Content

Zewnętrzne Rubieże

[Wayland] Zagubieni

Image

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Jack Welles » 24 Maj 2017, o 15:40

Każdy z nich miał coś za uszami i praktycznie z automatu ląduje na imperialnej liście terrorystów. Kto by się tym jednak przejmował. Jak się zastanowić to na prawdę niewiele trzeba by na niej wylądować. Wystarczy tylko znaleźć się w nieodpowiednim miejscu o nieodpowiedniej porze. Jack sam w sobie nie miał nic przeciwko Imperium jako takim. Właściwie pod paroma względami nawet popierał ten reżim. W ogólnym jednak rozrachunku gdyby musiał stanąć pod jakimś sztandarem to raczej należałby on do rebeliantów. Chyba głównie przez przekorny charakter Jacka.

Reakcje jego współtowarzyszy niedoli na jego ujawnienie się były dokładnie takie jakie się spodziewał. Niby nikogo nie wstrząsnęło to, a jednak wyczuwał lekkie zmieszanie. Wyczuwał również, że Saine była nie do końca szczera z nimi lub nie powiedziała wszystkiego, ale postanowił nie naciskać jej. Doszedł do wniosku, że jak będzie chciała to sama powie. Najważniejsze było tu i teraz.

- Na ciebie to jednak można liczyć - rzekł Jack do Nigela i sięgnął po piersiówkę. Były zapaśnik nie był co prawda alkoholikiem, ale nie lubił również zbyt długich przerw bez alkoholu. Jakby się znalazł jeszcze papieros albo dwa to już zupełnie byłby w sielskim nastroju.

- Zgadzam się z panią doktor - podjął po wzięciu łyka z piersiówki. Ilość procentów zdecydowanie była odpowiednia. - Komandosi, których widzieliśmy, muszą być związani z jakąś tajną placówką Imperium. Nie mam jednak zupełnie pomysłu gdzie wylądowaliśmy. Właściwie możemy być gdziekolwiek. W najgorszym wypadku będziemy musieli schwytać jakiegoś autochtona i wyciągnąć z niego potrzebne informacje - dodał uśmiechając się szeroko.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2519
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Saine Kela » 28 Maj 2017, o 20:50

Dobrali się jak w korcu maku, ale nie było co narzekać. Wrąbali się w kłopoty, musieli jakoś to przetrwać i być może dobrze się złożyło, że akurat tak się zetknęli. Saine mogłaby mieć pretensje, że gdyby nie ta cała akcja na Manan, to pewnie odleciałaby spokojnie nieniepokojona, ale wyszło inaczej i nie było co żyć przeszłością. Trzeba się skupić na przyszłości.
- Ciekawy pomysł Jack, o ile w ogóle ktoś tu mieszka poza żołnierzami. Tego przecież nie wiemy.
Odetchnęła i rozejrzała się po okolicy. Było spokojnie, choć odgłosy przyrody jasno dawały im do zrozumienia, że nie są sami i nie będą. Przez monet się zastanawiała, co może im zagrażać bardziej - natura czy imperium? Jedno i drugie? A jeżeli już o to chodzi, to i ona miała coś więcej do powiedzenia. Spojrzała na Jacka.
- Jeszcze nawiązując do twojego wyznania przed chwili... wszyscy mamy przerąbane, ale jak już mówimy wszystko to... - sięgnęła do plecaka i wyciągnęła datapad, odpalając go. - Na Manaan nie byłam tylko w celach wycieczkowych. Będąc w muzeum ściągnęłam pewne dane, Jack, jak przyznałeś jesteś mocowrażliwy, może ty coś więcej z tego zrozumiesz.
Podała mu datapad, na którym znajdowały się informacje ukradzione z muzeum od kustosza. Informacje i badaniach, eksperymentach, o rzadkiej substajcni wykradzionej ze świątyni Jedi przez rycerza, który działa jak dopalacz dla Mocy, alchemii sithów oraz część zapisków zapisanych właśnie językiem sithów, którego nie rozumiała. Saine znała wiele języków, jednak to wykraczało znacząco poza jej wiedzę. Poza tym wiele informacji zapisanych w basicu i tak niewiele jej mówiło, a wzmianka o obiektach, nieudanych i udanych eksperymentach nie brzmiały najlepiej. Była historykiem, nie znała się na tak zawiłych sprawach, nie mówiąc o samym zagadnieniu Mocy.
- Nie wiem czy coś z tego zrozumiesz, może nic, a może choć trochę więcej niż ja. Zresztą, nie zdążyłam przejrzeć jeszcze wszystkich informacji, nie było kiedy.
Popatrzyła na towarzysza, czekając na jego reakcję.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Jack Welles » 2 Cze 2017, o 09:07

Jack z niekrytym zbytnio zainteresowaniem spojrzał do podanego mu przez Saine datapadu. Pobieżnie przejrzał część nagłówków plików i zajrzał do paru wpisów. Następnie zrobił bardzo mądrą minę i rzekł:

- Otóż... - rozpoczął - Mało co z tego rozumiem... W sensie jestem w stanie odcyfrować parę słów w języku sithów i ogólnie mam pewne pojęcie na temat wydarzeń mających miejsce zaraz po upadku świątyni Jedi na Coruscant, dzięki czemu jestem wyłapać pewien kontekst opisanych tu wydarzeń, ale nic poza tym... Moja nauczycielka, choć posiada ogólnie ogromną wiedzę na temat tajników praktycznego stosowania Mocy, raczej niezbyt skupiała uwagę na historii i aspektach ciut bardziej naukowych. Co by tu dużo gadać: jest wybitną wojowniczką, ale mędrzec jest z niej żaden. Podobnie jest ze mną. - dodał uśmiechając się szeroko.

- Wiem jednak na pewno, że trzeba dopilnować by ten energetyk nie wpadł w niepowołane ręce, bo inaczej Znana Galaktyka może mieć srogo przesrane - powiedział już całkiem poważnie, podając Saine z powrotem datapad. - I mam tu na myśli przedstawicieli wszystkich stron budującego się obecnie konfliktu. Najlepiej byłoby go po prostu zniszczyć, bo choć niezbyt ze mnie dobry teoretyk, to wiem jedno: alchemia Sithów zawsze oznaczała kłopoty, bez względu kto się nią posługiwał.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2519
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Saine Kela » 2 Cze 2017, o 13:26

Na wiele nie liczyła toteż nie czuła zbytniego zawodu po słowach Jacka. Sama o Jedy, Sithach i wszystkim, co z nimi związane niewiele wiedziała niestety, bo wiedza ta była skrupulatnie strzeżona. Jako archeolog miała wprawdzie lepsze dojścia i większe możliwości, ale to było za mało. Zdawała sobie sprawę z boleśnie niewystarczającej wiedzy jaką dysponowała. Musiałaby po prostu albo znaleźć dobre źródło, z którego mogłaby się czegoś nauczyć, albo pokazać to komuś, kto lepiej się na tym zna. Wiedziała sporo, ale to byłą wiedza bardzo ogólna, zebrane przez nią informacje dotyczyły jednak bardzo konkretnych kwestii, z którymi wcześniej nie miała styczności. Niestety. Nawet wiedza na temat pradawnych nic jej nie dawała.
Skrzywiła się lekko i odebrała datapad z rąk Jacka.
- Trudno, nie liczyłam na nagłe olśnienie. W każdym razie, z tego co zrozumiałam, te eksperymenty przeprowadzano nie tylko lata temu, ale i teraz, niektóre z tych wpisów są całkiem nowe, z przed kilku lat wstecz i nowsze. Jeżeli imperium jest tak bardzo przeciwko mocowładnym, dlaczego prowadzi eksperymenty z magią sithów? Chyba, że ktoś inny postanowił to zrobić, bez wiedzy władz. No cóż, obecnie raczej nikt z nas nie będzie w stanie odpowiedzieć na te pytania. Miałam to przekazać mojemu pracodawcy, ale obecnie może być to trudne.
Schowała urządzenie, zdając sobie sprawę, że jeżeli wpadnie w niepowołane ręce, może być niebezpieczne. Pytania kłębiły się w jej głowie, a jako naukowiec wiedziała, że żeby znaleźć na nie odpowiedzi, będzie musiała uzbroić się w cierpliwość - albo je znajdzie, albo nie.
- W każdym razie lepiej będzie, jeżeli imperium tego nie znajdzie. Przez dekady informacje o użytkownikach mocy właściwie w ogóle nie istniały, widać coś zaczyna się pod tym względem zmieniać.
Nie wiedziała tylko czy na lepsze czy gorsze. Ten temat jednak pozostanie nierozstrzygnięty, bo żadne z nich nie dysponowało ani wiedzą, ani niczym, co mogłoby ich przybliżyć do rozwiązania. Trzeba się więc skupić na jedynej słusznej drodze - przetrwaniu. Spojrzała na towarzyszy i skinęła im głową. Alkohol nadal palił jej przełyk, ale czuła, że ta niewielka dawka pomoże jej w spokoju zasnąć, a z rana pewnie ruszą dalej.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Jack Welles » 5 Cze 2017, o 11:22

Tymczasem zapadł zmrok. Jack powoli wstał i spojrzał w niebo. Nie liczył oczywiście, że po konfiguracji gwiazd uda mu się poznać w jakim systemie gwiezdnym się znajdują. Po prostu lubił spoglądać w niebo, a na Nar Shaddaa, gdzie głównie znajdował się ostatnio, niebo było wykastrowane przez światła miejskie.

- Też się zdrzemnij choć trochę - rzekł szeptem do Nigela, po czym ruszył w górę.

Jack przyczaił się ciut powyżej miejsca, którego znajdowali się jego towarzysze. Zyskał w ten sposób na polu widzenia. Choć okolicę ogarnął prawie nieprzenikniony mrok, dla niego nie było to właściwie problemem. Wyraźnie czuł okolicę, całą faunę oraz florę. Raczej nie było opcji by coś się przekradło pod jego wzrokiem.

To że Galaktyka znalazła się ponownie na skraju wojny, Jack wyczuwał już od jakiegoś czasu. Informacje o częstszych zamachach, nasilonych ruchach imperialnej floty oraz jakieś pirackie audycje w holonecie jasno o tym świadczyły. To co jednak pokazała mu Saine było czymś innym. Strumień Mocy już od jakiegoś czasu stawał się coraz bardziej niespokojny. Mimo, że nie było właściwie tego na razie w ogóle widać, aktywność mocowładnych zaczęła ponownie wzrastać, burząc tym samym równowagę jaką sprawiły czystki Imperium. Ten artefakt, ten dopalacz mógł tę równowagę zniszczyć całkowicie, stawiając całą Znaną Galaktykę w niebezpieczeństwie. Najgorsze jednak w tym wszystkim było to, że Jack był świadomy, iż w pojedynkę niczego nie będzie w stanie zdziałać. Będzie potrzebował sprzymierzeńców.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2519
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Mistrz Gry » 28 Cze 2017, o 09:21

Ciemność ogarnęła trójkę śpiących. Muzyka lasu powoli zmieniała brzmienie. Śpiew ptaków zastąpiły chrząkania i ryki nocnych zwierząt. Jack wyczuwał te znajdujące się bliżej, choć w ciemności nie mógł dostrzec ich kształtów. Odczytywał pragnienia i uczucia zwierząt jak tekst z datapadu. Dominowało pragnienie zdobycia pożywienia i strach przed różowoskórymi przybyszami bez sierści. Welles uznał, że otaczali ich roślinożercy. Z jednym wyjątkiem.

Pośród gałęzi drzewa na skraju polany dało się dostrzec żółte ślepia wpatrujące się w śpiących rozbitków. Drapieżnik ważył racje. Jego pragnienie mordu, trzaskania kości i wysyssania szpiku zmagało się z niepewnością czy zdoła pozbawić życia wszystkich troje na tyle szybko, żeby nie narazić się samemu na szwank.
Żółte ślepia odnalazły Jacka, a ten odwzajemnił spojrzenie, choć dzieliło ich kilkanaście metrów był pewien, że drapieżnik dokładnie widzi jego źrenice. Długie minuty upływały w niepewności. Dwóch myśliwych mierzyło się wzrokiem. W końcu zwierze wydało ryk i przeskoczyło na kolejne drzewo w kierunku lasu. Jack dostrzegł tylko smukłą, szarą, pręgowaną sylwetkę. Po jej wielkości mógł się tylko cieszyć, że monstrum zrezygnowało z zdobyczy w postaci trójki ludzi.

Kolejne godziny upływały spokojniej, a leśna fauna nie niepokoiła Jacka. Nigel wybudził się ze snu, jeszcze nim Welles podszedł do niego by przekazać mu wartę. Najemnik perfekcyjnie panował nad swoim zegarem biologicznym. Posłał zmęczony uśmiech Jackowi i zajął jego punkt obserwacyjny.


Welles zapadł w wyjątkowo spokojny sen. Sygnały lasu powoli wyciszyły się w jego umyśle, a zmęczenie katastrofą i forsownym marszem przez las wreszcie wzięło górę.

Archeolog poczuła dłoń na swoim ramieniu. Najemnik potrząsnął ją tak jakby nie wierzył, że Saine zechce się obudzić na ostatnią wartę. Kela otworzyła oczy i dostrzegła w ustępującej ciemności twarz mężczyzny.

- Na mój gust, jakieś dwie godziny do świtu. Miłego wsłuchiwania się w nasze chrapanie.

Nigel wskazał Saine wzniesienie i położył się spać. Archeolog obserwowała otoczenie. Mrok nocy ustępował miejsca szarzyźnie poranka, a nad lasem zaczęła unosić się mgiełka. Pierwsze ptaki zaczęły nieśmiały śpiew.

Kela nie mogła pozbyć się nieprzyjemnego uczucia niepokoju. Miała wrażenie, że ktoś ich uważnie obserwuje. Nie było jednak żadnych znaków, które by to potwierdzały. Las woķół nich budził się do życia swoim rytmem.

W końcu archeolog wstała by wybudzić towarzyszy. Nim to zrobiła jej uwagę przykuł dziwny świst dobiegający z jednego z krzaków. Saine podeszła bliżej, krzak się zakołysał.

Nim zdążyła krzyknąć by obudzić pozostałych z zarośli wyskoczył niski zakapturzony napastnik. Jednym susem doskoczył do kobiety i uderzeniem w klatkę piersiową pozbawił ją tchu. Saine wciąż w szoku upadła na ziemię.

Hałas zbudził Nigela i Jacka. Jednak nim zdążyli pośpieszyć z pomocą sami padli ofiarą ataku. Nigel zwarł się w morderczym uścisku z kolejnym napastnikiem, który pojawił się znikąd.

Naprzeciw Jacka stanął masywny, ale niższy od niego humanoid. Spod kaptura zabłysnęły żółte kły. Muskularne ręcę pomknęły w kierunku rozbitka. Jack dostrzegł szare dłonie zakończone ostrymi pazurami. Jego refleks pozwolił mu uniknąć ataku. Przez jego świadomość przemknęła myśl. Refleks, a nie Moc. Nie wyczuwał napastnika w Mocy, właściwie niczego w niej nie wyczuwał. Był odcięty.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6128
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Saine Kela » 30 Cze 2017, o 20:09

Saine w końcu zasnęła. Nowe miejsce, nieznane i zdecydowanie nieprzychylne im sprawiało, że z początku miała problem z zapadnięciem w sen, w końcu i ona odpłynęła jednak, wierząc że jej towarzysze sobie poradzą i jakby co zbudzą ją. Przed snem myślała jeszcze o ich rozmowie, o tym czego się dowiedziała i co jeszcze było do odkrycia. Potem nie było już nic. Dopiero zdecydowane szturchnięcie sprawiło, że otworzyła oczy, widząc nieopodal siebie twarz Nigela. Podniosła się więc i siadła, pozwalając by najemnik trochę się zdrzemnął.
Dwie godziny do świtu to nic. Zbliżał się ranek, więc teoretycznie nie powinno się już nic nie dziać, dlatego była spokojna. Widziała śpiące postacie Jacka i Nigela i zastanawiała się nad tym, ile drogi przyjdzie im przebyć i czy uda im się wyrwać z tego cało. W końcu jednak trzeba było wstać i obudzić resztę, ale jej uwagę przyciągnął hałas z krzaków. Najpierw podeszła nieco, starając się zachować dystans, a potem zdecydowała się wycofać.
- Chłopaki... - powiedziała niepewnie i w tym momencie coś na nią wyskoczyło.
Saine miała dość mocne nerwy, ale nagły atak mógł wytrącić z równowagi każdego. Po uderzeniu w klatkę piersiową cofnęła się odruchowo kilka kroków w tył jednocześnie zginając się wpół i wydając niezrozumiałe dźwięki. Po chwili upadła na ziemię. Szlag! Przemknęła jej przez głowę krótka myśl, na więcej nie było czasu. Szybko zaczęła zbierać się ziemi i wycofywać w stronę obozowiska, jednocześnie łapiąc hausty powietrza.
Kto ich napadł? Saine uniosła głowę, dostrzegając niską postać w kapturze. Miejscowi? Kim byli? Znała wiele ras, kultur i społeczności to należało do jej obowiązków, tego się uczyła, powinna ich rozpoznać. Mózg teraz jedynie o czym myślał to o przetrwaniu. Zaczęła szukać jakiejś broni, która choć w minimalnym stopniu zwiększy jej szanse na przetrwanie ataku tubylców, o niewątpliwie byli to tubylcy. Nagły atak ich zaskoczył i to bardzo, ale Jack i Nigel byli doświadczonymi najemnikami, do tego Jack dysponował Mocą. Ona sama może nie była mistrzynią walk, ale potrafiła o siebie zadbać. Odturlała się, chcąc dostać się w pobliże swoich rzeczy i sięgnąć po broń. Jak nie, tu użyje tego, co tylko jej się napatoczy do rąk, by natychmiast zacząć się bronić i odgonić napastników.
wiedziała, że musi sama się sobą zając, obaj mężczyźni także mieli pełne ręce roboty. Trzeba było się spiąć. Saine stęknęła z bólu i oszołomienia, ale zacisnęła zęby, nie chcąc poddać się słabości.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Jack Welles » 5 Lip 2017, o 15:46

Sen był miłą odmianą dla Jacka. Nawet mimo tego, że nie był w stanie zasnąć w pełni, a raczej czuwał z przysłowiowym jednym okiem otwartym. Mimo to, ten odpoczynek był dla niego bardzo cenny. W międzyczasie przebudził się tylko na chwilę, gdy Nigel zdawał wartę Saine. Szybko jednak zapadł ponownie w drzemkę.

Jednym ze szkoleń, które przechodzą żołnierze polega na zrywaniu ich nagle i mierzenie czasu po jakim stają w pełnej gotowości przy łóżku. Wymagała to nabycia umiejętności szybkiego wybudzania się. Ponadto Jack odpoczywał nawet dłużej niż potrzebował, więc można powiedzieć że był w pełni wypoczęty. Szkoda jednak, że obudził go atak z zaskoczenia, a nie aromat świeżo palonej kawy.

Odkrycie, że został odcięty od strumienia Mocy nie wybiła go z rytmu. Oczywiście stracił swojego asa w rękawie, ale w ogólności nie było to aż tak dużym problemem. Jego mistrzyni przygotowywała go całkiem dobrze na taką okoliczność. Przede wszystkim Welles opanował biegle Teräs Käsi, sztukę walki wręcz, która w założeniu miała służyć istotom, które nie posiadały wrażliwości na Moc. Oczywiście umiejętność posługiwania się tą mistyczną siłą znacznie usprawniało tę sztukę walki, ale i bez niej była śmiertelnie niebezpieczna. Zwłaszcza, że Jack miał za sobą setki godzin ćwiczeń, sparingów oraz rzeczywistych walk. Płynnie, niczym woda, ustawił się w pozycji wyjściowej na lekko ugiętych nogach, po czym, niczym jak na sprężynie, wystrzelił w kierunku napastnika, atakując go gradem ciosów. Jack nie miał pojęcia na temat z kim mu przyszło walczyć, ale z doświadczenia wiedział, że punkty witalne większości humanoidalnych ras Znanej Galaktyki znajdują się w podobnych miejscach. Miał jeden tylko cel: jak najszybciej unieszkodliwić swojego oponenta, by móc ruszyć na pomoc swoim towarzyszom.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2519
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Mistrz Gry » 8 Lip 2017, o 19:28

Krótkie spojrzenie na napastnika nie pozwoliło Keli zidentyfikować obcego. Rząd ostrych zębów wyrastał z dolnej szczęki, nadając muskularnej twarzy o płaskim nosie tyle groteskowy co niebezpieczny wygląd. Czarne oczy beznamiętnie obserwowały archeolog. Saine dotarła do swojej torby. Koniuszkami palców wyczuła wewnątrz rękojeść noża plazmowego. Nagle poczuła dłoń obcego zaciskającą się na jej lewej nodze. Miała sekundę na wyciągnięcie z torby noża, nim nadejdzie nieuchronne szarpnięcie.

Ciosy Jacka spotkały się z pewną obroną. Niektóre trafiły w korpus obcego, ale zdecydowana większość została zablokowana szybkimi i zwinnymi ruchami. Stalowy uchwyt szarych ramion zamknął się wokół prawicy Wellesa. Szary jedi dostrzegł złowieszczy uśmiech na twarzy napastnika. Do jego świadomości przebiła się uparta myśl, wcześniej odsunięta przez umysł zbyt zajęty atakiem i przytępiony brakiem odczuwania w Mocy. Znał tę postawę walki. FörräderiZdrada.

Ta myśl towarzyszyła mu, gdy leciał ponad głową napastnika, niebezpiecznie prędko zbliżając się do ziemi. Nie miał czasu uniknąć upadku, ale zdołał się na niego przygotować. Rozłożył ciężar ciała w padzie i zdołał się wywinąć z uchwytu szaroskórego przeciwnika. Sprawnie skoczył do pionu i w ostatniej chwili przyjął pozycję, odwracając się do napastnika. Ten nie tracił czasu i zbliżał się do Jacka w prostym, ale skutecznym ataku nazywanym skaczącym veermokiem. Nie było wątpliwości, że jedi nie jest jedynym adeptem Teräs Käsi w tym starciu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6128
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Saine Kela » 9 Lip 2017, o 16:55

Z kimkolwiek przyszło im się mierzyć, nie miało to znaczenia. Musieli jakoś przetrwać i odeprzeć atak. Obcy wyglądał groźnie i najwyraźniej nie miał dobrych zamiarów, ale Saine nie zamierzała się łatwo poddawać. w swojej naukowej karierze odwiedzała niezliczone światy, gdzie nie raz, nie dwa stykała się z nieprzyjaźnie nastawionymi mieszkańcami i okoliczną fauną i florą. Musiała nauczyć się walczyć, bo inaczej po prostu jej wyprawy skończyłyby się bardzo szybko i bardzo nieprzyjemnie. Skoro tyle przetrwała, teraz też nie zamierzała się poddać.
Chwyciła nóż z zamiarem poderwania się z ziemi. Była wprawdzie w niekorzystnej pozycji, a przeciwnik miał wyraźną przewagę, ale mogla to wykorzystać na swoją korzyść. Czując jednak chwyt na swojej nodze, wiedziała, że nie jest to zbyt dobra pozycja dla niej. Co mogła zrobić w takim wypadku? Wyszarpnięcie nogi zdawało się zbyt trudną rzeczą, mężczyzna zdecydowanie był silniejszy od niej, ale swoją drobną posturą i lekkością też mogła wiele zdziałać. Mogła przede wszystkim zaskoczyć.
Postanowiła nie walczyć z szarpnięciem, a pomysł na obronę był prosty. Przeciwnik, który ją trzymał, zamierzał przyciągnąć ją do siebie. Wykorzysta to i trzymając nóż w dłoni zaatakuje, gdy tylko znajdzie się tuż przy nim. Jeżeli chciał ją jakoś ranić czy cokolwiek zrobić, będzie musiał się nachylić, a to będzie najdogodniejszy moment.
Gdy tylko znajdzie się blisko, Saine szarpnęła się w górę z nożem, celując w okolice korpusu lub szyi czy też jakiejkolwiek części ciała. Chwyt miała pewny i mocny, w takich wypadkach nie ma co się wahać przed zadaniem ciosu, zwłaszcza gdy może od tego zależeć jej własne życie, a na pomoc innych nie mogła liczyć. Póki co każdy walczył o siebie i choćby chcieli, żadne z nich nie mogło pomóc drugiemu.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Jack Welles » 10 Sie 2017, o 09:39

Walka zapowiadała się coraz ciekawiej. Jack uwielbiał wyzwania, dlatego też między innymi skończył walcząc w podziemnych walkach na Nar Shaddaa. W tym momencie jednak nie było czasu na zbyt długie potyczki, gdyż znajdowali się na terenie kontrolowanym przez Imperium. Było trzeba szybko kończyć tę walkę. To co jednak mu nie pasowało to wcale nie brak dostępu do Mocy, a napastnicy. Nie mieli oni bowiem żadnych imperialnych oznaczeń. Mogłoby to sugerować, że wcale dla Imperium nie pracują, choć nie powiedziane, że są po prostu prywatnymi podwykonawcami.

- Widzę... Że... Jesteś... Również... Dżentelistotą... Kultury... - cedził do swojego oponenta pomiędzy kolejnymi blokami i ciosami. Nagle w trakcie natarcia jego oponenta, przestał go blokować, a wykorzystał jego pęd i wykonując zgrabny piruet przepuścił przeciwnika bokiem, częstując go dodatkowo kopniakiem w plecy. Sam Jack odskoczył od niego, by zwiększyć przynajmniej czasowo dystans. Nie zamierzał on jednak wyjmować z kabury swojego Deathammera, a zwrócić się do swojego oponenta - Czy aby jednak na pewno powinniście nas atakować? Jesteśmy tylko rozbitkami w żaden sposób nie związanymi z Imperium! - Gdyby to nie dało żadnego efektu, Jack miał zamiar wyjąć swój nóż myśliwski i skupić się na zabiciu przeciwnika.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2519
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Mistrz Gry » 11 Sie 2017, o 23:30

Kela poczuła gwałtowne szarpnięcie, którego się spodziewała. Chwilę później wisiała już w powietrzu głową do dołu. Gdy napastnik ją unosił, nóż archeolog pomknął w kierunku najbliższej kończyny obcego. Plazma przepaliła wierzchni materiał i sięgnęła skóry, pozostawiając spaloną tkankę. Saine poczuła swąd spieczonego mięsa. Rana nie była głęboka, ale musiała boleć jak cholera. Obcy ryknął, ale Saine usłyszała więcej zdziwienia niż bólu. Napastnik musiał być bardziej odporny niż inne humanoidy tych rozmiarów. Kela nie miała wiele czasu na to by się nad tym zastanowić. Jej adwersarz rozluźnił uścisk na tyle, że archeolog zdołała uwolnić nogę. Spotkanie z gruntem nie było przyjemne, zdołała jednak szybko pozbierać się z gleby. Kątem oka dostrzegła Nigela padającego bez życia, po potężnym ciosie w głowę. Nim zdążyła zorientować się czy jej towarzysz jeszcze żyje ponownie stała się celem ataku. Wściekłość na szarej gębie napastnika nie zwiastowała taryfy ulgowej. Pierwszy cios wytrącił jej z dłoni nóż plazmowy. Drugi w postaci kopniaka zmierzał w kierunku jej brzucha. Saine miała sekundy na to by zareagować.

Napastnik szybko odzyskał równowagę, na moment utraconą przez manewr i kopnięcie Jacka. Obrócił się i przyjął wyczekującą postawę, taksując go wzrokiem. Jego ręka powędrowała do długiego wibronoża w skórzanej pochwie ozdobionej znakami przypominającymi podobizny zwierząt nieznanych Jackowi. Gdy obcy usłyszał zapewnienie, że Welles i pozostali nie należą do Imperium, zawahał się, a jego dłoń zawisła nad pochwą. Jego nozdrza poruszyły się, gdy wciągnął powietrze, starając się wyczuć woń Jacka. Po chwili odezwał się w gardłowym, łamanym basicu, z akcentem przypominającym ten charakterystyczny dla Trandoshan.
- Przybysz nie pachnieć jak szturmy… Przybysz udowodnić… Przybysz ssię poddać… Przybysz pójść z nami. – wysyczał w kierunku Jacka.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6128
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Saine Kela » 14 Sie 2017, o 17:13

Właściwie to zadziałała instynktownie. Została zaatakowana i chciała się bronić, widząc że przeciwnik najwyraźniej nie ma dobrych zamiarów. Nie planowała zabijać, chciała po prostu obronić własne życie. Dlatego chwyciła pierwszą lepszą broń, którą był nóż i gdy tylko została pociągnięta, dźgnęła napastnika. Niestety nie przewidziała jednego - że istotna będzie miała o wiele grubszą skórę niż przeciętny człowiek. Raniła go, ale zdecydowanie nie było to nic groźnego ani tym bardziej śmiertelnego. Sad spalenizny drażnił śluzówki nosa, ale sam atak nie był jakiś szczególny. Uwolniła za to nogę i natychmiast zaczęła się wycofywać.
Wszystko działo się bardzo szybko, działała więc odruchowi i instynktownie. Widziała Nigela padającego na ziemię oraz Jacka, który toczył swoją własną walkę. Nie wyglądało to dobrze, a napastnicy byli doskonale przygotowani do ataku. Saine z kolei nie była wojowniczką, choć bronić się umiała, teraz jednak górę brał instynkt samozachowawczy. Gdy straciła nóż, wpadła w lekką panikę, innej broni nie miała, w przeciwieństwie do przeciwnika. Do tego była obolała i zdecydowanie słabsza fizycznie od niego.
Zatrzymała się na moment, a zaraz potem odskoczyła na bok, wyginając się w łuk, a potem padła w dół na ziemię, żeby się po niej przeturlać. Upadek na ziemie nie był przyjemny, ale zdecydowanie lepszy niż oberwanie stopą w brzuch. Nie miała większego planu działania, musiała znaleźć jakąś broń, albo liczyć na cud, który jakoś wybawi ją z opresji. Mogła uciekać i desperacko walczyć, ale wiedziała, że dłuższą metę nic to nie da i w końcu polegnie.
[tab][/tab]Przez ułamek sekundy widziała jak Jack i jego przeciwnik się zatrzymali, ale nie wiedziała o co chodzi. Póki co próbowała ratować siebie i uciec przed kolejnym atakiem, który ją ostatecznie powali na ziemię. Nie miała zbyt wielu opcji, mogła jedynie starać się robić uniki.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Jack Welles » 30 Sie 2017, o 12:32

- Poddajemy się! - rzekł Jack donośnym tonem głosu. Kątem oka zarejestrował, że Saine dostaje tęgie lanie, a i Nigel gdzieś zniknął w trawie, pewnie nieprzytomny. Będzie używanie z najemnika, że drobna pani archeolog lepiej sobie poradziła od niego.

- Nie chcemy z wami zwady i walczyliśmy tylko dlatego, że nas zaatakowaliście - dodał spokojnym tonem głosu. Na dowód rozłożył powoli ręce, umożliwiając napastnikowi by go rozbroił. Sposób w jaki jego oponent się wysławiał brzmiał co prawda prymitywnie, ale Jack przypuszczał, że to może być bardzo złudne. A nawet jeśli faktycznie zaatakowała ich banda prymitywów, to bardzo nierozsądne byłoby obrażanie ich swoim protekcjonalnym zachowaniem. Mieli przed sobą bowiem grupę świetnie wyszkolonych wojowników, którzy z łatwością mogli ich pozabijać.

- Co u licha wyrabia się na tej planecie?... - zapytał się Welles w myślach, puszczając oko do Saine, by podnieść ją na duchu.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2519
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Mistrz Gry » 3 Wrz 2017, o 15:08

Żółte kły błysnęły w świetle porannego słońca. Szaroskóry napastnik przechylił głowę wciąż obserwując Jacka. Na jego twarzy malowała się niechęć i niepewność. Po chwili, która Wellesowi wydawała się trwać wiecznie, a w rzeczywistości trwała kilka sekund, osobnik kiwnął głową i wykrzyknął rozkaz do swoich towarzyszy w nieznanym gardłowym języku. Nie uchroniło to Saine przed ciosem, ale dzięki unikowi kopnięcie jedynie ją musnęło. Jej przeciwnik już szykował się do zadania kolejnego ciosu, gdy oponent Jacka, jak się wydawało przywódca tej trójki, ponownie wykrzyczał rozkaz, tym razem bardziej szorstko i dobitnie. Obcy zastygł w połowie wykonywanego ruchu, po czym wyprostował się i sięgnął po Saine, stawiając archeolog na nogi. Trzeci z nich, ten który celnym ciosem powalił Nigela, niósł teraz nieprzytomnego najemnika w kierunku pozostałych.

- Broń, oddać. – przywódca podszedł do Jacka i zdjął kaburę z Deathammerem. Obszukał jedi i skinął na swojego towarzysza by ten zrobił to samo z archeolog. Po chwili rozbitkowie byli rozbrojeni.
- Rzeczy, zabrać! – wycharczał obcy, wskazując na torby i zaopatrzenie wzięte przez Saine, Nigela i Jacka z wraku.

Po chwili byli gotowi do drogi. Przywódca wziął nieprzytomnego Nigela od ostatniego z obcych i dał sygnał, by ruszyli. Saine i Jack mieli iść za nim, obserwowani przez pozostałych dwóch napastników. Jedi i archeolog mogli przyjrzeć się obrażeniom najemnika. Nie wyglądało to najlepiej, obrzęk w prawej górnej części twarzy robił wrażenie. Trudno było powiedzieć, czy nie doszło do uszkodzeń wewnętrznych.

Szli przez zarośla w milczeniu, mając słońce za plecami. Obcy bez trudu odnaleźli ścieżkę, której Saine i Jack nie mieli prawa dostrzec. Jedi powoli zaczął ponownie odczuwać w Mocy, mgła, która padła na jego zmysły, powoli rzedła w równie niewyjaśniony sposób, co gdy się pojawiła. Mógł mieć jedynie pewność, że to nie obcy byli przyczyną jego krótkotrwałej utraty kontaktu z Mocą. Kela dostrzegła, że obcy, z którym wcześniej walczyła patrzył na nią z mordem w oczach. Idący obok niego towarzysz wyraźnie był tym rozbawiony, spoglądając to na Kelę to na niego. Tempo narzucone przez obcych wskazywało, że czekał ich wielogodzinny marsz. Mieli teraz chwilę na to by ocenić swoje położenie, dyskretnie wymienić się uwagami co do tej sytuacji czy też spróbować nawiązać dialog i wyciągnąć więcej informacji od swoich nowych "przewodników".
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6128
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Saine Kela » 4 Wrz 2017, o 17:21

Starała się unikać kolejnych ciosów, jednocześnie jakoś wyprowadzać swoje. To drugie szło jej niestety gorzej niż pierwsze, no i zdawała sobie sprawę z tego, że i w obronie długo nie wytrzyma. Może jeszcze jeden, może dwa ciosy i będzie po niej. Nie była wojowniczką ani wyszkolonym żołnierzem, a walczyć umiała na tyle, by móc się bronić w niesprzyjających warunkach, na takie walki jednak nie była przygotowana. I gdy już, już myślała, że to jej ostatnie podrygi, nastało wołanie, po którym jej napastnik się zatrzymał, nie wyprowadzając ostatecznego ciosu. Saine padła na kolana obolała i zmęczona, ale nie było jej dane długo pozostać w tej pozycji, bo została siłą poderwana na nogi.
Spojrzała lekko niepewnie w stronę Jacka i z wyraźnym zmartwieniem w stronę nieprzytomnego Nigela. Wydawało się, że żył, ale jak rozległe było jego obrażenia tego bez badań nie mogli wywnioskować.
Zabrali om wszystko, choć tak naprawdę niewiele mieli. Saine poza nożem i blasterem nie miała innej broni, w torbie miała tylko rzeczy osobiste razem z danymi skradzionymi z muzeum, a w plecaku to, co udało im się ocalić z wraku statku. Była wykończona i bolało ją wszystko, ale zostali zagonieni do marszu i archeolog starała się mimo wszystko dotrzymywać kroku mężczyznom.
- Jack...? - zadała nieme pytanie, ale chyba mógł się domyśleć o co jej chodziło
Nie wiedziała, co się stało, ale domyślała się, że udało mu się jakoś porozumieć z napastnikiem i przemówić do niego. To im na pewno ocaliło życie, ale na jak długo i co dalej będzie? Saine powoli zaczynała się orientować w ich strukturze i kulturze. Byli wojownikami i pewnie żyli z walki, być może też potraktowali ich jak najeźdźców.
Zerknęła w bok widzą swojego niedoszłego przeciwnika, który najwyraźniej był wściekły, z kolei jego towarzysze chyba rozbawieni. O ile orientowała się w podobnych kulturach, domyślała się, że być może czuł się urażony iż kobieta stawiała mu tak długo opór, a co więcej zdołała go ranić. A może był zły, że nie dokończył swojego dzieła, choć niewiele brakowało? Może jedno i drugie. Musiała odświeżyć swoją wiedzę na temat lokalnej kultury, wtedy będzie wiedzieć lepiej, być może im to także w czymś pomoże.
Pomimo odniesionych ran, starała się iść szybko, jednak Jack mógł dostrzec grymasy bólu na jej twarzy. Napastnik nieźle ją obił, ale trzymała się jak mogła. Zapewne cenili sobie siłę, więc Saine nie mogła ot tak stanąć w miejscu, to by przeczyło jej wcześniejszej postawie w walce. Głupie zasady i ich nie znosiła, ale mimo wszystko coś o podobnych kulturach wiedziała. Będzie miała czas na narzekanie później, jak dotrą na miejsce.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Jack Welles » 29 Wrz 2017, o 13:37

Gdy Saine podnosiła się z ziemi, Jack ponownie puścił do niej oko. Wreszcie coś zaczęło się układać. Może i sytuacja nie była idealna, ale była znacznie lepsza niż jeszcze parę godzin temu. Co prawda chwilowa utrata dostępu do Mocy, była lekko niepokojąca, ale przynajmniej nawiązali kontakt z tubylcami. Oczywiście byli nastawieni wobec nich w najlepszym wypadku nieprzyjaźnie, ale nie przeceniając swojego uroku osobistego, Jack był przekonany, że uda im się to poprawić. A najwyraźniej warto, gdyż nie byli to jacyś sobie tam dzikusy, a całkiem nieźle wytrenowani wojownicy. W dodatku byli raczej we wrogich stosunkach z Imperium, co akurat było całkiem zrozumiałe dla Jacka. Wszak reżim białych hełmów rzadko kiedy żył dobrze z autochtonami.

Gorzej tylko, iż Nigel wyglądał kiepsko po starciu z wojownikami. Welles wierzył jednak, iż najemnik wyliże się z tego. Nieprzytomny mężczyzna był w jego przekonaniu ulepiony z twardszej gliny niżby mogło się to na pierwszy rzut oka wydawać. Poza tym nie z takich tarapatów Nigel wychodził cało.

- Przepraszam bardzo - odezwał się po chwili marszu, kierując swoje słowa do dowódcy drużyny tubylców - Czy wiesz może jak szturmy nazywają waszą planetę? Jak wspomniałem wcześniej jesteśmy zagubionymi wędrowcami i zupełnie nie wiemy gdzie jesteśmy. - Jack liczył na łut szczęścia. A nuż słyszał o tej planecie i to choćby trochę da im informację jak głęboko w gównie utknęli. Specjalnie nie spytał się po prostu jak nazywa się ta planeta, bo był przekonany, że tubylec rzuciłby mu nazwę w stylu ziemia albo brud, lub kolebka, jak to miały w zwyczaju nazywać prymitywne ludy swoje ojczyste światy.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2519
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Mistrz Gry » 6 Paź 2017, o 20:46

Przewodnik nawet się do nich nie odwrócił. Po chwili odchrząknął.
- Nie wiem, nie rossmawiamy z szturmami. Zabijamy. – po chwili milczenia dodał – Starsi mówią, że po waszemu ten sswiat to Ue’ejlan. Dla nass to Pirkha’ary’Sha’vah. – powiedział tonem, jaki rozumne istoty stosowały wobec dzieci przy wyjaśnianiu oczywistości.
- Będą mogli zapytać maitrakh. – stwierdził ten z napastników, który powalił Nigela.
- Jessli ich przyjmie. – odpowiedział trzeci, z którym wcześniej przyszło walczyć Saine – Albo każe nakarmić młode… - uśmiechnął się szeroko, pokazując ostre zęby.
Przywódca warknął i pozostali obcy zamilkli. Ich zachowanie zaczęło nasuwać Saine i Jackowi skojarzenia z przechwałkami nastolatków. Czy to możliwe, że zostali schwytani a wcześniej niemalże zabici przez miejscowych młodzików?

Marsz zajął im cały dzień i gdy dotarli nad górskie jezioro zaczynało zmierzchać. Wartkie strumyki spływając z skał pobliskich wzniesień zamieniały się w setki małych wodospadów. Gdyby planeta znajdowała się bliżej Światów Jądra, zapewne nad jeziorem powstałby kurort turystyczny. Przewodnik wydał komendę w swoim gardłowym języku i pozostali oddarli kawałki materiału od swoich ubrań, by przewiązać oczy Keli i Wellesowi. Ostatni odcinek pokonali w ciemnościach. Po kilkudziesięciu minutach poczuli chłód. Pod stopami mieli twarde, nierówne i kamienne podłoże. Powietrze stało się wilgotne i stęchłe. Ich opiekunowie wreszcie zdjęli im opaski z oczu.

Wzrok przyzwyczajał się do półmroku oświetlanego pochodnią jednego z obcych i odbijającego jej światła mchu. Oczom Saine i Jacka ukazała się jaskinia obrośnięta miejscową florą, głównie gatunkami grzybów, glonów i paproci. Przywódca obcych wskazał zagłębienie w rogu jaskini. Gdy się zbliżyli zobaczyli pionowy korytarz, z krawędzi wisiał drabinka sznurowa. Zeszli po niej wedle takiej samej kolejności co podczas wcześniejszego marszu. Pierwszy po drabince zsuwał się przywódca, jedną ręką trzymając wciąż nieprzytomnego Nigela, potem Jack i Saine z swoimi bagażami, a na końcu dwóch pozostałych obcych.

Po niedługim czasie zeszli do kolejnej pieczary, o wiele większej. Tam czekali na nich kolejni przedstawiciele miejscowych. Postawniejsi od swoich pobratymców, ale wciąż przysadziści w porównaniu do Jacka czy Nigela. Ich dotychczasowy przewodnik wymienił z nimi parę zdań w ich języku. Saine zauważyła, że poza nożami strażnicy byli uzbrojeni także w karabiny blasterowe.

Wymiana zdań nie trwała zbyt długo, po chwili odebrano Saine i Jackowi ich bagaże. Trzej obcy, którzy ich pojmali zniknęli z nimi i nieprzytomnym Nigelem w jednym z korytarzy odchodzącym od pieczary. Strażnicy zaprowadzili Wellesa i Kelę do kolejnej, mniejszej jaskini za kawałkiem durastali, który udawał drzwi. Rozbitkowie mieli niejasne przeczucie, że pomieszczenie miało spełniać rolę tymczasowego aresztu, co znaczyłoby, że nie byli pierwszymi przybyszami pojmanymi przez miejscowych. Jednak zła znajomość basicu obcych mogła znaczyć, że przybysze spoza planety nie bawili zbyt długo w tej społeczności…

Możecie obgadać swoją obecną sytuację i omówić strategię na rozmowę z tutejszą starszyzną.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6128
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Saine Kela » 8 Paź 2017, o 11:54

Szli cały dzień, a od swoich strażników nie dowiedzieli się wiele. Saine całą resztę drogi rozmyślała nad ich sytuacją i to, gdzie się znaleźli. Mieli przechlapane czy może jednak uda im się dogadać z tutejszą społecznością, która ewidentnie nie przepada za Imperium? A co do nazwy planety, niewiele jej mówiła, tubylcy mogli zniekształcić nazwę starając się wypowiadać ją tak, jak ją słyszeli. Całą resztę drogę przeszli więc w milczeniu.

Gdy znaleźli się w celi, najwyraźniej wcześniej przygotowanym więzieniu, Saine zaczęła chodzić wzdłuż ścian, zastanawiając się nad ich obecną pozycją. Do tego zostali przymusowo rozdzieleni i siłą rzeczy martwiła się o los Nigela, który nie był im znany.
- Informacje, które podali niewiele dają. Zdaje mi się, że to jakaś społeczność Noghri, jednak z mojej wiedzy wynika, że ich planeta nazywa się inaczej. Albo więc przeinaczyli nazwę, albo znajdujemy się na innej kolonii ich rasy.
Saine była zła. Przede wszystkim na siebie. Czuła się bezsilna w obecnej sytuacji, a jej wiedza nie była wystarczająca, by mogła w jakiś sposób się przydać. Znała wiele las i społeczności, ale specjalizowała się bardziej w odległych kulturach, takie, które zdążyły już wyginąć i zniknąć z pamięci współczesnych. O obecnych kulturach mniej i bardziej prymitywnych wiedziała tyle, ile miała z nimi bezpośrednią styczność, albo przeczytała o tym w jakiejś rozprawie. Była historykiem i archeologiem, ale nie wiedziała wszystkiego i boleśnie to odczuwała. Znała lepiej kultury sprzed tysięcy lat, niż te obecne, co za ironia.
- Najwyraźniej jednak mają typową strukturę klanową. Z tego co zrozumiałam, na ich czele stoi przywódczyni. Maitrakh to najstarsza kobieta i przedstawicielka klanu. To od niej będzie wszystko zależało.
Usiadła w końcu z wyraźnym trudem. Była wykończona podróżą, a po walce z wojownikami nadal byłą obolała i nie miała czasu na odpoczynek i regenerację. Choć i tak była całkiem z siebie dumna, że podołała i w czasie marszu nie padła, co chyba było wynikiem adrenaliny, albo i coraz większego doświadczenia. Doszła do wniosku, że po przygodnie na "zatopionym" i po tym, co tam przeszła chyba jest zdolna do wszystkiego.
- Będziemy musieli ją do siebie przekonać.
Pytanie tylko brzmiało: jak? Jej wiedza na temat Noghri była znikoma, a to co powiedziała przez momentem Jackowi, niemal w całości wyczerpywało jej wiedzę. Przede wszystkim pewnie będą musieli się dowiedzieć czegoś więcej, poznać ich przywódczynię i poznać jej poglądy - póki co, nie wiedzieli nic.
Spojrzała na towarzysza. Nie wiedziała ile przesiedzą w tej jaskini i zamknięciu, ale będą musieli ten czas jak najlepiej wykorzystać.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 622
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Nieznana Planeta] Zagubieni

Postprzez Jack Welles » 16 Paź 2017, o 11:49

Sytuacja z każdą chwilą się wyraźnie poprawiała. A przynajmniej Jack tak uważał. Co prawda znajdowali się na planecie, która była kryjówką dla tajnej bazy Imperium, co zawsze oznaczało spore kłopoty, ale spotkali grupę tubylców, którzy upodobali sobie zabijanie szturmowców. Co więcej wychodziło na to, jak zauważyła Saine, że są to Norghi. Choć nie jest to jakaś powszechna wiedza, to co bardziej zorientowani w branży, do których Jack należał, wiedzieli że była to rasa słynąca ze swoich zabójczo wysokich umiejętności bojowych. Właściwie po plecach Wellesa przeszedł wręcz zimny dreszcz, na myśl tego co by mogło się stać, gdyby się nie poddali.

Jack usiadł wygodnie pod skalną ścianą i rozpostarł nogi. Dawno nie robił sobie tak długich spacerów, ale nie narzekał. Można by wręcz powiedzieć, że trochę tęsknił za takimi wędrówkami.

- No cóż... Jeśli masz rację co do tego matriarchatu, to chyba najlepiej będzie jeśli ty będziesz głównie rozmawiała z ich przywódczynią - rzekł szczerząc się wesoło. - Tak czy inaczej, to co wiemy na pewno to to, że nie darzą miłością Imperium. Myślę, że można zaryzykować stwierdzenie, iż walczą z nim. Jak na moje, to kluczowym będzie przekonać ich do stwierdzenia: wróg mojego wroga jest moim przyjacielem. Założę się, iż mają jakieś problemy, do których rozwiązania będą potrzebować człowieka. Jakbyśmy byli im zupełnie zbędni, to pewnie zabiliby nas od razu, bez bawienia się w branie w niewolę.

- Ogólnie jak się czujesz? - spytał się po chwili milczenia. - Nie masz jakichś zawrotów głowy? Mdłości? Widziałem, że całkiem mocno grzmotnęłaś o glebę, a wstrząśnienie mózgu może być bardzo niebezpieczne - dodał.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2519
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

PoprzedniaNastępna

Wróć do Zewnętrzne Rubieże