Content

Zewnętrzne Rubieże

[Jabiim] Z dalekich wypraw...

Image

[Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Mistrz Gry » 15 Lut 2020, o 17:09

Oris Vendar jak co dzień pracował przy kolejnych zleceniach, na rodzimej stacji orbitującej nad Sluis Van. Przez lata jego ojciec, a teraz on wypracował sobie solidną renomę i wśród lokalnych przedsiębiorców stanowili atrakcyjną alternatywę dla wielkich koncernów z Kuat, Korelii czy wspomnianej rodzimej planety mechanika.
Firma Vendara rozwinęła się na tyle, że stanowiła usługi także poza najbliższym sektorem, zapewniając przelot do wskazanego miejsca. Zatrudnienie przez Orisa nowych, ambitnych pracowników, stanowiło strzał w dziesiątkę i pozwoliło na stały rozwój rodzinnego biznesu. Mężczyzna jako kierownik nie musiał martwić się o kolejne zlecenia, których codziennie przychodziło po kilka, jak nie kilkanaście. Tak było i tym razem, gdy na terminalu pojawiło się zapytanie o naprawę statku, na planecie Jabiim...

***


Statek firmy Orisa mknął przez nadprzestrzeń, pokonując miliardy kilometrów w mgnieniu oka. Nad prawidłowym lotem czuwał komputer pokładowy wspierany przez astromecha. Oris mógł spokojnie raz jeszcze przeanalizować ofertę pracy, jaką podjął.

Witaj O.V., sprawdzając dziesiątki, mniejszych firm trudniących się naprawą jednostek, postanowiłem skorzystać z Twoich usług. Na planecie Jabiim, jakieś 250-300 standardowych kilometrów od stolicy Choal, utknąłem w bagiennej głuszy, z moim statkiem, transportowcem typu Oubliette. Nie są to zbyt popularne środki transportu, a przy okazji charakteryzuje je zła sława. Niestety ze względu na zasady bezpieczeństwa nie mogę podać szczegółów, jednak wstępnie mój technik ocenił że poszły motywatory, kondensatory mocy, główny system zasilający oraz system podtrzymujący życie. Koszty naprawy są dla mnie nieistotne. Mój wysłannik będzie oczekiwał w głównym kosmoporcie Choal, gdzie przedstawi szczegóły. Jeśli uznasz moją ofertę za niegodną, zwrócę koszty przylotu na Jabiim. M.G.
Ps. Dyskrecja jest warta wielu żyć...


Zlecenie było tajemnicze, ale zarazem bardzo ciekawe. Oris nawet w wypadku rezygnacji z podjęcia prac, miał zapewniony zwrot kosztów podróży, a w dzisiejszych czasach mało kto dawał takie gwarancje, jakby tego było mało na firmowe konto wpłynęło pięć tysięcy kredytów, a w tytule przelewu wpisane było "M.G. z E. via Jabiim".
Niestety jak to bywało przy takich robotach, Vendar przeczuwał, że w tym wszystkim jest jakieś drugie dno. Wiadomość była krótka i lakoniczna, bez istotnych szczegółów. Na dodatek miejsce także nie napawało optymizmem, samo Jabiim było raczej na aucie wielkiej polityki i dużych interesów, a obiekt naprawy siał wiele wątpliwości. Całość podsumowana była przez równie zagadkowe post scriptum.

***


Podróż na Jabiim obyła się bez jakichkolwiek kłopotów. Oris wylądował na wskazanej przez kontrolę lotów platformie, w kosmoporcie Choal, będącym jednocześnie stolicą planety. To tutaj miał spotkać się z człowiekiem wysłanym przez tajemniczego "M.G." Tuż po załatwieniu standardowych procedur związanych z pobytem na planecie i uiszczeniem stosownych opłat, Vendar postanowił rozejrzeć się po okolicy, spotykając się z wysłannikiem. Problem stanowił fakt, iż nie wiedział kompletnie kim jest i gdzie go szukać. Na domiar złego, jak to na Jabiim, z chmur lał się rzęsisty deszcz, który nie należał do chwilowych.
- Panie! Panie! Zapomnieliście tutaj podpisać - zawołał za mechanikiem niższej rangi pracownik kosmicznego portu, przedstawiając do podpisania elektroniczny terminal - Szef zabiłby mnie za to niedopatrzenie, a pan mógłbyś stracić tą łajbę. Swoją drogą co to za model? Aha, jeszcze jedno, to dla pana.
Nieznajomy wcisnął w ręce Orisa zawiniątko, a po chwili zniknął w jednym z biur, nie mając zamiaru przemoknąć do suchej nitki. Mimo optymistycznego nastawienia, mężczyzna powoli zaczął wątpić, czy podjęcie zlecenia na Jabiim było trafnym wyborem.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Oris Vendar » 16 Lut 2020, o 13:01

Gwar pracowników, hałas palników oraz smród dogasającego dymu z uszkodzonego statku klienta. - To była wręcz przyjemność zarówno dla nozdrzy, jak i uszu Orisa dla niego w zasadzie każdy dzień mógłby zaczynać się tak samo w wiecznym cyklu napraw, modyfikacji, ulepszeń.
- Hiper napęd do wymiany - Mruknął sam do siebie wypełniając kolejny kosztorys w datapadzie, przechodził od statku do statku wyceniając swoje usługi, by móc poinformować klientów o wymaganej kwocie oraz ewentualnych opcjonalnych wymianach. W zasadzie mógłby się wyręczyć jednym z pracowników, jednak jak często bywało Vendar chciał mieć dopięte wszystko na ostatni guzik.

Gdy skończył przysłowiową papierkową robotę, wrócił do biura, aby odłożyć zbędne rzeczy, by wkrótce zanurzyć się w swoim mechanicznym świecie wśród narzędzi, części oraz dzieł sztuki w postaci jednostek międzygwiezdnych. Oris wręcz wyobrażał sobie jak doprowadza starego TL-1800 do stanu używalności, sam wrak ukryty w cieniu już od wielu miesięcy wpatrywał się w niego, swoimi rozbitymi iluminatorami wyzywając go na pojedynek. Mechanik poprawił jeszcze ulubiony klucz przy pasku z zamiarem wyjścia na warsztat, nic nie mogło zepsuć tej chwili. Jednak zrujnowało, cichy dźwięk terminalu rozległ się po pomieszczeniu.

Zlecenie zdawało się dość przystępne, w razie rezygnacji firmy otrzymywali całkowity zwrot kosztów podróży co było wyjątkowo uczciwe oraz rzadkie jak na Zewnętrzne Rubieże. Treść jednak była dość wybrakowana, brak szczegółów i lakoniczność zgłoszenia potęgowała zaciekawienie mechanika oraz zmartwienie, które próbowało przebić się przez optymistyczną barierę wokół umysłu.

Wkrótce po zapoznaniu się ze skąpą treścią zlecenia zabrał się do przygotowań.
Statek TL-1200 Zatankowano, a na jego pokład zaczęto wprowadzać wymagane do podjęcia prac narzędzia oraz części zamienne, które pasowałby do statku klienta, wszystko zostało umieszczone w dobrze zabezpieczonych skrzyniach rozłożonych równomiernie po obu lukach magazynowych. Gdy pracownicy trudzili się z kompletowaniem części, Vendar miał chwile, aby przypomnieć sobie co, nie co o transportowcu typu Oubliette. Owa jednostka pierwotnie służyła do transportu więźniów, właściwie wywodziła się ze świata gdzie zsyłani byli wszelakiej maści kryminaliści. To kolejny powód zmartwień, teraz zastanawiał się, czy transportują coś, czy kogoś.
Załadunek i wstępna kategoryzacja powoli się kończyła, więc sam mechanik odciął się od pesymistycznych myśli.

Wybór załogi był ważny, klient zażyczył sobie dyskrecji więc Oris dobrał trzech zaufanych i mało gadatliwych pracowników informując ich, że byłoby niezwykle wskazane zabrać ze sobą blastery. Dodatkowo zabrał na pokład dwa droidy, astromecha serii R2 oraz naprawczego NR-5. Gdy wszystkie formalności zostały dopełnione, statek został ponownie sprawdzony, by wreszcie móc opuścić stacje.

***


Gdy już nie musiał czuwać nad prawidłowym kursem lotu Oris ponownie przeanalizował oferte.
Oprócz wszystkich poprzednich spostrzeżeń dodatkowo zainteresowały go inicjały "M.G" Za którymi klient się ukrywał wszystko, co pisał zdawało się utajniane, nasuwało się pytanie, co właściwie potrzebowało aż takich rygorystycznych zasad bezpieczeństwa. Czyżby jakiś nowy rodzaj broni? Albo niezwykle groźny przestępca? Obstawiał, że chodzi o jakąś prototypową technologię przynajmniej chciałby, żeby tak było, bo wolałby pracować obok czegoś takiego niżeli przy kryminaliście będącemu w celi uszkodzonego statku.

Im dalej brnął w ten temat, tym więcej pytań się nasuwało, a odpowiedzi było coraz mniej. Tak więc pieczę nad statkiem pozostawił astromechowi a sam udał się do pokładowego warsztatu znajdującego się na samym końcu statku, aby przynajmniej na chwile oderwać się od wątpliwości dręczących jego myśli. Jego wybawieniem miał być uszkodzony droid B1, nad którym pracował już dłuższy czas, jednostka pamiętająca czasy Wojny Klonów była niezwykle problematyczna nawet w swojej prostej konstrukcji, choć być może było spowodowane brakiem większych umiejętności napraw w tej dziedzinie.
Nie mniej spędził przy tym złomie większość swojego lotu głowiąc się i trudząc by spróbować mozolnie doprowadzić jednostkę do stanu używalności. W finałowej fazie podróży pozwolił sobie na zajrzenie w Holonetu, aby zapoznać się z najświeższymi wiadomościami oraz informacjami na temat planety Jabiim.

***


Formalności poszły całkiem sprawnie i już wkrótce nogi Orisa znalazły się na powierzchni kosmoportu. Planeta być może miała swój urok, jednak nieprzerwanie padający deszcz znacznie ujmował z piękna Jabiim nie mówiąc, że sama pogoda nie należała do sprzyjających, jeśli chodzi o naprawę czy nawet transport samych części do punktu przeznaczania. Nim jednak Vendar zaczął się zastawiać gdzie właściwie ma szukać zaczepił go urzędnik.
- Ah, tak oczywiście. - Zaczął nieco zaskoczony zaczepką pracownika, lustrując przy okazji treść terminalu i finalnie ją podpisując - Macie aż tak rygorystycznego szefa? Model to TL-1200 od Suwanteka naprawdę wspaniała maszy... - Przerwał, gdy otrzymał tajemnicze zawiniątko, a sam pracownik niemal w trybie ekspresowym udał się do swojego biura, aby nie zmoknąć tak jak teraz moknie Vendar. Nie wiedząc gdzie szukać wrócił się na statek, by zapoznać się z przedmiotem, który otrzymał od nieznajomego być może tam znajdzie więcej informacji.


Pierwszy post za mną!

Trzech pracowników, charakter jeśli ci się chce możesz ustalić sam, jeśli nie, mogę się tym zająć.
Co do droidów to stary dobry R2 oraz droid naprawczy NR-5.
Aby dopełnić formalności statek to TL-1200.
Image
Awatar użytkownika
Oris Vendar
Gracz
 
Posty: 15
Rejestracja: 19 Sie 2019, o 18:35

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Mistrz Gry » 16 Lut 2020, o 15:16

Średni frachtowiec TL-1200 wydawał się idealnie spełniać rolę, na świecie takim jak Jabiim. Jego gabaryty nie były aż tak duże by nie wylądować na obrzeżach miasta, natomiast wewnątrz było wystarczająco przestrzeni by zmieścić zarówno załogę jak i niezbędny sprzęt i materiały naprawcze.
Oris, w znacznej mierze przemoczony ulewnym, jabiimskim deszczem, podjął decyzję o powrocie na statek, by w spokoju sprawdzić, co zostało mu przekazane w zawiniątku. Wewnątrz znajdował się niewielki datakryształ z wiadomością. Vendar wykorzystał swojego, nieco już przestarzałego R2, w celu odtworzenia przekazu. Z holoprojekcji wyszyły nici, gdyż plik był jedynie w formacie dźwiękowym.

Witaj, rad jestem z twego przybycia. Wybacz atmosferę tajemniczości, ale lokalny watażka zaczął węszyć. Nie wdając się w polityczne animozje, wiedz, że tutejszy zarządca jeżeli nie może na czymś zarobić albo coś zyskać, to szybko informuje oficerów tutejszego garnizonu Imperium. Mniejsza z tym, mój człowiek będzie czekał w sklepie z częściami do droidów <<Semerdevac>> M.G.
Ps. Dyskrecja jest warta wielu żyć...


Wiadomość znowu nie była szczególnie rozbudowana. Na pewno treść podkreślała fakt, iż należy zwrócić uwagę na ostrzeżenie przed konszachtami lokalnych władz z Imperialnymi. Oris miał świadomość, że zwykłe zlecenie jakie przyjął, może okazać się większą kabałą, po której stanie się persona non grata, na światach w pełni kontrolowanych przez obowiązujący w Galaktyce system imperialnej władzy. Miał jeszcze czas by zdecydować o powrocie na Sluis Van, zachowując opłatę za "pusty" przelot. Z drugiej strony, zleceniodawca w pierwszej notce poinformował, że jest w stanie spełnić nawet wygórowane żądania Vendara. Jakby tego wszystkiego było mało, po raz kolejny powtórzone zostało post scriptum - "Dyskrecja jest warta wielu żyć..." Tym razem wyglądało na to, jakby cytat został nagle urwany i stanowił część jakiejś całości. Mechanik przed podjęciem ostatecznej decyzji, musiał poukładać sobie w głowie bilans potencjalnych zysków i strat.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Oris Vendar » 18 Lut 2020, o 23:57

Przemoczone buty mechanika pozostawiały ślady na podłodze firmowego frachtowca, pogoda była okropna, deszcz przemoczył większość ubrania Vendara a na zewnątrz był ledwie kilka chwil. Pocieszył się faktem, że ulewa zmyła z jego kombinezonu kilka zaschniętych plam smaru, a poza tym udało mu się utrzymać zawiniątko względnie suche.
- Paskuda pogoda, co? - Zapytał kierownika William, który wyszedł właśnie ze swojej kajuty.
- Jak widać - Odpowiedział Vendar poprawiając mokre włosy - Będziecie musieli zostać na statku, dopóki nie dopełnię wszystkich formalności związanych ze zleceniem. To może trochę potrwać, a nie ma sensu, abyśmy wszyscy wyglądali jak ja. - Po tych słowach udał się w dalszą drogę, brudząc przy okazji kolejne metry pokładu. Gdy tylko znalazł się z astromechem w maszynowni, zadbał o to, aby nikt mu nie przeszkadzał w zapoznawaniu się z zawiniątkiem. Po otworzeniu pakunku, datakryształ niemal od razu znalazł się we wnętrzu droida, który rozpoczął jego odtwarzanie. Mechanik wręcz zacierał ręce mając nadzieje, że uzyska odpowiedz przynajmniej na część dręczących go wątpliwości. Jednak już sam brak holoprojekcji momentalnie ostudził jego zapał wkrótce też dźwięk jego zleceniodawcy rozległ się po pomieszczeniu..

Po odsłuchaniu Oris mógł tylko westchnąć cicho, niewiele informacji, ale przynajmniej wiedział, w jakie bagno wdepnie, jeśli pójdzie coś nie tak. Zadarcie z lokalnym watażką, a nawet Imperium nie było czymś, co by chciał poczuć na własnej skórze. Jednak sam bilans zysku mógłby być równie wysoki, jeśli wierzyć, że cena naprawy dla klienta nie jest istotna. W tym przypadku musiał postawić wszystko na jednej karcie lub posłuchać głosu rozsądku i wrócić na stacje dalej tocząc swój powolny żywot. Gdyby tylko mógł omówić zlecenie z pracownikami w końcu, jeśli Vendar postanowi o kontynuowaniu to pociągnie ich również ze sobą na dno. Jednak nie mógł tego zrobić, słowa "Ps. Dyskrecja jest warta wielu żyć..." Które powtórzyły się ponownie w wiadomości nie dawały mu spokoju, zwłaszcza że samo post scriptum zdawało się jedynie urywkiem pewnej całości..

Postanowił, że podejmie ryzyko, być może będzie żałować tej decyzji w przyszłości o ile będzie mu to dane. Jednak jak często bywało, był dobrej myśli jeśli będzie wystarczająco ostrożny, powinien wykonać zlecenie jednocześnie nie zostając poszukiwanym w każdym zakątku imperialnych światów. Nim jednak wyszedł z maszynowni, aby ruszyć na miejsce spotkania wpadł mu do głowy głupi pomysł...
- R2 Mam do ciebie prośbe - Oris zwrócił się do droida sięgając po skrzynkę z narzędziami - Proszę, nie ruszaj się przez chwile - Po tych słowach astromech cofną się trochę, gdy mechanik zaczął się zbliżać do niego z hydrokluczem.

Wkrótce z lekkimi oporami Vendar w towarzystwie R2 udał się na miejsce spotkania. Oczywiście nie było to łatwe, bo mechanik postanowił nadać nieco autentyczności swojej wizycie w sklepie z częściami do droidów uszkadzając całkowicie przypadkiem swojego, który podczas podróży nagle skręcał, albo ślizgał się po powierzchni kosmoportu a Oris raz na jakiś czas rzucił przekleństwem w stronę niczemu winnemu droidowi.
- Obiecuje, że to ci wynagrodzę - Szepnął do niego, gdy ten się w pewnym momencie wywrócił, w zasadzie od patrzenia na swojego towarzysza, zrobiło mu się dość przykro i powoli miał z tego powodu wyrzuty sumienia. W zasadzie zastanawiał się, czy to właściwie było potrzebne. Nie wspominając, że sam astromech był niezwykle przydatny na statku.

Pytając jednego z lokalnych o sklep, tak samo, jak o dobry bar oraz miejsce na nocleg, co by nie wzbudzać podejrzeń, dotarł do miejsca przeznaczenia.



Hass - Mechanik
William - Specjalista od wszelkiej maści elektryczności.
Joe - W zasadzie można go określić mianem personelu pomocniczego, zna zarówno podstawy mechaniki jak i elektryki.

*Pw z pytankiem poszło
Image
Awatar użytkownika
Oris Vendar
Gracz
 
Posty: 15
Rejestracja: 19 Sie 2019, o 18:35

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Mistrz Gry » 22 Lut 2020, o 23:52

Sklep z robotami i częściami do nich o niezbyt chwytliwej nazwie Semerdevac wyglądał jakby najlepsze lata miał już dawno za sobą. Szyld był zakurzony i zabrudzony łajnem lokalnego ptactwa. Nie mniej ktoś właśnie wychodził z lokalu, co znaczyło, że jakiś ruch w interesie ciągle jest.
Oris przekroczył próg wraz ze swoim wysłużonym R2. Pierwsze co doszło do jego zmysłów, to charakterystyczny zapach smarów i olejów unoszący się w pomieszczeniu. Prostopadle do bocznych ścian ustawione były wysokie regały z wszelkiego rodzaju częściami, jedne były w opłakanym stanie, inne w nieco lepszym. Sprawne oko wypatrzyłoby także kilka, nietkniętych perełek, jak choćby elementy hipernapędu do Nubiana typu J-327. Przed Vendarem znajdowało się długa lada, na której panował względny porządek, z nielicznymi elementami do astromechów. Za nią stał sędziwy, na oko 70-letni mężczyzna. Mimo wieku spojrzenie jego niebieskich oczu było niezwykle żywe i przenikliwe, co więcej sprzedawca był w dobrej kondycji, a w połączeniu z ponad przeciętnymi warunkami fizycznymi, postronni na pewno odczuwali respekt wobec jegomościa.
- Witam, jestem właścicielem tego lokalu, w czym mogę pomóc? - zagaił pierwszy, obserwując przybysza i jego droida - Semerdevac. Josip Semerdevac.
Przybysz ze Sluis Van nie był pewny jak zagaić rozmowę ze starszym mężczyzną, za legendę zorganizował sobie uszkodzonego astromecha R2, jednak ostatecznie nie chodziło o naprawienie blaszaka, a o podjęcie kontaktu z wysłannikiem tajemniczego "M.G."
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Oris Vendar » 24 Lut 2020, o 23:59

Semerdevac stanowił idealne miejsce do przyjęcia tak specyficznego zlecenia, stary i pewnie również zapomniany sklep nie przykuwał aż tak wzroku, jak konkurencja a przede wszystkim panował w nim mały ruch. Wkrótce też przekroczył progi przybytku czując znajomy zapach smaru i olejów, który unosił się w powietrzu gdyby zamknął oczy nie miałby problemu, aby wyobrazić sobie swoją rodziną stacje.

Choć sam sklep sprzedawał części do droidów oraz je same to oczy Orisa odnalazły elementy hiper napędu Nubiana typu J-327! Królewski jach robiony na zamówienie służył do przewożenie ważnych person, niewątpliwie jedyny w swoim rodzaju i w mniemaniu mechanika jeden z majstersztyków szkutniczych w galaktyce. Gdy tylko złapał się na tym, że stoi praktycznie w drzwiach wpatrując się w części podszedł do lady.
- Oris Vendar - Przedstawił się, wyciągając dłoń przed siebie - Mój droid miał wyjątkowo niefortunny wypadek i uszkodził się. - Kontynuował w zasadzie nie wiedząc jak właściwie podjąć kontrakt - Jednak przed tym chciałbym poruszyć kwestie zapłaty czy będzie Panu taka odpowiadać, oczywiście.
- Ostatnio krucho u mnie z kredytami, jednak znam się na mechanice i mógłbym podjąć się jakiejkolwiek naprawy. Może macie jakiś uszkodzony statek, który trzeba rozmontować, wymienić części czy cokolwiek innego? W zamian za części do mojego majestatycznego gamonia - Skończył swój wywód wskazując na droida R2. Starzec był najprawdopodobniej wysłannikiem, Oris mógł mieć tylko nadzieje, że jego próba kontaktu zostanie zrozumiana oraz że trafił na właściwą osobe.
Image
Awatar użytkownika
Oris Vendar
Gracz
 
Posty: 15
Rejestracja: 19 Sie 2019, o 18:35

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Mistrz Gry » 28 Lut 2020, o 13:28

Mężczyzna w milczeniu wysłuchał klienta, mierząc wzrokiem zarówno mężczyznę, jak i astromecha. Semerdevac mimo wieku, miał umysł jasny i przejrzysty, a tłumaczenie i sama propozycja Orisa byłą dla niego infantylna. Josip nie przewidywał usług z barterową formą zapłaty.
- Nie wiem co chłopcze kombinujesz, ale tutaj płacimy kredytami i to obowiązującą walutą, ewentualnie mogą przyjąć huttyjskie peggaty. - odparł właściciel sklepu - Poza tym dziwi mnie, że gość, który naprawia statki nie może naprawić sobie niezbyt skomplikowanego droida, model R2. Kręcisz synu i nie wiem czy nie powinienem zawiadomić o tym lokalne władze.
Sytuacja w sklepie z banalnej, zmieniła się w skomplikowaną. Vendar mógł zorientować się, że to nie Semerdevac był jego kontaktem. Podróżnik zdecydowanie przegapił coś, o czym tajemniczy "M.G." wspominał mu już dwukrotnie w swoich wiadomościach. Jeśli Oris pragnął uniknąć kłopotów, musiał szybko odgadnąć, w jaki sposób skontaktować się z oczekującym wysłannikiem, tym bardziej, iż znajdował się w odpowiednim miejscu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Oris Vendar » 18 Mar 2020, o 23:39

Oris starał się utrzymać neutralny wyraz twarzy mimo kotłujących się myśli w jego głowie, teraz każde nieodpowiednie słowo mogło spowodować to, że będzie musiał gęsto się tłumaczyć przed służbami bezpieczeństwa, nad czym każdy nawet uczciwy przedsiębiorca nie przepada. Przy okazji gdy wertował pamięć w szukaniu słowa klucza oraz innych wskazówek starał się powrócić na normalny tor ze sprzedawcą.
- Nawet najlepszy mechanik nie naprawi niczego bez odpowiednich części, prawda? - Zagaił - I oczywiście zapłacę już w ustalonej walucie skoro takie są zasady. - Stwierdził, przerywając na chwile jakby się zastanawiał. - Będę potrzebować stabilizatora żyroskopowego oraz myślę nad wymianą regulatora różnicowego, ostatnio szwankuje więc najwyższa pora go wymienić, a poza tym mam dość grzebania w droidzie z tego powodu. - Powiedział czekając aż sprzedawca oddali się w poszukiwaniu części, jeśli stwierdzi, że gdzieś skrywają się na pułkach ustawionych w lokalu. W międzyczasie doszedł do końca weryfikowania wskazówek, dzięki którym mógł określić sposób skontaktowania się z wysłannikiem tajemniczego "M.G" Jedynymi powtarzającymi się słowami w wiadomościach oraz będące początkiem większej całości były "Dyskrecja jest warta wielu żyć.." Że też nie wpadł na to wcześniej, jednak na tym etapie myślał, że dyskrecja jego zleceniodawcy nie jest aż tak daleko posunięta. Jeśli sprzedawca oddalił się na bezpieczną odległość, postanowił powiedzieć sam do siebie te słowa z nadzieją, że wydarzy się coś konkretnego, gdy jednak szczęście mu by nie sprzyjało postanowił wpleść to słowa przy odbieraniu części.
- Zdaje się, że wszystko w porządku - Powiedział przyglądając się częściom i sięgając po kredyty - I równie uczciwa cena, coraz rzadziej spotyka się ludzi, którzy nie stosują zagrywek tylko po to, aby podwyższyć cene swojego towaru.. Ba! Jeszcze są tacy, którzy ośmielą się wyjechać z tekstem "Dyskrecja jest warta wielu żyć!" albo kredytów. Eh, chyba będę musiał się przenieść do środkowych rubieży, aby przestać się z takimi użerać - Powiedział, udając oburzenie, Oris nie wiedział, czy brzmiał wystarczająco przekonująco, aby oszukać błyskotliwego Semerdevaca, mechanik nigdy nie był dobrym aktorem. Kwestia jego zlecenia miała zaś rozwiązać się w najbliższych chwilach..
Image
Awatar użytkownika
Oris Vendar
Gracz
 
Posty: 15
Rejestracja: 19 Sie 2019, o 18:35

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Mistrz Gry » 19 Mar 2020, o 21:03

- Tak, a życie w dyskrecji jest cnotą. - odparł Semerdevac - Chłopcze myślałem, że wysyłają jasne sygnały. Właź na zaplecze, tam czeka na ciebie gość. Obyś wiedział w co się pakujesz. Czasem jeden wybór zmienia nasz życie, do samego końca.
Oris wraz ze swoim droidem przekroczyli ladę, jak się okazało tyły sklepu były o wiele bardziej przestronne niż pomieszczenie dostępne dla klientów. Dopiero tutaj Vendar mógł dostrzec jakimi rarytasami dysponuje właściciel, oczywiście biorąc pod uwagę fakt iż znajdowali się na Jabiim.
- Tutaj. - jakiś głos szepnął zza niedomkniętych drzwi, za którymi czekał zakapturzony jegomość, przeciętnego wzrostu. Gdy tylko przybysz wszedł do pomieszczenia, obcy ściągnął nakrycie głowy, za którym skrywała się ludzka twarz około 40-letniego faceta. Liczne zmarszczki i blizny wskazywały, że przeszedł niejedno, charakterystyczna była też łysa głowa, której czubek przecinała ok 5 centymetrowa bruzda.
- Sporo kazałeś na siebie czekać. Wiesz już, iż potrzebujemy pomocy przy naprawie transportowca typu Oubliette. Mam też świadomość jakie przeznaczenie było tych jednostek, ale to jest najmniej istotne. Pamiętaj, skoro tutaj przyszedłeś to liczysz się z narażeniem siepaczy Imperium. Nie mamy wiele czasu, a mój mocodawca czeka na miejscu, jakieś 250 standardowych kilometrów stąd, w bagiennej głuszy. - odparł nieznajomy, przedstawiając sytuację - Ile czasu potrzebujesz żeby tam dotrzeć z niezbędnymi elementami? Poza tym, wiem że nie przybyłeś sam. Czy twoi ludzie są godni zaufania?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Oris Vendar » 20 Mar 2020, o 23:45

Wreszcie światło w tunelu, spotkanie ze służbami porządkowymi zostało odroczone a Oris wreszcie mógł porozmawiać z kontaktem zleceniodawcy. Wszystko zdawało się, że zmierza w dobrym kierunku. Ba! Miał jeszcze zaszczyt, aby pooglądać sobie rarytasy, jakie miał do zaprezentowania Semerdevac nawet próbował jedną części ująć w dłoń i zobaczyć ją z bliska, gdyby nie nikczemny droid który go puknął gdy przejeżdżał obok. Oczywiście pesymistyczne słowa sprzedawcy puścił koło ucha, nie psując sobie swojego humoru, nie miał zamiaru tracić skupienia przez takich ludzi jak on..
- Auć! Przeklęty droid, kiedyś się doigrasz zobaczysz - Mruknął sam do siebie, pozostawiając wypatrzony cud techniki na szafce, R2 wydał tylko z siebie jak zawsze popiskiwanie.. To musiały być skutki całkiem przypadkowego uderzanie hydroklucza w blaszaną kopułę, będzie musiał mu wyczyścić pamięć gdy tylko wróci na stacje, tak dla dobra wszystkich pracowników. Jego knowania przerwał szept dobiegający za niedomkniętych drzwi do których bez większych oporów się udał. Przywitał go mężczyzna o niezbyt pięknym licu, samego Vendara aż tak to nie przeraziło, bo sam spotkał kilku najemników z podobnymi bliznami kiedy ci chcieli naprawić u niego swoje statki.
- Zajmie to chwile, jeśli mamy udać się tam naszym statkiem - Zaczął, zamykając drzwi za sobą - Jednak do tego potrzebowalibyśmy, aby wyznaczyli nam w miarę stabilną strefę lądowania abyśmy sami nie ugrzęźli w tym bagnie. - Kontynuował, innego transportu nie mieli o ile sam zleceniodawca nic im nie zorganizował - Co do moich pracowników, zabrałem tylko tych zaufanych i najmniej gadatliwych. Zapoznałem ich tylko z informacjami, jakie są im potrzebne do wykonania naprawy, nic więcej. - Mechanik skończył, nie mając nic więcej do dodania. Cisnęło mu się na usta pytanie co właściwie przewożą, że stosują aż tyle środków dyskrecji jednak to nie był odpowiedni moment na podobne rzeczy. A poza tym, może lepiej było sobie nie psuć niespodzianki..
Image
Awatar użytkownika
Oris Vendar
Gracz
 
Posty: 15
Rejestracja: 19 Sie 2019, o 18:35

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Mistrz Gry » 21 Mar 2020, o 00:26

- W takim razie czekamy we wskazanych koordynatach, proponuję przylecieć przed świtem, koło 4 rano lokalnego czasu. - rzekł nieznajomy, wręczając Orisowi datapad z niezbędnymi informacjami i lokalizacją, gdzie stał uszkodzony transportowiec typu Oubliette - Liczymy na ciebie i że nas nie zawiedziesz. Jeżeli naprawisz tą łajbę, wiele istnień będzie zawdzięczało ci życie. Zachowaj dyskrecję, nie radziłbym też sprzedawać tych koordynat Imperium. Niewiele zyskasz, a sporo możesz wtedy stracić.
Nieznajomy powoli szykował się do wyjścia, wstając z krzesła i zabierając swoje rzeczy. Przez moment w pomieszczeniu zapanowała cisza i był to ostatni moment, w którym Oris mógł zadać jakieś pytania lub rozwiać swe wątpliwości. Obcy jeszcze na chwilę stanął przed drzwiami.
- Pewnie zastanawiasz się, czemu nie poprosiliśmy o pomoc Semerdevaca? Cóż to poczciwy gość, ale wiek już nie ten, a i części do naszego okrętu nie miał. Ot cała historia. - dodał łysy - Jeśli to wszystko, to do zobaczenia jutro. Bywaj.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Oris Vendar » 24 Mar 2020, o 23:26

Najwidoczniej przypominanie mu o zachowaniu dyskrecji będzie praktykowane do momentu zakończenia zlecenia, było to co prawda uzasadnione, zwłaszcza że sam "ładunek" był na tyle cenny, że znajdzie się wiele osób, które chętnie położy łapska na nim. Sam ma uratować ponoć sporo istnień, co prawda może to być zarówno fałszywą motywacją mającą na celu wywrzeć pewien wpływ na jego sumienie albo faktycznie nie kłamią i przewożą tam jakiegoś morderce.. Albo medykamenty, choć w takim typie frachtowca odpowiedz niemal nasuwała się sama.
- Nie musicie się martwić, polityka firmy zakazuje podobnych praktyk - Powiedział przeglądając datapad od wysłannika - Zresztą to najodpowiedniejsze zachowanie dla firmy operującej na Zewnętrznych Rubieżach - Dodał mechanik, sam również się zbierał i przygotowywał na kolejną fenomenalną kąpiel w deszczu, jaką sprezentuje mu Jabiim. Nim jednak obaj panowie ruszyli w strony łysy wysłannik napomknął o samym Semerdevacu, w zasadzie właściciel przybytku sprawiał wrażenie osoby doświadczonej i obytej w swoim fachu, może nawet by mógł znaleźć miejsce na jego stacji, choć nie wydawało się, żeby starzec byłby chętny na opuszczenie swojego dorobku. Zresztą, najpierw wolał się upewnić z kim właściwie współpracuje nim podjąłby jakąkolwiek decyzje.
- Rozumiem, że nie będzie problemu, jeśli którykolwiek z moich pracowników będzie nosił przy sobie pistolet blasterowy? - Zapytał mechanik, w zasadzie broń miała służyć tylko i wyłącznie do obrony, jednak lepiej było unikać niepotrzebnych komplikacji. - To jedynie kwestie bezpieczeństwa. Mam nadzieje, że obdarzycie nas krztyną zaufania przynajmniej w tej kwestii. - Kontynuował, miał zamiar również zadać nurtujące go pytanie - Oczywiście, mam nadzieje że w przyszłości będę mieć przyjemność zapoznania się z dobroczyńcami ratujących wiele istnień? - Ponownie zapytał, nie było to odpowiednie miejsce i moment na podobne rzeczy, jednak ciekawość nie dałaby mu spokoju przez resztę dnia. Ba! Jeszcze by nie zasnął, kłopocząc się nad rozwikłaniem zagadki.

Po powrocie pozwolił sobie na chwile przerwy by zapoznać się dokładniej z pozyskanymi informacjami, wypadało się również przebrać w luźniejszy strój i zabrać się za suszenie zmokniętego kombinezonu nim spotka się z swoimi pracownikami. Samo zebranie odbyło się za niecały kwadrans.
- Na miejscu mamy być o czwartej rano, więc pobudka półtorej godziny wcześniej, ten czas pozwoli nam się ogarnąć oraz dopilnować ostatnich rzeczy. Mam nadzieje, że każdy zapoznał się z raportem uszkodzeń? - Zwrócił się do swojej załogi, która postanowiła skąpo odpowiedzieć kiwnięciami głowy.
- Świetnie - Odparł widząc entuzjazm pracowników - Zakładam, że klientowi zależy tylko na wymaganych naprawach, aby mógł wyrwać sie jak najszybciej z tego bagna. Jednak zwracajcie uwage na wszystko mogące stanowić zagrożenie dla funkcjonalności statku. - Kontynuował - Pierwszeństwo w naprawie będzie mieć główny system zasilający oraz kondensatory, dokładniejsze priorytety ustalimy, gdy sami obejrzymy tą łajbę. Wkrótce każdemu prześle odpowiednie obowiązki przed odpoczynkiem - Gdy wszyscy się zrywali przypomniało mu się coś, o czym powinien wspomnieć załodze. - Doskonale wiemy do czego ten transportowiec służył, więc nie wtykajcie swoich nosów tam, gdzie nie trzeba. - Mógłby dodać, że jego ta zasada nie obowiązuje, jednak sam nie był pewien czy chciałby się dowiedzieć co właściwie transportują. Podobno im człowiek mniej wie, tym lepiej śpi albo nie śpi wiecznie, coś w tej zasadzie było.

Oris nim sam udał się swojej kajuty, podjął się próby doprowadzenia do użytku R2, aby był w miarę sprawny do działania na jutrzejszy dzień, lepiej mieć go gotowego gdyby przyszła na to odpowiednia pora, choćby do wyznaczenia odpowiedniego koordynatów w navikompie. Po przynajmniej godzinnej pracy wszystko zdawało w miare sprawne działać, nawet samo wgniecenie znikło z blaszanej pokrywy. Załoga w międzyczasie zapoznała się ponownie z danymi technicznymi transportowca oraz zrobiła przegląd narzędzi będących na pokładzie frachtowca, upewnili się jeszcze o sprawności swoich komunikatorów aby wreszcie udać się na zasłużony odpoczynek by móc następnego dnia pracować w pełnym skupieniu. Statek został zaś zamknięty na głucho, Orisowi brakowało jedynie by ktoś spróbował się mu się włamać na jego łajbe..

Zgodnie z planem obudzili się wcześniej, zjedli śniadanie i każdy odczekał swój czas w kolejce do jedynej łazienki na statku. Przed odleceniem mechanik obejrzał firmowy frachtowiec od zewnątrz by upewnić się, że na poszyciu czy w innych zakamarkach nie ma podejrzanych urządzeń. Gdy wszystko było gotowe, rozpoczęli procedurę startową i odlecieli z początku w nieco inną stronę niż punkt docelowy by dopiero po jakimś czasie korygować swój kurs na właściwe koordynaty. Nie minęło dużo czasu nim dolecieli na stabilną łąkę osiadając powoli statkiem na niej. Sam mechanik przed wyjściem rozejrzał się przez iluminatory szukając wzrokiem jakichkolwiek śladów życia.
Image
Awatar użytkownika
Oris Vendar
Gracz
 
Posty: 15
Rejestracja: 19 Sie 2019, o 18:35

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Mistrz Gry » 26 Mar 2020, o 11:10

Oris zachował wszelkie środki ostrożności, na szczęście do tej pory ani imperialne szumowiny, ani lokalni watażkowie nie zainteresowali się Suwantekiem przybyłym na Jabiim. Lot we wskazaną lokalizację odbył się bez przeszkód, a na miejscu, przygotowana pod lądowisko łąka była naprawdę dobrym miejscem na posadzenie statku. O dziwo będąc jeszcze w powietrzu Vendar i jego towarzysze nie widzieli nigdzie transportowca przeznaczonego do naprawy.
Po chwili obserwacji Oris wyszedł z TL-1200, zachowując czujność. Dopiero po minucie zza linii drzew wyszło do niego dwóch ludzi, w tym znajomy, łysy 40-latek, którego spotkał w sklepie Semerdevaca.
- Widzę, że jesteś słowny, co do minuty. Pewnie nie widziałeś też naszej krypy typu Oubliette, jeśli tak to znaczy, iż dobrze ją zamaskowaliśmy. Trochę się przy tym napracowaliśmy ale warto było. Jest za tym laskiem. Zapraszamy. - zagaił znajomy facet, wskazując ręką kierunek.
Nie minęło pięć minut, nim wszyscy doszli na miejsce. Jednostka jaką mieli naprawić miała 35, może 40 metrów długości. Na jednym boku widoczny był przetarty napis producenta "Osseriton Assemblages". Nie dało się ukryć, transportowiec najlepsze lata miał już za sobą.
- Część naszej załogi poszło zorganizować jedzenie i coś do picia. Nie możemy pozwolić sobie regularnie odwiedzać stolicę, dlatego nabywamy co się da w okolicznych wioskach. - kontynuował rozmowę - Swoją drogą nazywam się Rum, a ten koleś to Mort. Jak już wiecie, w transportowcu szlag trafił motywatory, kondensatory mocy, główny system zasilający oraz system podtrzymujący życie. Błąd wykazuje też system awaryjnego zasilania. Jak myślisz ile może zająć wam naprawa? Oczywiście jesteśmy do pomocy, dla nas najważniejszy jest czas i opuszczenie tego przeklętego Jabiim.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Oris Vendar » 6 Kwi 2020, o 04:38

Choć Oris nie był urodzonym szpiegiem, to udało mu się uniknąć wzroku Imperium oraz lokalnych watażków, przynajmniej dopóki nie nikt nie zainteresuje się Suwenantkiem stojącym w bagiennej głuszy. Cała załoga wyszła powoli ze statku, w skupieniu oraz z dłońmi na pistoletach blasterowych lustrując całą okolice, która była wręcz idealna do zasadzki i poniekąd rozkoszując się możliwością rozprostowania nóg, oraz złapania świeżego po spędzeniu wielu godzinach na statku.
Wkrótce wszystkie obiekcie co do zamiarów zleceniodawcy rozwali dwaj wysłannicy tajemniczego "M.G" Którzy wyszli zza linii drzew.
- Proszę uwierzyć, że punktualność to tylko jedna z wielu naszych zalet - Zareklamował się mechanik, ruszając z całą grupą do punktu przeznaczenia. Transport ładunku mógł okazać się problematyczny, przebijanie się przez głusz ze skrzyniami może się okazać wyjątkowo futrujące, szczególnie dla Joe, który głównie tym będzie się zajmować, jednak koniec końców nie stanowiło to przeszkody do nieprzebycia. Gdy dotarli do ich celu - Transportowca Oubliette, statku przeznaczonego do przewożenia wszelkiej maści kryminalistów z wszystkich krańców galaktyki. Już po pierwszych oględzinach wydawało się, że maszyna miała już swoje najlepsze lata za sobą i zdawała się wymagać gruntownego remontu, niżeli doraźnych napraw.
- W razie konieczności możemy podzielić się swoimi zapasami - Zasugerował - Im mniej wasi ludzi będą chodzić po okolicy, tym lepiej dla nas. A każda dodatkowa para rąk zawsze w cenie, szczególnie tych zdolnych. - Dodał, mogli zaoszczędzić sporo czasu na transporcie części przy dodatkowych osobach.
- Ja jestem Oris, kierownik tej całej zgrai - Przedstawił się - Tam to kolejno Hass, William i ten duży to Joe - Magazynier z wszystkich zgromadzonych był największy, szeroki w barach i surowym spojrzeniu łypał na nich z góry. - Zasilanie awaryjne również padło? Oberwaliście z jonówki, że was tak złożyło? - Miał nadzieje na to zapasowe zasilanie, ułatwiłoby to wstępną diagnostykę oraz poruszanie się na statku.
- Może nam zająć to zarówno kilka, kilkanaście godzin albo jak i nawet cały dzień, zależnie od tego, jak bardzo rozległe są uszkodzenia, a to dopiero będę mógł stwierdzić po swojej diagnostyce. Jeśli nie znacie się na naprawianiu statków, możecie pomóc Joe przenieść wszystkie potrzebne części tutaj, ułatwi nam to znacznie sprawę. W tym czasie reszta z nas zajmie się już wstępnymi oględzinami. - Zapowiedział Oris - Dodatkowo pomoc waszego technika może być nieoceniona.
Image
Awatar użytkownika
Oris Vendar
Gracz
 
Posty: 15
Rejestracja: 19 Sie 2019, o 18:35

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Mistrz Gry » 12 Kwi 2020, o 12:59

Mort i Rum zareagowali z dużym entuzjazmem na możliwość podzielenia się zapasami. Mimo, że ulewa nasilała się co z pewnością wpływało na ogólne nastroje to dwóch mężczyzn rozpogodziło się jakby znaleźli cień nadziei w tej całej sytuacji w której się znaleźli.
- Ah tak, nasz technik… pan Troos z pewnością was oczekuje na statku. Od awaryjnego lądowania miał… pełne ręce roboty – powiedział Rum gdy wchodzili po rampie. Zanim Oris przekonał się, że Oubliette są tak praktyczne co obskurne również w środku, zdążył rzucić okiem na kadłub. Wiele czarnych przetarć i odprysków sugerowały, że statek był pod mocnym ostrzałem. W dolno-bocznej części statku kadłub był mocno wgnieciony i niemalże rozszarpany. To z pewnością nie był pocisk jonowy. Oris również nie musiał pytać co kryło się w tej części statku. W jego głowie pojawiły się dwa słowa: generator mocy. Prawie bezpośrednie uderzenie. Szczęście w nieszczęściu. W sumie cud, że ten statek jeszcze stał. Potem pewnie przeszli na zasilanie awaryjne… sądząc po tym jak podwozie było głęboko zatopione w ziemi to resztki energii musieli przekierować na repulsory, z resztą przekierowywali energię jak nienormalni. Jak wylądowali to pewnie wszystko poszło spać… cholera, będzie trzeba sprawdzić kabelek po kabelku…
- Seil Troos… miło mi panów poznać – z gonitwy myśli wybudziły Orisa słowa w nieco niewyraźnym basicu. Stali w ciasnym korytarzu, który prowadził na przód statku, gdy jego oczom ukazał się wysoki mężczyzna rasy duros. Wyciągnął on w kierunku mechanika rękę, która była prawie tak brudna od smaru jak jego pierwotnie ciemnoniebieska podłużna twarz. Technik pokusił się nawet o nieśmiały uśmiech co wydawało się być rzadkością dla tej rasy, jakby to był dla nich jakiś niesamowity wysiłek.
- Chętnie odpowiem na wszystkie wasze pytania... dotyczące uszkodzeń oczywiście – tą drugą część o uszkodzeniach dodał od razu gdy zorientował się co z początku powiedział. Oris jednak uświadomił sobie, że z każdą chwilą spędzoną na statku miał do niego coraz mniej pytań.
- Pan Markus jest w tej chwili niedostępny, ale kazał zapewnić, że stoi przy pierwotnych warunkach umowy i przy kwocie na którą się umawialiście – powiedział gdy schodzili do maszynowni w celu ocenienia uszkodzeń. W głowie Orisa zapaliła się żółta lampka.

***


Grupa mężczyzn wyszła z maszynowni na górny pokład i zaczęli kierować się na przód statku. Minęli wąski korytarz w którym wcześniej spotkali się z durosem i przeszli do około dwa razy szerszego pomieszczenia. W bocznych ścianach po obu stronach znajdował się szereg cel przerobionych na kajuty. Z ust Seila padło zadane wcześniej już przez Ruma pytanie:
- To jak? To ile wam to zajmie? Macie wszystkie potrzebne rzeczy? Możemy jakoś pomóc? Podobno jesteś całkiem niezły… – zanim Vendar zdążył odpowiedzieć gdy wielki Joe szturchnął go w łokieć.
- Szefie… - zaczął nieśmiało kiwając głową by ten rozejrzał się po korytarzu. W progach kajut zaczęły pojawiać się istoty – różnej rasy i w różnym wieku. Ludzie, kilku rodian, aqualish, kobiety i mężczyźni. Niektórzy wystawiali tylko głowy, bardziej odważni postanowili wyjść na korytarz. Ich pełne nadziei i zaufania oczy były skierowane na grupę mechaników rozmawiających z technikiem. Czemu mieliby mu nie ufać? Przecież już tutaj przyleciał. Wszyscy chcieli znać odpowiedź na zadane pytania. Od tego zależało ich życie… ale to Oris już wiedział. Rum z Mortem spojrzeli na siebie w wyraźnym zmieszaniu. Najwyraźniej załoga chciała uniknąć tego typu sytuacji.

***


Kosmpoport Choal, czas nieokreślony

- Prawdziwy MRX? Pierwszy raz w życiu taki widzę... - pracownik kosmportu nie ukrywał ekscytacji podczas przekazywania elektronicznego terminalu właścicielowi statku. Tajemniczy osobnik miał na sobie mocno już zużytą mandaloriańską zbroję w kolorze ciemnoniebieskim. Na głowie miał hełm posiadający charakterystyczny T-kształtny wizjer.
- Nie chcę więcej pytań - spod hełmu wydobył się zniekształocny i niski głos, gdy wojownik podpisywał się na elektronicznym terminalu.
- Pokażcie mi wasz rejestr - dodał oschle.
- Ale...
- To sprawa Imperium.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Oris Vendar » 18 Kwi 2020, o 03:01

Ulewa już coraz mniej przeszkadzała mechanikowi, w zasadzie była to całkiem miła odmiana od piaszczystych i suchych klimatów Sulis Van, albo przynajmniej sobie tak wmawiał, szukając pozytywów w całej sytuacji.
Już sam kadłub nie zapowiadał optymistycznej diagnozy, smugi i odpryski pozostawione po walce szpeciły durastalową powierzchnie statku, szczególnie wyrwa znajdująca się w dolno-bocznej części kadłuba, która bezprecedensowo była źródłem wszystkich problemów transportowca. Załoga miało dużo szczęścia, że udało im się jakkolwiek wylądować, przeżyli praktycznie bezpośrednie trafienie w generator mocy, aby wkrótce w akcie ostatniej walki przed zderzeniem z powierzchnią przekierować gwałtownie energię na repursory.. Dokładając w ten sposób dodatkowej roboty dla Orisa i jego ludzi.
Testowanie sprawności układów elektronicznych, kabel po kabelku było dość żmudną oraz męczącą czynnością.
- Oris Vendar, równie miło poznać kolegę w fachu - Przedstawił się, nieco wybity z rytmu przez technika. Mechanik również przyjął smarowe "błogosławieństwo" podczas uścisku dłoni, które wręcz zapraszało do zajrzenia w odmęty maszynowni transportowca.

W maszynowni panował pół-mrok, brak zasilania zarówno głównego, jak i zapasowego spowodował, że musieli skorzystać z latarek, choć i nawet bez nich było widać poważniejsze uszkodzenia. System podtrzymywania życia był pozbawiony dwóch z trzech, filtrów odpowiadających za oczyszczanie powietrza na statku, a sama pokrywa pompy, która rozprowadza życiodajny gaz po całym pokładzie, była podziurawiona w kilku miejscach przez odłamki, mimo tego wyglądała najlepiej spośród pozostałych urządzeń w maszynowni. Jak można było się spodziewać to właśnie główny system zasilania wraz z kondensatorami, był w największym stopniu zniszczony, wyświetlacz panelu kontrolnego był wręcz roztrzaskany, a osmolenia na samym generatorze wskazywały, że doszło tutaj do krótkiego, lecz intensywnego pożaru, który spowodował, uszkodzenie systemów odpowiadających najpewniej za rozprowadzenie mocy pomiędzy sekcjami, jak i stabilizacji energii. Kondensator, a raczej to, co z niego pozostało, został rozrzucony przez siłę uderzenia, dołączając do reszty szczątków metalu oraz elektroniki nadal zalegającej na podłodze transportowca. Po dłuższych oględzinach było już wiadomo, co spowodowało takie uszkodzenia - pocisk wstrząsowy, wyposażony w dwustopniowy pocisk kumulacyjny, jeden z bardziej paskudnych ładunków dla mechaników. Przy uderzeniu następuje pierwszy wybuch, przebijając się przez pancerz by wkrótce nastąpił kolejny w środku by wyrządzić jak największe zniszczenia wewnątrz przy okazji rozrzucając rozżarzone do czerwoności odłamki po całym pomieszczeniu.
- Mogło być gorzej - Skomentował po wykonaniu pierwszego przeglądu - Wykonałeś kawał dobrej roboty przy motywatorach, choć obstawiam, że nie obędzie się bez wymiany kilku układów, jednak mimo wszystko jesteśmy kilka godzin do przodu. - Zwrócił się do Toorosa, choć nie wyglądał na zbyt rozgarniętego to przynajmniej wiedział co robi.

Gdy wyszli z maszynowni, udali się na przód statku przechodząc do szerszego pomieszczenie mieszkalnego, gdzie cele zostały przerobione na kajuty, szybko obalając teorie na temat przewożonego jakiekolwiek przestępcy na pokładzie. Nie obyło również się bez kolejnego pytania "Ile wam to zajmie?" Nim jednak zdołał jakkolwiek odpowiedzieć to jego pracownik Joe, wyjątkowo dyskretnie zwrócił jego uwage na.. Dość sporą ilość istot wychylającą ze swoich kajut by, usłyszeć odpowiedz Orisa temat czasu naprawy.
- Ekhem.. Tak. - Zaczął Oris przerywając niezręczną cisze - Posiadamy wszystkie wymagane części do rozpoczęcia napraw i według naszej diagnozy, przywrócenie funkcjonalności statku zajmie trzynaście godzin. - Powiedział zgodnie z prawdą, mógł jednak śmiało stwierdzić, że gdyby odpowiednio się postarali, mogliby skrócić ten czas aż do dziesięciu godzin, jednak wolał spowolnić prace, aby zachować swoją renomowaną jakość i nie skazać załogi na żadną usterkę podczas lotu.
- Jeśli nam pomożecie, czas prac może skrócić się nawet o kilka godzin. - Dodał, kierując słowa zarówno do Morta oraz Ruma jak i do pozostałych gapiów. - Jednak będziemy oczekiwać od was pełnej współpracy oraz posłuszeństwa, jeśli chodzi o wykonywane zadania. - Choć wątpił, że pozostała załoga ma większe pojęcie o naprawie statków, to mogli się nadać do prac pomocniczych takich jak przenoszenie ładunków, wynoszenie złomu czy uszkodzonych układów poza maszynownie co pozwoliłoby się im skupić na samej naprawie i tylko na niej.

***


Wkrótce ekipa Orisa powróciła na pokład swojego statku, by omówić ostatnie szczegóły oraz rozdzielić zadania pomiędzy pracowników w swoim zaufanym gronie, dając jednocześnie czas na przygotowanie się istotą znajdującym się na transportowcu.
- Dobrze, uszkodzenia są poważne, jednak nie jest to nic, z czym byśmy sobie nie poradzili. - Zaczął optymistycznie - Naszą pracę zaczniemy od oczyszczenia maszynowni ze złomu, który wala się po całym pomieszczeniu podczas tego Hass i William zajmiecie się wymontowywaniem uszkodzonych układów, zostaną one potem wyniesione przez naszych licznych pomocników. W międzyczasie, Joe - Zwrócił się do wielkoluda - Zgarniesz kilku z nich i zaczniecie transportować części oraz narzędzia. Zadbaj o to, żeby przed ich wejściem na pokład drzwi do kajut oraz kokpitu były zamknięte, tak na wszelki wypadek.- Ostrożności nigdy za wiele, nikt nie wie co by taki Rodianin zrobił, gdyby dostał się za stery firmowego frachtowca.. Lepiej nie dawać im podobnej możliwości. - Po wstępnych pracach, zajmiemy się naprawą oraz wymianą układów. Priorytetem będzie przywrócenie zasilana, by przeprowadzić dokładniejszą diagnostykę poszczególnych sekcji statku oraz zwiększy nam to komfort pracy, jeśli światła nadal działają. Po tym sukcesywnie będziemy przywracać do użytku pozostałą część. - Skończył swój wywód, przesyłając dodatkowe wytyczne na datapady pracowników. Po tym wszyscy oprócz magazyniera wzięli swoje skrzynki z narzędziami i ruszyli do celu.

Na miejscu Oris przedstawił wszystko Mortowi i Rumowi, zaczęli rozdzielać istoty do poszczególny zadań oraz przydzielać sprzęt pokroju rękawic ochronnych by czasem nie poranili się podczas przenoszeniu ostrych kawałków metalu. Oprócz tego Vendar jak to miał w zwyczaju, wyjął swój klucz i uderzył o kadłub statku, by ceremonialnie rozpocząć jego naprawę oraz zapewnić pomyślność jego pracownikom na czas napraw. Po tym znacznie się rozpogodził, klucz przynosił mu nie raz szczęście, więc obawy spadły na nieco dalszy plan, przynajmniej na jakiś czas, przez co mógł skupić się na swoich obowiązkach. Aby jeszcze zaspokoić jego ciekawość, poprosił Joe, aby popytał nieco załogantów, kim właściwie oni są, jak i o samego Pana Markusa, tajemniczego zleceniodawcę z wyjątkowo pojemną kieszenią.

Rozkład prac.
Załoga Transportowca - Transport części, wynoszenie złomu oraz uszkodzonych układów wymontowanych wcześniej [Ogólnie prace pomocnicze]
Technik - Praca w Maszynowni.

Załoga Orisa.
Wszyscy oprócz Joe, praca w maszynowni.
Droid naprawczy - Maszynownia.
Joe, transport części/prace pomocnicze.

Inne.
Jeśli znajdą się osoby, które nie będą pracować lub ich pomoc nie będzie potrzebna w dalszych pracach to mogą zająć się lekkim zamaskowaniem firmowego statku.
Image
Awatar użytkownika
Oris Vendar
Gracz
 
Posty: 15
Rejestracja: 19 Sie 2019, o 18:35

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Mistrz Gry » 20 Kwi 2020, o 19:41

Gdy Oris na pokładzie Mynocka dzielił obowiązki między swoich ludzi, żaden z nich nie protestował. Jeszcze kilka dni temu dostali informację, żeby stawić się z bronią osobistą. Żadnemu z jego pracowników nie trzeba było tłumaczyć jakim zaskakującym miejscem są Zewnętrzne Rubieże, ale do zleceń z bronią przy pasie podchodziło się jednak troszkę inaczej. Wszyscy zachowywali się tak jakby chcieli jak najszybciej pochować blastery do skrytek. Przylot, diagnostyka i jeżeli nie ma pytań to naprawy. Wszystko przechodziło sprawnie, jakby chłopaki siedzieli na pikającym detonatorze termalnym. W tym wypadku było inaczej. W tym wypadku siedzieli na pieprzonym pocisku wstrząsowym. Oris (jak na optymistę przystało) po trochu liczył, że i tym razem Hass z chłopakami zachowają profesjonalizm i zachowywał się tak jakby to było kolejne zleconko. To nie było tak, że im nie ufał. Ale co miał im powiedzieć? No co?
- Kurwa, kto używa teraz pocisków wstrząsowych… - Hass coś mruczał pod nosem, nie minęła chwila gdy reszta zespołu podłapała temat.
- To na pewno nie łowcy niewolników. Ten ktoś nie chciał ich żywcem – dodał swoje kilka groszy Joe.
- Wyglądali na zbiegów… pewnie narazili się Huttom, a-albo Czarnemu Słońcu… - na wieść o Huttach nawet R2 kręcący się im gdzieś pod nogami zapikał złowrogo. Joe zaczął coś grzebać w datapadzie. Nie odrywając głowy od urządzenia zaczął:
- Może wystawili cenę za ich głowę, na pewno będzie coś w shadownecie…
„Nie, drogi Joe. To Imperium ich szuka” – pomyślał Oris.
- Troos mówił, że nasz zleceniodawca powinien pojawić się w ciągu kilku godzin… porozmawiam z nim o warunkach naszej umowy. Tymczasem zabierzmy się za maszynownię. Joe, weź sobie pomocników i ogarniaj logistykę. Im szybciej zaczniemy naprawy tym szybciej wrócimy do domu - Vendar starał się ratować sytuację.

***


Można powiedzieć, że początek był najżmudniejszy. Trzeba było po prostu wszystko rozebrać i dokopać się do najgłębiej położnych części, które zostały uszkodzone. Oni jednak nie mieli problemu z zabraniem się do roboty. Na ziemi wciąż lądowały elementy obudowy, a część załogi uszkodzonego statku latała w te i z powrotem nie pozwalając aby kupa złomu zbytnio urosła. Z resztą to był najmniejszy problem. To raczej mechanicy mieli pełne ręce roboty i nieraz zdarzało się, że dopiero co rozmontowane elementy elektroniki lądowały od razu w rękach załogantów, którzy stali na Williamem czy Hassem tworząc napiętą atmosferę. Joe robił co mógł by ogarnąć ten bajzel, ale w końcu był sam, a trzeba było również zadbać o dostawę części, która sunęła do nich na repulsorowych wózkach. Oris był nawet świadkiem jak William opowiadał Hassowi, „że jeden z tych dupków popędzał go wzrokiem”. I tak minęły cztery godziny. Dwieście czterdzieści minut fizycznej pracy dopóki Oris był w stanie odpalić diagnostykę z kokpitu na awaryjnym. Po pierwsze chciał mieć pewność co do uszkodzeń. Po drugie, skoro i tak miał pewność co do uszkodzeń to mógł podłechtać swoje ego. W końcu był cudotwórcą. No i po trzecie – na pokładzie w końcu nastała jasność. Pozostały czas napraw szacował na jeszcze pięć godzin: przywrócenie głównego zasilania, naprawa systemu podtrzymywania życia, kilka nieruszonych wcześniej skecji. Ponadto czekało ich sporo spawania. Wyglądało to dobrze. Pomimo napiętej atmosfery, albo dzięki niej rozebrali większość uszkodzonego sprzętu i wymienili część elektroniki krytyczną dla działania zasilania awaryjnego. Mimo narzekania Williama dział logistyczny działał bez zażutów. Ponadto mechanik oddychał jakoś lżej, wiedząć że Mynock pod tą całą stertą flory będzie mniej widoczny. Komunikator Orisa zapikał. To był Joe.
- Halo?
- Jestem na zewnątrz. Chcesz wpaść? – ton jego pracownika mówił wszystko. To nie było zaproszenie, a raczej sprawa niecierpiąca zwłoki.

***


Pogoda ani przez chwilę nie sprawiała wrażenia jakby miała się poprawić. Oris znajdował się na rampie gdy dostrzegł całkiem spore zebranie przed statkiem. W tłumie Oris dostrzegł kilka nowych twarzy i załadowane wózki repulsorowe (te nie należały do nich), których zawartość była ładowana na statek. Joe niezdarnie wygramolił się z pod rampy gasząc papierosa aby dołączyć do szefa.
- Poszli po zapasy do okolicznej wioski – powiedział do Orisa gdy już przy nim stał.
- Tamten w czarnej szacie. To ten cały Markus – kiwnął tylko głową w kierunku mężczyzny, o którym wciąż wiedzieli za mało. Opatulony prawie w całości przez przemokniętą już szatę z kapturem na głowie. Jedyne co się wyróżniało to kontrastująca do garderoby siwa broda świadcząca już o wieku mężczyzny. Mimo tego wydawał się on być dosyć żwawy i w dobrej kondycji co mimowolnie skojarzyło mu się z wcześniej już poznanym Sermedevac’iem. Nie wyglądał na groźnego. W grupie istot wracających z misji i krzątających się przy wózkach mechanik dostrzegł też kilka istot uzbrojonych w karabiny blasterowe.
- Udało ci się coś dowiedzieć? – Oris spytał magazyniera. Ten w geście rezygnacji wzruszył lekko ramionami. Joe poczekał jeszcze chwilę zanim przechodzący obok Aqualish noszący zgrzewkę płynu zniknie we wnętrzu statku.
- Nie za dużo. Troche popytałem, ale świetnie szło im zbywanie mnie. Pasażerowie i załoga nie sprawiają wrażenia jakby znali się od długiego czasu. Nikt jednak nikogo nie trzyma na siłę. Sprawiają wrażenie jakby łączył ich wspólny cel – gdy Joe skończył raport starszy mężczyzna w czarnej szacie skończył rozmowę z jedną z załogantek i spojrzał w kierunku Orisa, jakby wyczuł w powietrzu nowy zapach. Uśmiechnął się delikatnie, machnął serdecznie w do mężczyzny i ruszył w jego kierunku. Po wymianie uścisków dłoni Oris w końcu poznał swojego zleceniodawcę. Był nim niejaki Markus Garlen. Po przedstawieniu się mężczyzna wskazał by oboje przeszli się po statku.
- Widzę, że przywróciliście zasilanie awaryjne – zaczął spokojnie gdy przechadzali się oświetlonymi korytarzami statku. Tak to było dobre określenie. Był bardzo opanowanym człowiekiem.
- Wybacz, jestem dosyć starym człowiekiem i zdarza mi się stwierdzanie oczywistości. Proszę mi również wybaczyć za mój nieplanowany poślizg. Spodziewam się, że chcesz omówić ze mną kilka kwestii - mówił kiedy obydwoje kierowali się do kokpitu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Oris Vendar » 12 Maj 2020, o 17:09

Oris żałował, że nie może powiedzieć załodze o wszystkim i podzielić się z nimi swoimi wątpliwościami, ale właściwie co miał im powiedzieć? Że w każdej chwili na ich trop mogli wpaść imperialni wlecieć tu w akompaniamencie wybuchów i strzałów z blasterów? Nie, mogłoby się to skończyć fatalnie dla wszystkich, sytuacja była już i tak dosyć nerwowa więc najlepiej byłoby nie pogarszać obecnego stanu rzeczy. Mechanik zanotował w pamięci, aby wszyscy jego towarzysze otrzymali sowitą zapłatę oraz dobre piwo w barze, gdy tylko uporają się ze zleceniem.

***


Oris siedział w kokpicie, napawając się coraz to nowszymi informacjami spływającymi na ekran, odniósł wrażenie, że nawet legendarny Gosk z Sluis Van mógłby być pod pewnym wrażeniem ich umiejętności, oczywiście nie umniejszał pomocy reszty "pomocników" oraz ich wkładu w cały sukces.
Zostało jeszcze mniej więcej pięć godzin napraw i będą mogli zwijać się do ciepłego oraz przede wszystkim suchego domu orbitującego wokół piaszczystej planety, bogatsi o kilkanaście tysięcy kredytów. Z tego wszystkiego uznał, że skoro i tak zaoszczędzili czas dzięki dobrej organizacji logistycznej, zarządzi kwadrans przerwy, aby przede wszystkim odpocząć oraz obniżyć napięcie panując wśród załogi, jak coś zjedzą albo zapalą papierosa, to od razu lepiej będzie się im pracować, a przynajmniej tak wydawało się Orisowi. Jego odpoczynek miało jednak ukrócić pikanie komunikatora,
- Oczywiście Joe, już idę - Powiedział, ton Joego nie zwiastował nic dobrego.

***


Zastanawiał się, czy umiałby się przyzwyczaić do pogodny panującej na Jabiim. Całą dobe padało, wszędzie gdzieżbyś nie poszedł miałeś zafundowaną darmową kąpiel, dodatkowo to wszechobecne błoto, zdecydowanie wolał swoje rodzinne strony.
- Wspólny cel? Dość ciekawie się zapowiada. - Odpowiedział pracownikowi gdy złożył mu raport, im dalej brnęli w to wszystko, tym więcej pytań się nasuwało, szczęśliwe zleceniodawca zwany podobnież Markusem wrócił z wyprawy.
Pan Garlen wydawał się całkiem sympatyczny, jak na osobę otaczającą się istotami z karabinami blasterowymi oraz ściganą przez Imperium, nie mówiąc o jego nadzwyczajnym opanowaniu w takiej sytuacji, nawet nie zalewał go falami pytań o stan statku oraz postęp jego napraw.
- Rozumiem waszą sytuację, zdaje mi się, że poślizg to najmilsza rzecz jaka mogła wam się tutaj przydarzyć. - Stwierdził, gdy kierowali się korytarzem w stronę kokpitu, wkrótce rozsiadając się na całkiem wygodnych siedzeniach.
- Nim przejdziemy do interesów.. Wybaczcie moją bezpośredniość, ale przez cały czas trwania zlecenie nurtują mnie pytania. Kim właściwie jesteście? I czym się naraziliście, że ktoś próbował was zabić? Pociski wstrząsowe stosunkowo rzadko się widuje, nawet na Zewnętrznych Rubieżach. - Zapytał, to jeszcze nie była pora, aby ujawniać wszystkie swoje domniemania na ich temat oraz tego kto ich szuka.
Image
Awatar użytkownika
Oris Vendar
Gracz
 
Posty: 15
Rejestracja: 19 Sie 2019, o 18:35

Re: [Jabiim] Z dalekich wypraw...

Postprzez Mistrz Gry » 26 Maj 2020, o 20:38

Markus rozsiadł się wygodnie na siedzeniu pilota w kokpicie. Chyba był dobrym słuchaczem. Wyglądał jakby badał każde słowo Orisa. Pytania jednak nie zmieniły jego mimiki w żaden sposób, nie zaskoczyły go. Uśmiechnął się tylko cierpko i odpowiedział:
- Zaatakowali nas łowcy nagród współpracujący z Imperium. Jeżeli Imperium bardzo chce kogoś uśmiercić, cena nie gra roli. Gdyby mogli to wystrzeliliby w kierunku tego statku wszystkie pociski wstrząsowe na Zewnętrznych Rubieżach - odwrócił głowę w kierunku iluminatora. Chwilę się zastanawiał jakby nie wiedział jak odpowiedzieć na pierwsze pytanie Orisa.
- Każda istota na tym pokładzie w jakiś sposób zaszła za skórę Imperium. I ja im pomagam. Jesteśmy zbiegami. Jestem przekonany, że uciekamy do miejsca, które można uznać za azyl - Markus spojrzał głęboko mechanikowi w oczy. W kilka chwil atmosfera zagęściła się. Starzec, który do tej pory sprawiał wrażenie potulnego teraz wyglądał na śmiertelnie poważnego.
- Aby moja misja się powiodła, potrzebuję dyskretnego mechanika i działający statek. Cena nie gra dla mnie roli, a po tym wszystkim nie będziemy musieli nigdy więcej się widzieć.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Zewnętrzne Rubieże