Content

Zewnętrzne Rubieże

[Ryloth] - Sygnał z równika

Image

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 4 Gru 2017, o 19:47

-Sir, cały czas mam wrażenie, jakby ktoś tam stał, ale kiedy patrzę, to nikogo nie ma. Wystarczy, że obrócę wzrok i znowu. Jakieś widmo, czy co... - głos mu wyraźnie drgał i wydawał się przestraszony. Pomachał głową na boki, jakby starał się odgonić niepokojące obrazy - Już dobrze, sir. Idźmy dalej, dam radę.
Powoli weszli do wioski, starając się zachować jak największą ciszę, skradając się na każdym kroku. Dopiero po chwili Tallav zauważył, że nie tylko oni są cicho. Las, który jak do tej pory tętnił życiem, w tym miejscu jakby przycichł. Tworzyło to dość złowrogą atmosferę. Minęli dziwne tuby popodwieszane pod drzewami po tej stronie wioski. Lekkie powiewy wiatru poruszały nimi w jedną i druga stronę. Rozdzielili się zgodnie z jego planem. Elayne poprowadziła swoich ludzi na lewo, on poszedł na prawo.
Mijali chatę za chatą i nikogo nie znaleźli. Cała wioska opustoszała. Zaglądając do pomieszczeń, można było dostrzec, że twi'lekowie opuścili ją w pośpiechu. Z domostw zabrano wszystko co cenne bądź przydatne. Nie było jednak śladów walki. Wrażenia pustki dopełniał rozmiar wioski - była znacznie większa niż ostatnia. Dopiero po chwili, kiedy minęli ze trzy rzędy zabudowań ukrytych wśród drzew, dostrzegli środkowy plac, podobny do ostatniego. Ten jedynie nie miał żadnej rzeźby na środku, a wyłącznie podwyższenie z klepiskiem wokół. Rozejrzeli się niemal po każdym budynku i szopie po swojej stronie, nie znajdując niczego. Kiedy jednak zbliżali się do końca osady, w komunikatorze Seritha odezwał się głos Rexa.
- Sir! Mam rozkaz od tego oficera. Kazał zostać na miejscu i czekać na jego przybycie. Kapitan mówi...
W tym jednak momencie słowa Rexa częściowo zagłuszył odgłos potężnej serii z karabinu blasterowego dochodzący z lewej strony osady. Sierżant odwrócił się natychmiast w tamtą stronę i ujrzał blask serii czerwonych boltów wystrzelonych z obrotowego działka tnących wszystko przed sobą. Wraz z nimi rozległ się krzyk Treca. Tallav co sił popędził w tamtą stronę. Jego ludzie pobiegli za nim, w pośpiechu mijając środek osady. Po drodze na granicy słyszalności, do Seritha dotarł głos Rexa.
O kurwa! Sir! Na skanerze widzę pędzącą w wasza stronę falę Lyleków! Biegną od strony oddziału Elayne! Już...
Wpadli między dwa domy na skraju osady. Trec stał zdyszany w rozkroku skierowany w stronę lasu, a Elayne i Lucius próbowali go odciągnąć. Drum stał jak wryty z boku. Wielki mięśniak przestał strzelać, z nad lufy jego broni unosiły się strużki dymu. Jednak pierwszym, co uderzyło Seritha, było to, że wielkolud cały dygotał. Ze strachu. Coś przeraziło go tak bardzo, że zaczął strzelać przed siebie bez opamiętania.
- Nie wiem, co mu sie stało - zaczęła Elayne - nagle zaczął wrzeszczeć ze strachu i strzelać.
- Rex! - Serith tylko wywołał swojego pilota - Ląduj i zabieraj nas stąd. Natychmiast!
Ich pilot jednak nie odpowiedział. Serith wykrzykiwał jego imię kilka razy, ale odpowiadała mu jedynie głucha cisza. Po chwili odgłos wybuchu gdzieś dalej z lasu i widok gęstego czarnego dymu niemal zbiegł się z pierwszym słyszalnym wrzaskiem Lyleków pędzących w ich stronę. Serith odwrócił się do reszty, by wydać rozkazy i zamarł. Szaleńczy ostrzał Treca zniszczył wszystkie dziwaczne rury po tej stronie wioski. Po stronie, z której właśnie pędziła na nich horda.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 9 Gru 2017, o 19:49

Znowu, znowu widział ten widok, który wywoływał u niego poczucie strachu... Lyleki, wielkie, krwiożercze potwory miał szczerą nadzieję, że nie spotka ich ponownie, ale najwyraźniej los chciał inaczej. Słysząc wybuch, a potem widząc czarny dym unoszący się z głębi dżungli zdawał sobie sprawę, że to były Rex... Stracił żołnierza i jedyny środek transportu jaki posiadał, jedyny ratunek przez hordą bestii. Znalazł się w beznadziejnej sytuacji, w sytuacji, w której nigdy nie był, musiał działać szybko jeżeli chciał ocalić siebie i drużynę, czuł że za tymi atakiem paniki od strony Treca stała ta dziwna osoba, która ich obserwowało możliwe, czegoś broniła, albo chciała odstraszyć. Ruchem ręki złapał za granat, który miał przewieszony w okolicach pasa.
- Na drugi koniec wioski jazda! Tam powinny być te zasrane rurki! Uciekać za ich linie! - wykrzyczał rozkazy do komunikatora. - Pilnujcie Treca! Nie oglądać się za siebie! - nie musiał długo czekać, aż jego żołnierze wykonają wydane polecenia. Od razu rzucili się do biegu przez zabudowania. Tallav w tym czasie szybko ustawił odbezpieczył kciukiem granat i rzucił w stronę pędzących Lyleków, samemu zaraz po tym rzucając się do szaleńczego biegu przez wioskę, aby dotrzeć na jej drugi kraniec. Miał nadzieję, że ten granat trafi jednego z nich i może wysadzi, albo przynajmniej zwolni natarcie tej bandy bestii, cokolwiek co mogłoby mu pomóc z tym "problemem". Musiał liczyć na to, że po drugiej stronie znajdzie te tuby, które odgonią te potwory od nich, a także o jak najszybsze przybycie oficera... Przebiegł kilkanaście metrów, przeskakując w tym czasie przez drawniany płotek zbliżając się do końca zabudowań.
Image
GG: 8731310
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 10 Gru 2017, o 20:40

Biegli co sił w nogach w stronę drugiego krańca wioski. W sumie ostatnio więcej biegali niż strzelali. Ta przeklęta dżungla była i z tego powodu jeszcze gorsza. Żołnierzy uczono sprawnej walki a nie biegów przełajowych. Fakt, mieli dobrą kondycję, ale duszny klimat panujący wśród roślinności wyciskał z nich podczas takich sprintów ostatnie siły. Kiedy dotarli pod wiszące rury, Tallav czuł się jak wrzucony do basenu. Musiał często mrugać, by przegonić sprzed oczu spadające krople potu. Ledwo na chwilę odwrócił się, by spojrzeć na skutki rzuconego granata. Wybuch powalił pierwszą bedtię z pędzącego szeregu, kilka innych odrzucając, ale reszta zdawała się nawet tego nie zauważać. Gnała dalej przed siebie, trstując wszystko po drodze, łącznie z chatami i i mniejszymi zabudowaniami wioski. Kilku ludzi z oddziału próbowało strzelać za siebie w biegu, niektóre stwory nswet trafiając, ale z równie mizernym skutkiem.
Kiedy dotarli pod kołyszące rury, odetchnęli z ulgą. Świadomość, że stwory się tego boją, dawała chwilę wytchnienia. Jednak na krótko. Chwilę później horda wypadła z terenu wioski i jak wryta zatrzymała się przed skrajem lasu sycząc i powarkuj@c. Stwory wyczuwały ich zapach, ich strach i zmęczenie. Rury odstraszały je, ale wściekłość bestii narastała. Serith miał wrażenie, że kieruje nimi jakaś niesamowita siła, zupełnie niepasująca nawet do takich stworzeń. Ich wściekłość narastała i nie wiadomo było, czy nie pokona ich własnego strachu przed niesłyszalnym dźwiękiem.
- Serith, uciekajmy stąd dalej podeszła do niego Elayne- Musimy zejść im z oczu. Tam za nami jest ścieżka, prowadzi w górę, łatwiej nas będzie wypatrzeć z powietrza.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 12 Gru 2017, o 13:53

Syk i powarkiwania bestii budziły w Serithu strach i przerażenie, na szczęście jak przewidział te wydrążone tuby powstrzymały natarcie Lyleków, a przynajmniej na razie. Po mimo tego, że stwory nadal bały się tych niesłyszalnych dźwięków to Tallav dostrzegał u nich jakąś większą zażartość, narastającą wściekłość, kiedy ostatni raz się z nimi spotkał nie widział czegoś takiego u nich, ale teraz... Wydawało się jakby coś nimi kierowało, ta wielka siła nie pasowała nawet do tych stworzeń. Czuł, że lyleki pomimo ich strachu do tych rurek mogą go wkrótce przełamać, jeżeli w jakiś sposób udało by im się przezwyciężyć, znaleźć jakaś odwagę, aby jednak przeciwstawić się tym dźwiękom to sierżant podejrzewał, że mogła to być jego ostatnia misja...
Nagle jego rozmyślania przerwała mu Elayne, szybko obrócił się w jej kierunku, nadal czuł jak kropelki potu spływają mu po twarzy, może już mniej intensywniej jak wcześniej, ale nadal było to uciążliwe uczucie. Był pobudzony jak nigdy wcześniej, wysłuchał słów swojej zastępczyni po czym położył jej rękę na barku. Zerknął w stronę ścieżki i ponownie spojrzał na dziewczynę.
- Racja, ruszajmy. - jednocześnie wypowiadając to kiwnął głową w kierunku leśnej drogi. Jeszcze raz spojrzał się w kierunku krwiożerczych bestii, wziął głębszy oddech po czym widząc jak oddział delikatnie się już oddala podbiegł i dołączył do niego.
Szli przez las, mijali kolejne drzewa, kolejne gęstwiny roślin przechylały się to w lewo to w prawo zgodnie z kierunkami wiatru Wielka, złowroga cisza, która towarzyszyła żołnierzom podczas przeszukiwania wioski powoli ustępowała. Serith ponownie usłyszał dźwięki tutejszej fauny - brzęczenie owadów, które szybko znalazły się wokół Szturmowców, echa odgłosów dzikich zwierząt w pewnym sensie uspokoiło to mężczyznę, wolał gdy słyszał ten gwar niż przechodzić kolejne metry w ciszy. Po krótkiej chwili znaleźli się już w miarę bezpiecznej odległości, nie widzieli już wioski, ani ogromnych bestii.
- Sformować cygaro! Annor na szpicy - szybko wydał rozkaz do uformowania dosyć podobnej formacji do poprzedniej, w której się poruszali, tylko ta była bardziej dostosowana do poruszania się po udeptanych drogach oraz skupiona na obronie skrzydeł oddziału. Sierżant ustawił się gdzieś w środku drużyny niedaleko Treca, po paru chwilach zdjął swój hełm i otarł dłonią twarz z potu po czym obrócił głowę w stronę żołnierza niosącego działko obrotowe.
- Trec, co się stało w wiosce, że tak spanikowałeś i zacząłeś strzelać? - Serith zapytał podwładnego cały czas kontynuując marsz, nie musiał specjalnie patrzeć przed siebie i dostosowywać tempa marszu. Przez tyle lat służby wiedział mniej więcej jakim krokiem się poruszać, aby nie blokować kolumny oraz nie zwracać specjalnej uwagi na widok przed siebie.


***


Po około półgodzinie marszu powoli przed ich oczami ukazała się pusta przestrzeń, nie zagospodarowana przez wszechobecną dżunglę. Była to odkryta skalna przestrzeń wyróżniająca się na tle otaczającej ich roślinności. Annor wstrzymał kolumnę, a od razu po tym Serith podbiegł do przodu formacji.
- Szefie jakieś rozkazy? - żołnierz popatrzył na swoje przełożonego, który w tej chwili wpatrywał się w teren przed nimi.
- Odbić na lewo i schować się między drzewami - wypowiedział to nadal patrząc na skalną przestrzeń, jednocześnie w tej samej chwili założył ponownie hełm na głowę. - Wykonać! - cały oddział ruszył biegiem w lewą stronę dobiegając do drzew położonych na skraju dżungli i odkrytej przestrzeni.
- Obserwować teren na tych skałach, skrzydłowi patrzeć na boki. Halton i Lucius wy we dwóch rozglądacie się po tyłach! - wypowiedział to wprost do komunikatora, jego podwładni szybko się ogarnęli i dostosowali do wydanych rozkazów. Sam Tallav kucnął obok jednego z drzew spoglądając na skalną przestrzeń.
Image
GG: 8731310
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 18 Gru 2017, o 15:40

- Nie wiem, sir - olbrzym wyglądał już lepiej, ale nadal był wstrząśnięty - W jednej chwili widziałem, jak las się na mnie rzuca. Drzewa, krzaki, gałęzie... Żem myślał, że to zwidy, ale czułem strach...



Dotarli do skraju lasu, za którym rozciągał się kawał pustej przestrzeni. Teraz, gdy podeszli bliżej, zauważyli, że skalista przestrzeń kończy się sporym spadkiem. Rozciągała się też od lewej do prawej aż po granice widoczności. Gdzieś z dołu słyszeli też odgłos płynącej wody, wzburzanej na skalistych spadkach.
Tallav ustawił swoich ludzi. Niemal w tej samej cheili, gdy to zrobił, dostał meldunki od swoich ludzi z lewej strony, że widzą opuszczony obóz i ciało oparte o kamień. Gdy Serith tam podszedł rzeczywiście ujrzał porozrzucany ekwipunek zniszczonego obozu i ciało kobiety opartej o kamień. Maty do spania, plecaki i sprzęt porozrzucany był w nieładzie i w większości zniszczony, jakby przegalopowało po nim stado zwierzyny. Ciało kobiety było jeszcze w dobrym stanie, ale z daleka trudno było rozpoznać szczegóły.
- Sierżant Tallav? Odbiór! Jesteście tam? Tu kapral Ortis z oddziału pułkownika Borgisa . Widzimy dym z rozbitej kanonierki. Co się dzieje?
Dźwięk rozległ się w komunikatorach ich hełmów na otwartym kanale. Zaraz po tym dotarł do nich charakterystyczny odgłos silników statku, dochodzący na razie z daleka, ale zbliżający się do ich pozycji.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 22 Gru 2017, o 23:28

Powiadomiony przez swoich ludzi zerknął w lewo. Rzeczywiście ujrzał tam porozrzucany sprzęt - maty do spania, plecaki i wszelaki sprzęt, wszystko było zniszczone, wydawało by się, że po tym obozowisku przegalopowały jakieś zwierzęta. Ciało kobiety było oparte o kamień, z tej odległości Tallav dostrzegł, że jest w miarę "dobrym stanie", ale mogło tylko to się tak wydawać. Podejrzewał, że ta kobieta to będzie kolejny członek tej zagubionej załogi, nie wiedział jednak dlaczego akurat ta dziwna osoba ich zabija, odkryli coś, a może jakaś zemsta? Pojawiły się takie myśli u sierżanta, ale szybko je odgonił nie miał teraz czasu na takie dywagacje.
Wreszcie usłyszał czyiś inny głos niż kogoś z jego drużyny, poczuł nawet nieco ulgi z tego pokoju, wiedział, że ostatnia wiadomość Rexa jednak dotarł do uszu tego oficera. Serith wzdychnął delikatnie uśmiechając się pod swoim hełmem, co żaden z członków jego drużyny nie mógł zauważyć. Po chwili także usłyszał cudowny dźwięk silników kanonierki, która leciała w jego stronę.
- Tutaj sierżant Tallav, dobrze was słyszeć kapralu! - odpowiedział z wyraźną ulgą w głosie. - Musieliśmy uciekać z wioski przed hordą lyleków, w między czasie ktoś albo coś zniszczyło naszą kanonierkę, nie wiem czy pilot przeżył - wypowiadając te słowa dowódca oddziału zacisnął swoją rękę na karabinie, czuł się odpowiedzialny za to co się stało z Rexem. Chciałby tam pójść, sprawdzić czy aby na pewno pilot zginął, ale z drugiej strony musiał także zadbać o bezpieczeństwo reszty drużyny.
- Mam nadzieję, że na skanerze macie naszą pozycję. Bo chcemy stąd spierdolić jak najszybciej - wstał i spojrzał ponownie na obozowisko przed nimi. - Jak już nas odstawicie to mam prośbę, abyście przekazali pułkownikowi Borgisowi, aby ktoś sprawdził miejsce kraksy naszej kanonierki, chciałbym mieć pewność czy pilot zginął czy nie. - sierżant spojrzał nieco w dół patrząc na ziemie przed sobą i delikatnie pocierając palcami o siebie. Chciał mieć tylko pewność...
Po krótkiej chwili przeleciał wzrokiem po swoim oddziale, zostało jeszcze jedno do zrobienia za nim przyleci po nich pomoc - obozowisko. Serith podbiegł nieco przykucnięty w stronę obozu, stanął i przez parę sekund się przyglądał.
- Oddział! Musimy sprawdzić tamto miejsce! - po czym wskazał ręka na miejsce gdzie potencjalnie spała załoga zniszczonego frachtowca. - Annor i Naya sprawdzą ciało, nie muszę tłumaczyć czego szukacie. Reszta przeczesuję obozowisko, szukacie wszystkiego co może nam pomóc w rozwiązaniu tego gówna oraz obserwujecie okolicę. Ruszamy! - ruszyli wszyscy, formacje otwierał Tallav biegnąc nieco przykucnięty. Chciał, aby sprawdzili ciało jeszcze przed przybyciem kanonierki...
Image
GG: 8731310
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 24 Gru 2017, o 20:14

- Zaraz będziemy - nadeszła jedynie krótka odpowiedź od kaprala.
Nie czekając dłużej, ludzie Tallava zabezpieczyli teren byłego obozowiska. Annor i Lucius zajęli się oględzinami ciała kobiety, a reszta zajęła pozycje za osłonami i obserwowała teren. Serith razem z Elayne przeszukiwali porzucone rzeczy. Były to niewątpliwie pozostałości po obozowisku tropionej załogi. Zdawało się, że ledwo przed chwilą lądowali przy ststku na polanie i rozpoczynali poszukiwania. Tymczasem dzień zaczął się już kończyć, światła było coraz mniej, szczególnie w gęstwinach lasu.
Porzucone rzeczy nie były niczym szczególnym. Maty, ubrania, kawał linki, resztki zepsutego już jedzenia.
- To samo, sir. Ta konieta leży tu już jakiś czas a wygląda, jakby umarła przed kilkoma godzinami. Brak jakichkolwiek ran, obrażeń. Dziwne jest też, że w takim miejscu nic jej po prostu nie zjadło. Zwierzyna musi ją omijać.
Chwilę później nadleciała kanonierka. Zniżyła się do poziomu gruntu, korzystając z przestrzeni, którą dawało urwisko nad rzeką, ale zamiast lądować, trap otworzył się i wybiegła po nim czwórka żołnierzy, a za nimi wyszedł pułkownik Borgis. Gdy oficer dotknął stopami ziemii, pojazd poderwał się i zaczął krążyć po okolicy nad ich głowami. Cała piątka ubrana była w czarne, nowoczesne pancerze, jakie Tallav widział okazyjnie u żołnierzy sił specjalnych. Te były jednak jeszcze inne, inna stylistyka i wzornictwo zdradzały, że pewnie muszą też mieć nowe właśviwości. Pewnie też każdy z nich miał przy sobie mnóstwo nowoczesnego sprzętu poza karabinem szturmowym, którego modelu nie znał. Wszyscy poza oficerem mieli na głowie hełmy. Natomiast żaden z nich nie miał na sobie absolutnie żadnych oznaczeń.
Pułkownik Borgin zaraz po zejściu na ziemię obejrzał ciało kobiety, po czym kiwnął głową swoim ludziom. Ci rozbiegli się dwójkami- jedna w dół zbocza, do rzeki, druga natomiast zaczęła przeczesywać jeszcze raz okoliczny teren.
- Sierżancie Tallav, nu nu, to tak to się trzymamy z daleka od sprawy? - mówił tym samym spokojnym głosem, co poprzednio. Na jego twarzy gościł jednak uśmiech, którego natury trudno było zgadnąć - Dobry z pana tropiciel do tego typu spraw, wystarczy pana zrzucić w teren nimi zagrożony. Co pan wie o tej załodze? Jak wyglądały inne ciała? Co z tymi Lylekami? Czy z pana ludźmi się coś działo? - Tak samo jak ostatnio wypluł z siebie potok pytań, które ledwo dawało się spamiętać. - Proszę mówić szybko, zaraz wyruszamy dalej, wzdłuż rzeki.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 29 Gru 2017, o 01:14

Kolejne ciało i po raz kolejny to samo co przy poprzednich - brak ran, obrażeń wskazujących na przyczynę śmierci, to nie mógł być przypadek i te wszystkie osoby musiał ktoś albo coś zabić w ten sam sposób nasunął mu się wniosek. Serith także, jak Annor stwierdził, że dziwnym jest to, że żadna zwierzyna się nie zainteresowała tym trupem.
Sierżant praktycznie z automatu obrócił się w stronę kanonierki, która właśnie do nich podlatywała, uśmiechnął się sam do siebie z ulgą wziął większy oddech widząc, że za chwile wsiądzie do pojazdu i ulotni się z tego miejsca. Jego nadzieję zostały szybko i brutalnie przerwane, zamiast transportu do bazy z pojazdu wypadło czterech żołnierzy, którzy wyglądali na ludzi ze służb specjalnych, a tuż za nimi wyszedł nikt kto inny jak sam Pułkownik Borgis, nie spodziewał się tego. Osłupiały Serith popatrzył na wychodzących komandosów, po czym przerzucił wzrok na swoich ludzi, którzy jak on sam byli zdezorientowani i nie wiedzieli co się właściwie dzieje. Ponownie wrócił wzrokiem w stronę kanonierki, która właśnie wzniosła się w powietrze. Czuł jakby właśnie dostał plaskaczem w twarz, właściwie nie miał pojęcia co o tym wszystkim myśleć. Tallav miał nadzieję, że już spokojnie wróci do bazy i będzie mógł odpocząć, a jednak los i zapewne Borgis mieli inne plany co do tego.
Serith jeszcze raz rzucił wzrokiem na tych żołnierzy zakutych w czarnych pancerzach gdy pułkownik podszedł do ciała kobiety. Na pierwszy rzut oka było widać, że to są jacyś specjaliści dodatkowo w bardzo nowoczesnych zbrojach. Mężczyzna delikatnie się przechylił, aby poszukać jakiś oznaczeń na opancerzeniu, ale nie widział żadnych. Sierżantowi przeszło przez głowę, że najwyraźniej nie chcą, aby ktokolwiek wiedział pod co podlegają...
Szybko spojrzał na żołnierzy pułkownika, którzy po jego znaku rozbieli się po okolicznym terenie, sam obrócił się w kierunku Borgisa. Ponownie jego wzrok przeszedł na oficera, podobnie jak wcześniej znowu usłyszał potok pytań, które ciężko było zapamiętać, zwłaszcza gdy przez praktycznie cały dzień chodziło się po śmiertelnie niebezpiecznej dżungli. Mina mu zrzedła gdy tylko usłyszał, że zaraz mają wyruszać. Jego ludzie i on sam przez cały czas łazili po lesie, mierząc się z zasranym klimatem planety, lylekami i czymś co ciągle ich obserwowało, potencjalnym mocowładnym. Najgorsze było to w tym, że nie miał wyboru, to Borgis miał kanonierkę, jedyny transport do bazy, musiał podporządkować się jego woli. Tallav spoglądał jak powoli tutejsza gwiazda chyli się ku zachodowi, obrócił się w stronę oficera jednocześnie zdejmując z siebie hełm pokazując swoją zmęczoną twarz. Obtarł z czoła kropelki potu, które spływały mu z czupryny, zaczesał włosy do tyłu.
- Czysty przypadek pułkowniku, czysty przypadek - szybko odpowiedział na temat jego umiejętności tropienia. - Co wiem o załodze? - powtórzył pytanie po oficerze. - Właściwie niewiele, tylko to co wysłałem do bazy. Mam jeszcze holozdjęcie z tą załogą. - sierżant odpiął od pasa zdjęcie i podszedł z nim do Borgisa.
- Z czego kobietę rasy ludzkiej i Torgutanina można już skreślić - jednocześnie wskazał palcem na wymienione przez niego osoby. - Torgutanin wyglądał tak samo jak to - brak obrażeń, nie wiemy co go zabiło. - Serith odpowiedział na kolejne pytanie. - Jeśli natomiast chodzi o lyleki... - spojrzał delikatnie na swoich żołnierzy, szczególnie w stronę swojej dziewczyny, ponownie zobaczył obraz zniszczonej wioski i krwiożercze stwory, które zaraz miały przełamać swój strach. Szybko jednak się ocknął z tego wspomnienia i wrócił wzrokiem na oficera. - Ty lyleki, były jakieś inne... Miałem wrażenie jakby kierowała nimi jakaś wielka siła, nie podobna do tych bestii, jakbyśmy nie zeszli im z oczu pewnie by złamały strach przed konstrukcją, która nas chroniła. - odpowiedział mu Serith patrząc prosto w jego oczy.
- Działo pułkowniku - powiedział to z przejęciem. - Najpierw ja poczułem jakby coś na mnie patrzyło z bliska i obracało jak lalką, potem dostrzegłem na skraju widoczności jakiś ruch, potem Halton zobaczył jakiś ruch, ale znowu nic. - sierżant zrobił sobie chwilę przerwy, chciał przekazać Borgisowi wszystko co pamiętał. - Annor czuł jak ktoś cały czas nas obserwuje. Drum miał wrażenie, że ktoś stoi w krzakach, ale gdy tam się obracał nikogo nie było. - Tallav przełknął głośniej ślinę, mówiąc każde kolejne słowo miał wrażenie, że to było niemożliwe, ale jednak wszystko to się stało. - Najdziwniej było przy Trecu. Mówił, że widział jak się rzuca na niego cały las, czuł strach. - odpowiedział na ostatnie pytanie zerkając na pułkownika.
- Pan ma kanonierkę i tylko dzięki niej możemy wrócimy do bazy. - Serith spojrzał po kolei na każdego ze swoich podwładnych, wiedział że są zmęczeni dzisiejszym dniem, ale musieli jeszcze się wysilić, bez kanonierki Borgisa nie wrócą do placówki, więc musiał spełnić rozkaz pułkownika. Dał im znak ręką, aby czegoś się napili przed dalszą wędrówką. - Przed tym jak wyruszymy chce się wreszcie dowiedzieć. Dlaczego tak mnie pan przestrzegał przed tymi ciałami? Co było w nich niebezpieczne? - zrobił delikatną przerwę połykając ślinę. - I czy to z czym się tutaj spotkaliśmy to mocowładny? - zadał ostatnie pytanie oczekując odpowiedzi od oficera, musiał on i jego ludzie wreszcie poznać prawdę o co tu chodzi...
Image
GG: 8731310
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 31 Gru 2017, o 21:50

Podczas raportu Seritha pułkownik rizglądał się po kolei po jego ludziach i przyglądał się im uważnie. Przy Trecu zatrzymał się na dłużej, z nieodgadnioną miną badając olbrzyma. Najwyraźniej nie znalazł nic z tego, czego szukał, bo gdy Tallav skończył ponownie zwrócił się do niego.
- Tak, to mocowładny. Dość dziwnej natury. Brawo sierżancie. - Borgis uśmiechnął się w stronę sierżanta, po czym dodał dość enigmatycznie. - Może jeszcze będą z ciebie ludzie.
Wydał rozkazy swoim ludziom do zbiórki i przeszedł na skraj wąwozu. Według skanów przeprowadzonych przez żołnierzy w czarnych pancerzach, ścieżka przy zboczu prowadziła w dół, na brzeg wąskiego, ale wartkiego strumienia. Ślady prowadziły wzdłuż niego dalej, aż strumień zamieniał się w dopływ małej rzeki płynącej dalej wąwozem. Tam ślad zmierzał dalej, ale skan na razie zakończyli.
- Tallav, twoi ludzie zabezpieczają tyły, moi robią zwiad na przedzie. Ogarnij ich, bo głupio zginą. Nie mam czasu, by ściągnąć odpowiednie siły. To zjawisko jest dość nietypowe i spotykam się z tym pierwszy raz. Co do ciał, mogły być skażone czymś, o czym i tak nie mogę ci mówić, ale po zbadaniu jednak na szczęście nie są, więc nie musisz się martwić.
Przez całą resztę drogi już się nie odzywali. Mimo zmęczenia, ludzie Tallava szli dzielnie na tyłach. W dole wąwozu było trochę chłodniej, ale też obecność oficera ISB podziałała mobilizująco. Czarne pancerze ginęły w mroku przed nimi, co jakiś czas jedynie dostrzegał jednego z nich. Ich pancerze były jedynie standardowym wyposażeniem, więc oni sami musieli przyświecać sobie drogę latarkami przy karabinach, kiedy gwiazda Ryloth zniknęła za horyzontem. Po jakichś pięćdziesięciu standardowych minutach dotarli do wodospadu. Szum było słychać już wcześniej, ale w ciemnościach zauważyli go dopiero w oststniej chwili. Natomiast ludzie Borgisa już zeszli po ścieżce po prawej i oglądali miejsce postoju.
- Chwila przerwy, niech twoi ludzie odpoczną. - Borgis zwrócił się bezpośrednio do niego. - Zejdziesz ze mną pierwszy i powiesz, co widzisz na miejscu.
Prośba oficera była dość dziwna. Tallav pozbawiony lepszego sprzętu raczej nie mógł pomóc wiele więcej niż czarni specjaliści. Ale rozkaz torozkach. Przy okazji zauważył też, że Borgis porzucił swój zwyczajowy potok słów i zdawał się o wiele bardziej skupiony i konkretny.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 2 Sty 2018, o 21:12

Szli dróżką przez ciemność, gdyby nie to, że posiadali latarki poruszali by się całkowicie po omacku. Co jakiś czas udało mu się dostrzec jednego z żołnierzy pułkownika w ich czarnych zbrojach. Już na pierwszy rzut oka było widać, że posiadają znacznie lepszy i nowocześniejszy sprzęt od nich, prawdopodobnie mieli w hełmy wbudowane system podczerwieni, albo jakiś inny nowszy system. W czasie drogi Tallav zerknął za siebie spoglądając na swoich ludzi, widać było, że obecność oficera ISB podziałała na ich ożywczo, ale jednocześnie wiedział, że są zmęczeni tym dniem, najchętniej wrócił by z nimi do bazy i dał chociaż chwile odpoczynku, ale po mimo jego najszerszych chęci nie mógł tego zrobić. To Borgis miał w posiadaniu kanonierkę i tylko on mógł ich zabrać do posterunku, pomijając nawet to, że posiadał wyższy stopień od Seritha przez co sierżant musiał mu się podporządkować. Martwił się o jego własnych podwładnych, szczególnie o swoją kobietę, a to że musieli chodzić po lesie w kompletnych ciemnościach w żaden sposób nie napawał go optymizmem. Prawdopodobna śmierć Rexa sprawiła, że jego wewnętrzna walka z emocjami i zmęczeniem przybrała na sile, zwłaszcza że obiecał im, że wrócą wszyscy cali do domu.
Po niemalże godzinie marszu wreszcie doszli do wodospadu, którego już słyszeli od jakiegoś czasu, ale przez otaczająca ich noc nie mogli go dojrzeć, aż do ostatniej chwili. Serith poświecił latarką przymocowaną do karabinu po spadającej wodze, spoglądał coraz wyżej aż dotarł do momentu kiedy zobaczył próg skalny skąd owa woda spadała. Wodospad nie był duży miał może z dwa, trzy metry wysokości, nie należał do tych wielkich, o których kiedyś Tallav czytał czy przeglądał w holonecie. Obrócił się dookoła siebie miejsce mogło wydawać się bardzo piękne i przyjemne za dnia, w głowie przeszła mu myśl, że chciałby tu kiedyś przyjść i odpocząć, ale szybko ją odgonił przypominając sobie jak niebezpieczna jest tutejsza dżungla. Zerkną na swoich ludzi, przechodząc wzrokiem po każdym z nich zatrzymując się dłużej na Elayne. Ta sprawa z mocowładnym intrygowała go, ale również przerażała. Żaden z jego ludzi wcześniej nie miał do czynienia z kimś takim, a on sam wiedzę o tych istotach czerpał z paru starych książek, do których przez swój status społeczny miał dostęp. Jednocześnie chciał, aby ten dzień się skończył, wrócili do bazy gdzie mógłby odpocząć w objęciach swojej partnerki.
Nagle jego rozmyślania przerwał głos pułkownika i jego rozkaz. - Tak jest! - od razu do niego odpowiedział, Serith nieco się zdziwił jego poleceniem, nie był żadnym specjalistą, a zwłaszcza takim jakich miał przy sobie Borgis. Tak samo Tallav zauważył, że sposób wysławiania oficera zmienił się, był inny. Nie zadawał już potoku pytań, był bardzo mocno skupiony i starał się mówić dosyć zwięźle.
Sierżant szybko obrócił się do swojego zastępcy. - Elayne wiesz co robić - po czym ponownie wrócił wzrokiem na pułkownika. Po chwili już schodził ścieżką razem ze oficerem ISB. Przeszli kilka metrów, aż Borgis się zatrzymał, Serith zrobił to samo praktycznie w tym samym czasie. Stanął na równi przy oficerze.
- To tutaj, proszę się rozejrzeć sierżancie. - rzucił do Tallava. Podoficer podniósł karabin i zaczął świecić przed sobą. Na pierwszy rzut oka wydawało się, że to tylko dżungla, ale spojrzał jeszcze raz. Przyświecił w prawą stronę widać jak jedno z gałęzi drzewa jest załamane, a inne leży ułamane na ziemi. Skierował latarkę w inną stronę, ujrzał jak krzaki są bardzo mocno uszkodzone, ogołocone z liści. Przeniósł światło latarki na jedno z drzew po lewej stronie widząc jakieś zadrapania na drzewie. Delikatnie cofnął się chcąc, aby światło ogarnęło jak największy obszar lasu. Teraz to zobaczył. Odbyła się tutaj jakaś walka, normalna istota raczej by tego nie zobaczyła, ale Tallav już trochę w swoim życiu sporo widział, teraz był pewien to jest pobojowisko. Podszedł ponownie bliżej pułkownika i delikatnie przekrzywił głowę, nie było tutaj żadnego ciała, a sądząc po śladach walki to nie była jakaś mała potyczka. Serith ściągnął brwi do środka skupiając się coraz bardziej, gdyby był bez hełmu Borgis szybko by to spostrzegł. Po tych kilku chwilach ciszy, Tallav nieco opuścił swój karabin.
- Odbyła się tutaj jakaś walka... Niemała walka, możliwe że to byli tubylcy nie sądzę, żeby tu były jakieś inne większe grupy. Ale... - mężczyzna przełknął ślinę dając sobie chwilę. - Ale gdzie są ciała? - obrócił się do oficera odpowiednio przy tym gestykulując.
Rozejrzał się po raz kolejny po okolicznym terenie. - Coś tutaj nie pasuje i nie mam na myśli braku ciał... - Serith jeszcze mocniej się skupił, starał się dostrzec to co wcześniej mógł przegapić. - Tak mi przeczucie podpowiada. - trudno mu to było wyjaśnić, co konkretnie jest nie tak, sam tego póki co nie wiedział, ale tak czuł, że coś tutaj nie pasuje. Po raz kolejny obrócił głowę w kierunku oficera ISB, nie widział jego miny, ale mógł się domyślić, że Tallav chce się dowiedzieć o co tutaj chodzi. Ta sprawa zaczynała się coraz bardziej gmatwać, ta sprawa jeszcze mocniej go zaintrygowała, ale z drugiej strony wzbudzała w nim coraz większe wątpliwości, coraz większe uczucia, które ciężko mu było nazwać, jakiś strach przemieszany z zdziwieniem i lekkim przerażeniem. Coraz bardziej uświadamiał sobie, że z prosta misja poszukiwawcza przekształciła się to w bardzo poważną sprawę, a on i jego ludzie siedzą w środku tego gówna.
Image
GG: 8731310
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 3 Sty 2018, o 14:30

- Przeczucie powiadasz... Hmm, no dobrze, zobaczymy, co z tego będzie.
Enigmatyczne wypowiedzi dowódcy wcale nie poprawiały nastroju. Jego dziwne pytania i podejście pozostały bez odpowiedzi, co powoli zaczynało wręcz frustrować. Oficer, teraz już w hełmie, zostawił Tallava w miejscu, które ten miał mu opisać i podszedł do wskazanych przez niego miejsc. Serith domyślał się, że rozmawia na wewnętrznej linii ze swoimi komandosami, ale niestety oficer daleki był od zdradzenia treści tych rozmów. W końcu wydał rozkaz do dalszego wymarszu.
Szli przez kolejne kilkadziesiąt minut, nadal w ciemnościach rozświetlanych jedynie światłem latarek. Pułkownik wskazywał im kierunek, w którym zmierzali, sam zapewne będąc prowadzony przez swoich zwiadowców, którzy zniknęli gdzieś z przodu.
Szli dalej wzdłóż strumienia. Po obu ich stronach nadal rozciągały się ściany wąwozu. W pewnym momencie Borgis dał znak, żeby się zatrzymali. Nie kazał im jednak odpocząć, tylko stał w miejscu najwyraźniej słuchając raportu swoich ludzi.
- Znaleźliśmy to, czego szukaliśmy. Idziemy jeszcze kawałek. Wszyscy w gotowości.
Przeszli jeszcze kawałek, by w końcu dotrzeć do miejsca, gdzie ściany wąwozu się rozchylały, ukazując większą przestrzeń. Przed nimi rozpościerał się spory kawałek dżungli, a w niej... stała wielka czarna piramida. Jej połyskujące ściany widoczne były nawet w mroku nocy. Tallav z tej odległości nic więcej nie mógł dojrzeć, ale do tego złowrogiego miejsca prowadziła prosta droga wzdłuż rzeki, która spływała małym spadkiem w dół. Przy wyjściu z wąwozu majaczyły sylwetki trzech z ludzi Borgisa. Czwarty wyszedł im na spotkanie i już na otwartym kanale zwrócił się do Borgisa.
- Sir, przed nami ta piramida, ale jest jeszcze coś. Kolejne dwa ciała, a raczej ich szkielety. Tym razem śmierć tych osób wydawała się bardziej naturalna.
Kiedy podeszli bliżej pozostałej trójki, Tallav też to dostrzegł. Dwa szkielety leżały przy rzece. Jeden na kamieniu, który woda omywała z obydwu stron, drugi trochę obok, na prawym jej brzegu. Świecąc swoją latarką, Serith zauważył, że obydwa mają kości jakby przypalone, jakby przecięte wiązką lasera albo plazmy.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 3 Sty 2018, o 21:26

Wychodząc z wąwozu wreszcie zobaczył to co najwyraźniej Borgis szukał - wielką, czarną piramidę, która o dziwo po mimo swojego ciemnego koloru była dosyć dobrze widoczna w mrokach nocy. Serith zatrzymał się i chwile wpatrywał w to miejsce, przypominało mu jakąś starożytną świątynie, albo inny zukkirat, może to było miejsce jakiegoś kultu? Zapytał się sam w swojego głowie, ale szybko odrzucił ten tok myślenia, oficera nie interesowało by miejsce gdzie tubylcy wyznają swojego boga czy bogów... Więc musiało mieć związek z tym mocowładnym, może jakieś antyczne miejsce zebrań Jedi czy coś w tym rodzaju.
Tallav przerwał swoje rozmyślania widząc jak jeden z podwładnych pułkownika wychodzi im na przeciw. Przerzucił swój wzrok na niego delikatnie przesuwają głowę w jego kierunku. Słysząc słowa komandosa ponownie zmarszczył brwi na znak skupienia. Znaleźli kolejne ciała, a właściwie szkielety. Ich śmierć wydawała się bardziej naturalna? Sierżant obrócił głowę w stronę swoich ludzi, nie podobała mu się ta sytuacja i część jego podwładnych, zwłaszcza tych, którzy z nimi byli od lat mogli to bardzo szybko wyczuć w jego zachowaniu.
To miejsce i ta budowla... Czuł jakby unosiła się jakaś złowroga aura nie dająca mu spokój, jakby działy się tutaj jakieś straszne rzeczy. Wreszcie poczuł jak ciarki przeszły mu po plecach i lekko zadygotał. Kiedy podeszli bliżej do reszty podwładnych Borgisa wreszcie i on dostrzegł te dwa szkielety, poświecił na nie swoją latarką. Rzeczywiście ich śmierć wydawała się bardziej naturalna, widział uszkodzenia - przypalone, przecięte kości... Jakby od lasera... Włączył kanał, na którym porozumiewał się ze swoim zespołem.
- Wszyscy w pełnej gotowości! Stójcie blisko siebie, nie chce, żebyście się pogubili w tych ciemnościach. Nie podobają mi się te kościotrupy, bądźcie wyczuleni na wszystko - wydał im polecenia, wiedział że nie musiał im tego wszystkiego mówić, już sama obecność oficera ISB powodowała, że byli bardziej czujni, a to miejsce i ta piramida na pewno wzmocniły ich gotowość, ale wolał się upewnić i wydać te rozkazy. Obrócił się do Elayne i podszedł do niej, stając obok niej. Odpalił ponownie komunikator tym razem zmieniając kanał na ten, który porozumiewał się wyłącznie ze swoją kobietą.
- Trzymasz się blisko mnie, zrozumiałaś? - wypowiedział to cały czas patrząc się na szkielety, dopiero pod sam koniec zdania obrócił głowę w jej kierunku. Zobaczył tylko jak jego zastępczyni kiwnęła głową na znak, że przekaz do niej dotarł. Spojrzał jeszcze raz na trupy, ponownie skupił się na nich. Wreszcie po chwili podszedł do nich, schylił się w pobliżu jednego z nich i przyglądnął. Trzymając w jednej ręce karabin świecił na nie, a drugą lekko odchylił nadpaloną kość. Nie chciał w to wierzyć, ale jakby składało się w to całość. Mocowładny, szkielety z obrażeniami od lasera, plazmy - czy to miałaby być ta legendarna broń Jedi? Będąc nadal przykucnięty obrócił się w stronę Borgisa.
- Skoro to jest mocowładny, to te rany są od tej ich broni? - delikatnie za jąkał chcąc sobie przypomnieć nazwę. - Miecza świetlnego? Z tego co wiem z opowieści to właśnie takiej broni używali - zapytał oficera ISB, jednocześnie podniósł się i podszedł w jego kierunku stając obok niego, ale będąc zwrócony prosto na mężczyznę.
- Co to za piramida i o co to chodzi pułkowniku? Chyba mamy prawo wiedzieć? - powiedział do niego, jednocześnie dając sygnał ręką do swoich ludzi, aby podeszli bliżej. Obrócił się bokiem do Borgisa patrząc teraz razem z nim na złowrogą budowlę...
Image
GG: 8731310
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 5 Sty 2018, o 23:46

- Tak, prawdopodobnie od miecza świetlnego - powiedział tylko do niego Borgis- Widzę, że nie jesteś jednym z tych ślepych na świat głąbów, co nie interesują się niczym poza swoim karabinem. Ale z wiedzą trzeba uważać. Wiedza jest niebezpieczna. Pamiętaj o tym.
Po tym dziwnym ostrzeżeniu oficer podszedł do wystającego z wody głazu i spoglądał w zamyśleniu na czarną budowlę. Chyba się nad czymś mocno zastanawiał i to już od dłuższego czasu. Tallav podążył za nim, stając obok. Dopiero teraz spostrzegł, że głaz jest właściwie urwaną głową olbrzymiego posągu. Zastanawiające było, gdzie znajdowała się reszta, bo nigdzie posągów nie widział.
- Sierzancie, nie mam pojęcia, o co tu chodzi - odezwał się nagle Borgis - gdybym tylko miał więcej czasu, sprowadziłbym więcej ludzi. Ale z danych, które posiadam wynika, że należy działać szybko. Ten... osobnik, rozwija się z czasem, więc nie można mu dać ani dnia dłużej. Co zaś się tyczy piramidy, ten budynek może być świątynią, grobowcem, czy dawnym schronieniem, ale raczej to ostatnie odpada. Zostawcie go mnie. Wy skoncentrujcie się na mocowładnym, bo to, co jest w budynku, nie powinno was interesować. I żeby było jasne. To, co wam tu mówię i co widzieliście, nie może się wydostać na zewnątrz.
Wszystko to Borgis powiedział Tallavowi na wewnętrznym kanale. W tym wypadku to jemu przypadło, by słowa pułkownika przekazać w bezpieczny sposób swoim ludziom.
- Nie ma co czekać, ruszamy.
Zeszli zejściem w dół i przedzierając się przez krzaki, które zarosły dawną ścieżkę, ruszyli w stronę piramidy. Noc była jasna i złowrogi budynek połyskiwał przed nimi w świetle gwiazd. Z każdym kolejnym krokiem Serith odczuwał coraz większy chłód, jakby budowla przed nimi wysysała ciepło z otoczenia. Zauważył, że jego ludzie też to czują, kręcąc się nerwowo. Podchodzili coraz bliżej. Przy piramidzie nie rosło już niemal nic, żadna roślina nie chciała zająć martwego skalistego podłoża. Przed sobą mieli czarną litą ścianę, bez żadnych otworów, pęknięć czy szczelin. Zbudowana była z granitu, ale nigdy nie widział, by ktoś tak potrafił połączyć skałę. Wyglądała jak postawiona wczoraj, bez śladów zużycia. Okrążyli cały teren i budowla ze wszystkich stron wyglądała tak samo. W końcu Borgis podszedł do jednej ze ścian. Serith widział tylko, jak dowódca pochyla się nad czymś, przesuwa ręką po ścianie i po chwili ku jego zaskoczeniu ściana przed nimi zaczęła się rozsuwać i otworzyło się przed nimi przejście.
- Wchodzimy - padł rozkaz.
Weszli po kolei. Na przedzie dwóch ludzi pułkownika i Annor, z tyłu Trec z kolejnym czarnym pancerzem. Reszta dwójkami w środku. Za wejściem ciągnął się prosty korytarz. Cały zbudowany był z tego samego kamienia, co zewnętrzne ściany, ale pokryty był dziwnym pismem, którego Serith nie rozumiał. Borgis z kolei chyba tak, bo co chwila spoglądał na którąś ze ścian i zatrzymywał się, jakby coś czytał.
Korytarz prowadził do pojedynczej komnaty, na środku której ustawiono drewniane stoły. Jednak najciekawsze rzeczy były pod ścianami. Rzędy półek, uginające się od ksiąg i dziwnych przedmiotów. Większość wyglądała na stare. Jednocześnie też każde spojrzenie w ich stronę wywoływało nieprzyjemny dreszcz na karku. Powietrze było stęchłe i nieruchome. Wszędzie panowała martwa cisza. Przyświecając latarkami, dostrzegli, że po obu stronach komnaty znajdują się zejścia na niższy poziom.
- Idziemy - Borgis wskazał na lewo.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 8 Sty 2018, o 01:25

Gdy tylko padł rozkaz od pułkownika Borgisa, aby ruszyć dalej Tallav obrócił głowę w stronę swoich ludzi, dał im sygnał dłonią, że idziemy dalej, po czym ruszył idąc śladami oficera ISB. Chwilę po majstrował przy swoim komunikatorze i wreszcie przełączył go na fale odpowiadająca za komunikacje z jego oddziałem.
- Mam nadzieję, że wszyscy słyszą bo nie będę powtarzał. - powoli rozpoczął, chciał mieć pewność, że cała drużyna słyszy go dobrze i zrozumiale. - Wchodzimy do piramidy, prawdopodobnie jest to jakaś świątynia albo grobowiec mocowładnych. Pułkownik zapewnił, że się zajmie tą budowlą natomiast my... - zrobił delikatną przerwę w zdaniu, w tym momencie sierżant układał sobie w głowie jak ma ich powiadomić, że naszym głównym zadaniem będzie zwalczenie tego użytkownika mocy... Ostatecznie przełknął głośniej ślinę i kontynuował swoją wypowiedź. - Natomiast my mamy skoncentrować się na mocowładnym, z tego co mówił pułkownik to ten osobnik rozwija się z biegiem czasu, więc nie możemy dłużej czekać. - na chwile skończył, ale zaraz ponownie włączył komunikator. - Oficer życzy sobie, żeby to co się tutaj dzieje nie wyszło na zewnątrz i ja też sobie tego życzę, nie chce, żeby któreś z nas potem miało problemy ze służbą bezpieczeństwa, zrozumiano? - gdy tylko wyłączył urządzenie odpowiedzialne za mówienie na kanale usłyszał w hełmie chóralne "tak jest" potwierdzając, że wszyscy zrozumieli jego słowa.
Szli nadal zbliżając się do czarnej piramidy, z każdym krokiem Serith odczuwał coraz to większy chłód, który przechodził przez jego ciało, co było bardzo dziwnym odczuciem zwłaszcza po duchocie i gorącu, które przed chwilą czuł w dżungli. Mężczyzna zerknął do tyłu i widział, że reszta jego ludzi też to odczuwała, widział jak nieco nerwowo kręcili się i rozglądali wokół. Nie było tutaj mowy o przypadku to dziwne uczucie, ten dziwny chłód, ta złowroga atmosfera pochodziła z tej piramidy. Tallav nigdy nie sądził, że wyląduje w takim miejscu goniąc jakiegoś mocowładnego, o których sam myślał, że już wyginęli, najwyraźniej się mylił tak samo jak propaganda Imperium... W pewnym sensie to było podniecające, ale budziło też niepokój i pewien strach nigdy nie miał do czynienia z takimi istotami, były one owiane mitami, legendami, które po słowach Borgisa najwyraźniej okazywały się prawdą...
Podeszli pod sam budowlę, Serith bardzo szybko zauważył, że wokół niej nic nie rosło, najwyraźniej ta złowroga aura tak działała na bliskie otoczenie piramidy, a przynajmniej tak się wydawało. Sierżant, z dosyć dużą ostrożnością dotknął ściany i przyglądnął się jej z bliska. Najwidoczniej była wybudowana z granitu, ale została tak skonstruowana, tak dobrze. Mężczyzna nigdy wcześniej nie widział, aby ktoś tak połączył skałę ze sobą. Stanął niedaleko pułkownika patrząc na to co robi. Zobaczył tylko jak Borgis wykonuje ruch na ścianie, a potem widział już tylko jak ściana ku zdziwieniu jego rozsuwa się przed oficerem. Najwyraźniej musiał mieć już wcześniej styczność z takimi rzeczami, co nieco zaniepokoiło sierżanta. Uświadomił sobie ile jeszcze takich świątyń, grobowców może być w galaktyce i jak one są niebezpieczne dla zwykłych ludzi, pomijając zagrożenie jakie płynie z samych mocowładnych... Tallav ponownie odpalił komunikator.
- Trzymać się razem i blisko siebie... Nie wiem co tam może na nas czekać, więc musicie być bardzo czujni i wyczuleni na wszystko to nie jest zabawa. Jeżeli coś poczujecie na sobie jakieś dziwne rzeczy, coś zobaczycie od razu mi meldować, a najlepiej mówić to na otwartym kanale, żeby pułkownik słyszał, czy to jasne? - usłyszał potwierdzenie od swojego zespołu, tylko tym razem bardziej nie pewne i wcale się nie dziwił to co się teraz działo było przerażające jak w jakimś holohorrorze.
Zaczęli schodzić dwójkami do środka tego przedziwnego budynku. Na początku szli ludzie oficera, w środku oni, a na samym końcu Trec z ostatnim komandosem. Serith szedł koło Elayne, posłuchała sierżanta co w pewnym stopniu dawało mu jakieś małe poczucie spokoju względem bezpieczeństwa jego kobiety.
Sierżant spoglądał co chwilę na ściany, które były pokryte jakimś nieznanym mu pismem, które jednak pułkownik Borgis rozumiał. Serith spoglądał co jakiś czas do wnętrza komnat, które mijali. Widział jak drewniane stoły uginają się pod ciężarem starych ksiąg i jakiś przedmiotów, musiała to być jakaś biblioteka, jakieś zapiski dawnych Jedi czy innych użytkowników mocy. Za każdym razem gdy tylko spoglądał w ich stronę czuł bardzo nieprzyjemne dreszcze na karku, co jakiś czas czuł jak przechodzą go po całych plecach. Powietrze było stęchłe, ciężkie do oddychania uświadomił sobie to, że wolał być już na zewnątrz i oddychać tą duchotą niż tym co tutaj się znajduję, nie chciał być w tym miejscu...
Gdy tyko Borgis wskazał im dalszy kierunek podróży w żaden sposób nie protestował, szedł dalej, wszyscy szli dalej w tej formacji. Zaczęli powoli schodzić w dół na niższe poziomy piramidy, nadal widział na ścianach ten tajemniczy język, ktoś na prawdę musiał się postarać, aby pokryć tyle miejsca tymi napisami, tylko po co? Wskazówki dla odwiedzających tą budowlę? Najwyraźniej tak, przeszło przez myśli sierżanta. Schodził powoli na dół będąc w pełnej gotowości bojowej, nie wiedział tylko czego ma się tutaj spodziewać i ta niepewność była w tym wszystkim najgorsza..
Image
GG: 8731310
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 9 Sty 2018, o 07:51

Korytarz biegł najpierw w dół, potem wąsko zakręcał w prawo i ponownie schodził coraz niżej. Droga była wąska, ledwo na dwóch ludzi lub samego Treca, więc musieli się rozciągnąć. Nie podobało mu się to, ale nie mieli wyjścia. Tutaj też było ciemno, jakby wszelkie światło było wręcz wysysane. Nie potrafił określić, jak głęboko zeszli. Cały czas przyświecali sobie latarkami, oświetlając plecy swoich kolegów. Jedynie Borgis co jakiś czas zerkał na teksty, którymi były pokryte ściany i tych korytarzy. W końcu jeden z ludzi pułkownika dał znać, ze widzi jakieś wejścia przed sobą. Oficer dał znak i cała drużyna powoli i ostrożnie zaczęła wchodzić do dużej sali. Znajdowali się na półce, wykutej w czarnym kamieniu, z której po obu stronach zbiegały schody, prowadzące do sali jeszcze kilka metrów niżej. Cała komnata była dość spora, głównie dzięki pochyłym ścianom rozchodzącym się coraz szerzej w dół. Po drugiej stronie dostrzegł zarysy takiego samego przejścia. Na dnie komnaty widoczność była dość słaba, latarki mało co oświetlały, ale zobaczył zarys jakiegoś postumentu albo... ołtarza? Nie miał jednak więcej czasu na przyglądanie się, bo na tym szerokim kamieniu zobaczył siedzącą na nim postać. Poruszyła się...
I wtedy się zaczęło. Borgis krzyknął i stanął w miejscu, trzymając się za hełm i wierzgając na wszystkie strony. Jednocześnie postać zniknęła, by za moment znów pojawić się w świetle której latarki. Zbliżała się do ich schodów. Szybko. Za szybko. Borgis nadal krzyczał i trzymał się za hełm. Wszędzie wokół były jedynie ciemności i echo jego głosu. Wtedy mrok przy podstawie schodów rozświetlił niebieski blask miecze trzymanego przez... to coś.
Teraz widział go wyraźniej. To był zabrak, a przynajmniej kiedyś nim był. Teraz wyglądał jak rozkładające się zwłoki. Część skóry z jego twarzy zniknęła, ukazując mięśnie i szczękę, wykrzywioną w potwornym grymasie uśmiechu. Jego ubranie było przegniłe i podarte, pod nim widać było ropiejące rany i kolejne partie odsłoniętego ciała. W ręce, od której odpadł już mały palec, trzymał świetliste ostrze, które oświetlało jego upiorną sylwetkę.
Oszołomieni żołnierze zaczęli strzelać niemal na oślep w pędzącego na nich stwora. Był szybki, bardzo szybki i Tallav już wiedział, że jeśli ten potwór nie padnie w tej chwili, dopadnie do miejsca, w którym stali i zacznie się rzeź.

Decydujesz, co robisz. Jak strzelasz, to rzucasz sobie 1k10. Potem ja rzucę po jednej kostce za twoich ludzi i za ludzi Borgisa. Tamci mają bonusa +2, bo czitują lepszym sprzętem.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 11 Sty 2018, o 16:33

Serith od razu obrócił się w stronę pułkownika, który krzyczał i wierzgał we wszystkie strony. Prawdopodobnie to coś zaatakowało go, uderzyło w jego umysł zadając jakiś potężny ból. Wiedział kogo wyeliminować, kto był dla niego największym zagrożeniem z naszej grupy... Sierżant chciał szybko wrócić wzrokiem na tą dziwną postać, ale jej nie ujrzał... Dopiero po paru sekundach, któraś z latarek uchwyciła go jak zbliżał się do schodów. Echo głosu tego stworzenia i krzyki Borgisa... To było coś przerażającego, nigdy nie sądził, że spotka się z takim czymś... Chciał żeby to był jakiś koszmar, jakiś straszny sen, chciał żeby ktoś go uszczypnął, obudził cokolwiek, ale to wszystko było prawdą... Nagle Tallav zobaczył jak ta dziwna postać coś trzyma w ręce, a po chwili z tego przedmiotu wyrasta niebieskie ostrze... Miecz świetlny... Legendarna broń Jedi i Sithów, którzy podobno wymarli lata temu... Nie wymarli jeden stał przed nimi...
Teraz widział go bardzo dokładnie - to był Zabrak, a raczej to co z niego zostało. To nie powinno żyć, wyglądał jak rozkładający się trup, to nie miało prawa chodzić, oddychać, żyć... A jednak szło w ich stronę. W niektórych miejscach na twarzy nie miał skóry, sierżant widział jego mięśnie, nawet same kości! Części martwej skóry, które zwisają mu przy policzku. Jego zniszczone ubrania, a pod nimi ropiejące krosty, niektóre rozdarte ujawniające jej żółty płyn... Ten widok, każdego zwykłego obywatela przyprawiał o wymioty. Serith widział już wiele zamaskowanych ciał, ale i dla niego ten widok był obrzydliwy.
Ten stwór pędził prosto na nich, widział ten złowrogi uśmiech tą chęć mordu na nich, był szybki, bardzo szybki. Pułkownik był wyeliminowany, Tallav wiedział, że ciężar dowodzenia teraz spadł na niego. W sekundę całkowicie się skupił chcąc złapać za mordę wszystkie swoje emocje, swój strach, przerażenie... Musiał być przytomny, musiał ich poprowadzić...
- Ognia! Przygnieść go ogniem i zajebać! - wykrzyczał do komunikatora, nie było czasu niemożliwe by było, żeby to wynaturzenie obroniło się przed taką siłą ognia, nie było żadnych szans, nie miało prawo przeżyć. - Złapać pułkownika i prowadzić go w dół! Wszyscy po schodach w dół i napierdalać! - po raz kolejny wykrzyczał rozkazy na otwartej linii. Sam podniósł broń i zaczął strzelać do to pędzącego na nich wybryku natury, jednocześnie cofając się, na chwile przystając, aby celniej strzelać do mocowładnego. Wszystko działo się tak szybko, nie mieli szans na ucieczkę, musieli walczyć... Musieli walczyć o swoje życie to było jedyne wyjście.

Image
GG: 8731310
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 11 Sty 2018, o 17:58

Żołnierze Borgisa słysząc krzyki swojego dowódcy, nie czekali na żadne rozkazy tylko od razu zaczęli strzelać. Chwilę później Serith wykrzyczał swój rozkaz i na biegnącego potwora posypał się istny deszcz boltów. Podziemną komnatę rozświetliły czerwone i zielone kolory pędzących niszczycielskich pocisków, które dołączyły do niebieskiego koloru klingi. Ludzie wokół krzyczeli. Tallav kątem oka dostrzegł, że dwójka nowych, których przydzielili mu na Ryloth stoi jak wryta i nie strzela, Trec odrzucił swoją "zabawkę", która groziła trafieniem kompanów w takim tłoku i jedną ręką chwycił pułkownika, odciągając go do tyłu, a drugą strzelał z jego karabinu.
Ponad połowa z ich strzałów trafiła w cel, rozrywając ciało zabraka niemal na strzępy. Poszczególne kawałki upadły z głuchym tąpnięciem na kamienie schodów i potoczyły się w dół. Niebieskie ostrze zgasło a rękojeść upadła przy jednym z ludzi Borgisa, który stał najbliżej. Odetchnęli. Udało się.
I w jednej chwili znowu przeszedł ich dreszcz grozy. Serith w świetle latarki zauważył, jak z kawałków ciała wydobywają się cieniutkie strużki dymu, które łączą się potem w jedną kłębiącą się chmurę. Stali oniemiali, patrząc się na czarną chmurę "czegoś". Serith czuł promieniujące od niej zimno i tą samą przerażającą falę nienawiści i rządzy mordu. W jednaj chwili chmura skoczyła naprzód, oplatając swoje strugi wokół stojącego na przodzie Annora. Lucius starał się go odciągnąć, ale było za późno. Czarny dym jakby wchłonął się w ciało jego przyjaciela. Ten wierzgnął, krzyknął przeraźliwie i wpadł w konwulsje. Trwało to chwilę, po czym Annor stanął nieruchomo. Serith zrobił krok do przodu. Annor odwrócił się w jego stronę i wtedy to zobaczył. Wzrok jego przyjaciela gasł, niemal błagalnie wzywał o ratunek. Jego przyjaciel niemiłosiernie cierpiał. W końcu jego oczy zaszły mgłą i czernią, a Annor podniósł broń i wystrzelił w stojącego obok niego człowieka Borgisa. Z przyłożenia nie wytrzymała nawet ich ulepszona zbroja i ten padł martwy. Z nadnaturalną szybkością rzucił się na następnego, który zagradzał mu drogę do miecza. Żołnierz Borgisa wyrwał Annorowi karabin, ale padł na ziemię pchnięty wielką siłą. Annor rzucił się na niego i rękami rozerwał płyty pancerza i zaczął rozrywać jego ciało.
- Kurwa - wychrypiał leżący za nim Borgis. Najwyraźniej oprzytomniał - Za...zabij go. Inaczej wszyscy zginiemy...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 13 Sty 2018, o 19:55

Serith szybko się obrócił gdy tylko zobaczył jak struga ciemnego dymu uderza w Annora, stał jak wryty nie wiedział co się dzieje. Lucius jeszcze chciał coś zrobić, wyrwać kolegę z objęć tego czarnego obłoku, ale już było za późno... Sierżant tylko widział jak to coś wchłania się w ciało jego przyjaciela, nie wiedział jak na to zareagować, o co w ogóle chodzi, było to dla niego coś niespotykanego, nadal czując tą grozę, to nieprzeniknione złowrogie zimno wiedział, że to się nie skończy dobrze.
Od razu usłyszał jego przeraźliwy krzyk, rzucił się na bok, wierzgnął. Tallav nie rozumiał co się dzieje, wiedział tylko, że ten dym zadał mu jakiś wielki ból, ból nie do wytrzymania, ale gdy nagle Annor nieruchomo stanął Serith nie miał pojęcia co się właściwie dzieje. Przed chwilą jego przyjaciel rzucał się we wszystkie strony, aby nagle zamrzeć w bezruchu... Sierżant niewiele myśląc zrobił krok, aby zobaczyć co jest z jego podwładnym i wtedy to zobaczył...
Widział jak jego wzrok gaśnie, jak wyzywa pomocy, w jego oczach widział ból i cierpienie jakie musiał właśnie doświadczać. Mężczyzna chciał coś zrobić, ale nie mógł, nie wiedział co by miał zrobić. Aż w pewnym momencie białka jego oczu, tęczówka, źrenice całkowicie zaszyła tą ciemną mgłą, która wydobyła się z ciała Zabraka.
Wszystko działo się szybko, za szybko... W jednej chwili Annor chwycił z broń i z biodra strzelił do jednego z żołnierzy w czarnym pancerzu. Biedak nie miał najmniejszych szans - padł martwy. Z jakąś wielka szybkością, nie podobną do żadnego człowieka, ani innej znanej mu istoty we wszechświecie rzucił się w stronę miecza świetlnego. Jeden z podwładnych pułkownika zagrodził mu drogą i wyrwał karabin, ale to go nie powstrzymało. Komandos padł na ziemie, a Annor zaczął rozrywać mu dłońmi pancerz i zaczynał docierać do jego ciała. Serith stał jak wryty, jego przyjaciel by czegoś takiego nigdy nie zrobił... Ten dym, ten ciemny obłok musiał przejąć nad nim kontrole czy coś takiego, nie widział innego wytłumaczenia. Nigdy nie sądził, że coś może przejąć ciało innej osoby, ale tak samo nigdy nie sądził, że spotka mocowładnego na swojej ścieżce...
Usłyszał głos, głos Borgisa, najwyraźniej oprzytomniał, Serith obrócił się w jego stronę. "Zabij go. Inaczej wszyscy zginiemy"... Jak zabij? Jak mógł zabić swojego przyjaciela? Człowieka, z którym spędził ostatnie dziesięć lat swojego życia. Jego brata broni, przecież to nie mogło się tak skończyć... Tallav stał osłupiały, próbował przetrawić to co właśnie usłyszał, ale nie miał na to czasu, musiał coś zrobić inaczej skończy to się tragedią... Nie mógł, nie chciał strzelać do swojego przyjaciela, musiał spróbować jakoś to powstrzymać.
Serith szybko zablokował swój karabin, po czym odwrócił go i chwycił oburącz za lufę. Szybkim krokiem skierował się do Annora, wykonał zamach chcąc mu przywalić z kolby, tak aby nie zrobić mu dużej krzywdy i spróbować go obezwładnić. Musiał spróbować zawalczyć o niego, o swojego kumpla, o swojego brata broni...

Nantel w PW wysłałem co robię "jeśli".
Image
GG: 8731310
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Mistrz Gry » 16 Sty 2018, o 06:33

Pierwszy cios Tallava trafił między łopatki jego przyjaciela. Annor albo to coś, co w niego wlazło, musiało wyraźnie odczuć uderzenie, bo puściło człowieka Borgisa i odwróciło się w stronę atakującego. Cios był jednak na tyle silny, że mięśniami zbitymi podczas uderzenia zachwiało i Annor przewrócił się w pierwszej chwili na plecy. Komnatę wypełnił ryk wściekłości, brzmiacy jeszcze straszniej, bo wykrzyczał go zniekształconym głosem Annor.
- Co robisz?! Zabij go! - wychrypiał Borgis.
Najwyraźniej oficer musiał stanąć już o własnych siłach i wyrwać się z uścisku Treca, bo ten pojawił się nagle zza pleców Seritha i wyrósł niczym góra przed Annorem. Złapał go w swój żelazny uścisk i leżąc z nim razem na ziemi, obrócił się tak, by jakimś zapaśniczym chwytem unieruchomić całe jego ciało od tyłu. Tallav widział przed sobą szamoczącego się Annora, ale i jego wzmocnione ciało było bezsilne wobec siły olbrzyma. Serith stanął przed nimi tak, by jednocześnie zasłonić ich od strzału ze strony Borgisa i spojrzał w oczy swojego przyjaciela. Może tylko mu się wydawało, ale na moment jakby czarna mgła je przesłaniająca zniknęła i ponownie ujrzał wzrok Annora. Przestraszony i cierpiący, ale to było jego spojrzenie. Serith miał wrażenie, że usta jego przyjaciela poruszają się bezdźwięcznie, układając się cały czas w jedno krótkie zdanie: "Pomóż mi".

No to teraz jak chcesz ocalić kumpla popisz się elokwencją :)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5333
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Ryloth] - Sygnał z równika

Postprzez Serith Tallav » 21 Sty 2018, o 01:18

Sierżant nim spojrzał zdążył zareagować przed możliwym kolejnym atakiem ze strony tego czegoś co opętało Annora zobaczył jak Trec sprawnym ruchem objął żołnierza. Szybko wygiął ręce przyjaciela Seritha tak, że nie mógł się wyrwać z jego uścisku pomimo jego wzmocnionej siły przez to coś co wylazło z Zabraka. Tallav spodziewał się tego, że skoro on sam nie strzelił do swojego podwładnego to może to zrobić Borgis. Praktycznie natychmiast stanął przed Annorem tak, aby zasłonić go przed potencjalnym strzałem pułkownika, albo kogoś z jego świty.
Spojrzał swojemu przyjacielowi głęboko w oczy, nagle zobaczył jak jakby ta mgła, która wcześniej przysłaniała mu całe oczy znikła, rozpłynęła się. Dojrzał przerażony, cierpiący wzrok swojego towarzysza... Albo tak mu się wydawało... Tallav pomrugał parę razy i delikatnie potrząsł głowy, nie wiedział czy umysł płata mu takie figle czy naprawdę dojrzał oczy swojego przyjaciela. Nagle ponownie zobaczył jak Annor bez wdzięcznie porusza ustami układając słowa w krótkie dwa wyrazy "Pomóż mi". Serith w pierwszej chwili nie rozumiał, ale za drugim razem już wszystko wiedział. Najwyraźniej to coś co w niego wlazło nie zawładnęło nim całkowicie, cały czas z nim walczył o władze nad swoim ciałem, nie był całkowicie przez pochłonięty przez tego potwora. Była nadzieja, tliło się małe światełko na końcu tunelu, a póki ono nie zgasło Serith chciał walczyć o niego, walczyć o swojego przyjaciela, swojego brata...
Przybliżył się do niego i ponownie spojrzał prosto w oczy. - Annor wiem, że tam jesteś i mnie słyszysz - Tallav wziął głęboki oddech. - Z nas wszystkich to ty zawsze miałeś najwięcej siły, woli, żeby walczyć o siebie, swoje zdanie, swoje przekonania. - na chwile zrobił przerwę. - Pamiętasz Ord Martell? Kiedy praktycznie bez rozeznania, wsparcia z powietrza szukaliśmy bazy tych terrorystów? Po drodze spotkaliśmy dwójkę ludzi. Dowództwo i ja też wziąłem ich za członków tych bandytów, chcieliśmy wykonać natychmiastowy wyrok. Ale ty, tylko ty stanąłeś i zasłoniłeś ich. Twierdziłeś, że się nam przydadzą... - mężczyzna obrócił się i uśmiechnął obracając na chwile głowę w stronę swojej drużyny, i po chwili wracając wzrokiem na Annora. - I odwdzięczyli się, pokazali nam ich kryjówkę, wrócili do siebie. Ty miałeś na tyle siły woli, żeby przeciwstawić się mnie i dowództwo, tylko ty. - w tym momencie wyraźnie zaakcentował końcówkę zdania. - Annor walcz! Jesteś tam i możesz to robić! Nie zostawiaj mnie! Nie zostawiaj reszty swoich przyjaciół! Nie poradzimy sobie bez ciebie. - w tym momencie Serith podszedł jeszcze bliżej podwładnego i chwycił go delikatnie za policzek, od razu jego przyjaciel wierzgnął, ale Tallav nie zdjął ręki. - Masz wspaniałą kobietę, masz cudownego syna, chcesz ich teraz zostawić?! Nie chcesz widzieć jak twój syn dorasta, jak mówi do ciebie tato? Nie chcesz widzieć jak czeka na ciebie z twoją kobietą gdy wrócisz z misji? Jak cieszą się na twój widok? Annor walcz z tym czymś, walcz jak możesz! Bo masz o co walczyć! Proszę cię przyjacielu, bracie walcz! Nie poddawaj się! Walcz wszystkimi siłami! Wypierdol go! - przez cały czas Serith patrzył mu prosto w oczy, nie odrywał już wzroku od niego. - Nie zostawiaj swoich bliskich... - sierżant powiedział to już spokojniejszym tonem, posmutniałym nie spuszczając z niego wzroku. Był bardzo przejęty, walczył o swojego przyjaciela, o swojego brata broni. Wiedział, że teraz już wszystko zależy od Annora...
Image
GG: 8731310
Awatar użytkownika
Serith Tallav
Gracz
 
Posty: 47
Rejestracja: 17 Lip 2017, o 22:43
Miejscowość: Rzeszów

PoprzedniaNastępna

Wróć do Zewnętrzne Rubieże