Content

Zewnętrzne Rubieże

[Tatooine] Bestia

Image

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Mistrz Gry » 12 Gru 2018, o 22:46

Twarz kobiety nawet nie drgnęła kiedy usłyszała pytanie, zapewne dobrze przygotowywała się do takiego rozwoju sytuacji. Szybko też udzieliła odpowiedzi. Robiła wrażenie pewnej siebie, w końcu kłamstwa i zwodzenie to była jej gra.
- Oczywiście że wobec korporacji. - Zrobiła zniesmaczoną minę. - Jak można zadać tego typu pytanie. Przypominam, że Martina ktoś zakatował nie wiadomo kto, może wspólnik oskarżonego. Przecież jego śmierć jest najlepszym dowodem tego że był wierny korporacji do końca.
Dyrektor wiedziała w które struny uderzać, Czerka nie była zainteresowana nielojalnymi pracownikami, przy interesach które korporacja prowadziła dyskrecja była najważniejsza. Mimo to przewodniczący składu sędziowskiego zwrócił uwagę by świadek zachował swoje gdybania dla siebie i skupił się na faktach. Upomniana wróciła do meritum.
- Martin zawsze otrzymywał najwyższe oceny na testach, był też jednym z pracowników posiadających najwyższą skuteczność. Nic nas nie łączyło.
Mówiła z pewnością siebie i siłą w głosie. Nic nie wskazywało na to żeby kłamała.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6603
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Zaahr Dromrahk » 14 Sty 2019, o 09:24

Wyglądało na to, że kilka godzin spędzonych z Zaahrem wystarczyły, żeby obrońca wyrobił sobię odpowiednie nastawienie lub po prostu najzwyczajniej w świecie chciał wywołać jakąkolwiek reakcję na twarzy dyrektorki. Z pewnością nie był jedyną osobą na sali wpatrującą się teraz w jej minę i czekającą aż kobieta straci swoją maskę.
- Pozwolę sobie zacytować Pani wypowiedź "nie uprawiam seksu z podwładnymi" - młody prawnik ledwo powstrzymał się od spapugowania brawy głosu i akcentu Dayame - skoro wiemy już, że nie tyczy się to innych pracowników, mamy to uznać za przejaw lojalności wobec Korporacji? Zależy mi żeby poznać pani definicję tego słowa...
Zaahr otworzył szeroko czerwone oczy i patrzył z niedowierzaniem to na obrońcę, to na byłą kochankę. To napewno już nie miało związku z tematem, ale w taki sposób obnażyć jej hipokryzję... cholera, warto było. Zuch chłopak. W końcu wyprowadzenie jej z równowagi było kluczowe.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 65
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Mistrz Gry » 18 Sty 2019, o 21:26

Kobieta zacisnęła pięści ale nic poza tym nie zdradziło jej walki o odzyskanie opanowania, gruba warstwa makijażu zrobiła swoje. Mogła się czerwienić do woli. Magia kosmetyków stała po jej stronie. Nie była głupia zdecydowanie wiedziała, że prywatne wycieczki nie zmierzają do niczego dobrego. Przynajmniej dla niej. Szybko musiała odzyskać inicjatywę.
- Jak rozumiem ważniejsze dla panów jest to z kim sypiam niż ustalenie prawdy o udziale Szefa ochrony korporacji w napadzie na jeden z jej transportów. Jak już pan zauważył nie jestem w pańskiej lidze, więc proszę sobie odpuścić.
Prawnik być może miałby ochotę kontynuować drażnienie się z Dayame lecz przewodniczący był innego zdania.
- Proszę porzucić personalne wycieczki i skupić się na meritum. Na przykład na wyjaśnieniu połączeń między Dyrektor a zaginionym transportem. Wydaje mi się to nieco bardziej istotne od życia erotycznego świadka.
- Dziękuję - Kobieta znowu weszła w ton biednej zaszczutej kobiety. Czego od niej chcą ci ludzie. Zaahr był pewien, że Dyrektor nie posiada sympatii zgromadzonych, nie przesądząło to wyniku sprawy. Jego też nie lubili.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6603
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Zaahr Dromrahk » 23 Kwi 2019, o 10:48

Prawnik podniósł delikatnie palec do góry chcąc coś odpyskować, kiedy to Zaahr wszedł mu w słowo:
- Myślę że to jest cholernie istotne z kim pani sypia, bo puszczenie lekko opancerzonego transportu przez kanion na którym ostatni szef ochrony stracił pracę i z tego co mi wiadomo, jakiś czas temu życie nie świadczy o pani inteligencji. Raczej o Pani oportunizmie. A ja się dowiaduje o takiej sytuacji godzinę po utracie kontaktu z transportem. Czy jest ktoś na Sali kto nie sądzi, że to jest podejrzane? – Zaahr spojrzał się po istotach wokół niego, po czym jego czerwone oczy ostentacyjnie spoczęły na dyrektorce – Może Pani?
Czym różniła się rozprawa sądowa w tej śmiesznej korporacji od cotygodniowego targowania się z Toyadrianinem z naprzeciwka, który nie rozumie jak działa polityka haraczu? A w tym drugim Zaahr był mistrzem. Wszystko to przecież polegało na przedstawieniu faktów w świetle swojej prawdy.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 65
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Mistrz Gry » 11 Maj 2019, o 22:13

Ostatnia wymiana zdań wywołała spore poruszenie wśród publiczności. Dayime nie cieszyła się reputacją cnotki, a obietnica wyciągnięcia co bardziej pikantnych szczegółów z pewnością nie poprawi jej reputacji. Rozbudziła się wyobraźnia tłumu: plotki, podejrzenia, fantazje. Prezes musiał podnieść głos by uciszyć szmery na tyle by można było dalej prowadzić rozprawę.
- DOŚĆ! Nie jest to celem naszej rozprawy. Jeżeli zeznania świadka mogą coś jeszcze wnieść, to proszę o zadawanie celowych pytań. Jeżeli zaś nie proponuję krótką przerwę obiadową.
- Przerwę obiadową?
Zmieszanie Prezesa było aż nadto widocznie, proces zaczął iść w zdecydowanie złym kierunku. Niemal wszyscy przeczuwali że sypiał on z dyrektor, w sumie było to tajemnicą poliszynela. Oskarżenia Dromrahka nie poprawiły sytuacji. Teraz sprawa zaczęła wyglądać znacznie bardziej podejrzanie, zwłaszcza dla gości z centrali. Sprawa musiała zakończyć się szybko i jednoznacznie.
- Zarządzam przerwę. Rozprawa zostanie wznowiona za dwie godziny. - W głosie mężczyzny brzmiała korporacyjna pewność siebie. - Zapraszam skład sędziowski na obiad, więźnia proszę odprowadzić z powrotem do celi.

Przerwa w rozprawie dała widzom czas na jeszcze więcej plotek, pojawiały się coraz bardziej nieprawdopodobne teorie. Część z nich zakładała udział rebelii czy mistycznych Jedi. Inne obstawiały spisek tajemniczego kultu wewnątrz korporacji. Tymczasem Zaahr i jego dawni podwładni zostali wyprowadzeni z pomieszczenia. Mimo ze wciąż towarzyszyli im strażnicy, zdołali zamienić ze sobą parę słów przy obiedzie w więzieniu. Za chwilę miała zacząć się kolejna część przedstawienia.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6603
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Zaahr Dromrahk » 12 Maj 2019, o 17:33

Zaahr z każdą sekundą spędzoną na sali rozkoszował się chaosem, który przez chwilę udało mu się zasiać. Prezes i Dayame tracili kontrolę nad całym przedstawieniem. Gdy centrala traciła do nich zaufanie, Zaahr mógłby spróbować wcisnąć wszystkim kit o „ostatnim sprawiedliwym” szefie ochrony. Potrzebowałby kilka wymyślonych na szybko zeznań. Raczej ciężko będzie wyjąć z czapki jakieś dowody rzeczowe, w końcu nie za bardzo ma możliwość się stąd ruszyć. Nie załamywało go to, w końcu mógł niszczyć wszystkie dowody, które mogłyby spowodować, że jego „ultra-hiper tajne śledztwo przeciwko korupcji wysokich szczeblem oficjeli Korporacji” przedwcześnie ujrzało światło dzienne. Pierwszy do głowy przyszedł mu ten zabrak Muvake, któremu kazał śledzić Dyrektorkę. W związku z pojmaniem Zaahra kontakt z ochroniarzem się urwał, a niewykluczone że gość ma coś na kobietę. Mógłby go powołać na świadka. Nawet jeżeli nie udało mu się znaleźć coś co powiąże ją z Aurodium to może opowiedzieć historyjkę o braku zaufania szefa ochrony do Dayame. Następny może być jego szwagier, Veinad. Zaahr mógłby postawić całkiem okrągłą sumkę, że ten skurczybyk bojąc się o swoją skórę nie spał od dwóch dni. Duże ilości aplikowanego sulfuru zapewne miały w tym swój udział. Veinad z pewnością pomoże każdemu kto choć chwilowo zapewni mu stały grunt pod nogami. Teraz gdy Zaahr został postawiony pod ścianą mógłby przekonać szwagra do współpracy być może nawet szantażem. Jeżeli zajdzie taka potrzeba oczywiście. Gdy strażnicy odprowadzali szefa ochrony i jego współpracowników, ten rozejrzał się jeszcze za swoim rogatym współplemieńcem jednak nie udało mu się go dojrzeć. Ta droga była na ten moment zamknięta.

***


Zupa. Warzywna do tego. Chyba najwyższy akt rasizmu z jakim Zaahr spotkał się od przylecenia na to zadupie. Czyżby było to specjalne zagranie mające za zadanie złamać devaronianina? Cżyżby macki Dayame sięgały aż do kuchni? Będzie to trzeba poruszyć na rozprawie po przerwie obiadowej. Przecież tak nie może być.
Z zadumy wybudziło delikatne go szturchnięcie w ramię. Zaahr odwrócił się mierząc wzrokiem sąsiada. Był to Lancer.
- Szefie, nie jesteś głodny? Zjadłeś zaledwie kilka łyżek. – Zaahr spojrzał mu prosto w oczy starając się przypomnieć sobie czy wydawał pozwolenie na dotykanie go przez jego podwładnych po czym rozejrzał się po reszcie więźniów. Jego wzrok zatrzymał się wymownie na Anzalu, który siedział naprzeciwko.
- Do końca dnia zostaniecie pewnie przesłuchani przed składem sędziowskim. Dobrze, żeby mój „podwójny agent” ujawnił się i przypomniał sobie i nam wszystkim jak było naprawdę, zanim zbyt późno zda sobie sprawę, że nasze losy są powiązane – jeżeli strażnicy to usłyszeli to ciężko było im wyciągnąć z tego jakąś informację obciążającą szefa ochrony, jednak dla pewnych osób byłA to groźba. I to dość poważna. Od tej pory byli wszyscy na dryfującym statku w przestrzeni kosmicznej i wydawało się, że tylko Zaahr miał wystarczająco dobrze rozwinięte organy płciowe żeby móc coś z tym zrobić. I jego współpracownicy wiedzieli, że gdy coś nie idzie po jego myśli to w swojej desperacji i złośliwości może być bardzo... brutalny. Z resztą co taki agent mógł zrobić? Prawdopodobnie Dayame jego też oszukała. Zaahr był jego najlepszą kartą.
- A zupa warzywna powoduje refluks u devaronian i działa destruktywnie na szare komórki - dodał i z obrzydzeniem odsunął zupę na środek stołu. Prawda była jednak taka, że był zbyt zaabsorbowany tym co się działo w pokoju z Prezesem, żeby odczuwać głód.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 65
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Mistrz Gry » 28 Maj 2019, o 21:40

Pomieszczenie ponownie wypełniło się dżentelistotami. Po początkowym chaosie powoli tłum się uspokajał i zapadała cisza. Kiedy tylko na salę powróciła ława sędziowska zapadła grobowa cisza. Tym razem na świadka wezwano Lancera. Corelianin niepodobnym do niego niepewnym krokiem podszedł do mównicy. Nie wyglądał najlepiej. Cały spocony był wyraźnie zdenerwowany. Zupełnie nie pasowało to do mężczyzny którego znał Zaahr. Obejrzał się i dostrzegł że młody również wygląda na ciężko chorego. Jedynie Cheal zachowywał kamienną twarz. Ale on też nie jadł warzywnej zupy. W głowie mężczyzny pojawiło się podejrzenie które już po pierwszym pytaniu Prezesa zamieniło się w pewność. Lancer padł na podłogę w drgawkach a jego jedyne oko uciekło w głąb czaszki. Przez krótką chwilę miał okazję żeby prysnąć w chaosie który powstał gdy trzech z pięciu oskarżonych padło ofiarą dziwnego ataku. Devouranin zdołał jednak wypatrzeć mężczyznę w skupieniu wpatrującego się tylko w niego. Facet miał broń i wyglądał na takiego który potrafi jej użyć...

-Przerwa! ogłaszamy przerwę w dniu dzisiejszym.
-Wezwać ratowników medycznych, gdzie jest medbot!

Prezes równie czerwony jak wijący się w drgawkach mężczyźni miotał się wściekły po sali. Dayime siedziała spokojnie z rękoma na kolanach i nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Więcej nie zdołał dostrzec ponieważ strażnicy chwycili go pod ręce i wyciągnęli z pomieszczenia. Tuż za nim w podobnej sytuacji znajdował się Weequay. Załadowali ich do repulsorowego ścigacza służącego tymczasowo jako więźniarka i ruszyli do budynku służącego za więzienie. Droga była krótka wystarczyła jedynie na zamienienie kilku słów.

Przygotuj się i idź za mną, albo zostań i pozwól się im zabić.
Dromrahk nie zdążył zadać pytania gdy przód pojazdu dosłownie eksplodował. Potężne szarpnięcie rzuciło mężczyzną. Kajdanki boleśnie wcięły się w ręce. Kurz nie zdążył jeszcze opaść a on sam poczuł na ramieniu czyjąś dłoń.
-Zabrać go?
-Jak go zostawimy ona go zabije
-Chodź z nami... Szybko!

W pyle widział widniejącą nad głową humanoidalną postać. Cheala już nie było za to on musiał błyskawicznie podjąć decyzję życia. Ucieczka oznaczała przyznanie się do winy ale zarazem ratowała jego doczesny żywot. Pozostanie na miejscu mogło oznaczać uniewinnienie, lecz nie gwarantowalo sukcesu. W ułamkach sekund musiał podjąć decyzję. Oprócz dzwonienia w uszach, słyszał wyraźnie nadlatujące maszyny.


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6603
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Zaahr Dromrahk » 30 Maj 2019, o 18:16

Były żołnierz i pilot wiedział, że nie ma czasu na chłodne kalkulacje. W takich chwilach nie liczyły się plany czy intrygi. Został już tylko instynkt przetrwania. Jego życie było zagrożone, a „oni” udowodnili mu, że gra pod publiczkę się skończyła. Nikt już nie chciał załatwiać sprawy w cywilizowany sposób. Zaahr wstał i w gniewie wyszczerzył zaciśnięte zęby. Tylko tyle wystarczyło tajemniczej postaci, by rozpoznać jego intencje. Jego czerwone oczy prawie iskrzyły się z chęci zemsty. Devaronianin był w końcu drapieżnikiem. Pod drogim płaszczem i wysublimowanym słownictwem, które często uratowało mu skórę, ukrywał się ten sam instynkt, który pozwolił jego rasie opanować Devaron. Była tam bestia, która była w stanie dopuścić się wielkiej przemocy by przetrwać. Wiedział, że tego rozdania nie wygra. Musiał spasować i ruszyć za swoim nowym sojusznikiem. Przegrupować się, spróbować opanować sytuację i znowu zostać łowcą. I gdy nadejdzie odpowiedni moment podniesie rękę i wyceluje „Zemstę Vilmarha”. Chociaż nie… to będzie jego zemsta. ”Zemsta Dromrahka”. Ostatnia rzecz, której będą się spodziewać.
- Idę z wami. Dajcie mi broń i działkę sulfuru – nie było to najmądrzejsze zdanie jakie Zaahr dziś wypowiedział. Zwłaszcza, że nie był w pozycji do wysuwania tego typu żądań. Ale w jego tonie było coś co mroziło krew w żyłach, jakby mógł na chwilę stracić zdrowy rozsądek.
Nie mogłem się powstrzymać i koniecznie chciałbym zostawić to pod postem. Chciałbym bardzo podziękować za ciepłe przyjęcie mnie na forum i pokazanie "mgławicowych" podstaw. No i oczywiście za cierpliwość :D :twisted:
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 65
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Mistrz Gry » 19 Cze 2019, o 23:37

- Trzymaj się blisko - doradził facet. Zignorował jego słowa o broni, a tym bardziej o działce. Zamęt walki nie za bardzo pozwolił odnaleźć się rogaczowi. Odgłosy strzałów i hałasy maszyn tworzyły kakofonię wieszczącą szybką śmierć. Unoszący się piasek tworzył swoistą zasłonę dymną
- Jaki jest plan!? - przekrzykiwał Cheal wszechobecny hałas
- Spierdalać kurwa!!! - no i biegli w jakimś kierunku, tylko im znanym. W tle rozgorzała eksplozja. Nagle wybawiciel Zaahra wcisnął mu do ręki laserowy przecinak. Taki nóż przemysłowy, idealny na ręczne przycinanie nierówności fabrycznych części w przemyśle stoczniowym, a w tym momencie również do cięcia kajdanek
- Czerwony do tyłu - wybawiciel raczył mu pomóc wejść, wrzucając go na tylne siedzenie. Dobrze, że zdążył się wyzwalać z uścisku obroży na nadgarstkach, bo z tego wszystkiego wyleciał mu nóż i gdzieś zaginął za speederem. Wnet poczuł prędkość i piasek w oczach. Szczególnie piasek. No nie dostał gogli, żeby móc sobie popatrzeć, gdzie tak pędzą i czy zdołają uciec. Dobrze, że miał chociaż oswobodzone ręce, by móc sobie oczy zasłonić przed nawałnicą piachu.

Kolejne boom i stukot spadających kamieni. I przede wszystkim szum wdzierającego się piasku do uszu. Podróż tak jeszcze trwała, aż dotarli w pobliże jakiejś jaskini. Tak, devaron mógł w końcu zdrapać warstwy piasku z twarzy i zobaczyć gdzie się znajduje. Weequay nie dał czasu swojemu byłemu szefowi na pogadankę, tylko od razu wcisnął do ręki blaster
- szybko, chłopaki nas tu zostawiają - wcisnął mu również plecak. W środku było żarcie, dla nich obojga. Zaś trzy speedery poleciały dalej. Rogacz pozwolił sobie na szybką orientację w terenie. Byli w jakimś kanionie. Cheal już szedł w stronę jaskini, również miał blaster u boku, tyle że w kaburze
- Chester mój stary druh nas z tego wyciągnął, choć Ciebie chyba w planie nie było. No ale chodź już skoro jesteś - zatrzymał się przez chwilę by na niego popatrzeć. Jego twarz niewiele zdradzała. Zaahr jednak dostrzegł okruszek sympatii.
- Skoro już nie pracujemy w Czerka, trzeba sobie nową fuchę ogarnąć. Od początku mi śmierdziała ta robota Zaahr. Nie sądziłem, że Dayime to taka Bestia i że z taką łatwością nas wydyma.

- gdzie my idziemy?
- jest tu pewna trasa, którą mało kto zna. Chester kiedyś pracował dla paru ciekawych osób, a ja z nim mieliśmy zawsze plan awaryjny. Ukartował mi ucieczkę, postaraj się tego nie spierdolić.
- ale gdzie?
- nie gdzie, tylko do kogo.

***

Podróż przez korytarze długiej jaskini była męcząca. Przyjaciele weequeya byli uprzejmi dać im butelkę whiskey i kawałki suszonego mięsa na drogę. Szli tak i szli, aż w końcu dotarli do większej hali w niekończącej się skale. Duża przestrzeń i kilka lamp stojących postawionych na skale oświetlało jakieś kamienie. Dwójka istot w czarno-szarych kombinezonach w pierwszym momencie przypomniała Zaahrowi jakichś techno cwaniaków z korporacji. Kobieta i facet. Mężczyzna obrócił się w ich kierunku i uczynił kilka kroków. Nie był uzbrojony, podobnie kobieta. Miał przy sobie jakieś skanery i narzędzia... chyba badawcze.
- szanowny pan Cheal? - głos mężczyzny był nieco zniekształcony przez głośnik hełmu. Przez czarny wizjer nie dało się dostrzec wizerunku osobnika.
- tak - odpowiedział weequey, krótko mierząc istotę, która miała być ponoć kluczem do ich ucieczki.
- od tego czekania, zebrałem już wszystkie próbki, nawet te których nie chciałem... niech pan zgadnie co później robiłem. Dłużej się nie dało?!
- sorry
- To wszystko?! Sorry? Chester ostrzegał, że nie jesteś wylewny. A kim jest ten o tutaj?
- Będzie nas dwóch. To również przyjaciel Chestera - skłamał, Zaahr nie znał żadnego Chestera. Chyba, że był to ten gość który uratował mu skórę.
- na to się nie umawiałem. Nie wiem jak zareagują imperialni, jak dostrzegą, że nagle otaczam się zbirami. I to jeszcze devaron! Barbarzyńska rasa. Przy najbliższej okazji, jak już opuścimy tę planetę i wylądujemy w jakimś cywilizowanym miejscu, będę musiał Cię wyprosić z mojego towarzystwa - zwrócił się w stronę Zaahra z założonymi rękami i nakazującym tonem powiedział:
- przedstaw się tak w ogóle.


Hej Zaahr. Tak w ogóle powiedz cześć, ale śmiało możesz rozgadać się z Chealem wcześniej, zanim dotarliście do hali w jaskiniach. Chwile sobie pogramy zanim się zdarzą dziwa
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6603
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Zaahr Dromrahk » 20 Cze 2019, o 10:35

Zaahr był mocno zagotowany. Ogólny chaos jeszcze bardziej podnosił jego ciśnienie. Każda eksplozja podczas ucieczki, każde słowo jego tymczasowych towarzyszy, każde ziarenko piasku które wylądowało w jego oczach i w jamie ustnej, to że pieprzony nóż wpadł po siedzenie, ogólny brak kontroli - wszystko to doprowadzało go do szewskiej pasji i sprawiało że miał ochotę odstrzelić komuś łeb. Żyły na jego łysej głowie rytmicznie pulsowały jakby rzeczywiście wziął końską porcję sulfuru. Dopiero łyk niespodziewanie letniej whisky przywrócił mu grunt pod nogami. Bicie serca wyrównało się, a sam devaronianin odnalazł coś co na chwilę zgubił - zdrowy rozsądek. No, może nie zdrowy... no i może nie rozsądek. W zasadzie to nie wiadomo co odnalazł...

***




Pauzy w mówieniu Zaahr stosował tylko w celu przechylenia bardziej pustej już niż pełnej butelki z alkoholem. I właśnie teraz był czas na taką pauzę. Po przełknięciu płynu, który tak wyjątkowo mu zasmakował przetarł on usta o rękaw swojego płaszcza i zaczął kontynuować monolog skierowany do Cheala:
- Musimy odnaleść Rehala. Ten murglak ma uszy na całym Tatooine. Z pewnością albo wie coś o transporcie Aurodium albo po tym co właśnie odjebaliście z kolegami to właśnie się tym zainteresował i zapłaci każdemu za informację - kiedy to Zaahr snuł na głos plany wyraźnie używając liczby mnogiej, Cheal szedł sobie spokojnie i co jakiś czas odbierał mu butelkę, pomagając ją opróżnić. Odpuścił sobie próbę wytłumaczenia Zaahrowi, że już dla niego nie pracuje.
- Musimy też odzyskać moje pistolety blasterowe! Muszę odzyskać moją "siedemnastkę", i "Zemstę Vilmarha", to była pamiątka z Devaronu. I muszę odzyskać moje karty do Sabaaka. Wiesz jak ciężko teraz o karty znaczone na podczerwień? - tutaj w Chealu coś pękło...
- Oszukiwałeś grając z nami w karty? - przystanął i przeszył Zaahra poważnym spojrzeniem.
- To nic osobistego, Cheal. W życiu nie zagrałem uczciwej partii - devaronianin odpowiedział wyraźnie zrezygnowany zdając sobię sprawę jak bardzo tęskni za swoją wymarzoną pracą, za wygodami dostatniego życia i za swoimi osobistymi rzeczami. Cheal tylko wzdychnął i ruszył dalej przed siebie w kierunku otwierającej się przestrzeni.
- Już prawie jesteśmy

***


- na to się nie umawiałem. Nie wiem jak zareagują imperialni, jak dostrzegą, że nagle otaczam się zbirami. I to jeszcze devaron! Barbarzyńska rasa. Przy najbliższej okazji, jak już opuścimy tę planetę i wylądujemy w jakimś cywilizowanym miejscu, będę musiał Cię wyprosić z mojego towarzystwa - jakiś żołędny dupek, który nie wiedział z kim rozmawia zwrócił się w stronę Zaahra z założonymi rękami i nakazującym tonem jakby był nie wiadomo kim powiedział:
- przedstaw się tak w ogóle.
- Nazywam się Zaahr Dromrahk i chciałem przypomnieć tobie i twoim imperialnym kolegom, że moja rasa jako jedna z pierwszych opracowała hipernapęd, tak sporo czasu zanim jeszcze wpadliście na to żeby wprowadzać "cywilizację" do naszego systemu - odgryzł się w szczerym uśmiechu. Oczywiście nic oficjalnie nie miał do Imperium, nawet ta "cywlizacja" w jego ustach nie zabrzmiała aż tak bardzo drwiąco. W końcu nie wiedział komu dziękować za uratowanie życia. Chociaż wątpił, żeby Cheal trzymał z Imperium to jednak po wydarzeniach z ostatnich dni nie mógł nic wykluczyć.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 65
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Mistrz Gry » 20 Cze 2019, o 22:23

- panie Zaahr - mężczyzna w kombinezonie najwidoczniej był przyzwyczajony do oficjalnego tonu. Nie był zadowolony z reakcji niespodziewanego gościa. Kobieta wyczuwając złośliwy ton devarona również przyjęła zamkniętą postawę, zakładając ręce na piersiach i przystępując na prawą stopę.
- po pierwsze. JA nie jestem imperialny. Pracuję z nimi. Po drugie nie widzę powodu dlaczego miałbym Cię stąd zabierać, nie było tego w ustaleniach. Nawet masz strój Czerki, będzie Cię widać na kilometr, a nie dam Ci moich ubrań!
- słuchaj, Zaahr to porządny facet, nawet jak na devarona. Jest podobnie jak ja podkurwiony i w dodatku nie panuje teraz nad językiem, przepraszam za niego. Kilka godzin temu właśnie stracił posadę, z bohatera do zera, zrozum. Pomóż i jemu. Będzie miał u Ciebie dług, a on spłaca swoje długi. Tak jak Ty teraz spłacasz dług Chesterowi - mężczyzna za czarnym wizjerem zamilkł. Rzeczywiście musiał spłacać jakiś dług. Nie wyglądał na takiego, który pomaga Chaelowi, bo go lubi. Myślał i kręcił głową, jaki to znaleźć powód, żeby rogacza jednak nie wziąć.

- pomóżmy mu Korhan, może udawać Twojego asystenta. Dasz mu ciuchy na zmianę i fartuch laboratoryjny. Być może przyda nam się kontakt u byłych oficerów Czerka - przerwała ciszę kobieta. Korhan zaś musiał połknąć niechęć i bez komentarza ruszył w stronę wyjścia jaskini, kobieta ruszyła za nim, również i Cheal ruszył, lecz jeszcze coś powiedział Zaahrowi.
- gość chyba jest trochę przewrażliwiony na swoim punkcie... pamiętasz jak Ci mówiłem, żebyś czegoś nie spierdolił? Mam nadzieję, że pamiętasz. Wisisz mi właśnie butelkę whiskey. A za te karty, całą skrzynkę.

Swoista grupa ruszyła w stronę wyjścia z jaskini, które było już blisko. Na zewnątrz było ciemno a na nich czekał pojazd repulsorowy. Musiała to być młoda maszyna, dość nowa i na pewno niewyprodukowana przez Huttów, za dużo smukłości i klasy było w pojeździe. Kobieta weszła na miejsce kierowcy, a reszta zbliżyła się do rozsuwanych drzwi. Bzzzzyt i weszli zaraz potem do małego trzy na dwa pomieszczenia w środkowej części pojazdu. Panel na suficie oświetlił wszystko białym światłem, a metalowa ścianka skutecznie izolowała kierowcę od nich. W środku były też drzwi najwidoczniej do mini ładowni oraz krzesła pasażerskie naprzeciwko głównego wejścia. Pojazd ruszył, a Korhan w końcu zdjął hełm.
Był to Arkanian w podeszłym już wieku. Czystokrwisty o śniadym kolorze skóry, białych oczach. Zaahr też doliczył jego palce u rąk do czterech. Otworzył drzwiczki do mini ładowni i zaczął coś tam grzebać. Wkrótce wyciągnął fartuch, buty i spodnie.
- idź przebierz się. Imperialni będą podejrzliwi jak zobaczą oficera Czerki, jako mojego nowego przybocznego ochroniarza. Pan Cheal wygląda już odpowiednio do tej roli, a te Twoje łachy najlepiej jakbyś spalił - powiedział energicznie dziadek.

***

Podróż trwała dalej do samiutkiego rana. Korhan zasnął na siedzeniu i cicho podchrapywał z otwartą gębą. W tle leciał cicho spokojny kawałek, a w międzyczasie Chael się obsłużył i wszedł sam do mini-ładowni, by po chwili przerzucania skrzynek wygrzebać stamtąd dwa piwa. Wysoka jakość, importowane z prawdziwej gorzelni na Ord Mantel. Intensywne, ciemne z posmakiem karmelu oraz kawy i co najważniejsze, dobrze schłodzone. Weequey otworzył oba piwa o rączkę blastera. Stary arkanian nawet nie drgnął na specyficzny hałas otwarcia butelki, spał w najlepsze. Podał piwo Zaahrowi i sam wziął łyka
- nawet dobre, powiem Ci - pokiwał głową potwierdzając smak.

***

Dotarli na miejsce kiedy słońce już było na samej górze i prażyło niemiłosiernie. Na szczęście pojazd był świetnie klimatyzowany. Prom czekał, przy posterunku Imperium. Gdy zatrzymali pojazd, przyszła do nich grupa żołnierzy na czele z jakimś oficerem. Kobieta zatrzymała w końcu pojazd i zakomunikowała zmęczonym głosem przez mikrofon.
- jesteśmy na miejscu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6603
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Zaahr Dromrahk » 21 Cze 2019, o 01:01

Wyglądało na to, że Zaahr musiał się podporządkować. Drażniło go to, ale niestety taka była prawda. Zarówno kobieta i Cheal desperacko próbowali zminimalizować efekty kłótni pomiędzy dwoma mężczyznami. Weequay znał jednak wystarczająco długo swojego byłego szefa, żeby wiedzieć że będzie ciężko namówić go do pełnej współpracy. Nawet jeśli jakimś cudem to się uda to pewnie będzie starał się dokuczać Korhanowi. W Korporacji zawsze robił wszystko po swojemu. Na jego szczęście dobrze się to jednak kończyło. Zanim objął stanowisko szefa ochrony Czerka była w trakcie zimnej wojny z wieloma frakcjami. Mimo, że nadal nie są za specjalnie lubiani to jednak Zaahrowi udało się w miarę ustabilizować sytuację. Gość po prostu potrafił rozmawiać z gangsterami. No i potrafił się targować będąc przy tym cholernie twardym. Wyjątkiem był handel informacjami. Na to nigdy nie skąpił. Przełożeni widząc efekty jego pracy dawali mu nieco luzu. Wyjątkiem była Dyrektorka, która nienawidziła samowolki i tego, że Zaahr robił pewne rzeczy lepiej (oczywiście w jego mniemaniu). Jednak zawsze udawało mu się ją przechytrzyć. No… prawie zawsze. Niestety wyglądało na to, że asy w jego rękawie się skończyły. Musiał porzucić część swojej tożsamości żeby przetrwać. A może stracił ją już wcześniej?
Stojąc na środku ładowni zdjął swój płaszcz i położył go na jednej ze skrzynek. Przetarł dłonią zewnętrzną część materiału jakby ostatni raz chciał uchwycić jego teksturę. Zawahał się na chwilę, zanim włożył na siebie fartuch laboratoryjny. Kim byli ci goście? Co tu się właściwie odwalało?

***


Rogacz wziął łyk piwa i uśmiechnął się cierpko do towarzysza.
- Wiesz, czasami wolałbym mieć jedną wątrobę. Byłbym bardziej pijaną istotą i w konsekwencji znacznie szczęśliwszą – wydawało mu się przez chwilę, że kącik ust Cheala delikatnie się podniósł. Kiedy tląca się muzyka koiła ich nerwy, a sztuczne światło męczyło ich wzrok, Zaahr doszedł do wniosku, że jest to pierwsza chwila od tygodnia kiedy czuł się bezpieczny. I mógł się założyć, że Cheal czuł to samo.
- Postaram się już nie denerwować dziadka – Cheal podniósł wzrok na Zaahra. Wiedział, że było to „przepraszam”. I to najlepsze na jakie było stać devaronianina.
- Po prostu staraj się nic nie spierdolić – powtórzył po raz setny po czym wziął łyk piwa. Zaahr w między czasie spojrzał na Korhana i zapytał:
- Co to w ogóle za jedni? – i zanim został oskarżony o zbytnią ciekawość dodał w pośpiechu – hej, mam udawać to będę, ale muszę wiedzieć co tu się dzieje. Przecież od tego zależy nasze życie.

***


Zaahr obudził się piętnaście minut przed dojazdem do posterunku. Idealna ilość czasu żeby ospały umysł wskoczył na wyższe obroty. Instynkt? Być może. Gdy usłyszał kobietę przez mikrofon poprawił się na siedzeniu, nie do końca z resztą świadomie.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 65
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Mistrz Gry » 24 Cze 2019, o 11:22

Podejrzenia Zaahra napotkały pierwszą wskazówkę, co do kwestii natury funkcjonowania ich tymczasowych pracodawców. Niektóre skrzynki były bardzo starannie wykonane jak na przedmioty do przechowywania tobołków. Równie chytre co bystre oczy devarona wyszukiwały szczegółów co do ładunku repulsorowej furgonetki. Metalowe pudła, każde było zamykane na blokadę obsługiwaną terminalem komputerowym. Przypominały mini-sejfy. Miały też swój własny system chłodzenia i akumulatory. Opisy były w jakimś kompletnie niezrozumiałym języku. Nie był to ani basic, ani język huttów ani devaroński. Na każdej był jednakże łatwo rozpoznawalny piktogram.


***


- Co to w ogóle za jedni?
- wyglądają jak jacyś spece od badań. Chester nigdy nie chwalił się wszystkimi znajomościami, choć dużo razem jeździliśmy. Każdy ma jakieś brudy. Na to wygląda, że to właśnie jeden z nich - wzruszył ramionami, po czym wychylił piwo do końca. Popatrzył jeszcze na Korhana czy śpi twardo i zaczął mówić nieco konspiracyjnie
- pierwszy raz ich tu widzę. Arkanianie. Raz miałem do czynienia z ich rodzajem. Kurwa nie polecam. Przemądrzali i strasznie tykalscy. O byle co potrafią się wkurwić i widzą siebie jako środek galaktyki. Ciekawe czy się wkurwi za to piwo - wyszczerzył zęby i zastukał w pustą butelkę
- mam wyjebane, byłem spragniony, w końcu i tak ma mi pomóc. A wygląda na to, że dopiero się okaże w jakie gówno się bawią. Wiesz, ogólnie są uznawani za tych co bawią się w genetyczne skurwysyństwo, wiesz mutanci i te sprawy. Widziałeś na skrzynkach znaki i pismo? Broń biologiczna? Pismo zaś to chyba pantorański, ale nie dam sobie głowy uciąć. Coś kojarzę bo miałem raz w gangu jednego z Pantory co właśnie takie zygzaki pisał w datapadzie - zrobił przerwę.
- Ich skafandry to porządny sprzęt, takie mam wrażenie. Na ich sprzęcie jest logo jakiejś nieznanej mi firmy. Trzeba by w holonecie sprawdzić co to za jedni. A i muszę przyznać, że uroczo wyglądasz w białym fartuchu dla jajogłowych, Zaahr. Może powinieneś się przekwalifikować? - Chael uśmiechnął się drwiąco.

***


Chael i Zaahr o tyle o ile było to możliwe, doprowadzili się do porządku, dziadek nie zareagował na głos z megafonu. Nadal chrapał z otwartą paszczą
- ej. Pobudka - Chael zaczął potrząsać facetem
- yyymm... Eri... jeszcze chwilunia - arkanian nadal był w świecie snów.
- panie Korhan, jesteśmy na miejscu - upominał go weequay
- półgłówku to jest... pan profesor Korhan, głupia amebo - wybełkotał nadal we śnie i zaczął coś gawędzić, najprawdopodobniej w arkańskim. Chael miał ochotę mu zrobić pobudkę z liścia, ale tylko pstryknął go w ucho. Ten zaś nagle się wybudził
- Gdzie jesteśmy?! Co się dzieje?!
- Jesteśmy na miejscu profesorku.
- Aha! - zawołał po czym próbował się zerwać z siedzenia i nagle coś mu głośno strzyknęło w plecach i pochylony zaczął tracić równowagę.
- ojojoj! O jasny gwint! Panie Chael ratuj! Ratuj! - Chael nie za bardzo wiedząc co się robi starszym ludziom, by im pomóc, po prostu szarpnął nim by się wyprostował, po czym usłyszał kolejne głośne strzyknięcie. Korhan złapał się za krzyże i zrobił krok do przodu z widoczną ulgą na twarzy
- od razu lepiej. Nie sądziłem, że zna się pan Chael na fizjoterapii - rzucił profesor w stronę weequaya, na co ten w odpowiedzi popatrzył się na Zaahra, a potem znów na profesora.

Chwilę później, trzech mężczyzn opuściło pojazd wychodząc w gorąc Tatooine, od razu można było zatęsknić za klimatyzacją w furgonetce. Cwaniak Korhan założył ponownie hełm swojego kombinezonu. Pewnie miał w środku klimatyzację i filtry powietrza. Przed devaronem prezentował się widok małej placówki Imperium na samym środku wielkiego morza piasku. Nieopodal nich prom i arkanianka w kombinezonie, która rozmawiała z imperialnym oficerem. Dwójka żołnierzy pilnowała wejścia na rampę promu. A sama placówka była mocno zmilitaryzowana. Kilka stanowisk artylerii przeciwlotniczej, czołgi grawitacyjne, koszary i lądowisko dla frachtowców.
- dobra panowie. Trzeba zawartość furgonetki przerzucić na ten prom do ładowni. Tylko bądźcie bardzo ostrożni, nie chcemy by jakaś skrzynka się rozbiła. Jak skończycie przyjdźcie na posterunek do kantyny. Tutaj masz moją wizytówkę panie Zaahr. Jakby imperialni nie chcieli was przepuścić na teren lub mieli jakieś problemy to się nią wylegitymuj, mówiąc, że jesteś moim asystentem, a to nasz osobisty ochroniarz - wskazał Chaela, po czym wcisnął plastikową plakietkę do rąk rogacza. Wnet ruszył do sierżanta. Zaahr dostrzegł logo firmy i nazwę korporacji farmaceutycznej. Scentix. Typ zaś nazywał się profesor Korhan Tekkra. Specjalista od bezpieczeństwa ekologicznego. Firma wedle wizytówki zajmuje się ekologią i produkcją leków. Plakietka była zrobiona z prawdziwym kunsztem godnym międzygwiezdnej korporacji. Miała wbudowany chip prawdopodobnie z reklamą firmy i podstawowymi informacjami. Był tam też adres ich głównego biura na Pantorze. Najwyżej położeni członkowie Czerki, rozdawali podobne wizytówki.

Praca fizyczna drogi rogaczu, 15 ciężkich metalowych skrzyneczek do przeniesienia. Jeszcze cztery butelki piwa są w skrzynce, jakby trzeba było złagodzić pragnienie. Możesz poprowadzić to, aż do momentu kiedy znajdziesz się w imperialnej kantynie. Tam będą na was czekać arkanianie i sierżant, przy drinku.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6603
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Zaahr Dromrahk » 25 Cze 2019, o 17:41

- Spierdalaj… - powiedział Zaahr gdy usłyszał komentarz Cheala o fartuchu. Położył nogi na siedzenie naprzeciwko i pociągnął kolejnego łyka piwa.
- Widzisz, ty możesz być co najwyżej bezmyślnym ochroniarzem, którego jedynym zadaniem jest ustalenie skąd dochodzą strzały i stanąć między nimi a naszym doktorkiem. Ja natomiast jestem zbyt inteligentny, żeby chociaż starać się odegrać taką dupną rolę. Zobaczysz, będę świetnym naukowym asystentem – w głębi duszy Zaahr cieszył się, że choć na niby zostanie asystentem Korhana. Nie było takiej opcji, żeby ktoś taki jak asystent Korhana będzie musiał nazajutrz wykonywać jakieś ciężkie fizyczne zadanie. Skoro Stary zachowuje się w taki sposób to musi być strasznie szanowany. Pewnie trochę szacunku i respektu przypadnie również Zaahrowi.

***


Jak Zaahr mógł być tak naiwny! Piętnaście metalowych skrzynek! Przecież to nie do pomyślenia. On, szef ochrony Korporacji Czerka? Do tej pory jego obowiązkami było rozkazywanie na lewo i prawo. No i oczywiście egzekucje strzałami w tył głowy, chociaż to drugie traktował bardziej jako rozrywkę. Gdzie są jego PRAWDZIWE obowiązki? I gdzie jest rozrywka?
- Będziesz tak tu stał? Rusz czerwone dupsko… - były minion Zaahra robił się coraz śmielszy. Szkoda, że nie można go tak po prostu zdezintegrować. Znaczy się… oczywiście, że można ale teraz był zbyt potrzebny. Musiał jednak pomóc Zaahrowi z robotą. Dwójka nieszczęśników złapała za pierwszą skrzynkę i powolnym krokiem ruszyli w stronę ładowni. Zaahrowi wydawało się, że była to najdłuższa chwila w jego życiu. To ile tych skrzynek? Piętnaście? Nie. Miał już dosyć.
Gdy tylko doszli do ładowni i położyli pierwszą skrzynkę, Zaahr ruszył w przeciwnym do promu kierunku.
- A ty co odwalasz? Dopiero co zanieśliśmy pierwszą skrzynkę…
- Idę się wysrać. A co? Chcesz znać szczegóły? – jak powiedział tak zrobił, po drodze spytał kilku „kubłogłowych” o drogę. Oczywiście nie mogli nie skorzystać z okazji do wylegitymowania go. No cóż, wizytówka działała, Korhan musiał być naprawdę kotem. Gdy w końcu znalazł się w łazience w następującej kolejności ściągnał spodnie, usiadł na toalecie, a z pod fartucha wyjął sprytnie przemyconą butelkę piwa. Zahaczył kapsel o umywalkę i szybkim uderzeniem od góry otwartą dłonią otworzył butelkę. Zaahr uwielbiał łączyć przyjemne z przyjemnym. Nie minął moment, gdy wrócił do wspominek z przed trzech tygodni, czyli najlepszego okresu w jego życiu.

***


3 TYGODNIE WCZEŚNIEJ

Zaahr leżał na kanapie w swoim biurze. Jedną ręką podtrzymywał głowę na oparciu, drugą trzymał kieliszek chłodnego wina. Czyli był to standardowy dzień w pracy. Na zewnątrz był taki upał, że nawet nie pofatygował się, żeby zebrać haracz od toydorianina z naprzeciwka. No cóż. Są rzeczy ważne i ważniejsze. A najważniejszą rzeczą w tej chwili było odsłuchanie nowej jizzowej epki, która narobiła ostatnio wiele szumu w muzycznym świecie. Specjalnie w tym celu rozkręcił wentylator na maksa, zasłonił żaluzje we wszystkich oknach i odpalił wizualizację na holoprojektorze (ponieważ właśnie mu wygasła darmowa subskrypcja na „Ponętne Twi’lekanki vol. 4”). I tak by sobie zapewne leżał gdyby nie zapikał mu komunikator.
- Łączyć – muzyka ustała, światło automatycznie się włączyło.
- Szefie oglądasz wyścigi? – zadzwonił jeden z jego poruczników. Zaahr nie pamiętał jego imienia.
- A co ty sobie wyobrażasz? Jestem cholernie zajęty. Mamy tu strategie ochrony nowej placówki, trzeba złożyć zamówienia na nowe „siedemnastki”, góra chce nam obciąć premię i dodatkowo ktoś notorycznie zwija sprzęt ze zbrojowni i rozprowadza go w częściach na czarnym rynku – Zaahr zapomniał dodać, że z ostatnim ma więcej wspólnego niż się wszystkim wydawało.
- Szefie, odpal wyścigi. Tragedia! Połowa chłopaków umoczyła na zakładach… - devaronianin lekko uniósł biodra i wyjął pilota z pod pośladków. Przywołał wyścigi na holoprojektorze.
- To właśnie on! Czarna owca dzisiejszego wyścigu! Aqualish pędzi niczym laserowy bolt. Pierwsze miejsce ma w garści. Co za emocje! – wrzeszczał spiker. Co on, kurwa taki zaskoczony?
- Co za pieprzony szczęściarz! – krzyknął w złości najemnik, który rozmawiał z szefem. Zaahr bez ostrzeżenia rozłączył się z rozmówcą po czym przełączył holoprojektor na odtwarzanie muzyki. „Szczęsciarz?” Z jego doświadczenia nie było czegoś takiego jak szczęście. Za to istnieli cholernie bogaci gangsterzy, którzy po cichu finansowali takich murglaków, żeby potem zbierać kokosy z zakładów. Na przykład Tym Rehal. No ale Zaahr tego nikomu nie powiedział. Sam uważał, że jest zbyt mała przepaść pomiędzy jego wypłatą a najemnikami, którzy pracowali pod nim. Więc wziął sprawy w swoje ręce. Do bukmachera po odbiór kasy zajdzie najwcześniej wieczorem, jak się ochłodzi. Zaahr wsłuchując się w kawałek pociągnął łyk wina i powiedział do siebie:
- Nie mogę się nadziwić tym bithom, grają na instrumentach prawie tak dobrze, jak smakują

***


Z zadumy wybiły go trzy mocne uderzenia w kabinę.
- Zaahr, nie leć w kulki. Nie przeniosę tych wszystkich skrzynek sam! – to był na pewno głos Cheala.
„A szkoda” – pomyślał Zaahr i wyzerował piwo.

***


Towarzysze sami nie wiedzieli ile im zajął tranposrt skrzynek. I woleli nie wiedzieć. W końcu po cieżkich bojach, rozsądnym dysponowaniem ostatnich trzech piw i kilku przerwach w klimatyzowanej furgonetce kierowali się w stronę kantyny. Pesymistycznie nastawiony do reszty dnia devaronianin pomyślał, że nie ma co pewnie liczyć na dobry jizz. W takich kantynach dla imperialnych nie slyszeli pewnie o Figrinie D'anie II, o Jizz-Wailers'ach czy Tatooine Blues.
"A szkoda" - pomyślał Zaahr.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 65
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Mistrz Gry » 27 Cze 2019, o 11:12

Strażnik wypytał ich o cel i wszystko, następnie zaprowadził do wspomnianego obiektu. Gdy tylko przeszli przez próg koszar, ruszyli korytarzem w stronę kantyny. Klasycznie impy prezentowały brak gustu, a architektura funkcjonalna obdzierała z życia wszelkie pomieszczenia. Żelbeton, żelbeton... żadnego obrazka ani monitora. Szare ściany i podłoga, sufit też. Kantyna wcale nie zapowiadała się lepiej. Przede wszystkim było tam cicho. Nie leciała żadna muzyka. Jedynie co było tam przyjemne to klimatyzacja, która spełniała swoją rolę. Stoliki były od siebie w równych odstępach i całe pomieszczenie przypominało bardziej jadalnie dla wojska a nie kantynę. Za barem jeden z żołnierzy sprawował funkcję obsługi i kucharza. A przy jednym stoliku siedział jeden wojskowy i arkanianie.
Łysy, młody i piegowaty żołdak o randze sierżanta siedział w szeroko rozstawionej pozie, wyluzowany popijał właśnie jeden z trzech drinków. Zaahr rozpoznał napój. Orzeźwiające zioła, cytrusy, ciemne mocne piwo, kostki lodu. O tak, na Tatooine to był prawdziwy rarytas, podczas gdy większość populacji pije prześmierdłą filtrami wodę-ściek z dodatkiem wszechobecnego piasku. Rozpoznał też zachowanie człowieka, zgrywał się przed kobietą. Korhan prezentował nieco przygarbioną pozę i zdawał się nie czuć takiego luzu jaki miał sierżant. Nawet nie ruszył alkoholu i siedział sztywno. Kobieta upiła trochę, ale również zachowywała się formalnie. Była znacznie młodsza od starca, można było jej dać około trzydziestki. Z twarzy była mocno przeciętnej urody, ale nadrabiała resztą ciała. Jej oczy zaobserwowały nadejście Chaela i Zaahra. W jej spojrzeniu devaronian nie zaznał ani krzty ciepła. Ci zaś szli by się przysiąść i w końcu odsapnąć.
- Ty patrz jaka białogłowa. Takiej jeszcze nie robiłem. Rzadki widok na Tatooine... ciągle tylko twileczki i twileczki. Choć w sumie widać już, że to zimne suczysko. A Ty jak sądzisz? - zapytał Chael. Chwilę później, byli już przy stoliku. Weequay chciał wziąć krzesła by się dosiąść, ale najwidoczniej nie było mu to dane.
- Widzę, że skończyliście - zaczął Korhan.
- Będziemy w takim razie wyruszać. Sierżant Fillis ma nieplanowane spotkanie.
- wybaczcie moi drodzy przyjaciele. To ważne spotkanie, zaraz po nim od razu ruszymy dalej do drugiego obserwatorium - zapewniał wojskowy. Widać było, że Zaahr nie odsapnie przy drinku. Trójka wstała od stołu i kierowali się w stronę wyjścia.
- ważne spotkanie o nieludzkiej porze. Mam nadzieję, że pan Fillis jest ostrożny - skomentował Korhan, był bardzo niezadowolony. Najpierw niechciany devaron, potem jeszcze jakieś spotkanie z kumplami sierżanta. Relacje na zadupiu jakim jest Tatooine, zawsze były bogate w mieszanie się w nie swoje sprawy. Współpracował jednak z sierżantem na tyle długo, że mógł mu wybaczyć przeciągnięcie się pracy.

Dla Zaahra ciąg dalszy użerania się z własnym losem wyrzutka. Lada moment wrócili na prom, ale Korhan musiał jeszcze sprawdzić furgonetkę, czy wszystko co trzeba z niej zabrali. Znalazł tam pustą skrzynkę po piwie i nie był zadowolony, oj nie. Jego ulubione piwo, które ciężko było dostać podczas przebywania na zadupiach tego pokroju zniknęło bezpowrotnie. Gdy wrócił na prom mieli otrzymać kajuty. Dwie dwuosobowe. Arkanianie rozmawiali ze sobą, na chwilę odstawiając na bok swoich dodatkowych towarzyszy.
- Erita słuchaj musimy pilnować tego rogatego patałacha i dziwnomordego również. Znalazłem kapsel po moim piwie w toalecie tutaj na promie i pustą skrzynkę w bagażniku. Oni się panoszą, jeszcze coś głupiego zrobią i imperialni się poddenerwują. Pułkownik ostatnio jest mocno cięty, lepiej by nie doszło do niego, że mamy jakieś dwie przybłędy przy sobie.
- Sugerujesz, że mam jednego z nich pilnować dzieląc pokój?! Oszalałeś Kor.
- Dla dobra sprawy. A i to Ty byłaś za tym, żeby go zabierać ze sobą. Wiesz jak ważne są próbki i doświadczenia na Tatooine - kobieta nie odpowiedziała, nie podobało jej się to.
- Wybierz sobie którego chcesz
- to brzmi jeszcze gorzej. Oni są uzbrojeni. Są niebezpieczni. To Ty i Twoje długi z gangami, nie moje! Ja wezmę sobie całą kajutę, a Ty się ciśnij ze swoimi kolesiami.
- Eri, grajmy do jednej bramki, tak jak zawsze. Tam nie ma miejsca dla trzech osób, a ja już za stary na takie numery jestem. Nie zapomnę o Twoim poświęceniu, jak będę rozmawiać z szefem. Może uda mi się Ciebie przerzucić do placówki w bardziej cywilizowanym miejscu. Dodatkowo za zlecenie dostaniesz moje 10% z premii. Wiem, że masz już dosyć Tatooine.
- trzymam Cię za słowo Korhan.

Cóż, Zaahr zaraz potem się dowiedział, że spędzi najbliższą noc na promie w towarzystwie wrogo nastawionej kobiety z paralizatorem pod ręką, a jego kumpel będzie najwyraźniej grał w szachy z dziadkiem. Został upomniany, by niczego nie ruszał, by nigdzie nie wychodził, chyba że do kibla. A nawet i wtedy devaronian miał wrażenie, że kobieta go śledzi. Wnet z Chealem dostali po racji żywnościowej, ciężko powiedzieć dla kogo. Dla zwierząt? W życiu nie jadł większego ohydztwa, ale był głodny. Nie jadł nic od dłuższego czasu. Jakaś pasta odżywcza i kilka bułek. W paście wyczuł mięsne podroby i jakieś warzywa, doprawione nadmiarem soli. Poniżenie nie znało granic.
W towarzystwie od-razu-obrażonej kobiety przesiedział w kajucie pierwszą fazę podróży. Erita nie przedstawiła mu się, nie chciała z nim gadać i mówiła by nie panoszył się po statku imperialnych, bo będą mieli kłopoty przez niego. Niech się cieszy, że go wywiozą stąd, skoro ma problemy. Potem nie było lepiej. Dolecieli do pierwszej malutkiej placówki. Wylądowali na piasku pośród rozległego pustkowia, gdzie nie było nic tylko ten oto właśnie ledwo wystający z ziemi budyneczek. Ponownie Zaahr i Chael mieli robić za tragarzy. Okazało się, że niepozorny budyneczek to jebitny kompleks pod ziemią, gdzie pracowało kilka istot. Znowu wynosili skrzyneczki i znowu skrzyneczki ważyły dużo. Oczywiście ta robota należała tylko do nich. Dobrze, że chociaż butelki z wodą mogli obalać do woli.
- zajebie Chestera. Miał mi załatwić ucieczkę, a nie wolontariat - zawarczał Chael pod nosem, kiedy to znów szarpał się ze skrzynką w towarzystwie Zaahra. Robota ich zmęczyła i trwała dość długo. Mieli w towarzystwie imperialnych spędzić nieco czasu w obserwatorium. Udali się do kantyny i jak się Zaahr mógł spodziewać napotkał kolejne bezguście. Tyle dobrze, że mógł wybrać sobie posiłek z listy, to mu droid miał zrobić.

Wnet podróż miała się odbyć ponownie. Teraz to na jakieś spotkanko sierżanta i kogoś, cholera wie kogo. Była już noc. Zaahr był padnięty, od niepamiętnych czasów się tak nie narobił jak tego dnia. Chyba, że wtedy jak był w wojsku. Nawet ułożył się na tej swojej pryczy, żeby się położyć i po prostu odpocząć, ale baba nie dała mu spokoju. A łóżko było takie przyjemne i błogie w dotyku...
- śmierdzisz. Poszedł byś się umyć. Załatwię Ci ubrania na zmianę, bo jesteś nie do wytrzymania - usłyszał głos z drugiego końca klaustrofobicznej kajuty, czyli niemalże nad uchem. Taaak, wojskowe standardy, normalnie mógł poczuć nostalgię. Tyle, że jego byli wojskowi koledzy z pokoju nie narzekali na zapachy.

Motyw jest taki Zaahr. Idziesz się myć i Ci kobieta daje spokój. Nie idziesz się myć i słuchasz jej gderanie, aż rogi ci wykrzywia we wszystkie strony i uszy więdną, a oczy robią zeza oraz ostatecznie nie możesz odpocząć. Zatrzymaj się w jednym z dwóch momentów:
1. Kiedy użerasz się z Eritą i jesteś w kajucie.
2. Kiedy jesteś pod prysznicem i Erita przynosi Ci ciuchy na zmianę.
W międzyczasie słyszysz, że statek ląduje i po pewnym czasie właśnie w jednym z tych momentów następuje eksplozja. Wybucha alarm na statku. Erita panikuje i nie wie co zrobić. Ty wychodzisz z planem lub/i wstępnymi działaniami w tym temacie. Mój następny post MG wpakuje Ciebie do wesołej gromadki :)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6603
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Zaahr Dromrahk » 27 Cze 2019, o 15:18

Tak, tego mógł się spodziewać po Imperium. Kantyna była tragiczna. Dlatego podczas snucia planów na przyszłość kiedy nosił skrzynki, obiecał sobie że po tym całym cyrku wybierze się w głąb przestrzeni Huttów. Co jak co ale oni mieli wyczucie stylu i gust do muzyki. Poza tym imperialni podchodzili do jego rodzaju zbyt nieufnie. Za czasów jak był szychą w Mos Espie nie przeszkadzało mu to. Nawet znał się osobiście z kilkoma oficerami. Oczywiście z obowiązku. Teraz będzie niestety musiał polegać na swoim sprycie i elemencie zaskoczenia, a ciężko o to drugie skoro wszyscy spodziewają się po nim najgorszego. Zaahr znowu doszedł do wniosku, że życie w zielonym płaszczu było łatwiejsze. Fajnie byłoby go odzyskać. Albo przywdziać nowy.
Z zadumy wybudziły go słowa Cheala chwalące urodę arkanianki, w stronę której zmierzali. I jeszcze pytał go o opinię.
- Zimne suczysko mówisz? Jeszcze tydzień temu byłaby w moim typie. Teraz raczej postawiłbym na twileczki. Nie kłapią tyle dziobem. - rzucił od niechcenia.
- I nie próbują mnie zabić – dodał przyciszonym tonem, kiedy dochodzili do stolika. Gdy byli już na miejscu szybko okazało się, że długo się nie zasiedzą. Zaahr swobodnie wsłuchiwał się w rozmowę starając wyjątkowo nie zwracać na siebie uwagi. Planowali wyruszyć w kierunku drugiego obserwatorium. Cholera, co tu było do obserwowania? Co ten cały Scentix chciał na tej zapomnianej planecie pełnej niczego?
Do końca dnia Zaahr obiecał sobie, że nie da się zaskoczyć więc postanowił sprawnie ubiec fakty. Pewnie dostanie kajutę i to z pewnością nie jednoosobową. Pewnie będzie ją dzielić z Chealem. I pewnie stary będzie im jeszcze truł. Zaahr na zaś nastawił się na noszenie skrzynek. Przyznał przed sobą, że zaczyna nie lubić arkanian. Chętnie zabiłby tą uroczą dwójkę i byłyby to jego dwa pierwsze trupy które zabił dla przyjemności a nie dla dobra biznesu i równowagi w naturze.

***


Pierwsza faza podróży minęła mu całkiem dobrze. Trafił do kajuty z arkanianką, jednak zgodnie z wcześniejszym przyrzeczeniem nie był zaskoczony (bardzo się starał w każdym razie). Suka miała coś z Twi’lekanek: nie była zbytnio rozmowna co mocno go uradowało. Zaahr dostał coś co miało podobno być jego posiłkiem. Mięsne podroby, niezdrowo duża ilość warzyw i oczywiście posypane solą po całości. Danie przypomniało mu jeden z powodów dlaczego odszedł z wojska. Gdy dotarli do obserwatorium okazało się, że Cheal i Zaahr znowu wylosowali nagrodę główną.
- Zajebie Chestera. Miał mi załatwić ucieczkę, a nie wolontariat – powiedział wequaay podnosząc skrzynkę.
- Gdzie są twoje priorytety Cheal. Chester się ciebie nie spodziewa. Najpierw zajebmy arkanian póki są w naszym zasięgu.

***


Zaahr padł na swoje łóżko. Był wykończony. Wcześniej udało mu się strzelić na szybko jakiś posiłek w kantynie ale nie miał nastroju na jakąś kulinarną wirtuozerię. Wcześniej gdy spożywał posiłki towarzyszyły mu piękne kobiety, dobra muzyka, a jego kieszeń wypełniały kredyty. Teraz gdy brakowało mu wszelkich wygód nie miał apetytu. Zjadł z obowiązku.
- Śmierdzisz. Poszedłbyś się umyć. Załatwię Ci ubrania na zmianę, bo jesteś nie do wytrzymania – Oho… zaczęło się. Nie było sensu walczyć z kobietą. Ostatnio mało korzystnie na tym wychodził. Z resztą sam miał ochotę się umyć. Był przecież cywilizowaną istotą, a nie jakimś barbarzyńcą. Skąd w ogóle myśl, że devaronianie nie dbają o higienę? Mimo, że kobieta nie rzucała oskarżeniami, a raczej stwierdzała fakt to Zaahr już zdążył wybiec do przodu ze swoimi insynuacjami. Mimo wszystko myśl o zimnym prysznicu koiła jego nerwy. Wstał i ruszył w kierunku łazienki.
Letnia woda obmywająca jego ciało dodawała mu wigoru kiedy to wyraźnie coś zatrzęsło statkiem. Nie zdążył zapytać siebie co to mogło być gdy rozległ nagle się alarm. Zaahr otworzył drzwi od kabiny prysznicowej i wyskoczył jednym susem na środek łazienki. Ubrać się, wziąć swój pistolet blasterowy, wyjść z kajuty i ustalić co się do cholery dzieje. Skoro mieli eksplozje i mają alarm to rachunek był prosty – czas spierdalać.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 65
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Tatooine] Bestia

Postprzez Mistrz Gry » 27 Cze 2019, o 17:58

Wątek przenosi się tutaj
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6603
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Zewnętrzne Rubieże