Content

Zewnętrzne Rubieże

[Geonosis] - Z popiołów

Image

[Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Mistrz Gry » 24 Wrz 2020, o 09:40

Nantel i Daesh przybywają z Lucrehulka

Świt wstawał powoli. Daesh, razem z Mai'fach, wpatrywały się w ognistą kulę gwiazdy układu, która powoli wspinała się nad krawędź horyzontu. Przed sobą mieli rozległe równiny z których w niebo wznosiły się długie welony czerwonawego pyłu. Nigdzie, jak okiem sięgnąć, w tej bezkresnej przestrzeni, nie widać było śladów życia. Martwe jałowe pustkowie. Oprócz skał i pyłu nie było w nim nic interesującego. Na pozór.
Bo przecież byli tutaj już od tygodnia i Daesh zdążyła nauczyć się, że wśród tej skalistej pustyni poukrywane jest pełno wykrotów i wąwozów, tajemniczych dziur i bezdennych studni, których nie widać na pierwszy rzut oka, a które skrywają w sobie życie właśnie.
Przedstawiciele flory byli nieliczni, jednak wyjątkowo dobrze przystosowani do warunków jakie oferowała planeta. Geonosis nie było dla nich łaskawe to jednak nie przeszkadzało Życiu. Ono zawsze dawało sobie radę. Fauna była za to bardziej rozwinięta i zdecydowanie bardziej groźna. Jak zdążyła zaobserwować Daesh łańcuch mięsożerców w tym ekosystemie był zdecydowanie dłuższy niż na innych planetach; geonosianie wcale nie stali na szczycie tego łańcucha.
- Ładnie tutaj, co? - Powiedziała Mai'fach. Daesh z dumą zwróciła uwagę, że jej nauczycielka była bardziej zziajana niż ona sama. A dotarła na szczyt wzgórza pierwsza. - Podoba mi się tutaj bardziej niż na Tatooine. Mają o jedno słońce mniej. Masz teraz chwilę. Odpocznij. Ja przygotuję dla Was następny zestaw ćwiczeń.
Mówiąc to Mai'fach sięgnęła do niewielkiej torby gdzie Daesh dostrzegła dwa treningowe miecze. Kobieta zaczęła sprawdzać urządzenia mrucząc coś do siebie, że "te klamoty nie zawsze działają jak trzeba".
W końcu na szczyt wzgórza wbiegł Nantel. Był zdyszany i zmęczony. Jego trening w Mocy dawał mu się bardziej we znaki niż Daesh.
No gołąbki. Posty wolne dla Was. ograjcie sobie scene dialogami i walką ćwiczebną. Nantel opisz co się dzieje z Twoją postacią pod kątem moczenia się. Ostatnio było z tym gorzej. Teraz odbudowujesz siły ale... Masz dodatkowe PW.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Daesha'Rha » 25 Wrz 2020, o 08:46

Daehsa'Rha, mając chwilę na odpoczynek, zaczęła się rozciągać, żeby rozluźnić spięte biegiem mięśnie i nie pozwolić im ostygnąć. Rzeczywiście była mniej zdyszana, niż jej nauczycielka, ale na pewno tak samo spocona. Na pokładzie Lucrehulka zdążyła odwyknąć od ciepła słońca i naturalnego, niefiltrowanego powietrza.
Nantel przybiegł chwilę po nich, mocno zziajany. Podszedł do krawędzi wzniesienia i stanął obok Daesh, opierając ręce na kolanach i dysząc ciężko. Twi'lekanka mogłaby dopomóc jego zmęczonemu ciału odzyskać nieco sił, nawet chciała to zrobić, bo lubiła ćwiczyć delikatne manipulacje Mocą, ale wiedziała, że Grimisdal sam potrafił to zrobić. A Mai'fach wyznaczyła mu to ostatnio za jedno z zadań.
Daesha'Rha poczekała zatem, aż mężczyzna odzyska oddech. Po chwili Nantel wyprostował się, odetchnął i splunął wydzieliną z oskrzeli. Zapylone powietrze Geonosis też dawało mu się we znaki. Daesh współczuła biednemu Toblerowi - skóra pewnie schła mu na wiór przy tak małej wilgotności.
- Kolejny wspaniały dzień w raju, prawda? - zagadnęła Nantela - Przynajmniej przejdziemy już do sparingów. Wolę je bardziej od tego biegania.
Jak zwykle trochę starała się go zagadać. Cały czas miała wrażenie, że jeśli pozwoliło mu się zbyt długo rozmyślać w samotności, wracał myślami do Nadii.
- Mai'fach ma rację - mówiła dalej - Rzeczywiście bardzo tu ładnie. Co prawda przydałoby się trochę więcej zieleni, ale ta planeta ma swój urok. Widziałeś, co było w tej rozpadlinie, nad którą skakaliśmy? Takie jakby brązowe kłącza. Pewnie chowały się tam przed wiatrem. Ostatnio widziałam też coś podobnego do falumpaseta. Pewnie tutejsze bydło. Ciekawe, czy są takie oswojone.
Mai'fach, trochę oddalona od krawędzi, na której stali, nadal grzebała przy jednym z treningowych mieczy.
- Tak przy okazji - kontynuowała Twi'lekanka - Jesteś zadowolony z ambulatorium na swoim statku? Przykro mi, że nie mogłam pomóc więcej, ale Mai'fach ciągle coś mi wymyślała i brakowało mi czasu.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 191
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Nantel Grimisdal » 27 Wrz 2020, o 23:31

Dotarli do geonosis. Na szczęście bez większych kłopotów i przygód, nie wspominając już o poważnych awariach. Jego ludzie spisali się znakomicie. Widział, jak dużo dobrego wniosła w nich odbudowa tego statku. Coś, co wielu spisało na złom, znowu działało. Niektórzy widzieli w tym odbicie swoich losów, a to odrodzenie dawało im nadzieję. Inni nabierali życia, gdy okazywało się, że są przydatni i ich praca przyniosła efekt. Jeszcze inni po prostu szukali swojego nowego miejsca w Galaktyce i znaleźli je tutaj - wśród bandy mechaników, żołnierzy i zwykłych istot, którzy teraz byli ich nową dziwną rodziną. Horyzont Zdarzeń był dla nich wszystkich czymś więcej niż tylko odbudowanym statkiem. Nantel osiągnął to, co postanowił sobie wtedy na mostku, żegnając się z Nadią. Odrodził ten statek, co miało być jego nowym celem. I siebie też, choć tylko częściowo.
Gdy okręt opadał powoli na dno szybu na powierzchni planety, do jednej z ostatnich placówek geonosian i ukrytej tu stoczni, Nantel poczuł, jak bardzo jest zmęczony. I nie chodziło tylko o jego fizyczne rany, które nadwyrężył podczas intensywnej pracy. Zagoiły się dzięki Mai'fach, ale organizm potrzebował czasu na regenerację, a ten Nantel poświęcał na Horyzont Zdarzeń. Czuł jednocześnie, ze jednak nie o to chodzi. Odzyskał kontakt z Mocą, spełniał swój nowy cel, dawał ludziom nadzieję, ale jednak... czuł się samotny. Więzi tak silnej, jaką miał z Nadią, jak dotąd nic nie potrafiło zastąpić i czuł obok siebie pustkę. Po prostu jakby brakowało połowy hologramu. Ta myśl męczyła go dalej, gdy ustalał harmonogram prac z robalami i zapoznawał się z ich stocznią. W końcu, nie znajdując odpowiedzi na ten problem i uczucie pustki, zwrócił się z radą do Mai'fach, która przybyła tu razem z nimi i Daeshą.
- Nie jestem specjalistką w tych sprawach, pytasz o rzeczy zbyt tajemnicze dla mnie - usłyszał odpowiedź, której najbardziej się spodziewał - Może Jaina by coś wiedziała. Ja jednak mogę poradzić ci jedynie medytację i trening fizyczny. Pierwsza rzecz wspomoże twój kontakt z Mocą, druga odwróci umysł od przygnębiających myśli. Uwierz mi, po całym dniu treningu nie będziesz myślał o niczym więcej niż o prysznicu i łóżku.
Cóż, Mai'fach chciała być pomocna, jednak była osobą bardziej praktyczną, a teoretyczne rozważania wolała zostawiać innym. Postanowił jednak użyć jej rad. Stwierdził, że nie zaszkodzi skorzystać z jak największej ilości doświadczeń innych. Któreś może przyniesie jakiś efekt.
Plan dnia niemal co obrót planety miał bardzo napięty. Doglądanie naprawy okrętu, integracja załogi i pomaganie w powstałych problemach. A do tego już następnego poranka po przybyciu Mai'fach oznajmiła, że zaczyna trening razem z nią i twi'lekanką. Mimo to obiecał sobie, że każdego wieczoru, gdy będzie już sam w swojej kajucie, znajdzie chwilę na medytację. Tak, jak to robił dawniej, jeszcze na Gamorre.
Zaczął od razu. Tak jak się spodziewał, po pierwszym dniu biegania z kobietami, licznych ćwiczeniach i pracy ze statkiem, właściwie czuł każdy mięsień w swoim ciele. Gdy doczłapał się na łóżko, miał wrażenie, że już rażenie go piorunami Ciemnej Strony było mniej bolesne. Przemógł się jednak i usiadł ze skrzyżowanymi nogami, odetchnął i spróbował oczyścić umysł.
Nie czuł się podczas medytacji tak, jak wcześniej. Docierały do niego przepływy Mocy, ale były słabe, jakby stłumione czy zasłonięte czymś nieosiągalnym. Czuł się tak, jak w dzieciństwie, gdy nawet nie wiedział, czym była Moc. Cos jednak odczuwał i postanowił zmusić się, wysilić, by dotrzeć do tego. Gdy jednak rozszerzał swoją świadomość, szukając nurtów Mocy jak wcześniej, wciąż tylko czuł jej wąski strumień, który rozpływał się wokół jak woda rozlana na stole. Moc była tylko lekkim odczuciem. Docierała już do niego, nie był odcięty, mógł sięgnąć po jej drobne ilości, ale pozostawała nieuchwytna. Nie przepływała przez niego tak, jak wcześniej.
Długo rozmyślał, jak to naprawić. Szukał powodu tego stanu, jednak bezskutecznie. Nie mógł znaleźć metody na zdjęcie blokady, którą sam sobie narzucił. Bez zapełnienia tej pustki, był wybrakowany i miał wrażenie, ze Moc to czuje. Nie chciał tak myśleć, ale umysł złośliwie podsuwał absurdalne tezy. W końcu ze zrezygnowaniem przestał sięgać coraz dalej i zawrócił swoją świadomość z powrotem do ciała. Nim jednak otworzył oczy, dostrzegł, że tuż przy nim jest coś nowego. Jakiś malutki pyłek, który wyróżniał się na szarym tle odczuć. Postanowił wiec zwrócić ku niemu swoją uwagę. W końcu stało się przecież coś nowego.
Skupił się na tym, co znalazł. Było to proste echo Mocy tej planety. Jakiś skrawek, mały ślad w Mocy wydarzeń, które się tu kiedyś rozegrały. Obok niego Nantel znalazł jeszcze jeden i kolejny. Potem następne. Wiedział, jak mało teraz wyczuwa, wiec ich ilość od razu powiedziała mu, że muszą ich tak naprawdę ogromne ilości. Wydarzenia z życia tego świata, jego mieszkańców. Geonosis wiele wycierpiała, ale też jej mieszkańcy wykazali wielką wolę przetrwania. Każde ich cierpienie, śmierć, ale i radość i nowe życie zostawiło tu swój ślad. Nantel chwilę zastanowił się, czego teraz był świadkiem. Może los planety pokazywał, że nie od razu trzeba dokonywać wielkich rzeczy. Może nawet pojedyncze małe sprawy odciskały na życiu swój ślad. Może to była droga do znalezienia czegoś więcej. Z niezrozumiałych powodów poczuł się jakoś związany z Geonosis. Jakby planeta chciała mu coś przekazać. Może gdy zrozumie znaczenie tych małych śladów odnajdzie miejsce, gdzie Moc się zebrała? Może tam wtedy odzyska z nią pełny kontakt? Otworzył oczy i skończył na tych myślach. Nim zasnął, zauważył, ze przynajmniej nawet mały kontakt z Moca pozwolił organizmowi chociaż trochę się zregenerować.
Następnego dnia nie czuł się aż tak zmęczony, jak się spodziewał, ale wizja następnego maratonu z kobietami była niewesoła. Gdy wdrapał się w końcu za nimi na wzniesienie, musiał sięgnąć po każdą drobną cząstkę Mocy, która do niego docierała, by choć trochę stanąć na nogi. Wiedział, ze to jeszcze nie koniec ćwiczeń. Na szczęście ustawienie mieczy treningowych dało ma czas na złapanie oddechu. Pewnie mógł pomóc Mai'fach w ich skalibrowaniu, ale nie zamierzał sobie skracać czasu na odpoczynek.
- Cóż... bieganie... - Nantel nie był do końca pewien, czy je lubi - Przynajmniej pozwala się odmóżdżyć i nie myśleć o problemach. Niestety nie widziałem, co tam w tej rozpadlinie było. Zajęty byłem tym, żeby doskoczyć na drugi brzeg. Ale jak nasza mistrzyni pozwoli nam się tam na chwile zatrzymać, to chętnie zobaczę, co tam jest. Może jeszcze tam będzie.
Spojrzał w stronę Mai'fach, lecz ta jeszcze męczyła się z treningową bronią. Mieli trochę czasu.
- Ambulatorium jest super. Wierzę, że zrobiłaś, co mogłaś. Każdy z nas ma mnóstwo pracy i daje z siebie, ile może. Myślę, że uratujesz w nim wiele istnień.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 525
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Daesha'Rha » 28 Wrz 2020, o 22:27

- Zabrzmiało, jak oficjalna próba zatrudnienia renomowanej lekarki - uśmiechnęła się - W razie czego, jestem do twojej dyspozycji. O ile Mai'fach nie zaklepie mnie wcześniej.
- Właśnie, skoro o klepaniu mowa - wtrąciła się kobieta zza ich pleców - Pozwólcie tu, gołąbki, bo ostygniecie. Nantel, rozciągnij się trochę, zaraz zesztywniejesz na kamień.
Mężczyzna posłusznie, choć z lekkim bólem, zaczął rozciąganie. Daesha'Rha wzięła tymczasem treningowy miecz od Mai'fach i zaczęła kręcić młynki w oczekiwaniu na Grimisdala.
Czy rzeczywiście przed chwilą zobaczyła siebie w ambulatorium, na statku gdzieś w przestrzeni? Ostatnimi czasy, zajęta treningiem i nauką, niewiele uwagi poświęcała przyszłości i nawet nie zadała sobie pytania, co będzie potem. Miała świadomość, że trening może potrwać długo, ale przecież nie mogli na zawsze zostać na Lucrehulku. Lot na Geonosis pokazał, że jednak pod opieką Mai'fach Daesha'Rha nie będzie przywiązana do tylko jednego miejsca. Było to chyba także częścią lekcji, którą próbowała jej wpoić kobieta - czas stateczności skończył się dla Twi'lekanki. Jak na razie bezpowrotnie.
Daesha'Rha, podczas wspólnych treningów, rozmów i pracy na statku z Nantelem zauważyła, że mężczyzna żyje czynem. Tym, co go napędzało i stanowiło dla niego sens, było działanie. Ona żyła miejscem. Przywiązywała się do rzeczy materialnych, do miejsc. Tym kiedyś był dla niej dom i Kraina Jezior. Musiała oswoić się z myślą, że Moc dla każdego wybiera ścieżkę, a jej ścieżka chwilowo omijała Naboo i ustatkowane życie.
Była to dla niej chyba najtrudniejsza z lekcji. Patrząc na egzotyczne piękno Geonosis, tak odmienne i fascynujące, z całych sił starała się znowu nie przywiązać do planety.
Oderwała wzrok od cynamonowej chmury pyłu w oddali i wróciła myślami do chwili teraźniejszej. Do Mai'fach, Nantela. Do zapachu potu, piasku w zębach. Do twardej, mocnej rękojeści miecza.
Grimisdal w końcu odebrał swoją broń od Mai'fach.
- Odejdźcie trochę od klifu - poleciła kobieta - I możecie zaczynać. A postoję tu sobie. I pomyślę trochę.
Podali sobie ręce, rozeszli się, stanęli w postawach. Nantel z jedną ręką za plecami i mieczem wysuniętym przed sobą, na luźnych nogach. Daesha'Rha stała szeroko, w wysokim płocie.
I stali. Trafił swój na swego - obydwoje lubili się w kontratakach - tak więc stali i próbowali się wyczuć.
Ale Daesha'Rha nie była głupia. Nie dawała się sprowokować bezruchem. Dlatego czekała.
Powiał wiatr. Naniosło trochę cynamonowego pyłu. Nantel zakołysał się na nogach i zrobił wypad.
Daesha'Rha skręciła nadgarstki, puściła uderzenie bokiem i dała krok w bok, uderzając na odlew. Grimisdal sparował, uderzył. Daesh zbiła, cięła raz, drugi.
Zasłona, kontratak, zbicie, cięcie. Uderzenie, krok w bok, wyrzut miecza, odchylić się w tył, zasłona. Zasłona, krok w tył, cięcie. Cięcie z góry, z lewej, z prawej, rozstąpienie.
Cofnęli się o krok. Dali sobie chwilę na oddech. Daesha'Rha zawinęła mieczem nad głową, postąpiła krok do przodu, jednym susem znjadując się przy Nantelu. Uderzyła z góry. Grimisdal zablokował. Wyrzucił wiodącą nogę do przodu, zgiął się w pół i szerokim cięciem wymierzył poziomo w jej nogi. Daesha'Rha nie byłaby jednak sobą, gdyby nie odskoczyła. Cofnęła same nogi, wzbijając kurz i trafiła mężczyznę w głowę.
Syknął, ale nie dał jej czasu na zastanowienie. Przeszedł do agresywniejszych ataków. Zaczął napierać, a Twi'lekanka cofała się i zasłaniała, desperacko próbując wyjść z klinczu. Nie udało jej się zablokować dwóch cięć - pierwszy popadł w łokieć, drugi w prawą pierś.
- Kurwa.
Chyba wcześniejszym trafieniem go rozsierdziła, bo ciosy wyciskały łzy z oczu. Tylko dlaczego zawsze musiała od niego obrywać w cycki?
Kilkoma szybkimi krokami cofnęła się poza zasięg Nantela. Tupnęła nogą w ziemię, jak byk przed szarżą, próbując zignorować ból. Będą sińce.
Złapała miecz obydwiema rękami i cofnęła rękojeść do boku. Sięgnęła ku Mocy, żeby stłumić ból i dodać sił stopom, po czym natarła.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 191
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Nantel Grimisdal » 1 Paź 2020, o 13:22

Nantel odbijał cios za ciosem, ledwo nadążając. Twi'lekanka lubiła się cofać, skakać, co wymuszało sporo ruchu, a on już był zmęczony po biegu. Te treningi w niczym nie przypominały mu walki, jaką wcześniej toczył z mroczną Mirax, czy to na Gamorrze czy wcześniej. Teraz, gdy odczuwał Moc małym strumykiem, nie potrafił jej wykorzystać tak dobrze, jak wcześniej, by nią pokierować. I choć trafię Daesha'Rha kilka razy, to ona go znacznie częściej. I nawet w natarciu dalej skakała.
- Pracuj nogami! Nie daj się zajść z boku! - Mai'fach co jakiś czas wykrzykiwała porady swoim podopiecznym.
Jej porady, choć pomocne, mało mogły, gdy po prostu Nantel był zmęczony, a Moc nie dodawała mu tylu sił, ile by potrzebował. Fakt też, że mimo wszystko myślał o tym, jak o treningu, nie musiał nikogo teraz ratować, czy walczyć za sprawę, więc i uczucia nie wzbudzały przepływu Mocy. W końcu i on, i twi'lekanka rozeszli się by złapać oddech i rozluźnić mięśnie.
Musiał zmienić swoje podejście. Korzystając z przerwy spróbował skupić się tak, jak podczas medytacji. Wiedział, ze Moc, która może dodać mu sił, jest wokół, tylko musiał ją znaleźć. Skoro nie mógł od razu dużym krokiem, należało zrobić to małymi krokami. Odetchnął głęboko i szerzej otworzył się na Moc. Wiedział, ze ma naturalny talent do wizji Mocy. Było to swego rodzaju przewidywanie przyszłości. Jeśli tylko skupiłby się na kilku sekundach do przodu a nie masie czasu w przyszłości, może tak mało Mocy by starczyło, by do tego dojść.
Stanął przed nią w postawie i czekał. Skupił się na Mocy i choć nadal nie wyczuwał jej tyle, co kiedyś, postanowił bardziej nią pokierować. Nie było to proste. Zamknął oczy i w słuchał się w to, co mówią jej małe delikatne pasma. Były jak małe jasne punkty na rozgwieżdżonym nocnym niebie. Wyczuwał je jeden po drugim. Pozwolił swoim ręką poruszać się swobodnie, zgodnie z tym, jak kierowała nim Jasna Strona. Wiedział, gdzie za sekundę skoczy Daesha, wiedział, jak uniesie miecz. Delikatne wibracje świadczące o bloku. Wiedział, gdzie zaraz się przesunie. On przesunął się szybciej. Nawet nie spostrzegła, jak ominął jej miecz - wiedział wcześniej, gdzie będzie. Kobieta oberwała w udo od wewnętrznej strony. A Nantel znalazł się tuż za nią, mimo, ze chciała się obrócić, czego zupełnie się nie spodziewała.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 525
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Daesha'Rha » 2 Paź 2020, o 21:35

Cios w udo wycisnął jej łzy z oczu. Poczuła, jak po nodze rozchodzi się ciepło i już wyobrażała sobie tego krwiaka, którego zobaczy dzisiaj pod prysznicem. Twi'lekanka odstąpiła od przeciwnika, żeby zyskać trochę czasu na oddech.
Nantel chyba wreszcie zaczął na poważnie używać Mocy w walce, bo Daesha'Rha nie potrafiła inaczej wyjaśnić tego, że tak szybko znalazł się za jej plecami. Jednak ona miała i swoje sposoby na taką walkę.
Szermierka w wielu aspektach przypominała taniec. A Daesha'Rha taniec opanowała już dawno.
Przełożyła miecz do prawej ręki, a drugą wyciągnęła swobodnie w bok. Zmieniła ułożenie stóp, rozstawiając je szerzej. Przypadła prawie do samej ziemi w szerokim przykucu, oparła lewą dłoń na ziemi i czekała.
Nantel ruszył na nią szybko i gwałtownie. Daesh czekała do ostatniej chwili, a kiedy miecz Grimisdala znalazł się niemal tuż przed nią, odbiła się nogami od ziemi, oparła na lewej ręce i odpychając się Mocą od ziemi, wystrzeliła w górę. Przeleciała po łuku nad Nantelem, w powietrzu obróciła się i lądując cięła poziomo.
Jej miecz napotkał paradę, ona jednak nie mogła się zatrzymać. Cofając lewą nogę, uderzyła kilka razy w Nantela, za każdym razem nadziewając się na bloki. Wtedy wybiła się z wiodącej nogi i celując stopą w przeciwnika, wykonała salto w tył. Nantel zasłonił się, ale jej palce dosięgły jego piersi. Wybiła go nieco z równowagi i znalazła się poza jego zasięgiem.
Nie dając mu czasu do namysłu, ruszyła do ataku. Wykonała przewidywalny cios w jego ramię, on oczywiście sparował, a ona wykorzystała tę siłę i Moc, żeby nabrać rozpędu do piruetu. Zawirowała, chroniąc plecy ukośną paradą, znalazła się za jego plecami, cięła i znowu uciekła piruetem. Podeszła bliżej, pozwalając na klincz, ich miecze skrzyżowały się, kiedy Nantel zablokował jej cios. Daesha złapała za skrzyżowane rękojeści, oparła się na nich, kierując siłę pod skosem w dół, znowu wybiła się z nóg i ponownie przeleciała ponad Nantelem. Pociągnęła go ze sobą, wykręcając ręce. Wyrwał się jej i zdzielił z bliska w żebra. Cofnęła się, pozostając dalej w zasięgu i zaczęła wirować wokół niego. W nieregularnych odstępach zatrzymywała się, następowała wymiana ciosów, z których kilka nawet przeszło przez zasłony Nantela, a potem Daesha'Rha znowu wirowała, wirowała i wirowała. Nantel kontratakował, a ona uchylała się, cofała i skakała, prowadząc swój nowy, nietypowy taniec.
Jednak Nantel zawsze był o krok przed nią. Uchylała się przed większością jego ciosów, ale sama nie trafiała go wtedy, kiedy już myślała, że go zaskoczyła. Wyglądało to tak, jakby znał ich wszystkie ruchy i nauczył się, kiedy musi wykonać zasłonę, a kiedy kontratak.
Daesha'Rha zaczęła się męczyć. Przepuszczała coraz więcej ciosów Nantela, a sama nie miała już dość siły na własne. Zmęczenie rozpraszało ją i nie mogła się już nawet skupić na sięganiu ku Mocy.
- Dobrze już - Mai'fach klasnęła w dłonie i weszła między nich - Wystarczy, kończcie już na dzisiaj, bez popisów. I tak wam nieźle poszło. Nantelu, widzę, że wracasz do formy.
Daesha'Rha starała się nie pokazywać, z jaką wdzięcznością i ulgą przyjęła koniec walki. Czuła się wykończona. Oddali miecze Mai'fach i usiedli na ziemi. Widocznie Grimisdal też się zmęczył.
- Złapcie oddech i wracamy - powiedziała Mai'fach - Czeka nas jeszcze przebieżka z powrotem.
Daesh westchnęła i położyła się na ziemi. Rozmasowała bok i próbowała zrobić to samo z udem, ale poczuła, że skóra przy pachwinie już jest naprężona od zbierającej się pod nią krwi. Prawej piersi bała się dotknąć, bo już pod koniec walki unoszenie ręki kosztowało ją dodatkowy ból. Zostawiła jednak obolałe miejsca, zbyt zmęczona, by użyć na sobie Mocy. Może spróbuje załagodzić ból przed biegiem.
Nantel siedział obok, a Daesh wydawało się, że mężczyzna skrycie także jest wdzięczny za przerwę. Obserwowała go, nie przejmując się, że się na niego gapi, ale z rozczarowaniem zauważyła, że mężczyzna nie rozmasowywał własnych kończyn. Albo obiła go mniej, niż zamierzała, albo bardzo dobrze się krył.
- Nieźle ci szło - powiedziała, nie kłopocząc się podnoszeniem z ziemi - Ale z drugiej strony nie mam się czemu dziwić, Mai'fach mówiła mi o twoich poprzednich starciach z tą całą Mirax. W zasadzie mogę być ci wdzięczna, że nie zmieniłeś mi koloru skóry na granatowy.
- A tak właściwie - kontynuowała, uniósłszy się na łokciu - Co takiego robiłeś, że parowałeś prawie każdy mój atak?
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 191
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Nantel Grimisdal » 3 Paź 2020, o 20:46

Był jak w transie, skupiając się jednocześnie na dwóch rzeczywistościach, różniących się między sobą o dosłownie ułamek standardowej sekundy. Kierował się strzępkami Mocy, które dawały mu lekko wyprzedzony obraz twi'lekanki niczym zdjęcia w stroboskopowym świetle. W końcu ich nauczycielka zakończyła walkę. Moc odpłynęła szybko, nie był w stanie jej utrzymać. Jednak zwykła wytrzymałość nabyta w skutek odniesionych ran pozwoliła mu nie upaść od razu. Zdobył się na tyle, by podejść do Mai'fach i oddać jej miecz.
- Nie jest to powrót do formy - głos miał sceptyczny - uczę się wykorzystywać to, co mam, ale rana jest otwarta. Ledwo stoję na nogach. Muszę znaleźć miejsce, które pozwoli mi się uzdrowić.
Pokuśtykał do miejsca, gdzie siedziała zielonoskóra kobieta. Opanował się, by dość niezgrabnie przy niej usiąść. Chciał też przyzwyczajać się do roli dowódcy dla swoich ludzi. Musiał być twardszy od nich, by zawsze mieli nadzieję. Dziś był dobry trening na to.
- Starcia z Mirax wydają się innym życiem. Poza tym, łączące nas wszystkich więzi pozwalały mi z nią lepiej walczyć. Z tego, co wiem, jestem jednym z nielicznych, który nie wpuścił jej do głowy a potem jeszcze skopał jej tyłek kilka razy. Jeśli chodzi o moje nowe sztuczki. Mam naturalny talent do wizji Mocy. Przyszłości. Którejś jej wersji przynajmniej. Pomyślałem, że wybieganie tylko ułamek sekundy przed powinno być do zrobienia. Może...
Nantel nie dokończył zdania. Przerwał w pół słowa i upadł bezwładnie na plecy jak kłoda.

Piach. Skały. Słońce gdzieś na horyzoncie. Chmury kurzu i pyłu. Wielka jama pełna ciemności. Szum roju wokół niego. Strach. Ból. Walka o życie. Umierał razem z planetą. Spadał jednak do miejsca, gdzie go przyciągała. Samotne. Czyste. Bez ciemności. Spokojne. Pełne wspomnień...
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 525
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Daesha'Rha » 11 Paź 2020, o 21:22

W jednej chwili Nantel siedział tuż obok niej i mówił, a w drugiej znalazł się już na ziemi. Daesha'Rha najpierw pomyślała, że mężczyzna potrzebuje chwili do namysłu, ale uderzenie ciała o ziemię świadczyło o czym innym.
- Mai'fach! - krzyknęła Twi'lekanka, zrywając się z miejsca.
Szybko sprawdziła, czy Nantel oddycha. Mai'fach podeszła i przyklękła obok.
- Co mu jest? - zapytała, zupełnie jak na symulacjach.
- Chyba zemdlał - odparła Daesha'Rha - Wygląda, jakby z wysiłku.
Ułożyła mężczyznę na plecach i podniosła mu nogi do góry, żeby do mózgu dotarło więcej krwi. Ale wtedy zauważyła, że oczy Nantela, przykryte powiekami, ruszają się gwałtownie na boki. Wyglądał, jakby śnił jakiś koszmar.
Daesha'Rha zostawiła wtedy nogi w spokoju i dotknęła jego czoła. Zamknęła oczy i wysłała delikatny impuls Mocy, żeby zobaczyć, co się z nim dzieje.
Przez ułamek sekundy ujrzała to, co widział Nantel. Widziała piasek, skały i słońce. Widziała kurz i pył i ciemną jamę, która go wciągała...
Otworzyła oczy. Spojrzała zaniepokojona na Mai'fach, ale kobieta nie wyglądała na zmartwioną.
- Wnioskując po twojej minie - odparła kobieta - Wnoszę, że Nantel ma wizję Mocy. Dajmy mu czas, nic mu nie będzie.
Daesha'Rha pozwoliła zatem Nantelowi leżeć w spokoju w pyle. Domyśliła się, że w swoim czasie Grimisdal obudzi się i opowie im, co widział. Miała tylko nadzieję, że głębia, którą widziała razem z nim, nie wciągnie go bardziej, niż to bezpieczne.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 191
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Nantel Grimisdal » 13 Paź 2020, o 20:52

Nantel otworzył powoli oczy. Znowu był na płaskowyżu. Nad nim klęczała Daesha'Rha z nieco przestraszonym wzrokiem. Chyba po raz pierwszy widziała, jak ktoś obdarzony Mocą, zostaje przez nią niespodziewanie obdarzony jakąś wizją. Wizja Mocy. Dużo czasu minęło od ostatniego razu. Grimisdal musiał dość dobrze wykonać swoje nowe ćwiczenie w szukaniu kontaktu z Jasną Stroną, bo ta wykorzystała chwilę, by powrócić do niego z wiadomością. jak zwykle tajemniczą, ale jej otrzymanie oznaczało, że choć na chwilę odzyskał trochę więcej dawnego połączenia. Wyraźnie Moc starała się przekazać mu coś.
- Uh, twarde te skały - podniósł się do pozycji siedzącej, rozmasowując plecy. - Nic mi raczej nie będzie, ale dzięki za pomoc.
Uśmiechnął się do twi'lekanki, po czym wstał i zwrócił się do obydwu kobiet.
- Pewnie pierwszy raz to widziałaś. Mam naturalny talent do takich niespodzianek. Czasem Moc chce mi coś przekazać. Najczęściej nei wiem jednak, co dokładnie. Mai'fach, teraz mam jednak wrażenie, że mam gdzieś dotrzeć. Gdzieś na tej planecie. Może to ma związek z miejscem, które pozwoli mi odzyskać dawny kontakt z Mocą. W jakiś sposób zabliźnić ten... no... niezagojone rany.
- Możliwe. To Jaina jest specjalistką od takich rzeczy. Musiałbyś ją zapytać.
- Spróbuję, ale nie wiem, czy znajdzie czas. Chyba to moje zadanie. Tak przynajmniej wydawało mi się z wizji. Gdzieś na tej planecie jest miejsce. Ważne miejsce Mocy, które wiąże się z jej historią i geonosianami. Spróbuję w medytacji znaleźć podpowiedzi, gdzie to moze być. Albo po prostu popytam miejscowych. Nie wszystko trzeba przecież robić Mocą.
Rozciągnął zmęczone mięśnie i przygotował się do kolejnego męczącego biegu. Miał jednak jeden pomysł, który może sprawi, że dobiegnie do bazy o własnych siłach.
- Daesh, mówiłaś coś o tutejszej florze. W jednej z tych rozpadlin. Jak chcesz, możemy się jej przyjrzeć. Może znajdziemy coś ciekawego.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 525
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez David Turoug » 22 Paź 2020, o 20:30

Nim Daesh zdążyła odpowiedzieć Nantelowi, zupełnie niespodziewanie odezwał się komunikator Grimisdala. Jedi choć chwilowo był zaskoczony, domyślił się, że być może Jaina postanowiła się z nim skontaktować. Jakież było jego zdziwienie, gdy urządzenie wygenerowało słaby i niewielki wizerunek... Michaela Stardusta.
- Witaj Nantel, niełatwo było ciebie namierzyć, ale rad jestem że się udało, ale do rzeczy, bo połączenie jest niestabilne. - wizerunek Bezimiennego falował, na szczęście głos był dość wyraźny - Solo opowiedziała mi o tajemniczych morderstwach naszych współpracowników na Rodii, Tatooine, Nar Shaddaa i Felucji. Bada tą sprawę, ale że ma wiele na głowie, poprosiła mnie bym się tym zajął. Okoliczności są o tyle niepokojące iż na ciałach ujawniono ślady miecza świetlnego. Pomyślałem sobie że może byłbyś zainteresowany małym śledztwem? Możesz powiedzieć gdzie jesteś i z kim?
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Administrator
 
Posty: 5275
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Nantel Grimisdal » 24 Paź 2020, o 09:38

świetle wydarzeń sprzed chwili, wiadomość od Stardusta była kolejnym mocnym punktem tego dziwnego dnia. Tak niespodziewane połączenie z kimś, kogo Nantel w ogóle się nie spodziewał, odsunęło na bok zmęczenie i fizyczne i umysłowe, po korzystaniu z Mocy. Widok jedi, z którym Grimisdal spędził trochę czasu na Gamorr i razem z nim walczył z Mirax, ucieszył go. Lubił przechodzić do działania, bo każdy możliwy sukces pomagał całej grupie. Znacznie lepiej niż siedzenie na miejscu i czekanie. Tak mógł sie już do czegoś przygotowywać, do czego okazję dał mu właśnie Stardust.
- Witamy. Są ze mną Mai'fach i Daesha'Rha. To twi'lekanka, którą uwolniliśmy razem z innymi z Horyzontu Zdarzeń. Teraz Mai'fach uczy nas obydwoje - obraz rzeczywiście przerywał i połączenie było niestabilne. Na środku pustkowia Nantel nie miał jednak co z tym teraz zrobić. - Jesteśmy na Genosis. Robale pomagają w naprawach Horyzontu Zdarzeń, przede wszystkim z hipernapędem. Myślę, że za jakieś dwa lub trzy dni powinni skończyć. Wtedy będziemy gotowi. Będę miał nawet całą załogę na wsparcie. Czy wiesz cos więcej o tych morderstwach?
Liczył na trochę więcej szczegółów, żeby po powrocie do bazy mógł przekazać od razu wieści Jokerowi i przygotować ludzi. Wiedział już, że misja będzie miała raczej dyskretny charakter, ale ich statek stał się teraz dobrą mobilną bazą, a załoga pochodząca z różnych zakątków galaktyki, kultur i o różnych specjalnościach była sporym atutem. Niepokoiły go tylko wieści o kolejnym możliwym mocowładnym. Nie wiedział, czy byłby teraz w stanie się takiemu przeciwstawić. Raczej w to wątpił. Jeśliby też mieli wyruszyć, to miałby teraz znacznie mniej czasu na znalezienie odpowiedzi na zagadkę co do Geonosis, którą przed chwilą przedstawiła mu Moc. Ale może jeszcze zdąży przez te dwa czy trzy dni.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 525
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez David Turoug » 25 Paź 2020, o 11:17

Połączenie z każdą chwilą było co raz słabsze, na szczęście Stardust zdążył otrzymać odpowiedź od Nantela. Jaina musiała działać rzeczywiście na wielu frontach i pomimo niewielkiej ilości wyszkolonych Jedi, porozsyłała ich w wiele miejsce galaktyki. Nie było jednak czasu, by pytać o przebieg misji na Geonosis.
- Nas.. zadn.. będzie miało charakte... t..ny, ale każda ...ra ąk do po..cy się przyd.. - odpowiedział Michael, mając nadzieję, że cokolwiek doleci - Za 34 dn... spotk...e w Mos Esp... Sz.... (...) Moc... (...) świetlny...
Holopołączenie zostało zerwane, a Grimisdal nie uzyskał konkretów dotyczących niespodziewanej misji. Ostatecznie mimo to mógł wywnioskować z relacji Bezimiennego kilka faktów. Na pewno miał jeszcze kilka dni, by domknąć swoje sprawy na Goenosis. Paręnaście sekund po zakończeniu rozmowy, komunikator Nantela raz jeszcze zaświergotał, informując o wiadomości tekstowej.
- Mam nadzieję, żeDaesha to zaufana osoba. Pozdrowienia od Kittani. MS -
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Administrator
 
Posty: 5275
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Daesha'Rha » 25 Paź 2020, o 20:36

- Sprawa brzmi poważnie - stwierdziła Daesh, pochylając się nad ramieniem Nantela i zerkając na wiadomość - I jest dość niepokojąca.
Przypomniała sobie mocowładnego z mieczem świetlnym, którego widziała wtedy na statku. Przeszedł ją mimowolny dreszcz.
- No to co - wtrąciła się Mai'fach - Biegniemy z powrotem? Coś czuję, Nantel, że będziemy musieli o tym pogadać.
- Ruszajmy zatem.
Nantel schował komunikator i razem z Daesh ruszył za Mai'fach.
Wracali tą samą drogą, poprzecinaną rozpadlinami, wąwozami i dziwnymi skalnymi formacjami, ukształtowanymi przez wiatr i wszechobecny piach. Mijali samotne skały i duże formacje, przypominające morskie fale. Po niecałej godzinie biegu znaleźli się na kawałku otwartego terenu i zbliżyli do wąskiego rozcięcia w ziemi.
- Mai'fach, zaczekaj chwilę - krzyknęła Daesha'Rha - Chcę zobaczyć, co jest w środku.
Kobieta odwróciła się i w odpowiedzi wzruszyła ramionami.
- Jak sobie chcecie - odpowiedziała, biegnąc do tyłu - Ale widzę was w bazie za godzinę.
Zwróciła się w stronę, w którą biegli i wkrótce chmury pyłu zasłoniły ją przed nimi.
- Chodź, spróbujemy zejść tam na dół - powiedziała Daesha'Rha i przypadła do rozpadliny.
Położyła się na brzuchu i wsunęła nogi do przestworu. Krawędzie szczeliny oddalały się od siebie, w miarę pogłębiania się rozpadliny. Twi'lekanka znalazła oparcie dla nóg, umiejscowiła na nim stopy i zaczęła powoli wsuwać tułów.
Nantel patrzył się przez chwilę na jej starania, a kiedy zniknęła za krawędzią, znalazł miejsce dla siebie i też zaczął mozolnie schodzić pod ziemię.
- Ciekawe, jak głęboko to sięga - zagadnęła Daesha'Rha.
- Słyszałem, że po powierzchnią są tunele na tyle duże, że pomieściłyby statek.
Twi'lekanka spojrzała przez ramię w dół, ale zobaczyła tylko ciemność. Dna nie było widać.
- Gdzie ty widziałaś te roslinki?
- Gdzieś tu, tylko niżej.
Kontynuowali powolną wędrówkę w dół, aż w końcu Daesha natrafiła stopą na coś miękkiego.
- Chyba mam.
Zeszła jeszcze odrobinę niżej i tuż przed twarzą zobaczyła niewielką roślinę. Rosła w małym wgłębieniu, ale łodygi z lancetowatymi liśćmi wypuściła poza swoje schronienie. Kilka łodyg wygięło się w stronę słońca, a kilka innych, pozbawionych liści, pełzło po skalnej półce.
- Nantel, zobacz - wskazała mu brudnozielone łodyżki - Widzisz, jak dobrze schowały się przed samumami?
- Aha.
- Patrz, te są od fotosyntezy, a te chyba wychwytują wodę spływającą po ścianie. Widzisz?
- Aha. Co ty robisz?
- Zabieram liścia na pamiątkę.
Daesha'Rha sięgnęła i urwała liść. Schowała zdobycz za pasek i zaczęła wspinać się na powierzchnię.
Wyczołgali się zakurzeni, z kilkoma zadrapaniami i przetarciami. Grimisdal pluł piaskiem przez resztę drogi powrotnej, a Daesha'Rha nie mogła pozbyć się pyłu spod paznokci, ale przynajmniej była zadowolona z odkrycia. Fascynowało ją, że planeta o tak jałowiej powierzchni jest pełna życia tuż pod nią.
Mai'fach czekała na nich w bazie. Kiedy ich zobaczyła, zarządziła koniec treningu.
- Idźcie pod prysznic - rzuciła - Bo wyglądacie jak pyłowe żuki.
- Daesh, spotkajmy się w mesie - powiedział Nantel, kiedy szli do swoich "kajut" - Pogadamy, co i jak z tym Stardustem.
Kiwnęła głową i skręciła w odnogę tunelu, wiodącą do jej pokoju.
Nie mieli tam luksusów - ot, wnęka przy tunelu, polowe łóżko i skrzynia służąca jej za garderobę, stół i krzesło. Mai'fach mówiła, że życie w ubóstwie pozwala skupić się na medytacji nad Mocą i odciąć się od bardziej przyziemnych spraw. Daesh to nie przeszkadzało; sama zresztą zauważyła, że lepiej jej się myśli, kiedy nie ma zbyt wielu rzeczy, które by ją rozpraszały.
Jednak pomimo słów Mai'fach, Daesha'Rha postanowiła przyozdobić trochę swoją celę. Dlatego też podczas biegów i treningów zbierała rośliny i ich fragmenty oraz różne kamyki, które znajdowała wokół bazy i pod ziemią. Jej pokoik szybko wzbogacił się o zielone i brązowe liście, łodygi czy sukulenty, wykopane i posadzone w "doniczce", którą ulepiła z błota i ceglastego piasku z jakiejś dziury.
Po wizycie w łazience i natryskowym prysznicu Twi'lekanka poszła do mesy. Poprosiła o kubek gorącej czekolady, usiadła przy jednym ze stolików i czekała na Nantela.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 191
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Nantel Grimisdal » 29 Paź 2020, o 22:17

Bieg był męczacy. Bardzo. Nantel czuł zmęczenie w dosłownie każdym mięśniu swojego ciała. Prysznic i czyste ubranie, pozbawione pyłu z powierzchni planety przywitał z ulgą. Wiedział jednak, że nie ma co liczyć na odpoczynek. Sam też sobie nie pozwolił, by nawet na chwilę usiąść, bo wtedy dopadłby go sen niemal w chwilę. Jeszcze w czasach młodości na Nar Shaddaa nauczył się, że po wysiłku nie wolno dać mięśniom za szybko ostygnąć.
Po doprowadzeniu się do jako takiego porządku, udał się do mesy na spotkanie z twi'lekanką. Po drodze miał chwilę, by zastanowić się nad słowami jedi. 34 dni to całkiem dużo, a jednocześnie mało. Czuł, że musi na Geonosis dokończyć jakąś sprawę, znaleźć coś, co wskazała mu Moc. Postanowił, ze zacznie już dziś, po spotkaniu. Kontynuować będzie też każdego dnia w każdej wolnej chwili poza doglądaniem napraw, treningami i przeglądaniem meldunków i raportów.
W mesie wypatrzył stolik, przy którym siedziała już Daesha i dosiadł się od razu do niej.
- Ten cały Stardust, a w sumie dla nas mistrz, jest w porządku. Dużo wie i potrafi. A czekaj, też sobie coś wezmę do jedzenie.
Nantel wstał na chwile od stolika, podszedł do kucharza, którego rolę pełnił dzisiaj za karę jeden z załogantów. Jak mu zdał relację Joker, ten człowiek zaspał na poranną zbiórkę. A dla Jokera była to wielka zbrodnia. Przydzielił więc mu zadanie na kilka dni, by w czasie wolnym poćwiczył machanie łyżkami i obieranie bylin.
- Już jestem - wrócił z parującym talerzem zupy. - Razem ze Stardustem walczyłem na Gamorr. Przeciwko rakghulom i kolejnej z odsłon Mirax. Tamta była prawdziwa i miała własne ciało. Choć pomagaliśmy, to on ją ostatecznie pokonał. Myślałem wtedy, ze już na dobre... - tu na chwile urwał i by ukryć zmieszanie wziął kilka łyżek swojej potrawy. - Z jednej strony przy nim na pewno czegoś się nauczymy. Z drugiej, sprawa tego śledztwa. To coś ważnego i Stardust z Jainą mają rację, trzeba się tym zająć w więcej osób. Za miesiąc musimy przenieść się na Tatooine. W sumie Przestrzeń Huttów mi odpowiada. Będziemy tam tak samo poszukiwani jak cała reszta.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 525
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Daesha'Rha » 6 Lis 2020, o 18:30

- Czytałam kiedyś o Tatooine. Jest jeszcze bardziej pustynnie, niż tutaj. Szkoda, bo trochę tęsknię za czymś innym, niż piach i skały. Swoją drogą, Mai'fach burzy się, kiedy mówię o niej per "mistrzyni", a to oznacza, że Stardust jest... no nie wiem, kimś bardziej obeznanym z tajnikami Mocy, prawda? To rzeczywiście będziemy mieli się czego nauczyć. Mam tylko nadzieję, że ta sprawa z morderstwami da się szybko rozwiązać, bo brzmi niepokojąco.
- Pogadam w takim razie z Mai'fach - powiedział Nantel, kończąc zupę - Powiem jej, że za miesiąc będziemy trochę niedostępni, dobra?
- No dobra - zgodziła się niepewnie - Czyli czeka nas wycieczka.
Skończyli jeść, pożegnali się i rozeszli. Daesha'Rha wyszła z mesy i klucząc korytarzami, skierowała się w stronę hangarów i magazynów. Gdzieś tam większość czasu spędzali geonosiańscy mechanicy i inżynierowie, nadzorując pracę napędzających bazę maszyn czy naprawiając wszelkie urządzenia i pojazdy, jakich używano na powierzchni.
Twi'lekanka przeszła przez jeden z hangarów, w którym trwała właśnie praca nad jakimś naziemnym promem. Wśród drepczących wszędzie i klikających swoim językiem Geonosian dostrzegła podobnie klikającego Gunganina.
- Krrlikliklik - zaterkotał Tobler do swojego rozmówcy, pokazując na wyjęty z pojazdu kondensator.
- Klalkli'i'lkkrrrkmikmk'czkakiky - odpowiedział mu Geonosianin, unosząc ręce w geście irytacji.
Daesha'Rha zbliżyła się, ale Tobler skończył rozmowę. Zrezygnowany robal klikał jeszcze coś pod nosem, ale zawołał kolegów i razem zabrali się za coś przy kondensatorze.
Tobler zauważył ją i zdjął ochronne gogle z oczu.
- Daesh, miło że jesteś - powiedział, odwijając usta z chusty. Jego gungańska skóra, wrażliwa na suchy klimat, cierpiała bez wilgoci, dlatego Tobler okrywał całe ciało zwiewnymi szatami, żeby nie spalić jej na słońcu. Całymi dniami, nawet w pomieszczeniach, chodził owinięty od stóp do głów, pozwalając sobie na krótkie przerwy. Wtedy najczęściej skraplał twarz i dłonie wodą z manierki, a wieczorami długo moczył się w wodzie, żeby skóra nie zamieniła mu się w pergamin.
- Widzę, że coraz lepiej radzisz sobie z ich językiem - powiedziała na powitanie.
- Szkoda tylko, że używam go głownie do kłótni - zaśmiał się - Wyobrażasz sobie, że chcieli zamontować bezpiecznik 32mm w tamtym kondensatorze? A nawet nie wymienili jeszcze rdzennicy.
- Wiesz, że nie znam się za bardzo na Geonosiańskich maszynach. A poza tym, oni są znani ze swoich niestandardowych usprawnień.
- Na razie, gdyby nie ja, mieliby tu przynajmniej dziesięć standardowych wybuchów. Miałem sobie właśnie zrobić przerwę. Idziesz ze mną?
- Po to tu jestem.
Tobler powiedział coś do jednego z robali i zabrał swoją torbę. Poprowadził ją do małych schodów, które znajdowały się w ścianie hangaru. Wspinali się nimi długo. aż wyszli na powierzchnię płaskowyży, pod którym mieściła się część bazy. Znajdowali się obok nieużywanego teraz lądowiska, na które przez wiele takich wąskich schodów mogli szybko dostać się mechanicy w razie wypadku lub nagłej potrzeby.
Obecnie lądowisko na powierzchni było wyłączone z użytku. Po pierwsze, do hangarów można było dostać się z poziomu gruntu. Po drugie, nie oczekiwali na razie żadnych statków większych niż promy. Po trzecie, używanie tak dobrze widocznego lądowiska ułatwiłoby wykrycie bazy, która z założenia miała być bazą tajną.
Tobler zabrał ją na brzeg klifu. Usiedli wysoko nad pustynią, opuszczając nogi poza krawędź. Gunganin wyjął z torby termos i zliofilizowane racje, przygotowane do podania w zgrabnym pudełku. Otworzył termos i zalał papki ciepłą wodą, a te po chwili urosły, zamieniając się w coś przypominającego sałatkę warzywną, jakieś pieczywo i gulasz.
- Zjesz trochę? - zapytał Tobler, podstawiając jej pod nos tackę z gotową porcją - Mam dwie.
- Jak masz dwie, to chętnie.
Zjedli w milczeniu, patrząc się na słońce Geonosis, które właśnie minęło szczyt nieba. Na horyzoncie pojawił się przypadkowy samum - efekt zbłąkanego porywu wiatru.
Jedzenie było suche i kartonowe, ale syciło. Niewielkie porcje puchły w żołądku i oszukiwały głód, dostarczając jednocześnie wszystkiego, czego organizm potzrebował. Daesha'Rha nie była jednak zwolenniczką takiego jedzenia. Wolała korzystać z dobrodziejstw ziemi niż laboratoryjnego szkła.
- Trzeba było dać znać, to przyniosłabym ci coś z mesy.
- Nie trzeba. Smakuje mi to.
No tak. Gungańskie gusta kulinarne - im mniej przypraw, soli i smaku, tym lepiej.
- Skontaktował się z nami dzisiaj niejaki Stardust - odezwała się Twi'lekanka, kiedy skończyli - Potrzebuje pomocy mojej i Nantela. Ktoś morduje jego współpracowników i chce rozwiązać ten problem. Za miesiąc mamy się spotkać na Tatooine.
- Kawał Galaktyki zwiedzisz, prawda?
- Też sobie mówię, że to taka wycieczka. Stardust jest pełnoprawnym mistrzem, co znaczy, że będzie nas mógł sporo nauczyć.
- No proszę. Czyli praktyki w terenie.
- Ha, można tak to nazwać - zgodziła się i dodała po chwili - Nie wiem tylko, jak długo nas nie będzie.
Tobler westchnął.
- No cóż. Raz już się żegnaliśmy, prawda? Nic nie trwa wiecznie, Daesh. Nie powiedziane, że się nie zobaczymy. Jest HoloNet, są komunikatory. Żaden problem, w naszym świecie odległość nie ma takiego znaczenia.
- Wiem, ale i tak chciałam cię uprzedzić.
- Widzę, widzę. Czyli mamy jeszcze miesiąc na niezobowiązujące i spontaniczne spotkania?
- Na to wygląda.
- Rozchmurz się trochę, będzie dobrze. Pomyśl, jaka to będzie przygoda. Tylko przygotuj się dobrze przez ten miesiąc, bo sprawa z morderstwami może być bardziej wymagająca, niż bieganie.
- Wiem, niestety. No dobra, trzeba się zbierać, bo to nie koniec dnia - Daesha'Rha wstała i podała rękę Gunganinowi.
- Oj tak, dobrze mówisz - Tobler skorzystał z pomocy przy wstawaniu i otrzepał spodnie z kurzu - Dzisiaj wieczorem Geonosianie robią przyjęcie pożegnalne.
- Kogo żegnają?
- Jednego ze swoich. Odchodzi od nas taki jeden robal, no to zrobimy mu niespodziankę. Ostatni raz napije się ze swoją starą ekipą.
- Bardzo miło z ich strony. A w roju zawsze szkoda dobrego robala.
- Nawet nie wiesz, jak bardzo, Daesh.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 191
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Nantel Grimisdal » 13 Lis 2020, o 23:44

Na rozmowę z Mai'fach miał miesiąc, pozwolił więc sobie na przeznaczenie reszty tego dnia na pozostałe obowiązki, jakie posiadał. A było ich niemało. Musiał sprawdzić postępy prac przy okręcie, pogadać z Jokerem i przeczytać raporty z Rebelii, które do nich docierały. Gdy stał się niespodziewanym kapitanem działającego już okrętu, nagle Caleb uznał, że powinien wiedzieć o niektórych operacjach, by "w razie czego pomóc". No cóż, nie zabronił wydawania sprzętu do napraw, więc Horyzont Zdarzeń był mu coś winien. Poza tym, właśnie do tego miał służyć. Do zadań, które kiedyś miały przywrócić wolność dla wszystkich istot w Galaktyce.
Odstawił miskę do mycia i ruszył zmęczone mięśnie w stronę doku, gdzie robale pracowały przy statku. Tak duży statek musiano posadowić już na gruncie, miał więc do pokonania kilka poziomów tuneli wykopanych przez tubylców. Lecąc tutaj poczytał co nieco o historii planety z Holonetu. Ponoć w czasie jeszcze wojen klonów cała planeta została spustoszona przez wojnę, a Geonosianie niemal wyginęli. Imperium podkreślało te fragmenty, obarczając winą za nie Starą Republikę, dlatego tez pozostały w powszechnych źródłach. Geonosianie jednak przeżyli. Jak się okazało, mieli sporo szczęścia lub dużo woli przetrwania. Jakaś ich królowa roju przeżyła i założyła nowe gniazdo. W wydarzeniach z historii musiało kryć się coś jeszcze, bowiem teraz była przychylna działaniom Rebeliantów. Samo zaś gniazdo zdążyło się nieźle rozwinąć i zamieniło się wręcz w małe miasto, przystosowane też dla innych ras. Wszędzie można było dostrzec techniczne rozwiązania spojone razem z surową skałą, krzątające się istoty czy inne elementy otoczenia nie przypominające terminu "gniazdo". Nantelowi zawsze kojarzyło się raczej z czymś obślizgłym i niezbyt przyjemnym. Na tych poziomach, gdzie przebywali, było nawet sucho i przyjemnie. Do najgłębszych jego części nie mieli jednak dostępu.
W końcu dotarł do głównego doku. Horyzont Zdarzeń wyglądał znacznie lepiej niż w momencie, gdy opuszczał przestrzeń Lucrehulka. Właściwie cały kadłub świecił nowością i prace prowadzone były tylko wewnątrz. Głównie na dolnym pokładzie, gdzie przygotowywano miejsce dla licznych uciekinierów i przyszłych członków Rebelii, ale trwały też ostatnie testy hipernapędu. Nantel jednak od razu po wejściu na pokład, skierował się na mostek, gdzie miał nadzieję spotkać Jokera.
Tak też się stało. Na posprzątanym i odświeżonym mostku, przy świecących się w końcu prawidłowo wszystkich ekranach, Joker akurat rozmawiał z głównym pilotem, kel dorczykiem imieniem Gor Far. Na jego widok przerwali, a Joker zasalutował, choć w luźny i dość przyjacielski sposób. Nantel odwzajemnił gest.
- Dzień dobry, choć zaraz tutejsza gwiazda w sumie będzie zachodzić.
- Trochę zajmują te treningi z Mai'fach i tą twi'lekanką - stwierdził dowódca żołnierzy.
- Tak, ale są potrzebne. Co dzisiaj nowego mamy?
- Prace przebiegają pomyslnie. Żadnych awarii i wypadków. Za tydzień statek będzie gotowy - wokabulator kel dorczyka wydał z siebie niskie dźwieki.
- Ja kontynuuje szkolenia. Nasz oddział ma w sumie ze mną dwudziestu ludzi, ale poduczam też co bardziej ogarniętych z załogi statku, żeby sami też potrafili się bronić, gdyby doszło do abordażu.
- Bardzo dobrze. Cos czuję, ze często będziemy przewozić cenne ładunki, więc ktoś może chcieć nam wskoczyć na pokład, tak, jak my to zrobiliśmy. Dobrze też, że statek będzie gotowy szybciej niż planowaliśmy, bo szykuje nam się pierwsze zadanie. Przyjdźcie jutro o 8 standardowego czasu do mojej kajuty i wszystko wam wytłumaczę. Idę teraz zobaczyć, co pozmieniali na dole.
- Tak jest, kapitanie - Joker ponownie zasalutował.
Nantel oddalił się od dwójki swoich oficerów, po czym zszedł schodami na dolny poziom statku. Najpierw chciał skierować kroki do maszynowni, ale jego uwagę przykuły prace prowadzone w części, gdzie dawniej znajdowały się cele. Teraz cała ta przestrzeń była przerabiana na małe kajuty. Niezbyt wygodne, ale przystosowane do transportu dużej ilości istot, które w razie konieczności trzeba by ewakuować. Lepsze to niż trzymanie ich w ładowni. Na końcu tej sekcji było kiedyś pomieszczenie przesłuchań i to właśnie tam panował największy ruch robotników. Już z daleka widział geonosian zarządzanych przez dwóch jego mechaników, Vebba i Chitu'a. Na jego widok odwrócili się do niego.
- Witamy kapitanie. Mamy dla ciebie cos specjalnego - odezwał się kalamarianin.
- To miało być kolejne pomieszczenie dla ludzi, ale mamy już ich sporo. Pomyśleliśmy więc, że tak jak na Lucrehulku przyda ci się miejsce do ćwiczenia tych twoich sztuczek. Wiesz, tych magicznych z tą całą Mocą - kontynuował rodianin.
- No i tej zielonej twi'lekance tez się przyda.
Nantel był zaskoczony. Nie spodziewał się takiej "niespodzianki" ze strony swojej załogi. Liczył na kilka przydatnych podzespołów od geonosian, ale w żadnych projektach nie pomyślał o czymś takim. A musiał przyznać, ze rzeczywiście mu się takie miejsce przyda.
- Eee, dzięki. Jestem szczerze zaskoczony.
- Robale właśnie sprzątają, zaraz będzie do użycia.
- To sprawdzę, co słychać w reszcie statku i niedługo tu wrócę. Jeszcze raz dzięki.
Oględziny postępu prac nad okrętem zajęły mu trochę dłużej niż się spodziewał. Nie spieszył się też, wciąż odczuwając zmęczenie po treningu. Hipernapęd w maszynowni został już zamontowany i przetestowany. Pozostało tylko uprzątnąć robotniczy bałagan. Cała uwaga skupiła się teraz na łataniu kadłuba i zadbaniu o jego opancerzenie oraz na osłonach. Nantel wiedział też, że Atran, jeden z uratowanych ludzi z ostatnich walk, wciąż sprawdza nowe uzbrojenie statku, dorzucone również przez geonosian.
W końcu jednak dotarł z powrotem do swojej nowej komnaty medytacyjnej, jak już ją w myślach nazwał. Większość z załogi poszła już do siebie, by skorzystać ze swojego nielicznego czasu wolnego. Nantel mógł więc sam sprawdzić, jak w ciszy i spokoju uda mu się utrzymać kontakt z Mocą. Już po pierwszym kroku w pomieszczeniu poczuł jednak, że ślady jego dawnego przeznaczenia nie zostały usunięte wraz z remontem. Czuł ciężką zasłonę Ciemnej Strony, która trzymała się dawnego miejsca tortur i przesłuchań. Mimo tej złowrogiej aury wszedł jednak do pomieszczenia. Cały statek zmienił swój charakter, więc to pomieszczenie również da się zmienić.
Usiadł na środku, na jednym z płaskich foteli, który tam sobie przysunął, skrzyżował nogi i rozpoczął medytację. Od razu poczuł silniej stare emocje osób, które tu prześladowano. Bol, gniew, rozpacz niemal ściekały ze świeżo odnowionych ścian pomieszczenia. Otworzył oczy i zaczerpnął głębszy oddech. Jak tu razem z Daeshą mają w ogóle coś zrobić? Wszystko tu zdawało się być zbyt mocno przesiąknięte Ciemną Stroną. Ale z drugiej strony... Może to będzie dla niego dobry trening. Zmienić aurę tego miejsca. Może to pomoże mu przywrócić u siebie dawny kontakt z Jasną Stroną. Spróbował więc jeszcze raz. Postanowił powoli, sięgnąć jak najdalej po Jasną Stronę i pozwolić tylko jej przepłynąć przez siebie. Zachowywał spokój i ciszę. Tak, by stopniowo mogła go otoczyć i odgrodzić od mroku.
Coś się zmieniało. Jakby powoli, bardzo powoli, aura tego miejsca odkształcała się i poddawała nowym wpływom. Dla Nantela był to znak, że wszystko może się zmienić i nic nie jest przesądzone. Zmiana jednak zachodziła bardzo powoli, a Grimisdal czuł, jak mocno go ta medytacja wyczerpuje. Wtedy jednak nadeszła kolejna wizja.
Tym razem gnał przez tunel, a potem skoczył w dół, w stronę głębokiego dołu. Leciał wciąż niżej i niżej. Mrok zdawał się go otaczać, stare czasy pamiętały straszne wydarzenia, jakie się w tym miejscu rozegrały. W końcu jednak zobaczył nikłe światełko. Gdzieś na dole. Zbliżało się z każdą sekundą. W końcu poczuł pod stopami twarde podłoże. W tym samym momencie światło zbliżyło się do niego, zasłaniając sobą całą ciemność.
Obudził się gwałtownie. Miejsce na pewno nadawać się będzie do medytacji. W końcu je odmieni, tak jak resztę okrętu. Na stronę dobra. Cała sala już teraz wydawała mu się jakby mniej straszna.
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 525
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Daesha'Rha » 27 Gru 2020, o 00:27

W miarę treningów Mai'fach zaczynała poświęcać nieco więcej uwagi aspektom Mocy, niż stricte medycznej wiedzy. Daesha'Rha natomiast zaczynała odczuwać wagę swojego nowego "zawodu".
Jako oficerowi medycznemu "Horyzontu Zdarzeń", opieka nad załogą statku spadała właśnie na jej barki. Jej ćwiczenia z Mai'fach szybko skończyły się na zwłokach i zaczęły na żywych pacjentach. Obydwie uznały, że Twi'lekanka nabrała już wystarczająco dużo doświadczenia w pracy klinicznej, a coraz większa wiedza o anatomii i fizjologii humanoidów pozwalała Daesh na pracę w czymś, co Mai'fach nazwała "pełnym wymiarem godzin", cokolwiek przez to rozumiała.
Nantel pokazał jej ambulatorium statku i od tamtej pory Desha'Rha często tam przychodziła i kręcąc się po pomieszczeniu, sprawdzała jego wyposażenie i próbowała sobie wyobrazić pracę w nim. Wkrótce zapamiętała położenie konkretnych narzędzi i urządzeń, a mechanicy i technicy Grimisdala wytłumaczyli jej ich działanie.
Daesha'Rha postanowiła także przysposobić sobie do pomocy Ottę, dziewczynę, która razem ze swoją babką pomogła jej wtedy ogarnąć rannych podczas ucieczki tymże właśnie statkiem. Otta zgodziła się, bo nie umiała odnaleźć się za bardzo ani w roli mechanika, ani pomocy kuchennej. Daesha postanowiła przekazać jej swoją wiedzę, dlatego wkrótce coraz mniej liczne wolne chwile zaczęła poświęcać na nauczanie Otty. Dziewczyna miała olbrzymią wiedzę i tak naprawdę lekcje ograniczały się do nauki obsługi aparatury ambulatoryjnej oraz co bardziej skomplikowanych operacji.
Wkrótce Daesha'Rha stała się jedną z najbliższych Ottcie osób, zaraz po babce oczywiście. Spędzały ze sobą sporo czasu, opatrując wspólnie nawet tak błahe urazy załogi, jak poparzenia czy utarty palców.
Załoga szybko przyzwyczaiła się do swojej opieki medycznej i, ku uśmiechowi Daesh oraz radości Otty, zaczęła (z początku tylko żartobliwie) zwracać się do Twi'lekanki lub dziewczyny per "pani doktor". Otta promieniała za każdym razem, kiedy opatrywany mechanik czy pilot zwracał się do niej w ten sposób i tylko Mai'fach studziła jej zapał prychnięciami i kąśliwymi uwagami o "prawdziwym wykształceniu", "wielu latach ciężkiej pracy" oraz "dzisiejszej młodzieży". Daesha'Rha, od czasu zakończenia studiów tytułowana potocznie "panią doktor", tłumiła wtedy uśmiech i skupiała się na pracy nóg.
Twi'lekanka, mając w perspektywie częste i długie misje z załogą "Horyzontu", starała się poznać jak najwięcej osób z załogi i ze wszystkimi utrzymywać w miarę dobry kontakt. Nie trzeba było mieć doktoratu z behawioryzmu humanoidów, żeby wiedzieć, że jako zwierzęta stadne, osobniki pałające do siebie nienawiścią, zamknięte na małej przestrzeni, szybko skaczą sobie do gardeł.
Nikt jednak nie wzbudzał takiego respektu i szacunku wśród załogi, jak ich własny lekarz. Większość załogantów, mając w perspektywie trafienie na stół pod ręce Daesh i Otty, również starała się o dobre kontakty. W ten właśnie sposób, mimo braku dużego wspólnego doświadczenia, Daesha'Rha zaczynała czuć się coraz swobodniej wśród istot na "Horyzoncie Zdarzeń".
Któregoś razu pod wieczór razem z Ottą sprzątała ambulatorium po szybkim zabiegu rozcinania ropni u Rodianina. Daesha'Rha wiele razy wyciskała ropę z większych lub mniejszych pęcherzy, ran czy wrzodów i zawsze robiła to bez większych trudności, dysponując niewyjaśnioną fascynacją tego typu tworami ciała, ale do tej pory żadne zwierzę nie rzucało się podczas zabiegu tak bardzo, jak ów Rodianin. W efekcie, zanim Otta uspokoiła spanikowanego pacjenta, ten rozchlapał zielono-żółtą wydzielinę po stole i podłodze pod nim.
Uruchomiona niedawno wentylacja statku szybko przefiltrowywała śmierdzące mdląco powietrze ambulatorium, Daesha wyrzucała ostatnie szmaty do spalarki, a Otta opryskiwała stół środkiem dezynfekującym. Wtedy rozległo się pukanie, a po chwili do ambulatorium wszedł Teb, jeden z załogantów.
- Cześć - przywitał się chłopak - Co wam tu zdechło?
Daesha rzuciła w niego czystą szmatą, ale chłopak i tak strząsnął ją z obrzydzeniem. Otta zaśmiała się.
- Lepiej, żebyś nie wiedział.
- Macie już wolne? - zapytał, podchodząc bliżej stołu.
- Jeśli nikomu niebo nie zwali się na głowę, to tak - odparła Daesha'Rha - Co słuchać?
- Nic, tylko deszcz. A po zmierzchu macie coś do roboty? Jakieś medytacje, czy inne pierdalamacje?
- Pier... co? Dzisiaj akurat mam spokój i zamierzam z niego skorzystać, a Otta z tego co wiem nie szkoli się w tajnikach Mocy.
- Aha.
Daesha'Rha uniosła brew i spojrzała pytająco na Ottę. Dziewczyna wzruszyła ramionami.
- Co ty kombinujesz, Teb? - zapytała Twi'lekanka.
Chłopak stał przy półce i skubał róg opakowania z wenflonami.
- Aa bo... chłopaki zrobili ostatnio zlewkę, wyszło im trochę tego, więc chcieliśmy zrobić dzisiaj takie jakby spóźnione chrzciny...
Daesha chciała już pytać o zlewkę, chrzciny i tajemniczych chłopaków, ale zaraz wszystko samo jej się poukładało. Otta opowiadała jej już o znikających zapasach słodkich warzyw i owoców, czasem nawet resztkach paliwa do śmigaczy, a Daesha'Rha podczas studiów niejednokrotnie spotykała się z podobnym procederem, głównie na kampusach kierunków chemicznych. Widocznie załoga "Horyzontu" przejawiała podobne zainteresowania, a gdzieś na pokładzie zdążyła już powstać ukryta destylarnia.
- Teb, jako twój lekarz muszę poinformować się o potencjalnych efektach ubocznych takiej produkcji.
- Nie no, pani doktor, nie urodziłem się wczoraj.
- Żebyście tylko nie oślepli zanim odlecimy z Geonosis.
- Jakie oślepli, do oczu sobie przecież nie lejemy, nie godzi się tak za kołnierz...
- Dobra - Daesha machnęła rękami i już chciała zbierać swoje rzeczy, kiedy zauważyła wzrok Teba. Chłopak wyłamywał palce i przestępował z nogi na nogę - Teb, czy...
Zerknęła jeszcze na Ottę, która też zaczęła zachowywać się trochę jak kot z pełnym pęcherzem.
- A, bo wy chyba sami chcecie zostać, co?
Po pełnej ulgi minie Teba zauważyła, że odgadła. Uniosła ręce w geście poddania i wyszła z ambulatorium na korytarz.
- Pani doktor też jest zaproszona - rzucił jeszcze za nią Teb - Tobler mówił, że przyjdzie.
Daesha'Rha oparła się o ścianę naprzeciwko ambulatorium i poczekała, aż chłopak wyjdzie. Nie zajęło mu to długo, bo po minucie czy dwóch wymknął się z sali i pobiegł gdzieś korytarzem. Twi'lekanka wróciła do środka i zaczęła zbierać swoje rzeczy. Nadal nie przeprowadziła się na statek, dlatego musiała jeszcze przejść się do swojego pokoju w grocie.
- Za dwie godziny zaczynają w sali pod magazynem czwartym - poinformowała ją Otta - Geonosianie też będą. Ponoć niektórzy dowódcy wydali przepustki, żeby sobie chłopaki pogadali. A o zlewkach... oczywiście wiedzą tylko wybrani.
- Jak znam życie dowódcy wiedzą o bimbrze tak dobrze, jak my dwie.
- Ale to taka gra. Wojsko czasem przypomina małżeństwo moich rodziców.
- Czyli?
- Każdy robi coś wbrew regulaminowi, a chociaż druga strona doskonale o tym wie, gra polega na tym, żeby tą wiedzą się nie dzielić. Przyjdziesz?
Daesh skończyła się pakować i z torbą na ramieniu czekała na dziewczynę, żeby zamknąć ambulatorium.
- Zobaczę, dobrze? Jestem trochę zmęczona. A tak przy okazji: czyje chrzciny?
- "Horyzontu Zdarzeń", jak mniemam.
W swojej grocie Daesha'Rha usiadła ze skrzyżowanymi nogami na pryczy i zamyśliła się. W sumie to całe spotkanie zapowiadało się interesująco, a ona potrzebowała w końcu czegoś innego, niż praca, trening i medytacja. Dzisiaj miała ochotę być gdzieś, gdzie jest głośno, tłoczno i duszno.
Ustawiła się w kolejce do prysznica, tego wieczoru wyjątkowo skromnej. Udało jej się szybko odświeżyć, zjeść zimną kolację i nawet zdrzemnąć trochę. Przed wyjściem miała iście samiczą ochotę przejrzeć swoje rzeczy, w poszukiwaiu czegoś odpowiedniego do ubrania, ale wiedziała dobrze, że stroje do twi'lekańskich tańców, które tak uwielbiały z matką, dawno przepadły w niebyt. Dla porządku i spokoju zamieniła jednak obecną, tygodniową koszulkę na nową, a co. Raz się żyje.
Nocą w bazie zazwyczaj panowała cisza, jednak tym razem, zbliżając się do magazynu czwartego, Daesha'Rha słyszała już muzykę. Poczuła ekscytację, kiedy warta, złożona z kilku zarumienionych już osób, wpuściła ją po kilku zupełnie niezwiązanych z czymkolwiek pytaniach do środka.
Sala, będąca pewnie tego samego dnia pustą pieczarą geonosiańskiego labiryntu, wypełniona była dżentelistotami, w tym także robalami. Z wyglądu przypominało to wszystko kantynę: na obrzerzach pomieszczenia rozstawiono stoły, przy których można było postać albo posiedzieć i napić się lub pogadać. Na środku wyznaczono miejsce do tańczenia. W centralnym miejscu sali, otoczone tańczącymi, rozstawione zostały głosniki i tak zwany "sprzęt grający" wraz z człowiekiem, który nadzorował muzykę.
Daesha przywitała się z kilkoma osobami, spotkała nawet Treca, poparzonego uratowanego z "Shooting Stara". Mężczyzna, zauważywszy że Twi'lekanka chodzi z pustymi rękami, szybko wynalazł skądś coś pełniącego rolę kubka i zaraz nalał jej z kanistra po paliwie. Pzrepili do siebie, chociaż Daesh profilaktycznie zmoczyła tylko wargi, poklepali się po plecach i rozeszli.
Wśród ludzi skaczących i krążących w ciemnościach, które miały imitować ośweitlenie klubów na bardziej cywilizowanych planetach, udało jej się odnaleźć Toblera. Gunganin rozmawiał z kilkoma ludzkimi mechanikami i żywo przy tym gestykulował.
- Tobler! - zawołała mu prawie do ucha, przekryzkując muzykę.
- A, Daesh, cieszę się, że przyszłaś! - odkrzyknął. Po jego oczach widziała, że impreza rozpoczęła się jednak wcześniej, niż myślała - Nalali ci?! Bardzo dobrze, dama nie może tu chodzić z pustym kubkiem! Panowie, przeprosimy was na chwilę...
- Co?!
- PRZEPROSIMY NA CHWILĘ!
- ALE CO SIĘ PALI?
- NIEWAŻNE!!! Chodź Daesh, dadzą sobie radę.
Tobler zaprowadził ją do stolika bardziej oddalonego od parkietu. Tam krzyczeli trochę mniej, żeby się usłyszeć.
- Mai'fach cię puściła? - zapytał Tobler, łyknąwszy ze swojego słoika.
- Dzisiaj miałam wolne.
- Ha, dobrze się złożyło. Nie wiedziałem, że ci rebelianci potrafią się dobrze bawić.
- Kto by pomyślał, że zwykli z nich ludzie, prawda?
- To samo sobie pomyślałem! - wykrzyknął i po chwili dodał: - Strasznie się cieszę, że przyszłaś.
- Musiałam się trochę zresetować. A potem będę miała do ciebie sprawę.
- No proszę. Co tam?
- Nic, tylko deszcz - powiedziała, powtarzając ulubione powiedzonko załogantów Nantela. Ponoć Grimisdal zaczerpnął je z jakiegoś starego holofilmu - Ale powiem później, tu jest trochę za głośno.
- Dziwię się, że jeszcze nie ogłuchłaś. Myślałem, że nie lubisz głośnej muzyki.
- Ja też!
Mężczyzna na środku parkietu zmienił utwór. Od stołów oczepili się ludzie i grupkami zaczęli powiększać tłok na środku. Coraz więcej osób gromadziło się tam i zaczynało skakać do rytmu. Daesha'Rha odetchnęła głęboko dusznym powietrzem, przez chwilę zachwycając się chwilą i emcjami, które aż biły od wszystkich tych osób. Poczuła się oderwana od świata, prawie jak podczas medytacji - patrzyła na uśmiechnięte kobiety i mężczyzn, na tańczących Geonosian i poczuła przemożną radość, taką głęboką, prosto z tzrewi. Żyli, byli bezpieczni, młodzi i w miarę zdrowi. Bawili się.
Tobler osuszył słoik, postawił go na stoliku i wyciągnął do niej rękę.
- Mogę prosić na parkiet?
Z chęcią odstawiła kubek i złapała Gunganina za chłodną i wilgotną dłoń. Z zaskakującą dla niej łatwością wbiła się w rytm i ożywiła ruchy, które pamiętały mięśnie, ale o których prawie zapomniała sama.
Jakże dawno nie tańczyła na twi'lekański sposób. Chociaż teraz każdym ruchem starała się opisać wręcz historię tego wieczrou i oddać w nich swoje emocje, przypominała sobie mignięciami wieczory z matką, kiedy razem uczył się tego teatru ruchu. Teraz, otoczona muzyką, oślepiona brakiem światła, z Toblerem jako jedynym punktem trzymającym ją w tym świecie ciemności i hałasu, po raz pierwszy opowiadała historię i tworzyła ją jednocześnie.
Napędzana emocjami, odrobiną alkoholu w żyłach i Mocą, którą nieświadomie zaczęła przepuszczać przez siebie i Toblera, długo z nim tańczyła. W końcu, kiedy ekipa na parkiecie wymieniła się, Naczelny Władca Bitu, Oświetlony Naczelnik Rytmu, Cesarz Basu i Nadszyszkownik Metrum zarządził krótką przerwę. Zapuścił zapętlony wolny utwór i wydostał się ze swojego gniazda w posuzkiwaniu czegoś do picia.
Daesha'Rha i Tobler wrócili do swojego stolika. Po drodze Twi'lekanka dostzregła Ottę, która pod rękę z Tebem szła na parkiet. Pomachały sobie ponad głowami innych imprezowiczów, ale Daesha domyśliła się, że tego wieczoru powinna dać Ottcie trochę swobody.
- To co za sprawę do mnie miałaś? - zapytał Tobler zachrypniętym od krzyku i alkoholu głosem.
- Chciałam zapytać, czy gdyby Nantel i twoi przełożeni się zgodzili, to dołączyłbyś do nas na "Horyzoncie".
- No proszę. A pytałaś już kogoś z nich o zgodę?
- Jeszcze nie, ale jutro pogadam z Nantelem. Jeśli oczywiście miałbyś ochotę. Tam też mógłbyś zajmować się mechaniką i tym podobnymi.
Gunganin potarł nasadę nosa i zamyśłił się na chwilę.
- Długo nad tym myślałaś, prawda?
- Mówiłam ci, że nie lubię pożegnań. A mi pracowałoby się lepiej, gdybym wiedziała, że w razie czego sama mogę się o ciebie zatroszczyć.
- Ha, myślałem, że do tej pory to ja się o ciebie troszczyłem - uśmiechnął się - I chociaż polubiłem tych Geonosian, to ta załoga też wydaje mi się miła. Właściwie, po dzisiejszym wieczorze jestem przekonany, że potrafią się też bawić, także... chętnie.
Daesha'Rha uścisnęła go któtko.
- Mam nadzieję, że Nantel się zgodzi przyjąć kolejengo członka załogi. Bo jeśli tak, to mamy właśnie coś na kształt domu, Tobler. Nasza własna Kraina Jezior.
- W rzeczy samej - powiedział, wznosząc z nią toast - W rzeczy samej.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 191
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Nantel Grimisdal » 10 Sty 2021, o 14:38

Horyzont Zdarzeń został ukończony. To był niesamowity projekt patrząc na to, jak wiele pracy i samozaparcia wymagał przy obecnych zasobach Rebelii. Ale Nantel był dumny z istot, które razem z nim tego dokonały. Każdy z nich odnalazł w tym statku nowy cel dla siebie.
Oczywiście jako kapitan dowiedział się o imprezie załogi na cześć nowego statku jeszcze zanim ją uzgodnili. Wystarczyło stać niezbyt daleko za plecami Treca, żeby usłyszeć cały plan. Nantel nie miał nic przeciwko takiej zabasie, choć sam nie miał teraz głowy do niej, zajmując się wszystkimi problemami dookoła. Załoga jednak jej potrzebowała. On sam natomiast stwierdził, że pojawi się na niej chociaż na chwilę, bo kapitan też musi ze swoimi ludźmi wypić, a i przy okazji znajdzie twi'lekankę, do której miał pewną sprawę. Jego wizje w ostatnich dniach powtarzały się, wciąż wzywając go w dół jakiejś głębiny. Było jasne, że musi zejść w dolne rejony gniazda geonosian, tam gdzie ich nie wpuszczali.
Wszedł na teren hangaru akurat w momencie, gdy DJ zmieniał kawałek. Dało to piorunujący efekt wkroczenia kapitana na nielegalną imprezę. Nantel szybko podszedł do prowizorycznego baru zestawionego z kilku skrzyń i chwycił kieliszek z samogonem, który destylował się już od jakiegoś czasu w maszynowni. Wypił na raz, co od razu przywróciło muzykę i zabawę całego towarzystwa. Wszyscy wrócili do tańca, picia i przekrzykiwania się. Nantel z całych sił powstrzymał się, by się nie skrzywić po mocnym bimbrze. Skinął głową ekipie obsługującej beczkę z nim, dając znać, że się postarali. Sam Nantel zaczął zaś szukać wzrokiem twi'lekanki i w końcu zlokalizował ją stojącą na uboczu z Toblerem.
- Jaki nowy członek załogi? Czy o czymś nie wiem?
Na dźwięk głosu Nantela tamta dwójka aż podskoczyła. Hałas muzyki docierał nawet tutaj i Nantel po prostu mógł niespodziewanie do nich podejść, gdy tamci wychylali swój toast.
- No tego... Tobler. Chciałabym, żeby dołączył do załogi.
- A to nie musisz nawet pytać. Pewnie, że może. Witamy na pokładzie - uśmiechnął się w stronę gunganina. - Daesh, tak właściwie to cię szukałem. Wszyscy tu są, więc byłem pewny, że cię tu znajdę. Chcę cię jutro zabrać w jedno miejsce. Zamiast porannego treningu. Rozmawiałem już z Mai'fach i się zgodziła. Chociaż... Nie wiem, co tam dokładnie spotkamy. Idziesz?
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 525
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Daesha'Rha » 18 Sty 2021, o 19:39

- Mam was zostawić? - krzyknął Tobler, w próbie przebicia się przez hałas i nową piosenkę.
- Zaraz wrócę - odkrzyknęła Daesh.
- Państwo pozwolą - powiedział Gunganin, kiwnął głową i lekko chwiejnym już krokiem wrócił do stolika Geonosian.
Daesha'Rha wskazała Nantelowi jakieś wolne skrzynki, pełniące rolę kanapy i ruszyła w ich stronę. Przy pierwszym kroku trochę nią zachwiało - zakręciło jej się w głowie i musiała chwycić się krawędzi czyjegoś stolika, żeby nie stracić równowagi.
- Ostrożnie - zaśmiał się tymczasowy właściciel blatu - Miota jak szatan, nie?
Przez chwilę zrobiło jej się głupio. Gdyby Mai'fach zobaczyła jej fatalną pracę nóg...
- Wszystko ok? - zapytał Nantel, kiedy siadali.
- Trochę mnie skłłowało. Nie jestem pszyswyczajona.
"Kanapa" była niezbyt wygodna ale i tak lepsza niż puste i kanciaste skrzynie. Twi'lekanka oparła się o ścianę i jakoś odruchowo pociągnęła ze słoika.
- Dzięki, że zgodziłeś się pzzyjąć Toblera - powiedziała po odzyskaniu głosu - Klimatyzacja na statku dobzze mu zrobi.
- Nie ma problemu. A wracając do mojego pytania...
- A wracając do twojego pytania, to chciałabym najpierw się dowiedzieć, gdzie mam iść, bo na razie trochę enigmatycznie to brzmi. I mam przeczucie, że wpadłeś na jakiś ryzykowny pomysł.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 191
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Geonosis] - Z popiołów

Postprzez Nantel Grimisdal » 26 Sty 2021, o 00:11

Nantel rozejrzał się dookoła, sprawdzając, czy na pewno są wystarczająco daleko od innych, by muzyka stanowiła nieprzepuszczalną barierę dla jego słów dalej niż na metr. Szczególnie zwracał uwagę, czy któryś z geonosian się nie zbliża.
- Oj tam zaraz ryzykowny. W porównaniu do tego, co przeszliśmy, to całość jest całkiem prosta. Chcę zejść na dno gniazda, gdzieś tam jest coś związanego z Mocą. Bardzo silnie. Widzę to w tych swoich wizjach.
Spojrzał na swoja towarzyszkę, sprawdzając, czy nie wypiła za dużo i będzie w stanie podjąć racjonalną decyzję.
- Tylko robale nas tam nie wpuszczają. Pewnie trzymają tam swoją królową. Więc będziemy musieli tam zejść po cichu i znaleźć miejsce, z którego emanuje Moc. Wiem, że musze tam dotrzeć, w każdej wizji słyszę nawoływanie czegoś. Może dla ciebie też będzie z czymś związane... Nie wiem w sumie... Ale tam coś jest i zanim z tej planety odlecimy, czuję, że trzeba to sprawdzić. To co, idziesz?
Image

Piękno tkwi w oku patrzącego. Strach też...
00
+++++ ++++
Awatar użytkownika
Nantel Grimisdal
Mistrz Gry
 
Posty: 525
Rejestracja: 26 Kwi 2016, o 19:55
Miejscowość: Koszalin

Następna

Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron