Content

Zewnętrzne Rubieże

[Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Image

[Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 27 Lis 2019, o 19:39

- hihi! Już mi się to podoba! - w zeltronce było aż zanadto entuzjazmu. Fakt, że Zaahr rzeczywiście miał ochotę ją zabrać na małą przejażdżkę doprowadzało ją do radości. Cieszyła się niczym rozradowane dziecko na wieść o spełnieniu swojego marzenia i przybyciu swojego ulubionego cyrku albo wyznawanego idola.
- Goznel jest jednak prawdziwym dżentelmenem. Nie wypada go tak zupełnie całkiem olewać. Jest z resztą bardzo przystojny i ma obycie. Nie powiem, żeby mi się nie podobał. Informujmy go chociaż o naszym położeniu, gdzie zmierzamy. Jak nadąży to nas dogoni - puściła mu oczko - A gdzie zmierzamy?
- to się okaże - Zaahr przejmował inicjatywę idąc w stronę taksówki z nią u boku. Kobieta chętnie układała się w rytm chodu devaronina.
- zróbmy sobie mały przystanek u mnie w domu. Zostawię niepotrzebne rzeczy, a i możemy się przygotować do czegoś zupełnie czadowego - jej pewność siebie mogła być niepokojąca. Wszystkie lampki Zaahra się zapaliły. Nie miał zamiaru dać się głupio zaskoczyć. Zigva zdawała się być jednak kompletnie nieuzbrojona. Póki co grał w jej grę.

***

Przejażdżka w speederze była nawet przyjemna. Zaahr chciał się upewnić czy potencjalny wróg nie ma przy sobie żadnej ukrytej broni, czy nie jest zabójcą ani nikim takim. Korzystając z napięcia które buzowało między nimi, postanowił ją pocałować i objąć szczelniej, by nieco przeszukać ewentualne kryjówki jakiegoś wibronoża, czy paralizatora. Pachniała obłędnie, a smakowała jeszcze lepiej. Nim się zorientował zaczęli się nawzajem rozbierać na tylnym siedzeniu pojazdu, kiedy to kierowca zwrócił im uwagę:
- możecie się powstrzymać, już dojeżdżamy...
- jeśli pan zazdrości, chętnie pozwolę się panu dołączyć. We trójkę, to dopiero będzie szał! - Zaahr nie miał pewności, czy Zigva blefowała, czy rzeczywiście rzucała sugestię by ten kalmarianin przyłączył się do nich. W jej oczach widział ogień, niemalże obłęd. Do tego sprawdził każde możliwe miejsce i każdą możliwą rzecz, którą miała przy sobie. Od bielizny przez datapad, po sakiewkę i metki ubrań oraz zawartość torebki. Wszystko import z Zeltros. Widocznie albo miała pieniądze za sprowadzone i przez to z pewnością droższe towary, albo kontakty. Nie miała dużo pieniędzy przy sobie. Imperialne kredyty, trochę trugutów. Perfumy, dokumenty i kosmetyki.
- litości, wytrzymacie. To już zaraz tutaj. - Zaahr sprawdził swój komunikator. Goznel potwierdził, że chiss postanowił śledzić Zaahra. Taksówka zaś wylądowała w dość spokojnej dzielnicy. Strzeżonej i pilnowanej. Jak tylko wysiedli z pojazdy na rozległym parkingu strażnik od razu ich miał wylegitymować. Widząc jednak Zigvę, młodociany zabrak uśmiechnął się kretyńsko wbijając swój wzrok co chwilę w jej biust
- ooo pani sąsiadka! Jak w pracy?
- wyyyybooornie, Riksie - kobieta tylko uśmiechnęła się do młodego policjanta, a ten w ogóle zignorował obecność Zaahra, póki co. W końcu jednak obudził się z transu i zapytał o niego
- kim jest ten szanowny pan? - młody policjant zdawał się serdecznie patrzeć na devaronina, nawet trochę nieco nieśmiało.
- to mój nowy przyjaciel z kasyna. Nazywa się Zaahr i jest wyjątkowo utalentowanym graczem sabaka oraz ma nadludzkie maniery. Ograł część tych nieczułych ważniaków co odwiedzają kasyno. Będzie u mnie gościem
- bardzo mi miło, to dla mnie przyjemność panie Zaahr. Jestem Riks - strażnik uścisnął dłoń w przywitaniu. Emanowała z niego serdeczność, jakiej dawno nie odczuł w swoim życiu. Szczególnie, że ten należał do służb porządkowych, które... miały różne historie z Zaahrem. I w ogóle nie było w nim zazdrości, jako że to nie on trzymał w talii Zeltronkę, na którą ewidentnie leciał. Było w nim dużo ciekawości. Zaahr mógł odnieść wrażenie, że jest w tym holoprogramie 'Mamy Cię', czy jakoś tak.
- czy.. eee ten tego, organizujesz dziś... posiedzenie? Mógłbym przyjść? - chłopak dobierał słowa nie będąc pewien, czy powinien się wyrażać konkretnie
- Riksie, bardzo mi przykro. Dzisiaj nie zwołuję grupy. Moje obowiązki jak dobrze wiesz przejmuje Marie. Dziewczyna jeszcze się nie zaklimatyzowała.
- och... no trudno. Poćwiczyłem tak jak mówiłaś...
- na pewno sprawdzisz się następnym razem - kobieta skwitowała wymianę zdań, po czym ruszyli w kierunku mieszkania blokowego.

Architektura funkcjonalna waliła po oczach. Nie była to biedna dzielnica, ale do bogatych też nie należała. Większość była zbudowana widocznie po taniości. Żelbeton i metal, dość drętwe wykończenie i jakaś farba na to co zdołała już odpaść w niektórych miejscach ścian. Windą pojechali na najwyższe piętro wieżowca, czyli czterdzieste czwarte w tym przypadku...

***

W drzwiach przywitała ich nautolanka, widocznie współlokatorka Zigvy. Kobieta od razu rzuciła:
- kim jest ten przystojniak, Zig?

***

O tyle o ile zobaczył jej mieszkanie. Ściany w czerwonym kolorze, światła w czerwonym kolorze. Dużo serduszek i zwierzęcych trofeów na ścianach. Gdy zobaczył jej pokój, już był pewien, że to jakaś nimfomanka. Nagie rzeźby mężczyzn, przyrządy erotyczne trzymane na wierzchu i jeszcze więcej serduszek i pluszaków i do tego barek z alkoholem i całe stanowisko komputerowe, za pewnie do surfowania po holosieci. Ciekawym obiektem okazał się jej kufer, zamknięty na archaiczną kłódkę.

Zigva chce się przygotować do wyjścia... cokolwiek to znaczy
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 9 Sty 2020, o 23:30

Pachniała słodko. Bardzo kwiatowo, ale rześko. Po małej przepychance w taksówce wkrótce i Zaahr tak pachniał. Gdy weszli do jej pokoju woń była już jednak inna. Było... naprawdę duszno. I megakwiatowo. Feromony wypuszczane każdej nocy przez tą dziewczynę atakowały wyczulone nozdrza devaroniana przyprawiając go o zawroty głowy. Zaahr stał przez chwilę oparty o rzeźbę murglaka z wielkim dongiem.
- To co teraz mamy zamiar robić, mała? - lekko odbił się od rzeźby rozglądając się po pomieszczeniu. Mnóstwo kosmetyków, dongów... Zaahr jednak szukał czegoś zdatnego do obrony. Najlepiej broni. Rozbawiła go myśl, że w obecnych warunkach wypadałoby obniżyć definicję broni do "wyjątkowo dużych dongów". Rozejrzał się również przez okno balkonowe. Gdyby kazał Goznelowi tu podlecieć to byłoby to jedno z wyjść eweakuacyjnych.
- Muszę się przygotować zanim podbiję z tobą Galla - odpowiedziała zalotnie wchodząc za parawan umiejscowiony w rogu pokoju w celu przebrania się. Kiedy ręka zeltronki wyłoniła się zza zasłony, aby powiesić na nią sukienkę, Zaahr błyskawicznie złapał ją za nią i jednym silnym ruchem wyprowadził dziewczynę w samej bieliźnie na środek pokoju. Ona natomiast wyrwała mu się wykorzystując pęd, który on jej nadał i zwinnie wskoczyła na łóżko amortyzując upadek. Zaahr lekko zaskoczony, ale ciągle w nastroju podszedł do łóżka.
- Zachowujesz się jakby podbicie Galla było jakimś wydarzeniem, a to przecież tylko kwestia czasu - dziewczyna zatrzymała go stopą, kiedy już się pakował do wyra.
- Najpierw idziemy na miasto - powiedziała zalotnie lecz stanowczo najwyraźniej zdając sobię sprawę ze stężenia feromonów w powietrzu.
- To idę się napić - powiedział zrezygnowany devaronianin.
- Masz barek, obsłuż się - jednym ruchem przewróciła się z pleców na brzuch sprawdzając coś w datapadzie. Zaahr natomiast ruszył do wyjścia z pokoju i rzucił tylko przez plecy:
- Wolę się przewietrzyć.
Rozbawiło go to co powiedział. To było pierwsza prawda jaką wyszła z jego ust od afery z Czerką. Całkiem dobry wynik.

***

Nautolanka siedziała na barku w salonie i polewala sobie whisky bacznie obserwowując wychodzącego z pokoju Zigvy devaronianina. Gdy zobaczył jej badawcze spojrzenie i lekki uśmiech pomyślał, że wydaje się ona zdawać sobie sprawę z panujących w pokoju lokatorki feromonów.
Nautolanka polała alkohol do drugiego naczynia.
- Wyglądasz na kogoś kto musi się napić - powiedziała i popchnęła naczynie na róg barku.
- Musiałem się przewietrzyć - "kurwa, to już druga prawda" pomyślał. Jeszcze trochę szczerości, nierozsądnego podejmowania decyzji i od tej całej zabawy w rebelianta sam zostanie jakimś pojebanym rebeliantem. Zupełnie jak w tej pijackiej historii Luga o szmuglerze i jego chodzącym dywanie. Ale najpierw musiałby skończyć z alkoholem ale na to się raczej nie zanosiło.
- Ale łychą nie pogardzę - Zaahr podszedł do lady i wziął łyka. Kiedy trunek drażnił jego kubki smakowe, nozdrza były wentylowane przez świeże i chłodne powietrze, które było najwyraźniej "ziemią niczyją", częścią wolną od kobiecych feromonów i perfumów. Chwilę później Zaahr zdał sobię sprawę jak bardzo jego organizm potrzebował whisky. Najwyraźniej jego wcześniejsze napady szczerości mogły być anulowane. Były to tylko niedomówienia, półprawdy lub też przekłamania i tylko Zaahr w swoim geniuszu potrafił odróżnić te wszystkie definicje od siebie. Rogacz nie potrzebował się przewietrzyć, ale utrzymać stężenie alkoholu we krwi w rejonie jednego promila. Czyli wtedy kiedy jego mózg pracuje najlepiej. Wkrótce będą mieli towarzystwo. Poza tym ta cała sytuacja z Zigvą wcale mu się nie podobała.
- Podobno nieźle grasz w karty - po chwili milczenia zaczepiła go.
- Podobno tak - Zaahr skłamał zgodnie z prawdą.
- Jak to robisz?
- Kontrola umysłów - był niewzruszony. Wziął głębokiego łyka patrząc w ścianę.
- Jaja sobie robisz? Pewnie oszukujesz.
- Jedno nie wyklucza drugiego.
- A co robisz na co dzień?
- Jestem najemnikiem, wolnym strzelcem. Same porządne zlecenia - Zaahr wygodnie skłamał siadając na krześle naprzeciwko barku.
- Przyleciałem z Devaronu kilka miechów temu - pociągnął dalej.
- Pewnie zostawiłeś żonę z dzieckiem. Podobno wy, rogacze tak robicie.
- A wyglądam na kogoś kto ma żonę i dzieci? - Zaahr odwrócił się w stronę rozmówczyni z sarkastycznym uśmiechem. Póki co postanowił nie zadawać pytań na jej temat i nie przejmować inicjatywy w rozmowie, żeby w całym tym amoku nie zejść na temat dupczenia. Ona natomiast, jakby szybko chciała się odgryźć, zapytała nieco kokieteryjnie:
- A co to za wolny strzelec bez broni?
- Mój wspólnik, który tu leci w osobnej taksówce ma broń i dwie nadprogramowe ręce. Poza tym... kontrola umysłow. Chyba powinno wystarczyć...
- A ten... - nautolanka zaczeła nieśmiało, potem jednak szybko poprawiła tempo wypowiadanych słów i brzmienie głosu:
- A należysz do stowarzyszenia?
- Od niedawna - nawet się nie zastanowił. Zawsze może udać głupiego. Trzeba było zdobyć zaufanie tych dziewczyn. Tym razem nie miał zamiaru ich porywać, ale sprawy mogły przecież potoczyć się różnie. Do Zigvy najwyraźniej wybierał się komitet jej zazdrosnych kochanków.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 115
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 10 Sty 2020, o 01:00

Puste szarożółte ściany miały na sobie kilka zielonych lamp neonowych, jako stylowe oświetlenie pomieszczenia. Meble były raczej minimalistyczne, plastikowe z przewagą kształtów owalnych i elips. Na siedzących patrzyły się niepozornie nie wyświetlające nic ekrany, które chyba tylko były tu dla picu i dekoracji. Sam pokój sugerował, że żyje tu całkiem przeciętna obywatelka galaktyki.
- Ooo jesteś nowy? Który krąg? Podoba się, co? Na początku też nie dowierzałam, przyznam szczerze. Jaką to frajdę może dawać. Kilka miesięcy temu należałam do ósmego kręgu, ale mówię Ci szybko się wczujesz. Wasza rasa ma to we krwi - pokiwała głową przyglądając mu się dość... dziwnie... z sympatią? Chyba feromony poprzestawiały mu wszystkie klepki i tracił poczucie. Potrzebował więcej alkoholu. Tak. To też opróżnił szklankę, a kobieta zachęcona odważnym gestem poszła za jego przykładem.
Do tego ślepia Nautolanki zapłonęły, a jej macki na głowie zdawały się jakoś lekko ożywić. Sięgnęła do barku, wydaje się po inny trunek, a tu nagle wyjęła z niego nóż, a raczej sztylet. Od głowni, aż po sam czubek sztychu zrobiony był ze srebra. Z pierdolonego czystego srebra. Dobra jakość i świetne właściwie jubilerskie wykończenie, musiały wysoko pozycjonować przedmiot w swej cenie. Oczy Zaahra dały mu tysiąc pięćset kredytów. Lekko. Nautolanka kontynuowała z nieukrywaną ekscytacją, wyciągając do tego jeszcze jakiś dziwny cylindryczny przedmiot nieznanego zastosowania:
- Zigve jak zwykle interesują bardziej gierki niż część praktyczna. Nadal jakoś nie kumam w jaki sposób spięła się aż do pierwszego kręgu. Przyznam się, że nieco zazdroszczę jej - i jakby nigdy nic sięgnęła po leżącą szklankę Zaahra. Ustawiła otwartą dłoń nad naczyniem i... z niemałą wprawą i brakiem zawahania przeciągnęła ostrzem po ręce, by krew zaczęła ściekać do szklanki Zaahra. Sięgnęła od razu po ten cylindryczny przedmiot by przejechać nim po świeżej ranie. Natychmiast krew przestała płynąć, a na ręce została tylko cieniutki ledwo widoczny ślad po czymkolwiek. Kobieta podsunęła mu obie szklanki, tą z jej krwią i pustą oraz oba przyrządy, uśmiechając się i czekając jakby na oczywistość.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 10 Sty 2020, o 20:26

Gdy kobieta wyciągnęła nóż i dziwny przedmiot o cylindrycznym kształcie, Zaahr poczuł nieprzyjemny skurcz w żołądku. To nieprzyjemne wrażenie towarzyszyło mu zawsze gdy sprawy wymykały się spod kontroli, a on nie był w stanie przewidzieć dalszych wydarzeń i konsekwencji. Wiedział jednak jedno: nie może wyglądać na zaskoczonego (i w to też wpakował całą swoją energię i talent aktorski). Mimo, że nie stronił on od przemocy a widok krwi nigdy nie robił na nim większego wrażenia, to jednak to jak ochoczo i bez zawahania kobieta wykonała nacięcie na swojej ręce sprawiło, że Zaahrowi zrobiło się gorąco pod kołnierzem. Potem było już tylko dziwniej: nacięcie momentalnie zasklepiło się po przejechaniu po nim cylindrycznym przedmiotem. Następnie nautolanka z uśmiechem podała mu nóż, obie szklanki i tajemnicze narzędzie, które pomogło ranie się zagoić.
Mimo zaciśniętego żołądka i napadu gorąca Zaahr postanowił odwzajemniać kobiecie jej uśmiech udając, że wie co oboje tutaj robią. Siłą rzeczy przypomniał sobie opowieść Goznela o Almanii i swoją eskapadę do Świątyni Eedit kilka miesięcy temu. Były to historie i tematy, o których wolał nie mówić i nie myśleć. Jeżeli było coś nadprzyrodzonego na tym świecie, to najlepiej by było gdyby Zaahr trzymał się od tego z daleka. Możliwie jak najdłużej.
Już trzymał nóż i miał naciąć nim drugą rękę kiedy to dopieszczany od kilku godzin jeden promil uderzył go w synapsy. Ten strażnik, Riks też był jednym z nich. Czas było wykorzystać to co już wiedział (i to co dopiero do niego dotarło) na swoją korzyść.
- Słuchaj, Goznel zaraz tu będzie... - powiedział wręcz wpychając jej z powrotem naczynia i ostrze.
- On nie jest wtajemniczony... i wątpię żeby był dobrym materiałem na jednego z nas... Zigva celowo nie zwołała dzisiaj grupy i powinniśmy to tak zostawić. Jestem w ósmym kręgu i nie chcę podpaść... - powiedział udając skruszonego. Z jednej strony jego nigdy niezaspokojona ciekawość pchała w centrum całej tej sytuacji. Z drugiej strony, czuł że traci dopiero co odzyskaną kontrolę. Nawet ktoś taki jak on musiał zdać sobie z tego sprawę, że pewnych rzeczy nie jest w stanie pojąć.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 115
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 18 Sty 2020, o 21:52

Kobieta speszyła się na wieść, że coś mogłoby się wydać. Całe szczęście, że Zaahr potrafił aktorzyć. Nawet się nie zorientowała, jak perfidnie kłamał. Zabrała pośpiesznie asortyment i schowała do szafki.
- Cóż... a kiedy i na jak długo ten Goznel tu będzie? - zapytała a wtedy zadzwonił dzwonek do drzwi.
Ding. Dong. Dong. Dong. Dong...
Tak, dongów w tym mieszkaniu nie brakło, szczególnie w jednym pomieszczeniu.
- Jasny... Już idę, idę! Goznel! Przestań dzwonić! - krzyknęła przez mieszkanie
- Twój kumpel ma jakąś kulturę w ogóle?! - rzuciła za siebie będąc w korytarzu
Dong. Dong. Dong...
Zaahr mógł mieć dosyć dongów na jeden dzień. Rzucił okiem na komunikator. Miał 12 nieodebranych połączeń. Zastanawiał się kiedy to wyciszył sprzęt? Były też wiadomości tekstowe:
Wiadomość 19:45 - Odbierz palancie! Oni idą do was! Nie masz broni! Trzech. Niebieski i dwóch ludzi. Blastery i broń personalna, chyba noże.
Wiadomość 19:47 - Weszli do środka! Ubiję Cię własnoręcznie...

Czytając te krótkie tekstowe treści usłyszał jak drzwi się otwierają i czyjś głos w tle, rozmowę nautolanki i tego kogoś. Ta zaraz zawołała.
- Zaahr?!
Komunikator zaś zapikał i wyświetliła się na nim nazwa nadawcy połączenia: Goznel

Sorry za zwłokę. Gówno-problemy były, szkoda gadać. Dawaj jedziemy. Krótki odpis, albo zaskocz mnie(do drugie muszę zobaczyć zanim opublikujesz, jakby co PW itp.)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 28 Mar 2020, o 16:46

https://www.youtube.com/watch?v=PASIooN61Xo

Zaahr bez chwili zawahania odebrał komunikator. Na dzień dobry przywitało go darcie mordy Goznela.
- Słuchaj, masz przejebane! Mam nadzieję, że chociaż zamoczyłeś bo… - besalisk nie zdążył skończyć swojego, kiedy to Zaahr mu przerwał.
- Noże i blastery, taa? – zapytał ze stoickim spokojem. Najwidoczniej coś kombinował. Z resztą jak zwykle.
- Będziesz machał kutasem na noże i bla…
- Podleć na najwyższe piętro. Na przeciwko mojego okna jest wielki neon Corellian Engineering Corporation. Zaraz je otworzę…
- Jestem w jebanej taksówce! – krzyknął Goznel bardzo chcąc wziąć czynny udział w dyskusji.
- Liczę na Ciebie, Goznel! – Zaahr rzucił przekąśliwie na zanim się rozłączył. Devaronianin w sekundę przeskoczył barek zapierając się o niego ręką. Sięgnął do szuflady po rytualny sztylet, który współlokatorka Zigvy chwilę temu do niej schowała. Chwilę przejrzał się w odbiciu lekko zakrzywionego ostrza. Nóż był w idealnym stanie. Rękojeść była zdobiona na złoto. „Może Aurodium?” – pomyślał Zaahr uśmiechając się do siebie. Kiedyś grał o sześć sztabek Aurodium należących do korpodupków z Czerki. Teraz podpierdala sztylet ze złotą rękojeścią z apartamentu jakiś dwóch świrusek. Czyżby, aż tak się źle sprawy miały? Pozytywna myśl była taka, że jego problem z piciem zaczął się na długo przed epizodem z Czerką więc jego stoczenie nie było z winy alkoholu. Schował swoją nowo co zdobytą broń do pasa za plecy i ruszył biegiem do pokoju Zigvy. Gdy wbiegł do pomieszczenia od razu skupił się na terminalu aby zatrzasnąć drzwi od środka.
- Co się dzieje? – wyraźnie zaniepokojony głos Zigvy dobywał się gdzieś z głębi pomieszczenia.
- Jeszcze nie jestem gotowa… - dodała niepewnie po chwili do odwróconego do niej plecami najemnika.
- Kochanie, otwórz te duże okno w rogu pokoju… - Zaahr tego wieczoru wyraźnie postanowił sobie nie dopuszczać nikogo do zdania. Jego mózg działał na pełnych obrotach, a jego obliczenia wskazywały na jeden wynik – jeżeli nic nie zrobi z obecną sytuacją był teoretycznie martwym devaronianiem. Ta sytuacja czyniła z niego też praktycznie wkurwionego devaronianina, a to była siła z jaką trzeba było się liczyć.
- Czy coś się stało? – zapytała wyraźnie zmartwiona zeltronka otwierając okno. Zaahr po zatrzaśnięciu elektronicznych drzwi podszedł do niej energicznie i złapał za talię mocno ją do siebie ściskając.
- Chciałaś się zabawić, prawda? To twój szczęśliwy dzień. Dzisiaj zobaczysz jak ja się bawię – bez namysłu pocałował ją. Kobieta odwzajemniła pocałunek. Z resztą czemu miałaby tego nie robić? W drodze do apartamentu byli już praktycznie w trakcie kopulacji. Poza tym było w nim coś jeszcze. Coś co wzbudziło w niej uśpioną ale i wielką namiętność. Być może był to fakt, że pocałował ją tak, jakby miałby to być ostatni pocałunek w jego życiu.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 115
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 4 Kwi 2020, o 20:24

Gdy kobieta posłusznie otworzyła okno, nie trzeba było długo czekać, by usłyszeć zza niego ryk silnika ścigacza. Taksówka podleciała pod nie. Najwyraźniej obsługującemu ją droidowi Goznel zapłacił wcześniej, bo maszyna nie protestowała. Jego towarzysz nie był jednak do końca zadowolony z wielkości wybranego dla niego okna.
- Chyba cię jebło - wykrzyczał przeciskając swoje cielsko i łapy przez wąskie przejście. - Urwę ci za to jaja.
Jakoś mu się udało i dolną lewą ręką rzucił mu blaster. Zaahr bez słowa go złapał, wpatrując się przez ułamek sekundy w dwie podobne bronie w górnych łapach Goznela.
- Zaahr, gdzie jesteś?! - dobiegło ich z korytarza.
Po chwili usłyszeli też czyjś męski głos i krzyk nautolanki. Ciężkie kroki rozbrzmiały już w sąsiednim pokoju. Mieli niewiele czasu na reakcję. Nowa dziewczyna devorianina wpatrywała się ze strachem w stronę przybyłego besaliska.
- Co jest?
Jego towarzysz jednak tylko ją odepchnął i schował się za framugę drzwi do pokoju, jednocześnie wywracając nogą biurko i jedną z łap chwytając do połowy już pustą flaszkę z whisky.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 11 Kwi 2020, o 21:13

- Mamy towarzystwo. Zigva, stosuj się do instrukcji a powinnaś wyjść z tego żywa – Zaahr powiedział spokojnie poprawiając uchwyt i przyglądając pistoletowi blasterowemu, który otrzymał.
- Powinnam?! – krzyknęła na rogacza, uświadamiając sobie o powadze sytuacji i o tym, że gdzieś za ścianą jest jej lokatorka, która równie dobrze może już być martwa. Odgłos kroków z sąsiedniego pokoju zrobił się bardzo wyraźny i po chwili ucichł. Chiss z ekipą byli już pod drzwiami. Zaahr patrząc w kierunku drzwi przyłożył palec do ust sygnalizując żeby jego towarzysze ucichli. Wziął kobietę za rękę i starając się wydawać jak najmniej dźwięków obszedł z nią łóżko po czym oboje za nim przyklęknęli.
- Kredyty są moje! Wygrałem je uczciwie oszukując w kasynie! Możecie już spiedalać! – Zaahr krzyknął w kierunku drzwi. Goznel znajdujący się za osłoną po przeciwległej stronie pokoju przewrócił tylko oczyma. Był to kiepski czas na dyplomację. Po chwili zza drzwi dało się słyszeć dźwięk, prawdopodobnie wydany przez jakieś urządzenie. Czyżby mieli elektroniczny wytrych? Kropelka potu spłynęła po czole rogacza. Uświadomił sobie, że dostał to na to czekał cały wieczór. Bo przecież… tu wcale nie chodziło o pieniądze, prawda? Zawsze chodziło o coś więcej...
- Myślicie, że macie mnie w szachu? To ja mam was! Tylko otworzycie te drzwi, a odpalam termala! – Goznel i Zigva spojrzeli pytająco na Zaahra, który właśnie złośliwie się uśmiechał. Szmer za ścianą na chwilę zniknął.
- Otwieraj to – padł rozkaz i urządzenie znowu zaczęło działać.
- Jestem uzbrojony! Wysadzę nas wszystkich z całym tym apartamentem! – nieporadne groźby Zaahra dalej rozbrzmiewały w pokoju. Brzmiało to żałośnie, ale o to właśnie mu chodziło. Szarpnął on Zigvę aby ta zagrała w jego grę.
- Nie wchodźcie! On oszalał! - krzyknęła. Zaahr wskazał aby ta wczołgała się pod łóżko. Dźwięk łamania zabezpieczeń zniknął a drzwi rozsunęły się. Devaronianin rzucił dildo, które leżało przy jego nodze w korytarz. Ciekawe czy złapali przynętę. Byli w końcu wszystkożercami. Ich zęby świadczyły o niższym ilorazie inteligencji więc Zaahr z góry założył, że pojęcie podwójnego blefu jest im obce. W kwestii chissa nawet nie musiał nic zakładać. W końcu siedział z nim przy stole do Sabaka. Być może, Zaahr nie miał detonatora ale też nie był bezbronny tak jak sugerowało jego zachowanie. To był ten moment. Przyjemny dreszcz przeszedł po jego plecach, gdy ten uświadamiał sobie nadchodzące niebezpieczeństwo. Oczy były skupione na celowniku, kieszenie pełne kredytów, a po jego prawej stronie klęczał ostro wkurwiony i sapiący besalisk z trzema blasterami w tłustych łapskach.
- No sprawdz mnie… - Zaahr wyszeptał do siebie i mocno przygryzł długi jęzor ostrymi zębami. Przyjemny metaliczny posmak uderzył jego kubki smakowe kiedy to uświadmił sobie, że pragnie więcej i więcej krwi.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 115
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 12 Kwi 2020, o 19:45

Gdy rzucił dildo, nastąpiła chwila konsternującej ciszy, a potem rechot cyngli. Zaraz za nim nadleciał granat...
Besalisk nie czekał ani chwili, tylko rzucił się i wolną ręką rzucił budzikiem z szafki nocnej, by odrzucić ten granat. Udało mu się połowicznie. Kulja zatrzymała się w progu. Wybuchła i częściowo oślepiła wszystkich tu obecnych. Zaahr usłyszał ryk wściekłości napastników, krzyk przerażenia dziewczyny i odgłosy strzałów. Na tej małej przestrzeni rozpętało się piekło.
Wszyscy strzelali na wpół oślepieni, ledwo widząc się nawzajem. Bolty śmigały seriami z jednej i z drugiej strony.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 22 Kwi 2020, o 18:50

No cóż. Warto było sprawdzić czy nie byli idiotami. Po małym przedstawieniu Zaahra przyszedł czas na ruch napastników. Do pokoju Zigvy wpadł granat oślepiający. Został szybko odbity przez Goznela, który rzucił w niego budzikiem. Gdy granat wszystkich oślepił zaczęła się pełna miłości i pasji wymiana ognia. Goznel z Zaahrem strzelali w stronę drzwi, przeciwnicy zalewali laserowymi boltami cały pokój. Rozpętał się chaos, a chaos zawsze miał to do siebie, że stwarzał możliwości.
Podobnie jak Goznel, Zaahr nie wychylając się zbytnio zza osłony prowadził przez ogień zaporowy aby nie pozwolić przeciwnikowi na zbytnie przygwożdżenie ich i zyskanie inicjatywy. To jednak była ryzykowna gra. Zaahr lubił ryzykowną grę, ale nadszedł czas na wykorzystanie chaosu. Devaronianin nie czekając na zaproszenie zeltronki wczołgał się pod łóżko w celu uzyskania chwilowej osłony przed śmigającymi wszędzie laserowymi boltami. Wystarczyłoby się wtedy delikatnie wychylić i rozejrzeć się skąd dobiegają strzały i wycelować... i oddać jeden strzał. Bo tylko tyle było trzeba by zabić inną istotę. Jeden celny strzał w deszczu błądzących po pokoju pocisków blasterowych.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 115
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 24 Kwi 2020, o 18:23

Pociski sypały się nad ich głowami z częstotliwością karabinu. Ale oni nie mieli karabinów, prawda? W niektórych momentach Zaahr powątpiewał. Ilość strzałów z jednej i drugiej strony była trudna do zliczenia. Chociaż devorianin znalazł przyczajoną pozycję pod łóżkiem, jego towarzysz nie zamierzał wyczekiwać na odpowiedni moment i odpłacał się swoimi seriami. Pokój powoli zaczynał przypominać spaloną budę. Dziurawą na dodatek.
W końcu jednak Zaahr znalazł dobry moment na strzał. Jeden z napastników wychylił swoją parszywą gębę zza framugi, dosłownie na moment, czego najemnik nie zamierzał marnować. Naciśnięcie spustu i chwilę później mieli o jeden problem mniej.
W tym samym czasie obok niego dobiegł jednak stłumiony jęk bólu. Zigva osunęła się bezwładnie na podłogę. Łóżko nie okazało się wystarczającym miejscem do ochrony. Materac był bardzo miękki, zbyt miękki dla siły blasterowego bolta. Zeltronka bardzo boleśnie się o tym przekonała. Zaahr obawiał się, że wręcz śmiertelnie.
Nie miał jednak czasu na sprawdzenie, co z jego kochanką. Kolejny pocisk przebił materac tuz obok niego i jasnym stało się, że zbyt długo nie pociągnie w tej kryjówce. Besalisk zapewnił mu ogień osłonowy i Zaahr wyczołgał się za jakiś solidniejszy mebel. Tam od razu dostrzegł okazję do kolejnego strzału i z ochotą wypalił dziurę w czaszce kolejnego z drabów.
- Został jeden! Spierdala! - wykrzyczał Goznel.
Ale Zaahr nie pozwoli mu uciec...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 3 Maj 2020, o 18:48

Rogacz nie potrzebował motywacji. Napędzany adrenaliną szybko puścił się za uciekającym napastnikiem. Gdy przekroczył próg pokoju Zigvy omal nie oberwał z pocisku, który puścił za sobą chiss. Devaronianin wciąż jednak był o moment spóźniony i nie miał okazji żeby samemu oddać celne strzały. Przy wyjściu z mieszkania zwolnił i uważnie wychylił się. Ledwo zauważył Chissa biegnącego długim, wąskim korytarzem w kierunku turbowindy i od razu musiał się schować przed dwoma kolejnymi boltami. Zaahr chwilę zwlekał jakby zbierał się na odwagę. Nasłuchiwał co się działo w korytarzu ale wykładzina, którą była pokryta podłoga skutecznie wyciszała dźwięk kroków uciekającego chissa. Kilka sekund nasłuchiwania zakończył charakterystyczne piknięcie i słowa wypowiedziane kobiecym głosem: „Piętro czterdzieste czwarte”. Winda przyjechała na piętro – nie było czasu do stracenia. Zaahr policzył głowie do dwóch i wyłonił się zza osłony z podniesionym blasterem. Chiss był już w środku windy desperacko spamując przycisk manualnego zamknięcia windy. Pocisk laserowy wypuszczony z pistoletu Zaahra poszybował przez korytarz, przemknął się przez zamykające się już drzwi windy i trafił zdziwionego Chissa w sam środek klatki piersiowej tuż poniżej szyi. Przy tej lokalizacji trafienia devaronianin obstawiał przerwanie kręgosłupa razem z rdzeniem kręgowym co natychmiastowo powinno uczynić przeciwnika martwym, ale musiał zadowolić się widokiem upadającego na podłogę Chissa zanim ten totalnie zniknął za drzwiami windy. Chwilę później Goznel wyłonił się z apartamentu. Zdążył już pożyczyć sobie pełną butelkę whisky z mieszkania dziewczyn. Zwrócił się do Zaahra przekazując mu trunek:
- Spierdalamy, nic tu po nas…
- Co z Zigvą? – Zaahr odebrał alkohol od Goznela, wciąż jednak był wpatrzony w windę, jakby oceniał czy Chiss dojedzie na parter jeszcze żywy czy już martwy.
- Śpi…
- Dobrze. Po tym wszystkim i tak byśmy musieli ją zabić. Musimy się wydostać z Galla – powiedział Zaahr gdy oboje ruszali w kierunku wind.
- Przeszukałeś ich? Wiadomo co to za jedni? - Zaahr spytał gdy naciskał przycisk przywołujący drugą windę.

***


Klimatyzacja pracowała, muzyka się tliła, besalisk co jakiś czas przechylał butelkę z trunkiem, Zaahr zaś grzebał swoim komunikatorze. W końcu wyraźnie zniecierpliwiony czteroręki przerwał milczenie.
- Masz kurwa jakiś plan czy planujesz pobić rekord w tego węża?
- Wysyłam wiadomość do Impów. Tych naszych. Podałem im koordynaty tego miejsca i napisałem, że jest pięć trupów do posprzątania.
- A skąd pomysł, że to ich problem?
- A jak myślisz, Goznel? Wystarczy, że te dupki tylko pokażą się służbom ochrony, żeby ci przestali zadawać jakiekolwiek pytania. Pomoc nam jest w ich najlepszym interesie. To lepsze niż sprzątanie po tym co mogłoby wyjść po przesłuchaniu nas i odkryciu tej wiadomości co ją właśnie wysyłam…
- Teraz chcesz ich szantażować? – Goznel zapytał podniesionym tonem.
- Nie… nawiązuje współpracę – poprawił go Zaahr – przecież po to dostaliśmy do nich kontakt, no nie? Dlatego jak trafimy na dołek to siedź cicho. Poczekamy na agenta z gotową bajeczką z której wynika, że jesteśmy kluczowi dla jakiegoś ich śledztwa i że nie wyjdzie z budynku bez nas – Goznel drapiąc się po brodzie nie wyglądał na do końca przekonanego.
- Dobra Panie Wszystkowiedzący, a bardziej aktualny plan? Coś po wyjściu z windy?
- Musimy się wydostać z Galla. Mamy sporo kredytów, potrzebujemy dyskretnego transportu. Zacznijmy od kosmoportu. Na pewno w okolicy mają tam jakąś kantynę dla pilotów… - rozmowę przerwały otwierające się drzwi od windy i kobiecy głos informujący, że znaleźli się parterze budynku.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 115
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 8 Maj 2020, o 23:06

Wchodząc do windy besalisk przeładował dwa trzymane przez siebie gnaty. Mimo sporych rozmiarów i teoretycznie będąc łatwym celem, w tej całej strzelaninie nie został nawet draśnięty. Farciarz.
- Nie musiałem tykać tych śmierdzących gnid. To najemnicy. Lokalni. Tylko opłacani przez kogo innego. Dostałem cynk od takiego jednego starego fajfusa, co to mi swoje życie zawdzięczał, że idą nas sprzątnąć. Druga grupa pewnie szła po mnie, więc to jeszcze nie wszyscy. Nie wiem tylko, kto ich wynajął. Fajfus wspominał, że słyszał, jak tamci gadali coś o robocie dla impów, jak z nami skończą. Pieprzona konkurencja...
Wyszli z windy. Hol na parterze budynku był zadziwiająco spokojny. Jakaś para zabraków szła z zakupami, a pod ścianą siedział lekko podpity już jegomość. Najwyraźniej zamieszanie z góry nie dotarło jeszcze na ten poziom. Dobrze dla nich.
- Zgoda. kierunek kosmoport.
Gdy Goznel zapakował już swoje wielkie cielsko do taksówki prowadzonej przez droida, Zaahr mógł przemyśleć ich następny krok. Besalisk wszedł mu w słowo.
- Jak chcesz zdobyć transport? Legalnie czy nie? Wiesz, nasza akcja się przyspieszyła. Nie zdziwię się, że jak tylko impy odkryją ciała, dostaniemy rozkaz, że mamy zacząć działać. Równie dobrze może się zdarzyć, że wyślą nam koordynaty i każą zapierdalać na miejsce. Albo.... gorzej. Wiesz, nie wiadomo, czy to Glagok coś kombinuje czy nie. Na moje raczej nie i ktoś go próbuje wysiudać z interesu. Powinniśmy jak najszybciej zgarnąć kogoś do załogi i Hellsę.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 9 Maj 2020, o 09:00

No tak. Lokalni najemnicy i konkurencja. Wyglądało na to, że słowo poszło w świat. Trzeba było jak najszybciej zabrać się za robotę. Poza tym Zaahr wiedział, że nie może spać na takiej kupie kredytów z kasyna i od Glagoka. I tak by to przepierdolił na głupoty. No i w końcu słowo poszło w świat i od tej pory wszystko musi zacząć iść zgodnie z planem. A impy powinny mu być wdzięczne. Nawiązanie współpracy to wiele więcej od tego na co liczyli. Na słowa o legalności transportu Zaahr aż się skrzywił.
- Jak chcę zdobyć transport? Czy ty zachowujesz się tak jakbym nie miał planu? Przecież Glagok sam powiedział, że jestem mózgiem operacji. Goznel, mi płacą za pilnowanie twojej tłustej dupy – Zaahr aż się opluł przy wypowiadaniu tych słów.
- Jestem przekonany, że kłamiesz… - rogacz zignorował zarzut Goznela i przeszedł do tłumaczenia planu.
- Nic co robimy od tej pory nie będzie legalne. Ale impy przykryją nam dupsko. Jeżeli – tu Zaahr zrobił pauzę jakby chciał podkreślić wagę wypowiadanych słów – weźmiemy się do roboty i znikniemy z ich radarów. Dlatego kontaktuj się ze swoim bratem. Niech nas ustawi ze swoimi kolegami. Jak będzie się spierdalał powiedz, że mam informację na temat tych skrzynek Scentix. Musimy znaleźć jakiegoś dyskretnego przewoźnika…
- Szmuglerów?
- Dyskretnego przewoźnika…- Zaahr poprawił Goznela, jakby nie chciał wypowiadać głośno tych słów.
- I damy im kredyty – devaronianin ledwo wypowiedział te słowa. Zdawał sobie sprawę ze swoich tendencji. Zaahr nie mógł spać na tak dużej kupie kredytów. Z drugiej strony przecież tu wcale nie chodziło o pieniądze.
- Szmuglerom? – Goznel znowu dopytał, chcąc się upewnić.
- Tak, kurwa. Potargujemy się. Mam dla nich propozycję – Zaahr wyszczerzył mięsożerne zęby w szerokim uśmiechu.
- Jaką?
- Powiedzmy, że planuje zostać z naszymi kredytami w kieszeni i… fotelem pilota.
- Chcesz opierdolić ich ze statku w Sabaka? – Zaahr prychnął ze śmiechu. Goznel miewał czasami niesamowicie głupie pomysły.
- Zagramy w inną grę. Prostszą - Poza tym Zaahr obawiał się, że Besalisk pogubi się przy czymś bardziej skomplikowanym niż strzelanie. Spojrzał tylko kątem oka na swojego partnera czy ten aprobuje jego dotychczasowy plan.
- Potem zgarniemy załogę i Hellsę.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 115
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 10 Maj 2020, o 00:27

Kosmoport wyglądał tak, jak go ostatnio uświadczyli. No przynajmniej w tej części, do której chcieli teraz zaglądać. Może gdzie indziej było czyściej i jaśniej. Z resztą, nieważne. Spory ruch dzisiejszego dnia sygnalizował niczym niezakłóconą spokojną egzystencję okolicznych systemów i pomyślne transporty. Tłum więc sprzyjał ich sprawie, bo łatwiej było im się ukryć. Goznel skontaktował się z kim trzeba i umówił spotkanie.
Lądowisko nr 34D nie wyróżniało się dosłownie niczym, nawet skrzynki były kolorem dobrane do brudu ścian. Na samym środku stał jakże pospolity koreliański frachtowiec. Latało ich tu tyle, że właściwie mogłyby się wtopić w krajobraz. Sam statek wyglądał na sprawny i chyba taka wiedz ana razie musiała im wystarczyć. A co będzie dalej, zależało od "negocjacji".
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 13 Maj 2020, o 00:12

The Gang

Echo niosło dźwięk kroków Zaahra i Goznela. Kroki Zaahra były energiczne i wręcz dumne, wyraźnie odbijały się w pomieszczeniu. Goznel natomiast był jakby niejednostajny i ospały. Obydwoje pędzili w kierunku statku kosmicznego.
- Podoo! – warknął Zaahr gdy szli w kierunku wysuwającej się rampy – ściągnąłeś mi tu kurwa corelliańczyka?
- „Najgorsi z najgorszych”, jeszcze mi wiadomość wysłałeś! – odparł Goznel jedną ręką siedząc w komunikatorze, a drugą odpalając stare nadgryzione cygaro.
- Jeszcze mi kurwa wiedzie jeden z drugim z gadką o parsekach to ich od razu zajebiemy.
- „Ktoś za kim nie będziesz płakać” – Goznel dalej cytował notatkę od rogacza gdy dwójka bandziorów podchodziła do wysuwającej się rampy. Nagle oboje zatrzymali się i stanęli instynktownie trzymając się stert skrzynek na swoich flankach. Z wnętrza statku wyleciały trzy bojowe drony, które zleciały się wokół dwójki zainteresowanych okrążając ich i badając ich zachowanie. Zaahr szybko wycofał się bliżej swojej sterty skrzynek gdy zobaczył, że drony są uzbrojone i tylko czekają aż operator bądź same maszyny ocenią stopień zagrożenia. Goznel momentalnie wyjął dwa pistolety blasterowe i starał się skupić na jednym z dronów.
- Ile ty kurwa razy uratowałeś życie temu fajfusowi, co?
- Raz…
- Bo po akcji w kasynie już jesteście kwita, ja na jego miejscu dałbym cynk innym najemnikom! – Zaahr mógłby już przyrzec, że widział jak wieżyczki przygotowywały się do otworzenia ognia gdy nagle z wnętrza statku wydobył się ryk:
- Ja pierdole! To Zaahr Dromrahk! – chwilę później w progu statku pojawił się napakowany studwudziestokilowy devaronianin w poplamionym podkoszulku i z kamizelką mechanika. W ręku trzymał ciężki karabin blasterowy RT-97.
- Fajfus ma zajebiste poczucie humoru – Zaahr powiedział gdy w owym devaronianinie dostrzegł swojego brata Luga. Chwilę później za nim wybiegła krótko ostrzyżona, gęsto wytatuowana devaronianka, jego drugi pilot.
- Nie fajfus, tylko lecimy za tobą z Nar Shaddaa od tej całej akcji ze złomowaniem statku! Potem w shadownecie pojawia się informacja, że jakaś suka rozpoznała cię jak rozpierdalasz Impy – dziewczyna chyba już z przyzwyczajenia wycelowała w Zaahra ze zmodyfikowanej E-11.
- Ja w życiu nie rozpierdoliłem żadnego Impa! – Zaahr bronił się na zarzuty drugiej pilot „Rogatego Włóczęgi”
- Ale wcześniej rozpierdoliłeś swoich ludzi z Czerki bo chciałeś zajebać aurodium! – wtrącił Lugrulk podnosząc broń, lufą w górę. Zaahra zawsze bawiło to, że Lug był nie tylko najmłodszym, najgłupszym ale i zarazem najszerszym w barach z jego braci. Iście goteskowe połączenie.
- Tak się składa, że tego też nie zrobiłem! Wrobili mnie... – Zaahr odpowiadał zgodnie z prawdą.
- Tak czy siak Czerka wystawiła list gończy za twój łeb. Trzydzieści pięć patoli! - odbił piłęczkę Lug.
- Dobra, słuchajcie, musimy spierdalać – Zaahr kiwnął Goznelowi, żeby ten pakował się do statku należącego do swojego brata.
- Co znowu odjebałeś? No pochwal się! – Lugrulk pytając uderzył z bara Zaahra gdy ten go mijał.
- To jest Goznel, daje nam cynk do jakiegoś ruchu oporu…
- Nie ruchu oporu, tylko Rebelii… - Goznel od niechcenia wtrącił się poprawiając Zaahra. Devaronianin natomiast dalej kontynuował tłumaczenie się swojemu bratu.
-… ruchu oporu i musimy zwerbować stamtąd oddział uderzeniowy do napadu na konwój Impów. Wiecie, taka akcja pod publiczkę. No i okazało się, że ktoś przejął informację o tej robocie i chce nas wyjebać. Przynajmniej jeden oddział najemników...
- Co zgarniasz za robotę? – Iskierka, druga kapitan Włóczęgi wtrąciła się z pytaniem.
- Transportowiec z dobytkiem… do tego niejaki Zog Glagok chroni mi dupę przed Czerką i jakimś niedojebem z imperialnego garnizonu na Tatooine.
- Glagok… brzmi jakoś kurewsko neimoidiańsko – stwierdziła Iskierka.
- Cała oferta brzmi kurewsko neimoidiańsko. Wciąż się zastanawiam czy to był dobry interes, ale tak jakby nie mam innego wyboru w tej chwili. I wy też nie – Zaahr kontynuował gdy cała piątka istot kierowała się do głównego kokpitu na statku. Drony nie otrzymały rozkazu powrotu do statku. Miały za zadanie patrolować lądowisko.
- Jak to nie mamy wyboru?! – wtrącił Lugrulk
- Fajfus miał nam podstawić jakiś naćpanych szmuglerów i wychodzi na to, że Fajfus widzi różnicę między nasterydowanym, a nasterydowanym i naćpanym sulfuxem devaronianinem. Mieliśmy przejąć statek w negocjacjach. Moim ostatecznym argumentem było to… - powiedział Zaahr pokazując swój komunikator Lugrulkowi. Nim jego brat zdążył się przyjrzeć, młoda devaronianka zręcznie zwinęła mu komunikator. Spojrzała na niego i zrobiła wielkie oczy.
- Cały czas wysyłasz swoją lokalizację! Komu?
- Mój kontakt, z wywiadu Imperium. Chciałem was oszukać, że Impy wolą mieć mnie martwego i… wszystkich którym wygadam się o robocie. Chciałem wam, we sensie naćpanym szmuglerom zaproponować współpracę… ewentualnie potem zajebać – Zaahr pospiesznie wyrwał Iskierce komunikator i przerwał wysyłanie lokalizacji. Goznel dotychczas trzymający się z tyłu, spojrzał jak wizjerze kokpitu jak automatyczne drzwi prowadzące na lądowisko.
- A wolą cię martwego? - Iskierka zdążyła zadać pytanie.
- Hej, pobudka! – Krzyknął, przerywając sprzeczki starych znajomych i zwracając ich uwagę, a potem wskazał palcem w kierunki wizjera. Iskierka, szybko chwyciła za mały datapad, który był przy jej pasie. Był on zmodyfikowany do kontrolowania dronów i z jego pomocą kobieta chciała poznać tożsamość istot, które dostały się na lądowisko.

Frachtowiec xs-800 "Rogaty Włóczęga"
Załoga:
Pierwszy pilot, Lugrulk "Lug" Dromrahk
Drugi pilot, Thalue "Iskierka" G'vuxuhk
Ładunek, droidy:
Droid astromechaniczny R6
Trzy droidy zwiadowcze
części zamienne, zapasy żywności
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 115
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 16 Maj 2020, o 23:17

Ledwo drzwi do doku się otworzyły, usłyszeli odgłosy walki. I to poważnej. Na szczęście była jeszcze wystarczająco daleko od nich, by mogli wziąć nogi za pas. jednak sam fakt, że ktoś zamierzał tu wparować z siła zbrojną świadczył, ze coś ostro się zjebało w ich planie.
- Jazda na statek! - krzyknęła Thalue. - Obejrzymy sobie fajerwerki z powietrza.
Wbiegli na statek, a piloci zaczęli już rozgrzewać silniki. W tym czasie Zaahr zasiadł za sterami działka, skąd mógł ocenić w końcu, kto jest przyczyną tego zamieszania.
- Kim oni kurwa są? - gdzieś z głębi statku dobiegł głos Goznela, który został pilnować trapu, póki się nie zamknie.
Zaahr również nie miał pojęcia. W ich stronę zmierzała grupa kilkunastu istot różnych gatunków. Ludzie, zabraki, rodianie. Jakiś ithorianin. Do statku grupa ta była jednak zwrócona plecami. Wszyscy wycofywali się przed siłą, która strzelała do nich z przeciwnej strony. Jak devorianin mógł ocenić, strzelanina była naprawdę sroga. jeden z napastników miał nawet działko Z-7, co znaczyło, ze trzeba poderwać statek jak najszybciej.
Po kolejnych kilku sekundach usłyszał w końcu ryk silników i poczuł przyjemne wibracje całego statku. Trap zamknął się, a Goznel stanął mu za plecami, by widzieć coś przez iluminator. W tym czasie grupa wpadła już na lądowisko, kryjąc się za skrzyniami i filarami przy drzwiach, gdzie część wskazała też na ich statek. Chwilę później przez drzwi lądowiska wpadli pierwsi ludzie z imperialnego oddziału. teraz było już wiadomo, kto z kim walczył tu o życie. Skąd jednak wzięła się ta grupa? imperialni pewnie zostali zwabieni przez lokalizator Zaahra na wypadek "kłopotów", zostali jednak zaatakowani przez tych drugich. Albo to imperialni z jakiegoś powodu zaczęli strzelać.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 31 Maj 2020, o 01:29

Nikt z załogi nie miał zamiaru dłużej marnowac czasu. Gdy Lug i Thalue podrywali statek, wszyscy z wypiekami obserwowali rozwój wydarzeń na lądowisku. Wyróżniający się od reszty szturmowiec w ciemnym pancerzu pruł z DLT przed siebie zmuszając grupę istot do wycofywania się, podczas gdy reszta oddziału zdobywała pozycje, kryjąc się za osłonami. Zaahr siedząc za sterami działka miał możliwość wyraźnego przyjrzenia się obu walczącym grupom. Nigdy w życiu nie widział szturmowca w czarnym pancerzu, jednak jego smród było czuć z daleka. Był to zapach, który Zaahr dobrze znał. Tak pachniała śmierć. Devaronianin dostrzegł też napastnika z Z-7. Momentalnie chwycił za stery działka i namierzył klienta obserwując rozwój sytuacji. Nie chciał się mieszać, ale z drugiej strony nie mógł pozwolić, żeby coś pokrzyżowało im plany ucieczki. Im bliżej był realizacji swoich celów, tym Zaahr zdawał się być coraz bardziej bezwzględny i skory do nieczystych zagrywek. Był gotów ostrzelać grupę istot po plecach, jeżeli szturmowcy mieliby spartaczyć swoją część roboty.

W kokpicie panowało pełne skupienie. Piloci również widzieli napastnika z działkiem Z-7 i nie mieli zamiaru dłużej zagrzewać miejsca.
- Wygląda na to, że Impy wpadły na drugi oddział cyngli! - Lug stwierdzał oczywistość jednynm okiem wpatrując się w iluminator. Chwilę później odwrócił się do siedzącego z tyłu Goznela i powiedział złośliwie:
- Jesteście pieprzonymi szczęsciarzami.
- Chyba nie słuchałeś fragmentu o Glagoku - besalisk sparował zarzut, starając się dorównać devishowi złośliwością.
- Dobra masz ten kontakt do tych rebeliantów, czy mam po prostu zabrać nas jak najdalej od tej rozpierduchy? - skoro nawet Lug wiedział, że musieli działać to znaczy, że NAPRAWDĘ musieli działać. Zaskarbić sobie zaufanie rebeliantów i zebrać oddział. Potem odnaleść Hellsę. Zaahr miał nadzieję, że ubesianka dobrze wykona swoją pracę domową. Potrzebowali dostać się na ten transportowiec. Dobrze też było wiedzieć, jakiego oporu mogą spodziewać się gdy znajdą się już w środku...
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 115
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 31 Maj 2020, o 22:02

Załoga w pośpiechu szykowała statek do dalszego lotu. W tym czasie zdążył się on już poderwać, klapa zamknąć i obrócić w stronę wskazaną przez pilota. Zaahr miał jeszcze ostatnią okazję na strzał po plecach ich niedoszłych zabójców.
I wtedy odjebało się coś naprawdę dziwnego. Tylko taka myśl zdążyła mu przemknąć przez głowę nim zdążył w jakikolwiek sposób zareagować. Jeden z wycofujących się napastników, kryjąc się na chwilę przed ostrzałem Imperialnych, zwrócił się w stronę statku i patrząc wprost w stronę działek, przy których siedział devorianin, zrobił coś niemożliwego. Skierował rękę w stronę jednej z wielkich skrzyń, po czym poderwała się ona z lądowiska i poleciała z niesamowitym impetem wprost na działka. Z taką prędkością, że nim Zaahr wcisnął spust, przywaliła w nie z wielką siłą, łamiąc je w pół.
Nie miał czasu zastanowić się nad osobnikiem, który to zrobił, bo w tym właśnie momencie statek wzniósł się nad lądowisko i poleciał w dal.

***

Kilka chwil później, gdy weszli już do nadprzestrzeni, mieli kilka godzin spokoju i czas na omówienie planu działania. No a Zaahr musiał trochę się wytłumaczyć bratu, w jakie bagno go wciągnął.
- Słuchajcie - zaczął besalisk. - Ustawiłem nam spotkanie z moim kontaktem z rebeliantów 2 parseki od Dantooine. Nikt nie powinien nam tam przeszkadzać, ostatnio sektor był spokojniejszy. Jak się wkręcimy, to przejdziemy do części z Impami.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6902
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 11 Cze 2020, o 12:41

Zaahr wpakował się do kokpitu gdy Goznel tłumaczył pierwszą część planu.
- Podoo! Widzieliście to? gość podniósł skrzynkę umysłem!
- Zaahr nie wyrudniaj się! - wrzasnął Lug - Przyjechałem tu po trzy sztabki Aurodium i nie zobaczyłem dotąd przy tobie nic co świeci się na złoto! - dodał wskazując na devisha palcem - Nie będę twoim kurierem. To nie jest Devaron i od tej pory płacisz mi za tego typu usługi.
- Daj spokój, podzielimy się wszystkim po napadzie na transportowiec. Jak będzie ci mało to dopłacę ci z kasy Glagoka - Zaahr pomyślał sobie, że w końcu gruby neimoidian się na coś przydał. Z pewnością nie spodziewał się, że Zaahr po prostu zatrduni swojego brata. Poza tym Zaahr też chciał mieć jego pierdolenie z głowy. Lug jednak wykazał odrobinę intelektu.
- Ale ja chcę dokłądną kwotę, ale przede wszystkim chcę wiedzieć czy mnie nie wychujasz po drodze! - Odparł devaronianin.
- Lug, wiem jak to wygląda. Ale ten skok muszę wykonać bo szantażuje mnie jakiś dupek z korporacji. Tak czy siak zamierzam się wzbogadzić kosztem tych istot, ale przede wszystkim zależy mi żeby zgubić Impy z karku! - Goznel uderzył pięścią w ścianę:
- A co z moją i Hellsy kasą? Sam się rozliczaj ze swoim bratem!
- Dobra, zamknijcie mordy! - uciał Zaahr z rękami w górze - starczy dla wszystkich! W moim planie starczy dla wszystkich - dodał uniżając powoli ton. Na chwilę wszyscy zamilkli wpatrując się w błękitne obłoki tunelu hiperprzestrzennego.
- A jaki jest ten plan? - nagle spytała Iskierka.
- Przede wszystkim skontaktujmy się z tymi rebeliantami. Problemem jest to, że ludzie jak widzą dwóch devaronian to od razu myślą że tamci coś kombinują. I nie mówie że nie mają racji, ale nas jest trójka. Nie chcę się nagle dowiedziesz, że przy trzech zaczynają strzelać... ale myślę, że mam bajeczkę, która mógłbym im wcisnąć.
- Ta? jaką? - zapytał Goznel z zaciekawieniem. Zaahr złapał za komunikator i zaczął kasować mu pamieć. Impy mu pomogły, ale on nie chciał mieć nic więcej wspólnego z tymi szturmowcami w czarnych pancerzach.
- Pogadamy jak równy z równym, zobaczymy co da się utargować. Zobaczymy jak oni do tego podejdą. W ostateczności możemy im się poddać.
- Poddać?
- Może zaciekawią ich informacje na temat tych skrzynek z gównem, które Imperium przewoziło. Potrzebujemy tego co murglaki nazywają "dowodem zaufania". Ja myślę, że taki dowód mam. Tylko naprawcie to działko.
- Działko? - spytał Lug wyraźnie zaskoczony.
- No gość rozjebał działko podnosząc skrzynię umysłem. W każdym bądź razie tak to wyglądało. Dobra! Ide się wyszczać - Zaahr odwrócił się i zaczął kierować się do korytarza na wprost. Goznel drapał się po brodzie jedną z kończyn zastanawiając się nad bajeczką Zaahra.
Kilka godzin później Zaahr dorwał się do butelki. Trochę wszyscy pograli w karty rozmawiając o wyścigach podów. Zaahr dowiedział się, że jego matka nie zapomniała o jego urodzinach i wysłała mu prezent przez Luga. Podobno trzyma go gdzieś na statku. W związku z tym, że jedenorogi devaronianin przegrał ze swoim bratem w karty, ten nie powiedział mu gdzie schował owy prezent. Jak się później okazało, Lug wspinając się na wyżyny kreatywności schował prezent dla Zaahra w ŁADOWNI. Zaahr z butelką w dłoni zaczął poszukiwania od tego miejsca stwierdzając, że w takim razie on może sobia uznać za prezent wszystko co tam znajdzie. Jego oko przykuła mała wojskowa skrzyneczka leżąca na skrzyni z narzędziami. Po otwarciu jej okazało się, że skrywała jeden niezmodyfikowany egzemplarz blastera, którym handlowała jego rodzina. Zaahr doskonale go znał. Dokładnie za przemyt tych egzemplarzy stał się personą non grata na Devaronie. Mamusia najwyraźniej widziała już jego wiadomość do Luga. Dokładnie tą, która ukazywała go w zakrwawionym fartuchu na statku należącym do handlarzy niewolników. Z pewnością wiedziała, że zgubił swój egzemplarz przy ucieczce przed Czerką. Mógłby zapłacić trochę szmalu Iskierce. Mogłaby nad nim trochę popracować, żeby zwiększyć chłodzenie i poprawić stabilność.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 115
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Następna

Wróć do Zewnętrzne Rubieże