Content

Przestrzeń Huttów

[Gamorra] - Gambit Knurów

Image

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 8 Mar 2018, o 13:17

Image

1. Pola Śmierdzących Stóp
2. Grzybie Jezioro
3. Dom Pędraków
4. Miejsce w którym rozbiła się Mirax i Tori
5. Osada i most nad wąwozem.
6. Zakopane Zady - kurort leczniczy. Specjalność: Taplanie w błocie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 9 Mar 2018, o 10:46

Kittani
Beji obserwowała frachtowiec rebelli aż do momentu, gdy stał się tylko kolejną kropką światła na tle gwieździstego nocnego nieba nad Ylesią.
- Odlecieli - usłyszała za sobą głos swego brata. Odwróciła się w jego stronę. Betto sunął w jej stronę i uśmiechał się tryumfalnie.
- Tak odlecieli. - Beji raz jeszcze spojrzała w niebo. - Czas teraz na drugą fazę prawda?
- Prawda, siostro. Prawda i myślę, że musimy przystąpić do jej wykonania od razu.
- Hmmm... Też tak myślę.
- Połknęli haczyk?
- Hmmmm... Tak... Myślę, że tak...
- Beji? Coś się stało?
- Nie, Betto. Nie. Po prostu dziwnie się czuję.
- Wiesz, że powinnaś odwiedzić skrzydło szpitalne już jakiś czas temu. Nie zaniedbuj tego.
- Nie. Tak. To znaczy. Masz rację, pójdę do skrzydła szpitalnego. Jutro. Ale teraz myślę, że potrzebuję spaceru i świeżego powietrza na wystudzenie emocji.
- Hmmm... - Betto przyjrzał się jej krytycznie. - Na pewno?
- Tak. Na pewno. Przypilnuj lepiej naszego Greya. Coś mi w nim nie pasuje.
- Grey'em się nie przejmuj. Swoje zrobi.
- Jasne.
- Nie siedź za długo na dworze. Przeziębisz się...

***

- Pytałaś o Stardusta. - Powiedziała Mai'fach. Zaskoczyło to Kittani bo przed chwilą dyskutowały o ukształtowaniu terenu w miejscu lądowania i warunkach w jakich mieli się wkrótce znaleźć. Brunetka oderwała wzrok od półprzezroczystej mapy taktycznej terenu i spojrzała na Mai'fach.
- Ano zapytałam. Co z nim?
Znajdowały się teraz w ładowni frachtowca, które przygotowane było jako centrum dowodzenia, punkt pierwszej pomocy i magazyn kwatermistrzowski. Niedostatek sprzętu rebelia nadrabiała pomysłowością i uczynienie z tego niepozornego starego frachtowca mobilnego centrum dowodzenia przy naprawdę minimalnych kosztach było tego najlepszym przejawem.
- Stardust jest ważny. Nawet bardzo. Wiesz... Jaina i ja to nie jedyne mocowładne w szeregach rebelii. Stardust jest jednym z nich i powiem Ci... Tak po cichu... że myślę, że gdyby Jainy nagle zabrakło to on stałby się liderem rebelii. Tak myślę. Choć najczęściej nie zawsze się zgadza z działaniami Jainy. Ale to nic. Właśnie dlatego jest tak cenny. Myślę, że Jaina też tak myśli. Ale co sam Stardust o tym myśli? Tego nie wiem. Jest trochę jak kot. Łazi swoim ścieżkami... Ale jest... Miły...
- Ale dlaczego mi o tym mówisz? Tak w sumie? - Zaciekawiła się Kittani i już całkowicie straciła zainteresowanie mapą taktyczną. Uśmiechnęła się, gdy zobaczyła, ze Mai'fach się rumieni.
- Mamy kontakt z Gamorrą. - Damon, dowódca oddziału rebelianckiego pojawił się przy kobietach. - Zwiad Besadi się zgłasza. Mówią, że przy wulkanie kręcą się patrole klanu Obrogga. Chcą rozmawiać z Kittani.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 9 Mar 2018, o 16:51

Jej oczy zrobiły się naprawdę ogromne. Z każdym krokiem Gweeka źrenice rozszerzały się coraz bardziej. Upływające nieubłaganie chwile mijały bezpowrotnie. Nie czekała długo, a to wystarczyło, by dać się pochwycić potężnym dłoniom gamorreanina. Złapał ją za ogon i przednie łapki, po czym rozciągał i zgniatał jej ciało niczym sprężynę. Gdzie się podziała ta Wiedźma - pytał sam siebie, próbując wydusić z oszołomionej Mirax resztki życia i chowający się gdzieś w jej ciele cień kobiety. I na tym skończyła się Gweekowa wizualizacja wydarzeń, gdyż podcięty, padł na ziemię. Po raz kolejny został wybity z równowagi oraz rytmu. Koncentracja i rozwinięcie pełni możliwości mentalnych zostało po raz kolejny zaburzone. Stracił z oka cel i jedyną szansę jego obezwładnienia.
Tym razem lądując przed siebie, zdążył zamortyzować uderzenie kłami o ubite podłoże, robiąc niejako rękami "pompkę". Wielce zdziwiony tym, że padł niespodziewanie, to w dodatku pluszak do niego gadał. NIE możliwe! Chciał się rozejrzeć i przekonać, czy to wymysł jego wyobraźni. Gdzie była reszta jego towarzyszy i czy słyszeli to samo co on. Przecież skutecznie przegonił głosy siedzące mu we łbie. Miał nadzieję, że raz na zawsze.
To, co chciał zrobić wcale nie musiało oznaczać, że mu się uda. Został natomiast uderzony w tył głowy, gdy się próbował podnieść. To mały, szary zwierz przycupnął mu na łbie i odskoczył daleko na bok, skutecznie unikając pochwycenia. Gweek zdążył się zsapać i nieco zmęczyć ciągłymi zwrotami na boki, nawrotami do przodu lub w tył, przy zachowaniu pełnej zwrotności i przyspieszania przy każdym starcie do ruchliwego celu. Zabawa w "złapanego" trwała dobrą minutę lub dwie, gdy Mirax wskoczyła widocznie znudzona na dach najbliższej z chat. Gweek stanął w miejscu zastanawiając się. Biegając, zdążył się nieco opanować i ukoić buzujące emocje. Coś go uspokajało przez ten cały czas. Nawet jeśli by złapał dziwne stworzonko, to nie wiedział w tej chwili, co by miał z nim zrobić i po co je ganiał. Skoro gadało do niego wcześniej we wspólnym i on ten przekaz zrozumiał, jego treść wreszcie przedarła się przez chmury nienawiści. Nie mogąc w żaden znajomy mu sposób sięgnąć kushibanki, odezwał się oburzony, ledwo sklecając kilka słów pytania w basicu. Odchrząknął najpierw głośno, przygotowując aparat gębowy do mowy w uciążliwym dlań języku.
- Cee-go oo-d nas hce ?

Dyskretnie rozejrzał się w sytuacji i kwicząco-chrumkającym gamorrese zganił Otta za bezczynność. - Co tak stoisz? Łap ją i zwiąż czymś! Bo zaraz nam spierdoli do lasu! - miał na myśli przyboczną staruchy, bo ona sama raczej nigdzie się nie wybierze. Najwyżej na tamten świat, o ile jakiś istniał po śmierci.

Był w impasie. Nie miał za bardzo możliwości podejść do Nurry, obracając się plecami do tego, tego, tego "czegoś?". Było groźne i chciało pogadać, miało przy sobie tą metalową, świecącą pałkę. Nie mógł Mirax po prostu zlekceważyć. Widocznie zależało jej na uratowaniu pozostałej przy życiu dwójki gamorreanek, toteż głupotą by było uwolnić i stracić z rąk tak cenne zakładniczki. Implikowałoby to tylko skomplikowaną sytuację, w jakiej się znalazł.
Broni przy sobie nie posiadał, a sięgając po nią, eskalowałby tylko gasnący konflikt między opętanym zwierzęciem, a nim samym. Już raz próbował atakować kushibankę i odczuł na własnej skórze efekty niewidzialnej energii. Sam jej na pewno nie podoła, a na wsparcie nie miał co liczyć.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 230
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 12 Mar 2018, o 11:34

Palpoo
- Plan ma jedną dziurę. - Mruknął Guttor do Palpaa. Siedzieli w kępie bagiennych krzaków i obserwowali trójkę wrogich gamorrean, którzy szli przez bagna w stronę dżungli; i w stronę przygotowanej zasadzki. Toydarianie, Ashera i Mike byli ukryci wśród gałęzi i mieli zaskoczyć przeciwnika nagłym atakiem z góry natomiast Buj i Jub mieli zaatakować patrol z ziemi tuż po "desancie z drzew".
- Nie wiem czy mamy tyle czasu na czekanie tutaj. Gweek może niebawem pojawić się z powrotem w obozie nad "Grzybim Jeziorem". A przecież ktoś się mógł już zorientować, że jeden z obozów został zdobyty. Co jeżeli Ci ze "Pól Śmierdzących Stóp" będą na miejscu przed nami? Co? Gweek może mieć problemy...
Palpoo spojrzał na Guttora i ręką mu pokazał, żeby wódz był cicho. Doskonale wiedział jakie zagrożenia dla ogólnego planu Gweeka niósł ze sobą każdy dzień zwłoki. Nie trzeba mu było o tym przypominać.
Poza tym czuł się dziwnie i to zajmowało jego myśli znacznie bardziej niż mająca się wkrótce odbyć akcja z atakiem na wrogi patrol. Dziwność uderzała go właśnie w takich momentach gdy przez dłuższą chwilę musiał siedzieć cicho i w spokoju.
Przez całe swoje życie był popychadłem. Nic nie znaczącą zabawką i maskotką, która była tym zabawniejsza im więcej niecenzuralnych słów używał; a i tak przez większość czasu kazali mu zamykać mordę. Tymczasem na tej dziwnej planecie, jawiącej się w umyśle Palpoo jako senno-koszmarną wersję jego ojczystego Endoru, był kimś ważnym. Otaczająca go grupa dżentelistot traktowała go jak równego sobie i mało tego: oni wszyscy liczyli się z jego zdaniem.
- Palpoo nie jest stąd - miał powiedzieć Ghurk do Ortogga - ale na swojej planecie był na pewno wielkim wodzem.
- O, tak. To pewne. - Ortogg kiwał głową. - To pewne. A pomyśl jak bardzo jeden włochaty-ludzik-z-przepaską nam pomaga. A co by było jakby tu był cały klan włochatych-ludzików.
- Noooo... To byłby czad.
Palpoo lubił wracać w myślach do tej rozmowy. Powodowała u niego miłe uczucia w brzuchu. I dziwność. Co się zmieniło, że przestał być popychadłem?
***

Tymczasem patrol zbliżał się w ich stronę. Trójka łowców szła jeden za drugim i wkrótce mieli minąć stanowisko gdzie ukryci byli Palpoo i Guttor. Oni sami, przystrojeni w wiązki bagiennej trawy i wyglądali niczym stare zmurszałe pniaki; nawet doświadczone oko miałoby problem z wypatrzeniem dwójki obserwatorów. Guttor - co było miłym zaskoczeniem dla Palpoo - był całkiem sprawnym myśliwym i wiedział jak się zachowywać, maskować itp. Był najcichszym gamorreaninem jakiego poznał.
Uspokoili oddechy i przywarli mocniej do wilgotnej ziemi. Patrol był coraz bliżej i powoli zaczynali rozróżniać słowa, które między sobą wymieniali. Sądząc po swobodzie zachowania Łowcy z Domu Pędraków nie byli za bardzo świadomi czyhającego na nich zagrożenia.
- Nie... Nie wiadomo co tam się stało... Mówię Ci...
- Ponoć wrócił.. Ponoć widzieli go w Nielegalnym Mieście.
- I co... Nawet jak wrócił to co z tego? Jest sam. Jego kobiety i klanu nie ma. Mówię wam... To nie on. Nawet jak coś się stało na Grzybim Jeziorze to nie mógł być ten mały przybłęda.
- Ja nie wiem. Byłem tej nocy w Nielegalnym i widziałem walkę na Arenie... On... ten przybłęda.... szybki był. Nawet bardzo.
- No i co z tego... Teraz jest sam.
Patrol właśnie dotarł do punktu, w którym znajdował się najbliżej Palpoo i Guttora. I wtedy, zupełnie przez przypadek, dostrzegł ruch. Ruch, który wprawił go w przerażenie. Z dżungli wyleciały trzy śmigacze na których siedziało pełno gamorrean. Pojazdy leciały w stronę wyspy. Na ten widok patrol zatrzymał się i zaczął machać bronią w stronę nadlatujących towarzyszy broni.
- Coś się dzieje. Jak już przysłali tutaj posiłki to już na pewno...
- Niaaaaah... A może.. te... zapasy tylko, he?
- Nieee... Zapasy były jednym przywożone. Coś się dzieje.
- To co? Wracamy zobaczyć co się dzieje?
- Nie. Mamy rozkaz. I zbliżamy się teraz do dżungli. Zamknijcie dupy. Coś się święci czuję to.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

Gweek i Mirax

Wszyscy wpatrywali się w Gweeka i niewielką istotę, która potrafiła mówić. Thurg Mniejszy i wsparta na nim Nurra, dwie ocalałe matrony i Utto i Thurg, którzy je pilnowali i trzymali ostrza broni przy ich brzuchach. Nawet sześcionogi jaszczur wpatrywał się w scenę i z zaciekawieniem przekręcał swoją głowę raz w lewo a raz w prawo.
Nad osadą zawisła złowroga i przeciągająca się cisza, która w dodatku była oblepiona ciepłym i wilgotnym powietrzem.
Gweek i Mirax byli zmęczeń a ich emocje powoli zaczynały się studzić. Wzajemne powiązanie w mocy sprawiało, że każda ze stron zaczynała rozumieć drugą. Gweek zaznał niepojętego do tej pory dla niego szacunku dla życia. Zabijał do tej pory wiele razy, ale dopiero teraz poczuł jak bardzo każde, nawet najmniejsze, życie jest cenne. Do tej pory wiedział, że zabijanie nie jest dobre. Teraz to poczuł. Zrozumiał więcej. Doświadczył swoistego otworzenia na Jasną Stronę.
Mirax z kolei poznała głęboką pasję i siłę emocji wiodącą ku Ciemnej Stronie. Jednak tym razem czuła to odmiennie niż na Taris. Moc jaka emanowała od Gamorreanina była inna. Pierwotna. Nieokrzesana. I szczera. I to odróżniało go od tego co przeżywała na Taris. Tam czuła, że Ciemna strona pchała ją do czynienia Zła. W przypadku Jednookiego Knura czuła, że jest zupełnie na odwrót. To czyny rozbudzały w nim taki potencjał w mocy; czyny, które powodowane były szlachetnymi przesłankami. Nigdy nie sądziła, że przyjdzie jej uznać, że Ciemna Strona może mieć różne odcienie.
- Szefie... Ta istota - Rzucił Thurg Utopiec. - Wygląda trochę jak samica dla Naszego Małego Patafiana, co? Może... Weźmy ją ze sobą, co? Palpoo by się ucieszył.
Gweek spojrzał na futrzastego zwierzaka z puchatym ogonem. A potem wyobraził sobie jak Palpoo zabiera się za męskie zabawy z jej zadkiem. To go rozbawiło. Poczuł mimowolną radość i chęć do wybuchnięcia śmiechem; na krótką chwilę wszystko było w porządku i czuł się tak, jakby nigdy nie opuścił Nurry.

Mirax nie spodobał się obrazek, który zobaczyła w myślach Gamorreanina.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 12 Mar 2018, o 21:34

Napływające fale spokoju dostrajały się z częstotliwością na jakiej pracował mózg "cyklopa". Uświadomiły mu one, że bestialski samosąd nie cofnie czasu i czynów, których ofiarą padła Nurra. Pozbawienie życia matron jest najłagodniejszą z kar, jakie mógł im zafundować. Ba, nawet nie karą, a właściwie jej uniknięciem. Mirax nie znała przyczyny krwawego wybuchu nienawiści, a po przebiegu i konsekwencjach mogła odnieść mylne wnioski. Kierując jego świadomość na te tory, usłyszała odpowiedź, będąca niejako mglistym wyjaśnieniem takiego zachowania.

- Nurra stee-cytuu-je o ich szyciu. Bierrę je do obosu sa mosstem. - urwał, nie chcąc nawet myśleć o stracie potomka. Dał jej do zrozumienia, że nie pozbawi ich życia osobiście i w najbliższym czasie. Coś mu mówiło, że mogą się jeszcze przydać jako zakładniczki, a inne coś, że będzie mógł je katować przez głuuugi czas.

Słysząc słowa w rodzimej mowie, aż zębiska mu wyszły na wierzch. Susząc kły w szerokim uśmiechu, przytaknął słowom Thurga.
- Lepiej zabierz się za szukanie jedzenia. - obrócony bokiem do szarej kushibanki i do pobratymca, miał już zamienić myśli w słowa, lecz ubiegł do Utto.
- Duu huuu fielkiej fojofniczki. My rosumieć, dlaczemu je broni. Fyjaf sfe imie. My szanofać duu hyy pszotkóf. Dopry ty czy sły? - zaciekawiony wódz nie wiedział co ma zrobić. Wierzenia mieszkańców rodzimego świata nie zostały mu przekazane przez pobratymców żyjących na Tatooine. Widocznie zatarły się one przez lata spędzone na piaszczystej pustyni. Może Nurra coś więcej wie na ten temat i coś zaradzi na duchy i całych tych Jeedaai. Albo duchy potężnych przodków, przywiązane do miejsca i od czasu do czasu wcielające się w małe zwierzęta. Nawiedzały miejsca swojej śmierci, nie godząc się na przedwczesne rozstanie z życiem.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 230
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 13 Mar 2018, o 13:48

Kittani przysłuchiwała się uważnie słowom swojej towarzyszki, jednocześnie spoglądając na mapę. Mało obchodziła ją wewnętrzna struktura Rebelii - najważniejsze dla niej było to, kto był przywódczynią i kto wydawał główne rozkazy. Ona sama nie uważała siebie za jakiegokolwiek dowódcę, pilota czy też nie wiadomo kogo. Była zwykłym człowiekiem w szeregach Rebelii, jednym z setek takich jak ona. Jeżeli miała dowodzić dowodzić oddziałem - robiła to. Jeżeli zabrakłoby pilota do eskadry - zostałaby w eskadrze. Jeżeli kazaliby jej wraz z innymi żołnierzami udać się na zwiady - poszłaby razem z nimi. Cały czas uważała siebie za jednego z wielu obecnych wojowników, który zależenie od okoliczności zajmował różne stanowiska.
- Ah... czyli jest Jedi - mruknęła przybliżając Nielegalne Miasto na mapie. Jeszcze kilka miesięcy temu byłaby zafascynowana tym, że jednak Jedi są obecni i miała okazję przebywać w ich towarzystwie. Teraz na wywierało to na niej aż takiego wpływu. - Widziałam kilku Jedi na podkładzie statku i jak dla mnie to każdy z nich chadza własnymi ścieżkami. A może tylko mi się tak wydaje... To pewnie przez te wasze samotne medytacje w Mocy. - machnęła ręką na znak, że nie ma co rozwodzić się dalej nad tym tematem. Zaskoczył ją rumieniec na twarzy Mai'fach. Orientowała się, kto z kim przebywa najczęściej i w jakie relacje wchodzi. Mai'fach i Telemachus byli chyba najbardziej znaną parą wśród całej załogi Ducha. Czyżby wolała jednak Stardusta? Niezbadane są ścieżki miłości... i Mocy.
- Będzie jeszcze okazja, żeby go poznać. Wtedy zweryfikuję Twoje słowa - uśmiechnęła się nadal widząc ślad rumieńców na jej twarzy. Na szczęście dla mocowładnej ich pogawędkę zaburzył Damon, który nagle wyrósł obok nich. - W takim razie porozmawiajmy.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 261
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 13 Mar 2018, o 21:17

Cała ta sytuacja nie była normalna. Z boku pewnie wyglądało to komicznie, ale dla niej i pewnie i dla Gweeka było to coś więcej. Wyczuwali się w mocy i miało to zdecydowanie większe znaczenie niż cała reszta, a Mirax musiała przyznać, że pomyliła się w początkowym odbiorze Gamorreanina i choć nie wiedziała, o co tutaj chodziło, to wiedziała, że nie był on zły, a już na pewno ciemna strona, która w nim tkwiła nie była tak mroczna, jak ta, z którą zetknęła się na Taris. To było coś zdecydowanie innego - całkiem nowe doświadczenie. Niestety o Mocy nie wiedziała aż tak wiele, jej mistrz nie zdążył jej przekazać wszystkiego, zresztą zawsze w swoich naukach był bardzo ogólny i nakazywał jej samodzielnie wszystkiego się dowiadywać, niewiele jej wyjaśniając wprost. Wszystkiego sama musiała się dowiadywać.
Zagrożenie jednak minęło, a kobieta w ciele kushibanki mogła odetchnąć i się uspokoić. Udało się zaradzić najgorszemu i dobrze, była zmęczona tą gonitwą i on najwyraźniej również. Odezwał się do niej, jednak jego wspólny był mocno zniekształcony i Mirax musiała się mocno wysilić, żeby coś zrozumieć. Jednak jedno słowo przykuło jej uwagę: "Nurra". To przecież jej cały czas szukała! Wprawdzie teraz nie wiedziała już po co miała to zrobić, straciła swój cel po śmierci Tori, ale mimo wszystko była jedyna rzecz, która wciąż pchała ją do przodu.
- Nurra? Znaczy klan Nurry? To jej szukałam, przedzierając się przez tę dżunglę. Polecono mi jej odnalezienie.
Mogło to brzmieć dość tajemniczo, a patrząc na to, jak zaraz odezwali się do niej pozostali Gamorreanie, tym bardziej mogło to wywołać zdziwienie, a może nawet i coś więcej, patrząc na to, że wzięli ją za jakiegoś ducha czy bóstwo. Nie znała się na wierzeniach tutejszych ludów, ale nie miało to znaczenia. Spojrzała na nich, stojąc na dwóch łapkach. Jej futro zrobiło wróciło do bieli, co oznaczało, że była już spokojna, choć dla Gamorrean ta zmiana może wydać się niepojęta i niemożliwa do wytłumaczenia. Kushibanka jednak już tak miała - jej futro potrafiło zmieniać kolor w zależności od nastroju czy otoczenia, w którym się znajdowała.
- Mam na imię Mira i nie jestem duchem żadnych przodków. Rozbiłam się na Gamorr po tym, jak nasz statek został zaatakowany przez Imperium. Przeżyłam ja i moja towarzyszka... - ciężko było jej o tym mówić, ponieważ wywoływało to ból - nastolatka, Tori, córka doktora Rohlara, to on nas wysłał, każąc znaleźć klan Nurry.
Postarała się o jasne wyjaśnienie sytuacji, od razu podając nazwisko ojca Tori. Oczywiście nie wiedziała, że był on kiedyś niewolnikiem uwięzionym na Gamorr i uwolnionym właśnie przez Geweeka oraz klan Nurry. Nie wiedziała czy jej słowa dotrą do nich i właściwie co powinna dalej zrobić. Iść z nimi? Perspektywa, którą widziała w umyśle Gamorreanina nie bardzo jej się spodobała, ale z drugiej strony podróżowała przez dżunglę sama, nie miała celu, ani planu na to, co robić dalej. Jeżeli zostanie sama, prawdopodobnie prędzej czy później zginie, jak z nimi pójdzie, być może coś z tego wyniknie. Wiedziała, że Moc nie bez powodu popchnęła ją właśnie tutaj.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 588
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 14 Mar 2018, o 18:44

Dość podejrzliwe zagadanie teraz już białej istotki, a nie szarej jak miało to miejsce kilka chwil wcześniej, nie pomogło w zdobyciu zaufania większego, niż do tej pory odczuwał Gweek do podejrzanego i w dodatku gadającego "czegoś". Cuda nad dziwy, że takie maleństwo mogło wykrzesać z siebie tyle siły, ażeby powalić wielką górę tłuszczu i mięśni. Może chopoki mają rację co do tego ducha, ale ale. Skoro jest duchem to powinna poznać Nurrę od razu. Skoro tak nie było, to postanowił nieco nagiąć fakty do swej woli. Już raz, jeden taki szukał Gweeka i nie skończyło się to za dobrze. Też rzucał gamoreanami na prawo i lewo, że ho ho. Ślad na środku brzucha do dziś mu o tym przypomina. Nie skłamie, ani nie minie się z prawdą, jeśli odroczy spotkanie. Musiał jak najszybciej wrócić do "swoich". Razem będą mieli większe szanse na złapanie zwierzątka, bo sam nie dał rady. - Jes. Jes w obosie i ceka. Musimy fracać. - kiwał głową zapamiętale, że wie jak rozwiązać ten problem. Pośpiech jest wskazany z kilku powodów.

Wymienione imiona, a nawet jedno nazwisko nic mu nie mówiły. Podrapał się po głowie, między rogami. Zamieszał w pamięci i dalej nic. Dziwnie brzmiące wyrazy jakoś nie mogły znaleźć odpowiedniego połączenia. Coś chodziło mu po łbie, ale sam do końca nie wiedział co. Tak się zastanowił głębiej i znalazł to, czego szukał. Mira srira, Tori srori, Rohlara obciągara - nie, jednak to nie to.
- Gweek nie sna. - odparł nieco rozbawiony własnym skojarzeniem.

Pewnie ta cała Tori to jej pani i właścicielka udomowionej kushibanki. Ciekawe gdzie takie sprzedają. Kupiłby od razu parkę. Ciekawe jak one robią ten tego...

Imperium i jego podwładni byli najmniejszym problemem dla Gweeka i wzmianka o nich niewiele znaczyła. Byli zapewne traktowani na planecie jak niechciany gość czy nielubiany krewny. Musieli tolerować ich obecność na tyle, na ile nie ingerowali w sprawy huttów lub innego patatajstwa, panoszącego się po tym pięknym świecie. Sprawy obecnie się miały tak, jakby wetknąć kij w mrowisko. Ale wszystko po kolei.
Wódz-w-boju miał teraz inny priorytet. Wydostać się z tej koszmarnej planety i zwiać jak najdalej stąd. Musiał szybko przewartościować swoje cele. Najważniejsze, że odnalazł Nurrę i na tym się skupił. Zlekceważył puchatą kruszynę, która nie była już zagrożeniem. Rozwiązując jeden palący problem, podbiegł czmychem do swej Matrony nad Matronami, obejmując ją delikatnie pod ramię. - Nic nie mów, proszę. Wracamy do Kofburg i naszych. - oswobodzony knur zabrał się za przepatrywanie chat. Przeszukiwanie byłoby za dużym słowem na wetknięcie głowy między futryny lub wejście na kilka chwil do środka. Nie zajęło mu to długo, bo dołączył do niego jego imiennik. Wrócili ze sznurami wykonanymi z jakiejś lokalnej odmiany liany. Spętali przybocznej ręce, a zasuszoną staruchę Utto musiał przerzucić przez bark. Sędziwa musiała przeżyć bardzo długi czas, by zdążyć się tak pomarszczyć. Ślepa i w dodatku jej niemrawe ruchy spowalniałyby tylko cały przemarsz.

- Wodzu, bierzemy gara potrawki? - Pewnie, że tak! - odchrząknął całkiem zadowolony ze znaleziska i swoich współplemieńców. Jak zdecydowano, tak zrobiono. Wielki gar miało nieść dwóch Thurgów. Gruba gałąź spoczęła na barkach odyńców, na jakiej wisiało naczynie przechodziło przez znacznych rozmiarów "ucho" adekwatne do rozmiarów naczynia. Huśtało się ono na boki, od czasu do czasu ulewając troszkę zawartości na ziemię.

- Icie s nami? - spojrzał na Mirę, zamierzając wreszcie opuścić ten kurwidołek. Nic tu po nich. Wypadało już wracać do obozu, bo jego nieludzie zaczną się martwić. Mieli też spory kawałek do przejścia, a sam most był tylko początkiem drogi. Lub jej końcem.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 230
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 14 Mar 2018, o 20:12

Próbowała się czegoś dowiedzieć, ale niewiele jej to dało, poza faktem, że rzeczywiście kojarzą klan Nurry, choć Mirax miała wrażenie, że ten Gamorreanin coś kręci. Moc ją ostrzegała, choć niekoniecznie przed zagrożeniem życia, po prostu czuła, że nie mówi jej całej prawdy. Sprawa w sumie została zamknięta, a ona sama postanowiła ostatecznie pójść z nimi. Bo co miała zrobić? Iść dalej za sygnałem, nie wiedząc dokąd prowadzi? Oni niestety udawali się w kierunku, z którego przyszła, czyli będzie zawracać, ale był to kierunek równie dobry, co każdy inny, sama obrała ten konkretny bez jakiejś szczególnej przyczyny. Inna sprawa, że brali pozostałe kobiety w niewolę. Uratowała im życie i trochę obawiała, co będzie dalej. Mimo wszystko postanowiła zachować czujność. Była zmęczona, wręcz wyczerpana gonitwą, teraz jednak mogła nieco odsapnąć. Jedynie co, to podskoczyła do swoich rzeczy. Nie było tego wiele, ale nie chciała zostawiać swojego tobołka. To wszystko, co miała.
Zebranie się do drogi nie zabrało im wiele czasu. Grupa Gamorrean, jedna osłabiona i wyraźnie ranna kobieta, oraz dwie inne, które omal nie straciły życia oraz ona sama. Opuścili osadę, zostawiając po sobie puste chaty oraz rzeź na placu. Mirax żałowała, że nie dała rady temu zapobiec, ostatnio śmierci wokół niej było zdecydowanie zbyt wiele. Mimo to skupiła się na teraźniejszości. Choć była mała, nie było jej trudno dotrzymywać kroku zdecydowanie większym knurom. Trzymała się jednak na dystans, starając się wybadać sytuacje i każdego z osobna w tej grupie. Gweek pod tym względem był dla niej największą tajemnicą, choć połączenie w Mocy dało jej sporo informacji.
Przeszli przez most. Mirax miała nadzieje, że po raz ostatni tędy przechodzi. Potem ruszyli ścieżką nieopodal miejsca, gdzie obozowała z Tori. Znów kolejne bolesne wspomnienie. Potem szli już tylko w stronę obozu. Zajęło om to kilka godzin, a sama kushibanka przez cały ten czas starała się mieć na baczności. Wiedziała, że knury się jej obawiają, pomimo jej dość mikrego wzrostu i budowy ciała. Nie wiedziała jednak na jak długo tego starczy i czy przypadkiem nie zechcą znów spróbować ją dorwać. W końcu jednak dotarli do obozu, gdzie znajdować się miał klan Nurry, a kobieta cała się spięła, starając się wyczuć nastroje i dowiedzieć czegoś więcej poprzez Moc.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 588
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 15 Mar 2018, o 00:12

Ścigacze drastycznie zmieniły sytuację, teraz przeciwników będzie znacznie więcej a z całą pewnością lepiej uzbrojonych. Guttor nie zastanawiał się nawet przez chwilę, na pytające spojrzenie Palpoo skinął głową. Pętla zacisnęła się wokół niewielkiego patrolu. Prowadzący knur zaczął coś podejrzewać zbliżając się do dżungli. Najwyraźniej najemnicy z Domu pendraków, nie byli amatorami. Jego przeczucie się sprawdziło. Ledwie uszli kilkadziesiąt metrów w głąb bujnej roślinności zauważyli coś dziwnego. Na ziemi coś leżało. Prowadzący rozglądając się uważnie podszedł do leżącej na ziemi szmaty.
Z góry spadła na nich czarna śmierć, Mike i Ashera Spadli z góry na pierwszego i ostatniego Gammoreanina w niewielkiej kolumnie. Prowadzący miał nieszczęście zostać celem wojowniczki. Długi sztylet rozpłatał ryj i gardło knura powodując widowiskową fontannę krwi i zamieniając kwik bólu w chrapliwe gulgotanie. Drugi z wojowników rzucił się na napastniczkę, lecz z góry spadły na niego dziwne latające demony zaś z krzaków wyskoczyło dwóch wojowników, kwiczał przez chwilę z bólu padając pod razami toporów. Ostatni z członków patrolu nie zginął od razu. Mike nie był tak skuteczny jak Ashera i jedynie zranił wojownika. Chroniony przez twardą skórę knur widział jak jego towarzysze padają, przerażony odwrócił się i rzucił do ucieczki. Desperacki cios czarnoskórego mężczyzny drasnął jedynie zad uciekającego. Do otwartej przestrzeni było tylko kilka metrów. Guttor ze śmiertelną precyzją uderzył toporem trafiając centralnie w pierś biegnącego uderzenie było tak potężne, że obaj upadli. Zakrwawiony i przerażony zwiadowca zobaczył na swojej piersi małego włochatego demona. Chwilę później włócznia palpoo zagłębiła się w krtani ofiary docierając do mózgu. Było po walce.

- Szybko kurwa, zacieramy ślady. Więcej krwi się nie dało!
- Dzięki,

Rzucił krótko Mike do Guttora, najwyraźniej zawstydzony swoją nieefektywnością. Teraz pomagał aktywnie przysypywać ślady krwi piaskiem. Nie wyglądało to najlepiej, z pewnością zaczną szukać zaginionego patrolu, a ślady mimo wszystko zostaną. Mike zgłosił się na ochotnika, zostanie i będzie obserwował obóz, jeżeli knury rusza szukać patrolu, poinformuje resztę.
- Ciężko będzie ukryć stado przed nimi.
- tak, albo uderzymy teraz, albo...
- Spierdalamy.

Ruszyli szybkim tempem w kierunku bagna niosąc ze sobą zwłoki. Ciała zostały sprawnie utopione w znalezionej wcześniej bagiennej sadzawce zaś grupa uderzeniowa wróciła do obozu starannie zacierając za sobą ślady. Mimo zwycięstwa nastroje były dość podłe, Guttor i Palpoo przekazali informację o posiłkach, nie były to dobre informacje. Zanim zapadł zmrok odbyła się kolejna narada.
- Trzeba się wycofać, nie macie szans, atak na umocnione pozycje przy przewadze liczebnej wroga to pewna śmierć.
- My nie uciekamy, jesteśmy wojownikami.
- Nie uciekamy, przegrupujemy się żeby zaatakować kiedy będziemy mieli przewagę.

Palpoo milczał przysłuchując się wymianie zdań między Asherą a Guttorem, Lato wyjątkowo nie latał tylko siedział na pieńku z oklapniętymi skrzydłami, ta wyprawa zaczynała być coraz bardziej niebezpieczna i beznadziejna.
- Trzeba tam iść.
- Co!

Powiedzieli niemal równocześnie Guttor i Ashera. Ewok spokojnie pisnął co komunikator przetłumaczył jako "trzeba tam iść" Po prostu, żadnych bluzgów, motywatorów, nic.
- No co kurwa, czasami się zacina. Muszę tam iść, jeśli przyleciały posiłki na pewno będą balować i gadać, dowiem się czegoś ciekawego, jeśli to możliwe uderzymy nad ranem. Z tego co mówił patrol spodziewają się Gammorean nie ludzi i Ewoka.
- Złapią cie.
- Taa, oskubią i opierdolą na surowo. Będę kurwa udawał zwierzaka. Idę, Przygotujcie się na atak, jeśli nie wrócę do rana uciekajcie do Gweeka. I tak prędzej czy później nas wytropią.
- Racja, ale my nie uciekamy. Będziemy walczyć.
- Będziemy walczyć jak połączymy się z Gweekiem.
- Zgoda. Będziemy czekać sygnał.


Palpoo zdjął swój fartuszek, i pozostawił broń i ekwipunek pod opieką Ghurka, który był z tego bardzo niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Całkowicie nagi zniknął w gąszczu, Po kilku metrach zaczął się zastanawiać. Co on właściwie robi, naraża życie dla jakiejś bandy świń, w imię czego. Zginie na bagnach walcząc w nieswojej wojnie. Kurwa. Wystarczy tego, może po prostu... Obejrzał się za siebie, tam gdzie było ukryte obozowisko. Kurwa... Ruszył przed siebie zanurzając się w zimną wodę. Szanowali go, pierwszy raz ktoś go szanował, to wystarczająco dobry powód by im pomóc. I nie dać się zabić.

Szybko przekradł się znajomą trasą podchodząc pod samą wyspę, tym razem z kawałka suchego lądu dobiegało znacznie więcej głosów. Niektóre śmiały się głośno, część rozmawiała, bystre oczka wypatrzyły strażnika, który czujnie wypatrywał co ciekawego dzieje się za jego plecami. W powietrzu czuć było pieczone mięso i jakiś bliżej nieznany zapach. Zmrok skrywał poczynania niewielkiego zwiadowcy a mokre futro ziębiło w dupę. Cicho i powoli starając się nie hałasować ruszył w kierunku ciemnej plamy, korzystając z nieuwagi wartowników zamierzał dostać się na wyspę. Jeżeli będzie miał wystarczająco dużo szczęścia być może dowie się czegoś ciekawego, jeśli będzie miał pecha. Lepiej nie mieć pecha. Konsekwentnie i ostrożnie dążył do celu, był nim dach niewielkiej chatki, jedynej na wyspie i z pewnością dającej najlepsze możliwości dowiedzenia się czegoś.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1619
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 19 Mar 2018, o 13:23

Kittani
Tym razem było inaczej. Kokpit nie eksplodował serią alarmów i różnokolorowych świateł. A sceneria przecież wyglądała niemalże identycznie. Lądowali po nocnej stronie planety, w dżungli i to w statku, który do złudzenia przypominał Skyrunnera. Kittani wręcz podświadomie wyczekiwała momentu w którym statek zwariuje i spadnie z nieba; mocniej zaciskała ręce na oparciach fotela.
Piloci byli przygotowani na pojawienia się sygnału zakłócającego i gdy taki dotarł do statku uruchomili program dostarczony przez ludzi Fenna, który obchodził identyfikację "swój-obcy" wymaganą do bezpiecznego wejścia w strefę wulkanu. Statkiem tylko lekko zakołysało i było już po wszystkim.
Lądowali na jednej z rozlicznych polan u podnóża wulkanu, jednak na tyle daleko by nie zaalarmować od razu ewentualnych gamorreańskich patroli. Miejsce to miało też kilka dodatkowych zalet. Kittani z łatwością mogła odszukać drogę do bocznego wejścia do wulkanu a to mogło przełożyć się później na uzyskanie przewagi nad przeciwnikiem. Wskazane lądowisko było też łatwo osiągalne dla członków oddziału Besadi, którzy mieli przybyć od strony nielegalnego miasta.
***

- Schodzimy do lądowania. - Głos pilota wyrwał Kittani z zamyślenia. Zdziwiła się gdy za sterami nie dostrzegła Garlla tylko jakiegoś młodego uśmiechniętego chłopaka. Zdziwiła się jeszcze bardziej gdy uzmysłowiła sobie, że chłopak się jej znajomy.
- Strefa lądowania czysta? - Zapytała Mai'
- Tak. - Rzucił Pilot.
- Drużyna desantowa gotowa do zabezpieczenia strefy lądowania?
- Tak, jest. - Odezwał się w Interkomie głos Damona.
- To nie ma za czym czekać. Lądujemy zakomunikowała Mai'fach.
***

Żołnierze rebelii wyskoczyli na polanę i zajęci byli zabezpieczaniem terenu i szykowaniem prowizorycznej bazy. Ktoś rozstawiał antenę dalekiego zasięgu. Ktoś inny uruchamiał generator a kilka następnych osób sprawdzało broń. W całym tym nocnym gwarze Kittani czuła się trochę niepotrzebna i zapomniana. Każdy miał do wypełnienia jakąś rolę.
Gamorra pachniała wyglądała i brzmiała tak jak zawsze. W powietrzu czuć było wilgocią a nozdrza atakowała specyficzna woń brunatnej próchniczej gleby. Dżungla, która gęstą ścianą otaczała polanę, wydawała się Kittani osobliwie znajomą. Jej wygląd też się nie zmienił; nocny pejzaż dżungli ze swoimi dźwiękami odległej i skrytej wśród gałęzi fauny był identyczny jak wtedy gdy rozbiła się "Skyrunnerem". Ponad koronami drzew na tle gwieździstego nieba rysowała się ciemna i masywna sylwetka wulkanu. Ta, planeta wzbudzała w Kittani dziwne pokłady sentymentu.
- Hej, Kittani. Powiedz mi. - Mai' podeszła do brunetki i spojrzała razem z nią w kierunku wulkanu. - Czy Gweek poznał kogoś obeznanego w... mocy? Bo wiesz... Wyczuwam go. Jest względnie blisko nas. Ale jest też coś jeszcze. Czuję czyjąś obecność. Nienaturalną obecność. Pokraczny ślad w mocy... Nie wiem czy mnie rozumiesz... Ech.... Czy wiesz może coś by Gweek albo ktoś z jego klanu miał status szamana... na przykład?
- Poza tym. Damon chce byś poprowadziła patrol z rozpoznaniem w stronę wulkanu. Ja z kolei wolałbym zostawić Ciebie tutaj bo niebawem mają dotrzeć do nas ludzie Besadii i wydaje mi się, że byłabyś najlepszym łącznikiem.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 19 Mar 2018, o 21:14

Gweek i Mirax

Wyruszyli w dziwacznym pochodzie. Otwierał je Utto, który czujnym okiem przepatrywał okolicę. Za nimi szły spętane gamorreańskie matrony ze spętanymi za plecami rękoma. Linę - niczym smycz - dzierżył Gweek na zmianę z Nurrą. Matrony potykały się co chwila i upadały na ziemię co ogólnie trochę spowalniało ich przemarsz, jednak nikt nie okazywał im specjalnej litości a już tym bardziej pomocy. Za Gweekiem szli Thurgowie niosący kocioł z potrawą z obozu Matron a całość pochodu zamykała Mirax i idący tuż za nią oswojony sześcionogi jaszczur, który mówił "Ej".

***

- Namierzyli nas. Wytropili. - Mówiła Nurra. - Łowcy z klanu Obrogga. Odszukali nas gdy zaczęliśmy ściągać w okolice wulkanu pozostałe części klanu. I naszych sojuszników. I wszystkich, którzy chcieli uciec przed łowcami niewolników. I to nas zgubiło. Za dużo różnych osób zaczęło się kręcić przy wyulkanie i tak nas znaleźli. A gdy przyszli Obroggowi to byli przygotowani i szukali zemsty. Walczyliśmy. Ale ich było więcej. I mieli lepszą broń. Pomimo to nim nas pokonali stracili dobrą połowę swoich sił. Tak, drogo sprzedaliśmy wtedy naszą skórę. Wiedzieli też, kiedy zaatakować, wiesz? Akurat wtedy gdy wysłałam większy oddział myśliwych na polowanie. Gdy przyszli Ci z klanu Obrogga nie miałam po prostu dość siły by dać im radę. Poległam. I nie wiem czy nadaję się jeszcze na liderkę tego klanu.
- Musieliśmy uciekać do dżungli, ale Obroggowe ścierwo bardzo szybko ruszyło za nami w pościg. Dopadli wtedy mnie i wielu innych, zarówno z klanu jak i z pośród więźniów. Części jednak udało się uciec tak myślę.
- Trafiłam z powrotem do Wulkanu, ale tym razem jako niewolnica. Ale nie na długo. Uciekłam bo znałam drogę, którą odnalazła wtedy Kittani. I tak trafiłam na nie... - Tutaj głową wskazała na dwie matrony. - I na moje nieszczęście. Obiecały mi pomóc, bo już wtedy było ze mną źle! - Powiedziała głośniej tak by tamte dwie ją usłyszały. - Ale oszukały mnie. Otruły mnie i nasz syn umarł pod moim sercem. Wyciągnęły go potem ze mnie. Ręką.
- Chciałyśmy Ci pomóc! Te zioła były na wzmocnienie ciała matki i płodu. Nie na jego zabicie! Ile razy mamy Ci to powtarzać?
- Łżecie! Oszukałyście mnie! Jesteście z klanu Obrogga! Chciałyście mnie zabić!
- Byłyśmy niewolnicami...
- Łżecie! Gweeku nie wierz im. Zabijmy je. Proszę Cię. Zabijmy je teraz. Nie chcę więcej słyszeć ich słów.

***

Mirax nic nie rozumiała z tego co mówiły do siebie Knury. Nie przeszkadzało jej to. Bo miała wrażenie, że w okolicy znalazł się jakiś mocowładny, który próbuje się z nią porozumieć.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 20 Mar 2018, o 14:49

Odległość do przebycia między obozem, a mostem i dziwaczną osadą, choć ciężko nazwać pięć chat nawet osadą, nie była za specjalnie duża, więc i każde przeciwności w postaci przewracającego się co rusz, skrępowanego "balastu" nie mogło wydłużać podróży w nieskończoność. Tak samo, jak dwaj klanowi imiennicy niosący sporą porcję strawy. Czas poświęcony na zdobycie potrzebnych zapasów, ba niezbędnych do szybkiego opuszczenia górzystego terenu wokół jaskini tylko poprawiało sytuację. Gweekowi nie podobało się kilka składowych okoliczności, w jakiej się znalazł. Co by nie zrobił, może spowodować, że może znaleźć się w czarnej ... dżungli.

- Tak. Tak, słucham cały czas. - kiwnął rogatą, zieloną głową na znak, że pomimo lekkiego zamyślenia, nie odpłynął całkiem w inne miejsce, jak zdarzało się to co po niektórym mieszkańcom tego dusznego globu. Na potwierdzenie jego słów popołudniowe, wilgotne powietrze jakby pod specjalną szklaną kopułą, nie mogło oddać całej mokrości w jednym wielkim opadzie tropikalnego deszczu.
- Nie przejmuj się tym. Ważne, że żyjemy i mamy siebie. - chcąc dodać jej otuchy, troszkę mocniej przytulił do piersi niż było to konieczne. Słuchając dalszej części, co jakiś czas wtrącał coś, do wydawać by się mogło monologiem. Słysząc co jakiś czas ej! obracał się, mierząc okiem jaszczura. Za pierwszym razem myślał, że to Mira podsłuchuje i go woła, zła na to, że ją zrobił w bambuko i prowadzi do swoich, zamiast do Nurry, którą zresztą ma przed sobą i jej klanu.
- A my , wskazał głową na swoich kompanów - co jakiś czas znajdujemy ocalałych. - historia szybko zbliżała się do zakończenia w miejscu, które opuścili niedawno.

Intensywna dyskusja, a nawet kłótnia wynikła z dalszych słów małżonki Gweeka i pojmanej przybocznej. Starucha nie miała siły na jednoczesną wymianę zdań i utrzymywanie równowagi podczas marszu, ze skrępowanymi rękami. Nieszczęście spadło nie tylko na Nurrę, ale też i na Gweeka. Nie dało się ukryć i było upustem jego zniecierpliwienia, niemocy i tłumionego od dawna gniewu. Przysłuchiwał się i myślał, czy aby postąpił dobrze w tamtej chwili. Ubił trzy, wydawałoby się najważniejsze persony z całej piątki. Gdyby nie oswojone małe, białe czy szare stworzonko, nie musiałby wysłuchiwać tej części opowieści. Miał je dalej na głowie i nie mógł otwarcie działać, ani mówić do końca tego, co myślał. A myślał wiele i długo, co by tu zrobić.

- Masz zamknąć ryj! I to już! - krzyknął do niewolnicy, urywając kłótnię na dobre. Zganił sam siebie, że pomyślał tak o dwójce matron. Było to zdecydowanie złe słowo. Owszem, straciły wolność i zdolność decydowania o własnym losie, ale były jego jeńcami. Namowa Nurry, aby leczniczo upuścić im natychmiast krwi, mocno kusiła, tak samo jak opis tego, co jej zrobiły. Ale i jemu też! Gniewny stan powoli powracał. Usłyszawszy kolejne ej!, brzmiące zupełnie jak HEJ! z ust pyszczka Miry. Opanował z trudem emocje, targające jego osobą.

Ile racji miała przyboczna, a ile Nurra? Punkt widzenia lub obrana jedna ze stron konfliktu, mogła mieć wielkie znaczenie o dalszej egzystencji tej oto dwójki spętanych kobiet. Póki co mógł przeciwstawić słowo przeciwko słowie. Przychylał się bardziej do wersji o tym, że zabito z premedytacją mu syna. Przemawiało o tym kilka faktów. Wszystkie z nich wyglądały jak Obroggianki. Jedna z nich nosiła naszyjnik, ewidentnie nie będący jej własnością. Skoro były niewolnicami, to skąd ten oswojony jaszczur? Podążał za swoimi właścicielkami. Gotowały sobie w opuszczonej osadzie, jak gdyby nigdy nic. Być mogły u siebie, skoro nie zachowały podstawowych środków ostrożności. Wrogowie mogli być blisko lub oddalili się tylko na polowanie. Skoro rozpoznał je Utto, to i one poznały zapewne ich. Nie zaprzeczyły od razu słowom Nurry, gdy ledwo trzymała się o własnych siłach w futrynie jednej z chat. Osobnik z klanu Ha'an nie odróżnił przebierańców, jeśli w rzeczywistośni nimi były...

Wątpliwości było tyle samo co argumentów za tym, aby uwierzyć Nurze. Znalazły ubrania lub przebrały się, by uciec z niewoli. Chciały pomóc potrzebującej i dlatego zostały w obozie, próbując postawić ciężarną matronę na nogi i ruszyć w dalszą drogę. Podały jej jakieś zioła, bo było z nią niby źle. Jest do tej pory, co sam zdążył zauważyć. Mogły nie wiedzieć kim ona jest. Wyszły naprzeciw grupie, zupełnie bezbronne, rozpoznając barwy sojuszników. Nie miały broni, bo uciekały. Mira mogła bronić niewinne istoty przez rzeźnią, która ich czekała.

- I nie usłyszysz. Obiecuję! - zwrócił się do idących przed nim dwóch, jeszcze żywych istot. - Macie się zamknąć i nie odzywać w obecności mojej żony, bo was poubijam. Zrozumiano? - Tym sposobem załatwił jedną z próśb małżonki, o jakie go poprosiła. Innych niestety nie mógł zrealizować teraz, ale kto wie, czy w najbliższym czasie tego nie uczyni. Miał wielki plan. Niektóre z jego części właśnie się realizowały i dawały mocne podwaliny, fundamenty na których oprze całość konstrukcji.
- Nie martw się, nie wierzę im. Głupi nie jestem, przynajmniej aż tak. Zabić ich nie mogę. Przynajmniej tu i teraz, dopóki mają towarzystwo futrzanej ochroniarki z przypadku... Chyba widziałaś co potrafi ta cała Mira i dopóki jej się nie pozbędziemy, nie mogę za wiele zrobić. Poszedłem na kompromis. Mam związane ręce he he. Dlatego ruszamy do obozu. Na miejscu zdecydujesz co z nimi zrobić. - wiedział, że Nurra może przesądzić o ich losie, ale dopiero po dotarciu na miejsce. Widocznie w gniewie o tym zapomniała lub chciała przetestować Gweekową lojalność.
Nie poruszyła też tematu rzekomego doktorka Rohlara. Mogło to przeszkodzić w pozbyciu się niechcianego kompana. Ewentualnie zasili ona ich szereg lub zagęści potrawkę pichconą w garze.

Bardzo chciał znaleźć się już na miejscu. Tam zweryfikuje obie wersje wydarzeń i przesłucha na spokojnie staruchę. Popyta dokładnie o podane zioła, ich smak i inne szczegóły. Obozowicze mogą rozpoznać jeńców, uproszczając całą sprawę. Będą musieli przenocować i dopiero o świcie ruszyć w drogę powrotną na Cypel. Nie chciał dodatkowo narażać wątłego zdrowia pobratymców na kaprysy zabójczej planety i forsownego marszu. Biegu pewnych spraw nie przyspieszy niestety.

Idąc wzdłuż wąwozu, w skrócie wspomniało swoich przygodach podczas rozłąki. O tym, jak zdobyli prom i przy okazji zwęglił ucho i kły. Dobrze, że Nurra widziała dalej w nim swojego wodza-w-boju, a nie bezdusznego potwora z wyglądu, którym powoli się stawał. Kto niestety przedwcześnie opuścił ten świat i w jakich okolicznościach, przechodząc w lepsze miejsce niż to, w którym im przyszło żyć. Czym i z kim tu przyleciał, o odnalezieniu dziś Kofburg w jaskini, która wysłała wiadomość do okrętu rebeliantów wielkiego jak, jak wulkan.
O Guttorze i jego klanie Ha'an słów parę dorzucił i obecnej sytuacji nakreślonej przez niego. Z jego pomocą wspólnie wyczyścili Cypel z grupy Gorgunka, uwolnili kilku niewolników i gamorrean, zdobywając przyczółek do dalszej ekspansji. A to wszystko stało się za sprawą poszukiwań właśnie jej osoby. Gotów był przemierzyć wzdłuż i wszerz całą planetę, by ją odszukać. Wyrąbać sobie drogę przez każdą przeszkodę, która stanęłaby mu na przeszkodzie.

Aaaa i najważniejsze! Zapomniałby wspomnieć o Paploo, kim jest, jego wkładzie w rozliczne sukcesy ich grupy i to, że większość sił ruszyła na Dom Pędraków. Mają się spotkać znów w obozie na Cyplu. Czekają tam łodzie, którymi ruszą na Pola Czarnych Stóp. To tylko dzień drogi taflą wody. Tak jak i dzień drogi od jaskini do punktu zbiorczego.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 230
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 21 Mar 2018, o 16:09

Wyczuła czyjść obecność. Nie taką zwykłą, ale obecność kogoś silnego w Mocy. To już kolejna taka osoba ba tej planecie. Najpierw ten oszalały Gamorreanin, a teraz to... kto by pomyślał, że w tak krótkim czasie będzie miała tak dużą styczność z osobami mocowładnymi? A może się z tym kimś nie zetknie? Choć z drugiej strony, kto wie, gdzie poniesie ją los, póki co był on bardzo przewrotny i Mirax miała wciąż wrażenie jakby bezwładnie się obijała o ściany nie mając pojęcia gdzie iść i co robić i tylko pozwala na to, by nią rzucało na wszystkie strony, bo a nuż trafi we właściwe miejsce. To było irytujące.
Szła za całą resztą cały czas zachowując maksymalną ostrożność. Odetchnęła, co stało się już jej odruchem za każdym razem, gdy zagłębiała się w Moc. Rozszerzyła swoją percepcję, wyczuwając każdego z idących. Nie rozumiała co mówią i to też było denerwujące, ponieważ nie mogła wiedzieć co jest tematem ich debat i czy nie dotyczą jej samej. Dziwny język Gamorrean brzmiał dla niej bez sensu, a dźwięki, które z siebie wydawali nie mogła nawet nazwać słowami. Jej myśli jednak poleciały dalej. Postanowiła dowiedzieć się, co jest przed nimi i kto czai się w pobliżu. Wyczuła kogoś, ale i ten ktoś mógł wyczuć ją samą. Chciała wyczuć tego kogoś zamiary, ona złych nie miała, ale dobrze wiedzieć, z kim ma się do czynienia.
Co do pochodu. Zbliżali się do obozowiska. Nie miała pojęcia, że Gweek ją oszukał, a Nurrę miała cały czas przed sobą. Szła za nimi cały czas, choć obawiała się wchodzenia do obozowiska pełnego knurów, gdzie mogą ją łatwo zaatakować. Co innego wziąć jednego z zaskoczenia, a co innego wejść prosto między nich i to całą grupę. Miała się cały czas na baczności gotowa do natychmiastowej reakcji w razie potrzeby. Skoro Moc prowadzi ją tymi ścieżkami, nie pozostaje nic tylko temu zawierzyć, nawet jeżeli nie wszystko do końca rozumie i wie. Ostatnio Moc wciąż ją zaskakiwała, pozytywnie zaskakiwała, ukazując jak wiele możliwości stoi przed nią otworem.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 588
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 22 Mar 2018, o 15:59

Palpoo
- Bo! Podaj mu trochę prądu na obrożę! Niech ten mały śmierdziel zatańczy dla nas jeszcze raz! - Banda piratów zarechotała a gamorreanin z mechaniczną ręką podszedł do generatora i pociągnął za wjachę. Prąd z generatora popłynął po przewodach do obroży założonej na szyi dorosłego ewoka. Ten zaczął się trząść i rzucać z bólu po stole, na co zgromadzeni wokół piraci wybuchnęli gromkim śmiechem. Ewok cierpiał. Świadczyły o tym łzy, które spłwały z jego wielkich mokrych oczu i nieartykułowane jęki, które wydobywały się z jego mięsistych ust.
Nieszczęsny mieszkaniec Endoru miał nieszczęście stać się główną atrakcją podczas imprezy towarzyszącej dzieleniu łupów z ostatniego wypadu. Jego poprzednia właścicielka właśnie była gwałcona albo już nie żyła. Dziewczyna miała już nigdy więcej nie pojawić się w życiu ewoka a wraz z jej zniknięciem miało mu zostać odebrane także jakiekolwiek poczucie własnej wartości i godności. A pomimo tego, że pojmował świat przez pryzmat swojej prymitywnej plemiennej wiedzy doskonale znał.
Snu-Snu wiele zawdzięczał swojej opiekunce. Choć był jej "zakupionym zwierzątkiem" traktowała go dobrze i dbała o to by się rozwijał i uczył i często powtarzała mu, żeby nie dał sobie wmówić, że jest gorszy od innych.
- To co w oczach innych jest Twoją słabością może stać się Twoją siłą. Pamiętaj o tym.
Samo to wspomnienie sprawiało, że Snu-snu płakał i fizyczny ból nie był w tym przypadku wcale najgorszy.

Potem, gdy same tortury były już nudne, piraci założyli mu stary wokabulator bo chcieli sprawdzić czy "ten futrzak potrafi coś po naszemu mówić". Zdziwienie wszystkich było ogromne, bo oto okazało się, że Ewok umiał mówić. Całkiem płynnie i całkiem z sensem. Ale to był tylko wstęp do wielkiej zabawy. Prawdziwą radość piraci mieli gdy przestawili wokabulator na maksymalny poziom przekleństw. Ewok rzucający soczystymi "kurwami" stał się cenną atrakcją pirackiego oddziału.

A jeszcze później Snu-snu przybrał inne imię i stał się piratem. Przynajmniej oficjalnie. Ale i tak nikt go nie brał na poważnie. Był przeklinającą maskotką gdy potrzeba było rozrywki i niechcianym popychadłem w każdej innej sytuacji.

***

Palpoo dotarł do brzegów wyspy i wspiął się na suchy ląd starając się zachowywać jak najciszej - choć gęsta bagienna roślinność zdawała się nie współpracować z nim; miał wrażenie, że każdy jego krok był doskonale słyszalny na całej wyspie. Mokre futro ślizgało się nieprzyjemnie i tylko utrudniało dodatkowo bycie cichym. Powodowało to w nim chęć Wielkiego Złorzeczenia.
Ostatecznie wdrapał się na szczyt skarby a potem - korzystając z drzew - dostał się w okolice obozu.

Nikogo w nim nie było.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Kittani Levfith » 23 Mar 2018, o 21:48

To było niczym deja vu, cofnięcie nagranego wcześniej filmu. Kittani czuła się tak, jakby przeżywała pobyt na Gamorrze po raz drugi. Właściwie to po raz trzeci, jednak drugi raz w tej samej formie. Instynktownie wyczekiwała chaosu w kokpicie rozbłyskającym wszelkimi możliwymi ostrzeżeniami. Nic takiego nie miało miejsca, co jedynie potęgowało w brunetce dziwne odczucia. Wszystko było tak znajome a jednocześnie tak zaskakujące... Kobieta w pewnym momencie poczuła się skołowana. Stała na polanie przyglądając się wszystkim obecnym. Z boku zapewne wyglądało to na kontrolowanie oddziałów z jej strony i sprawowanie pieczy nad sprawnym przebiegiem, jednak w rzeczywistości Kittani dopiero próbowała się ocucić ze swoistego otępienia i porzucić uczucie zagubienia się w sytuacji. Na szczęście Mai'fach pozostała u jej boku i nie musiało minąć wiele czasu do nawiązania rozmowy. Takie momenty sprowadzały ja na ziemię i zmuszały do spojrzenia na realia.
- Pokraczny ślad w mocy? - brunetka ściągnęła brwi słysząc po raz pierwszy takie określenie. Nie wiedziała dużo o Jedi, podobnie zresztą jak o samej Mocy - wszystkiego nauczyła się z własnych obserwacji na Lucrehulku. - Czyli mówisz o kimś, kto podobnie jak Gweek na początku nie wiedział, że towarzyszy mu Moc? Z pewnością Jaina wyczułaby, jeżeli któryś z obecnych na statku byłby podobnie do naszego knura czuły. Co do szamanów... Ciężko mi powiedzieć. Z pewnością takie postacie są obecne w klanie, jednak czy mają coś wspólnego z Mocą? Bardziej obstawiałabym, że to ich tutejsze wierzenia i tradycje. Skoro wyczuwasz jednak obecność kogoś takiego... możesz dowiedzieć się czegoś więcej? - brunetka przyjrzała się uważnie medyczce. Nie wiedziała, na jakich zasadach mocowładni mogli się ze sobą komunikować. Gweek miał zwykłego ,,farta" i czasami śniła mu się przywódczyni Rebelii. Szczerze powiedziawszy Kittani była zaskoczona tym, że jej towarzyszka potrafiła wyczuć takie rzeczy. Zamyśliła się nad odpowiedzią, spoglądając na drużynę desantowną niedaleko ich.
- Sądzę, że Damon wraz z całą drużyną doskonale sobie poradzi. Wszyscy wysłani na Gamorrę otrzymali dostęp do planu bazy w wulkanie sporządzonego przez IG-87F i jeżeli nie zaszły w nim istotne zmiany myślę, że lepiej wyjdzie jeżeli zostanę z Tobą. Zresztą - nawet przy zmianie wnętrza bazy niewiele bym pomogła. Nie wiem, co planują Besadii i wolałabym osobiście dopilnować przybycia i dowodzenia ich oddziału. Wszyscy rebelianci oprócz mnie są dla nich anonimowi i równie dobrze mogą nam nie ufać.
Image
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 261
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez BE3R » 25 Mar 2018, o 18:39

Zanim poinformował o swoim odkryciu dokładnie obszedł całe obozowisko kryjąc się w chaszczach i nasłuchując. Jak na złość pierwsze wrażenie sprawdziło się. Knury znikły pozostawiając po sobie nieco starego sprzętu, żarcia i nawet broni. Największym łupem było jednak zacznie większe od Ewoka Radio. Upewniwszy się że jest bezpiecznie Palpoo Stanął na środku opuszczonego obozu i dał sygnał do ataku.
- NIAB NIAB NIAB NIAB!

Wziął się pod boki i czekał. Nie minęło 30 sekund a usłyszał ciche pluski i nagle z ryciem na polanę wpadli Gammoreanie Guttora prowadzeni przez Asherę atakowali od strony chatki, Guttor z kilkoma wojownikami szarżował od frontu tyłu nadleciała trójka Toyadorian. Atakujący zatrzymali się zaskoczeni a Palpoo żałował, że nie stoi teraz na majestatycznej stercie pokonanych wrogów, trudno.
- Niab niach niach, miś miś pisk.
- Dajcie mu vocabulator.
- Rozstawić straże dookoła, to może być pułapka.

Guttor był dobrym wodzem, a jego wojownicy błyskawicznie wysłali ośmiu wojaków w cztery strony świata. Gdy warty zostały rozstawione, reszta ruszyła przeszukiwać obóz, a Palpoo wraz z Guttorem i swoją niewielką drużyną zajął miejsce przy opuszczonym ognisku.
- Spierdolili, zostawili sporo sprzętu, znaczy nie spodziewali się nas. Kiedy przyszedłem było pusto.
- Dlaczego dałeś sygnał do ataku, nie mogłeś normalnie przyjść i powiedzieć?
- Woda jest zimna a ja mam chuja nisko.

Na ten argument, Ashara zamilkła przez chwilę zastanawiając się nad tym czy nie warto by kupić Ewokowi nowego translatora. Wywód był jednak logiczny do bólu zatem ciężko było zwalić całą winę na urządzenie. Upewniwszy się że nikt nie pozostał, i rozstawiwszy straże odważyli się rozpalić niewielkie ognisko, przy którym futerko Palpoo całkiem szybko schło. Narada trwała w najlepsze.
- Mamy zapas jedzenie i jeszcze pędraki, jak umocnimy obóz można się tu długo bronic.
- Powinniśmy iść do Gweeka, i go poinformować. Radio nam w tym nie pomoże.
- Pomoże, my potrafimy wszystko naprawić, broń może też.

Lato najbardziej się podekscytował pozostawionymi przez Gammorean przedmiotami. Niektóre karabiny pamiętały wojny klonów. Inne pamiętały czasy kiedy działały. Większość jednak nadawała się bardziej do walki wręcz niż strzelania. Mimo to trzej bracia zawłaszczyli cały skład broni. Dwaj właśnie siedzieli składając jeden blaster z kilku. Ożywiona gestykulacja i spontanicznie wybuchające bójki nie rokowały zbyt dobrze temu przedsięwzięciu, ale przynajmniej mieli zajęcie.
- Guttor tu zostać z wojowniki i pilnować Dom Pendraków. Trzy latacze zostać i robić naprawy i zwiad. Może złożyć nam trochę broni.
- A my?
- Wy pójść do Gweeka, powiedzieć, że Guttor zająć Dom Pendraków. Jak wy zdobyć radio my mieć łączność i móc ustalić dalsze rozkazy.
- zostanie tu to ryzyko.
- zawsze ryzyko. Guttor wiedzieć co robić. Mała wojownik bardziej potrzebny teraz Gweek. My sobie poradzić.

Palpoo patrzył w oczy knura i po chwili skinął głową z szacunkiem. Gammoreanin miał rację, wykonali założenia planu. Teraz musieli wrócić. Obyło się bez strat, ale nieprzyjaciel również stracił tylko trójkę zabitych w zasadzce zwiadowców. Obok Ewoka siedziała Ashara która najwyraźniej zgadzała się z Guttorem, Lato wcinał właśnie pendraka, ale wiadome było, że Toydarianie nie opuszczą łatwo takiego źródła żywności. No i jako zwiadowcy byli znacznie skuteczniejsi na bagnach od ociężałych Gammorean. To co uderzyło Ewoka miedzy puchate uszka to fakt, że Guttor po raz kolejny pokazał że liczy się z jego opinią. Wiedział już że podjął dobrą decyzję zostając.

Ustalili, że rankiem ruszą w stronę obozu na cyplu, w skład grupy wejdą Palpoo, Ghurk, ludzie, oraz Ortogg i bracia Jub i Buj. Reszta miała zostać i w miarę możliwości utrzymać obóz. Guttor zamierzał wykorzystać go jako bazę wypadową do kontrolowania moczarów i w miarę możliwości wybicia przeciwników którzy niemal na pewno tu dotrą. Następnego ranka niewielka kawalkada ruszyła szybkim marszem w stronę Grzybiego jeziora. Wypoczęty Palpoo biegł radośnie przodem jak zwykle wytyczając drogę. Za nim maszerowała czwórka Gammorean zaś pochód zamykali uzbrojeni ludzie. Jeżeli tylko Ortogg się nie zasapie powinni zachować dobre tępo i szybko dotrzeć do celu.
jak coś to 3 na poruszanie 2 na ostrożność
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1619
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Mistrz Gry » 29 Mar 2018, o 15:01

UTRACONA INICJATYWA


Radość w obozie z pojawienia się Nurry była olbrzymia. I choć spotkanie to naznaczone było też smutkiem to ostatecznie nastroje wśród członków jej klanu można było określić jako optymistyczne i pełne nadziei; wojownicy otrząsnęli się z marazmu, na ich pyskach zagościł uśmiech a w ich oczach na nowo zagościł blask twardych i dziarskich wojowników. W świadomości wielu odnalezienie Nurry i powrót Gweeka był jednoznacznym znakiem, że oto kryzys się skończył i nastanie niebawem czas Wielkiego Rewanżu.
Nurra, choć fizycznie była bardzo słaba, zgrywała twardą bo tego oczekiwali od niej jej klanbracia. I choć publicznie uśmiechała i ignorowała własny ból to przy Gweeku - gdy byli sam na sam - pękała i ukazywała swe prawdziwe oblicze; przywódcy, który nie uchronił swego klanu i matki, która nie donosiła ciąży. Gweek nie tak wyobrażał sobie spotkanie ze swoją wybranką po takim okresie rozłąki i początkowo nie wiedział jak się ma zachować wobec niej. Czuł tylko, że musi otoczyć ją opieką i, że Nurra potrzebuje czasu by wyjść z kryzysu w którym się znalazła. Była cieniem tej matrony, którą poznał przy warsztacie płatnerza w Nielegalnym Mieście. Z drugiej strony on sam też nie był już tym samym Gweekiem. W pewnym sensie oboje byli tak samo ciężko doświadczeni przez los. To ich tylko zbliżało do siebie.
Kofburg tymczasowo wzięła na siebie ciężar zarządzania grupą; młoda samica bardzo szybko stanęła na nogi. Z dwudziestu jeden wymęczonych wojowników do natychmiastowego wymarszu gotowych było dziesięciu reszta potrzebowała odpoczynku a stan dwójki był na tyle ciężki, że nikt nie dawał im szansy przeżycia. Chcąc nie chcąc musieli zostać tam gdzie się znaleźli o ile nie chcieli rozbijać grupy na mniejsze oddziały. Gweek zdawał sobie sprawę z ryzyka jakim dla niego była taka decyzja. Podzielenie się - i ewentualne ponowne rozstanie się z Nurrą było dla niego trudną decyzją - a wiedział przecież, że ma umówione spotkanie z oddziałem Guttora i Palpoo. Miał czas do następnego ranka z podjęciem decyzji. Najdalej po południu on i tylu wojowników gotowych pójść za nim w bój, powinni stać nad Grzybim Jeziorem i czekać za Guttorem. Dzień zwłoki to i tak było dużo ale chyba nie miał za bardzo wyjścia i podejmowanie forsownego marszu jeszcze tego wieczora było powyżej sił znakomitej większości jego podwładnych.
Kofburg bardzo szybko rozwiązała też problem dwójki pojmanych matron. Przyboczna Nurry widziała młodszą z samic podczas ataku na Wulkan tym samym ujawniając, że wszystkie słowa sugerujące, że samice były niewolnicami klanu Obrogga i, że chciały pomóc Nurrze można było uznać za kłamstwo. Fakt ten całkowicie zniszczył linię obrony matron z klanu Obrogga; młodsza nawet próbowała się wyrwać i uciec ale szybko została sprowadzona na ziemię. Gweek mógł zrobić z nimi co chciał a wiedział, że lud domagał się krwawego rozrachunku.

Nikt - przynajmniej - oficjalnie nie zwracał uwagi na Mirax. Tylko Utto i obaj Thurgoiwe mieli świadomość kim jest ogoniaste stworzenie kręcące się w pobliżu obozu i tylko oni czujnie obserwowali każdy jej ruch. Oni i jaszczur "Ej", który cały czas wodził za nią wzrokiem.
Zupełnie nie rozumiała mowy gamorrean i rozmowy knurzego stada były dla niej tajemnicą. Jednocześnie doskonale wyczuwała ich emocje. Radość. Ulga. Smutek. Nadzieja. Te odczucia atakowały jej świadomość z każdej strony
Sama nie bardzo miała co z sobą zrobić więc starała się jak tylko mogła by przypadkiem nie dać się złapać i skupiała swoją wolę na śladzie w mocy, który w intrygujący sposób ją przywoływał.

***

Siedziała na gałęzi drzewa nieopodal obozu; doskonale słyszała chrumkające rozmowy knurzego stada oraz widziała blask ogniska jakie rozpalili. Klan nie miał ochoty siedzieć w ciemnościach pogrążając się w smutku i zamiast tego wolał ciepłą jasność i dzielenie się radością. Nie dziwiła im się bo jako lekarz doskonale wiedziała jak bardzo ważne jest pozytywne nastawienie podczas rekonwalescencji.
Siedziała skupiona i stopniowo odcinała się od świata zewnętrznego zagłębiając się w Moc. I dziwny ślad w nim.
- Kim jesteś? - Usłyszała w głowie odległe echo pytania. Głos który pytał należał do jakiejś kobiety.
Pomimo odległości Mirax miała wrażenie, że osoba, która jej szukała była całkiem blisko.

***

- Znowu to czuję - powiedziała Mai'fach podchodząc do Kittani. - Ta istota. Poszukuje mnie. Nie jest zła... Ale jest dziwna. Ciągle nie jestem pewna czy chcę nawiązać z nią kontakt.
Brunetka dziwiła się, że towarzyszka - i wydawać by się mogło - osoba niesamowicie ważna w strukturach rebelii - upatrzyła sobie własnie Kittani na to by się zwierzać. I to jeszcze w kwestiach mocy. I to jeszcze w takiej chwili. Na pewno wpływ na to miał fakt, że w ich małym rebelianckim obozie nie było wielu kobiet. Ale czy był to powód by zachowywać się tak jakby przed godziną nic się nie stało? W zasadzie w oka mgnieniu cały rebeliancki obóz się od nie odwrócił. Udawanie, że Mai' tego nie dostrzegała było co najmniej dziwne.
W zasadzie Kittani nie wiedziała co jej odpowiedzieć. Skupiała swoją uwagę na oddziale Besadii i na wydarzeniach jakie rozegrały się w momencie ich pojawienia się w obozie.

***

Pojawili się przed godziną i przyprowadzili ze sobą Erda oraz pozostałych rebeliantów, którzy ruszyli na Gamorrę pod opieką Kersta. Jego samego brakowało. Brakowało też Frogga i Bo. I tego młodego chłopaka imieniem Dek. Ich nieobecność była bolesna. I fakt, że ithoriański lekarz, dźwigający na plecach resztki astromecha R5A7, Xantee - kolega Deka po fachu oraz uśmiechnięta, choć cała brudna Careen przeżyli ni jak nie mógł wyrównać goryczy związanej z utratą towarzyszy.
Pewnym szokiem było też to, że nikt z ocalałych nie zareagował przyjaźnie na widok Kittani. Careen pobiegła do Mai'fach i rzuciła się jej w ramiona. Do Xantee i Erda podeszło kilku żołnierzy i przywitało się z nimi. Nawet q4 podleciał do zdezelowanego r5a7 i zaczął go zasypywać pytaniami na które astromech odpowiadał z wyjątkowym trudem.
Do Kittani podszedł za to jeden z ludzi besadii. On - jak i cała grupa - wyglądali na takich co to lubią przesiadywać po kantynach i dawać w mordę z byle powodu. Ich wygląd, ubiór, wyposażenie, styl mowy i zachowania jednoznacznie odróżniał ich od ludzi z lucrehulka.
- Cześć... Ty musisz być Kittani. Beji kazała mi cię słuchać. - Zaczął bez ogródek. - I oficjalnie tak będzie. Nie oficjalnie... możesz mnie pocałować w dupę. A teraz.... lazłem tutaj całą noc i ja i moi ludzie mają ochotę odpocząć, jasne? Dziękuję. Dobranoc.
***

Wspomnienie tej rozmowy ciągle wracało do Kittani. Było wyraźniejsze niż obecność Mai'fach.
- Hej coś się stało? Czym się łamiesz?

Wstał kolejny dzień. We wschodzącym świetle gwiazdy opoku gamorreańska dżungla budziła się z nocnego otępienia. Poranne mgły szybko znikały a w ich miejsce zaczął pojawiać się żar; na niebie nie było ani jednej chmury, więc zapowiadało się na wyjątkowo upalny dzień.
W zielonej gęstwinie, gdzie wciąż panowały resztki przyjemnego chłodu kryli, rebelianci. I choć byli rozbici na kilka różnych grup wszyscy budząc się tego ranka wpatrywali się w to samo pogodne niebo. Więzi przeznaczenia jakie ich połączyły zaplecione zostały w dziwną sieć.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Saine Kela » 1 Kwi 2018, o 12:05

Dotarli do obozu, ale niewiele jej to dawało. Nic nie rozumiała, co mówią, a miała obawy co do tego, by podejść i się zapytać. Nie wątpiła w to, że Gamorreanie będą chcieli ją pochwycić, albo nawet zabić, nawet nie mając do tego jakiegoś szczególnego powody, tylko tak po prostu. Z całym klanem walczyć nie zamierzała, ba, w ogóle wolałaby unikać jakiekolwiek walki. Dotarła, gdzie zamierzała, przynajmniej tak przypuszczała, ale co dalej? Była sama, bez Tori, którą miała tu przyprowadzić, jej misja choć się zakończyła, była niepełna. Musiała skupić się na sobie, ale póki co nie bardzo wiedziała, co robić.
Krążyła wokół obozu, jednocześnie starając się dowiedzieć czegoś więcej na temat obecności tajemniczego mocowładnego. W dodatku ten ktoś chyba był nieźle obeznany z użyciem Mocy. Na słowa, które usłyszała, nie wiedziała jak odpowiedzieć. Skupiła się wysyłając krótką wiadomość.
- Nie jestem wrogiem, staram się pomóc. Może uda nam się pomóc nawzajem? Znajdziesz mnie przy klanie Nurry.
To było ryzykowne zagranie, ale ta tajemnicza kobieta była pierwszą osobą mocowładną, z którą miała styczność od dawna. W dodatku wydawała się być kompetentna i posiadać odpowiednią wiedzę, może ona jej pomoże z problemami, z którymi się boryka? Mirax nie bardzo miała teraz jakikolwiek cel czy plan, musiała improwizować i zdać się na Moc. Co będzie dalej, to się zobaczy. Gdyby tylko jeszcze ktoś jej wytłumaczył, co tu się dzieje...
Chrumkanie tubylców nic jej nie dawało, a ona mogła jedynie krążyć i obserwować wszystko, co się dzieje i dopisując własną wersję zdarzeń. Gamorreanie nie wyglądali za dobrze, tak, jakby stoczyli jakąś ostrą bitwę. Czyżby klan był na wojnie? Widziała rannych, widziała chaos i zgiełk. Większość ją ignorowało, o dziwo, ale widziała, że kilku z knurów ją obserwowało. Mimo to nie była w stanie siedzieć bezczynnie, nawet jeżeli nikt uprzejmie jej niczego nie wyjaśnił. Ani ten cały Gweek, ani nikt inny. Wydawał się być dowódcą, ale kompletnie ją zignorował skupiając się na kobiecie. Przyszło jej nawet na myśl, że może to ona była Nurrą? Tego jednak potwierdzić nie mogła. Czekała cierpliwe, ale też i działała.
Starała się podchodzić do rannych i im pomóc. Miała odpowiednie zdolności, mogła wspomóc ich Mocą, przyspieszyć gojenie ran, a przede wszystkim jako lekarz miała swoje obowiązki. Nawet obecna sytuacja tego nie zmieniała. Oczywiście musiała uważać, żeby nie dać się złapać. To było irytujące. Zresztą, póki pewnych kwestii nie wyjaśnią, pewnie cały czas będzie musiała być z boku, obserwować i przysłuchiwać się. Do tego jeszcze pozostała jeszcze kwestia dwóch Gamorreańskich kobiet. Jak mogła je uchronić? Jak mogła pomóc pozostałym? Jak mogła pomóc samej sobie? Gdyby mogła raz jeszcze rozmówić się z Gweekiem i wyjaśnić pewne kwestie na spokojnie... póki co nie miała jednak takich możliwości. Mogła tylko krążyć, choć widziała gdzie wszedł, nie byłoby problemem dostać się do niego. Musiała to rozważyć, bo obecna niepewność była bardzo męcząca.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 588
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Gamorra] - Gambit Knurów

Postprzez Gweek » 2 Kwi 2018, o 01:08

Powrót do obozu nie był wyczynem samym w sobie imponującym, choć można by nazwać go Wielkim. Zapisze się on zapewne w ustnych przekazach historii klanu. O ile przetrwa wystarczająco długo, by młode pokolenie zdołało pojąć dziedzictwo swoich przodków.

Los, nastroje i sytuacja w obozowisku zmieniła się nie do poznania. Gamorreanie rozbudzili się na dobre, odtruwając powoli ciała z wpływu toksycznych zarodników. Wzmacniali wychudłe ciała nadzieją i drobną strawą. Za małą by utyć, za dużą by głodować. Nośność tej części ekosystemu była mocno ograniczona, tak samo jak mobilność całej grupy. Przynajmniej obozu od nowa nie trzeba było rozbijać.

Zmrok nadszedł szybciej, niż ktokolwiek by się spodziewał. Długo dyskutowano, jak by tu ukarać matronę-staruchę i jej młodą przyboczną. Propozycji było naprawdę dużo. Rozczłonkowanie, tortury, wyprucie flaków, obdarcie ze skóry, powieszenie, dekapitacja i wiele, naprawdę wiele innych. Wyobraźnia tej dość prymitywnej rasy mogła konkurować i to z sukcesami, nawet z największymi umysłami Galaktyki w dziedzinie bolesnego pozbawienia życia i długiej agonii. Nurra uparła się i mocno lobbowała przy swojej propozycji. Miała do tego prawo i do wielu innych decyzji też, które będą musiały zostać podjęte. Egzekucja miała odbyć się rano. Jak tylko słońce osiągnie odpowiednią wysokość na niebie. By wszyscy widzieli , jak kończą kłamcy, zdrajcy i wrogowie klanu.

Pozostała jeszcze jedna, nie rozwiązana kwestia. Małego, puchatego zwierzęcia. Celowo ignorowanego przez większość cierpiących mniej lub bardziej, męskich przedstawicieli rasy. Pozbycie się częściowo oswojonego jaszczura jak i kushibanki na mięso było zdecydowanie zbyt czaso- i siło- chłonne oraz wbrew wyraźnemu rozkazowi Gweeka i Nurry. Byli wręcz jednogłośni w tej kwestii. Mirax miała czekać na swoją kolej i się doczekała audiencji u samej Nurry.

Podleciał do niej pokiereszowany droid-zdalniak. Okrągła konstrukcja slalomem zmniejszyła odległość, zawisając w powietrzu mniej więcej dwa metry od niej i trzy w górę. Z dala od zasięgu siepacza z bronią. Piskliwy głosik drażniący uszy, tłumaczył kwicząco-pochrumiujące mamrotanie pod ryjem Gweeka.
- Ten, noo, chrumm-chrumm. Ej kutwa tego nie miałeś gadać! Wrr...
- Jego Szpetne Oko i Ucho nie zrobi Ci krzywdy, tak jak i reszta pobratymców w obozie. Daje słowo tak długo, póki zwinno-forma wiedźmy nie zrobi czegoś głupiego. Jego Grubotliwość jednak radzi uważać oraz zaprasza na obiecaną rozmowę.
- lewitujący tłumacz odpalił silniczek manewrowy za swym właścicielem, zachowując stosowną odległość. Nie trzeba było być geniuszem, by wyczuć lekką niechęć do korzystania z pośrednika w komunikacji.
Wszystko było przygotowane do przyjęcia małego gościa. Skromny posiłek z potrawki wzbogacony smażonym mięsiwem , dzban przegotowanej i wystudzonej wody oraz miejsce naprzeciw Nurry - matrony i głowy klanu tropicieli, myśliwych i wszelkiej maści wyrzutków, uciekinierów czy gamorrean nie godzących się na niesprawiedliwość, wyzysk czy panującą relację między mieszkańcami planety, a huttami.

Na początek poinformowano Mirę o stosunkach panujących między klanami, krótka przyczyna, przebieg i skutki. Przy okazji wspomniano o czynach piątki kobiet z wrogiego klanu oraz wynikłe z tego konsekwencje. Ten punkt spotkania nie mógł być poddany do jakichkolwiek negocjacji. Stanowić o tym miała uzbrojona grupa gamorrean zbitych ciasno za plecami matrony i jej wodza. Chłoneli oni słowa o przebiegłości tej małej istoty i czynach jakie potrafiła dokonać. Pokój między klanem, a nią tj. Mirax, miał kosztować życie dwóch istot.
Drugim podjętym tematem przez społeczność była sytuacja w obozowisku. Chorzy i nie zdolni do przemarszu zostaną na miejscu, nabierając siły, a reszta w sile 10 knurów plus czterech ( Otto, Gweek i dwaj Thurgowie) pójdzie rano w umówione miejsce, spotkać się z większością sił przy Grzybim Jeziorze. Wezmą ze sobą "gadającego w dwie strony kijaszka" - wskazując na działające lub nie, urządzenie zwane potocznie komunikatorem.
Kolej na Mirax nadeszła.
Image

gg 5214304
Awatar użytkownika
Gweek
Gracz
 
Posty: 230
Rejestracja: 13 Sty 2016, o 15:10
Miejscowość: Wrocław

PoprzedniaNastępna

Wróć do Przestrzeń Huttów