Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 2 Kwi 2018, o 12:00

Wspomnienia ostatniego wieczoru powracały i uderzały w Kittani niczym potężne fale rozbijające się o skały. Kobieta nie mogła zasnąć i pół nocy spędziła na snuciu się po ich tymczasowej bazie i sprawdzaniu żołnierzy pełniących nocną zmianę, chociaż wcale nie musiała tego robić. Było to jednak lepszym rozwiązaniem niż siedzenie i rozmyślanie o zaistniałej sytuacji pod jednym drzewem. Spodziewała się problemów z ludźmi Besadii jednak złowrogie nastawienie rebeliantów z lotniska działało jej na nerwy. Wiedziała, że musi działać jak najszybciej i odzyskać ich sympatię oraz posłuszeństwo. Tylko jak? Czasami brunetka myślała, że gdyby była mężczyzną miałaby o wiele łatwiej jako dowódca. Całkiem zrozumiały był fakt, że nikt nie czuł paraliżującego strachu przed jej osobą a i sami mężczyźni byli mniej chętni wykonywać rozkazy wydawane przez kobietę. Z drugiej strony - jeżeli nie ona, to kto miałby sprawować pieczę nad przejęciem wulkanu? Nie wyobrażała sobie nikogo innego na tym miejscu. Wiele razy znajdowała się w gorszej sytuacji i potrafiła z niej zwycięsko wyjść, udowodnić, że wcale nie jest słabsza psychicznie czy fizycznie od jej towarzyszy. Brunetka po raz ostatni tej nocy spojrzała na śpiących w półmroku żołnierzy Besadii, przyglądając się uważnie ich przywódcy. Nie pozwoli sobie na utratę gruntu pod nogami.

Słowa Mai'fach dotyczące Mocy stanowiły kolejny powód do rozmyślań. Były jednymi z nielicznych kobiet w szeregach Rebelii i od samego początku trzymały się razem. Kittani nie mogła jednak zrozumieć, dlaczego to do niej medyczka przychodziła co jakiś czas, mówiąc kogo wyczuwa i co sądzi o obecności mocowładnego w okolicy. Mai'fach znała większość rebeliantów o wiele dłużej niż ona sama i z pewnością rozmawiała z każdym z nich. Dlaczego więc to właśnie jej mówiła o takich rzeczach? Starała się rozumieć jej słowa i coś doradzić, jednak nie mogła jej pomóc. Ona nie czuła Mocy i nie potrafiła sobie wyobrazić, co odczuwa jej towarzyszka. Pozostało jej tylko wysłuchiwanie jej i krótkie komentarze. Zaskoczyło ją pytanie o powód jej zamyślenia.
- Dowódcy nie mają łatwo... coś o tym wiesz - mruknęła spoglądając na mapę terenu. Uniosła wzrok na swoją towarzyszkę i posłała jej delikatny uśmiech - Hej, a możesz wrzucić ich Mocą do błota jak będą nieposłuszni? Wtedy nie będzie na mnie... bo Moc tak chciała - Mai'fach odwzajemniła jej uśmiech i zaśmiała się wdzięcznie. Jej śmiech dodawał otuchy.

***


Świt nastał wcześniej niż zazwyczaj - przynajmniej dla Kittani. Obserwowała od kilku minut wszystkich wybudzających się ze snu rebeliantów oraz żołnierzy Besadii. W dżungli zamiast złowrogich i przerażających dźwięków wydawanych przez nocnych drapieżników na nowo rozbrzmiały nawoływania ptaków i ich melodie. Kobieta czuła, że to właśnie odpowiednia chwila. Podeszła do grupy Besadii i przyprowadzonych przez rebeliantów bez cienia jakichkolwiek emocji na twarzy.
- Niech rebelianci udadzą się do wnętrza frachtowca. Zaraz tam przyjdę - Kittani wiedziała, że sprawa nie zakończy się na tych słowach. Tylko czekała na wybuch ze strony drugiego dowódcy.
- Przyszli z moimi ludźmi i nie zgadzam...
- Gówno mnie obchodzi na co się zgadzasz a na co nie! Wydałam rozkaz i mają go wykonać - brunetka posłała w ich stronę stanowcze spojrzenie licząc na to, że mają więcej rozumu niż jej obecny rozmówca.
- Wcale nie muszą wypełniać Twoich rozkazów, podobnie jak ja. Mam to w dupie - dowódca wzruszył ramionami i posłał jej triumfujący uśmiech, jakby mówił jej ,,i co mi teraz zrobisz?". Kittani nie wytrzymała. Dźwięk dłoni uderzającej o prawy policzek dowódcy przestraszył ptactwo niedaleko ich, które wzniosło się ponad korony drzew nawołując całe stado do ucieczki. Wszystkie oczy skierowały się teraz na ich dwójkę - brunetkę świdrującą wzrokiem nieposłusznego dowódcę, który po uderzeniu nadal miał głowę przechylona w bok.
- Posłuchaj no, anonimowy dowódco w lśniącej zbroi. Gówno widziałeś i gówno wiesz o tej planecie, dlatego jesteś tu ze mną. Gamorra to moje podwórko i dopóki na niej stoisz i chcesz przeżyć słuchasz się mnie. Co więcej - z racji, że jesteś dowódcą odpowiadasz za wszelkie niesubordynacje i problemy. Rozliczę Cię z każdego nieposłuszeństwa w Twoich szeregach, z każdego żołnierza i rebelianta. A rebeliantów liczę podwójnie więc radzę, aby włos z głowy im nie spadł - Kittani pochyliła się bliżej niego, tak aby następna część rozmowy została między nami. - A jak coś ci się nie podoba to możesz porozmawiać z moim zaprzyjaźnionym klanem tutejszych mieszkańców, który znajduje się niedaleko naszej bazy. Gammoreanie lubią rozćwiartowywać nieposłusznych im ludzi jako formę tortur i nabijać sobie ich głowy jako trofea. Powiem im, żeby Ciebie nabili na badyl i zrobią z Ciebie szaszłyk. Chyba lepiej pozostać względnie posłusznym dowódcą niż szaszłykiem dla matrony - brunetka podniosła się oblizując usta i przyglądała mu się chwilę. Zaraz jednak spojrzała na bok, wgłąb ich tymczasowej bazy.
- Na co się patrzycie? Rozejść się - i sama udała się w kierunku frachtowca.

Rebelianci siedzieli we wnętrzu frachtowca z grobowymi minami. Część z nich wręcz udawała, że nie widziała nadejścia kobiety i uciekali wzrokiem gdzieś na boki, analizując przyrządy obecne w kokpicie czy też stan najbliżej ściany. Kittani usiadła na fotelu pilota i przyglądała im się w ciszy kilka sekund. Byli na nią wściekli.
- Nie musicie nic mówić ani nawet na mnie patrzeć, tylko mnie wysłuchajcie - odetchnęła głęboko, wiedząc że nie będzie to łatwa rozmowa. - Wiem, że czujecie się oszukani. Widzę to po waszym zachowaniu. Tylko nie wiecie jednej, najistotniejszej rzeczy. Gdyby nie moje ciągłe prośby o odnalezienie MOICH LUDZI na Gamorrze prawdopodobnie nie byłoby tu ani mnie, ani was. Tuż po tym jak Beji odbiła mnie z rąk łowcy nagród i zapewniła pobyt na swojej planecie pierwsze o co ją poprosiłam, to próba namierzenia oddziału w okolicach lądowiska. Nie zapomniałam o Was nawet na chwilę. To przez moje działania i starania znowu spotykamy się razem, zjednoczeni pod sztandarem Rebelii. Oczywiście Huttowie mają w tym swój interes i rozgrywają wszystko jak najlepiej dla siebie, ale ja też grałam. I w ten sposób ugrałam nam wsparcie w postaci dodatkowego oddziału oraz zlokalizowanie sił przy Nielegalnym Mieście a przede wszystkim - wasz bezpieczny powrót - brunetka wstała z fotela i spojrzała po raz ostatni na obecnych wewnątrz kokpitu. - Zastanówcie się, czy gdyby faktycznie byłoby mi tak dobrze w domu Besadii wracałabym na Gamorrę i tkwiła w tym błocie razem z Wami - kobieta opuściła wnętrze kokpitu i pozostawiła ich z tematem do przemyślenia. Wypuściła głośno powietrze licząc na to, że to ostatnie trudne rozmowy tego dnia. Zaskoczyła ją obecność Mai'fach tuż przy trapie. Najwidoczniej czekała na Kittani już kilka minut.
- Rozmawiałam z tą istotą, nie jest wrogo nastawiona. Twierdzi, że znajdziemy ją przy klanie Nurry.- brunetka zatrzymała się w półkroku i spojrzała na towarzyszkę z niedowierzaniem na twarzy. Chciała przytaknąć na jej słowa tak jak zawsze, jednak zamarła słysząc ostatnie słowa
- Nurra?! - niemalże wykrzyknęła. Mai'fach od czasu przylotu na Gamorrę nie widziała jeszcze tak rozentuzjazmowanej brunetki. - Powiedz, że Kittani jej szuka! Jesteś w stanie dokładnie wyczuć, gdzie się znajdują?
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 3 Kwi 2018, o 09:53

Tak zastanawiała się do dalej i jak długo przyjdzie jej jeszcze czekać, a przy okazji musiała orientować się w kilku kwestiach na raz. Obserwować obóz, patrzeć, co się w nim dzieje i pilnować, by ktoś nie spróbował jej przerobić na szaszłyk. Choć nie dało się nie zauważyć, że knury specjalnie ją ignorowały, może więc coś z tego będzie. No i kwestia tej tajemniczej obecności. Gdy miała pewność, że nikt jej nie przeszkodzi, to znaczy będąc wysoko na drzewie, skupiła się w Mocy.
- Klan Nurry spotkałam przypadkiem, ona jest ranna. Gweek... ten silny Mocą Gamoreanin pozwolił mi przyłączyć się od ich klanu. - zaczęła swoją rozmowę.
- Skąd jesteś? Kim ty w ogóle jesteś? Twoja obecność w Mocy jest nietypowa - usłyszała słowa kobiety.
Zdziwiła się, bo nie bardzo rozumiała, o co jej chodzi. Jak nietypowa? Dla niej było to nie do pojęcia, Mirax czuła się całkiem zwyczajnie, nie licząc tego, że znajdowała się w obcym ciele. Czy o to właśnie chodziło? Nie wiedziała.
- Nie jestem nikim szczególnym... próbuję przetrwać w tych trudnych czasach. Uciekłam przed Imperium, które mnie ścigało... miałam mistrza, który uczył mnie podstaw posługiwania się mocą, ale on też zginął. Znalazłam się tu, na Gamorr przypadkiem... a może to Moc mnie tu pchnęła? Jeden z ludzi, z którym leciałam w tę stronę znał Klan Nurry i prosił mnie, bym go znalazła. Znalazłam.
- Jak ci na imię? Jestem Mai'fach jeżeli masz kontakt z Gweekiem, powiedz mu, że przybyliśmy na Gamorr, by pomóc, ja Kittani i wsparcie.
Nie bardzo chciała mówić wszystko i całą prawdę. Rozmowa w taki sposób była niewygodna, poza tym, żeby kontaktować się i rozmawiać za pomocą Mocy było dość trudne, wymagało dużego skupienia i poświęcenia temu mnóstwa energii. Nawet Mirax czuła z tego powodu zmęczenie. poza tym, krótko potem pojawił się droid z zaproszeniem na spotkanie z Gweekiem. Kushibanka przerwała rozmowę i udała się na nie.

Wreszcie mogła dowiedzieć się czegoś więcej. Na szczęście Gweek mówił wspólnym, choć nie zawsze był on dla niej zrozumiały, ale dawało radę. Na wieść o tym, czego dokonały kobiety w tej wioski ciężko było jej uwierzyć, ale nie była w stanie zweryfikować prawy. Nie podobało jej się to, zwłaszcza iż domyślała się, co te kobiety spotka. Niezależnie od tego, czego były winne, uważała, że śmierć to za dużo. Mimo to postanowiła nie naciskać, wyraziła jednak swoje zdanie na ten temat ostrożnie dobierając słowa.
- To sprawa między wami, nie chce w to wchodzić, szczególnie że nie znam szczegółów. śmierć jednak nie jest rozwiązaniem - śmierć pociąga za sobą kolejną śmierć i kolejną, i kolejną. Tak bez końca. Aż wszyscy zatracają się w śmierci i zapominają czym jest życie. Jestem lekarzem i to, czego mnie uczono to ratowania istnień, a nie niesienie im śmierci i cierpienia.
Niestety nie mogła powiedzieć, że składała przysięgę lekarską, bo jej nie składała, nie skończyła studiów, ale takie było jej zdanie i nawet bez tego była gotowa trzymać się własnych postanowień i zasad jakie obowiązują każdego lekarza. Sama również została przedstawiona innym. Gamorrean było sporo w pomieszczeniu i każdy z nich patrzył na nią z ciekawością, niedowierzaniem, a czasem i przerażeniem. Nie sądziła, że będzie w stanie wzbudzać tak skrajne emocje, choć oczywiście fakt, że była tak drobna, a mimo to powaliła ich przywódce, musiało robić wrażenie.
Poza tym miała jeszcze coś do przekazania. Powiedziała Gweekowi o swojej rozmowie z Mai'fach, o tym, że ona wraz z Kittani są na planecie i przywiozły ze sobą wsparcie do walk. Ze słów knura wywnioskowała, że na Gamorr toczona jest zażarta walka, wyglądało to to trochę jak stan wyjątkowy. Czyżby Mirax znalazła się tutaj, by wspomóc tutejszą ludność? To miało być jej zadaniem? Nie była pewna, ale byłą gotowa zaoferować swoją pomoc, choć nie wszystko jej odpowiadało i podobało się. Nie chciała za bardzo walczyć, choć na pewno przed tym nie ucieknie, mogła też dać wsparcie lekarskie, w tym czuła się lepiej niż z mieczem w ręku, a ostatnio zdecydowanie częściej przelewała krew niż ratowała życie.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 610
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 3 Kwi 2018, o 14:13

Potęga Mocy była niezgłębiona. Brunetka wraz ze swoją mocowładną towarzyszką siedziały za frachtowcem. Kittani nie znała się na tym, jak Moc działa ale wiedziała, że Mai'fach potrzebowała skupienia i spokoju. Usiadły z daleka od wszystkich, w przyjemnym o tej porze dnia cieniu frachtowca jednak nadal miały podgląd na cały obóz. Było to niezwykle ważne dla Kittani - nadal nie miała pewności, że jej przemowa dotarła do dowódcy Besadii i spodziewała się wszystkiego, włącznie z najgorszym. Teraz jednak skupiała się na Mai'fach. Rozmowa z innym mocowładnym przebiegała powoli i wymagała sporo sił ze strony medyczki. Brunetka podawała jej wodę, gdy ta uniosła na nią spojrzenie. Była wyraźnie zaniepokojona po odbytej z nią rozmowie.
- Nie podoba mi się ta istota... - mruknęła zabierając od kobiety napój. Levfith przyglądała się jej uważnie chwilę, doszukując się powodu jej niepokoju.
- Dlaczego? Przecież mówiła, że jest z ranną Nurrą i Gweekiem... Nie ma złych intencji, zresztą sądzę, że Gweek prędzej wyczułby w niej złe zamiary niż Ty. On przebywa z nią już jakiś czas.
- Nie chodzi tylko o to... Wiem, że to co teraz powiem wyda Ci się niedorzeczne ale czuję się, jakbym rozmawiała z dwoma różnymi istotami. A raczej że rozmawiam z kimś, kto powinien nie żyć.
Kittani ściągnęła brwi w zamyśleniu analizując jej słowa. Moc nadal potrafiła ją zaskoczyć i irytował ją fakt, że była tak nieuchwytna. Nie dało jej się sprowadzić do jednej, uniwersalnej teorii która trzymała ją w ryzach. Czego w takim razie nauczają Mistrzowie Jedi? Niewiedza uwierała ją równie mocno, co nie tak dawny brak zaufania Rebeliantów. Będzie musiała wypytać o kilka rzeczy po powrocie na statek.
- Czyli chcesz powiedzieć, że rozmawiasz z duchem? Albo czymś na ten kształt? - odparła do Mai'fach po chwili namyślenia. Towarzyszka pokiwała głową bez większego przekonania.
- Czuję, że coś jest nie tak z tą istotą. Jaina z pewnością wiedziałaby, co w takim przypadku zrobić. - Kittani wiedziała, że to stwierdzenie posiada drugie dno i wcale nie jest tylko wyrazem uznania co do mądrości przywódczyni.
- Sądzę, że niepokojenie Solo ,,pokracznym śladem w Mocy" nie jest teraz najlepszym rozwiązaniem. Sama przyznałaś, że Jaina ma ostatnio dużo zmartwień na głowie i reaguje na wszystko w bardzo emocjonalny sposób. Może skontaktujemy się z nią jeżeli ta istota faktycznie okaże się niepokojąca? - mocowładna przyglądała się chwilę kobiecie po czym przyznała jej rację co do odłożenia rozmowy z Jainą w czasie. - Jeżeli faktycznie Nurra pozostaje ranna trzeba się nią zaopiekować, a raczej Ty musisz się nią należycie zająć. Sądzę, że klan nie zostawi jej samej. Przydałoby nam się kilku Gamorrean... wiesz, tak dla wzmocnienia sił i kształtowania ,,prawidłowej postawy" wśród nowych członków obozu, szczególnie tego dowódcy. Może weźmiemy odzyskanych z lądowiska Rebeliantów i polecimy do Gweeka i Nurry? Nie chcę jej denerwować i wzbudzać strachu w klanie zupełnie obcymi ludźmi. Jeżeli jednak masz złe przeczucia co do tej istoty musimy wymyślić jakiś plan działania.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 4 Kwi 2018, o 09:53

Kittani

Brunetka bardzo szybko zebrała plon swoich działań zmierzających do przywrócenia porządku i odzyskania twarzy w oczach ocalonych rebeliantów i ludzi Besadi.

***

- Eeeee... - Ithorianin podszedł do Kittani w swój charakterystyczny powolny sposób; dziewczyna miała dużo czasu na przemyślenia obserwując jak stary lekarz zbliżał się do niej. Zdążyła nawet rozważyć dwa możliwe scenariusze czekającej ją rozmowy.
- ..eee. Witaj.
Brunetka odłożyła kubek z gorącym napojem - jadła śniadanie na jednej ze skrzyń ustawionej przy skraju polany - i uniosła pytająco brew.
- No witam. - Rzuciła krótko, czekając na rozwój wypadków. Wiedziała, że Erd nie przyszedł by do niej nie mając nic konkretnego do powiedzenia.
- Nie miej za złe młodym. - Jego wibrujący niski basowy głos sprawiał, że Kittani robiło się dziwnie ciepło. Gdyby nie ithoriańska aparycja Kittani byłby gotowa się umówić z Erdem. - Młodzi nie rozumieją wiele spraw. Gorące głowy mają i często najpierw coś powiedzą dopiero potem pomyślą. Dlatego w imieniu swoim i przede wszystkim ich chciałbym Cię przeprosić. Oni po prostu dużo przeszli. Denerwowali się. Poczuli się porzuceni. I potem wpadli w ręce tych... bandytów od besadii. Nawet jeżeli to nasi sojusznicy to przebywanie z nimi nie było łatwe. Wyobraź sobie teraz co poczuli oni gdy wchodząc do obozu zobaczyli Ciebie. Całą i zdrową ze lśniącymi włosami i czystym ciałem.

***

Z ludźmi Besadii nie było już tak łatwo.

***

- Słuchaj lala. - Kittani kończyła drugie śniadanie na tej samej skrzyni. Prawie się udławiła bo szef bandy podszedł do niej od tyłu.
- Umówmy się. Rozkazy przyjmuję od Beji i Betta. Kazali mi przyjść w to miejsce. Przyszedłem. Kazali odszukać i przyprowadzić Twoich ludzi. Zrobiłem to. Kazali mi Cię nawet słuchać... Ale nic nie mówili, że mam być Twoim podnóżkiem. Więc nie udawaj, że jesteś taka ważna. Nie jesteś moim szefem a ja Twoim podwładnym. Możesz mi co najwyżej... doradzać. Nie piliśmy też razem by traktować się jak dobrzy koledzy. Zrozumiano? Zresztą nie odpowiadaj. Tu nie ma nic do rozumienia. Sprawa jest prosta.
Facet na chwilę zamilkł i wziął z talerza jedną z kanapek, którą przygotowała sobie Kittani. Podniósł na wysokość oczu i przyjrzał się jej uważnie.
- Robicie sobie w rebelii takie gówno z konserwy turystycznej? Dobrze, że nie należę oficjalnie do Waszej bandy. - Ugryzł ją. Cały czas wlepiał w nią swoje spojrzenie.
- Słuchaj. Kiedy wyruszamy na ten cały wulkan?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5937
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 4 Kwi 2018, o 12:46

Rozmowa z lekarzem Rebelii przyniosła jej dużo ulgi. Liczyła na pozytywne zakończenie sprawy i udało się. Uśmiechnęła się do Ithorianina i pokiwała głową na znak, że wszystko jest dla niej całkowicie jasne i zrozumiałe. Nie miała przecież za złe rebeliantom - chciała tylko odzyskać ich zaufanie i utwierdzić w tym, że nie działała na ich straty. Gdy tylko odwrócił się aby powrócić do swoich towarzyszy Kittani powiodła za nim wzrokiem.
- Erd? Zaczekaj chwilę - kobieta odłożyła śniadanie na bok i gestem dłoni wskazała, aby pozostał jeszcze chwilę - Dowiedziałyśmy się z Mai'fach, że Nurra jest ranna. Nie wiemy na ile jest to poważne ale... niedługo miała wydać na świat potomka. Szczerze mówiąc martwi mnie taki stan rzeczy. Czy podejmiesz się zaopiekowania nią gdy już trafi do naszej bazy?
Wiedziała, że Erd się zgodzi. Podziękowała mu szczerym uśmiechem.

Dowódca Besadii działał jej na nerwy, chociaż teraz z pewnością ich stosunki były lepsze niż przy ich ostatnim spotkaniu. Nie lubiła takich niespodzianek i cichych podchodów, więc spojrzała na niego spod byka.
- W takim razie nie mów na mnie lala - mruknęła popijając nieszczęsny kęs drugiego śniadania i przyjrzała mu się uważniej. Cień uśmiechu pojawił się na jej twarzy - A to ciekawe... Pierwsze co powiedziałeś to fakt, że Beji kazała Ci mnie słuchać ale tego nie zrobisz. Nawet się nie przedstawiłeś - brunetka była pamiętliwą istotą, zresztą jak każda kobieta i potrafiła to wykorzystać w odpowiednim momencie. Wzruszyła ramionami jakby od niechcenia.
- Nie masz być moim podnóżkiem, ale musimy w miarę współpracować i komunikować się. A jak Ci kanapka nie smakuje to ją oddaj albo zrób sobie lepszą - podsunęła mu talerz na potwierdzenie swoich słów. Na pytanie o wulkan odłożyła swoje drugie śniadanie na bok i wyciągnęła komunikator - Damon, jak wygląda wasza sytuacja?
- Jesteśmy na bezpiecznej pozycji w komplecie. Podchodzimy pod wulkan i kierujemy się w stronę sekretnego wejścia które odkryłaś. Nie napotkaliśmy żadnego patrolu ale podczas przeprawy zauważyliśmy kilka wydeptanych ścieżek które świadczą o tym, że teren jest jednak mocno patrolowany.
- No to już wiesz, jak wygląda sytuacja pod wulkanem - zwróciła się w stronę dowódcy Besadii, powracając do swojej kanapki - Czekam jeszcze za jedną informacją. Jeżeli wszystko się uda wzbogacimy się dzisiaj o kilkunastu Gamorrean. Oni też dobrze znają wulkan i drogę prowadzącą do niego.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 4 Kwi 2018, o 12:55

Uzyskawszy zgodę, ale nie aprobatę na niewątpliwe zabójstwo z premedytacją, nie musiał nic dodawać. Decyzja była podjęta i los prędzej czy później musiał dopaść, dosięgnąć obie zniewolone kobiety i spaść im na głowę niczym topór kata. Mirax mogła się jednak do czegoś przydać. Jej deklaracja rzucała inne światło na los Abbora i Zygurka - mogli nie doczekać jutra. Poczciwe knury, choć ich życie było jak płomyk świecy wystawiony podczas przeciągu. Czas pokaże jak mocne są ich organizmy.

Jego decyzja o wymarszu nie podlegała dyskusji. Z ciężkim sercem, po raz kolejny, będzie musiał opuścić małżonkę - najcenniejszą dla niego osobę. Ale to dopiero jutro. Będą mieli kilka godzin by wspierać się nawzajem w tych trudnych czasach. O przyszłości porozmawiają, gdy wróci z oddziałem Guttora i resztą sił. Zetnie też więzy i liny, łączące oba brzegi wąwozu. Nie przyszli z tego kierunku, ani nie zamierzał tam się zapuszczać. Bezpieczeństwo cenił bardziej, niż inicjatywę i chęć pogoni za resztą sił dzieciców Obrogga.

Wspomnienie o Kittani i "Robalii" wprawiło Gweeka w lekką konsternację. Nie po to dała mu urządzenie, aby z niego korzystał i byli w kontakcie. Chociaż sądząc po tym, jak daleko zaszedł i gdzie się znalazł, problem mógł wynikać z zasięgu małego przedmiotu. Planeta była bardzo olbrzymia. Jej różnorodność jest wręcz niesamowita. Gęsta, tropikalna roślinność, górzyste tereny, jeziora wielkości mórz, aktywność sejsmiczna i w konsekwencji - strzelające wysoko w niebo wulkany, gleby żyzne i czarne lub brunatne od gnijącej roślinności.
Myśli gładko przeszły na inny temat. Po co oni wszyscy się tu zlecieli? Mieli przecież pomóc szukać Nurrę, a do tej pory jedynie to chyba się opalali. Albo taplali w błocie. Ich pierwotny cel podróży gdzieś się zatracił. O grupie można było przestać mówić. Jedynie o jednostkach, a tą jaką jest Gweek i jego wizja, nie była spójna z tym, co tu się działo. Mógł się mylić, przez nieznajomość rozlicznych faktów i wydarzeń. Determinacja minęła bezpowrotnie po wykonaniu najważniejszego zadania. Jej miejsce zajęła troska o stan zdrowia swojej ukochanej. Nie traktował jej tylko jak rodzinę. Była kimś więcej. Matroną, przewodzącą resztkami klanu, który powoli składał do kupy z odnajdywanych po drodze kawałeczków. Liderką jednoczących się pomniejszych grup przeciw niesprawiedliwości. Symbolem dającym wiarę w sprawiedliwość i poprawę beznadziejnego losu. Światełkiem w tunelu, prowadzącym go ciągle i ciągle do przodu. Wychodził frontem do przeciwności, opóźniających jego dotychczasowe działania.

Rozmowy dobiegły końca, tak jak spokojna noc, po której przychodzi dzień. Wraz z pierwszymi jego promieniami, obóz budził się do życia. Rozwiązano pojmane, nikczemne kreatury i poprowadzono na skraj urwiska. Starą puszczono "przodem". Ślepa i nieświadoma, postąpiła o krok za daleko. Spadając w dół, wydała z siebie głośny jak na jej wiek, paniczny krzyk strachu i rozpaczy. Przyboczna widząc co ją czeka, cofnąć się próbowała. Ostatnim, desperackim zrywem, ratować swe życie chciała. Stojąc plecami do brzegu urwiska, zwiać nie miała gdzie. Przebita przez brzuch, na grubej włóczni się uniosła. Ciało jej w powietrzu chwilę dundało. Mięśnie napięte, szybko się męczyły pod tym ciężarem. Konwulsje i drgawki zabrały gamorreankę w dół. Machające członki w przód i tył, unieść truchła nie mogły. Ciemność w prawie kompletnej ciszy, skonsumowały martwą tkankę. Tłum gapiów zadowolony był z tej "nauki latania". Teraz dopiero rozumiał, dlaczego wybrano ten rodzaj śmierci. Nie chciano plugawić ostrzy. Ta krew nie warta była rozlewu. Oddano Gamorrze to, co jej się należało. Rodziła ona życie i do niej miało wrócić. Źłe duchy, nawet jeśli wyjdą z ciała, mógły do woli nawiedzać dno wąwozu.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 248
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 4 Kwi 2018, o 22:09

Palpoo
Biegł, miał przejebane a ziemia drżała.

Gweek
Gweek był spokojny. Co prawda odczuwał lekki niepokój o wspólną przyszłość ale tym razem widział w niej dużo mniej niejasnych niewiadomych. Odzyskał Nurrę a ona była zdrowa. Stracił nienarodzone potomstwo ale wiedział też, że Nurra była silną matroną i już wkrótce na nowo miała zacząć go ściskać udami.
Tajemnicza istota w ciele dziwnego ogoniastego stworzenia okazała się być bardzo pomocną i jej obecność w niepojęty dla innych sposób pomagała wrócić do pełni sił. Dla Gweeka Mriax była niepojętą zagadką. Kimś w pewnym sensie podobnym do niego i jednocześnie mocno różniącym się. Nie do końca wiedział jak ją traktować. Czuł się przy niej nieswojo i miał wrażenie, że przy niej fart go opuszcza. Z drugiej strony było w niej coś czystego. Pierwotnie dobrego i nieskalanego. Była jasna. I ta jasność przywoływała Gweeka.
Nurra oraz reszta gamorrean zaczęły traktować Mirax jak wcielenie jednego z duchów opiekuńczych z ich wierzeń. Nie przeszkadzali jej i pozwalali, krążyć po obozie tak by jej nie spłoszyć; wszak Mirax nie wiedziała, że te wszystkie kwiknięcia i fuknięcia skierowane w jej stronę były pozdrowieniami i czymś na kształt krótkich modlitw. Gamorreanie bardzo szybko nauczyli się, że lepiej jest nie płoszyć Dobrego Ducha, nie patrzeć na niego i nie niepokoić go rozmową. I tylko Thurgowie i Nurra wiedzieli, że Mirax może być jednym z "Jedi" i traktowali ją z należytą dozą nieufności - w ich pamięci wciąż tkwił czerwonoskóry twi'lek, który w pojedynkę powalił wielu dobrych wojowników.
I choć Gweek nie wiedział co do końca ma zrobić z Mirax był spokojny. W pobliżu byli rebelianci a w śród nich Kittani oraz Mai'fach. I mieli przylecieć do obozu gamorrean i zaopiekować się Nurrą. Tak powiedziała mu sama Mirax a potem potwierdziła Kittani w krótkim przekazie.


***

- Gweek. Tu Kittani. Jesteśmy w pobliżu. Nie wyłączaj komunikatora. Namierzymy Cię. Pogadamy później. Nie ruszaj się nigdzie.
Gweek nie zdążył nawet sięgnąć do komunikatora i wyciągnąć go z torby gdy z jego głośnika rozległ się szum statyki i zakłóceń. Wiedział, że to oznaczało przerwanie rozmowy. Po chwili jednak urządzenie zaczęło po cichu pikać.
- To była ta chuda Kittani? Miałam nadzieję, że ta pokraka odczepi się od Ciebie. - Fuknęła Nurra trochę obrażona.


***

Był spokojny i mógł skupić się na swojej części zadania. Miał umowę z Palpoo i Guttorem i musiał się z niej wywiązać.
Wkroczył ostrożnie na cypel a za nim bracia Thurgowie, Utto oraz reszta wojowników klanu Nurry w liczbie dwunastu. Szedł ostrożnie krok za krokiem czujnie obserwując drzewa, krzewy i powierzchnię wody na jeziorze oczekując, że w każdej chwili może zostać zaatakowany przez przeciwnika. A przecież członkowie klanu Obrogga musieli się już to tego czasu zorientować, że nad Grzybim Jeziorem nie rządzi już Gorgunk Wspaniały.
- Wodzu... Ktoś tu przyszedł. - Utto wpatrując się w ziemię. Jako najlepszy tropiciel szedł odrobinę przed Gweekiem. - Ktoś tu był. Przypłynęli chyba łodziami bo nie widać śladów od strony lądu.

Palpoo
- Ja... Już... Nie... Mogę... - Sapał Ortogg i wyraźnie zaczął zwalniać. - Zastąpisz Gweekowi mnie...

Mirax
Czuła narastający niepokój. Gdy obserwowała pogodne jasne popołudniowe niebo przeczuwała, że wydarzy się zaraz coś przerażającego. Ale przecież nie miała żadnego powodu do niepokoju, prawda? Jeszcze zanim Gweek opuścił obóz razem z częścią klanowych wojowników Mai'fach znowu skontaktowała się z nią.
- Nigdzie się nie ruszaj. - Mówiła. - Zostań przy Nurrze. Wkrótce się zjawimy przy Was. I odpowiednio tobą zajmiemy. Nie bój się.
Jej głos był inny. Ciekawość i pewnego rodzaju życzliwość została zastąpiona chłodem i wyrachowaniem.
Czekała.
Na polanie w dżungli - gdzie po egzekucji przeniósł się cały obóz - panowało dziwne poruszenie. Wszyscy Gamorreanie, którzy zostali przy Nurrze wykazywali oznaki podniecenia spoglądali w niebo i podobnie jak Mirax wyczekiwali pojawienia się frachtowca rebelii.
Nurra pojawiła się przy kushibance bezszelestnie. Nad ramieniem jednookiej matrony unosił się Zdalniak-Tłumacz Gweeka. Matrona zaczęła coś mówić a zdalniak po chwili zaczął przemawiać.
- Jej czcigodna jednooka cycość chce Ci powiedzieć, że nie wie skąd się tutaj wzięłaś. Mówi też, że nie wie czy Ci może zaufać. I mówi, żebyś nie nie niepokoiła Gweeka. Jej Nurrza Matroność chce też zwrócić uwagę na, fakt, że jeżeli nie będziesz wykonywała głupich sztuczek Dżedaj to przeżyjesz. Bo ona - Nurra - nie pozwoli by ktoś tak niebezpieczny kręcił się w pobliżu jej ludzi. A zwłaszcza Gweeka. Narazie zachowujesz się bardzo przyjaźnie. I lepiej niech tak zostanie. Gweek też mówił, że sprowadzisz tutaj jego przyjaciół z kosmosu.

Kittani
- Eeeee... - Nie rozumiem tego... - technik ściągnął słuchawki i odsunął się od zestawu radiokomunikacyjnego. - To jest mocno dziwne.
- Co takiego... - Spytała Mai'fach. - Nie masz połączenia z oddziałem Damona?
- Mam.
- A namiar na oddział Gweeka?
- Też mam. To blisko jest. Nie w tym rzecz. Co chwila ktoś wbija się na nasz kanał i zakłóca łączność...
- Co? Jak to? Przecież komunikacja miała być zabezpieczona.
- I jest. Ale Oni dobrzy są w te klocki. Złamali nasze zabezpieczenia.
- Co za oni?
- Nie wiem. Jacyś Trzej Królowie. Tak o sobie mówią. Król Lato, Pato i Tato.
- To nie mogą być ich prawdziwe imionaa. Nikt nie chciał by się tak nazywać. Powiedziała Mai'fach i pomasowała skroń. - Kittani. Znasz się z Gweekiem więc musiałabyś po niego lecieć razem ze mną. Z drugiej strony nie ufam ludziom Besadii. Więc zabieramy ich ze sobą jako obstawę. Poza tym myślę, że Gamorreanie Gweeka mogą podziałać motywująco na tych szubrawców. Załatwisz to? Dzięki. Erda też zabieramy. Lecimy na miejsce, zabieramy Gweeka i Nurrę i resztę i wracamy tutaj. W dwie godziny powinno być po sprawie.

Mirax i Kittani
Mirax była u kresu cierpliwości i wytrzymałości nerwowej. Dawno nie czuła tak silnej obecności w mocy. Frachtowiec właśnie osiadł na środku polany i wszyscy gamorreanie, nawet Ci najsłabsi, ustawili się tak by widzieć kto zejdzie po trapie; nawet jaszczur "Ej" unosił swoją głowę jak najwyżej. Nurra wystąpiła z milcząco oczekującego kręgu gapiów i zrobiła parę kroków w stronę statku. W tej samej chwili pomost zaczął się opuszczać i gdy dotknął trawy z wnętrza statku zaczęły wychodzić osoby. Najpierw czterech uzbrojonych i nieprzyjemnie wyglądających mężczyzn.

Gweek
Przeszukali cały cypel. Nikogo nie znaleźli; choć pułapki, które zostawili zostały uruchomione to oprócz krwi nie znaleziono żadnego ciała. Utto tylko potwierdził swoje domysły. Ktoś tutaj przypłynął na łodziach i zawrócił.
- Szefie... ziemia.
Ziemia drżała.

Palpoo
Wznosząca się i opadając stal była coraz bliżej.

Mirax
Potem - ukryta wśród drzew Mirax - dostrzegła jak na polanę wyszedł Ithorianin, który przywitał się z Nurrą próbując używać mowy gamorrean. Kolejną osobą była młoda i atrakcyjnie wyglądająca brunetka. Ona i Nurra przywitały się serdecznie. A przynajmniej tak to wyglądało z perspektywy Mirax. Ostatnią osobą była starsza kobieta. Nie mniej atrakcyjna jak poprzedniczka. Ta przywitała się z Nurrą a potem spojrzała w kierunku Mirax.
- Wyjdź. Nie ukrywaj się. Pokaż swoje oblicze - usłyszała w swojej głowie.

Palpoo i Gweek
Palpoo, Asher i Mike, Jub i Buj a na samym końcu gruby Ortogg ciągnięty przez Ghurka wpadli na cypel jak burza. Ciężko powiedzieć by udało im się zaskoczyć czekających tam Gweeka i resztę jego ekipy. Ciężko bo ziemia drżała a w ślad za ewokiem przewracały się drzewa.
W ich stronę zmierzały dwa AT-ATy.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5937
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 6 Kwi 2018, o 09:45

Gamorra lubiła zaskakiwać i egzekwowała bezlitośnie wszelkie plany, często zupełnie je zmieniając. Wyprawa po Nurrę oraz klan Gweeka stała się priorytetem chociaż nikt nie podejrzewał, że sprawy w dżungli tak się potoczą. Przybyli tutaj z innym, jasno określonym celem jednak splot zdarzeń pokierował ich w innym kierunku. A może sama Moc tak chciała? Kobieta była wdzięczna, że ta niesamowita siła pozwala na kontaktowanie się i wyczuwanie innych istot. Martwiła się o swoich przyjaciół i sama uczestniczyła w nieudanych poszukiwaniach Nurry. Załoga na frachtowiec została skompletowana w ekspresowym tempie według zaleceń Mai'fach i statek uniósł się ponad korony drzew, zmierzając powoli w kierunku wskazanym przez medyczkę. Lecieli ku nieznanemu. Wiadomość o zakłóceniu ich łącza była zaskoczeniem dla wszystkich, chociaż nie wiadomo co wywołało większe wrażenie - sam fakt czy nazwa sprawców. Król Lato, Pato i Tato... Kittani szczerze wątpiła, aby Imperium używało tak dziwnych nazw. Oni lubili wzbudzać strach i podkreślać swoją potęgę nawet w nazwach.

Przybycie na polanę wywołało niemałe poruszenie wśród obecnych Gamorrean. Kittani bez problemu dostrzegła Nurrę podchodząc do lądowania i ucieszyła się na sam fakt, że widzi ją stojącą o własnych siłach. Był z niej kawał silnej matrony. Wszyscy powoli opuszczali trap i wychodzili wśród obecnych członków klanu, którzy przyglądali się zarówno im samym jak i statkowi. Nieciekawie wyglądający mężczyźni nie wywarli na wojownikach jakiegokolwiek wrażenia. Nawet nie wzbudzili u nich tyle zainteresowania co podświetlenie trapu.
- Cieszę się, że Cię widzę - Kittani przywitała się z Nurrą i wskazała gestem dłoni na Ithorianina. - Erd się Tobą należycie zaopiekuje.
- Przyleciałaś po mojego Gweeka? - zdalniak zawisł nad Nurrą, która przyglądała się brunetce niezbyt zadowolona.
- Przestań - Kittani odpowiedziała jej twardo, równie zirytowana co ona sama. Nurra lubiła powracać do tego tematu a ona brunetka nie potrafiła zrozumieć dlaczego. Znała Gweeka dłużej jednak była to znajomość na zupełnie innym poziomie, niż matrona lubiła sobie wyobrażać. - Jesteście moimi przyjaciółmi, wszyscy - zarówno Gweek, jak i Ty oraz wasz cały klan. Zresztą ja też Cię szukałam wraz z moim oddziałem dopóki nie porwał mnie łowca nagród. Wróciłam na Gamorrę żeby was odnaleźć i wam pomóc. Zapewniam Ci opiekę medyka bo się o Ciebie martwię. Nadal myślisz, że mój pobyt tutaj ogranicza się tylko do Gweeka? On sobie radzi cały czas beze mnie.
Nurra zamilkła dłuższą chwilę przyglądając się jej uważnie, starając się przeanalizować całą wypowiedź. Kittani dostrzegła, że Mai'fach zadziera wzrok o wiele wyżej niż było to konieczne. Spojrzała w tym samym kierunku co ona, jednak nie dostrzegła niczego oprócz intensywnej zieleni liści.
- Widzisz tego ,,ducha"? - zapytała ją po cichu.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 6 Kwi 2018, o 21:38

Nie podobało jej się podejście knurów i fakt, że chcieli wykonać egzekucję na matronach. Nie miała na to jednak wpływu, a próba ratunku, choć ją korciła, nie miała szans i sensu. Jedynie co mogła zrobić, to nie przyglądać się temu, choć w momencie wyznaczenia kary, pomimo odległości czuła buzujące z otoczenia emocje. Rozentuzjazmowanie ze strony Gamorrean z klanu Nurry oraz przerażenie ze strony matron. Choć nie chciała brać w tym udziału, siłą rzeczy wszystko czuła przez Moc i to było straszne.

Potem nadszedł czas wymarszu. Gweek wyruszył z innimi, a ona została w obozie. Nie było to przyjemne, choć starała się jak mogła jakoś radzić. Knury jej nie zaczepiały, choć czuła z ich strony lekką trwogę, a także coś na kształt szacunku. Nie wiedziała skąd, ale domyślała się, że musiało to mieć coś wspólnego z duchami i bóstwami o czym było już wcześniej wspominane. Nie dopytywała się i zajmowała się swoimi sprawami, to znaczy pomagała rannym dojść do zdrowia i ogólnie chciała być jak najbardziej pomocna. Wiedziała, że nie wszyscy ją akceptują.

- Nie jestem waszym wrogiem, nie przybyłam tutaj, by wam szkodzić ani tym bardziej, by z wami walczyć. Nie jestem też Jedi, choć moje umiejętności mówią inaczej. Chce je jednak wykorzystać, by wam pomóc, a nie być dla was zagrożeniem. Wiem, że żeby zasłużyć na zaufanie potrzeba czasu, chce go dobrze wykorzystać.
Rozumiała jej obiekcje i obawy, domyśliła się też, że mieli względem mocowładnych negatywne odczucia, jedynie co mogła w tym momencie zrobić, to udowodnić im, że z jej strony nic im nie zagraża i mogli być spokojni. Tylko, co ona będzie z tego miała? Tego nie wiedziała, a fakt, ze ostatnio nie było żadnych niepokojących znów, ani kontaktów z "tą drugą" też były znaczące... tylko nie wiedziała, jak to odczytywać.

W obozie zawrzało, w momencie pojawienia się statku. Mirax siedziała w oddali, obserwując wychodzących ludzi i inne istoty. Od razu też wyczuła w Mocy kobietą, która kontaktowała się z nią wcześniej. Stresowała się? Trochę tak, patrząc na to, że dosłownie wszyscy postrzegali ją za zagrożenie i podchodzili z wyraźną rezerwą. Słysząc głos w głowie zadrżała. Nie ma co się ukrywać.
Kobiety mogły dostrzec ruch na gałęziach, a także małe stworzenie migające między drzewami. Po chwili niewielka biała istota z wielkimi uszami i długim ogonem, z wyglądu przypominająca nieco zająca czy inne tego typu zwierzę (w zależności od świata) znalazła się tuż przy statku. Mirax stanęła na dwóch łapkach, spoglądając na obie kobiety z dołu. Jej wzrok skupiłsię z kolei na Mai.
- Witaj. To ze mną rozmawiałaś. Mam nadzieję, że uda nam się jakoś dogadać, z naszej rozmowy wywnioskowałam, że i ty masz względem mnie jakieś obawy.
Ładne powitanie, ale no cóż, wolała to załatwić już na wstępie, poza tym pewnie jej widok będzie szokiem nie tylko dla Mai i jej towarzyszki, ale także i pozostałych przybyłych do obozu. Małe stworzenie, zwierzątko, które w dodatku gada, co więcej, zwraca się do Mai, jakby się znały musiało wzbudzić zadziwienie. Do tego Mai oraz Kittani mogły dostrzec niewielki cylindryczny przedmiot, które stworzenie miało przy boku.
- Jestem Mira, miło mi was poznać.
Jak to mówią, pierwsze koty za płoty. Jeżeli Mirax chciała znaleźć nowy cel w swoim istnieniu, jeżeli chciała coś osiągnąć i odnaleźć się lepiej w nowej sytuacji, należało spróbować czegoś nowego. Nie wiedziała, gdzie zaprowadzi ją Moc, ale wielkiego wyboru nie miała. Musiała się na nią zdać, a jak dotąd ta jej jeszcze nigdy nie oszukała.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 610
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 9 Kwi 2018, o 19:13

Oględziny przy zachowaniu pełnej ostrożności przyniosły oczekiwane rezultaty. Częściowa znajomość tego miejsca przyspieszyła proces przepatrywania Cypla. Rozgrzebane niektóre pułapki oznaczały, że ktoś przy nich majstrował. Ślady wsiąkniętej krwi, rozdeptana roślinność, zgniecione szczątki suchej materii organicznej świadczące o obecności istot żywych lub mniej żywych tuż po uruchomieniu zostawionych prezentów, dawały do myślenia. Przepatrywanie terenu nie skończyło się na obejściu środka odizolowanej wodą przestrzeni. Kroki istot były zniekształcone, zapewne przez ciągnięcie ciężkich obiektów po ziemi prowadziły do brzegu. Ziemia gładko przeszła w piach, zmieszany z wyschniętym błotem i mułem. Łatwiej dało się dojrzeć trop i miejsce przybicia do osłoniętego przed falami nabrzeża i wiejącej lekkiej bryzy znad tafli jeziora. W zatoczce zakotwiczyła co najmniej jedna łódź. Ich dzioby wyryły bruzdę w miękkiej glebie, na styku z powierzchnią wody. Ekspedycja odwiedziła obszar i zawróciła, odbijając od brzegu swoje środki transportu. Wieści o zniknięciu okupantów cypla pewnie się rozchodziły z prędkością łodzi, znaczy lecącego ptaka.

Ziemia zaczęła delikatnie drgać, początkowo niezauważalnie. Aktywność sejsmiczna globu dała o sobie znać, choć nie było widać w oddali ujścia niszczycielskiej energii w postaci wybuchu wulkanu gdzieś daleko lub dymu unoszącego się na horyzoncie. Stopy dziwnie reagowały na łaskotki trzęsącego się rytmicznie, a co najdziwniejsze - coraz mocniej - podłoża. Dalekie odgłosy dochodzące z nieokreślonego kierunku były coraz głośniejsze. Pomimo gwaru rozmów i pytań, wzrok automatycznie skierował się we właściwą stronę. Coś w liczbie dwóch sztuk, majaczyło w zasięgu wzroku, odbijając od płaskich powierzchni promienie słoneczne. Nie było widać dokładnie przyczyny tego stanu rzeczy. Drzewa powalane z hukiem przez durastalowe potwory padały jak łamane zapałki. I stało się. Nagle wybiegło na czworaka, przecinając polanę futrzane stworzenie, dwójka czarnoskórych ludzi, tyle samo gamorrean i na samym końcu, szarym końcu peletonu kolejnych dwóch pobratymców. Jeden ciągnął drugiego, prawie że ryjem po ziemii przy akompaniamencie epitetów wulgarnej treści.

- Spierdalać knury, spierdalać! - wokabulator wyłożył tłumaczoną treść. Gweek rozpoznając swoich kompanów, długo nie myślał podczas rozważania komendy do ulotnienia się z nieosłoniętej przestrzeni. Cała grupa ruszyła biegiem, chowając się pod baldachim drzewostanu Gamorry, dostosowując się do tempa prowadzących pochód ludzi. Zastanawiającym było to, czy drapieżniki tej wielkości zamieszkują powierzchnię niebezpiecznej planety. W jakiego grzyba znowu depnął Palpoo, że ścigają go dwa monstra?
- Pomocy! Czekajcie no! Pooomoooocy! - darł się w niebogłosy Ortogg - najgrubszy i najstarszy przedstawiciel społeczności klanowej. Nagle paszcza zionęła czerwonym strumieniem ogniem w kierunku uciekinierów. Gweek obrócił się i zobaczył w kogo mierzone były wystrzały. Monstrualne bestie brnęły do przodu, lekko chwiejąc się jakby w przód i tył. Padające drzewa pod ciosami nóg maszyn były zbliżały się coraz szybciej. Gweek długo nie myśląc, w biegu kazał trójce gamorrean stanąć i ściąć dwie grube gałęzie. Odcięli końce z liśćmi, mniejsze gałązki szybko oddzieliły się od zdrewniałych łodyg, tworząc dwa, dwumetrowej długości pale.
- Trzymaj się mocno! - rozkazał wódz ledwo dyszącemu grubasowi. Improwizowane nosze podniosło czworo sanitariuszy, gałęzie miały wytrzymać ciężar mocno zmęczonego osobnika, dając mu czas na ochłonięcie i oddalenie się od zagrożenia. Pacjent mocno ścisnął nogi i ręce przerzucone przez drewno. W żebra i pod pachami wbijały mu się drzazgi, ale dzielnie znosił tą niedogodność. W pozycji prawie leżącej łapczywie łapał powietrze. Czwórka tragarzy dopiero po chwili złapała synchronizację ruchów, jeśli o takowej mogła być mowa w tym pośpiesznej pogoni za czołówką. Biegli wzdłuż brzegu, po utwardzonym częściowo podłożu, osłaniani przez rosnące drzewa.
- Czo ropić? - krzyknął do gnających przed siebie osobników, mając nadzieję, że wiedzą gdzie pędzić.

Stwory były dwa, ich zdecydowanie więcej. Dało się usłyszeć cichy wybuch na tle mechanicznych odgłosów AT-AT. Wdepnęło coś w improwizowany ładunek, choć nie spowolniło to marszu śmierci maszyn kroczących. Będą musieli się rozdzielić na mniejsze grupy, żeby chociaż zwiększyć szanse na ucieczkę. Skuteczną ucieczkę, bo prędzej czy później, bardziej wcześniej się zmęczą. Maszyny siedzący im na ogonie nie miały tego problemu. Nie chciał tego, ale będą musieli tak postąpić.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 248
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 9 Kwi 2018, o 21:59

Z początku wszystko było w porządku, a potem już nie bardzo. Byli na najlepszej drodze do bezpiecznego dotarcia do obozu, gdy ziemia z tyłu zaczęła drżeć. Z początku delikatnie i ledwo wyczuwalnie, a po chwili mocniej i mocniej. Palpoo nie wiedział co się dzieje, podobnie jak rozglądający się w około Gammoreanie, najwięcej przytomności umysłu zachował Mike. Mężczyzna znał dobrze to drżenie, to spotkał się z nim choć raz nigdy go nie zapomni.
- Uciekajcie głupcy! Imperialne AT-AT
- co?
- Wielkie maszyny Kroczące WIEJ!
Paploo i Ortoggowi nie trzeba było powtarzać Obaj rzucili się do ucieczki, za nimi pognały knury i dwójka ludzi. Szybko okazało się, że nie chodziło o sprint, tylko długi wyczerpujący bieg. Najstarszy z Gammorean zrozumiał to już po kilkudziesięciu metrach, torowanie drogi nie było łatwe, gałęzie tłukły w ryj, krzaki smagały skórę a każdy wykrot był śmiertelną pułapką. Gammoreanin po drugiej glebie zrozumiał że nie tędy droga i pozwolił się wyprzedzić dwójce braci. Zaraz za nimi biegł ewok z dwójką ludzi, zaś ucieczkę zamykał Ghurk.
Zazdrość rosła w sercu ewoka, który biegł obok sadzącej długie susy Ashary czarna pantera nawet się nie spociła, Mike również biegł narzuconym tempem oszczędzając siły. Za to Mały misiek musiał przebierać łapkami dwa razy szybciej żeby nadążyć, jęzor sam wysuwał się z pyska, ale twardo trzymał formę, ma swoją godność nie będzie biegł jak zwierze.

Godności starczyło na kilkaset metrów, kiedy z tyłu między drzewami pojawiły się potężne stalowe nogi. Palpoo jęknął głucho, wyraźnie zostając z tyłu.
- Daj... dzidę... - Mike nieco zwolnił wyciągając rękę - będzie łatwiej
- Dziękuję dziadu. - pisnął komunikator ewoka, a on sam oddał z ciężkim sercem broń opadł na cztery łapy, i chwilę później znalazł się na czole ucieczki błyskawicznie wyszukując najlepszą drogę. Luj i Buj, wlekli Ortogga, zaś Ghurk twardo zamykał pochód. Do obozu nie mogło być daleko, i dobrze bo wszyscy zaczęli już słabnąć
- Nie... biegnij... przez... polanę - Ashara widziała już prześwit i była pewna, że na otwartej przestrzeni załoga AT-AT wystrzela ich jak kaczki.
- Biegnijcie zbokiem Kurwa muszę ich ostrzyc! - Komunikator Ewoka z trudem przetłumaczył zmęczone pisknięcia. Kobieta na szczęście zrozumiała. Dobiegając do polany, pognali jej skrajem pozwalając Ewokowi pognać na skróty.
Pędząc w stronę grupki Gammorean darł się jak opętany.
- Spierdalać knury, spierdalać!

- Coś się rusza Bob,
- Zwierzaki spierdalają, jak zawsze.
- Nie tu, tam dalej! Strzelaj, zobaczymy czy to na pewno zwierzaki.
- Ta jasne, nie ma to jak szastać energią.
Zamarudził drugi z operatorów maszyny kroczącej, ładowanie działek trwało sekundę i spowolniło ruch starej maszyny. W końcu generator wydołał i broń zameldowała gotowość do strzału.
- Stój, i... JEB!
Działka bluzgnęły ogniem ścinając koronę jednego z drzew i eksplodując a polanie obsypując Otrogga i Ghurka ziemią. Upadli i przetoczyli się po ziemi dotaczając się do Gweeka. Rannego starca wrzucono na zaimprowizowane nosze, i nie czekając wszyscy pognali za prowadzącym Ewokiem i dwójką ludzi.

- Chybiłeś,
- Taa teraz mi to mówisz, sam ich nie widziałeś.
- Chuj, zaraz poprawimy i będzie dobrze, <skrr> Dwójka uważajcie, na dole ktoś jest. Osłona czy mnie słyszycie?
Seria przekleństw w huttese była odpowiedzią naziemnej osłony dwóch maszyn. Po chwili komunikator uspokoił się i ucichł na tyle by dowódca AT-AT ponowił pytanie.
<skrr> Odbiór?
<skrr> Wjebaliśmy się na jakąś pułapkę, jeden z moich ludzi ma mniej nóg niż powinien kurwa.
<skrr>Kontynuujemy pościg, uważajcie tam na dole.
- hahaha ujebało mu nogi, i dobrze, głupie chuje. Ścigamy ich dalej?
- Jasne, poszli chyba tamtędy.
- Spieprzają brzegiem jeziora, dziwne, zaraz ich dogonimy.

Palpoo, pierwszy raz widział maszynę kroczącą w akcji. Fakt widział kiedyś na jednej z planet stojące AT-AT lecz to co zobaczył teraz zdecydowanie przerażało. Instynkt podpowiadał mu że wielkie potwory nie radzą sobie najlepiej w grząskim terenie, ach ile by dał by znaleźć się z powrotem na bezpiecznym bagnie wokół Domu pendraków. Gnał teraz brzegiem jeziora, a za nim Ashara i Mike wraz z resztą kawalkady. Byle zwiać z cypla a potem rozdzielą się na dwie grupy. Trzeba wiać między wielkie drzewa, one powinny spowolnić AT-AT. Nieprzywykłe do wysiłku łapki piekły gorącym bólem. Podobnie czuła się reszta uciekającej od początku grupy, Ashara miała mokre od potu włosy, Mike dyszał jak sapiąca Bantha zaś reszta nie wyglądała o wiele lepiej. Palpoo obiegał niewielką zatoczkę. Brudna porośnięta rzęsą woda, mogła skrywać w sobie wiele niespodzianek, liczył, że operatorzy maszyn nie odważą się pójść na skróty i stracą nieco czasu na obchodzeniu przeszkody. Ashara chyba zrozumiała jego plan. Jej blaster nie mógł w żaden sposób zaszkodzić ścigającemu ich potworowi, ale mógł odwrócić uwagę od biegnących za nimi znacznie wolniejszych Gammorean. Krótka seria pomknęła w stronę głowy dalszej maszyny. Chybiła, lecz AT-AT zwrócił swój łeb w stronę zatoczki którą obiegali. Cała trójka przypadła na ziemi za drzewami, łapiąc oddech, Potwór strzelił po raz kolejny, w miejsce w którym powinni się znajdować.

Coby nie było nieporozumień.
Cała grupa zwiewa z Gweekiem, ludzie i Ewok robią małą dywersję wabiąc AT-AT na siebie. A potem wieją w las, o ile przeżyją.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1650
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 10 Kwi 2018, o 14:09

Mirax i Kittani
- Widzisz tego "ducha"? - Spytała Mai'fach. Kittani nie wiedziała o co chodzi medyczce. Jedynym "duchem" jaki dostrzegła było niewielkie futrzaste stworzeniem, które zbliżyło się do Kittani i Mai'fach. Jeżeli o to chodziło Mai to tak, widziała go. Istota poruszała się zwinnie balansując długim i puszystym ogonem a jej duże okrągłe oczy lśniły dziwnym blaskiem. Dodatkowo, co zaskoczyło Kittani, futro stworzenia zdawało się delikatnie falować i mienić różnymi odcieniami. Kolejnym zaskoczeniem było też to, że nikt nie zatrzymał stworzenia; żaden gamorreanin - nawet Nurra - nie zatrzymali jej i tylko obserwowali uważnie śledząc za nią wzrokiem. Ostatnim zaskoczeniem było to, że stworzenie potrafiło mówić.
- Witaj. To ze mną rozmawiałaś. Mam nadzieję, że uda nam się jakoś dogadać, z naszej rozmowy wywnioskowałam, że i ty masz względem mnie jakieś obawy. Jestem Mira, miło mi was poznać.
Mai i Kittani jednocześnie dostrzegły cylindryczny kształt starożytnej broni i spojrzały w wymowny sposób na siebie.
- Hmmmmm.... - Zaczęła Mai'fach. - Dobrze by było byś nie oszukiwała nas na początku. Wyczuwam, że Twoje imię jest inne. Nie nazywasz się Mira.
Po tych słowach lekarka wyciągnęła rękę przed siebie a broń kushibanki sama do niej wskoczyła. Wszyscy gamorreania zareagowali na tym jednym i zgodnym:
- Łoooooo!
- Mów kim jesteś i skąd masz tę broń. - Mai'fach w tym momencie bardziej była skupiona na oglądaniu broni niż egzotycznego stworzenia.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5937
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 10 Kwi 2018, o 20:06

Szczerze mówiąc nie wiedziała, czego powinna się spodziewać. Dotarła na miejsce przeznaczenia, choć niestety bez Tori. To było smutne, nawet bardzo i niestety pewna rana w sercu pozostawała. Teraz jednak musiała się mierzyć z innymi problemami, a postawa i zachowanie kobiety było dla niej zaskakujące i niezrozumiałe. Skąd taka nieufność czy wręcz wrogość z jej strony? Mirax nie mogła pojąć, czym sobie zasłużyła na to, a gdy ta zabrała jej miecz, używając do tego Mocy, kushibanka zdębiała. Nawet nie zarejestrowała okrzyku zdumienia ze strony knurów, ani pewnie wzroku pełnego niedowierzania ze strony zebranych. Pewnie wszyscy wpatrywali się z nie czekając na dalszy rozwój wydarzeń.
Mirax zacisnęła szczęki, a jej pyszczek poruszył się niespokojnie. Posądzała ją o oszustwo? O kłamstwo? Skąd wiedziała, a właściwie dlaczego w ogóle tak sądziła? Mirax nie kłamała, po prostu nie mówiła wszystkiego, jednak ta chwila nie była odpowiednia do tego, by zanurzać się w jej historię, szczególnie przy takim potraktowaniu.
Kobieta w ciele zwierzątka uniosła łapkę, delikatnie nią poruszając, a niewielki cylinder wyskoczył z rąk Mai i ponownie znalazł się w jej władaniu. Trzeba podkreślić, że jej miecz był zdecydowanie mniejszy niż przeciętna broń tego typu i w rękach ludzkiej kobiety wyglądał jak dziecięca zabawka.
- To trochę nieuprzejme zabierać innym ich własność. Nie oszukuję cię, ani nie okłamuję, a jeżeli naprawdę chcesz znać moje imię, to je podałam, choć lekko zniekształcone. Mirax. Tak mam na imię, a ta broń jest częścią mnie.
Co mogła odpowiedzieć na to pytanie? Przecież miecz był własnością kushibanki i to pewnie od lat i to była prawda. Fakt, że ciało zamieszkiwała inna dusza tego nie zmieniało.
- Jeżeli masz jakieś pytania czy wątpliwości, na pewno możemy je omówić, nie jestem jednak waszym wrogiem. Znalazłam się na Gamorr i poproszono mnie o znalezienie klanu Nurry... miałam tu przyprowadzić małą dziewczynkę, ocalić ją... nie udało się. Niczym wam nie zawiniłam, a mimo to jesteś względem mnie negatywnie nastawiona. Chce pomóc i sama szukam pomocy. Dużo w tobie negatywnych emocji, wysuwasz pochopne wnioski nawet nie dociekając prawdy i z góry uznajesz swoje racje za te właściwe.
Uniosła łebek patrząc na Mai dość butnie, choć w przypadku stworzenia o jej wyglądzie ciężko byłoby rozpoznać konkretne emocje. Mimo to jej własne futro mówiło za nią. Zafalowało i zmieniło barwę na ciemniejszą, będąc odzwierciedleniem jej stanu emocjonalnego. Nie trwało to jednak długo wracając ponownie do jaśniejszego koloru, mogącego uchodzić za oznaczenie spokoju i równowagi. Na tę chwilę była ona i Mai. Cała reszta była tłem, choć pewnie ich mały pokaz zdolności w posługiwaniu się Mocą musiał wzbudzić niejeden okrzyk zdziwienia.
- Sądzę, że takich rzeczy nie powinno się omawiać przy wszystkich, chyba że emocje cie zaślepiają i nie potrafisz myśleć trzeźwo. Przybyliście by wspomóc Gamorrean w walce, chyba to jest w tym momencie najważniejsze. Ktoś powinien zająć się rannymi, nie wiem jak ty, ale ja jako lekarz ma swoje obowiązki.
Była dosyć oschła, ale zirytowała się. Poza tym miała już dość kulenia ogona i ciągłego chowania. Odkąd spotkała Gamorrean nic tylko nieufność i wzmożona ostrożność, wszyscy z góry określają ją jako zagrożenie, choć nie dała im powodów do obaw. Skąd się to bierze? Nie wiedziała, bo i skąd miała wiedzieć? Chciała być jednak traktowana poważnie i na równi z innymi, a przede wszystkim, by wreszcie ktoś z nią porozmawiał bez ciągłych ukrytych gróźb.
Odetchnęła pozwalając, by Moc przez nią przepłynęła i napełniła ją spokojem.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 610
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 11 Kwi 2018, o 10:40

Gdyby kobiecie ktoś opowiedział o mówiącym króliku pośrodku dżungli, uznała by to za bajkę dla dzieci bądź skutek korzystania z igiełek śmierci. Tymczasem jednak to był sen na jawie. Kittani przyglądała się temu stworzeniu równie intensywnie co jej towarzysze, jakby nie dowierzając swoim zmysłom. Niby zwykłe zwierze ale... coś w niej było niezwykłego. Ciężko było jej stwierdzić, czy to pozytywne czy negatywne odczucie.
- Duch? Przecież to Kushiban... gadający. - mruknęła do Mai przyglądając się ich futrzanej rozmówczyni. Obie dostrzegły charakterystyczny, cylindryczny obiekt. Dalszy rozwój wydarzeń był wręcz szokujący. Kittani podejrzewała, że sztuczki Jedi obejmują swoim zagadnieniem telekinezę, jednak reakcja Gamorrean potęgowała wrażenie, że to coś niemożliwego i zaskakującego. Prawdziwym zaskoczeniem było jednak odebranie owego przedmiotu przez Mirax. Brunetka stała w całkowitym bezruchu, przyglądając się rozszerzonymi oczami kushibance. Czy zaraz obie wyciągną miecze świetle i staną do walki? Przeniosła wzrok na Mai'fach nie wiedząc, czego powinna się spodziewać z jej strony. Ta jedynie pokiwała głową na jej słowa i nie skomentowała wymiany zdań w żaden sposób. To było zaskoczeniem.
- Mirax, chciałabym Ci przedstawić moją towarzyszkę. Oto Kittani - kobieta wskazała dłonią w stronę Levfith - Przyjaciółka Gweeka oraz Nurry. Pozostań w jej pobliżu a ja pójdę porozmawiać z Nurrą i Erdem.

Takim oto sposobem Kittani pozostała sama z gadającym królikiem, który w dodatku dzierżył w swojej drobnej łapce miecz Jedi. Czuła się przy niej nieswojo i żałowała, że nie jest Jedi aby wyczuć jej intencję.
- Gdyby ktoś mi opowiedział o mówiącym Kushibanie pośrodku dżungli... w dodatku z bronią Jedi... chyba uznałabym go za wymagającego leczenia - skomentowała w jej stronę, niezbyt wiedząc o co można zapytać tak niesamowite stworzenie. Jednocześnie ją fascynowała ale i przerażała, chociaż przywołanie swojej broni zapewne było jedynie ułamkiem jej możliwości. Przeniosła wzrok przed siebie, dostrzegając jaszczura Ej wychodzącego z dżungli. Gad przyglądał się z niemałym zainteresowaniem Q4, który intensywnie kręcił się przy frachtowcu z tylko sobie znanego powodu. Czyżby oprogramowanie podpowiadało mu, że jego właściciel - szalony mechanik - może przebywać w środku?
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 12 Kwi 2018, o 18:34

W sumie to spodziewała się innej reakcji, z dotychczasowego jej doświadczenia. Mimo wszystko Mai zachowała się o wiele spokojniej niż mogłaby przypuszczać, szczególnie po takiej przemowie z jej strony. Mirax zaniemówiła, a potem przeniosła wzrok w stronę Kittani, która została jej przedstawiona. Trzeba przyznać, że druga z kobiet wyglądała co najmniej tak, jakby ktoś właśnie jej przywalił, albo oznajmił szokującą wiadomość, która przewaliła cały jej światopogląd. Eygan poruszyła noskiem i przechyliła łebek, wciąż trzymając w łapkach miecz świetlny.
Nie chciała prowokować konfliktu, więc tylko skinęła głową. Czuła się trochę jak zbędny balas, czy też cierń, który tylko przeszkadza i wszyscy zastanawiają się nad tym, w jaki sposób się go pozbyć. Choć może to było tylko jej wrażenie, przerysowane i nieprawdziwe. Na szczęście, choć to powitanie nie było najlepsze, nie można było go też uznać za katastrofalne. Nie ufali jej, zaufanie powinno działać w dwie strony, a Mirax obecnie też nie czuła się tutaj pewnie, jakby ważyły się jej losy i nie miała na to żadnego wpływu.
Otrząsnęła się, gdy usłyszała głos brunetki. Spojrzała na nią z dołu, lekko zaskoczona.
- Życie bywa zaskakujące, coś o tym wiem, od jakiegoś czasu wciąż spotykają mnie sytuacje, które pod względem logiki nie mają żadnego sensu. Mam jednak nadzieję, że Moc nie bez powodu wiedzie mnie tymi ścieżkami.
Powędrowała wzrokiem w stronę, w którą patrzyła Kittani. Widziała gada, z którym wcześniej nawiązała mentalną więź i który od momentu pojawienia się klanu Nurry w tamtej wiosce nie odstępował ich na krok. Dlaczego? Tego nikt nie wiedział, jednak nikomu nie przeszkadzał, nie robił szkód i nie był też niebezpieczny, więc wszyscy go ignorowali. Trochę jak ją samą, gdy snuła się po obozowisku - trochę to smutne.
- Nie wszystko tutaj rozumiem. Na Gamorr znalazłam się przypadkiem i choć znalazłam klan Nurry, której szukałam... teraz nie bardzo wiem, co dalej. Ale rozumiem twoje zdziwienie, wszyscy tak reagują na moją osobę. - spojrzała na kobietę. - Ciężko to wszystko wyjaśnić, nie da się tego powiedzieć w dwóch słowach. Nie musisz się mnie bać, nie jestem dla was zagrożeniem, chce wam pomóc, cokolwiek zamierzacie, choć nie wiem czy jest to droga, którą mam podążać.
No cóż, Mirax wydawała się dość tajemnicza, ale co miała powiedzieć? To nie było takie łatwe, może z czasem wszystko się jakoś wyklaruje, może zdobędzie większa zaufanie i będzie mogła im powiedzieć swoją historię? Może jej uwierzą, może nie uznając za chodzącą anomalię, dziwadło i zagrożenie? Nie ocenią jej negatywnie? Niestety Mirax była sama z tym wszystkim i musiała odnaleźć się w nowych okolicznościach, może coś z tego będzie, a może nie.
O ile dobrze zrozumiałam, jesteście wsparciem dla Klanu Nurry i Gweeka? Toczycie batalie z kim i o co?
Mirax jeszcze nie do końca zdawała sobie sprawę z tego, że trafiła na rebeliantów, ale fakt, że była tu inna mocowładna... miała cichą nadzieje, że może ktoś jej pomoże ogarnąć to wszystko i da jej szanse na naukę, wiedziała przecież, że jeszcze bardzo wiele jej brakowało.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 610
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 12 Kwi 2018, o 19:12

Gweek
Wyjrzeli spomiędzy głazów, grzybów i krzewów na przeciwległy brzeg jeziora gdzie znajdował się cypel z obozowiskiem. Ucieczka przed dwoma stalowymi potworami wlała w gamorreańskie nogi masę ożywczej energii i w bardzo krótkim czasie całej grupie Gweeka udało się pokonać całkiem spory kawałek drogi; to że wybrali trasę wzdłuż brzegów jeziora też było nie bez znaczenia - bo choć dłużej pozostawali mogli poruszać się szybciej. Operatorzy maszyn kroczących pozwolili sobie na kilka strzałów w stronę uciekających. Jednak oprócz porozrywania kilku drzew w drobne drzazgi, wysłania w powietrze fragmentów plech i zarodników oraz utworzenia kilku zjawiskowych fontann na tafli jeziora, strzały te nie miały większego efektu. Choć trzeba oddać załogom broni pokładowych AT-AT, że bardzo starali się wysłać w niebyt Gweeka i jego kompanów bo kilka strzałów padło padało naprawdę blisko nich i obsypało głowy gamorrean grudami ziemi a raz nawet podmuch eksplozji przewrócił Ghurka i Obrogga i trzeba się było po nich wracać.
Maszyny zatrzymały się u podstawy cyplu i wyglądały niczym olbrzymie zwierzęta, które przyszły spragnione do wodopoju. Ze względu na znaczną odległość Gweek nie widział wszystkiego dobrze, ale kręcące się wokół nóg niewielkie postaci sugerowały, że maszyny kroczące miały naziemną obstawę. Mało tego. Za maszynami kroczącymi na polanę przybyły dwa śmigacze obładowane kolejną porcją wojowników.
- Szefie... Kurwa... - Thurg mniejszy złapał Gweeka za ramię. - Ortogg i ten Ghurk. Jacyś dziwni są. - Gweek obrócił się i spojrzał na wspomnianą dwójkę.
Siedzieli pod drzewem i z trudem łapali oddech. Ich skóra w okolicy ramion i głowy nabierała nieprzyjemnego czerwonego zabarwienia. Byli mocno poparzeni.

Palpoo
Dżungla rozbrzmiewała najbardziej plugawymi przekleństwami jakimi kiedykolwiek zostały wypowiedziane na Gammorze. Wokabulator Ewoka grzał się do czerwoności od tłumaczenia słów swego właściciela.
- W dupe. W dupe. W śmierdzące czarne oko. W sam środek. Miedzy obleśne pułdupki Gweeka. Żeby go tak Bantha wyruchała. Albo całe stado śmierdzących łojem starych Banth. Niech go, kurwa, zdupczą żeby mu bancie pyty gardłem wychodziły! Albo nie. Lepiej. Żeby mu się rude dzieciaki porodziły! Że też się dałem namówić!
Miał przesrane i to drugi raz w ciągu tego samego dnia. I zmowu biegł. Biegł ile miał jeszcze sił w swoim małym puchatym Ciele. Ashera i Mike biegli tuż za nim. Oni mieli dłuższe nogi, ale jemu było łatwiej manewrować wśród poskręcanej dżunglowej roślinności.
Wielkie maszyny kroczące, które swoimi monstrualnymi stalowymi nogami miażdżyły wszystko na swej drodze, nie zareagowały jakoś szczególnie na próby odwrócenia uwagi czynione przez Palpoo i jego czarnoskórych kompanów. AT-ATy nie zmieniły kierunku marszu.
Za to z całą pewnością udało im się zwrócić uwagę członków obstawy, którzy w trzech ślizgaczach i dwóch skuterach repulsorowych poruszali się ostrożnie przed i za maszynami kroczącymi.
W tym momencie do trójki uciekinierów zbliżały się powoli dwa skutery repulsorowe obsadzone przez podwójną załogę. Ludzi. Najemników. Nie gamorrean. Nie spieszyli się. Lecieli ostrożnie mijając drzewa i strzelając na oślep w stronę uciekinierów.
- Ha! Ha! Ha! Patrzcie jak wieją! - krzyczał lider grupy. - Ciekawe kiedy się zmęczą!
- Ej. Ej. Nie strzelajcie w ewoka. Zawsze chciałem mieć takiego pluszaka!
- A ja to bym się pobawił z tą czarnulką! Hej, lala! Nie uciekaj. I tak Cię dorwiemy. Oddaj się po dobroci to może nie będzie tak bolało. Kto wie, może nawet Ci się spodoba?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5937
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 15 Kwi 2018, o 16:09

Kobieta przyglądała się przedziwnemu dla niej zwierzęciu w milczeniu. Nie wiedziała co bardziej ją intryguje - jej obecność czy fakt, że rozmawiała z nią. A może miecz, który w pewnym sensie wyrwała Mai? Przysłuchiwała się jej bez większego zaangażowania gdy mówiła o Mocy i wszystkim, co z nią związane.
- Zapewne Moc ma jakiś dobry powód... a większość jej działań jest nielogicznych. Przynajmniej dla tych, co jej nie odczuwają - od obserwacji pobliskiego jaszczura coś odwróciło jej uwagę. Kobieta ponownie przeniosła wzrok na rozmówczynię, tym razem wyraźnie zaintrygowana jej słowami. - W takim razie jak się znalazłaś na Gamorrze? I skąd się dowiedziałaś o klanie Nurry? Nie są jedynym klanem na tej planecie.
Przeniosła wzrok w miejsce, gdzie ostatnim razem widziała Mai oraz Nurrę.
- Nie potrafię wyczuć Twoich intencji ale z pewnością odebranie broni Mocą mogło zostać różnie zinterpretowane. Masz szczęście, że Mai'fach z natury jest bezkonfliktowa i potrafi zachować trzeźwy umysł. Inny Jedi mógłby to odebrać jako działania zmierzające do walki - pokiwała głową jakby sama do siebie, przyznając sobie rację. Ona by to z pewnością tak zinterpretowała.
- Nasz pobyt tutaj to dość skomplikowana sprawa. Pierwotną misją było odnalezienie Nurry po tym jak dotarła do nas wiadomość, że porwał ją wrogi klan. Gweek poprosił mnie o pilotowanie statkiem na Gamorrę i towarzyszenie mu. Natomiast później sprawy się nieco skomplikowały... Niestety nie odnalazłam Nurry a znalazł mnie pewien Hutt. Ci nieciekawi mężczyźni z naszego frachtowca to jego oddział. Wynegocjowałam ich wsparcie chociaż nie do końca wierzę w ich szczere zamiary, ale dzięki nim Gamorra może się stać pierwszą planetą Rebelii. Pozostali ludzie to Rebelianci, którzy zostali wysłani do przejęcia bazy w wulkanie. Kiedyś już ją wyzwoliliśmy wraz z Gweekiem i klanem Nurry, jednak pod naszą nieobecność sprawy nabrały przykrego obrotu.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 16 Kwi 2018, o 18:46

No cóż, mówienie o Mocy nie było łatwe i nie oczekiwała tego, że kobieta zrozumie, sama zresztą była daleka od zrozumieniach, ale miała tę łatwość, że była w stanie wyczuć ją i przez to jej pogląd był zupełnie odmienny. Domyślała się, że Kittani zwyczajnie nie rozumie o czym mówiła i nie dziwiło ją to. Sama jeszcze jakiś czas temu wielu kwestii nie pojmowała.
- Znalazłam się na statku, który wyskoczył nad Gamorr. Zostaliśmy zatrzymani przez Imperium do kontroli i niestety źle się to skończyło. - jej uszy opadły, wyraźnie było widać, że przygniata ją żal i smutek. - Dziewczyna, o której wspomniałam... jej ojciec kazał nam uciec, rozbiłyśmy się kapsułą na planecie. Wcześniej prosił mnie, żeby odnaleźć klan Nurry. Nie wiem skąd go znał, ale Tori, jego córka wspominała, że przepadł na kilka lat i był niewolnikiem, wrócił do rodziny niedawno. Doktor Rohlar. Niestety nie wiem, co się z nim stało, ale obawiam się, że on, jak również cała załoga statku zginęli zestrzeleni przez Imperialnych.
To nie było łatwe wspomnienie, ale fakt, że mogła komuś o tym powiedzieć nieco pomagało. Do tej pory mierzyła się ze wszystkim sama. Cokolwiek się działo, nie ważne jak bardzo było obarczone cierpieniem i bólem, Mirax musiała odsuwać na bok swoje emocje, bo od tego zależało jej przetrwanie. Parła naprzód bo nie miała innego wyboru. Pierwszy raz od dłuższego czasu może z kimś porozmawiać.
- Nie miałam złych intencji, ani tym bardziej nie chciałam atakować Mai'fach. Po prostu od kilkunastu dni przedzieram się przez dżunglę, walczę o przetrwanie, straciłam tych, których miałam chronić, do tego odkąd tu trafiłam, wszyscy patrzą na mnie z bojaźnią i tak, jakbym miała ich zaraz wszystkich wymordować. To męczące i irytujące, nawet bardzo.
Była sfrustrowana i to nawet bardzo. Kto by nie był po tym wszystkim? Mimo to starała się jakoś trzymać, a co więcej nie dawać się ponieść emocjom, choć przy Mai'fach nieco ją poniosło. Każdy ma jednak swoje granice wytrzymałości, a Mirax była ich bliska, choć może teraz będzie się to zmieniać.
Na wyjaśnienia kobiety odnośnie powodu ich pojawienia się i tego, o co właściwie chodziło, pokiwała głową. Jedna rzecz jednak przykuła jej uwagę - rebelianci. Byli rebeliantami, to znaczy że sprzeciwiali się Imperium. Do tego mieli mocowładnych wśród siebie, może było ich nawet więcej. Może będą mogli jej pomóc? Chciała tak myśleć, ale nie miała pewności czy to dobry pomysł, jak ją przyjmą? Co o niej powiedzą? Patrząc na rezerwę i podejrzliwość Mai'fach, mogła nie mieć najlepszych podejrzeń co do tego. Wiedziała, że musi uważać.
- Prężnie działacie, nie wiedziałam, że zawiązała się rebelia i że jak widać, całkiem nieźle wam idzie. To niestety nie będzie łatwa walka, a Imperium nie ustaje w tym, by dopiąć swego.
Niestety dobitnie się o tym dowiedziała, w końcu całe jej życie naznaczone było strachem, a dzień w którym imperialny wkroczyli do jej rodzinnego domu i wywlekli jej rodzinę jak najgorszych zbirów na trwale wryło się w jej pamięć. Westchnęła i odwróciła się, by następnie podskoczyć i znaleźć się wyżej, na jednej ze skrzyń, tym samym, by zrównać mniej więcej różnice wzrostu.
- Rozumiem, że mi nie ufacie, ale wyczuwam, że jesteście dobrzy... przynajmniej większość z was. Chcecie walczyć o wolność i o siebie samych. Ja też chce. Wystarczająco długo uciekam i ukrywam się przed Imperium, dość już mnie spotkało, by wiedzieć, że ucieczką niczego nie zdziałam. I nie chce już uciekać. Straciłam swój cel, choć nadal mam inne i jeżeli pomoc wam ma pomóc mi... nie macie się czego obawiać. Byłam lekarzem, pomagałam innym, ratowałam ich życie jak tylko mogłam, czasem jednak stanie z tyłu to za mało oprócz leczenia ran innych, trzeba też umieć stanąć do walki i narazić się na własne rany i na to, że będzie się ranić innych. To nic przyjemnego, ale czasem to konieczność.
Wpatrywała się uważnie w twarz Kittani. Nie wiedziała dlaczego to wszystko mówi, ale jak się pojawiła tutaj wraz z Mai'fach było widać, że kobieta nie jest pierwszym lepszym szeregowcem, a to znaczy, że jej osoba musiała jakoś się liczyć w szeregach rebelii. Nie mówiła jej całej prawdy, ale to co jej przekazywało, z prawdą się nie mijało ani na jotę. Krok po kroku, może coś z tego wyjdzie. Poza tym, jeżeli mieli współpracować, trzeba się jakoś dogadać i poznać. Zaufanie nie przyjdzie samo z siebie.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 610
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 17 Kwi 2018, o 22:32

- Mike... robimy... sześć dziewięć... - wydyszała Ashara dobiegając do Mike'a by odskoczyć w bok przed kolejnym strzałem z blastera.
- Nie...
Ale było już za późno, kobieta potknęła się i przekoziołkowała wpadając w krzaki. Obsada jednego ze skuterów powitała to wrzaskiem radości i natychmiast pomknęła w kierunku Kobiety, druga para najemników, z przekleństwami na ustach kontynuowała pościg. Mike ubiegł tylko kilkadziesiąt metrów, i zniknął za drzewem. Obsada skutera, minęła dwójkę towarzyszy którzy sądząc po krzykach i dźwiękach dartego materiału znaleźli murzynkę. W miarę jak zbliżali się do miejsca w którym zniknął Mike, zwalniali coraz bardziej lot maszyny. Broń w pogotowiu i oczy szeroko otwarte. Zza pleców dobiegł ich drugi rozpaczliwy krzyk.

Palpoo zauważył upadek Ashary, w umyśle miśka zakotłowało się, instynkt ucieczki, działał wyśmienicie, wiedział że wraz z upadkiem kobiety jego szanse na przeżycie zwiększyły się znacząco. Nie słyszał biegnącego za sobą mężczyzny, nie ścigali go już, wystarczyło się schować, albo... Przeraźliwy krzyk przeszył powietrze po raz drugi. Nie miał broni, oddał przecież włócznię Mike'owi. W fartuchu ukryta była tylko proc. Uciekać, uciekać zanim cię znajdą.

Prawie nie walczyła, kiedy ją dopadli ledwie zdążyła przewrócić się na brzuch i próbowała się odczołgać ciągnąc za sobą nogę. Kiedy schwycił ją za kostkę, krzyknęła przeraźliwie. Poczuła jak obraca ją na plecy, jednym solidnym szarpnięciem. Mężczyzna był od niej znacznie większy i nie zamierzał czekać na kolegów. szybkim ruchem rozpiął spodnie,
- Nieeeee!!
- Zamknij się dziwko, - słowom towarzyszył odgłos uderzenia w twarz, mężczyzna pochylił się rozdzierając jej bluzkę. Jego oczom ukazały się ponętne kształty Ashary a na ramię opadła ciężka ręka kolegi.
- nie teraz jeszcze się...
- AAAAAAAAIIIII

Trzeci krzyk Ashary przeszyl powietrze niemal zlewając się z serią boltów wystrzelonych przez Mike'a w kierunku najemników. Spodziewali się tego błyskawicznie dodając gazu i znikając z pola rażenia czarnoskórego mężczyzny. Nie spodziewali się tylko spadającej z góry futrzanej kulki wkurwu która wystrzeliła z gałęzi jak z katapulty prosto w twarz pilota. Mężczyzna zaatakowany przez Futrzaka zawył z bólu gdy ewok upierdzielił go w nos odgryzając go bez trudu. Pilot puścił stery chwytając za futro napastnika i próbując oderwać go od twarzy, co jeszcze bardziej spotęgowało ból. Jego towarzysz desperackim chwytem chciał odzyskać kontrolę nad pojazdem. Wycie repulsora przeszło w ciche dudnienie gdy cała trójka opuściła pojazd i lotem udała się na spotkanie z powierzchnią lasu. Palpoo puścił swoją ofiarę wybijając się i zwijając w kulkę. Uderzenie o ziemię było dość silne lecz misiek był lżejszy i bardziej elastyczny od zakutych w zbroje najemników. Mężczyźni grzmotnęli o ziemię aż zadudniło. Palpoo syknął z bólu gdy jakieś patyki wbiły mu się w ciało, wiedział że nie mogą go spowolnić. Mężczyźni lada moment się ockną. Chwycił w łapki groźnie wyglądający blaster...

Ashara obtarła wierzchem broni zakrwawione usta, dobiegła do skutera w samą porę by spostrzec dobiegajacego Mike'a.
- jestem już za stary. - Mężczyzna niespokojnie obrzucił wzrokiem stan swojej towarzyszki. Była zakrwawiona, ale był pewien że to nie tylko jej krew.
- Wiejmy, załatwiłeś ich?
- Polecieli za Ewokiem.
- Wskakuj. Może jeszcze żyje.
Skuter ruszył w stronę w którą pognali ścigający Palpoo mężczyźni. Ashara mimo swego opłakanego stanu parsknęła śmiechem, na widok puchatego wojownika. Na ziemi leżał drugi z pojazdów, a tuż obok niewielki Ewok trzymał blaster niczym młot i okładał nim jednego z próbujących się desperacko podnieś mężczyzn. Ciosom towarzyszyły inwektywy.
- Nerfojebco krzywouchy, zdechnij wreszcie żebym mógł ci ten głupi ryj rozwalić. - Komunikator Paploo był w formie informując otoczenie o szczegółach z życia seksualnego szczękochrząszczy. Strzał z Blastera w plecy, pomógł najemnikowi przenieść się do lepszego ze światów. Mike zeskoczył z prowadzonej przez Asharę maszyny i ruszył w stronę drugiego skutera.
- Sprawdzę czy jest sprawny!
- Wskakuj mały!
Nie musiała dwa razy powtarzać, Palpoo błyskawicznie wczepił się w kobietę, chowając pyszczek między pełnymi piersiami i mocno obejmując jej talię wszystkimi posiadanymi łapkami. Futrzak maskował skutecznie ubytki garderoby, z drugiej strony gdy tylko Ashara zerkała w dół widziała parę paciorkowatych oczek i czarny nosek w miejscu zupełnie do tego nie przeznaczonym. Zwykle staniki nie są inteligentne. Ruszyli z kopyta z rykiem silnika zmierzając w kierunku w którym udała się grupa Gweeka. Mike wymachiwał blasterem należącym do najemników, Ashara również się dozbroiła. Liczyli na to że przy odrobinie szczęścia dogonią i pomogą Gammoreanom.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1650
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 18 Kwi 2018, o 21:51

Brunetka przyglądała się dłuższy czas jaszczurowi Ej oraz Q4, którzy nadal znajdowali się przy frachtowcu. Najwidoczniej po nieudanej próbie odnalezienia swojego szalonego mechanika droid dopiero teraz zauważył gada. Zdawać by się mogło, że obydwoje przyglądali się sobie z niemałym zainteresowaniem. Czy jaszczur kiedykolwiek widział podobne, latające urządzenie a droid takiego gada? Q4 na zmianę obniżał swój lot i wzbijał się wysoko nad Ej, jakby niepewny tego czy aby na pewno chce jego mościa poznać. Zapewne w swoim oprogramowaniu nie był przygotowany na poznanie takiej istoty i nie do końca wiedział, z czym ma do czynienia. Jaszczur z racji ograniczonych ruchów oraz ciężkości jedynie przyglądał się z zaciekawieniem, odpowiednio przekrzywiając łeb by dokładnie ujrzeć unoszącą się kulę. Trwało to dłuższą chwilę dopóki... Q4 z impetem nie wylądował na jego głowie. Jaszczur poruszył nerwowo ogonem i rozwarł pysk podążając wzrokiem za unoszącym się droidem, który zdawać by się mogło zadowolony z siebie kiwał się z jednej strony nad drugą. Przeniosła wzrok na równie ciekawą istotę, która w dodatku z nią rozmawiała.
- Doktor Rohlar? - zwróciła się w jej stronę, wyraźnie nad czymś rozmyślając - Po uwolnieniu był pewien mężczyzna o tym nazwisku, który z tego co pamiętam chciał się dostać na Taris... Chyba towarzyszył mu chevin.
To wspomnienie uruchomiło nagle wysyp myśli i faktów w głowie. Nagle wszystko połączyło się ze sobą i kobieta dostrzegła pewne dość błahe wątki ze swojej przeszłości, które teraz nabrały znaczenia. Kittani przysunęła się do mocowładnej siedzącej na wysokości jej wzroku i przyjrzała jej się uważnie, jakby nadal nie dowierzając że właśnie rozmawia z ,,królikiem". Jej ton głosu był o wiele cichszy niż dotychczas.
- Ty chyba nie masz pojęcia, kim jesteś i jakimi informacjami dysponujemy - zaczęła bez żadnego ostrzeżenia, poważniejąc na twarzy - Wiem, że byłaś lekarzem. Pewien Zeltron mi o Tobie wspominał... Też nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał od naszej przywódczyni. Tego samego dnia oznajmiła nam wszystkim, że zaraza rakghouli na Taris to dzieło superbroni. A wiesz kto nią jest? Mirax Eygan. Jakim cudem zatem nazywasz siebie jako Mirax, chociaż ta sieje spustoszenie na innej planecie? - przerwała na chwilę, jakby chcąc skłonić ją do rozmyślań nad tym wątkiem. Wyprostowała się powoli, rozglądając się dookoła czy aby nikt ich nie podsłuchiwał.
- Chyba teraz rozumiesz, skąd w nas tyle niepewności i rezerwy. Szczególnie u Mai'fach, która twierdzi że nie masz prawa istnieć - spojrzała na nią nieco bezradnym wzrokiem - Nie znam się na Mocy, chociaż po raz kolejny spotykam na swojej drodzę istotę mocowładną i jakimś dziwnym trafem wszystkie wydarzenia doprowadziły mnie do samej Solo. Nie mogę wyczuć Twoich intencji a rozsądek każde mi zachować czujność wobec wszystkiego, co nielogiczne i nieznane. Może powinnaś porozmawiać o tym wszystkim z Mai'fach, tylko szczerze.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 289
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

PoprzedniaNastępna

Wróć do Przestrzeń Huttów

cron