Content

Zewnętrzne Rubieże

[Księżyc Pantora] - Granice

Image

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 1 Sty 2018, o 23:22

- Stój tutaj - szepnął Felmax do Chaari, a ta zatrzymała się na środku, kiedy Felmax małymi krokami bezszelestnie zbliżał się do rogu i zakrętu korytarza. Padły kolejne strzały. Devaronian wyciągnął lusterko i poprawił swój binokular celowniczy. Nisko przy ziemi wystawił przedmiot i ujrzał w półmroku Mirena chcącego dostać się do pokoju Ichi. W środku musiał być Nex, w końcu krzyczał by nie strzelać, a dogadać się.
- rozejrzyj się... porozmawiaj... - wymruczał pod nosem i nadal obserwował przez lusterko. Miren zaś zbierał odwagę by wkroczyć i z pewnością zastrzelić mandalorianina. "Dureń" pomyślał Felmax. Mirenem zdecydowanie powodowały emocje. Nie poznał kompana.

Tak też i Miren zaczął się wychylać, kiedy to Flatov wysunął się i jednym strzałem w rękę wybił mu blaster z ręki. Facet wrzasnął z bólu, ale nie zatrzymał się i uniósł sprawną rękę by sięgnąć po kolejną broń z boku. Devaronian oddał kolejny strzał w drugą rękę. Pantoran padł na kolana.
- Nie odpowiedziałeś na wezwanie, Miren. - stwierdził obojętnie i zaczął powoli stąpać z karabinem wycelowanym w kompana.
- Chrzanić to!!! - krzyknął zrozpaczony - Ichi!?

Kolejny strzał.

Miren padł nieprzytomny. Flatov zawołał w stronę Nexa
- Nex! Wstrzymajmy ogień! Miren jest ogłuszony! Twój stan i Rictusa!? Stan Ichi!? Byłbyś uprzejmy wyjść z ukrycia?!

Krótką daj odpowiedź.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 1 Sty 2018, o 23:42

Felmax – pomyślał Nex i odetchnął z ulgą gdy Miren padł ogłuszony. Ten Devaronianin był przebieglejszy, niż można się było spodziewać. Pantoranin niechybnie zamierzał zastrzelić Mando i miał duże szanse dopiąć swego.
– Nic mi nie jest! Chyba... Rictus jest ranny! – odparł i zrobił krótką pauzę. – Ichi nie żyje. Nie pozostawiła mi wyboru, planowała się ciebie pozbyć. Broniłem się. Przykro mi – zakończył i dopiero, gdy emocje lekko opadły, zobaczył bezżywe ciało Pantoranki. Żałował, że doszło do tego. W co on się wplątał?
Wyszedł teraz ostrożnie, uważając na Mirena. Rictus potrzebuje pomocy – przeleciało mu przez myśl.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 2 Sty 2018, o 11:48

Miren dziwnie leżał ze smutnym wyrazem twarzy. Flatov czekał, aż Nex wyjdzie. Widząc znajomą postać, dopiero wtedy zniżył karabin i szedł dalej, jakby nie był pewien czy nie ma już zagrożeń
- Widzę, że ktoś Cię pociął. Paskudnie wyglądasz - zaczął mówić, bacznie przyglądając się mandalorianinowi.
- Ichi nie żyje... to znacznie komplikuje naszą sytuację Zitt... Sprzęt medyczny jest w głównym pokoju w ścianie w schowku przy holoprojektorze. Kod mówiony "4, 4, 33, 2, 2, 99". Zwiążę Mirena. Jak opatrzysz co trzeba, spotkajmy się jak najszybciej w głównym pokoju - podszedł bliżej. Założył karabin na plecy i zaczął ciągnąć ciało pantorana do pokoju z martwą Ichi.

- Chaari! - zawołał, a kobieta podbiegła
- Trzymaj się blisko mnie.
- Felmax? Nex?
- Nie zawracaj mu głowy. Wejdź do środka.


Mandalorianin dopiero teraz poczuł jak mu jego rany doskwierają. Dobiegł do schowka, klnąc na bolący go bok. Strzykawki, bacta, opatrunki. Było wszystko czego potrzebował by w pełni opatrzeć siebie i Rictusa.

***

Chaari zrobiło się słabo na widok trupa, zaś całe pomieszczenie zdawało się być jakimś pobojowiskiem. Porozbijane szkło, połamane pułki, wywrócone łóżko, ślady strzałów na ścianie, przewrócony stolik nocny i całkiem sporo krwi, nie tylko w okół ciała kobiety. Nie odzywała się jednak, widziała takie rzeczy już. Najwyraźniej jej grupa nie była jej grupą... a chciała w to wierzyć... chciała kogoś uratować, choć raz.
- Co teraz ze mną będzie? - zapytała smutno
- Pomożesz nam odbić tych ludzi, a potem spieprzamy stąd.
- Felmax... widzę co się dzieje... odstawicie mnie z powrotem prawda?

- Nie, bo właśnie potrzebuję załogi na statku. Choćby miała być to jedna osoba to jej potrzebuje. Nie ważne, że nie masz rąk. Ważne, że masz mózg, głos i nogi. Dobra już, nasz zakochany będzie tak teraz grzecznie leżał tyłem do niedoszłej żony. Ciekawi mnie kto pierwszy go znajdzie... - skomentował, kończąc wiązać go na nowo postawionym łóżku.
- A teraz chodźmy zobaczyć co z resztą.
- Nex nie należy do Twojej załogi?
- To mandalorianin, najął mnie do wykonania zadania. I to on chce uratować tych ludzi, bo to jego ludzie. Nie wiem czy będzie skory nas ze sobą zabrać. Pamiętaj jednak, że trzymasz się tylko mnie, jasne? -
kobieta nie rozumiała całości motywu Flatova, ale nie miała prawa głosu, ani wyboru. Była kompletnie bezbronna, a świat dookoła tylko nią gardził. W sumie zasłużyła sobie, była tego pewna...
- Tak.

Rictusa opatrzysz bez problemu, będzie kuśtykał, ale może sam się poruszać. Felmax w gotowości bojowej będzie czekał na was w głównym pomieszczeniu. Pora na interesującą rozmowę ;) Ty z Rictusem zaczynacie
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 2 Sty 2018, o 14:15

– Nieźle cię urządził – powiedział Nex do Rictusa, kiedy go opatrywał. – Będzie ci trzeba zrobić trening strzelecki – dodał, uśmiechając się krzywo. Vepsin też zaśmiał się nerwowo i opatrzony, wstał.
– Ała! Cholera... – zaklął, utykając w stronę ściany. – Nic mi nie będzie.
Nex był mocno wkurzony obrotem spraw. Zdał sobie sprawę, że rozegrał to w najgorszy możliwy sposób. Powinien był wystawić Ichi podczas akcji, nie pozostawiając jej pola manewru. Zaczynał wątpić, że nadaje się, by przewodzić Mandalorianom. Thujar nie naraziłby misji w ten sposób.
Zdjął teraz prowizoryczny opatrunek i użył bacty oraz porządniejszych bandaży i plastrów. Poszedł jeszcze do swojej kwatery, by włożyć na siebie coś, co nie byłoby porozcinane wibronożem. Wracając, przechodził korytarzem obok drzwi do feralnego pokoju. Był wściekły. Nie przyleciał tu, by bawić się tu w spiski na czyjeś życie. Miał konkretny cel. Przeszło mu przez myśl, że współpraca z ludźmi Yarlo przebiegała bez tego typu komplikacji. Szkoda tylko, że podobno zaginął.
Mando wszedł do głównego pokoju, gdzie czekał już Felmax z Chaari. Za nim wszedł Rictus i Jaig, brzęcząc coś niezrozumiale. Nex usiadł na jednym z foteli.
– Przyczyny już znasz – zaczął bez ogródek. – Ichi chciała, żebym pomógł jej zabić cię podczas akcji. Skład nam się okroił. Jeśli nadal chcesz mi pomóc, musimy zwrócić się do Hobra, by kogoś nam przysłał. Chyba że masz jeszcze jakichś ludzi. Najlepiej takich, którzy nie będą starali się sprzątnąć któregoś z nas. Może Arkon, ten Echani i ten Pantoranin? Przeżyli w Pee Jee Dee jako jedyni. Pozostaje też pytanie, czy przesuwamy nasze zadanie w czasie – zakończył krótki monolog, oczekując na odpowiedź. Miał przeczucie, że nadal był Flatovowi do czegoś potrzebny.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 2 Sty 2018, o 23:38

Felmax stał z opuszczonym karabinem w rękach, nadal zachowując czujność. Przyjrzał się Vepsinowi.
- Po pierwsze. Mamy teraz znacznie większy problem. Jeśli Ichi była mocno zaangażowana w imperialny ruch jest duża szansa, że miała augumentację w postaci implantu śledzącego stan życia i miejsce pobytu... Jeśli jednak mamy dość szczęścia, że tak nie jest, to i tak mamy znacznie mniej czasu. Hobro nie udzieli nam dodatkowych środków, bo będzie chciał wiedzieć jak to się stało, że nam ludzi zabrakło tuż przed akcją... takie rzeczy nie są normalne. Po drugie - Devaronian zwrócił się bardziej do Nexa niż do reszty

- Musimy wyprostować jedną kwestię. Obrót spraw Nex jest dla Ciebie bardziej przesrany niż dla mnie. Ja mogę po prostu się wycofać, a to Tobą imperialni się zainteresują. Ja mam za dobre alibi i póki co kryje mnie Hutt, a Ty przy okazji jesteś sprawcą. Mogę śmiało powiedzieć, że wykrywając zdrajcę w moich szeregach jestem Ci coś winien, ale wiesz jak to działa... Mi nadal zależy by wyrwać się od Hobro i wylecieć poza Pantorę. Hobro ma kontakty, ale nie jest specjalnie lubiany w swojej rodzinie. Jak zniknę to mi będzie mógł naskoczyć, ale trzeba mieć ludzi by zabezpieczyć się przed jego ewentualnym odwetem. Ty chcesz uratować swoich. Bez mnie tego nie jesteś w stanie zrobić, a ja dzięki Tobie mógłbym zniknąć. Choćby wśród Twoich ludzi - twarz Felmaxa przybrała znany uśmiechnięty grymas

- Zatrudnij mnie. Przekonaj, że warto współpracować, a nie spierniczyć i solo coś klepać. Powiedzmy, że nie pracuję już dla Hobro. Ile płacisz? Co mi gwarantujesz? Czego oczekujesz?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 3 Sty 2018, o 19:53

– Kiedy wracaliśmy razem ze sprzętem, Ichi powiedziała mi, że nie jest pełnoprawną agentką Imperium. Oczywiście mogła skłamać, więc masz rację, że powinniśmy wziąć pod uwagę, że ktoś ją namierza. Nie będę odkrywczy, ale trzeba się stąd zmywać i zatrzeć za sobą ślady – podsumował Mandalorianin.
– Co do twojej propozycji... Nie gwarantuję „stałego zatrudnienia”, ale w przestrzeni Huttów cieszę się pewną renomą, i o ile Yarlo jest podobno, coż... niezbyt dysponowany, to na pewno mógłbym załatwić ci coś ekstra u Zorda. Jestem przekonany, że wciąż pamięta, co dla niego zrobiłem – Nex przypomniał sobie o polowaniu na Noghriego. – Na dłuższą metę zarobisz u niego więcej, a i utrzesz nosa Hobrowi. Jeśli o mnie chodzi za tę akcję proponuję z góry 35 tysięcy kredytów. Jeśli masz jeszcze ludzi, wolałbym trzymać się wcześniejszego planu – tu zrobił krótką pauzę, by zebrać myśli.
– Rictus w tym stanie nie będzie najprzydatniejszy, zatem dopóki Imperium nie siedzi nam jeszcze na ogonie, najlepiej by było, gdyby zabrał ze stacji Zwiastuna i opuścił księżyc. Kiedy przylatywaliśmy, zidentyfikowano nas jako łowców nagród, więc nie powinno nikogo zdziwić, że polowanie na przestępców mogło się nie powieść i jeden z nas zginął. My odlecielibyśmy ze Scentix przewidzianym transportem Hobra, albo twoim, jeśli wolisz. Oczekuję jedynie, że odbijemy Mandalorian i opuścimy raz na zawsze ten pierdolony księżyc.
Zitt oparł teraz dłoń na kolanie i rzucił Flatovowi wymowne spojrzenie, choć słowa, które następnie wypowiedział, ledwo przeszły mu przez gardło.
– Jeśli z tego wyjdziemy, dorzucę ci jako znak wdzięczności płytę z beskaru.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 4 Sty 2018, o 20:44

- Pieniądze wystarczą, a i chcę zaklepane miejsce w Twojej załodze na statku. Wiesz wolna kajuta, żeby na krzywo się urlopować. Dasz mi ewentualnie jakieś zadanie, albo się gdzieś odłączę i wysiądę w ciekawej lokacji, na przykład u Zordo jak wspomniałeś - wyszczerzył szerzej zęby
- a no i nie mógłbym Cię okroić z Twojej zbroi. Nex, to byłoby niehumanitarne. A co do moralności proponuję Ci zabrać Chaari ze sobą. Nic tu po niej, a ktoś o wiedzy technicznej może Ci się przydać. Dorobi się jej tylko nowe sztuczne ręce i będzie kobieta jak nowa. Chyba nawet i na tym się zna. Umowa stoi - wyciągnął rękę by wymienić uścisk. Wnet jego mina znów spoważniała.
- co do planu, musimy działać szybko i zmienić plan w biegu. Ludzi odpowiednich do tak skomplikowanego zadania nie znajdziemy, trzeba improwizować. Znam paru co mi wiszą przysługę i byliby teraz dostępni. Tamci Nex o których wspomniałeś niczego mi nie wiszą... Jeśli Scentix jest bardzo blisko zrzeszone z Imperium, a Ci się dowiedzą o naszych planach to na miejscu będziemy mieli całą armię białych kubłów. Nie, nie zabiję Mirena. Nie strzelam swoim w plecy. Co najwyżej ich porzucam w ciekawych pozycjach w różnych miejscach - podniósł brew i kąciki ust
- W najgorszym scenariuszu Imperialni i tak już wiedzą, więc w drogę. Zbierać się i na statek. Czeka nas nieprzespana noc

Plan wymyślił zaiste improwizowany, acz miał swój sens. Udało mu się skontaktować z trzema koleżkami. Chamscy, zaniedbani i na pewno brutalni oraz niebezpieczni bandyci, zebrali się o dziwo sprawnie i szybko. Nie trzeba było na nich czekać na ustalonych miejscach zbiórki. Spasiony do granic możliwości, obleśny Gammoreanin Togg. Cuchnął na kilometr albo i dalej. Śmierdział chyba wszystkim co się dało i wciąż coś podjadał. "Thrasher" postawny jednooki, czarnoskóry, zarośnięty mężczyzna, o wytatuowanej zakazanej mordzie, łypał na każdego jakby chciał zabić. Gdy wymieniał spojrzenie, jego ręka wędrowała na pokaźną maczetę i uśmiechał się wtedy głupkowato, jakby sprawianie uczucia zagrożenia go bawiło. Irytował Chaari do granic możliwości. I ostatni Cruth, potężnie umięśniony jasnej sierści Cathar. Wyglądał tak jakby mógł w rękach wyginać metal niczym plastelinę. Po samej gadce i obyciu, Nex z miejsca stwierdził, że do skomplikowanych zadań to oni na pewno się nie nadają.

Sam plan wyglądał następująco. Kolesie Felmaxa robią za pijaczków, co akurat nie powinno być dla nich trudne. Idą niczym zabłąkane owieczki po słusznym melanżu i tak oto trafiają "zupełnie przypadkiem" na wysypisko śmieci, w pobliże głównego zasilania. Zwracają na siebie uwagę ochrony. Wtedy Nex z Jaigiem, radzą sobie z wysoką siatką i prześlizgują się w miejsce gdzie ma być rozstawiony prototyp. Rozstawiają go i dają sygnał do ataku zbirom, oraz sygnał dla statku. Przylatuje transportowiec z Felmaxem i Chaari. Kobieta nadal będzie robić za arbitra, zaś Devaronian zabezpieczy teren i dołączy do Nexa w odbijaniu więźniów. Grupa Rozwałka, zabezpiecza ucieczkę więźniów na statek.

W międzyczasie, Rictus będzie udawał się na stację i czekał na statku na sygnał by wylecieć.

***

Podróż transportowcem była pełna napięcia do momentu kiedy paskudników udało się zgarnąć. Mimo aparycji i oczywistego charakteru, słuchali jednak Flatova z uwagą jak na kazaniu.
Zbliżając się ku celowi, księżyc zdecydowanie pociemniał. Południowa Pantora była skromniejsza w zabudowania. A brak światła właściwie zamieniał widok w jedną wielką czarną plamę. Nieco kształty gór i lasów spośród płaskich pól udało się dostrzec. W końcu Flatov wylądował w odległości ponad kilometra od celu, tak by nie spostrzegli zbliżającego się statku. Trójka bandziorów wychyliła po łyku ze swoich butelek, wzięli uzbrojenie i z radością ruszyli w wyznaczonym kierunku.
- Sugeruję byście udali się z wesołą kompanią główną drogą a potem odbili by znaleźć się przy siatce. Pamiętaj, że czekają na Twój sygnał by zacząć psocić i następny sygnał by zacząć rozwalać. Nam też musisz nadać sygnał byśmy przylecieli. Powodzenia.- powiedział tuż przy rampie Felmax.

Opisz jak docierasz do siatki. Następnie możesz opisać jak się dostajesz na wskazane miejsce. Zatrzymaj się jednak dosłownie po nadaniu swoich sygnałów. Opisz też jak się przygotowujesz, ewentualne rozmowy itp. Vepsin oczywiście opuszcza was tuż przy biurze.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 6 Sty 2018, o 00:51

Beskar miał być ostatecznym argumentem mającym przekonać Devaronianina do współpracy, jeśli suma kredytów miała go nie zadowolić. Szczerze mowiąc, Zitt spodziewał się, że Felmax z radością przygarnie i pieniądze, i drogocenny metal, ale ku jemy zdziwieniu odmówił. Wówczas to Mando zorientował się, że najemnikowi bardziej kalkulowała się dalsza współpraca, potrzebował tylko od Nexa, by pokazał, że też mu na tym zależy.
– Miejsce na statku pewnie się znajdzie, tylko że kiedy weźmiemy więźniów Scentix, może się zrobić ciasno – zarechotał.
– Mogę cię ulokować w trzyosobowej kajucie z Rictusem i Chaari, chyba że wolisz zaklepać którąś z ładowni.

**

Tak, Imperium mogło już wiedzieć, dlatego trzeba było się zmywać. Cała czwórka, no i Jaig, zabrała z biura co tylko mogła i pod osłoną nocy opuściła budynek i pośpiesznie dotarła do transportowca pozostawionego w pobliskim hangarze przemysłowym. Tam mieli rozdzielić się z Rictusem, który wsiadł na śmigacz i miał wrócić na Zwiastuna.
– Miej cały czas włączony komunikator. Gdyby kazali coś zapłacić, użyj mojego konta... – powiedział Nex z krzywym uśmiechem – i czekaj na sygnał.
– Jasna sprawa, czy ja cię kiedykolwiek zawiodłem?
Mando uśmiechnął się, kiedy Vepsin odpalił śmigacz.
– A, Rictus. K'oyacyi, ner vod! – rzucił mu na odchodne. Kompan skinął mu głową i odjechał.

W dzielnicy industrialnej było zupełnie czarno, a dym z okolicznych kominów przesłaniał dodatkowo blask gwiazd i widniejący gdzieś zarys Ortho Plutonii. Sąsiedztwo bloku numer 413 było opustoszałe, a na ulicy próżno było szukać żywego ducha.
Wsiedli do pojazdu i Felmax razem z Chaari poszli w stronę kokpitu. Nex zaś skręcił do ładowni, gdzie znajdował się ekwipunek. Podniósł ze stosu EE-3. W końcu jakaś porządna spluwa – pomyślał.
Rictus miał wziąć tego DLT-19. Trudno, ludzie Felmaxa niech zrobią z niego użytek. I z T-21. Z-7 przyda się przy zabezpieczaniu naszej ucieczki – to pomyślawszy, wyciągnął jeszcze dodatkowy blaster dla jednego z więźniów i przewiesił przez ramię. Uzbroił się jeszcze w kilka detonatorów termicznych, błyskowych i dymnych, a do pasa przytroczył jeszcze generator tarcz z tych, które pozostały ze skoku na Pee Jee Dee. O mały włos zapomniałby o noktowizorze.
– Felmax? – krzyknął w stronę kokpitu. – Nie masz tu przypadkiem jeszcze jakiegoś opancerzenia? Albo chociaż czegoś w podobie...?

***

W końcu zgarnęli z jakiegoś zadupia ludzi potrzebnych do akcji. Trzech dryblasów z pewnościa nie grzeszyło intelektem, ale z całym przekonaniem nadawali się do zadania, które Flatov im powierzył. Nex miał tylko nadzieję, że będą równie wytrzymali co głupi. Ważne by nie dali się zbyt szybko zabić.
Dotarli w końcu na miejsce, a raczej w pewnej odległości od kompleksu, którego kontur zarysowywał się teraz pośród nocy. Wyglądało na to, że nie zostali dostrzeżeni. Dobrze. Drzwi transportowca rozsunęły się, a trawa zaszeleściła. Nie licząc wiatru, na zewnątrz panowała głucha cisza. Cisza ukrywająca cierpienie niewinnych istot...
Cała ekipa spotkała się przy wyjściu. Nex powiódł spojrzeniem po ludziach Flatova. Ręce same paliły się im do roboty, kiedy zobaczyli przygotowany na tę okazję armament. Nie trzeba ich było dwa razy prosić.
– Weźcie to – powiedział, po czym wręczył im uprzednio ustawione na odpowiednią częstotliwość komunikatory,generatory tarcz oraz nieco granatów do podziału.
– Za pomocą tego będziemy się komunikować –
wskazał na comlinki – Wykonujecie każde polecenie na sygnał mój lub Flatova, jasne panowie? – Pokiwali głowami.
– A teraz wybierzcie coś sobie.
Zbiry Felmaxa czuły się jak dzieci w sklepie z cukierkami. Z tym że wszystko było za darmo. Gruby Togg bez wahania chwycił w swoje nalane tłuszczem łapska T-21, pokwikując przy tym z zadowolenia. Thrasher zabrał się za DLT-19 i z uśmiechem na ustach dołączył go do swojej maczety. Z kolei Cruth wziął EE-3. Nex wskazał na Z-7:
– Weź jeszcze to. Na nasz sygnał będziecie nas ubezpieczać w czasie ucieczki.
Cathar od razu wyszczerzył kły, mogąc wziąć w swoje ręce pokaźnych rozmiarów działko obrotowe. Z pewnością wyobrażał sobie teraz rozróbę, której narobi. Dodatkowo Togg i Thrasher dostali jeszcze po dwa blastery dla Mandalorian i przewiesili je przez plecy. Łyknęli jeszcze nieco trunku i gotowi do działania zeskoczyli z rampy. Devaronianin odezwał się tymczasem do Zitta na odchodne:
– Sugeruję byście udali się z wesołą kompanią główną drogą a potem odbili by znaleźć się przy siatce. Pamiętaj, że czekają na Twój sygnał by zacząć psocić i następny sygnał by zacząć rozwalać. Nam też musisz nadać sygnał byśmy przylecieli. Powodzenia – powiedział tuż przy rampie Felmax.
– Dobra. A, jest coś jeszcze. W skrzyni oprócz jakiegoś blastera została dla ciebie snajperka E-11s. Pomyślałem, że ci się przyda – wyszczerzył się i razem z Jaigiem zeszli na ziemię.

Droid wyposażony był przy okazji w prototyp emitera wstrząsów, który zamontowano na nim przy pomocy prowizorycznego stelażu, tak aby nie było trudno zdjąć go w odpowiedniej chwili.
Noc była ciemna, ale na niebie doskonale widoczne były wszystkie gwiazdy wraz z mieniącym się centrum galaktyki. Szli tak przez jakiś czas w zupełnej ciszy, aż w końcu Nex gestem zakomunikował bandziorom, by dalej podążali główną drogą, on zaś zboczył ze ścieżki i coraz bardziej oddalał się od trójki zbirów.
– Jaig, skanuj okolicę – wydał polecenie, kiedy zbliżali się powoli do siatki. Droid, który zwykle niemiłosiernie brzęczał, podczas akcji, teraz nie wydał z siebie nawet najdrobniejszego pisku.
– Panowie, czas na małe przedstawienie. Naróbcie trochę hałasu przy bramie – odezwał się do komunikatora.
– Się robi! – Usłyszał w odpowiedzi.
Na efekty długo nie trzeba było czekać. Hulaszcze okrzyki i przyśpiewy obudziłyby umarłego. Zaalarmowani strażnicy czujnie pobiegli, by sprawdzić, kto jest intruzem. Kilka minut później Jaig zasygnalizował, że okolica była w miarę czysta. Mogli przystąpić teraz do kolejnego etapu operacji. Podeszli pod ogrodzenie, jednak było ono stanowczo za wysokie, by wspiąć się na nie i jednocześnie nie pozostać wykrytym. Nex dał więc „grupie uderzeniowej” sygnał do ataku.
– Teraz. Zróbcie rozwałkę, chłopcy. I znajdźcie sobie jakąś osłonę. Cruth, pamiętaj, Z-7 na potem – rzucił, mając nadzieję, że Cathar usłucha. Odpowiedzi nie uzyskał, za to rozległ się odgłos blasterów. Za nim powietrze przecięły krzyki.
Ochrona na pewno ruszyła do walki. A zatem była to ich chwila. Droid wysunął z metalowego korpusu palnik i wyciął małych rozmiarów przejście w siatce. Szczęśliwie wysypisko śmieci nie zostało podpięte do prądu. Personel był chwilowo zaaferowany nagłym atakiem grupki pijusów, zatem trzymając się nisko Nex wraz z Jaigiem prześlizgnęli się we wskazane miejsce znajdujące się tuż nad ukrytym kompleksem.
– Felmax, wchodzicie! – rzucił przez komunikator i począł zdejmować z droida urządzenie i rozstawił je na ziemi.
– Chaari, jak mamy to uruchomić?
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 7 Sty 2018, o 01:08

Dwa pojedyncze reflektory oświetlały główny wjazd do wysypiska śmieci, jeszcze jeden był przy rozdzielni energetycznej i ostatni przy wielkim dźwigu wysypiska. Wysokiej technologi w kwestiach ochrony tu nie było, na pierwszy rzut oka... Kto by chciał napadać wysypisko śmieci. Mimo wszystko jakaś tu była, wiadomo zawsze można coś rozmontować jak nikt nie pilnuje. Wielki plac nie był właściwie nawet ogrodzony, jedynie przy budynku ochrony i jednocześnie zarządu wysypiska była roztoczona siatka dookoła. Dwie budki przy głównym wejściu, gdzie strażnik w jednej właściwie zasypiał. Kolejny palił papieroska stojąc na zewnątrz rozdzielni i przyglądając się maszynerii. Kierownik zmiany ochrony wraz ze znajomym z "dołu" popijali sobie koreliańską whisky w szklankach z dodatkiem lodu i cytrynki. Podpatrywał to na kamery przez początek zmiany, lecz gdy przyszedł kolega z butelką, jakoś zgubił wątek swojej pracy. Tutaj nigdy się nic nie działo. I tak Pantoranin w mundurze przybijał toast z jakimś zabrackim żołnierzem. Było późno i nie było żadnych planowanych przyjazdów śmieciarek. Mogli sobie pozwolić. Jedynie czego mogli się obawiać to bliskich kompletnej nędzy łowców złomu, skrajnie hałaśliwych i oczywistych w działaniach.

Rozmawiali sobie jak to ciężko dziś o chwilę wolnego i jak to by chętnie wybrali się na jakieś wakacje i urlop. Gdy tu na jednej z kamer zaczęło się pokazywać jakieś trzy postacie
- Co jest kurwa - prawie oblał się alkoholem, widząc co oni robią
- Co ci palanci tu robią! Patrz. Rzucił butelką w budkę...
- Afterparty widzę sobie robią... Idziemy ich pogonić?

- Dawaj nuda tu jak cholera, a tych najwidoczniej trzeba nauczyć kultury. - powiedział kierownik zmiany po czym sięgnął za elektropałkę i poprawił blaster u boku. Żołnierz był w pełni uzbrojony w karabin, pistolet blasterowy, wibronóż i noktowizor. Zabrak wykrzywił usta w złośliwy uśmiech i ruszył za ochroniarzem.

Togg właśnie próbował pobić czas wypicia zawartości na raz. Cruth narzucił szalone tempo, acz Gammoreanin nie miał sobie równych w fachu. Pobił jego rekord
- Pierdolony!... - hucznie przyznał już nieco wstawiony Thrasher
- teraz moja kolej! - krzyknął po czym ustawił pionowo butelkę, otwartym końcem ku podłożu. Zawartość spektakularnie wlewała się do środka rozdziawionej szeroko paszczy osobnika.
- Dawaj dawaj! - zachęcił go głośno Cathar, wyciągając z plecaka kolejne butelki - pij, bo pora się najebać! PORA SIĘ NAJEBAĆ!!!
- <pij, pij chudziaku, pij!> - unosząc energicznie ręce, zawtórował niezbyt zrozumiale Togg. Zauważył też, że pusta butelka przeszkadza mu w ręku to miotnął nią w stronę budki. Szkło huknęło o ściankę a odłamki rozprysły się dookoła. Beknął donośnie i otworzył kolejną butelkę jednym pstryknięciem.
- <HOLA HO SKURWYSYNY!>
- HOLA HO!!!
- UUUUUUUUUUUU!!! - butelka, opróżniona przez jednookiego tym razem, poleciała wysoko w górę i wylądowała również na budce. Po tym akcie niesamowitej precyzji oraz nad przeciętnej finezji cała banda zarechotała donośnie.
- Czekajcie! Chłopaki, kurwa ognia nie zabrałem... Może strażnicy mają, podejdę zapytać. Papieroska sobie odpalę. Chwillaaa - uśmiechnął się paskudnie. Po czym ruszył w stronę budek by całkiem rozjuszyć strażników, lecz Togg go zatrzymał z jeszcze paskudniejszym uśmieszkiem
- <czekaj no, ja zapytam>

Nagle obudzony ochroniarz w budce spanikował
- szefie jacyś bandyci! - przez mikrofon zajęczał drobnej budowy pantoranin
- już idziemy trzymaj się - odpowiedział przez komunikator
- ale dwóch z nich są jacyś przerośnięci!
- No to weź ich z paralizatora, albo ogłuszającym z blastera! -
młodzieniec z tego wszystkiego zapomniał zapytać co robić, jak paralizator nie zadziała, czy blaster. Jego doświadczenie było zerowe. Wyskoczył zza drzwi i posłał wiązkę energetyczną ku Toggowi. Tego zaczęło trzepać, ale jakoś niespecjalnie się tym przejął. Zrobił szybki krok i po prostu wyrwał mu urządzenie z ręki i rzucił za siebie
- <posrało Cię koleś? Masz ognia?> - rozmówca nie wiedział o co mu chodzi. Togg zaś się obrócił i zaczął rechotać
- <Srasz! Choć no bo nie rozumie ciulek!> - czarnoskóry zrozumiał z tego jedynie tyle, że chodzi o niego
- Co jest kurwa nie tak! Ognia nie ma koleś?! - zdumiony ochroniarz zaś panicznie sięgnął drugą ręką po blaster. Togg obrócił się i uprzedził go zwyczajnie łapiąc go za rękę, gdy ten miał już strzelać. W żelaznym uścisku, broń wypadła mu z ręki, a ten mógł się tylko szamotać. Uderzenia pięścią czy nogami w cielsko Togga zaledwie rozbawiło go bardziej.
- Togg, Ty kurwa cepie, tak się nie pyta pantoran, nie wiesz? Widzisz chce Cię ujebać. Patrz teraz - Zbir wyciągnął maczetę i przystawił bezradnemu do szyi
- wielmożna szlachto z księszyca Panamatoła, czy łudzielisz mnie ogniem, bo papieroska odpalić nie mogę? - facet najwidoczniej zmoczył spodnie wpatrując się w wypolerowane pokaźne ostrze przy swojej szyi. Czuł jak ostrze delikatnie się wbija w skórę. Droczyli się tak z ofiarą, gdy tu nagle usłyszeli sygnał. Thrasher błysnął zębami w szerokim szalonym uśmiechu.

Głowa oddzieliła się od ciała, a krew nieszczęśnika obryzgała Gammoreanina
- <ciulu! Juchą prawiem oślepł!> - Togg zrzucił z pleców zakryty materiałem swój T-21, a Thrasher zaśmiał się na widok trzepoczącego głową grubasa. Wnet krzyknął do Cathara
- Rzucaj no plecak! Czas kurwa rozkręcić imprezę!
I tak oto zaczęli nawalać z broni we wszystko zmierzając w stronę rozdzielni. Nie brakło przy tym dzikich krzyków. Jednooki zaczął wyciągać termodetonatory i rzucał nimi wszędzie

- Palancie, trzeba to zachować na elektryczność! Myślisz Ty?! - upomniał go Cruth
- Dobra dobra jest cieka- brLTR--yyyyyyglrb... - padł na ziemie porażony celnie w szyję strzałem z karabinu. Zabrak strzelił gdzieś z pośród cieni, a grupka była wystawiona jak kaczki.
- Tarcze! Togg włącz tarcze! Osłaniaj mnie - Gammoreanin porozumiewawczo kiwnął okrwawioną głową i zaczął walić w kierunku skąd padł strzał. Tłuścioch jednocześnie zmierzał bocznym krokiem w stronę jakiejś zasłony.
Cathar, trzymając jedną ręką działko obrotowe, drugą sięgnął za worek i pobiegł w kierunku rozdzielni. Napotkał ochroniarza który schował się w środku i zamknął drzwi. Góra mięśni rozpędziła się i staranowała drzwi. Wpadł do środka i z dzikim wrzaskiem wszedł barkiem na przyczajonego mężczyznę. Ten oddał dwa strzały z blastera, ale został ogłuszony w wyniku pchnięcia i zderzenia się ze ścianą. Cruth podszedł do generatora i zostawił torbę detonatorów, jeden z nich zostawił uruchomiony i wybiegł z budynku...

***

- Jaig naświetl hologramem kontur, gdzie ustawić urządzenie. Nex pamiętaj to nie takie trudne, Jaig zrobi większość za Ciebie. Trzeba odpowiednie podsystemy uruchomić w odpowiedniej odległości czasowej by zachować synchronizację powtarzających się i wdrażających się faz funkcjonowania urządzenia. Pierw rozstaw
- Zrobione
- Teraz uruchom sekwencje uziemienia -
Nex wcisnął guzik na prostokątnym pudle, wnet przedmiot rozłożył się, a cztery małe wiertła wwierciły się w ziemię. Prototyp był uziemiony

- Uruchom konsolę i podłącz kabel do Jaiga, monitoruj przebieg instrukcji.
- Co dalej?
- Teraz czekaj. Grupa A za pewnie dokona jeszcze kilku eksplozji... czekamy, aż padnie główne zasilanie, wtedy zezwól na harmonizowanie na konsoli -
mandalorianin wpatrywał się w masę przycisków na wyświetlaczu i zatrzymał palec nad wskazaną. Wnet usłyszał eksplozję, a okoliczne reflektory oraz światła w budynku zgasły na dobre. Nastała ciemność. Prototyp ruszył. I właściwie w idealnym czasie z transportowca, który wylądował na wielkim placu śmietniska, wyskoczył Devaronian. Musiał być nieopodal budynku.
- Widzę czterech żołnierzy wybiegło z punktu docelowego! - odezwał się głos Felmaxa w słuchawce
- Chłopaki też proszą o wsparcie, ktoś im skórę klepie. Thrasher padł. Twoja decyzja?

Możesz kazać Felmaxowi samemu się zająć czwórką żołnierzy, a Nex wtedy ruszyłby pomóc zbirom - opisujesz wtedy swobodnie jak załatwiasz strzelca i kierownika zmiany
Możesz też zostawić zbirów samym sobie i skupić się na eliminacji żołnierzy - opisujesz wtedy swobodnie jak z Felmaxem zdejmujecie tą czwórkę i wchodzicie do środka budynku. Na jednej z opcji zamknij swój post. Pamiętaj, jedna i druga decyzja ma swoją cenę. Co do opancerzenia dostałeś kamizelkę ochronną. Pancerzu nie zabrałeś ze statku nie? xP
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 7 Sty 2018, o 14:24

Prototyp zadziałał. Udało się. Nex miał pewne wątpliwości co do urządzenia, ale zniknęły, gdy usłyszał niedaleko jęk otwierających się grodzi do ukrytych laboratoriów. Dosłownie w tym samym czasie na płycie wysypiska wylądował transportowiec. Z rampy wyskoczył uzbrojony po zęby Devaronianin.
W samą porę – pomyślał Nex.
– Widzę czterech żołnierzy wybiegło z punktu docelowego! – odezwał się głos Felmaxa w słuchawce.
– Chłopaki też proszą o wsparcie, ktoś im skórę klepie. Thrasher padł. Twoja decyzja?
Mando na szybko przekalkulował sytuację. Zbiry zrobiły niezłą rozróbę, a ze skanów Jaiga wynikało, że zewnętrzna ochrona w ogóle nie była zbyt liczna. Nie mogło ich zostać więcej niż 3-4 ludzi.
– Cruth, wyciągaj Z-7! – rzucił do Cathara przez comlink. – Rozwal ich, i znajdźcie jakąś osłonę do chuja! Kontener albo góra śmieci!
Zitt biegł teraz w stronę wejścia. Strzały przeszyły powietrze. Wychynął zza małego składziku, gdy Felmaxa obległo czterech strażników. Rozstawili się po obu stronach grodzi, by go otoczyć. Devaronianin ślizgiem przejechał w stronę metalowej skrzyni stojącej na placu i posłał kilka wiązek.
– Kurwa dostałem! – wrzasnął jeden z nich, gdy bolt trafił w kolano.
W tym samym czasie Nex dobiegł do celu i zasypał strażników salwą z EE-3. Strzały dosięgły celu, a karmazynowa jucha z rozwalonej głowy splamiła ziemię.
– Kurwaaa!!! A ten tu skąd?! – rozległy się krzyki, kiedy dwaj pozostali próbowali znaleźć osłonę.
Nex dopadł do Flatova, gdy ten krótką serią poraził trzeciego żołnierza w plecy. Ostatni wskoczył przerażony za stos plastalowych pojemników. Zitt zamachnął się i rzucił w jego stronę detonatorem, w nadziei, że hałas odciągnie chociaż któregoś z atakujących Crutha i Togga. Huk eksplozji poniósł się po wysypisku, a rozszarpane truchło wyleciało na kilka metrów i z obleśnym trzaskiem spadło na ziemię.

Obydwaj najemnicy wyszli zza skrzyni. Tuż przed wejściem leżał jeszcze jeden z ochroniarzy, który został postrzelony w nogę. Czołgał się w stronę grodzi, jęcząc z bólu.
– Masz pecha, stary – powiedział Felmax, przetaczając go na plecy i wypalił z blastera, kończąc tym samym jego cierpienie.
Kiedy wszyscy już padli przyjechał Jaig.
– Muszą poradzić sobie bez nas. Mają cięższą broń, z Z-7 rozwalą ich nawet waląc na oślep – zaczął Mando, jakby chciał dodać sobie trochę otuchy.
– Dokonałeś wyboru, Nex. A teraz lecimy – uciął Flatov i oboje założyli noktowizory.
– Jaig, skanuj teren w razie, gdybyś mieli ogon.
Zeszli pod ziemię. W głębi tunelu słychać było odległe zamieszanie. Cele musiały zostać otwarte. Zewsząd otoczyła ich ciemność...
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 10 Sty 2018, o 11:06

Przedsionek budyneczku ochrony jak i zarządu był zwyczajnie zaniedbany. Ściany pomalowane, świat nie pamięta już kiedy, na jakiś bliżej nieznany kolor, gdyż wszystko w widmie noktowizora było zielone lub czarne. Same w sobie miały wiele odprysków, zacieków od wilgoci i czuć było gdzieś grzyb w jednym z rogów. Zaś linoleum, jako wykładzina miała poprzepalane gdzieniegdzie dziury, prawdopodobnie od papierosów, których intensywny swąd zasłaniał ledwo wyczuwalny smród grzyba. Podłoga dosłownie chrząkała gdy na nią naciskano. Zaś Nex mógł przysiąc, że usłyszał gdzieś z oddali stłumiony wrzask, czy desperackie wołanie o pomoc, albo to już jego wyobraźnia płatała mu figle. Parter wypełniała kompletna cisza, przerywana rusz po rusz paroma wystrzałami blasterów. Togg i Cruth walczyli na zewnątrz ze strażnikami. Przyjęli rozkazy. Nie byli mięczakami, ale sprytni to oni raczej nie byli. Ktoś posiadający nieco więcej wyobrażenia mógł łatwo ich wymanewrować.
- Chaari. Monitoruj, czy ktokolwiek zbliża się do statku, jakby co zablokuj dostęp do paneli sterowniczych i schowaj się - powiedział Felmax, po czym zamilkł. Devaronian sposępniał, gdy weszli do szybu windy. Tak jak Chaari mówiła, będzie znajdować się awaryjna drabina w głównym szybie a wszystko będzie otwarte na oścież. Ciemność w dole szybu zdawała się być nieprzenikniona, zaś mężczyznom towarzyszył tylko i wyłącznie odgłos stukania butów o kolejne metalowe stopnie drabinki.

Bezwzględna cisza. Ucho w końcu wychwyciło, że coś miarowo kapało na dole. Zaś sam węch świrował. Początkowo zwyczajna wilgoć połączona z typowo dla przemysłowych konstrukcji metalowym posmakiem, zamieniła się w swąd juchy i jakiejś paskudnej chemii. Im niżej schodzili, tym Nexowi coraz bardziej zbierało się na wymioty. Serce przyśpieszyło jakby zaraz miałby zostać pożarty żywcem. Nie wiedział skąd mu taki pomysł wpadł do głowy, ale strach wkradł się niezauważony. Zapachy drażniły instynkt, a intuicja podpowiadała jednoznacznie. Uciekaj.

- o ja pierdole... - przerwał ciszę w eterze Felmax, który zszedł na sam dół pierwszy. Nex wkrótce dołączył i sam zaklął pod nosem, gdy ujrzał widok przez noktowizor. Szeroki i wysoki na trzy metry metalowy korytarz stał otworem daleko do przodu jakieś pięćset metrów, a ściany, podłogę i sufit wyścielały porozdzierane zwłoki humanoidów. Po ubraniach stwierdził, że byli to nie tylko żołnierze, ale i naukowcy oraz prawdopodobnie obiekty badań w piżamach. Jucha była praktycznie wszędzie w postaci zacieków na ścianach lub pojedynczych szerokich plam, jakby coś kogoś zgniotło o ścianę. Nex dostrzegł w tych miejscach wgniecenia w durastalowej konstrukcji. Wychwycił też źródło kapania. Jeden z żołnierzy został wkomponowany w odcinek kratki sufitu, jakieś trzy metry od nich. Twarz martwego wyrażała jednoznacznie panikę i przerażenie. Gdzieś w oddali były też zwłoki jakichś dwóch bliżej nieokreślonych dużych istot, dookoła nich widać było odkształcenia metalu i zaczernienia spowodowane eksplozjami granatów. Mandalorianin nie zdołał odtworzyć w głowie co tu się działo. Był jednak pewien, że odbyła się tu rzeź. Był też pewien, że obiekt sam w sobie był wystarczająco duży by ktoś mógł się schować i czekać na cud... lub zastanowić się nad planem... jego rodacy byli znani z improwizacji. Ktoś mógł z nich przeżyć.

Lepiej się dobrze zastanów nim zrobisz krok do przodu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 13 Sty 2018, o 22:19

– Kurwa... – zawtórował Felmaxowi, jak tylko jego stopy dosięgnęły podłogi i obrócił głowę w stronę tunelu.
Wnętrzności porozrzucane były wszędzie, ześlizgując się gdzieniegdzie ze ścian zbroczonych krwią. Wszystko to musiało zdarzyć się błyskawicznie, Nex nie był pewien, czy możliwym scenariuszem była tu walka pomiędzy obiektami eksperymentów a strażą i naukowcami. Możliwe, że kiedy doszło do otwarcia wszystkich drzwi i włazów w kompleksie, doszło do aktywowania pułapek. Albo do czegoś gorszego...
– Chaari, czy istnieje możliwość, że część zabezpieczeń jest wciąż aktywna? – Mando odezwał się przez komlink.

Coś podpowiadało mu, żeby stamtąd uciekał. Uciekał i zapomniał, że kiedykolwiek szukał Mandalorian. Poczuł obrzydzenie, i bynajmniej nie było to spowodowane krwawą jatką, która się tu dokonała. Obrzydziło go, że przeszło mu choćby przez myśl, żeby się wycofać. Okryłby się hańbą, nawet jeśli nikt by się o tym nie dowiedział. Znajdował się u kresu i nie miało znaczenia, co czaiło się w tych korytarzach – nie było już odwrotu.
Myślami powrócił teraz do obecnej sytuacji. Musiał najpierw odnaleźć się w niej, żeby odnaleźć swoich braci. Spojrzał jeszcze raz po ścianach. Cokolwiek spowodowało tę rzeź, nie oszczędziło nikogo. Wgniecenia na ścianach w pobliżu trupów... Tunel miał także dziwnie wysoki strop. Najbardziej prawdopodobne było to, że emiter wstrząsów dezaktywował wszelkie elektroniczne pułapki i inne systemy podłączone do głównego rdzenia. Nie wykluczało to jednak zabezpieczeń nieco bardziej... żywych... i z punktu widzenia obsługi, nieplanowanych...
– Jaig, skanuj okolicę w poszukiwaniu istot organicznych – wydał komendę droidowi. – I módlmy się, żebyś nie znalazł nic większego od Mandalorian – dodał po cichu.
– Felmax, zgaduję, że nie masz pod ręką czegoś, co zamaskowałoby nasz zapach? – powiedziawszy to, uśmiechnął się krzywo, nie oczekując zadowalającej odpowiedzi.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 15 Sty 2018, o 00:07

- Nie. Wszystko, kompletnie wszystko uległo wyłączeniu. Wszystkie systemy zabezpieczeń - Kobieta wyczuła poddenerwowanie w głosie mężczyzny, to i jej głos zaczął się chwiać, jakby się domyślała co to mogłoby być. Felmax zaś zaskomlał zdecydowanie niezadowolony z obrotu sytuacji
- Zapach? Zaraz zrobię w gacie, pomoże? Kurwa nie chcę skończyć jako pokarm dla zmutowanych rybek. Chaari, powiedz mi co to za eksperymenty robiłaś z nimi. Jesteśmy świadkami jakiejś nieopisanej jatki. Siła zdecydowanie przerasta możliwości znanych mi droidów i humanoidów. Czy mieliście tu Gundarka? Bo mi to przypomina szarańczę Gundarków... Nex wisisz mi teraz pięćdziesiąt tysięcy - marudził, acz mandalorianin patrząc na niego mógł być pewien, że ten nie ucieknie. Stał on z uniesionym karabinem i przyglądał się uważnie zaistniałej masakrze. Oddychał miarowo i stał równo.
- Chaari widzę tutaj jakieś dwa stworzenia, mocno zniekształcone od eksplozji granatów... są dość duże i chyba przypominają... jakieś... gady? Jaszczury?
- O matko... -
jęknęła
- Oni nie porzucili tego projektu... Uciekajcie stamtąd, jak najszybciej! Rozniosą was na strzępy! Nie macie szans! - zażądała płaczliwym głosem.
- Tam są moi ludzie nie zostawię ich! Pomóż nam jakoś! Wiesz coś na temat tych stworów?!
- Te... Te-te Potwory mają słaby słuch powyżej piętnastu metrów, ale mają świetny wzrok. Widzą w kompletnej ciemności, jak i jasności. Światło i ciepło wabi je. Są wyjątkowo szybkie, zwinne i nadnaturalnie silne. Potrafią chodzić po ścianach dzięki przyssawkom na kończynach. Ich skóra jest pokryta bardzo twardym naturalnym włóknem węglowym. Są niemal nietykalne na grzbiecie. Jedynie brzuchy mają odsłonięte... Uciekajcie! Jeden jest w stanie was zabić! A z pewnością jest ich tam więcej...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 15 Sty 2018, o 21:20

Z deszczu pod rynnę, jak to mawiają. Wszystko co do tej pory przeżył, nawet na Pantorze, nie mogło być gorsze od sytuacji, w której się znaleźli. Z początku Nex pomyślał, że może eksperymentowano tu na rancorach albo podobnych stworzeniach i na samą myśl o starciu z nimi przechodziły go ciarki, ale te stwory były czymś dużo bardziej wynaturzonym... pancerz z włókna węglowego, haar'chak... Ale nie wszystko było jeszcze stracone.
– Chaari, czy w kompleksie są jakieś miejsca, do których te stworzenia nie mogą się dostać? Jakieś trudniej dostępne albo dźwiękoszczelne pomieszczenia? Gdzieś gdzie ktoś mógłby się ukryć? Mamy właściwie plany tego budynku?

**

– Jeśli mamy zamiar dokończyć, co zaczęliśmy, to nie mamy wyjścia. Musimy ruszać – rzucił Zitt. Nikomu ten pomysł się nie podobał, ale nie było protestów.
– Wyłączamy wszelkie źródła światła i niech nikt nie piśnie ani słowa. Musimy być czujni, skoro to cholerstwo chodzi po ścianach – tu Nex zrobił pauzę, nabierając oddechu. – Chodźmy...
Jaig cały czas miał włączone skanery i ruszył minimalnie przed nimi. Ten korytarz przynajmniej na zasięg skanu był pusty, ale był stanowczo zbyt obszerny. Musieli wykorzystać także otoczenie, na wypadek gdyby mieli stawić czoła bestiom, zatem miejsce, w którym duże stworzenia nie miałyby pola manewru wydawało się najrozsądniejsze. Flatov i Zitt szli bezszelestnie tuż za droidem, rozglądając się nieustannie po ścianach. Im dłużej szli, tym ściany stawały się nieco mniej zakrwawione, a i wokoło leżało mniej trupów, choć to pewnie dlatego, że w końcu nie było czego zabijać albo też niektórym udało się uciec. Mieli blastery i ładunki wybuchowe, a Devaronianin dysponował też karabinem snajperskim – musiało to im wystarczyć.
Głucha cisza przeszywała zatęchłe powietrze na wskroś i mąciła zmysły, ale Mandalorianin nie poddawał się i z najwyższym skupieniem szukał jakiejkolwiek wskazówki co do losu swoich pobratymców...
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 17 Sty 2018, o 18:07

- tak jak dyskutowaliśmy o planie budynku. Cały jest nieznany. Mój pomysł zniszczenia obiektu został powstrzymany zanim zdobyłam wszystkie dane. Znam jednak trochę z pamięci. Wiem gdzie byli przetrzymywani ludzie i gdzie były wcześniej te potwory. Raczej nie powinni ich przenieść i mam nadzieję, że ich nie rozmnożyli. Projekt był zbyt niestabilny, dlatego zaprzestano badań w punkcie gdzie nie można było za wiele już zrobić. Zza moich czasów były tylko cztery sztuki. Co do lokacji więziennej. Musicie przejść do połowy korytarza głównego i skręcić w lewo. Tam będzie sektor klatek. W prawo zaś magazyn chemiczny. Na początku korytarza po prawej będą kwatery ochrony i personelu naukowego, na lewo zaś kantyna. Na samym końcu jest zaś sektor laboratoryjny i nie wiem jak duży on jest. Tam były przetrzymywane najgroźniejsze rzeczy. Z sektora klatek i z sektora magazynu jest bardzo wąski korytarz do sektora laboratoryjnego. To wszystko co pamiętam. Bestie na które ruszacie są skrajnie agresywne... niczego nie rozumieją... są stworzone by zabijać... cały czas szukają by zabijać... nic innego ich nie interesuje. Czasem chodzą powoli, nasłuchując, a czasem biegną przed siebie byle coś zauważyć, a im więcej zabijają w tym większy trans wpadają... błagam was...
- dość - uciszył litania pantoranki Nex

***

Zbliżyli się do pierwszego skrzyżowania. Ilość zwłok zmniejszała się z kolejnymi krokami. Nex dostrzegł pewną zależność w ułożeniu ciał, które zdawały się być bardziej kompletne. Wszyscy masowo próbowali uciec w panicznym biegu ku szybie windy. Nikt jednak nie dotarł, nawet do progu.

Nex spojrzał to w lewy korytarz i prawy. W kantynie na pierwszy rzut oka, widać było wtargnięcie bestii. Widać było rozwalony i rozniesiony na dwa kawałki blat. Porozbijane butelki i połamane pułki. Bezgłowy z zakrwawionym garniturze człowiek siedział pod końcem ściany. Drużyna ruszyła wgłąb korytarzu ku kantynie, a Jaig wciąż informował o braku sygnałów życia. Dostrzegli w końcu połamane i roztrzaskane stoliki. Powywracane talerze i kilka trupów, obsługa lokalu, która najwidoczniej spanikowała i pochowała się nieskutecznie za stolikami. Nex dostrzegł jego sposób działania, gdy przyjrzał się miejscu. Padło tu kilka strzałów z blastera, po których dziury sugerowały trasę ataku. Stwór wparował do środka i przeskakiwał to ze ścian na sufit to na osoby i pojedynczym lub serią ciosów kończył życie ofiary, rozbryzgując jej organy dookoła.

Grupa w końcu zbadała kantynę, kuchnię, łazienki. Pojedyncze ofiary. Ten sam schemat. Zniszczenia skoki, zabójstwo. Tym razem Nex dostrzegł ślady kończyn stwora. Każde odnóże pozostawiało śluzowaty ślad. Widać było, że stwór wracał idąc po jednej ze ścian. Chyba niedawno i to na pewno w kierunku głównego korytarzu. Wyglądając zza kantyny w stronę kwater Nex dostrzegł w dalekim końcu jednego z nich. Bydle rozstawiało łapy na szerokość dwóch łokci, a jego gruby ogon delikatnie falował. Jego grube paliczki nie posiadały pazurów, acz ich muskulatura w połączeniu z kształtem była ohydnie przerażająca. Szedł zwrócony do nich tyłem w stronę kwater i w końcu zniknął za odległym rogiem. Nex nie mógł usłyszeć jak się poruszał, acz z pewnością słyszał swój przyśpieszony oddech. Widział tył jednego z nich.

W które pomieszczenie się wybierasz. Na co chcesz zwracać uwagę. Technika taktyka. Ewentualne pytania. Działaj
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 21 Sty 2018, o 11:38

Bestia nie dostrzegła ich, była przemieszczała się w przeciwnym kierunku. Rzeczywiście miała słaby słuch. Dopiero teraz Nex zrozumiał jak ciężko było to zastrzelić. Od tyłu potwór w całości pokryty był pancerzem i poruszał się po ścianach, zatem trafić go skutecznie można było tylko w bezpośredniej konfrontacji. Albo próbować szczęścia detonatorem.
Mando z trudem zmusił swój oddech do spowolnienia, ale dopiero kiedy stwór zniknął za rogiem. To był dobry moment. Dał ręką znak reszcie do przemieszczenia się. Znajdywali się już poza zasięgiem jego słuchu, więc jak najciszej wyszli na główny korytarz, by zakraść się do sektora klatek. Jaig cały czas skanował – jak na razie było czysto. Mimo tego Zitt i Flatov rozglądali się co i rusz po ścianach.
Chaari mówiła, że były cztery – pomyślał. – Dwa leżały już martwe w tunelu, to znaczy, że co najmniej dwa wciąż żyją. O ile ich nie rozmnożono...
Nex zastanawiał się, do czego właściwie te paskudy zostały stworzone. Broń biologiczna? Były zbyt nieprzewidywalne i zaczęłyby zabijać swoich. A może po prostu w tym czasie wciąż pracowano, by je ulepszyć. To miejsce powinno zostać zniszczone, ale jeśli im uda się uciec, to zapewne Imperium zajmie się tym, co z laboratoriów pozostało.

Weszli teraz do sektora z klatkami. Drzwi zostały pootwierane, a tu i ówdzie leżały ciała ludzi i innych obcych, także zwierząt. Możliwe, że wywiązała się tu walka pomiędzy strażą, a nagle uwolnionymi obiektami eksperymentów.
Nex powiódł wzrokiem po pomieszczeniu, ale nie dostrzegł stwora. Tutaj było zapewne najwięcej istot w kompleksie, więc ich ciepło przyciągnęło to coś. Felmax miał na podorędziu karabin snajperski, a Mando nadzieję, że rzeczywiście strzelał tak dobrze jak mówił – w przypadku ataku jedno celne trafienie mogło zabić albo co najmniej unieruchomić bestię.
Szukali teraz czegokolwiek, co mogło naprowadzić ich na trop. Mandalorianie znani byli z pomysłowości i umiejętności przystosowania się do sytuacji. Mogli więc domyśleć się, że ktoś przeciwny Scentix zasabotował kompleks. Na pewno nie opuścili budynku, ale mogli zostawić jakiś znak wskazujący ich położenie. Nex rozglądał się po ścianach w jego poszukiwaniu, jednocześnie nasłuchując odgłosów. Cały czas skradając się bezszelestnie, wypatrywali mniejszego przejścia do laboratoriów. Podczas gdy Jaig skanował, Felmax pilnował im pleców, a Nex parł do przodu wzdłuż klatek, cały czas będąc jednocześnie gotowym, by wykorzystać wiszący u pasa detonator w razie konieczności. Patrzył też, czy nie ma tu aby jakiejś zamkniętej klatki. Wszak jego bracia mogli wrócić w to miejsce i schronić się w którejś z nich przy użyciu tego, co znaleźli pod ręką.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 23 Sty 2018, o 02:07

Kilkanaście minut temu. Tuż przed uruchomieniem prototypu

Xares, siedział w klatce niczym zwierze i to jeszcze w takiej zwyczajnej zbudowanej z metalowych prętów. Oparty o kraty wpatrywał się w pustą miskę, oświetlaną przez okoliczne czerwone pola siłowe innych klatek. To był rarytas mieć metalową klatkę. Dostał ją jako zasłużony kawałek mięsa do doświadczeń. Pola siłowe parzyły jak się je dotknęło, a tak to mógł chociaż się o coś oprzeć i nie było mu gorąco w środku. Zawsze coś, choć czuł, że jego los i tak nie może być gorszy. Kiedyś był znamienitym łowcą, przemierzającym dzikie dżungle. Polował na wielkie bestie, jego klan był jednym z najlepszych i najsławniejszych na Mandalore, a teraz...
Z każdym dniem czuł jak nadzieja w nim umiera, a trwało to już jakieś lata. Czuł jak powoli pragnie zakończyć to wszystko. Był tylko królikiem doświadczalnym, a jego wszyscy kompani, którzy zostali złapani... zginęli na jego oczach w po eksperymentalnych konwulsjach. Z czasem każdy wykitował, ale on się jakoś trzymał. Naturalna biologia ponad dwumetrowego Houka pozwalała mu dużo wytrzymać, acz jego psychika powoli przestała wyrabiać. Ile by dał by wydusić życie z tych doktorków, którzy z zupełną obojętnością decydowali o jego losie i towarzyszących mu istot. Nienawiść rosła i chyba tylko to trzymało go przed odebraniem sobie życia... chciał pierw innym je odebrać.

Zemsta dla Mandalorian... Zemsta dla Mandalorian... Zemsta dla Mandalorian...

Powtarzał tak, aż w końcu nagle zgasły wszystkie światła, a pola siłowe innych klatek zniknęły. Co za pech. Był jednym z nielicznych co nie mógł się ruszyć. Chaos jednak zrobił się niemiłosierny, szczególnie jak fala krzyków rozpętała się z wnętrza kompleksu i jakby zaczęła pędzić w jego kierunku. Poczuł dreszcz, doskonale znane mu uczucie. To ten moment kiedy zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś już łowcą, a zwierzyną. Zaczęło się polowanie i był dziwnie przekonany, że nie ma najmniejszych szans, choć jeszcze nie dostrzegł drapieżnika. Szybko się przekonał, że miał stu procentową rację, a ocalić go mógł tylko spokój...

***

Drużyna Nexa wstąpiła do sektora klatek. Do trupów wszelakiego typu humanoidów dołączyły flaki przeróżnych zwierząt. Odór stał się jeszcze gorszy. Napotkali przeróżne klatki. Puste metalowe, zupełnie nie tknięte i obryzgane krwią z powyłamywanymi grubymi prętami niczym jakieś wykałaczki. Porozdzierane ciała znów wyścielały zielony wizjer mandalorianina. Felmax nie pisnął nawet słowem, wciąż rozglądając się za kimkolwiek. Odwrócił się nagle ku przeciwległej ścianie, gdy usłyszał hałas. Wymierzył karabin zgrabnym zwrotem o sto dwadzieścia stopni, acz nie wystrzelił. To jakieś zwłoki odlepiły się od ściany i spadły na kafelki.
- Nex... wycofajmy się... tutaj nikt nie przeżył. Widziałeś skurwiela, prawda? My będziemy kolejni - powiedział cicho, acz stanowczym i zdecydowanym głosem. Skany Jaiga wciąż milczały. Nex jednak nie odpuszczał. Przejrzą cały sektor klatek. To nie mogło się tak skończyć...

Droid nagle pisnął o pozytywnym skanie. Nex niemalże chciał podbiec, ale opanował się i dostrzegł leżącą na wznak dużą postać wewnątrz metalowej klatki.
- On żyje? Stan jego? - Droid pisnął coś o niskim stopniu aktywności organizmu i o stanie śpiączki, acz ciało nietknięte. Umysł mandalorianina przyśpieszył. Czyżby ten ktoś był mandalorianinem i znał tą strasznie trudną sztuczkę z powolnym wstrzymaniem oddychania i kontrolowanym odebraniem sobie przytomności, by zmylić drapieżnika?! Tak to musiało być to! Nie było innej opcji! To nie mógł być zwykły przypadek, że akurat ta klatka nie została zniszczona, a ktoś był w środku.
- Trzeba go jakoś obudzić i wydostać z tej klatki - mruknął pod nosem Nex.

Kombinuj, ale pamiętaj, że czas płynie...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 23 Sty 2018, o 21:20

Ogromny Houk leżący wewnątrz metalowej klatki musiał być Mandalorianinem. Według skanu Jaiga wciąż żył, a to oznaczało, że w stan pozornej śmierci, umiejętność, którą niekiedy w czasie polowań stosowali Taungowie i ich spadkobiercy. Nex sam użył podobnej techniki, aby uspokoić się, gdy natknęli się wcześniej na zmutowaną bestię. Nie można nią było oszukać skanerów, ale inne żywe istoty owszem. Zitta martwiło jedynie, że był tu tylko on. A może nie? Może wiedział, gdzie znajduje się reszta?
– Trzeba go jakoś obudzić i wydostać z tej klatki – odezwał się ściszonym głosem do Felmaxa. – Nie masz czasem pomysłu, jak to otworzyć? Albo Chaari?
Mando nie czekając na odpowiedź, włączył komunikator.
– Chaari jesteś tam? Podczas pracy w Scentix nie miałaś może kontaktu z metalowymi klatkami? Takimi gdzie można by zmieścić Reeka? Wiesz jak je otworzyć?
– Jaig, w międzyczasie spróbuj odblokować to wytrychem – rzucił cicho do droida.

Najemnik musiał w tej chwili wymyśleć, jak obudzić wielkoluda. Nie był chyba z jego klanu, ale w końcu nie tylko załoga korwety Thujara mogła się dostać do imperialnej niewoli.
Podszedł teraz do krat i ukucnął przy głowie Houka.
– Ner vod? Obudź się, przyszliśmy cię oswobodzić – sprobował w najbardziej oczywisty sposób i szturchnął go, ale odsunął rękę, jak tylko to zrobił.
Mandalorianin osunął się na posadzkę. Stan, w który olbrzym się wprowadził na pierwszy rzut oka przypominał śmierć, ale oczywiście można się było z niego wyprowadzić samodzielnie. Znaczyło to, że świadomość cały czas funkcjonowała, tyle że na odpowiednio spłyconym poziomie.
Nex dopiero u źródła zrozumiał, jakich okrucieństw się tu dopuszczano i co zrobiono jego braciom. Gniew rozpalał go od środka. Targało nim pragnienie zemsty. Wyciszył jednak umysł, jakby chciał się dostroić do Houka i nachylił mimo woli nad jego receptor słuchu. Zaczął cicho podśpiewywać.

Gra'tua cuun hett su dralshy'a
Aruetyc runi cet slarycina solus cet o'r
Motir ca'tra nau tracinya
Gra'tua cuun hett su dralshy'a
Aruetyc cet slarycina runi trattok'o
Sa kyr'am nau tracyn kad, Vode an...
*


Wiedział już też, co było jego celem. Jeśli się stąd wydostaną, zrobi wszystko, aby zniszczyć Imperium...

*Nasza zemsta płonie coraz jaśniej.
Dusza każdego zdrajcy powinna być potępiona.
Ci którzy stoją za nami rozświetlają nocne niebo w płomienie.
Nasza zemsta płonie coraz jaśniej.
Dusza każdego zdrajcy powinna upaść.
Wykuta niczym szabla w płomieniach śmierci, Bracia wszyscy!
>KLIK<

Patetycznie się zrobiło :D
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 24 Sty 2018, o 01:57

Droid szybko zmienił taktykę na analizę, klatka była zrobiona na zasadzie elektromagnesów. Pręty mocno przylegały do silnie namagnesowanej podstawy. Można jednak było je przeciąć palnikiem nie męcząc się w próbę zmiany biegunów magnesu bez dostępnej elektryczności. Chaari proponowała coś na co i droid wpadł - przebić się przez metal. Zaś widok niemalże modlącego się człowieka nad leżącym obcym było widokiem, który Felmax Flatov widywał wyjątkowo rzadko. Było w tym coś co ruszyło i tego chciwusa i oszusta. Stary wyjadacz stwierdził sam do siebie, że się starzeje. Wielka nowinka. Nie czuł się jednak komfortowo na takie rytuały. Na pewno nie tutaj i nie teraz.
- Nex?! Nie mamy czasu na sakramenty! Przecież żyje! Trzeba go tylko obudzić
Dwójkę śmiałków szybko wyrzuciło z jakiejkolwiek otoczki spokoju długi jazgot jaki właśnie usłyszeli.

Dźwięk przypominał gardłowe charkanie zmieszane z przeszywającym krzykiem. Wyrażało to jednoznacznie gniew i żądzę krwi. Głód tak silny, że Devaronianowi zaczęła się ręką trząść.

Następstwem skowytu były odgłosu łomotu od strony laboratorium. Coś mocno uderzało we... wszystko. Głuche uderzenia dudniły w całym budynku przez parę sekund. Tymczasem Houk jak leżał tak leżał.
- Kurwa koniec zabawy, trzeba go skutecznie obudzić i spierdalać stąd. Chaari?! Szybko jak obudzić olbrzyma w udawanej śpiączce. TERAZ - wyrzucił z siebie błyskawiczny potok słów Flatov.
- Potrzeba Adrenaliny. Pobudzić trzeba organy odpowiedzialne za jej wydzielanie, u humanoidów klasycznie odpowiedzialne są za to nadnercza, ale lepiej będzie użyć gotowej adrenaliny. Na pewno jest w magazynie...
- Dobra wystarczy. Jaig?! Wal w kolegę dwieście dwadzieścia wolt! Pełna Moc!


Droid zbliżył się jak mógł do klatki i wysunął ku ciału dwa emitery. System przeciążył świadomie urządzenia i zmusił do kontrolowanego przeskoku wiązki elektrycznej między prętami, rażąc przy okazji wszystko dookoła w tym leżącego Houka.

Ciało wielkoluda zareagowało poprawnie na przepływ prądu i po krótkim wstrząsie odzyskał przytomność. Skany Jaiga wskazywały na wzmożoną pracę wszystkich aktywności organizmu. Łowca zerwał się niemalże z krzykiem w ustach.
- Kyr'amur an!... - oddychał głośno i zebrał się na nogi. Nic nie widział, ale był pewien, że ktoś tu jeszcze jest
- Kim jesteście!? Co się dzieje!? - był bardzo niespokojny i zdezorientowany. W końcu wybudzono go, rażąc go prądem. I nie tylko. Jak oddalał się w stan uśpienia był pewien, że nie przeżyje tego. Ostatnią rzecz jaką pamiętał to nieustanny jazgot, krzyki i odgłosy otaczającej go śmierci. Miał sen w którym duchy jego kompanów nawoływały go do zemsty... słusznej i sprawiedliwej zemsty... potem gnębiły go obrazy umierających... A teraz znów był w tym samym miejscu, acz otaczała go nieskazitelna cisza przerywana przyśpieszonymi oddechami dwóch istot, stojących nieopodal. Był gotów na wszystko, a przeczucie mu mówiło, że został zbawiony i los dał mu szansę... pomścić swoich braci.
- Jestem Xeras! Uwolnijcie mnie! - zacisnął dłonie na prętach klatki, a jego głos grzmiał niczym niebo tuż przed ulewną burzą. Nex wyczuł od niego gorejące emocje, a fakt, że pierw się przedstawił mógł oznaczać, że łudził się, że odnalazł go ktoś kto go uprzednio znał...

Jaig może przepalić kraty a Xeras wygiąć je wtedy, oczywiście wysilając się odpowiednio, ale jest odpowiednio zmotywowany. Sam Houk jednak nic nie widzi w tych ciemnościach, to też jego zdolność bojowa przeciwko stworowi jest ograniczona. Zrobi jednak wszystko co mu każesz. Chyba pora wrócić na powierzchnię co?... :twisted:
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5750
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 30 Sty 2018, o 00:11

– Xeras, jestem Nex. Z klanu Zitt. Przyszliśmy po ciebie, ner vod, ale teraz musisz się skupić. Mój droid przetnie kraty, ale musisz pomóc je wygiąć, nadążasz? – Houk potrząsnął głową na znak, że zrozumiał i wtedy sylwetki Zitta, Flatova i Jaiga zostały ujawnione przez palnik droida, który rozświetlił je migotliwym blaskiem płomienia.
Gdy metalowe pręty ustąpiły, olbrzym cofnął się kawałek, wziął głęboki oddech i z całą mocą naparł na stalowe więzienie, stękając przy przy tym przeciągle. Przecięte kraty z głuchym jękiem rozwarły się na zewnątrz, a Jaig odsunął się cicho brzęcząc. Xeras po wielu latach niewoli był w końcu wolny.
Nex nie zamierzał pytać go o pozostałych Mandalorian. Sądząc po dzikich odgłosach dobiegających z laboratorium, nie mogli przeżyć, o ile nie znajdowaliby się w klatkach, a przecież Zitt zbadał je wszystkie wraz z Felmaxem. Nie było zresztą czasu, by rozmawiać o czymkolwiek, poza planem wydostania się na powierzchnię. Najemnik miał tylko nadzieję, że na Pantorze nie było Thujara...

– Jaig, poświeć no trochę – powiedział i wszyscy jakby zrozumieli, że nadeszła pora omówienia strategii działania i zbliżyli się do niego. Wątłe światełko palnika miało wystarczyć tylko na tyle, aby Xeras mógł widzieć, z kim rozmawia.
– Pozostało nam jedynie wrócić na górę, ale na drodze stoi nam bestia – tu zwrócił wzrok w kierunku Houka, aby nakreślić mu nieco sytuację, po czym włączył wspólny kanał, aby połączyć Chaari.
– Mam dwa alternatywne plany, zaczniemy od najbardziej prowizorycznego. Potwór siedzi w kwaterach ochrony, ale nie damy rady po prostu się tam prześlizgnąć, dlatego musimy załatwić go podstępem. Jaig zagra rolę przynęty i dźwiękami i światłem zwabi go w stronę magazynu. – Widać było, że na te słowa droid nie zareagował entuzjazmem, ale sam też zapewne chciał już stąd wyjść. – Nie musisz jechać tuż pod niego, ważne, żeby usłyszał, właściwie zaciekawiony czymś nieorganicznym może nawet podąży, zamiast od razu atakować. My wcześniej udamy się do środka, chowając się za jakimiś środkami wydzielającymi ciepło, żeby utrudnić mu rozeznanie. Xeras będzie tuż przy wejściu do magazynu z lewej strony drzwi, dam mu swój noktowizor. Wtedy, gdy bestia wykona skok na Jaiga, będzie już za późno by skorygowała atak i Xeras chwyci ją, żeby ją przytrzymać, najlepiej za łapy. Jaig może pomóc mu, rażąc stwora prądem. Ja z Felmaxem będziemy tak ustawieni w głębi magazynu, żeby odsłonić jego brzuch w naszą stronę. Tutaj liczę na twoje umiejętności snajperskie, bo ja będę ślepy – zwrócił się do Flatova – oczywiście jeśli sytuacja będzie jasna, włącze wtedy latarkę i pomogę go dobić.
– I teraz pytanie do Chaari – rzucił do komlinku. – Czy w magazynie znajdziemy coś, na co jest szczególnie wrażliwy? Albo jeszcze lepiej, środek którym je usypiano na czas jakichś badań? Felmax może próbować go zastrzelić zwykłym boltem, ale najlepiej byłoby go uśpić albo oszołomić na tyle, by na odchodne zostawić mu granat i zmyć się.

– Teraz plan alternatywny, byłby wtedy dwufazowy. No i zakłada znajomość kompleksu przez Chaari – ponownie upewnił się, że ma jej uwagę. – W magazynie na pewno znajdą się większe pojemniki, ale pytanie czy do sufitu jest przymocowany chwytak do ich przenoszenia? Druga sprawa; czy znajdziemy tam coś silnie klejącego?
Jeśli znajdziemy takie środki można rozwiązać to tak, że Jaig znowu wabi bestię do środka, ale tym razem tak, aby weszła prosto na klejącą substancję, którą wcześniej wylalibyśmy na podłogę. Unieruchomionego stwora można by wtedy przygwoździć chwytakiem i ustawić zacisk na maksimum, żeby zmiażdzyć go albo przynajmniej nie pozwolić mu się wydostać. Wtedy ktoś z nas operowałby dźwig, a reszta ukryła się wśród ciepłych substancji. Jaig, dla pewności możesz popieścić go jak najwyższym napięciem, żeby skokiem dosięgnął lepiącej podłogi, a nie ciebie. To samo zresztą, kiedy będziesz go tu prowadził. Jeśli klej nie będzie dość trwały, Felmax mógłby dodatkowo nafaszerować bydlaka bardzo końską dawką nasennego. Potem wszyscy dajemy nogę i jak najszybciej do drabiny, a później transportowca.
– Jeśli wszystko weźmie w łeb mamy broń i granaty, wtedy Xeras mając mój noktowizor, jako potencjalnie najgroźniejszy zaabsorbowałby potwora, a my moglibyśmy go otoczyć i zapędzić w róg, a potem zasypać salwą z blasterów i detonatorów. Oczywiście tej opcji nie zakładam, jako że ryzykujemy najwięcej.
Mando zrobił krótką przerwę i złapał oddech, po jak najszybciej wygłoszonym planie.

– Drugi plan może mieć wady, ale wydaje mi się najbezpieczniejszy dla wszystkich. Jakieś obiekcje, propozycje? – skonkludował, wręczając Xerasowi zapasowego EE-3 oraz kilka detonatorów. Musieli działać natychmiast, nie było chwili do stracenia...
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 74
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

PoprzedniaNastępna

Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron