Content

Zewnętrzne Rubieże

[Almania] - Kryjówka Dezzmo

Image

[Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 8 Maj 2018, o 23:37

- Za górami, za lasami. Moja kryjówka. Była i my też! - Deezmo zaczął machać butelką z piwem, a Turthil zaczął mu przygrywać na saksofonie. Nie mógł się powstrzymać przed budowaniem kolejnej parodii. Wysokie przerywane dźwięki na przemian z niskimi dudniącymi, serwowane były uszom wszystkim dookoła. Melodia sama w sobie byłaby nawet przyjemna, gdyby nie fałszujący głos Gunganina i dość denny tekst.
- Turlil i moja znaleźli kryjówkę toł! - Bith zaakcentował radosną melodyjkę
- Wesoło było i będzie być! Kiedy razem będziem żyć!
- Będziemy żyć i żyć! Pić i pić! Bawić i żalić! - obrócił się w okół i ręką strącił miskę z mięsem na podłogę. Mesa statku była dość mała, by znieść trzy istoty naraz. Zaraz obok stał czteroręki facet, co zacisnął już usta z poirytowania.

- Miałeś mi pomóc! A nie znowu się walać! Pokrój to, co żeś wywrócił! A Ty Turthil, mógłbyś przestać go podjudzać?! Weź przyślij mi tu Mikko, a nie tego błazna mi serwujesz! - Goznel miał już cierpliwość na wyczerpaniu. Kolejny dzień Besalisk sam wszystko robił. Szkoda, że wczoraj Turthil zaczął wprowadzać te swoje aktualizacje do Mikko. Zmodyfikowany droid klasy WA-7 stanowił bezcenne wsparcie w codziennych zmaganiach. Co prawda Bith tak go sobie skonfigurował, że słuchał się tylko jego, za czym szło ciągłe komplementowanie właściciela i wychwalanie jego choćby pierdnięcia. Co na dłuższą metę było równie uciążliwe co sam Gunganin... nie, on był jednak gorszy...

Dosłownie po tej myśli, poślizgnął się on o mięso co przed chwilą z jego winy spadło. Nogi pechowca wyleciały do góry, a tyłek spadł głucho na dół. W całym akcie Dezzmo puścił butelkę, by ta poleciała i odbiła się od głowy pokładowego kucharza. Dobrze, że się nie rozbiła, lecz za ro wpadła mu do gara z zupą, ochlapując Gonzela czerwonym gęstym gulaszem. Jego fartuch nie zdołał w pełni osłonić jego koszuli i spodni
- Wynoście się!!! - obrócił się w stronę leżącej niezdary i kulącego się ze śmiechu Bitha. Postawą sugerował jasno, że zaraz ich rozniesie na kawałki. Kapitan załogi podał rękę leżącemu i pomógł mu się uwinąć z mesy, nim kucharz całkiem się nie wpieni.

Fakt był, że nie mieli sensownej roboty od tygodnia. Kapitan nie mógł nic namierzyć w holonecie, czy też pośród swoich kontaktów. Ich kryjówka była świetna. Na Almanii, kompletnie nic się nie działo, a okoliczna fauna i flora, dawała im wszystko, by przetrwać. Mogli polować, iść na ryby, zbierać jagody, czy grzyby. Jednak bywało też cholernie nudno.

- Gonzo nie ma dobra strój...
- Nie przejmuj się Dezzmo - Bith klepnął kompana po plecach, na co ten zareagował entuzjazmem. Szybko on jednak zgasł
- Idziemy robić ryby??
- Pewnie taaak... - odparł zawiedziony, Gunganin zawtórował westchnięciem. Znowu ryby. To była jedyna rzecz, której Dezzmo nie potrafił spartaczyć. Był rybakiem, tak się wychował na Naboo. Łowił ryby i był w tym dobry, zawsze mu to wychodziło... ale ileż można.
- Znowu...?? Może zabierzecie polowanie?!
- No nie wiem... - Bith był bardziej niż pewien, że dawanie mu trudniejszego zadania zwykle kończy się czymś niespodziewanym. O dziwo w tym wszystkim miał on też swoją metodę, był amuletem szczęścia. Jednak to raczej tylko on tak to widział... Nie miał jednak zamiaru kolejny dzień siedzieć nad rzeką. Nie mógł wtedy nawet grać na instrumencie podczas czekania, bo płoszyłby ryby... a jak znów wrócą z niczym, to Goznel i Lakado będą im to wytykać, że nieroby z nich. A jedzenie warto było zdobyć. Szkoda marnować kredytów na wyprawę do miasta.

- pogadajmy z Zanee i Grisarlo. Może będą chcieli wyskoczyć na polowanie. Lakado pewnie nadal przegląda na zewnątrz części, które znaleźliśmy ostatnio.
- Lakado pójdzie?
- Nie pytajmy go. Jest bardzo zajęty. Naprawia statek. Jak go nie naprawi, to będziemy nadal tu siedzieć, a to oznacza więcej chodzenia na ryby - wyjaśnił krótko. Co prawda kłamał, ale wolał nie brać małego futrzaka ze sobą na polowanie. Był po prostu niebezpiecznie ciekawy wszystkiego i niczego się nie bał... i ta jego mania, by coś pomacać... a okoliczne drapieżniki bywały groźne i podstępne. Szczególnie jakby zapuścić się w głębokie jaskinie, albo lasy. Chętnie by wypróbował nową modyfikację swojej snajperki. O tak, lubił dopieszczać sprzęt...

Dwójka w końcu przeszła korytarzem statku do ładowni, gdzie siedziała w milczeniu Zanee. Kobieta miała już trochę życia za sobą. Czterdziestopięcioletnia Mirialanka kiedyś była freelancerem na usługach imperium, co na dłuższą metę okazało się druzgocące w skutkach. Podpisała wieloletni kontrakt, bo potrzebowała pieniędzy, który ten ją niemalże wykończył. Niewiele z niej zostało, tyle dobrze, że kontrakt zapewniał opiekę zdrowotną na najwyższym poziomie w pakiecie, tak to by niechybnie nie była już wśród żywych. Nie lubiła o tym opowiadać. W ogóle nie lubiła mówić. Pewnie też dlatego, że musiała korzystać z wokabulatora. Eskortowanie konwojów na imperialnych koloniach było pełne walk z tubylcami i lokalną zwierzyną. Do tego dochodziły rany, te psychiczne jak i fizyczne. Organy i kończyny po kolei odmawiały posłuszeństwa, albo traciła je w powtarzających się walkach. Musiała jednak zarobić pieniądze. Nikt nie wie na co i nikt nie próbował się jeszcze dowiedzieć, co tak na prawdę się działo. Skończyło się to tak, że aktualnie posiada więcej metalowych części niż własnego ciała, nawet nosi perukę. Sztuczne czarne włosy odsłaniały tylko tą nieoszpeconą część twarzy. Dołączyła wraz z Goznelem do Turthila, Dezzmo i Lakado, dobre lata temu. Wtedy uformowała się ich załoga i zaczęli przypominać niezależną bandę szmuglerów. Parę lat później spotkali Grisarlo...

- Cze-go? - wokabulator zaskrzeczał syntetycznym kobiecym głosem. Jej pusty wzrok nadal nie odrywał się od sufitu, a peruka nie była uczesana, ukazując pomarszczoną bliznami drugą połowę twarzy oraz metalową blachę przylegającą do potylicy. Kobieta siedziała na skrzyniach najwidoczniej bardzo wyluzowana. Rozpięty gruby zimowy płaszcz luźno wisiał na barkach, a metalowa ręka jak i ta z krwi i kości wisiała swobodnie wzdłuż skrzyni. Bith dostrzegł strzykawkę. No tak, środki znieczulające, te z wyższej półki. Brała je często... gdy próbowała odpocząć. Liczne protezy nie gwarantowały bezbolesnej koegzystencji z resztą ciała, wręcz odwrotnie...
- Widzę, że jest dobrze... - ta w odpowiedzi, tylko twierdząco kiwnęła nieznacznie głową.
- Za ile będziesz na nogach? - popatrzył na dwie wymontowane metalowe kończyny. Leżały obok skrzyni.
- sze-ść... go-dzi-n
- Dobra, chodźmy Dezzmo - zagarnął towarzysza nim zdołał ten coś powiedzieć. Wybrali się w stronę Grisarlo. Z pewnością był...

Witam :-) Bith kapitan załogi i jego wierny towarzysz idą zapytać Twoją postać o wyjście na polowanie. Gunganin ma raczej małą bezpośrednią wartość bojową, za to kapitan to strzelec wyborowy. Możesz się zgodzić ^.^ albo odmówić z jakiegoś powodu. Wtedy biedaki pójdą znów na ryby. To taki początek, zaprezentuj postać. Później wyklaruje się jakieś konkretniejsze zadanie. Znajdujecie się w wąwozie, po stronie planety z dala od cywilizacji. W okół lasy góry i rzeki. Jest zimno, ale nie lodowato jak na Hoth. Baw się dobrze :D
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Grisarlo Makk'ala » 27 Maj 2018, o 15:19

Dźwięk kabla, uderzającego o metalową podłogę po raz kolejny rozbrzmiał w opustoszałej kabinie pilota. Zaraz po nim można było usłyszeć wyraźne warknięcie, wydobyte z gardła siwowłosego Cathara. Grisarlo znów starał się naprawić wystający element z krzesła drugiego pilota. Jednakże nie mając pojęcia, jak Lakado poskładał statek do stanu używalnego, musiał zrozumieć dziwaczną technikę montażu poszczególnych części wewnątrz puszki, którą zwykł określać jako ich pojazd.
Chwilowo miał dość reszty swojej załogi, która momentami zdawała się być dla niego zbytnio żywa. Naturalnie, sam zgodził się na taki los, starając się uciec od przeszłości, która zdawała się pokazywać odciśnięte na nim piętno co krok, jednak zdawał się nie być wystarczająco gotowym na życie w większej społeczności. Bardzo możliwe, że właśnie to lądowanie było dla niego istną przyjemnością, bowiem od praktycznie niepamiętnych czasów, nie miał możliwości przebywać na powietrzu, którego podmuchy wiatru sprawiały, że jego dłuższa, biała sierść lekko się poruszała. Niestety, ambitne założenia Cathara nie pozwalały mu na wyjście ze statku do czasu, aż nie naprawi tego jednego kabelka, nad którym dwoił się i troił już od ich lądowania.

Nagłe charakterystyczne człapanie Gunganina dotarło do uszu Cathara, który wyczulony na niemalże każdy dźwięk, już był w stanie określić, gdzie mniej-więcej powinien pojawić się jego przeciwnik, któremu...nic nie zrobi. Przyzwyczajony do własnej dzikości nawet nie próbował przeżywać jakichkolwiek refleksji związanych z przypadkową chęcią ataku na swojego kompana ze statku. Nic nie robiąc sobie z nadejścia dwóch person, dalej pracował nad wypadającym kabelkiem.

W całej tej kompanii Mirialanka zdawała się być jego ulubionym kamratem, z którym mógł po prostu siedzieć i się nie odzywać. Poza jej dobrymi bojowymi umiejętnościami, szanowała ciszę, która dla Cathara wyrażała więcej niż tysiące słów. Była chyba jedyną personą, która brała na poważnie jego złe humorki, dając mu zwyczajnie spokój, a przynajmniej tak wyglądało to z jego strony. Wystarczyło tylko jedno warknięcie, a ona wiedziała, że nie należy mu wchodzić w drogę.

Cała reszta gentelistot, która egzystowała na statku, była dla niego jedną wielką obojętną masą, z którą musiał współpracować, jeśli tylko chciał przetrwać. Właśnie dlatego nie miał żadnych obiekcji przy pomocy w ich różnorakich, głupawych pomysłach. Świadom tego, że akceptacja grupy jest jednym z istotniejszych elementów trwania w niej, był zmuszony do uspokojenia swojego zwierzęcego instynktu, który od razu sugerował mu atak na przybywającą dwójkę.
Image
Awatar użytkownika
Grisarlo Makk'ala
Gracz
 
Posty: 9
Rejestracja: 1 Maj 2018, o 15:46

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 28 Maj 2018, o 17:27

- Hej Grisak! Jak tam, co robisz?! - zawołał wesoło Dezzmo. Zerkając na jego zajęcie, Bith upewnił się, że może przeszkodzić Catharowi i dołączył do powitania.
- Grisarlo jak dziś Ci mija czas. Nie było Cię rano na śniadaniu. Trochę się zmartwiłem - włochaty wojownik podniósł się spod fotelu i spojrzał stanowczo na kapitana. Ten tylko wystawił rękę jakby chciał mu powiedzieć "Hej wyluzuj, to tylko ja". Turthil cały czas nie mógł się do końca przyzwyczaić do jego agresywnej aury. Pamiętał jak dziś, że go przygarnęli zasadą większości głosów, choć on sam tego nie wiedział. Gunganin i Squib byli za, natomiast on i Besalisk byli za nie. To Zanee stwierdziła, że trzeba mu pomóc i jej głos przeważył. Nie żałował tej decyzji, ale nadal niekiedy miał wrażenie, że rzuci on mu się do gardła i rozszarpie na strzępy.

Natomiast Dezzmo jak nigdy nic podszedł by podać mu rękę, ale jakoś ograniczył się do spoufalającego klepnięcia w plecy olbrzyma i zaciął się zanim coś powiedział z sensem.
- ehe-hehe, nie najlepszy strój masz, co? Co na polowanie widzisz, robić chciałbyś? Zjemy jakieś mięsko dziś, jak dorwiemy niedźwiedzia może? Heh? Potem piwko co?

Bith naturalnie nie czekał na odpowiedź, a szybko sprostował co mieli oni do powiedzenia
- Chcemy wybrać się na polowanie do lasu. Potrzebujemy trzeciego. Zanee sobie... odpoczywa teraz i dopiero za sześć godzin będzie na nogach, a to trochę za późno na wyjście. Lakado... - popatrzył na Gunganina - Lakado jest bardzo zajęty, a Goznel bez Mikko ma trochę roboty na pokładzie. Jeszcze się jej osnowa nie wgrała... mam problemy z kompem... A jakbyśmy mieli farta to i jakieś trofeum by się zdobyło. Co Ty na to? - wnet skupił wzrok na tym kabelku z którym najwidoczniej pracował Grisarlo
- Wiesz, zostaw to - wskazał ręką
- Lakado wziął wszystkie części zamienne, złożenie tego zajmie ci kupe czasu. Szkoda czasu, to jak?

Jeśli się zgadasz, zatrzymaj się na tym jak zbieracie się przed statkiem. Opisz wtedy jak się Cathar przygotowuje na polowanie. Jeśli nie to wybierz sobie jakieś dowolne zajęcie, a chłopaki pójdą na ryby xP Ja wtedy pociągną fabułę w innym kierunku. GL! :D
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Grisarlo Makk'ala » 5 Cze 2018, o 16:42

Wiedział, że pełnoprawna akceptacja na statku nie istniała, dlatego też nie oczekiwał dawki śmiechu na pokładzie. Zazwyczaj powściągliwy w śmiechu, patrzył jedynie spod łba na resztę, oczekując wniosków i decyzji. W przeszłości rzadko kiedy za siebie decydował, dlatego zdecydowanie dziwnie było mu być tak dogłębnie wolnym.
Nawet teraz, patrząc na lekko przerażonego Bitha, wiedział, że mógłby rozdrapać każdy skrawek jego twarzy swoimi wysuwanymi pazurami i nikt nic by na to nie poradził...nie żeby cokolwiek z tych rzeczy planował.
Lekko pochylił głowę na przywitanie, starając się szczędzić słowa, których wartość była raczej mało wzniosła, jednakże kiedy Dezzmo klepnął go w plecy i powiedział swoim lekko skomplikowanym językiem co też mu w duszy gra, Makk'ala odchrząknął lekko. Poczekał, aż Bith wypoci wszystkie swoje bolączki dookoła obszaru, w którym się znajdowali, żeby wzruszyć ramionami na zgodę.

- Na polowaniu nie trzeba wyglądać, to nie holofilmy. - pewne słowa skierowane do Gunganina przekonały go do pójścia, być może w pewien sposób był świadom, że jeśli coś im się stanie, nie będą w stanie wylecieć. Sam futrzak nie znał okolicy i pójście na polowanie bez znajomości terenu powinno przyprawiać każdego wojownika o lekki niepokój, tak Grisarlo był przyzwyczajony do myśli, że na każdym kroku może zginąć, kto wie, czy nie lepiej u boku dwójki nowych kompanów?
- Widzimy się przed statkiem. - stwierdził bez zająknięcia, kierując się w stronę pokoju, z którego to chciał zabrać swój vibrotopór i przytwierdzić go na plecach. Przez kilka sekund patrzył na kaburę z pistoletem i doszedł do wniosku, że nie ma przecież potrzeby zwracać na siebie uwagi jakimikolwiek dźwiękami wystrzałów.

Nie zauważając obecności Bitha i Gungana, skierował się do ładowni, zahaczając jeszcze o toaletę, która to była nadrzędnym powodem, dla którego zostawił kabelki, nie żeby się posłuchał Bitha, skąd. Zanim jeszcze ją zauważył, już poczuł smród grzejącego się metalu. Części Zanee były bardzo charakterystyczne w zapachu, co też Cathar zarejestrował już pierwszego dnia.
Był świadom jej umiejętności bojowych, co też wzbudzało jego szacunek, jaki darzył ją, za samo poświęcenie swojemu zawodowi. Prawdopodobnie była jedną z niewielu osób, które rozumiały, że jego milczenie nie oznaczało irytacji, choć tak w większości przypadków było. Można powiedzieć, że w pewien sposób jej obecność kazała mu ochłonąć, żeby nie warczał na każdego kompana, co było w istocie ciężkie. Mając na względzie szacunek do niej i nie chcąc wprowadzać napiętej atmosfery, kiedy był pewien, że ta go słyszy, zaczął mówić, zanim jeszcze wszedł bezpośrednio do pomieszczenia.
- To ja. Idziemy z Turthilem i Łamagą na polowanie, postaram się przypilnować, żeby nic ich nie zeżarło...może poza mną. - zażartował lekko, obnażając swoje kły w stronę Mirialanki. Czasem lubił fakt bycia agresorem, którego cierpliwość zdawała się być na wyczerpaniu w wielu przypadkach, ten strach w oczach reszty...piękna sprawa!
Po krótkiej wymianie zdań z Zanee, ruszył do wyjścia ze statku, gdzie oczekiwał reszty zainteresowanych.
Image
Awatar użytkownika
Grisarlo Makk'ala
Gracz
 
Posty: 9
Rejestracja: 1 Maj 2018, o 15:46

Re: [Almania] - Kryjówka Dezzmo

Postprzez Mistrz Gry » 5 Cze 2018, o 22:29

Taaak... chwila wytchnienia dla Zanee była czymś do czego chciała wracać i z czego niechętnie się uwalniała. Miała jednak powody. Gdyby nie one prawdopodobnie przedawkowałaby narkotyki bardzo szybko. Tymczasem pewną ręką porcjowała. Wiedziała ile potrzebuje. Nie mniej, nie więcej...

Błogość odgoniła w końcu skutecznie ból, odcinając kobietę od jarzma ciała, które uniemożliwiłoby jej skupić się i wyluzować jednocześnie. Myślami zagłębiała się w końcu w pożądany stan. Cisza. Prawdziwa Cisza. Oddała się jedności, tak jak to robiła od zawsze. Mirialańskie tradycje miały w sobie kilka rytuałów, które pozwalały oczyścić umysł i cieszyć się po prostu istnieniem. Choćby przez chwilę.

Stan nie trwał jednak długo. Przyszedł ktoś z załogi, a jej czujność mimo wszystko nie pozwalała zignorować zdarzenia. To był jednak Grisarlo. Całe szczęście, że nie Lakado, albo Dezzmo... Bith, Goznel i Grisarlo wiedzieli coś na temat szacunku i nie próbowali jej budzić, albo rozmawiać z nią. Szczególnie w tym stanie. Już nieraz zdarzyło się, że Lakado nagle zainteresował się jej mechanicznymi częściami i nie mógł się powstrzymać, by zbadać jak to jest zbudowane...
- do-brze... Pil-n-uj-ich - wypowiedziała z trudem nie odrywając oczu od sufitu. Dobrze, że Cathar dołączył do tamtej dwójki. Dobrze, że jest z nimi. Dobrze, że jak jej nie ma, ktoś będzie ich pilnował...
Narkotyk zaś odbierał jej całkiem czucie. Była pewna, że moment kiedy zaśnie właśnie nadchodzi...

Wojownik zbliżył się i ujrzał śpiącą kobietę z otwartymi oczami i ustami. Była właściwie nieruchoma, ktoś by powiedział, że martwa. Zdradzał ją jedynie fakt cichego odgłosu wpuszczanego i wypuszczanego powietrza przez nos i delikatne tykanie jakiegoś mechanizmu wewnątrz ciała. Grisarlo mógł zobaczyć ją, taką jaką w normalnych sytuacjach nie widział. Na jej twarzy malowała się ulga i spokój...

***

Śniegu nie było, acz temperatura sięgała kilku ujemnych stopni. Szare chmury kłębiły się tłumnie na niebie, leniwie leciały, zasłaniając to skutecznie światło gwiazdy i sprawiając, że było ponuro. Pogoda nie napawała entuzjazmem. A liczne drzewa dookoła kryjówki zdawały się milczeć w ten bezwietrzny dzień. Gdzieś z oddali słychać było pojedyncze kukanie jakiegoś przedstawiciela almańskiego ptactwa.

Na zewnątrz czekali już. Na wieść, że dziś nie będą ryby Gungunin z wyjątkową jak na niego sprawnością zebrał niezbędne na wyprawę rzeczy. Ubrani w skórzane płaszcze, w grubych ciężkich butach i wojskowych spodniach. Dezzmo ze swoją strzelbą blasterową z wbudowanym miotaczem siatek elektrycznych oraz Thurtil z wychuchaną snajperką w rękach, z blasterem w kaburze u boku i makrobinokularami na szyi. Oboje mieli też na plecach torby z prowiantem i kilkoma narzędziami przetrwania.
- Hej to Twoje! Goznel się wkurzy, że mu znowu mięso podwędziliśmy. Heh, ale jak coś przyniesiemy to raczej będzie zadowolony z obrotu sytuacji - rzucił Catharowi pakunek do założenia na plecy. Był w nim prowiant na podróż i kilka podstawowych elementów wyposażenia.
- Chodźcie, przejrzyjmy pierw mapę terenu - Bith zachęcił ręką kierując łowców w stronę zamkniętej beczki obok dużego namiotu, gdzie składowali części. Zrzucił jakiś kawałek złomu z prawie równej powierzchni i położył swój holokomunikator. Ten wypluj niebieskie strugi, które wymalowały przed nimi hologram mapy terenu.

- Jesteśmy tutaj - wskazał środek wielkiej doliny otoczonej wielkim lasem, a później bardzo wysokimi nieprzebytymi na pieszo górami. Na dalekie południe znajdował się wąwóz a za nim polana. Przy tej polanie była mała wieś. Pierwsze cywilizowane miejsce.
- Myślę, że możemy się wybrać, albo tutaj w stronę jaskiń zapolować na Lughtoga - kapitan wskazał północny płaskowyż, tuż przed wysokimi górami. Lokalizacja była niedaleka, acz jaskinie mogły skrywać niespodzianki takie jak Mirswihgi, czy być tymczasową kryjówką dla Salamagi
- Możemy też przemierzyć wschodnie lasy za prostą zwierzyną - wskazał ogromną połać terenu. Spotkanie Salamaga znacznie wzrastało, acz nie byłoby na pewno Mirswihgów, co preferują ciemności i dużą wilgoć.
- I czuję się dziś na siłach by ruszyć na Bagna - machnął ręką na mały skrawek terenu na daleki zachód. Tam jeszcze jednak nigdy nie byli.
- A jak Ty się czujesz Grisarlo? Na co polujemy? - zapytał wielkoluda. Dezzmo zaś wpatrywał się tępo w holoprojekcję.

I tak opis stworków:

Salamag to taki jaszczur o długości półtora metra z bardzo ostrymi pazurami i śmiertelnie niebezpieczną paszczą. Cholerstwo jest dość szybkie i ma dość wytrzymałe łuski na grzbiecie. Sprytnie łazi po drzewach i po ścianach jaskiń. Odpoczywa w ciemnych miejscach, jednak większość swego czasu spędza na łowach w terenie leśnym

Mirswihgi to bardzo skoczne, ropuchy plujące śmierdzącą lepką paraliżującą trucizną. Są wyjątkowo upierdliwe i atakują dużymi grupami.

Lughtog, to futrzasty odpowiednik Rancora. Jest jednak znacznie bardziej niebezpieczny. Jak na bestię jest dość inteligentny i używa prostych narzędzi takich jak kamienie i kłody drzew, do rzucania, czy odpowiednio uderzania. Są bardzo agresywne i silne, acz posiadają niezwykle cenną wątrobę i parę innych organów, które produkują tłuszcz, z którego robi się drogie lekarstwa. Do tego jego futro jest bardzo pożądane przez bogatych kupców, a zęby stanowią pokaźne trofeum. Coś dla ambitnych

W lesie poza tym znajdziesz też łatwiejszego zwierza do upolowania, acz również sprytnego. Sarną Długonogą, Dzika Almańskiego, czy Niedziewdzia Czarnozębnego też można spotkać. Wyraź swoje zdanie. Ja zakładam, że Twój głos jest decydujący. Opisz też wstęp wędrówki w danym kierunku :-)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron