Content

Zewnętrzne Rubieże

[Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Image

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 15 Cze 2020, o 23:00

Cała załoga zabrała się za ogarnianie burdelu po szybkiej ucieczce z księżyca. Działek oczywiście nie dało się naprawić bez wizyty na jakimś lądowisku i pomocy przynajmniej jednego droida. Musiały wiec poczekać aż do momentu, gdy wylądują. Reszta statku na szczęście nie ucierpiała.
Zaahr leżał wygodnie na kanapie i popijał piwo, przyglądając się swojej nowej zabawce, gdy doczłapał do niego Goznel. Minę miał jak to on: spoconą i parszywą. jednak devorianin nauczył się już w niej dopatrywać oznak niepewności.
- Słuchaj. Skontaktowałem nas i umówiłem. Lecimy do układu Donovia. Impy wykorzystują tam tubylców w kopalniach, ale poza tym układ jest spokojny. Ludność jest tak stłamszona, że nie ma siły się już bić. Dlatego można spotkać się w losowej mieścinie przy barze. Gdzieś na zadupiu. Mój kontakt z tej całej rebelii będzie na nas czekał. Możemy porozmawiać.
- No i to są konkrety! - rzuciła Iskierka przechodząc obok nich z powrotem do kokpitu. Goznel odprowadził ją wzrokiem.
- Słuchaj, ale jest ta sprawa... z tym dziwnym gościem... Ja słyszałem, że jak tacy się kiedyś pojawiali, to chujnia z grzybnią... Naprawdę chcemy się w to pchać? Kurwa, wolę już mieć na karku gangi niż takie legendarne stwory...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6887
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 24 Cze 2020, o 23:44

Gdy besalisk jęczał Zaahrowi nad uchem, ten leżał na kanapie z założonymi nogami. Wyglądał na wyraźnie zniesmaczonego tym, że ktoś odważył się do niego odezwać. Devaronianin spojrzał tylko z pod byka i warknął:
- Zakłady zamknięte. Pody ruszyły. Musimy kontynuować misję.
- Spodziewałem się, że pierdolniesz coś takiego... - odburnknął mu Goznel. Devaronianin w mgnieniu oka wstał i przeszył spojrzeniem swojego wspólnika. Potem przerzucił wzrok na swój blaster.
- Zakłady zamknięte a ja założyłem się, że następnym razem będę szybszy od tego dupka - powiedział znowu przeskakując wzrokiem na rozmówcę.

Po kilkudziesięciu minutach zimnej ciszy przerywanej chlaniem i drapaniem się po jajach statkiem zatrzęsło - wyszli z nadprzestrzeni. Wkrótce załoga zaczynała się zbierać w kokpicie. Zaahr oczywiście przyszedł ostatni.
- Donovia. Gówno z dupy galaktyki - burknął Lug gdy zbliżali się w kierunku planety śmiejąc się sam ze swojego żartu.
- A nie mówili tak o Tatooine? - Spytał Goznel.
- Morda! - uciął rozmowę Zaahr - Lug, żadnych kosmoportów. Ma to pójść cichutko i bez żadnych komplikacji... - tak też zrobili. Nie można było odebrać Zaahrowi rozumu. Z jednej strony był paranoikiem a z drugiej kilka godzin temu ktoś przewidział jego ostrzał z działka i zneutralizował zagrożenie z jego strony jakimś abrakadabra prosto z pijackich opowieści Goznela. Wylądowali więc kilka kilometrów od jednej z mniejszych mieścin będących na szlaku do największego miasta. Zaahr chciał utrzymać status incognito. Sam z resztą musiał przyznać, że nie zna całej listy istot chcących go dojebać. A ta zdawała się rosnąc w zastraszającym tempie. Wpólnicy postanowili zostawić załogę Włóczęgi w pogotowiu - na statku. Dodatkowo Goznel i Zaahr przebrali swoje wyszukane stroje z kasyna i wrócili do przebrania z przed ich eskapady. Goznel w swoim podkoszulku, i kamizelce, a Zaahr w starym kolczastym pancerzu łowców niewolników. Ponadto Lug użyczł im ze swojej paskudnej szafy dwie ciemne szaty z kapturem "właśnie na takie sytuacje", które miały pomóc im się wtopić w tłum i przede wszystkim nie zmoknąć. Chociaż sądząc po deszczu - nie było na to najmniejszej szansy. Na Donovii padało cały czas. Wkrótce obydwoje byli gotowi, żeby ruszyć w umówione miejsce. Gdy schodzili po schodach ze statku Zaahr jeszcze raz spojrzał na swoją broń, tym razem będącej w kaburze poniżej jego pasa. Chciał upewnić się że "Zemsta" tam była. W końcu założył się, że będzie szybszy. A akurat on traktował zakłady śmiertelnie poważnie.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 110
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Mistrz Gry » 29 Cze 2020, o 07:28

Po wyjściu ze statku od razu doświadczyli gościnności planety i zaczęli moknąć. Przy budce lądowiska uiścili stosowną, bardzo wysoką opłatę i skierowali się do zapadłej dziury zwanej tutaj miastem górniczym. Byli na uboczu głównych skupisk istot na planecie. Miejsc takich jak to było pełno i stanowiły przede wszystkim bazę noclegową dla biednych pracowników kopalń. Wszystko tu było drogie, bo łapówki dla Impów swoje kosztowały. Tylko one powstrzymywały lokalne władze przed wtargnięciem tu ze stałymi patrolami. Wysokie ceny skutecznie tez wyciskały każdy grosz z mieszkańców, by ci nie mieli jak uciec z tej planety.
- To będzie tutaj - jego towarzysz wskazał grubym paluchem spelunę wyróżniającą się od reszty budynków tylko przybrudzonym szyldem.
"Klejnot" było zdecydowanie zbyt dumną nazwą jak na te kupę złomu, w której mieli spotkać się z rzekomym rebeliantem. Budynek zbity był ze stalowych blach, chroniących przed deszczem, a przynajmniej spełniających ten cel w miejscach, gdzie nie przerdzewiały. Przytłumione przez ulewę światła przyciągały jednak spragnionych desperatów, którzy uciułali choć trochę kredytów na trunek. No i tych nielicznych przybyłych pilotów.
Gdy weszli do środka, od razu zwrócili na siebie uwagę kilku siedzących najbliżej wejścia, ale nikt się nie ruszył i po chwili wszyscy wrócili do swoich spraw. W środku śmierdziało palonymi używkami i słabym alkoholem. W głównej sali za barem stał prawdopodobnie właściciel tego przybytku. Na usługach miał 2 rozklekotane droidy, roznoszące zamówienia. Od głównej sali odchodziły jeszcze dwa pomieszczenia, drugie, w którym istoty wszelkiej maści piły tak jak i w pierwszej sali oraz trzecie, gdzie grali chyba w pazakaa. Goznel szturchnął go w bok i głowa wskazał stolik pod jedna ze ścian, gdzie siedział młody człowiek, z krótką zawadiacką fryzurą, przecięta na skroni przez brzydka bliznę. Swój mokry płaszcz powiesił obok na krześle. Miał przy sobie blaster - podobnie jak każdy w tym pomieszczeniu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6887
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Księżyc Gall] - Coś więcej niż pieniądze...

Postprzez Zaahr Dromrahk » 1 Lip 2020, o 18:23

Gdy dwójka łajdaków stanęła w progu knajpy obydwoje powoli rozejrzeli się po pomieszczeniu. Dach nad ich głową sprawił, że stało się względnie sucho co sprowokowało Goznela do sięgnięcia do kieszeni po jedno ze swoich cygar. Z resztą Zaahr już dawno zauważył, że te się chyba nigdy mu nie kończyły. Devaronianin w krzywym uśmiechu wyszczerzył swoje mięsożerne zęby, które razem z rogami zapewniały mu zastraszający wygląd, który chyba najbardziej działał na rasę bithów. Wielkogłowi doskonale wiedzieli, że ich mieso jest przysmakiem na Devaronie. Z resztą wśród rogaczy krążyło na ten temat mnóstwo żartów. Zaahr zbytnio nie różnił się od swoich pobratymców - lubił czarny humor prawie tak dobrze jak soczysty kawał surowego lub też półsurowego mięsa. Gdy Goznel wskazał devishowi ich kontakt, ten postanowił zanadto się nie spieszyć. Najpierw grzecznie złożyli zamówienie przy ladzie - dwa kufle ze szczynami, zwanymi w tych stronach potocznie piwem. Gdy stali tak plecami do swojego kontaktu i czekali na swoje zamówienie, Zaahr cichaczem sięgnął do kieszeni po swój komunikator.
- Chyba nie masz zamiaru ściągać nam na kark kolejnych impów?
- Jeszcze nie zdecydowałem. Jeżeli gość stwierdzi, że jesteśmy za mało rebelianccy będziemy zmuszeni udowodnić mu, że się myli - odparł Zaahr ze spokojem chowając komunikator do rękawa. Gdy właścicel położył kufle na ladzie, Zaahr i Goznel zabrali je i zaczęli się kierować w miejsce spotkania. Gdy się zbliżali Zaahr kiwnął głową do młodziaka z blizną na skroni i usiadł na wolnym miejscu obok jego płaszcza. W zależności od wyniku rozmowy Zaahr mógłby podrzucić mu komunikator niczym tykającą bombę po to aby potem go uratować z opałów i przy okazji udowonić, że najlepszy imp to martwy imp. Plan ryzykowmy, ale stary szuler wiedział, że tak wyglądała gra o wysoką stawkę.
- Mówi ci coś imię i nazwisko 'Zaahr Dromrahk?' - jednorogi wypalił półszeptem na dzień dobry. Jeżeli ten chłystek odrobił pracę domową i słyszał o jego zatargu z Imperium to byli z Goznelem już o krok bliżej do zdobycia zaufania tych murglaków zwanych rebeliantami.
Image
Awatar użytkownika
Zaahr Dromrahk
Gracz
 
Posty: 110
Rejestracja: 7 Cze 2018, o 17:42
Miejscowość: Toruń/Gdańsk

Poprzednia

Wróć do Zewnętrzne Rubieże

cron