Content

Zewnętrzne Rubieże

[Tatooine] Cienie przeszłości

Image

[Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 28 Mar 2020, o 20:45

Trouble przybywa z: [Stacja kosmiczna nad Gall] W sidłach korporacji

Obudziła się w zupełnie innym miejscu niż przewidywała. Ostatnie co pamiętała to olbrzymia pięść Josha i wszechobecna ciemność. Teraz zza przymkniętych powiek czuła jakąś jasność, a ciało zarejestrowało gorąc. Czy tak Trouble wyobrażała sobie śmierć? Podobno była mocowładna, ale w niczym jej to nie pomagało. Nie widziała żadnego tunelu, ani bliskich, ani dziwnych istot zwanych aniołami. Po prostu ciepło i przenikliwa jasność jaka próbowała wypalić jej powieki. Przez to wszystko zapomniała o bólu, co stanowiło jakiś plus. Pamięcią sięgnęła do wydarzeń ostatnich tygodni i miesięcy, od poznania nieznajomego Jedi na Hoth, przez międzylądowanie w systemie Betel, po ostatnie okoliczności na stacji Gall. Czy mogła zrobić coś więcej by jej życie wyglądało inaczej, może lepiej? Nie mogła ukryć, iż głównie niewyparzony język pakował ją w olbrzymie tarapaty, które właśnie znalazły swój finał. Znowu zapanowała ciemność.

***


Jakiś czas później Sathine wybudziła się, a jej receptory już nie odczuwały takiego gorąca i jasności. Pierwsze co przyszło jej na myśl, to fakt że ktoś zweryfikował jej bilans dobrych i złych uczynków i jednak wysłał ją w gorsze miejsce. Teraz ewidentnie czuła pulsujący ból głowy oraz prawej nogi od kostki aż po kolano. W głowie Anathar pojawiło się pytanie czy po śmierci cokolwiek powinno boleć. Widocznie los nie oszczędzał jej także po zgonie, chociaż...
- Obudziła się, w końcu. Już nie ma takiej gorączki, silny organizm. Może być już tylko lepiej. - Trouble usłyszała jakiś męski głos - Co dalej?
- Trzeba ją doglądać, zrobiłam co mogłam... - odparł damski głos, który niespodziewanie przynosił coś w rodzaju ukojenia.
- Co mogłaś? Ty wyrwałaś ją ze szponów śmierci, nie wiem jakim cudem to się udało. - wtrąciła się pierwsza z osób - To pieprzony cud.
- Różnie na to mówią, ale może być cud. - kontynuowała spokojnie kobieta, kładąc na stół niewielkie fiolki - Podawaj jej to co dwanaście godzin, poza tym musi dużo pić. Zostawiam też dwa pakiety z bactą, na nogę. Teraz czekają na mnie inni, do zobaczenia.
Trouble spod uchylonych powiek niewiele widziała. Była w jakimś pomieszczeniu, najprawdopodobniej na pryczy. Usłyszała dźwięk zamykanych drzwi, czuła także iż ktoś do niech podchodzi, rozchyla usta i wlewa nieprzyjemną substancję. Organizm odruchowo starał się walczyć z gorzkim posmakiem, jednak nieznajomy skutecznie nie pozwala jej wypluć medykamentu. Blondynka zapada w sen, tym razem spokojny.

***


Minęło kolejne kilkanaście godzin, gdy Sathine otworzyła szeroko oczy. Tym razem jej wzrok był ostrzejszy i pozwalał dostrzec podstawowe umeblowanie pokoiku. Na półce przy łóżku stały dwie fiolki i prosta szklanka z wodą. Pomieszczenie było bez okien, więc nie miała pojęcia jaka jest pora dnia, ani tym bardziej gdzie się znajduje. Jak przez mgłę pamiętała rozmowę dwoje ludzi, a może i nie ludzi, a ostatni wyraźny obraz to pięść Josha. Skupienie niewiele jej pomogło, choć przez pamięć dziewczyny przeszła dziwna myśl, iż gdy ocknęła się jeszcze na Suwanteku, to na statku wydarzenia przybrały niekorzystny obrót, nie tylko dla niej. Ostatecznie nie miała pojęcia jakie zdarzenie miało miejsce na statku. Żyła i tylko to się liczyło.
- Obudziłaś się, to dobrze. Nawet nie jesteś już tak trupioblada. Przyniosłem ci coś do jedzenia, suszone mięso z nerfów i kawałek pieczywa. - głos należał do wysokiego, około 50-letniego mężczyzny, którego twarz była nieco pomarszczona i śniada, a raczej mocno opalona. O dziwo mimo wieku facet zachował krótkie, gęste i czarne włosy. Spod jasnej koszuli, było widać mięśnie, a na lewym przedramieniu rysowała się jasna, długa blizna. Nieznajomy musiał być nieźle doświadczony przez życie.
- Halo, słyszysz mnie czy jesteś niemową? A może wypadek pomieszał ci w głowie, w sumie nie zdziwiłbym się. - kontynuował spokojnym tonem mężczyzna - Musieliśmy ci trochę pozszywać to i owo, najgorzej było z prawą nogą, ale wbrew moim prognozom będziesz mogła nie tylko chodzić ale nawet biegać. Jesteś tam?
Do Trouble słowa obcego dochodziły nieco w zwolnionym tempie, ale przynajmniej tym razem nikt jej nie ubliżał ani nie bił. Dopiero teraz zdała sobie sprawę, iż ma na sobie tylko coś w rodzaju szpitalnego wdzianka, na wzór krótkiej sukienki, poza tym przykryta była grubym kocem.
- Hmm, chyba nie do końca z tobą w porządku... Daj znać jakkolwiek czy mnie słyszysz i rozumiesz.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 30 Mar 2020, o 11:28

Było jakoś tak, z braku lepszego określenia, mętnie. Wszyscy zawsze mówili o światełku na końcu tunelu, ale chyba nie mówili do końca prawdy. Nie było żadnego tunelu. Tylko ogromna jasność i gorąc. I dziwny rodzaj świadomej nieświadomości. Nie potrafiła poruszyć palcem, ale wiedziała, że palce powinna mieć. Pamiętała też wydarzenia ostatnich dni. Tygodni. Miesięcy. Pamięć działała jej bez zarzutów. No, prawie bez zarzutów. Nie pamiętała co się stało po kolejnym, obalającym ciosie w twarz. Może rzeczywiście umarła? Powinna się modlić? Nie znała modlitw. W gruncie rzeczy nie wierzyła w też żadne moce, cóż, do czasu...
Jasność odeszła, a jej miejsce zajęły ból i głosy. Ktoś rozmawiał. Coś widziała. Z trudem. Chyba żyła. Przynajmniej odniosła takie wrażenie. Chociaż może powinna nie żyć? W tym momencie lepiej byłoby nie żyć. Czuła się nieswojo, ograniczona swoim własnym, nieposłusznym, bolącym ciałem, nieświadomością otoczenia, tego gdzie jest, kto jest z nią i czemu ją boli noga i głowa. Chyba była w jakimś szpitalu... czyżby zdecydowali się rzeczywiście na sprzedaż jej organów? Myślała, mózg jej chyba działał i był na miejscu. Noga bolała... Raczej nogi by jej nie ucięli... I nie wciskali gorzkiego ohydztwa do gęby!
Otworzyła oczy i mrugnęła gwałtownie kilka razy. Widziała, a więc miała oczy. I miała je na miejscu. Nieuszkodzone. No i żyła. Jasność też straciła na ostrości. W tym momencie nie wiedziała jeszcze czy powinna się cieszyć czy może żałować tego, że była gdzie była. A była w jakimś małym, skromnie urządzonym pokoiku. Więc opuściła statek. Prawdę mówiąc, to nie miała pojęcia co się stało z okrętem. Kurwim Joshem i jego kurwią koleżanką. Miała nadzieję, że skończyło się dla nich jak najgorzej, ale nie mogła być pewna. W pewnym momencie do jej uszu zaczął napływać głos. Zdziwiona zlokalizowała siedzącego obok mężczyznę i zaczęła się w niego intensywnie wpatrywać. Mówił... dziwnie. Jak gdyby jego głos dochodził zza jakiejś ściany. I mówił tak powoli! Jak do upośledzonego dziecka. Cóż, jej zachowanie było często nad wyraz dziecinne, a więc głos był całkowicie adekwatny.
- Co... co się stało? - Spróbowała zmusić się do wypowiedzenia kilka słów, które uznała w tej sytuacji za najbardziej sensowne. Co się kurwa stało?
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 275
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 1 Kwi 2020, o 10:35

- Wstałaś i nawet słyszysz. To dobry omen, przynajmniej dla ciebie. Chociaż tak szybko z łóżka nie wstaniesz. - odparł łysy mężczyzna - Pytasz co się stało? Ano dupneliście w Morze Wydm, nieopodal Mos Espa swoim statkiem. Przed rozbiciem widać było jak wasz Suwantek dymi, nie jestem pewien ale chyba też widziałem ogień. Ach... krótko mówiąc jesteś na Tatooine. Niektórzy uważają tą planetę za największą dziurę w Galaktyce, ale wystarczy poczytać o Jakku, by oddać im palmę pierwszeństwa.
Facet rubasznie roześmiał się ze swojego żartu, podając Trouble szklankę z wodą. Dziewczyna wzięła parę łyków, by ugasić pragnienie i zmienić nieprzyjemny posmak, gorzkiego lekarstwa. Znała ten smak wody, pochodzącej ze skraplaczy wilgoci. W końcu była na swojej ojczystej ziemi.
- Prędzej czy później zadasz to pytanie, a ja nie lubię owijać w bawełnę. Jestem tego typu człowiekiem dla którego najgorsza prawda, jest lepsza od najpiękniejszego kłamstwa. - kontynuował nieznajomy - Twoi towarzysze nie przeżyli katastrofy. To, że tobie się to udało zakrawa o cholerny cud.
Facet nie wspomniał o tym jak wyglądał Josh i jego Mirialanka, nie mniej pilot skończył z kompletnie zmasakrowaną i oderwaną głową, a w nieco lepszym stanie była zielonoskóra piękność. Ostatecznie jak to bywa w takich wypadkach, nawet ich organy nie nadawały się na przeszczep. Gdyby Sathine wiedziała jaki los spotkał jej oprawców, na pewno na jej twarzy zagościłby uśmiech i jakiś cień ponurej satysfakcji.
- Potem podasz nam ich dane. Co prawda piaski Tatooine pochłoną ich ciała, a kości będą bielały przez tysiące lat, ale w rejestrze trzeba odnotować. Spokojnie to nic oficjalnego, to nasza wewnętrzna procedura, z którą ani Huttowie, ani Imperium nie ma nic wspólnego. Po prostu czasem zdarza się, że ktoś tu trafia po latach i rozpytuje o taki statek, na którym miały być takie, a takie osoby. Jeśli ma szczęście, to możemy potwierdzić śmierć wskazanych istot. - łysy nie szczędził Trouble słów wyjaśnień, choć mówił powoli tak by na spokojnie mogła przetrawić informacje - Jak się nazywasz? Ja jestem Trent. Wspominałem, że miałaś kupę szczęścia. Wstrząs mózgu to pikuś przy tej nodze. Durastalowy odłamek rozorał ci szkitę od kostki po kolano, a i udo masz osmalone, nie mniej blizna raczej będzie widoczna tylko na łydce.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 1 Kwi 2020, o 12:50

Blondynka słysząc jego słowa pomału kręciła głową. Nic z tego nie pamiętała. Miała jakąś czarną dziurę pomiędzy miejscem, w którym została drugi raz znokautowana, a jej wylądowaniem w szpitalu. Jedyne co, to cieszyła się jak to się wszystko skończyło bo jej sytuacja nie wyglądała za dobrze. No i czuła satysfakcję z powodu, że dostało się im na co zasłużyli. Jedyne co, to z tyłu głowy pojawiło się jej ukłucie niepokoju. Zwykle takie wyjątkowo ekscytujące lądowania nie były powodowane przez nic i brak konkretnych informacji o tym co się stało był nieprzyjemny. Czy zostali zestrzeleni czy coś w nich łupnęło? Błąd systemu? Wcześniejsze uszkodzenia doprowadziły do ich lądowania? Jeśli zostali zestrzeleni, to była najgorsza możliwość. Czy ktoś wiedział, że ktoś przeżył? Kto strzelał? Czy ktoś jej szuka? I kto? Imperium? A może zwykły atak piratów?
- Prawdę mówiąc, to niewiele pamiętam z tego co się wydarzyło... - Powiedziała powoli. - Mam jakąś ciemną dziurę... Mężczyzna... Nazywał się chyba Josh? A mirialanka? - Zwiesiła głos. Nie wiedziała jak się nazywała. Nie przedstawiła się. Pokręciła tylko głową. Pozostawała kwestia tego jak ona się nazywa. I wolała nie przedstawiać się ani swoim przezwiskiem, ani prawdziwym imieniem. Przynajmniej na razie. Skoro była na Tatooine, a co gorsza w Mos Espie, to była też tu osoba, z którą miała poważnie do porozmawiania i wątpiła czy mu się to spodoba. Jej by się to nie spodobało. - Nazywam się... Satele. Keller. Satele Keller. Tak mi się przynajmniej wydaje. Przepraszam, po prostu mam nieco mętlik w głowie. Nie co dzień przeżywa się upadek z orbity. Coś uratowało się ze statku? Obawiam się, że bez tego nie będę miała jak się wam odwdzięczyć za pomoc poza prostym dziękuję... - Zamilkła na moment i zastanawiała się czy powinna zadać nurtujące ją pytanie, ale uznała, że byłoby to zbyt mocne przeciąganie struny jeśli zacznie się rozpytywać o to czy ktoś badał miejsce katastrofy i pytał się o to czy ktoś przeżył. Mogłoby to wzbudzić jakieś podejrzenia. - Także, tego... Dzięki. Za uratowanie mnie.
- Jak długo w ogóle tu jestem? I jak długo będę? - Wzięła kolejny łyk wody i spróbowała przełknąć kilka kęsów jedzenia. Była głodna, ale wolała nie ryzykować przejedzeniem się i zwróceniem wszystkiego na łóżko i samą siebie.
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 275
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 2 Kwi 2020, o 12:46

- Dziwne, niewiele wiesz o swoich towarzyszach, chyba że nimi nie byli. Ale odnotuję chociaż to imię. - odparł mężczyzna, drapiąc się po podbródku - Setele Keller tak ci się wydaje. Niech i tak będzie, chociaż mamy tutaj odpowiednie sposoby na weryfikację danych.
Trouble nie wiedziała czy był to blef czy może prawda. W dzisiejszych czasach nic nie powinno jej zaskoczyć. Ostatecznie musiała jednak przyznać, że Trent oraz jego przyjaciele przyczynili się do tego iż żyła. Gdyby nie oni albo spłonęłaby we wraku albo stanowiłaby pokarm dla lokalnych drapieżników, których na Tatooine nie brakowało.
- Statek to kompletna ruina i złom. Ten kto przebywał w kokpicie i przedniej części Suwanteka, nie miał szans na przeżycie. Ty musiałaś być w ładowni, chociaż i z niej praktycznie nic nie zostało. Niech za potwierdzenie będzie fakt, że nawet Jawowie po krótkich oględzinach machnęli ręką na ten zwęglony i powyginany metal. - facet cierpliwie tłumaczył Sathine wszelkie okoliczności, jakich mogła nie wiedzieć lub nie pamiętać - Jesteś tutaj ponad trzy standardowe doby, o dziwo twój organizm szybko ulega regeneracji, to rzadko spotykane, choć z relacji mojej znajomej wynika, że nie pierwszy raz spotyka się z czymś takim. Jutro pewnie będziesz mogła powoli spacerować, swoją drogą masz tutaj jakąś rodzinę, znajomych? Czy lecieliście tutaj w jakiś interesach? Tatooine ostatnio nie jest zbyt popularne, nawet dla łowców nagród. Opowieści z kantyny głoszą, że kto naprawdę szuka przygód, wrażeń i przede wszystkim zarobku, to albo działa na krawędzi Światów Jądra i Kolonii albo penetruje Dziką Przestrzeń. Może chcesz byśmy kogoś powiadomili, co oczywiste z wyłączeniem Imperium.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 20 Gru 2020, o 00:38

- Wybacz, że więcej nie mogę powiedzieć, ale nie potrafię sobie przypomnieć nic sprzed katastrofy ani z tego co się wydarzyło. Musiałam ich poznać dopiero co, może byłam pasażerem który się załapał na podwózkę za parę kredytów? - Dziewczyna spróbowała przybrać jak najbardziej obojętną minę jakby śmierć jej towarzyszy rzeczywiście nie wywarła na niej większego wrażenia, w końcu ani ich nie pamiętała, a przynajmniej udawała, że ani ich nie pamięta ani nie zna. O wiele ważniejszą kwestią było jednak to co właśnie usłyszała odnośnie Imperium - nie chcieli ich absolutnie powiadamiać. To była dobra wiadomość, choć starała się tego po sobie nie poznać. Jeśli nie trzymali z białymi kubłami, to jej sytuacja nie była tak zła jak można by się było spodziewać, choć wciąż nie do pozazdroszczenia. Poza tym pozostawała jeszcze jedna kwestia... czy pokusili się o badania jej krwi? Trouble uznała, że będzie musiała opuścić placówkę tak szybko jak to możliwe, ale potrzebowała pomocy od... cóż, kogokolwiek. Parę kredytów, miejsce do spania, a przede wszystkim, solidny blaster, który wpakuje Klondike prosto w jego zdradziecką mordę.
Przez chwilę zastanowiła się u kogo mogła prosić o pomoc. Czy to przez swe znajomości, znajomości jej ojca czy to prosząc o przysługę lub o zwrot przysługi prosząc. Spędziła tu kawał swego życia, a jej ojciec jeszcze większy, także momentalnie przyszło jej do głowy kilka imion, którzy mogliby być skłonni ją poratować w ten czy inny sposób. W końcu uznała, że największe szanse na wytargowanie czegoś rozsądnego będzie miała u Darena Kando. Tutejszego "biznesmana", który zajmował się handlem wszelkimi dobrami, często tymi z przemytu. Miała z nim niezłe kontakty, parę razy przewoziła dla niego towar, a jeśli było trzeba obiła mordę w jego imieniu lub sama nadstawiła twarzy do obicia, a przede wszystkim rozumieli, że w takich miejscach jak to trzeba było mieć przyjaciół, którzy będą działać w myśl zasady, że ręka rękę myję. Czy byli przyjaciółmi? Niekoniecznie, ale ręce nawzajem sobie myli. Była pewna, że i tym razem dadzą radę sobie umyć ręce.
- Hmm. Znam imię... Daren Kando? - Blodnyka zastanowiła się jak powinna przekazać wiadomość, że potrzebuje pomocy, ale nie wzbudzając niczyich podejrzeń kim jest. - Chyba jest jakimś handlarzem tutaj. Chyba do niego... lecieliśmy? Nie dam sobie uciąć za to żadnej części ciała, ale pamiętam to imię... - Udawała zamyśloną, jak gdyby usilnie starając sobie przypomnieć. - Może coś dla nie wieźliśmy i będzie wiedział coś więcej? Powiedzcie, że ten złomek spadł na ziemię i członek załogi przeżył katastrofę. Satele, blondynka, niska... Powiedzcie, że utknęła i ma kłopoty na tym piaszczystej planecie i przyda się jej pomocna dłoń. A cóż, jeśli mnie nie zna, ani załogi tamtego okrętu... To cóż, będę musiała się zastanowić nad kimś innym. Ale na Tattoine? Nie wiem czy bym kogoś tu znała... Nie pamiętam. - Cóż, uznała, że choć wiadomość grubymi nićmi szyta lepsza niż żadna. Złomek był pieszczotliwą nazwą jej oryginalnego okrętu, imieniu Satele było blisko do Sathine, a i samo słowo kłopot i pomocna dłoń powinno zrobić swoje. W końcu powszechnie nazywano ją właśnie tak, czyż nie?

Sathine, a raczej Satele, raz jeszcze podziękowała za uratowanie, opiekę i przekazanie wiadomości i wróciła do wypoczynku rozważając swoje opcje, a tych nie miała zbyt wiele. Przede wszystkim musiała się spotkać z Darenem i wyzdrowieć, zdobyć ekwipunek, zlokalizować Klondike i co zrobił z jej okrętem, droidem i skarbami tam zgromadzonymi. A potem go zabije i będzie jej to sprawiało przyjemność. Myśląc o zemście zapadła w sen do następnego ranka...
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 275
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 21 Gru 2020, o 19:50

Trenc odpowiedział na jej dialog, ale pomimo tego, że widziała jak jego usta się poruszają, to nie usłyszała nic, prócz narastającego pisku w uszach. Czuła się bardzo słabo. W końcu zrobiło jej się biało przed oczami i straciła przytomność.

Cóż, wóz, albo przewóz. Wesoły wywrotowiec, zdrowy żaglowiec, a może tańczący szturmowiec, wszak to co śniło się Sathine przechodziło wszelką zdolność pojmowania. Wybudziła się z ulgą, kiedy to Tegdar czerwoną klingą dziwnego miecza odciął jej głowę we śnie. Cóż, sny zwykle nie przynosiły zbyt wiele sensu do życia. Kim był Tegdar? Nie wiedziała, ale nie miało to znaczenia. Ważne, że jej ciało z każdą sekundą zaczynało coraz bardziej jej przypominać o tym, że żyje.

Jeśli chodzi o ból. Noga mówiła jej jednoznacznie, że więcej nie pisze się na cokolwiek, acz reszta ciała znacząco zachęcała do przeciwnej postawy. Tak też spróbowała ruszyć prawą kończyną dolną.
Zduszony pisk wydarł jej się z płuc, jakby miała wołać o pomoc. Ktoś chyba rozorywał jej kość młotkiem i dłutkiem, ale w przyśpieszonym tempie nie szczędząc przy tym precyzji i sadystycznej pasji. Chwila, nie. To jej próba podniesienia nogi doprowadziła do tego, że pragnęła ponownie utonąć w odmętach dziwnych snów i nie obudzić się już nigdy więcej. Niestety, ból przemijał niechętnie, powoli i falami.

Ogólnie jeśli jej nastrój nie miałby dyktować warunków, nie miałaby na co narzekać, no prawie. Ktoś właśnie podniósł ją z popiołów roztrzaskanego na strzępy statku i złożył nawet do kupy. Czuła każdą część swojego ciała, a i nawet i więcej. Ta dziwna perspektywa przez jakiś czas przeważała. Czuła co myśli mężczyzna, który próbował z nią nawiązać dialog ponownie. Trent przejmował się nią i było mu jej żal, choć zaraz próbował to od siebie oddalać. Miał dziwne poczucie winy z jakiegoś powodu. Mogła się jednak chyba czuć jak wśród ludzi, którzy się o nią troszczyli. Przecież zebrali ją z gruzów rozbitego statku. Tak o. Medykamenty, woda i inne rzeczy przecież nie przychodzą za darmo, a opieka na Tatooine to w ogóle luksus.
Jakiekolwiek było to uczucie większej świadomości to zniknęło, jak tylko zaczęła odzyskiwać orientację nad tym co jest snem, a jawą i prawdą. Konsekwentnie nabierała sił.

Obudziła się po kolejnej serii drzemek i krótkich ocknięć. Kobieta, która się nią opiekowała, była prawdziwym aniołem. W końcu do Sathine aka Satele doszedł fakt, że nie ruszyła się z miejsca przez kolejne parę dni, a wszystko było jak należy, a bielizna, którą miała na sobie była świeża, białe giezło bez plamki, a jej ciało umyte. Czuła się coraz lepiej i z łatwością oddawała się przyjemności snu i odpoczynku. Nawet tego razu jak zdecydowała się ruszyć nogą, to nie spowodowało to ataku cierpienia. Noga posłusznie zgięła się ku górze wbrew grawitacji.
- Ostrożnie! Wiesz, ile czasu... - kobieta z niedowierzaniem przerwała swoje oburzenie, przyglądając się wyczynom blondynki - Niewiarygodne. Widać dochodzisz do siebie szybciej niż się mogło zdawać! - niska, acz przysadzista czarnoskóra kobita w pustynnym habicie pokręciła głową i ruszyła, aby się zbliżyć. Po twarzy można było jej dać z dobre czterdzieści. - Niech no spojrzę kochana - Rzekła pieszczotliwie, ale jakoś też uszczypliwie i rozpoczęła oględziny, dotykając jej nogi. Nie miała żadnego skanera medycznego, ale z jej serdecznych oczu biła jakaś mądrość życiowa.
Sathine nagle w całym tym uświadamianiem sobie wszystkiego zorientowała się, że coś uwiera ją w kark. Odruchowo dłoń miała podrapać się po swędzącym karku, ale chwyciła za jakąś metalową obręcz. Tak, miała obrożę.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 22 Gru 2020, o 00:22

Dziewczyna odpłynęła w krainę zapomnienia i majaków. Była na jakimś dziwnym pograniczu nieświadomości (lub nadświadomości), poczucia jedności z mężczyzną, z którym dopiero co rozmawiała i bólu. Wyglądało na to, że jej cierpienia się jeszcze nie skończyły. I czemu noga bolała ją tak straszliwe? Jeszcze nie tak dawno temu wszystko było z nią w porządku, a przynajmniej taka się zdawała. Poskąpili jej środków przeciwbólowych, gdy minęły najgorsze godziny po katastrofie? A może, co niemalże doprowadzało ją do paniki, już nie miała nogi? A zamiast niej... ziejąca pustka lub paskudna, pordzewiała proteza. Jeśli byli gdzieś jacyś bogowie, to niech mają nad nią litość. Będzie dobrą dziewczynką... potem jak wpakuje temu cholernemu Klondike kilka boltów prosto w twarz.
W końcu jednak nastąpiło przebudzenie i po majakach połączonych z koszmarami i strasznymi myślami bilans przedstawiał się nieźle. Dziewczyna zerknęła na swoje nogi, upewniając się jeszcze, że ma je na swoim miejscu i są one w całości organiczne, a potem zerknęła na kobietę, która rozpoczęła jej badanie, coś jej jednak nie pasowało i zaraz zorientowała się co.
- Perwersyjnie. - Powiedziała, gdy złapała się za obrożę wokół szyi chwilę potem, gdy poczuła metaliczny przedmiot okalający jej szyję. - To żebym nie zrobiła wam krzywdy, sama sobie nie zrobiła czy upewniacie się, że nie ucieknę bez opłaty za pomoc? Czy może zostanę już tu na zawsze robiąc za lokalną maskotkę? - Żadna z opcji przez nią wymienionych, na z niewolnictwem na końcu nieszczególnie do niej przemawiała. Dlatego natychmiast poczęła się rozglądać po pomieszczeniu w poszukiwaniu... no właśnie, czego? Blasteru się nie spodziewała. Noża? Czegokolwiek. Jednocześnie poczęłam macać obrożę starając się czym ona dokładnie jest. Zwyczajnym kawałkiem metalu zapinanym na kluczyk i kłódkę czy może czymś nieco bardziej zaawansowanym, na czele z miłymi wibracjami w postaci elektrowstrząsów, gdyby postanowiła stawiać jakikolwiek opór? Miała łańcuch przymocowany do ściany?
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 275
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 22 Gru 2020, o 19:45

- Nie martw się córko - kobieta zareagowała i chwyciła Sathine za dłoń. Dobrodusznie, aby pokrzepić. Blondynka zaś się zorientowała, że nie jest w żaden sposób przywiązana - Posłuchaj dziecko - Broni w okolicy żadnej nie było. Noży czy skalpeli również - Z Twoimi nogami jest już wszystko w porządku, muszą tylko dojść do siebie. Nie potrzebna będzie rehabilitacja, tylko parę dni odpoczynku i będziesz o własnych siłach. Wszystko będzie dobrze - Zapewniała z przejęciem, jakby chciała Trouble ulżyć jej problemom. Kobieta uścisnęła dłoń blondynki, kiedy do tej dotarło, że są w małym prostym pokoiku, ona leży na pryczy. Obok niej był stolik, na stoliku jakaś walizeczka, nie wiedziała na co, a za czarnoskórą były drzwi. Obroża zaś zdawała się solidna i dopasowana. Żadnej rysy rdzy, a złe przeczucia dziewczyny potwierdziły się. Zamek musiał być magnetyczny, a palcami wyczuła wybrzuszenie, gdzie pewnie znajdował się generator wstrząsów. - Nie posyłają cię do złych ludzi. Uspokój się i pozwól mi ciebie obejrzeć do końca - Zaproponowała.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 22 Gru 2020, o 20:34

- Nie posyłają mnie do złych ludzi... - Powiedziała zrezygnowana i opadła na łóżko bezsilna, zastanawiając się co powinna teraz zrobić. Rzucić się na kobietę? Sprawdzić zawartość walizki? Nie ważne co by nie zrobiła, to wątpiła, że będzie wstanie zajść daleko. Nie z obrożą na szyi. Pozostało tylko parsknąć śmiechem na całą sytuację, próbować obrócić ją w żart. Wyprzeć. I parsknąć parskła, choć wcale jej to nie ulżyło.
- Czemu więc pytano mnie czy kogoś znam i robiono podchody zamiast od razu przedstawić mi jak wygląda sytuacja? Albo nie zrobiono ze mną wywiadu co potrafię tylko "wysłano mnie do dobrych ludzi"? Tania siła robocza bez kwalifikacji zbyt dobrych warunków życia nie ma, czyż nie? Po prostu powiedz jak jest jeśli zgrywasz tu tą dobrą.
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 275
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 23 Gru 2020, o 11:45

Kobieta nie ukrywała urazy. Znacząco spojrzała tylko w odpowiedzi na Trouble, nie ważąc się jednak nic powiedzieć. Dokańczała oględzin nogi, mruknęła coś pod nosem.
- Jesteś na Tatooine, moja droga - Odezwała się w końcu, widać na zakończenie, bo odstąpiła leżącej - Nie oczekuj zbyt wiele dobrego od innych - I wyszła, zostawiając blondynkę samą ze sobą. Walizeczkę zabrała. Rozsuwane drzwi ustąpiły jej miejsca, po czym zasunęły się. Na panelu kontrolnym wyświetliła się czerwona kontrolka "zablokowane".

Czas sobie spokojnie mijał. Chcąc się w odruchu inaczej ułożyć, Sathine zbadała swój zakres możliwości. Mogła wszystko z wyjątkiem jakiejś większej aktywności. Ból był wciąż nieznośny, ale czuła że chodzić potrafi i może dałaby radę zmusić się do biegu.

Później przyszedł Trenc, z posiłkiem na talerzu i kamienną twarzą, na której wymalował sobie obojętność. Zasiadł na taboreciku, który uprzednio opuściła tamta kobieta. Wyglądał na zmęczonego. W kamizelce opatulonej różnymi kieszeniami i prostych spodniach. Miał przy sobie blaster DX-13.
- Satele. Fatima mówiła, że energii ci przybyło. Dobrze, bo muszę ci przedstawić jaki czeka cię los. - Tam gdzie uprzednio była walizeczka, znalazł się posiłek. Szklanka wody z osadem piasku na dnie i jakaś bezpostaciowa papka, drewniana łyżeczka, wysłużona podobnie jak drewniana miska w której było jedzenie. - Jutro wysyłam cię do Diego. Będziesz pracować na farmie wilgoci. I dam ci dobrą radę na początek. Nie rób nic głupiego niewolnico. Diego pracuje dla Tyma Rehala, a tego drugiego nie radzę denerwować. - Wyjaśnił Trent. Imię Diego jednak coś mówiło Trouble. Może nie tyle co sam spasiony rodianin Rehal, który kontrolował ten sektor Tatooine. Diego z farm wilgoci... miała wrażenie, że skądś kojarzy to imię i miejsce.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 26 Gru 2020, o 10:54

Dziewczyna nie miała szczególnie ochoty pracować jako niewolnica na farmie wilgoci ani w żadnej, "porządnej pracy", zwłaszcza jako niewolnica. Gdy Trenc przyszedł powiadomić ją jak jej sytuacja wygląda, o tym co już zresztą wiedziała, że zostanie gdzieś wysłana, nie chciała szczególnie słuchać gdzie pójdzie. Diego? Jaki Diego? Może i jej imię coś to mówiło, nie była pewna co, nie miała jednak zamiaru przekonać się czy jest to jakiś skurwiel, który będzie ją raził prądem za każdym razem jak się potknie o kamień czy też miły gość, którego urobi w parę dni by ją wypuścił. Miała własne plany i nie miała zamiaru zostawać w obroży.
- Jestem na Tatooine więc pogadajmy jak na Tatooine przystało. Ile? - Zapytała się Trouble mając na myśli oczywiście ile kosztuje lub ile kosztowałaby ją jej wolność. Co prawda nie miała przy sobie grosza przy duszy, ale miała znajomości, wystarczy tylko żeby ktoś dostarczył odpowiednią wiadomość... lub przynajmniej wiedziała ile kosztuje. - Ile jestem warta według tutejszego cenniczka usług?
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 275
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 29 Gru 2020, o 10:40

- Czasami, to nie kwestia forsy, a przysługi. - Uciął krótko Trenc. - Diego chciał kogoś do kuchni, to dostanie. Twój pech, że spadłaś z nieba na nieodpowiedniej planecie - Dodał przyglądając się Satele nieco dłużej, mrużąc oczy, jakby coś mu nie pasowało. Wyglądał trochę kretyńsko jak wysilał się tak - Czy ty mnie nie okłamałaś? Na pewno jesteś Satele Keller? Lepiej mów prawdę. Diego nie mówił w jakim stanie chce niewolnicę.
Uroczą rozmowę przerwał, kiedy drzwi rozsunęły się i do pokoju wparował nagle facet umazany cały smarem w goglach i jak się patrzy w fartuchu mechanika, u boku ciążyły mu narzędzia. Nie miał broni.
- Nie jest dobrze Trenc! - wydyszał facet, który zablokował drzwi za sobą zaraz - Nie jest dobrze!
- Powoli Maurice, powoli. I nie teraz - Trenc odwrócił się od Trouble, kierując głowę w stronę przybysza, skręcając tułów nieco. Sathine dostrzegła, że kaburą w jej kierunku.
- Nie rozumiesz?! Jak wysiądzie nam zasilanie to koniec! Wezwij jakąś pomoc! Generator nie wytrzyma długo!
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 1 Sty 2021, o 14:59

- Do kuchni? - Parsknęła śmiechem. W swym krótkim, ale bardzo intensywnym życiu zajmowała się różnymi rzeczami, ale kucharką... KUCHARKĄ, to jeszcze nie była. - Ewidentnie widać, że nie lubisz gościa skoro chcesz go otruć, zresztą to byłoby marnowanie moich wybitnych zdolności. - Na groźby nie zareagowała szczególnie, to znaczy, nie przestraszyła się. Ostatnimi czasy tyle razy znajdowała się w gównie, łącznie z torturami i potencjałem na śmierć, że sama groźba, w dodatku ze świadomością, że i tak przeżyje, nie mogła jej przestraszyć. No bo w końcu musiała zwrócić swoją inwestycję za ratowanie jej tyłka z wraku, a poza tym jakiś Diego potrzebował kucharki. Kucharki!
Nim jednak zdążyła poczuć na swojej skórze elektryczne wyładowania lub odpowiedzieć na pytanie kim jest w rzeczywistości, do pokoju wdarła się druga osoba. Wygląda na to, że mieli poważny problem, problem który mogła wykorzystać na swoją korzyść, ale impuls i nawyki pchały jej ręce w stronę kabury. Z drugiej strony jednak... Z drugiej... Trouble zreflektowała się i ostatecznie stwierdziła, że może lepiej tym razem być sprytnym niż polegać na brutalnej sile. Ostatecznie to impulsywne akcje ostatnimi czasy pchały ją w kłopoty, a obecnie chciała z nich wybrnąć, przynajmniej częściowo. Poza tym miała obrożę na szyi, nie wiedziała gdzie jest ani jak wielka placówka i jak dużo osób się w niej znajduje, a na dodatek wywnioskowała, że pracują oni dla lokalnego szychy, a z nimi lepiej było nie wchodzić w konflikty. Lepiej się przysłużyć.
- Generator robi bum, bum. - Zaśmiała się i zarzuciła ręce na szyje. - Szkoda, że nie ma tu nikogo z umiejętnościami, kto mógłby go naprawić, nie? Ale ja to jestem zwykłą kuchareczką z obrożą na szyi, co ja tam mogę wiedzieć... - Zerknęła na dwójkę. - Słuchaj, sam mówiłeś, że to kwestia przysług. Pracujesz dla jakiegoś ważnego gościa, a ja na farmie wilgoci, jako kuchareczka, zmarnuję się. Mam lepsze umiejętności niż gnicie jako niewolnica i mogę pracować dla twojego szefa, albo dla ciebie, oczywiście bez obroży. A skoro Diego i tak chciał kogoś do kuchni, to dostanie. Jak wielki jest to problem by załatwić komuś kucharkę? Tanią, niewykfalifikowaną siłę roboczą? Dawaj, ściągaj mi obrożę, przybij sztamę i rzucę okiem na generator. A potem nawet przedstawię ci moje CV co potrafię żeby nie było, że będę darmozjadem.
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 275
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 5 Sty 2021, o 14:56

- Jesteś całkiem wygadana jak na imperialną - Trenc ponownie na nią spojrzał, czy raczej mrużył oczy, upodobniając się do jakiejś upośledzonej małpy z problemami ze wzrokiem. - Maurice. Status. Powoli. - Krótko rozkazał.
- Destabilizacja plazmy w polu jonizacyjnym. Akcelerator makrocząsteczek się spierdolił, bo piach przez zepsutą wentylację wszedł do przesiewnika paliwa i się zesrało. Wiesz czym grozi asynchroniczna realizacja wymiany energetycznej między głównym kondensatorem plazmowym a silnikiem? Jakbyśmy w końcu to naprawili, ale nie! Oszczędzasz na częściach!
- Malkontencisz i to jeszcze za szybko. Do rzeczy. I krótko.

- Padnie nam zasilanie. Osłony i pole siłowe przestaną działać. Przestanie działać wentylacja w ogóle. Awaryjny generator za długo nie pociągnie, bo jego też nie naprawiliśmy! Jak on padnie, to sobie nawet drzwi nie otworzysz. Komunikacja również padnie, a i wykopaliska będą zagrożone. Bez sensorów i pól wspomagających spójność tuneli może nam grozić utratą progresu. Rehal będzie...
- Strasznie dramatyzujesz Maurice, wiesz? Pójdź po Henrika i Veba.
- Ale oni przecież! - Inżynier nie zdołał dokończyć, kiedy to Trenc jednym gestem ręki go uciszył, Trouble mogła się spodziewać, że też i morderczo spojrzał na tamtego, bo mechanik znieruchomiał, jakby rażony karbonitem.
- Idź i pracuj dalej, wkrótce ci pomogę, nie widzisz, że jestem zajęty? - Maurice ewidentnie wkurwiony wyszedł od razu z pokoju. Zostali sam na sam ponownie. A między nimi cisza. Trenc widocznie myślał. Chciał coś powiedzieć, ale nie był tego pewien. Trouble coś mówiło, że trzeba mu w tym pomóc.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 6 Sty 2021, o 12:10

Trouble nie komentowała ani prztyczka ze strony Trenca, który twierdził, że jest wyszczekana jak na Imperialną. Raz, że była to tylko częściowo prawda, a dwa, że nie chciała zbytnio przeciągać struny. I tak była w bardzo niewygodnej sytuacji. Dlatego też dalej, z pewną typową dla niej nonszalancją i uśmieszkiem na twarzy obserwowała dalej rozmowę, nie włączając się w nią. Jeszcze by dostała parę wyładowań elektrycznych na szyję, a choć swoje już w życiu przeszła, to nie znaczy, że lubiła być w taki sposób pieszczona. W końcu jednak zostali sami, a Trenc ewidentnie wysilał swoje zwoje mózgowe żeby dojść z czymś do ładu i blond czupryna wiedziała, kierowana swym wyszczekanym doświadczeniem i gadulstwem, że to jest dobry moment by pociągnąć go za język.
- Z tego co słyszałam macie tu kawał porządnej placówki. No i wasz szef to musi być nie lada szycha, a tacy zawsze poszukują dobrych ludzi, szkoda ich marnować na farmach wilgoci i stania w kuchni, a już szczególnie na niewolników...
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 275
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 6 Sty 2021, o 20:19

- Twój akcent... i mentalność. Nieważne - Trenc pokręcił głową zrezygnowany i sfrustrowany. Coś mu się nie zgadzało, ale nie miał zamiaru drążyć. - Zobaczmy więc, pomogę ci wstać. Rzucisz okiem. Jak się wykażesz będę skory zmienić zdanie i nie polecisz do Diego. - Mężczyzna schylił się pod pryczę i wyciągnął stamtąd prostą metalową kulę, taką do podpierania się, gdy noga nie funkcjonuje jak należy. Wręczył ją blondynie i podał rękę, aby pomóc jej stanąć na nogi. Sathine aka Satele poczuła jednak, że może swobodnie się ruszać, gdy już miała zerwać się do ruchu. Bardziej niżby się tego spodziewała sama po sobie. Gotowość i chęć jaką miała w sobie była zaskakująca. Cóż, w życiu w tarapatach była nieraz, potrafiła też przyjąć strzał, ranę i przywalić łbem o coś. Zaraz się to zrastało. Nigdy jednak nie rozbiła się w tak spektakularny sposób, że aż nie było co zbierać. Chociażby spektakularny wedle tego co mówił Trent, skoro nawet taki obdartus Jawa, który znajdzie wartościowy złom na wysypisku największych odpadów machnął na to ręką. Nie wiedziała też ile czasu ją tutaj leczyli, wiedziała tylko że była w na prawdę ciężkim stanie i to w takich oto warunkach ją z tego wyciągnęli. Facet w zupełności swoim zachowaniem zapewniał, że spodziewa się iż "Satele" pomimo pewności siebie w zachowaniu, nie jest w stanie normalnie chodzić.
Naszła ją myśl, czy rzeczywiście wie ile dni minęło. Wrażenie z bolesnych omamów mogło być jednak błędne.

Jakkolwiek, ruszyli. Trenc otworzył drzwi. Przed blondynką uwidocznił się korytarz bez okien. Długi w tą i tamtą. Szumiała tutaj ciężko wentylacja, a echo kroków i rozmów innych osób docierały do nich. Blisko dziesięć metrów w tą i tamtą. Sathine szacowała po ilości drzwiach, że jakikolwiek jest to budynek, kompleks, czy stacja, to jest w sektorze mieszkalnym. Liczne drzwi i numerki na nich mogły o tym świadczyć.
Ruszyli w prawo do windy, która czekała na samym końcu korytarzu. Sama winda była dość obskurna. Weszli do metalowej klatki, która przesuwała się siłą wyciągu w górę lub w dół, a przez otwory widać było sam szczyt i dno tunelu wyżłobionego wiertłem górniczym. Ku górze blondynka miała jakieś sześć metrów, a w dół jakieś dwadzieścia. Winda ze szarpnięciem ruszyła leniwie w dół, skrzypiąc do tego niemiłosiernie. Podróż trwała.

Ograj spacerek do windy. Trent milczy, ale możesz pogadać :D
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 7 Sty 2021, o 20:58

- Daj spokój, nie jestem kaleką. To, że spadłam z orbity nie oznacza zaraz, że potrzebuję kuli do przemieszczania się. - Żachnęła się blondyna. Mogła co prawda robić za spryciulę i udawać, że ciągle coś ją łupie w nodze i jest osłabiona, ale uznała, że Trenc jest na tyle zakłopotany, że zdecyduje pójść w zupełnie inną stronę i będzie próbowała go onieśmielać. Już nie wiedział co o niej myśleć, a im dalej w las tym bardziej będzie skołowany i tym większe ona miała zamiar robić wrażenie. Przyjęła jednak rękę by podnieść się z łóżka, ale kula została tam gdzie została wyciągnięta. Trouble przeciągnęła się szybko wykonała kilka skłonów i wyszczerzyła zębiska w stronę Trenca w uśmiechu. - Nieźle mnie poskładaliście muszę przyznać, ale czuję się wyśmienicie. Widzisz? Ha! Dobrze jest się w końcu ruszyć i do kogoś buzię tworzyć. Co prawda nie wyglądasz jakbyś miał ochotę gadać, ale nie oznacza to, że ja się zamknę. Prowadź.
- Muszę przyznać, że macie tu kawał placówki. Może wyposażenie nie robi dużego wrażenia, ale jak na Tatooine to musi być luksus. Pokoje, pomoc medyczna, obracanie żywym towarem... - Popatrzyła się znacząco. - Spokojnie, nie chowam urazy. Z moim szczęściem cała ta placówka wyleci w powietrze nim dzień się skończy, ze mną znajdującą się już poza budynkiem, chyba, że się dogadamy. Nie mówię tego złośliwie, po prostu ostatnio mam parszywe szczęście do wpadania w kłopoty, a jeszcze większe do wychodzenia z nich i wpadania w jeszcze większe. Choć muszę przyznać, że upadek z orbity to w porównaniu z tym cudeńkiem sztuki jubilerskiej na szyi to poprawa. Choć wolałabym jeszcze bardziej poprawić swój los. Wiesz, stabilna praca u znaczącego gościa. Bez żadnych świecidełek. I skopanie tyłka takiemu jednemu gościowi. Bez urazy, ale faceci są paskudni. Najpierw mówi, że cię kocha, a potem zostawia na pastwę losu, kradnie ci astromecha, okręt i wszystko co na nim było... - Dziewczyna zacisnęła dłonie w pięści i poczęła strzelać palcami. - Ale spokojnie, jestem pewna, że skopię mu dupsko. Wydajesz się w porządku gościem Trenc, mimo tego, że trochę mnie wkopałeś w obecną sytuację, ale jestem pewna, że się polubimy. Świetnie się z tobą gada.
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 275
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Mistrz Gry » 7 Sty 2021, o 23:23

Trenc jeśli miał być skołowany, to był wręcz w szoku jak dostrzegł co Trouble wyprawia. W sensie rozciąga się jak po niewygodnej drzemce. - Fatima wspominała, że rany zrastają się same, jak się patrzy. - Skomentował właściwie jakby mówił do samego siebie i odłożył kulę pod łóżko, kiedy Trouble poprawiała swoją gotowość i również się wyraziła o pracy jaką włożyła kobieta w leczenie jej. Trenc tylko spojrzał na nią znacząco, kiedy ta powiedziała "prowadź", jakby to ona kontrolowała sytuację. Cóż może ziarno prawdy w tym było, ale Trenc nie dawał po sobie poznać. Wszakże gadulska Trouble nie oszczędzała sił. Słowa płynęły jej z ust, a z każdym kolejnym mężczyzna zdawał się ciężej stawiać kroki. Jakby lada moment miał się obrócić i wymierzyć cios. Trouble jednak wiedziała, że tego nie zrobi. Przeczucie, a może wprawa? On taki nie był, tego była pewna.
Winda ruszyła, a Trouble wciąż prowadziła swój monolog. Jak skończyła, może sekunda jak facet wypalił. - Zamkniesz się wreszcie? Nie jesteś na pikniku na Naboo, tylko na Tatooine. - I tak jak wspomniał, na której planecie się znajdują nagle szarpnęło windą bardzo mocno, tak że oboje wylądowali na sobie w dość niezręcznej jak na nową znajomość pozycji. Trenc jednak nie dał się rozproszyć od razu podniósł się z blondynki i od razu sprawdził co z panelem sterowniczym. - Cholerny szajs! Winda się zablokowała. - Zaraz sięgnął po swój komunikator, próbował wywołać połączenie, żeby wezwać pomoc. Coś jednak blokowało połączenie.

Jak nie patrzeć. Utknęli.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Cienie przeszłości

Postprzez Trouble » 8 Sty 2021, o 14:32

- Nie pusz się Trenc. - Powiedziała z uśmiechem dziewczyna, gdy mężczyzna w końcu nie wytrzymał i wybuchł na nią. Trouble skrzyżowała ręce na piersiach i powiedziała. - Nigdy nie byłam na Naboo i doskonale pamiętam, że jesteśmy na Tatooine. Rozluźnij się. To nie tak, że cała stacja zaraz... - I jakby na magiczne słowo windą gwałtownie szarpnęło i się zatrzymali. Winda w szybie, a dwójka świetnych rozmówców na podłodze, jedno na drugich. - ... wybuchnie? - Powiedziała z ziemi spoglądając wprost na Trenca, który wylądował na niej.
- Mmm. Jeszcze się nie znamy, z łaski swojej... Dzięki. - Powiedziała, gdy ten z niej zszedł choć nie odpowiadało jej, że tak szybko. Miała zamiar przetrząsnąć mu szybko kieszenie, ale uznała, że zaraz nadarzy się ku temu okazja. Wstała więc z ziemi, otrzepała się tylko i popatrzyła się z przymrużeniem oczu na wysiłki mężczyzny by skontaktować się z kimś z zewnątrz lub ruszyć windę. - Czyżby generatory już totalnie padły? Szybko poszło, mogliśmy się bardziej pospieszyć... - Dziewczyna rozejrzała się, szczególnie zerkając na sufit. - Podsadź mnie. Może będziemy mieli właz awaryjny na suficie, wyjdziemy przez niego. Mam nadzieję, że zastosowaliście jakieś środki bezpieczeństwa na takie wypadki, no wiesz... Drabina na przykład. Nie żeby na Tatooine dbali o takie pierdoły, ale biorąc pod uwagę braki w potencjalnych dostawach prądu, to może macie tam chociaż jakąkolwiek linę... - Jeśli Trenc faktycznie uznał to za dobry pomysł by spróbować znaleźć wyjście w suficie i podsadzi dziewczynę, ta z radością wykorzysta okazję by spróbować sięgnąć mu do jednej lub drugiej kieszeni w ramach "niezręcznego" wspięcia się na niego. Miała w gruncie rzeczy nadzieję znaleźć kontroler do swojej obroży, ot tak, na wszelki wypadek. A potem... Potem się zobaczy czy znajdzie się jakaś dziura w suficie do wyjścia.
Image
Dwukrotnie odznaczony za męstwo w boju...

Wyrazy sympatii od forumowego kupotocza - Quorn Image
Awatar użytkownika
Trouble
Gracz
 
Posty: 275
Rejestracja: 23 Wrz 2018, o 15:48

Następna

Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron