Content

Zewnętrzne Rubieże

[Almania] - Kryjówka Dezzmo

Image

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 19 Wrz 2018, o 11:25

- Kombinezony powinny wystalceć. Mamy odpowiedni spsęt Glisallo. Ze względu na moje zaintelesowania zaopatsylem się w takie. Jesli jest tak jak się spodziewam to wystalcą apalaty na oddech i zwykly stlój psylegający do ciała - Grisarlo jeśli kiedykolwiek poznał jakiegoś Squiba, musiałby stwierdzić, że ten jest wyjątkowo wygadany i kumaty. Rasa ta cechowała się tą pierwszą rzeczą, lecz prawie nigdy drugą.

- To niefoltunne, że Thultil tak skońcył... źle się z tym cuję, ze nawet nie chcę splóbować Glisallo... ale boję się, jak nigdy... Dezzmo jest pod wplywem silnych nalkotyków usypiających i nic z tego... nadal na odcytach widzę ze ma ocy otwalte i nie zapowiada se ze to ma się zmienić.

- Gonzel ogalnia zecy na zewnąts, by psygotowac się do odlotu. Wstępnie go psekonalem ze tseba sie pielw dowiedziec co to za zjawisko u osób co wiedzą więcej. Chyba lozmawia z Zanee, chcąc jej wybic z glowy kolejną lyzykowną podlós na bagna... upalta twieldzi, ze sobie poladzi i nie boi się midichlolianów, ani nic co jest z tym związane.

Rosłemu Catharowi nie pozostało nic innego jak wybrać się na zewnątrz. Goznel, postać najbardziej wydaje się zrównoważona z pośród całej grupy szmuglerów, bijąca normalnością. W przeszłości, rosły przedstawiciel rasy Besalisk, zajmował się czymś mniej szczytnym i godnym. Był piratem, ponoć najlepszym rewolwerowcem i ze wszystkich był najstarszy, liczył sobie pięćdziesiąt trzy lata. Ponoć miał brata, który aktualnie był wśród rebeliantów. Aktualnie zdołał wszystkich przekonać, że jest zupełnie nie szkodliwy i przyjazny. Tylko czasami wybuchał gniewem jak go ktoś mocno rozjuszył. Dezzmo był w tym mistrzem. Grisarlo jeszcze nie widział w pełnej akcji czterorękiego, ale zdawał się robić słuszne wrażenie, mając przy sobie cztery ciężkie blastery. Tym razem najwidoczniej dawał pełen pokaz swojego starego charakteru

- Słuchaj Zanee do nędzy. Lakado i Thurthil to nasze mózgi tutaj. Jeśli Lakado mówi, że nie wie, to mamy przesrane kumasz?
- Stary i zgorzkniały pirat jesteś, co?! Tak łatwo opuszczasz swoich kompanów?! - wokabulator aż trzeszczał, lecz dziwne wrażenie sprawiał widok szeroko rozwartych ust i napiętej szyi, która nie wydobywała żadnego dźwięku.
- Musimy działać rozważnie...
- Tak łatwo opuszczasz członka swojej rodziny? Tak... do kogo ja mówię, w końcu jesteś zasranym piratem. Brata też pewnie zostawiłeś jak całą resztę.
- Zanee, przeginasz kobieto - Goznelowi ręce drgnęły w kierunku rewolwerów, najwidoczniej temat był ruszony nieodpowiedni. Czy może raczej w nieodpowiedni sposób. Mirialanka jednak tylko szyderczo się uśmiechnęła, widząc, że trafiła w punkt.
- Zabijałam takie szumowiny jak Ty wiele razy. Na szlakach handlowych, co myśleli, że łatwy łup mają. Byłeś, jesteś i będziesz cholernym tchórzem. Twój brat chociaż dołączył się do strony bo w coś wierzył. Ty podwijasz ogon i spierdalasz gdzie pieprz rośnie na pierwszą oznakę porażki... Pirackie kurwy bez honoru...
- No i przegięłaś - powiedział beznamiętnie i w mgnienia oku cztery blastery były wymierzone w Zanee. Dzielił ich dystans trzech metrów. Kobieta nie pozostała dłużna i też wyciągnęła broń. Śmiała mu się w twarz. Ten spokojnie się na nią patrzył...
- Ratujmy to co mamy. Dezzmo potrzebuje specjalistycznej pomocy i jeśli zajdzie potrzeba to pierw Cię położę, zdemontuję i przetrzymam na ten okres czasu. Przestaniesz być taka pyskata. Mówisz, że jestem piratem? Dobrze, chyba czas zostać kapitanem tej łajby.
- Boisz się uratować Thurthila, bo jesteś słaby. Możemy założyć odpowiednie aparaty oddechowe i nie zatrujemy się. Mam poza tym nieco wprawy w sprawach związanych z midichlorianami, o tak Ci powiem
- Pracowałaś dla inkwizycji, tak? To by wyjaśniało twój sukowaty charakter... - w tym momencie dostrzegli Grisarlo i oboje spojrzeli na niego, czekając jakby to on miał rozstrzygnąć spór.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6130
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Grisarlo Makk'ala » 20 Wrz 2018, o 19:21

Wychodząc z miejsca, które jeszcze kilka godzin temu było jego zbawczą oazą, w głowie wykwitnął mu dziwaczny bunt stresowi i nerwom, które szargały jego wewnętrzne Catharzątko.
Świadom swojej słabości w postaci wdychania tych złowieszczych oparów, uzyskał odpowiedź najbardziej istotną w całym tym zamieszaniu...mieli odpowiedni sprzęt, żeby przeżyć. Wybór, który zmieniał się szybciej niż figury w szkiełkach pod kalejdoskopem, nagle stał się bardzo przejrzysty. Możliwość wypowiedzenia swojego zdania była jedynie kwestią czasu.

Wrogie napięcie, które było wyczuwalne już z daleka, nie było wyrzuceniem z siebie złych emocji, wręcz przeciwnie, to była kumulacja atmosfery. Relacje między członkami załogi zaczynała się zagęszczać. Cathar stał w kilkumetrowej odległości, słysząc cały dialog pomiędzy kompanami. Ze względów na brak osobistego przywiązania do każdego z nich było mu obojętne czy się pozabijają, choć trzeba przyznać, że czuł nić sympatii do wojowniczki, która zdawała się również rozumieć jego wybuchowy charakter. Nie szczędząc sobie na delikatności, gdy zauważył dwie pary oczu skierowane w swoją stronę zaklaskał dosadnie.
- Co, nie o to chodziło? - zapytał zdezorientowany, jakby naprawdę nie wiedział, że czekają na podparcie któregoś racji. W końcu prychnął niezadowolony i przygniótł jedną z pięści, wywołując z łap przyjazny dźwięk przeskakujących kości. - Skończyliście już swoje dywagacje 'kto jest dobry, a kto zły'? Możemy już zdecydować się na jakieś kroki, czy jeszcze chcecie zagrać w łapki? - złośliwy komentarz wyrwał się z ust Cathara. Podnosząc prawą brew, czekał na protesty, jednakże na nieszczęście swoich kompanów, nie dał im nawet szansy na wtrącenie swoich marnych słówek.
- Mamy sprzęt, mamy chętnych, mamy rannego...proponuję, żebyście z Lakado przeczekali następną dobę. Z Zanee weźmiemy sprzęt i postaramy się wyciągnąć, chociażby truchło tego idioty. - zadecydował pewien swojej decyzji, nawet jego głos zdawał się bardziej poważny. - Jeśli nie wrócimy, polecicie do medyka, naukowca, kogokolwiek chcecie, wtedy już raczej nie będzie potrzeby po nas wracać. Gonzel, zostaniesz z Lakado i Dezzmo, jasne? Nie wiadomo, czy przypałęta się jakaś szantrapa...dlatego z łaski swojej, możecie oszczędzić trochę wiązek. - na koniec już warknął zawzięcie, jakby dając jasny znak, co też myślał o ich dziecięcej szarpaninie słownej. Dowódca jak w mordę strzelił! Szkoda tylko, że to oni mieli blastery, a nie kotowaty...
Image
Awatar użytkownika
Grisarlo Makk'ala
Gracz
 
Posty: 27
Rejestracja: 1 Maj 2018, o 15:46
Miejscowość: Szczecin

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 26 Wrz 2018, o 15:55

Goznel pierwszy, spokojnym ruchem schował blastery. Ustąpił, choć Cathar dostrzegł w jego oczach błysk pewności siebie, że mógł zrobić po swojemu.
- głupców się nie zatrzymuje. Lepiej z głupim stracić niż zyskać... będę jednak czekać. Obyście zrezygnowali w trakcie. - skomentował. Zanee w reakcji wydała z siebie jakiś dziwny dźwięk, który vokabulator nie przetłumaczył najlepiej, szumiąc niezrozumiale.
- Chodźmy - powiedziała do Cathara i ruszyła z powrotem do statku.


Lakado niezbyt zachęcony wydał im odpowiedni sprzęt. Podkreślił, że trucizna dostaje się tylko przez układ oddechowy. Dał im też po pakiecie adrenali i stężonej odtrutki, która teoretycznie powinna utrzymać ich realną świadomość dłużej, gdyby jednak poczuli efekt zatrucia i mogli się wycofać na bezpieczną odległość od miejsca. Pod tym względem bystry Squib był bardzo przydatny.

*** Theme ***


Ponowne wybranie się w okolice bagien nie było już takie jak za pierwszym razem się tam szło. Zmysły były znacznie bardziej wyczulone i drażliwe. Drzewa stały tak samo prosto, a ich bezruch zdawał się być dziwnie nienaturalny. Cisza zdawała się ranić uszy. Zwierzęta jakby w ogóle unikały kierowania się w tamto miejsce, nie mogli nic spotkać. Gęstniejący mrok wybudzał wyobraźnię. W tamtym miejscu było coś co cięło głębiej niż ostrze. Mimo, że radził sobie z uczuciem rosnącego strachu, poczuł że zrobiło mu się cieplej w głowę. Zwalił to na ekwipunek, którego zwykle nie nosił. Miał na sobie hełm bojowy, a ciało miał w kombinezonie nieco umocnione plastoidowym pancerzem w miejscach typowo narażonych na obrażenia. Nie był za bardzo przyzwyczajony korzystać z wizjera i rejestratora dźwięków. O tyle dobrze, że mógł mówić bardzo cicho, by mirialanka usłyszała go w swoim hełmie. Zanee ponownie w pełnej zbroi, szła ostrożnie, równolegle do towarzysza z jednym blasterem wyciągniętym.

Ziemia znów stawała się coraz bardziej wyjałowiała, a kory drzew coraz ciemniejsze. Pojawiła się i mgła. Na sam widok unoszącej się swobodnie pary Grisarlo poczuł ciarki na plecach. Cathar podszedł do jednego z drzew i z łatwością oderwał kawałek spróchniałej kory. Szacował, że zwykłym kopnięciem mógłby powalić drzewo, ale nie wypadało robić hałasu.
- wszystko martwe... - skomentowała krótko kobieta. Szli dalej. Mgła ponownie zaczęła odbierać widoczność. Tym razem, jednak nie czuł odoru siarki, ani innego smrodu ze względu na filtr.

Dotarli w końcu do samego czarnego bulgoczącego cicho bagna i kamiennego mostku, wiodącego na, znaną mu już uprzednio, kamienną platformę i ołtarz. Odniósł wrażenie, że ktoś mu szepcze do ucha w tej nieskończonej ciszy. Głos z tyłu czaszki zdawał się nasilać
- Zanee? - kobieta zrozumiała pytanie, jako potwierdzenie, że wchodzą na zagrożony teren. Drugi blaster wyskoczył z kabury. Głos jednak nie zniknął, jakby próbował się przebić przez jakąś barierę, ale nie było to możliwe.
- Widzę problem, a właściwie jego nie widzę. Widoczność jest ograniczona ledwie do pięciu metrów i czujniki ciepła oraz promieniowania wariują, idziemy na ślepo przez tę mgłę - skomentowała kobieta, stawiając kolejne kroki, jakby zaraz coś miało się na nich rzucić. Po zlustrowaniu ołtarzu, na którym wciąż płynęła krew, ruszyła ostrożnie dalej. Ktoś złożył kolejną ofiarę.
- jesteśmy pewni, że ktoś tu jest w takim razie. Przygotuj się

Szli dalej, aż dotarli do dziwnej kamiennej rzeźby bezgłowego torsu kobiety z sześcioma rękami i metalowymi prętami w każdej z nich. Do Grisarlo nagle doszedł obraz, że Thurthil przytulał się do tej rzeźby. Od samego pomnika rozdzielała się kamienna ścieżka... albo raczej znaleźli się na kolejnej platformie i sądząc po kształcie było to kolejne koło, ale znacznie większe. Podchodząc bliżej, widzieli dziwną rzeźbę lepiej i dokładniej. Dostrzegli też we mgle kształty dwóch innych rzeźb zewnętrznie zorientowanych od środka platformy, podobnie jak ta, były na skraju koła. Kamienie wewnątrz okręgu układały się w jakiś dziwny wzór. Zanee dokonała pierwszych kroków w stronę środka.
***Theme***

Stawiali kroki, do momentu, kiedy dostrzegli cień znanej im postaci stojącej do nich tyłem. Byli prawdopodobnie na samym środku platformy. Ten obrócił się do nich. Był rozebrany do pasa. Miał na sobie blizny, oczy miał zakrwawione, a skóra była skrajnie blada. Grisarlo dostrzegł kształty cięć na jego głowie i ciele, odwzorowywały te ślady co miał tamten Lughtog
- Thurthil? - zapytała Zanee, niechętnie celując w niego z blasterów. Grisarlo tymczasem usłyszał dziwne pluskanie, jakby ktoś wychodził z bagna. I to nie ktoś, a całe mnóstwo ktosiów, dookoła całej platformy wynurzali się z martwego jeziora.
- Głupcy. - charknął ledwo zrozumiale ich przyjaciel. Wyciągnął przed siebie dłonie, z których natychmiast z towarzyszącym hałasem poleciały błyskawice w stronę przybyszy. Złapani w rozdzierający ból, mieli już paść na kolana, kiedy Zanee aktywowała tarczę energetyczną. Wiązki rozproszyły się o sferę i uderzyły w ziemię z trzaskiem. Zanee wymierzyła błyskawicznie blaster i opuszczając tarczę posłała wiązkę ogłuszającą. Thurthila dosiągł strzał, co odrzuciło go do tyłu, z wrzaskiem przerywając jego atak. Ponownie wyciągnął przed siebie ręce by niwelować ostrzał o jakąś niewidzialną barierę. Widać było, że chciał uciec z pod przygważdżającego ostrzału. Grisarlo był w idealnej pozycji, by w dwóch susach dorwać broniącego się Bitha i zadać mu cios, usłyszał wnet, a raczej poczuł, że platforma zatrzęsła się za nimi. To musiał być Lughtog.
Tymczasem wynurzające się postacie, jakby nabrały agresji i zaczęły pędzić wyrzucając z siebie pokraczną kakofonię krzyków, które makabrycznie się zlewały ze sobą.

Masz przeciwko sobie pięćdziesiąt cztery postaci różnych obcych i ludzi, ciągle wychodzących z bagna, potem biegnących i ostatecznie chcących Cię złapać i zagryźć. O tyle dobrze, że nie są uzbrojeni, albo specjalnie inteligentni, o tyle gorzej, że nie przejmują się bólem i nie wiadomo, czy nie wyjdzie ich więcej. Do tego dochodzi Lughtog, który funkcjonuje jednak nieco normalniej. Pierw musisz zdecydować jednak, czy decydujesz się na dorwanie Bitha, czy jednak zarządzasz taktyczny odwrót w stronę wyjścia i co za tym idzie Lughtoga.

A. Jeśli to pierwsze, to udaje Ci się zabić/ogłuszyć Thurtila i wykonujesz rzut k20 i dodajesz do wyniku 20. Wynik mówi ile pokonacie na pewno w tej turze atakujących zombie. Wtedy zatrzymujesz się w poście wciąż walcząc i ogłaszając taktykę, jak macie wyjść z opresji.

B. Drugi wariant sprawia, że jak najszybciej wycofujecie się z miejsca zagrożenia i atakujecie Lughtoga w wąskim przejściu (od razu odradzam wchodzenie do bagna, jakby taki pomysł się narodził przypadkiem). wykonujesz rzut k10 ile zabijecie zombie i dodajesz do wyniku 5. Następnie rzut na zadane rany Lughtogowi a on wam k6
Konsekwencje rzutów:
1 - lekkie liczne rany dla Lughtoga. Ciężka rana do rozdania dla kogoś z waszej dwójki
2 - lekkie liczne rany dla Lughtoga. Dwie lekkie rany do rozdania dla waszej dwójki
3 - ciężka rana dla Lughtoga. Ciężka rana do rozdania dla kogoś z waszej dwójki
4 - ciężka rana dla Lughtoga. Dwie lekkie rany do rozdania dla waszej dwójki
5 - Lughtog pokonany. Ciężka rana do rozdania dla kogoś z waszej dwójki
6 - Lughtog pokonany. Dwie lekkie rany do rozdania dla waszej dwójki
W przypadku pokonania stwora, sama nadajesz i opisujesz komu i gdzie rany oraz kończysz post udaną ucieczką z bagien. W innym przypadku, kończysz post na zadaniu ran Lughtogowi, a to ja będę się znęcał nad postaciami.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6130
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Grisarlo Makk'ala » 3 Paź 2018, o 01:30

Promieniujący ból przywrócił go do rzeczywistości, z której składał się niepokój, być może nawet i strach, a z pewnością ogrom niepewności. Widok Thurthila, którego wzory na ciele odzwierciedlały te same, co niegdyś żyjącego tam Luthoga, nasunął na myśl Catharowi jedną z możliwych opcji. Z początku akcji ratunkowej nie chciał dopuszczać do siebie myśli o powrocie bez tego idioty, dla którego tyle ryzykowali, jednakże z drugiej strony, jeśli jego przypadek był nieuleczalny? Ciemne myśli, które napływały do głowy futrzastego właściciela topora sprzeczały się z jego pierwotnymi słowami obiecanymi Zanee.
Dopiero jej reakcja, czyli przesłanie wiązki ogłuszającej w kierunku atakującego dało mu jasny znak. Był to idealny moment do ruszenia! Trzymając przypiętą do pasa kabury z pistoletem, a także karabinem elektrostatycznym, którego wiązki paraliżowały oponenta, momentalnie sięgnął do topora przytwierdzonego do pleców. Bez zbędnych ceregieli ruszył w kierunku Thurthila, niemalże taranując pierwsze dwa bezrozumne stwory, które zdawały się mieć jedyny cel w stanięciu mu na drodze. Odrzucone gdzieś w tył wytrąciły Cathara z uwagi skupionej na Thurthilu. Widok masy ciał pędzących w jego stronę został skwitowany cichym warknięciem pod nosem, by zaraz odnowić próbę dorwania Bitha. Pierwsza dwójka, która została odrzucona gdzieś w dal była już za plecami Makk'ala, który nie odwracając się, zamachnął orężem, wytracając z karku łeb jednego z biegnących w jego stronę stworów. Ciężko było je jakkolwiek nazwać istotami rozumnymi, bowiem głównym ich zadaniem zdawało się zagryźć Grisarlo. Moment, w którym odsłonił swój lewy bok, jeden z oponentów momentalnie rzucił się na niego, zmuszając Cathara do interwencji. Ból w okolicy ramienia, proste cięcie pazurami wolnej, prawej łapy i już był wolny od zbędnych zmartwień, o ile ułatwienie dostępu do Thurthila można było tak określić. Kolejny sus pozwolił mu na względnie lekkie uderzenie, które miało jedynie na celu oszołomienie byłego kompana, na które te zareagował omdleniem. Pozwalając mu upaść na kamienną posadzkę, nawet nie dał sobie czasu na wytchnienie. Kolejne zamachnięcie toporem i złapanie za karabin z wiązkami paraliżującymi, by obezwładnić jak największą część oponentów, którzy zbliżali się niemiłosiernie szybko. Po wystrzeleniu lekkiej serii Cathar poczuł na plecach obecność obcego ciała. Momentalnie nastroszył się, rzucając karabin i łapiąc stwora jedną łapą, wbijając przy tym swoje pazury w jego cielsko. Odlepił go od swojego kręgosłupa, rzucając przed siebie. Nie potrzeba było żadnych okrzyków wojennych. Prostym skokiem zmniejszył odległość i bez zbędnych ceregieli odciął toporem łepetynę stworzenia. Kolejne dwa stwory biegnące w jego stronę zostały spacyfikowane przez jeszcze przed chwilą pozbawione głowy cielsko. Kilka sekund później jasnowłosy posiadacz pazurów wykorzystał moment siły, trafiając kolejnego nadbiegającego stwora, w tym przypadku trafiając na klatkę piersiową, z której wypłynął ciemny płyn. Futro Cathara było już całe w brudzie i smrodzie, choć pomimo to Makk'ala raczej nie przykładał do tego wagi. Interesowali go kolejni oponenci, którzy ewidentnie czekali na poczucie smaku pazurów Grisarla.
Nie czekając na kolejne zaproszenie do tańca ze strony stworów, niemalże sam skoczył na spotkanie kolejnych przeciwników. Kwaszenie ich obrzydliwych, otępionych pysków było niemalże zbawieniem, które z pewnością śniłoby się po nocach, gdyby nie fakt, że była możliwość braku powrotu na statek. Jednakże dopuszczanie do siebie takiej myśli było mocno nie w smaku wojownika, jakim był Makk'ala. Nawet teraz, widząc dominującą ilość oponentów, nie czuł strachu, a jedynie wrzącą krew w żyłach, która jedynie ponaglała go przy przerzucaniu z ręki do ręki topora, którym to neutralizował większość zagrożenia, wspomagając poprzez elementy otoczenia, albo niefunkcjonujących wrogów. Oponenci zdawali się mnożyć, a siły Cathara powoli dawały o sobie znać, co też zostało skwitowane próbą taktycznego odwrotu w stronę Zanee. Przerzucając sobie cielsko Thurthila przez ramię, jednym susem przeskoczył do stworzenia skupionego na dojściu do wojowniczki, uprzednio łapiąc za karabin leżący na ziemi. Bez żadnych precedensów odrąbał łeb od cielska, pozwalając smarowi rozprysnąć na futrze jego twarzy, a karabin, który trzymał w drugiej ręce, momentalnie wystrzelił w kierunku nadbiegających przeciwników.
- Mam go, wycofujemy się! - krzyknął w stronę Zanee. Jedyny pomysł, jaki przychodził mu na myśl było rozprawienie się również z Luthogiem, choć korciło go wejście w głębsze czeluści zagazowanego miejsca, choć czy był to jakkolwiek dobry pomysł?
- Idziemy do tego samego wejścia, trzymaj tyły i Thurthila, ja biorę Luthoga! - zadecydował szybko, stając obok wojowniczki, blisko której piętrzyła się ilość przeciwników pozbawionych żywota. Patrząc na wyniki, kobieta zdecydowanie była bardziej kompetentna co do wykonania tak niebezpiecznej akcji, która zaświtała w umyśle białowłosego. Niemalże zrzucił ciało Bitha tuż obok kobiety, sięgając po swój pistolet i celując nim w najbliższych nadbiegających oponentów. Należało spotkać się z ulubionym futrzakiem!

Wybacz za miernotę, ale ostatnio taki harmider. :(
Image
Awatar użytkownika
Grisarlo Makk'ala
Gracz
 
Posty: 27
Rejestracja: 1 Maj 2018, o 15:46
Miejscowość: Szczecin

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 9 Paź 2018, o 14:02

Ledwo zdołali się wycofać pod pierwszy z posągów, a coraz więcej pędzących trucheł wyskakiwało zza mgły i z rozdziawionymi paszczami pędziły na spotkanie z ostrzem. Szaroczarne obwisłe twarze przeróżnych ras. Twilekowie z lekku przypominającymi dwa wyschnięte sznurki, ludzie bez zębów i warg z odsłoniętymi fragmentami czaszki. Aqualish bez żuwaczek, Rodianin wyschnięty niczym pestka, Cathar bez sierści i wiele innych ras. Wszyscy mieli jedną rzecz wspólną. Ich czarne oczy zapadnięte głęboko w czaszkę, błyszczały się niczym perły i raziło od nich przerażającym głodem. Wszyscy wydzierali z siebie gardłowe ryki.
Wyciągnięte ku uciekinierom kończyny były patykowate i często niekompletne, sprowadzając się do wystających kikutów z pociemniałych, acz ostrych kości. I rzeczywiście jucha tych potworów zwilżyła nieprzyjemnie futro Cathara. Nawet się nie zorientował kiedy jego wzmocniony kombinezon uległ gdzieniegdzie rozdarciom. Czarna maź była nieprzyjemnie lodowata, a tam gdzie dotarła, miało się wrażenie, że raziła zimnem całe ciało.
Zanee rzuciła sobie na plecy ciało Bitha. Nieprzytomny jednak nie bardzo pomagał w utrzymaniu od siebie nawałnicy potworów, zmuszając kobietę, by trzymać go jedną ręką. Parsknęła ponuro widząc przebieg sytuacji. Przed nimi był potężny stwór do pokonania, a hałasy sugerowały, że trupów ciągle przybywało.

Grisarlo nie musiał szczególnie szukać Lughtoga. Ten szarżując nagle wyłonił się zza mgły i potężnym machnięciem włochatego ramienia posłał Cathara z powrotem w tłum bezrozumnych potworów. Ciosy zaczęły spadać ze wszystkich stron. Ostre kości rozdarły w wielu miejscach skórę, pomijając pancerz. Gladiator czując ból z rykiem zamachnął się toporem, by szeroko ściąć wszystkich dookoła w pół. Uzyskując w ten sposób choć nieco oddechu, od zadawania kolejnych ciosów, które zaraz potem musiał znów zadawać. Zamieszanie i amok walki zdezorientował Cathara. Coś słyszał w swoim hełmie od Zanee, ale nie mógł odpowiedzieć. Walczył o życie w pełni szału, rycząc melodię wojny.

Nagle wszystko ucichło. Nikt nie wrzeszczał, kiedy przeciął ostatniego nieumarłego w pół. Stał na środku zdyszany, ranny i ociekający lodowatą juchą. Trząsł się z nienaturalnego zimna jakie dorwało jego ciało. Wszędzie leżały powykrzywiane zwłoki z przerażającym wyrazem twarzy, albo z jego brakiem. Mgła zdawała się jeszcze bardziej zgęstnieć ograniczając wizję do dwóch metrów. Zanee nie było słychać w głośniku, nawet jak ją wywołał. Poczynił kroki w kierunku skąd przyszedł gdzie powinna być kobieta, ale oprócz wszechobecnych zwłok nic nie znalazł. W pewnym momencie zorientował się, że stracił poczucie gdzie się znajduje mgła była tak gęsta, że miał on wrażenie, że zaraz go pochłonie. Nie mógł też znaleźć samego Lughtoga, ani jego ciała. W końcu dotarł do znanego mu uprzednio ołtarza, wnet poczuł za sobą nieprzyjemną obecność. Obrócił się nagle. Nikogo nie było. Całe szczęście, że podczas walki nie uszkodził aparatu do oddychania.

Nie można było tego powiedzieć o komunikatorze, który uległ zniszczeniu w kontakcie z lodowatym szlamem trucheł. Poszedł w kierunku wyjścia z tego przeklętego miejsca, lecz gdy wyszedł miał wrażenie, że jest w zupełnie innym miejscu niż jak uprzednio tu przychodził... Najwidoczniej wyszedł inną kamienną ścieżką z tego przeklętego bagna. Wszystko przez ten brak wizji. Uczynił kilka kolejnych kroków i doszedł do kolejnej kamiennej ścieżki i tego samego bagna. I znów ten sam ołtarz, czy to może był kolejny? Każdy wyglądał niemalże identycznie...

Nie mając za bardzo wyboru próbował znaleźć jakieś wyjście z pokrętnego labiryntu. W końcu mu się udało wyczerpując jego siły zupełnie. Mgła zaczęła być coraz słabsza. Szedł dalej, aż w końcu napotkał żywe drzewo. Nie sądził, że widok zwykłego drzewa będzie tak radosnym widokiem

Jesteś w almańskich lasach, Grisarlo się zgubił. Ogarniaj przetrwanie i ewentualną koncepcję powrotu w stronę statku. Musisz jakoś się ogrzać, bo zamarzasz. Opatrzyć rany też by wypadało. Masz zawartość plecaka i swój topór. W plecaku masz trochę żywności, adrenale i odtrutkę. Latarkę i ogniwa do karabinu, co się zgubił w trakcie walki na platformie. Twój kombinezon jak i sierść jest przesiąknięte lodowatą mazią.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6130
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Grisarlo Makk'ala » 16 Paź 2018, o 16:09

Pożegnawszy się z rolą przeraźliwego rzeźnika, musiał spojrzeć na sytuacje nieco bardziej rześkim umysłem. Powoli docierało do niego przenikające nieprzyjazne wrażenie zimna, które powodował miejscami podarty kombinezon. Ponura atmosfera planety, która odczuwalna była już od pierwszych godzin spędzonych na niej wcale nie pobudzała Cathara do myślenia, wręcz przeciwnie. Coś kusiło go do zwinięcia się w pozycję embrionalną i zwyczajnego przeczekania, które wiązałoby się z samowolną zagładą. Strzępkiem pamięci przywołał obraz mapy, którą pokazywał mu Thurthil. Zachód...zaczęli od badania bagien na zachodniej stronie, która teraz zdawała się nieco odległym wspomnieniem, co oznaczało przemieszczenie się w kierunku wschodu. Pamiętając specyfikę północnej części od statku-płaskowyż z jaskiniami Luthogów, położony tuż pod górami. Cathar spojrzał w górę, nie dostrzegając żadnych szczególnie bliskich wyżyn. Na południu od statku był wąwóz z odległą wsią, która była najbliższą cywilizacją. Niemalże automatycznie ustalił, że jest w drodze do statku, ze względu na leśny obraz, który z każdym krokiem był większy. Jego celem było odnalezienie wzrokiem gór, które mogłyby posłużyć mu za punkty odniesienia. Był pewien, że baza wypadowa znajdowała się w dolinie pomiędzy pasmem górskim, na północ od wąwozu, który z pewnością zauważyłby z daleka...choć czy aby na pewno?
Swoje aktualne położenie zdołał jedynie określić jako mizerne. Smagający, zimny wiatr niemalże momentalnie otwierał i zamykał oczy Cathara, starając się urzec tą rutyną średnio łapiący w locie informacje mózg. Błyskawiczna spostrzegawczość, wystawiona na tak wielką próbę niemalże zawiodła, przy poszukiwaniu średniej wielkości liści, które mogłyby posłużyć za pomniejsze opatrunki. Na skraju wyczerpania postanowił nie marnować ani chwili, niemalże od razu dawkując sobie pół adrenaliny, która momentalnie postawiła jego powieki. Najważniejszym było odnalezienie wody, choć w tym stanie jedyne co rzeczywiście mógł zrobić, to rozpalić ognisko, dlatego też odgarnął część iglaków, starając się obłożyć w miarę rozgarnięte miejsce kamieniami, coby ogień nie rozproszył się po całym lesie. Zdjął aparaturę z tlenem, wyciągając również odtrutkę. Przygotował w środku kamiennym, w kilkunasto-centymetrowej odległości gałęzie, a pod nimi korę, którą ściął toporem z drzew. Iglaki położył na kupce obok, znając ich specyfikę spalania. Poprzez tarcie ostrza jednej strony topora o metalowy element plecaka, próbował rozprysnąć iskierką na ułożoną, pochlapaną odtrutką korę, która miała zająć się ogniem. Jego zbyt szybkie ruchy niestety nie dawały efektów, co wiązało się z otępiającym zimnem, które coraz bardziej czuł na ciele. W końcu zaskoczyło! Iskra rozniosła się po chemii, która buchnęła promieniem ognia, który zajął się korą. Nie czekając na dalsze etapy, niemalże od razu podrzucił więcej kory i iglaków, które po pewnym czasie przykrył kilkoma gałązkami. Nie był pewien, czy to wystarczy na całą noc, jednakże na obecną chwilę było niemalże zbawienne dla lekko odmrożonych łap. Gnieżdżąc się blisko ogniska, wyciągnął wcześniej zebrane liście, i próbował zatamować nimi krew wyciekającą z mniejszych ran. W końcu tknięty jakimś dziwnym uczuciem podsmażył ostrze topora do czerwoności, chcąc przyłożyć je do własnego ciała. Był świadom, jaką mocą włada ogień, choć niekoniecznie był pewien co do takiej metody. Zagryzając zęby na małym kołku drewnianym, przyłożył czerwone ostrze do jednej ze swoich ran, odczuwając jedynie niewyobrażalny ból, który nie kończył się nawet po nagłym odrzuceniu broni. Warkot, jeśli nawet nie wycie, wydobyło się ze zduszonego łzami gardła Cathara. Miał dość, a to była pierwsza rana...
Kolejne godziny spędził na dalszym przykładaniu czerwonej strony ostrza do otwartych ran, robiąc sobie niewyobrażalnie długie przerwy, pomiędzy którymi ból nie pozwalał na zaśnięcie. Była to noc pełna łez, cierpienia i przede wszystkim niezmąconego uporu. Grisarlo nie miał pojęcia, czy robił sobie krzywdę, czy też nie, aczkolwiek bardzo mało interesował go fakt zdrowotności, chciał po prostu przeżyć.
Po nieprzespanej nocy, którą na swoje szczęście przeżył bez zbędnych komplikacji zamrożonych części ciała, odczuł pragnienie. Woda była bardzo istotnym elementem do przeżycia, a skupiając się na ognisku i względnym przeżyciu, kompletnie zapomniał o podstawie. Rozglądając się po otoczeniu, nie potrafił określić strumieni wodnych, które mógłby w jakikolwiek sposób wykorzystać. Nie znając się na przyrodzie jako takiej, musiał intuicyjnie skierować się w stronę osady, która jako jedyna była rzeczywistym odniesieniem, od którego mógłby odszukać statek, wcześniej oczywiście zabierając swój ekwipunek.
Pierwszorzędna potrzeba pozyskania wody zadecydowała o pierwszeństwie celu podróży. Cathar w tym stanie był jedynie zdolny patrzeć na nieboskłon, szacując drogę do wąwozu, który zdawał się widzieć poprzez szparę między górami, choć czy to nie były przypadkiem, tylko drzewa? Jego oczy lekko zamykały się przy każdym kroku, co powodowało liczne potknięcia, do czasu, aż nie dotarło do jego głowy, że wciąż pozostała mu połowa adrenaliny. Nie czekając na żadne zalecenia, po raz kolejny wstrzyknął sobie połowę dawki, niemalże od razu wrzucając szybszy krok. Nie interesowała go zwierzyna, która w nocy ewidentnie czaiła się na jego osobę, choć ze względu na ogień nie była pewna co zrobić. Był tylko jeden cel, odnaleźć wodę.
Image
Awatar użytkownika
Grisarlo Makk'ala
Gracz
 
Posty: 27
Rejestracja: 1 Maj 2018, o 15:46
Miejscowość: Szczecin

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 27 Paź 2018, o 22:05

Pragnienie i ciągłe wrażenie, że już po nim, że się nie uda, powoli zaczęło wypełniać umysł coraz głębiej. Gladiator wątpił jak nigdy dotąd. Inaczej ma się sytuacja, gdy problemu nie można po prostu rozwalić. Ciało bolało go niemalże wszędzie. Blizny nadal piekły, kości i mięśnie bolały, jakby je ktoś nakłuł grubymi igłami. Przy każdym ruchu dawały o sobie znać i nieraz wydzierały z gardła wojownika jęki udręki.
Sen jaki taki występował, ale nie był spokojny. Koszmary od razu sięgały jego umysłu, jakby tylko czekały, aż ten zamknie oczy. Jego ex-przyjaciel Thurthil, widział go we śnie, podobnie jak Dezzmo. Oboje wyglądali nienaturalnie w świecie snów. Obrzydliwie przerażająco. Czuł ich oddech i pragnienie dorwania go. Tylko pozorny spokój na jawie pozwolił Grisarlo na nowo ułożyć myśli i jakiś kierunek działania. Woda. Musiał znaleźć wodę...

Postarał sobie przypomnieć jaka odległość była od osady i stwierdził ze smutkiem, że to co najmniej dwieście kilometrów. Speederem byłoby szybciej...

Nie mogąc wypatrzeć nic przez ten gąszcz drzew, zmusił się by wejść na czubek jednego z wyższych drzew. Z samej góry dostrzegł ogromne niekończące się połacie lasów. Gdzieniegdzie była też nierównomierna mgła, która zasłaniała korony drzew. Wnet dostrzegł góry... jak na jego oko pięć kilometrów od niego. To by się zgadzało. Musiał wyjść za te przeklęte bagna i zbliżyć się do pasma górskiego. W jaskiniach z pewnością znajdzie dużo wilgoci, pewnie też i jakieś źródło wody. Potok górski, strumień. Tam z pewnością powinno coś takiego być.

Droga dłużyła się niemiłosiernie, ale w końcu dotarł do rozległej jaskini. Skorzystał z latarki by wejść do mrocznej otchłani hali. Stalagmity i stalaktyty szeroko wypełniały wnętrze. Słyszał miarowe kapanie. Tak! Znalazł wodę... trzeba było ją tylko uzbierać.
Nie licząc się za bardzo z rozeznaniem otoczenia skupił się na zaspokojeniu podstawowej potrzeby. Wkrótce okazało się, że jaskinia posiadała malowidła na ścianach. Pewnie wykonane przez jakiegoś Lughtoga. Grisarlo dałby wszystko za jedną noc spokoju. Upewnił się tylko, że nie ma w jaskini żadnych niespodzianek i zaczął organizować wypoczynek. Uzupełnił swój bukłak wody, rozpalił ognisko, trawiony głodem. Nie spodziewał się, że noc przyjdzie tak szybko. Nie miał już sił przygotować jakiejś pułapki na ewentualny alarm, po prostu zasnął przy ognisku.

*** Soundtrack ***


Śnił. Był on tak realistyczny, jakby to była rzeczywistość, ale Grisarlo jakoś czuł, że to sen. Nie czuł bólu, miał się nawet całkiem dobrze i był pełen sił... ale otaczała go tutaj znów ta cholerna mgła i widział jedynie kamienne podłoże rozpościerające się wszędzie dookoła niego, tworząc jedną niekończącą się płaszczyznę... Jak się wsłuchał nosiły się gdzieniegdzie niepokojące szepty. Miał deja vu. Jakby już tego doświadczył. Wiedział skąd dochodziły niepokojące szepty, czuł że spotka się z tym czymś ponownie, jak zeszłej nocy i poprzedniej nocy i chyba poprzedniej...? Pytanie, czy znów wszystko zapomni, a w jego głowie pozostaną koszmary, czy tym razem będzie inaczej??

Czuł też, że ma wybór. Nauczył się czegoś dziwnego. Miał wrażenie, że może opuścić ten świat snów, wie jak... musiał w tym śnie odebrać sobie życie. Świadomość, że nie może sobie przypomnieć źródła tej wiedzy nasyciła go niepokojem...

Piszesz post, który kończy się na decyzji co robisz w świecie snów...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6130
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Grisarlo Makk'ala » 8 Lis 2018, o 00:24



Dziwne uczucie znajomości dalszego rozwoju sytuacji zaniepokoił wojownika. Nie było to jednak zwyczajne zaniepokojenie, a strach związany z odcięciem wolności. Znając cenę możliwości wyjścia ze snu, zwyczajnie bał się targnąć na własne życie, co momentalnie zmieniło otoczenie. Będąc w fazie snu, wiedział, że potrafi kreować rzeczywistość, choć nie spodziewał się zauważyć własnego zobrazowania swojego stanu. Mgiełka, która jeszcze przed chwilą miała kolor bieli, przyoblekła czerwoną szatę, sprawiając wręcz przerażające wrażenie sproszkowanej krwi unoszącej się w powietrzu. Grisarlo powoli tracił świadomość, odcinając się od trzeźwego spojrzenia na otoczenie. Nie miał zamiaru szukać, powoli ogarniał go agresywny nastrój, którym zazwyczaj przygotowywał się do dawnych starć, choć tym razem była to tylko i wyłącznie ucieczka od nieprzyjemnego wrażenia, które tak mocno oddziaływało na jego postać. Zdawało się, że zarówno otoczenie, jak i sam jego umysł rozumiały chęć pozostania na miejscu, dostosowując psychikę oraz teren...

Niczym w rytualnym tańcu, zaczął kroczyć dookoła jakiegoś określonego skrawka podłoża, rozglądając się dookoła. Zew domagał się krwi, a intensywność czerwieni pulsowała wraz z niepokojem, który odczuwał Cathar. Skrawki opanowania ulatniały się wraz z pośpiesznymi oddechami wydającymi odgłosy w takt z przyspieszonym rytmem bijącego serca. Nie musiał czekać zbyt długo.

Pomimo słyszalnego przez wyczulone uszy niepokojąco szybko zbliżającego się cielska, Grisarlo nie był przygotowany na żaden przemyślany atak. Kiedy przeciwnik potrącił Makk'ala, samemu znikając po raz kolejny w krwisto czerwonej mgle, kotowaty jedynie zdołał w ostatnim momencie wyciągnąć dłonie, amortyzując upadek. Przeciwnik był szybszy od mrugnięcia Cathara. Brak jakiegokolwiek poruszenia czerwonej mgły nie zwiastował zbyt dobrych symptomów, jednakże wojownik nie był w stanie rozmyślać nad żadnymi taktykami, a tym bardziej zastanawiać się nad sensem tego zjawiska. W niewyjaśniony sposób Grisarlo poczuł na plecach ciężar znanego sobie topora, który niemalże automatycznie złapał, czując swoje zjeżone włosy na plecach. Miał ochotę przelać nieco krwi, choć sam nie spodziewał się oddawać własnej na rzecz potrzeby budzącego się zewu.

W ostatnim momencie zorientował się by uskoczyć przed nadchodzącym uderzeniem z góry. Nie wiedzieć skąd jego przeciwnik pojawił się na niebie i niczym jakiś cholerny zabójca, chciał skrócić jego żywot przez proste wbicie pazurów w jego plecy. Makk'ala uskakując w bok, wyprowadził potężny cios, który został przywitany chrzęstem broni, która w niewyjaśniony sposób pojawiła się w łapach drugiego agresora, którym był...on sam. Widok własnego odbicia wybił go z rytmu, sprawiając, że odbite uderzenie zachwiało jego równowagą, przez co kolejny atak wyprowadzony przez drugiego Cathara niemalże znokautował niebieskookiego. W trakcie upadku na twarde podłoże poczuł prąd bólu wędrujący od podbródka, aż po czubek głowy. Kompletnie niespodziewany atak końcem trzonka topora zwalił go z nóg.

Warknięcie wydobyło się z gardła zarówno Grisarla, jak i jego klona, który nieubłaganie wyskoczył z bronią w jego kierunku, celując ostrzem topora prosto w środek jego bielusieńkiej czupryny na środku głowy. W ostatnim momencie Makk'ala przewrócił się na bok, słysząc szczęk broni gładko wchodzącej w podłoże. Wyobrażanie sobie własnej głowy na miejscu celu ostrza wręcz przyprawiało o gęsią skórkę, choć nikt nie miał czasu na żadne dywagacje. Bez zbędnych pytań Cathar wbił pazury w stopę swojego lustrzanego odbicia, odczuwając jego ból na własnej stopie, która po chwili również zaczęła krwawić w tym samym miejscu. Po raz kolejny zaskoczenie przeważyło w starciu, podczas którego po raz kolejny oberwał w owłosioną kotowatą mordeczkę, tym razem kopnięciem, wymierzonym z zadziwiającą precyzją. Tym razem poczuł w ustach krew, którą momentalnie splunął na...podłoże?
Oczy Cathara zaczynały fiksować, ponieważ ciągły ból odbierał nieco z percepcji wojownika, który po raz kolejny z opóźnieniem zarejestrował, że jego przeciwnik już podniósł go do pionu. Widział przed oczami lecące w jego stronę łapsko obleczone w czarne pazury, których krwawe tło tworzyło zwyczajny obraz grozy, przed którym Makk'ala nie potrafił powstrzymać własnego strachu. Nie miał pojęcia, dlaczego jego zwierzęcy instynkt wręcz kulił się w postać embrionalną, jednakże pewne było, iż nie mógł pozwolić sobie na zluzowanie tempa. Wprawiony w swoim fachu zatrzymał lecącą w jego kierunku dłoń z pazurami, wolną ręką wbijając własne pazury w bok przeciwnika.
Ból po raz kolejny rzucił białym cielskiem o podłogę, pozwalając mu na chwilę spazmatycznych oddechów i kaszlu połączonego z krwią. Grisarlo nie wiedział już, czy czerwień jego zakrwawionej miejscami sierści jest powodem krwistej mgły, która objęła całe jego pole widzenia. Zdawało mu się, że leży godzinami na zimnej, kamiennej posadzce, która zdawała się wchłaniać jego ciało, powoli przystosowywać je do przemiany w jeden ze stałych elementów swojej płaszczyzny. Przeciwnik zdawał się zniknąć, choć Makk'ala wciąż był niesamowicie niespokojny, nie potrafił pozbyć się otępienia, które zawładnęło jego umysłem, które nie było w żaden sposób powiązane z cielesnym bólem, który odczuwał jak przez mgłę. Był wystawiony na każdy możliwy atak, jaki tylko się szykował i choć znał swoje możliwości bojowe, tak stan umysły, który zajmował każdą cząstkę jego jestestwa, kompletnie obezwładniał jego działania choćby w najprostszych komendach.
Czy warto było zostawać tak?
Image
Awatar użytkownika
Grisarlo Makk'ala
Gracz
 
Posty: 27
Rejestracja: 1 Maj 2018, o 15:46
Miejscowość: Szczecin

Poprzednia

Wróć do Zewnętrzne Rubieże