Content

Zewnętrzne Rubieże

[Wayland] Baza szkoleniowa.

Image

[Wayland] Baza szkoleniowa.

Postprzez Mistrz Gry » 7 Maj 2017, o 21:41

Z propozycji Kiryła nikt nie chciał skorzystać. Mandalorianie nie otrząsnęli się jeszcze po porażce. Kilka godzin później, pod strażą acz bez przemocy przeprowadzono ich przed komisję lekarską. Po pobraniu krwi i kilku skanach grupa zmniejszyła się do dwunastu osób, jeden z ocalałych okazał się być wrażliwy na moc. Zostało dziewięciu mężczyzn i trzy kobiety. Prom na którym się znaleźli był obsadzony przez szturmowców w czarnych pancerzach. Mandalorianie mogli się swobodnie po nim poruszać, tak długo jak długo nie zbliżali się do kokpitu. I tak nie byli skorzy do aktywności, holowiadomościktóre im wyświetlono nie pozostawiały złudzeń. Przegrali, byli teraz całkowicie na łasce imperialnych. Koniec końców dotarli do celu, okazała się być nim niewielka kajuta z oficerem siedzącym za biurkiem. Byli wprowadzani pojedynczo i każdy z nich musiał dokonać wyboru. Wybierali różnie...

***

- Witam, jestem kapitan Jorven Rdest. Przed wami jest jedyna i niepowtarzalna szansa wstąpienia do elitarnej jednostki Imperialnej. Wszystko co zrobiliście do tej pory zostanie wam wybaczone, wszystko czego dokonacie, zostanie zaliczone na poczet przyszłej emerytury.
Mężczyzna był w sile wieku, w nienagannie uprasowanym mundurze z imperialnymi dystynkcjami. Za nim stało dwóch czarnych szturmowców, oraz Imperialny sztandar z dwoma zachodzącymi na siebie okręgami. Poza biurkiem, sztandarem i ludźmi w pomieszczeniu nie było absolutnie nic, żadnego krzesła, lamp czy wazonu, którym można by cisnąć w oficera. Zamiast tego była wiedza, czysta prosta prawda i wybór, między życiem a śmiercią.
- Wstąpienie do formacji wiąże się z zerwaniem kontaktów ze swoim starym życiem, od tej pory będziecie żołnierzami, 2 Kompani Straży. Dostaniecie nowe życie, pełne tego w czym byliście najlepsi, walk, śmierci i zniszczenia. Jednak tym razem damy wam cel. Będziecie walczyć za Imperium, nie to które jest teraz, chore i skorumpowane. Imperium uzdrowione i oczyszczone, w którym obywatele nie będą musieli obawiać się urzędników równie mocno jak bandytów. Nie jest to jednak wasze zmartwienie, tym zajmą się ci na górze. Wy będziecie ostrzem, tymi którzy idą w pierwszym rzucie, zwiadem, snajperami, sabotażystami. Czasem szturmowcami. Będziecie elitą wojowników galaktyki. Wystarczy, że podpiszecie tutaj.
Na blacie biurka leżał dokument który wystarczyło podpisać, jego treść była banalnie prosta.
Kod: Zaznacz wszystko
Ja ________________ zgadzam się wstąpić do 2 Kompanii Straży, i daję słowo, że będę służyć Imperium.

Pod spodem widniał znany już ze sztandaru symbol, nic więcej nic mniej. Z jakiegoś powodu to oświadczenie wydawało się być bardzo istotne dla ludzi którzy je przygotowali. Mężczyzna jednak kontynuował.
- Oczywiście macie też wybór. Możecie nie podpisywać dokumentu. Macie pięć minut na decyzję. Wybierzcie mądrze.

Oficer czekał, Ci którzy podpisali przechodzili dalej przez prawe drzwi, ci którzy odmówili przez lewe. Gdy wszyscy podjęli decyzję. Kapitan Rdest wstał i przeszedł do zebranych za prawymi drzwiami. Bez słowa minął stojących oceniając ich wzrokiem, a szturmowcy poprowadzili ich do promu lecącego na planetę. Cokolwiek ich tam czekało, zostawili za sobą stare życie i szykowali się do nowego startu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Wayland] Baza szkoleniowa.

Postprzez Kirył » 17 Maj 2017, o 12:55

Zrozumiał, dlaczego nie chcieli się napić czy grać w karty. Ledwie kilka godzin wcześniej byli załogą Thara Skiraty, ostatniego Mandalora, jakim by nie był. Mieli jakiś cel, mieli towarzyszy broni, a teraz kim byli? Najemnikami? Więźniami? Żołnierzami Imperium?
Kirył sam nie znał odpowiedzi. Dla niego liczyło się, że przeżył i miał nadzieję, że jego nowi towarzysze wkrótce też zrozumieją, że życie, choćby nawet w służbie Imperium, jest lepsze niż śmierć na jakimś cholernym księżycu.

Wiele myśli krążyło po głowie sapera kiedy słuchał wypowiedzi Kapitana Rdesta. Miał nadzieję, że przynajmniej kilka spraw się wyjaśni. Miał pewne podejrzenia co do celu istnienia 2 Kompanii Straży, nie miał jednak pewności.

Ustawili się w rzędzie i po kolei on i jego mandaloriańscy towarzysze podchodzili do biurka kapitana, czytali dokument i podejmowali decyzję. Kirył znajdował się mniej więcej w połowie "kolejki". Stojąca przed przed nim dwójka mando, rodianin i chiss wybrali lewe drzwi, strata przyjaciół i zbombardowanie ruin i zwłok poległych musiało ich przerosnąć. Jednakże kolejna trójka przed samym saperem podpisała dokument i przeszła przez prawe drzwi, dołączyła do służby. Przyszła pora na jego wybór. Dla Kiryła był on prosty, to on zaproponował dołączenie do Imperium, to przede wszystkim on wybrał życie.

Po przejściu za drzwi przyjrzał się lepiej pozostałym. Wszystkich pamiętał jeszcze z czasów służby na Darasuum, zanim wrócił do bycia wolnym najemnikiem. Można powiedzieć, że nawet ich lubił, a na pewno lubił ich towarzystwo w kantynie pokładowej. Po tych spotkaniach przy alkoholu uwielbiał obecność jednej z kobiet w swojej kajucie. Była to wysoka pani pilot-mechanik, Rylai, o włosach koloru bardzo jasnego blond i pięknych niebieskich oczach. Kirył wręcz odetchnął z ulgą, gdy zobaczył, że nie dość, że przeżyła bitwę na księżycu Naboo to jeszcze zdecydowała się dołączyć do Imperium. Przez dłuższą chwilę saper nie mógł oderwać od niej wzroku. Jednakże w końcu, po kilkudziesięciu sekundach przeniósł wzrok na kolejną osobę. Obok Rylai stał snajper Brekker, nieco mniej inteligentny niż by wypadało, ale nadrabiający to cwaniactwem i zdolnościami oszukiwania w pazaaku na poziomie mistrzowskim. Ostatnia zaś z całej trójki była medyczka - Solaria, która została wysłana przez Thara by opiekować się rannymi więźniami. I całe szczęście, bo dzięki temu uratowała własne życie, by móc nieść pomoc tym, którym da się jeszcze pomoc.

Nie zdążył wypowiedzieć słowa, gdy drzwi za nimi się otworzyły, by wpuścić kolejną osobę.
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: [Wayland] Baza szkoleniowa.

Postprzez Mistrz Gry » 14 Cze 2017, o 17:23

Ragnar długo myślał nad ostatnimi wydarzeniami, czuł że popełnił błąd. To nie była droga mandaloriania. Wiedział już jaką podejmie decyzję. Nie była ona łatwa lecz każde spojrzenie w oczy swoich towarzyszy pogłębiało tylko wyrzuty sumienia. Był wojownikiem i chciał zginąć jak wojownik. Walka, zarówno z Imperium jak i w szeregach tego ostatniego była dla niego ostatnią nadzieją. Kluczem do życia. Czemu zatem zdecydował tak a nie inaczej. Pozostało to na zawsze jego tajemnicą, podobnie jak czterech innych mandalorian. Siedzieli za drzwiami i czekali. Nie musieli czekać długo. Kandydatów nie było wielu, a znaczna część z nich szybko podejmowała decyzję. Weterani w większości wybrali drogę prowadzącą w lewo. Młodsi stażem podążyli za Kiryłem. Najemnik szybko poznał resztę grupy. Dwóch rosłych mężczyzn Szturmowców świeżo przyjętych do klanu. Nazywali się Gart i Borg, chwilę później przez śluzę przeszedł ostatni z mandalorian. Śluza zamknęła się z sykiem za młodym zwiadowcą Biksem. Biks był humanoidem, lecz z pewnością nie człowiekiem. Czarnoskóry i niewysoki mężczyzna rozejrzał się po pomieszczeniu. Skupione na nim twarze oczekiwały tylko na znak. Przecząco pokręcił głową.
- Jestem ostatnim.
W milczeniu lecieli promem w kierunku zielonej planety znajdującej się pod nimi. Na promie panowała jeszcze bardziej grobowa atmosfera niż poprzednio. Szeregi mandalorian przerzedziły się jednak prócz nich na jednostce znajdowało się kilka innych istot. Większość z nich była ludźmi bądź należała do ras wysoce humanoidalnych. Akceptowanych szeroko przez Imperium. Prom z rykiem silników wylądował sprawnie na lądowisku. Rampa opuściła się a siedzący w środku ujrzeli czekający na nich trójosobowy komitet powitalny. Kiedy wyszli z na lądowisko ustawili ich w dwuszeregu a mężczyzna powiedział.
- Jestem sierżant Tanchec, a to kaprale Carcere Mian i Anna Corestar. Jesteście rekrutami drugiego plutonu czwartej kompanii szkoleniowej, a naszym dowódcą jest porucznik Jorven. Od dzisiaj zaczynacie szkolenie, którego ukończenie pozwoli wam wstąpić w szeregi elitarnych jednostek szturmowych. Jednak zanim dostąpicie zaszczytu posiadania białego pancerza, nauczymy was chodzić, mówić, jeść i srać na rozkaz, zrobimy z was żołnierzy. Witajcie w Brimlockach.
Oprócz przemawiającego i serwującego rutynową gadkę mężczyzny, widać było dwójkę kaprali. Carcere miał wygląd gościa, którego nie chciałoby się spotkać w ciemnym zaułku. Wielki, barczysty dryblas w naciągniętym nieco mundurze, pod którym było widać zwały mięśni. Jak nic ofiara darmowych sterydów. Z kolei Corestar była kobietą, której nie chciało się widzieć za dnia. Wysoka i dobrze zbudowana, była z pewnością piękna, kiedyś. Obecnie szyję i połowę twarzy pokrywały blizny po oparzeniu.

W pomieszczeniu leżały ciała, gaz powoli był wysysany przez działający wentylator, Mandalorianie zginęli spokojnie nie zdając sobie sprawy co ich zabija, szybką bezbolesną i czystą śmiercią. Oficer skupił się na wypełnianiu raportu, rekruci wyglądali obiecująco, ciekawe ilu z nich wejdzie do czynnej służby.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Wayland] Baza szkoleniowa.

Postprzez Mistrz Gry » 6 Wrz 2017, o 20:57

Pierwszy tydzień szkolenia pokazał im że nikt nie będzie się z nimi pieścił. Wyczerpujące wręcz mordercze treningi kondycyjne, szkolenia i pranie mózgów. To ostatnie najbardziej nie podobało się Kiryłowi, z resztą nie tylko niemu. Imperium szkoliło sobie swoisty oddział "Spisanych na straty" gości których zadaniem było zrobienie brudnej roboty. Nikt by ich nie szukał, nikt nie powiązał by ich z Imperium. Nie spodobało mu się to. Pewnej pięknej bezksiężycowej nocy opuścił bez pozwolenia koszary i przekradł się w kierunku lądowisk. Przeszedł między szeregami najróżniejszych maszyn, nie spostrzeżony przez strażników z niezwykłą łatwością znalazł jednoosobową potrzebną mu maszynę. Było zdecydowanie za łatwo. Mimo to mężczyzna postanowił zaryzykować. Zasiadł w fotelu pilota i odpalił procedurę przedstartową.

Sierżant Tanchec spoglądał zza ramienia porucznika Jorvena, na niewielkim holoekranie jeden z jego ludzi właśnie próbował ukraść maszynę szkoleniową. Ten typ myśliwca miał montowany seryjnie hipernapęd, zatem nie mogło chodzić o zwykła wycieczkę, z resztą nie mogli ryzykować.
- szkoda trzynastki, był z niego niezły saper.
- ironia losu sierżancie.
- spoczywaj w pokoju żołnierzu.


Stłumiona eksplozja rozerwała krtań siedzącego w fotelu mężczyzny. krew bluzgnęła szerokim strumieniem z rozerwanych arterii, przechytrzyli mnie... chuje...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5813
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Zewnętrzne Rubieże