Content

Zewnętrzne Rubieże

[Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Image

[Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Mistrz Gry » 11 Wrz 2020, o 09:04

Akcja przenosi się z Wayland

Wyszli z nadświetlnej tak, jak poradził im Locust - w odległości uniemożliwiającej imperialnym wykrycie ich. Byli oddaleni od planety o setki tysięcy kilometrów, ale już widzieli brudnozieloną poświatę Taris oraz stalowy kordon statków, broniący do niej dostępu.
Powoli zbliżali się do swojego celu, a Gen'dai tłumaczył swój plan.
- Za moich czasów - tłumaczyła Saine - Na powierzchnię ciągle przylatywały transporty medyczne, niekoniecznie z pomocą "humanitarną", że się tak wyrażę. W moim więzieniu często odwiedzali mnie ci wasi imperialni i wiem, że ich naukowców aż świerzbi, żeby eksperymentować na tej planecie. Czyli podchodzimy do lądowania jak za starych, dobrych czasów.
- Podleć powoli do miejsca, w którym blokada jest najcieńsza - kontynuował Locust - I podaj numery tego statku. Jesteśmy transportem zaopatrzenia dla głównego lekarza.
Blokada rosła w oczach. Zbliżali się powoli, dlatego zanim kontrola lotów ich wywołała, mieli czas popatrzeć i utwierdzić się w przekonaniu, że Imperium rzeczywiście zależało na całkowitym zablokowaniu Taris.
- Tu kontrola lotów, proszę się zidentyfikować - odezwał się kontroler, kiedy tylko Jack odebrał komunikat.
Locust popatrzył na Jacka i kiwnął głową.
- Tutaj prom lambda, nasze numery B-747-28 - powiedział Jack przez interkom - Mamy transport medyczny.
- Numery się zgadzają - mówił kontroler - Ale waszego statku nie ma w rejestrze. Według moich danych nikt nie spodziewa się dzisiaj transportu.
Locust dał Jackowi znak, żeby przedłużał rozmowę, a sam przecisnął się między ich fotelami i zaczął zdejmować obudowę głównego panelu sterującego statku. Saine chciała zapytać, co robi, ale Gen'dai uciszył ją gestem.
- W takim razie macie braki w rejestrze. Przelecieliśmy pół galaktyki, żeby dostarczyć to zaopatrzenie...
- Nie interesuje mnie, ile przelecieliście. Planeta jest zamknięta, bez wyraźnego rozkazu lub przewidzianego powodu nie mogę pozwolić na dokowanie, a tym bardziej lądowanie.
Locust wyszeptał coś do Saine. Kobieta powtórzyła Jackowi. Jack grał dalej.
- Proszę skontaktować nas z doktorem bzzdź - interkom zatrzeszczał, kiedy Locust wywołał krótkotrwałe spięcie imitujące zakłócenia - ... on wyjaśni bzzdź... ej misji bzzdź... imydyna nie może bzzdź bezużyteczna.
- Przyspiesz - zakomenderował Gen'dai.
Jack zwiększył prędkość, minęli pierwsze statki patrolujące ten rejon blokady.
- Mamy jakieś zakłócenia - powiedział kontroler - Wyłączcie silniki i naprawcie usterkę.
- Nie możemy - łgał Jack - bzzdź... uszkodzenia. Bzzdź zatrzymać się.
Locust wyrwał kilka przewodów. Interkom zdechł - nie usłyszeli już kontroli lotów, zobaczyli za to, że z jednej platformy poderwały się dwa myśliwce.
- Nie daj się przechwycić - przetłumaczyła Locusta Saine, kiedy olbrzym rozłożył za ich plecami zapasowy fotel i zaczął przypinać się pasami - Zwolnij, jakbyś chciał się zatrzymać, niech myśliwce się zbliżą. Daj się złapać polu grawitacyjnemu i wchodź pod dużym kątem. Imitujemy katastrofę lotniczą. W atmosferze może nam się zapalić skrzydło. Albo dwa.
Jack zwolnił. Myśliwce wywoływały ich, ale nie słyszeli, co piloci do nich mówią. Obydwie jednostki ustawiły się po ich bokach i eskortowały ich w kierunku platformy.
- Teraz.
Jack wdusił dźwignię przyspieszenia. Lambda wyrwała do przodu, na kilka sekund zostawiając myśliwce za sobą.
Zaczęli przyspieszać, kiedy zbliżyli się do granicy atmosfery. Minęli platformę i wpadli w ciąg grawitacyjny - ostro, pod niebezpiecznie ostrym kątem.
Zaczęło nimi rzucać, a przeciążenie szybko rosło. Myśliwce siedziały im na ogonie, ale weszły pod większym kątem, dlatego były dalej. Skanery wychwyciły następne dwa, które poderwały się z platformy.
- A teraz, człowieku - rzucił Locust, nie kłopocząc już Saine tłumaczeniem - Nie zabij nas.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6917
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 14 Wrz 2020, o 17:32

Lot do układu Taris zleciał im dość szybko, ale z pewnością nie spokojnie. Perspektywa przebijania się przez kordon imperialnej floty nie napawał jej i Jacka optymizmem. Loctus miał jednak plan i z teorii brzmiał nawet sensownie, nie mówiąc już o tym, że dawał im pewną niewielką szansę na zwycięstwo. Niestety pomysł ten uwzględniał także katastrofę lotniczą, a z tym zdecydowanie dobrych wspomnień nie mają. Po ostatniej kraksie stracili praktycznie wszystkich towarzyszy, a rozbili się tylko na słabo zaludnionej planecie. Taris to inna bajka i jej zdaniem granica śmierci była jeszcze cieńsza.
Przypięła się do fotela i od momentu wypadnięcia z hiper przestrzeni, aż do chwili gdy przerwali imperialny łańcuch, ledwo oddychała. Machinalnie tylko robiła za tłumacza słów Gen'daia, aby Jack mógł wszystko dobrze zrozumieć. Ufała umiejętnościom pilotażu mężczyzny, ale nawet jak na jego zdolności, tę akcję można było nazwać jednym słowem - samobójstwo.
- Jack - odezwała się cała blada - Nie zabij nas...
Powierzchnia planety rosła w oczach, po chwili zajmując się już cały widok. Niewiele można było zobaczyć i rozróżnić, jako że wpadali w atmosferę w dziką prędkością i wszystko wokół wirowało. Kobietą telepało na wszystkie strony i tylko dzięki przypiętym pasom nie odbijała się po całym kokpicie. Jak to przeżyją, to będzie cud. Jak to przeżyją, wcale łatwiej nie będzie. Nie po to przecież wyrwali się z Wayland, by trafić na Taris, ale w tym momencie Saine miała już zamknięte oczy i nie myślała o tym, co będzie potem, tylko zaciskała mocno ręce na oparciach fotela.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 686
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 15 Wrz 2020, o 16:07

Jack miał niejasne przeczucie w jaki sposób pokonają kordon sanitarny. Wręcz można śmiało powiedzieć, iż sam taki pomysł rozpatrywał i był przygotowany na taką ewentualność. Co nie zmienia jednak faktu, że liczył na to iż nie będzie musiał ponownie rozbijać się o powierzchnię planety.
Bez protestu wykonywał polecenia Locusta i bez większego problemu szło mu lżenie przez komunikator. Był również przekonany o tym, iż kontrola lotu w pewnym sensie podejrzewała co zamierzają zrobić, czego dowodem była przydzielona im eskorta. Kolejnym dowodem było natychmiastowe poderwanie kolejnych dwóch myśliwców. Żaden z nich jednak nie miał żadnych szans by ich przechwycić nim dotrą do powierzchni planety.
- Postaram się - odpowiedział Jack krótko i bez emocji. Właściwie był pewien, że przelecą relatywnie bezpiecznie przez atmosferę i jedyne problemy pojawią się na samym końcu ich "lądowania"... No ale po kolei.
Otóż nie mogli sobie wyobrazić lepszej jednostki do wykonania tego manewru niż właśnie prom Lambda. Była to bowiem jednostka idealnie przystosowana do lotów suborbitalnych i atmosferycznych. Przede wszystkim posiadała ogromny zapas ciągu, jaki były w stanie wygenerować jej silniki. Choć w tej sytuacji nie były im one prawie do niczego potrzebne i właściwie nawet bez nich byłby Jack w stanie sobie poradzić. Kluczem do sukcesu była za to sama konstrukcja promu. Lambda była wyposażona, stąd jej z resztą nazwa, w charakterystyczne skrzydła służące jej do utrzymania stateczności lotu atmosferycznego i wręcz nadania jej całkiem przyzwoitych właściwości aerodynamicznych. W prawnych rękach była ona wręcz zdolna do wykonania lotu ślizgowego, z czego Jack miał zamiar w tym momencie skorzystać.
Po krótkiej chwili, od momentu przejścia promu z termosfery Taris w mezosferę, Jack skoordynowany sposób wygasił silniki, imitując tym samym ich usterkę. Miał zamiar wykonać resztę lotu po prostu szybując w atmosferze. Co prawda poruszali się przez to o wiele wolniej, jednakże myśliwce Tie nie miały możliwości bezpiecznego dla siebie pościgu. Ich konstrukcja, przy zaplanowanym przez Jacka wektorze podejścia, zwyczajnie nie wytrzymałaby przeciążeń. Nie mówiąc o tym, iż w przeciwieństwie do nich, Lambda posiadała osłony termiczne, które z powodzeniem chroniły trójkę śmiałków przed płomieniami, a które właśnie pojawiły się wokół promu gdy tarcie atmosferyczne wyraźnie wzrosło. Z zewnątrz musieli wyglądać niczym jakiś meteor, lecz w środku byli bardzo dobrze póki co chronieni. Jedynie co to wyraźnie zaczęła się podnosić temperatura. Jednakże całość zasilania została przesunięta przez Jacka na systemy podtrzymujące życie oraz tarcze ochronne kokpitu. Z głośnym hukiem zatrzasnęły się hermetyczna pancerna śluza oddzielająca sterownie promu od reszty Lambdy.
Tymczasem powierzchnia Taris nieubłaganie się zbliżała, a komunikator zamilkł, choć jeszcze przed chwilą wypluwał powtarzające się groźby ze strony kontroli lotów oraz pilotów myśliwców. Było to spowodowane zjonizowanym przez wysoką temperaturę powietrzem, które skutecznie zagłuszyło łączność radiową. Mniej więcej na wysokości 30 kilometrów nad powierzchnią, płomienie zaczęły znikać, a coraz wyraźniejsze stawały się megawieżowce Taris. Mimo, że planeta podlegała kwarantannie to z tej wysokości tego nie było zupełnie widać - sznury pojazdów powietrznych przesuwały się nad i pomiędzy budowlami, zupełnie obojętnie na to co się działo nad nimi na orbicie oraz pod nimi na niższych poziomach megamiasta.
Jack jednak nie miał czasu na podziwianie widoków, lecz musiał kontynuować przedstawienie. Korzystając z silników manewrowych wprowadził prom w mocno nieregularny korkociąg płaski, który dla obserwatorów z zewnątrz musiał wyglądać tak jakby prom faktycznie swobodnie spadał. I właściwie tak było i jedyną możliwością by z tego wyjść byłoby uruchomienie głównego ciągu silników. Nie taki miał jednak plan Jack. Najważniejsze w tym momencie było, by systemy przeciwprzeciążeniowe wytrzymały i uchroniły załogę przed utratą przytomności.
- Już niedługo - rzekł Jack do bladej niczym ściana Saine. Trudno jednak było w to uwierzyć, gdy świat za oknem wirował, tak jakby znaleźli się w ogromnej pralce. Tymczasem Welles zamknął oczy i zanurzył się w strumieniu Mocy. Musiał się naprawdę skupić by wykonać ostatni manewr. Kokpit promu Lambda był bowiem przy okazji kapsułą ratunkową wyposażoną we własny napęd. Miał on w zasadzie wystarczyć by nawet upadając z orbity, w miarę bezpiecznie wylądować na powierzchni planety. Jack chciał go wykorzystać w ciut inny sposób.
Nagle zrobiło się ciemno zza szybą kokpitu i kierowany przez Moc Jack uruchomił katapultę ratunkową. Kapsuła wystrzeliła niczym z procy pomiędzy budynkami, a reszta promu poleciała dalej, zamieniając się chwilę później w kulę ognia w wyniku uderzenia w megawieżowiec. Były przemytnik kierował mały stateczek coraz niżej, wgłąb megapolis, by ostatecznie na pół się rozbić, a na pół wylądować gdzieś na niższym poziomie.
- Wszysyc cali? - spytał się Jack, rozpinając pasy bezpieczeństwa.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2536
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 16 Wrz 2020, o 20:20

Wszystko działo się naprawdę błyskawicznie, choć w pewnym momencie Saine sądziła, że ten stan niepewności nigdy się już nie skończy i prędzej zejdzie na zawał, niż doczeka końca tego upadku. Ostatecznie, gdy była już pewna, że tego nie przeżyją, zatrzęsło, walnęło, na moment zabrakło jej tchu i zrobiło się potwornie cicho. Choć może nie do końca cicho, ponieważ tak mocno huczało jej w głowie, że przez krótki moment nie wiedziała, co jest grane. Po chwili usłyszała głos Jacka i otwarła z trudem oczy, czując się tak, jak powinna się czuć każda osoba po katastrofie lotniczej. Była zdezorientowana i obolała, ale o dziwo, zdecydowanie żywa.
- T-taak. - wychrypiała.
Spróbowała się przekręcić, ale pasy bezpieczeństwa mocno ją trzymały. Była oszołomiona, ale powoli wracała do siebie. Trzęsącymi się rękami uwolniła się wreszcie z pasów i odetchnęła. Dali radę. Nie dość, że przedostali się przez kordon imperialny, to jeszcze udało im się umknąć pościgowi i żywi wylądowali na planecie. Spojrzała na Jacka.
- Nie wiem, jak to zrobiłeś... ale żyjemy. Jesteśmy na Taris, ostatniej planecie, na której chciałabym teraz być. Co teraz? Chyba będzie trzeba opuścić statek, żeby Imperium nas nie wytropiło.
Odwróciła się w stronę Loctusa. To on chciał się tu znaleźć i przy okazji obiecał im nie robić krzywdy. Teraz się okaże czy mówił prawdę. Inna kwestia to fakt, że znajdują się na planecie pełnej zarazy. Będzie trzeba rozeznać się z okolicy i bardzo uważać. Saine nie wiedziała jakim sposobem dadzą radę się stąd wydostać. Jeszcze nie wiedziała.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 686
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 17 Wrz 2020, o 09:57

- Masz rację, choć nie do końca - powiedział Jack, wstając z fotela pilota. Coś nieprzyjemnie strzyknęło my w plecach i kolanie - Jestem za stary na to gówno... - jęknął pod nosem i zaczął metodycznie zbierać sprzęt.
- Bardziej mnie martwią lokalni niemilce oraz ofiary epidemii. Co prawda jesteśmy w miarę wysoko, ale dawno tu nie byłem. Najprawdopodobniej ponadto Imperium wyśle za nami łowców głów, nie fatygując swoich żołnierzy. W skrócie musimy się zbierać i to szybko zanim zlecą się gapie i będzie w stanie ktoś rozpoznać nas.
W między czasie zaczął zbierać sprzęt, który upakował w schowkach w kokpicie. Była to głównie broń w postaci wnuczka klasycznego E-11 - ST-W48, paru termodetonatorów oraz całego mnóstwa ogniw energetycznych. Ponadto miał przygotowane pakiety medyczne oraz proste racje żywnościowe. W skrócie był przygotowany do przedzierania się przez wrogów, choć w duchu liczył na to, iż nie będzie takiej konieczności.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2536
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Saine Kela » 17 Wrz 2020, o 17:30

- Wiem. Taris jako centrum zarazy nie jest aktualnie najpopularniejszą planetą do uprawiania turystyki.
Mówiąc szczerze, to Imperium tak ściśle blokowała jakiekolwiek informacje z planety, że tak naprawdę nie mieli pojęcie czego się spodziewać i czy sytuacja jest rzeczywiście, aż tak tragiczna, jak to początkowo zakładano. Po dość gwałtownych zdarzeniach jakie miały miejsce jakiś czas temu, nie ma się czemu dziwić, że wszystko jest pilnowane, a władze imperialne są mistrzem w ukrywaniu prawdy. A skoro blokują informacje, to pewnie jest jeszcze gorzej.
Ruszyła za Jackiem, zbierając się w sobie. Pierwsze oszołomienie minęło, choć dość boleśnie odczuwała skutki na wpół kontrolowanej katastrofy lotniczej. Miała jedynie swoją torbę, a w niej cały swój skromny dobytek - trochę kredytów, broń, kardy z danymi, detapad i kilka innych pierdół. Zgarnęła jeszcze jeden blaster, który przyczepiła do biodra. W obecnych okolicznościach broń zdecydowani im się przyda, patrząc na to, że znajdują się właśnie na Taris. Ciekawe jak planeta żyła przez ostatnie miesiące... pewnie oprócz liczby zarażonych wrósł też pewnie odsetek przestępstw i ogólnie bezprawia.
- Jack, masz jakiś plan, gdzie moglibyśmy się udać i byłoby to miejsce w miarę bezpieczne? Na Taris bywałam rzadko, nie był to punkt numer 1 jeżeli chodzi o moje wyprawy badawcze.
Z tego co kojarzyła, Jack był przemytnikiem, więc sporo obracał się w tych nieco ciemniejszych kręgach, być może wiedział to i owo, co mogłoby ich ocalić. Poprawiła torbę, zapięła kurtkę i związała mocno włosy. Jeszcze raz sprawdziła broń i spojrzała wyczekująco na mężczyznę.
Co jakiś czas zerkała na Loctusa, zastanawiając się, co on planuje i co obecnie zamierza zrobić.
- A ty, co teraz planujesz? - zwróciła się do niego w starorepublikańskim.
Była zwarta i gotowa ruszyć w drogę, musiała jednak wiedzieć, na czym stoją.
Image

Image

GG: 6687478
Awatar użytkownika
Saine Kela
Gracz
 
Posty: 686
Rejestracja: 18 Cze 2013, o 13:04
Miejscowość: Pandarium/Ruda Śląska

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Jack Welles » 18 Wrz 2020, o 11:47

Karabin Jack ukrył pod swoją kurtką wzdłuż ciała - na pierwszy rzut oka nie było go widać, ale w razie potrzeby bez problemu mógł go dobyć. Przy pasie miał w kaburze swojego wiernego 434 DeathHammera, a resztę sprzętu pochował po kieszeniach.
- Najlepiej byłoby gdzieś się przyczaić na średnich poziomach - odpowiedział Saine - Może w jakimś motelu czy całodobowej kantynie. Na pewno będzie trzeba zejść z ulicy. O opuszczeniu Taris póki co nie ma co nawet marzyć, ale może uda mi się odnowić jakieś stare kontakty. Coruscant to nie jest, ale możliwości mamy tutaj całkiem sporo... Pytanie tylko co zamierza sama wiesz kto - dodał starając się nie kierować wzroku ku Locustowi.
Image
Image
Image
Awatar użytkownika
Jack Welles
Gracz
 
Posty: 2536
Rejestracja: 31 Gru 2008, o 21:04
Miejscowość: Olsztyn

Re: [Taris] Pieniądze to nie wszystko?

Postprzez Mistrz Gry » 19 Wrz 2020, o 14:30

Po wątpliwej jakości "lądowaniu" Locust wydawał się być w najmniejszym szoku z całej trójki. Kiedy Saine i Jack rozmawiali, olbrzym zaczął przeszukiwać schowki kokpitu-kapuły. Usłyszeli zaraz jakiś rumor, potem starorepublikańskie przekleństwo, którego Saine nie ważyła się przetłumaczyć, a po chwili ciszy Gen'Dai walnął łapą w poszycie pokładu i pokręcił głową. Widocznie nie znalazł nic przydatnego.
- A ty, co teraz planujesz? - zwróciła się do niego Saine.
- Musimy dostać się na niższy poziom miasta - powiedział Locust, wstając i wyglądając za iluminator - Nie na samo dno, ale dość blisko tego bagna. A tam będę potrzebował pomocy kogoś, kto umie rozeznać się w ruinach. Najpierw jednak musimy znaleźć drogę do tych poziomów. Za moich czasów miasto wyglądało zupełnie inaczej i pewnie te wasze białe żołnierzyki zamknęły co niebezpieczniejsze rejony.
- Najpierw poszukajmy jakiejś zapadłej kantyny - kontynuował Gen'dai - I znajdźmy kogoś, kto wskaże nam drogę. Tym razem będzie trochę trudniej, bo nie będziemy mogli wlecieć tam statkiem, he, he.
Usłyszeli gdzieś z daleka wizg silników. TIE zbliżały się w miejsce katastrofy statku.
- Chyba znaleźli swoją zgubę - wtrącił Locust - Ale tutaj też mogą się niedługo zjawić. Ktoś już na pewno poinformował ich o rozbiciu kapsuły. Wychodzimy, szybko.
Nie kłopocząc się otwieraniem włazu, Locust przywalił w niego kilka razy barkiem i wytoczył się na zewnątrz, kiedy metal ustąpił.
Znajdowali się w czymś, co mogło być lądowiskiem, dużym tarasem czy też otwartym hangarem. W każdym razie wokół siebie mieli nieco otwartej przestrzeni, a nad głowami widzieli popołudniowe niebo Taris. Patrząc bliżej horyzontu, dostrzegli już strzeliste wieżowce i poziomy wyższego miasta. Widzieli pojazdy, unoszące się w powietrzu i tworzące długie i zawiłe szlaki. Widzieli także dym, unoszący się z megawieżowca, który znajdował się bliżej, niżby tego chcieli.
- Pospieszcie się - zakomenderował Locust, po czym ruszył truchtem w stronę najbliższych zabudowań.
Ruszyli za nim. Szybko przebiegli przez platformę i schowali się w cieniu innych tarasów i lądowisk. Wbiegli między budynki, dostali się na jakieś schody, kluczyli po uliczkach i chyba przebiegli przez czyjś sklep (przynajmniej tak im się wydawało). Nagle wpadli w tłum. Ostatnia uliczka wychodziła na jakąś większą ulicę, wzdłuż której świeciły neony barów i sklepów. W wolnych miejscach na deptaku handlarze rozstawili kramy i wykrzykiwali ceny do przechodniów i obelgi do konkurentów. Saine poczuła się nagle, jakby cofnęła się o jakieś pięć tysięcy lat. Dzielnice handlowe na niższych poziomach Taris chyba były odporne na czas i postęp.
Locust rozglądał się bezradnie, wśród napisów i rozmów w języku, którego nie rozumiał. Był właściwie u siebie, a jednocześnie w obcym miejscu.
- Znajdźmy jakiś bar - powiedział w końcu - Muszę się napić.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6917
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron