Content

Zewnętrzne Rubieże

[Vinsoth] Ocalała

Image

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 11 Gru 2018, o 17:04

- Przyjęłam - odpowiedziała krótko do gadziego wspólnika
Zin siedziała w messie nowego statku. Był on skrajnie nieprzystosowany do jej normalnego funkcjonowania i z trudem przyznała, że parzona przez nią kawa smakuje okropnie. Wsłuchiwała się jednak w rozmowę jak zahipnotyzowana, starając się wyłapać znaczenie każdego słowa. Pozytywnie zaskoczyła ją inscenizacja muzyczna. Miała słabość do artystów, a właściwie muzyków, choćby grali nawet proste melodie.
Wnet usłyszała Legendę i powód dlaczego Chevini spanikowali. Zwykle wybitni intryganci korzystali z opowieści i dawnych historii, by za ich pośrednictwem wywołać odpowiednią reakcję łatwowiernego tłumu istot i osiągając jakiś konkretny cel. Legendy często powstawały by umocnić pozycję poszczególnego rodu lub klanu nad innymi. Straszna historia i wielkie zasługi. Strażnicy porządku, co chronili lud Chevinów przed złem to klan, z którym każdy miał się liczyć. Jak to z Legendami bywało, im więcej czasu mijało od ich pojawienia się tym bardziej traciły na mocy i wielki klan stawał się wraz z upływem czasu mniejszy. Jednak zawsze ziarno zostawało, by utalentowany intrygant mógł to odpowiednio wykorzystać.
Pytanie tylko kto i dlaczego?
Może by ponownie narzucić władzę starego klanu?
By ponownie zjednoczyć Chevinów, bo ktoś ma taką ambicję? Choćby nawet pod flagą strachu?

Odpowiedzi nasuwały się jedna za drugą, ale Zin odrzuciła je wszystkie skupiając się na dalszym dialogu. Ten zaś narzucił nieco światła na całą sytuację. Powiązanie tego z Legendą było jednak niepokojące... bo sugerowało, że Legenda nie ma w sobie ziarnka prawdy, a rzeczywiście jest prawdziwa. Zin nie pozostało nic innego jak założyć, że jest prawdziwa oraz, że jest nieprawdziwa i toczyć analizę współbieżnie.

To też jest to intryga całego Skatra, albo kogoś z zewnątrz i w grobowcu będzie czekać na nich zasadzka, która potwierdzi wartość Legendy. Oznaczało to też, że za wszystkim stoi jakiś potężny mocowładny, aniżeli anomalia Mocy.
Albo rzeczywiście Legenda jest prawdziwa i wtedy Zin i Bahgar będą mieli na prawdę trudną sytuację, lecz z tego co mówi Skatr: Zło już sobie odleciało. Albo raczej wciąż tam jest jak na prawdziwą anomalię przystało.
W jednej czy drugiej sytuacji wyglądało na to, że zastaną tam coś co rzuci większe światło na sytuację, albo stanie się przyczyną ich śmierci.

- to może być jakaś pułapka Bahgar. Nie ważne jak na to patrzę. Czy Twój przyjaciel mówi prawdę, kłamie, czy wydaje mu się, że mówi prawdę, to w każdej z tych sytuacji wynika, że teren grobowca to strefa śmierci. Jego opis sytuacji za bardzo pasuje do moich obserwacji. Musimy zachować pełną ostrożność i podejść do tematu powoli i metodycznie
- pierw wyślemy tam sondy. Sprawdzę, czy występuje tam duża anomalia Mocy z poziomu statku i wtedy zadecydujmy, czy wybierzemy się tam osobiście, by w pełni przebadać grobowiec - zaproponowała kobieta, licząc na rozsądek Bahgara. Z tego co mówił była pewna, że chętnie ten rzuciłby się do walki, zaś Zin wolałaby się pierw przekonać czy dane się pokrywają ze słowami Chevina, a już na pewno nie sięgać po blaster. Raczej zwołać tu oddział inkwizycji, po sukcesywnym zweryfikowaniu zagrożenia.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 333
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 11 Gru 2018, o 22:13

Gdy Skatr usłyszał słowa swojego przyjaciela, jego oczy rozszerzyły się z przerażenia. Przez moment nie wiedział, co mu odpowiedzieć.
- Ty chyba nie wiesz, o czym mówisz! Nie jesteś w stanie nic mu zrobić. Przyjacielu, gdybym cię nie znał, powiedziałbym ci, byś uciekał. Tak tylko powiem, byś załatwił w tamtym miejscu, co musisz i zostawił tą sprawę. To nie twoja wojna.
Pożegnali się, po czym Bahgar opuścił obóz i udał się w stronę swojego statku. Caleb już tam na niego czekał.
- No dobra, widzę po tobie, że lecimy w tamto miejsce. Po drodze powiesz mi jak chcesz niby pokonać te mroczne moce. Do tej pory moi przeciwnicy używali raczej zwyjłej materialnej broni.
Wszystkie statki podniosły się z ziemi i lecąc tuż nad nią, skierowały się na wskazane przez chevina współrzędne.
Samotnie stojącą górę dojrzeli już ze znacznej odległości. Pod nią rozciągały się równiny i rosło ledwie kilka drzewek, ale to mniej więcej środkowa wysokość szczytu była miejscem, do którego zmierzali. Obraz z kamer wypuszczonych sond pokazywał, że na płaskowyżu w połowie góry stało zniszczone i opuszczone obozowisko. Kilka baraków, namiotów i pozostawiony statek. Nie było widać ciał, choć sondy zatrzymały się na razie zbyt daleko, by mogli dostrzec szczegóły tamtego placu. W podobnej, dalekiej odległości obserwowanego miejsca unosiły się też ich statki. Mieli teraz czas na zaplanowanie kolejnych działań.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6250
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 19 Gru 2018, o 23:46

Skatr przeraził się jeszcze bardziej jego propozycją. Było to do niego niepodobne, ale pasowało do obecnego stanu. Bahgar miał oczywiście na myśli zniszczenie grobowca, co mogłoby bardzo podnieść morale wśród Chevinów. Grobowiec był wszak zbudowany z kamieni i zaprawy, nic bardzo opornego, czemu nawet prost ładunki nie dałyby rady... ale może gad się mylił. Może całość została wzniesiona przy użyciu materiałów mu nie znanych o znacznej odporności, albo miejsce dysponowało jakiegoś rodzaju polem ochronnym, które będzie uniemożliwiać zwykłą destrukcję... wszak jeśli legenda była prawdziwa, to musiało wytrwać nienaruszone przez tysiąclecia, odporne na działanie wiatru, wody i czasu. Bahgar nie wiedział, czy Chevini próbowali go zniszczyć, ani też, czy dysponowali technologią która by to umożliwiła, ale miał zamiar sprawdzić dokładnie wszystko na miejscu.
Zin Iterra wywołała go przez komunikator, wyrażając swoje obiekcje. Bahgar zrozumiał teraz, że mimo wykazania znacznej tolerancji jak na naukowca, powiela ona pewien stereotyp w spojrzeniu na niego jako wojownika. Z jej słów wynikało, że spodziewa się iż widząc kogoś, kto może być wrogiem, zaszarżuje z rykiem strzelając na oślep. Owszem, Bahgar znał kiedyś takich wojowników. Zginęli w pierwszych dniach walk. Nie, to było zaprzeczeniem khaleeshańskiej filozofii walki. Gadzi mieszkańcy stepowej planety polowali i walczyli zakładając pułapki, skradając się i stosując liczne manewry mylące. Nic z tego nie byłoby możliwe bez dokładnego i precyzyjnego rozeznania. A nowoczesne sondy zwiadowcze były w tym bardzo pomocne, chociaż Khaleeshanie potrafili radzić sobie bez nich.
Gad wsiadł na pokład swojego Questora. Chwilowo nie odpowiadając Calebowi, zwrócił się do Zin:
- Tak, sondy trzeba wysłać. Muszę znać otoczenie.
Następnie zamyślił się nad sytuacją, która się rysowała wyraźnie na planecie. Zin Iterra twierdziła, że może to oznaczć anomalię Mocy, Bahgar jednak był zdania że to było świadome działanie kogoś. Tego... jakkolwiek go Chevini nazywali. Zdecydowanie nie było to zjawisko bezosobowe. Jeśli dobrze pamiętał szkolenie w Siłach Specjalnych odnośnie zwalczania zjawisk paranormalnych, to czasem zjawisko mogło być ogniskowane przez jakiś przedmiot.
- Caleb. Zobaczymy na miejscu. Co z Blitzem?
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 224
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 22 Gru 2018, o 20:59

Komputer frachtowca tak odbiegał od norm funkcjonowania, że Zin już nie mogła wytrzymać. Gdyby była człowiekiem, pewnie osiwiała by z miejsca.
- Bob, weź nadzoruj przez chwilę przesiew danych... ta rozdzielczość hologramu nabawi mnie wady wzroku i raka mózgu. Tu się wytrzymać nie da... - żałowała, że wybrała tą heroiczną opcję podjęcia się pracy na nowym statku. On na prawdę był nieprzystosowany do pracy dla istoty jej kalibru.
- Kto Cię projektował? Kto to pisał? - rzuciła wkurzona przed siebie wchodząc w pliki systemowe
- Kto jeszcze programuje na takim poziomie? Czysty pokaz masochizmu nie powiem... W ogóle co to za sterowniki tu są? - dokumentacji nie było, więc musiała własnoręcznie dostać się do płytek z opisami, by upewnić się o poprawności rejestru w systemie. Wzięcie skrzynki z narzędziami i osobiste targanie się na maszynę, było swoistą odmianą.
- Zrobiłam studia a i tak brudzę się z kluczem... - mruknęła docierając w końcu do upragnionych bebechów maszyny. Dość niestandardowo, groziło jej porażenie prądem, ale w teorii wszystko wiedziała. Co mogło pójść nie tak?
Spojrzała na wygrawerowane notacje i już wiedziała co poszło nie tak... ładnie skomponowane oprogramowanie, by zawyżyć wartość statku wbrew rzeczywistej funkcjonalności.
- toż to przeżytek! Przerobiony rupieć... - zrobiło jej się słabo. Szansa na zorganizowanie sobie stanowiska pracy zmalała drastycznie.
- wszystko od zera... Bob jak tam dane?
- obiekt opustoszały. Zanotowano interakcję z otoczeniem, wszakże wielowątkową, nie jestem w stanie jeszcze odtworzyć ostatnich zdarzeń.
- ja zaś mam tu horror z komputerem pokładowym. Prześlij mi biblioteki na CPxx11 i środowisko.
- pani Zin? Na co oprogramowanie z przed ponad sześćdziesięciu lat?
- bo takie będzie kompatybilne. Jak mam tu spędzić jeszcze kilka godzin skupiona, to muszę to zrobić by wyglądało to znośnie
- dane przesłane.

I choć normalnie Zin powinna się skupić na szczegółowym monitorowaniem przepływu danych i wyszukiwaniem choćby najmniejszej z poszlak, musiała pierw doprowadzić stan sprzętu do optymalnego funkcjonowania. Jeśli miała tu spędzić jeszcze co najmniej kilka godzin, to wedle oszacowań przełoży się to na poprawę wyników. Tak podpowiadało jej doświadczenie... albo też i własne ego.

Wkrótce jednak wyświetlacz wypełniał hologramem więcej miejsca w kokpicie i był dla Zin znośniejszy, podobnie jak interfejs monitoringu przepływu danych oraz ich obróbki. Zin mogła wziąć się do pracy

- Bahgar. Wylądujmy i zabezpieczmy okolicę. Rozstawię sensor w najwyższym punkcie, jakby miał się zjawić ktoś nieplanowany. Następnie uruchomię wstępny skan na obecność Mocy w otoczeniu - chodziło jej raczej o zakłócenia i nieregularności. Sama Moc w sobie była wszechobecną harmonią, której praktycznie nie da się dostrzec w regularnych warunkach. Zin miała też okazję sprawdzić kalibrację jej prototypowego sprzętu. Musiała tylko uziemić stanowisko i nadać mu zupełną stabilność. Nasłuch w zależności od gęstości nieregularnych emanacji pola Mocy, mógł trwać teoretycznie od minut do całych dni jeśli nie lat. Teoretycznie w miejscu nieskończenie zbliżonym do stu procentowej harmonii czas wymagany do wykazania istnienia Mocy byłby równie nieskończony. Choć Zin twierdziła, że istnieją miejsca o zupełnej harmonii i powinny być one pełne Mocy, wedle zapisków o jedi, jakie udało jej się sięgnąć oficjalnie, czy prywatnie za sprawą jej licznych finansów.
- Jeśli odczyty nie wykażą burzliwej obecności, winniśmy rozstawić stanowisko w grobowcu dla pełnej analizy.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 333
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 30 Gru 2018, o 00:15

Obydwaj najemnicy wpatrywali się w szybę kompitu na oddalające się od nich sondy, znikające jedna po drugiej między stojącymi na płaskowyżu barakami, skrzyniami i statkiem. Czekali na meldunek od Zin.
- Zobaczymy na miejscu... Ta, zobaczymy... - mamrotał pod nosem Caleb. Najwyraźniej nie był zadowolony z faktu pchania się w nieznane zagrożenie - A Blitz na razie się nie odezwał.
W tym czasie sondy zakończyły przeszukiwanie terenu płaskowyżu. W tamtym miejscu nie było nikogo żywego, ani nawet ciał osób z ekipy. Cały obóz wyglądał na opuszczony, choć wszystkie przedmioty codziennego użytku leżały na swoich miejscach - nie były porozrzucane, zostawione w pośpiechu lub rzucone w kąt. Jedynie jeden z magazynów z jedzeniem miał pozostawione otwarte drzwi. Same zaś baraki były albo magazynami, albo służyły za lokum mieszkalne dla załogi na wykopaliskach. W jednym z nich wyróżniały się większe pomieszczenia, prawdopodobnie dla kierowników wyprawy. Od obozu były też poprowadzone kable energetyczne wgłąb góry i tajemniczego wejścia, zniechęcającego do zbadania swym czarnym jak noc ciemnym wejściem. Na całym terenie obozu widać też było jeszcze całkiem wyraźnie ślady wielu stóp, które poruszały się we wszystkie miejsca, a także ślady po postoju dwóch innych statków, prawdopodobnie frachtowców. Nic z tych rzeczy jednak nie przykuło ich uwagi aż tak bardzo, jak ogólny wisok całej okolicy wokół góry. Wszystko bowiem wyglądało na... martwe. Drzewa u podnóża góry zwiędły. Reszta roślinności skarlała i zmarniała, wyglądając jak ususzone abominacje mutantów z laboratorium. Nigdzie nie było widać zwierzyny, a światło świeciło tu jakby słabiej. Cała okolica płaskowyżu wyglądała jak wyssana z całego życia.
Po wstępnym skanie sond, który nie wykazał obecności bezpośredniego dla nich zagrożenia Zin, Bahgar i Caleb wylądowali na wolnym miejscu na płaskowyżu, tuż obok porzuconego statku. Nim zajęli się dalszym rozpoznaniem terenu, Zin ustawiła nadajnik, który miał ostrzec ich przed nieoczekiwanym przybyciem kolejnych gości w to miejsce oraz wysłała sondy na przeszpiegi tunelu, który znajdował się wewnątrz góry. W tym czasie łowca obwąchiwał teren i próbował wyczuć swoimi zmysłami, co mogło się tutaj wydarzyć. Jedyne, co czuł, co dominowało w zapachu tego miejsca, to odór śmierci. Odór, który wywoływał dreszcze w okolicach karku. Jego cheviński znajomy miał rację na pewno co do jednego: w ty miejscu stało się coś naprawdę bardzo złego, co kosztowało życie wiele istnień. Źródło wszystkich złych przeczuć, które do niego docierały, miało miejsce od strony wejścia do podziemi.
Zaraz po tym jak nadajnik został już uruchomiony, Zin chciała odczytać okoliczną aurę przy pomocy swojego eksperymentalnego skanera, który miał wychwytywać wszelkie związane z Mocą anomalie. Jednak, gdy tylko go uruchomiła, matryca czytnika pękła, a cewka ogniskująca zgniotła się, jakby ktoś ścisnął ją niczym aluminiową puszkę po piwie.
- Pani Iterra - zakomunikował ze statku Bob - Sondy przesyłają odczyty dużego kompleksu we wnętrzu góry. Tuz za tym ciemnym wejściem jest ogromna sala, z której odchodzą jeszcze boczne tunele. Wstępnie datuję miejsce na wybudowane przynajmniej trzy tysiące lat temu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6250
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 1 Sty 2019, o 19:49

Reakcja sprzętu zaskoczyła Zin, aż odskoczyła od urządzenia.
- Co do cholery?! - było to wysoko niepokojące, aż serce zaczęło jej bić szybciej
- Awaria?
- Nie byle jaka Bob. Na tytuł naukowy, jestem pewna, że kalibracja była optymalna i sprzęt nie miał wad konstrukcyjnych... oznacza to, że odczyt wywalił poza skalę. Nie wspomnę, że to może i bardzo czułe urządzenie, acz wykonane z bardzo wytrzymałych materiałów. Teraz zaś mam przed sobą kawałek złomu do odzysku. Pośrednio elektronika też poszła się chrzanić od nagłego przeciążenia - Zin mogła sobie tylko wyobrażać na jak intensywne źródło się natknęli.
- Znaleźliśmy już źródło zagrożenia, musi być tutaj w tej krypcie. Natychmiast sporządźmy raport cząstkowy. Ta okolica powinna zostać objęta ścisłą imperialną kwarantanną. Nikt nie powinien się tu zbliżać
- Rekomenduję wycofanie się z miejsca otoczenia, jeśli taka jest Twoja ocena sytuacji. Skorzystajmy ze wsparcia Inkwizycji. Zadanie zostało wykonane. - Zin też uważała to za rozsądne, ale jej ciekawość i ambicje nie odpuściłyby takiej okazji. W końcu mogła się w pełni przyjrzeć zjawisku osobiście, bez filtru imperialnej cenzury.
- Zostajemy. Musimy zbadać kryptę.
- Rekomenduję wycofanie się na czas naprawienia Twojego sprzętu i ponownej kalibracji. Przesuniemy w skali czujniki i dokonamy bezpiecznej analizy z dystansu.
- NIE! - Zin podniosła głos na swojego asystenta. Nie było to do niej podobne - ...chcę się dowiedzieć teraz... - machinalnie dodała pod nosem.
- Zamiast tego Bob skorzystamy z klasycznych czujników fal elektromagnetycznych i zrobimy odtworzenie przepływu promieniowania przez całą sferę zniszczonej ziemi. Żeby to zrobić MUSIMY wejść do środka, rozumiesz to!? Świetnie - nie czekała na jego opinię. Bob jednak nie miał zamiaru odpuścić kontynuując wymianę zdań przez komunikator.
- Jakie zastosujemy środki ostrożności przed wpływem mocy?

"A na co Ci to?! Jestem najlepsza, poradzę sobie! Wątpisz?!"
By tak już powiedziała, ale ugryzła się w język. Poczuła się dziwnie skonfundowana. Policzyła palce na lewej ręce. Były cztery, a jeden z nich niespokojnie drgał. Bała się? Najgorsze jest to, że nie mogła powiedzieć czemu aktywował się u niej stary tik nerwowy. Miała wrażenie, że nic nie stoi jej przecież na przeszkodzie. Wyciągnęła papierosa i odpaliła szybko. Zaciągnęła się mocno, co przyniosło jej ulgę. Palec przestał drżeć, a w jej głowie pojawiły się nowe pomysły.
- Słuuusznie... powinniśmy... Skorzystam z aparatury medycznej i podepnę się pod kontrolery stanu zdrowia. Przygotuję sobie też automatyczną strzykawkę z usypiającym narkotykiem. Jakbym zaczęła tracić zmysły wykonasz zastrzyk. Niezdolność do odbierania bodźców powinna mnie uchronić przed wpływem mocy na układ nerwowy. Zmontuję na szybko aparaturę i poinformuję Bahgara o planie zbadania krypty od środka. Jakby co, to wyciągniesz mnie z pomocą dronów i Stewarda. Mimo wszystko uważam, że musimy spróbować.

- Bahgar jesteśmy w centrum pola Mocy. Wpływ na nas może być nieprzewidziany, proponuję byś pozwolił sobie założyć aparaturę, która ochroni Cię przed negatywnym wpływem - delikatnie to ujęła, ale jakoś nie chciała skończyć tak jak piloci z orbity Vinsoth. Nie chciała też niczego złego dla Bahgara, ale nie mogła mu powiedzieć, że aparatura będzie miała środek obezwładniający.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 333
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 5 Sty 2019, o 16:34

Gdy statek zbliżał się do celu, Bahgar mógł obejrzeć teren z powietrza jeszcze zanim wylądowali. Pierwszym, co się rzucało w oczy to absolutny brak jakiegokolwiek ruchu. Rejon obozu i grobowca był całkowicie opustoszały, nie tylko z inteligentnych istot, ale ze wszelakich większych i mniejszych organizmów. Gdy "Soulless" osiadł obok pozostawionego na lądowisku frachtowca, Zin Iterra zajęła się montażem urządzeń wykrywających i pomiarowych, a Bahgar wyszedł sprawdzić teren w bardziej fizyczny sposób. Pierwszym, co go uderzyło, był zapach. Zapach wręcz wrzeszczał o panującej wokół śmierci. Był czas, w którym trawy pylą, wiele roślin rozwija kwiaty, a w powietrzu uwijają się pracowite owady, które je zapylają. Tak było we wszystkich rejonach Vinsoth. Ale nie tutaj. W pobliżu grobowca nie było widać ani jednej muszki, ślady odchodów małych gryzoni były bardzo stare i wszystkie prowadziły OD grobowca - zwierzęta uciekały w popłochu wiedzione instynktem. W rzeczy samej, gad wędrując powoli po okolicy znalazł kilka trucheł, które nie zdążyły się ewakuować. Nie było jednak widać na nich wyraźnych obrażeń, ale nie zaczęły się nawet rozkładać. Były częściowo zmumifikowane. Bahgar schował trzy z nich. Rośliny również były wszystkie martwe. Trawy były uschnięte i powoli zmieniały się w pył, krzewy, w większości kolczaste, nie miały małych nieparujących listków. Khaleesh dostrzegł roślinę zwaną "Vruthkarr", podszedł do niej. Zwana na Vinsoth "ostatnim ratunkiem" powszechnie występująca bylina charakteryzowała się posiadaniem korzenia gromadzącego substancje odżywcze oraz niskiego pędu, gromadzącego wodę. Potrafiła przetrwać wszystko. Ale ta tutaj była martwa. Choć wciąż miała wodę w łodydze - wypływał z niej sok, gdy Bahgar lekko ją naciął. Korciło go, by wyrwać roślinę i przyrządzić ją później, ale powstrzymał się. Wolał nie tykać niczego, co tutaj rosło. Przeszedł jeszcze w kierunku na zewnątrz o d grobowca, chcąc dojść do granicy pola śmierci. Zamierzał sprawdzić, czy przyroda zaczęła już się podnosić po emanacji - czy zaczęły rosnąć świeże rośliny lub nawet, czy blisko granicy martwa materia rozkłada się w bardziej naturalny sposób.

Wszystko wokół mówiło Bahgarowi, by zaczął szukać gdzie indziej. Tutaj była tylko śmierć. Jeśli ci, których ścigał, zabłąkali się tutaj, to z całą pewnością byli martwi. Jednak... był to jego jedyny trop. Jedyny ślad, który miał. I musiał zdobyć pewność. Jego przodek, odarty z boskości przez bluźnierców, domagał się zadośćuczynienia. Jeśli ci, co tego dokonali, są już martwi, to jedyna opcja, która Bahgarowi zostanie, to ufundowanie jeszcze wspanialszej świątyni. Mógł też, i zamierzał, publicznie zbezcześcić zwłoki bluźnierców w momencie fundacji świątyni. Ale do tego potrzebował tych ciał. A by je zdobyć, musiał zbadać ten grobowiec.

Tymczasem jednak wrócił na statek. Po drodze odebrał jeszcze wiadomość od Zin Iterry. Nie odpowiadając na razie, wrócił na swój statek.
- Muszę tam wejść.
- Odbiło ci? - Caleb nie był zadowolony. Wyraźnie czuł, tak jak i Bahgar, że ta krypta wręcz odpycha swoją aurą.
- Rozumiem twoją pasję do zabijania tych konkretnych piratów, ale narażać się na jakieś dziwne...? W imię tego?
Bahgar popatrzył na niego zza maski. Caleb tylko westchnął.
- Pamiętasz szkolenie?
- To o "lokalizowaniu i zwalczaniu zjawisk ponadnaturalnych"?
- Tak.
- Jasne że pamiętam. Czekaj, co tam było...
- Jakbym nie wrócił, wyślij po mnie medycznego.
- Ok. Będę miał cały czas cię na skanerach.
Bahgar nie tracił już więcej słów. Zawrócił i poszedł do statku pani naukowiec. Kobieta uwijała się przy jakichś aparaturach, składając coś z różnych części. Gad zauważył, że dziwny skaner, który wcześniej zamontowała, teraz był wyraźnie zniszczony. Nie czekając, Khaleesh podszedł do Arkanianki.
- Jak działa?
Spytał bez ceregieli.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 224
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 6 Sty 2019, o 18:58

Miejsce wyglądało na co najmniej skażone. Zin musiała się odpowiednio przygotować by wejść do środka. Fartuch szybko wylądował na wieszaku. Wskoczyła w czarny kombinezon zrobionego z mieszanki syntetyków nie przepuszczających żadnych substancji z zewnątrz do środka, a jedynie pozwalało na wymianę kilku prostych składników powietrza, takich jak tlen czy para wodna. Założyła hełm z goglami z interfejsem graficznym i wieloma filtrami pobierającymi dane. Dawało to zdolność widzieć nie tyle co w wielu widmach, ale stanowiło to też widok panelu komunikacji i odbioru danych od Boba, czy komputera pokładowego. Hełm posiadał też filtry powietrza, jak i doprowadzenie do butli z tlenem, którą sobie założyła na plecy. Na obu przedramionach miała zamontowane panele sterownicze i holoprojektor, by móc też pracować nie za pomocą głosu, a manualnie. Pod kombinezonem miała też zamontowane czujniki medyczne i strzykawkę ze środkiem obezwładniającym. Do tego w ręce trzymała skrzynkę z sensorem elektromagnetycznym, który miała rozstawić w środku. Były tam też podstawowe narzędzia i kilka standardowych skanerów. Dla upewnienia się, że sygnał i połączenie z Bobem nie ulegnie zakłóceniom, ciągnęła za sobą rozwijany światłowód, połączony z komputerem statku, a zakończony anteną w ręku. Cały ekwipunek uzupełniał skromny blaster u boku kobiety.

Z niesmakiem przypatrywała się pozostałościom z jej eksperymentalnego sprzętu, kiedy zbliżył się Kaleesh.
- No właśnie nie działa... tak jak Ci zakomunikowałam uprzednio, jesteśmy w epicentrum anomalii. Zamontuj to sobie na prawe ramie, ale by przylegało do ubrania, nie pancerzu - zniekształcony przez głośnik głos Zin wydobył się z czarnego lustrzanego wizjera. Podała mu opaskę z niewielkim płaskim urządzeniem.
- W środku jest środek, który ochroni Cię przed szaleństwem, jeśli te zacznie Cię dopadać - dała mu to, czy chciał czy nie chciał. To zależało od niego.
- Gotowy? Osłaniać będą nas również moje dwa drony górnicze - wskazała ręką na pająkowate maszyny kroczące o wielkości psa, które do tej pory pilnowały jej osoby na nowym frachtowcu.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 333
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 7 Sty 2019, o 00:50

Gad przypatrywał się nafaszerowanemu sprzętem i elektroniką strojowi pani naukowiec. Niejeden Mandalorianin zapragnąłby mieć takie cudeńka wmontowane w karwasze. Choć sam Bahgar preferował raczej minimalistyczne podeście w kwestii elektroniki - jego maska, na przykład, była zwykłą filtracyjną maską przeciwgazową. Mniej elektroniki - mniej mogło się zepsuć oraz mniej energii potrzeba było.

Kaleesh wziął od Arkanianki opaskę, która była automatyczną strzykawką. Obejrzał ją dokładnie, by znaleźć wlew środka. Otworzył ją, tak by nie wylać, i bezceremonialnie powąchał.
- Obezwładniający.

Był to ten sam środek, który używano w Wywiadzie. Powodował uśpienie i równocześnie rozkurczenie mięśni szkieletowych. W czasie służby w Siłach Specjalnych Bahgar współpracował z Wywiadem i poznał pewną ilość specyfików. Zapach był zbyt charakterystyczny - przynajmniej dla niego, z jego węchem. Przy okazji, Bahgar starał się też poznać, czy w środku nie było jeszcze czegoś - choć oczywiście, było by to skrajnie nieracjonalne ze strony Pani naukowiec, gdyby chciała go otruć. Był jej potrzebny. Zresztą, po co miałaby to robić?

Upewniwszy się, że środek jest taki, jak być powinien, gad docenił zamysł. Automatyczna strzykawka miała odbiorniczek, zatem będzie odpalana ze statku. Miała też zesta czujników, służący do monitorowania stanu... pacjenta? Tak, można tak powiedzieć. Znaczyło to, że ktoś (coś?) ze statku Pani Zin miało możliwość wyłączenia ich, gdyby coś im się stało. Tylko że...
Bahgar odwrócił się tyłem do pani naukowiec. Przypinając strzykawkę, przerzucił kanał na komunikatorze i szepnął:
- Pilnuj jej statku. Jak trzeba - rozwal
Caleb rozpozna, co znaczy "gdy trzeba". Znali się od lat, potrafili odgadywać swoje intencje.

Uporawszy się ze strzykawką, podszedł z powrotem do Arkanianki. Wyciągnął padłe gryzonie, które wcześniej zebrał.
- Próbki. Do analizy. Nie zdążyły uciec.
Machnął ręką na droida przypominającego protokolarnego, którego Arkanianka miała na statku i wręczył mu martwe myszopodobne zwierzęta. Następnie poprawił pelerynę, przesuwając skrywający się pod plecakiem miecz, by łatwo go mógł wyjąć, z dolnej przegródki plecaka wysunął tłumik, który nakręcił na karabin. A z przegródki po drugiej stronie wyjął prawą miażdżyrękawicę i ubrał ją na dłoń.

- Ruszam przodem - rzucił w kierunku czarnego kombinezonu.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 224
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 8 Sty 2019, o 21:22

Ruszyli powoli w stronę ciemnego wejścia do wnętrza góry. Rozglądając się po drodze, zauważyli, że pracująca tu ekipa umieściła przy wejściu generatory i podciągnęła od nich kable do oświetlenia zamontowanego wewnątrz. Teraz wszystko było wyłączone lub być może nawet uszkodzone i postanowili na razie nie uruchamiać niczego. Każdy dźwięk lub światło mogło zdradzić w głębokich tunelach ich obecność. Będą musiały wystarczyć im latarki.
Bahgar szedł przodem, ostrożnie stawiając każdy krok na martwej skalnej powierzchni. Wraz z ich zbliżaniem się do wejścia, nasilał się odór śmierci i odczucie wszechobecnego zła, jakby sączyło się to prosto ze skał. Kaleesh zatrzymał się przed łukiem czarnego otworu wejściowego. Chwilę po tym za jego plecami stanęła Zin.
Łowca ruszył dalej, wchodząc w ciemność rozświetlaną tylko światłem latarki. Pani naukowiec już chciała ruszyć w ślad za nim, gdy poczuła pod butem, że na coś nadepnęła. Pełna trwogi oderwała stopę od ziemi, by ujrzeć małą plakietkę. Była to karta identyfikacyjna członka ekspedycji. Plastikowa plakietka połyskiwała w jednym miejscu czipem, prawdopodobnie z danymi osobowymi. Przedstawiała młodą ludzką kobietę. Musiała przyznać, że bardzo ładną. Napis w basicu na plakietce głosił, że była jednym z archeologów przybyłych z ekspedycją. Nazywała się Katrin Meredith. Nagły dreszcz przeszedł po plecach Zin.
Iterra dołączyła do Bahgara w chwili, gdy ten stał już w tunelu, biegnącym do środka góry. Już na pierwszy rzut oka było widać, że został on stworzony rekami istot rozumnych. Być może przodków obecnych plemion chevinów. Tak samo wejście do podziemi. Było łukowo sklepione, wyłożone równo ściętymi blokami jakiegoś jasnego kamienia. Na kamieniach nie było żadnych zdobień, wejście nie wyglądało też na zamknięte żadnymi wrotami czy zasłonięte przez zawalone wcześniej skały. Ściany wyglądały tak samo jak łukowe wejście, które właśnie minęli - wyłożone tym samym, równym jasnym kamieniem. Wzdłuż nich leżały pociągnięte kable energetyczne, a przy jednej ze ścian minęli wyłączony podnośnik magnetyczny. Idąc dalej, dotarli trochę niespodziewanie do końca przejścia. Kobieta stanęła w miejscu, tuż za plecami towarzysza i zapatrzyła się w widok przed sobą. Tunel wychodził na ogromną, sklepioną tak wysoko, że nie było widać jej sufitu, komnatę, wspieraną na dwóch rzędach równie wysokich kolumn. Komnata była tak duża, że nie było widać jej końca, zaś każda z kolumn pokryta była jakimś rodzajem hieroglificznego pisma, mniej więcej do wysokości czterech metrów. Wszystko zrobione było z tego samego budulca, chociaż tutaj, na ścianach, dało się dostrzec ślady i resztki kolorowych malunków. Wszystko to pokryte było grubą warstwą piasku i kurzu, który w niektórych miejscach został już uprzątnięty przez pracującą tu wcześniej ekipę, nim wszyscy zginęli. Po prawej, niedaleko wejścia, którym weszli, był kolejny tunel, do którego także podciągnięto oświetlenie.
Bahgar stał i próbował wyczuć otoczenie. Jednocześnie nasłuchiwał wszelkich niepokojących odgłosów. Na próżno. Zapach tutaj jeszcze silniej przywodził na myśl samą śmierć, zaś ze środka kompleksu nie dochodził nawet najmniejszy dźwięk. Kaleesh podszedł do pierwszych dwóch kolumn. Pokryte były pismem, którego nie rozumiał, ale wszystko wyglądało na bardzo stare. Światło jego latarki nie sięgało ściany po lewej, ani tej z przodu, ale wszędzie wokół mógł dzięki niemu oświetlić sobie pozostałości po pracach archeologicznych. Stół, na którym rozłożono mapy i pisma. Skrzynie z zabezpieczonymi eksponatami. Wszystko to teraz porzucone. Po śladach w kurzu i piasku spostrzegł, że zdecydowanie największy ruch odbywał się od strony wejścia do przodu, wzdłuż kolumn i do prawej ściany, ale nie do tunelu, który mieli teraz obok siebie, ale dalej, wzdłuż ściany.
W tym czasie Zin przyglądała się kolumnom i ścianom w pobliżu. Monumentalna budowla wybudowana wewnątrz sprawiała niemal przytłaczające wrażenie. Trudno było ocenić, czy ktoś wykorzystał naturalne jaskinie, czy całą tą przestrzeń wydrążył. Pewnym było, że samo dostarczenie kamienia, którym wyłożono ściany i który tworzył kolumny, musiało wymagać ogromu prac. Świątynia była stara, miała na pewno kilka tysięcy standardowych lat. Na ścianach pełno było hieroglifów przedstawiających najróżniejsze sceny, wśród których bardzo często pojawiała się postać odziana w coś na kształt czarnego płaszcza. Zazwyczaj dumnie i z wyższością spoglądał na zebrany pod nią tłum istot, które musiały być wiernymi lub sługami.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6250
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Zewnętrzne Rubieże