Content

Zewnętrzne Rubieże

[Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Image

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 14 Gru 2020, o 12:54

Jack kiwnął głową i dopił swoją szklankę. Było trzeba się uwijać i przy okazji nie zwracać na siebie uwagę. W pierwszej więc kolejności, po wyjściu z speluny, Jack kupił dla siebie i swoich towarzyszy obszerne płaszcze z kapturami. Co prawda miały dziwny zapach, ale wraz z przewiązanym na twarzy szalem idealnie nadawały się do maskowania się przed prostymi algorytmami śledzącymi, w które mogły być wyposażone systemy monitoringu. Co prawda Jack szczerze wątpił by w tych rejonach było choć parę sprawnych kamer, ale wolał dmuchać na zimne.
Następnie zajął się zakupami zapasów. Musiał dosyć rozważnie decydować by nagle nie okazało się, iż prócz przewodnika będą potrzebować jeszcze tragarzy. Ponadto dyskretnie starał się kompletować części i narzędzia do skonstruowania pewnej broni, której od bardzo dawna nie dzierżył w swych dłoniach.
Welles za młodu parał się kieszonkowstwem, a i będąc dorosłym mężczyzną wielokrotnie zdarzało mu się coś "redystrybuować", więc i teraz w ramach oszczędności załatwił trochę sprzętu nie płacąc za niego. Trochę wstyd się przyznać, ale sprawiało mu to na prawdę dużą frajdę. Zwłaszcza, że sprzedawcy nie mieli żadnych szans wobec jego umiejętności i wsparcia w postaci pewnej mistycznej siły.
Ostatecznie, gdy udało mu się już zdobyć końcowy element potrzebnego sprzętu - małą spawarkę - Jack skierował swoje kroki z powrotem do rubieżnego Gamorreana. Całość zakupów zajęła mu jakieś kilkadziesiąt minut i według jego wyliczeń miał jeszcze trochę czasu by złożyć sprzęt, a i wypić szklankę czy dwie wódki.
- Coś się działo jak mnie nie było? - spytał się, dosiadając się do swoich towarzyszy. - Udało mi się praktycznie wszystko kupić i na razie na zewnątrz panuje spokój, więc albo bardzo dyskretnie nas szukają, albo jeszcze tutaj nie dotarli... A teraz jeśli pozwolicie złożę taki jeden wihajster do kupy, by zwiększyć trochę nasze szanse na przetrwanie na dolnych poziomach. - dodał wyciągając części, z których miał zamiar złożyć swój oręż. Musiał się spieszyć, ale miał Moc po swojej stronie... A przynajmniej na razie.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2547
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Mistrz Gry » 20 Gru 2020, o 22:21

Saine i Locust przyglądali się, jak Jack wyjmuje różne części na stół, jednak zanim mężczyzna zdążył w ogóle zabrać się do pracy, do ich stolika podszedł barman.
- Przyszedł wasz przewodnik - powiedział, pochylając się nad blatem.
Rozejrzeli się po pomieszczeniu, ale nie zauważyli nikogo nowego. Saine zdziwiła się, bo odkąd Jack wyszedł, nikt nowy nie wszedł do baru.
- Jest na zapleczu - poinformował barman, widząc ich zaskoczone spojrzenia - Zaraz go do was przyślę.
Zniknął na chwilę w wejściu za barem.
Po irytująco przedłużającej się chwili, wypełnionej niezręcznym milczeniem, do ich stolika bezceremonialnie przysiadł się Ugnaught.
Świniopodobny karzeł postawił przed sobą kufel z piwem, pociągnął nosem, wytarł go rękawem i łyknął napoju.
- Szukacie przewodnika - stwierdził raczej, niż zapytał - Za tysiąc kredytów mogę was zaprowadzić na środkowy poziom Podmiasta, nie niżej. Przewiduję najwyżej trzy dni podróży, za każdy dzień dłużej z powodu waszego ociągania się biorę dodatkowe pięćdziesiąt kredytów. Gwarantuję ścieżki bezpieczne od rakguli i imperialnych patroli, wszystkie potrzebne zakupy robicie na swój koszt. Jak będzie?
Przytłoczeni trochę ilością słów Ungnaughta, nie odpowiedzieli przez chwilę. Saine czuła, że wymieniona przez przewodnika kwota jest zapewne wygórowana, ale krótka obserwacja twarzy Ungnaughta sprawiła, że kobieta uwierzyła w jego zdolności. Jack nie był tak przekonany do nieznajomego, jednak Locust kiwnął głową w stronę Wellesa, dając dobitny i jednoznaczny znak, by przyjąć ofertę.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

Komandor porucznik Travis Hutbell siedział w swoim gabinecie i oglądał po raz piętnasty materiały filmowe, nagrane przez pilotów TIE. Na każdym widział, wyraźniej lub nie, katapultowany segment kokpitu. Po wynikach badań na miejscu katastrofy wnioskował, że w zgliszczach nie było ciał pilota. Odtwarzał zatem od nowa krótkie nagrania i próbował oszacować miejsce, w którym mógł wylądować kokpit.
Rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejść!
Do gabinetu wszedł podporucznik Halley. Zasalutował i strzelił obcasami już w progu, Travis gestem jednak pozwolił mu zrezygnować z protokołu. Byli przecież sami.
Halley podszedł do biurka i siadając położył przed przełożonym kilka teczek z dokumentami.
- Znaleźliśmy, że tak powiem, odpowiedzialnych za ten burdel - powiedział, siadając swobodnie w fotelu naprzeciwko.
Travis włączył przypasany do biodra zagłuszacz, żeby zmylić kamery i podsłuchy rozmieszczone przez niego osobiście w pokoju, po czym wyjął z szuflady dwa kieliszki z granatowym płynem.
Stuknęli brzegami rżniętego szkła, wypili.
- Na kogo padło? - zapytał w końcu Hutbell.
- Piloci dostali pouczenie i dwa tygodnie służby na patrolach. Kontroler ruchu został zdegradowany i oficjalnie trafił na karną służbę na powierzchni Taris.
- Zająłeś się tym?
- Oczywiście. Przeniosłem go na pański krążownik, po cichu, ma się rozumieć.
- Bardzo dobrze. Mamy coś nowego?
Halley chrząknął, poprawił się na fotelu.
- Na jednym z lądowisk na Dolnym znaleźliśmy tą kapsułę...
- Kokpit.
- Słucham? A, tak. Kokpit zatem, był pusty. Puściłem trzy grupy w miasto, mają identyfikować każdego podejrzanego.
Travis wstał energicznie, podszedł do okna.
- Ta porażka kosztowała ludzkie życie - powiedział, patrząc się na miasto.
- Wiem, komandorze. Dlatego szukamy.
- Daj mi znać od razu, jak kogoś złapiecie.
- Tak jest.
Halley wstał, słusznie odczytując słowa Travisa jako zakończenie rozmowy. Dopił drinka, skłonił głowę i wyszedł prężnym krokiem.
Hutbell patrzył długo na miejski ruch, jakby próbował w tym rozgardiaszu znaleźć winnych tych wszystkich problemów.
- Co za marnotrawstwo - szepnął do siebie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6978
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 29 Gru 2020, o 18:19

Oczekiwanie na powrót Jacka nie było aż takie straszne i mimo faktu, iż znajdowali się raczej w lokacji o dużym ryzyku bójek i innych problemów, ten konkretny lokal, wbrew swojemu wyglądowi był bardzo spokojny, albo mieli dużo szczęścia. Nikt im nie przeszkadzał, nikt nie zwracał na nich uwagi i nie działo się absolutnie nic ciekawego. W końcu jednak mężczyzna wrócił i Saine z niemałym zdziwieniem spojrzała na to, co chciał zrobić. Widać jego zakupy były bardzo udane, choć dla niej niezbyt zrozumiałe. Już chciała zapytać, co on wyprawia, gdy przy stoliku pojawił się barman i oznajmił, że ich przewodnik już jest.
Sytuacja potoczyła się bardzo szybko, a fakt, jak bardzo zostali przytłoczeni informacjami, mogłoby wprawić niejedną osobę w zawroty głowy. Spojrzała na Jacka lekko skołowana.
- Chyba wielkiego wyboru nie mamy, a i tak trzeba wreszcie ruszyć. Im dłużej tu siedzimy, tym mniej będzie to bezpieczne.
Wiedział, o co chodzi - wprawdzie spędzili tutaj już ładnych kilka godzin i nic się nie stało, ale żadne z nich nie mogło wątpić w to, że Imperialni w tym czasie prężnie działali, by ich szukać. Być może w lepszych czasach ich manewr ze statkiem mógłby zostać potraktowany z machnięciem ręką, ale nie teraz w dobie zarazy i blokady całego układu. Nie odpuszczą im, a przynajmniej nie w tak krótkim czasie.
- Jeżeli mamy już wszystko, co nam potrzeba, to chyba nie pozostaje nam nic innego, jak ruszać i to najszybciej jak się da.
Zaczyna się coś dziać, a to poskutkowało silną mobilizacją. Siedzenie i martwienie się, w niczym nie pomoże - nic tak nie pomaga na nerwy, jak działanie, ruch i aktywność. Z pewnością, gdy zejdą niżej, Imperium będzie ich najmniejszym problemem.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 704
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 31 Gru 2020, o 09:05

-... rwa - mruknął Jack pod nosem i zaczął zbierać z powrotem swoje zabawki. Właściwie nagle zaczął wyglądać na bardzo rozkojarzonego jakby ktoś go wyrwał ze środka jakiejś bardzo intensywnej akcji, wymagającej ogromnego skupienia, a przecież tylko układał jakieś śmieciopodobne elementy elektroniki po stole. Co ważniejsze: małej spawarki postanowił nie chować zbyt głęboko w tobołach. Najprawdopodobniej uznał, że może mu się jeszcze niedługo przydać.
- Drogo - powiedział krótko na ofertę przewodnika, ale pod wzrokiem Locusta wzruszył ramionami - Dobra... Zgoda, ale zapłacimy po połowie: część teraz, część po dotarciu do celu.
I w ten sposób portfel Jacka stał się bardzo chudy, ale na pocieszenie znikną konkretnie z radaru imperialców. Nie wspominając o tym, że ostatecznie czeka ich nagroda od Locusta... Byleby to było coś co łatwo da się upłynnić.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2547
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Mistrz Gry » 7 Sty 2021, o 21:12

- Dobra, przyklepane - powiedział ich nowo zatrudniony przewodnik i odstawił kufel - Macie zapasy, czy idziemy na zakupy?
Wkrótce znowu znaleźli się na ulicy targowej, tym razem jednak Grognak wskazywał im odpowiednie stoiska i produkty warte zakupienia. Szybko zapełnili plecaki żywnością i gadżetami potrzebnymi podczas wędrówki.
Na ulicach panował względny spokój, jednak każdy dron czy TIE przelatujący nad nimi wywoływał u Saine ciarki na plecach, a u Jacka mimowolną chęć ukrycia się. Hanzo i Locust pozostawali jednak spokojni. Niestety okazało się, że spokój nie był im tego dnia przeznaczony.
Gen'dai, wystający ponad głowami mijanych ludzi, jako pierwszy dostrzegł imperialny patrol. Syknął, skulił się i powiedział:
- Trzech imperialnych przed nami. Sprawdzają dokumenty.
Najszybciej zareagował Ungnaught. Złapał Saine i Jacka za rękawy i pociągnął w najbliższą uliczkę. Skręcili jeszcze kilka razy; raz zostali przyciśnięci do ściany, kiedy w prostopadłej alejce minął ich jakiś żołnierz. Grognak niestrudzenie jednak pokonywał kolejne skrzyżowania, aż dotarli do ślepej uliczki.
- Nie ma przejścia - zauważył, jakże błyskotliwie, Locust.
- Nie dla mnie - rzucił Hanzo - Duży, podsadź mnie.
Gen'dai zrobił z dłoni półkę i bez wysiłku włożył sobie przewodnika na plecy. Ungnaught zręcznie złapał równowagę trzy metry nad poziomem gruntu i, ku zaskoczeniu swoich klientów, wdusił żelbetonową płytę w ścianie. Ukryte drzwi schowały się w bok, a Hanzo wpełzł do środka, rzucając tylko za siebie:
- Niech ktoś stanie na czatach.
Jack wzruszył ramionami i stanął u wylotu uliczki, zbyt zaskoczony, żeby protestować.
Czekanie przedłużało się na tyle, żeby zaczęli się bardziej denerwować. Jack w każdej chwili spodziewał się wybiegającego w ich stronę patrolu, Saine zaczynała wierzyć, że ich przewodnik po prostu zwiał z zaliczką, a Locust... właściwie nie wiadomo było, o czym myśli Locust.
W pewnym momencie Jack usłyszał spod ziemi za sobą głos:
- Czysto?
Mężczyzna mało nie wyzionął ducha. Ostatni raz wyjrzał na ulicę i potwierdził jej pustkę.
Między ziemią a ścianą sąsiedniego budynku, tuż przy wąskim rynsztoku, zauważyli kratkę, a za nią twarz Hanzo. Locus już chciał zabrać się za wyrywanie kratki, ale Grognak otworzył ją od środka. Kratka, jak i kawałek ściany, uniosła się na wmontowanym gdzieś w ścianę siłowniku. Powstały otwór wydawał się na tyle duży, by pomieścić nawet Gen'dai.
- To awaryjne drzwi dla dużych klientów - powiedział Hanzo, kiedy oni po kolei wczołgiwali się do otworu - Niestety, trochę czasochłonne.
Wewnątrz rozpostarło się nad nimi zbiegające się u góry sklepienie, natomiast przez środek posadzki biegło szerokie zagłębienie. Całość wyglądała jak położona na boku puszka, albo...
- Ściek? - zapytał rozczarowany Jack.
- Nie ma co wybrzydzać, mości książę - odparł Grognak, wyjmując latarkę - Po pierwsze, to nie obiecywałem ładnych widoków. A po drugie - od dawna nie jest używany. Ostrożnie na niektórych zakrętach, grubi mogą się zaklinować.
- Nie widzę tu grubych - mruknął Gen'dai.
Dalej szli w ciemności. Maszerowali długo, otoczeni przez zaokrąglone ściany. Skręcali w mniejsze lub większe odnogi i "dopływy"; czasem korytarze robiły się węższe i Locust był zmuszony iść bokiem. Gen'dai jednak nie narzekał, tylko wytrwale brnął przed siebie, twardo zaprzeczając faktowi swoich rozmiarów.
Saine była bliska zauważenia na głos, że jak na razie wcale nie schodzili niżej, w pewnym momencie jednak, zanim zebrała się na odwagę, Hanzo zatrzymał się gwałtownie.
- Jesteśmy - mruknął.
Stali na brzegu ogromnego otworu, którym prawdopodobnie nieczystości spływały niżej. Było zbyt ciemno, żeby dostrzec, gdzie jest dno, wszyscy byli jednak pewni, że głębokość to przynajmniej jakieś kilka sekund wolnego spadania.
Hanzo poprowadził ich wokół otworu, aż dotarli do dwóch durastalowych wsporników wbitych w grunt i ścianę przy krawędzi. Do wsporników były przywiązane grube, wytrzymałe liny z jakiegoś syntetycznego materiału. Saine rzuciła okiem na węzły, słusznie zgadując, że to od nich będzie zaraz zależało ich życie, pętle wyglądały jednak na solidne i fachowo zawiązane.
Grognak rozdał im szelki z karabińczykami i poinstruował, jak je założyć. Domyślili się, że musi to być stała trasa przewodników i że każdy z nich ma przygotowany sprzęt dla swoich klientów. Nie dało im się odmówić pomysłowości w unikaniu wścibskiego wzroku aparatu władzy.
Liny były dwie. Hanzo pokazał wszystkim dokładnie, co mają robić, po czym przypiął siebie i Saine jako pierwszych. Zaufał, że Locust i Jack poradzą sobie sami, po czym rozpoczął razem z kobietą powolny zjazd w dół.
Następne minuty Saine wrzuciła do teczki tych najgorszych w życiu. Otaczała ich ciemność, bo latarkę Grognak zaiwesił u pasa i snop światła padał na dół. Kela obserwowała kątem oka swojego przewodnika, a ten powolnymi ruchami wybierał linę i krok po kroku schodził niżej. Saine z każdym ruchem miała wrażenie, że lina pęknie, albo że ona sama starci równowagę; w pewnym momencie, zmęczona stresem i wysiłkiem fizycznym, gotowa była wpaść w panikę, ale wtedy dotknęła tyłkiem ziemi.
- Witamy w Podmieście - szepnął Hanzo - Panowie, wasza kolej!
Niedługo potem Jack przeżywał prawie to samo, co Saine. Jedynie opanowanie i szkolenie sprawiły, że w ogóle zaczął opuszczać się w głąb jądra ciemności.
Locust natomiast poradził sobie zaskakująco dobrze. Saine i Jack bali się, że uprząż nie utrzyma olbrzyma, ale i lina, i oplatające ich korpusy paski okazały się nad wyraz wytrzymałe. Gen'dai bez strachu znalazł się zatem na niższym poziomie Taris.
- No dobrze - powiedział przewodnik, pakując uprzęże do swojego plecaka - Na dzisiaj starczy tych przygód. Tu jesteśmy bezpieczni, więc korzystajcie ze spokoju. Wezmę pierwszą wartę i sprawdzę, czy wszystkie przejścia są zaczopowane. Nie chcielibyśmy przecież obudzić się w objęciach rakghuli, he, he.
Ungnaught odszedł w ciemność z latarką, pozostawiając im rozbicie tymczasowego obozu.


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6978
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 14 Sty 2021, o 17:03

W końcu ruszyli, choć żadne z nich nie mogło być pewne tego dokąd zaprowadzi ich droga i czy ich przewodnik nie okaże się oszustem, który sprzeda ich innym przestępcom, labo Imperium. Na szczęście nic takiego się nie wydarzyło, choć chwilami emocje sięgały zenitu, zwłaszcza że najwyraźniej liczba patrolujących te tereny żołnierzy znacznie wzrosła. Przodownik okazał się jednak rzetelny i póki co zasługiwał na swoją wygórowaną cenę.
Nie sądziła, że zostaną poprowadzeni ściekami i na ten widom mocno się skrzywiła, ale w duchu przyznała, że bywała już w gorszych miejscach, choć może nie takich. Podobne podróże nie były jej straszne, podobnie jak znajdy na linach, choć zdecydowanie bardziej preferowała zwiedzanie starożytnych ruin, niż nieczystości miejskich. Mocno odbiegało to od jej badawczych doświadczeń, ale no cóż, już od dawna nie robiła tego, co było jej pasją. Niewiele się odzywała całą drogę, zarówno wzdłuż całej trasy, jak i potem gdy zjeżdżali w dół. Jak zostało wspomniane, podobne akrobacje nie były dla nią nowością, jedynie ów kanał nie budził jej zaufania. Poza tym zwykle bywała lepiej przygotowana niż obecnie, ale trudno. Z przyjemnością przyjęła twarde podłoże pod stopami, czekając aż Jack i Gen'dai do nich dołączą. Przewodnik poszedł się rozejrzeć i mogli na chwile zostać sami.
- Jack, wyczuwasz cokolwiek? - oczywiście miała na myśli jego dodatkowe zmysły i to, czy rzeczywiście jest tu bezpiecznie.
W międzyczasie postanowiła wspomóc rozbicie obozu - kolejna nowość, bowiem jeszcze jej się nie zdarzyło nocować w takich warunkach, choć bywała już w najróżniejszych, a gęste dżungle, pustynie, nieprzyjemne mokradła czy sąsiedztwo różnego rodzaju ruin i innych zabudowań nie były jej obce.
- Mogę przygotować coś na szybko do zjedzenia, trzeba zregenerować siły. Póki co jak widać przewodnik się sprawdza, mielibyśmy spory problem się tu dostać bez wsparcia.
Wyciągnęła racje żywnościowe z plecaka, szykując posiłek dla całej ich grupy. Wszystko robiła automatycznie, a jej myśli błądziły zupełnie gdzie indziej. Była już zmęczona i zdecydowanie zestresowana, choć starała się tego po sobie nie okazywać. Czuła jednak ciężar na ramionach i plecach, choć nie byłą pewna co bardziej ją ugniata, dzisiejszy wysiłek, czy raczej silny niepokój. W końcu usiadła na prowizorycznym posłaniu, obok Jacka, przyglądając się jego poczynaniom.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 704
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 15 Sty 2021, o 09:04

- Ścieki... Dlaczego to zawsze muszą być ścieki... Jestem za stary na to gówno... - mruczał Jack pod nosem. W ogólności smród i aura właściwie mu nie przeszkadzała aż tak - jeśli porównać to miejsce do innych, w których bywał, to tutaj było jak w luksusowym hotelu na Coruscant - ale nie oznacza to, że przeciskanie się tą samą drogą, którą niegdyś płynęły fekalia, było dla niego przyjemnością. Ponadto lubił narzekać, a teraz miał idealną ku temu okazję.
Zjazd na linie kojarzył mu się z co najmniej kilkoma akcjami, w jakich brał w życiu udział. Z tą różnicą, iż teraz wszyscy przeżyli. Najważniejsze, że zeszli Imperium z oczu... Gorzej, że pchają się w jeszcze gorsze miejsce, ale przynajmniej tutaj będą mogli mordować swoich wrogów, bez większych skrupułów.
- Ale ściany to mogliby pomalować... - mruknął pod nosem i zaśmiał się w myślach na jakieś odległe wspomnienie.
- Nic nie wyczuwał... - rzekł Jack - A przynajmniej nic na tyle dużego co mogłoby nam zagrozić - dodał, gdy na skraju światła przebiegło coś szczuropodobnego.
Rozstawianie obozu, brzmiało trochę zbyt górnolotnie, względem tego co faktycznie było trzeba zrobić. Najważniejsze było w sumie rozłożenie prostych czujek ruchu, które miałyby ich poinformować, gdyby coś większego zaczęło się ku nim zbliżać, oraz znalezienie najmniej obleśnego miejsca na rozłożenie mat do spania. Szczęśliwie nie byli pierwszymi, którzy tutaj się zatrzymali, więc i podłoże było w miarę przetarte.
Przygotowany przez Saine posiłek był smaczny. Choć właściwie Jack miał typowo żołnierski żołądek i mało co mu nie smakowało. Co prawda potrafił docenić jedzenie w wykwitnej restauracji, ale też nie miałby większego problemu zjeść czegokolwiek co było dla ludzi jadalnego... No może prócz brukselki - Jack nie znosił brukselki.
- Ja raczej nie zasnę dzisiaj, więc mi wszystko jedno, którą wartę wezmę - rzekł Jack po tym jak przewodnik zniknął w mroku - Mam tu w końcu pewną rzecz do zmontowania - dodał unosząc triumfalnie małą spawarkę do góry. Ta jednak nie od razu się włączyła, zasiewając przez chwilę zwątpienie w uśmiechu Jacka. Po chwili jednak, i paru uderzeń w bok obudowy zapaliła się. Podobnie zapaliła się parę godzin później fioletowa klinga broni, której od bardzo dawna w tych stronach nikt nie widział.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2547
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Mistrz Gry » 27 Sty 2021, o 16:52

Wszystkie warty przebiegły spokojnie i dość nudno. Tutaj, głęboko pod miastem, ciemności wydawały się wręcz przytłaczające, a każdy dźwięk zdawał się być co najmniej trzy razy głośniejszy niż w rzeczywistości.
Przewodnik obudził ich o porze, która na powierzchni powinna być porankiem. Jednak tam, gdzie byli, cykl dnia i nocy nie obowiązywał. Zwinęli obóz, zjedli coś na szybko i wznowili marsz.
Każdy z nich miał latarkę, ale snopy światła nie był w stanie odegnać ciemności w pełni. Mieli wrażenie, że na skraju pola widzenia coś się czaiło, że coś podążało ich śladem. Saine zrzuciła te uczucia na karb zmęczenia i strachu. Locust zdawał się nie zwracać uwagi na wytwory wyobraźni. Jack wiedział natomiast, że czające się wokół nich stworzenia nie stanowią dla nich zagrożenia, wolał jednak nie mówić tego na głos.
Przewodnik prowadził ich pewnie do przodu, chociaż właściwie czuli, że grunt pod nogami czasem opada i że schodzą ze wzniesień. W jednym miejscu musieli schodzić po czymś, co kiedyś było pewnie ścianą budynku. Przy użyciu różnych wystających elementów, kawałków gruzu, kabli i metalowych przypór zeszli kilka metrów w dół.
Później wielokrotnie pokonywali takie ścianki wspinaczkowe. Czasem zdarzało się, że musieli wspiąć się na coś, by zaraz zejść albo zeskoczyć z tego po drugiej stronie. Kilka razy przeciskali się przez wąskie przejścia, niektóre tak ciasne, że Locust miał z nimi problemy. Raz czołgali się jakimś tunelem i Saine dobrze wiedziała, że tylko ciemność odgradza ich od brudu i gryzonich odchodów.
Wędrowali cały dzień. Napotkali na swojej drodze wiele dziwnych stworzeń, o których nie śniło się ani filozofom, ani fizjologom. Widzieli białego nietoperza z jednym, cyklopim okiem. Widzieli stonogi długie na kilka metrów, a chude na kilka milimetrów. Widzieli pająka o szesnastu nogach, który bez przeszkód poruszał się zarówno po ziemi, jak i suficie.
Bardzo chcieli uwierzyć, że wszystkie te maszkary to tylko zwierzęta zniekształcone przez półmrok i ich wyobraźnię.
Podczas przystanków Locust oglądał okolicę, przyświecając sobie latarką. Wyglądało to, jakby szukał czegoś konkretnego albo przypominał sobie okolicę. Oświetlał różne części otoczenia - ściany, drzwi, fasady, wyloty dawnych studzienek - i mruczał coś pod nosem. Kilka razy wygrzebał coś z gruzów i prosił Saine, by powiedziała mu, czym owa rzecz mogła być przed trzema tysiącami lat, jednak opisy naczyń i rzeczy codziennego użytku go nie interesowały.
W końcu zbliżył się czas postoju i rozbicia kolejnego obozu. Hanzo szukał odpowiedniego miejsca, wchodząc do różnych jaskiń i odnóg korytarzy i oczywiście we wszystkie te miejsca zabierał także ich. Niepisana umowa podróżowania po Podmieście była taka, że nikomu nie wolno było się oddalać dalej, niż wynosił zasięg latarki.
Grognak wiódł ich właśnie szerokim tunelem, gdy Jack wyczuł koncentrację Ciemnej Strony oraz obecność żywej istoty przed nimi. Po kilku krokach poczuł dokładnie, że istot jest więcej - znajdowały się na ich drodze i dzieliło je od nich już tylko kilkadziesiąt metrów.
- Stójcie - zakomenderował szeptem Welles - Rakghule przed nami.
Zatrzymali się jak wrośnięci w ziemię. Hanzo dał znać dłonią, żeby się nie ruszali, po czym poszedł do przodu. Zniknął im z pola widzenia, bo zgasił latarkę, ale po chwili nerwowego oczekiwania wrócił i im również kazał wyłączyć światło.
- Małe gniazdo - przekazał szeptem Grognak - Chyba nowo powstałe, bo na tej ścieżce do tej pory żadnych nie było. Zazwyczaj jest w nim nie więcej, niż dziesięć rakghuli...
Jack czuł, że bestii było siedem, postanowił jednak na razie nie przerywać przewodnikowi.
- Jest okrężna droga, tak jakby - podjął Ungnaught - Musimy cofnąć się trochę i wejść na jeden z budynków. Tam, pod kopułą, jest coś na kształt tunelu, szybu takiego. Możemy się tamtędy przeczołgać nad gniazdem i wyjść gdzieś, gdzie będzie bezpieczniej. Nadłożymy tylko trochę drogi.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6978
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 5 Lut 2021, o 17:49

Choć jej obawy były spore, co do ich wyprawy, póki co wszystko przebiegało spokojnie. Można byłoby powiedzieć, że aż za spokojnie, ale jak to zwykle w życiu bywa, w jednej chwili jest dobrze, w następnej następuje trzęsienie ziemi. Lepiej cieszyć się więc tymi nielicznymi spokojnymi chwilami, póki trwają. Wolała też za bardzo nie wybiegać myślami w przyszłość, bo przed nimi jeszcze długa droga i kto wie, ile uda im się unikać niebezpieczeństwa.
W ciągu tej nocy (chyba nocy) niewiele spała. Jej warta była raczej krótka. Była zdenerwowana, przez co ciężko było jej się odprężyć, reagowała nerwowo na każdy odgłos. Nie sądziła, że będzie aż tak przewrażliwiona, ale najwidoczniej jej demony znów dają o sobie znać. Mimo wszystko coś przespała, w międzyczasie rejestrując, jak Jack budował... coś.
Po wyspaniu się (kto się wyspał, ten się wyspał) dość szybko się zebrali i ruszyli dalej za swoim przewodnikiem. Szybkie śniadanie i dalsza niezbyt pewna droga. Wciąż nikogo nie spotkali, ale Saine nie była pewna ile jeszcze drogi przed nimi. Mimo lekkiego zmęczenia kobieta dawała jakoś radę, choć co chwile to szli, to się wspinali i pokonywali inne przeszkody.
- Jack, czy dobrze widziałam, że zbudowałeś sobie... broń? - odezwała się w pewnym momencie cicho do mężczyzny, gdy miała możliwość pójścia obok niego.
Przez chwile zastanawiała się, czy może w czymś mu przeszkodziła, bo wydawał się być skupiony, ale za moment później nie miało to znaczenia. Przewodnik się odezwał, oznajmiając, że na ich drodze są rakghule. Cała ich drużyna stanęła raptownie, a kobieta poczuła, że zrobiło jej się gorąco.
- Skoro to nowo powstałe gniazdo, to skąd pewność, że jak się cofniemy, to nie będzie ich więcej? - odezwała się dość rzeczowo.
Zdaje się, że właśnie doszli do tego punktu w ich podróży, kiedy to usługa przewodnika przestaje być już gwarancją bezpiecznego przejścia. To dosyć oczywiste, że tak jak w przypadku dziwikich zwierząt i rakghule się przemieszczając, zmieniając co chwile swoje legowiska. Informacje przewodnika mogą być już więc po prostu nieaktualne. Spojrzała na Jacka i na Locusta. Ale czy mieli inny wybór? W miarę możliwości lepiej jednak unikać konfrontacji, bo mogłoby się to dla nich źle skończyć.
- Ale jestem za tym, by spróbować ominąć gniazdo. Zetknięcie się z rakghulami to ostatnie czego teraz chcemy. Jak da radę zajść najdalej jak się da bez spotkania, to jestem za tym by to osiągnąć.
Nawet gdyby musieli przez to nadłożyć drogi. Lepiej odwlec to spotkanie, choć nie była pewna na ile im się to uda. Na wszelki wypadek przełożyła broń, by mieć do niej lepszy i szybszy dostęp w razie czego. Schody się już zaczynały, teraz trzeba wzmóc czujność.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 704
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 8 Lut 2021, o 09:23

Jack właściwie nie spał - całą "noc" poświęcił na medytację, budowę miecza i czuwania na warcie. Pozwalając swoim myślom po prostu płynąć, przeanalizował ostatnie wydarzenia w swoim życiu. Dziwnie to wszystko się toczyło, jakby parokrotnie zmieniał się sternik na okręcie jego losu. Jedno było trzeba przyznać - że konsekwentnie brnął w coraz głębsze gówno. Mimo tego czuł się całkiem dobrze. Może nie wszystko układa się po jego myśli, może stracił paru świeżo poznanych towarzyszy, ale jego życie ruszyło z miejsca. Ukoronowaniem tego było ponowne dzierżenie miecza świetlnego. Dopiero jak go odzyskał, to uświadomił sobie jaki czuł się nagi bez niego. I w samą porę to się stało, gdyż w najbliższym czasie może się to okazać kluczowe.
- Owszem - odpowiedział Saine - Mam jednak nadzieję, że nie będę musiał z niej korzystać.
[...]
- Zgadzam się z Saine - poparł swoją towarzyszkę - Z tego co czuję jest tam ich tylko siódemka, ale z tego co słyszałem, to Rakghule lepiej omijać niż z nimi walczyć. Poza tym diabli wiedzą, że czy walka z nimi nie ściągnie nam więcej tych paskud.
rzut
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2547
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Mistrz Gry » 18 Lut 2021, o 20:11

- No dobrze - stwierdził rzeczowo Hanzo - Czyli musimy się trochę cofnąć. Chodźcie, tylko cicho.
Wycofali się ostrożnie. Saine miała wrażenie, że czuje na plecach wzrok bestii, ale kiedy się odwracała, widziała tylko stoicką twarz Gen'dai.
Grognak poprowadził ich jakimś tunelem wiodącym w prawo. U jego wylotu znaleźli obalony budynek, być może pozostałość po dawnych dzielnicach tej części Taris albo też ofiarę poniesioną przez wyższe poziomy miasta. W każdym razie okazało się, że pochylony dawny wieżowiec nie stanowi dla nich przeszkody, lecz drogę właśnie.
Weszli do niego czymś, co kiedyś było jego drzwiami. Z racji tego, że cała konstrukcja była obalona, podłoga pochylona była pod kątem jakichś czterdziestu pięciu stopni. Zaczęli wspinaczkę.
Szli głownie korytarzami i schodami, ale kilka razy zdarzyło się, że musieli wyłamać drzwi do jakiegoś pokoju i tam przeciskać się między stertami zniszczonych mebli. Wielokrotnie marsz utrudniały im zwisające z góry przewody elektryczne lub rurociągi, głębokie przepaści między korytarzami, zawalone ściany i zablokowane przejścia. Normalnie Saine dawno klęczałaby w stertach zniszczonych przedmiotów i szukała czegoś archeologicznie przydatnego, teraz jednak była to ostatnia rzecz, na którą miała ochotę. W tej chwili myślała tylko o rakghulach, do których znowu mieli się zbliżać.
Hanzo zatrzymał się w końcu przy jakiejś ścianie. Znajdowało się tam duże wejście do jakiegoś zsypu. Przejście było na tyle duże, że nawet Locust nie miał problemu z wejściem do niego, musiał jednak czołgać się tak, jak pozostali.
Rozpoczęli mozolną wędrówkę na brzuchach. Czołgali się bardzo długo, a Ungnaught nie dawał wcale znać, że choćby zbliżają się do końca. W pewnym momencie jednak zwolnił, aż w końcu zatrzymał się.
- Chyba jesteśmy nad gniazdem - szepnął - Ale nie słyszę bestii.
Jack czuł jednak obecność istot żywych. Rzeczywiście, nie było ich słychać, ale on dobrze wiedział, gdzie się znajdują.
- Są pod nami - odszepnął - Nasłuchują. Albo węszą.
Hanzo zbladł wyraźnie, ale kiwnął głową i nie powiedział już nic więcej. Zaczął znowu się czołgać, tym razem jednak każdy jego ruch był precyzyjnie wymierzony. Każde poruszenie ramion, każde drgnięcie nóg było ciche, ale jednocześnie potwornie powolne. Poruszali się iście ślimaczym tempem.
W pewnym momencie szyb zakręcił w prawo. Prowadził jeszcze trochę prosto, i tak też się przemieszczali, lecz w pewnym momencie Grognak zatrzymał się i zmełł w ustach przekleństwo.
Tuż przed nimi szyb się kończył. Wyglądał, jakby był urwany i po bliższych oględzinach stwierdzili, że tak też się stało - część szybu zawaliła się, zostawiając fragment bez przejścia.
- Kurwa - rzucił Hanzo, wychylając się lekko zza krawędzi - Nie ma innej drogi. Musimy wejść do tego szybu naprzeciwko, albo lecieć dalej korytarzem po ziemi.
- Daleko do tego szybu? - zapytał Locust.
- Z pięć metrów. Tylko to jest wysoko. Ty, panie duży, doskoczysz, ale my musimy mieć jakieś podparcie.
Gen'dai zastanowił się przez chwilę, jakby podjęcie decyzji spoczywało tylko na jego barkach.
- Wyjdźcie po cichu na ziemię - orzekł - Jack, podsadzisz ich na górę, a oni pomogą tobie. Ja pójdę ostatni.
Grognak wyraźnie nie był zachwycony pomysłem; mamrotał coś i przygryzał wargę, ale w końcu poddał się i wysunął poza krawędź szybu. Zawisł na chwilę na rękach, twarzą do kierunku, z którego przyszli, po czym opuścił się na ziemię. Upadł z lekkim tąpnięciem i wstrzymanym oddechem, nic się jednak nie stało. Podbiegł pod wylot drugiej części szybu, kiedy skakała Saine. Kobieta wylądowała zgrabnie, chociaż poczuła ukłucie bólu w stopach. Podeszła do przewodnika i podsadziła go ku górze, kiedy na ziemię zeskoczył Jack.
Locust wydostał się z szybu, kiedy Welles podsadzał Saine. Gen'dai już miał pomóc Jackowi, ale mężczyzna nagle stężał. Poczuł, że coś się do nich zbliża.
Zza zakrętu, który pokonali w szybie, wychynął łeb rakghula. Bestia wciągnęła głośno powietrze, popatrzyła się na nich przez chwilę, po czym zawróciła z piskiem. Locust i Jack popatrzyli na siebie, z oczami szeroko otwartymi ze strachu.
Gen'dai zdążył tylko przygotować dłonie dla Jacka, kiedy z korytarza dobiegło ich przerażające wycie. Usłyszeli tumult, ryki i piski, a po chwili na korytarz wypadły pierwsze rakghule.
Locust niemal wystrzelił Jacka pod sklepienie. Mężczyzna złapał się jedną ręką krawędzi szybu, a za drugą trzymała go już Saine. Wtoczył się głębiej, Locust już poskoczył i złapał się...
Pierwsza bestia uderzyła w Gen'dai, jednak ten potężnym kopnięciem przetrącił jej kark.
- Wejdźcie głębiej! - krzyknął Locust, odwijając się i zdzielając pięścią następne zwierzę.
Szybko wycofali się i przez chwilę słyszeli tylko wrzaski rakghuli i chrupot łamanych kości. Saine miała nadzieję, że Locust jakoś poradzi sobie z potworami, w końcu widziała go już w akcji, ale nagle na krawędzi szybu zobaczyli jego palce. Gen'dai zaczął podciągać się, z jednym rakghulem na plecach i dwoma innym na nogach. Locust wdrapał się na górę i uderzył bestią z pleców o powałę, strącając ją na pozostałe, uczepione jego nóg. Jeszcze kilka kopnięć i uwolnił się także od nich.
- Uciekajcie! - ryknął, odpychając jednego z rakghuli, który postanowił doskoczyć do szybu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6978
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 28 Lut 2021, o 13:43

Decyzja została podjęta i z pewnością była to najlepsza rzecz, jaką mogli zrobić na obecną chwilę. Oczywiście co będzie dalej tego nie wiedzieli. Wkroczyli na bardzo niebezpieczny teren i ciężko było planować kolejne kroki, bo tak naprawdę musieli się teraz dostosowywać do aktualnych wydarzeń, tak jak teraz, gdy odkryli nowe gniazdo.
Nowa droga, którą obrali była długa i nużąca, do tego każdy pokonany metr związał się z obawami, że natkną się na rakghule. Łatwo nie było, także później, bo natknęli się na kolejny problem i brak przejścia, z powodu zawalenia się tunelu. Saine miała powoli dość tej sytuacji i zaczynała żałować podróży, która coraz bardziej okazywała się niewarta podejmowanego ryzyka. Nawet jeżeli uda im się dostać na miejsce w jednym kierunku, to jeszcze czekać będzie ich droga powrotna. W głowie układały jej się teraz same przekleństwa, była zła na siebie, na Gen'dai, a nawet na Jacka, choć nie był niczemu winny. Stres i strach robiły swoje.
Cała operacja przedostania się do nowego tunelu była ryzykowna i choć początkowo wszystko szło w porządku, oczywiście w jednej chwili cały plan legł w gruzach.
Saine miała oczy pełne przerażenia, gdy rakghule wyskoczyły zza zakrętu.
- Jack!
Nie sądziła, że moze mieć w sobie tyle siły, ale wciągając mężczyznę miała wrażenie jakby prawi nic nie wazył. To chyba nazywa się adrenalina. Nie był to jednak koniec, ponieważ bestie dopadły Loctusa. Ona, Jack i przewodnik zaczęli wycofywać się w głąb tunelu.
- Jack, musisz coś zrobić, jak stracimy Loctusa, to cała wyprawa nie ma sensu!
Ona i przewodnik nie mogli nic zrobić, nie mieli takich możliwości, ale Jacka tak. Miał broń i umiejętności, choć ich obecna pozycja nie była najlepsza niestety i nie dawała im praktycznie żadnej przewagi. Nawet jeżeli Gen'dai się uwolni, to rakghule podążą a nimi, a nie zdołają uciec daleko. Inna sprawa to zaraza - nawet jeżeli ujdą z życiem, to czy Loctus nie zachoruje? Nie znała się na biologii tej rasy, ale z tego co wiedziała, przed zarazą rakghuli nie ma odpornych.
- Jack! - wbiła dłoń w jego ramię, zaciskając ją jak kleszcze. Była przerażona, tym bardziej że czuła się teraz bezsilna. Mimo to w drugiej ręce już trzymała blaster, by móc się w razie czego bronić.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 704
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Poprzednia

Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron