Content

Zewnętrzne Rubieże

[Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Image

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Mistrz Gry » 13 Gru 2017, o 22:59

Pięćdziesięcioletni facet na pewno nie był bohaterem. Z pewnością wolałby uciec, niż walczyć z przeważającymi liczebnie napastnikami, ale to dzięki wyczuciu kiedy wiać, a kiedy nie, zdołał przeżyć na Tatooine tak długo...

Tym razem był bardziej niż pewien, że życie uratowała mu kobieta, aniżeli jego fart i legendarne wyczucie. Wychylając się zza zasłony, dzięki noktowizorowi ledwo dostrzegł lecący przedmiot, następnie ujrzał Nyxi, która wyskakuje i w zupełnej ciemności chwyta obiekt, jakby wiedziała gdzie dokładnie jest. Odrzuca go, a następnie dochodzi do eksplozji. Schował się nieco po czasie, by nie oberwać żadnym wyrzuconym w powietrze fragmentem, ale nic właściwie nie poleciało w jego kierunku.

Nie do końca pojął co się właściwie stało. Nie było jednak czasu na tego typu rozważania. Słysząc, kilka panicznych krzyków ze strony wrogów, poczuł, że mogą przystąpić do kontrataku. Pomóc w tym miał rozwścieczony Grok, który dotarł w końcu z zaplecza i szarżował przez labirynt złomu z blasterem w ręku. Trebor uruchomił personalny generator tarcz i podjął się inicjatywy.
- GROK, JA PRZODEM!!! - wrzasnął po czym wyskoczył zza zasłony, adrenalina popchnęła jego nogi do sprintu.
- ZIELONA KRYJ SIĘ!!! - nie pojmował jej potencjału bojowego, ale już dwa razy podczas tej potyczki zdołała go zaskoczyć. Szybkością reakcji, pewnością siebie i tym numerem z granatem, lecz nie mógł dopuścić by zabłąkany strzał od strony wejścia trafił ją.

Wyskoczył z głównego wyjścia z uniesionym karabinem. Dwóch nieszczęśników, blisko bramy, jeszcze leżało na ziemi. Pięciu innych rozsianych dookoła otworzyło ogień w stronę Trebora. Facet przeturlał się w bok, by zrobić miejsce rozpędzonemu Grokowi. Kilka strzałów zatrzymało się o jego tarczę. Urządzenie zaczęło pikać, ostrzegając o groźbie spalenia się tarczy.

Karabin przytulił do barku i dwoma pojedynczymi strzałami zdjął dwóch najbliższych strzelców. Gammoreanin zaś jednym uderzeniem pałką wyrzucił wstającego humanoida w powietrze. Drugi posłał mu strzał w brzuch z lekkiego blastera, co jednak nie zrobiło na nim za dużego wrażenia, nie licząc faktu, że spotęgowało to tylko jego wściekłość. Z głośnym gardłowym kwiknięciem pałka spadła na drugiego nieszczęśnika z odgłosem rozłupanej czaszki.

Trójka najdalej oddalonych zwątpiła w swoje możliwości, widząc śmierć towarzyszy i tępo w jakim padali jak muchy. Postanowili uciec, licząc, że ciemność utrudni strzelanie. Na twarz faceta wypełzł wredny uśmieszek
- nie tak szybko dupki - szepnął po czym zaczął wymierzać kolejne strzały. Jednego postrzelił, ale dwójka pozostałych zaczęła wymykać się mu spod zasięgu broni i jego celności.
- cholera! Chrzanić ich... Nyxi? Grok? - rzucił przed siebie, chcąc upewnić się o ich stanie. Gammoreanin zachrumkał triumfalnie, podchodząc powoli do jęczącego z bólu rodianina. To był ten co oberwał pałką i wyleciał w powietrze.

Nyxi podczas wszystkiego dostrzegła w mocy jak zdesperowani byli napastnicy do tego ataku. Nie byli przekonani od samego początku, popychał ich strach przed kimś, aniżeli chęć zarobku. Rodianin cierpiał niezmiernie od połamanych żeber, zaś z człowieka leżącego znacznie dalej uchodziło życie. Jeśli ta dwójka miałaby przeżyć i dostarczyć informacji, kobieta musiała, któremuś z nich udzielić pomocy.. Jeśli miał być to Rodianin powinna w jakiś sposób powstrzymać Groka, przed rozdeptaniem go. Zaś jeśli miał być to człowiek, leżący jakieś sto metrów dalej w piasku, musiałaby się wyjątkowo śpieszyć.

Jeśli masz zamiar uratować Rodianina, liczę na akcję, która miałaby powstrzymać złego Groka. Jeśli masz zamiar uratować Człowieka zrób rzut K6. Jeśli wynik będzie zawierał się w przedziale { 4, 5, 6} to Ci się uda. Możesz też nie ratować nikogo.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Nyxi Vastreia » 14 Gru 2017, o 13:53

Sytuacja była napięta a padające trupy przyprawiały Nyxi o smutek, mimo iż była to samoobrona. Rzut odłamkami ścigacza nie był dla niej specjalnie męczący, jednak po tym poczuła się jakby siły ją opuściły i nie mogła zrobić nic więcej, zamarła.

Brawurowy atak Trebora i Groka wyrwał ją z zamyślenia. Wychyliła się zza skrzyń aby obserwować co ci dwaj wariaci wyprawiają. Nie było to logiczne posunięcie, ale końcowy efekt potwierdził że opłaciło się.

Widziała że to nie koniec, wyczuła że dwoje z napastników zaraz dołączy do poległych ziomków. Czuła jak powoli uchodzi z nich życie, jednak nie miała czasu aby uratować ich oboje. W dodatku przy rodianinie stali Trebor i Grok, którzy pewnie dokończą zaraz dzieła, a w dodatku musiałaby ujawnić swoją wrażliwość na Moc. Nie, nie mogła mu pomóc, choć bardzo tego żałowała.

Nyxi wstała i prędko pognała w stronę umierającego człowieka, wyczulając się na zagrożenia które wciąż mogły czyhać w mroku. Szybkim ślizgiem po piasku znalazła się obok niego, patrząc mu w oczy. Jego stan był poważny, Nyxi musiała dać z siebie wszystko aby go uratować, a na domiar tego jej szkolenie w leczeniu uszkodzeń wewnętrznych było dopiero na półmetku. Nie wiedziała czy sobie poradzi, ale nie było czasu na myślenie, musiała działać. Złapała za wkrętak przy pasie, chwyciła go mocno wysuwając z dłoni jedynie jego końcówkę i wbiła go w bok szyi człowieka. Spowodowało to jedynie niewielkie nakłucie na skórze, które miało być dowodem na to że mu coś wstrzyknęła, w końcu nikt by jej nie uwierzył że człowiek cudownie ozdrowiał...cudownie bez wsparcia Mocy.

Nyxi położyła lewą rękę na jego czole, zasłaniając mu oczy, a prawą na klatce piersiowej. Wszystko to robiła będąc odwrócona plecami do Trebora, tak aby zasłaniać swoje działania, w razie gdyby patrzył. Zamknęła oczy i skupiając swe myśli i siły w Mocy, skoncentrowała się na leczeniu krytycznych uszkodzeń wewnętrznych pacjenta, tylko tyle aby mógł przeżyć. Czuła jak siły z niej uchodzą co mogło wskazywać na to że leczenie się rozpoczęło, teraz musiała wytrzymać wystarczająco długo. Częścią siebie starała się obserwować miejsce pobytu Trebora i Groka, tak aby nie podeszli zbyt blisko niej i nie zauważyli tego "rytuału".

Całość nie trwała długo, góra pół minuty, jednak wyczerpanie dało o sobie znać, a moment w którym Nyxi była pewna iż człowiek przeżyje zakończyło jej działanie. Uniosła ręce odrobinę ponad człowiekiem i wyczuła jego rytmiczny oddech.

- Udało się...udało. - Nyxi mimo wielkiego wyczerpania, tego fizycznego jak i psychicznego, uśmiechnęła się, uśmiechnęła i upadła na ziemię. Spojrzała w gwiazdy i "relaksując" się na jeszcze ciepłym piasku pustyni regenerowała siły.
Image
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Mistrz Gry » 15 Gru 2017, o 18:04

Nie była to grupa wyszkolonych zabójców w innym przypadku tarcza Trebora szybko by się spaliła od celnego ostrzału, a ten musiałby się wycofać... Zwykłe przychlasty, czy nieudacznicy, których na Tatooine nie brakło. Tułając się na lewo i prawo, brali jakąkolwiek robotę, którą chcieli lub do której byli zmuszani. Patrząc po ich mizernym ekwipunku w postaci wysłużonych lekkich blasterów i niedużej ilości mniejszych termodetonatorów, można było z łatwością stwierdzić, że raczej nie zostali poinformowani o tym, że zastaną stanowczy opór. Nie przybocznego Rehala, a już na pewno nie na wpół wyszkoloną rycerz jedi. Spodziewali się może co najwyżej pojedynczego strażnika lub dwóch, którzy z reguły pilnowali tego obiektu. Tyle, że to właśnie tego dnia dotarły cenne ścigacze Aqualishe do tego hangaru.
- co to za szaleństwo?! - wysapał jeden do drugiego gdy już oddalili się na bezpieczną odległość, nie przestali jednak biec. W końcu schowali się za rogiem budynku. Noc była względnie spokojna na Moss Espa, jednakże odgłosy wybuchów, obudziły co poniektórych i zapalonych świateł było więcej niż zwykle.
- nie wiem, ale Ramsey nas okłamał! Tam był Trebor od Rehala! Jego zasrany siepacz! Jak któryś z naszych tam przeżył, to się dowiedzą o nas! Lepiej spieprzajmy stąd jak najszybciej, bo nie tylko Ramsey będzie chciał nas ubić, ale i Rehal teraz!

***

Grok był bardzo zły, oj bardzo. Pierw zdeptał rodianinowi nogi, łamiąc je na miazgę, a to był dopiero początek jego agonii. Trebor rozejrzał się po okolicy. Nyxi podbiegła do postrzelonego przez niego napastnika. To był koniec ataku. Rozejrzał się ponownie i zobaczył, że kobieta leży.
- Nyxi!?

Miał już biec, ale nagle usłyszał alarm w środku, zamontowany uprzednio przez zielonoskórą.
- Kurwa! Grok, oszczędź go! By przesłuchać dziada! - rzucił szybko w pośpiechu, ten jednak był za bardzo rozwścieczony na wieść o śmierci swojego pobratymca. Trebor nie zamierzał go powstrzymywać, coś w środku działo się przy ścigaczu, musiał temu zaradzić. Facet pobiegł szybko z powrotem do środka. Nikogo tam nie było. Podszedł do ścigacza.
- Gdzie jesteś szczurze... - zaczął się rozglądać i nie mógł dostrzec intruza...

Tymczasem mężczyzna obok Nyxi zaczął próbować się ruszać. Postrzelony był w okolice nerki, a życzliwa interwencja mocy, przywróciła funkcjonowanie uszkodzonego organu. Krótko ściętemu facetowi kręciło się w głowie. Wiekiem musiał być bliski mirialance. Choć błędnik mu świrował z wynikłych obrażeń, to był pewien, że to jej zawdzięcza życie. Miał też wrażenie, że było to nadzwyczajne.
- dziękuję Ci... nie wiem dlaczego... muszę uciec... bo mnie zabiją... - człowiek odzyskiwał powoli panowanie nad ciałem, lecz był w zupełnej panice i amoku. Nyxi mogła mu pozwolić uciec, choć w jego stanie mogłoby to zakończyć się jego śmiercią. Z nadwyrężenia skrajnie osłabionego ciała mógł w każdej chwili stracić przytomność.

Masz jeszcze nieco energii, by się ogarnąć. Możesz pomóc rannemu wstać i pokierować go w dowolne miejsce. Możesz go też z łatwością przekonać co ma robić. Możesz też skorzystać ze swojej zdolności i dowiedzieć się nieco co tam sobie myśli lub nawet skutecznie go przesłuchać. Możesz też go olać i upewnić się, że ścigaczowi nic się nie stało. Powodzenia w wyborach ;)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Nyxi Vastreia » 15 Gru 2017, o 18:49

Nyxi częściowo poczuła ból jakim obdarzył rodianina Grok, mimo iż nie było to dla niej przyjemne uczucie, zmotywowało ją to do dalszych działań.

***

Wiek w którym młoda mirialanka zaczęła pojmować istotę rzeczy, był początkiem wpajania przez jej matkę nauk Jedi. Nie była rygorystyczna, aczkolwiek chciała wychować córkę na dobrą, życzliwą i współczującą osobę. Częściowo jej się to udało, jednak Nyxi zawsze kroczyła swoimi ścieżkami, chciała sama poznać życie i to co jest dobre a co złe. Oczywiście wielokrotnie nauki jej matki sprawdzały się w praktyce, tak więc częściej postępowała w życiu tak jak przystało na prawdziwą Jedi. Zdarzały się jednak sytuacje, kiedy to "jasna strona" Mocy nie wystarczała jej, czasem musiała zrobić coś mniej przystającego rycerzowi Jedi. To była jedna z tych sytuacji.

***

Moment w którym mężczyzna próbował powstać Nyxi szybkim ruchem podcięła mu nogi, sprowadzając go do poziomu ziemi i usiadła na jego klatce piersiowej, blokując mu ręce i nogi sposobami które trenowała latami.

- Powinieneś być wdzięczny za ratunek chłopcze, ale nigdzie nie pójdziesz dopóki nie powiesz kto was tu przysłał i w jakim celu. - powiedziała patrząc mu prosto w oczy. Był to moment w którym mogła wykorzystać wyuczoną przez jej matkę umiejętność czytania myśli lub chociaż ustalić czy mówi prawdę. Skupiła się na jego ruchach ciała, ruchach gałek ocznych, tonu głosu i intensywności gruczołów potowych.

- Powiedz mi wszystko co wiesz o tym ataku, a obiecuję że cię wypuszczę. Wiem że jesteś tylko pionkiem i nie mam żadnego interesu w krzywdzeniu cię. Chociaż ostrzegam abyś się pośpieszył, jeśli wróci tu Trebor, nie będziesz miał żadnych szans na opuszczenie tego miejsca.

Nagle Nyxi usłyszała alarm który zamontowała przy ścigaczu, wiedziała że może się przydać. Nie mogła zostawić jedynego źródła informacji, nie mogła też zignorować alarmu.

- Musimy iść, wstawaj. - zeszła z niego i z niedostrzegalną pomocą Mocy podniosła go na równe nogi, blokując mu ręce za plecami i prowadząc w stronę ścigacza. Wciąż jednak pozostawała skupiona na odczytaniu jego myśli oraz poznania prawdy.

- Mów szybko, nie masz wiele czasu na podjęcie decyzji.
Image
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Mistrz Gry » 18 Gru 2017, o 01:13

Mężczyzna ledwo wstał na obie nogi nie mówiąc już o chodzeniu. Z oszalałym błędnikiem nie miał zielonego pojęcia gdzie jest góra, a gdzie dół, czy cokolwiek. Nie do końca zarejestrował, że to Nyxi podcięła mu nogi. Poleciał jak kłoda, właściwie zdziwiony, że grawitacja ściągnęła go w tym konkretnym kierunku. Wszystko przez toksyczne metabolity, które zdołały się utworzyć podczas dysfunkcji układu pokarmowego. Trawiła go również gorączka.

Przyjął pomoc kobiety od razu. Zrobiłby wszystko byle ten helikopter przestał się kręcić. Oparcie o stabilną postawę mirialanki oraz jego własne nogi dały mu w końcu jakieś odniesienie jak się przemieszczać. Szedł posłusznie wraz z dziewczyną. Nie chciałby znowu czuć się tak bezradny jak przed chwilą, no i był pewien, że to właśnie ona uratowała go od pewnej śmierci.
- My... Ramsey... Menadżer... chce by jego zawodnik wygrał... ponoć tutaj przechowane są ścigacze faworyta... Mieliśmy zniszczyć wszystko co jest w środku...

Tymczasem Grok kończył miażdżyć klatkę piersiową swej ofiary. Zgnieciony niczym aluminiowa puszka Rodianin, wyzionął w końcu ducha z ostateczną ulgą na twarzy. Gammoreanin drgnął na dźwięk wystrzałów z wnętrza i krótkiego wrzasku Trebora. Mimo, że było cholernie ciemno knur postanowił na czuja sprawdzić wnętrze. Nyxi wyczuła obecność jeszcze jednej istoty... kogoś pewnego siebie, zdeterminowanego i z silną morderczą intencją, którą do tej pory skutecznie ukrywał. Aż kobiecie zjeżyły się włoski na karku. W środku był zabójca.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Nyxi Vastreia » 18 Gru 2017, o 08:51

Nyxi ucieszyła się z powodu zeznań zbira, więc tak jak obiecała pozwoliła mu odejść, Mocą wskazując mu drogę na zewnątrz. Posłużyła się przy tym sztuczką z manipulacją czyjegoś umysłu. Wykreowała obraz innego zbira który pomógł mu się wydostać. Nie chciała narażać go na odwet Trebora bądź Groka. W dodatku wyczuła w okolicy nowe zagrożenie, tym razem jednak czuła determinację tego osobnika. Czuła że sytuacja może wymknąć jej się z pod kontroli.

Skupiła swój umysł i z pomocą Mocy przeszukiwała hangar kierując się w tym samym momencie w stronę Trebora. Pozostawała jednak skoncentrowana na stronie defensywnej, nie chciała oberwać jakim zabłąkanym strzałem z blastera.

"- A mogłabym zostawić go. Ahh Nyxi, nie jesteś taka, zawsze starasz się pomagać."

Pisane w drodze do pracy z telefonu, więc ciężko się było rozpisać. Ale myślę że więcej i tak nie da rady dodać.
Image
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Mistrz Gry » 18 Gru 2017, o 13:40

Grok wparował do środka i w końcu do niego dotarło, że w hangarze nic nie widać. Na zewnątrz w nocy bezchmurne sklepienie niebios dawało jeszcze jakąś poświatę, a nikłe światło odbijało się od piasku. Zaś w wielkim budynku nie było widać prawie nic, oprócz wystających kształtów wszelkiego rodzaju złomu i nieużywanych od lat urządzeń. Poruszaniu się wśród tego całego bałaganu, towarzyszył hałas trącanych rzeczy, co raczej nie ułatwiało gammoreaninowi znalezienie zagrożenia. Był właściwie jak zwierzyna wystawiona na atak.

Trebor wcale nie miał się lepiej. Wciśnięty w róg między stertami złomu oddychał ciężko. Z rany w lewej ręce zaczęła się sączyć krew i z wolna kapać na podłogę. Zaś wypalona dziura w boku sprawiała, że każdy oddech bolał niemiłosiernie. Drugą ręką trzymał blaster przed sobą, zaś karabin leżał bezładnie przed jego nogami. Nie podniesie go cholera. Musiał się jakoś z tego wyplątać. Zabójca prawie by go zadźgał nożem. Musiał wymyślić jakiś plan, ale był w ślepym zaułku... Żeby było mało przyszedł Grok... który swoją subtelnością zaczął hałasować na całe pomieszczenie. W ten sposób nie usłyszy dziada...

Zabójca mógł teraz swobodnie się poruszać...

Nyxi ostrożnie zbliżyła się do wejścia. Słyszała złowrogie kwikanie wściekłego Groka, sfrustrowanego, że nie mógł dostrzec wroga. Nyxi zaś poczuła na sobie wzrok i skupienie zabójcy, gdzieś pośród stert złomu. Była pewna, że uderzy, jeśli wejdzie nieco głębiej do środka...


Zawsze można napisać więcej w postaci zamiaru i określenia ewentualnej koncepcji, czy strategi ;)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Nyxi Vastreia » 18 Gru 2017, o 14:38

Nyxi podjęła decyzję. Uratuje Trebora mimo że jest palantem. Czuła na sobie wzrok przeciwnika i wiedziała że nie może go lekceważyć, szczególnie przy tak niesprzyjających warunkach. Starała się najpierw określić czy przeciwnik nie jest użytkownikiem Mocy, wczuwając jego aurę.

Walka z kimś jej podobnym mogłaby być niebezpieczna i wymagałaby większych przygotowań bądź postępu. Gdyby jednak okazał się on "zwykłym" przeciwnikiem, wkroczyła by do akcji kierując się wprost na niego. Przygotowana, skoncentrowana, wyposażona w swój kostur, choć z lekkim strachem, zdeterminowana do zakończenia tego tematu. Przede wszystkim jednak była wyczulona na zagrożenie które mogło przywędrować pod przeciwnika.
Image
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Mistrz Gry » 19 Gru 2017, o 00:14

Zabójca był w swoim żywiole, to musiała Nyxi przyznać, ale nie posiadał daru od Mocy i nie wyglądało na to, że potrzebował tego by stanowić poważne zagrożenie. Kobieta znów poczuła sensację. Była za daleko by zareagować. Gammoreanin, zbyt pewny siebie, myślał, że ukrytego przeciwnika po prostu wypłoszy przewracając wszystko dookoła. Knura rzeczywiście ciężko byłoby powalić zwykłym strzałem z blastera, czy klasycznym cięciem. Jednak każdy miał swoje słabe punkty...

Barabel spadł na głowę Groka i jednym cięciem swych pazurów wyszarpał krtań ofiary, posyłając organ za siebie. Saltem przeskoczył nad padającym cielskiem i jednym susem zbliżył się drastycznie ku kobiecie. Nyxi odruchowo odchyliła się od lecącej błyskawicy blastera, drugi strzał przyjęła w dół metalowego kostura. Trzeci prześlizgnął się przez bok broni i trafił kobietę w bark, prawie wyprowadzając ją z równowagi. Kobieta miała szczęście, że obcy nie walił do niej z ciężkiego.

Zabójca był jednak pod wrażeniem zdolności parowania lecących pocisków. Kolejnymi dwoma susami zredukował dystans i zamachnął się na brzuch od boku, ostrzem o długości krótkiego miecza. Kobieta starając się utrzymać skupienie po otrzymaniu rany w bark, zablokowała metalowym kijem nadchodzący atak. Barabel skoczył szeroko w bok próbując zaatakować od drugiej flanki, zrobił jednak unik przed kosturem w połowie kroku i przeturlał się na bok wyciągając blaster...

Trebor usłyszał strzały. Jeśli chciał przeżyć wiedział, że to jego jedyna szansa wejść i oddać celny strzał... Wychylił się zobaczył dzięki noktowizorowi krótką wymianę ciosów i składał się do celowania...

Decyzja, wspierasz się techniką mocy odepchnięcia, by wyrzucić mu broń z ręki i opisujesz ładnie jak w pojedynkę go pokonujesz(nie da się złapać żywcem, jest za dobry) lub z pomocą Trebora. Lub.... nie korzystasz z mocy i zdajesz się na swoje zdolności walki kosturem, a wtedy robisz rzuty... :twisted:
oooo trochę sobie możesz porzucać.
1. Runda 1:
1k20 - powyżej 18 wygrywasz. Inaczej lekka rana
2. Runda 2:
1k20 - powyżej 14 wygrywasz. Inaczej ciężka rana. Jeśli wynik powyżej 10, Trebor trafia z karabinu w Barabela, ale to nie koniec
3. Runda 3:
-a 1k20 jeśli Trebor trafia z karabinu to powyżej 4 wygrywasz. Inaczej zostajesz powalona
-b 1k20 jeśli nie, to powyżej 12 wygrywasz. Inaczej zostajesz powalona.
4. Runda 4:
1k20 powyżej 12 Trebor zastrzeli dziada, inaczej... lepiej powołaj się na moc wtedy...

Na moc możesz powołać się w każdej chwili PO rzucie i nadanym efekcie rzutu, jeśli nie chcesz za dużo ran.

Och i liczę na ciekawy opis walki z Barabelem. Z uwzględnieniem wszystkich rund jeśli się zdecydujesz na tą ścieżkę.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Nyxi Vastreia » 22 Gru 2017, o 15:02

Zaskoczona pojawieniem się Barabelam, straciła chwilowo koncentrację, co poskutkowało chybionym blokiem jednego pocisku z blastera.

- Jasna cholera! - Nyxi zasyczała z bólu, ale nie dała się mu opanować, wiedziała że chwila zawahania może poskutkować czymś gorszym niż lekką raną.

Młoda mirialanka odruchowo sięgnęła ku Mocy chcąc szybko rozprawić się z tak niebezpiecznym przeciwnikiem, jednak coś tchnęło ją aby tego nie robiła. Zrozumiała że dzisiaj i tak użyła jej zbyt wiele, nie, nie mogła więcej ryzykować zdemaskowania. W razie gdyby sytuacja wymykała się spod kontroli zawsze mogła wykorzystać swój ukryty atut, na razie jednak musiała polegać na czystym wyszkoleniu w sztukach walki Jedi. Chwyciła mocno swoją lance i uderzyła pierwsza, nim Barabel odda kolejny strzał. Jak się okazało nie był to idealny plan, przeciwnik był bardzo zwinny i początkowo nie doceniła tego, Barabel prześliznął się pod jej prawą ręką i wykonał szybkie cięcie po jej prawym boku, na wysokości pasa, dziewczynie jedyne co się tutaj udało to uderzenie lancą w drugą dłoń przeciwnika, wytrącając mu blaster z dłoni. Nyxi złapała ręką za ranę sprawdzając jak bardzo jest poważna, na szczęście wyczuła w Mocy że rana nie jest głęboka, więc nie musiała się nią na razie przejmować. Odwróciła się szybko i tym razem czekała na ruch przeciwnika, skupiając się w Mocy i czujnie obserwując jego poczynania. Wiedziała że z tego pojedynku tylko jedno wyjdzie żywe, nie mogła liczyć na pochwycenie Barabela nie korzystając z Mocy. Nyxi ze spokojem stała nieruchomo w miejscu, przygotowana do kontrataku. Przeciwnik najprawdopodobniej czuł że coś jest nie tak, dziewczyna była zbyt spokojna, ktoś jednak musiał wykonać ruch, a zaniepokojony tym że zbyt długo przebywa na otwartej przestrzeni przeciwnik, podjął szarszę z dwoma ostrzami na Nyxi.

Będąc około trzech metrów przed celem, Barabel wykonał ślizg chcąc podciąć mirialance nogi. Był to plan dobry, ruch rzadko spotykany w walce a jednocześnie podcięcie przeciwnikowi mięśni nóg niemal całkowicie go unieruchamia. Nyxi jednak miała za sobą lata treningów walki Jedi, dzięki czemu miała niezwykły refleks, odskoczyła około metra w bok znajdując się poza zasięgiem ostrzy Barabela, po czym szybkim horyzontalnym uderzeniem w twarz lancą, znokautowała go. Przeciwnik momentalnie stracił przytomność...nie, nie stracił przytomności, Nyxi poczuła jak życie opuszcza go. Uderzenie najprawdopodobniej było zbyt silne lub trafiła w miękkie miejsce czaszki. Nie miała jednak siły na smutek, teraz skupiła się tylko na ranach które odniosła.
Image
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Mistrz Gry » 23 Gru 2017, o 02:52

Ze znanych już Ci powodów nie nadpisuję postu. Powtórzę tylko jedną rzecz, która najbardziej mnie ugryzła:
Jeden cios, który kończy walkę z wyszkolonym zabójcą. Pamiętaj, że grasz kobietą i nie masz, aż takiej siły fizycznej by rozłupywać czaszki jednym prostym uderzeniem. Kij w końcu nie jest ciężkim łomem, bo by się nie nadawał do skutecznej walki. Brakuje tu wypracowania sobie przewagi nad przeciwnikiem.

Tak, Trebor oddał strzał, kiedy był pewien, że trafi.

Ciężko mu było równo utrzymać blaster z dziurą w boku. I nie chciał trafić Nyxi. Zawahał się w pierwszej chwili, nie miał odpowiedniej pozycji, zielonoskóra była zbyt blisko linii strzału. Pewny był jednak tego, że gdy nie trafi zabójca zorientuje się, że nie został on zupełnie wyeliminowany z walki i zmieni taktykę. Kobieta zdawała radzić sobie z napastnikiem to i wyczekał na odpowiedni moment.

Kobieta pochłonięta krótką walką nie dostrzegła Trebora, który odebrał życie napastnikowi. Nie mogła być pewna, czy uratował jej życie, ale była za to pewna, że Trebor właśnie padł na ziemię
- Mamy tego skurwiela - wycharczał, po czym stęknął z bólu - ale mnie gnój urządził...

Rzucił blaster na bok i sięgnął po komunikator. Próbował połączyć się z Rehalem. Nie było to trudne, hałas eksplozji zdołał zaalarmować miasto. W ich kierunku wybierało się wsparcie.

Krew z boku kobiety zdawała się sączyć. Nie był to krwotok, ale wymagało opatrzenia. Sytuacja była opanowana. Maszyna była nieruszona. Trebor był w nie najlepszym stanie, ale nie stracił przytomności. Trzeba byłoby go tylko wstępnie poskładać.

***

Tymczasem mężczyzna, któremu kobieta uratowała życie pełzał po piachu w kierunku miasta. Nadchodzące wsparcie natknęło się na rannego. Przyjrzeli mu się wstępnie i związali. Będą go przesłuchiwać następnego dnia...

***

Gdy dotarli do hangaru, Nyxi spotkała kolejnych zbirów Rehala. Większość z nich zabezpieczała teren. Zaś do środka wszedł wielki Zabrak z karabinem. Prawie przywitał kobietę ostrzałem. W ogóle nie przejął się, że była ranna. Zaśmiał się, że żartuje, zaprzestając trzymania ją na muszce.
- Co jest mała? - zagadał obdarzając ją kretyńskim uśmiechem, zbliżył się i dostrzegł cierpiącego Trebora. Widok ten przyprawił go niemalże o wybuch szczęścia.
- Haha! Widzę, że już długo nie pociągniesz. Aż mi smutno się zrobiło.
- Pierdol się Coriss...
- Co powiesz, żebyśmy teraz wyrównali rachunki? - facet wymierzył z karabinu w niego
- Ty parszywa dziwko...

;)

Możesz z Treborem zagadać, czy co tam chcesz z nim robić, zanim przyjdzie wsparcie. No i decyduj czy ingerujesz w drugiej sytuacji.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Nyxi Vastreia » 24 Gru 2017, o 18:04

Nyxi lekko podskoczyło ciało na odgłos wystrzału. Spojrzała szybko na martwego przeciwnika, a ułamek sekundy później skierowała wzrok na Trebora. Walka była skończona, chociaż miała nadzieję że to Trebor dokończył dzieła, nie chciała mieć czyjejś śmierci na sumieniu.

- Nie tylko ciebie. Zostaną ślady po tym. - spojrzała na Trebora a następnie na ciętą ranę na swoim ciele, przyciskając ją dłonią. Nagle uśmiechnęła się z grymasem bólu i nie miała pojęcia dlaczego.

- Przynajmniej ścigacz jest nietknięty, oby Rehal dotrzymał słowa.

Mirialanka czuła że Trebor nie jest w stanie krytycznym, dlatego nie podjęła żadnych kroków aby mu pomóc, szczególnie że była w niewiele lepszym stanie.

***

Nyxi zaskoczył widok kolejnych zbirów, nie zdążyła nawet zareagować gdy jeden z nich wymierzył w nią karabin. Początkowo nie podejrzewała że to wsparcie, dopiero gdy zaśmiał się i opuścił karabin zrozumiała że to kolejne pachołki Rehala. Miała nadzieję że to koniec.

Dziewczyna weszła między Trebora a zabraka odruchowo. Starając się skupić na dłoniach zabraka. Miała nadzieję że w razie potrzeby, jej wyczulone zmysły pozwolą jej wykonać unik, nim karabin wystrzeli.

- Naprawdę? Mało wam akcji? Pełno trupów, pożary i wielki śmietnik a wy będziecie równać rachunki? Zresztą to trochę nierówna sytuacja, prawda? - zwróciła się do ich obojga, koniec zdania jednak powiedziała głównie do Corissa.
Image
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Mistrz Gry » 28 Gru 2017, o 00:14

Coriss był bydlakiem do granic możliwości, w tym mógł bez problemu konkurować z Treborem. Był też równie zaskoczony co sam Trebor na reakcję Nyxi. Kobieta właśnie weszła między porachunki zbirów. Nie było to najlepsze wyjście. Kobieta poczuła nagle, jak zaciska się na jej ręce żelazny uścisk. Szarpnął ją na bok, a ból z dość świeżej rany wywołał u niej jęk. Wnet oberwała kolbą w czoło i wylądowała na plecy.

Zakręciło jej się w głowie, ale zaraz potem usłyszała wystrzał. Zerwała się i zobaczyła jak Zabrak leci do tyłu po przyjęciu strzału w klatkę. Trebor zdołał wyciągnąć blaster i strzelić
- Dwa zero złamasie - warknął, zaś Nyxi była pewna, że Zabrak stracił tylko przytomność. Trebor musiał przestawić ogień na ogłuszający. Bolała ją głowa, a bok zaczął rwać mocniej. Na dźwięk wystrzału wpadł do środka inny zbir. Nieco bardziej rozgarnięty.

- Coriss... Trebor? Nyxi? - postawny Rattataki przyjrzał się leżącej kobiecie. Jego zmyślne tatuaże nadawały mu makabryczny wygląd, co nieco zaprzeczało jego rzeczywistym intencjom. W mocy jednak dostrzegła, że nie jest to całkiem dobry charakter. Pomógł jej jednak zebrać się z ziemi.
- Jesteś ranna?

- Ta.. przeze mnie oberwała, opatrzcie ją Yeller, ja się jakoś poskładam - przyznał się Trebor, po czym zaczął sprawdzać, czy skutecznie zatamował krwawienie z ręki
- jest z wami Vitti? - na pytanie Rattataki kiwnął twierdząco głową po czym krzyknął
- Medyk! - do hangaru wpadła kolejna struga światła. Szybko dobiegła niewielkiego wzrostu samica rasy Squib.
- Oj, ale paskudnie, ale paskudnie, już czuję, trzeba szyć! - zapiszczała entuzjastycznie, choć mirialanka mogła być pewna, że jeszcze nie widziała rany z takiej odległości. Być może węch jej podpowiadał?
- Zajmij się nią, ja ogarnę Trebora
- Jasne, jasne, hihi -
zbliżyła się do Nyxi, a podpierająca się o skrzynię kobieta dostrzegła błyszczące się oczka małej istoty. Squibka sięgała jej ledwo pępka.
- usiądź usiądź, nie denerwuj się. Trochę poboli, ale będzie dobrze, hihi - Nim przyszła pacjentka spostrzegła zamiary nowej osoby, w dłoniach niebieskiej istoty pojawiła się buteleczka igła i nić. Jej rączki były równie szybkie co skomplikowany umysł kobiety. Była nieprzenikniona niczym Rehal. Przy czym Trebor i Yeller, czy Coriss to były raczej proste umysły. Trebora męczył rachunek sumienia, o dziwo i do tego bardzo posmutniał. Chyba jeszcze nikt nie stanął w jego obronie w ten sposób, a może stanął? Yeller był bardzo skupiony na zadaniu, zaś Coriss zanim stracił przytomność miał wyjątkowo paskudną aurę.

Rattataki zabrał rannego człowieka i zostawił kobiety same sobie. Zaś Vitti zaatakowała serią pytań swoją nową koleżankę
- Co tu się stało? Jak się nazywasz, ja jestem Vitti! Mam trzydzieści dwa lata. Ściągnij koszulę. Nie patrzą! Oh, ale Cię dziabnął. Ile już pracujesz dla Rehala? Jak Ci się żyje na Tatooine? - potok słów płynął, a Nyxi nawet nie zorientowała się, kiedy rana została zdezynfekowana, a igła wbiła się w skórę. Rączki Squibki były jednak delikatne i bardzo szybkie, nim spostrzegła co i jak, było już po wszystkim.
- Widziałam straszne ciało! Z kim walczyliście? Jesteś tą słynną mechanik? Jest już późno. Gdzie pójdziesz spać? Tutaj źle dla gojenia się ran. Potrzebujesz noclegu?

***

- Co z Corissem? - zapytał w końcu Rattataki, opatrując rany Trebora w wolnym pomieszczeniu hangaru.
- Dupek, dostał ogłuszającym
- Hehe, dobrze mu tak, mówiłem mu by sobie odpuścił. Mógł tyle nie pić ostatnio, chociaż, kto by pomyślał, że człowiek przepije zabraka.

- Ta... Kurwa gorąco było... Barabela na nas nasłali
- Serio... Rehal będzie niezadowolony, to jedno znaczy.
- Pierdolenie, udało nam się ochronić jego zasrane ścigacze, niech lepiej będzie zadowolony. Grok i Prok zginęli.
- Nie to o co innego się rozchodzi...
- A o co?
- Powie Ci jak Cię poskładamy. I w ogóle jak żeście tego Barabela pokonali?
- Mieliśmy farta -
skłamał Trebor. Widział już wystarczająco dużo, by być pewien co do Nyxi. Wszystko układało się w jakąś sensowną całość. Miał jednak z tym dwojakie uczucia.
- A czy spotkaliście kogoś może po drodze? - dorzucił pytanie
- Masz na myśli rannego zbiega, który był jednym z napastników?
- Tak
- Złapaliśmy go. Właściwie, błagał nas o pomoc. Jakby jakaś trucizna go męczyła, Vitti dała mu środek nasenny by się wyspał i jakieś tabletki na coś, nie wiem na co.
- Mam do Ciebie prośbę Yeller.
- Tak?
- Poderżnij gardło zbiegowi. Jakby co w ogóle go nie pochwyciliśmy, a powiecie, że Vitti spaprała robotę, igła jej weszła za głęboko czy coś.
- Co?
- Wasza dwójka ma wobec mnie dług. Spłacicie go jak to teraz tak zrobicie. Ten skurwiel musi zginąć. Widział coś czego nie powinien. To osobiste.
- I tak go już wstępnie wypytywaliśmy. Majaczył dużo jakichś bzdur, ale wspomniał coś o Ramseyu, to wróg Rehala, wszystko jasne. To zwykła płotka, możemy go zaciukać, jeśli tak bardzo tego chcesz. Jednakże Barabel to już grubsza sprawa. Ramseya, nie byłoby stać na zabójcę takiego kalibru. Jedynie Imperium stać na takich najemników, czyżby Ramsey pogwałcił zasady Huttów, bratając się z imperialnymi? Odkąd Yarlo zaginął Tatooine stało się niestabilne.
- Dzięki Yeller. Weź teraz ogarnij tego zasrańca Corissa. Niech się bydlak uspokoi jak się obudzi. Ja sobie tutaj dojrzeję i zrobię drzemkę, zabierzecie mnie po warcie do kwatery.


***

Decyduj co do miejsca odpoczynku. Obowiązki chronienia lokum zostały przejęte przez innych ludzi Rehala. Podróż nocą swoim speederem przez pustynię źle się może skończyć. Nyxi jest dość poobijana, ale względnie sprawna.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Nyxi Vastreia » 28 Gru 2017, o 17:04

Nie była to niespodzianka. Czuła że wchodzenie między takich zbirów to nie jest dobry pomysł, ale nie mogła też pozwolić aby Corris zabił Trebora. Cóż, wykonała swój zamiar choć spotkały ją za to konsekwencje. Przez myśl przeszedł jej pomysł aby nie wracać do domu co najmniej przez tydzień. Ilość ran i siniaków mogłoby przyprawić jej matkę o łzy, a dodatkowo pewnie otrzymałaby kilkudniowy wykład o ostrożności. W sumie czuła że i tak ją to czeka, Nyxi i Ilani łączyła wyjątkowa więź, potrafiły wyczuć cierpienie drugiej lub zbliżające się zagrożenie. Jej matka jednak była w tym dużo lepsza i pewnie jeszcze przed strzelaniną wiedziała że coś jest nie tak.

"- Muszę się skontaktować z mamą, powiedzieć jej że wszystko gra, pewnie się martwi."

Nyxi wciąż była oszołomiona po uderzeniu kolbą w czoło, niby kontaktowała na tyle aby zauważyć zbliżającą się squibkę i wykonać jej polecenia, jednak nie były to do końca "trzeźwe" działania. Poczuła lekkie ukłucie w umyśle, lecz nie do końca zorientowała się że mała niebieska istota już wzięła się za zszywanie jej ran. Ostrożna i wciąż skupiona na niedawnej walce była skoncentrowana na wyszukiwaniu kolejnych zagrożeń w okolicy. Dopiero po chwili dotarło do niej że jest względnie bezpieczna, otrzymała pomoc medyczną a w okolicę zabezpieczali ludzie Rehala.

Nyxi złapała jasność umysłu chwilę przed tym jak Vitti zalała ją masą pytań. Na szczęście miała dobrą, wyćwiczoną pamięć więc starała się w miarę jasno udzielić odpowiedzi.

- Powoli powoli - uśmiechnęła się Nyxi z lekkim grymasem bólu - już odpowiadam. Jestem Nyxi, miło cię poznać. Co do tego co się tu stało, to zaatakowała nas grupa jakichś gangsterów, ludzie Ramseya. Czekaj, mam ściągnąć koszulę?

Nyxi nie podobał się ten pomysł, fakt, medykowi nie ma co się sprzeciwiać, ale mimo wszystko nie czuła się komfortowo mając zostać w samym staniku przed oczami ludzi Rehala. Po za tym nigdy wcześniej nie robiła tego przed innymi istotami, innymi niż własną matką. Chwilę jej zajęło nim zrozumiała że to dla jej dobra, zdjęła koszulę lecz trzymała ją kurczowo w dłoni, jak gdyby bała się że ktoś jej ją ukradnie.

- Pracuje u niego od dawna, choć do tej pory nie aż tak bezpośrednio. Robiłam głównie za kuriera i mechanika. Takie akcje to dla mnie nowość. A co do życia to nie narzekam, po za tym Tatooine to praktycznie jedyna planeta jaką znam. Żyje tu od urodzenia.

Sądziła że to koniec pytań ale squibka nie dawała za wygraną. Zarzuciła młodą mirialankę kolejnymi pytaniami.

- Barabel, tylko tyle wiem, nie mam pojęcia co tutaj robił. A co tej sławności...staram się po prostu być w tym najlepsza, nie chciałam być sławna.

Nocleg, tak, potrzebowała go, w tym stanie podróż przez pustkowia mógłby źle się dla niej skończyć, w razie ataku nie dałaby rady się obronić.

- Chętnie skorzystam z noclegu jeśli proponujesz, bo nie wiem czy dokładnie to miałaś na myśli. - uśmiechnęła się tym razem bardziej naturalnie, jak gdyby ból częściowo ją opuścił.
Image
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Mistrz Gry » 29 Gru 2017, o 21:06

- Barabel!!! Straszny stwór! Ale jeszcze nie widziałam... Nyxi... Nyxi go zabiła?!
Vitti z miejsca dostrzegła skrępowanie u młodej mirialanki.
- Nie krępuj się nie krępuj, hihi. Wszyscy daleko. Rach ciach i po sprawie - rzeczywiście, Nyxi założyła koszulę z powrotem, kiedy to rana została zszyta i zabandażowana. Do tego jeszcze użyła dopasowanego opatrunku z bakty na ranę postrzałową i natarła śliwę na czole specjalną maścią. Squibka musiała mieć nie małą wprawę, że obyła się z nią tak szybko.
- Dobra, to jeszcze trzeba pozszywać Trebora. Zaraz przyjdę zaraz przyjdę - oświadczyła znikając w labiryncie złomu. Czuć było od małej istoty poczucie obowiązku, nietypowa jak na Tatooine cecha. I tak mirialanka poczekała niecałe piętnaście minut, kiedy niebieski futrzak w czarnych szatach przydreptał z powrotem.
- Nyxi, Nyxi, taka ładna buzia, a taki siniak... Zabiorę Cię do domu, wyśpisz się. Trebor tu zostaje, ale ty kobieta jesteś. Mięśniaki bywają niemiłe... niemiłe! - ktoś w końcu zapalił główne oświetlenie w hangarze, albo próbował wciskać włączniki. Lampy w końcu były zniszczone, a facet, który podjął się wysiłku zaklął siarczyście. Nyxi nie zauważyła porozrzucanego losowo wnętrzności gammoreanina i ciało zabójcy. Aczkolwiek musiał to być ohydny widok, zapach nagle też zaczął jakby do niej docierać po tym wszystkim. Squibka z ciekawości oświetliła latarką ciało zabójcy. Barabel był w czarnych skórzanych ubraniach, gdzieniegdzie obitych pancerzem. Ilość broni białej przy zabójcy mogło wskazywać, że moc rzeczywiście była z Nyxi w tej walce. Ręce nieżywego, jakby nie pogodziły się z porażką i zdawały się jeszcze zaciskać na rękojeściach podwójnych ostrzy. Podobnie grymas twarzy. Sam w sobie wyraz był przerażający. Vitti zmarszczyła nosek i nastroszyła się na sam widok. Nie przeszkodziło jej to w szybkim doskoczeniu do ciała i błyskawicznym przeszukaniu. Znalazła parę łupów, wartych uwagi i schowała je w swoje ubrania. Zrobiła to na oczach Nyxi, jakby nigdy nic, po czym wznowiła dialog.

- Zadanie wykonałam, możemy iść. Chodźmy, potrzebujesz odpoczynku i ja też - kontynuowała Squibka ciągnąc Nyxi za rękę by się ruszyła w stronę wyjścia
- Czeka nas mały spacer chodź chodź - a gdy już oddalili się od hangaru rozpoczęła się chaotyczna, acz energiczna i... dość bezpośrednia rozmowa.

- Nyxi ma ładne piersi. Pełne. Ładne. Ma dzieci? Ile ma dzieci? Czym karmi dzieci? Ja mam trójkę łobuziaków. Poznasz, poznasz! Tritim, Zakk i Ponka. Pewnie nie śpią zgrywusy! I Mojego poznasz! Akkuf! Uparciuch i liczygrosz! Jaki jest Twój? Jaki jest?

Jeśli czujesz wenę opisz z zewnątrz scenerię wejścia do domu Squibów na Tatooine. Jeśli jej nie masz skup się na samej rozmowie i zatrzymaj się przed wejściem do domu. Otwórz również nowy wątek, gdzie w wyciszeniu nawiązuje Nyxi kontakt z matką (może być przed snem, gdy już będzie spokój w domu ;) ).
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Nyxi Vastreia » 29 Gru 2017, o 22:23

Te wszystkie sztuczki i triki squibki dały Nyxi poczucie ulgi. Widziała że ma do czynienia z wprawnym medykiem. Cóż, zdolności to ona miała nie tylko do opatrywania, była też niezwykle wścibska, to trzeba jej przyznać. Mirialanka nie chciała zbytnio rozmawiać z obcymi o swoim życiu, jednak nie mogła nie odpowiedzieć na jej pytania, w końcu zawdzięczała jej zdrowie i możliwość noclegu.

Nyxi poczuła jak temperatura jej ciała lekko się podniosła, powodując zaczerwienienie na policzkach. Była zakłopotana słowami które padły z ust Vitti.

- Nie, nie mam dzieci i raczej nie planuję, męża też nie mam, jestem singielką, ale dziękuję za komplement. - uśmiechnęła się próbując ukryć swoje zakłopotanie. Wolała nie wyjawiać wszystkich szczegółów nieznajomej, szczególnie tego że kobiety wydają jej się bardziej interesujące od facetów, gdzie tutaj o normalnych ciężko. Po za tym mogłaby wprowadzić w zakłopotanie rozmówczynię, co nie byłoby teraz mądrym ruchem.

Na szczęście droga nie była długa, choć pojawiło się jeszcze kilka pytań ze strony Vitti, na które Nyxi była "zmuszona" odpowiedzieć. Zatrzymali się przed jej domem. Mirialanka odetchnęła myśląc o śnie który ją czeka, minęła może sekunda kiedy zrozumiała że czeka ją jeszcze rozmowa z matką, no cóż, chcąc nie chcąc musi to zrobić.

***

Dziewczyna upewniła się że jest sama w pomieszczeniu a drzwi są zamknięte, nie mogła ryzykować aby ktoś złapał ją na medytacji. Sama w sobie medytacja nie jest niczym zabronionym, jednak nie mogła dawać nikomu powodu do zastanawiania się. Usiadła podłodze i złożyła nogi, przymknęła oczy i wyciszyła się, sięgając ku więzi która łączy ją z matką. Nagle "połączonie" zostało nawiązane, korzystała z tego niejednokrotnie więc nie było to dla niej nic skomplikowanego, zobaczyła wyrywek jej mieszkania a w centrum stała Ilani, wyglądało to jakby stała tuż przed nią.

- Mamo? Poczekaj, nic nie mów. Wiem że ty wiesz i pewnie chciałabyś mi dać wykład, ale przypominam ci że to jest dla mnie bardzo wyczerpujące. Chcę tylko powiedzieć że nic mi nie jest, trochę mnie poobijali ale wszystko okej. Nocuję u pewnej squibki Vitti która mnie pozszywała. Postaram się wrócić do domu z samego rana. Teraz możesz mówić, tylko szybko, nie chcę paść ze zmęczenia. - uśmiechnęła się do matki która stanowczo była przejęta ale i ucieszona na kontakt ze strony córki.
Image
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Mistrz Gry » 30 Gru 2017, o 20:05

- Coooo?... nie masz dzieci?! Ani faceta? Nie planujesz? Hihi, ich z reguły się nie planuje... Jeny Tatooine musi być Ci na prawdę nie na rękę, sama widziałam tylko kilku mirialan tutaj. I praktycznie wszyscy tylko przelotem, ale jest kilku, co zamieszkują na stałe. Nie chciałabyś poznać? Ja z początku też byłam sceptyczna, kilkanaście lat temu. Jednak poznałam Akkufa... nie był idealny, był bucem i pijakiem, ale nie ma szans byś od razu trafiła na ideał. Pewne rzeczy trzeba wypracować. Nawzajem się uczyć i starać się zmieniać. Nadal jest sknerą, ale nie pije już i jest miły, pomocny oraz życzliwy wobec bliskich... nie wyobrażam sobie życia bez niego. Dzięki niemu żyje mi się na Tatooine całkiem dobrze... mamy wszystko potrzebne do życia i rozwoju, no i mamy rodzinę... - przerwała swoją opowieść i znów zerknęła na Nyxi.
- To jak?! To jak?! Chcesz poznać jakiegoś?! Chcesz? - choć Squibka zdawała się być natrętna, to jednak Nyxi wyczuła, wśród jej ciągłej burzy w głowie, dobre intencje.

***

Kobiety dotarły w końcu do kamiennego domu, pośród licznych zabudowań. Zaciemnione nocne ulice Moss Espa nie były bezpieczne, ale nikt nie ośmieliłby się zaatakować znanej lekarz, która dodatkowo jest pod protekcją Rehala. Pierwsze, że Rodianin obdarłby ze skóry każdego, drugie, że praktycznie każdy z lokalnych bandziorów był chociaż ras zszywany przez Vitti, zdarzało się, że również za darmo. Reputacja, przydatność i protekcja zapewniały bezpieczeństwo rodzinie Squibów, nawet pomimo ich złodziejskich z natury zapędów. Oczywiście jak na Tatooine przystało było to raczej względne bezpieczeństwo, ale wciąż był to komfort.

Drewniane obite metalem drzwi z piskiem ustąpiły naporowi, po uprzednim przekręceniu klucza w zamku. Ze środka wydobyły się odgłosy śmiechów, jak i również ciepłe światło próbujące się przedostać się przez zakrzywiony korytarz. Vitti rozzłościła się na wieść, że dzieciaki nie śpią i wparowała do głównego pokoju.

Mieszkanie samo w sobie, było przystosowane do życia dla humanoidów regularnego wzrostu sięgającego do dwóch metrów. Dla bandy squibów, obiekt musiał sprawiać wrażenie dużego i przestronnego. Zaś Nyxi podążająca za niebieskim futrzakiem, stwierdziła, że ich "nora" jest dość mocno zagracona masą przeróżności. Dostrzegała części mechaniczne i elektroniczne, to od ścigaczy, od broni czy od statków kosmicznych. Korpusy nie działających droidów, zepsutą lodówkę, masę zwykłego złomu. Zagracenie jednak miało w sobie jakiś ład i zamysł. Sprzęt był składowany niemalże tematycznie i rozmiarowo. Posiadali nawet kolekcję ciekawych minerałów w pewnym miejscu w pokoju głównym.

Przed Mirialanką przedstawił się obraz śpiącego na siedząco Squiba, który nawet się nie rozebrał. Był wciąż w białych szatach, w których zwykle chodzi się po mieście. Dzieciaki biegały w okół kanapy śmiejąc się i wykrzykując. Dwóch chłopców krzyczało
- Ponka zaliczyła dzwonka! Jest ofermą!
- Zatrzymaj się to pokażę Ci kto jest ofermą! - wrzeszczała zdenerwowana dziewczynka, a dwójka uciekała w najlepsze. Skakali po kanapie, unikając sprytnie zderzenia z ojcem. Uciecha chłopaków się skończyła, gdyż matka wkroczyła na sam środek. Dzieciaki spanikowały i szybko pouciekały do pokojów.
- O tej porze!? SPAĆ MI TU! A TO JUŻ! - po tym krótkim krzyku macochy nastąpiła klarowna cisza, zaś Akkuf zdawał się obudzić. Próbował otworzyć oczy. Widać było, że robił to z wielką niechęcią i boleścią
- Kochanie... co się dzieje? - wybełkotał chyba jeszcze śniący na jawie. Z klapniętymi uszami i wykrzywioną miną wyglądał nawet komicznie.
- Jak to co. Dzieci nie położyłeś spać. Widzę, że podróż Cię wyczerpała i po prostu odleciałeś. - powiedziała podchodząc bliżej
- Choć położymy Cię w naszej sypialni, nie możesz spać tak w tych ciuchach, bo szybko się schodzą, a i plecy będą Cię boleć od spania w takiej pozycji - powiedziała troskliwie
- Nyxi pomożesz?

***

- Poczułam jak cierpisz i te zagrożenie w okół Ciebie... czy to był zabójca? Kto to był? - zapytała w pierwszej kolejności
- Vitti to dobroduszna istota i bardzo sprytna. Znamy się od siedmiu lat choć nie utrzymujemy kontaktów. Zdaje się być plotkarą i jest bardzo ciekawska, ale nie zdradza sekretów. Uważaj jednak na jej męża, to kleptoman. Może Ci coś skubnąć i nawet w mocy tego nie zauważysz. Vakkuf jest wyjątkowo dobry w swoim fachu. Tylko trzy razy się spotkaliśmy i za każdym razem mnie z czegoś okradł - zatrzymała się, a Nyxi wiedziała, że teraz ma coś ważnego do przekazania.
- Myśląc o Jawie mam bardzo złe przeczucia. Jakby chmura mroku zaczęła się za nim kręcić... Nyxi uważaj. Nie rób nic o co by Cię teraz poprosił. Proszę Cię. I wracaj szybko.

Pomóż lub nie pomóż Vitti rozebrać i położyć spać męża w ich sypialni, pogadaj z nią, jeśli coś Cię interesuje. Główny pokój będzie do Twojej dyspozycji. Squiby dadzą Ci spokój i nie będą przeszkadzać.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Nyxi Vastreia » 30 Gru 2017, o 22:04

- Nie, dziękuję Vitti, nie trzeba. Jeśli musisz już wiedzieć to nie przepadam za facetami, z nimi zawsze są problemy, poznałam wielu na Tatooine i szczerze mówiąc żaden nie pokazał się z dobrej strony.

***

Po dotarciu do domu squibki, Nyxi nie była niczym zaskoczona, ot kolejny zwyczajny domek na tej piaszczystej planecie. Po wkroczeniu do środka, jej oczom ukazał się raj dla mechanika, istny magazyn części które można by wykorzystać do niezliczonych ilości rzeczy.

"- Ktoś tu ma manie chomikowania. Raczej nie zdobyli tego legalnie, muszę uważać."

Słysząc krzyki dzieci Nyxi momentalnie zwróciła wzrok na główny pokój obserwując ich zabawy. Uśmiechnęła się i przez chwilę wyobraziła sobie takie życie.

"- To nie jest moje życie, muszę pamiętać kim jestem. Moja mama i tak wiele ryzykowała sprowadzając mnie na świat. Nie chciałabym przez całe swoje życie żyć w ukryciu i wychowywać dzieci z poczuciem stałego zagrożenia. To nie dla mnie."

- Co? A tak, oczywiście że pomogę. - straciła rachubę czasu rozmyślając nad swoim życiem.

Mirialanka podeszła do squiba i objęła go ręką pomagając mu dostać się do sypialni. Drugą ręką natomiast trzymała jego nadgarstek, delikatnie, tak aby wyczuć ewentualną próbę gwizdnięcia czegoś, choć i tak nie miała przy sobie wiele. Zaprowadziły go do sypialni i usadziły na łóżku.

- Poczekam w salonie Vitti, póki nie skończysz. - uśmiechnęła się i dyskretnie sprawdziła czy niczego jej nie brakuje przy pasie. Po za tym nie chciała ingerować w prywatność gospodarzy.


Kiedy młoda zielonoskóra dziewczyna czekała na panią medyk, skierowała wzrok na kolekcję minerałów które leżały w kącie salonu. Od dawna poszukuje kamieni Mocy, więc ma małego fioła na punkcie minerałów. Sięgnęła ku Mocy chcąc określić czy któryś z tych kamieni może nadawać się do miecza świetlnego, a że same kamienie Mocy roztaczają w okół siebie silną aurę, mogłaby to bez problemu wyczuć.

***

- Dobrze mamo będę uważała, obiecuję. Muszę kończyć. Kocham cię. - posłała jej ostatni szczery i ciepły uśmiech po czym wizja zaczęła się rozmywać, aż całkowicie straciła kontakt.
Image
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Mistrz Gry » 1 Sty 2018, o 16:50

- Tatooine paskudne... taaak. Vakkufa poznałam gdzie indziej, na Taris, jakieś czternaście lat temu. Też tak myślałam jak ty. Faceci z reguły dziady są okropne. Szczególnie mięśniaki. A prawie każdy nie-squib to mięśniak. Nie cierpię mięśniaków nadal, a na Tatooine same mięśniaki. Ty najwidoczniej też nie lubisz mięśniaków, rozumiem. Hihi, Nyxi pewnie myśli, żeby tu się wyrwać z tej dziury, hihi, żeby znaleźć, ale nie-mięśniaka, hihi - małej medyk mówienie o tym najwidoczniej sprawiało całkiem dużo zabawy.

***

Futrzak był prawie bezwładny i nie miał najmniejszej ochoty na cokolwiek, nie licząc spania. Vitti uśmiechnęła się wdzięcznie za pomoc mirialanki. Gdyby nie fakt, że squibka wspomniała o mężu, na pierwszy rzut oka kobieta miałaby znaczny problem z rozróżnieniem płci tej rasy. Obie istoty wyglądały równie uroczo.

Zaś skupiając się na kolekcji kamieni, Nyxi objawił się widok czerwonego kryształu. Niesamowitego. Tak bardzo, że postanowiła przyjrzeć się mu nieco z bliska. Był i on. Wśród wielu kolorowych minerałów, pojedynczy czerwony kryształ. Co najlepsze zdawał się być... nie. Był idealnie dopasowany do klasycznego mechanizmu miecza świetlnego i na pierwszy rzut oka mógłby pasować do lancy świetlnej Nyxi. To był kryształ z czyjegoś miecza, kiedy to cała reszta to zaledwie znaleziska zwyczajnych minerałów.

Wnet Squibka wróciła do głównego pomieszczenia i zastała kobietę wpatrującą się w kolekcję.
- uuu ładne, ładne! I błyszczące! Vakkuf zbiera rzeczy, pomagają mu w handlu. Który podoba Ci się najbardziej? Który?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Tatooine] Szemrane interesy Jawy Bolbo

Postprzez Nyxi Vastreia » 1 Sty 2018, o 22:15

Spojrzała na kryształ który zdawał się ją przywoływać. Początkowo Nyxi wykonała kilka kroków w jego stronę, jednak zwątpiła po chwili gdyż przez głowę przeszła jej pewna myśl.
Czerwone kryształy często reprezentowały użytkowników ciemnej strony Mocy, więc mogły być zagrożeniem dla niej. Z drugiej jednak strony kontakt z nim przez kilka godzin nie powinien stanowić zagrożenia, w końcu to tylko kolor kryształu, jak mógł wpłynąć na żywą istotę?

Usłyszawszy za sobą głos Vitti, Nyxi lekko podskoczyły ramiona, skupiła się tak bardzo nad kryształem i rozmyślaniem że nie wyczuła zbliżającej się squibki.

- Oh, wybacz. Bardzo mi się spodobał ten czerwony kryształ, jest taki...podniecający. - Nyxi zesztywniała.
- "Kretynka, coś ty powiedziała. Kamień cię podnieca. Zaiste potrzebujesz snu" - wypowiedziała w myślach słowa skierowane do siebie.
Image
Awatar użytkownika
Nyxi Vastreia
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 18 Paź 2017, o 22:49
Miejscowość: k. Kołobrzegu

PoprzedniaNastępna

Wróć do Zewnętrzne Rubieże