Content

Zewnętrzne Rubieże

[Vinsoth] Ocalała

Image

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 18 Paź 2018, o 10:25

- Idealnie - skomentowała zadowolona z wysiłku włożonego w adaptację frachtowca do działania wedle jej potrzeb. Nie ma to jak przyjemność, kiedy możesz powiedzieć, że coś działa. Mimo skupienia na pracy czekała na informację od BOBa, która okazała się nad wyraz szczęśliwym zbiegiem okoliczności.
- weteran wojny? Tutaj?
- Potwierdzam. Baza danych zawiera jego charakterystykę. Do tego przedstawił się bezpośrednio odzywając się do maszyny. Nie nadał sygnału. Jego zachowanie nie jest wrogie, wręcz wydaje się otwarte.
- co powiedział? Jak odpowiedział na nagranie? Kim on jest?
- To Kaleesh i cytuję: Bahgar tal Kheetel. Misja łowiecka. Prywatna. - zakomunikował imitując głos wojownika.
- krótko i zwięźle. Powinien dowiedzieć się choćby części historyjki. Jeśli serio chce prowadzić tutaj swoje łowy musi uważać, pytanie na co poluje... i z tego co pamiętam rasa ta bardzo poważnie podchodzi do kwestii walki i wiary. Za pewnie sobie nie odpuści, jak mu powiemy, że to niebezpieczne. Wręcz może go to zachęcić.
- tak pani Zin, rasa z Kalee jest wyjątkowo wojownicza. Posiadają też dominującą religię w swoim społeczeństwie, która skupia się na kulcie walki i czci przodków.
- nadaj bezpośredni dialog - powiedziała prostując się i znów poprawiając na szybko włosy. Była na tle innego statku, który no umniejszał jej realny prestiż, ale nie było czasu na specjalne wracanie do Exteriora. Włączyła swój holokomunikator.
- Nie powstrzymamy go przed namieszaniem, jeśli to jego rytuał, ale możemy chociaż spróbować wziąć pośredni udział, albo nająć go. Dodatkowa para rąk może się przydać.
- Czy misja nie zakładała działania incognito? Wedle tego powinniśmy go raczej odstraszyć i przegnać, aniżeli nająć.
- Misja wiele rzeczy zakłada, acz sytuacja jest wyjątkowa. Czasem trzeba zaryzykować, kiedy nadarza się okazja. Potrzebne mi jest wsparcie w działaniu. W pojedynkę całej planety nie przeczeszę tak szybko, a ten Kaleesh może mi pomóc porozmawiać z tubylcami. Ich zachowanie też trzeba wyjaśnić. Odbiega od normy.

***

Kulista sonda lewitowała przed wojownikiem, kiedy to z jej centralnego punktu nagle wylały się niebieskie strugi malujące ponownie hologram. Kaleesh dostrzegł tą samą osobę w podobnej postawie, acz na tle innego statku.

- Witaj wojowniku - uśmiechnęła się skromnie, właściwie powstrzymując odruch szerokiego uśmiechu. Jej rozmówca należał do poważnej rasy.
- Rozumiem, że przysłały Cię osobiste sprawy na Vinsoth. Sytuacja jednak jest wyjątkowa na tej planecie. Prowadzę śledztwo i nie mogę dopuścić na przypadkową ingerencję w środowisko. Z drugiej strony mam do czynienia z prawdziwym weteranem i oznacza to, że Imperium ma kredyt zaufania wobec Ciebie. Moglibyśmy omówić współpracę, aniżeli skazywać się na działania niezależne i możliwy konflikt interesów. Dwie pieczenie na jednym ogniu. Co na ten temat myślisz?
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 22 Paź 2018, o 18:43

Sondy penetrowały otoczenie, zbliżyły się również do obozowiska Chevinów. Ta która wcześniej zajęła pozycję naprzeciw Bahgara, by wyświetlić komunikat, nie ruszyła się jednak. Chwilę minęło, zanim uruchomiła transmisję na nowo. Tym razem osoba, która wcześniej się odezwała, była wyraźnie w innym otoczeniu. Wygląd statku różnił się od poprzedniego całkowicie, musiał to być inny model, mało prawdopodobne, by ta Arkanianka przyleciała dwoma frachtowcami, musiała badać jakiś już tutaj. Co zaraz potwierdziła, mówiąc, że prowadzi śledztwo. I zaproponowała współpracę.
Bahgar szybko przeanalizował sytuację. Dwa dodatkowe statki, być może oba uzbrojone. Arkanianka powiedziała o kwarantannie biologicznej - ale Bahgar wiedział jak to się odbywa w przypadku Imperium. Niszczyciel Imperial, lub kilka i pełna blokada, a nie pojedynczy statek. Zatem jej misja musiała być inna. Równocześnie nie wyglądała na wojskową, a na naukowca lub, rzeczywiście, lekarza. Posiadała też liczne zautomatyzowane sondy. Zaawansowana misja zwiadowcza? W takim razie dlaczego na Vinsoth? Czyżby dziwne przepowiednie wśród Chevinów oraz ich zachowanie były z tym jakoś powiązane? Bahgar musiał się dowiedzieć, mogło to wpłynąć na jego cel. Równocześnie mógłby wykorzystać zasoby Arkanianki, zautomatyzowane sondy mogły bardzo pomóc mu w poszukiwaniach. Jednakże....
- Rozważę to. Po spotkaniu.
Musiał spotkać się z nią w cztery oczy. Obejrzeć ją bez zakłóceń w przekazie - jak ą ma mimikę, jak się porusza, jej odruchy... Musiał jej posłuchać. A najważniejsze, musiał ją obwąchać.
Gdy robot wyłączył transmisję, Bahgar podniósł do ust lewą dłoń.
- Caleb, dowiesz się coś o niej?
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 218
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 23 Paź 2018, o 08:49

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6130
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 26 Paź 2018, o 17:54

- Dobrze... niech tak będzie - odpowiedziała, ale nie od razu. Obawiała się kwestii bezpośredniego spotkania. Jej zdolności korzystania z broni dystansowej ograniczały się do sprawnego opisywania poszczególnych elementów budowy danego modelu i rozważania na temat funkcjonalności, zaś w walce wręcz potrafiła co najwyżej pokazać obraźliwy gest. Pierw też jednak musiała się upewnić, że napotkani potencjalni sojusznicy nie dokonują przypadkiem jakiegoś szczególnie zakazanego aktu. Procedury miały swoją mądrość. Zin uznawała ich wartość.
- Pierw jednak wedle procedur muszę dokonać inspekcji. Kwestia uchodźców i zawartości midichlorianów we krwi, jeśli są jacyś niezarejestrowani pasażerowie - uniosła brew wymownie, licząc, że jednak tak nie będzie. Bahgar nie wyglądał na zadowolonego, ale znał zasady Imperium. Zawsze wciskali swój nos i tym razem też tak miało być. Z założonymi rękami, skomentował to krótko i ponuro
- ... miejmy to za sobą.
- Jasna sprawa, oprowadź sondę po całym statku i postępuj zgodnie z poleceniami. Ja w tym czasie przylecę na wasze współrzędne. Wyjdę Ci naprzeciw, to porozmawiamy bezpośrednio. - powiedziała oficjalnym, charakterystycznym dla imperialnych urzędników tonem. Sonda oprócz upewnienia się, czy jest sens w ogóle w ich kierunku się wybierać, miała też na zadanie nieco dowiedzieć się na temat ich sprzętu. Była bardziej niż pewna, że tego typu istota raczej nie bawi się w ratowanie uchodźców, ale mogła użyć tego argumentu, by wybadać tych z którymi miała się spotkać.

***

Niedużej wielkości statek przypominający prom leciał z frachtowcem, trzymając się go równolegle. Statki wylądowały idealnie w tym samym czasie w niedużej odległości od Bahgara. Z mniejszego statku opadła rampa. Zaś ze środka wyszła uprzednio znana z holowizji białowłosa kobieta w fartuchu, tyle że z papierosem w ręku. Obok niej prezentował się droid protokolarny, który wyglądał jak lokaj jakiegoś apartamentowca. Dwójka wyszła naprzeciw i zatrzymała się w odległości dwóch metrów od rampy, czekając aż Kaleesh podejdzie.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 30 Paź 2018, o 02:19

Żądanie inspekcji statku nie było niczym dziwnym ze strony imperialnego urzędnika, zwłaszcza z Korpusu Medycznego. Bahgar wiedział dobrze, jaka histeria ogarnęła Imperium w związku z wydarzeniami na Taris, a ostatnio z zamachem na Bastionie. Kontrole stały się naprawdę irytujące, zwłaszcza dla kogoś posiadającego wszelkie pozwolenia. Procedury były jednak procedurami i Kaleeshanin akceptował to. Choć niekoniecznie mu się podobało.
Bez następnych słów gad skierował się do środka statku, pozwalając by kulisty droid ruszył za nim. Obszedł cały statek, pozwalając na dokładny skan i ogląd wnętrza. Wiedział oczywiście, że uwadze białowłosej persony nie umkną ciekawe modyfikacje, jakim "Soulless" został poddany, jak np. dwie wyrzutnie torped. Ale to mogło też zyskać mu przychylność - w końcu nie wiadomo, czy nagle nie trzeba będzie użyć siły.
R1-B2 kręcący się po prawej ładowni i sprawdzający stan medycznego droida 2 -1B zapiszczał z irytacją widząc sondę, ale ponieważ nauczył się rozpoznawać postawę Bahgara, to ograniczył się tylko do paru pisków i nie potraktował intruza prądem. Medyczny jedynie zwrócił swoje receptory w kierunku zdalniaka, który obleciał ładownię wokoło, po czym opuścił ją ścigany prawdopodobnie wyzwiskami w języku binarnym - Bahgar nie mógł być pewien, wciąż nie nauczył się języka droidów. Kaleesh nie omieszkał pokazać nawet kokpitu oraz maszynowni.
Po zakończeniu inspekcji sonda opuściła pokład, Bahgar nie wyszedł jednak za nią. Wrócił do kokpitu i zwrócił się do Caleba.
- Masz coś?
- Noo... coś tam znalazłem. Ciekawe Info. Według ofichalnych informacji to córka arkaniańskich biznesmenów. Prowadzą firmę farmaceutyczną. Sama Zin Iterra widnieje jako członek Imperialnego Korpusu Medycznego. Ukończyła też prestiżową uczelnię na Arkanii na dwóch kierunkach z wyróżnieniami już w wieku dwudziestu jeden lat. Potem kontynuowała karierę naukową. I tu pojawia się coś ciekawego. Dwuletnia przerwa w jej życiorysie. Jakby zniknęła w czarnej dziurze. Nie wierzę, że ktoś tak utalentowany i ambitny zrobił sobie po prostu przerwę. Ktoś ewidentnie wyczyścił jej kawałek akt.
- Wywiad?
- To możliwe. ISB też może być. A może nawet Inkwizycja. Nie da się nawet spekulować, ale z tymi umiejętnościami mogła zwrócić na siebie ich uwagę.
- Próbuj kopać. U Blitza.
- Nie miałem z nim kontaktu od dawna. Poza tym czas nie jest dobry na to, wiesz jaki będą mieć zapierdol w Wywiadzie po tym zamachu? Zdziwię się, jeśli w ogóle będzie miał czas zamienić ze mną dwa słowa. Pomijam już fakt, że pewnie to będzie ściśle tajne.
- Przysługę nam wisiał.
- W sumie... Mogę spróbować. Ale nie obiecuję, że to coś da. Wiesz, jak to bywa z gośćmi z Wywiadu...
Bahgar tylko mruknął w odpowiedzi. Wywiad Imperialny miewał pożyteczne informacje, ale rzadko ich udzielał, nawet jeśli powodzenie misji Sił Specjalnych od nich zależało.
W kokpicie rozległ się sygnał. Ironfist rzucił okiem na ekran.
- Zbliżają się dwa obiekty. Wielkości statków. Pewnie twoja nowa znajoma.
Bahgar bez słowa wyszedł na zewnątrz. Stojąc przed włazem do swojego ZH -25 patrzył, jak oba statki przyziemiają, oba w dokładnie tym samym momencie. Kaleesh nie był wprawnym pilotem, ale dobrze wiedział, jak trudno byłoby dwóm żywym ludziom lądować w tak idealnej synchronizacji. Zdecydowanie statkami musiał sterować komputer. I to bardzo zaawansowany. Z mniejszego statku wysiadła znana z hologramu persona w towarzystwie droida protokolarnego.
I z papierosem w ręku.
Bahgar powoli, podpierając się swoim karabinem, podszedł do białowłosej. Wciągnął powietrze, chcąc poznać lepiej jej zapach, przy czym papieros zdecydowanie tego nie ułatwiał. Gad przeszedł po części okręgu wokół białowłosej i stanął tak, by mieć ją na zawietrznej.
- Witaj. Czego potrzebujesz?
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 218
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 31 Paź 2018, o 11:28

Kiedy BOB prowadził inspekcję za pośrednictwem sondy, Zin siadła raz jeszcze w messie i przyjęła zamyśloną postawę. Steward rozpoznał stan właścicielki i podał kawę latte bez pytania. W towarzystwie pojedynczej kostki czekolady. BOB uruchomił silniki wedle wskazań kobiety i oba statki ruszyły synchronicznie ku powierzchni Vinsoth.

Przyczyna śmierci, a właściwie jej źródło nie mogło mieć charakteru ogólnego, a selektywny i prawdopodobnie miało już swój punkt kulminacyjny, bo zastała planetę, jakby coś się wydarzyło nieregularnego co zachwiało równowagę. Była niemalże pewna, że to z powodu emisji potężnej wiązki Mocy. Żadna znana jej broń nie mogła uczynić czegoś takiego i zostawić takie ślady. Czy jednak Moc potrafiła być aż tak potężna?

Mocowładny terrorysta... lubujący się w cierpieniu. Na tyle pewny siebie, że kosztem zostawienia śladów rozkoszował się w zadawaniu bólu. Zin, gdyby była taką potężną istotną zdolną kontrolować umysły, zrobiłaby wszystko by los patrolu i wszelkich innych ofiar wyglądał tak, by nie wskazywać na zjawisko Mocy. Z drugiej strony musiałoby to wskazywać na kogoś wyjątkowo potężnego. Jasny sygnał. "Jesteście niczym"
Gdyby jej główny przełożony, ten cały inkwizytor, dał jej pełen dostęp do bibliotek i archiwów na temat Mocy...

Z zamysłu wyrwał ją Steward. Pochylił się delikatnie w stronę siedzącej i począł mówić
- pani Zin, BOB melduje napotkanie wyrzutni pocisków taktycznych na pokładzie statku obcych i uzbrojenia wysokiej klasy militarnej.
- weterani... najwidoczniej nie rozstają się ze swoim sprzętem. Czyli nadal walczą. Pytanie czy nadal dla nas... a z tego co mówił to własne sprawy załatwiają...
- działania dyplomatyczne obarczone są ryzykiem walki, której nie jesteśmy w stanie wygrać.
- tyle to ja wiedziałam od początku. Idę z nim rozmawiać osobiście. Ważne, że reprezentujemy autorytet, który daje mu wiele przywilejów. Na przykład, że taki oto jego statek z takim uzbrojeniem może swobodnie latać w większości przestrzeni imperialnych. Nie zaryzykuje on z byle powodu trafienia na listę ściganych przestępców, tylko dlatego, że mu się nie podobam.
- BOB mocno podkreśla, że nie rekomenduje sytuacji gdzie ryzyko jest obarczone błędem, ale z nie jego obliczeń, czy Twoich, a jakiejś trzeciej nieznanej istoty. Szczególnie, że jest to istota zorientowana militarnie, działająca dla własnych celów.
- a mieliśmy pracować tylko z obiektami doświadczalnymi co? - zaśmiała się Arkanianka. BOB nadal adaptował rozbieżność decyzyjną z jaką to zwykli śmiertelnicy musieli się mierzyć każdego dnia. Niektóre problemy dla AI były oczywiste, kiedy od organicznej istoty wymagały olbrzymiego wysiłku i nakładu pracy rozłożonej w czasie. Było też tak i w drugą stronę.
- nie będzie tak źle. W końcu lecimy tylko pogadać. A i sprawdź w bazie danych wszystko co masz na temat tej korporacji naszej ocalałej. Szczególnie ostatnie działania.

***

Jej pewność nieco zachwiała się na widok ekwipunku podręcznego, jak i uzbrojenia zorientowanego do walki w bliskim kontakcie. Wyglądał na gościa co wie co robi i może i był od niej symbolicznie niższy, ale różnica wzrostu nie dała jej poczucia przewagi. Szczególnie, że podchodził do niej jakby chciał ją osaczyć. Czy może po prostu poznać na swój sposób? Spojrzała na papieros w ręku. No tak, w chwili stresu lubiła sobie zapalić. Puściła go na ziemię i dobiła butem pet.

- Informacji, kooperacji, dyskrecji. - zaczęła konkretnie, próbując przybrać styl rozmowy wojownika. Nieświadomie założyła ręce i przyjęła nieco butną postawę.
- Oferuję z ramienia Imperium oficjalny kontrakt o wartości dwustu tysięcy w ramach osłody współpracy. Dodatkowo, z tego co powiedziałeś na wstępie, prowadzisz łowy. Prywatne. Pomogę Ci w tym, o ile reflektujesz współpracę. Zadanie jest takie. Muszę zweryfikować zagrożenie na Vinsoth. Jest nieznane, a jego charakter już się dowiedziałam, że jest jednocześnie subtelny i bardzo niebezpieczny. Zweryfikować, nie unicestwić. Nie ma tu miejsca dla gorących głów, ale jako ktoś kto zna się na swoim fachu, myślę, że się nadajesz. Szczegóły wyjaśnię, jeśli Cię to interesuje no i dowiem się na co polujemy i dlaczego.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 6 Lis 2018, o 23:32

Białowłosa zorientowała się w postawie Bahgara i szybko zgasiła papierosa. Gad kiwnął lekko głową i przesunął się z powrotem na nawietrzną. Zapach tytoniu jednak nie zniknął, kobieta wydawała się być całkiem przesiąknięta dymem. Oprócz tego, dawało się wyczuć od niej aromat kawy. Mimo to, Kaleeshanin wyczuwał, że poci się nieco bardziej, niż powinna. Jej zapach, choć tłumiony papierosami, wskazywał że była zestresowana, choć chciała to ukryć swoją postawą. Bahgar przyznał, że z całą pewnością musiała być uznawana za atrakcyjną kobietę pośród gatunków humanoidalnych. Pani naukowiec wykazała się też empatią - spróbowała przyjąć postawę podobną do Bahgara, by ułatwić porozumienie.
To nie było łatwe. Bahgar nie zwykł wymieniać dużo słów, zwłaszcza z nieznajomymi. Arkanianka wyłożyła jednak wszystko konkretnie i bez zbędnych ozdobników.
- Pieniądze nie są ważne. Poluję na bluźnierców. Piratów.
Bahgar nie sądził, by obca zrozumiała jego oddanie dla zadośćuczynienia przodkowi, którego miejsce kultu doznało świętokradztwa, nikt kto nie był z Kalee nie zrozumie tego w pełni. Mógł jednak tylko mieć nadzieję, że białowłosa uzna słuszność jego sprawy. Musiał jednak przyznać, że nieznane zagrożenie jawiło mu się jako kolejna możliwość dorównania wielkiemu Qymaenowi jai Sheelalowi. Wysłanie zwiadu Korpusu Medycznego w postaci tajemniczej kobiety mogło wskazywać na incydent związany z Mocą. A Bahgar jeszcze nigdy nie pokonał władającego Mocą osobnika.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 218
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 7 Lis 2018, o 01:02

- Bluźnierców? - czyli ktoś zadarł z kimś z kim się nie zadziera. W krótkiej, ale to bardzo krótkiej chwili, czuła minimalne współczucie dla piratów. Chwila minęła równie szybko jak przyszła. Los piratów mało ją obchodził. Plaga ta powinna być tępiona każdą dostępną siłą. Sama Zin nie uznawała siebie za osobę religijną. Nie wierzyła w nic szczególnego. Miała swoją własną teorię sensu życia i nic poza tym. Była jednak wystarczająco wyedukowana i wiedziała z jaką zawziętością inne istoty niekiedy potrafiły bronić swoich wierzeń. Trzeba było być delikatnym w tych kwestiach.
- Rozumiem, że Ci osobnicy bardzo potrzebują umrzeć... Imperium nie toleruje plugastwa pokroju piratów, więc nie widzę przeszkód by połączyć siły i Ci pomóc. Póki co nic nie jest w stanie opuścić planety bez mojej wiedzy, więc jakby chcieli opuścić planetę z pewnością to zarejestruję. Ważne bym miała wgląd w działania inwazyjne, żeby nie narozrabiać za dużo w być może nieodpowiednim miejscu - spojrzała na chwilę wymownie na jego okręt. Mogła pomóc weteranowi i pod przykryciem jego działań wybadać zupełnie sytuację na globie. Jego bojowe doświadczenie mogło też być cenną perspektywą w poszukiwaniach, a i miała by przy okazji swego rodzaju eskortę... co z kolei otwierało więcej możliwości prowadzenia badań.

- W takim razie może przejdziemy do detali? Powiem tak. Coś na planecie zamordowało cały imperialny patrol. Ich przyczyna śmierci jest nienaturalna. Wskazuje na potężną istotę Mocowładną, zdolną manipulować doznaniami zmysłów. Albo bardziej prawdopodobne, że występuje tu źródło Mocy, które miało swój punkt kulminacyjny i objawiło swoją Moc rażąc nieszczęśników. To jednak tylko teoria. Coś paranormalnego z pewnością. - zaczęła przedstawiać mu tematykę. Mówienie na znany jej temat nieco ją rozluźniło, a jej dłonie poczęły żwawo gestykulować.
- regularny ruch kosmiczny w systemie zgasł. Rdzenni mieszkańcy zachowują się wbrew normie. System jakby obumarł, ale jednak mieszkańcy są, znalazłam ich. Potrzebuję ustalić przyczynę zaistniałych zjawisk. Wiesz coś na wskazane tematy?
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 7 Lis 2018, o 01:30

Białowłosa wykazała się taktem i zrozumieniem dla jego sprawy. Choć Bahgar nie sądził, by wyznawała jakąś szczególną religię, tym bardziej, że na ile słyszał o Arkanianach, jedyną religią była ich własna doskonałość, to ta konkretna kobieta dała dowód tolerancji raczej niespotykany wśród imperialnych naukowców, zazwyczaj traktujących lokalne wierzenia jako zabobony wskazujące na prymitywizm.
Był to bardzo duży plus. Zasoby jakie miała do dyspozycji Zin Iterra mogły bardzo pomóc namierzyć bandę. Liczne sondy, komputer zdolny do dokładnych kalkulacji i symulacji, dwa statki dające możliwość prowadzenia obserwacji na szerszą skalę... To wszystko i jeszcze więcej zwiększało szanse na sukces polowania.
Kaleesh kiwnął głową. Tak, osobnicy ci BARDZO potrzebowali umrzeć. Najlepiej nie od razu. Przestał jednak rozmyślać nad możliwymi rodzajami śmierci, bo pani naukowiec opisała dokładnie sytuację i swoje przypuszczenia. Tak, jak Bahgar się spodziewał. Mocowładny.
- Chevini się boją. Mówili o mrocznym proroctwie. Szukam mojego przyjaciela. Może wie więcej.
Bahgar wyświetlił z lewego karwasza sylwetkę Chevina Skatra.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 218
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 7 Lis 2018, o 14:30

- a więc masz kontakty z ludnością rdzenną... i mówisz, że objawiło im się mroczne proroctwo? - kobieta machinalnie przyjęła zamyśloną pozę, obracając głowę na lewo i prawo i podpierając podbródek. Wyglądała jakby przestała przez jakiś czas zwracać uwagę na nowego rozmówcę.
Robota zdecydowanie dla wykwalifikowanego archeologa. Stare znalezisko, mroczne legendy... Zin fakt ten zaraz skojarzył się z plakietką uratowanej. Należała do personelu naukowego i nadal się nie wybudziła. Pewnie od niej uzyska jakieś wskazówki. Być może.
- znasz może treść tej Legendy? - Zin miała wątpliwe przekonania na temat przesłanek przekazywanych z pokolenia na pokolenie, ale w każdej opowieści kryło się ziarnko prawdy. Jej misja dyplomatyczna i badawcza na Gree była idealną lekcją, że wiedza i mądrość kryje się nawet w najmniej spodziewanych miejscach.
- opowiesz mi ją po drodze? Bo rozumiem, że masz jakąś poszlakę na swojego przyjaciela i wiesz gdzie szukać?

- trzeba by ruszyć w jakimś kierunku. Moja załoga może samodzielnie wychwytywać dane z układu i monitorować ruch w atmosferze i w układzie z orbity Vinsoth. Będą też asystować nasze poszukiwania przy pomocy sond i bezpośredniej wymiany danych. - wskazała mniejszy statek.
- Ja mogę polecieć frachtowcem za Tobą, nadzorując działania mojej ekipy póki nie znajdę czegoś szczególnego. Tylko przerzucę nieco sprzętu z mojego statku - zaproponowała.
- cieszę się, że możemy współpracować - wyciągnęła dłoń by wymienić symboliczne przypieczętowanie kooperacji. Miała tylko nadzieję, że nie wymieni żelaznego uścisku.

Chciała wziąć ze sobą głównie komputer przenośny i przyrządy do badania zachowań pól energetycznych w celu posłużenia się ich zgodnie z jej teorią pól Mocy, do badania ewentualnego źródła mistycznej energii. Nieco żywności w razie czego. Skafander izolujący od otoczenia w razie napotkania chemicznie wrogiego środowiska. Część medykamentów i medycznego wyposażenia. Latarkę.
Wolałaby zostać na statku wśród wygód i przyjemnej obsługi Stewarda, ale ocalona potrzebowała humanoida, który by jej ewentualnie pomógł i zaznajomił z panującymi zasadami, nie wyjawiając przy tym istnienia sztucznej inteligencji. Do tego statek winien był monitorować planetę. Musiała sama polecieć frachtowcem. Niektóre rzeczy lepiej widać było z bliska, a chciała wziąć udział w rozmowie ze wspomnianym Chevinem.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 7 Lis 2018, o 16:01

Białowłosa ożywiła się, słysząc, że Bahgar ma choć niewielkie dane na temat badanej sytuacji. Wyraźnie analizowała słowa Bahgara, po czym zarzuciła go pytaniami. Trafnie i dociekliwie.
- Niestety. Wiem tyle, że mówi o powrocie złego boga.
Chevini nie byli skłonni rozmawiać o ich rodzimych legendach, musiał wyciągać z nich w długim procesie rozmów i picia. Znaczy, bardziej Caleb wyciągał niż on.
- Jest wysłannikiem między plemionami. Przewidywalna trasa:
Tu Bahgar przełączył hologram na naręcznym projektorze i wyświetlił prawdopodobną trasę. Wyznaczył ją chwilę temu Caleb w oparciu o położenie obozów Chevinów. Oczywiście, nie mógł mieć pewności, ale przez pewne miejsca Skatr musiał przechodzić, idąc w kierunku plemienia do którego został wysłany.
- Bierz co potrzeba. Możemy trafić w dzicz.
Gad miał przy sobie wszystko, co było potrzebne do samotnego przemierzania stepów. Dopiero jednak musiał się przekonać, czy pani naukowiec będzie dla niego ciężarem.
Bahgar uścisnął jej dłoń na przypieczętowanie współpracy. Zapowiadała się na owocną i skuteczną.
- Jeszcze jedno. Ustal stałe łącze. Kodowany kanał.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 218
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 8 Lis 2018, o 11:28

Stało się. Imperium rozpoczęło swoje śledztwo na Vinsoth. Rodzinna planeta Chevinów, do tej pory kojarzona raczej ze spokojem, skrywała mroczną tajemnicę. Tajemnicę, która musiała zostać rozwikłana, bo tak życzyłby sobie Imperator. I chociaż zespół, który miał podjąć się tego zadania był zupełnie niestandardowy jak na Imperium - dwie dżentelistoty niebędące ludźmi, to ich oddanie sprawie mogło przynieść wiele korzyści. O ile tylko ich prywatne pobudki nie staną się ważniejsze od powinności służby.
Jak tylko Zin skończyła się przepakowywać, cała trójka statków ruszyła w drogę. Łącznie była ich, członków załogi, czwórka, jeśli liczyć SI Boba jako pełnoprawnego pilota. Przynajmniej Zin za takiego go uważała. Pozwoliła jednak prowadzić cały konwój swoim nowym towarzyszom, którzy najwyraźniej mieli jedyną wskazówkę, która mogła posunąć sprawę naprzód. Ich znajomy z plemienia Chevinów mógł posiadać bardzo cenne informacje o tej dziwnej anomalii, która nawiedziła planetę. Sam Bahgar wydawał się być natomiast godnym zaufania, a jego służba dla Imperium dodatkowo dobrze o nim świadczyła. Jedynie jego towarzysz, Caleb, pozostawał jak na razie dość neutralną dla niej personą.
Zgodnie z informacjami, jakie uzyskał Bahgar, musieli teraz kierować się na północ. Tam znajdowało się kolejne plemię tubylców, do którego miał udać się jego znajomy. Podążali w kierunku bieguna północnego planety, mając trochę czasu na przetrawienie i przemyślenie swojego nowego sojuszu. Przy okazji mogli podziwiać sunące w dole stepy i majaczące gdzieniegdzie na horyzoncie góry. Bob w tym czasie zajął się koordynowaniem skanowania dalszej okolicy. W końcu nadszedł sygnał od sond. Mniej więcej standardowe pięć kilometrów przed nimi wykryły obozowisko Chevinów. Bob prześledził dokładnie członków tego plemienia, chcąc pomóc Bahgarowi zidentyfikować, czy wśród nich jest jego znajomy.
- Jest - Caleb wskazał na ekran wyświetlacza - tam obok tego namiotu.
Latające wokoło sondy nie pozostały jednak niezauważone. Zwiadowcy plemienia o bystrych oczach wypatrzyli latające urządzenia i widać było teraz na miejscu wielkie poruszenie. Najwyraźniej zarządzono mobilizację. Nie wiadomo, czy tylko po to, by pozostać czujnym i szykowano się do ucieczki. Tak trwożne zachowanie chevinów łowca widział po raz pierwszy w życiu. Na planecie musiało naprawdę dziać się coś bardzo niedobrego. Niemniej jednak mieli teraz okazję, by podlecieć do nich i spróbować się z nimi skontaktować.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6130
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 11 Lis 2018, o 00:11

Szum repulsorów zwiastował start ZH-25 obdarzonego mianem "Soulless" - "Bezduszny". Statek prowadzony pewną ręką Caleba skierował się na północ, gdzie mieli nadzieję spotkać Chevina Skatra wizytującego inne plemię.

Bahgar siedział w swojej kajucie, pozwalając przyjacielowi wybierać trasę. Wpatrywał się w świece płonące w stylizowanych oczach pękniętej maski, tworzącej ołtarzyk, i modlił się. Nie wypowiadał słów, skomplikowanych fraz czy wierszy. Wojownik nie strzępi języka na zbędne słowa, nie marnuje energii na wyszukane dźwięki. "Daj mi czujność, Daj mi szybkość, daj mi siłę, daj mi precyzję, wielki Generale" krążyło w jego myślach.

- Bahgar, widzę obozowisko.
Zabrzmiał głos Caleba z komunikatora. Bahgar zdmuchnął świeczki i udał się do kokpitu.
- Nasza nowa przyjaciółka zaczęła już zwiad, sondy spenetrowały otoczenie i sam obóz. Komputer próbuje dopasować postać do posiadanych danych... Jest! - Caleb wskazał na ekran wyświetlacza - tam obok tego namiotu.
- Tak, to on.
- Sondy nie zostały niezauważone. Wprawdzie Chevini nie zaatakowali żadnej... Ale mogły ich przerazić jeszcze bardziej.
- Zobaczymy. Ląduj. Tam.

Bahgar wskazał miejsce oddalone o kilkaset metrów od obozu Chevinów, dobrze widoczne z niego. Caleb wylądował tam, najpierw jednak zwolnił i obleciał obóz dookoła, tak by statek był dobrze widoczny przez tubylców. Kaleesh uniósł do ust komunikator.

- Pani Zin. Wylądujcie obok Questora. Ja sam zejdę do obozu.
Gad podniósł plecak i karabin i wyszedł ze statku. Podpierając się bronią, powoli, krok za krokiem zmierzał w kierunku namiotów tubylców. Zatrzymał się jakieś trzydzieści metrów od umownej granicy obozowiska, po czym wypuścił z ręki karabin, który stuknął o ziemię, choć trawa stepu stłumiła ten odgłos. Rozpostarł też ręce w górę i na boki, ukazując puste, otwarte dłonie. Powszechnie rozpoznawalny i akceptowalny w Galaktyce gest świadczący o pokojowych zamiarach.

- Przybywam w pokoju. Przekażcie Wysłannikowi Skatrowi, że Bahgar tal Kheetel go szuka.

Kaleeshańska peleryna łopotała na wietrze za jego plecami, a promienie słońca chylącego się już ku zachodowi oświetlały postać gada, nie mając jednak żadnego miejsca, by refleksem zmienić kierunek. Bahgar wchłaniał niosące się od obozu zapachy, próbując wyselekcjonować ten, który będzie mu najbardziej znajomy, i obserwował poruszenie wśród przysadzistych tubylców. Czekał na reakcję.
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 218
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Nicciterra » 12 Lis 2018, o 12:31

- Pani Zin, zbliżamy się na najwyższą orbitę. Zgodnie z wytycznymi transfer danych jest prostopadły i liniowo stabilny. Sondy wciąż trzymają się poszukiwań.
- Widzę Bob, widzę... Trochę ten statek mnie niestety rozprasza. Wyślę Ci też raport wydajności sprzętowej tego frachtowca. Czuję już manualnie, że trzeba by mu silniki manewrowe poprawić trochę, bo wytraca energię niepotrzebnie - Arkanianka siedziała w fotelu pilota, a mały holowyświetlacz wypluwał dane od sond, zaraz obok informacji lotniczych nowej jednostki. Maszyna zdawała się działać opornie, czy też może Zin była przyzwyczajona do wysokiej klasy sprzętu i wychwytywała wszelkie zgrzyty w sterowaniu niczym plamy na białym obrusie.
Naukowiec posiadała bardzo wysokie umiejętności w pilotażu promów i frachtowców. W stosunku do tych pierwszych posiadała też realne doświadczenie obarczone wieloletnim stażem. Czerpała też niemałą przyjemność z władania maszyną, jednak tak na prawdę najlepiej się bawiła w symulacjach bojowych myśliwców. Nigdy żadnym nie latała w rzeczywistości i w sumie nigdy nie chciała, ale w grach była niepokonana.
- Przejąć sterowanie? Strumień jest właściwie statyczny. Dla mnie to zadanie będzie łatwiejsze
- Nie Bob, nie tym razem, daj się trochę pobawić.
- Zrozumiałem.
- Jak połączenie z Bahgarem?
- Stabilne... Uwaga. Sondy napotkały cel - Zin przyjrzała się holorelacji zajścia. Chevini byli nie lada przewrażliwieni na punkcie kilku drobnych latających obiektów, jakby dostrzegli coś takiego pierwszy raz w historii swej nacji.
- Emm wycofaj sprzęt nieco na odległość. Niech to wygląda, że latające sondy należą do przybyszów. Niech podlecą za statek prowadzący Bahgara, jakby były częścią naszego konwoju. Rozumiesz, imitacja zachowania stadnego. Jedna niech mimo wszystko trzyma się celu, możliwie daleko, ale żeby miała w zasięgu sensorów namierzony cel. Dopilnuj by przesłać przetworzone ładnie dane do Bahgara
- To już się stało pani Zin.
- Znakomicie
Wnet Kaleesh już się odezwał, by pokierować sprawą
- Zrozumiałam - odpowiedziała krótko, postępując zgodnie z zarządzeniem. Mogła póki co czekać i wciąż obserwować rozwój wydarzeń, co było jej nawet na rękę. Kontakty z tubylcami, to nie byłaby jej ulubiona część zadania, szczególnie, że Imperium ma dość złą reputację, a w razie czego to byłaby łatwym łupem dla nawet zwykłego klanowego wojownika. A tak to trafiła na istotę, która ma z tutejszymi najwidoczniej dobre kontakty. Nic tylko obserwować. Zapaliła papierosa i w milczeniu wyczekiwała rozwoju wydarzeń, próbując sobie wyrzucić z głowy sytuację co miałaby zrobić, jakby była sama przeciwko pędzącemu na nią Chevinowi z archaiczną siekierą.
Image
Awatar użytkownika
Nicciterra
Mistrz Gry
 
Posty: 315
Rejestracja: 18 Paź 2016, o 11:39

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 13 Lis 2018, o 14:08

Strażnicy grupy tubylców, którzy na skraju obozowiska obserwowali lądowanie statków i wyjście Bahgara, szeptali między sobą. Słowa łowcy zostały zrozumiane i wzbudziły niemałe poruszenie. Z grupy strażników oderwał się w końcu jeden osobnik i pognał w głąb obozu. Gest Bahgara podziałał na pewno korzystnie, bo tylko był obserwowany z odpowiedniej odległości, bez wyraźnych oznak agresji. W końcu z obozu wrócił strażnik w towarzystwie jeszcze jednego chevina - Skatra, na którego widok łowca odetchnął z pewną ulgą.
Dla Zin, obserwującej wszystko przez obraz z sond, tubylec wyglądał prawie tak samo jak reszta swoich pobratymców. Przysadzista sylwetka niczym nie odróżniała się od reszty chevinów i kobieta dziękowała losowi za spotkanie Bahgara. Jeśli ten cały Skatr miał jakieś przydatne informacje, to uzyska je tylko dzięki nowo poznanym towarzyszom.
Chevin podszedł do Bahgara z uśmiechem na twarzy.
- Skatr wita starego znajomego - wyciągnął dłoń do uścisku - Co cię sprowadza, Bahgarze, w tak mrocznych czasach? Twoje nagłe przybycie w towarzystwie innych statków przestraszyło moich braci na tle ostatnich historii.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6130
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez BZHYDACK » 15 Lis 2018, o 04:30

Bahgar stał zwrócony w kierunku obozowiska. Na jego widok wśród krępych tubylców zapanowało poruszenie większe, niż było wcześniej widoczne z daleka. Jeden ze strażników pobiegł co sił do wnętrza, by oznajmić wszystkim o przybyciu niezwykłego gościa. Choć Kaleeshanie odwiedzali Vinsoth, niekoniecznie byli skorzy do kontaktów z tubylcami większymi niż to konieczne. To był raczej ewenement.
Czekając na powrót posłańca, Bahgar podniósł znów rękę do maski, włączając komunikator.
- Pani Zin. Stałe łącze. Zarejestruj rozmowę.
Nie wyłączając komunikatora, opuścił rękę, czując, że zapachy wewnątrz obozu zmąciły się nieco. Wiatr niósł w jego kierunku masę woni, ognisk, pieczeni, ziół stepowych suszących się na słońcu, potu pracujących ciężko Chevskich niewolników. Czuł też krew z oprawianych zwierząt oraz charakterystyczny zapach metalu połączonego ze zjonizowanym gazem. Woń blasterów - niektórzy Chevini mieli broń. Samych Chevinów też czuł, mógł praktycznie smakować ich niepokój. Wśród nich wyczuł też woń bardziej znajomą.
Skatr wyczłapał poza obręb obozu na swoich grubych nogach, w towarzystwie widzianego wcześniej strażnika. Jego twarz, czy raczej pysk zwiastowała nieskrywaną radość. Nie zmienił się praktycznie, tylko trochę się postarzał, czego jednak nie zauważył by ktoś nie zaznajomiony z wyglądem chevinów. Bahgar dostrzegł na jego czaszce starą, znaną mu bliznę po postrzale. Był przy tym, gdy Skatr otrzymał tę ranę na wojnie. Ręka, którą Skatr wyciągnął na powitanie, miała ślady oparzeń. Bahgar uścisnął ją.
- Poluję.
Chevin doskonale pamiętał, jak "chętnie" Bahgar wymienia z innymi słowa i zdania. Nie zaskoczyła go ta lakoniczna odpowiedź.
- Skoro tak... to do czego ja ci jestem potrzebny? Nie podróżujemy teraz...
- Widzę. Czy to przez te historie? Których nie znam?
Skatr zmieszał się i zająknął.
- Poniekąd...
- Dobrze. Może siądziemy więc? Przy ogniu?
- Racja. Wejdź, oczywiście, do obozu. Porozmawiamy.
Skatr ruszył do środka między namiotami, Bahgar podniósł karabin i powoli ruszył za nim. namioty nie stały w prostej linii, zatem Kaleesh mógł, mijając co poniektóre domostwa, przyjrzeć się życiu tubylców. Nie różniło się ono zbytnio od innych podobnych jemu społeczności. To jakaś samica przyrządzała strawę, tam zaś bawiły się dzieci, gdzie indziej niewolnicy siłowali się z jakimś zwierzęciem na rzeź... Nad wszystkim ciążył jednak ten dziwny niepokój. Gad czuł śledzące go spojrzenia, nie wrogie, a wyraźnie przestraszone, choć żadnych wrogich gestów nie wykonał. Skatr doprowadził go do jednego z większych namiotów praktycznie w samym centrum. Tutaj prawdopodobnie żył jako wysłannik.
Bahgar usiadł nieco z boku, przy ogniu, który płonął przed wejściem. Pozwolił obsłużyć się niewolnicy, która podała jemu i Skatrowi posiłek. Stanowiła go gęsta zupa zwana przez Chwvinów nikhir, sporządzona z kilku rodzajów miejscowych korzeni, bulw i uprawianego bardziej na zachód zboża, doprawionych ostrymi ziołami. Drugą częścią posiłku stanowiła pieczeń w cieście, podana z ostrym warzywnym sosem. Bahgar delektował się wyrazistym smakiem posiłku będącego wyrazem gościnności. Nie omieszkał wyrazić gestem swojego uznania. Po zjedzeniu, Kaleesh odsunął się nieco. Czuł cały czas, jak miejscowi wpatrują się w niego, więc nie naciskał na razie nikogo. Usiadł z boku, maskę położył sobie na kolanach, odpiął od pasa bes'bev i zaczął grać piosenkę.
Chevini przysłuchiwali się dźwiękom mandaloriańskiego instrumentu. Wolne, pełne nostalgii nuty płynęły przez obóz, przywodząc na myśl spokojne, dawne życie. Nawet dzieci umilkły zasłuchane w muzykę, którą usta Bahgara wydobywały z fletu. Poprzez komunikator, piosenkę tą usłyszała również Zin Iterra, wewnątrz swojego statku. Gad zapętlił melodię kilkukrotnie w różnych wariacjach, aż wreszcie zakończył ją, pozostawiając w uszach pogłos, a w sercach tęsknotę. Miejscowi patrzyli na niego, jednak już bez strachu, a z podziwem. Szepcząc, rozeszli się z powrotem. Na placycku został tylko Skatr. Bahgar przypiął z powrotem flet i założył maskę.
- Bahgar... Dobrze było znów to usłyszeć.
- Dobrze. A teraz może podzielisz się tą historią? O której wspomniałeś na wstępie?
Image

GG 31165496
Awatar użytkownika
BZHYDACK
Gracz
 
Posty: 218
Rejestracja: 18 Sty 2016, o 12:29

Re: [Vinsoth] Ocalała

Postprzez Mistrz Gry » 17 Lis 2018, o 23:15

Skatr spochmurniał. Widać było, że to, co wydarzyło się na Vinsoth w ostatnim czasie, mocno dotknęło wszystkich chevinów. Spokojny naatrój wywołany muzyką Bahgara zniknął. Jego znajomy spojrzał na niego i zaczął opowiadać.

Kilka tysięcy lat temu, nieważne według jakich kalendarzy to liczyć, bo tak dawno to było, mój lud oddawał cześć bogowi, który zstąpił z gwiazd i odtąd przebywał wśród nas, na Vinsoth. Był to niestety bóg okrutny, który żądał krwawych ofiar. Wybranym wiernym sługom dawał jednak moc i siłę, więc znaleźli się tacy, co zdecydowali się zdradzić własną rasę i stali się jego sługami. To były mroczne czasy. Pozostali stali się niczym niewolni, zmuszeni, by oddawać złemu bóstwu cześć. Nazwali go Ral'troh - Bóg Rozpaczy.
Trwało to wszystko blisko setkę waszych lat. W tym czasie moi bracia spróbowali się zbuntować. Cała planeta zamieniła się w walczące dwa obozy. Tym, którzy pragnęli wolności, przewodził klan Syylk. Nim jednak wszystko się rozstrzygnęło, Ral'troh dokończył swój mroczny rytuał, do którego przygotowywał się długi czas. Ceną za niego była krew jego wyznawców, tych wybrańców i najwierniejszych sług. Po tym strasznym czynie, Ral'troh zniknął. Pozostał po nim jedynie pusty grobowiec. Decyzją najmędrszych spośród nas, jego świątynia została zapieczętowana a Syylk mieli po wsze czasy strzec jej, by mroczny bóg już nigdy nie powrócił.
Jednak zawiedliśmy. Tak, mój przyjacielu, jestem jednym z ostatnich przedstawicieli klanu Syylk. Strażnikiem mrocznych tajemnic. I przegraliśmy. Przez te setki lat od tamtych strasznych dni robiło się nas coraz mniej, a pamięć o strasznej historii mimo naszych starań, zacierała się. Nikt nie wierzył nam, gdy głosiliśmy niebezpieczeństwo, aż proroctwo się wypełniło. Kilka dni temu, gdy ludzie odgrzebali grobowiec mrocznego bóstwa, Ral'troh powrócił. Nie byliśmy w stanie ich powstrzymać. Bóg ożył, aż cała planeta pogrążyła się w mroku i trzęsieniach ziemi. Zgodnie z proroctwem, teraz czeka nas zagłada a zemsta Ral'troha na tych, którzy mu nie służyli, będzie wielka.


Skatr skończył. W namiocie oświetlanym drgającym płomieniem ogniska zapanowała cisza.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6130
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Zewnętrzne Rubieże