Content

Zewnętrzne Rubieże

[Księżyc Pantora] - Granice

Image

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 30 Sty 2018, o 02:31

Chaari gdyby mogła to by właśnie ściskała skronie swoimi dłońmi, a tak to oparła głowę o blat panelów sterujących w kokpicie. Gdyby mogła to starła by pot z czoła który jej się obficie zbierał i zaczął już ściekać po twarzy. Powie jedną rzecz źle... i oni wszyscy zginą...

Minęło dużo czasu, gdy ostatni raz tu była. Pamiętała część procedur, lecz pewne uciekały jej pamięci. Starała się chwytać wszystkich możliwych wspomnień, by wspomóc tam na dole swoją radą. Była za to po części odpowiedzialna. Musiała temu zaradzić...

- Nex drugi plan odpada... nie mamy samobieżnych dźwigów, ani chwytaków. Wszystko było oparte na energii elektrycznej kompleksu. Acz pierwszy plan ma potencjał. W magazynie jest parę materiałów, które mogłyby zaszkodzić bestii, jeśli je odpowiednio... zastosujecie. Będę tłumaczyć w drodze. Udajcie się tam -
Nex wysłuchał i przeszli przez główny korytarz do magazynu wciąż się rozglądając, uczucie, że zaraz coś go zabije towarzyszyło mu już bardzo długi czas. Ciągłe widoki zmasakrowanych ciał wwiercały się w psychikę człowieka. Dotarli wnet do magazynu chemicznego.
- Zrobicie pirotechniczną mieszankę o ogromnej temperaturze spalania i umieścicie ją nieopodal Jaiga. Robot ulegnie zewnętrznemu stopieniu, ale bestie to powinno oślepić i zdezorientować odpowiednio długo, byście zdołali to zastrzelić. Starcie wręcz skończy się śmiercią. Natychmiastową. Nie zapomnijcie ustawić noktowizorów na nagłą adaptację, będzie dużo światła. - wyjaśniła wstępnie pantoranka, po czym zaczęła tłumaczyć na szybko jak zrobić ładunek zapalający z tego co jest w magazynie. Minęły kolejne długie minuty, które zaczęły wszystkim już grać na nerwach. Jedynie droid zdawał się być nieporuszony. Nex i Felmax uciszali Chaari, gdy ta próbowała tłumaczyć jakie to niebezpieczne i że trzeba uważać. Kobieta w końcu dostosowała się do wydawania poleceń, których oni nie musieli rozumieć. Zaufali jej i nawet nie zdawali sobie sprawy, że dzielił ich włos od śmierci poprzez spalenie żywcem. Kobieta odetchnęła i wygięła się do tyłu na krześle, gdy udało im się podłożyć ładunek w przejściu i nie uległ on samozapłonowi.

Plan uległ skorygowaniu, Nex miał ubezpieczać Felmaxa z blasterem, on zza rogu czyhał na moment z karabinem, a Houk miał być ostatnią deską ratunku, gdyby Devaronian potrzebował więcej czasu.

Jaig był już na miejscu i cała reszta.
- Zaczynamy - powiedział Nex, nie widząc kompletnie nic. Brak widoku na rozwój sytuacji zaczął mu podpowiadać sprzeczne wizje. Nawet się nie zorientował kiedy ręce zaczęły mu drżeć. Jaig natomiast zapalił latarkę i część korytarza wyświetliło światło. Droid zaczął wydawać z siebie dźwięki. Chwila napięcia trwała i trwała, Nex zauważył, że oddycha szybciej niż powinien. Zamknął oczy by się uspokoić...

Głośne charkanie odbiło się od ścian i wyrzuciło jego oczy do przodu. Pisk przerodził się w tubalne grzmiące gardłowe ryczenie. Odgłosy dudnienia zapowiedziały atak. Felmax uniósł karabin
- o ja pierdole... - wymskło mu się, gdy ujrzał stwora, który dwoma susami z samego wyjścia zredukował dystans i skoczył na Jaiga. Devaronian posłał bolt w ładunek i korytarz rozjaśnił się. Bestia zaryczał takim głosem, że Nex uczynił krok do tyłu. Dostrzegł też aparycję potwora. Miał długość trzech metrów, jego brzuch był pokryty nienaturalnie wybrzuszonymi mięśniami, podobnie wyglądały jego długie kończyny. Bestia była czarnego koloru, acz jego pysk, czy może twarz była najbardziej przerażająca, przypominała zniekształconą do granic możliwości przerośniętą twarz człowieka jakby rozpłaszczoną na przodzie korpusu. Ślepia były całe czarne i błyszczące o wielkości kul bilardowych, brak nosa i rozdziawiony otwór mający przypominać paszczę ukazywał ociekające krwią szpiczaste zębiska. Grzbiet pokrywały wystające szpikulce które jakby zachodziły za "twarz" stwora chroniąc po części jego ślepia.

Felmax oddał strzały w stronę potwora, cierpiącego z powodu nagłych oparzeń, które topiły jego tkankę, acz nie powaliły. Szamotał się losowo, a przestraszony Felmax trafił stwora, ale nie w brzuch.
- Cholera! - Przycisnął mocniej karabin do barku i zaczął próbować go zastrzelić. Ten jednak skierował swój pęd w ich kierunku a pociski z blastera trafiały w odporne wystające kolce. Nex sięgnął po granat, lecz dosłownie zastygł, gdy zobaczył jak szybko potwór pokonuje odległość, a jego obłędne wielkie ślepia jakby rosły skierowane na niego w tempie przerastającym pojęcie.

Houk widząc rozwój sytuacji z bojowym krzykiem wyskoczył na potwora próbując go zatrzymać. Poczwara chwyciła wyciągnięte ramie Xaresa i tak mocno zacisnęła paluchy na jego ręce, że wszyscy usłyszeli głośny odgłos łamanej kości i krzyk śmiałka. On jednak nie zamierzał odpuścić i blasterem z drugiej ręki strzelił poczwarze prosto w paszcze, nim oberwał uniesioną pięścią. Stwór rzucił Houka o metalową ściane, niczym jakąś lalkę i odchylił się do tyłu z bólu znów parskając.

Felmax oddał serię strzałów, która w końcu poraziła bestię w jego wrażliwe miejsce. Stwór wydał z siebie ostatni krzyk o wyższej częstotliwości niż poprzednio i padł głucho na podłoże. Nex nagle jakby wybudził się z horroru, będąc na bezdechu i czując zimny pot na całym ciele
- Skurwysyn leży! Spierdalamy! Nex! - Głos Devaronina wybudził go z letargu. Wciąż ściskał granat, którego nie rzucił. Ruszył w bieg, a widząc że Xeras zebrał się z pod ściany i mógł się ruszać, tylko i wyłącznie przyśpieszył. Pobiegł przodem, byle opuścić to miejsce. Tam za nimi w końcu była druga poczwara. A ogień przed nimi pozostał na martwych truchłach.

Felmax z Xerasem podbiegli do droida i na szybko wymontowali z niego najważniejsze partie. Właściwie nie było to trudne. Był w kawałeczkach rozwalony o ścianę.

Grupa szybko pokonała szyb windy i wybiegła w stronę statku... Nex dopiero mijając próg rampy odzyskał panowanie nad sobą. Houk mimo obrażeń stał wyprostowany. Devaronian z rozdziawioną gębą pozbawioną nadziei gestem zbył dwójkę jego ludzi, którzy zdołali przeżyć i zabezpieczali Chaari. Nie chciał słuchać ich wyjaśnień tylko jak najszybciej stąd spieprzać. Pełną parą ruszyli do kokpitu. Chaari czekała na nich, w końcu nie mogła pilotować.

- TO TY SUKO!!! - Houk jak ją zobaczył wpadł w szał, który niemalże uniósł jego sparaliżowane ramię, podbiegł do niej i drugą ręką uniósł wysoko pod sufit, zaciskając na jej szyi swoje grube palce
- ZGINIESZ PARSZYWA SUKO!!! URWĘ CI GŁOWĘ!!! - zaryczał
- Postaw ją na ziemi! Albo przestrzelę Ci plecy Xeras! - zaprotestował Devaronian. Xeras zorientował się, że Felmax mierzy w niego z karabinu, a jego palec jest przytulony do spustu, a Cathar i Gammoreanin zareagowali podobnie, mierząc z broni w stronę dyktowaną przez szefa. Mandalorianin był jednak przekonany o sprawiedliwości, więc puścił kobietę, a ta wylądowała na kolanach przed nim kaszląc głośno.
- To ona! Spowodowała śmierć moich ludzi! Zabiła Mandalorian jak jakieś szczury doświadczalne! Jest jednym z nich i musi umrzeć! - popatrzył gniewnie na Nexa, jakby czekając na jego oczywistą odpowiedź. Felmax też zwrócił ku niemu oczy jakby czekając na jego wyrok. Kobieta zaś wciąż kaszlała z oczami pełnych łez, chyba chciała coś powiedzieć, ale nie mogła.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 30 Sty 2018, o 13:40

– DOŚĆ!!! – zagrzmiał Nex, dając upust pozostawionemu na dole strachowi. – Odłóżcie broń! Nikt nie będzie nikogo zabijał, nie dopóki ja tu stoję!
Zitt dyszał głośno, a krople potu spływały mu z czoła. Wciąż jeszcze nie opanował drżenia rąk, ale mimo to emanował teraz dziwną pewnością.
– Udesiir, ner vod! – zaczął przerzuciwszy wzrok na Xerasa. – Wyjaśnimy to wszystko, ale dopiero, kiedy znajdziemy się poza zasięgiem Imperium. Mamy teraz inne zmartwienia. Nikt więcej dzisiaj nie zginie. Powiedziałem już ostatnie słowo. – Ostatnie zdanie zaakcentował jak najdobitniej i pozwolił mu ponieść się po kokpicie.
Nikt więcej dzisiaj nie zginie – powtórzył w myślach i spojrzał na resztki Jaiga, które trzymał Felmax. Podszedł teraz i bez słowa zabrał mu je i poszedł w stronę fotelu pilota.
– Siadaj – rzucił oschle w kierunku Chaari, a sam zajął miejsce za sterami. Jednocześnie chciał ją mieć na oku. To, co powiedział Xeras wprawiło go we wściekłość. Nie wiedział, co właściwie miał z nią zrobić. Na tę chwilę odroczy decyzję, dopóki nie opuszczą księżyca. Później wysłucha każdego i zadecyduje...
Spróbował się teraz wyciszyć. Nie dało to pełnego rezultatu, zbyt wiele myśli rozbijało się w jego głowie, ale przynajmniej opanował już drżenie rąk. Uruchomił sekwencję startową transportowca. Pragnął znaleźć się jak najdalej od tego wysypiska. Niech Imperium radzi sobie z tym, co stamtąd wypełznie. Jednak w tej w tej chwili wszystkie jego myśli, dryfujące gdzieś w podświadomości skupiły się w jednym miejscu, czy też raczej osobie. Nie kontaktowali się z Rictusem od co najmniej kilku godzin. Nex włączył teraz na swoim komunikatorze częstotliwość, którą wymienił się z nim przed tym, jak się rozdzielili, ale minęła jeszcze chwila nim się odezwał.
– Zadanie wykonane. Powtarzam: zadanie wykonane. – Zitt uśmiechnął się nieznacznie. – Możesz startować, stary, masz moją pozycję. A, i przygotuj stację medyczną, mamy małe zadrapania. Odbiór – uciął w oczekiwaniu na odzew i spojrzał na rękę Houka. Bestia miała naprawdę wielką siłę, skoro z taką łatwością strzaskała mu kość. Mandalorianina przeszedł dreszcz na wspomnienie tego dźwięku.
– Felmax, możesz przejąć stery, jeśli czujesz się na siłach, żeby pilotować – zwrócił się w kierunku Devaronianina. – Za chwilę powinniśmy dostać odpowiedź i ustalić miejsce spotkania. Na razie leć nisko. Ja tymczasem sprawdzę co z Xerasem.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 86
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 1 Lut 2018, o 16:04

Xeras wyszczerzył zęby w skrajnie gniewnym wyrazie twarzy, ale nie podniósł głosu na Nexa. Obrócił się od siedzącej na podłodze kobiety zrobił krok do przodu zastygł i w końcu poszedł bez słowa szukając jakiegoś miejsca, gdzie mógłby ocenić swoje rany. Kobieta zaś zebrała się z podłogi nadal nie mogąc nic powiedzieć przez kasłanie i siadła z wysiłkiem wyrównując ostatecznie oddech. Rictus odpowiedział radosnym tonem
- Tutaj Ja. Przyjąłem. Wszystko pomyślnie i bez komplikacji, do rychłego! Bez odbioru.

Felmax słysząc pytanie odpowiedział krótko, po czym zwrócił się do swoich ludzi. Jego twarz przybrała kamienny wyraz.
- biorę to na siebie. Tog, weź Chaari do osobnej kajuty i pilnuj jej. Ma nie wychodzić. Cruth opowiesz mi w międzyczasie jak wam poszło, jasne?
- Jasne szefie - odparł Cathar, a Gammoreanin kiwnął łbem i chwycił za pas kobietę. Trzymał ją pod pachą niczym jakiś zwinięty koc
- Kurwa! Potrafi chodzić! Zaprowadź ją... litości... - Tog zamrugał oczami, po czym postawił ją na nogi i szturchnął by ta szła do przodu. Chaari miała wlepiony wzrok w podłogę, ale szła w kierunku narzuconym przez grubasa. Zamilkła, łkając cicho.

- To jak?! Co się działo? - rzucił żywo Flatow, manewrując statek w umówione miejsce.
- No my szefie wpadli, zastrzelił jakiś snajper jednego z naszych to ja z Togiem zaczeli my walić z czego popadnie. Udało nam się zabić wszystkich... chyba.
- Jak to chyba?!
- No bo było ich jeszcze chyba dwóch? No karabin a blaster odróżnić dam rade. Blaster też strzelał przez chwilę z karabinem, więc ich dwóch. Ogień zaprzestali wymieniać jak im pociągnąłem serie i głucho się zrobiło. Zaczęli my szukać zwłok. Jednego znaleźliśmy, ale karabinu nie miał. Zwątpiliśmy i wróciliśmy na statek, jeszcze by się na nas zaczaił to zrezygnowaliśmy z szukania.

- hmmmm.... Dobra idź do Toga i łapy precz od kobiety.

***

...Trist, Gothal, Volos, Peter i Ariett... mógł wymieniać dalej swoich członków nieistniejącego już klanu, acz ta ostatnia para, to byli ludzie którzy po mandaloriańsku byli mężem i żoną, zapowiadało się, że zdecydowali się na dzieci, a klan miał stać na ich straży. Xeras był z nich taki dumny, choć byli fizycznie słabsi oboje dorównywali mu na łowach, sprytem i celnością. Nie mógł się nacieszyć, że będzie mu dane oglądać kolejne pokolenie mandalorian...

Pamiętał jak dziś kiedy po przegranej bitwie uciekali, rozgromieni przez imperialne siły. Agenci jednak wytropili ich kryjówki. W większości przypadków dokonali czystek, a część pojmali. Wsadzili do więzień lub gorzej... w miejsca do których światło nie docierało... w prawdziwe czeluście otchłani, gdzie życie było klątwą... Zmuszony był patrzeć jak jego powód do dumy kotłuje się w klatce w koszmarnych długich na całe dnie konwulsjach i powoli zamienia w wyschnięte nieruszające się zwłoki. Ich przerażone wyrazy twarzy nawiedzały go każdej nocy.

Jego prawa ręka miała zmiażdżoną kość ramieniową w środkowym odcinku. Wewnętrzny krwotok spowodował, że ręka spuchła niemiłosiernie. Houk siedział bez koszuli w wolnej kajucie nie zważając na ból, leżała obok niego strzykawka z Bactą, wyciągnięta z apteczki transportowca. Przydałoby się tylko to jakoś usztywnić. Miał też potłuczone żebra i krwiaki na tylnych częściach ciała od uderzenia o ścianę, acz cierpiał w duszy bardziej. Miał zamknięte oczy, zaciśnięte zęby, a jego sprawna pięść zaciskała się, aż zbielały mu kłykcie, a mięśnie ręki wybrzuszyły się w pełnym napięciu. Jego gniewny wzrok spoczął na Nexie kiedy ten wkroczył do środka.
- Zawdzięczam Ci życie, acz nie zemstę, a to jedyne co mi zostało w tym pierwszym... Twoje postępowanie jest wielkie i godne, wyciągnąłeś mnie z piekła. Co planujesz? - zapytał już mniej szorstkim tonem, jego postawa nie była pozbawiona szacunku, acz widać było jak kotłowały się w nim sprzeczne emocje. Pragnął zemsty tak bardzo, że zaczął wątpić w swój honor.

Tutaj soundtrack przy którym układałem ten post. Powinien podpasować Ci pod nadchodzącą fabułę
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 2 Lut 2018, o 22:27

Nex wszedł do osobnej kajuty, gdzie ogromny Houk przesiadywał samotnie i próbował uśmierzyć ból ręki. Złamanie wyglądało poważnie, z pewnością kość została strzaskana w wielu miejscach, co spowodowało krwotok. Trzeba będzie jakoś temu zaradzić, kiedy znajdą się w Przestrzeni Huttów. Ale najemnik nie mógł być spokojny dopóki wciąż znajdowali się w tym układzie.
Usiadł teraz naprzeciwko Xerasa i wysłuchał to, co drugi Mandalorianin miał do powiedzenia. Nex dopiero teraz uświadomił sobie, że to pierwszy członek jego ludu, którego spotkał od czasów wojny... Nawet w Zewnętrznych Rubieżach bardzo ciężko było znaleźć Mandalorian. Domyślał się gniewu, jaki Houk musiał w sobie zdusić. Jeśli Telme była zdolna do zamordowania bezbronnych ludzi, co skłoniło ją do zmiany? Nieważne jaka była odpowiedź, Zitt był jednak pewien, że zabicie jej nic nie zmieni. Można było jednak dokonać czegoś znacznie większego...
– Co planujesz? – pytanie olbrzyma rozbrzmiało w jego głowie. Nex nie miał pojęcia od czego zacząć.
– Byłem tam. Dwanaście lat temu. Widziałem na własne oczy jak ci demagolkase zniszczyli Mandalorę. Klan Zitt miał dwie korwety, w sumie 160-osobową załogę razem z mniejszymi klanami. Kiedy bitwa była przegrana musieliśmy się wycofać, ale zanim skoczyliśmy w nadprzestrzeń, ostrzelał nas niszczyciel. Z mojego statku przeżyło nas 24, los drugiej pozostaje mi nieznany. Mieliśmy ich szukać i rozdzieliliśmy się na Columeksie, ale od tego czasu nie dostałem wieści od żadnego z nich i nie wiem, gdzie teraz są. Na trop Mandalorian naprowadził mnie Yarlo, dając datakron z imperialnymi więzieniami. Tak odnalazłem ciebie – zatrzymał się, aby zebrać więcej myśli.
– Jaki jest twój klan, vod? Od 12 lat szukam Thujara Zitta, ale kiedy zobaczyłem, do jakich miejsc Imperium zesłało innych moich braci zrozumiałem, co jest moją powinnością. Tej zniewagi nie możemy puścić płazem. Mam zamiar odnaleźć pozostałych albo stworzyć nowych jeśli będzie trzeba, haar'chak! Pragniesz zemsty, ner vod? Dam ci ją, ale musisz mi pomóc. Jeśli uda nam się odbudować ducha Mandalory, razem będziemy w stanie rzucić Imperium na kolana.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 86
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 2 Lut 2018, o 23:21

- Nie mam już klanu, zaprowadziłem ich wszystkich na śmierć i w ten sposób splamiłem swój honor, ale Ty! Ty chcesz nas wyzwolić! Jak na mandalorianina przystało, kiedy ja już porzuciłem w tym dole takie postanowienia... Upadłem nisko Nexie Zitt. W przypływie gniewu chciałem was wszystkich pozabijać. - zamilkł na chwilę, ale patrzył się na Nexa oczami pełnej szczerości.
- Masz wiedzę gdzie przetrzymują naszych. Musiałeś się wysilić by w pojedynkę zjednać sobie innych niemandalorian - podkreślił ostatnie słowo.
- I następnie udać się na tą samobójczą misję. Ten stwór... dawno nie czułem takiego lęku i zwątpienia... Może dla tego, że zardzewiałem w tel celi i faszerowali mnie chemią... - położył zdrową rękę na ramieniu Nexa
- Ja straciłem już wszystko, ale Ty wciąż walczysz o nas, to i ja pójdę za Tobą w ogień. Przywróciłeś mi nadzieję i chciałbym dołączyć do Twojego klanu. Odbijemy wszystkich naszych braci i przyniesiemy Imperium zgubę, a nam należną nam chwałę! Chcę pierw jednak usłyszeć jak do tego doszło, że ta kobieta pomogła Ci w wyzwoleniu mnie i chcę usłyszeć Twój wyrok. Musisz wyznaczyć sprawiedliwość Nex, to sprawa honoru. To dobry przykład, ja byłem wodzem i chętnie zobaczę jak to robisz. Jeśli chcesz by mandalorianie za nami poszli musisz być sprawiedliwy, nie tylko charyzmatyczny i odważny. Wina musi spotkać się z karą, tak jak Imperium w konsekwencji naszej zemsty musi zostać zmienione w popioły.

Jeśli chcesz by Houk Cię szanował warto byłoby zrobić jak mówi. Jednakże jeśli zapytasz go jaką karę wymierzyć, to odpowiedź jego brzmi: śmierć. Na spokojnie uda wam się wylecieć. Możesz post zakończyć na wejściu w nadprzestrzeń i zaczęciu ewentualnego procesu. W następnym poście zawrę co się stało po waszej akcji na Pantorze :]
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 5 Lut 2018, o 01:43

Tak. Być może Xeras miał rację. Jeżeli Chaari rzeczywiście własnoręcznie zamordowała Mandalorian, to należała jej się śmierć. Ale wobec tego dlaczego sprzeciwiła się swoim mocodawcom i skończyła okaleczona u jakiegoś pantorańskiego kacyka? Nie wszystkie karty tej historii zostały jeszcze odkryte, ale to już wkrótce się zmieni.
– Ta historia śmierdzi, Xeras. Nie wszystkie fragmenty do siebie pasują... Kiedy przylatywaliśmy na Pantorę, mieliśmy tylko jeden trop – ją. Natknęliśmy się na informacje, że brała udział w protestach przeciwko działalności Scentix i że została stamtąd usunięta i pozbawiona tytułu naukowego. Potem wyznaczono za nią nagrodę i schwytano. Znaleźliśmy ją dzięki Felmaxowi, temu z rogami. Była przetrzymywana w jednym z klubów nocnych jako niewolnica. Kiedy ją zabraliśmy, powiedziała nam, że pracowała kiedyś nad prototypem, który wyłączyłby całe laboratorium i w ten sposób udało nam się w ogóle wejść do środka. Z tego co słyszałem była też jakąś kartą przetargową Hutta. Pracowaliśmy zresztą dla niego, ale niezbyt... dogadaliśmy się z jego ludźmi, i musieliśmy improwizować. Coś tu cuchnie, vod, ona nadal nie powiedziała nam całej prawdy. Ale zapewniam cię, że to zrobi, jak tylko znikniemy Imperium z radarów. Zabiłbym ją za samo pomaganie wrogom Mandalorian, ale zastanów się, bracie – Nex położył mu rękę na ramieniu. – Ta Pantoranka od dawna pracowała dla Imperium, zna się na technologii jak mało kto. Haar'chak, wiedziała jak przeciążyć systemy całego kompleksu badawczego. Wciąż coś przed nami ukrywa i jestem pewien, że ma większą wiedzę o imperialnych systemach. Ona jest jak nóż, ner vod. A ten nóż zwrócony przeciwko Imperium może poderżnąć mu gardło. Ona jest bezbronna, a ci aruetiise nadal ciemiężą Mandalorian. Przez lata była gwałcona i bita, zdradzona przez własnych ludzi i porzucona. Jej los już jest gorszy niż śmierć, a o Mandalorianach galaktyka znów sobie przypomni. I raz jeszcze zapłonie naszą zemstą! – Zitt uniósł rękę i zacisnął dłoń w pięść.

****

Felmax prowadził tym czasem ich nieco zardzewiały transportowiec, a milczące pozostałości tajnego kompleksu korporacji Scentix z wolna pomniejszały się w miarę jak kompania oddalała się na zachód. Echa nocnych wydarzeń pobrzmiewały jeszcze w jego głowie, i głowach wszystkich członków załogi, kiedy na księżycu nastawał powoli nowy dzień, a mrok ustępował światłu wschodzącego poranka.
Pojazd mknął teraz nisko nad powierzchnią wrzosowisk, rozwiewając nawet kępy znajdujące się pod nimi, a głuchy szum starych silników niósł się daleko w odległe połacie traw. Lecieli tak już około godziny, żeby mieć pewność, że wylot transportowca nie zostanie powiązany z katastrofą, która dokonała się w kompleksie. Był to czas dostatecznie długi, żeby przemierzyć wystarczająco sporą odległość, a jednocześnie na tyle krótki, żeby Imperium nie siadło im na ogonie.
Felmax otrzymał teraz koordynaty Zwiastuna i poderwał pojazd w górę. Nex poczuł to w żołądku, ale wywołało to w nim raczej uczucie ulgi. Nareszcie opuszczali ten cholerny księżyc, lecz jednocześnie dopadła go myśl, że to był dopiero początek. Odbudowanie szeregów Mandalorian na tyle, by móc zagrozić Imperium wymagało nie lada wysiłku. Mimo to już był to krok ku czemuś wielkiemu.

Statek przecinał chmury, a odległa powierzchnia niknęła za nimi coraz bardziej. W końcu maszyną zaczęło nieco trząść, niosąc metaliczny stukot po pokładzie, aż pomarańczowawa poświata niejednorodnie otoczyła poszycie rozgrzewając je do czerwoności. Atmosfera zaczęła się wyraźnie rozrzedzać, tracąc przy tym błękitny odcień przechodzący teraz w odcienie granatu i czerni. Maleńkie ledwo jeszcze dostrzegalne punkciki zamigotały przed nimi. Nex opuścił kajutę i stanął nieopodal Flatova wyglądając przez iluminator kokpitu. Znaleźli się właśnie w przestrzeni kosmicznej, a atmosfera Pantory przypominała już tylko mleczną mgiełkę unoszącą się nad powierzchnią. Po prawej stronie można było dostrzec w oddali stację kosmiczną, która jakby spoglądała na nich złowieszczo. Dodatkowo znajdowali się teraz w miejscu, gdzie zza księżyca wyglądała Orto Plutonia. A przed nimi rysował się jeszcze niezbyt dobrze widoczny, ale znajomy kształt...

Po nieznośnych momentach oczekiwania w końcu sylwetka Zwiastuna ukazała się im w pełnej krasie. Nexa przeszedł lekki dreszcz ekscytacji i ruszył żwawo w kierunku luku cumowniczego.
Witamy z powrotem! – rozległ się radosny głos na pokładzie, kiedy dwa statki łączyły się ze sobą. Trzask oznajmił wreszcie zaczepienie i właz do YT-1760 rozsunął się z sykiem. Uruchomiła się jeszcze sekwencja dekontaminacji i pokład Zwiastuna stanął otworem. Tam czekał już Rictus.
– Wybacz, że tyle nam to zajęło stary – powiedział Nex i wybuchnął śmiechem, a Vepsin zawtórował mu. Uściskali się, po czym Mando pokazał mu resztki Jaiga.
– To wszystko, co z niego zostało. Miał prawdziwego ducha, uratował nam skórę.
Rictus spojrzał z przejęciem części droida, ale chwilę potem znów na jego twarzy zagościł uśmiech.
– Zaradzimy coś na to. Dobrze, że zabraliście podzespoły przechowujące pamięć. Wystarczy kupić nową powłokę i dam radę go poskładać.
Gdy wypowiadał te słowa, za plecami Nexa zaczęła się uwijać reszta załogi, która niosła skrzynki z pozostałym uzbrojeniem i jakieś inne przedmioty z transportowca. Wśród nich Rictus dostrzegł... Mandalorianina? Nie tak sobie ich wyobrażał. Nex mówił mu kiedyś co prawda, że wśród jego ludzi można było spotkać przedstawicieli wielu różnych ras, ale ktoś tych rozmiarów... no cóż, Vepsin był zaskoczony. Był dużym gościem.
– Dla ciebie – powiedział Houk, wciskając Rictusowi skrzynkę wypełnioną jakimiś cylindrami i wyszczerzył zębiska. – Jestem Xeras, ty pewnie jestem tym pilotem, o którym mówił Nex Zitt?
– R-rictus, miło mi – odparł zaskoczony jego bezpośredniością. Olbrzym za moment znowu zniknął na pokładzie transportowca.
– To co, zmywamy się z tego zadupia? – rzucił Felmax. – Nawet nie wiecie, od jak dawna tu siedzę.

Tymczasem Nex przemierzył pokład swojego statku. Przejechał palcami po ścianie korytarza, aż wreszcie dłoń spoczęła na drzwiach jego kajuty. Nacisnął przycisk i pokój stanął otworem. Nie zmienił się ani trochę od czasu, gdy był w nim po raz ostatni. Nadal był tak samo ciemny i przytulny. W dodatku na stole stała nieotwarta jeszcze butelka Menkooro. Zitt otworzył ją niemal ceremonialnie i nalał trochę alkoholu do niskiej szklanki stojącej obok. Pociągnął łyk i westchnął, delektując się smakiem.
Jego wzrok spoczął teraz jednak na plastalowym pojemniku o kształcie cylindra, który, niepozorny, znajdował się w ciemnym kącie. Podszedł do niego jakby bał się jego zawartości. Kucnął przy nim i nieśmiało przycisnął przycisk na górze, a wieko rozsunęło się po obwodzie, ukazując zawartość. Zbroja z beskaru pozostawała nietknięta. Jeden z najrzadszych i najcenniejszych metali w galaktyce po anihilacji Mandalory i porzuceniu Concord Dawn stał się jeszcze rzadszy i jeszcze cenniejszy.
Zitt spojrzał na zbroję i wyciągnął z pojemnika poszczególne elementy. Następnie zdjął z siebie część ubrań i wcisnął się w kombinezon. Potem włożył na siebie napierśnik, naramienniki, nagolenniki, buty i naszpikowane elektroniką karwasze. Wyciągnął z torby swoją pelerynę i zarzucił ją sobie na ramiona. Na sam koniec włożył hełm. Znówu czuł się sobą, ta zbroja była częścią jego tożsamości. Przez cały pobyt na Pantorze miał wrażenie, jakby był w obcej skórze.

W tym czasie wszyscy zdążyli już przenieść potrzebne rzeczy z transportowca i zostali przez Rictusa rozlokowani na pokładzie Zwiastuna. Chaari i Felmax współdzielili teraz kajutę z Rictusem, Tog i Cruth zajęli miejsce w maszynowni z lewej strony bakburty, a Xeras w maszynowni po prawej stronie. Udało się im nawet znaleźć jakieś materace.
Nex w pełnej zbroi wyszedł ze swojej kajuty i poszedł w stronę kokpitu.
– Fiu fiu – zagwizdał Flatov - to ci dopiero wdzianko. Prawdziwy Mandalorianin.
Zitt nie zwrócił na to zbytniej uwagi i usiadł obok Rictusa.
– Spadajmy już stąd. Im dłużej tu tkwimy, tym gorzej. Zabierz nas do przestrzeni Huttów. Gdzieś gdzie uzupełnimy zapasy i kupimy części dla Jaiga.
– Mówisz, masz. Złapcie się czegoś – odparł Vepsin i wprowadziwszy odpowiednie koordynaty, po chwili pociągnął za dźwignię. Napęd statku wydał charakterystyczny, przeciągły dźwięk i kilka sekund później gwiazdy zmieniły się w podłużne smugi, a potem płynęli już przez tunel nadprzestrzenny. Zostawili Pantorę za sobą.

Mandalorianin wstał teraz z fotela i wziął głęboki oddech.
– Felmax, niech wszyscy zbiorą się we wspólnym pomieszczeniu. Oprócz Crutha i Toga – jego ton nieco spoważniał, ale Devaronianin bez słowa poszedł po resztę.
– Co jest, Nex? – zapytał Rictus zdziwiony.
– Zobaczysz.

Wszyscy usiedli wokół stołu we wspólnym pokoju. Na lewej kanapie Nex i Xeras, na prawej Rictus, Felmax i Chaari. Przez chwilę panowała trochę napięta atmosfera, ale Mando, już bez hełmu, rozpoczął spokojnie, jakby chciał ją trochę ostudzić.
– Chaari, jak się pewnie spodziewasz chodzi o ciebie. Jak wiemy, w trakcie akcji wypłynęły pewne... niepokojące informacje. Jesteśmy teraz na statku moim i Rictusa, a więc nie chcę tu żadnych tajemnic. Nie powiedziałaś nam wszystkiego i chciałbym, żebyś wyznała, czym dokładnie się zajmowałaś w Scentix, dlaczego odeszłaś i dlaczego tak cię potraktowano. Oraz jak się ustosunkujesz do zarzutu Xerasa. Wiem, że to trudne, ale muszę to wiedzieć, jeśli miałbym ci w ogóle zaufać. – Nex chciał, by zabrzmiało to jak najmniej jako próba ataku, nie chciał wszczynać tu kolejnej awantury. Był teraz nad wyraz spokojny i wolał, żeby tak to się zakończyło.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 86
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 6 Lut 2018, o 02:48

Kokpit statku, chwilę przed otrzymaniem wiadomości od Nexa

Rictus siedział niespokojnie w kokpicie. Chciał tupać prawą nogą ze zniecierpliwienia, acz sprawiało mu to ból, to też zrezygnował z czynności. Rany były poważne i ograniczały ruchy. Obgryzanie paznokci idealnie zastąpiło odreagowywanie niepewności przez człowieka. Tam na dole mogło się dziać wiele rzeczy, a akcja tuż przed realizacją obróciła się niemalże o sto osiemdziesiąt stopni. Wiele rzeczy się nie pokrywało, a mężczyźnie nie pozostało nic jak czekać… to były długie i niepewne chwile. Gdy jednak usłyszał pozytywną wiadomość napadła go niemalże euforia. Wiedział jednak, że to nie koniec. Musiał jeszcze zastosować swoją starą sztuczkę szmuglerską. Powinno się udać, gość ze stacji miał wyjątkowo znudzony głos to też nie powinien załapać o co chodzi. Co prawda zapewnił Nexa, że nie ma problemu, ale zawsze istniało prawdopodobieństwo wpadki. Nie chciał jednak martwić go tym detalem, nie po tym co się stało na powierzchni. Ta kwestia należała do jego ekspertyzy

- Stacja, tutaj YT-1760 „Krewetka” przekazuję numery identyfikacyjne. Pragnę opuścić układ
- Przyjąłem-zezwalam-na-odlot –
odpowiedział flegmatycznie ciągnącym się głosem mężczyzna, który jedynie co miał w głowie to powrót do domu. Rictus uwolnił statek od śluzy i wykonał bardzo dziwny i niepokojący manewr. Nagły i szybki i przede wszystkim jakby pozbawiony sensu.

- Krewetka! Co się dzieje! - gościu w stacji prawdopodobnie mógł zlecieć z krzesła, acz uspokoił się jak zobaczył, że statek dryfuje w przestrzeni kosmicznej z dala od stacji wchodząc na orbitę planety, acz nieco dziwnie zorientowany w stosunku do planety
- Awaria podzespołu sterującego! Sytuacja opanowana, muszę dokonać przeglądu! – odparł niemalże dramatycznym głosem Rictus
- Czy potrzebna pomoc? – zapytał Pantoranin ze stacji
- Jest w porządku, po prostu mamy niekompatybilność oprogramowania i zapomniałem o niej, inaczej normalnie bym wystartował. Mamy stare sterowniki, ale nowy sprzęt i zapomniałem, że autopilot źle działa – słysząc to Pantoranin znów rozsiadł się wygodniej widocznie jednak poirytowany. Narobił mu stracha, tymczasem mógł jednak wszystko załatwić sam, no i nie chciało mu się wysyłać pomocy… za dużo potem jebania się z papierkową robotą jest… zaraz pewnie wszystko wróci do normy… jak zwykle.

Statek zaś nadal dryfował. Mijały cenne minuty, kiedy to obiekt oddalał się od stacji i stacjonującego ISD. Uwagę kontroli lotów przejęli inni użytkownicy. A czas nadal mijał. Pantoranin w końcu zorientował się, że statek za długo już występuje na radarze, powinien już jak to bywa zwykle, skoczyć w nadprzestrzeń.
- YT-1760 „Krewetka”, czy wszystko w porządku, nie opuściliście układu! – Pantoranin powoli tracił cierpliwość.
- Mam problem z hipernapędem… i podzespół nie odpowiada Sir. Pracujemy nad tym, powinniśmy zaraz opuścić system! – powiedział Rictus, miał tylko nadzieję, że Flatov nie zapomni zagłuszacza fal uruchomić w transportowcu.
- Wysyłam wsparcie techniczne. To będzie was dodatkowo kosztować! – Odparł już bardzo poirytowany
- Nie trzeba! To tylko dysfunkcja spowodowana pomyłką! Mam odpowiednie oprogramowanie! Pomyliłem się przepraszam! – grał na czas, a Pantoranin już miał ochotę powiadomić Imperialnych by wysłali na niego myśliwce i odeskortowali dziada do więzienia za utrudnianie pracy kontroli. To jednak było za dużo zachodu. Chciał tylko, żeby ten palant poleciał już, a nad uchem kolejny to użytkownik lotów zawracał mu dupę. Wkurwił się, jednak nie wystarczająco, by pokrzyżować plany szmuglera, acz wysłał ku oddalonemu statkowi drużynę wsparcia technicznego w małym statku. Rictus osiągnął jednak cel. Był wystarczająco daleko od stacji i od gwiezdnego niszczyciela. Ni stąd ni zowąd na radarze obok Krewetki pojawił się kolejny obiekt, a statek techniczny spanikował i dokonał odwrotu. Na wiadomości od stacji Rictus odpowiedział milczeniem. Pantoranin zorientował się o co chodziło i podniósł alarm. Dystans był jednak zbyt duży a szybkość reakcji niewystarczająca. Imperialne myśliwce poleciały w kierunku statku by go zniszczyć, gdy ten bez pośpiechu połączył się z bliżej nieokreślonym transportowcem. Jedynie Flatov wiedział by popędzać resztę, a Nex nawet nie zorientował się jaki tu hazard zagrano. Wszyscy jednak szczęśliwie skoczyli w nadprzestrzeń, zostawiając pędzące myśliwce za sobą… Czekał ich miesiąc podróży ku sławnemu księżycowi Nar Shadda.

***

Ichi do samego końca nie mogła uwierzyć, że zawiodła, jej zamarznięty wyraz twarzy sugerował zaskoczenie, którego nie mogła pojąć. Była tak pewna siebie, w końcu nie przegrała ani jednej walki wręcz. Do tej pory. Mówią, kto mieczem wojuje ten od miecza ginie. I rzeczywiście niepozorna Pantoranka miała na koncie wiele zabójstw w imię Imperium. Nie sprawdziła się jednak w nowej roli agentki, porzucając względnie prostą w swej mechanice profesję zabójczyni. Nie wiedziała, że na scenie z Huttami wszystko zawsze jest inaczej niż wygląda.

Miała jednak swoje sukcesy, a Miren był idealnym przykładem. Zakochany po uszy mężczyzna wiercił się przywiązany do łóżka. Patrzył na swoją martwą oblubienicę, leżącą w kałuży krwi i wykrzykiwał przed siebie obietnice zemsty. Zdarł sobie gardło biedak, a pragnienie odebrało mu chęć krzyczenia. Powtarzał jednak w kółko, że dorwie zbrodniarza, który ją zabił. Wnet znaleźli go agenci ISB…

***

Sala konferencyjna Hutta Hobro

- Zordo! Jest tak jak powiedziałeś mój drogi kuzynie. I postąpiłem wedle zaleceń. Dzięki Tobie Imperialni wyszli na kretynów i pogubili się we własnych sprawach.
- Cudownie Hobro. Jestem z Ciebie dumny
- Wszystko dla rodziny… acz ubolewam nad losem Yarlo…
- On nas zdradził. Nie miałem wyboru…
- A miałem z nim taki dobry kontakt. Wiele wspólnie osiągnęliśmy. I nie wierzę, że udało mi się to zgrać wraz ze starym planem Yarlo, po tym co się o nim dowiedziałem. Jego sytuacja była bardziej skomplikowana niż mi się zdawało…
- Kontynuuj swoją pracę Hobro. Zaś Scentix… To był silny cios dla Imperium, szkoda jednak, że Chaari Telme jest poza Twoim zasięgiem.
- W kwestii Pantoranki… To może ulec zmianie Zordo.
- Liczę na Ciebie młodszy bracie. Jej wiedza mogłaby nam wielce pomóc, acz cel główny został osiągnięty.


***

Skok w nadprzestrzeń był czymś co poniektórzy skwitowali głębokim oddechem. Jedynie Tog i Cruth nie skumali jak bardzo wszystko było śliskie, zaś sama Chaari Telme nie czuła ulgi… wiedziała co ją czeka. Wiedziała, że zasłużyła i cieszyła się, że udało się jej na sam koniec tego wszystkiego, chociaż w pewnym stopniu odczynić swoje zbrodnie. Gdy wszyscy zebrali się w jednym pomieszczeniu czekała na wyrok, tutaj jednak Nex kazał jej się wyspowiadać… kazał jej ponownie przez to przechodzić… skoro i tak miała umrzeć… zrobi co chce. Jej już było wszystko jedno. Udało się jej dokończyć dzieła czyimiś rękami. Niech się dowiedzą wszystkiego i skończą jej bezsensowną pogoń za życiem. Nie miała nic do czego mogła wrócić i nie miała nikogo dla kogo chciałaby żyć, a mimo wszystko chciała żyć. Zawsze była ta iskra. Zaś osoby, którymi się wysłużyła, zasługiwali na prawdę. Po pytaniu Nexa, zgromadzeni zastali ciszę. Kobieta nie mogła z siebie wykrztusić czegokolwiek. Xeras w końcu zastukał palcami o stół, a Felmax odchrząknął. Minęła długa minuta nim kobieta zaczęła mówić

- Ja… zabiłam mandalorian i wielu przed nimi… byłam czołową profesor opracowującą coraz to lepsze adrenale, dla Imperium… mające uczynić ze zwykłych rekrutów maszyny do zabijania. Z początku zajmowałam się implantologią i słynęłam z wielu nowych rozwiązań, które zastępowały kończyny utracone przez żołnierzy w trakcie służby. Wiedza ta… okazało się, że była kluczowa do opracowania nowych adrenali. Nawet nie zorientowałam się kiedy to z symulacji komputerowych, przerzuciłam się na obiekty żywe… Płacili bardzo dużo i zapewniali wszystko, byle bym pracowała dla nich… ale pewnych rzeczy już nie mogłam znieść… i zaczęłam knuć. W międzyczasie zabiłam ludzi Xerasa i wielu innych przed nim – kobieta mówiąc to zaczęła łkać
- zabiłam ich wszystkich… to ja wybierałam substancje, które rozrywały ich układy nerwowe prowadząc ciało do sprzecznych w końcu sygnałów i rzucając je w śmiertelne w konsekwencjach intensywne konwulsje. Chciałam przestać, ale plotki o moich poprzednikach zasiały we mnie strach. Każdy kto sprzeciwiał się Imperium, marnie kończył. Okazałam się tchórzliwa… nie potrafiłam się przeciwstawić… i tak ginęli kolejni w coraz to gorszy sposób… a ja się bałam… że mnie zabiją gdy zaprotestuję… miałam rodzinę… usprawiedliwiałam się, że robię to dla niej… kiedy zobaczyłam pewnego dnia jak mój mały synek młotkiem seryjnie stukał mrówki, jak siedział w ogrodzie mojej posesji. Zabijał je tak o po prostu, a ja zaprotestowałam mówiąc, że to istoty żywe i że tak nie wolno. A on mi powiedział, że nie wiedział i się rozpłakał, jak-jakby do tej pory nie brał takiej kwestii pod uwagę, że mogą coś czuć… - kobieta zawyła głośno. Minęła dłuższa chwila. Nex mógł sobie tylko wyobrazić jakiej decyzji podjęła się pantoranka. Miała bezpieczną posadkę wśród imperialnych, acz sumienie zmusiło ją by wszystko co do tej pory osiągnęła rzucić w nieprzewidywalny wir ryzyka, który w sumie skończył się dla niej marnie. Obiektywnie na to patrząc popełniła głupotę…
- zaczęłam knuć… nie byłam jednak wystarczająco bystra, mimo, że wysługiwałam się innymi. Stworzyłam nawet kult, który realizował moje plany… lecz ostatecznie wszyscy zginęli… ponoć cześć z nich uciekła, myślałam, że to wy… i nawet po tym wszystkim… nie zawahałam się użyć was by zakończyć to co zaczęłam… od samego początku byłam świadoma niebezpieczeństw jakie na was czyhają w podziemiach kompleksu, lecz dopiero pod sam koniec postanowiłam was powstrzymać przed eksploracją obiektu i do tego nieskutecznie… jestem beznadziejna… nie zasługuję by żyć… ale w końcu jest już po wszystkim… jestem gotowa przyjąć swój los – Chaari brzmiała, jakby rzeczywiście pragnęła by ktoś jej odebrał życie. Felmax jednak popatrzył na Nexa porozumiewawczo, kiedy to nienasycony Xeras wciąż płonął gniewem. Nex odczytał ze spojrzenia Devaroniana, że bezręka pantoranka ma wielki potencjał i że w zależności co on teraz powie może sprawić, że udręczona kobieta może walczyć za jego sprawę równie mocno jak siedzący obok niego Houk, a nawet i bardziej. Tyle, że po swojemu.

Sprawa jednak była zdecydowanie trudniejsza niż mogło się wydawać. Xeras żądał satysfakcji, mimo, że kobieta przyznała się do winy i okazała skruchę. No i sam fakt, że do samego końca pogrywała ich losami nie mógł się obyć bez echa w duszy mandalorianina. Pantora była bardziej zepsuta niż się najemnikowi zdawało… Mandalorianie mimo, że niekiedy przypominali barbarzyńców, mieli swój honor. Tymczasem można było stwierdzić, że honor w galaktyce jakby stał się czymś co straciło dla innych jakąkolwiek wartość, ale czy jednak było tak naprawdę?

Krótki post. Twój osąd i wyrok, a następnie ja poruszę nieco kwestii fabularnych, które odbędą się w trakcie podróży na księżyc przemytników. Pomyśl też co dalej. Możesz też drążyć interesujące Ciebie tematy.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 8 Lut 2018, o 21:12

Zabiła ich. Zabiła ich wszystkich. I wielu innych, nie tylko Mandalorian. Dar'manda... Czuł jak gotował się od środka, gniew wzbierał na sile, a oddech przyśpieszył. Bez zastanowienia sięgnął po leżący na stole hełm i prędko włożył go sobie na głowę, jakby chciał ukryć swoje emocje. Zaraz potem podniósł się gwałtownie i wymierzył palcem w Pantorankę.
– Masz rację. Powinienem teraz cię zabić, tak jak sama to robiłaś, byleby uchronić własną skórę! Hut'uun! – Krążył nerwowo po pokładzie przy akompaniamencie ciężkich buciorów.
– Jednak chciałaś naprawić ten błąd. O wiele za późno, ale wciąż... Daruję ci życie, ale nie traktuj tego jako aktu łaski. Zamiast tego daję ci możliwość odkupienia swoich win przez pomoc w słusznej sprawie. Prawdziwym wrogiem jest Imperium i tylko jeśli ukręcimy mu łeb, śmierć naszych braci nie pozostanie jedynie echem w próżni. Wierzę, że możesz zapewnić Mandalorianom przewagę. Nie zmarnuj tej szansy. – Tutaj Nex zrobił krótką pauzę, po czym zerknął na Chaari nieco łagodniejszym wzrokiem.
– Mam jeszcze kilka pytań... Jak duże były twoje uprawnienia w Scentix w kwestii baz danych? Czy na Pantorze był przetrzymywany człowiek imieniem Thujar Zitt? Albo przewinął ci się gdzieś? Jego odnalezienie pozwoliłoby odpowiedzieć na niektóre pytania...

**

Najemnik bez słowa wstał z kanapy i z nagła opuścił pomieszczenie. Skręcił w lewo do swojej kwatery i na moment zamknął za sobą drzwi. Przyjemna ciemność znów go zalała, rozproszona jedynie zielonkawym światłem. Ściągnął hełm i odetchnął głęboko, a następnie podniósł do ust szklankę z Menkooro. Pokrzepiony jej smakiem, odstawił kubek i sięgnął do małego zawiniątka znajdującego się w plastalowym cylindrze. Wydobył z niego datakron i wrócił z przedmiotem do reszty załogi.
Postawił go na środku stołu i uruchomił, korzystając z szyfru, który znał tylko Rictus i on sam. Zaraz po tym urządzenie wyświetliło kilka lokacji.

[Księżyc Pantora]
[Hoth]
[Kessel]
[Lannik]
[Stacja kosmiczna Dreamlands]
[Zeltros]

– Nasza załoga nieco powiększyła się odkąd ostatnio uruchamiałem ten datakron. Jeśli chcemy zebrać ludzi, musimy ich najpierw wyciągnąć... Pomyślałem, że razem będziemy w stanie podjąć najlepszą decyzję. Z tego co wydobyliśmy z Rictusem z datakronu, na Hoth Imperium potrzebuje na gwałt ludzi do jakiegoś projetku, na Zeltros więźniowie ponoć walczą jako gladiatorzy, Lannik to zwykłe więzienie ze skorumpowanymi władzami. Co do Kessel, ktoś rzekomo dostał się tam i zdobył plany więzienia, a na stacji Dreamlands... cóż, niewiele o niej wiadomo, poza tym, że przetrzymują tam istoty zamrożone w karbonicie. Nie wiem jak silna jest tam kontrola Imperium. Może i nająłbym kogoś do pomocy na Nar Shaddaa, ale obawiam się, że nie mam tylu kredytów. Nie wiem też, czy powinniśmy liczyć na pomoc Huttów. Zresztą nie chciałbym ich bardziej wtajemniczać.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 86
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 13 Lut 2018, o 02:03

Rictus był zadowolony z obrotu wydarzeń, zaś Xeras uznał to za zbyt delikatny osąd. Miał swój sens, ale tylko wtedy gdyby ta kobieta potrafiła coś zrobić, a aktualnie bez rąk w jego oczach była bezużytecznym słabym ogniwem. Sam Felmax zaś obserwował Nexa z nieukrywaną ciekawością.

Chaari słysząc wyrok, podniosła głowę i przez zapłakane oczy uśmiechnęła się krzywo do człowieka.
- Zrobię wszystko co w mojej mocy! Nie zawiodę Cię!- wciąż łkała. Czuła to w środku, jak bardzo była żałosną kreaturą. On jednak powiedział, że ona odkupi swoje winy. Sama w to nie wierzyła, ale on tak powiedział. Pomimo tego co zrobiła, chciał by naprawiła swoje błędy. Mówił, że nie okazał jej łaski, a zrobił coś co mógł zrobić tylko prawdziwy bohater. Poczuła jak w środku rodzi się nadzieja, a kończy beznadziejny pęd, który ją trzymał do zakończenia tego co zaczęła lata temu. Mogła zrobić coś dobrego... lecz nigdy sobie nie wybaczy, nigdy nie zapomni... nie zasługiwała na taką łaskę, mogła jednak coś zrobić dla innych, jeśli nie dla siebie. To miało sens.

Uspokoiła szloch, a Rictus wytarł jej twarz chusteczką. Usłyszała wnet pytania od Nexa. Odpowiedziała bez wahania
- Byłam dyrektor całego kompleksu. Miałam najwyższe uprawnienia i dostęp do wszystkich danych. Choć nie zajmowałam się administracją, gdyż prowadziłam osobny projekt... Było wielu ludzi... przeróżnych. Nie, nie spamiętałam wszystkich nazwisk. Nie znałam listy na pamięć, ale nie kojarzę żadnych Zittów. Jedynie z mandalorian to Telmerów i Felcosan - powiedziała szczerze smutną prawdę. Nex nie mógł być pewien, czy Thujar przewinął się przez ten kompleks, gorzej. Wiedza ta mogła rzucać wątpliwości, czy właśnie tu nie dokonał żywota. Zauważył, też jak bardzo spiął się Xeras, słysząc nazwę drugiego klanu. Klan Felcos rzeczywiście był znanym i chwalonym nawet przez samego Thujara. Był to sławny klan łowców bestii, którzy podróżowali po świecie w poszukiwaniu najróżniejszych poczwar i potworów. Był to wzorowy klan, który bardzo ortodoksyjnie wyznawał zasadę godnego przeciwnika i dobrej honorowej walki.
- A powinnaś! - warknął Xeras
- Powinnaś znać wszystkie po kolei imiona osób, które przerobiłaś na papkę. I powtarzać je sobie co każdą noc. Wszystkie!!! - krzyknął na głos i zaczął dyszeć wściekle. Zerwał się z siedzenia, ale powstrzymał się od kroku, patrząc na Nexa.

***

Nex rozpoczął dyskusję.

- Kessel? - Devaronian uniósł brwi i od razu wypalił
- Jak się tam wybierzemy, to tylko ułatwimy imperialnym robotę. Od razu nas zgarną
- To brzmi jak wyzwanie - przyznał Houk
- Raczej jak wyznanie... sa-mo-bój-cze - Felmax wywrócił oczyma, a Xeras parsknął pogardliwie
- Na Zeltros mam paru znajomych - powiedział Rictus
- Z pewnością pomogli by nam odnaleźć się na planecie i dać namiary na zaufanych informatorów
- Chętnie zobaczyłbym co to za walki gladiatorów, Mandalorianie z pewnością rządzą areną, to może być proste zadanie - powiedział zaintrygowany Xeras
- Zeltros jest bardziej brutalne niż się wam wydaje - zaczęła Chaari
- Tej planety nigdy nie udało się w pełni opanować. Istoty pod wpływem atmosfery ujawniają swoje wszystkie dewiacje i poziom przestępczości i nielegalnych rozrywek jest na najwyższym poziomie. Ta pozornie przyjazna planeta to bardzo niebezpieczne miejsce, pełne bezprawia i często absurdu, czy skrajnej przemocy.
- Czarno to widzisz Chaari - Vepsin przyznał, nieco rozbawiony tym horrorowym czarnym scenariuszem. Wiadomo, każda planeta miała swoją ciemną stronę, acz ta nie różniła się od innych niczym innym, po prostu było tam więcej imprez i zabawy niż gdziekolwiek indziej. Wszyscy jednak poważnie potraktowali uwagę kobiety, w końcu Rictus nie był świadkiem tego co cała reszta widziała w podziemiach.
- Co do Hoth - odezwał się Felmax
- Do mnie wieści dotarły, że Imperium współpracuje nawet z Zyggeriańską Gildią Niewolników, by dostarczać tam ludzi do pracy. Z pewnością jakaś kopalnia na masową skalę, acz z pewnością mniej chroniona niż Kessel. Jeśli chcemy kogoś uwolnić, to tam będzie istot do wyboru do koloru. Samo Lannik to też ciekawe miejsce. Bodajże ludność cywililna wciąż stawia opór Imperium i są tam niekiedy nawet otwarte rebelianckie działania, ale wydaje mi się, że lepiej nie byłoby się tam wybierać bez konkretnego planu, czy uprzedniego rekonesansu. Szturmowców tam ostatnio dużo i wojskowi choć skorumpowani mogą być nerwowi. A i pierwszy raz słyszę o tej stacji Dreamlands. Co to takiego wie ktoś? - zastał ciszę, acz po chwili odezwała się Chaari
- To musi być jakiś tajny obiekt... nie karbonizuje się ludzi bez powodu. A może to po prostu kolejne więzienie? Bez odpowiedniej wiedzy na temat obiektu lepiej się tam nie wybierać.
Kontynuuj dyskusję lub rozpoczynaj nowe wątki na statku. Jak dokonasz decyzji, gdzie się udacie w następnej misji (możesz też odwlec z decyzją i przerzucić ją na później) uznam to, za czas na Nar Shadda. Nie zapomnij też pomyśleć co będziecie chcieli robić na księżycu. To może być jedyna okazja przed kolejną misją, by zaopatrzyć się w potrzebny sprzęt i by dokonać czynności trwających dłuższy czas. Pomyśl też o odpoczynku, choćby krótkim ;)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 15 Lut 2018, o 22:10

– Hmm... tajny obiekt? Może niekoniecznie jest pod kontrolą Imperium? Tak czy inaczej w końcu będziemy chyba musieli tam zawitać. Z kolei Zeltros wydaje się ciekawe, no i przypomniało mi o kimś... No ale – urwał nagle – pewnie wszyscy jesteśmy głodni. Dawaj Rictus, upichcimy coś z tego, co mamy.
Vepsina nie trzeba było długo namawiać, zresztą ostatnimi czasy stał się amatorem kucharstwa, chcąc z własnej inicjatywy urozmaicić jakoś ich dietę, odkąd Nex pozostawał w ciągłym biegu i jadał cokolwiek nawinęło się w kolejnych i kolejnych kantynach. Poza tym dobry obiad mógł też pomóc w rozluźnieniu napiętej atmosfery.
Pilot zabrał się więc do przygotowań, zaczynając od ładowni. Ta nie była zbyt wielka, ale nie miało to znaczenia, bo nie używali Zwiastuna jako frachtowca. Choć oczywiście czasem można było przeszmuglować coś niezbyt wielkiego. Na składzie nie było jednak nic wyrafinowanego. Kotlety z nerfa i bruallki, no i ryby gihaal, ale strasznie cuchną... Na szczęście były jakieś cytrusy z Kothlis, trochę jumboliwek i sałaty Revwien. Do picia było oczywiście kri'gee... ale nie chciał, żeby wszyscy zaraz się spili.
Nex na pewno trzyma więcej Menkooro. Odrobina do obiadu będzie w sam raz – pomyślał i zaczął przenosić paczki z większej chłodziarki do kambuza.
Rzecz jasna nie pozwoli Mandalorianinowi dotknąć się do jego kulinarnego arcydzieła. Co to to nie, jeszcze by coś popsuł albo przez jego wyczyny przez następny tydzień na statku roznosiłby się gorszy zapach niż jego ryb. Wygonił go więc do reszty, a sam pogrążył się w swojej nowej pasji. Daleko mu było do perfekcji, ale z pewnością radził sobie lepiej niż Nex. Czy on kiedykolwiek zrobił sobie w ogóle obiad?

Od dłuższego czasu z kambuza dochodziły ich pobudzające apetyt aromaty i wraz z dłużącym się czasem, ślinka ciekła im coraz bardziej. Do wspólnego pokoju zaproszono też Crutha i Togga. Może i były z nich zwykłe męty, ale oby choć trochę się dostosowali. W końcu do stołu przyszedł Rictus, a za chwilę Nex i Felmax pomagali mu przynieść talerze, sztućce, kubki no i oczywiście sam obiad. Samozwańczy kucharz nie miał zbyt wielkiego wyboru, ale udało mu się zrobić co nieco. Głównym daniem były steki z nerfa z jumboliwkami i sałatą wielkolistną w sosie cytrusowym, do tego jakieś małe podłużne warzywa bordowego koloru. Oprócz tego do wyboru było klasycznie bruallki i dla Mandalorian ryba gihaal w śmietanowej zalewie, żeby choć trochę zdusić jej woń. Co ciekawe Vepsinowi udało się nawet zrobić jakąś zupę wyglądającą na coś w rodzaju bulionu warzywnego. Do picia było Menkooro i sok z cytrusów.
Cała załoga zasiadła do wspólnego stołu jak jedna dziwna rodzina. Szczęk noży i widelców rozległ się chóralnie po pokładzie aż nawet na chwilę zapadła cisza, gdy wszyscy skupili się na jedzeniu.
– Wracając do poprzedniego tematu – przerwał ciszę Zitt, a kawałek ryby wypadł mu z ust i z plaskiem uderzył o stół. Rictus przewrócił oczyma, a Mando zrobił zdziwioną minę i bezceremonialnie wepchnął rybę z powrotem. – No, Rictus, pamiętasz może Arana Farelle'a? Przed Manaan pomagałem mu nieco. Myślę, że mógłby się nam odwdzięczyć. Informacją oczywiście. Lata tu i tam, a Zeltros brzmi jak jego miejsce. Jeśli nam się poszczęści, to może znajdziemy go na Nar Shaddaa. Chociaż nie wiem jeszcze, dokąd się udamy. Myślę, że zostaniemy tam parę dni, co? No i oprócz tego jest jeszcze ważna kwestia. Chaari nie może nam pomagać bez rąk – tu zwrócił wzrok w stronę Pantoranki. – Załatwimy ci w Sektorze Koreliańskim jakieś porządne protezy, przy okazji wybierzemy powłokę dla Jaiga. No i jeszcze kwestia zapłaty – spojrzał teraz na Felmaxa – 50 tysięcy kredytów, jak obiecałem. Niedługo będę zupełnie spłukany... – dodał w myślach.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 86
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 16 Lut 2018, o 13:51

- Jak myślisz Togg, co szefu wymyśli tym razem - powiedział Cruth, rozdając karty w Pazaaka
<niech wymyśla on jest od pomyślunku. Napiłbym się a tu nas tylko trzymają w ładowni> - gammoreanin podobnie jak cathar, zgarbieni siedzieli przed sobą i grali, próbując jakoś zabić czas. Fakt był, że tej dwójce zaczęło się nudzić... Zdecydowanie za bardzo. W szczególności, że tylko jeden znał zasady gry i to dość pobieżnie, a drugi ledwo co na palcach liczył.
<pierdole, siedzim tu już godzin.... yyy kilka?! Zróbmy coś kurwa!> - Togg znudzony przegrywaniem, a może faktem, że nie szło mu za dobrze liczenie... W sumie chyba nie do końca zrozumiał co mu tłumaczył Cruth o zasadach...
- Szef Ci się kazał ogarnąć, jak na bankiet. Jeszcze będzie Ci kazał sztućcami jeść. Hah to dopiero będzie widok - zaśmiał się przypominając Toggowi o czekającej go kąpieli. Felmax jasno określił, że jak mają z nim dzielić statek, to chciałby on spokojnie spać nie czując smrodu na całym statku.
<I co się cieszysz? W pysk chcesz dostać?!> - Toggowi zdecydowanie brakowało jakiegoś mordobicia. Cruth podłapał zaczepkę i rzucił kartami mu w rozdziawiony dziób, aż kilka wpadło mu do paszczy. Wściekły Togg już miał czynić rękoczyny, kiedy to Felmax zawitał w progach ładowni i zobaczył startującą do siebie dwójkę

- Zostawić was na chwilę... - złapał się jedną ręką za czoło. Co do głowy wpadło Nexowi, żeby tych dwóch zapraszać do stołu... Czyżby chciał im przedstawić mandaloriańską kulturę czy co... Prędzej Xeras tę dwójkę wyrzuci i narobi się znów zgrzytów, albo zrobi się z tego bójka. "A wystarczyło im dać po kilka butelek jakiegoś sikacza..."
- Ruszcie zady i ogarnijcie się! W szczególności Ty Togg. Macie pół godziny i macie pachnieć kurwa delikatnie i subtelnie ziołami, a nie gównem... Zjecie z nami - ostatnie stwierdzenie dwójka oprychów skwitowała spojrzeniem po sobie. Kwestia ze sztućcami była możliwa. Po czym oboje zarechotali, jakby to nie stanowiło żadnego problemu
- Jasne szefie już się ogarniamy - odpowiedział Cruth, po czym Felmax zostawił ich w ładowni. Miał złe przeczucia. Był jednak wystarczająco zmęczony zaistniałą sytuacją tam na dole. W życiu czegoś takiego jeszcze nie widział i szczerze dawno się tak nie posrał ze strachu jak wtedy. Poszedł w stronę maszynowni by uspokoić nerwy w rytm pracy statku, zanim to Rictus przygotuje obiecany posiłek. Myśli, marzenia i rozważania porwały go w wir i odpłynął, zupełnie zapominając o tym co się dzieje teraz...

<ziołami?... jak śmierdzą zioła?>
- Nie wiem. Zapach trawnika czy może to te do palenia narkotyki? Tyle, że na statku nie ma trawy. Pójdź do łazienki, a ja spytam tej babki. One się znają na takich rzeczach, to Ci przyniosę. Jest nam winna przysługę poza tym, bo jej daliśmy się napić wina i jak daliśmy jej spokój... choć myślę, że spodobałoby się jej i nie byłoby jej smutno, ale Felmax zakazał dziad jeden nam improwizować...

Togg wnet drapiąc się po tyłku niechętnie ruszył w stronę łazienki. Odór jego zapachu dotarł nawet na chwilę do mesy. Vepsin skrzywił nos i zamknął drzwi. Miał nadzieje, że Nex wie co robi. Gammoreanin zaś pokonując próg popatrzył się na całość pomieszczenia. Komu to do życia było potrzebne? To było poniżające... że musiał się dostosowywać do zwyczajów chudziaków. Nie dość że słabi, to jeszcze mają brzydkie kobiety... Szef dawał mu nieraz trudne zadania i pełne poświęcenia... ale za to płacił dobrze i nie dawał roboty, która skończyłaby się dla niego śmiercią. Ufał mu to na pewno, choć do pewnych rzeczy musiał się przemóc.

Wkrótce przekonał się, że to nie aż takie trudne. Wpakował się do kabiny i zaczął wylewać na siebie wszystkie produkty w butelkach oraz otworzył zawór kranu prysznica...

W międzyczasie Cruth wybrał się do Chaari. Szukał ją chwilę po statku i znalazł kobietę siedzącą samą w kajucie. To był dopiero pierwszy dzień ich podróży. Miała nie tylko smutny wyraz twarzy, ale jakby skrępowany. Co jak co, ale zawsze ktoś się nią opiekował, a po całym zamieszaniu odnosiła wrażenie, że nikt nie chciał mieć z nią nic wspólnego. Z jednej strony było jej wstyd prosić o cokolwiek, z drugiej strony w pojedynkę ledwo mogła sobie poradzić z trywialnymi sprawami i czuła jak te kwestie ją powoli przerastają.
Widząc zaś przekraczającego próg olbrzyma przestraszyła się od razu. Nie mogła zapomnieć jego bardzo bezpośredniej propozycji seksu i zapewnień, że jej będzie lepiej i że nie będzie jej smutno. To było wtedy jak pilnowali jej w kajucie.
- Dlaczego tu przychodzisz? - zapytała przestraszona, próbując zapanować nad głosem.
- Jak pachną zioła? - wypalił z miejsca
- Że co?
- No potrzebuję by Togg pachnął ziołami -
kobieta zaczęła sobie wyobrażać dziwne rzeczy na temat tej dwójki i skrzywiła się na konkretną myśl.
- Nie rozumiem... i co ja mam do tego?
- No wy znacie się na zapachach i perfumach i co zrobić, by nie śmierdziało. Bo wiesz będziemy przy stole razem jeść i no wiesz szefu chce by Togg pachniał subteee... no tego pachniał subtelnie ziołami - pantoranka słysząc to zbladła. Gammoreanin przy stole. TEN gammoreanin...
- No jest przecież płyn do higieny o zapachu mięty - odparła. Tak był, widziała go, tylko nie mogła użyć... ledwo co poradziła sobie w toalecie, acz odkręcić buteleczki nie dałaby rady i tym bardziej skorzystać z zawartości. Ile to się nagimnastykowała, żeby włożyć spodnie z powrotem...
- Gdzie?
- Nooo w toalecie - Cruth od razu skojarzył fakty. Wiedział o który przedmiot chodziło, acz zawartość w środku z pewnością by nie wystarczyła. On i też musiał skorzystać, a futro miał gęste.
- Potrzeba więcej
- To poszukaj w ładowni w skrzyniach z zaopatrzeniem. Zielone oznaczenia i etykiety to środki higieny i medykamenty.
- Dzięki mała - odpowiedział krótko po czym ruszył ku ładowni. Chaari odetchnęła z ulgą, że już sobie poszedł.

Cruth pokonał ponownie długość statku i na nowo zawitał w ładowni. Szybko odnalazł skrzynie ze wspomnianymi oznaczeniami... jednakże... wszystko było opisane w Huttesse. Całe szczęście, były to tylko dwie skrzynie, które ułożył jedna na drugą i wytężając swoje wielkie mięśnie zaniósł do łazienki. Tam zobaczył Togga paradującego w kabinie i cały ogrom porozrzucanych buteleczek dookoła. Zrobił się niemały bałagan Tutaj mógł doczytać w Basicu, że to wszelkie szampony, mydła, perfumy, a nawet pasty do mycia zębów, czy płyny do płukania jamy ustnej. Wnet przyjrzał się Gammoreaninowi
- Ej Togg. O ja piernicze....ahahahhh MAAHHAHAH - zaśmiał się i złapał za brzuch. Napad śmiechu nie mógł go puścić. W końcu przemógł się i zawołał przebijając się przez szum lejącej się wody.
- Togg kretynie! Musisz zdjąć ubrania!
<Co?!>
- Dawaj wysuszę Ci je, zanim się ogarniesz. Tutaj masz skrzynki z płynem, tylko zostaw mi coś


***

Nex pomógł unieruchomić Xerasowi rękę. Houk był twardy, acz i tak czekała ich wizyta u medyka na Nar Shadda. Chaari może i znała się na medycynie bardzo dobrze, ale bez rąk i tym bardziej że bez zaufania Houka, nie było szans na pomyślną interakcję. Porozmawiali jeszcze przez chwilę o przeszłości, aż w końcu wielkolud poprosił Nexa o samotność. Zitt czuł, że jego kompan cierpiał z powodu niemożności zemszczenia się i mógł mieć tylko nadzieję, że honorowy Houk nie złamie swoich własnych zasad. Poczuł wnet, że przyjemne zapachy zaczęły nosić się po statku zapraszająco, a smród Togga zniknął gdzieś w tle. Felmax najwidoczniej załatwił sprawę jak zwykle wzorowo.

Idąc w stronę mesy, napotkał Chaari, która jakoby niezbyt chętnie, ale mimo wszystko szukała jego uwagi. Była zdecydowanie zakłopotana. Chyba chciała już się odezwać, acz najwidoczniej powstrzymała się i już miała iść dalej.

***

Wszyscy zasiedli, lecz do gorącej dyskusji się nikt nie rzucił. Felmax przydzielił odpowiednio miejsca przy stole. Chaari siedziała między nim, a Rictusem, Nex zaś oddzielał swoją osobą Xerasa z Cruthem i Toggiem. Ostatnia dwójka pachniała podejrzanie mocno i to dość świeżo. Podejrzanie świeżo, gamą przeróżnych i to nawet przyjemnych zapachów. Tą szczególnością wyróżniał się bardzo Togg. Gammoreanin nie używał oczywiście sztućców w przeciwieństwie do swojego bardziej ogarniętego kolegi cathara. Oboje choć zachowywali się niesfornie to o dziwo nie próbowali się produkować przy reszcie załogi. Zaś pantoranka i houk w wyniku ustawienia nie musieli krzyżować się wzrokiem. Chaari wpatrywała się pustym wzrokiem w talerz ze swoim jedzeniem, aż w końcu Rictus załapał o co chodzi, gdy usłyszał coś o protezach.
- No tak... Pomogę Ci co? - zaśmiał się trochę zakłopotany, po czym wziął jej sztućce i zaczął ją karmić. Próbował, ale jakoś nie mogli się zgrać... Flatov zrobił minę rozczarowanego po czym wziął sprawy w swoje ręce.
- Chaari nie krępuj się. Mów coś a nie tak siedzisz przybita. Co byś chciała zjeść? Smakuje Ci ryba? Co ości masz w ustach? Masz wypluj mi na rękę. Śmiało! - zachęcił ją, przykładając rękę do jej ust. Ta zawstydziła się jeszcze bardziej, że jest traktowana jak dziecko, ale wyrzuciła językiem przeszkadzające części jedzenia. Całe te zamieszanie, szkody, które poczyniła i szansę którą otrzymała, choć była pewna, że zginie... słabo sobie z tym radziła. Felmax od razu wytarł ości z resztkami o brzeg swojego talerza.
- Lepiej? No to Nex - zaczął mówić do mandalorianina i przy okazji zajmować się posiłkiem kobiety, karmiąc ją raz po raz
- Myślę, że po części i mi Chaari uratowała skórę w tej szalonej akcji. Jakby nie patrzeć... swoje osiągnęła już w momencie uruchomienia prototypu, lecz nie odpuściła i poprowadziła nas do końca. Ja jej zafunduję te protezy. We dwójkę się udamy do moich znajomków jak już będziemy na Nar Shadda. Mam parę kontaktów. Wy w tym czasie odpoczniecie co? Wykonanie protez na zamówienie może potrwać parę dni, jak nie tydzień, a ja bym też się nieco rozerwał po swojemu hmmm?? Ty z Rictusem i Xerasem udalibyście się pierw do medyka a potem szukać swoich kontaktów. Togg i Cruth zostaliby na statku. Oczywiście odpowiednio was zaopatrzę chłopaki - wyszczerzył uśmiech zwracając się do nich, po czym przekierował wzrok z powrotem na Nexa
- Jak Ci się widzi taka sugestia?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 16 Lut 2018, o 20:30

– Myślę, że to dobry pomysł. Jak się rozdzielimy, to będziemy mogli się więcej dowiedzieć – odparł krótko i wrócił do swojego bruallki, które następnie zapił Menkooro. Czasem próbował niemandaloriańskiej kuchni, zwykle jednak tylko raz, ale ten rarytas przypadł mu jakoś bardziej do gustu. Zresztą przemytnicy i najemnicy często to zamawiali.
Reszta obiadu minęła w raczej niezręcznej atmosferze, chociaż parę razy Rictus próbował zarzucić jakimś żartem albo zacząć rozmowę, ale szybko zaniechał, kiedy otrzymywał tylko zdawkowe odpowiedzi. Nex zareagował na to wszystko raczej obojętnie i skupił się na jedzeniu, choć przemknęło mu przez głowę, że cały pomysł był do bani. Następnym razem po prostu każdy zje osobno... Niekoniecznie spodobałs mu się jedna mała część propozycji Flatova, ale uznał, że później o tym z nim pogada.
Po skończonym jedzeniu wszyscy szybko się ulotnili, jakby bardzo chcieli wrócić do swoich spraw. Zitt zabrał talerze Crutha i Togga, zanim oni zdążyli to zrobić. Nie chciał, żeby mu się tu pałętali, niech siedzą w maszynowni. Miał przeczucie, że już udało im się coś zepsuć.
Tymczasem Rictus, posprzątawszy na stole, wrócił do kokpitu i rozsiadł się wygodnie w fotelu. Wziął też rdzeń Jaiga i zaczął w nim grzebać narzędziami. Felmax poszedł chyba do łazienki, zaś Xeras wrócił do maszynowni w prawej części bakburty. Cruth i Togg zajęli drugą z nich, Chaari natomiast udała się do kajuty, i tam też Nex skierował swoje spojrzenie. Był teraz sam w mesie, ale odczekał jeszcze chwilę. Następnie podniósł się z siedzenia i poszedł do Pantoranki.
Wszedłszy do pokoju, zamknął za sobą drzwi i oparł się o ścianę, spoglądając na kobietę.
– Coś się stało? Miałem wrażenie, że chciałaś mi coś powiedzieć, wtedy w korytarzu.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 86
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 19 Lut 2018, o 21:54

- Na Nana Nana - nucił sobie pod nosem Devaronian. Ciepły dobry posiłek. Tego mu było trzeba. Marzył o jakimś odświeżeniu i w końcu drzemki po tym całym cyrku. Wszedł wnet do łazienki i opadła mu szczęka z wrażenia. Wszędzie było mokro i wszystkie butelki były porozrzucane...
- najdroższa... - chwycił się obiema rękami za rogi, a jego twarz wyrażała skrajne poirytowanie. Zostawienie ich samym sobie było błędem. Dużym błędem.
- co za gamonie...

***

Houk ułożył się w maszynowni na prowizorycznym łożu, chciał odpocząć. Sen nie chciał go dosięgnąć, lecz w końcu udało mu się to. Zasnął z otwartymi oczami, wsłuchując się w rytm pracy.

Tymczasem po przeciwległej stronie statku w drugiej maszynowni, Togg i Cruth, byli zajęci graniem w kości, nie mieli takiego wigoru jak przez cały dzień. Zapowiadało się, że każdy w końcu będzie się udawał ku spoczynkowi, po tym ciężkim długim dniu. Nie spali w końcu wszyscy bardzo długo i zmęczenie dopadało każdego.
***

Pantoranka nerwowo się uśmiechnęła. Była skrępowana, ale wnet odważyła się spojrzeć Nexowi w oczy
- Ja... chciałam podziękować Ci raz jeszcze. Widzisz, kiedyś zajmowałam się dobrymi rzeczami. Prowadziłam operacje przeróżnych istot. Dawałam nadzieję kalekom na lepsze życie na równi z innymi. Zaś pycha i ambicja zagoniła mnie w odmęty zbrodni... która była zasłaniana przez Imperium... ale tak na prawdę to ja to wybrałam. To moja odpowiedzialność. - zaczęła mówić, najwidoczniej szukając gdzieś punktu oparcia, by odważyć się na krępującą prośbę. Była w końcu jedyną kobietą na pokładzie.
- emm... nie jestem w pozycji by Ciebie o to prosić... jestem aktualnie kaleką i nie radzę sobie... Czy mógłbyś mi pomagać? Aż do przylotu na Nar Shadda - zapytała, będąc bardzo zawstydzona. Nie miała jednak wyboru. Nex od początku wydawał się jej najbardziej rozsądny i... empatyczny.

Wyróżnione wątki możesz rozwijać wedle uznania :D Wolna ręka
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 22 Lut 2018, o 19:17

– Jasne – odparł, próbując ukryć zaskoczenie tą niecodzienną prośbą. Sądził, że wolała, by Felmax to robił. – Nie martw się, już niedługo będziesz miała zupełnie nowe protezy – dodał, jakby chciał ją jakoś udobruchać.
– Miałem pomóc ci w czymś teraz?

***

Nex zostawił już Chaari samą sobie i westchnął, kiedy drzwi zasunęły się za jego plecami. Tak jak wszyscy był zupełnie wyczerpany. Właściwie to nie spali od co najmniej dwóch dni. Na sam koniec wszystko na Pantorze działo się tak szybko, że nawet zapomniał położyć się spać. Szedł właśnie do swojej kajuty marząc o długiej drzemce. Odeśpi sobie za...
Nex przystanął nagle oderwany od swoich myśli i gdyby nie miał na głowie hełmu, to przetarłby oczy. A właściwie to zdjął go teraz, bo musiał to zrobić. Drzwi do łazienki były otwarte, a w środku był Felmax i... zmywał podłogę?
– Co ty robisz? – wyrwało mu się, a Devaronianin poderwał się nagle i był chyba nieco zakłopotany tym przyłapaniem.
– No, ten... hehe...
– To Cruth i Togg, prawda?
– No, wiadomo przynajmniej jak ci gamonie zamaskowali smród Togga.
– Nie mogą tu zostać sami, kiedy my pójdziemy szukać ludzi, Felmax. Rozpierdolą cały statek. Nie wiem, wyślij ich na jakiś „rekonesans” albo coś...
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 86
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 28 Lut 2018, o 00:40

- Potrzebuję byś mnie przebrał do spania i byś mi pomagał... we wszystkim dopóki nie dolecimy - powiedziała wstydliwie. Kobieta właśnie prosiła go by ją ubierał i rozbierał oraz pomagał w każdej czynności wymagających rąk i to codziennie, dopóki się nie rozdzielą na Nar Shadda. To dość szeroki zakres obowiązków, który też tyczył kwestii intymnych. Wcześniej tym zajmowała się Ichi.
- Wiem, że masz dużo do pracy na statku i w ogóle dowodzisz całością drużyny... ale tylko Tobie ufam. Wiem, bo widziałam to w Twoim oczach i czynach, że Twoje powołanie jest słuszne i dobre. Wybrałeś się do tego piekła by uratować ludzi... oraz dałeś mi szansę, której ja sobie nie dałam... której nikt mi nie dał... Chciałabym coś dla Ciebie zrobić... cokolwiek... - mówiąc ostatnie słowo, jakby zrobiło jej się głupio na pewną myśl, którą oboje szybko wyłapali. Odwróciła wzrok.
- a póki co tylko wciąż sprawiam problemy. Przepraszam...

***

Felmax podrapał się po łepetynie. Ta dwójka była ciężka w obyciu, ale byli mu też ślepie posłuszni. Wbrew pozorom w rękach Devaronina mogli być bardzo użyteczni.
- Są kłopotliwi to fakt. Moja też wina, że ich nie dopilnowałem, ale są to proste umysły. Są ślepo mi oddani, tylko trzeba dać im odpowiednie wytyczne. Możemy się założyć o pięć tysięcy kredytów, że jak im wytłumaczę to statkowi się nic nie stanie. A i odkupię też środki czystości, choć nie obiecuję, że uda mi się kupić na Nar Shadda Twoich perfum. Sorry - miał już dosyć i chciał pójść spać, ale postanowił posprzątać po nich. Później ich zjebie.

Możesz już w sumie zakończyć pierwszy dzień i streścić przebieg podróży w nadprzestrzeni. Zatrzymaj się tuż przed wyjściem. Rozwinę oczywiście wyszczególnione wątki, które Cię interesują. Pamiętaj, że rozmowy i interakcje mogą znacznie ułatwić Ci późniejsze dowodzenie drużyną lub też zrozumienie czyichś intencji ;)
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 4 Mar 2018, o 20:57

– N-nie musisz nic dla mnie robić – odparł bez zastanowienia, ale chyba zabrzmiało to w jego ustach oschlej, niżby tego chciał. Jej słowa słowa o jego rzekomym bohaterstwie... nie wiedział, czy w ogóle w nie wierzy, ale aruetii często wychwalali takie rzeczy. Zupełnie jakby ratowanie swoich braci było czymś nadzwyczajnym. A on po prostu robił to, co należało. Po tylu latach powinien był przyzwyczaić się do czegoś takiego, ale jakoś zawsze dziwiła go ta potrzeba wychwalania, czegoś co nie-Mandalorianie nazywali „bohaterstwem”.
Następnie bez słowa zabrał się za to, o co Pantoranka go poprosiła. Zastanawiał się, czy robiła to celowo. Czy narzekaniem na swój los chciała wzbudzić współczucie? Nex odkrył, że przestało to na niego działać. Wcześniej może rzeczywiście jej los wzbierał w nim litość, ale teraz zdawało się to żałosne. Była tak słaba. Czy powinna była umrzeć? Być może. Ale wykorzystanie jej było słuszne. Tak. Teraz to zrozumiał, odrzucił wyrzuty sumienia. Gdzieś w podświadomości dręczyło go, że może źle robi, że trzyma ją jak zakładnika, zamiast puścić wolno. Jednak teraz jej los leżał w jego rękach i nie zawaha jej się użyć.
– Jeśli będziesz czegoś potrzebować, to będę w swojej kajucie. Rictusa też możesz pytać. Ja mu ufam, więc nie masz się czego obawiać – dodał, kiedy skończył ją przebierać.
Nie można było powiedzieć, że czuł się z tym dobrze. Nie sądził, że będzie kiedykolwiek robił za niańkę, a tym bardziej w tak intymnych sprawach. Było to bardzo niezręczne, zresztą dla Chaari chyba też. Nex miał nadzieję, że Felmax szybko załatwi jej te protezy.
– Dobranoc.

***

– Nie ma sprawy, przynajmniej dopóki nie rozwalają mi statku. A co do perfum... może znajdę coś lepszego na Nar Shaddaa, albo nawet zostało coś jeszcze w moim domu – zachichotał, po czym jego wzrok utkwił przez chwilę w podłodze.
– A właściwie... – podjął Mandalorianin – sądząc po rozmowie przy stole, zdecydowałeś się lecieć dalej ze mną. Dlaczego? Zdajesz sobie sprawę, że wiele u mnie nie zarobisz? – Zitta zżerała ciekawość, jaki Devaronianin miał w tym interes. W końcu równie dobrze po przybyciu na księżyc przemytników mógłby udać się gdziekolwiek i miałby propozycję stałego zarobku. A Nex... cóż, jego środki były dość ograniczone...

***

Pierwsza doba w nadprzestrzeni wreszcie dobiegała końca, właściwie już dawno dobiegła, ale bez porządnego wypoczynku Zitt nie był do tego zbytnio przekonany. Ostatecznie jednak udało mu się dotrzeć do łóżka po uprzednim zdjęciu zbroi. Leżał teraz w zupełnych ciemnościach, lecz oczy miał nadal otwarte. Zastanawiał się jeszcze... Pewnie powinien porozmawiać z Xerasem. A może nie? Może tylko bardziej go tym rozzłości? Wielki Houk był jednak zaślepiony rządzą zemsty i nie myślał zbyt przyszłościowo. A Pantoranka może się bardzo przydać w sabotowaniu poczynań Imperium. Nie wszystko można wygrać za pomocą blastera, a zwłaszcza gdy przeciwnik ma liczebną przewagę. Nex zdecydował, że póki co jeszcze go poobserwuje, ale na razie nie będzie wystawiał jego nerwów na próbę. Może jakaś przyszła konfrontacja z plastoidowymi żołnierzykami przypomni mu, kto jest jego prawdziwym wrogiem.
Przez jakiś czas leżał jeszcze, zastanawiając się nad kolejnymi poczynaniami, aż w końcu zasnął twardym snem. Czasem nie musiał się zbytnio martwić, w końcu podróż potrwa kilka tygodni. Kilka bezczynnych tygodni...

***********

Nex siedział teraz w kokpicie razem z Rictusem. Był tu już od dobrych kilku godzin i gorączkowo wyczekiwał wyjścia z nadprzestrzeni. Miesiąc podróży był dla niego jak wieczność, nie znosił po prostu siedzieć bezczynnie, dlatego też codziennie spędzał na ćwiczeniach, żeby nie wypaść z formy. Zawsze tak robił przy dłuższych podróżach. Tymczasem za około pół godziny mieli znaleźć się w układzie Y'Toub.
– No, zaraz będziemy – powiedział Rictus z zadowoleniem. – Niech każdy weźmie, co tam potrzebuje.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 86
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 11 Mar 2018, o 23:54

- Właśnie dałeś mi pięćdziesiąt tysięcy kredytów i zapewniłeś dach nad głową. Nie sądzisz, że to dobry czas na drobny urlop? - oparł mopa o ściankę łazienki, po czym rozłożył ręce w szerokim geście
- Nie muszę pilnować już biura, nie muszę robić interesów Hobro, a przede wszystkim myśleć o nich. Mam pieniądze, mogę wreszcie się trochę polenić. Ha! - pstryknął palcami obu rąk. Nastrój miał teraz wyjątkowo dobry, nie ukrywał tego. Po czym nagle założył ręce, a prawa dłoń wylądowała na jego podbródku. Przekrzywił głowę w znany Nexowi sposób. Ten gość wciąż kombinował, mandalorianin powinien być teraz już tego pewien, że w jego głowie nie ma czegoś takiego jak spokój. Flatov uwielbiał gry, przekręty i dobrą w jego mniemaniu zabawę. Widać było po nim, że był już zmęczony, ale zwyczajnie nie mógł przestać
- Wiesz... kiedy Ty będziesz uwalniał kolejnych to mandalorian Twój skarbiec będzie malał i malał. Przydałyby Ci się stałe dochody, albo jeden duży skok. Co o tym sądzisz? Ty i ja oraz Chaari. Oczywiście jak jej ręce sprawię. Zainteresowany? Dzielimy się pół na pół.

*** ***

Podróż sama w sobie była raczej uciążliwa dla Nexa. Dobrze, że Rictus, zauważył, że potrzebna jest pomoc przy kobiecie. Chaar właściwie unikała jakiejkolwiek egzystencji, co pomagało w upilnowaniu Houka. Xeras miewał napady gniewu, ale na szczęście był w ładowni i zawsze kiedy wychodził ktoś go obserwował. Jakimś cudem wielkolud i Pantoranka nie skrzyżowali ze sobą wzroku przez całą podróż, choć ten pierwszy jakby wyszukiwał takiej sytuacji, acz powstrzymywał się kiedy kogoś spotykał. Statek w końcu na taką liczbę osób stawał się w końcu lekko przyciasny. Togg i Cruth po otrzymaniu nagany, grali już tylko w karty i popijali czym się dało. Hałasowali raz po raz trafiając jakimś dziwnym przypadkiem w czas spania innych kompanów. Felmax zachowywał się jakby był na wakacjach. Leżał i nic nie robił. I tak wszystko spoczęło na barkach Vepsina i Zitta, by dopilnować porządku i jakiejś dyscypliny. Nie było to, aż takie trudne. Xeras respektował decyzje Zitta. Chaari starała się być jak najmniej uciążliwa. Felmax raz na jakiś czas schodził z łoża i zwracał uwagę Cruthowi i Toggowi. A wspomniana dwójka póki miała co pić, była znośna.

*** ***

Wyjście z nadprzestrzeni sugerowało rozdzielenie się i znalezienie kobiecie protez. W końcu. Opieka nad niepełnosprawną nie podeszła nikomu do gustu, ale jakoś to wszyscy przeżyli. Z pewnością trzeba było zakupić zapas jakiegoś taniego chlańska dla dwójki gagatków. Zaś Devaronian już zaczął kazanie dla swoich ludzi nim kontrola lotów stacji kosmicznej nad Księżycem Przemytników dała o sobie znać.
- Weź dok w sektorze Biały Logan - powiedział Flatov, kiedy wrócił do kokpitu. W ładowni zostawił Crutha i Togga z wytycznymi.
- Stamtąd wszędzie blisko, a ja będę miał najbliżej do mojego znajomego od protez.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Nex Zitt » 18 Mar 2018, o 23:04

Mandalorianin właściwie nie dostał odpowiedzi na swoje pytanie i nadal nie był pewien, dlaczego Flatov zdecydował się przy nim pozostać. Jak zwykle sprytnie wyminął temat. Ale za to przedstawił kuszącą propozycję. No i miał też rację, fundusze Nexa codziennie będą się kurczyć, nie wystarczy mu pieniądzy na długotrwałe działania i to zresztą spędzało mu ostatnio sen z oczu. Wzięcie udziału w jakiejś akcji, która nieco zasiliła by konto było potrzebne.
– Jasne, że zainteresowany. Pytanie brzmi jaki jest cel? Tylko błagam, żadnych tajnych laboratoriów – zarechotał Mando.

*** ***

Upragniona przez Nexa chwila w końcu miała nadejść. Za chwilę wejdą na orbitę Nal Hutta. Oby tym razem kontrola lotów była nieco milsza, pomyślał.
– Weź dok w sektorze Biały Logan – powiedział Flatov, kiedy wrócił do kokpitu.
– Stamtąd wszędzie blisko, a ja będę miał najbliżej do mojego znajomego od protez.
– Jasne, w sumie to dobre miejsce. Tam się rozdzielimy, jakby co będziemy pewnie w Asteroidach Vergesso.
Chociaż równie dobrze Farelle'a można by znaleźć w Ariel's Breath – dodał w myślach i westchnąwszy przekręcił głową.
Image
Awatar użytkownika
Nex Zitt
Gracz
 
Posty: 86
Rejestracja: 7 Kwi 2017, o 23:12

Re: [Księżyc Pantora] - Granice

Postprzez Mistrz Gry » 23 Mar 2018, o 15:33

- Nie... raczej nie będziemy odwiedzać kolejnego jurajskiego parku - uśmiechnął się z ulgą do Nexa.
- Wiedziałem, że jesteś człowiekiem interesu - skomentował po czym spoczął z myślicielskiej pozy i luźno zaczął gestykulować
- Widzisz... Na Nar Shadda prowadzi się wiele ciekawych transakcji. Dawno mnie tam nie było. Hobro mnie trzymał z daleka od przestrzeni Huttów i wciąż wysyłał raczej na obszary Imperium. W sumie musiał się jakoś rozeznać, że mam tutaj lepsze kontakty niż po tamtej stronie barykady. Nie dziwię się mu w pewnym sensie. Wiedział, że mam hopla na punkcie błyskotek. A po części ma tutaj swój oddział w nabywaniu przyprawy. Specyficznych narkotyków. W każdym bądź razie wędrują one na Pantorę, by dalej przepchnąć je na tereny Imperium, a są nabywane tutaj. W ogromnych ilościach! - rozłożył ręce na bok, jakby sugerował kontenerowiec.
- I jak pewnie się spodziewasz grube pieniądze muszą zostać przerzucone z rączki do rączki i to w sprawny sposób. Z jednej strony tak by wszyscy pośrednicy byli zadowoleni, a z drugiej strony tak by nie stali się zbyt oczywistym łupem - uniósł brwi dwukrotnie po czym spektakularnie pstryknął palcami prawej dłoni

- Hiperbaryd, a tak dokładnie metal Frasium. Gram jest wart tysiąc kredytów, a jego gęstość to jakoś 15 gram na centymetr sześcienny. Płacą sobie w sztabkach za całość. Nadążasz? Malutkie sztabki ważą po sto gram. Masz takich sto i jesteś milionerem. A sto takich sztabeczek zmieścisz w dwóch kieszeniach. Czaisz? Jedna moja kieszeń druga Twoja. Hobro nie spodziewa się, że dowiedziałem się o jego transakcjach. To też nie ruszy tematu. Szczerze grałem przy nim głupa przez cały czas i za takiego mnie ma, to mamy okazję zanim zmieni zdanie. Muszę tylko Chaari zmontować rączki. Potrzebuję speca od demontażu i sabotażu, a Twój droid jak go zmontujemy nam nie pomoże, są uczuleni na wszelkie maszyny. W jej protezy wpakuję oczywiście odpowiedni sprzęt... i tak Cię zapytam przy okazji, co o niej sądzisz? Ja jak na nią patrzę to widzę, że jest w Twojej garści. Jesteś dla niej bohaterem. Zrobi dla Ciebie wszystko. A z pewnością potrafi bardzo wiele - uśmiechnął się złowieszczo i pochylił głowę by usłyszeć odpowiedź.

Wątek przenosi się na [Nar Shadda] - Małe, a cieszy
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6056
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Zewnętrzne Rubieże