Content

Zewnętrzne Rubieże

[Tatooine] Cienie przeszłości

Image

[Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 28 Mar 2020, o 20:45

Trouble przybywa z: [Stacja kosmiczna nad Gall] W sidłach korporacji

Obudziła się w zupełnie innym miejscu niż przewidywała. Ostatnie co pamiętała to olbrzymia pięść Josha i wszechobecna ciemność. Teraz zza przymkniętych powiek czuła jakąś jasność, a ciało zarejestrowało gorąc. Czy tak Trouble wyobrażała sobie śmierć? Podobno była mocowładna, ale w niczym jej to nie pomagało. Nie widziała żadnego tunelu, ani bliskich, ani dziwnych istot zwanych aniołami. Po prostu ciepło i przenikliwa jasność jaka próbowała wypalić jej powieki. Przez to wszystko zapomniała o bólu, co stanowiło jakiś plus. Pamięcią sięgnęła do wydarzeń ostatnich tygodni i miesięcy, od poznania nieznajomego Jedi na Hoth, przez międzylądowanie w systemie Betel, po ostatnie okoliczności na stacji Gall. Czy mogła zrobić coś więcej by jej życie wyglądało inaczej, może lepiej? Nie mogła ukryć, iż głównie niewyparzony język pakował ją w olbrzymie tarapaty, które właśnie znalazły swój finał. Znowu zapanowała ciemność.

***


Jakiś czas później Sathine wybudziła się, a jej receptory już nie odczuwały takiego gorąca i jasności. Pierwsze co przyszło jej na myśl, to fakt że ktoś zweryfikował jej bilans dobrych i złych uczynków i jednak wysłał ją w gorsze miejsce. Teraz ewidentnie czuła pulsujący ból głowy oraz prawej nogi od kostki aż po kolano. W głowie Anathar pojawiło się pytanie czy po śmierci cokolwiek powinno boleć. Widocznie los nie oszczędzał jej także po zgonie, chociaż...
- Obudziła się, w końcu. Już nie ma takiej gorączki, silny organizm. Może być już tylko lepiej. - Trouble usłyszała jakiś męski głos - Co dalej?
- Trzeba ją doglądać, zrobiłam co mogłam... - odparł damski głos, który niespodziewanie przynosił coś w rodzaju ukojenia.
- Co mogłaś? Ty wyrwałaś ją ze szponów śmierci, nie wiem jakim cudem to się udało. - wtrąciła się pierwsza z osób - To pieprzony cud.
- Różnie na to mówią, ale może być cud. - kontynuowała spokojnie kobieta, kładąc na stół niewielkie fiolki - Podawaj jej to co dwanaście godzin, poza tym musi dużo pić. Zostawiam też dwa pakiety z bactą, na nogę. Teraz czekają na mnie inni, do zobaczenia.
Trouble spod uchylonych powiek niewiele widziała. Była w jakimś pomieszczeniu, najprawdopodobniej na pryczy. Usłyszała dźwięk zamykanych drzwi, czuła także iż ktoś do niech podchodzi, rozchyla usta i wlewa nieprzyjemną substancję. Organizm odruchowo starał się walczyć z gorzkim posmakiem, jednak nieznajomy skutecznie nie pozwala jej wypluć medykamentu. Blondynka zapada w sen, tym razem spokojny.

***


Minęło kolejne kilkanaście godzin, gdy Sathine otworzyła szeroko oczy. Tym razem jej wzrok był ostrzejszy i pozwalał dostrzec podstawowe umeblowanie pokoiku. Na półce przy łóżku stały dwie fiolki i prosta szklanka z wodą. Pomieszczenie było bez okien, więc nie miała pojęcia jaka jest pora dnia, ani tym bardziej gdzie się znajduje. Jak przez mgłę pamiętała rozmowę dwoje ludzi, a może i nie ludzi, a ostatni wyraźny obraz to pięść Josha. Skupienie niewiele jej pomogło, choć przez pamięć dziewczyny przeszła dziwna myśl, iż gdy ocknęła się jeszcze na Suwanteku, to na statku wydarzenia przybrały niekorzystny obrót, nie tylko dla niej. Ostatecznie nie miała pojęcia jakie zdarzenie miało miejsce na statku. Żyła i tylko to się liczyło.
- Obudziłaś się, to dobrze. Nawet nie jesteś już tak trupioblada. Przyniosłem ci coś do jedzenia, suszone mięso z nerfów i kawałek pieczywa. - głos należał do wysokiego, około 50-letniego mężczyzny, którego twarz była nieco pomarszczona i śniada, a raczej mocno opalona. O dziwo mimo wieku facet zachował krótkie, gęste i czarne włosy. Spod jasnej koszuli, było widać mięśnie, a na lewym przedramieniu rysowała się jasna, długa blizna. Nieznajomy musiał być nieźle doświadczony przez życie.
- Halo, słyszysz mnie czy jesteś niemową? A może wypadek pomieszał ci w głowie, w sumie nie zdziwiłbym się. - kontynuował spokojnym tonem mężczyzna - Musieliśmy ci trochę pozszywać to i owo, najgorzej było z prawą nogą, ale wbrew moim prognozom będziesz mogła nie tylko chodzić ale nawet biegać. Jesteś tam?
Do Trouble słowa obcego dochodziły nieco w zwolnionym tempie, ale przynajmniej tym razem nikt jej nie ubliżał ani nie bił. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, iż ma na sobie tylko coś w rodzaju szpitalnego wdzianka, na wzór krótkiej sukienki, poza tym przykryta była grubym kocem.
- Hmm, chyba nie do końca z tobą w porządku... Daj znać jakkolwiek czy mnie słyszysz i rozumiesz.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 30 Mar 2020, o 11:28

Było jakoś tak, z braku lepszego określenia, mętnie. Wszyscy zawsze mówili o światełku na końcu tunelu, ale chyba nie mówili do końca prawdy. Nie było żadnego tunelu. Tylko ogromna jasność i gorąc. I dziwny rodzaj świadomej nieświadomości. Nie potrafiła poruszyć palcem, ale wiedziała, że palce powinna mieć. Pamiętała też wydarzenia ostatnich dni. Tygodni. Miesięcy. Pamięć działała jej bez zarzutów. No, prawie bez zarzutów. Nie pamiętała co się stało po kolejnym, obalającym ciosie w twarz. Może rzeczywiście umarła? Powinna się modlić? Nie znała modlitw. W gruncie rzeczy nie wierzyła w też żadne moce, cóż, do czasu...
Jasność odeszła, a jej miejsce zajęły ból i głosy. Ktoś rozmawiał. Coś widziała. Z trudem. Chyba żyła. Przynajmniej odniosła takie wrażenie. Chociaż może powinna nie żyć? W tym momencie lepiej byłoby nie żyć. Czuła się nieswojo, ograniczona swoim własnym, nieposłusznym, bolącym ciałem, nieświadomością otoczenia, tego gdzie jest, kto jest z nią i czemu ją boli noga i głowa. Chyba była w jakimś szpitalu... czyżby zdecydowali się rzeczywiście na sprzedaż jej organów? Myślała, mózg jej chyba działał i był na miejscu. Noga bolała... Raczej nogi by jej nie ucięli... I nie wciskali gorzkiego ohydztwa do gęby!
Otworzyła oczy i mrugnęła gwałtownie kilka razy. Widziała, a więc miała oczy. I miała je na miejscu. Nieuszkodzone. No i żyła. Jasność też straciła na ostrości. W tym momencie nie wiedziała jeszcze czy powinna się cieszyć czy może żałować tego, że była gdzie była. A była w jakimś małym, skromnie urządzonym pokoiku. Więc opuściła statek. Prawdę mówiąc, to nie miała pojęcia co się stało z okrętem. Kurwim Joshem i jego kurwią koleżanką. Miała nadzieję, że skończyło się dla nich jak najgorzej, ale nie mogła być pewna. W pewnym momencie do jej uszu zaczął napływać głos. Zdziwiona zlokalizowała siedzącego obok mężczyznę i zaczęła się w niego intensywnie wpatrywać. Mówił... dziwnie. Jak gdyby jego głos dochodził zza jakiejś ściany. I mówił tak powoli! Jak do upośledzonego dziecka. Cóż, jej zachowanie było często nad wyraz dziecinne, a więc głos był całkowicie adekwatny.
- Co... co się stało? - Spróbowała zmusić się do wypowiedzenia kilka słów, które uznała w tej sytuacji za najbardziej sensowne. Co się kurwa stało?
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 259
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 1 Kwi 2020, o 10:35

- Wstałaś i nawet słyszysz. To dobry omen, przynajmniej dla ciebie. Chociaż tak szybko z łóżka nie wstaniesz. - odparł łysy mężczyzna - Pytasz co się stało? Ano dupneliście w Morze Wydm, nieopodal Mos Espa swoim statkiem. Przed rozbiciem widać było jak wasz Suwantek dymi, nie jestem pewien ale chyba też widziałem ogień. Ach... krótko mówiąc jesteś na Tatooine. Niektórzy uważają tą planetę za największą dziurę w Galaktyce, ale wystarczy poczytać o Jakku, by oddać im palmę pierwszeństwa.
Facet rubasznie roześmiał się ze swojego żartu, podając Trouble szklankę z wodą. Dziewczyna wzięła parę łyków, by ugasić pragnienie i zmienić nieprzyjemny posmak, gorzkiego lekarstwa. Znała ten smak wody, pochodzącej ze skraplaczy wilgoci. W końcu była na swojej ojczystej ziemi.
- Prędzej czy później zadasz to pytanie, a ja nie lubię owijać w bawełnę. Jestem tego typu człowiekiem dla którego najgorsza prawda, jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa. - kontynuował nieznajomy - Twoi towarzysze nie przeżyli katastrofy. To, że tobie się to udało zakrawa o cholerny cud.
Facet nie wspomniał o tym jak wyglądał Josh i jego Mirialanka, nie mniej pilot skończył z kompletnie zmasakrowaną i oderwaną głową, a w nieco lepszym stanie była zielonoskóra piękność. Ostatecznie jak to bywa w takich wypadkach, nawet ich organy nie nadawały się na przeszczep. Gdyby Sathine wiedziała jaki los spotkał jej oprawców, na pewno na jej twarzy zagościłby uśmiech i jakiś cień ponurej satysfakcji.
- Potem podasz nam ich dane. Co prawda piaski Tatooine pochłoną ich ciała, a kości będą bielały przez tysiące lat, ale w rejestrze trzeba odnotować. Spokojnie to nic oficjalnego, to nasza wewnętrzna procedura, z którą ani Huttowie, ani Imperium nie ma nic wspólnego. Po prostu czasem zdarza się, że ktoś tu trafia po latach i rozpytuje o taki statek, na którym miały być takie, a takie osoby. Jeśli ma szczęście, to możemy potwierdzić śmierć wskazanych istot. - łysy nie szczędził Trouble słów wyjaśnień, choć mówił powoli tak by na spokojnie mogła przetrawić informacje - Jak się nazywasz? Ja jestem Trent. Wspominałem, że miałaś kupę szczęścia. Wstrząs mózgu to pikuś przy tej nodze. Durastalowy odłamek rozorał ci szkitę od kostki po kolano, a i udo masz osmalone, nie mniej blizna raczej będzie widoczna tylko na łydce.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 1 Kwi 2020, o 12:50

Blondynka słysząc jego słowa pomału kręciła głową. Nic z tego nie pamiętała. Miała jakąś czarną dziurę pomiędzy miejscem, w którym została drugi raz znokautowana, a jej wylądowaniem w szpitalu. Jedyne co, to cieszyła się jak to się wszystko skończyło bo jej sytuacja nie wyglądała za dobrze. No i czuła satysfakcję z powodu, że dostało się im na co zasłużyli. Jedyne co, to z tyłu głowy pojawiło się jej ukłucie niepokoju. Zwykle takie wyjątkowo ekscytujące lądowania nie były powodowane przez nic i brak konkretnych informacji o tym co się stało był nieprzyjemny. Czy zostali zestrzeleni czy coś w nich łupnęło? Błąd systemu? Wcześniejsze uszkodzenia doprowadziły do ich lądowania? Jeśli zostali zestrzeleni, to była najgorsza możliwość. Czy ktoś wiedział, że ktoś przeżył? Kto strzelał? Czy ktoś jej szuka? I kto? Imperium? A może zwykły atak piratów?
- Prawdę mówiąc, to niewiele pamiętam z tego co się wydarzyło... - Powiedziała powoli. - Mam jakąś ciemną dziurę... Mężczyzna... Nazywał się chyba Josh? A mirialanka? - Zwiesiła głos. Nie wiedziała jak się nazywała. Nie przedstawiła się. Pokręciła tylko głową. Pozostawała kwestia tego jak ona się nazywa. I wolała nie przedstawiać się ani swoim przezwiskiem, ani prawdziwym imieniem. Przynajmniej na razie. Skoro była na Tatooine, a co gorsza w Mos Espie, to była też tu osoba, z którą miała poważnie do porozmawiania i wątpiła czy mu się to spodoba. Jej by się to nie spodobało. - Nazywam się... Satele. Keller. Satele Keller. Tak mi się przynajmniej wydaje. Przepraszam, po prostu mam nieco mętlik w głowie. Nie co dzień przeżywa się upadek z orbity. Coś uratowało się ze statku? Obawiam się, że bez tego nie będę miała jak się wam odwdzięczyć za pomoc poza prostym dziękuję... - Zamilkła na moment i zastanawiała się czy powinna zadać nurtujące ją pytanie, ale uznała, że byłoby to zbyt mocne przeciąganie struny jeśli zacznie się rozpytywać o to czy ktoś badał miejsce katastrofy i pytał się o to czy ktoś przeżył. Mogłoby to wzbudzić jakieś podejrzenia. - Także, tego... Dzięki. Za uratowanie mnie.
- Jak długo w ogóle tu jestem? I jak długo będę? - Wzięła kolejny łyk wody i spróbowała przełknąć kilka kęsów jedzenia. Była głodna, ale wolała nie ryzykować przejedzeniem się i zwróceniem wszystkiego na łóżko i samą siebie.
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 259
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 2 Kwi 2020, o 12:46

- Dziwne, niewiele wiesz o swoich towarzyszach, chyba że nimi nie byli. Ale odnotuję chociaż to imię. - odparł mężczyzna, drapiąc się po podbródku - Setele Keller tak ci się wydaje. Niech i tak będzie, chociaż mamy tutaj odpowiednie sposoby na weryfikację danych.
Trouble nie wiedziała czy był to blef czy może prawda. W dzisiejszych czasach nic nie powinno jej zaskoczyć. Ostatecznie musiała jednak przyznać, że Trent oraz jego przyjaciele przyczynili się do tego iż żyła. Gdyby nie oni albo spłonęłaby we wraku albo stanowiłaby pokarm dla lokalnych drapieżników, których na Tatooine nie brakowało.
- Statek to kompletna ruina i złom. Ten kto przebywał w kokpicie i przedniej części Suwanteka, nie miał szans na przeżycie. Ty musiałaś być w ładowni, chociaż i z niej praktycznie nic nie zostało. Niech za potwierdzenie będzie fakt, że nawet Jawowie po krótkich oględzinach machnęli ręką na ten zwęglony i powyginany metal. - facet cierpliwie tłumaczył Sathine wszelkie okoliczności, jakich mogła nie wiedzieć lub nie pamiętać - Jesteś tutaj ponad trzy standardowe doby, o dziwo twój organizm szybko ulega regeneracji, to rzadko spotykane, choć z relacji mojej znajomej wynika, że nie pierwszy raz spotyka się z czymś takim. Jutro pewnie będziesz mogła powoli spacerować, swoją drogą masz tutaj jakąś rodzinę, znajomych? Czy lecieliście tutaj w jakiś interesach? Tatooine ostatnio nie jest zbyt popularne, nawet dla łowców nagród. Opowieści z kantyny głoszą, że kto naprawdę szuka przygód, wrażeń i przede wszystkim zarobku, to albo działa na krawędzi Światów Jądra i Kolonii albo penetruje Dziką Przestrzeń. Może chcesz byśmy kogoś powiadomili, co oczywiste z wyłączeniem Imperium.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Zewnętrzne Rubieże