Content

Zewnętrzne Rubieże

[Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Image

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 5 Wrz 2019, o 21:05

- Zmiana trasy. Razem z porucznikiem prowadzicie, Hex. - wyrzucił z siebie. Oddział poszukiwawczy ruszył dalej, prowadzony nową trasą. Właściwie nie obchodziło go nic, co mijał po drodze. Taris nie stanowiło jakiejkolwiek wartości dla sierżanta.
Ślady walki, wszechobecne trupy - to już widział, nie raz i nie dwa. Pacyfikacja wiosek, w których czasami brał udział jako Szturmowiec, później rajdy na bazy buntowników w jako oddział pod dowództwem Operacji Specjalnych Korpusu Szturmowców, aż po obecne stanowisko.
Gdy doszli do dwóch budynków tworzących swoim kształtem przestrzeń wewnątrz, dał znać do zatrzymania się.
- Ruszymy gdy Codex strzeli. Dołącz do nas jak najszybciej - ostanie słowa skierował do snajpera. Po dwóch sekundach oczekiwania, rzucił jedno słowo w link - Teraz.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 114
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez BZHYDACK » 9 Wrz 2019, o 22:29

Ciche gwizdnięcie blasterowego karabinu było sygnałem do ruszenia. Tak jak wcześniej, Bahgar szedł pierwszy, teraz ubezpieczali się wzajem z Hexem. Przeszli razem przez ulicę, bezszelestnie niczym duchy, z tym że te duchy miały na sobie twardy pancerz. Mijali sterty ciał różnych istot, rozszarpanych, zagryzionych, ale też i zastrzelonych, co było zastanawiające, jednak teraz porucznik nie mógł tracić koncentracji na bezcelowe rozważania. Teren był niewygodny, masy gruzu i zniszczone fragmenty infrastruktury zalegały wszędzie wokół, wraki pojazdów walały się po obszarach, które niegdyś były ulicami. Na szczęście, bestie nie niepokoiły ich, zajęte pożeraniem świeżego truchła, które dostarczył im Codex. Oddział przedarł się bez przeszkód przez gruzowisko, docierając do dwóch bliźniaczych budynków. Jako jedne z nielicznych zdawały się znosić całkiem nieźle apokalipsę, która spadła na planetę. Nawet w niektórych oknach pozostały szyby. Bahgar wszedł między budowle oczywiście pierwszy, Hex z nim. Gad nie wyczuwał podejrzanego zapachu, niemniej jednak gestem nakazał, by oddział pozostał na gruzowisku, dopóki ich dwójka nie sprawdzi budynków, czy nie czai się w nich zagrożenie. Zwiadowcy posuwali się szeroko, powoli sprawdzając przejście. Pozostała część oddziału przyjęła pozycje obronną na gruzowisku, niczym w okopach. W ten sposób kanonierka mogła ich łatwo podjąć.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 286
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 8 Paź 2019, o 23:01

Padł strzał, stwór padł na ziemię. Inne bestie poczuły woń krwi i wedle przewidywań dowódcy zainteresowały się zjawiskiem. Tymczasem cała drużyna ruszyła. Szybcy niczym błyskawice, cisi niczym cienie, ruszyli wedle nowej trasy prowadzonej przez kaleesh. Zaś jedyną osobą która odstawała była zupełnie nie pasująca tutaj doktor Iterra. Szybko się okazało, że była bardziej ciążącym balastem w tym momencie. Nie wiedziała jak się pozycjonować, gdzie zająć miejsce. Po prostu biegła za Neyą. Jej dobór do tej misji był kompletnie pomylony. Neya krótko poinformowała sierżanta, że kobieta ma pierwsze syndromy dezorientacji z powodu stresu. Gveir szybko to zauważył już przy tych manewrach, gdzie zmieniał zdanie co chwila, widząc lepsze rozwiązanie, co nie było dla Zin w żaden sposób jasne. Do tego obecność przyczłapów Inkwizycji nie dawała mu spokoju i choć był w pełni skupiony myśli samoistnie napływały...
Czyżby Imperium już go nie potrzebowało? A ta misja miała być jego końcem? Wiele argumentów za tym przemawiało, choć był pewien swojej przydatności w wykonywaniu brudnej roboty Imperium i kosztach poniesionych w wyszkoleniu elitarnej jednostki. Zaś pozbycie się przy okazji kogoś prawdopodobnie wpływowego jak pani doktor, zgrywało się z ksenofobiczną naturą imperialnych. Czyżby Bahgar również był osobnikiem takiego pokroju? Chcąc nie chcąc, ostatnio wiele działo się niedobrego w szeregach władzy. Ciągle napotykał na niekompetencje, a szczytem były informacje publiczne o katastrofie i ciągłej rosnącej aktywności rebeliantów, których jakimś cudem najpotężniejsza siła w galaktyce nie mogła stłumić. Oczywiście nie dało się przeoczyć tej oto właśnie misji, co była wisienką na torcie żenady.

Niezauważeni pokonali kolejny odcinek drogi. Nie do końca wiedząc gdzie ich to zaprowadzi, zwyczajnie podążali za trupami. Porucznik jednak wyczuł coś mu znanego. Swąd, który chyba miał okazję już wyczuć. Niuans ze świątyni na Vinsoth. To był moment kiedy do niego dotarło, że rzeczywiście są na tropie.
- Czuję trop sierżancie. Wnoszę o podążanie.
- Prowadź poruczniku

Trasa zwyczajnie się uspokoiła. Neya informowała o zmniejszającej się aktywności rakghouli wraz z podejmowanym tropem. Im dalej szli, tym bardziej oddalali się od jakiejkolwiek grupy potworów, a sondy otaczały ich pierścieniem coraz szerszym, szukając najbliższych zagrożeń. Dochodzili do momentu kiedy to mieli zejść na niższy poziom miasta, przez co kompletnie byliby odcięci od potencjalnego wsparcia ogniowego ze strony frachtowca pilotowanego przez Caleba.
Mając bezpieczną pozycję, pierw posłali sondy do zwiadu niższego poziomu. Na mapie dostępnej w wizjerze hełmu narysowała się w czasie rzeczywistym formacja budynków i ruin. Całokształt wyglądał podejrzanie. Mieli przed sobą jedyne bezpieczne wejście w ten sektor w okolicy, zaś sam poziom zdawał się być kompletnie nie zainfekowany stworami. Były tylko ich kolejne trupy i wciąż ten sam trop.

Grupa nie mając za bardzo innej drogi wkroczyła na niższy poziom. Sondy poinformowały o rozległej zamkniętej przestrzeni i braku istot żywych. Jedynie kolejne zwłoki rakghouli. Swąd zaś zdawał się jasno prowadzić pomimo odoru śmierci. Kaleesh był zupełnie pewien, że natrafił na TEN odpowiedni trop, który to zaś banalnie pokrywał się z leżącymi trupami. Coś było nie tak...
- informuję o dziwnej aktywności rakghouli - odezwał się na głównym kanale BOB. Chwilę później przesłał dane do Zin. Ta nagle ożyła, widząc co to znaczy
- rakghoule z powierzchni zaczęły się kierować w kierunku wejścia, którym zeszliśmy na ten poziom! Tak po prostu wędrują w naszym kierunku bez większego powodu. BOB odwróć ich uwagę! Musimy się wycofać! Nie wiadomo, czy nie utkniemy tutaj, gdy nam odetną wejście! Nie wiadomo gdzie dalej prowadzi ten poziom!
-pani Zin traci koncentrację z powodu stresu. Musimy wykonać misję. Bahgar ma trop - wtrącił się w roli przypomnienia sierżant Lerann, chcąc ukrócić lament arkanianki. Gveir wyczulony na typków z inkwizycji dosłyszał, że jego głos miał w sobie nutę groźby.

Siema, tu Nicci. Npcuję swoją postać i przejmuję wątek. Teraz macie prostą decyzję do podjęcia :D Podejmujecie trop? Czy wycofujecie się, uznając ostrzeżenia nerwowej doktor. Ostateczną decyzję podejmuje Gveir. Określcie formację. Zatrzymajcie się na samych zamiarach, rozkazach itp. To istotne jak one brzmią ^.^

Zapraszam do gry, po długiej przerwie.
I życzę powodzenia :twisted:
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez BZHYDACK » 10 Paź 2019, o 13:30

- BOB, ile mamy czasu zanim tu dotrą?
Zejście na niższy poziom było dobrą pozycją obronną, ale nikomu z grupy nie uśmiechało się dać się zamknąć na niskich poziomach Taris i powoli umrzeć z głodu czy wyczerpania. W takiej śmierci nie było chwały, poza tym misja pozostałaby niewykonana i kolejni musieliby tu przybywać i, być może, również tak ginąć.
Po uzyskaniu odpowiedzi Bahgar błyskawicznie przeanalizował sytuację.
- BOB, analiza wytrzymałości konstrukcji na bieżącym i sąsiadujących poziomach. Oznacz osłabienia.
Bahgar nie zamierzał dać się odciąć. Wprawdzie nigdzie nie było widać innej drogi wyjścia, ale nie znaczyło to że nie byli w stanie jej uzyskać. Nie w przypadku, gdy w oddziale było dwóch doświadczonych saperów, on i sierżant Gveir.
- Ruszajmy dalej. Guru ze mną. Niech sondy pilnują zejścia. Pani Zin, proszę monitorować zachowanie rakghouli. Niech kanonierka spróbuje je odciągnąć.
Zdecydowano się na zwartą formację, jedynie dwaj zwiadowcy wysunęli się do przodu. Zin Iterra zajęła miejsce w samym środku, nieco spokojniejsza, gdy miała zajęcie. Bahgar wyraźnie czuł trop, to czy ruszą zależało jednak od Gveira.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 286
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 13 Paź 2019, o 18:16

Sekcja miała zadanie - niejasne, podejrzane. Cel też nie był do końca znany. Siepaczy Inkwizycji najchętniej odpaliłby za najbliższym rogiem, z ulgą wydając swoim żołnierzom rozkaz rozstrzelania. Więcej amunicji dla nich, tak to widział z punktu widzenia komandosa.

Tropy, które łapały sondy i porucznik wiodły w dół, co - ku jego niezadowoleniu - potwierdzało pierwotne plotki podczas odprawy. Plotki, bo sprawdzonymi informacjami nie można było tego nazwać.
Meldunek o nagłej zmianie aktywności stworów stwarzał zagrożenie, bowiem ich fala zmierzała w identycznym kierunku, co oni. Przypadek? Zrządzenie losu?

Szybko wyświetlił mapę ruin, jakie wyskanowały sondy.
- BOB, prędkość z jaką przemieszczają się potwory i szacowany czas dotarcia ich do naszej pozycji. - pierwszy rozkaz. Cały czas studiując mapę, wydawał kolejny rozkaz.
- Hex, będziesz dowodził przy wylocie. Maskujcie się. Wyślij Guru i Neye, by założyli kilka min na trasie. Zostają z wami ludzie sierżanta Laranna, jako ubezpieczenie. Ja, porucznik i pani doktor idziemy na dół.
Schodząc w dół, włączył noktowizję i termowizję. Wpadł w jednym momencie na kolejny pomysł.
- BOB, skan budynków na przewidywanej trasie rakghouli. Znajdź wysokie budynki, które mogą się zawalić w każdej chwili. Oznacz je Calebowi jako cele dla działek. Gdy stwory będą szły, ma strzelać tak, aby spadające na trasę budynki robiły zaporę, albo zgniatały te monstra. Wykonać. - zamilkł na chwilę, idąc obok porucznika, który torował drogę o wiele lepszymi zmysłami, niż on mógł dysponować kiedykolwiek.
- Hex.. sekcja. - odezwał się spokojnym głosem, na prywatnym kanale, dostępnym jedynie dla nich. - w razie kłopotów, zastosujcie procedurę 12C. Uważajcie na te psy z Inkwizycji. Jeśli zaczną robić coś dziwnego, niezgodnego z zadaniem lub zagrażającego wam, macie rozkaz ich rozstrzelać na miejscu. W razie mojej śmierci dowództwo przejmuje Hex.
12C - procedura na wypadek utraty łańcucha dowodzenia sekcją Storm Commando, w wyniku śmierci lub zaginięcia dowódcy. Mówiła o tym, iż zastępca dowódcy w zaistniałej sytuacji ma rozkaz wycofania sekcji z działania na bezpieczną pozycję, a następnie ekstrakcje.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 114
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 16 Paź 2019, o 12:27

- BOB, prędkość z jaką przemieszczają się potwory i szacowany czas dotarcia ich do naszej pozycji.
- przewiduję dotarcie od dwóch minut trzydziestu pięciu sekund do sześciu minut dwunastu sekund - gruby bass odpowiedział niemalże natychmiast.
- Hex, będziesz dowodził przy wylocie. Maskujcie się. Wyślij Guru i Neye, by założyli kilka min na trasie. Zostają z wami ludzie sierżanta Laranna, jako ubezpieczenie. Ja, porucznik i pani doktor idziemy na dół.
Cała grupa zareagowała bezwarunkowo. Miejsce w którym zeszli na dół było idealne do obrony. Powyginany i pozapadany w wielu miejscach szeroki korytarz. Przejście pewnie wyglądało przed apokalipsą na ładne ceremonialne schody z marmuru, teraz było to wybujałe miejsce z wątpliwą stabilnością. Ukształtowanie takiego zejścia znacząco spowalniałoby każdy pochód i równocześnie stworom walczącym wręcz nie dawało żadnej przewagi w postaci osłony. Nie dało się go też w żaden sposób obejść, a próba zejścia bokiem oznaczała ryzyko pewnego upadku z wysokości co najmniej dwustu metrów, albo przebycia ogromnego obszaru i przejścia w innym miejscu, co mogłoby zająć godziny. Żaden rakghoul nie mógł być gotów na zmierzenie się z bezlitosną grawitacją, a w korytarzu przejściowym liczebność mogła łatwo stracić na znaczeniu.
Mając chwilę czasu na założenie min i umocnienie pozycji, grupa komandosów ze wsparciem kanonierki mogła tutaj stanowić dla szarańczy stworów barierę nie do przebicia. Ludzie Laranna słuchali się poleceń Hexa i nie zgłosili żadnych obiekcji, mimo tego że zostali ustawieni na przodzie szyku obronnego, zgodnie z ustaloną zasadą nieufności wobec personelu uznanego z ramienia togrutańskiego inkwizytora.

Tymczasem trójka ruszyła dalej. Zin porównała dane od BOBa z modelami zachowania rakghouli. Dotarła też do niej informacja odnośnie próby odwrócenia uwagi za pomocą mięsnego truchła ze sztuczną krwią
- sierżancie... stwory zachowują się anormalnie. Nawet pojedynczy osobnik nie odbił z pochodu w kierunku krwi. Poza tym poruszają się zupełnie jakby miały jakąś strategię, taktykę. Algorytm przewidywania ruchu sugeruje coś kompletnie odbiegającego od modelu behawioralnego rakghouli - Gveir usłyszał opinię naukowiec. Wnet wpadł mu do głowy kolejny pomysł
- BOB, skan budynków na przewidywanej trasie rakghouli. Znajdź wysokie budynki, które mogą się zawalić w każdej chwili. Oznacz je Calebowi jako cele dla działek. Gdy stwory będą szły, ma strzelać tak, aby spadające na trasę budynki robiły zaporę, albo zgniatały te monstra. Wykonać.
- Procedura w trakcie realizacji. Szacowany czas ukończenia zadania: jedenaście sekund. Synchronizacja działań z Calebem: Potwierdzona. - BOB odpowiedział z opóźnieniem wynoszącym pół sekundy w nieco zbyt optymistycznym tonie, jak na tak napiętą sytuację. Wkrótce usłyszano odgłosy zawalających się konstrukcji i strzałów z działek frachtowca.

Trójce śmiałków towarzyszył jeden droid-pająk i dwie sondy. Reszta maszyn zwiadowczych musiała zapewnić wsparcie, wizję i monitorowanie sytuacji w przesmyku.

Bahgar czuł swąd coraz silniej i silniej. Z każdym krokiem byli coraz bliżej. Czuł jak widzi swoją ofiarę. Słyszał myśli, które jasno tłumaczyły co się dzieje i co się stanie. Niemalże był w stanie sobie wyobrazić cel, był to człowiek. Instynkt łowcy przybrał ogromnie na sile. Chciał tam popędzić i ruszyć do walki. Jego ciało zaczęło buzować i zachęcać go do pogoni. Dawno nie czuł, aż takiego podniecenia. Coś zaczęło się wymykać spod kontroli. Chwycił za broń
- Czeka nas chwała za zabicie mocowładnego! Wróg już tu jest. Ruszamy! - rzucił samozwańczo z wigorem w głosie i zaczął biec w kierunku wejścia do jakiegoś budynku. Napełniony żądzą walki w ogóle nie przejmował się faktem co własnie uczynił.

Gveir tymczasem miał nieuzasadniony przelot myśli związany z rzezią TEGO miasteczka buntowników. Tak... właśnie tego miasteczka, w którym widział okrucieństwo przekraczające wytrzymałość psychiczną człowieka, to był ten moment kiedy los wyrwał z niego kawałek jego duszy, a teraz znów przyszedł po więcej. Emocje jakby na nowo rozgorzały w nim. Poczuł żal, miał ochotę zapłakać... emocje miały się jedna za drugą kłębić, ale tylko zacisnął pięści. Chwycił to mocno i nie pozwolił impulsowi zasłonić mu tego co przed chwilą było istotne. Szybko się zorientował, że coś działo się nie tak. Jakby przez ułamek sekundy odpłynął. Na komunikatorze dosłownie odprawiał się istny cyrk:
- ZABIJĘ, ZABIJĘ WSZYSTKICH!!! WSZYSTKICH!!! - wrzeszczał Codex
- Celować w stwory z lewej!!! Codex! Codex! Co się z Tobą dzieje! Celuj przed siebie, nie w niebo!!! Neya, czemu nie strzelasz?! - Hex rzucał komunikaty jeden za drugim, próbując ogarnąć zamieszanie, które powstało z nieznanego powodu, ale co chwilę przerywał mu Codex w napływie nieuzasadnionej agresji.
- ZABIJĘ WSZYSTKIE STWORY!!! AAAAAAA!!!... - wrzeszczał Codex, aż w końcu został wyciszony.
- Neya?! Odbiór!
- Jestem! Już jestem!
- Guru teraz z lewej! Są bardzo blisko! Nie pozwólcie się przedrzeć! Gveir! Inkwizycja wymierzyła w nas broń! Zostali wyeliminowani! Codex oszalał!

Tak jak w słuchawkach tak teraz przed oczyma Gveira odbywał się kolejny dziw. Do tej pory opanowany kaleesh po prostu ruszył w bezmyślnej szarży do walki przed siebie i był już oddalony od nich o jakieś dziesięć metrów. Naukowiec Iterra trzymała swoją głowę obiema dłońmi, jakby stanie prosto sprawiało jej jakiś ciężar
- on tu jest... - kobieta szybko uruchomiła strzykawkę z adrenalem, by pomóc sobie z nagłą sytuacją, która nie pozwalała jej funkcjonować.
- nie można go zlekceważyć! Zatrzymaj Bahgara! - rzuciła zaraz potem.

Teraz tak. Gvier, masz pierwszy odpis. W zależności od niego, robię łatwiejszy lub trudniejszy rzut dla Bahgara, czy będzie mógł dać swój odpis w tej kolejce.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 16 Paź 2019, o 18:52

Im dalej schodził w głąb tej jaskini, która kiedyś była częścią architektury, tym bardziej czuł się nieswojo.
Kolejne meldunki o wypełnianiu rozkazów spływały do niego, odznaczając kolejne punkty planu w jego głowie. Z jego strony, jak zawsze, nie było nawet słowa. Odzywał się wtedy, gdy miał kolejny rozkaz.

Pochód tych stworów był dostatecznie nienormalny już na początku, by zakładać losowość. Musieliby zabić tutaj duże stado rankornów, by te abominacje ruszyły do przodu. Ale nie, słowa pani doktor przeczyły wszystkiemu. Mógł tylko opóźniać ich marsz. To, że wlaliby się tu całą masą i zginęli od samego upadku, nie czyniło tego miejsca wymarzonym punktem oporu. Nawet jeśli część spadnie i zginie, szybko utworzy się stos, który zamortyzuje.. a wtedy nic im nie pomoże.

I wtedy się pomieszało. Kaleshianin pognał na przód, wiedziony dziwnym przeczuciem, potem pojawiły się dawno zatarte wspomnienia. Tego dnia. Tej planety. Tych ludzi. Czasu, gdy był młodym Szturmowcem. Sylwetek i twarzy, których chciałby zapomnieć.
Zacisnął ręce na karabinie. Cisza w radiu została przerwana przez Codex.a
Znieruchomiał, rozerwany pomiędzy dwoma wydarzeniami. Z każdą sekundą zdając sobie sprawę, że ktoś poważnie miesza w otoczeniu. Bardzo poważnie. Nie tylko w nim, nie tylko u jego żołnierzy, ale i u porucznika.
Skulona doktor Itera tylko to potwierdzała.
- Hex, co się dzieje? - rzucił w link. Kolejne krzyki, Codex przestał wrzeszczeć. I strzelać. Neya się zgłasza, Guru milczy ale posyła pociski. Wiedział.. widział, gdzieś podskórnie, że tym z Inkwizycji odbije.
- Hex, łap ładunek i zakładaj na ciała tych siepaczy z inkwizycji. Zróbcie z nich pułpaki. Co z Codexem? Guru, żyjesz? - wyrzucał z siebie słowa, tak niepodobny do siebie samego.
Ittera ciągle cierpiała, skulona, kryjąc głowę w dłoniach.
- on tu jest... - kobieta szybko uruchomiła strzykawkę z adrenalem, by pomóc sobie z nagłą sytuacją, która nie pozwalała jej funkcjonować.
- nie można go zlekceważyć! Zatrzymaj Bahgara!

Tego tylko brakowało. Puścił się pędem za porucznikiem.
- Poruczniku Bahgar, zatrzymaj się! To pułapka, wybiją nasz oddział! - krzyknął w link. Miał nadzieje, że odwołując się do wojskowego instynktu zdoła go ostudzić. Przełączył karabin na ogłuszanie, gotowy strzelić do oszalałego.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 114
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez BZHYDACK » 17 Paź 2019, o 03:39

Woń, znajoma woń unosiła się przy podłożu, jasno wskazując którędy mieli iść. Reszta oddziału ubezpieczała zejście, nie mogli zostać odcięci fizycznie, kanonierka była w powietrzu gotowa do akcji. A cel był coraz bliżej. Na pewno. Trop jasno wskazywał, że człowiek, tak, na pewno człowiek, szedł tędy bardzo niedawno. Byli bardzo blisko, łowcy na tropie ofiary. Tak blisko...
Podniecenie łowami dawno nie było tak silne u porucznika. Zbliżała się walka, walka, która da mu nieśmiertelną chwałę i miejsce w panteonie Khaleeshan, u boku największych wojowników planety, przede wszystkim Qyemana jai Sheelala. Zabicie mocowładnego, właściwie boga, było czynem godnym wielkiego Generała! Czynem, który wszyscy Khaleeshanie będą wysławiać przez pokolenia!
Gnany takimi myślami, ponaglany wyraźnym tropem łowca ruszył w przód, nie oglądając się na towarzyszy. Byle tylko móc posłać kulę w kierunku celu, kładąc kres jego życiu i zdobywając chwałę. Nie zwracał już uwagi na otoczenie, ani na fakt, że w słuchawkach komunikatora wybrzmiały niepokojące dźwięki. Krzyki i strzelanina, wyraźnie głoszące, że stało się coś absolutnie nieprzewidywalnego.
Chwilę później w słuchawce rozległ się głos wzywający jego, Bahgara. Nie zwróciłby na niego uwagi, ogarnięty szałem łowów, jednak coś przebiło się do jego świadomości.
- Poruczniku Bahgar, zatrzymaj się! To pułapka, wybiją nasz oddział!
Zatrzymaj się! To pułapka!
To.
Pułapka.

-----
-Bahgar, to pułapka! Cofaj ludzi!
-Dorwiemy ich, Selran!
-Nie! Już mamy tu jetpakowców! Wracaj!
Krzyki. Strzały. Płonące trawy stepów Vinsoth. I on, Bahgar, pędzący na złamanie karku do obozu, z którego wypuścili się za niewielkim oddziałkiem Mando. Zostali wyciągnięci, teraz to widział. Wystawili im obóz. Selran to zobaczył.
Bahgar zdążył wrócić i odeprzeć atak.
Ale Selrana uratować nie zdążył.
-----

Przebłysk wspomnień otrzeźwił gada. Co on wyrabiał? Rzucił się bez rozpoznania w nieznany teren? Tak nie postępowali nawet najmłodsi łowcy, którzy przystępowali do prób! Bahgar zatrzymał się tak gwałtownie, że aż przyklęknął, wbijając prawe kolano w gruz. Zbroja zamortyzowała uderzenie, ale ból i tak się przebił.
-Skurwysyn!
Wysyczał.
Mózg Bahgara przeanalizował odczuwanie i zachowanie własnego organizmu. Teraz wyraźnie widział w swoim zachowaniu nieprawidłowości. Niektóre emocje zostały wzmocnione, a inne osłabione. Bahgar, który zawsze potrafił panować nad sobą, teraz poczuł gniew. Taki atak był czymś więcej, niż tylko atakiem. Był zamachem na jego wolność. Na jego wolę. Gniew Bahgara zaczął wzbierać, ale teraz gad nie pozwolił mu urosnąć. Zrozumiał. Ich wróg używał ich emocji przeciwko nim. Ich lęków, ich pasji. Ich nienawiści.
Khaleeshanin wstał. Zmienił magazynek w karabinie na ten z amunicją przeciwpancerną.
- Dziękuję, sierżancie.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 286
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 17 Paź 2019, o 17:20

*** Posterunek nasłuchowy na ISD - Abyss ***

Durhash zdawał się nie brać pod uwagę sensu sprzeczania się z sierżantem. Ostatecznie, jeśli znajdą zagrożenie i tak będą skazani na ich łaskę, tak myślał. W ogóle nie przejmował się w jaki sposób komandosi sobie poradzą. Nie za bardzo go to obchodziło i wedle jego mniemania nie było czasu, a jego mniemanie było najistotniejsze, jak zawsze. Mimo tego, jak to wyglądała sprawa, interesował się baaardzo i bacznie obserwował to co mógł, nawet po okrojeniu dostępów z polecenia Gveira. Zin Iterra nie kwestionowała procedur bezpieczeństwa. I choć zasłaniając się kwestiami prawnymi, by uniemożliwić pełne korzystanie z możliwości Boba do inwigilacji, wszystkie dane odnośnie jej stanu były na bieżąco udostępniane przez sztuczną inteligencję. Wizja, puls, temperatura w obszarach ciała, aktualny stan biochemiczny krwi, wszystko. Z resztą drugą część relacji mógł zobaczyć z logów swoich ludzi. Wszyscy właśnie zginęli. Nawet nie mrugnął z tego powodu. Wywołał połączenie bezpośrednie z naukowiec
- Zin Iterra. Raport natychmiast!
- Znaleźliśmy zagrożenie. Zostaliśmy zaatakowani! Techniki kontroli umysłu! Rakghoule są pod kontrolą jedi! - kobieta szybko zapomniała o waśniach, które występowały między inkwizycją, a oddziałem Javelin. W życiu nie zmierzyła się z czymś takim, co miała właśnie okazję.
- Wysyłam wsparcie. Kontynuujcie misję. Żądam udostępnienia możliwości sztucznej inteligencji na czas zakończenia akcji, proszę o zrzucenie wszelkich restrykcji - kobieta bez wahania odpowiedziała twierdząco. Usta togrutanina wykrzywiły się w złowrogi uśmiech. Po czym zwrócił się do sektora dowódczego ISD
- Lecimy nad wskazany obszar! Pełny ostrzał we wszystkie rakghoule w zasięgu! ŻADEN inny statek nie ma prawa znajdować się w wyznaczonym obszarze! ŻADEN! W przeciwnym przypadku unicestwić bez uprzedzenia! Poinformować resztę blokady! Wysłać wiadomość do frachtowca "Soulless" o natychmiastowy powrót na orbitę Taris! Zostaje wyłączony z akcji! Przygotować myśliwce i bombowce! Żaden jednak niech nie waży się wystartować!

***


- Poruczniku Bahgar, zatrzymaj się! To pułapka, wybiją nasz oddział! - Gvier był świadkiem chwilę później, jak niewidzialna siła uderza porucznika i zrzuca na kolano. Ten po chwili syknął i wstał zmieniając przy okazji rodzaj amunicji.
- Dziękuję, sierżancie - nie powiedział nic więcej.
- Durhash wysyła wsparcie - oznajmiła Iterra, prostując się w końcu. Moment później Caleb oświadczył na interkomie, że musi się wycofać z powodu rozkazów inkwizytora. Tymczasem Gveir dostrzegł bardzo subtelny ruch na piętrze zrujnowanego budynku, gdzie uprzednio pędził na złamanie karku porucznik. Zareagował instynktownie
- Kryć się! - Rzeczy zaczęły przyśpieszać, dużo działo się naraz
- Codex wyszedł z szyku. Nie żyje. Reszta odzyskała sprawność. Główną falę rakghouli odparto, ale wciąż nadciągają mniejsze ilości! - odezwał się Hex, wnet głos zabrał BOB
- sierżancie. ISD Abyss zakomunikował interwencje, cały obszar w około was zostanie podjęty bombardowaniu w celu likwidacji wszelkich rakghouli. Zaobserwowałem też ogólne poruszenie na tej półkuli. Bestie pędzą na złamanie karku. Ostrzał w okół was górnego poziomu nie zabezpieczy was w pełni przed napływem potworów. Pierwsze stwory z sąsiedniego sektora zjawią się w przeciągu czterdziestu minut, wybiegną prosto na was tam na dole z przeciwległego końca sektora. Przesyłam symulację ataku

Z ruin budynku miały się zaraz wyłonić trzy różne postacie z karabinami blasterowymi. Bahgar był w najgorszym położeniu. Wystawiony na bezpośredni ostrzał bez żadnej zasłony. Zin zwyczajnie położyła się na ziemi nie za bardzo orientując się gdzie się schować, co nie wróżyło najlepiej, jeśli to ogień na niej się skoncentruje. Gveir zaś mógł z łatwością zareagować na sytuację

Przed postaciami w odległości dwudziestu metrów dla Gveira, a dziesięciu metrów dla Bahgara, znajdują się ruiny dużego budynku. Jest to też najbliżej położona konstrukcja takiego rozmiaru. Rozpiętość w szerokości jakieś czterdzieści metrów, wysokość do dwudziestu metrów, a za ruinami wielka przepaść oraz widoczna metalowa pionowa platforma wychodząca bardzo wysoko do górnego poziomu, która to zachodzi widok na niebo i zasłania w większości miejscach ten widok (700 metrów wzwyż). Ruiny posiadają wiele otworów, choćby okna. Drogę do budynku wyścielają przeróżnego rodzaju "rzeczy" jak wielkie wbite w ziemie całe metalowe kondygnacje, wszelki gruz, zniszczone speedery, wszystko co postapokaliptyczna dusza zapragnie.

Trzy postacie które w ułamku sekundy rozpoznacie, będą się prezentowały jako "imperialni" z poprzedniej ekspedycji. Nie będą się jednak zachowywać jak typowi żołnierze. Otwarcie w ich kierunku ognia, nie sprawi że schowają się za zasłoną - ignorują zagrożenie jakie stanowicie. To też w tym odpisie macie opisać jak ich zdejmujecie, ale w zależności na czym skupi się Gveir, to będą różne rzeczy, przypomnę że wrogowie po prostu otworzą ogień to też będzie wymiana. Decyzje:
A - decydujesz się w pierwszej chwili jakoś zmusić naukowiec zająć bezpieczną pozycję (bahgar w poście musi zawrzeć, jak dostaje lekką ranę i zdejmuje dwóch przeciwników a Gvier tylko jednego)
B - stawiasz wszystko na osłanianie wystawionego Bahgara (bahgar zdejmuje jednego, Gveir dwóch)
C - robisz co możesz i nie szukasz samemu osłony, byleby wyciągnąć naukowiec i osłonić Bahgara. Ostatecznie wszyscy są w bezpiecznej pozycji, ale opisujesz jak otrzymujesz lekką ranę.(bahgar zdejmuje jednego, Gveir dwóch

Na zabiciu wrogów kończycie post. Ewentualnie bardzo krótka wymiana komend. Bahgar wyczuwa kolejnych "imperialnych" w środku. Opis najbliższego otoczenia możecie sami zasugerować wedle uznania ;)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 17 Paź 2019, o 19:02

Inkwizytor wysyła wsparcie, rychło w czas. Kawaleria przybywa.
Miał skwitować to uśmieszkiem gdy dostał cios. Potężny cios. Możliwe, że jeden z potężniejszych od wielu lat.
- Codex nie żyje. - zdanie wyrwane z meldunku Hexa, odbijało się echem w uszach komandosa. Jeśli był zły z powodu misji, tak teraz kipiał. Chęcią zemsty, chęcią wyrównania rachunków. Emocje, którym nie ulegał, wychodziły na pierwszy plan.

**

Mając 19 lat wybrał swoją ścieżkę życia. Uciekając z Ruan, wstąpił w szeregi wojsk imperialnych. Odrzucony po testach wstępnych na pilota myśliwca, znalazł miejsce w Korpusie Szturmowców.
Miał 19 lat, gdy postawił swoją stopę na Caridzie. Gdy pierwszy raz założył pancerz Szturmowca. Rok później składał przysięgę, ubrany w czarny mundur Korpusu.
Pamiętał tą chwilę, gdy poznał ich wszystkich. Hexa, Guru i jego... Codexa.
Młodzi, ogoleni na zero, bez szczeciny. Chudzi, niektórzy lekko umięśnieni jak on sam, pełni werwy i zapału. Właśnie ogłoszono skład drużyn. Ustawili się w szyku, według wytycznych, w już wyznaczonych drużynach. Zapamiętał dobrze tego równego sobie chłopaka o jasnoniebieskich oczach i blond włosach, zadziornych rysach twarzy. Podchodzący do życia z dystansem, żartując przy okazjach, zawsze będący duchem drużyny.
- CX-7611 - przedstawił się wszystkim, podając dłoń. A potem uśmiechnął, wyszczerzając całą klawiaturę. Gveir już wtedy wiedział, że Codex nie będzie nudnym typem, sztywnym służbistą bez własnej duszy. Czas pokazał, iż CX-7611 był doskonałym strzelcem.
Zawsze mogli polegać na jego talencie, ratował im dupy nie raz.
A teraz..

***

Teraz wyszły emocje. Gdyby tylko mógł, usiadłbym na ziemi, zdejmując hełm i zastygł na kilka minut. Gdyby tylko mógł. Wiedział jednak, że Codex tak samo jak on i cała sekcja, brnęliby do ukończenia misji.

Kolejne meldunki, tym razem od BOBa. Zdrada. Pierdolona zdrada w postaci bombardowania. Musi wyciągnąć z tego swoich ludzi i osobiście zastrzelić Inkwizytora. To on był winny śmierci Codexa.
- BOB.. czy Codex będzie w polu rażenia bombardowania? - wyrzucił z siebie, próbując przybrać chłodny ton maszyny. - Neya, wyślij zapis danych, naszych rejestratorów i wszystkiego co nagraliśmy do naszych przyjaciół w kontrwywiadzie. Szyfrowanie podwójne, znasz adres admirała. Niech się dobiorą tym skurwysynom do dupy. Hex, musicie wytrzymać, zaraz was zabieram..
- Kanonierka. - jego tajny as w rękawie. - Pełna moc silników, do mojej lokalizacji. Ekstrakcja.

I wtedy pojawiły się postacie. Źródło problemów, cel w który mógł trafić. Jedyne co zdołał wykrzyczeć to rozkaz, aby kryli się. Za późno, za wolno. Ruszył sprintem, w jednej ręce dzierżąc karabin, w drugą łapiąc Itterę. Lekką, kruchą, przerażoną kobietę - za pas. Pociągnął ją za sobą i niemal rzucił nad ziemią za osłonę. Nie przerwał biegu. Wyciskając z siebie wszystkie siły zanurkował pod porucznikiem Bahgarem, tuż obok, pojawiając się nieco przed nim. Ciągle na nogach, teraz lekko ugiętych, w małym rozkroku. Na tyle, na ile udało mu się wyhamować.
Podrzucił karabin do góry, przestawiając kciukiem na tryb Omega.
Wycelował w głowy, puszczając trzy szybkie wiązki. Tak jak go uczyli. Strzelanie dynamiczne, strzelanie intuicyjne. Wielogodzinne treningi, by oddać strzał życia.

I poczuł to. Nie wydał z siebie odgłosu, nawet stęknięcia. Jego ciało przyjęło energię, pancerz zadziałał osłaniając jego udo przed większymi konsekwencjami. Poczuł swąd oparzenia, a ból rozlał się po całym ciele.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 114
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez BZHYDACK » 21 Paź 2019, o 12:52

Wspomnienia były tym, które go teraz uratowały, ale trzeba było wrócić do rzeczywistości. Ruch było pierwszym, co zobaczył. Chociaż nie, nawet nie to. Instynkt, przeczucie, powiedziało mu o niebezpieczeństwie. Nie miał jednak czasu zareagować, wyrywając się z mentalnego ataku pozostał na otwartym terenie, wystawiony na ostrzał. Gveir był w ruchu, a ponieważ oparł się atakowi, mógł zareagować szybciej, osłaniając zarówno jego, jak i doktor Iterrę.

Rzucając się na ziemię w kierunku sterty gruzu, Bahgar widział jak dwóch przeciwników pada, zdjętych celnymi strzałami sierżanta. Komandos przypłacił jednak swój refleks i ofiarność trafieniem. Mimo świetnego wyszkolenia, w takim tempie nie był w stanie zabić wszystkich trzech.

Sierżant zachwiał się od trafienia, ale nie było już niebezpieczeństwa, dwójka przeciwników jeszcze nie padła na ziemię po trafieniach, a Bahgar już posyłał kulę w głowę trzeciego. Był pewien, że trafi, z takiej pozycji strzelał od lat. Nigdy nie chybił.
Gad pociągnął sierżanta za osłonę, cały czas celując w budynek, z którego wyszli napastnicy.
- Jest ich tam więcej. Czuję zapach. Dasz radę?
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 286
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 23 Paź 2019, o 13:06

- bezpośrednio biorę udział w kierowaniu ostrzałem panie Gvier. Wspomagam procesy namierzania. Nic wam nie grozi, ale jesteście przygwożdżeni póki co tam na dole. Pułkownik nie chce ryzykować ucieczki mocowładnego. Tylko wykwalifikowany personel może stawić mu czoła. - BOB rozwiał wszelkie wątpliwości odnośnie ostrzału, choć pierwsza reakcja sierżanta była uzasadniona. Inkwizytor w ogóle się nie przejmował ich stanem, najważniejsza była misja i miał zamiar ją wykonać za wszelką cenę. Gdyby się przejmował ich życiem z pewnością nie wysłał by ich na oślep ku takiemu zagrożeniu. Jedi, którego mieli zgładzić miał się okazać bardziej problematyczny niż był do tej pory. Wkrótce odezwał się sam inkwizytor ze swoim butnym rozkazującym tonem:
- wkraczam do akcji ze wsparciem. Zajmijcie silną pozycję GV-3921, zorganizujcie się przy tym budynku. Będę lada moment. Wytrzymajcie - zapewnił przez komunikator Durhash. Gveir zaś usłyszał potwierdzenie odebrania rozkazu przez kanonierkę. Hex zgłosił też osłabione ataki stworów. Mogli wytrzymać bez ciągłego ciężkiego ostrzału.
Tymczasem z budynku zaczęli wybiegać żołnierze, którzy otworzyli ogień. Dziesiątki. Bahgar oczom nie wierzył, wyczuwał zaledwie kilku. Gveir również po raz pierwszy w życiu widział coś takiego, by strzelać do duchów. Celny ostrzał trafiał wrogów, ale Ci się rozpływali w powietrzu i zaraz potem wyskakwiali kolejni. Niektóre widma w swej liczebnej przewadze, zdołały zając pozycję i oddawać strzały i choć blasterowe wiązki były również fałszywe, to niektóre z nich... były jednak prawdziwe. Sądząc po syczącym odgłosie trafienia w metalową blachę, która go osłaniała, Bahgar i Gveir mogli szacować, że w tym całym zamieszaniu było zaledwie dwóch prawdziwych strzelców, ciężko było jednak ocenić z dokładnie którego kierunku strzelali, a jeszcze trudniej wymierzyć broń. Musieli się przemieszczać, zmieniać pozycję. Gdy tylko się wychylali nacierała na nich nawałanica nierealnych boltów i odruchowo komandosi chowali się z powrotem za zasłonę. Kanonierka zaś miała przybyć lada moment

*** Tymczasem inkwizytor... ***

Tak, właśnie już zjeżdżał windą do swojego promu bojowego z czwórką swoich najlepszych ludzi, którzy czekali do tej pory nie wspomniani. W oznaczonym miejscu ostrzał artyleryjski miał zrobić wyłom w odkrytym górnym poziomie miasta nad miejscem akcji, by ten mógł bezpośrednio wlecieć. Wchodził już na prom, wydawał ostatnie rozkazy odnośnie działań ISD nad powierzchnią. Już wystartowali, kiedy to dostał pilne połączenie wychodzące od ISD Helion.
- tutaj pułkownik Fegson! Macie natychmiast wycofać swoich ludzi z powierzchni Taris! Zostajecie odsunięci od działań inkwizytorze! Taka padła decyzja chwilę temu! - wychudzony stary niski człowieczek w poważnym mundurze dowódcy zwrócił się ostro poprzez hologram. Jego słowa padały jak karabin maszynowy, a puste spojrzenie nie przywykło słuchać obiekcji.
- podzielam poczucie humoru pułkowniku, ale jesteśmy w trakcie. Proszę nie wtrącać niekompetentnych działań ISB do inkwizycji. Znaleźliśmy drania. Nie ucieknie. A przede wszystkim nie Wy tutaj dowodzicie - odparł Durhash
- mamy niepodważalne dowody o Twoich poczynaniach! Jesteś odsunięty od służby w trybie natychmiastowym w celu wszczęcia procesu! Jeśli nie odsuniesz się od zadania i się natychmiast nie wstawisz, uznam to za zdradę!
- tak jest panie Fegson. Pierw trzeba wycofać bezpiecznie mój zespół. Już przechodzę do procedury ekstrakcji drużyny. Przerywam akcję - Durhash rozłączył połączenie i rzucił krótko do pilota promu:
- kontynuujemy akcję. Złapiemy sukinsyna.

***

Do dyspozycji macie kanonierkę, która lada moment przybędzie. Pozwalam wam wyjaśnić w jaki sposób uda się wam dostrzec tych dwóch realnych strzelców, wśród chmary iluzji i opisać jak udaje wam się utrzymać pozycję wokół budynku. Liczę jednak wtedy na ciekawą koncepcję i ciekawy opis. Polecam w tym przypadku dogadać się co kto robi i jak przez PW, ale nie musi to być konieczne.

Możecie też nawiać tą kanonierką, jeśli Gveir ma zamiar dalej dokonywać ekstrakcję i wycofać się w jakimś kierunku. Gveir odpisujesz pierwszy, jako że jesteś dowódcą drużyny. Pomysł przed publikacją oczywiście można ze mną skonsultować przez PW, gdyby były wątpliwości co można itp.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 25 Paź 2019, o 13:21

Kryli się za osłonami. Trudno było przyzwyczaić się do tego, że ogromna część boltów była fałszywa. Tylko czasami, spośród nich, przebijały się syki prawdziwych boltów wystrzelonych przez blastery. Dwóch. Zostało dwóch.
- Poruczniku - powiedział na głos, bez korzystania z linku. Jego głos był zniekształcony przez interkom. - Ja położę ogień zaporowy, a pan wrzuci dwa granaty. Na pewno pan ich wyczuwa, ja mogę określić ich przy pomocy termowizji. Zróbmy to jak najszybciej.
Wręczył Bahgarowi dwa granaty, po czym zaczął
wydawać dalsze rozkazy
- Hex, odpalcie granaty które ma na sobie Codex, albo połóżcie na nim ładunek zapalający. Znasz procedurę. Niedługo ekstrakcja, musicie się utrzymać. Guru, oznacz swoją pozycję dymnym, to będzie sygnał dla kanonierki. Z tego miejsca nad podejmie. Musicie się utrzymać jak najdłużej, najlepiej będzie jak zmienicie pozycję i pobiegniecie do Guru, który siedzi na jakimś budynku.
Zmienił kanał na kanonierkę
- Kanonierka, szykujcie broń. Będziecie musieli podlecieć blisko, z pełną osłoną ogniową. Dostaniecie znak granatem dymnym o kolorze zielonym. Tam macie się zatrzymać.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 114
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez BZHYDACK » 31 Paź 2019, o 12:50

Powietrze przecinały bolty blasterowe. Całe dziesiątki naraz. Bahgar i Gveir kryli się przed każdym, bo nie sposób było rozpoznać, które z pocisków są prawdziwe, a które jedynie iluzją. Dopiero po trafieniu było można się zorientować, bo prawdziwe bolty zostawiały wypalone ślady, a fałszywe po prostu znikały.

Gveir wręczył mu dwa granaty, chcąc, by Bahgar określił położenie celów za pomocą węchu. Niełatwe. Ale porucznik robił już takie rzeczy w przeszłości.
- Na mój znak, sierżancie.

Rzucił. I zamknął oczy.

Oczywiście, cały czas czuł zapach otoczenia. Potrzebował jednak skupić się, wyfiltrować poszczególne wonie. Każdego z nich. Skoncentrował się. Nie było wiatru, czasem tylko lekki podmuch oczyszczał atmosferę. To mogło nawet ułatwić zadanie.

Bahgar odetchnął. Powoli wciągnął powietrze.
Czuł ich obu. Początkowo ciężko ich było odróżnić, ale powiew zwiał zapachy. Rozdzielili się. Jeden zapach był delikatni mocniejszy od lewej. Gad skoncentrował się bardziej.
Czuł też ich broń. Rozgrzany metal luf i zjonizowane powietrze po przejściu boltów. Zapach spalenizny po trafieniu. Trochę z lewej bolt właśnie wypalił dziurę w kawałku gruzu. Zapach, swąd ozonu pokazał porucznikowi kierunek dokładnie. Odczekał. Powtórzył to z drugiej strony. Tamten strzelał szybciej, więc i określić go było łatwiej.
Kierunki znał. Nie całkiem dokładnie, ale nie musiał tego wiedzieć. Miał tylko rzucić granatami. Pozostało ocenić odległość. Tutaj jednak musiał zdać się na przeczucie. Jeśli w linii zapachu będzie tylko jeden - to dobrze. Jeśli więcej - nie są aż tak daleko od siebie. Dodatkowo, miał jeszcze termowizję. Nie próbował jej do tej pory, może widma nie dają ciepła?

Odbezpieczył granaty.

- Teraz.

Gveir nastawił pełną moc na tarcze i wychylił się, od razu otwierając ogień. Bahgar odczekał krótką chwilę, wychylił się i rzucił oba granaty równocześnie. Nie czekał, nie patrzył, od razu schował się za osłonę, tak jak i sierżant. Dobiegł ich huk eksplozji.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 286
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 3 Lis 2019, o 09:40

Gveir jak tylko wychylił się od razu skupił na sobie zmasowany ostrzał. Musiał wytrzymać ten widok, który oznaczał śmierć. Serce mu zastygło, gdy rozbijały się na nim fałszywe bolty. Były też i prawdziwe, które w końcu przebiły się przez tarcze. Dwa trafiły jego pancerz. Ten jednak niczym wierna zbroja, w pełni ochroniła go przed przetapiającą wiązką, zostawiając jedynie dymiące ślady na barku i klatce. Tarcza zaś potrzebowała chwili by się zresetować.
Z przyśpieszonym oddechem schował się ponownie za zasłonę, trzymając karabin z całych sił. Emocje wciąż w nim kipiały. Codex zginął. Przez niekompetencję i arogancję inkwizycji, która wysłała ich na przeciwnika bez danych, bez przygotowania, bez planu.

Eksplozje zaraz potem przyniosły błogą ciszę ze strony niezliczonych widm, przerywaną jedynie ostrzałem artyleryjskim, który lądował gdzieś tam w tle. Wszystkie cele zostały wyeliminowane, a widma zniknęły. Wróg został pokonany, albo chociaż kolejna dwójka opętanych. Z nie tak całkiem daleka można było usłyszeć nadejście kanonierki.
- Sir! Widzimy was! Otwieramy wejście! - zameldował szeregowy Ludomiv. Pojazd zbliżał się i powinien się zatrzymać, będąc w odpowiednim miejscu. To jednak się nie stało.
- BLAAAAAA!!!.... - krótki przerwany krzyk w komunikatorze zapowiedział zderzenie się kanonierki o wystający fragment metalowej kondygnacji Pojazd zatrzymał się awaryjnie i znieruchomiał wbity nieco w przeszkodę.
- Szeregowy?! Szeregowy!!!? - Gveir nie dostał odpowiedzi ani od Grackosa, ani od Ludomiva. Zamiast tego poczuł jak niewidzialna siła zaczyna wdzierać mu się przez uszy do głowy.
Nagły pisk w uszach i przeszywający ból wydarł z niego krzyk. Czuł jak coś przebija jego oczy i dostarcza skaczącej z porażającą częstotliwością gammę pstrokatych barw, potęgując uczucie dezorientacji i męki. Zmiękły mu kolana, brzuch i serce ścisnęła siła, która wyrzuciła z niego wymiociny. Gdzieś w przebłysku świadomości wiedział, że teraz na czworaka walczy z przygniatającą go siłą. Odruchowo zdjął hełm, jakby czuł że brakuje mu miejsca na jego głowę. Krztusił się krwią, która spływała mu obficie z nosa, kiedy to zdzierał gardło w krzyku wewnętrznej walki z cierpieniem. Nie padł jednak płasko i nie pozwolił się pokonać. Jego pięści ściskały lufę i kolbę karabinu, którego nie miał zamiaru puścić. Żołnierska zawziętość trzymała go na tym świecie. Jeszcze chwilę temu zginął Codex, nie pozwoli zginąć reszcie. Nie, dopóki żyje. Nie, dopóki ma coś jeszcze do powiedzenia. Wola walki stawiała czoła potężnej technice mocy, która była zdolna zabić każdego. Która zabiła Ludomiva, Grackona i wielu innych...

Tymczasem w bezpiecznym miejscu przebywająca doktor wciąż trawiła to co ją spotkało na tej misji. Wizja, którą zobaczyła, może i w pierwszym momencie zdołała jakoś odeprzeć. Najwidoczniej jednak dopiero teraz do niej docierało, jak bardzo jest nieszczęśliwa, szczególnie, że adrenal tracił powoli siłę działania. Była na skraju załamania. Ocalona uprzednio przez brawurową akcję sierżanta siedziała skulona zmagając się z własną świadomością.
Wnet akcja nabrała niekorzystnego obrotu. Sierżant padł na czworaka walcząc uparcie z jakąś niewidzialną siłą. Zin wiedziała już o co chodzi. W ten właśnie sposób, ten jedi zamordował pilotów patrolu na orbicie Vinsoth. To była okrutna śmierć, wymyślona przez pokręconego psychopatycznego sadystę. Uległa pierwotnemu impulsowi empatii, który czynił z nich grupę. Nikt nie zasługiwał na taką śmierć. To tej jednej rzeczy była zdolna i zrobi co może. Ruszyła w stronę cierpiącego, nie licząc się z otoczeniem.
Podbiegła ku komandosowi, co walczył z postępującymi konwulsjami. Pierwszy zastrzyk, który miał go mocno znieczulić, wbił się w szyję. Chwilę później druga strzykawka z kolto wbiła się głęboko w nozdrza, neutralizując problematyczny krwotok. Wnet chwyciła go dłońmi za twarz i krzyczała z całych sił
- nie poddawaj się! Masz po co żyć! Nie poddawaj się! - kobieta powtarzała mantrę, a komandos poczuł jak udaje mu się odegnać ucisk na jego nerwy. Używka zaburzyła pełne działanie techniki. Odzyskał wzrok i słuch. Wszystko stało się jednak zagmatwane, jakby był mocno pijany i pod wpływem narkotyków. Miał jednak z powrotem władzę nad sobą i kojarzył na czym to skończyli. Mogli się wycofać do kanonierki. Ruchy jego jednak stały się ciężkie i miał trudności z szybkim wyrażaniem się, ale jego świadomość nadążała, pomimo drastycznych doznań.
Zin widząc, że jakoś udało się odegnać główny problem i mózg poszkodowanego nie zamienił się w bezpostaciową papkę, zaśmiała się głośno i nerwowo, niepewna przebiegu pierwszej pomocy. Chwyciła skaner medyczny i zbadała jego stan. Znalazła ranę na nodze, gdzie bolt trafił w słabiej opancerzone miejsce. Kolejny zastrzyk kolto, miał rozwiązać bieżący problem.


Nagle w uszach trójki śmiałków odezwał się suchy i ponury głos inkwizytora
- wytrzymajcie jeszcze trochę, jesteśmy w drodze. Bardzo blisko! - Zin od razu zignorowała polecenie pułkownika. Była na skraju, chciała opuścić to miejsce jak najszybciej i tylko skomentowała krótko zapłakanym głosem:
- uciekajmy stąd! On nas pozabija! Nie mamy szans!

Bahgar, odpisujesz pierwszy. W całej tej akcji gdzie Gveir zostaje powalony przez potężną technikę mocy, kaleesh wyczuwa subtelną różnicę w zapachu. Wróg jest blisko i nie widać go w żaden sposób. Tym razem łowca jest pewien, że nie ulega jakiejś iluzji. Wycofujesz się, czy namierzasz wroga?

Gveir możesz poprosić Zin o środek bojowy - adrenal, który postawi Cię na nogi. Odzyskasz wtedy pełnię działania, ale w związku ze zmieszaniem środku ze znieczulającymi, może dojść do powikłań po zakończeniu akcji. Adrenal możesz sobie podać w dowolnej chwili, niekoniecznie teraz.

Wycofując się ostatecznie możecie ograć jak wsiadacie trójką do kanonierki, gdzie dwójka martwych żołnierzy leży powykręcana i doprowadzacie do zebrania całego zespołu w punkcie ewakuacji i zebraniu wszystkich do kupy. Na tym się zatrzymajcie w tym wypadku. Jeśli Bahgar zadecyduje, że skupia się na namierzeniu wroga, wtedy ja odpisuję po Bahgarze, a Gveir po prostu traci kolejkę.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez BZHYDACK » 5 Lis 2019, o 22:42

Granaty odniosły skutek, przeciwnicy byli martwi. Kanonierka była już na miejscu, gotowa do podjęcia... co spełzło na niczym, gdyż pojazd grzmotnął w resztki metalowej konstrukcji przy akompaniamencie pełnych bólu wrzasków dobiegających ze środków łączności. Chwilę później sierżant Gveir padł, jak gdyby ciało po prostu odmówiło mu posłuszeństwa. Chociaż... właściwie tak było. Bahgar nigdy nie widział takiej sytuacji, ale przez ostatnie tygodnie zdarzyło się wiele, czego wcześniej nie widział. Zauważył, jak do sierżanta dopada doktor Iterra, wyraźnie przestraszona ale też zdeterminowana. Tak, wzięcie jej na misję nie było błędem, teraz, właśnie teraz pokazywała co może zrobić. Gad mógł zostawić sierżanta w jej rękach, zwłaszcza że coś innego przykuło jego uwagę.

Zapach.

Ten sam trop, za którym podążał, który znał z Vinsoth.

Mocniejszy, intensywniejszy. Bliższy.

Atak na kanonierkę nastąpił dopiero, gdy była tuż przy nich. Widocznie takie użycie Mocy, które tutaj zastosowano, miało ograniczony zasięg. Wróg musiał być tuż obok. Ale nigdzie nie było go widać.
Mógł być w budynku, ale to raczej odpadało, bo zapach się wzmocnił. Musiał być bliżej. Bardzo blisko.

Mogli się wycofać. Przebiec do kanonierki, uruchomić ją i odlecieć. Ale to byłoby tchórzostwem. Co więcej, byłoby głupie. Zostawić za sobą zagrożenie. Tym bardziej, że przeciwnik mógł nie pokazać jeszcze wszystkich swoich sztuczek. Nie, żeby bezpiecznie przeprowadzić ekstrakcję oddziału, musieli najpierw zlikwidować zagrożenie. Poza tym, byli to winni tym, którzy zginęli. Bahgar nie mógł pozwolić, by śmierć ich wszystkich poszła na marne.

Plus, oczywiście, była też chwała za zabicie mocowładnego. Ale teraz Kaleesh nie myślał o tym. Liczył się przede wszystkim JEGO oddział.

Wciągnął powietrze.

Zapach był wyraźny, ale nie pokazywał dokładnie kierunku. Ale Bahgar chciał zmusić wroga, by się ujawnił.

Puścił na pas karabin. Sięgnął do pasa i wyjął termodetonator i granat wstrząsowy. Zauważył przedtem, gdy biegł, i potem, gdy wcześniej rzucał, że ściana budynku, z którego wybiegali wrogowie, ma osłabienie w jednym miejscu. Związany walką, nie mógł tego wcześniej wykorzystać. Zmysłem sapera wiedział, że umieszczony tam ładunek zawali spory kawał ściany na przedpole. Przed wejście.

Wstał i rzucił najpierw granat wstrząsowy, mocno, daleko. By przyczepił się do ściany budynku. Następnie rzucił termodetonator. W kierunku zapachu, ale nieco dalej.
Wymierzył karabin. Eksplozje wyprzedziły huk krótkiej serii.

Nawet jeśli wszystkie ataki chybią, to automatycznie pokazywało to, gdzie wroga nie ma. A jeśli trafią to nawet jeśli mocowładny przeżyje, nawet jeśli wiele mu się nie stanie, to będzie musiał się ujawnić. A wtedy... BOB go namierzy.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 286
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 8 Lis 2019, o 20:19

*** Soundtrack ***

Komandos sprawnie i szybko wykonał czynności, które miały wypłoszyć cel. Jego karabin ostrzelał teren pod szerokim kątem, a odłamki zapadającego się fragmentu budowli rozrzuciły się szeroko docierając nawet do niego, niegroźnie odbijając się od jego pancerzu. Sama eksplozja stała się przyczyną dużego podmuchu powietrza i wtedy w pełnym skupieniu Bahgar zorientował się co było nie tak. Przeciwnik był już znacznie bliżej niż sądził. Od początku kierował się w stronę kanonierki.
Natychmiast się obrócił o sto osiemdziesiąt stopni, chcąc wymierzyć w realne położenie niewidocznego wroga. Podczas obrotu obok niego materializowała się z drżącego powietrza pozornie niegroźna postać przykurczonego mężczyzny, ubranego w imperialny kombinezon. Osobnik dzierżył jednak oburącz jakiś cylindryczny metalowy obiekt z którego uwolniła się szkarłatna świetlna klinga. Miecz świetlny.
Bahgar zobaczył swoją śmierć. Wiedział, że nie zdąży, wróg był za blisko. Pierwsze cięcie, pozbawiło go lewej dłoni i przecięło karabin, czyniąc broń bezużyteczną. Szybkie pchnięcie miało przebić jego szyję, kiedy to powietrze przecięła czerwona błyskawica, która przebiła się przez niewidzialną barierę wokół mocowładnego. I prawie sięgnęła jego ramienia, gdyby niewiarygodny refleks oponenta, który umożliwił mu sparować pojedynczą skoncentrowaną wiązkę. Pająkowaty droid dopiero teraz się ujawnił, dotychczas pilnując tyłów drużyny, zdawał się ponownie dokonywać obliczeń by wykonać kolejny strzał. Wnet rozpędzona sonda rzuciła się bezpośrednio, chcąc uderzyć wroga. Ten jednym eleganckim cięciem przepołowił ją na pół.
Interwencja droidów dała jednak komandosom czas na reakcję wobec mocowładnego.

To teraz tak...
Gveir odpisujesz pierwszy
Potem Bahgar. Kaleesh stracił lewą dłoń.
Rozgrywacie pierwszą turę walki z tym co macie. A do dyspozycji oprócz samych siebie macie doktor Iterrę, pająkowatego droida i ostatnią sondę, która jest jedynym łącznikiem i obiektywnym obserwatorem zdarzenia. W drugiej turze dołączą do was siły inkwizycji na czele których będzie stał ukochany Durhash.
Podkreślę fakt, że cała akcja była bez żadnego sensownego przygotowania i zostaliście rzuceni niczym króliki doświadczalne. W takiej liczebności i rozstawieniu nie pokonacie go w tej turze, ale możecie próbować przeżyć ^.^
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Gveir » 10 Lis 2019, o 18:00

Był mimowolnym świadkiem wszystkich wydarzeń. Ich działanie przyniosło skutek, dwójka realnych wrogów wyparowała w eksplozji detonatora termicznego - szybka, ale brutalna śmierć.
Ta cała misja była jednym, wielkim niepowodzeniem. Samowolą. Bez pomysłu. Przez tą zadufaną świnię, zginął Codex. Żołnierz, którego wartość znacznie przewyższała wartość inkwizytorskiego wieprza. Javelin 3-2 stracił część siebie, on stracił podwładnego. Kres musiał nadejść, ale nie w takich okolicznościach. Nie w obliczu masakry.
Skrył się za osłoną, gdy do jego komunikatora dotarł meldunek z kanonierki. Zaraz potem, w ułamku sekundy, świat wybuchł bólem, piskiem i szumami, grunt wariował i wyrywał się spod jego stóp. Upadł na kolana, amortyzując rękami. Ciągle zaciskał karabin, ale hełm spadł na ziemię. Sam go zrzucił, kierowany bólem i agonią. Nigdy nie czuł czegoś takiego. Ból był częścią jego życia, zazwyczaj był szybki, wznosił się nagle i opadał, albo powodował omdlenie. Teraz żył, a ból zdawał się potęgować z każdą chwilą. Zupełnie tak, jakby chciał by Gveir żył i był świadkiem ostatnich okruchów swojego jestestwa.
Zbyt wielu zginęło. Czarna karta w jego aktach, oczami wyobraźni widział to wszystko - dziesiątki raportów, degradacja i możliwe, że sąd wojskowy nad nim. Dwóch szeregowych, pilotujących kanonierkę. Starszy szeregowy, bo taki stopień posiadał Codex. Zbyt wielu.
Obiecał, że przeprowadzi ich żywych przez największe piekło. Zawsze powtarzał, że nie zbroja czyni ich komandosami, a wyszkolenie. Czarny pancerz wspomagał, chronił i siał spustoszenia w psychice przeciwników, ale zawsze mogli walczyć bez nich. Byliby równie skuteczni.

Nawet nie wiedział kiedy dopadła do niego doktor Ittera. Nie słyszał co mówiła, wibracje głosu docierały ze wszystkich stron. Łamał się i szarpał. Kobieta się bała, panikowała.
Potem poczuł dwa strzały. To leki, które pomogły mu wyjść z gówna. Opadł na tyłek, wlepiając szeroko otwarte oczy w jakiś punkt.

Odwrócił się w kierunku, z którego dochodziły wybuchy. Widział porucznika Bahgara. Widział też to, co nie miało prawa istnieć. Wyłaniające się z niesamowitą prędkością. Niepozorne. Sprawstwo całych kłopotów. Niepozorny mężczyzna w za dużym kombinezonie. Poruszał się zbyt szybko. Nienaturalnie.
I wtedy usłyszał syk. Dziwny dźwięk, którego nie da się opisać jednoznacznie. Widział jak z dłoni mężczyzny wystrzelił snop czerwonego światła, jak stoi przy poruczniku. Widział śmierć oficera. Zamach, za którym szedł długi dźwięk. Słup światła zaśpiewał, raniąc porucznika. Poczuł swąd palonego mięsa, ale Bahgar nie krzyknął. Był gotów na śmierć, zbyt wolny dla nienaturalnego tworu.
Powietrze rozdarł znajomy dźwięk boltu. Ciężkiego boltu. Krecha czerwonego światła przeleciała obok porucznika, z precyzją snajpera albo.. droida. Ale on.. on odbił bolt!
Gveir patrzył jak zaczarowany. Starzec odbił krechę. Przepołowiona sonda leżała u jego stóp, chcąc staranować wroga.
Zdecydowanym ruchem założył hełm, wcześniej wycierając przedramieniem twarz z krwi.
- Javelin 3-2, do mnie. Włączyć tarcze, mamy kontakt z przeciwnikiem. To mocowładny, jest niezwykle szybki i włada dziwną bronią. Hex, ładuj jeden ogłuszający. Neya, będziesz stawiać zaporę. Guru, przejmujesz rolę snajpera. Za osłonami, zmieniamy się i przemieszczamy po każdym strzale. Ciągle w ruchu. Szyk szachownicy. Blastery na tryb Omega. - wrzucił z trudem. Przełączył swój karabinek na tryb Omega. Silne wiązki, które pobierały znacznie więcej baterii. Moc porównywalna boltów z DLT-19, z szybkostrzelnością E-11 i niezwykłą kontrolą nad ogniem.
- Zin, weź się w garść. Poprowadź droida tak, by wspomagał nas ogniem i ciągle zmieniał miejsce, najszybciej jak mógł. Skokami. Strzał i odskok, najlepiej w losowe miejsce, komputer wyliczy to.
Przysięgał sobie, że jeśli przeżyje to wszystko, zastrzeli Inkwizytora na miejscu. Wypali mu dziurę w czaszce, albo razem z sekcją rozstrzela go i jego ludzi.
Awatar użytkownika
Gveir
Gracz
 
Posty: 114
Rejestracja: 7 Kwi 2018, o 14:10

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez BZHYDACK » 13 Lis 2019, o 03:43

Nie miał czasu na reakcję. Przeciwnik był tuż obok. Pod zasłoną iluzji podszedł go tak, jak nigdy wcześniej żadne stworzenie. Ale też i Bahgar nigdy wcześniej nie spotkał się z takim wrogiem. Wiedział, teraz był pewien, że tak blisko nie ma najmniejszych szans. Bez tarczy, ze schowanym mieczem, tylko jedną miażdżyrękawicą na prawej dłoni. Ale nawet gdyby był w pełni gotów, to jego szanse byłyby niewielkie. Wróg był po prostu za szybki.

Nie poczuł nawet bólu. Po prostu nagle widział, jak jego karabin się rozpadł, a jego dłoń leży obok jego szczątków. Automatycznie sięgnął lewą ręką po miecz, dopiero wtedy orientując się, że nie ma czym go złapać. Zamiast tego zahaczył kikutem o bandolier z ładownicami, równocześnie odskakując poza zasięg... miecza? Tak, laserowego miecza. Korzystając ze sposobności, którą stworzył mu droid doktor Iterry, odskoczył dalej, odsuwając się od linii strzału Gveira, zerwał bandolier i cisnął pasem z magazynkami w przeciwnika. Może zareaguje instynktownie i zasłoni się mieczem, a wtedy cała amunicja eksploduje mu w twarz. A jeśli nie, Bahgar posłał jeszcze kilka boltów z blastera w prawym naramienniku. Nie tyle chciał trafić, przecież widział, jak wróg odbija bolty, bardziej chciał go zmusić do defensywy, odbijania ataków z kilku kierunków. Bolty z tego blastera nie były szczególnie silne, nie mogły zaszkodzić zbroi jego czy Gveira, ale stanowiły zagrożenie i musiały być brane pod uwagę. I mogły również wysadzić magazynki.

Gad skupiał się jednak przede wszystkim na zwiększeniu dystansu. W jego obecnym stanie nie mógł zrobić wiele poza próbą odwracania uwagi przeciwnika.
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 286
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Taris] - Zaginiona ekspedycja?

Postprzez Mistrz Gry » 14 Lis 2019, o 01:43

W tle zaczęły grzmieć liczniejsze uderzenia ostrzału artyleryjskiego, a sklepienie nad śmiałkami, zaczęło zrzucać w dół metalowe odłamki, trzęsąc się od potężnego ognia. Nie była to zapowiedź dobrej nowiny.
Kaleesh odskoczył i rzucił bandolier w stronę wroga. Ten bez pośpiechu machnął wolną ręką, jakby odganiał muchy, odrzucając na bok niewidzialną siłą miotnięty przedmiot. Bahgar wnet skorzystał z naramiennego działka. Bolty zasypały postać mocowładnego. Jednakże wszystkie pociski zdawały się być absorbowane przez jakąś barierę wokół wroga.
Sam przeciwnik tym razem zdawał się w ogóle nie śpieszyć. Szedł powoli w stronę kaleesh, trzymając miecz przy ziemi. Kompletnie lekceważył go i wszystko dookoła, swoją postawą wręcz prowokował. Wnet droid ponownie wystrzelił wiązkę, przebijając się przez barierę oraz przez ciało wroga. Punkt witalny. Na wylot. Ten jednak dalej szedł i szedł, kompletnie ignorując ranę w klatce piersiowej. Komandosi słusznie doszli do natychmiastowego wniosku. Była to kolejna wymyślna iluzja. Bahgar skupiając się na zwiększeniu dystansu zgubił zapach tropu przeciwnika. Wróg bawił się z nimi.

Nagle z góry nadleciał imperialny prom, zalewając iluzję mocowładnego ciężkim gęstym ogniem. Tumany kurzu i metalowe odłamki zostały wyrzucone w powietrze. Imitacja wroga oczywiście zdawała się nie przejmować takim ostrzałem, wciąż spokojnie krocząc w kierunku Bahgara.
Na tle sklepienia ogromnych metalowych konstrukcji pojawiło się też niezbyt spodziewane zagrożenie w postaci imperialnych Defenderów, które... ścigały i ostrzeliwały prom inkwizytora!
- gdzie ten prawdziwy?! Musi... - krzyknął przez komunikator Durhash. Zaraz później odezwał się głos BOBa, który wyciszył resztę komunikatu inkwizytora:
- sierżancie, poruczniku raport. Imperialna flota ruszyła w kierunku naszej lokalizacji. Pułkownik Durhash został uznany za zdrajcę. Gwiezdny niszczyciel inkwizytora ogłosił kapitulację, udało mi się jednak zhackować sterowniki napędów okrętu, by ten wziął kolizyjny kurs na kierunek ostrzału bombardowania. Imperialna flota wstrzymała częściowo ostrzał terenu, nie chcąc tracić okrętu. Mamy jednak niewiele czasu, musimy się wydostać z tego rejonu
- o czym Ty mówisz BOB?! - Iterra widać nie załapała sensu słów sztucznej inteligencji w pierwszym momencie
- misja została skompromitowana. Ludzie inkwizytora i wszyscy, którzy brali udział w operacji zostali aresztowani, albo straceni w podejrzeniu o zdradę. Przewiduję najgorsze.
- niemożliwe... zdołamy jakoś się stąd wydostać?! Uciekniemy ze strefy rażenia?!
- jeśli niezwłocznie wsiądziecie na pokład Exteriora, powinno nam się udać wymsknąć przez dziurę we sklepieniu, którą zrobił Durhash. Kamuflaż i systemy zagłuszające powinny nam dać szansę uniknąć kontaktu i oddalić się od zagrożonej strefy. Mamy mało czasu. Przewiduję osiem minut nim uda się technikom, w pełni odzyskać systemy ISD. Musicie się zebrać w jakimś miejscu, a was odbiorę!

- Gvier? Zbliżamy się wedle rozkazu, ale dochodzą nas niepokojące odgłosy. Flota dokonuje bombardowania terenu? - sierżant usłyszał komunikat od Neyi, gdzieś pomiędzy rozmową Iterry i sztucznej inteligencji.

Zgubiliście ślad moczera, który się już nie pokaże w tym rozdziale. Prom inkwizytora zostanie zestrzelony w następnej turze przez defendery i ogólnie jednostki powietrzne zainteresowane są głównie tym widocznym statkiem póki co. Możecie w kilku postać ograć jak dostajecie się na Exteriora, który podleci we wskazane miejsce. BOB zakamuflował statek znacznie wcześniej, chcąc pozbyć się zainteresowania rakghouli jego obecnością i jest w stanie pokierować małym statkiem, tam i z powrotem, kiedy zainteresowanie będzie na sobie skupiać wkrótce-martwy-inkwizytor.
Ostatnia sonda, która była świadkiem całego zdarzenia, wszystko ładnie nagrała. Walkę oraz rejestry odczytów receptorów, które skanowały cały obszar. To już dobry początek i niezły materiał... niebezpieczny materiał.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

PoprzedniaNastępna

Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron