Content

Zewnętrzne Rubieże

[Ryloth] - Sygnał z równika

Image

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 22 Sty 2018, o 12:30

W podziemnej sali zapadło milczenie. Ciszę zakłócały jedynie powarkiwania Annora, próbującego wyrwać się z żelaznego uścisku Treca. Obok nich na ziemii leżał człowiek Borgisa i bulgotał. Zaaferowany ratowaniem swojego przyjaciela, Tallav dopiero teraz dostrzegł, że kierowany obcą siłą Annor musiał ciężko zranić żołnierza. Wyglądało na to, że ten nie przeżyje.
Wszyscy pozostali wpatrywali się w w Annora w niemym napięciu wyczekiwania. Czy uda mu się wygrać z tym "czymś"? Trec nadal trzymał go silnie, ale nie działo się nic więcej. Annor wciąż walczył. Każda sekunda zdawała się wiecznością. W końcu przestał się wyrywać. Uspokoił się, a jego oczy wróciły do normalności. W spojrzeniu przyjaciela Serith dostrzegł zmęczenie i ulgę, chociaż nadal był on przerażony. Nie było jednak czasu cieszyć się wygraną walką. W jednej chwili z cia)a Annora wyleciał czarny kłąb dymu, który pognał przed siebie. Przeleviał obok Seritha, którego od razu zmroził chłód. Czuł nienawiść tego widma. Duch pomknął dalej uderzając w Borgisa. Ten znów krzyknął i zwalił się na kolanach, ale zaraz się opanował. Widmo poleciało dalej, niknąc w mroku komnaty. Borgis oddychał ciężko, ale miał pełną świadomość. Czy to znaczyło, że duch słabł? Każdy kolejny atak był coraz słabszy, jakby w końcu wyczerpywały się jego siły. Teraz gdzieś zniknął, najwyraźniej chowając się dla przeczekania swojej słabości.
- Tallav - wychrypiał Borgis - pomóż... pomóż mi wstać. Schodzimy w dół... Zniszczyć... Teraz jest szansa...
Serith jeszcze raz spojrzał na Annora trzymanego w objęciach wielkoluda. Ten oklapł już zupełnie i jakby zwiotczał. Żył, ale chyba zemdlał z wycieńczenia. W każdym razie oddychał, w przeciwieństwie do żołnierza w czarnym pancerzu u jego stóp.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6054
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 25 Sty 2018, o 12:45

Serith starał się wzbudzić w nim jak najwięcej siły do walki z tym czymś, ale teraz wynik tego starcia zależał wyłącznie od Annora, czy znajdzie w sobie tyle chęci walki, chęci życia, aby go pokonać. Sierżant w ciszy patrzył na swojego przyjaciela, każda sekunda trwała wieczność... Kątem oka spojrzał na resztę żołnierzy każdy z nich, tak samo jak Tallav w ciszy czekał na rezultat tej walki, nawet sam Borgis, który jeszcze przed chwilą chciał zastrzelić podwładnego Seritha...
Po minucie, pięciu, dziesięciu, nie wiadomo Annor wreszcie przestał wierzgać, wyrywać się z potężnego uścisku Treca, po prostu uspokoił się, sierżant powoli i ostrożnie podszedł do niego, zerknął mu prosto w oczy... Ciemna mgła zniknęła... Widział jak jego kumpel jest zmęczony, przerażony, ale w jego oczach dostrzegł też ulgę, że wygrał starcie.
Tallav nie miał nawet chwili, aby cieszyć się z wygranej walki Annora, z ciała jego podwładnego ponownie wyszedł ciemny kłąb dymu, minął z wielką szybkością sierżanta. W tym momencie poczuł ogromny chłód jaki za sobą ciągnęło to widmo, oraz coś dziwnego... Jakby ten cały duch był przepełniony nienawiścią, gniewem, wszystkimi negatywnymi emocjami jakimi tylko mógł. Serith poczuł jak po całym jego ciele przechodzą dreszcze i łapie go gęsia skórka. Ciemny kłąb dymu poleciał dalej wreszcie uderzając w Borgisa, który od razu po z tyknięciu się z duchem krzyknął i padł na kolana, ale zaraz się opanował, a widmo poleciał do dalszej części komnaty, przelatując schodami w dół. Do głowy Tallava weszła pewna myśl, możliwe, że to coś słabło, dlatego próbuje uciekać, wszak jak uderzyło w pułkownika to praktycznie od razu wypadło z niego, nie miało nawet chwili, aby opanować jego ciało. Możliwe, że chciał teraz gdzieś się zaszyć i przeczekać swoją słabość, a tak przynajmniej się wydawało.
Gdy tylko Tallav usłyszał głos wołającego do pułkownika podszedł do niego, schylił się do niego i powoli pomógł mu stanąć na równe nogi. Sierżant przerzucił wzrok na Annora - zemdlał, zemdlał, ale żył, szybko przerzucił wzrok na żołnierza, którego jego przyjaciel wcześniej atakował, niestety ten już nie przeżył, może jakby wcześniej go dostrzegł to by miał szanse na uratowanie go...
- Tak jest - odpowiedział oficerowi wracając na niego wzrokiem. Zaszli już tak daleko, że teraz musieli dokończyć to co zaczęli zwłaszcza skoro to widmo osłabło. Podszedł do swoich ludzi stając niedaleko nich. - Ruszamy na dół wykończyć... To coś, będę prowadził. - zrobił dłuższą pauzę przed "To coś". Nie widział ich twarzy, ale wiedział, że są zmęczeni i przerażeni tym co się tu działo, ale musiał jeszcze prosić o kolejny wysiłek, chciał to doprowadzić do końca, zemścić się za to wszystko co się działo...
- Trec, zajmij się Annorem, nieś go. Naya czuwaj nad nim. - wydał kolejne polecenia. Po tym wszystkim założył ponownie hełm na głowę, jeszcze przed samym założeniem spojrzał w stronę Elayne... Chciał już wrócić do bazy, odpocząć, spędzić z nią trochę czasu, poczuć jej ciepło... Musiał jeszcze skończyć tą rzecz...
Podszedł do Borgisa, po drodze podnosząc swoją broń i odblokowując ją. - Jesteśmy gotowi, możemy ruszać. - Pułkownik kiwnął u głową i zaczęli schodzić w dół schodami, które znajdowały się niedaleko samego ołtarza, na którym wcześniej klęczał Zabrak.
Po raz kolejny szli mijając ściany zdobione tym tajemniczym pismem. W pewnej chwili Serith na chwile obejrzał się w stronę Borgisa, ale szybko wrócił wzrokiem przed siebie.
- Co to właściwie jest? To z czym walczymy? Jakieś widmo Jedi? - zapytał pułkownika kontynuując swój marsz.
Image
GG: 8731310
Klik!
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 98
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 26 Sty 2018, o 12:31

- Tallav, na twoim miejscu nie zadawałbym takich pytań, a już na pewno nie w obecności twoich ludzi. Będziesz jeszcze musiał się nauczyć, że niewłaściwa wiedza może zabić.
Borgis mówił już wyraźniej, choć nadal chrypiał i brał oddech po każdym zdaniu. Nadal nie miał dość sił, by sprawnie iść samemu i musiał być podtrzymywany przez Tallava.
Zeszli niżej, po schodach z lewej, mijając ściany zapisane dziwnym hieroglificznym pismem. Wydawało mu się, że tutaj jest zapisane jakby gęściej. Równie dobrze mogło to być jednak mylne wrażenie wywołane przez ciemności. Kiedy dotarli na niższy poziom, stanęli na gładkiej powierzchni granitowego kamienia, niemal takiego samego jsk ściany piramidy na zewnątrz. Ostrożnie stawiając każdy krok powoli zbliżali się do stojącego na środku ołtarza, który był jedynym obiektem na tym poziomie. Kiedy do niego podeszli, dopiero teraz Serith dostrzegł, że na środku kamiennej płyty znajduje się wgłębienie, w którym lewitował czarny kryształ. Był tuż pod miejscem, w którym siedział zabrak. Wokół klejnotu unisiła się delikatna czarna mgiełka i aż czuć było od niego przeraźliwe zimno. Tallav rozejrzał się po swoich ludziach. Jego przyjaciele jakoś się trzymali, wielkolud Trec chyba też był niewzruszony, ale akurat on nie był typem myśliciela, natomiast dwóch nowych wyglądało, jakby zesrali się już każdy po trzy razy. Wystarczyłby teraz jeden krzyk albo dziwny dźwięk i uciekliby w cholerę.
- Na co czekasz - wycharczał Borgis- zniszcz kryształ. Rozwal go na drobiny.
Jednocześnie w głowie Tallava pojawiła się znikąd myśl, że może jednak nie. Co chce z nim zrobić ten Borgis? Lepiej przecież będzie kryształ wziąć i zbadać.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6054
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 30 Sty 2018, o 16:50

Każdy krok Tallava był bardzo ostrożny, nie wiedział czego się może spodziewać, czy za chwile to widmo ponownie nie zaatakuje. Serith powoli wszedł do pomieszczenia, szybko zauważył na środku ołtarz. Dopiero gdy podszedł do niego na parę metrów ujrzał jak lewituje nad nim czarny kryształ, nie specjalnie zdziwiła go ta "specjalna" właściwość przedmiotu, zwłaszcza nie po tym co przez ostatni czas miał okazje widzieć, aczkolwiek zobaczył jak nad tym kryształem unosi się mgiełka. Po raz kolejny poczuł to zimno, tą nienawiść to musiało być to samo co wcześniej zaatakowało Annora...
Sierżant obrócił się i spojrzał na swoich ludzi, widać było, że jego najbliżsi trzymali się, mieli za sobą spory bagaż doświadczenia i po mimo takich nadnaturalnych rzeczy potrafili przytrzymać swoje emocje i iść za swoim dowódcą. Trec... Jak to Trec do najinteligentniejszych ludzi nie należał, można było stwierdzić, że ta cała sytuacja go w ogóle nie rusza. A dwaj nowi... Dwa najnowsze nabytki oddziału Tallava, widać że byli przestraszeni i bardzo możliwe, że zdążyli już parę razy narobić w zbroje... Ale nie można im się dziwić to co zobaczyli i to na pierwszej misji na pewno ich wystraszyło, przynajmniej nic gorszego nie spotka ich w kolejnych zadaniach.
Gdy tylko usłyszał głos Borgisa ponownie obrócił się w stronę lewitującego kryształu. "Rozwal go na drobiny". Nagle w umyśle sierżanta ukazała się myśl, aby sprzeniewierzyć się rozkazowi pułkownika, zabrać ten czarny przedmiot i go zbadać... Serith delikatnie potrząsnął głową. Skąd w ogóle pojawiła mu się taka myśl w głowię? Czyżby może wpływ tego miejsca tego czegoś? Może to jakaś desperacka obrona tego ducha? Nie wiedział, nie mógł być pewien tego, miał tylko swoje przypuszczenia. Nie mógł zignorować rozkazu, widział jak dużo szkód, w jakiego potworności wpakowało go to coś, nie mógł zabrać tego ze sobą, to było zbyt niebezpieczne.
Spojrzał po raz kolejny kryształ, jednak po chwili obrócił się do reszty żołnierzy stojących za nim. Spoglądał na nich, dalej walcząc w myślach z tym pomysłem. Ostatecznie odszedł parę kroków, obrócił się na pięcie w stronę kamiennej płyty. Wziął na muszkę czarny kryształ, po czym nacisnął parę razy za spust wypuszczając z blastera kilka strzałów...
Image
GG: 8731310
Klik!
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 98
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 31 Sty 2018, o 10:08

Już po pierwszym strzale trafiony kryształ rozprysł się w drobinach na wszystkie strony. Czarny pył rozniósł się po całym kamiennym ołtarzu. Jednocześnie w komnacie rozległ się przeraźliwy wrzask i krzyk bólu. Przeraźliwy krzyk bólu, jakiego ani Tallav, ani żaden z jego ludzi jeszcze nigdy nie słyszeli. Jakby ktoś wydzierał z kogoś żywcem samą duszę. Krzyk był tak głośny, że mimo hełmów cześć członków oddziału odruchowo podniosła ręce w stronę uszu. Na środhku ołtarza utworzył się oszroniony krąg.
A potem wszzystko ucichło. Stali w ciemnym pomieszczeniu w całkowitej ciszy, oszołomieni tym, co się tu stało. Chociaż nadal czuli się nieswojo, to ciężkie przygniatające uczucie grozy zniknęło. Cały budynek jakby się uspokoił.
Wychodzimy - rozkazał Borgis, jednocześnie oznajmiając upragniony koniec akcji.

***


Odkąd kanonierka Borgisa zabrała ich z tego piekielnego miejsca, minął już trzeci dzień. Przez cały ten czas cały oddział znajdował się w odizolowanej części skrzydła szpitalnego. Oficjalnie pod pretekstem obserwacji po traumatycznych przejściach, ale dla każdego jasnym było to, że trzymają ich w zamknięciu, bo widzieli za dużo z rzeczy, których nie mieli prawa widzieć. Sam Borgis przeleżał razem z nimi pod obserwacją jeden dzień, po czym zniknął i więcej się nie pokazał. Oni natomiast czekali na jakiekowiek wiadomości. Ze strzępków rozmów personelu medycznego dowiedzieli się jedynie, że na Ryloth przybył spory oddział agentów, którzy od razu zaczęli się panoszyć i coś zabezpieczać. Ściśle tajne i te sprawy...
Ludzie Tallava, biorąc pid uwagę to, co przeszli, czuli się nienajgorzej. Mieli teraz sporo czasu dla siebie i zdążyli obgadać swoje przeżycia na wszelkie sposoby. Najmniej poruszony był oczywiście Trec, z kolei dwóch żółtodziobów po woli dochodziło do siebie i stawali się coraz bardziej gadatliwi.
Jednak była jedna osoba, która była w tej sytuacji wyjątkiem. Annor. Po tym jak ocknął się drugiego dnia, nie powiedział ani słowa. Wpatrywał się jedynie przed siebie, reagując tylko na nagłe pojawienie się gdzieś czarnego koloru, uciekając wtedy nerwowo w najdalszy kąt. Lekarze tłumaczyli to jako stres pourazowy i twierdzili, że przejdzie. Niemniej stan ich kolegi zakłócił spokój, jaki odczuwali po powrocie do bazy.

Możesz sobie teraz pogadać z ludźmi, z dziewczyną itp.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6054
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 3 Lut 2018, o 01:17

Sierżant nagle zerwał się z łóżka. Przez przypadek zasnął na chwilę, pierwszy raz od dawna coś mu się śniło. Przypominała mu się akcja na Ord Martell, tą którą opowiadał Annorowi, gdy chciał wzbudzić u nim wole walki. Szli przez dżungle, nagle doszli do kompleksu tych terrorystów. W mgnieniu oka usłyszeli rozkaz do ataku. Czerwone, żółte bolty zaczęły przecinać powietrze. Usłyszał wielki huk, jeden z oddziałów wyrzutnią rakiet rozwalił ścianę muru. Sierżant dał rozkaz do natarcia na wyłom, gdy już miał wejść do niego obudził się... To był sen... Jego wspomnienia... Jedna z ich najbardziej udanych akcji, zdobyli kompleks z bardzo małymi stratami, rozbili bandycką organizacje... To był dobry dzień...
Tallav ponownie położył głowę na poduszce, zakrył na chwilę dłonie na twarzy i przetarł ją, obrócił się na bok spoglądając na chronometr. Drzemka, która wydawała mu się, że trwała dwadzieścia minut tak na prawdę była dwugodzinna. To był już trzeci dzień odkąd tkwią w skrzydle szpitalnym. Było wiadome, że nie trzymają ich tutaj ze względów zdrowotnych, ale przez to co widzieli w tym grobowcu, świątyni, w tej budowli. Jedyny plus tego wszystkiego był taki, że wreszcie miał chociaż trochę czasu na odpoczynek, przez ostatnie tygodnie był w ciągłej akcji, pomijając te dwa nieszczęsne dni na Coruscant. Czuł się już lepiej, zregenerował swoje siły po tej długim dniu i nocy, spędzonych na poszukiwaniach i walce z tym... Czymś, cały czas w głowię miał obrazy tej walki z Zabrakiem, walki o jego przyjaciela i zniszczeniu kryształu... To były ciężkie przeżycia... Serith wyprostował się i usiadł na krawędzi łóżka, pogrzebał chwilę w półce, którą miał niedaleko siebie i wyciągnął z niej papierosa. Przyłożył do ust i już miał go odpalić za pomocą zapalniczki, ale zrezygnował wyjął go. Miał rzucić ten pieprzony nałóg i od jakiegoś miesiąca nie palił. Nie wiedział dlaczego jeszcze w ogóle trzymał jakieś papierosy przy sobie. Szybkim i pewnym ruchem otworzył okno w pokoju i wywalił przez nie całą paczkę fajek. Spojrzał na pomieszczenie, w którym się znajdywał, typowy pokój medyczny. Nieskazitelnie biały, z paroma prostymi szafkami, parę prostych sprzętów medycznych i dwa łóżka - jedno Tallava, a drugie Luciusa, które akurat było puste. Mężczyzna nieco rozciągnął się jednocześnie ziewając, zbierając w sobie siły i chęci, aby wyjść z komnaty...
Wyszedł na korytarz i rozejrzał się, na pewno kolorystycznie bardziej podobał mu się ten hol - piaskowy żółty, niż ta biel w jego pomieszczeniu. Nie widział wielu ludzi chodzących po korytarzu, było może z dwóch, trzech rannych żołnierzy i dwóch wojskowych lekarzy. Po pomieszczeniu kręciło się także dwa droidy medyczne. Serith przeszedł parę kroków i zatrzymał się przed drzwiami... Drzwiami do pokoju, w którym przebywał Annor... Sierżant zacisnął zęby i pokiwał lekko głową na boki. Od ich przyjazdu do szpitala nic się nie zmieniło, odwiedził go tylko jak się przebudził, ale był jakby nieobecny. Próbował nawiązać z nim jakiś dialog, spytać jak się czuje, ale nie odpowiadał mu, lekarze twierdzą, że to stres pourazowy, i że to przejdzie... Tallav ma taką nadzieję, że za niedługo jego przyjaciel wróci do nich, zacznie coś mówić, cokolwiek... Jak wczoraj chciał go i teraz odwiedzić, już miał naciskać na przycisk odpowiedzialny za otwarcie drzwi, ale wtedy usłyszał mechaniczny głos z boku.
- Proszę nie wchodzić!
- Co? Dlaczego? - - żołnierz spojrzał na podchodzącego droida do niego.
- Doktor Maris przeprowadza badania.
- Jakie badania?
- Nic wielkiego, rutynowe badania
Sierżant delikatnie przekrzywił głowę... Rutynowe badania - powtórzył sobie w głowie, miał tylko nadzieję, że lekarze nic nie kombinują przy Annorze. Był w ich rękach i to oni mogą go tylko w jakiś sposób przywrócić do normalności. Chcąc, nie chcąc musiał zrezygnować z odwiedzenia przyjaciela.
- Powiedz mi jak będzie można go odwiedzić. - przeszedł koło niego klepiąc go w jego mechaniczne ramię i delikatni uśmiechając się kącikiem ust.
- Jak sobie pan życzy. - odpowiedział mu robot obracając się za nim. Serith poszedł nieco dalej przechodząc obok pokoju, w którym przebywały Elayne i Naya. Akurat zauważył, że drzwi są nieco uchylone, zerknął przez nie widząc jak jego kobieta coś grzebie w swoich rzeczach, był odwrócona tyłem do wejścia. Tallav zauważył, że jest sama. Od początku ich związku chciał z nią spędzić chwilę w samotności, ale do tej pory nie miał okazji. Chciał chociaż na chwilę poczuć jej ciepło. Cichym i sprawnym ruchem wszedł do pokoju, z jak największą gracją i ostrożnością stawiał kroki. Będąc przy dziewczynie szybko ją objął splątując swoje dłonie na jej pasie. Jednocześnie całując ją w policzek.
- Słyszałam, jak wchodziłeś, ale nie chciałem Ci psuć... Hmm... Niespodzianki? - powiedziała do niego obracając się z uśmiechem i spoglądając mu prosto w oczy.
- Wiem o tym, po tobie się nic innego nie spodziewałem. - szybko odwzajemnił uśmiech do niej, zbliżając się do niej i ostatecznie zaczynając ją całować, na co odpowiedziała tym samym. Po paru chwilach ponownie spojrzał jej prosto w oczy.
- Uwielbiam Cię - ponownie składając jej pocałunek na usta. - Kocham cię. - powiedział po chwili. Podobno pocałunek po tych słowach smakował jeszcze lepiej i Tallav chciał się tego przekonać... I nie mylił się, odczuł o wiele większą przyjemność niż wcześniej. Nie wiedział ile już okazują sobie miłość, czy to było kilkadziesiąt sekund, minuta czy może kilka minut, ale nie miał dość, nie przeszkadzało mu to, wreszcie mógł poczuć coś miłego, coś przyjemnego po ostatnich wydarzeniach. Serith korzystając z sytuacji, zsunął w dół swoje dłonie łapiąc Elayne za tyłek, od razu po tym uśmiechnął się nie przerywając pocałunków...
Nagle usłyszeli dźwięk rozsuwanych się drzwi, spostrzegli się dosyć późno. Jednocześnie odwrócili głowy w stronę drzwi, przed którymi stała Naya. Widać było jej wielkie zdziwienie na twarzy widząc Elayne i Seritha całujących się i obściskujących. Dostrzegli tylko jak na twarzy ich towarzyszki ukazuje się uśmieszek.
Image
GG: 8731310
Klik!
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 98
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 5 Lut 2018, o 22:40

- Nie przerywajcie sobie - dodała Naya - idę zagrać z chłopakami w karty. Macie ode mnie ze trzy godzinki spokoju.
Puściła do nich oko i wyszła, wciąż uśmiechając się pod nosem. Mogli być już pewni, że nie minie kilka minut a już cały oddział będzie wiedział o ich związku. Taka nowinka nie mogła przecież czekać. Niedługo pewnie i cała baza o nich usłyszy. Takie wieści w wojsku rozchodziły się szybciej niż meldunki zwiadu. Oczyma duszy Tallav widział już żarty swoich przyjaciół i standardowe na tego typu okazję docinki. Ale czy miało to teraz jakiekolwiek znaczenie? Nie. W końcu mogli być razem. On i Elayne. I zamierzali wykorzystać tą chwile czasu dla siebie jak najlepiej.. Szpitalne łózka były zadziwiająco wygodne...

***


Z miłych rozmyślań u boku leżącej przy nim dziewczyny wyrwało go pukanie w drzwi pokoju. Po chwili wyjrzała zza nich głowa Nayi. Tym razem już się nie uśmiechała. Minę miała zmartwioną, chociaż nie przestraszoną. Wyglądała raczej na niepewną sytuacji, o której wieści chciała przekazać.
- Hej, Annor się ocknął z tego letargu. Lekarze skończyli badania i poprosił o rozmowę z Tobą. Właściwie prosił nas wszystkich.
Wstali bez chwili zwłoki. Ich przyjaciel był teraz najważniejszy. Czułości mogły poczekać, kiedy liczyło się jego zdrowie. Przed pokojem spotkali już Luciusa, ale też Treca i pozostałą dwójkę żółtodziobów, którzy najwyraźniej poczuli się w obowiązku też przyjść. Po koszmarze w piramidzie mogli chociaż chwilowo czuć się częścią oddziału.
- Powiedział coś jeszcze? - dopytywała się Elayne.
- Na razie nie - na potwierdzenie Lucius pokręcił jeszcze głową.
Weszli wszyscy do środka, łącznie siedem osób, chociaż jeśli liczyć Treca to siedem i pół. Annor siedział na łóżku jak przedtem. Z podkrążonymi oczami i wychudzoną, zarośniętą twarzą wyglądał tak samo mizernie jak ostatnio, ale chociaż nie wpatrywał się już w pustkę. Kiedy weszli, odwrócił się w ich stronę.
- Cześć - zaczął niemrawo - dobrze was widzieć.
Mówiąc to, nie uśmiechnął się. Wciąż był przygnębiony i zgarbiony, jakby pod ciężarem ostatnich przeżyć. Sprawiał wrażenie potwornie zmęczonego życiem.
- Chciałem z wami pogadać. Prosto z mostu, jak żołnierz - zrobił chwilę pauzy - ja... rezygnuję. Odchodzę z wojska. To było dla mnie zbyt wiele, już nie mogę tam wrócić. Ja...
Dla wszystkich jego przyjaciół te słowa były szokiem. Nie wiedzieli, co powiedzieć. Jedynie nowi przyjęli to w sumie ze spokojem. Trec nie był myślicielem, więc nie można się było po nim spodziewać jakichś większych przemyśleń. Jednak to właśnie on pierwszy się odezwał.
- No spoko. Każdy ma kiedyś dość. Nie dziwie się, po tej całej masakrze. Na Rodii, w ich dżungli, często widziałem chłopaków, co się poddawali. Raz taka dziewczyna, co zobaczyła pierwszy raz na akcji, jak wybijamy wieśniaków, po prostu usiadła i ogłupiała. Także ten...
Po jego słowach znowu zapadła cisza. Mieli jednak ledwo chwilę na reakcję, bo zaraz do ich wydzielonej części szpitalnej przybył pułkownik Borgis. Pierwsza zauważyła go Elayne stojąca przy drzwiach. Jej spojrzenie od razu zwróciło uwagę innych.
- Poruczniku Tallav, mogę pana prosić? Na osobności rzecz jasna - wskazał ręką wyjście ze skrzydła szpitalnego.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6054
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 9 Lut 2018, o 17:29

Serith słysząc słowa Annora nie mógł wyjść z szoku, momentalnie zatkało go, nie mógł wyobrazić sobie, że nie zobaczy swojego towarzysza u boku podczas kolejnych misji, po prostu nie mógł przyjąć tej informacji do siebie, ale jednak w pewnym sensie rozumiał dlaczego jego przyjaciel chce dokonać takiej decyzji. Nie wiedział co on czuł gdy to widmo weszło w niego, mógł się tylko domyślać, wiedział tylko, że Annor niezmiernie cierpiał, widział to w jego oczach. Tallav nie miał pojęcia co tam się działo u niego w umyśle, ale wiedział tylko, że nigdy nie chciałby przez coś takiego przejść. Rozumiał powody przyjaciela, miał rodzinę, teraz udało mu się zwyciężyć, ale następnym razem...
Sierżant nie musiał się obracać, żeby wiedzieć, że reakcje reszty jego najbliższych ludzi jest taka sama jak jego. Reszta nie byłą tak zżyta z nimi, aby rozumieć tą reakcje, aby zrozumieć te więzi, które ich całą piątkę łączyły, to nie było tylko koleżeństwo czy przyjaźń to było braterstwo, braterstwo broni.
W jednej chwili skierował swoją głowę w stronę Treca, słysząc jego opowieść nieco się skrzywił w duchu. Sądził, a raczej wiedział, że ten osiłek nie jest myślicielem, ale nie sądził, że aż tak. Myślał, że jednak posiada trochę więcej taktu i wyczucia chwili i nie powie czegoś durnego, ale jednak się pomylił.
Gdy tylko wielkolud skończył opowiadać swoją historyjkę Serith podszedł do łóżka, na którym leżał jego przyjaciel, usiadł na skraju patrząc prosto na wychudzoną twarz towarzysza.
- Annor wiesz dobrz... - nie udało mu się nawet dobrze zacząć zdania, gdy kątem oka zobaczył jak Elayne obraca swoją głowę w kierunku przejścia. Tallav sam obrócił głowę w kierunki wejścia do pokoju i ujrzał stojącego tam pułkownika Borgisa. Agent ISB naglę zniknął i teraz ponownie się pojawił, dlaczego go to nie dziwiło. Serith zastawiał się jaki jest teraz powodu jego wizyty, czy nie mógł chwili poczekać, aż porozmawiają z Annorem? Oficerowie służb bezpieczeństwa zawsze wchodzili w nieodpowiednim momencie...
- Tak jest - odpowiedział pułkownikowi. - Zaraz wracam - rzucił do swojego towarzysza jak i reszty jego podwładnych, po czym wstał i udał się razem z Borgisem na korytarz, jeszcze przechodząc koło Elayne dał jej znak głową, aby podeszła do Annora.
Wyszli z pokoju razem z oficerem Inkwizycji, w pewne chwili uświadomił sobie jak go pułkownik nazwał. "Porucznik Tallav", ale... Czy to miało oznaczać, że zwrócili mu jego poprzedni stopień?
Idąc tak spojrzał na Borgisa ściągając brwi i na jego twarzy powstała pewna konsternacja. - Przepraszam jak pan mnie nazwał? Poruczniku? - zapytał go chcąc usłyszeć potwierdzenie z jego ust.
Image
GG: 8731310
Klik!
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 98
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 10 Lut 2018, o 20:33

- Proszę za mną. Bez zwłoki.
Nie mówiąc nic więcej Borgis odwrócił się i skierował do wyjścia ze skrzydła szpitalnego. Nie mając wyboru, Serith za nim podążył. Został poprowadzony w głąb bazy, do pokoju, w którym oficer wcześniej ich przesłuvhiwał. Na jego widok powróciło część niemiłych wspomnień i wrażenie niepewności. Czego chciał Borgis?
Pułkownik wszedł do środka i gestem zaprosił go, by zrobił to samo, po czym zamknął za nim drzwi. Pomieszczenie wyglądało tak samo jak ostatnio. Na środku stał teraz stół i dwa krzesła. Wszystko było oświetlone nikłym światłem z góry. Borgis usiadł i spojrzał na Tallava.
- Tak poruczniku. Dobrze słyszałeś. Zostajesz przywrócony do stopnia porucznika. Twoi ludzie trafią do innych, bezpieczniejszych placówek, jak Naboo czy inne turystyczne planety. Ci, którzy zrezygnują ze służby, dostaną odprawę i solidną ilość kredytów. Opuścicie placówkę na Ryloth i zachowacie milczenie o akcji, w której braliście udział - całość Borgis wyrzucił z siebie w stsrym stylu, jednym tchem bez chwili przerwy. Tak, że trudno było za nim nadążyć. Po chwili kontynuował tym samym tempem - Jakiś haczyk? Jest haczyk, o ile można to tak postrzegać. Według mnie to też nagroda. Zostaniesz przeniesiony do oddziału wewnętrznego. Przejdziesz szkolenie i będziesz służył pod moimi rozkazami. Poradziłeś sobie w grobowcu z jedną z najgorszych rzeczy, z jaką miałem do czynienia. Nadajesz się, ale musisz być świadomy, że nie będzie to nic przyjemnego. Inkwizytorów już nie ma, ale jesteśmy ich spadkobiercami i nadal zajmujemy się czymś, co przekracza nasze pojmowanie. Możesz odmówić. Wtedy wszyscy zostajecie na Ryloth.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6054
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 11 Lut 2018, o 16:46

Gdy Pułkownik zaczął swój wywód, Serith słysząc jakie nagrody, przywileje chce im dać w zamian za zapewnioną wcześniej pomoc w walce z tym widmem. Po zdaniu "Twoi ludzi trafią do innych[...]" Tallav zaczął coś podejrzewać, najwyraźniej ta "nagroda" nie miała być całkowicie bezinteresowna, tylko i wyłącznie za ich postawę i za chęć współpracy z oficerem ISB. Musiał być jakiś haczyk stojący za tymi obietnicami - powrotu do stopnia porucznika, nowe miejsce garnizonowe... Nie podobało mu się ten splot wyrazów "Twoi ludzie trafią", tylko jego podwładni? Nie on sam? I haczyk się pokazał...
W zamian za to Serith miał dołączyć do Inkwizycji, w pewnym sensie była to nagroda, tak ja to powiedział Borgis, ale z drugiej strony po tym co widział to stawało się jeszcze cięższe, nie wiadomo czy z takimi widmami, duchami nie musiałby się konfrontować regularnie. Dodatkowo musiałby opuścić swój oddział, swoich ludzi, swoich przyjaciół, których znał od dawna, swoją ukochaną... A jeżeli się nie zgodzi, wszyscy zostają na Ryloth... To nie była propozycja, to były pewien rodzaj ultimatum...
Było to dla niego ciężkie, bardzo ciężkie czuł jak nagle wszystkie myśli ze sobą walczą przedstawiając mu za i przeciw każdej decyzji, decyzji, która może zadecydować nie tylko o jego życiu, ale także o życiu innych... Serith obrócił głowę w bok, w pewnym grymasie i ciężko odetchnął, po chwili skierował swój wzrok na stół przed sobą. Widać było po nim, że walczy ze sobą, jego przejęcie, niepewność rosła z każdą sekundą. Po paru długich sekundach podniósł głowę i spojrzał na Borgisa.
- Stawia mnie pan w bardzo ciężkiej sytuacji, z trudną decyzją do podjęcia. - zrobił sobie chwile przerwy, w czasie której przejechał dłonią po włosach zaczesując do tyłu, zjeżdżając dalej do szyi i tam przez parę sekund trzymając rękę. - Doskonale pan wie jak ważna jest dla mnie ta drużyna, ci ludzie, jakie mam z nimi relacje.... - delikatnie przejechał językiem po wargach od wewnętrznej strony. - Nie byłoby szans na przeniesienie ich razem ze mną do oddziału wewnętrznego? - zapytał go, mając nadzieję, że byłaby jakaś szansa wyjść z tej sytuacji jako wygrany, dostając przeniesienie, ale nie tracąc ludzi.
- Czysto teoretycznie - jeżeli bym odmówił to wszyscy ludzie zostają? Annor, ten którego opętało to widmo chce odejść z armii, wtedy zablokowałby mu pan tą możliwość? - zadał mu kolejne pytanie, chciał się upewnić czy w obu sytuacjach jako przyjaciel mógłby spokojnie odejść z wojska. Serith nie chciał mu tego blokować, wiedział co przeżył i chciał, żeby mógł spokojnie spełnić swoją prośbę. Tallav patrzył na Borgisa starając się wyczuć jakieś jego emocje, coś w jego tonie głosu, że mógłby negocjować te wszystkie warunki...
Image
GG: 8731310
Klik!
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 98
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 13 Lut 2018, o 19:47

- Ten twój człowiek chce odejść z wojska? Ciekawe, ciekawe...
Borgis zamyślił się na chwilę. Wydawał się zaskoczony informacjami od Tallava. Najwyraźniej nie spodziewał się takiego obrotu spraw w przypadku Annora.
- Nie, nie zatrzymywałbym go tutaj. Mógłby odejść, jeśli tego chce. Przemyśl dobrze propozycje. Odmówisz, a zostajecie na Ryloth. Dobrze wiesz, że ty i twoi ludzie długi tu nie pożyjecie. Ryloth to zapadła dziura.
Pułkownik umilkł wpatrzony w Tallava. Serith dostrzegł, że kiedy wspomniał o decyzji Annora, Borgis znowu zmienił ton swojego głosu na spokojniejszy i bardziej skupiony. Mówił wolniej, jak wtedy podczas akcji w dżungli i piramidzie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6054
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 15 Lut 2018, o 13:54

Serith momentalnie zauważył tą zmianę tony głosu, było to dosyć ciekawe, ale z tego co Tallav był w stanie zrozumieć to nie spodziewał się tego. Jego mowa była bardziej skupiona, spokojna jak podczas tropienia tego mocowładnego...
Mężczyzna z zaciekawieniem spojrzał na oficera nieco się przybliżając. - Nie spodziewał się pan tego, że będzie chciał opuścić armię. Po części obawiałem się tego. - sierżant przez chwilę milczał po czym nieco wyprostował się na swoim krześle. Wpatrywał się chwile w Borgisa, po czym przetarł twarz z czoła, przez oczy, aż chwilę przytrzymał dłoń na ustach milcząc.
- Wspominałem panu, przy naszym pierwszym spotkaniu że współpracuję z nimi od dziesięciu lat, jakby pan wcielił trzech ludzi, z którymi służyłem to zgranie, siła bojowa byłaby na prawdę wysoka, nie zawahali się przy tej walce, ani o krok. - Serith na chwile przerwał. - Przynajmniej dać im szanse... - dodał nieco ciszej. Cały czas walczył ze swoimi myślami, to wszystko nie było łatwe, te decyzje, miał nadzieję, że jakoś uda mu się wypracować jakiś konsensus z Borgisem.
Image
GG: 8731310
Klik!
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 98
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 16 Lut 2018, o 08:59

Pułkownik stał przy biurku w zamyśleniu. Cisza chwili, jaka nastała po wypowiedzi Seritha była zastanawiająca. Oficer prawdopodobnie nieświadomie wodził ręką po swojej brodzie, zastanawiając się nad czymś.
- Ciekawe, to naprawdę ciekawe... - wyrwało mu się w końcu - Zostawmy jednak tą sprawę. Annor pewnie w końcu dojdzie do siebie i w cywilu sobie jakoś poradzi. Co zaś się tyczy pańskiej prośby... Czemu mówi pan tak cicho? Brak zdecydowania jest niepożądany. Musi pan brzmieć pewnie w każdej sytuacji. Ledwo dosłyszałem to ostatnie zdanie. Czy tak pan chce dowodzić tą trójką w skrajnie niebezpiecznych sytuacjach? Nie będę wysyłał was na front, gdzie po prostu postrzelacie sobie do kogoś. Sytuacje, które spotkasz w oddziałach wewnętrznych będą równie trudne, jak ta tutaj, na Ryloth. Czy gdy będzie trzeba strzelisz do kogoś ze swojego oddziału zanim on strzeli do ciebie? Czy będziesz wtedy w stanie wykonać swoje zadanie czy emocje wezmą górę? Teraz ci się udało i tylko dlatego tu stoisz. Annor mógł cię rozszarpać jak moich ludzi. Uświadom to sobie, jaką odpowiedzialność chcesz na siebie wziąć.
Słowa Borgisa były ostre, wręcz oskarżycielskie, jakby nie pochwalał wybranego przez Tallava rozwiązania w podziemiach piramidy. Czy jednak słowa użyte przez pułkownika nie sugerowały, że podjął już decyzję co do jego ludzi? Wyraźnie użył liczby mnogiej mówiąc "wysyłał was na front".
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6054
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 17 Lut 2018, o 19:00

Od razu to poczuł, słowa Borgisa, były ostre widać było, że decyzja podjęta przez Seritha niezbyt spodobała się pułkownikowi i to najwyraźniej mocno nie spodobała. Gdy oficer ISB skończył mówić Tallav momentalnie wstał z krzesła ostro je odsuwając.
- Zrobiłem to co uznałem za słuszne! - powiedział głośniej sierżant podchodząc w kierunku Inkwizytora i stając gdzieś pół metra przed nim. - Jeżeli chce mnie pan ukarać za niewykonanie rozkazu to proszę to zrobić. - mężczyzna rozłożył przy tym ręce na boki na oznakę tego, że jest gotowy ponieść konsekwencje oraz pokazując, że nie żałuje swojej decyzji. - Tydzień temu urodził mu się syn, nie chciałem, żeby jego dziecko stało się półsierotą bo ojciec zginął na jakimś zadupiu! - nadal utrzymywał głośniejszy ton głosu. W Serithcie buzowały emocje i było to widoczne, najwidoczniej słowa Borgia zadziałały ja zapalnik wyzwalając to wszystko co w ostatnim czasie starał się trzymać na wodzy, te emocje, która normalnie stara się zwalczać, teraz zaczynały z niego wychodzić.
- Jeżeli chce pan tak wiedzieć to byłem gotowy wykonać pański rozkaz gdyby moja próba się nie powiodła. Tylko wtedy prawdopodobnie mój stan psychiczny byłby o wiele gorszy... - wyjaśnił na sam koniec Tallav, starając się zakończyć już permanentnie temat Annora i decyzji sierżanta jakie podjął w grobowcu.
Dopiero teraz dotarły do niego słowa Borgisa, użył liczby mnogiej "wysyłał was na front", czyżby jednak prośba Tallava dała skutek? Wpłynęła czy nawet zmiękczyła nieco pułkownika? Możliwe... Serith dał sobie chwilę aby nieco się uspokoić po tym wszystkim, wziął głębszy oddech, poczuł się nieco lepiej, niezbyt dobrym było wyzwalanie z siebie emocji w obecności starszego stopniem, w szczególności przed agentem ISB, ale wykorzystując chwilę ciszy sierżant postanowił kontynuować dalej.
- Wiem jaka to jest odpowiedzialność, ale pan uświadomił mi pewną rzecz, nad którą wcześniej się nie zastanawiałem i dziękuje za to panu, pułkowniku. - powiedział to patrząc prosto w jego bezdenne oczy. Nie miał teraz zamiaru pokazywać swojego braku zdecydowania, żadnej słabości przed Borgisem. Postanowił zaatakować dalej.
- Zróbmy tak pułkowniku, da pan możliwość moim trzem ludziom na dołączenie do Inkwizycji. Dostaną ofertę mogą przyjąć, albo odrzucić bez konsekwencji. Pańskie warunki wobec mnie pozostaną takie same, jak odrzucę zostajemy na Ryloth, a jak się zgodzę to dostaniemy wcześniej obiecane przez pana rzeczy. - na chwilę przerwał, aby wziąć oddech i dać oficerowi czas na krótkie przemyślenie. - Nic pan nie traci, a może pan zyskać. - patrzył prosto na niego czekając na odpowiedź inkwizytora.
Image
GG: 8731310
Klik!
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 98
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 19 Lut 2018, o 15:02

Borgis słysząc ton głosu Tallava i jego słowa wyszczerzył zęby w uśmiechu. Serith pierwszy raz widział go takiego. Najwyraźniej to, co powiedział, musiało go bardzo ucieszyć. Trwał z tym uśmiechem jeszcze przez chwilę, co zaczynało robić się niepokojące. W końcu się odezwał.
- Lepiej, znacznie lepiej Tallav - uśmiech nie schodził mu z twarzy. - Jeszcze będą z ciebie ludzie. Dobrze, twoi ludzie, trójka nie licząc już Annora dołączą do ciebie. Dostaniecie razem swoją szansę. Ale będziesz mi coś winien, poruczniku Tallav. Przysługę. Kiedyś się po nią zgłoszę.
Pułkownik zebrał się do wyjścia, zanim jednak wyszedł, rzucił jeszcze przez ramię spojrzenie na swojego nowego podwładnego.
- Wylatujemy stąd za trzy standardowe dni. Macie czas żeby pożegnać się z planetą. Podczas podróży zostaniecie wdrożeni i doposażeni. A co do szkolenia... preferuję praktyczne w terenie. Będziecie się musieli przyzwyczaić. Na teraz jesteście wolni, możecie opuścić skrzydło szpitlane.
I wyszedł, zostawiając go sam na sam z nowym wyzwaniem.

Naskrob ostatni post na Ryloth, porób co tam chcesz i pozamykaj swoje sprawy. Przygoda z Ryloth dobiegła końca. Następny post już na krążowniku.
Gratuluję przeżycia :)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6054
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 23 Lut 2018, o 13:57

Cała ta sytuacja była dziwna dla Seritha, przed paroma chwilami był oskarżany przez Borgisa o złe decyzję, aby teraz dostać od niego pochwałę za swoją postawę. Najwyraźniej pułkownik chciał, aby Tallav mu się postawił i bronił swojego zdania co mu się spodobało. Mężczyzna stał teraz, już samotnie w tej niezbyt przyjaźnie wyglądającej salce, właśnie w ciągu tych kilku, może kilkunastu minut stał się z żołnierza, który został wysłany na zadupie za karę członkiem oddziałów wewnętrznych, oddziałów Inkwizycji. Czy to była nagroda? W pewnym sensie tak, ale wiedział, że teraz na jego barkach spoczywa o wiele poważniejsze zadanie niż wcześniej, będzie musiał się teraz zmierzyć z czymś, co jeszcze przed paroma dniami wydawało się mitem, legendami... Z mocowładnymi i wszelakimi przejawami tej dziwnej "mocy".
W pewnym stopniu martwiące było to, że w zamian za przyłączenie do Seritha jego trzech ludzi Borgis chciał w zamian jakąś przysługę, po która się zgłosi w odpowiednim czasie. Nie wiadomo było czego Tallav może spodziewać się po Borgisie, jakiej natury będzie ta przysługa... Ale teraz, póki co nie musiał się oto martwić. Wziął głębszy oddech i wypuścił powoli powietrze z ust, poprawił nieco swoje ubrania, po czym wyszedł z pokoju zamykając za sobą drzwi.
Powoli szedł korytarzami bazy mijając co jakiś czas jakiś szturmowców, którzy szli do kantyny, albo z ręcznikami udawali się pod prysznice. Wreszcie po paru minutach wszedł do skrzydła szpitalnego. Przez cały ten czas myślał jak to przekazać wszystkim, o tej umowie, o przeniesieniach. To nie było takie proste jak się wydawało mu na początku. Z każdym krokiem coraz intensywniej myślał, aż w pewnym momencie dotarł przed drzwi do pokoju Annora. Wszedł z rozpędu do sali stając krok może dwa za progiem. Zobaczył, że wszyscy tam są, parę osób na krzesłach, które sobie przynieśli. Trec ze skrzyżowanymi rękami na piersi stał i opierał się o jedną ze ścian. Sam Annor właśnie rozmawiał z Luciusem, a niedaleko niego siedzieli bądź stali Elayne i Naya. Momentalnie wszyscy się obrócili w stronę Seritha, gdy ten zjawił się w pokoju, od razu mogli zobaczyć, że jest bardzo zamyślony. Spojrzał się na wszystkich tutaj zebranych, zatrzymują wzrok na Annorze.
- Wybaczcie, musiałem się rozmówić z pułkownikiem. - zaczął powoli Tallav.
- Nic nie szkodzi, siła wyższa - odpowiedział jego siedzący na łóżku przyjaciel. Porucznik podszedł do niego siadając na części materaca.
- Bracie... Pewnie już rozmawiałeś o odejściu z resztą... Ale ja jeszcze dorzucę parę kredytów od siebie. Ciężko mi jest się z tobą rozstawać po tych wszystkich latach, ale rozumiem i szanuje twoją decyzję. Nie chce wygłaszać jakiś patetycznych przemówień, po prostu powiem prosto z mostu. Zawsze byłeś, jesteś i będziesz częścią nas, tego oddziału nie ważne gdzie jesteś i co robisz, zawsze będzie miał u mnie czy u każdego z nas wsparcie. Będzie mi cię brakować stary, nie raz wyciągałeś mnie z niezłego gówna i ratowałeś życie. Pamiętasz jak mnie usiekł vibroostrzem jeden z tych cweli w plecy, rana na przez całe plecy. Teraz jest tam tylko blizna, gdyby nie to, że wtedy wiedziałeś co zrobić w tym przypadku nie wiem czy bym teraz tu był. - uśmiechnął się do niego przypominając sobie stare czasy. - W sumie ta blizna mi się podoba. - cicho zaśmiał się do Annora. Widać było, że Annor jest w pewien sposób wzruszony postawą wszystkich swoich bliskich.
Nagle to wszystko przerwał głos Treca. - O czym rozmawialiście sierżancie z pułkownikiem Borgisem. - zapytał wielkolud. Serith uśmiechnął się jakby sam do siebie, było to raczej taki uśmiech skonfundowania niźli jakiegoś wielkiego szczęścia.
- Poruczniku. - odpowiedział szybko Tallav
- Słucham? - momentalnie odpowiedział Trec.
- Poruczniku, zostałem awansowany na porucznika. - powiedział to wstając i obracając się do niego, ale jego słowa nie były skierowane tylko do niego, ale do wszystkich zebranych.
- Gratulacje? - olbrzym rzucił z pewną niepewnością w głosie.
- To świetnie Serith - dodał Lucius, jeszcze do gratulacji dorzuciła się Elayne czy Naya, a także reszta.
Porucznik podszedł bardziej na środek sali, na chwile zapanowała cisza. Tallav zbierał jeszcze ostatnie myśli, po czym zaczął.
- Ale to nie wszystko. - zaczął powoli Serith. - Pułkownik Borgis w zamian za pomoc dał nieco więcej. Oprócz mojego awansu na porucznika zostało przekazane, że zostaniecie przeniesieni do innych placówek, z dala od Ryloth na planty turystyczne takie jak Naboo i tak dalej. Każdy kto chce odejść z armii... - w tym momencie obrócił się do Annora - Dostanie odprawę i sowitą ilość kredytów do tego. Oczywiście każdy jest zobowiązany do całkowitego milczenia na temat tej akcji... - zerknął w tym momencie po wszystkim. Widać było, że wszystkich podniosło to na duchu, że będą mogli opuścić to zadupie. Elayne i Naya zaczęły się uśmiechać i cieszyć z tego powodu. Widać było ulgę o żółtodziobów, nie było co się im dziwić, ich pierwsza poważna akcja i trafili w sam środek takiego gówna, przynajmniej widzieli już takie rzeczy, że teraz ich nic nie powinno zdziwić. Tylko Lucius był nieco zakłopotany i patrzył podejrzliwym wzrokiem.
- Czekaj, czekaj "zostaniecie przeniesieni"? A co z tobą? - zauważył pewną grę słów, którą użył porucznik, momentalnie wszyscy spojrzeli na niego, a uśmiechy ich najbliższych momentalnie zniknęły i mieli twarze pełne pytań.
- W zamian za to zostaje przeniesiony do oddziałów wewnętrznych. - powiedział Tallav przełykają ślinę. - Do Inkwizycji, pod dowództwo pułkownika Borgisa. - dodał do swojej wypowiedzi - Jeżeli bym się nie zgodził wszyscy byśmy zostali na Ryloth. - było to pewnym szokiem dla zebranych, nie wiedzieli jak na to odpowiedzieć. Wykorzystując tą chwilę ciszy postanowił jeszcze kontynuować. - Elayne, Naya i Lucius też dostają swoją szansę w Inkwizycji, pod moim dowództwem. - powiedział jeszcze, widać było, że te wszystkie słowa były dla niego nieco trudne od wypowiedzenia, nagle wszystko się zmieniało w jego życiu, ze spokojnej służby w armii teraz miał przejść do elitarnych oddziałów, ale nie takich jakich myślał, że kiedyś by się dostał. - Wybaczcie, muszę chwilę zostać sam. - kiwnął głową do Annora, aby wiedział, że jeszcze z nim porozmawia przed wylotem. Stanął w progu, odwrócony plecami do oddziału. - Możemy już opuścić skrzydło szpitalne. - dodał na sam koniec po czym wyszedł i udał się do swojego pokoju szpitalnego.

***



Serith stał przed oknem patrząc na widok za nim. Był zmęczony tym dniem, wszystko się obracało, wszystko się zmieniało. Musiał na chwile zostać sam, zebrać myśli. To wszystko nie było takie łatwe jak się wydawało. Musiał podjąć wiele decyzji, ważnych decyzji w bardzo krótkim czasie, nie był pewien do końca czy dobrze postąpił, ale teraz już nie miał odwrotu. Myślał o swojej rodzinnie, o tym że już dawno ich nie odwiedzał i że nie kontaktował się z nimi po trafieniu na Ryloth. Przy najbliższej okazji, przepustce miał zamiar ich odwiedzić, swoich rodziców i może uda mu się załapać jego rodzeństwo na KarfeddioniePo jakiś dziesięciu minutach usłyszał kroki, ktoś wszedł do sali, nie parę osób weszło teraz to usłyszał. Domyślał się powoli kto to mógł być.
- Nie miałem wyboru, musiałem to zrobić. Jak chcecie wiedzieć to na moją prośbę zostaliście też przeniesieni. - powiedział to jednocześnie się obracając, tak jak się domyślał to byli Elayne, Naya i Lucius. - Jeżeli chcecie się po wkurwiać na mnie to proszę - dodał po krótkiej chwili. Na przód wyszła Elayne i podchodząc do porucznika zaczęła mówić.
- Rozumiemy, że to nie było łatwe... I możesz na nas liczyć.- po czym mocno przytuliła się do niego całując go w policzek, zobaczył jak pozostała dwójka kiwnęła głową potwierdzając jej słowa. Serith uśmiechnął się do nich, poczuł swego rodzaju ulgę, że jego ludzie są z nim niezależnie od decyzji. - Dzięki. - odpowiedział do nich. Po czym wzrok przerzucił na Elayne, obejmując ją i całując.

Kolejne dni mijały na rozmowach z ludźmi, z Annorem wspominają stare czasy, umawiając się już za w czasu na jakieś spotkania, gdy będą na przepustce. W między czasie podziękował zastępcy tutejszego garnizonu za ten czas pod jego rozkazami. Odpoczywał przez te dni przed tym co miało nadejść, ciężką pracą i walką z nie wiadomo czym. Starał się spędzać jak najwięcej czasu z jego ludźmi, grał w paazaka, wspominali, wygłupiali się. A wieczory i noce spędzał ze swoją kobietą, wykorzystując ten czas na chwile przyjemności w jej objęciach...
Image
GG: 8731310
Klik!
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 98
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 27 Lut 2018, o 07:39

Akcja przenosi się do tematu: [ISD "Nova"]Strach tkwi w oku patrzącego
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6054
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron