Content

Zewnętrzne Rubieże

[Zygerria] Na ratunek

Image

Re: [Zygerria] Na ratunek

Postprzez Caleb Quade » 24 Lut 2021, o 16:41

Quade uniósł swoją szklankę by upić kolejny łyk drinka, nim zdecydował się odpowiedzieć czarnoskóremu gladiatorowi. Informacja o turnieju wzbudziła jego ciekawość. Wpisywało się to w scenariusz "poszukiwania nowych talentów" dlatego też postanowił uzyskać więcej informacji.
- Oh, jesteśmy łowcami, to się zgadza. Jednakże łowimy talenty, dla naszego mocodwacy - powiedział kręcąc ręką z drinkiem, lekkie kółka, dzięki czemu zawartość rozbijała się o ścianki szklanki, perląc się i mieniąc w sztucznym świetle lokalu.
- Mniemam, że chodzi Ci o turniej gladiatorów? Z uwagą będziemy się mu przyglądać, wraz z moją towarzyszką. Jeszcze nie tak dawno, pewnie i sam wziąłbym w nim udział... - dodał z udawaną tęsknotą w głosie. Pozwolił by jego wzrok rozmył się delikatnie w imitacji zamyślania, jakby zatopił się we wspomnieniach dawnych walk i zwycięstw na arenie. Obserwujący go rozmówcy, mogli odnieść wrażenie, że Quade odpłynął w krainę marzeń, jednak nim efekt się utrwalił, przemówił ponownie:
- Moi ludzie, mają swoje zadanie, a jest nim sprawowanie pieczy nade mną i obecną tutaj Kittani skinął delikatnie w kierunku atrakcyjnej kobiety - Chociaż każdy kto zna ją choć trochę, wie, że to niebezpieczna kobieta - dodał jeszcze uśmiechając się przy tym delikatnie.
- Tak czy inaczej, Viego, jak mniemam, Ciebie w turnieju na pewno zobaczymy?
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 360
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Zygerria] Na ratunek

Postprzez Mistrz Gry » 25 Lut 2021, o 13:14

Mężczyzna twierdząco skinął głową.
- Będę walczył w imieniu Gorkeva Wesvina. Słyszeliście o nim?
Caleb i Kittani zgodnie zaprzeczyli, więc Viego zwilżył wargi zawartością kieliszka i kontynuował.
- Wesvin to dość znany w pewnych kręgach… – zawahał się na moment –… przedsiębiorca. Dość blisko współpracuje z armią imperialną. W jego fabrykach produkowana jest część zaopatrzenia.
- Doprawdy… – mruknął w zamyśleniu Caleb.
- Cały ten turniej to rozrywka dla sporej grupy ważniaków. Przygotowano nawet ponoć jakąś specjalną atrakcję. Coś, czego nie widziano od lat, jak krążą plotki. W grę wchodzą naprawdę spore kwoty, zwycięzca zgarnia wszystko. Przede wszystkim prestiż.
- A ty co z tego masz? Chociaż jakiś procent od wygranej? – zagadnęła Kittani.
Gladiator zakrztusił się przełykanym właśnie trunkiem, wypluwając sporą jego część na kontuar i spryskując najbliższe otoczenie. Oczy zaszkliły mu się od łez.
- Procent z wygranej – powtórzył wreszcie z trudem, gdy zdołał opanować napad śmiechu. W końcu uspokoił się i otarłszy łzy, które popłynęły mu po policzkach, podjął rozmowę. – Ma pani doskonałe poczucie humoru. Moim przywilejem jest własny pokój, zapewnione wyżywienie i możliwość wyjścia poza mury cytadeli. Sporo w porównaniu do niektórych uczestników, jednak wszystko ma cenę.
Odsłonił obrożę zasłoniętą do tej pory kołnierzem, bacznie przyglądając się reakcji swych rozmówców. Szybkie spojrzenie jakie wymienili, nie umknęło jego uwadze. Podejrzliwie zmarszczył brwi.
- A teraz zupełnie serio. Kim wy jesteście? Nie paracie się na pewno handlem niewolników, nie wciśniecie mi kitu. Nie jesteście też zaproszeni na turniej, a jesteście pewni, że będziecie śledzić jego przebieg. Tylko goście gubernatora mogą wejść obecnie na teren cytadeli, a ci zjawią się tu dopiero jutro.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zygerria] Na ratunek

Postprzez Caleb Quade » 4 Mar 2021, o 22:57

Wraz z ubywaniem płynu w szklankach, rozmowa schodziła na konkretniejsze tematy. Osoba, którą wymienił Viego, jak przewidywał Caleb, była nie byle kim w tym systemie. Quade miał przeczucie, że "reprezentowanie" w tym przypadku miało drugie dno.
- Doprawdy... - mruknął w zamyśleniu, przetwarzając nową informację. Powiązania z Imperium nie były niczym nazbyt szczególnym, tym bardziej na świecie takim jakim była Zygerria. W latach świetności Starego Imperium niewolnictwo była na porządku dziennym - przynajmniej na światach, odrobinę oddalonych od tego wspaniałego centrum galaktyki - jak postrzegane były i nadal są Światy Jądra. Niewolnictwo było jak potwór o wielu głowach - odcinasz jedną, a na jej miejsce wyrastają kolejne dwie. Przez lata "pracy" jako pirat, Quade dochrapał się nie małej reputacji jako pogromca poganiaczy niewolników. Nigdy nie tolerował tego procederu, brzydził się nim i nigdy nie miał litości dla istot przykładających ręką lub inną kończynę, uznawaną za rękę w danej rasie, do niewolnictwa. Nachmurzył się mimo woli i słuchał dalej doświadczonego gladiatora. Kolejną ważną informacją, którą wyłowił była ta tajemnicza "atrakcja", o której wspomniał mężczyzna. Moc podpowiadała, że tą atrakcją może być Shiris na arenie. Nigdy nie była zbytnio wojowniczo nastawioną istotą. Na przekór ogólnemu trendowi, i co objawiło się w niestety tragicznych okolicznościach, jej talentem była bardzo rzadko spotykana umiejętność leczenia z użyciem Mocy. Rzadka i unikalna, a więc i pożądana, co tłumaczyło też jak ważna jest dla rodu Tyne. Kłóciło się to z teorią, że może być ona atrakcja na arenie, chociaż nie koniecznie musiała wystąpić w roli gladiatorki.
Przemyślenia Quade'a przerwało pytanie Kittani, a raczej reakcja ich rozmówcy. Gladiator o mało co nie udławił się ze śmiechu, jednak był to gorzki śmiech, przez zły, chociaż z jego postawy nie dało się tego wyłapać. Dzięki Mocy Quade widział i czuł więcej, toteż gdzieś tam, pod przykrywką doświadczonego i dumnego wojownika, był ból i żal, że choć sławny i tak wielokrotnie niezwyciężony, nadal był tylko gladiatorem-niewolnikiem. Ale czy tam gdzieś, we wnętrzu tliła się jeszcze chęć odzyskania wolności? Viego odsłonił kołnierz, pod którym skrywała się obroża niewolnika. Był pirat rzucił ukradkowe spojrzenie kobiecie, co oczywiście nie uszło uwadze czarnoskórego. Spoważniał i zaczął zadawać konkretne pytania. Caleb westchnął i opróżnił swoją szklankę, pozwalając by drink zapalił go w gardle. Odstawił puste szkliwo na blat i nachylił się ku Viego. Obdarzył go jednym z tych spojrzeń, które było zimniejsze od lodowców na Hoth, ale i jednocześnie zdradzało czystą szczerość. Niczym innym niż zrządzeniem Mocy nie mógł nazwać tego spotkania. Czuł, że gladiator jest osobą godną zaufania - mniejszą pewność, miał jednak co do właściciela przybytku. Gdyby jednak się pomylił i zaszła potrzeba uciszenia rozmówców, Caleb wiedział, że jest w stanie tego dokonać szybciej niż wprawny karciarz wypowiada słowo "sabbak".
- Jak już wspomniałem, szukamy wartościowych ludzi, dla naszych mocodawców. Szukam też kogoś - mając tu na myśli Shiris - ale i znalazłem już dwie osoby - pomyślał tym razem o złotoskórej kelnerce i o samym Viego - Moja a raczej nasza misja to poszukiwanie. Szukamy tych, którzy chcą otrzymać nową szansę od losu, odmienić swoje życie, lub po prostu opuścić ten świat. Chcemy dać im wybór i możliwość zrobienia czegoś dla dobra ogółu. Czegoś czego Imperium nie może i nie chce zapewnić. Wolność.
Cała ta piękna przemowa, pełna pasji i wiary w słuszność idei zabrzmiała tylko w głowie Kittani i Viego. Dla kobiety nie powinien to być szok, jako, że postawiła już pewne kroki w zrozumieniu Mocy. Reakcja mężczyzny mogła mu wiele powiedzieć - choć ten pięćdziesięciolatek, nie jedno już w życiu widział, i osoby Jedi na pewno nie były mu obce.
- Jak już wspomniałem przyjacielu, i jak sam zauważyłeś wcześniej - szukamy okazji - powiedział na głos jak gdyby nic szczerząc zęby w uśmiechu.
Chcesz dowiedzieć się więcej? Mogę zdradzić Ci co nieco, ale nie tutaj dodał jeszcze niewerbalnie, lekkim skinieniem wskazując wyjście.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 360
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Zygerria] Na ratunek

Postprzez Mistrz Gry » 8 Mar 2021, o 16:08

Gubernator Tyne wyszedł na taras swego apartamentu i odetchnął głęboko nocnym powietrzem, przynoszącym ulgę po spiekocie dnia. Rozciągające się u jego stóp Tiryns powoli zasypiało, jakby chciało zebrać siły przed nadchodzącymi wydarzeniami. Dobiegający sześćdziesiątki Zygerrianin uśmiechnął się do siebie w zadowoleniu i podrapał po łebku blisko półmetrową, czterooką jaszczurkę, która usadowiła się na jego ramieniu. Po latach upodleń ze strony jedi i republiki, jego ojczyzna zdołała stanąć na nogi. Początkowe lata życia nie były dla niego łatwe, zaszczepiając w nim jednak pewne cechy niezbędne do odniesienia sukcesu. I faktycznie, gdy zajął wreszcie należne mu stanowisko, Tiryns rozkwitło, odzyskując część swej dawnej świetności. Jego rządy przez wielu uważane były za bezwzględne, lecz koniec końców zapewniały miastu i planecie zastrzyk gotówki. Rodowici Zygerrianie bezgranicznie go wielbili, zaś w przypadku osób trafiających pod jego skrzydła wbrew swojej woli, sytuacja była zgoła odmienna. Póki jednak wszelkie podistoty zapewniały mu dochód, nie miało to dla niego najmniejszego znaczenia.
Nadciągające dwa dni miały mu zapewnić wszystko, czego pragnął. Pozycja gubernatora nigdy nie była szczytem marzeń Tyne’a, który coraz śmielej sięgał ku imperialnym kontaktom i wpływom. Organizowany turniej był dla niego niepowtarzalną szansą. W końcu miał w garści argument, który musiał robić wrażenie, przy odrobinie szczęścia zapewniając mu świetlaną przyszłość. Wszystko było gotowe i dopięte na ostatni guzik. Przeprowadzono nawet próbę fajerwerków. Gubernator mechanicznie głaszcząc swego chowańca, uniósł głowę ku gwiazdom snując plany.

***

Viego wyprostował się jak porażony, gdy Caleb przekazał mu niewerbalną wiadomość. Gladiator rozejrzał się zdezorientowany, szukając jakiejkolwiek reakcji u pozostałych osób znajdujących się w barze. Napotkał jedynie wbite w siebie spojrzenia nowopoznanego mężczyzny i jego pięknej towarzyszki. Natłok myśli zalał jego umysł, podsuwając rozmaite scenariusze i możliwości. Ta najbardziej oczywista wydawała się jednak nierealna. W końcu imperium znane było ze swej skuteczności. A jednak…
Gladiator delikatnie trzęsącą się ręką odstawił szklankę na blat i rzucił obok należność za drinka.
- Trafiliście na nieodpowiednią osobę – odparł, lecz jego wzrok zdawał się zaprzeczać wypowiedzianym słowom. Ledwo dostrzegalnym ruchem oczu, gladiator wskazał na wyjście. – Życzę powodzenia w poszukiwaniach. Do następnego, Autsio – rzucił do właściciela lokalu i pewnym krokiem wyszedł na ulicę, mijając niewielki oddział Caleba.
- Powodzenia na turnieju – rzucił Zigurranin i odprowadził go wzrokiem zza kontuaru, by po chwili udając zajęcie bieżącymi sprawami, skierować całą swą uwagę na nietypowych gości.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6990
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Zygerria] Na ratunek

Postprzez Caleb Quade » 5 Kwi 2021, o 10:56

Quade odprowadził niedawnego rozmówcę wzrokiem. Viego był tym kogo Caleb potrzebował - a pospieszne opuszczenie przez gladiatora lokalu, było spowodowane niczym innym niż szokiem. Jedi nie byli widziani w galaktyce od lat. Wszelkie incydenty związane z pojawieniem się ich tu czy tam, szybko były weryfikowane przez Imperium i Inkwizycję. Dawno, dawno temu Jedi doprowadzili do upadku niewolniczego procederu na tej i wielu podobnych Zygerri planetach. Czy ponowne pojawienie się użytkowników Mocy na tym świecie mogło zwiastować rychłe zerwanie łańcuchów? Czy znów odzyskają wolność?
Natłok myśli przelatywał przez głowę gladiatora, a Caleb czytał z niego jak z otwartej, starodawnej księgi. Przepływ myśli i uczuć urwał się wraz z opuszczeniem baru przez czarnoskórego. Caleb zakręcił resztką płynu w szklance, stuknął dnem w kontuar i uśmiechnął się łagodnie, jak gdyby nigdy nic do barmana-właściciela. Nie dawał po sobie poznać, że zdarzyło się coś anormalnego. Powoli uniósł szklankę do ust dopijając egzotyczną mieszankę. Odstawił puste szkliwo na blat i oparł się o niego dłoniami, wstając z krzesła.
-Na nas już pora, gospodarzu. Dziękujemy za gościnę - powiedział i skierował się ku wyjściu. Sprawa gladiatora nie została zakończona - koniec końców, jego ludzie mieli ekwipunek Viego, a sama ich rozmowa nie dobiegła końca. Z Kittani u boku wyszli na ulicę. Dzień powoli dobiegał końca, toteż okolicę zaczęły rozświetlać sztuczne światła latarni. Oddział Brimlocków czekał nieopodal, nie niepokojony przez nikogo. Aura otaczająca mężczyzn była na tyle przytłaczająca, że nikt o zdrowych zmysłach nie zamierzał zaczepiać ich bez konkretnego powodu... i bez konkretnej siły ognia. W grupie brakowało jednej osoby - przypuszczalnie, ta jedna brakująca osoba, w dyskretnej odległości szła za Viego.
Przepraszam za tak długą obsuwę, marzec był ciężki w pracy. Kwiecień zapowiada się spokojniej, więc możemy nadrobić stracony czas.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 360
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: [Zygerria] Na ratunek

Postprzez Kelan Navarr » 7 Kwi 2021, o 15:17

Viego zostawił za sobą lokal, energicznym, sprężystym krokiem oddalając się w stronę cytadeli. Jednak gdy tylko przybytek zniknął zasłonięty przez najbliższy z budynków, mężczyzna wybrał jedną z bocznych, pogrążonych w mroku uliczek. Działał instynktownie, gdyż w jego głowie toczyła się prawdziwa batalia myśli. Wydarzenia, które właśnie miały miejsce, wywarły na niego tak silny wpływ, że całkowicie zapomniał o swym pancerzu. Pochłonęła go niezliczona ilość pytań: Kim byli ci ludzie i czego od niego chcą? Dlaczego znaleźli się akurat tutaj, akurat dzisiaj? Jakie mają zamiary? Jednego z ich typu widział jedynie raz, we wczesnych latach swej młodości. Trudno nawet powiedzieć, że widział – ot wieści szybko podróżowały po zapomnianych osadach, zapomnianych planet zewnętrznych rubieży, gdzie Viego dorastał. Pamiętał doskonale, że w konfrontacji z tajemniczym przybyszem, życie straciła cała załoga lokalnego, imperialnego garnizonu i spora część przysłanych posiłków. Trudno powiedzieć ile było prawdy w tych opowieściach, nieustannie powtarzanych w lokalnej mordowni przez najbliższe kilka lat. Jedni twierdzili, że tajemniczy mężczyzna wybił wszystkich imperialnych i jak gdyby nigdy nic uzupełnił zapasy, po czym opuścił planetę. Inna wersja mówiła, że przybysz został w końcu przez siły imperialne pojmany. Kolejna – że po zwycięskiej konfrontacji zbiegł z miejsca zdarzenia, a kilka dni potem w osadzie pojawił się inny mężczyzna, dokładnie wypytujący o niedawne wydarzenia i mający niezwykły dar przekonywania do współpracy. Elementem wspólnym wszystkich wersji pozostawało blisko dwudziestu martwych szturmowców wybitych przez jedną osobę. Pięcioletni Viego z pasją chłonął te opowieści, a słowo „jedi” i opowieści o strażnikach pokoju, bądź zdrajcach republiki i nowego ładu (w zależności od osoby, która akurat opowiadała historię) na zawsze pozostały w jego pamięci. W miarę mijających lat zostały zepchnięte w dalsze obszary jego świadomości, stając się czymś w rodzaju dziecięcej fantazji. Aż do dziś, gdy wspomnienia zmaterializowały się na jego oczach.
Viego nie miał wątpliwości co do zdolności mężczyzny. Ciekawość wzięła górę i choć nie zamierzał dać pomieszać sobie w głowie, był ciekaw, co posługujący się mocą osobnik ma do powiedzenia. Wiedział, że zostanie bez problemu odnaleziony. Nawet gdyby legendarne zdolności jedi okazały się przesadzone, od lokalu jego tropem podążał w końcu jeden z towarzyszącej im grupki mężczyzn. Był dobry, lecz niewystarczająco dobry dla gladiatora. Znajdując się poza czyimkolwiek polem widzenia, Viego uskoczył w cień, czekając na śledzącego go osobnika.
- Nie musisz się za mną skradać – wycedził w ucho Brimlocka, który bezgłośnie pojawił się tuż obok po kilku sekundach. – Musimy pogadać. Poza tym, wciąż macie mój pancerz.
Image
Awatar użytkownika
Kelan Navarr
Gracz
 
Posty: 2312
Rejestracja: 28 Gru 2008, o 00:13

Poprzednia

Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron