Content

Zewnętrzne Rubieże

[Almania] - Kryjówka Dezzmo

Image

[Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 8 Maj 2018, o 23:37

- Za górami, za lasami. Moja kryjówka. Była i my też! - Deezmo zaczął machać butelką z piwem, a Turthil zaczął mu przygrywać na saksofonie. Nie mógł się powstrzymać przed budowaniem kolejnej parodii. Wysokie przerywane dźwięki na przemian z niskimi dudniącymi, serwowane były uszom wszystkim dookoła. Melodia sama w sobie byłaby nawet przyjemna, gdyby nie fałszujący głos Gunganina i dość denny tekst.
- Turlil i moja znaleźli kryjówkę toł! - Bith zaakcentował radosną melodyjkę
- Wesoło było i będzie być! Kiedy razem będziem żyć!
- Będziemy żyć i żyć! Pić i pić! Bawić i żalić! - obrócił się w okół i ręką strącił miskę z mięsem na podłogę. Mesa statku była dość mała, by znieść trzy istoty naraz. Zaraz obok stał czteroręki facet, co zacisnął już usta z poirytowania.

- Miałeś mi pomóc! A nie znowu się walać! Pokrój to, co żeś wywrócił! A Ty Turthil, mógłbyś przestać go podjudzać?! Weź przyślij mi tu Mikko, a nie tego błazna mi serwujesz! - Goznel miał już cierpliwość na wyczerpaniu. Kolejny dzień Besalisk sam wszystko robił. Szkoda, że wczoraj Turthil zaczął wprowadzać te swoje aktualizacje do Mikko. Zmodyfikowany droid klasy WA-7 stanowił bezcenne wsparcie w codziennych zmaganiach. Co prawda Bith tak go sobie skonfigurował, że słuchał się tylko jego, za czym szło ciągłe komplementowanie właściciela i wychwalanie jego choćby pierdnięcia. Co na dłuższą metę było równie uciążliwe co sam Gunganin... nie, on był jednak gorszy...

Dosłownie po tej myśli, poślizgnął się on o mięso co przed chwilą z jego winy spadło. Nogi pechowca wyleciały do góry, a tyłek spadł głucho na dół. W całym akcie Dezzmo puścił butelkę, by ta poleciała i odbiła się od głowy pokładowego kucharza. Dobrze, że się nie rozbiła, lecz za ro wpadła mu do gara z zupą, ochlapując Gonzela czerwonym gęstym gulaszem. Jego fartuch nie zdołał w pełni osłonić jego koszuli i spodni
- Wynoście się!!! - obrócił się w stronę leżącej niezdary i kulącego się ze śmiechu Bitha. Postawą sugerował jasno, że zaraz ich rozniesie na kawałki. Kapitan załogi podał rękę leżącemu i pomógł mu się uwinąć z mesy, nim kucharz całkiem się nie wpieni.

Fakt był, że nie mieli sensownej roboty od tygodnia. Kapitan nie mógł nic namierzyć w holonecie, czy też pośród swoich kontaktów. Ich kryjówka była świetna. Na Almanii, kompletnie nic się nie działo, a okoliczna fauna i flora, dawała im wszystko, by przetrwać. Mogli polować, iść na ryby, zbierać jagody, czy grzyby. Jednak bywało też cholernie nudno.

- Gonzo nie ma dobra strój...
- Nie przejmuj się Dezzmo - Bith klepnął kompana po plecach, na co ten zareagował entuzjazmem. Szybko on jednak zgasł
- Idziemy robić ryby??
- Pewnie taaak... - odparł zawiedziony, Gunganin zawtórował westchnięciem. Znowu ryby. To była jedyna rzecz, której Dezzmo nie potrafił spartaczyć. Był rybakiem, tak się wychował na Naboo. Łowił ryby i był w tym dobry, zawsze mu to wychodziło... ale ileż można.
- Znowu...?? Może zabierzecie polowanie?!
- No nie wiem... - Bith był bardziej niż pewien, że dawanie mu trudniejszego zadania zwykle kończy się czymś niespodziewanym. O dziwo w tym wszystkim miał on też swoją metodę, był amuletem szczęścia. Jednak to raczej tylko on tak to widział... Nie miał jednak zamiaru kolejny dzień siedzieć nad rzeką. Nie mógł wtedy nawet grać na instrumencie podczas czekania, bo płoszyłby ryby... a jak znów wrócą z niczym, to Goznel i Lakado będą im to wytykać, że nieroby z nich. A jedzenie warto było zdobyć. Szkoda marnować kredytów na wyprawę do miasta.

- pogadajmy z Zanee i Grisarlo. Może będą chcieli wyskoczyć na polowanie. Lakado pewnie nadal przegląda na zewnątrz części, które znaleźliśmy ostatnio.
- Lakado pójdzie?
- Nie pytajmy go. Jest bardzo zajęty. Naprawia statek. Jak go nie naprawi, to będziemy nadal tu siedzieć, a to oznacza więcej chodzenia na ryby - wyjaśnił krótko. Co prawda kłamał, ale wolał nie brać małego futrzaka ze sobą na polowanie. Był po prostu niebezpiecznie ciekawy wszystkiego i niczego się nie bał... i ta jego mania, by coś pomacać... a okoliczne drapieżniki bywały groźne i podstępne. Szczególnie jakby zapuścić się w głębokie jaskinie, albo lasy. Chętnie by wypróbował nową modyfikację swojej snajperki. O tak, lubił dopieszczać sprzęt...

Dwójka w końcu przeszła korytarzem statku do ładowni, gdzie siedziała w milczeniu Zanee. Kobieta miała już trochę życia za sobą. Czterdziestopięcioletnia Mirialanka kiedyś była freelancerem na usługach imperium, co na dłuższą metę okazało się druzgocące w skutkach. Podpisała wieloletni kontrakt, bo potrzebowała pieniędzy, który ten ją niemalże wykończył. Niewiele z niej zostało, tyle dobrze, że kontrakt zapewniał opiekę zdrowotną na najwyższym poziomie w pakiecie, tak to by niechybnie nie była już wśród żywych. Nie lubiła o tym opowiadać. W ogóle nie lubiła mówić. Pewnie też dlatego, że musiała korzystać z wokabulatora. Eskortowanie konwojów na imperialnych koloniach było pełne walk z tubylcami i lokalną zwierzyną. Do tego dochodziły rany, te psychiczne jak i fizyczne. Organy i kończyny po kolei odmawiały posłuszeństwa, albo traciła je w powtarzających się walkach. Musiała jednak zarobić pieniądze. Nikt nie wie na co i nikt nie próbował się jeszcze dowiedzieć, co tak na prawdę się działo. Skończyło się to tak, że aktualnie posiada więcej metalowych części niż własnego ciała, nawet nosi perukę. Sztuczne czarne włosy odsłaniały tylko tą nieoszpeconą część twarzy. Dołączyła wraz z Goznelem do Turthila, Dezzmo i Lakado, dobre lata temu. Wtedy uformowała się ich załoga i zaczęli przypominać niezależną bandę szmuglerów. Parę lat później spotkali Grisarlo...

- Cze-go? - wokabulator zaskrzeczał syntetycznym kobiecym głosem. Jej pusty wzrok nadal nie odrywał się od sufitu, a peruka nie była uczesana, ukazując pomarszczoną bliznami drugą połowę twarzy oraz metalową blachę przylegającą do potylicy. Kobieta siedziała na skrzyniach najwidoczniej bardzo wyluzowana. Rozpięty gruby zimowy płaszcz luźno wisiał na barkach, a metalowa ręka jak i ta z krwi i kości wisiała swobodnie wzdłuż skrzyni. Bith dostrzegł strzykawkę. No tak, środki znieczulające, te z wyższej półki. Brała je często... gdy próbowała odpocząć. Liczne protezy nie gwarantowały bezbolesnej koegzystencji z resztą ciała, wręcz odwrotnie...
- Widzę, że jest dobrze... - ta w odpowiedzi, tylko twierdząco kiwnęła nieznacznie głową.
- Za ile będziesz na nogach? - popatrzył na dwie wymontowane metalowe kończyny. Leżały obok skrzyni.
- sze-ść... go-dzi-n
- Dobra, chodźmy Dezzmo - zagarnął towarzysza nim zdołał ten coś powiedzieć. Wybrali się w stronę Grisarlo. Z pewnością był...

Witam :-) Bith kapitan załogi i jego wierny towarzysz idą zapytać Twoją postać o wyjście na polowanie. Gunganin ma raczej małą bezpośrednią wartość bojową, za to kapitan to strzelec wyborowy. Możesz się zgodzić ^.^ albo odmówić z jakiegoś powodu. Wtedy biedaki pójdą znów na ryby. To taki początek, zaprezentuj postać. Później wyklaruje się jakieś konkretniejsze zadanie. Znajdujecie się w wąwozie, po stronie planety z dala od cywilizacji. W okół lasy góry i rzeki. Jest zimno, ale nie lodowato jak na Hoth. Baw się dobrze :D
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Grisarlo Makk'ala » 27 Maj 2018, o 15:19

Dźwięk kabla, uderzającego o metalową podłogę po raz kolejny rozbrzmiał w opustoszałej kabinie pilota. Zaraz po nim można było usłyszeć wyraźne warknięcie, wydobyte z gardła siwowłosego Cathara. Grisarlo znów starał się naprawić wystający element z krzesła drugiego pilota. Jednakże nie mając pojęcia, jak Lakado poskładał statek do stanu używalnego, musiał zrozumieć dziwaczną technikę montażu poszczególnych części wewnątrz puszki, którą zwykł określać jako ich pojazd.
Chwilowo miał dość reszty swojej załogi, która momentami zdawała się być dla niego zbytnio żywa. Naturalnie, sam zgodził się na taki los, starając się uciec od przeszłości, która zdawała się pokazywać odciśnięte na nim piętno co krok, jednak zdawał się nie być wystarczająco gotowym na życie w większej społeczności. Bardzo możliwe, że właśnie to lądowanie było dla niego istną przyjemnością, bowiem od praktycznie niepamiętnych czasów, nie miał możliwości przebywać na powietrzu, którego podmuchy wiatru sprawiały, że jego dłuższa, biała sierść lekko się poruszała. Niestety, ambitne założenia Cathara nie pozwalały mu na wyjście ze statku do czasu, aż nie naprawi tego jednego kabelka, nad którym dwoił się i troił już od ich lądowania.

Nagłe charakterystyczne człapanie Gunganina dotarło do uszu Cathara, który wyczulony na niemalże każdy dźwięk, już był w stanie określić, gdzie mniej-więcej powinien pojawić się jego przeciwnik, któremu...nic nie zrobi. Przyzwyczajony do własnej dzikości nawet nie próbował przeżywać jakichkolwiek refleksji związanych z przypadkową chęcią ataku na swojego kompana ze statku. Nic nie robiąc sobie z nadejścia dwóch person, dalej pracował nad wypadającym kabelkiem.

W całej tej kompanii Mirialanka zdawała się być jego ulubionym kamratem, z którym mógł po prostu siedzieć i się nie odzywać. Poza jej dobrymi bojowymi umiejętnościami, szanowała ciszę, która dla Cathara wyrażała więcej niż tysiące słów. Była chyba jedyną personą, która brała na poważnie jego złe humorki, dając mu zwyczajnie spokój, a przynajmniej tak wyglądało to z jego strony. Wystarczyło tylko jedno warknięcie, a ona wiedziała, że nie należy mu wchodzić w drogę.

Cała reszta gentelistot, która egzystowała na statku, była dla niego jedną wielką obojętną masą, z którą musiał współpracować, jeśli tylko chciał przetrwać. Właśnie dlatego nie miał żadnych obiekcji przy pomocy w ich różnorakich, głupawych pomysłach. Świadom tego, że akceptacja grupy jest jednym z istotniejszych elementów trwania w niej, był zmuszony do uspokojenia swojego zwierzęcego instynktu, który od razu sugerował mu atak na przybywającą dwójkę.
Image
Awatar użytkownika
Grisarlo Makk'ala
Gracz
 
Posty: 14
Rejestracja: 1 Maj 2018, o 15:46
Miejscowość: Szczecin

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 28 Maj 2018, o 17:27

- Hej Grisak! Jak tam, co robisz?! - zawołał wesoło Dezzmo. Zerkając na jego zajęcie, Bith upewnił się, że może przeszkodzić Catharowi i dołączył do powitania.
- Grisarlo jak dziś Ci mija czas. Nie było Cię rano na śniadaniu. Trochę się zmartwiłem - włochaty wojownik podniósł się spod fotelu i spojrzał stanowczo na kapitana. Ten tylko wystawił rękę jakby chciał mu powiedzieć "Hej wyluzuj, to tylko ja". Turthil cały czas nie mógł się do końca przyzwyczaić do jego agresywnej aury. Pamiętał jak dziś, że go przygarnęli zasadą większości głosów, choć on sam tego nie wiedział. Gunganin i Squib byli za, natomiast on i Besalisk byli za nie. To Zanee stwierdziła, że trzeba mu pomóc i jej głos przeważył. Nie żałował tej decyzji, ale nadal niekiedy miał wrażenie, że rzuci on mu się do gardła i rozszarpie na strzępy.

Natomiast Dezzmo jak nigdy nic podszedł by podać mu rękę, ale jakoś ograniczył się do spoufalającego klepnięcia w plecy olbrzyma i zaciął się zanim coś powiedział z sensem.
- ehe-hehe, nie najlepszy strój masz, co? Co na polowanie widzisz, robić chciałbyś? Zjemy jakieś mięsko dziś, jak dorwiemy niedźwiedzia może? Heh? Potem piwko co?

Bith naturalnie nie czekał na odpowiedź, a szybko sprostował co mieli oni do powiedzenia
- Chcemy wybrać się na polowanie do lasu. Potrzebujemy trzeciego. Zanee sobie... odpoczywa teraz i dopiero za sześć godzin będzie na nogach, a to trochę za późno na wyjście. Lakado... - popatrzył na Gunganina - Lakado jest bardzo zajęty, a Goznel bez Mikko ma trochę roboty na pokładzie. Jeszcze się jej osnowa nie wgrała... mam problemy z kompem... A jakbyśmy mieli farta to i jakieś trofeum by się zdobyło. Co Ty na to? - wnet skupił wzrok na tym kabelku z którym najwidoczniej pracował Grisarlo
- Wiesz, zostaw to - wskazał ręką
- Lakado wziął wszystkie części zamienne, złożenie tego zajmie ci kupe czasu. Szkoda czasu, to jak?

Jeśli się zgadasz, zatrzymaj się na tym jak zbieracie się przed statkiem. Opisz wtedy jak się Cathar przygotowuje na polowanie. Jeśli nie to wybierz sobie jakieś dowolne zajęcie, a chłopaki pójdą na ryby xP Ja wtedy pociągną fabułę w innym kierunku. GL! :D
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Grisarlo Makk'ala » 5 Cze 2018, o 16:42

Wiedział, że pełnoprawna akceptacja na statku nie istniała, dlatego też nie oczekiwał dawki śmiechu na pokładzie. Zazwyczaj powściągliwy w śmiechu, patrzył jedynie spod łba na resztę, oczekując wniosków i decyzji. W przeszłości rzadko kiedy za siebie decydował, dlatego zdecydowanie dziwnie było mu być tak dogłębnie wolnym.
Nawet teraz, patrząc na lekko przerażonego Bitha, wiedział, że mógłby rozdrapać każdy skrawek jego twarzy swoimi wysuwanymi pazurami i nikt nic by na to nie poradził...nie żeby cokolwiek z tych rzeczy planował.
Lekko pochylił głowę na przywitanie, starając się szczędzić słowa, których wartość była raczej mało wzniosła, jednakże kiedy Dezzmo klepnął go w plecy i powiedział swoim lekko skomplikowanym językiem co też mu w duszy gra, Makk'ala odchrząknął lekko. Poczekał, aż Bith wypoci wszystkie swoje bolączki dookoła obszaru, w którym się znajdowali, żeby wzruszyć ramionami na zgodę.

- Na polowaniu nie trzeba wyglądać, to nie holofilmy. - pewne słowa skierowane do Gunganina przekonały go do pójścia, być może w pewien sposób był świadom, że jeśli coś im się stanie, nie będą w stanie wylecieć. Sam futrzak nie znał okolicy i pójście na polowanie bez znajomości terenu powinno przyprawiać każdego wojownika o lekki niepokój, tak Grisarlo był przyzwyczajony do myśli, że na każdym kroku może zginąć, kto wie, czy nie lepiej u boku dwójki nowych kompanów?
- Widzimy się przed statkiem. - stwierdził bez zająknięcia, kierując się w stronę pokoju, z którego to chciał zabrać swój vibrotopór i przytwierdzić go na plecach. Przez kilka sekund patrzył na kaburę z pistoletem i doszedł do wniosku, że nie ma przecież potrzeby zwracać na siebie uwagi jakimikolwiek dźwiękami wystrzałów.

Nie zauważając obecności Bitha i Gungana, skierował się do ładowni, zahaczając jeszcze o toaletę, która to była nadrzędnym powodem, dla którego zostawił kabelki, nie żeby się posłuchał Bitha, skąd. Zanim jeszcze ją zauważył, już poczuł smród grzejącego się metalu. Części Zanee były bardzo charakterystyczne w zapachu, co też Cathar zarejestrował już pierwszego dnia.
Był świadom jej umiejętności bojowych, co też wzbudzało jego szacunek, jaki darzył ją, za samo poświęcenie swojemu zawodowi. Prawdopodobnie była jedną z niewielu osób, które rozumiały, że jego milczenie nie oznaczało irytacji, choć tak w większości przypadków było. Można powiedzieć, że w pewien sposób jej obecność kazała mu ochłonąć, żeby nie warczał na każdego kompana, co było w istocie ciężkie. Mając na względzie szacunek do niej i nie chcąc wprowadzać napiętej atmosfery, kiedy był pewien, że ta go słyszy, zaczął mówić, zanim jeszcze wszedł bezpośrednio do pomieszczenia.
- To ja. Idziemy z Turthilem i Łamagą na polowanie, postaram się przypilnować, żeby nic ich nie zeżarło...może poza mną. - zażartował lekko, obnażając swoje kły w stronę Mirialanki. Czasem lubił fakt bycia agresorem, którego cierpliwość zdawała się być na wyczerpaniu w wielu przypadkach, ten strach w oczach reszty...piękna sprawa!
Po krótkiej wymianie zdań z Zanee, ruszył do wyjścia ze statku, gdzie oczekiwał reszty zainteresowanych.
Image
Awatar użytkownika
Grisarlo Makk'ala
Gracz
 
Posty: 14
Rejestracja: 1 Maj 2018, o 15:46
Miejscowość: Szczecin

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 5 Cze 2018, o 22:29

Taaak... chwila wytchnienia dla Zanee była czymś do czego chciała wracać i z czego niechętnie się uwalniała. Miała jednak powody. Gdyby nie one prawdopodobnie przedawkowałaby narkotyki bardzo szybko. Tymczasem pewną ręką porcjowała. Wiedziała ile potrzebuje. Nie mniej, nie więcej...

Błogość odgoniła w końcu skutecznie ból, odcinając kobietę od jarzma ciała, które uniemożliwiłoby jej skupić się i wyluzować jednocześnie. Myślami zagłębiała się w końcu w pożądany stan. Cisza. Prawdziwa Cisza. Oddała się jedności, tak jak to robiła od zawsze. Mirialańskie tradycje miały w sobie kilka rytuałów, które pozwalały oczyścić umysł i cieszyć się po prostu istnieniem. Choćby przez chwilę.

Stan nie trwał jednak długo. Przyszedł ktoś z załogi, a jej czujność mimo wszystko nie pozwalała zignorować zdarzenia. To był jednak Grisarlo. Całe szczęście, że nie Lakado, albo Dezzmo... Bith, Goznel i Grisarlo wiedzieli coś na temat szacunku i nie próbowali jej budzić, albo rozmawiać z nią. Szczególnie w tym stanie. Już nieraz zdarzyło się, że Lakado nagle zainteresował się jej mechanicznymi częściami i nie mógł się powstrzymać, by zbadać jak to jest zbudowane...
- do-brze... Pil-n-uj-ich - wypowiedziała z trudem nie odrywając oczu od sufitu. Dobrze, że Cathar dołączył do tamtej dwójki. Dobrze, że jest z nimi. Dobrze, że jak jej nie ma, ktoś będzie ich pilnował...
Narkotyk zaś odbierał jej całkiem czucie. Była pewna, że moment kiedy zaśnie właśnie nadchodzi...

Wojownik zbliżył się i ujrzał śpiącą kobietę z otwartymi oczami i ustami. Była właściwie nieruchoma, ktoś by powiedział, że martwa. Zdradzał ją jedynie fakt cichego odgłosu wpuszczanego i wypuszczanego powietrza przez nos i delikatne tykanie jakiegoś mechanizmu wewnątrz ciała. Grisarlo mógł zobaczyć ją, taką jaką w normalnych sytuacjach nie widział. Na jej twarzy malowała się ulga i spokój...

***

Śniegu nie było, acz temperatura sięgała kilku ujemnych stopni. Szare chmury kłębiły się tłumnie na niebie, leniwie leciały, zasłaniając to skutecznie światło gwiazdy i sprawiając, że było ponuro. Pogoda nie napawała entuzjazmem. A liczne drzewa dookoła kryjówki zdawały się milczeć w ten bezwietrzny dzień. Gdzieś z oddali słychać było pojedyncze kukanie jakiegoś przedstawiciela almańskiego ptactwa.

Na zewnątrz czekali już. Na wieść, że dziś nie będą ryby Gungunin z wyjątkową jak na niego sprawnością zebrał niezbędne na wyprawę rzeczy. Ubrani w skórzane płaszcze, w grubych ciężkich butach i wojskowych spodniach. Dezzmo ze swoją strzelbą blasterową z wbudowanym miotaczem siatek elektrycznych oraz Thurtil z wychuchaną snajperką w rękach, z blasterem w kaburze u boku i makrobinokularami na szyi. Oboje mieli też na plecach torby z prowiantem i kilkoma narzędziami przetrwania.
- Hej to Twoje! Goznel się wkurzy, że mu znowu mięso podwędziliśmy. Heh, ale jak coś przyniesiemy to raczej będzie zadowolony z obrotu sytuacji - rzucił Catharowi pakunek do założenia na plecy. Był w nim prowiant na podróż i kilka podstawowych elementów wyposażenia.
- Chodźcie, przejrzyjmy pierw mapę terenu - Bith zachęcił ręką kierując łowców w stronę zamkniętej beczki obok dużego namiotu, gdzie składowali części. Zrzucił jakiś kawałek złomu z prawie równej powierzchni i położył swój holokomunikator. Ten wypluj niebieskie strugi, które wymalowały przed nimi hologram mapy terenu.

- Jesteśmy tutaj - wskazał środek wielkiej doliny otoczonej wielkim lasem, a później bardzo wysokimi nieprzebytymi na pieszo górami. Na dalekie południe znajdował się wąwóz a za nim polana. Przy tej polanie była mała wieś. Pierwsze cywilizowane miejsce.
- Myślę, że możemy się wybrać, albo tutaj w stronę jaskiń zapolować na Lughtoga - kapitan wskazał północny płaskowyż, tuż przed wysokimi górami. Lokalizacja była niedaleka, acz jaskinie mogły skrywać niespodzianki takie jak Mirswihgi, czy być tymczasową kryjówką dla Salamagi
- Możemy też przemierzyć wschodnie lasy za prostą zwierzyną - wskazał ogromną połać terenu. Spotkanie Salamaga znacznie wzrastało, acz nie byłoby na pewno Mirswihgów, co preferują ciemności i dużą wilgoć.
- I czuję się dziś na siłach by ruszyć na Bagna - machnął ręką na mały skrawek terenu na daleki zachód. Tam jeszcze jednak nigdy nie byli.
- A jak Ty się czujesz Grisarlo? Na co polujemy? - zapytał wielkoluda. Dezzmo zaś wpatrywał się tępo w holoprojekcję.

I tak opis stworków:

Salamag to taki jaszczur o długości półtora metra z bardzo ostrymi pazurami i śmiertelnie niebezpieczną paszczą. Cholerstwo jest dość szybkie i ma dość wytrzymałe łuski na grzbiecie. Sprytnie łazi po drzewach i po ścianach jaskiń. Odpoczywa w ciemnych miejscach, jednak większość swego czasu spędza na łowach w terenie leśnym

Mirswihgi to bardzo skoczne, ropuchy plujące śmierdzącą lepką paraliżującą trucizną. Są wyjątkowo upierdliwe i atakują dużymi grupami.

Lughtog, to futrzasty odpowiednik Rancora. Jest jednak znacznie bardziej niebezpieczny. Jak na bestię jest dość inteligentny i używa prostych narzędzi takich jak kamienie i kłody drzew, do rzucania, czy odpowiednio uderzania. Są bardzo agresywne i silne, acz posiadają niezwykle cenną wątrobę i parę innych organów, które produkują tłuszcz, z którego robi się drogie lekarstwa. Do tego jego futro jest bardzo pożądane przez bogatych kupców, a zęby stanowią pokaźne trofeum. Coś dla ambitnych

W lesie poza tym znajdziesz też łatwiejszego zwierza do upolowania, acz również sprytnego. Sarną Długonogą, Dzika Almańskiego, czy Niedziewdzia Czarnozębnego też można spotkać. Wyraź swoje zdanie. Ja zakładam, że Twój głos jest decydujący. Opisz też wstęp wędrówki w danym kierunku :-)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Grisarlo Makk'ala » 20 Cze 2018, o 02:03

[aka]Naruszanie spokoju było czymś świętym co Cathar rozumiał niemalże bezbłędnie, choć pierwszy raz widząc tak wyłączoną Zanee musiał mocno powstrzymywać się przed potrząśnięciem jej ramieniem. Wrażenie, które sprawiała, odpływając przez narkotyk niemalże namacalnie zaburzał naturę, która dla kotowatego była jednym z istotniejszych elementów przetrwania. Zostawiając ją sobie, po raz kolejny upewnił się, czy vibrotopór znajduje się na jego plecach.[/aka]

[aka]Podmuch wiatru przedwcześnie uprzedził Grisarla przed pogodą. Futro na jego ciele lekko zjeżyło się, a on sam w trymiga uspokoił ciało, starając przystosować się do panujących warunków atmosferycznych. Zauważywszy kompanów, bez wahania podszedł do nich, nie robiąc sobie zbytnio kłopotu z faktu, iż podszedł do wyjścia z nimi tak mało profesjonalnie. Od razu złapał plecak i przywiązał go sobie do pokrowca na vibrotopór, starając się wykorzystać paski plecaka, tak aby nie obijał się od niego przy każdym ruchu.[/aka]
[aka]- Dzięki. - mruknął do bardziej myślącego i przygotowanego organizacyjnie towarzysza.
Nie widząc przeszkody, podszedł bliżej mapy, która wyświetliła się na wysokości ich oczu. Pomimo swojej dosyć długiej obecności w tak otwartym świecie Cathar nadal nie mógł pojąć niektórych nowinek, które ułatwiały życie. Wiedział, że to wszystko istnieje, ale wykorzystanie i sama możliwość posiadania takich gadżetów zdarzała się czasem go przerastać, jakby wcześniej żył tylko w swoim kanciastym pudełku.[/aka]

[aka]Wysłuchał propozycji Bitha i spoglądając na rozmieszczenie poszczególnych punktów ani na chwilę uczucie ulgi wdzięczności do mówiącego nie osłabło. Bez odpowiedniego przygotowania z pewnością nie byliby w stanie jakkolwiek wyruszyć, a tutaj proszę.
- Lepszym pytaniem na to wszystko jest wasz stan i nastawienie są w stanie udźwignąć ewentualne spotkanie z Lughtogiem? - spytał mimochodem, patrząc dokładnie na ich położenie. Odkrycie nieznajomego terenu kusiło równie mocno co zdobycie futra agresywnego stworzenia, jednakże wybór musiał być przejrzysty. - Proponuję przejść się na zachód. Jeśli nic tam nie znajdziemy, to wrócimy się do jaskiń, oczywiście o ile będzie czas. Jeśli nie...z pewnością jakoś się przekona naczelnego tłuścioszka, że było warto.[/aka]

[aka]Tak jak postanowił, tak też zrobili. Bez żadnego marudzenia sprawdzili po raz ostatni cały swój ekwipunek i ruszyli przed siebie, a konkretnie w kierunku zachodu. Zanim statek zniknął im zza pleców, Grisarlo chrząknął.[/aka]
[aka]- Proponuję podzielić się zadaniami. Każdy z nas musi mieć bardzo czułe uszy, ale chciałbym Thurtil, żebyś zwracał szczególną uwagę na dźwięki otoczenia, nie chcemy raczej spotkania z Mirswihgiem. Dezzmo z kolei Ty postaraj się być czujnym na wiatr, ruchy gałęzi i zachowania przyrody otaczającej nas. Proponuję w razie spotkania z Mirswihgiem cofnąć się do suchych jaskiń, gdzie możliwość spotkania tych sworzeń jest znikoma...po co mamy się narażać bez większej korzyści. - skończył pozytywnym akcentem, samemu powoli przechodząc w wojowniczy tryb, starając się przy tym utrzymywać percepcję na wysokim poziomie. Z każdym krokiem gęstwina rosła, zostawiając obraz statku i majstrującego przy nim kapitana w pamięci łowców. Cathar w pewnym sensie martwił się o ich możliwości łowieckie, poniważ dotychczas jakiekolwiek próby zdobycia jedzenia odbywały się w całkiem innych zespołach. Nie znał możliwości Bitha i Gungana, choć jeśli spojrzeć na ich przygotowanie, mógł być pewien, że od strony organizacyjnej nie mieli oni sobie nic do zarzucenia. Nagły dźwięk nadepniętej gałęzi przywrócił Cathara na swoje miejsce, już byli w gęstwinach i jak mówił mu instynkt, a w przypadku Bitha urządzenie, kierowali się na zachód. Zielona szata leśna atakowała swoją głębią kolorów, niemalże zmuszając idących do obserwacji każdego liścia z osobna. Atmosfera pomimo tego, że była napięta, dodatkowo zmuszała do czujności przy nieproszonych dźwiękach, które automatycznie klasyfikowały się dla Grisarla pod strefę polowań.[/aka]
Image
Awatar użytkownika
Grisarlo Makk'ala
Gracz
 
Posty: 14
Rejestracja: 1 Maj 2018, o 15:46
Miejscowość: Szczecin

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 21 Cze 2018, o 18:02

- Racja na bagnach tego cholerstwa może być dużo. Mirswihgi mogą tam grasować - zawtórował Bith na słuszną uwagę

Drużyna z początku stąpała luźno, oddalając się od statku. Docierając jednak ku granicy małej polany i mijając pierwsze drzewa, cała trójka, nawet Dezzmo, zaczęła traktować sprawę poważnie. Polowania to nie zabawa. Słychać było tylko stąpanie towarzyszy i własny oddech. Las wydawał się zamrzeć i robił się coraz bardziej mroczny.

Nagle trzasło nad głową Gunganina
- Dezzmo? - głos Thurthila był spokojny i opanowany, acz jego górna część ciała poczęła rotować. Z uniesioną bronią upewniał się, że to tylko ptak i nie ma nic dookoła. Dezzmo obrócił się na pięcie, i wycelował ze strzelby w kierunku hałasu
- Ptak, patyk palnął - na tą wieść wszyscy spoczęli i ruszyli dalej. Grisarlo, idąc najbardziej przodem, wyczuwał jak zmieniają się stopniowo zapachy. Czuć było narastającą wilgoć i zapach siarki. Bagna zapowiadały się smrodliwym miejscem

Bezmiar ciszy i przysłaniające światło wysoko wyniesione szerokie korony drzew oraz ich pnie, powoli całkiem wyparły gąszcze i krzewy. Z czasem i pojawiła się mgła, redukując wizję do trzydziestu metrów. Zapach jednak nagle dał ostrzegawczy sygnał. Krew. Sierść zjeżyła mu się wzdłuż kręgosłupa
- Mało widać. Turlil niedobrze. Czuje pech.
- Szz...
Szli dalej, mgła stawała się coraz gęstsza, gdy prowadzeni przez Grisarlo łowcy, dotarli do źródła zapachu. Bith klęknął przy śladzie krwi.
- Salamag, świeża krew - popatrzył obok
- Stopa Lughtoga. Dorosły osobnik, świeży ślad - powiedział cicho. Słysząc to Dezzmo od razu przeładował strzelbę. Thurthil zaś wywołał holomapę
- Tuż przed nami powinny być bagna. Nie spodziewałem się tutaj Lughtoga... - przyznał, po czym kiwnął głową, że można iść do przodu. Dało się usłyszeć ciche bulgotanie wody, a ślady prowadziły dalej.



W pełnym skupieniu łowcy stąpali ostrożnie, bardzo ostrożnie. Teren pod stopami zaczął mlaskać, lecz gdzieniegdzie poukładane były kamienie, które zaczęły składać się na kształt ścieżki. Ziemia zdawała się być pokryta zaledwie mchami, brakowało wysokich traw. Łowcy skorzystali z uprzejmości tych pozornie losowo poukładanych skał, by nie grzęznąć w czarnej bulgoczącej mazi. Mgła zdawała się jeszcze bardziej gęstnieć, a powietrze stawać się nieco cieplejsze. Zapach krwi wnet uderzył już całkiem mocno.
- Blormorgor... - przerażony gunganin jęknął coś niezrozumiałego i zaczął marudzić nerwowo
- bez żab... martwe... pech, wielki pech. Uciekać.
- Cicho - syknął Bith, sytuacja była intrygująca. Cisza była niesłychana, Lughtog zwykle potrafił całkiem nieźle hałasować. Grisarlo wnet zorientował się, że z każdym krokiem, przed nimi, zza mgły, wynurza się jakiś nieruchomy kształt. To ten obiekt cuchnął krwią, był pewien.
- Co to jest? - Bith nie mógł powstrzymać ciekawości, pomimo trudnych warunków i narzekania towarzysza. Czynił kroki do przodu w stronę posągu. Patrzył pod stopy i stawiał kroki na poukładanych po kolei kamieniach, które pozwalały przemierzać podmokły teren. Cathar przyjrzał się tym niesłychanym kamieniom, które dzieliły ich od martwego bagna. Ktoś te głazy tu przyniósł i poukładał, teraz był tego w stu procentach pewien.
- To jakiś ołtarz... - Bith nie dowierzał oczom.

Daj znać na PW czy każesz się wycofać kapitanowi, czy przyglądacie się Ołtarzowi.
Jeśli się wycofujecie, to napisz Post. Jeśli nie, to ja dopiszę część brakująca
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 22 Cze 2018, o 20:40

Cathar podszedł w stronę posągu, dostrzegł, że na szczycie figury są nabite na kamienny pal Salamagi. Dezzmo postanowił nie iść dalej wypatrując czy nic im za plecy nie wchodzi. Cisza jednoznacznie sugerowała, że nikogo w okolicy nie ma oprócz nich.

Kamienny ołtarz był zrobiony z tej samej skały co co ścieżka i był wbudowany w okrągły skalny podest o promieniu około czterech metrów. Był jednak obrobiony. Wyrzeźbiony na kształt kamiennego stołu z pochyloną tablicą. Misterne dookoła wzory były wykonane z niemałym kunsztem. Nic jednak nie przedstawiały co miałoby sens. Jednak po dogłębnym przypatrzeniu się Grisarlo dostrzegł, że były jednak tak zrobione, by krew z nabitych ofiar spływała po wycięciach, aż na sam dół rzeźby, gdzie ślad krwi był gubiony w małych dziurkach.
- wygląda na to, że ktoś tu złożył w ofierze... Salamagi? - Bith wyglądał na przestrasznego, coś w ołtarzu wydawało się być złowieszczego. Sam fakt, że krew równomiernie spływała z ofiar przyprawiał o ciarki. Cathar zauważył, że od posągu bije jakieś ciepło. Przyłożył dłoń blisko kamienia i ten jakby był trochę nagrzany. Dotknął ołtarza. Był ciepły.
- o ja pierdole... - wymsknęło się Thurthilowi, który zrobił kolejny krok dalej w stronę kolejnej ścieżki, za posag i nagle dostrzegł ruch, jakby coś się wznosiło. Szybko zaczął podnosić broń. Lughtog był obwieszony przeróżnymi czaszkami i zębami na rzemieniach. Zaklekotały licznie obijając się o siebie.

- WAAAAAAAAAAAGH!!! - gardłowy ryk bestii wypełnił uszy trójki łowców. Był od nich jakieś dziesięć metrów. Pierwszy krok włochatego giganta wstrząsnął podłożem na którym stali. Bestia musiała być w bezruchu do tej pory.

Ograj scenę walki. Jesteście zaatakowani z zaskoczenia. Jeśli zdecydujesz się na starcie wręcz z potworem od razu to zrób rzut 1K20 na rany. Im mniej tym lepiej. 1-3 Brak ran. 4-8 Lekka rana. 9-16 Ciężka rana 17-20 Stracenie przytomności. Możliwy jeden przerzut. Jednak możesz spokojnie opisać jak pokonujecie w starciu Bestię. W przypadku utraty przytomności, to opisujesz aż do jej utraty.

Możesz rozkazać wstępnie wycofać się
Robisz wtedy rzut dla Bitha na szybkie nogi. 1k10
1-8 uciekacie przez ścieżkę do Dezzmo, 9-10 Bith zostaje złapany przez Lughtoga i ogłuszony (poprzez rzut, gdzieś) Jednak w przypadku ucieczki, możesz opisać jak we trójkę rozprawiacie się z Bestią. Jeśli jednak będzie wyrzucone 9-10 to walka ze stworem przejdzie do kolejnej tury. Zakończonej przeze mnie (czyli dajesz tylko opis jak stwór rzuca kapitanem i jak docierasz do Dezzmo)

Powodzenia
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Grisarlo Makk'ala » 24 Cze 2018, o 19:31

Początkowe wrażenie braku odpowiedniego zaangażowania i nastawienia minęło wraz z wejściem w dalszą część lasu. Pozostawiając statek za plecami, stali się innymi osobami-łowcami. Łopoczące serce, głęboki oddech i wyczulone zmysły, od których zależało niemalże wszystko. Postawienie jednej karty kier z własnym sercem na nieznajomy sobie teren nie było zbyt rozważnym posunięciem, jednakże życie w półświatku zmuszało do podobnych interwencji. Grisarlo nie myślał o łupach, które mogły wynagrodzić trud włożony w polowanie, bo też nikt nie zagwarantował, że cokolwiek znajdą, czy też ubiją.
Nagły ruch nad głową Gunganina zaniepokoił Makk'ala, choć tylko i wyłącznie na chwilę. Kotowaty od razu wyciągnął swój vibrotopór, co też winien był zrobić wcześniej i przygotował się na walkę. Niespodziankom nie było końca, ponieważ jak wiadomo zamiast wielkiego zagrożenia napotkali zwyczajne stworzenie, co też Cathar przyjął z lekką ulgą. Nie był pewien, czy bitwa w takich gęstwinach miała większy sens, mimo wszystko preferował otwartą przestrzeń.

Idąc na przodzie, niemalże od razu wyczuł zmianę klimatu, a wszystko winą swojego zwierzęcego węchu oraz futra, które momentalnie reagowało na każdą anomalię różniącą się od codzienności na statku. Nieprzyjemny zapach siarki zakręcił się w nosie Grisarlo, a sama sierść lekko zjeżyła się pod wpływem narastającej wilgoci i dziwacznego przeczucia. Nie musiał zbyt długo czekać na odpowiedź, to była krew. Nastroszony Cathar ruszył do przodu, chcąc poznać właściciela i powód pochodzenia płynu.
Ze względu na specyfikę wcześniejszego etapu życiowego zirytował się na słowa Dezzmo, choć sam musiał przyznać, że również nie był zbyt przekonany co do ich bezpieczeństwa, tylko czy to nie było gwoździem programu? Gotów warknąć w stronę Gunganina powstrzymał się przed otworzeniem buzi, roztropniej było wysłuchać spostrzeżeń Bitha. Sam niewiele rozglądał się po otoczeniu, a winą była próba uspokojenia rozpraszającego, zjeżone futro. Dawno już nie czuł takiej dawki adrenaliny. Świadom, że teraz oni są celem, mocniej ścisnął vibrotopór.

Ciche bulgotanie wody z jednej strony uspokajało, zaś z drugiej, zdawało się miarowo dawać ostrzeżenie przed wkroczeniem na specyficzny teren. Nie czekając na kogokolwiek przyzwolenie, ruszył dalej, mając świadomość obecności innego łowcy. Po przestąpieniu kilku kroków pozwolił Bithowi pójść na pierwszy ogień, chcąc w końcu palnąć Gungana kręcącego się na tyle. Dodatkowym powodem była chęć zabezpieczenia pleców, które były raczej mało uważnie strzeżone. Przerażenie Dezzmo było wytłumaczalne, choć niekoniecznie akceptowalne przez Grisarlo, który podchodził do całego przedsięwzięcia bardziej wojowniczo. Jedyne co musiał przyznać strzelcowi z tyłu, to dobre spostrzeżenie braku żab w bagnie. Dziwne.
Równie dobrym spostrzeżeniem była uwaga skierowana na samą ścieżkę, bo przecież sama się nie ukształtowała...Moment, w którym Bith powiedział, że znaleźli się przy jakimś ołtarzu, Cathar automatycznie zinterpretował jako pułapkę. Gotów zawrócić kapitana, podniósł wzrok i...było już za późno...zainteresowanie mistycznym miejscem pochłonęło również jego umysł, który kazał mu podejść i wyczuć energię bijącą z ołtarza postawionego na środku kamieni.
Jak na ironię jedyną osobą, która miała głowę na karku, był Dezzmo. Gungan od razu stanął na straży ich pleców i nie pospieszając dwójki zainteresowanych posągiem, czuwał przy kamiennej drodze.

Podchodząc bliżej i próbując przeanalizować dziwaczne zawijasy wyryte na tablicach, zorientował się, że ktoś musiał wyprawiać w tym miejscu krwawe obrzędy. Widok małych dziurek, do których równomiernie spływał czerwony płyn ze stworzeń, przyprawił Cathara o kolejną falę zjeżonej sierści. Dotknął kamienia.
Bith nie kończąc wiązanki, zwrócił uwagę kotowatego, który spostrzegł, że zza ołtarza zaczęła podnosić się jakaś kształtna masa. Towarzyszący nagłemu ruchowi dźwięk odbijanych od siebie czaszek przeraził Makk'ala, który zamiast przyglądać się oponentowi, ruszył w kierunku Bitha.



Dziesięć metrów, które dzieliło dwójkę łowców oraz Lughtoga zdawało się miarowo zmniejszać i zwiększać wraz z każdym rozpaczliwym oddechem Cathara. Krok, który wykonała bestia, był odczuwalny niemalże wszędzie, co też Grisarlo przeklął w myślach. Bydlak był ogromny.
Jedynym co zdążył zarejestrować przed całym bitewnym chaosem, była jasna wiązka pocisku wypuszczona przez blasterową strzelbę Gungana stojącego kilka metrów od nich. Rozwścieczony Lughtog ryknął po raz kolejny, wzbudzając u okolicznych słuchaczy gęsią skórkę i bolesne pieczenie w gardle. Jego nagłe kroki i finalny naskok w kierunku małego Bitha, który starał się zastrzelić stwora, stojąc w miejscu, były zapowiedzią katastrofy. Na całe szczęście Cathar był szybszy. Z impetem wpadając na Thurthila, wyciągnął go z linii skoku bestii. Snajperka, którą trzymał w ręku wypadła kilka metrów dalej, tak samo, jak vibrotopór Grisarla. Jasnowłosy przedstawiciel kotowatych momentalnie dźwignął się na nogi, nie patrząc na stwora, który jak się okazało, w trakcie lotu został trafiony elektryczną siatką pochodzącą ze strzelby Gungana! Szarpiąc się w małym zamknięciu, dał reszcie łowców trochę czasu na odzyskanie broni. Poza oczywistym wstrząsem całego kamiennego podłoża, które lekko uniosło się i opadło, Cathar nie wiedział, co jeszcze działo się za jego plecami. Czując napędzającą adrenalinę, podbiegł do snajperki oraz orężu, podnosząc go i podając broń dalekiego zasięgu Bithowi, który do tej pory strzelał w stwora karabinkiem.
Cała sytuacja byłaby zbyt piękna, gdyby rozwścieczona bestia była zbyt słabym oponentem przeciwko elektrycznej siatce. Zahartowany Lughtog uwolnił się jednym ze swoich ogromnych szponów, jednym jego problemem było obrócenie się z pleców na pysk. Cathar nie czekając na żadne zaproszenie, wybiegł w kierunku stwora, chcąc skrócić jego cierpienia. Niestety Makk'ala nie spodziewał się, że pomimo niedogodności, jaką jest przebywanie na plecach, bestia wciąż potrafiła walczyć. Jednym, prostym machnięciem pozbyła się muchy, jaką był Grisarlo. Uderzenie w ciepły kamień ołtarza nie był przyjemnym lądowaniem, ból w okolicy nerek ograniczał głęboki wdech. Jęk wyrwał się z gardła Makk'ala, który zbierając się z podłoża, przegapił strzelaninę dwójki kompanów w bestię. Jedynie nagły ryk, pod którego wpływem zadrżały wszystkie kamienie, przywrócił go do całej ferajny. Widok uśmiechniętego Thurtila z makrobinokularami na twarzy był odpowiedzią na opis sytuacji. Niestety ten sielankowy obraz zmył się niemalże od razu.
Cathar podnosząc się, zaczerpnął kilka uspokajających wydechów i świadom swojej pozycji, starał się wykorzystać element zaskoczenia. Gungan znajdował się przy drodze-od przodu bestii, Bith z boku Lughtoga, a Grisarlo za plecami stwora. Wykorzystując wyciosane wgłębienia w kamieniach, wdrapał się na górę ołtarza, nie zwracając uwagi na bitwę tuż obok, zaczerpnął kilka świeżych oddechów i obserwował olbrzyma, który zataczał się pod wpływem wcześniejszego strzału oddanego przez Thurtila. Strzelec widocznie go oślepił, ponieważ stwór miał przyłożoną łapę do pyska, widać każdy organizm we wszechświecie posiada te same odruchy. Widząc szansę w lądowaniu na wielkich plecach Lughtoga, uniósł vibrotopór i skoczył.

Oparty na minimalnym prawdopodobieństwie prawidłowego lądowania, nie zastanawiał się, gdzie trafił w cielsko stwora, w które wbił się vibrotopór. Skok wiary, bo też tak powinno się to nazwać, odniósł zadziwiający sukces, do którego nie doszłoby bez uprzedniego strzału w oko do oszołomionej i cierpiącej bestii. Kolejny ryk przeszył ciało wojownika, aż po same stopy, choć tym razem jego cel był bardziej przejrzysty i namacalny. Czuł krew spływającą z ciała stwora, w którego bok czubka pleców udało mu się wbić. Bez zastanowienia dźwignął się na głęboko wbitym vibrotoporze, jeszcze bardziej pogłębiając ból bestii, wdrapał się na szczyt jego pleców, tuż nad łbem, znad którego pojawiły się nagle szpiczaste łapska stwora. Przytulając się do jego futra, starał się nie dać złapać, pozwalając przy tym na odsłonięcie całego korpusu stworzenia, a także pyska, który zdawał się nadzwyczaj delikatny.
Kompani na szczęście wykorzystali ten moment, by po raz kolejny uparcie zaatakować bestię, celując bezpośrednio w okolice oczu. Bith wraz ze swoją snajperką ewidentnie wczuł się w rolę zwycięzcy, ponieważ po raz kolejny udało mu się ustrzelić w małą szczelinę oka. Ryk przepełniony bólem i wściekłością, a także wariackie machanie bez opamiętania łapami Grisarlo przeczytał jako własną szansę. Walcząc z głęboko wbitym vibrotoporem, miał nadzieję na ukrócenie męki stworzenia. Kiedy uporał się z wyciągnięciem broni, bez żadnego ostrzeżenia podciągnął się na wystającym kręgu szyjnym Lughtoga i zatopił ostrze na środku jego pyska, w miejscu, gdzie powinien znajdować się mózg. Nie czekając na kolejne zaproszenia, puścił się rękojeści i poleciał na nierówne już kamienie, które pod wpływem kroków i samej masy bestii częściowo się rozkruszyły, zmniejszając objętość i stabilność podłoża. Wściekły ryk zmieszał się z krzykiem bólu wyrwanym z ust kotowatego, wywołanym przez nerki. Jasnowłosy jegomość miał świadomość, że stworzenie, w które przed chwilą wbił swoją broń, nadal było zbyt blisko niego, dlatego starając się przezwyciężyć ból spowodowany wcześniejszym i aktualnym lądowaniem, zmusił się do usunięcia z pola widzenia (a raczej jego braku) Lughtoga. Przeczuwał, że walka niemalże była skończona, choć nieprzyjemny oddech stworzenia nadal był wyczuwalny w okolicach karku kotowatego.

- STRZELAĆ KURWA STRZELAĆ! - ryknął, biegnąc w stronę Gungana, który od pojawienia się Grisarlo na plecach stwora zaprzestał jakiegokolwiek ruchu bronią. Słysząc konkretne polecenie, ponowił ostrzał z karabiu, pozwalając siatce opleść stworzenie, które wyjąc z bólu, powoli opadało z sił. Sam Cathar posuwał się powoli w stronę kompana i gdyby nie myśl, że walka nie była skończona, z pewnością osunąłby się na kamienne podłoże. Nagłe pojawienie się obok Bitha, a także widok blastera pod nosem były wystarczającym powodem do dalszego wysiłku. Byli jeszcze kompanii, którzy na niego liczyli! Bardziej uspokojony, choć z szaleńczo bijącym sercem krzyknął w ich stronę - Strzelajcie w okolice otwartych ran!
Bestia widocznie zdezorientowana nie wiedziała, w którą stronę może szarżować, choć sam fakt oślepienia i ostrza wbitego w łeb były dla niej wystarczającym powodem do braku ogłady. Wyczuwając największą falę wiązek z blasterów z przodu głowy, ruszył w ich kierunku, starając się zaatakować po raz kolejny. Niestety tym razem cielsko nie było posłuszne umysłowi. Ostatni wrzask wściekłości i bólu przebił się przez mgłę, a wraz z nią nastąpiło echo ogromnej masy uderzającej w kamienne podłoże. Stworzenie próbując ruszyć w kierunku łowców, nie wyczuło siatki oplatającej jej cielsko, runęło jak długie, lądując pyskiem idealnie dwa metry przed strzelającymi. Dobicie stwora było jedynie formalnością, trzy bronie palne wycelowane w okolice vibrotoporu nie mogły dać niczego innego, jak tylko uwolnienia od naprzykrzającego się towarzystwa Lughtoga. Nastała cisza.
Image
Awatar użytkownika
Grisarlo Makk'ala
Gracz
 
Posty: 14
Rejestracja: 1 Maj 2018, o 15:46
Miejscowość: Szczecin

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 2 Lip 2018, o 19:54

- ale kawał skurwiela... - Bith skwitował walkę nadal rozglądając się we mgle. Dostrzegł, że wszycy cali, a dookoła nadał nie było za dużo widać. Bagna wciąż były tajemnicze tak bardzo jak i przed atakiem Lughtoga.
- Grysak? - Gungan podbiegł szybko do towarzysza i upewnił się, że nie ma żadnych ran. Widział, że coś go boli ten jednak odgonił go ręką, znosząc samodzielnie cierpienie w boku. Będzie boleć przez najbliższe dni, oj tak. Przy każdym cholernym kroku.
- Turlil?
- Nic mi nie jest. Spójrz na tę sztukę - kapitan podszedł by przyjrzeć się zdobyczy
- To niesamowite, pierwszy raz widzę by bestie tego pokroju zbierały trofea. Spójrz na czaszki. Ludzkie i nie tylko - uniósł jedną z nich
- na każdej czaszce jest jakiś wyryty symbol... ten symbol przypomina te wzory na kamieniu... Lughtog Szaman? - Bith zgadywał zafascynowany
- Moja mówi to złe miejsce. Blormorgor tu jest...
- W ogóle, co to jest Blormorgor?? - zapytał nie ukrywając kpiącego tonu. Bith nie mógł uwierzyć, że Dezzmo traktuje tą sprawę, aż tak poważnie, ale pamiętał, że jest zabobonny. Czy jego wierzenia były aż tak silne?
- To wielki pech. Zły duch. Na Naboo... wody gdzie nie ma ryb czy żab, to to gdzie Blormorgor. Trzymać się trzeba z daleka! Martwe wody sprawiają martwych Gunganów, i martwych ludzi, i martwych Tutlilów, i Grisaków i Moja też martwa być!! Kobiety nie mają młodych! Blormorgor pożera bloby! Ciała są, ale blobów nie ma! To pożeracz! Nie da się go najeść! Pożarł Salamagi, teraz pożarł Lughtoga. Pożre i nas!

Dezzmo był bardzo roztrzęsiony tym faktem. Odruchowo trzymał się jakby z daleka od bulgoczącego bagna i cały czas wyglądał zagrożeń. Wyglądało na to, że był pewien, że wszyscy zaraz zginą. Bith jednak skory był zostać dłużej i zbadać sytuację dokładniej. Przestawił swój wypasiony holokomunikator na tryb robienia holoskanów. Chciał zebrać jak najwięcej danych i próbek. Catharowi ból jednak przypominał, że wybrali się tutaj by polować. Zwierze leżało martwe. Trzeba było tylko pozyskać cenne organy, futro, zęby i pazury.

Napisz na PW na co się decydujesz a dopiszę resztę postu. Na PW możesz również zamieścić swój dialog by go wtrącić w dopisie. Druga część postu będzie znacznie dłuższa ^.^ ... w zależności od decyzji :twisted:

P.S. świetny opis walki, bardzo mi się spodobało. Bardzo obszernie i rozbudowanie. Miało się wrażenie, że nie da się położyć Bestii choć od początku przegrywała. Jedyna rzecz która Ci umknęła to fakt, że jeśli broń wypadła Bithowi z ręki to raczej wpadła do bagna, ale to mały detal. Rzut kostką był po Twojej stronie to i mogło tak być ;) Mam nadzieję, że utrzymamy poziom. Poprzeczka jest wysoko :D
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 6 Lip 2018, o 22:11

Nie czekając na dalszą historię rodem holofilmów o opętaniach, Cathar podszedł do Gungana i sprzedał mu soczystego liścia.
- Dezzmo. Przestań kłapać i zacznij pilnować otoczenie, gdyby coś miało zamiar tutaj jeszcze się przypałętać. Nie chcemy nieproszonych gości. - zadecydował silnym, choć bardzo chrapliwym głosem. Zaraz odwrócił się do Bitha i podchodząc do pokonanej bestii, zadecydował - Turthil jak pobierzesz próbki, pomożesz mi oskórować i wyciągnąć z tego cielska jakiś pożytek.
- Jasne - odpowiedział krótko Bith, zupełnie pochłonięty niewiarygodnością odkrycia. Jego skaner badał ołtarz, a on wpatrywał się w cyferki na ekranie jak maniak. Dezzmo był bardzo niezadowolony, ale ustąpił. Prychnął cicho, nie chcąc rozjuszać Grisarlo i wyglądał zagrożeń wedle zarządzenia Cathara. Trząsł się jednak bardzo. Drapał nerwowo.

Grisarlo wyciągnął łowiecki nóż z plecaka i dobrał się do zdobyczy. Rozpruł brzuch bestii i delikatnie zaczął wyjmować organy. Serce, gruczoły, wątroba i nerki stwora wylądowały w plastikowych workach próżniowych. Resztę zbędnych flaków wyrzucił do bagna, by było więcej miejsca dookoła. Przystąpił do wycinania i wyrywania kłów i pazurów. Dostrzegł, że na pazurach były wyryte podobne wzory co na czaszkach. Przyjrzał się dokładnie i zauważył, że na całym ciele jego futro było w różnych miejscach wypalone i widniały na nich krwawe blizny. Krwawe, bo niektóre rany były wciąż świeże. Grisarlo wprawnym okiem gladiatora dostrzegł jakim narzędziem stworzenie zostało ranione. Pierw stwór musiał zostać przypalony, a potem jakiś prymitywny kamienny nóż, albo pazur wyciął rany. Niezwykła była symetryczna dokładność wzorów. Rozpościerających się od czoła przez czaszkę, aż po cały kręgosłup. Niczym schemat... jednakże futro będzie do niczego. Bith kończył brać próbki z otoczenia. Kusiło go by pójść w stronę ścieżki, skąd się pojawił stwór. Gdy dostrzegł wzory na stworzeniu nie opanował ciekawości i ruszył w stronę mgły.

- Jasny gwint... - Cathar usłyszał zaskoczenie w jego głosie. Zdobycz była obrobiona, mogli już stąd iść. Ruszył ostrożnie w kierunku ciekawskiego towarzysza. Dalej we mgle był kolejny posąg. Przedstawiał kobiecy korpus bez głowy z sześcioma rękami. Każda z rąk trzymała jakby kamienny pręt i wyciągnięta była w inną stronę. Przed posągiem było kamienne siedzisko, z którego musiał wstać Lughtog. Przez mgłę nie mógł wyczuć całkiem zapachu, ale gdy zbliżył się odpowiednio poczuł ten podły zapach... właśnie ten.

Trucizna. Był tego pewien. Instynkt sprawił, że wydał z siebie gardłowy krzyk, chcąc ostrzec kompana
- Thurthil odsuń się!!! W powietrzu jest trucizna!!! Nie mamy skafandrów!!! - Bith dalej niczym maniak, podszedł jeszcze bliżej do rzeźby i począł ją dotykać. W ogóle nie zwrócił uwagi na zachowanie Makk'ala.
- To jest niewiarygodne po prostu niewiarygodne. Kumasz to, że ten posąg ma setki tysięcy lat? - oświadczył, nawet nie używając skanera
- To jest warte fortunę prawdziwą fortunę. Kupimy za to wszystko, wszystko. Dosłownie wszystko. Taaak wszystko wszystko - zaczął macać dziwny posąg z lubieżnością. Nie zauważył nawet, że nie kontroluje ślinotoku, a potem przytula się do kamienia.
- Dezzmo, Grisarlo? Musimy tu przyprowadzić innych, żeby to zabrać. Będę bogaty!!! Bogaty... MWAHAHAHAHA!!! - jego szaleńczy śmiech rozniósł się po całym lesie.

***

Cathar go nie słyszał. Czuł, że zdążył się nawdychać trucizny, próbował uciec od posągu z dala od tego miejsca. Strach wziął górę, gdy zmysły zaczęły mu szaleć. Zmysł wzroku i błędnik ześwirował, rzucając mężczyznę na kamienny podest obok ołtarza. Obraz zdawał się kołysać i wywracać. Pisk w uszach zupełnie odebrał mu słuch, a całe ciało wyluzowało się, czuł przyjemne dreszcze, w każdym zakątku. Całe ciało nakłaniało gladiatora by odpuścił, było tak przyjemnie. Strach jednak trzymał wojownika przy resztkach świadomości. Omacku wydostał się z przeklętego miejsca. Gungana jednak nie było, nikogo nie widział w kaskadach kręcących się obrazów. Musiał on uciec. Próbował wstać, ale nie dało rady. Ciało coraz bardziej stawało się bezwładne a dreszcze przyjemniejsze. Ostatkami sił doczołgał się do najbliższego drzewa. Sięgnął pazurami by się na nim zaczepić, kiedy to zdrapał spróchniałą korę martwego drzewa. Czołgał się dalej, stracił poczucie czasu i orientacji. W końcu uległ...

***

Kręciło mu się w głowie, ciało zdawało się wiotkie, acz był półświadomy tego co robi. Czuł że coś pije. Woda... pyszna woda. Tak miał ją, ale gdzie ją miał?
- Grisarlo? Słyszysz mnie? - usłyszał znajomy głos. To była Zanee i jej modulator głosu z hełmu. Musiała być w pełnym rynsztunku bojowym. Poczuł jak jej metalowa ręka trzyma jego szczękę i orientuje w jakimś kierunku. Mężczyzna wysilił się otworzyć oczy
- Grisarlo?! Gdzie jest Thurthil?! - dostrzegł cienki czarny wizjer. Kobieta dzięki egzoszkieletowi mogła nieść na sobie całkiem pokaźny kawał żelastwa i poruszać się przy tym niczym kot, pamiętał tak pamiętał ją. Ból głowy nie pozwalał mu się skupić
- Drogie duchy, to już będzie trzecia dawka... - ledwo poczuł ukłucie, wnet zabolało go coś, aż drgnął
- Całe szczęście... - Cathar nie wiedział, czy całe szczęście, nagle zaczął czuć, że go całe ciało boli. Wymamrotał coś pod nosem.
- Mów! Gdzie byliście?! Gdzie Thurthil? Słyszysz mnie?
- Nie pamiętam... Dezzmo... Thurthil... znaleźliśmy coś dziwnego... zabiliśmy... coś.
- Znalazłam Dezzmo wraz z Gonzelem i Lakado. Gonzel zabrał go na statek, był w fatalnym stanie... przywiązał się do drzewa i krzyczał jakieś niestworzone rzeczy. Komunikator Thurthila uległ zniszczeniu i nie możemy go namierzyć.
- Skanel mówi o duzej zawaltości plochikoskolbianu... we klwi ma śladowe ilości midichlolianow. Glizallo nigdy ich nie miał, acz ich liczba wciąz maleje. Zanika - wyseplenił przez wystające zęby Lakado. Jego głos też wydostawał się zza maski. Oboje najwidoczniej byli przygotowani na najgorsze. Cathar jeszcze nie wiedział co do nich wrzeszczał przez holo.
- ten plochisssko...? Co to jest?
- egzotycna substancja. Silna tlucizna, uzalezniająca. Halucynogenna. Jednakze baldzo niestabilna i szybko ulega lozkładowi. Az dziw, ze się nią zatluli. Dezzmo tez miał we klwi. Jedno i drugie. - wyjaśniał Squib. Cathar zaś czuł ból w kończynach i całym ciele. Coraz bardziej. Powoli odzyskiwał wzrok. Miał wielką dziurę w pamięci. Pamiętał jednak gdzie to było i co się działo do momentu, aż poczuł truciznę.
- Grisarlo, pamiętasz coś? Powiedz mi gdzie jest Thurthil... może uda się go uratować... - w jej ponurym głosie, jak nigdy było zmartwienie i strach.

Zanee i Lakado prowadzą Ciebie nocą przez las z powrotem. Ogólnie rzecz biorąc Cathar potrzebuje wypoczynku. Możesz jednak zadecydować co opowiedzieć Zanee. Jeśli jej opowiesz wszystko tak jak było i powiesz gdzie to było, ona się tam wybierze i spróbuje go odnaleźć. Możesz również skłamać. Zdecyduj czy ją okłamujesz czy mówisz jak było. Nie jesteś w stanie wymyślać bajek. Albo opowiadasz jak było na prawdę, albo serwujesz zwykłe "nie wiem". Skończ post na tym jak się ogarniasz i budzisz następnego dnia. Jest noc i wracacie lasem, nie wiesz gdzie dokładnie jesteś i ledwo kontaktujesz. Eskorta powinna dać radę okolicznemu Salamagowi, jeśli by taki się znalazł. Dla przypomnienia, midichloriany to wam się kojarzą co najwyżej z karą śmierci od Imperium :twisted:
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5864
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron