aż stracili siły. Wtedy Ray zarządził powrót do obozu na odpoczynek. Spakowali narzędzia, osłonili się od deszczu i burzy, po czym cicho, w strachu przemknęli po trasie z wraku do wielkiego drzewa. Byli zbyt zmęczeni, aby myśleć.
Ray bardzo chciał zapytać Trovę o jej brak na liście pasażerów, o te kapsuły medyczne w sekcji warsztatowej, o chemię która mogła przynieść im śmierć. Był jednak zbyt zmęczony, a ona znowu do niczego się nie nadawała. Mężczyzna zasnął i spał długo.

***


Następnego dnia wrócili do wraku i na nowo rozpoczęli wyprawy. Ta sama ekipa co wcześniej pracowała intensywnie nad przywróceniem generatora, komputera i anteny do stanu używalności.
Tymczasem Ray na nowo ruszył w odmęty wraku. Tym razem w poszukiwaniu leków dla chirurga Czarnego Słońca. Wypyta ją dopiero, kiedy będzie świadoma.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, aalor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 625
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Mistrz Gry » 27 Cze 2019, o 21:48

Przerzucając sterty rupieci odpadów i siłując się z ciężkimi kawałkami odłamanych metalowych szyn, Ray w końcu znalazł coś co mógł przeszukać. Trup, kolejny. Tym razem weequeay, leżał zmiażdżony między złomem. Rayowi udało się znaleźć nawet niemałą ilość ogniw w jego kamizelce, reszta uległa zniszczeniu. Szukając dookoła trupa, znalazł też jego broń. Na szczęście była nie uszkodzona. Karabin był sprawny, co nie można było powiedzieć o jego blasterze, co uprzednio dostrzegł przy pasie.
Prace przy generatorze i komputerze przebiegały w pocie czoła. Stękano z wysiłku i zdarzył się wypadek przy pracy. Guz stłukł sobie palce przypadkiem. Mimo to pracował jak potrafił, jakby od tego zależało ich życie.
- jutro odpalimy to Ray. Na prawdę to odpalimy - podsumował przemęczony Rozzk, lecz Ray jeszcze nie widział go tak rozradowanego. Ugnauthy klepali siebie i innych po plecach po wykonaniu kawału pracy. Morgag i Chester nawet przybili sobie piątkę. Wszyscy to czuli, że zbliżyli się o ważny krok by się stąd wydostać.

Czujność powoli stała się standardem dla wszystkich. Nawet robotnicy próbowali coś dostrzec w ciemnościach. Powrót bez większych przeszkód i kolejny dzień. Choan Hsu zaszczycił wszystkich opowieścią, o grupie niewolników, którzy wypracowali sobie drogę przez trud warunków i na przekór tyranii władcy, aż w końcu zrzucili go i uwolnili cały naród. Chociaż opowieść była dość naiwna, to mimo to właśnie tego potrzebowała większość. Słuchali przy ognisku wlepiając w niego swoje oczy.

Następnego dnia zaczęli wcześniej. Każdy chciał wiedzieć, co wykaże główny sensor na statku. Dotarto do wraku, zbliżono się do panelu sterującego. Vlad uruchomił generetor. Rozzk uruchomił komputer, system zagrał i zaświeciły się kontrolki. Dało się usłyszeć radosne pochrumkiwania Morgaga i trójki ugnauthów. Holoprojektor wypluł interfejs sterowniczy. Rozzk zaczął pracować rękami tak szybko, że nikt nie mógł załapać co robi nawigator. Przeskakiwały strony tekstu z liczbami i znakami, żadnych obrazków tylko gołe dane.
- nie jest dobrze - givin pokręcił głową po czym nadal naciskał na guziki.
- wygląda na to, że atmosfera blokuje jakiekolwiek fale, nie wyślemy stąd sygnału...
- niech to szlag! Nigdy się stąd nie wydostaniemy! - zaklął Vlad kopiąc w kawałek złomu, Rozzk powstrzymał go gestem dłoni
- jednakże mam tutaj dziwny odczyt. Na tej planecie znajduje się jakaś zabudowa, z którą jestem w stanie się skomunikować.
- co? - wszyscy zaczęli się przyglądać danym jakby też mogli to zauważyć.
- siedem kilometrów stąd zaczyna się zabudowa z siecią nadajników, które prowadzą do jakiegoś... dziwnego skupiska energii. Przyjmują wszystkie dane jakie wysyłam i dają odpowiedzi. Za każdym razem inną... spróbuję wywołać kontakt hologramowy.
Rozzk pracował intensywnie przy panelu, aż w końcu wiązka holograficzna została wypluta przez panel. Obraz był zupełnie niejednolity, jakby występowały zakłócenia. Usłyszano jakiś głos. Świergot i jazgot nie brzmiał przyjaźnie
- Nazywam się Rozzk. Przybywamy w pokoju - givin ukłonił się do wizji. Po chwili wizja odpowiedziała podobnym głosem co givin
- Nazywam się GRNL#$ST!@. Pokój. @#DF@# przybywamy
- Czy rozumiesz co do Ciebie mówię? - wszyscy znów usłyszeli niezrozumiały jazgot, a komputer został nagle zalany masą informacji.
- Wysyła mi dane... jakby robił diagnostykę, albo próbował się porozumieć. Nie mam pewności czy rozmawiamy z maszyną, czy z kimś żywym. Sądzę jednak, że może to być maszyna. Rozszyfrowanie tego, może mi zająć dużo czasu...
- może powinniśmy się tam wybrać? - zaproponował Vlad
- i tak już nas znaleźli. Jeśli mają wrogie zamiary to i tak po nas, a jeśli nie to może nam pomogą - wypowiedział się Chester.
- nic nie wiadomo. Archeologowie czasem znajdują resztki starożytnych cywilizacji. Założę się, że nie raz natknięto się na AI. Ta planeta nie wygląda na odwiedzaną. Niemożliwość dotarcia skanem nawet za atmosferę musi być tą samą przyczyną, dlaczego nie dociera tutaj światło gwiazdy, przez co nie wiemy gdzie jesteśmy. Wybranie się tam może być dla nas fatalnym błędem. Musimy pierw złamać ten język by się z nimi skomunikować. Wtedy dopiero bezpiecznie będzie się tam wybrać. AI nie raz obsługiwało w historii galaktyki funkcję strażniczą i nie bez przyczyny jest zakazane - wyjaśnił Givin
- powinniśmy chociaż z daleka zobaczyć co tam jest - zaproponował Vlad, Morgag pokiwał głową, że to nie głupi pomysł. Trando widać miał mieszane uczucia. Istoty popatrzyły na Raya, jakby ten miał rozstrzygnąć konflikt, co powinni wszyscy uczynić.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6606
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Fenn Mereel » 3 Lip 2019, o 23:15

Plecy bolały go niemiłosiernie, kiedy siłą własnych, zmęczonych tą planetą mięśni przestawiał złom, aby dokopać się do gnijącego i śmierdzącego bardziej niż za życia Weequaya. W końcu udało się. Wyciągnął trupa z pod metalowych szyn. Zmiażdżone ciało mogło kryć przydatności, których nie sposób ocenić. I rzeczywiście, Weequay miał przy sobie blasterowe ogniwa, a w pobliżu leżał jego karabin.
Ray wiedział jak obsługiwać blastery, Ona mu pokazała. Nie chciał ich nigdy używać, nie chciał zabijać. Ale przecież już zabił, już strzelał, już złamał wszystkie swoje obietnice. Był innym człowiekiem niż miesiąc temu. Raya, który błąkał się bez celu po Dantooine już nie było.

Gdy wrócił i pokazał znalezisko oraz dowiedział się o postępach przy pracy, aż podskoczył ucieszony. Euforia wypchnęła z niego zmęczenie, aż do utraty tchu pomagał im przy naprawach. Nadzieja pęczniała, miał dobre przeczucia. Musiało się udać!
Nie był przygotowany na porażkę. Żadne z nich nie było. Chciał zachować się jak Vlad, kopnąć coś, zniszczyć. Gest i nadzieja w głosie Rozzka skutecznie go powstrzymały. Zaczął słuchać, łapiąc się tego łutu szczęścia w nieszczęściu jak tonący brzytwy. Zbliżył twarz do ekranu, chociaż niewiele rozumiał.
Znowu wszyscy czekali na jego decyzję, na to co powinni zrobić. Nie łudził się. Ta zapomniana placówka badawcza, tajny arsenał, czy resztki pradawnej cywilizacji... Cokolwiek to było, była to jedyna szansa na uwolnienie się z uścisku tej planety. Musieli zaryzykować, ale jeszcze nie teraz.
— Pójdę tam ja, Gahrr'akr i Rozzk, ale jeszcze nie teraz. Najpierw musimy mieć możliwość komunikacji z tą sztuczną inteligencją. Ile czasu potrzebujesz, aby złamać ten język?
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, aalor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 625
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Mistrz Gry » 8 Lip 2019, o 20:05

- rozgryzienie nowego języka od zera, bez żadnych szczególnych poszlak może zająć całej sekcji archeologicznej nawet miesiące, albo i lata. Pytanie ile próbek mamy - Rozzk wyraził się zupełnie obiektywnie co nie brzmiało optymistycznie
- jednakże... mogę ciągle nawiązywać kontakt i wyodrębnić rodzaje komunikatów, acz nie ich znaczenia. Jeśli rzeczywiście to jakaś inteligencja. Za pewnie również będzie na tropie zrozumienia nas. Może pójść szybciej niż przypuszczam. Tylko muszę mieć ciągły dostęp do komputera.

***

Nie ważne ile czasu jeszcze mieli spędzić we wraku, musieli wrócić do obozu, gdzie było bezpieczniej. Dżungla zdała się jednak zamilknąć kiedy to szli. Niepokój dało się wyczuć od Gahrr'akra
"Coś się zmieniło"
"Zwierzyna spłoszyła się"
"Coś nadchodzi"

Doświadczony łowca się nie mylił, będąc właściwie przy końcówce drogi, wszyscy usłyszeli nadchodzące bzyczenie. Jedni wcześniej, drudzy później
"Uciekać!"
- W nogi!!! - Ray powtórzył komendę. Wszyscy zaczęli biec w stronę schronienia. Byli jednak za daleko od okowów palisady. Co za pewnie i tak by im za wiele nie pomogło. To co nadeszło sprawiło, że opadła mu szczęka, a wszyscy z wrażenia stanęli w miejscu. Nie było gdzie uciekać. Jedynie Morgag coś bełkotał do siebie, a Gahrr'akr jakby odpowiadał. Nagrzewali się do walki. Rayleigh mógł podziwiać ich kunszt wojownika, bo chyba tylko mu to już pozostało. Te starcie skończy się ich śmiercią. Widział to.

Kiliki. Cała masa, otoczyła ich. Mieli przy sobie jakąś broń. Chyba jakieś karabiny blasterowe, których Silvano nie widział jeszcze na oczy oraz elektryczne kostury do walki wręcz, które buczały złowrogo. Nie zaczęli do nich strzelać, ani na nich nie ruszyli. Insektoidy przyglądały się im z ciekawością. Ray dostrzegł coś dziwnego, każdy z nich miał tylko jedno widoczne oko. Drugie było zasłonięte jakąś metalową matową blaszką. Z tego co pamiętał z opowieści o Kilikach, to była to dość specyficzna rasa, działającą jak jeden umysł i na pewno mieli parę owadzich oczu, a nie metalowe blaszki. Dodatkowo znani byli z wchłaniania innych ras do swojego roju.
- Kiliki... cholera nie dobrze - skomentował bardzo odkrywczo Rozzk
- Nie zabijajcie, nie zabijajcie! - Chester widać zaczął odgrywać swoją najlepiej znaną mu rolę. Same insektoidy póki co stały, aż jeden z pośród kręgu nie wyszedł naprzeciwko. Jak był bliżej, Ray dostrzegł w pełni jakąś modyfikację cybernetyczną w głowie osobnika. Jedno oko było zakryte, a owadzia głowa zdawała się być zabudowana z prawej strony jakimś metalem z antenami
Owad nie miał przy sobie broni, zbliżył się na metr do Raya. Ukłonił mu się. Z niespodziewanym szacunkiem i kunsztem. Potem wyprostował się, uderzył swoimi pięściami o siebie, jakby w geście gotowości, po czym przyjął pozycję... do walki wręcz. Jedną nogę ustawił za siebie, drugą przed siebie. Jedną pięść zaciśniętą przy biodrze, drugą wyciągniętą do przodu Do złudzenia przypominało to jakąś postawę z nieznanej Rayowi sztuki walki. Wyglądało to jak poważne zaproszenie do sparingu. Czekał ewidentnie na reakcję Silvano.
- co tu się dzieje? - zapytał naiwnie Rozzk, licząc że ktoś mu da jakąś sensowną odpowiedź. Tymczasem Morgag i Gahrr'akr wciąż to poprawiali swoje chwyty, to na karabinie, to na siekierze. Reszta kurczowo skupiła się grupie wypatrując rozwoju wydarzeń.

Ray jest pewien, że właśnie został zaproszony na sparing tu i teraz. Wygląda na to, że insekt chce skorzystać ze swoich kończyn w sposób nie do końca mu pisany. Pierwsza tura pokazowej walki w Twoim poście. Nie pokonuj jeszcze insekta. Chyba, że nie chcesz przyjąć wyzwania...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6606
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Fenn Mereel » 13 Lip 2019, o 01:17

Biegł. Tyle pamiętał z drogi z wraku. Gahrr'akr syknął znak do ucieczki, Ray go powtórzył i pobiegł. Co z tego, że w ręku trzymał karabin blasterowy, a przy pasie nosił wibronóż. Co z tego, że ciało chronił kombinezon bojowy. Te rzeczy nie miały najmniejszych szans z fauną tej przeklętej planety. Nie chciał skończyć jak Gomez, czy Derek, nie kiedy wciąż tliła się iskierka nadziei.
Dobiegł. Tylko nie wiedział co dalej. Stał z wytrzeszczonymi oczami, ustami szeroko otwartymi i patrzył jak wół na malowane wrota, nie wierząc własnym zmysłom. Czy ta planeta już zupełnie odebrała mu zdolność racjonalnego pojmowania rzeczywistości? Kiliki, owady z historii, ze strasznych opowieści którymi dzieciaki katują się nawzajem na biwakach stały teraz wokół nich, mierzyły do nich z karabinów, w rękach trzymały elektrowłócznie.
Przyjrzał się uważniej metalowej płytce oraz obwodom i układzie scalonym na boku głowy owadziego przybysza. Sztuczna inteligencja, komputer, Kiliki z wszczepami. Nie był informatykiem, nie miał pojęcia czy to w ogóle możliwe, ale co jeśli to komputer sterował tymi obcymi? Fizyczne przedłużenie cybernetycznego umysłu... Odkrycie sygnału SI oraz pojawienie się tych zmodyfikowanych Kilików musiało być powiązane.
— Nie wiem, ale nie atakujcie ich bez mojego rozkazu. Zabraniam! — rzucił szybko do Rozzka oraz dwóch łowców, którzy już żegnali się z tym światem. Ray nie zamierzał umierać, nie tutaj. Nie da się pokonać tej przeklętej planecie. Mężczyzna odłożył broń na ziemi.
Złożył długi, głęboki ukłon przeciwnikowi. To była przedziwna sytuacja, jak ze snu, albo gorzej - z sennej mary. Życie jego oraz reszty było teraz jego odpowiedzialnością. Ich los miał rozstrzygnąć się w sparingu z obcym, który ustawił się w sposób zupełnie Rayowi nie znany. A może przypieczętował ich los podejmując rękawicę?
Stanął w pozycji wyjściowej. Wyprowadził szybki cios prawicą, który kilik zbił blokiem twardej chitynowej lewicy, po czym uderzył drugą parą dłoni naraz. Rayowi udało się odskoczyć, spróbował podciąć adwersarza, ale ten jedynie przeskoczył z nogi na nogę, ponad podcięciem. Kopnięcie Silvano minęło głowę owada, ten zaś odpowiedział swoim, bardzo szybkim i silnym. Jedynie szczęście uratowało Raya przed trafieniem w brzuch.
Pierwsze ciosy zostały wymienione, przeciwnicy zapoznali się ze swoimi umiejętnościami. Zaraz taniec zacznie się na nowo. Ray wypuścił powietrze nerwowo.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, aalor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 625
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Mistrz Gry » 13 Lip 2019, o 13:27

Kilik nie wspomagał się skrzydłami, co widocznie było nienaturalne dla osobnika tej rasy. Gdyby Ray znał się nieco na ksenobiologi na temat Kilików, wiedziałby, że osobniki ze skrzydłami to byli zabójcy z roju. Silvano był pewien, że owad mógł być znacznie szybszy i zdecydowanie niebezpieczniejszy. Zaś chitynowy pancerz był twardy. Ray zdarł sobie skórę z kostek na swojej pięści, która trafiła na blok.
Nie lekceważąc oponenta Ray obserwował bacznie zachowanie przeciwnika. Ewidentnie styl walki jaki przyjmował nie pasował do budowy osobnika. Jednakże ciało miał zbudowane ewidentnie do walki, wiele ostrych chitynowych krawędzi i kolców, stanowiło istną przeszkodę i groźbę zapowiadającą rychłą śmierć. Kilik zrobił kilka kroków i rozpoczął kolejną wymianę ciosów. I rzeczywiście był za wolny jak na ruchy, które wykonywał i wciąż nie korzystał ze skrzydeł. Ray gdy się w końcu skupił parował i unikał z łatwością to kolejne pięści i kopnięcia, nawet te z wyskoku. Przeszedł w końcu do kontrataku.
Uchylił się nad zamaszystym uderzeniem ręką, po czym otwartą dłonią uderzył od dołu w szyję oponenta. Kilik się zachwiał, to poprawił kopnięciem w głowę, które obróciło go o sto osiemdziesiąt stopni, wnet zasadził mu kopa w wystający odwłok, który to powalił insektoida.
Przeciwnik leżał na ziemi, i choć mógł go okładać, odruchowo wolał nie robić mu więcej krzywdy niż trzeba. Prawdopodobnie zrobiłby sobie więcej krzywdy ze względu na niebezpieczny pancerz owada. Kilik zaś wstał o siłach własnych kończyn i tylko ukłonił się Silvano w podzięce za sparing. Ten odpowiedział odruchowo tak samo, jakby właśnie kończył sesję sparingową z Nią.
Wnet z tłumku kilików wyłoniła się kulista sonda. Czarna kulka przylewitowała blisko lekko zdyszanego Raya i wyrzuciła z siebie zielony hologram, przedstawiający duży trójkąt, a właściwie cztery jednakowej wielkości trójkąty, gdzie jeden z nich musiał być ciemniejszej barwy, a wszystkie razem tworzyły właśnie kształt trójkąta równobocznego.
- %$^A^$GG$G$RRRGg A's''%@#SA - kulka odezwała się, a raczej wydobyła z siebie kompletnie niezrozumiały jazgot, aż Ray się skrzywił, a Rozzk złapał za wypustki uszne. Nawijała tak bezlitośnie dla odbiorców, aż hologram począł co innego wyświetlać. I wciąż nadawać
- %@#SDAD@!RRrrRRRQ@!@? A's''%@#SA FDF%$#DSDSSsS!@#SAaSAA!@E... - Ray w pierwszym odruchu skupił się bardziej na wyświetlanym filmie, starając się ignorować atak na jego uszy.

Film przedstawiał, jakby relację z jakiejś planety. Bujna dżungla w świetle dnia, z lotu ptaka. Potem pokazywano po kolei zdjęcia poszczególnych członków fauny i słupki z podpisami w kształcie jakichś zupełnie nieznanych hieroglifów. Ogólnie wyglądał to jak raport ze stanu populacji żyjącej fauny w dżungli. Ray rozpoznał wizerunek wielkiego kotowatego, którego zabili opłacając to śmiercią Derka i Gomeza. Były też pająki, przeróżne. A kulka jakby skupiła się nieco dłużej na jednym z rodzajów pająkowatych, poświęcając mu więcej czasu i wyróżniając słupki w prezentacji. Z pośród zwierząt w raporcie nie wszystkie stworzenia wydawały się być śmiercionośne. Były też choćby takie przypominające nieco przerośnięte wiewiórki i zwykłe zwyczajne ptaki.
Hologram wnet zaczął przedstawiać wnętrze jakiegoś dużego pomieszczenia. Szczególnie urządzonego pomieszczenia. Było tam tylko kilka lewitujących okrągłych płytek, na których stały zdobione talerze i naczynia zawierające jedzenie i napoje to na pewno. Unoszące się łoże oraz kule, które oświetlały pokój wykańczały ten dość minimalistyczny obcy styl. Nigdzie nie było obrazów na, przechylonych w kącie czterdziestu stopni, jasnych matowych ścianach. Chyba szklanych, bo w jakimś stopniu zdawały się odbijać obraz. Nagle przed widok hologramu ukazała się kobieta z sześcioletnim chłopczykiem na rękach.
W pierwszym widoku przypominali ludzi, Ray jednak skojarzył ich z epicanthix i Cyrią. Do złudzenia miała ten sam kształt twarzy ust i oczu oraz ten uśmiech... i rzeczywiście była piękna. Różnili się nieco ciemniejszą skórą i rozdwojonymi szpiczastymi uszami oraz dziwnym faktem, że mieli cały czas zamknięte powieki, jakby nie patrzyli, choć oczy za nimi na pewno się znajdowały. Ubrani widać byli jak jakaś zamożna grupa społeczeństwa. Kolczyki, naszyjnik i tiara ze szlachetnym kamieniem na środku na równo ułożonych, zaczesanych do tyłu włosach oraz szaty z wieloma klamrami i symbolami, jasno określały że to mogła być co najmniej arystokratka.
Jazgot kulki ucichł i zamienił się na nieco mniej uwierający w uszy i cichszy jazgot kobiety, której to hologram przemawiał. Z pewnością była to wiadomość, którą miał otrzymać jakiś odbiorca. Jej mąż? Postać tak nadawała jeszcze przez jakiś czas, to zaczepiając syna by coś powiedział, to wskazując na coś w pomieszczeniu, kiedy to nagle uniosła powieki, za którymi znajdowały się świecące jasno oczy. Mimika się jej zmieniła, jakby wyrażała tęsknotę. Potem odłożyła dziecko, żeby stanęło o własnych siłach, złożyła przed sobą czteropalczaste dłonie w geście modlitwy, czy prośby, choć mogło to znaczyć cokolwiek. Przekaz się skończył. Ray dosłyszał, że często dosłuchuje się tego samego dźwięku, a wiadomość od kobiety jakby upewniała go, że zwracają się do niego używając stwierdzenia "A's''%@#SA" i choć nie był w stanie tego powtórzyć za pomocą mowy, to łatwo zapamiętał tę sekwencję dźwięków.

Wszyscy kilkowie jak na zawołanie się ukłonili i odfrunęli. Pozostała tylko czarna kulka, która lewitowała obok niego i jakby czekała na rozkazy.

Kulka jakby co będzie zwyczajnie za Tobą podążać.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6606
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Fenn Mereel » 20 Lip 2019, o 20:08

Coś było nie tak. Ten kilik, chociaż był owadem, walczył jak... Człowiek. Chociaż ktoś bardziej wykształcony od Raya powiedziałby, że walczy jak humanoid, a nie insektoid. Był dziwnie wolny, nie używał całego swojego ciała, a przecież przewag miał nad Rayem mnóstwo. Naprawdę coś było bardzo nie tak...
W końcu, otwarta dłoń doszła szyi, potem kopnięcie w głowę i odwłok. Silvano zwyciężył ten przedziwny sparing, a raczej pojedynek, czy próbę. Nie miał zamiaru katować istoty bardziej, po prostu się wycofał i ukłonił. Uczucie dziwności i konsternacji nie opuszczało go nawet na sekundę, a rzeczywiste dziwy miały się dopiero zacząć.
Kulka go zaskoczyła, aż podskoczył na jej widok, a hologram właściwie pożerał wzrokiem. Cztery jednakowej wielkości trójkąty, gdzie jeden z nich musiał był barwy, zaś reszta tworzyła trójkąt równoboczny nic mu nie mówiły. Czy był to jakiś symbol, herb, a może słowo w kilikowym alfabecie? Wtedy pojawił się jazgot, od którego więdły uszy. Ray skrzywił się, skulił odrobinę i używając całej swojej silnej woli skupił się na pokazywanych obrazach starając się je zapamiętać.
To co widział było na pewno opisem tej przeklętej planety. Niegościnnego globu, który nie ofiarował niczego poza chłodem, ciemnością i śmiercią. Obrazy fauny mówiły mu niewiele, ale wzbudzały w nim wrażenie, że ten kto wysłał tutaj kiliki, a może nawet nimi sterował był badaczem. Może jego zadaniem była klasyfikacja tej przeklętej planety? Jej opis, wprowadzenie na mapy galaktyki?
Pomieszczenie, dom, może tej osoby która badała to miejsce? Wystrój wyglądał bogato, a lewitujące kule były źródłami sztucznego światła. Może to było tutaj? Ten pokój. Zaraz... Epicanthix! Cyria! To był ktoś z jej ludu, ktoś bardzo do niej podobny, ale to nie mogła być ona! Serce zaczęło walić mu szybciej, oddech stał się płytszy i urywany. Desperacko wpatrywał się w hologram szukając jakiegoś jasnego wyjaśnienia, albo chociaż kolejnej wskazówki. Nic takiego się nie wydarzyło. Kulka zakończyła transmisję.
Kim był A's''%@#SA? To właśnie jego wywoływała kobieta z hologramu. Dlaczego jej oczy były takie jasne? O co tu w ogóle chodziło? Nawet nie zauważył jak kilikowie odlecieli. Wpatrywał się nadal w kulkę. Długo trwał tak w bezruchu, w szoku, aż w końcu zebrał się w sobie.
— Rozzk, skoro mamy tego droida, rozwiąż problem tych dziwnych skrzeków, skup się na tym powtarzającym się dźwięku oraz imieniu tego, który się przedstawił wcześniej. Masz datapad i cztery dni, pomogę ci w tym. — ich próby zawiodły, czas na wykorzystanie pomocy trzeciej siły, aby się stąd wyrwać.
— Potem ruszamy do kompleksu.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, aalor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 625
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Ugah'Uaulk] - Dzicz

Postprzez Mistrz Gry » 7 Sie 2019, o 21:13

Próba rozszyfrowania języka obcych przypominało bardziej wróżenie z fusów, aniżeli profesjonalną kryptologię. Te kilka dni główkowania i teoretyzowania spłynęło ostatecznie na niczym. Jedyną korzyścią było pogłębienie wiedzy na temat świata cyfrowego przez Raya oraz zawiązanie silnych relacji z mentorem.
Obóz tymczasem funkcjonował już zupełnie sprawnie. Wyprawy po owoce i orzechy nie wymagały już nadzorowania Raya. Każdy odnalazł jakąś swoją rolę. Małe społeczeństwo zaczęło w końcu należycie funkcjonować. W obliczu zagrożenia dziczy, różnice rasowe nie stanowiły przeszkody, by zawrzeć przyjaźnie. Dzieci pomagały ugnauthom i wydurniały się z Morgargiem. Niektóre sceny pozwalały zapomnieć, że w ogóle znajdują się nadal na samym dnie hadesu.
Nadszedł jednak czas, by wyruszyć w stronę kompleksu. Sama kulka zachowywała dystans i śledziła Raya. Była nieznośna w pewnym sensie, ale ostatecznie nieszkodliwa.
- teraz musimy się podzielić. Na tych co zostaną w obozie i na tych co wyruszą w stronę obiektu - zaczął Choan, podczas posiłku. Mięso bez soli, ale wysmażone. Zdążył już nawyknąć do nowej diety ubogiej w smaki. Docenić mógł teraz jak wyraziste są smaki orzechów i owoców.
- rozmawiałem z givinem, Ray. Sądzi, że to stary system, który jakoś przetrwał i który próbuje spełniać jakieś protokoły. Wiesz, próbuje utrzymać swoje funkcjonowanie. Wygląda na to, że nie sam system nie uznał nas jeszcze za wrogów, czyli możliwe, że można by uzyskać pomoc.

Może być krótko, określ drużynę wyjściową. Ekwipunek zabrany.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6606
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Przestrzeń Huttów