Content

Przestrzeń Huttów

[Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Image

[Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 23 Lis 2017, o 13:13

Nantel przybywa z Etros k20 Koszmar i przygoda z uchodźcami zakończyła się...

Image


Nantel, Nadia i Ka'aval nie spodziewali się problemów przybywając na Ylesię. A przynajmniej nie większych niż te w których byli do tej pory. Ucieczka z Taris. Awaryjny statek, koszmary z Etros (które ciągle wracały do Nantela w snach), porwanie przez niedoszłych najemników i ostatecznie patowa sytuacja, która zmusiła ich do lotu na tą planetę. Nie, Nantel i jego towarzyszki nie spodziewali się problemów. Co wcale nie oznacza, że byli optymistycznie nastawieni do całego przedsięwzięcia. Co to, to nie. Wiedzieli, że coś się stanie. Po prostu tak musiało się stać. Zdziwili by się gdyby wszystko poszło gładko.

***

- Niezidentyfikowana jednostka... Podajcie kody i nazwę.
Ka'aval zaklęła. Wiedziała, że musi przejść przez odprawę, ale i tak zaklęła.
- Kontrola. Podaję numer: EBX-3487299. Nazwa "Shooting Star".
- Jasne... Zrozumiałem. - Nastała chwila nerwowej ciszy po której na nowo usłyszeli głos kontrolera. - Schodzicie do lądowiska 12 w pobliżu osady Tharien. Wysyłam namiar na radiolatarnie. Macie przelecieć nad miastem na niskiej prędkości i wykonać obejście wokół wieży kontroli. Zrozumiano?
- Tak jest. Zejść na lądowisko 12 i wykonać dwa kręgi wokół wieży. - Powiedziała Ka'aval siląc się na swobodny ton wypowiedzi.
- Dokładnie. Bez odbioru.
- Cholera. Kontrole w przestrzeni Huttów zawsze stresowały mnie bardziej... Imperium nie jest takie złe... Przynajmniej w porównaniu z tym co mogą Ci zrobić Huttowie...
- Och... Wszystko będzie dobrze powiedziała Nadia. - Ten Pan miał całkiem miły głos...
- Proszę Cię...

***

Frachtowiec przysiadł na płycie okrągłe lądowiska ulokowanego za miastem w pobliżu granicy z lasem. Tak jak chciała tego kontrola lotów. Pogoda była ładna i po bezchmurnym niebie przesuwało się leniwie ognista kula gwiazdy układu. Nadia widząc całkiem przyjemnie wyglądającą planetę nabrała dobrego humoru i nawet cicho sobie nuciła czym wprawiała w lekką irytację całą resztę.
Miasto, nad którym wykonali przelot zbliżając się do lądowiska, wydawało się być ładnym i czystym. Nad złotymi kopułami dachów powiewały biało niebieskie chorągwie a w niebo co chwila podrywały się do lotu stada barwnych ptaków. Uporządkowane ulice, schludne domy i drzewa zdobiące skrzyżowania harmonicznie uzupełniały całość. Tharien zrobiło na uchodźcach duże wrażenie. Było ono tym większe, że ostatnie miejsca jakie odwiedzali były raczej urbanistycznymi molochami złożonymi ze stali, durabetonu i całkowitego braku uroku.
Nie było jakichś szczególnie rzewnych pożegnań. Anton w ogóle się nie odzywał do nich i był obrażony na cały świat. Potis mrukną tylko "dziękuję" i tyle go było widać. Najdłużej żegnała się z nimi Lori. Z dziewczynami podała sobie ręce a Nantela mocno przytuliła i pocałowała w policzek; odeszła potem szybkim krokiem ukrywając szybko rosnące pąsy na twarzy.
Trójka przyszłych najemników zeszła po trapie statku i ruszyła w stronę miasta na spotkanie swego przeznaczenia i lepszego życia. Nantel, Nadia i Ka'aval obserwowali ich do momentu zniknięcia za rogiem pierwszego budynku.
- No... To zostaliśmy sami... I widzisz Ka'aval? Nic się nie stało. - Powiedziała z uśmiechem Nadia. - Możemy stąd lecieć.
- "Shooting Starr" - odezwał nagle głos kontrolera. Ka'aval spojrzała się na Nadię i gdyby spojrzenie mogło zabijać w kokpicie było by o jednego załoganta mniej. - Mamy z Wami problem.
- Tak? - Twilekanka starała się zabrzmieć spokojnie. Słabo jej to wyszło - A.. Coś się stało?
- Według rejestrów byliście ostatnio na Taris. Wyłączcie silniki i opuście pokład statku.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 23 Lis 2017, o 22:26

- Gazu! - krzyknął Nantel - W las! Nie ma co liczyć, że uda nam się odlecieć. Huttowie to nie Imperium.
Nie czekając ani chwili dłużej wpadł do swojej kajuty. Zabrał swój plecak z rzeczami znalezionymi na Taris, karabin, a przebiegając przez statek chwycił jeszcze trochę jedzenia z mesy. Dziewczyny dobrze zrozumiały, co się święci. Nawet Nadia pozbyła się nadziei na dobre intencje lokalnej kontroli lotów.
Wybiegły po rampie zaraz za Nantelem. Ten właśnie spojrzał w stronę reszty lądowisk, którymi już maszerował w ich stronę oddział ochrony. Nantel i reszta nie byli zarażeni, ale miał świadomość, że dla huttów są nikim i ci nie będą mieli oporów, by po prostu pozbyć się niewygodnych przybyszów. Kiedy strażnicy ich dostrzegli, zaczęli biec. Nantel i reszta rzucili się biegiem w stronę lasu. Mechanik prowadził. W całkiem obcym dla siebie środowisku jakimś sposobem wyczuwał kierunek i drogę, po której mieli się poruszać. Zatrzymali się dopiero po dobrych kilkunastu standardowych minutach. Szaleńczy bieg pozwolił im zgubić strażników i teraz padli na zielone podłoże w jednym z okolicznych parowów, w którym się schronili. Nad sobą mieli wystające i poskręcane korzenie drzew. Wokół poza ich oddechami rozlegały się jedynie odgłosy lasu.
- I co teraz? - spytała Nadia - Tu chyba jesteśmy bezpieczni, ale co potem?
- Proponuję poczekać do rana i podejść znowu do miasta - sapnął Nantel - Rozejrzymy się po okolicy i w nocy może uda się podejść pod lądowiska. I tak, nie wiem, gdzie jesteśmy, ale jakoś znajdziemy drogę. Miasto było duże, a my biegliśmy w miarę prosto, przed siebie.
Image

0000
+
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 160
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 29 Lis 2017, o 12:32

Nantel, Nadia i Ka'aval siedzieli ukryci wśród drzew i obserwowali jak do ich statku powoli zbliżał się patrol ludzi ubranych w lekkie półpancerze i białe tuniki z błękitnymi obszyciami. Część oddziału uzbrojona była w lekkie karabiny blasterowe druga część piki energetyczne (takim jak na Nar Shadda poganiano bestie na arenach). Wyglądali niczym gwardia osobista jakiegoś feudalnego władcy w jakiejś wyimaginowanej holobaśniowej krainie. Nie mniej patrol był jak najbardziej realny, a jego wygląd i zachowanie wskazywały na raczej wysoki poziom wyszkolenia i dofinansowania. Skojarzenie z gwardią potęgował fakt, że na czele patrolu szedł ktoś kto wyglądał jak władca jakiejś feudalnej krainy z holobaśni.
Dziobaty Ishi-tib w powłóczystych szatach z szerokimi rękawami i kapturem naciągniętym na głowę szedł krokiem spokojnym i rozglądał się władczo wokół. Ciągnący się po chodniku skraj szaty sprawiał, że postać zdawała się sunąć po nim tak jakby Ishi-tib nie miał nóg. Już sama szata sprawiała, że jej właściciel wydawał się być kimś ważnym, jednak widocznie tego było za mało, więc pierś ważniaka zdobił złoty łańcuch z jakimś niemniej złotym symbolem zawieszonym na nim. Z daleka nie udało się nic więcej ustalić.
Patrol otoczył statek po czym kilku gwardzistów razem z ishitibiańskim ważniakiem weszli na po trapie na jego pokład. Na efekty długo nie trzeba było czekać.
Ishi-tib wyszedł ze statku i od razu skierował się w stronę miasta. Za nim podążyła spiesznym krokiem trzecia część oddziału. Ci co zostali otoczyli statek pierścieniem ustawiając się do niego plecami.

- Wybornie kurwa - mruknęła Ka'aval. - Co teraz, ciule?
Nantel nie odpowiedział. Zamiast tego spojrzał się na miejsce gdzie jeszcze przed chwilą była Nadia; nie dostrzegł jej tam. Zamiast tego zobaczył jak oddala się od nich w głąb lasu.
- A tej co się stało, kurwa jasna? Czy Wam promieniowanie mózgów nie popaliło, co? - Twi'lekanka była więcej niż wkurzona na obecną sytuację.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 30 Lis 2017, o 21:33

- Spokojnie Ka'aval, wszyscy mamy już dość i jesteśmy zmęczeni.
Próbował ją uspokoić, ale czuł, że jest to raczej zadanie z góry skazane na porażkę. Tak jak reszta, była już zmęczona tym wszystkim, a to potęgowało zdenerwowanie. Nantel nie kontynuował dalszej trudnej rozmowy z panią pilot, tylko poszedł za Nadią. Ta w końcu zatrzymała się pośrodku lasu, całkiem jeszcze niedaleko lądowiska, i wpatrywała się w drzewa i krzaki wokół. Kręciła wokół głową, wyraźnie czegoś nasłuchując i szukając.
- Słyszysz? Ten... las. On jakby mówi, drzewa szeptają między sobą. Dziwne... Mam wrażenie, jakby chciały nam coś powiedzieć, ostrzec nas przed czymś.
Nantel słuchał wypowiedzi dziewczyny i jeszcze jakiś czas temu uznałby to za wariactwo. Jednak po tym, co przrżył w ostatnich dniach, nie było o tym mowy. Wierzył niej i stojąc obok niej, złapał ją za rękę i też zaczął nasłuchiwać. I coś usłyszał. Nie to samo, co Nadia, ale miał wrażenie, że coś w tym wszystkim było. Dla Nantela brzmiało to jak dziwne podrygi wiatru, ale czuł w nich jakiś niepokój.
- Czy wy, kurwa, zam...
Ka'aval podeszła do nich, najwyraźniej zamierzając ich zbesztać, ale nie udało się jej dokończyć. W tym właśnie momencie z głębi lasu rozległ się przeraźliwy, niesamowicie głośny gwizd, a sekundę później zostali uderzeni potężnym podmuchem wiatru. Nantel miał nadzieję, że to wiatr. Nie zdążył się nad tym zastanowić, bo uderzony wielką siłą poleciał rZem z dziewczynami w tył, na drzewa. Stracił przytomność. Kiedy się ocknął, cała ich trójka leżała wśród drzew, a nad nimi stali strażnicy, którzy podbiegli od statku.
- No żesz... - wyjęczał Nantel.
Image

0000
+
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 160
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 4 Gru 2017, o 10:18

Gdy się ocknął szum wiatru i gwizd nie ustał. Ba, spotęgował się nawet a do jego akompaniamentu słychać teraz było okrzyki strażników i trzask łamanych gałęzi.
- Odciągnijcie go! Ostrożnie!
- Dawać tutaj te piki!
- Posterunek! Przy 12 lądowisku mamy młodego reeka. Rozszalały jest.
- Grey jest ranny! Trzeba go zabrać stąd!
Wtedy Nantel usłyszał serię dziwnych dźwięków jakie mógł wydać tylko jakiś duży zwierz. I to był ten jego dziwny świst. Nantel musiał go usłyszeć na chwilę przed tym gdy rogata bestia wypadła na nich szarżując z lasu. Dziwne, że nie usłyszał dudnienia ziemi pod kołkowatymi nogami stwora! Wszystko musiało się wydarzyć tak szybko, że nawet nie poczuł zderzenia z rogatą głową zwierza. Nie poczuł też tego, że przez chwilę jego ciało znajdowało się pomiędzy pniem drzewa a łuskowatym cielskiem bestii. Trzasku przypominającego łamanie gałęzi też nie poczuł.
Uniósł głowę by rozejrzeć się trochę lepiej w sytuacji. Najbliżej niego stało trzech strażników. Stali do niego tyłem a piki energetyczne mieli skierowane w stronę rozszalałej bestii. Ochraniali go! Przy Nantelu klęczał Ishi-Tib, który oglądał jego lewą rękę. Spojrzał na nią. I zamarł.
Była dziwnie wygięta i pokrwawiona; kości przedramienia przebiły skórę. Nie czuł bólu. Adrenalina ciągle przetaczała się w ogromnych ilościach przez jego ciało.
- Proszę leżeć spokojnie. Wydaje mi się, że nie ma wielkiej tragedii. Zaraz odprowadzimy Pana do skrzydła medycznego. - Słowa w basicu, wypowiadane z dziobatego aparatu mowy, brzmiały dziwnie skrzekliwie.
- Proszę, powiedzieć kto tutaj z Panem jeszcze był? Znaleźliśmy tylko twilekanke.
Nantel chciał odpowiedzieć. Jedyne co mógł to trwać w szoku i toczyć wokoł półprzytomnym spojrzeniem. Chciał odpowiedzieć, by strażnicy poszukali jeszcze Nadię, ale nie mógł!
- Zabieramy go! - Zarządził ishi-tib. - I uwalcie tą bestię.
Jak przez mgłę widział, że zostaje podnoszony z ziemi przez strażników. Widział, też jak to samo dzieje się z Ka'aval; choć ta odganiała się od pomocnych rąk strażników i rzucała na nich przekleństwami.
- Sama se, kurwa, dam radę.
Czuł też wirowanie mocy. Czuł Nadię. To ona kierowała Reekiem. Tylko, że Nadią kierowało coś innego. Istota z Etros.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 4 Gru 2017, o 21:12

Kiedy otworzył oczy, znajdował się w jasnej, czystej sali medycznej. Wokół kręciły się droidy medyczne, a dwójka lekarzy obserwowała pojawiające się na migających ekranach wyniki pacjentów. Zauważył, że nie był jedynym leczonym na sali, ale tylko on miał obstawę dwóch strażników, którzy pilnowali jego łóżka.
- Ach obudził się pan! Zaraz zawołam kogo trzeba.
Ithoriański lekarz odwrócił od ekranu w jego stronę. Podszedł, zbadał jego rękę, po czym wyszedł, znikając gdzieś za rogiem. Dopiero teraz do Nantela dotarła sytuacja, w jakiej się znalazł i lekkie, tępe odczucie bólu w lewej ręce. Umieszczona teraz w półprzezroczystym polimerze była juz nastawiona i zszyta, jednak doskonale widział gojącą się ranę po operacji. Przez głowę przeszła mu myśl, że albo jest wyjątkowo pechowym awanturnikiem, albo oni musza naprawdę krótko żyć przez taki styl życia. Najpierw noga na Taris, teraz ręka. Miał naprawdę wielkie szczęście, że nadal był w pełni sprawny.
Te myśli jednak szybko zniknęły. Gdy minęło pierwsze odczucia otępienia po przebudzeniu, przypomniał sobie całe to zdarzenie. Potężna siła stworzenia, która niemal zmiażdżyła go wpół. On i dziewczyny odrzucone do tyły jego wściekłą szarżą... Nadia! Nantel dopiero teraz zauważył, że przechodzi przez niego to nienaturalne, dziwne uczucie. Wiedział, ze dziewczyna gdzieś tam jest, czuł ją wtedy w lesie. Czuł tą istotę, która przejęła nad nią kontrolę. Jednak jakimś dziwnym sposobem wiedział, że Nadia nadal tam była. Wyczuwał ją jakoś, gdziekolwiek teraz była i wiedział, że jest być może w podobnym stanie, jak on na Etros, kiedy ta istota próbowała go zaatakować. Z jakiegoś powodu wiedział, ze tylko dzięki Nadii ta bestia go nie zabiła. Nadia musiała stawiać się tej istocie. Nie wiedział jednak, czy będzie w stanie sama sobie z tym poradzić, tak jak on. On spotkał się już z taką walką we własnym umyśle dwa razy, poza Etros także na Taris. Czuł, że ponownie musi jej pomóc.
Dalsze rozważania przerwało mu jednak przybycie lekarza w towarzystwie hutta. Nantel ostatni raz widział przedstawiciela tej rasy na Taris, jedynie przelotnie na ulicy.
Image

0000
+
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 160
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 8 Gru 2017, o 11:32

Hutt wsunął się do pomieszczenia z charakterystycznym odgłosem sunięcia. Ustawił się w rogu pomieszczenia pozwalając ithoriańskiemu medykowi przeprowadzić swoje oględziny w spokoju. Powolne ruchy młotogłowego i jego skrupulatność skutkowały tym, że całość zajęła mu niemalże kwadrans, przez który to hutt czekał cierpliwie wbijając w Nantela swoje świdrujące spojrzenie małych pomarańczowych oczu.
Hutt nie był spasiony ani nie był też specjalnie duży; choć Nantel nie miał zbyt rozległej wiedzy o tej rasie od razu uznał, że ten konkretny przedstawiciel musiał być po prostu młody. Miał jasne - niemalże białe - podbrzusze, które na grzbiecie przechodziło w głębokie odcienie szarości. Nie miał na sobie też żadnych brzydkich znamion, narośli czy innych niedoskonałości skóry. Na swój sposób był ładny. Przynajmniej na tyle na ile ładny może być hutt.
I uśmiechał się. Z każdą chwilą lekarskiego badania uśmiechał się coraz szerzej. W końcu, gdy ithorianin wyszedł z pomieszczenia, zaśmiał się głośno.
- Ho, ho, ho Drogi Panie Greyu. Cóż to się tam stało na tym lądowisku? Dlaczego postanowiliście w lasy iść? Czyżbyście zapomnieli, że my tutaj trochę zwierza dzikiego w okolicy mamy, ha? - Hutt przysunął się bliżej łóżka Nantela cały czas świdrując go swoim spojrzeniem.
- No ja wiem, cechuje Pana wysoka fantazja i efektywność w wykonywaniu zleconych Panu prac, ale nie sądziłem, że na co dzień też jest Pan takim ryzykantem. - W tym momencie z twarzy hutta zniknął przyjazny uśmiech a w jego miejsce pojawiła się troska a w oczach zaszklił się smutek. - Z ręką mam nadzieję, wszystko w porządku? Mamy tutaj najlepszych medyków i najlepszy sprzęt w całej Przestrzeni więc jestem pewien, że to co się tutaj Panu wydarzyło to tylko jakaś tam niewielka niedogodność, którą wyrównamy stosowną sumą przy rozliczaniu się z kontraktu. A... Gdzież moje maniery. Jestem Betto Besadi i w imieniu moim i mojego brata Beji witamy na Ylesii.
Hutt zawiesił w tym momencie głos wyraźnie licząc na stosowną reakcję ze strony domniemanego Grey'a.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 11 Gru 2017, o 21:12

Nantel patrzył na hutta i z lekkim niedowierzaniem słuchał jego słów. Po chwili jednak, gdy przyjazny ton przerośniętego ślimaka, który przedstawił się jako Betto Besadi, nie zniknął, mechanik uwierzył, że ta przemowa była szczera. Przynajmniej jak na hutta. Chociaż tyle o nich wiedział. Ten konkretny najwyraźniej pomylił go z jakimś swoim znajomym, z którym robił interesy. Wątpliwe było, że zrobił to na podstawie wyglądu Nantela. Ludzi w galaktyce było zbyt dużo, by rtzykować przypadek spotkania kogoś podobnego. Poza tym, komitet powitalny przy statku wskazywał, że już wcześniej wzięli go za tego Grey'a. Wniosek nasówał się jeden: statek, którym przylecieli, musiał do niego należeć i huttowie dobrze o tym wiedzieli. Będzie musiał wkrótce zapytać Ka'aval, skąd ona wzięła do cholery Shooting Stara...
- Witam, panie Betto. Z ręką wszystko w porządku. Macie tu rzeczywiście bardzo dobry sprzęt i personel.
Nie miał za bardzo pojęcia, kim jest ten cały Grey, ale huttowie go lubili. Musieli robić z nim jakieś interesy. Nantel tylko domyślał się, jakiego typu przedsięwzięcia mogły to być. W każdym razie musiał spróbować. Dla Nadii. Wiedział, że musi jej pomóc, że trzeba uwilnić ją od tej dziwnej istoty, która ją kontroluje. A żeby to zrobić, on sam będzie potrzebował pomocy. Pomocy, której w okolicy mogli udzielić tylko huttowie. Musiał zaryzykować. Dla niej, dla Nadii.
- Wie pan, moje zniknięcie z terenu lądowiska nie było bezpodstawne. Po tym, co ja i moi towarzysze widzieliśmy i przeżyliśmy z rąk Imperium... Próbowano poddać statki z Taris kwarantannie, a chyba wie pan, jak do tego zabiera się Imperium. Udało nam się ich przechytrzyć, ale nadal w tej sprawie pozostawaliśmy czujni. I kiedy wasza kontrola lotów zaczęła w tym tonie, uznałem, że lepiej z bezpiecznej odległości ocenić sytuację. Pech chviał, że trafiliśmy na zwierza.
Odetchnął na chwilę. Wciąż czuł skutki oszołomienia i lekarstw przeciwbólowych, a do tego, co teraz chciał powiedzieć, musiał się specjalnie skupić. Wiedział, że cała ta sytuacja będzie niezwykle trudną grą.
- Co z moimi towarzyszami? Pamiętam jak przez mgłę, że odciągaliście twi'lekankę, ale jest ze mną jeszcze jedna dziewczyna. Nie pamiętam, co się z nią stało w tym całym zamieszaniu, a jest bardzo ważną osobą, która nie przyleciała tu ze mną przez przypadek. Jeśli jej nie znaleźliście, muszę ją bezwzględnie i priorytetowo odszukać. Dla jej bezpieczeństwa.
Image

0000
+
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 160
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Mistrz Gry » 13 Gru 2017, o 10:45

- Hmmmm... Hmmmm... Twilekanka. - Betto zamyślił się i potarł twarz tak jakby wspominał solidny policzek. - Ta dziewczyna ma solidny temperament. I silną rękę. Ha, ha, ha. Ma spory temperament, taaaak. Zaiste. Nic się nie martw, nic się jej nie stało. Dostała swój apartament i czeka na Ciebie. Myślę, że nie długo się spotkamy. Niestety nie wiem nic więcej o tej drugiej osobie, o której mówisz. Nikogo nie znaleźliśmy ani na statku ani w lesie.
- Wiemy, że przywieźliście tutaj trójkę najemników... - powiedział Betto po chwili milczenia, w trakcie której mierzył Nantela badawczym spojrzeniem... - i wiemy od nich, że faktycznie oprócz Ciebie i tej pyskatej Ka'aval była jeszcze jedna osoba imieniem Nadia, to prawda? I rozumiem, też że imię Nantel to tylko przykrywka. Myślę, że tak. To by mi nawet pasowało do słynnego Greya.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ylesia] - Na Umrzyka Skrzyni

Postprzez Nantel Grimisdal » 14 Gru 2017, o 17:28

- Tak, to prawda. Myślę, że należą się panu, panie Betto, pewne wyjaśnienia, skoro będę potrzebował pańskiej współpracy. Jakbyśmy zostali na chwilę we dwóch...
Nim Nantel skończył, hutt tylko machnął jedną ze swoich ślimaczych rąk, dając znać doktorowi i droidom by zostawili ich samych. W sali oprócz Nantela i hutta nie było po chwili nikogo. Jeszcze w momencie, jak tamci wychodzili, mechanik wstał z łóżka i podszedł do swoich rzeczy, ułożonych schludnie w jednym miejscu. Musiał przyznać, że wszystko, oczywiście oprócz broni, było na swoim miejscu. Ludzie Besadiego znali się na swojej robocie. Jedną ręką otworzył plecak i pogrzebał w nim trochę, niezgrabnymi ruchami próbując coś znaleźć. W chwili, gdy drzwi zamknęły się za doktorem, Nantel znalazł to, czego szukał i zaciskając na razie mały przedmiot w pięści, odwrócił się do hutta.
- Będę z panem szczery, panie Besadi. Nie mam też za bardzo wyjścia, potrzebując szybkiego wsparcia z pana strony. Przez tą rękę i tak jestem trochę uziemiony. Ale po kolei...
Nantel przysiadł na łóżku i wciąż zaciskając przedmiot w pięści odwrócił się w stronę hutta, próbując jednocześnie odczytać coś z jego twarzy. Niezbyt wiedział, jak to zrobić, nie znał się na przedstawicielach tej rasy, ale przynajmniej jego ruchy i mimikę spróbuje do czegoś odnieść. Po czym zaczął mówić historię, którą miał nadzieję go do siebie przekonać.
- Zacznę od początku, aby miał pan pełen obraz sytuacji. Jakieś kilka tygodni temu zauważyłem, że ktoś wpierdziela mi się do interesu. Początkowo wyglądało to niegroźnie, ale jeden z moich, hmm stałych klientów, zginął w niewyjaśnionych okolicznościach, dwóch innych nie dawało nagle nikomu zleceń. Jasne było, że to coś grubszego. Na dodatek wszyscy moi informatorzy dowiedzieli się jedynie tego, jak nazywa się jeden z pośredników, nic więcej. Stwierdziłem, że trzeba wziąć się za to osobiście. Ten pośrednik, Trohit Dussel, prowadził warsztat na dolnych poziomach Taris. I tak zaczęła się moja rola Nantela, pomocnika mechanika. Trzeba było działać ostrożnie, sam pan rozumie, bez właściwie żadnych informacji musiałem jakoś tego gościa podejść. I pech chciał, że przez tą przeklętą zarazę szlag trafił mój delikatny plan. Nie zdążyłem nawet wypytać Dussela zanim rozszarpały go te bestie. Jednak w jego rzeczach znalazłem to.
W tym momencie Nantel otworzył dłoń i wyciągnął ją w stronę hutta, ukazując na niej wyjęte z plecaka insygnia republikańskiego oficera - baretki republiki zabrane ze skrytki szefa jego warsztatu z Taris.
- Panie Besadi, jest pan osobą obeznaną, więc na pewno wie pan, co znaczą te symbole i kim mogła być osoba, która je posiadała. Republikańskich oficerów Imperium tępiło gorzej niż gryzonie. Tym bardziej, że coraz więcej o tych tak zwanych rebeliantach słyszy się ostatnio. I teraz w tej historii pojawiają się dziewczyny. Kiedy już miałem zamiar zmyć się z Taris, wpadły do warsztatu ścigane i przez Imperialnych i przez bestie. Wzięły mnie za pomocnika tego Dussela. Pomyślałem, że skoro znały go i do niego biegły, mogą coś o nim wiedzieć. Zabrałem się z nimi, prowadząc ich wprost na mój statek. Widać nie wyszedłem z roli, bo nadal myślą, że ukradły ten statek przypadkowo. I tak zostałem w roli Nantela czekając na okazję, aż doprowadzą mnie do tych rebeliantów. Przynajmniej twierdzą, że wiedzą, jak do nich trafić. Teraz gdy Nadia zaginęła, twi'lekanka na pewno nie będzie chciała się stad ruszyć. Chyba są ze sobą zżyte. A ja muszę dalej udawać, żeby całą sprawę zakończyć. Nie mogłem nawet pozbyć się w normalby sposób tych najemników, gdy uparły się wziąć ich na pokład. Na domiar złego Nadia cierpi na jakąś chorobę i trzeba ją szybko znaleźć. Już na Etros zaczynała momentami tracić świadomość.
Nantel skończył i czekał na reakcję hutta. Postanowił zagrać w niebezpieczną grę w udawanie Greya, bo tylko dzięki temu mógł zdołać odnaleźć Nadię i jej pomóc. Musiał zaryzykować.
Image

0000
+
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 160
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin


Wróć do Przestrzeń Huttów