Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 6 Maj 2019, o 23:40

- Wielki Surggark. Niech posłucha co wiatr niesie - knurzy wojownik pokłonił się wodzowi w jego szałasie tronowym. Skłon pełen szacunku i strachu znalazł ciszę w odpowiedzi. Liczne trofea z kości i obdartych twarzy zapełniały całą przestrzeń, w której dopiero rozbrzmiał jego głos. Zdobycze jasno sugerowały, iż ma się do czynienia z wielkim łowcą... albo równie okrutnym oprawcą. Niewzruszony wódz stał przed swoim tronem z czaszek przeróżnych stworzeń. Trzymał on ręce z tyłu i wpatrywał się w punkt na suficie, nieruchomy niczym posąg. Wojownik doznawszy wymownego milczenia kontynuował swoje relacje, mówiąc do szerokich pleców Surggarka.
- Działania klanu Nurry zakończyły się sukcesem. Otrzymałeś zaproszenie, by spotkać się z Gweekiem z Gwiazd, aby omówić przyszłość. Oto dowód chęci rozmowy... - posłaniec położył przed piętami wodza komunikator i kontynuował.
- Gruba mówi, że udać się przymusem być, ale i okazją. Ty wiedzieć co, bo czekasz na znak - Surggark jednak nawet nie drgnął, by spojrzeć co zostało przyniesione. Wciąż patrzył się w punkt w szałasie, a konkretnie w małą dziurkę, przez którą przedostało się światło zewnętrzne.
- Przekaż Grubie, żeby wybrała się do Gweeka na gadanie - Wódz zagrzmiał niskim złowrogim bassem, po czym znów zamilkł. Używał pomyślunku, na prawdę używał pomyślunku, a jego podwładny wiedział co to znaczy. Trzeba było czekać co powie dalej.
- Każ zebrać obóz. Niech grupa Suma zaczai się na klan Klogi. Nie pozwolić by ktokolwiek z klanu Klogi dostał się na posiedzenie. Każ by zbierali zabitych wroga. Nie mogą też zostawić żadnych śladów walki - wódz w końcu obrócił się ku posłańcowi.
- My zaś uderzymy na klan Hugba. Tej nocy...

***

Wielkie pojednanie na prawdę zapowiadało się pomyślnie. Wódz-W-Boju oprócz próby pomyślunku, miał też próbę głowy na ten inny sposób. Co jak co interesy bez garnka bimbru, to nieudane interesy.
Już w pierwszych dniach, Gweek przyjął trzech wodzów i dwie matrony, co reprezentowali większe ugrupowania. Każdy z nich chętny i otwarty do rozmowy, a po odpowiedniej ilości płynów wyskokowych od razu można było przejść do omawiania istotnych detali. Byli to ich najbliżsi sąsiedzi, co mieli w swej władzy pomniejsze okoliczne klany. Konkretnie klan Vumy, klan Ogi, klan Woozgi, klan Delmy. Przybył też wódz Wolnych Grzybiarzy Zumb, co przewodził nomadycznej grupie wędrujących Gamorrean, którzy nigdy nie ogłosili się żadnym klanem.
Wolni Grzybiarze byli jednak okryci złą sławą i nie byli lubiani przez inne klany. Degeneraci, mordercy, bandyci, świnie bez honoru, złodzieje, banici... Wszyscy tacy mogli znaleźć swoje miejsce u Wolnych Grzybiarzy i jeśli nie zginęli z innych przyczyn, zwykle właśnie wśród nich mogli żyć dalej. Znani byli z czynów, które nie przystawały Gamorreanom, już lepiej było opuścić planetę. Choć sami o sobie mówili, że zwykle tylko zbierają grzyby i nie napadają bez powodu na innych.
Przybycie Zumby obiło się echem i od razu stało się przyczyną pierwszej bójki...

Kiedy to Nurra rozmawiała z Vumą, a Gweek z wodzem klanu Delmy, Progiem, wybuchła niemała wrzawa na podwórku. Gweek, po kolejnym głębszym łyku, był właśnie w trakcie wymiany poglądów odnośnie wpływów sił zewnętrznych na ich planetę. Ten punkt odniesienia był prostym pomostem zrozumienia z Progiem, a Gweek był już niemalże pewien, że udaną rozmową przy dobrym trunku zaskarbi sobie przychylnego sąsiada, kiedy to jeden z jego knurów przybiegł, najwidoczniej ze sprawą niecierpiącą zwłoki.
- Wodzu! Bićta się chcą! Na placu zgody goście krew rozlewać chcą!
Prog intuicyjnie podniósł zad z siedzenia i odruchowo z Gweekiem oboje ruszyli ku zdarzeniu.

- Tożto Zumb. Gniot nad gniotami! Zakała Gamorry! Zasraniec miał czelność dupę z krzoków wystawiać?! - wybełkotał pijany Prog, po czym zarechotał obleśnie, pewny, że tamtego czeka mierny los. Rzeczywiście Zumb, przybył zaledwie ze swoimi dwoma towarzyszami, a wszędzie byli wojownicy Gweeka oraz goście. Sam niesławny wódz, był dość niski i trochę garbaty jak na gamorreana. Zdawał się być słaby jak na standardy męskiego osobnika, a i wiek najwidoczniej mu już nie służył. Przy boku nie miał topora, a dwa krótkie jak sztylety noże. Z oczu zaś kipiało pełne pewności spojrzenie. Jego przyboczni mieli przy sobie karabiny blasterowe na plecach i zwykłe pałki u boku. Wyglądali na zaprawionych wędrowców gotowych na wszystko. Nikt, choćby o pozorach szacunku, jednak nie ważyłby się nosić broni blasterowej w okolice posiedzenia rady podczas rozmów dyplomatycznych.
Na przeciwko nim stał wódz klanu Ogi - Glomb i jego świta. Wszyscy wyciągnęli topory, a nieco podchmielony Glomb szydził i wyzywał do walki Zumba, żeby zakończyć jego żywot...
- Poczwaro! Wkońcum Ci łep ujebiem, cholero grzybowa!
Sytuacja wyglądała na jednoznaczną, chyba, że gospodarz miał zareagować. Zumb jednak nie sięgał jeszcze za broń. Szukał wzrokiem osławionego Wodza-W-Boju
- Nie z Tobą mi paplać, ani z nikim innym! Do Gweeka pomówić przybył!

Wolni Grzybiarze, to tacy gamorreańscy bandyci. Różnią się znacznie od takich ludzkich kilkoma ważnymi aspektami (nie znasz ich jednak, jedynie słyszałeś że paskudy z nich), ale wciąż nie są lubiani przez gamorrean i uznawani są za wrogów każdego szanującego się klanu. Pytanie, czy czekasz na wynik walki 3 vs 6. Czy interweniujesz? Jeśli interweniujesz to w jaki sposób? Możesz też opisać przykładną dyskusję z wodzem, którego to przegadałeś jak chciałeś przy odpowiedniej ilości zacnego trunku ;)

A pierwsza część tego posta to tylko taka zapowiedź nadchodzących kłopotów ^.^
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6501
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 11 Maj 2019, o 21:25

Dom. Słowo wypowiadane we wszystkich językach oznaczało zawsze jedno i to samo, niezależnie od rasy czy miejsca, gdzie się ten dom znajdował. Gweek powoli łapał się na tym, że wiele do szczęścia mu nie trzeba. Konsumpcja, Kopulacja i Konfrontacja - te trzy słowa w zupełności przedstawiały jego poprzedni żywot. Tak odległy, ale teraz i przyziemny. Sny powoli zaczęły się ziszczać. Daleko też nie musiał szukać, by znaleźć pobratymców podobnych mu sposobem myślenia. Zresztą, rasa Gamorrean tak miała. Jeść, pić, pierdolić, a na koniec i przypierdolić. Ot co, cała filozofia. Wszystko i nic. Gdzie serce Gweeka, tam i dom jego, a serce Jego należało do Nurry. Ambicje miała wielkie, w porównaniu do Niego samego.

Po Wielkiej Wojnie nawet planeta-matka Gamorr jakby potrzebowała chwili wytchnienia na wylizanie ran. Konflikty lokalne wygasały, nastawał czas odprężenia. Na nowo organizowano porządki, osiedlano lub odbudowywano opuszczone osady. Kładziono podwaliny pod przyszłe ośrodki władzy, która nie lubi pustki. Wieści o różnych "takich" niosły się szybciej niż by kto myślał, a miał nad czym. Wysyłano więc posłańców, by wysłuchali to, co do powiedzenia ma najsilniejsza frakcja - klan Nurry. I jego Wielki Wódz.


***

Pewnych rzeczy się nie zapomina. Technik i sposobów na sponiewieranie. Wróć. W czasie tęgiego chlania i tuż po nim, wszystko się zapomina. Mówią, że najważniejsza w tym wszystkim jest mocna głowa. Albo gabaryty. I mówią wtedy, że "ma w co wlewać". To prawdą nie jest. Zupełnie na tym się nie znają, oj nie. Mało to razy pił z większymi od siebie i co? I nic. Pił dalej, gdy im z gymby się ulewało. Zdarzało się też, że małe obszczymurki innych ras, zbierali jednookiego z podłogi, gdy im nic zupełnie nie było. A pili nawet więcej i szybciej niż gamorreanin. Bo liczyło się to, co każdy ma w środku. Organ odpowiedzialny za wytrzymałość. Odporność na alkohol. Wątroba lub nawet dwie.
Odstawienie alkoholu na kilka miesięcy dało czas na jej regenerację. Ciało odpoczywało, nabierając tężyzny i krzepkości. Poziom tłuszcz rósł niebezpiecznie, do granic przyzwoitości. Każdy szanujący się syn Gamorr miał swój brzuch. Zawsze było ich dwóch. Nie mniej, nie więcej.

Okazji do biesiadowania miało być dużo. Czas sprzyjał przygotowaniom do przyjmowania kolejnych gości, dyskutowaniu nad sprawami ważnymi, snuciu dalekosiężnych planów. Zebranie odpowiedniej liczby przedstawicieli klanów wymagało wielu dni. Dni drogi przez gąszcz, dżunglę i nieprzebyty ocean zieleni, ale też i sutego jadła, skrapianego napitkiem mocnym. Pojawienie się pierwszych delegacji zwiastowało mały sukces. Dobrze się działo, że słowa zaproszenia nie poszły na marne, a na podatny grunt, gdzie zaczęły powoli rosnąć. Do wydania plonów było im jeszcze daleko, wszak trzeba było jeszcze oddzielić ziarno, od plew.

Okoliczni sąsiedzi wykazali się roztropnością, chcąc żyć w zgodzie z sąsiadami i według tradycji. Słowne molestowanie i maglowanie przybyłych, przerywane zakąsaniem, powoli wychodziło na dobre. Nie mogło zabraknąć "między słowami, łyka trunku". Z matronami szło by mu znacznie łatwiej na osobności, ale wolał nie kusić losu, mając u boki najpiękniejszy kwiat tej planety. Wszak prędzej czy później będzie musiał stawić rogi i odpierać fizyczne aspekty zawierania sojuszy.
Progg wzięty w obroty, dał się wplątać w dyskusję o najemnikach Huttów, panoszących się po Nielegalnym Mieście. Urabiany wizją małej liczebności i braku agresji z ich strony, nie mogli stanowić większego zagrożenia, z którym nie daliby sobie rady nawet teraz. Sława i łupy z tego podboju przedstawią małą wartość, a i handel mógł przynieść wiele korzyści. Gweek wręcz wpoił swój punkt widzenia Proggowi nie tylko za sprawą trunków jak i przenikliwości, że da się łatwo uzależnić od dostaw żywności nieproszonych gości. Bez dostaw z zewnątrz są na łasce mieszkańców Miasta i jego okolic, więc to i od nich zależeć będzie, co z nimi poczną. Należało wszak się prędzej dowiedzieć, po co tu jeszcze siedzą.
[aka/[/aka] Omawiać zaczęli temat Wulkanu i pasożytów go oblepiających. Wszak nie wiedział co to za jedni tam przebywają i na czyje zaproszenie żerują po zboczach i ubijają zwierzynę biednym acz licznym, okolicznym społecznościom. Nie dane im było wymienić więcej jak kilka zdań, jak wyskoczyli przed wielki namiot. Tam też wyższy z dwójki mógł usłyszeć i zobaczyć na własne oko, kogo wiatr przyniósł.

Pojawienie cieszącego się złą sławą wodza Wolnych Grzybiarzy, niejakiego Zumba, zwiastowało nie lada kłopoty. To i owo wiedział na jego temat. Nieprzychylnie o nim mawiał każdy zapytany ryj. Jawna drwina dochodziła do uszu obecnych, chwytano nawet za broń. Podpitym było bliżej do rozlewu krwi, na ich korzyść przemawiały liczby.
- Słyszałeś Glombie, co mówi Zumb? - już chciał się specjalnie przejęzyczyć i powiedzieć głąb. Uśmiechnął się pod nosem i mówił dalej stanowczo, aby mu nie przerwali. - Ja go tu zaprosiłem i moim gościem jest. Skoro przyszli, to odpowiadam za całą trójkę. - podchodząc bliżej, przemawiał dalej.
- Za waszą szóstkę też. Oraz za czyny, których się tu dopuścicie. Za każdego tu obecnego odpowiedzialność ponosił będę ja. Podnosząc rękę na moich gości, przysporzycie mi tylko hańby. To jest tak, jakbyście zaprosili całą swoją rodzinę na wielką ucztę. Wiecie, że dwaj braci są śmiertelnie ze sobą skłóceni i siebie unikają jak tylko mogą. Jeden nie wie, że drugi też się pojawi, w samym jej środku. Gweek podszedł do Glomba, wziął od niego arg'garoka.
- Wiele złego o Zumbie słyszałem, więc broń przyda mi się bardziej. Ma odwagę i jaja wielkie jak głazy, przychodząc tu do nas w przyjaźni.
- Trzy jaja.
- Ptak się nie wykluł.
- dorzucał ktoś z tłumu.
Milczeć! Bo ozory pourywam! Wiedział, że wrogów wielu tu spotka, a i tak przybył z ledwie dwójką wojowników. Wysłucham go tak, jak i was wysłuchałem. wskazawszy namiot, gdzie mieli w spokoju usiąść i omówić kilka kwestii, powoli ruszył
w tamtą stronę.
- A wy tak nie stójcie bez celu z narzędziami w ręku. Oprawcie zwierzynę, bo koledzy zmęczeni i głodni. Gdzie wasza gościna? Ehh - westchnął na końcu.
Pytań i wątpliwości było wiele. Może powinien dać im się powybijać? Albo to tylko podpucha, że jest ich tylko trzech, a reszta czai się gdzieś w pobliżu? Najgorsze plotki o Grzybiarzach staną się faktem czy mitem? Grozi mi bezpośrednie niebezpieczeństwo i mam się czego bać?
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 276
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 14 Maj 2019, o 13:40

Glomb usłuchał, podobnie jak reszta okolicznych wojaków. Zrobili to z niechęcią i nie obeszło się bez pomrukiwań niezadowolenia. Gweek w konsekwencji zrobił niemałe wrażenie na Zumbie. Ten wystąpił sprzed swoich ochroniarzy i skłonił się w pełni szacunku i uznania.
- tak jak mówią... płaszczy się jak wunsz... nie ufaj mu wodzu! - jeden z jego własnych wojowników zawołał nim Grzybiarz się odezwał, a reszta zaczęła kiwać głowami z aprobatą.

- dziękuję za okazaną gościnność Gweeku z Gwiazd. Słowo o Tobie chwalebne się niesie i choć niegodzien przybyłem tu z wieścią swoją. Grzybiarze uznali, że powinni wyjść z rozmową, to z bardziej pojętnym wodzem - zaczął Zumb, chcąc przejść pierw przez kurtuazję, by za pewnie potem omówić na osobności cel jego przybycia.
- Grzybiarze som bez matron! Nie majo honoru! Zatruwajo broń i w nocy jak śpisz zabijajo! - ktoś jeszcze zaszumiał z daleka, a z tłumu który się zebrał przy zdarzeniu wyłonił się zaraz starszy z klanu Woozgi. Szanowny Starszy Cul, którego już Gweek zdążył z pierwszego wrażenia poznać jako sceptyka i zarozumialca. Po pierwszej wymianie spojrzeń jak go przyjmował, czuł że będą z nim kłopoty.

Oto i one.

- Widzę Gweeku, że ze żmiją niegodną gadasz. Dogadywać się chcesz? Tożto demon, dupoliz i zdrajca. Własną matkę zabił. Ojca otruł. Brata zaś zdradził w bitwie.
- Cholerny staruch... - burknął pod nosem Zumb, Cul jednak mówił dalej. Mówienie szło mu całkiem dobrze. Inni słuchali co ma do powiedzenia.
- Być może podobni do siebie jesteście! - ten nagły zarzut był obelgą. Wojownicy Gweeka warknęli złowrogo. Ci którzy mieli okazję walczyć z nim w ramie w ramie zagotowali się w środku i sięgnęli od razu po broń. Lada chwila mogło dojść do rozlewu krwi.
- przepraszaj za to padalcu, bo ciem zaraz zmieciem!!! - wyszedł przed szereg Thurg Utopiec, gotów do walki. Cul jednak mówił dalej
- Nie no, nie aż tak są podobni. Swój do swego jednak ciągnie! Być może nie wiecie, ale Gweek z Gwiazd dokonał rzezi na matronach! W swej kampanii wojennej zabił te, które życie dają! Matron nie zabijamy! To wbrew tradycji i zasad. Chyba żeś Grzybiarz. - Gweek pamiętał to zdarzenie, to wtedy kiedy odnalazł Nurrę, wtedy gdy słyszał ten głos. Tymczasem zarzut rzucił kolejne pomruki i dziwne zapytania. Wojownicy Gweeka jednak ledwo wstrzymywali się by nie rozbić łeb temu Culowi. Wojownicy klanu Woozgi też stanęli w gotowości. Pytanie tylko jak ten Cul się tego dowiedział?

Zagramy przy okazji w mini-grę, choć traktowałbym to raczej jako punkt kontrolny:
Oto klany i ich aktualne nastawienie ku Tobie. Nastawienie, czyli w sensie opinia przeciętnego członka klanu oraz klanów mniejszych im podległych. Jeśli jest określona wartość, to jesteś pewien tej wartości. Skala jest od -5 do +5. Skala jednak może nie obejmować nastawienia konkretnych osób.
-5 zawzięta nienawiść
+5 prawdziwe uznanie i pełne zaufanie, w przyszłości skłonni do fuzji klanów.
Wypiszę i będę również z każdym postem aktualizował listę wprowadzanych członków poszczególnych klanów, żeby łatwo było się połapać.

Klan Nurry: +6 (musiałbyś zawieść swój klan, żeby opinia spadła)(Klan Nurry jeszcze uzupełnię, bo masz tam trochę postaci, które trzeba odnotować, powoli się ich wprowadzi ;) )
Wojownicy: Thurg Utopiec
Matrona Nurra
Wódz Gweek

Klan Delmy: +4
Matrona Delma
Wódz Prog

Klan Woozgi: +2
Matrona Woozga
Starszyzna: Cul

Klan Vumy : +3
Matrona Vuma

Klan Ogi : +3
Matrona Oga
Wódz Glomb

Klan Gruby : ???
Matrona Gruba
Wódz Surggark
Klan Hugby : ???
Matrona Hugba
Klan Klogi : ???
Matrona Kloga

Wolni Grzybiarze : ???
Wódz Zumb
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6501
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 21 Maj 2019, o 22:04

Widać nie tylko sąsiednie klany złowrogo i z pogardą traktowały Grzybianych Włóczęgów ale też ostrzeżenia idące od własnych kompanów nie mogły zostać puszczone mimo uszu. Skądś ta opinia musiała się brać, bo przecież i Gweek wiedział, że w każdej bajce tkwi choć ziarenko prawdy. Jeśli faktycznie potwierdzą się występki o owych wyrzutkach z tym, co o nich mawiają, to będzie nie lada problem. Pierw jednak musiało dojść do bezpośredniej rozmowy. Tymczasem słuchał dochodzących do niego głosów z różnych stron, tracąc powoli cierpliwość.

- Cicho być! Niech mówi. - nieco uspokoił najbliżej stojących, trzymając balans miedzy wykrzykiwaniem sobie wzajemnie obelg, a rękoczynami. Coraz liczniejsze grono gamorrean się zbierało dookoła, bo każdy chciał zobaczyć i usłyszeć, jak sprawa się zakończy. Podniesione głosy nagle ucichły, przeistaczając się w złowrogie podszepty, gdy Cul wygłosił swe oskarżenie. Część z obecnych tu dźentelistot mogło poświadczyć, że jest to fakt, a nie wymyślony na poczekaniu mit. Łatwo też chlapnąć to i owo, będąc pod wpływem płynów rozplątujących język. Jedno w tym wszystkim przynajmniej było dobre. Nie został ukatrupiony na miejscu, a nawet miał możliwość się bronić przed zarzutami.
Chwilę myślał nad tym, co ma powiedzieć. Jak się usprawiedliwić przed niemałym tłumem, rządnym zaprzeczenia lub potwierdzenia zasłyszanych rewelacji. Wyciąganie broni i ponowny podział dotychczasowych kompanów na poszczególne klany przyspieszył decyzję. Coś musiał powiedzieć lub zrobić, by nikt nie skoczył Culowi lub komu innemu do gardła.

- Zwołajcie tu wszystkich, bo prawdy przed wami nie będę ukrywał. - wbił topór w ziemię przed sobą. Kupił sobie chwilę czasu, nawet jeśli wszyscy obozowicze są już w tłumie. Gweek starał sobie przypomnieć samo zdarzenie i wszystko to, co mówił w kierunku innych klanów do tej pory. Lekko szumiało mu w głowie i oby język się nie plątał.
- Nie przerywałem wam, gdy wy mówiliście. Nawet wtedy, jak z waszymi słowami się nie zgadzałem lub mi się one nie podobały. Podobnie uczyńcie, dopóki nie skończę. - zaledwie kilka głów pokiwało, reszta stała dalej, podzielona na kilka obozów.
- Wezwałem was z kilku ważnych powodów. Część z was już je poznała, natomiast reszta i nieobecne klany, powinni niebawem usłyszeć to samo, co wszyscy zebrani do tej pory. Jesteście mi to winni, niezależnie od decyzji jaką za chwile podejmiecie. Udało mi się zebrać was w jedno miejsce. Udowodniliście więc, że umiecie współpracować. - zrobił sobie chwilę przerwy, przełykając ślinę . Najważniejsza część dopiero przed nim.

- Ale nie o tym chciałem mówić. Przyznaję się do zarzucanych mi przez Cula czynów. - szok i niedowierzanie przeszło wielką falą przez zebranych. Głośno wypowiadano pzdaia typu - Co?!?! - To nie możliwe! - Jak to?!
- Możecie się poczuć oszukani, że od razu tego nie wyznałem. Może to błąd, że taiłem to przed większością z was tak długo. Nic mnie nie usprawiedliwia przed brutalnością i pogwałceniem praw, jakich się dopuściłem. Potwierdzić to mogą moi towarzysze, co na własne oczy widzieli, co się wtedy wydarzyło. Wiecie jaki koniec spotkał matrony, które zamiast dawać życie, odebrały mi i Nurrze nienarodzone dziecko. Piękne słowa mówiłem i każde byłoby zatrute, gdybym dziś głośno nie wołał : Hańba i biada mi! - dał chwilę zarówno sobie jak i reszcie, na przetrawienie owych rewelacji.
- Skoro macie być Wielką Radą Starszyzn Klanowych, to powinniście ze sprawą się gruntownie zapoznać. Omówcie sami, jakie kary wchodzą w grę, a na końcu przegłosujcie, czy większość z was się z tym zgadza. Na samym zaś końcu, wydacie mi sprawiedliwy osąd. Tak zrobiłbym ja, ale nie mogę być sędzią we własnej sprawie. Każdy jest równy wobec prawa, niezależnie kim jest lub czego dokonał. Jest to też dobry czas, abyście pokazali, że wasze ustalenia są wiążące i każdy ma je respektować. Mój klan dokładnie opowie wam jak było i zostanie wyłączony z obrad oraz głosowania. Jest to moja ostatnia decyzja - jako członka Rady. - na tym zamierzał zakończyć swój wywód, choć pociągnął temat dalej.
- Zrzekam się też bycia wodzem, gdyż na czas wojny mnie nim obrano. Wisząca nad mym imieniem Wielka Hańba, nie może zniszczyć zalążka tego, co właśnie tworzycie. Dobro wspólne jest ważniejsze, niż moje własne. - na koniec zaś dodał:
- Ty zaś Culu, śmiałeś nazywać mnie Grzybiarzem. I masz do tego prawo. Więc jeśli wódz Wolnych Grzybiarzy zechciałby mnie przyjąć, skorzystam z jego propozycji.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 276
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 22 Maj 2019, o 10:59

Grzybiarze byli szczególnie potępiani ponieważ występowali wśród nich przede wszystkim Ci, którzy uniknęli należnej im kary, w tym kary śmierci. Uchylali się sprawiedliwości, tradycji, wszystkiemu.
Dla swojego klanu nadal był wodzem. Nikt nie chciał go skazywać na banicję, potrzebowali go. Oficjalne przyznanie się do winy zaskoczyło Cula. Sądził, że ma do czynienia z typowym wodzem, który dorwał się do koryta. Nie spodziewał się, że napotka knura gotowego do poświęceń. Przecenił swoje możliwości. Za szybko wyszedł z tą niewygodną sytuacją. Gweek mógł teraz zostać oczyszczony z winy przez radę. Wszyscy zgromadzeni oprócz niego i może paru innych lubili go, duża cześć rzeczywiście szanowała, a jego sam klan pozostawał mu niezmiernie lojalny. Dobrowolnie poddając się procesowi tylko udowodnił to, że jest prawdziwym wodzem. Ich wodzem, a Ci nie chcieli go tak po prostu oddawać. Na pewno nie klan Nurry.
- Mimo wszystko to nasz wódz! - wystąpił na scenę Guttor
- I tak to prawda. Haniebny to czyn był! Osądźcie go jednak zgodnie z tradycją! Tylko spójrzcie jakie różnice są między nami. Szanowny klan Vumy! - rzucił w kierunku wodza Vumy Frohga
- Jak u was się kara morderstwo Matrony?
- Urwanie łba - odpowiedział krótko ponury i zwykle milczący wódz. Guttor wypytywał dalej
- Szanowny klanie Ogi? Wasza kara?
- Zagłodzenie na śmierć - odpowiedziała matrona Oga, która coś sobie jeszcze podgryzała przy okazji. Jak na ironię, ta baba zawsze miała coś w ustach.
- Szanowny klanie Delmy
- Wrzucenie do wrzącego oleju - odpowiedziała smutno Delma. Widać nie takiego losu życzyła Gweekowi
- Szanowny klanie Woozgi
- Nabicie na pal - odpowiedział wódz Blurg, który z ciekawością obserwował jak się sprawa potoczy. Guttor usłyszał cztery razy śmierć, nie za bardzo wiedział jak wybrnąć z tej sytuacji. Wnet sama Nurra wystąpiła w obronie swojego ukochanego. Zdążyła obmyślić już plan. Wcześniej podczas licznych rozmów zdołała też pozyskać sobie sojuszników.

- Zgromadzeni. Jakże odpowiedzieliście na pytanie sprawnie. Odpowiedzcie jaką karę wyznaczycie temu kto zabił niewinne dziecko. My, każdy z nas na pewno nie raz zawinił w swojej ścieżce zgodnej z tradycją. Zaś morderstwo dziecka, takiego tuż przed porodem. Jak tradycja odnosi się do czegoś takiego! - trafiła w czuły punkt każdej matrony. Maciory chętnie odpowiadały jedna przez drugą.
- Jak się kara wymuszenie przysięgi, biorąc za zakładników matrony i potomstwo? - kolejna fala odpowiedzi sugerowały ponownie śmierć. Nurra wspominała wszystkie grzechy klanu Obrogga.
- Walczyliśmy z klanem Obrogga, którzy dopuścili się tego wszystkiego. Sprzedawali nasz własny lud Huttom, jako tania siła robocza! W szale wojny i żądzy sprawiedliwości mój Gweek posunął się za daleko. Zapomniał o miłosierdziu w chwili ciężkiej próby. A jak Wy byście postąpili? Każdy czyni błędy, niektóre są niewybaczalne, ale czy nie powinniśmy i my nie zapominać o miłosierdziu? Oto on, stoi tu przed wami gotów przyjąć osąd, nie jak tchórzliwi Grzybiarze! I to nie jego słowa są siłą, a czyny! Gdyby nie on, Obrogg nadal by sprawował władzę na tym obszarze, a my nigdy byśmy się nie spotkali w tak wyniosłym i godnym celu pojednania! - mowa ta rzuciła tłum w refleksję. Nurra potrafiła urządzić scenę, poruszyć emocje kłębiące się w środku. Z tłumu wyszedł kolejny starszy. Szanowny Starszy Ryghouk z klanu Vumy przemówił:
- to prawda. Nasz lud od długiego czasu płaszczy się pod tyranią to Imperium, to Huttów. Tak to jest, wszystkim łatwo o tradycji się mówi, gorzej już z praktyką! To Ty przybyłeś z Gwiazd by nam o tym przypomnieć Gweeku. Szanowny Starszy Cul przesadził z tym, żeś Grzybiarz Gweeku. Już lepsza jest śmierć, a widzę, że jesteś gotów i na to. Twoja szlachetność została poddana próbie. A nie ma nic bardziej cnotliwego niż przyznanie się do błędu i bycie gotów na poniesienie odpowiedzialności. Występek jednak ten nie może zostać tak łatwo odpuszczony. Same słowa to za mało. Muszą być czyny, które udowodnią żeś zrozumiał swój błąd. Uważam, że jako knur powinieneś być sprawdzony w honorowym pojedynku z czempionem, którego rada wybierze. Czempion będzie usiłował Cię zabić, Ty zaś będziesz musiał go pokonać i darować mu życie. Twój przeciwnik musi przeżyć pojedynek i być zdolnym wyleczyć się z ran. W ten sposób udowodnisz swoją siłę, której potrzebujemy, i że jesteś w stanie kontrolować swój gniew. Wódz, który nie potrafi kontrolować swojej siły nadużywa jej, zaś ten który jej nie ma, nie może być wodzem. W ten sposób udowodnisz, że zrozumiałeś swój błąd oraz staniesz się wodzem zgodnie z tradycją. Szanowni Starsi? - kolejne postacie zaczęły się wyłaniać z tłumu. Wszyscy po kolei uznali, że to będzie uczciwe i wymagające rozwiązanie, albowiem zwykle wystarczyło być najsilniejszym knurem w klanie by stać się wodzem. Walki o dominacje niemalże zawsze kończyły się śmiercią pretendentów, czy to w wyniku dekapitacji, czy ran, które przyniosły później śmierć. Jedynie Cul nie był zadowolony, licząc, że jego oskarżenie zadecyduje o losie Gweeka.
- Wybierzemy Czempiona do końca tego dnia. Jutro odbędzie się pojedynek - podsumował Szanowny Starszy Hub z klanu Delmy

Tymczasem nikt się nie zorientował, kiedy to Zumb ze swoimi przybocznymi zniknęli.

Klan Nurry: +6
Wojownicy: Thurg Utopiec, Guttor
Matrona Nurra
Wódz Gweek

Klan Delmy: +4
Matrona Delma
Wódz Prog
Starszyzna: Hub

Klan Woozgi: +2
Matrona Woozga
Wódz Blurg
Starszyzna: Cul

Klan Vumy : +3
Matrona Vuma
Wódz Frohg
Starszyzna: Ryghouk

Klan Ogi : +3
Matrona Oga
Wódz Glomb

Klan Gruby : ???
Matrona Gruba
Wódz Surggark
Klan Hugby : ???
Matrona Hugba
Klan Klogi : ???
Matrona Kloga

Wolni Grzybiarze : ???
Wódz Zumb
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6501
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 23 Maj 2019, o 18:18

Marne perspektywy Gweek miał przed sobą. Śmierć w cierpieniach dłuższych lub krótszych i to w dodatku na oczach wszystkich zebranych. No może prócz jednej - nabicia na pal. Dla niektórych mogła być początkowo przyjemna, choć przebicie innych części ciała niż dupsko, skutkowało cofnięcie się papki do yyy... i tu swe rozważania urwał. Najgorsze z tego jednak wszystkiego nie zostało wypowiedziane. Najbardziej bał się spicia do nieprzytomności i późniejsze zemrzenie. Kac - morderca, nie ma serca. Tak, permamentne odwodnienie było czymś co działało mu na wyobraźnię. Wszystko by przebolał, tego chyba nie.

Rzucane przewinienia i kary za nie obowiązujące jednoczyły dyskutujących, natomiast oskarżony lekko odjechał myślami od głównego tematu. Na glebę sprowadziło go słowo Hutt. Z chęcią jakiegoś by ukatrupił, sprawdzając czy aby prawdą jest, że wbite ostrze w czaszkę ślimora, dotrze aż do kręgosłupa. Temat Obroggów wjechał też na tapetę. Własny klan walczył o niego tak samo mocno, jak wcześniej z przeciwnikiem. Ymperyjum też musiało zostać wywołane. To tak, jakby skracano całą historię jednookiego. Do białych ludzi nic nie miał. Był neutralny, choć nie zawsze mu się podobały zakazy, nakazy, a bo to wolno, a tego nie. Zawsze to oni mieli coś do niego. Mogli nie zaczynać dawno, tam na Tatooine jeszcze. Skubańce prędzej czy później będą musieli przyjść do Rady. Będą srogo się tłumaczyć ze wcześniejszej swojej obecności na planecie.

Wystąpienie Ryghouka zrobiło wrażenie na wszystkich. Wraz z wiekiem prócz ciała przybywało mu mądrości. Zaproponowane przez niego rozwiązanie znalazło wielu popleczników. Spodobało się też samemu oskarżonemu. Nie miał wyboru, albo miał tylko jeden - musiał zaakceptować to, co mu dają.
- Wymagające zadanie przede mną stawiacie, a odrzucić taką wspaniałomyślną propozycję głupstwem by było. Wielka wiedza i dalekowzroczność przez was przemawia. Nie było błędem zapraszać was tutaj.
- Poczekam przy ognisku na wieści, o przeciwniku z którym godzien będę stanąć do walki.


Do wyłonienia najlepszego wojownika jeszcze trochę czasu było. Chciał wreszcie rozmówić się z Zumbem, który był chyba mistrzem w rozpływaniu się w powietrzu. Znikł i nikt nie wie jak i gdzie. Problem na później tak jak i zadręczanie się tym, jak pokonać czempiona, nie wiedząc kto ma nim zosta. Miał też ważniejsze sprawy na teraz. Wypadało podziękować Guttorowi za wstawienie się za nim. Na swoich zawsze mógł liczyć, tak jak oni na niego. Nawet nie zauważył, jak maluśki klan Ha'an został wchłonięty przez większego sojusznika. Tak będzie się działo, to pewne. O przyszłość jednak musiał zadbać osobiście.
Osobno też rozmówi się z Nurrą. Miał jej do powiedzenia wiele, choć z nią wyjaśni sobie to w nocy. Kilka istotnych rzecz chodziło mu też po głowie. Co dzieje się w Nielegalnym Mieście, w Wulkanie i choćby w najsłynniejszej kantynie na Tatooine. Dłuuugo tam nie zawita, nawet teraz musiał sobie odmówić większego popijania przed pojedynkiem, a co dopiero show, którego byłby głównym aktorem, niszcząc nawiany wyposażenie i przetrącając gymby komu popadnie.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 276
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Poprzednia

Wróć do Przestrzeń Huttów