Content

Zewnętrzne Rubieże

[Dantooine] - Rejs

Image

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Mistrz Gry » 10 Sie 2018, o 22:26

Kobieta nie zamierzała niepokoić starszego od siebie Silvano. Stwierdziła, że musiał być bardziej zmęczony od niej, albo nie był w nastroju i opuściła jego pokój. Wydawał się być dla niej ciekawy, nie zmieniła zdania, ale nie chciała być wścibska, czy niekulturalna. Ray zmęczony podróżą szybko zasnął, kiedy to gospodyni domu w końcu zostawiła go samego w spokoju.

***


Kuguo był blisko dwumetrowym osobnikiem, miał czarną sierść i robił znacznie większe wrażenie niż na małym hologramie. Ściągał właśnie dużą skrzynie z podnośnika magnetycznego, który najwidoczniej przestał działać. Nie zauważył machającego do niego człowieka, to też Ray nie miał za bardzo wyboru, jak podejść do obcego.

Cathar korzystając ze swojej siły starał się zdjął skrzynię. Widać było wysiłek na twarzy obcego, ale zaraz potem jego wyraz twarzy stał się równie neutralny jak podczas holorozmowy.
- Witaj Ray - przywitał się nawet na niego spoglądając. Wyczuł zapach, że ktoś się zbliża. Najwidoczniej nikogo innego się nie spodziewał. Upewniając się, że skrzynia nie stoi już na podnośniku wyprostował się i skierował uwagę na przybysza. Spod spokojnych powiek jego brązowe oczy zdawały się być w pełni skupione. Ray jako osobnik znający się na sztuce walki, mógł dostrzec w jego spojrzeniu gotowość i pełną uwagę.
- Neimoidianin się Ciebie spodziewa, gadałem z nim. Zaprowadzę Cię od razu - powiedział, bezceremonialnie ruszając w kierunku wnętrza kosmoportu od strony sektora magazynu.

Sam magazyn o tej porze rzeczywiście był dziwnie pusty, jeśli chodzi o obsługę, ale liczne skrzynie stanowiły o dobrach importowanych, aniżeli eksportowanych, których było zdecydowanie mniej. Przez lata panujący na Dantooine dobrobyt, spokój i stabilność sprzyjała szerokiej konsumpcji towarów, pomimo zdecydowanie mniejszej ludności w stosunku do takich planet-miast jak Courscant, czy Metalorn. Planeta była choć małym, to wciąż cennym rynkiem dla handlarzy z innych układów galaktyki.

Dalsza część drogi za Kuguo zawlekła człowieka na dość starej daty frachtowiec transportowy. Była to całkiem spora jednostka. Załogę stanowić powinno co najmniej dwadzieścia osób, a optymalnie by w pełni skorzystać z jednostki to osiemdziesiąt. Zaś ładowność sięgała ponad pół miliona ton metrycznych. Przechodząc szeroką rampę okrętu, dwójka minęła zaledwie trzech ludzi pracujących tutaj. Korytarze statku również zdawały się puste. Choć mijając to kajuty można było dosłyszeć jakieś życie bijące z frachtowca. Korytarze wyglądały jednak na zadbane.

Dotarli w końcu do kajuty Neimoidiana. Drzwi do środka były wymienione i udekorowane, a otwierając je, wchodzący nie usłyszeli żadnego skrzypnięcia. Obszerne pomieszczenie było obite jasnym drewnem, od razu można było poczuć, że właścicielowi miejsca się powodzi. Eleganckim meblom, towarzyszyły rośliny w donicach oraz stylowe lampy naświetlające, które imitowały światło gwiazd. Gabloty przy ścianach przechowywały kolekcje minerałów, czy też archaicznych broni z minionych czasów. Neimoidianin zaś siedział na obrotowym fotelu w eleganckich czarnych szatach z fioletowymi zdobieniami. Na jego głowie leżała wymyślna fioletowa czapka ze złotymi symbolami. Jego oczy były skupione na czytaniu treści z datapadu, które były przesyłane na większy ekran wmontowany statycznie w jego wielkie obszerne biurko o kształcie litery U. Obrócony bokiem, zdawał się nie zwracać uwagi na przybyszy.

- panie Veccim. Oto pracownik, którego polecam Ci zatrudnić. Wbrew pozorom jest na prawdę silny, a i sprytu mu nie brakuje! - powiedział ciepłym i przekonującym tonem Kuguo. Ray mógł przysiąc, że ten ton nie pasuje do względnie ponurego Cathara. Odbiorca informacji zaś zdawał się nie być szczególnie zainteresowany. Odciągnął z niechęcią swój wzrok i wlepił swoje czerwonawe oczy w mężczyznę. Nie wyglądał mu szczególnie interesująco, jeśli chodzi o gabaryty mięśni. Jego szarozielona skóra na twarzy zdawała się w ogóle nie poruszać kiedy zmierzył pobieżnie wzrokiem gościa.
- kogoś mi tu sprowadził, to chuchro jakieś - powiedział beznamiętnie i machnął ręką, żeby zeszli mu z oczu.
- panie Veccim, powiedział pan, że potrzeba ludzi! Bo rzeczywiście potrzeba, mało nas jest. Lucius i Ulko zostali, tu na Dantooine. - wstawił się krótko Cathar, po czym wbił niemalże mordercze spojrzenie w człowieka, żeby ten się odezwał.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6135
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Fenn Mereel » 11 Sie 2018, o 12:50

Nie zdziwił się, że Cathar przywitał się nawet na niego nie patrząc. Mimo, że nie widział wcześniej wielu przedstawicieli tej rasy to biorąc pod uwagę ich wygląd, spodziewał się znakomicie wykształconego węchu. Zaskoczyła go za to siła Kuguo. Widać było, że ciężar skrzyni wymagał wysiłku przy przenoszeniu, ale Ray był prawie pewien, iż tylko garstka ludzi byłaby na tyle silna, aby ściągnąć wielką skrzynię z podnośnika.
- Dobrze. - odpowiedział człowiek, idąc za obcym. Charakter Cathara natychmiast przypadł do gustu Rayowi. Cichy, niemarnujący czasu Kuguo wydawał się być idealnym współpracownikiem, jeśli kiedykolwiek pracowaliby razem. Zero wymuszonych rozmów, zero chwalenia się wakacjami, albo pokazywania holozdjęć dzieci. Wymarzony współpracownik.
Przeszedłszy dalej na stary frachtowiec, Ray dokładnie przyjrzał się statkowi, starając się zapamiętać szczegóły: model, ładowność, oraz załogę, aby wywołać z pamięci wspomnienia czasu kiedy pracował we flocie handlowej. Chciał przypomnieć sobie, czy kiedykolwiek obsługiwał taką maszynę, czy przeprowadzał na niej naprawy i dbał o ładunek. Nie zdołał sobie przypomnieć, za to uświadomił sobie, że nie jest to aż tak istotne bowiem większość dużych frachtowców transportowych miało podobną budowę i wykorzystywało podobne systemy. Załoga tego była zdecydowanie zbyt mała, aby swobodnie wykonywać nim loty.
W końcu wylądowali w kajucie Neimoidianina, kapitana maszyny oraz właściciela. Niepotrzebny przepych, elegancja niepasująca do miejsca, no i głupia czapka natychmiast sprawiły, że Ray poczuł niechęć do obcego. W przeciwieństwie do Kuguo - z Neimoidianinem na pewno nie chciałby pracować. Silvano wtrącił się w rozmowę zanim Cathar zdążył wlepić w niego ponaglające spojrzenie.
- Może nie jestem tak silny jak Kuguo, ale pracowałem kilka lat na statkach dużych firm operujących na Rimmiańskim szlaku handlowym, oraz objeździe Shapani. Potrafię przeprowadzać naprawy, jestem doświadczonym drugim pilotem, oraz oficerem ładunkowym. Patrząc na to ile ma pan załogi, mogę być przydatny. Chętnie pokryję kilka etatów. - Kiedy skończył mówić, wciąż wpatrując się w twarz ślimakowego obcego, chcąc odczytać reakcję czy byłby zainteresowany. Pamiętał wciąż słowa Diego, a porównując je ze stanem statku, Ray doszedł do wniosku że Neimioidianin oszczędza na załodze i chce mieć jak największy zysk jak najmniejszym kosztem, dlatego zatrudnienie jednego pracownika odwalającego robotę za trzech może być dla niego dużą oszczędnością. Potarguje się z nim jeszcze odrobinę, tak jak doradzał mu ochroniarz Bruna, ale ostatecznie przyjmie ofertę.
Oczami wyobraźni widział Ją śmiejącą się z niego, próbującego w końcu wyjść do ludzi i zrobić coś ze swoim życiem, a tak naprawdę trafiającego z powrotem do beznadziejnej roboty przy statkach. Roboty, której absolutnie nienawidził.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, alor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 603
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Mistrz Gry » 21 Sie 2018, o 11:40

- kilka etatów?! - Neimoidianin prychnął
- zobaczymy. Kuguo weź go, zobaczymy co zrobi po pierwszym dniu pracy i wtedy pogadamy. Mrick złoży mi raport
- a teraz wyjdźcie - ton był jednoznaczny. Nie chciał o niczym gadać. Kuguo pokiwał głową, żeby wyszli.

Zrobili ledwie kilka kroków od drzwi do kajuty właściciela i Cathar się zatrzymał. Począł mówić cicho i konspiracyjnie
- Lubi dawać dni wstępne. Co nie znaczy, że rzeczywiście będzie chciał Cię zatrudnić na dłużej. Dam Ci radę. Nie przeginaj z pokazówką, bo Ci będzie wytykał jak Cię już zatrudni, że się nie starasz i ględzić będzie. Uważaj też na Mricka. Ten Trandoshanin za nic ma sobie szacunek do innych. W sumie łajza z niego, tchórz i sadysta. Lepiej żeby ten cholerny Neimoidianin nie ubzdurał sobie Ciebie jako za cel nękania, bo nie będziesz miał sposobności pomóc Vidowi - wyjaśnił po czym wyciągnął datapad i podał człowiekowi
- mam tu listę zadań nieprzydzielonych. Każda pozycja to kawał roboty. W sumie mógłbyś się zająć nieużywanym sektorem AA. Nikt się tam nie kręci - pochylił wymownie głową, kiedy przeciągał ostatnie słowa. To mogło być jednym z miejsc gdzie Vid mógłby migrować podczas podróży.

Ray czytał spis, który wyglądał następująco
//Frachtowiec Transport Titan TT-1440
//Producent: Metalorn Spacecrafts
//Rok produkcji: 54 BBY

//Sprzątanie sektora AA
//Sprzątanie sektora B4
//Naprawa wózków magnetycznych
//Regulacja i naprawa klimatyzacji w sektorze AA
//Sprzątanie ładowni
//Wymiana diod w oświetleniu
//Przegląd toalet pracowniczych
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6135
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Fenn Mereel » 23 Sie 2018, o 13:25

I jak Neimoidianin żądał, tak Ray wraz z Kuguo opuścili jego kajutę. Ten pierwszy z rosnącym poczuciem niesmaku. Nie miał jednak wyjścia, był już w całej sprawie zanurzony aż po czubek głowy.
- W porządku. Prześlij mi tę listę. - Człowiek kiwnął głową, po czym wyciągnął ze swojej torby niewielkie elektroniczne urządzenie, a gdy plik wylądował w jego pamięci, otworzył go i przejrzał. Żadne z wyznaczonych zadań nie wyglądało na wybitnie skomplikowane, jednak musiał przyznać że z pewnością były czasochłonne. Zgodnie z zaleceniem Cathara wybrał sprzątanie sektora AA.
- Idę sprzątać. W razie czego, odzywaj się. - pomachał obcemu datapadem na odchodne. Po chwili zniknął za rogiem, zagłębiając się w słabo oświetlonych czeluściach frachtowca. Nigdy nie służył na żadnym statku z Metalorn, ale słyszał na ich temat same niepochlebne opinie. O ile dobrze pamiętał, miały bardzo skomplikowany i trudny w naprawie napęd, oraz beznadziejnie zagmatwaną instalację elektryczną. Łącząc fabryczne problemy tych maszyn z właścicielem - sknerą, Ray przeczuwał że załoga musi mieć wiele pracy podczas rejsów.
Korzystając z pomocy mapy dołączonej do pliku przesłanego przez Kuguo, trafił w końcu przed potężną gródź oddzielającą sektor AA od reszty okrętu. Przycisk dostępu ledwo świecił. Całe szczęście działał. Gródź z sykiem otworzyła podwoje nowego miejsca pracy.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, alor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 603
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Mistrz Gry » 26 Sie 2018, o 20:10

Rayleigh Silvano jako były mechanik mniejszej jednostki znalazł w otrzymanym datapadzie nieco więcej informacji na temat statku, którym przybędzie mu podróżować i pracować przez najbliższe tygodnie. Sam statek przypominał kształtem rozciągniętą od góry literę H, jeśli by popatrzeć na niego z góry. Miał trzy główne sektory AA, BB, CC. Każdy z nich podsektory.
AA to przedni lewy dłuższy ogonek wspomnianej litery H. Służył do przechowywania żywności dla załogi na bardzo długi czas, był tam wielki warsztat, gdzie można było tworzyć części zamienne czy składać droidy, planować naprawy statku. Nawet osobne wyjście dla Kosmonauty i droidów naprawczych znajdowało się w tym miejscu. Serwerownia statku i miejsce gdzie znajdował się drugi podrzędny komputer pokładowy oraz kajuty sugerowały, że kiedyś tutaj stacjonowali technicy i inżynierowie. Kiedyś z pewnością była to samodzielna jednostka.
BB, jako prawe skrzydło to była głównie ładownia. Pokaźne powierzchnie magazynowe z szerokim dostępem wnoszenia i wywożenia. Były tam dwie śluzy do połączenia z innymi statkami. Większość kajut i duża mesa, oczywiście łazienki.
Sektor CC jako środek i dwa krótsze tylnie ogonki litery H, zawierał w sobie maszynownie, kokpit, hipernapęd, silniki manewrowe i główny komputer.

Ray wkrótce zaczął przemierzać cały sektor AA. Korytarz. Niezamieszkane kajuty. Mesa. Łazienki. Powierzchnie do składowania rzeczy wymagających chłodzenia. Zrujnowany warsztat. Wszędzie tony kurzu i unoszące się jego drobinki. Oraz zapach martwych szczurów. Niektóre podsektory były zamknięte z uwagą uszkodzeń strukturalnych kadłuba. By wejść do tych zabezpieczonych miejsc, trzeba było mieć kartę Pierwszego Mechanika statku. Z dokumentacji w datapadzie można było wywnioskować, że statek brał udział w jakiejś wymianie ognia, choć była to jednostka właściwie nieuzbrojona.

Silvano spostrzegł, że w niektórych miejscach trzeba było maskę nosić ze względu na zapylenie. Wspomniana klimatyzacja była na tyle uszkodzona, że przestrzeń w niektórych miejscach, zawierała za małą ilość tlenu, a zapylenie nie pozwalało oddychać. Sprzątanie sektora ograniczało się do szukania szczurów i sprzątania pomieszczeń z działającą klimatyzacją. Sam system po wstępnym obejrzeniu i przejrzeniu dokumentacji, wymagał generalnej roboty, większej ilości rąk do pracy i specjalistów. Coś jak projekt inżynierski. Rozmiar burdelu zaś przypominał projekt dla armii sprzątaczek. Niektóre miejsca były też obiektami gdzie załoga najwidoczniej lubiła sobie popić. Butelki po alkoholu i pety towarzyszyły miejscom, które mogłyby być przyjemnymi.
Sprzątał właśnie takie miejsce. Kiedy drzwi do pomieszczenia otworzyły się ponownie. Nikłe światło z sufity ukazało twarze trzech postaci wchodzących do środka. Trzech mężczyzn o różnym wzroście z blasterami u boku. Jeden czerwony Nikito, Człowiek i Rodianin. Nikito był wysoki na dwa metry i dziesięć centymetrów i nosił prostą szarą kamizelkę ukazującą jego silne ramiona i czarne spodnie, wchodzące nogawkami do wysokich butów wojskowych. Wysoki łysy i czarnoskóry człowiek z licznymi tatuażami Czarnego Słońca był szeroki jak szafa, a mięśnie zdawały się wyżynać w przyciasną białą koszulkę, która była schowana w spodnie moro pod czarnym skórzanym pasem z prostą srebrną klamrą. Rodianin trzymał w jednej ręce zawinięty sznur i był najmniejszy z nich wszystkich, choć wyglądał równie zbirowato co reszta. Ubrany w czarny bezrękawnik, z tatuażem Czarnego Słońca na szyi, kroczył szeroko, wyprostowany i pewny siebie.
Mordy facetów były napięte i pełne wyrysowanej agresji. Czarnoskóry facet miał jeszcze papierosa w gębie. Kroczyli powoli ku Silvano, kiedy to drzwi zamknęły się za nimi, odcinając w ten sposób jedyny sposób wyjścia. Ray mógł dostrzec zadowolenie rysujące się na ich twarzach, kiedy zmniejszali dystans

Nikito rzucił coś w Hutesse, na co dwójka zareagowała krótkim i złowieszczym śmiechem. Człowiek idąc raczył jednak wyrazić się w Basicu do swojej przyszłej ofiary:
- Cześć szczeniaczku. Pora się zapoznać z resztą załogi.

Trzech tęgich skurwysynów właśnie idzie poczęstować Cię wpierdolem. Liczę na słuszne rozwiązanie tematu, gdyż ich intencje są jasne jak słoneczko w południe w bezchmurny dzień. Powodzenia.

P.S. masz przy sobie miotłę, spray z preparatem czyszczącym, wiaderko z wodą, kilka szmatek i wózek sprzątaczki na kółeczkach. Dookoła Ciebie jest przestrzeń, butelki, pety, brud, kurz i parę jakiś zapomnianych przez świat skrzyni z jakimiś śmieciami dookoła.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6135
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Fenn Mereel » 18 Wrz 2018, o 13:41

Stan statku nie zaskoczył Raya. Spodziewał się typowej dla zewnętrznych rubieży krypy pełnej wewnętrznych uszkodzeń, nieszczelności struktury, oraz wszechobecnego syfu. Jednostki prywatnych przewoźników o wątpliwej reputacji profesjonaliście nazywali pieszczotliwie "rozpadówami". Co się ma rozpaść, i tak się rozpadnie. Nie było sensu starać się w pracy na takich statkach, tak naprawdę dbać powinno się wyłącznie o krytyczne podzespoły i modlić się o szybsze rozwiązanie kontraktu.
Rayleigh nie musiał się jednak martwić o pracę tutaj. Miał zadanie do wypełnienia, po którym rozpłynie się w Przestrzeni Huttów w dalszym poszukiwaniu swojego miejsca we wszechświecie. Wziął się więc do sprzątania, przy okazji rozglądając się za miejscami dogodnymi do ukrycia się. Takimi, w których Vid spokojnie będzie mógł przebyć trasę na Toydarię bez niepotrzebnego stresu. Mężczyzna zapiął kurtkę, chroniąc się przed kurzem zamiatał, oraz zbierał truchła szczurowatych żyjątek. Wrzucał wszystkie śmieci do ruchomego kosza, który udało mu się włączyć. Niestety droidy sprzątające były nieaktywne, prawdopodobnie z powodu wymontowania z nich ważnych części.
Sprzątał, nie wadząc nikomu kiedy nagle półmrok rozświetliła łuna padająca przez otwarte drzwi na korytarz. Oczy Raya potrzebowały milisekundy na przystosowanie się do nagłego oświetlenia. Trzech. Atmosfera natychmiast zgęstniała. Mężczyzna wciągnął powietrze nosem i wypuścił je głośno, mięśnie które stężały widząc napastników, rozluźniły się praktycznie natychmiast. Szybko rozejrzał się, zapamiętując swoje otoczenie, zacisnął dłonie mocniej na szczotce, oraz puszce środku czyszczącego w spreju. Należało rozegrać to bez pomyłki, bo chociaż ciało Raya było świetnie wyćwiczone, oni mieli przewagę piętnastu - dwudziestu kilogramów wagi. Automatyczny wózek stał mu tuż pod nogą.
- Mhm. - mruknął, po czym natychmiast kopnął wózek z wodą i mopami w stronę Rodianina. To go spowolni. W tym samym momencie porządnie psiknął sprejem prosto w brzydki ryj Nikto. To go oślepi. Miotnął szczotką na odlew w czarnoskórego człowieka, od razu ją porzucając. Wykonał idealną Szarżę Wampy, markując cios na szczękę człowieka, w ostatniej chwili zmieniając cel uderzenia na szyję. Połączony impet rozpędzonego ciała, oraz skrętu barków i bioder na pewno zrobi mu krzywdę. Następnym był Rodianin. Ray doskoczył do niego, po czym kontynuując czternastą formę, wykonał podwójne Uderzenie Sarlacca. Rozczapierzone palce najpierw prawej, potem lewej dłoni siłą skrętu całego ciała wbiły się najpierw w prawe, potem w lewe ogromne oko zielonego obcego. Odskoczył jak najszybciej od Rodianina, aby skupić się na Nikto. Wyprowadził kopniaka wprost w krocze, a kiedy ten się zegnie, nadejdzie moment na Łamacz Kości Shenbita - kopnięcie kolanem z wyskoku wprost w czaszkę dryblasa. Po nim, przyjdzie czas wykończyć czarnoskórego człowieka. Najpierw kopnie go nisko, na wysokości kolana, po czym wyprowadzi serię trzech ciosów na głowę, zakończoną potężnym młotkowym uderzeniem które powinno znokautować przeciwnika.


Taki jest plan, przyjmijmy że to niedokonane. Jestem chory i ciężko mi się pisze.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, alor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 603
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Mistrz Gry » 25 Wrz 2018, o 20:32

Pozorne zmartwienie się Raya dodało pewności napastnikom. Brak słów od niego upewnił ich, że jednak raczej będzie się bronił. Jak na zbirów Czarnego Słońca prezentowali się groźnie i tacy też byli. Nie byli jednak przygotowani na spotkanie z prawdziwym mistrzem sztuk walk. Prawie mistrzem, bo Silvano z dużą pokorą i szacunkiem podchodził do tytułu. Sytuacja ta rzeczywiście była wyjątkowa, bo tylko nieliczni z nielicznych trudnili się w opanowaniu ciała jako broni. Szczególnie w czasach blasterów, statków kosmicznych i ogólnie zaawansowanej broni dystansowej.

Rodianin nie był byle łotrzykiem. Odskoczył, jednak ledwo na czas, obrywając w lewe kolano i tracąc wstępnie równowagę. Nikito wrzasnął rozeźlony, łapiąc się za oczy i czyniąc odruchowo krok do tyłu. Miotła odbiła się od czarnoskórego, a błyskawiczny doskok i celny cios w szyję, sprawił że wielkolud z szokowanym wyrazem twarzy osunął się pionowo na podłogę. Złapał się za szyję jakby rękami mógł naprawić sytuację. Chciał wziąć oddech, ale najwidoczniej nie było mu to dane. Nikito sięgnął odruchowo za blaster i zaczął strzelać przed siebie ogłuszającą wiązką. Mając pełną inicjatywę, Ray w dwóch ruchach ogłuszył dryblasa, by ten z hukiem poleciał na podłogę.

Rodianin pozostawiony sobie zdołał w tym czasie sięgnąć za blaster i wymierzyć strzał. Ray desperacko chciał uniknąć wiązki i doskoczyć do wroga, ale wyrobiony dystans starczył zbirowi, by drugą wiązką trafić go w korpus. Przenikliwy ból, rozdarł całe ciało człowieka. Jego umysł był jednak zdyscyplinowany, gdyby tylko był bliżej, albo miał zasłonę... Krzyknął z bólu i padł na kolana. Chciał się podnieść, ale kolejne wiązki, powaliły go i w końcu odebrały mu świadomość.

***

Pobudka nie była miła. Albowiem poczuł twardą pięść na swojej twarzy i wypluł krew z powodu rozdartej wargi. Oczy powoli mu się otwierały, ale nadeszło kolejne uderzenie i kolejne. Ręce i nogi miał związane do krzesła. Zorientował się gdy próbował się ruszyć. Z wysiłkiem dostrzegł w końcu, że Rodianin, który go powalił najwidoczniej dawał sobie upust za krzywdę, która spotkała jego kolegów. Wrzeszczał w niezrozumiałym dla człowieka języku i zasypywał bezbronnego gradem uderzeń. Ray w końcu ponownie stracił przytomność doznając licznych obrażeń.

***

Był gdzieś... w jakiejś klatce. Nie był sam, ale ledwie kojarzył fakty w wyniku nieleczonych obrażeń, zadanych przez Rodianina. Głowa wciąż mu szumiała, miał tak podpuchnięte oczy, że nie mógł ich otworzyć. Czuł niesamowite pragnienie i głód. Miał łańcuchy na nogach i rękach. Ktoś w końcu napoił go wodą, kiedy był na skraju wyczerpania. Delikatnie z wyczuciem. Woda przyjemnie przepłynęła przez gardło. Ray nie sądził, że ta ciecz może być aż tak pyszna i rozkoszna. Oddał się snu w ramionach nieznanej istoty. Skóra i ciepło przypominały mu kogoś... jego ukochaną...

***

Kolejnego dnia opiekował się nim mężczyzna rasy Echani. Podzielił się z nim tą marną racją żywności jaką otrzymali, by nie zdechnąć z głodu. Nawet oddał mu swoją porcję. Białowłosy mężczyzna był zaledwie w samej przepasce zasłaniającej biodra i krocze. Ray był podobnie ubrany i podobnie jak on miał na sobie liczne ślady bicia. W końcu mógł nieco spojrzeć zza spuchniętych oczu. Dostrzegł też dziwnie leżącą prawie nagą kobietę w tej brudnej klatce. Próbował ją szturchnąć, by powołać ją do życia, lecz mężczyzna tylko powiedział:
- Nie żyje. Zakatowali ją dziś. Pozostaliśmy w tej klatce tylko my - Echani wyraził się szorstkim, acz dziwnie spokojnym głosem. Ray w końcu dostrzegł, że była złudnie podobna do jego ukochanej. Była tej samej rasy... ale nie była to ona. Nie... dotknął jej dłoni i był pewien, że to właśnie ona wczoraj napoiła go wodą.
- Oszczędzaj siły. Ledwie dychasz i tak cud, że przeżyłeś - powiedział Echani pewnym głosem. Przyglądając się mu, Ray dostrzegł, że białowłosy był znacznie starszy od niego. Siwy z surowym i pomarszczonym obliczem twarzy. Jego ciało było szczupłe, acz wyrzeźbione i wyżyłowane do granic możliwości. Pomimo ran, łańcuchów i nędznej sytuacji prezentował się godnie, siedząc wyprostowany ze skrzyżowanymi nogami, z zamkniętymi oczyma i spokojnym obliczem twarzy.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6135
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Fenn Mereel » 30 Wrz 2018, o 15:18

Ciosy spadały na przeciwników wprawiając Raya w cichą euforię. Dreszcze wędrujące w górę i dół kręgosłupa dawały mu pewność siebie. Było blisko, zabrakło kilku sekund, może lepszego planu. Ogłuszające wiązki ubodły go raz, potem drugi, trzeci i pogrążył się w nieświadomości.
Pozbawiony poczucia czasu obudził się przywiązany do krzesła. Po pierwszych dwóch młotkach, które wylądowały na jego twarzy i ustach, natychmiast wycofał się w głębię swojej świadomości. Westchnął głęboko, przeciągle wyzbywając się powietrza z płuc, aby potem wziąć szybki oddech. Uspokoił rytm serca, skupił się na jego biciu. Kolejne uderzenia szarpiące jego głowę pozostawiały jedynie echo bólu i ciepło na skórze. Warga pękła, jeden z przednich zębów zaczął się ruszać niebezpiecznie. Przygryzł sobie język. Łuk brwiowy napuchł jak balon. Nie myślał, nie czuł. Po prostu oddychał obojętnie. Aż w końcu znowu zapadł się w ciszy i nieczuciu.

***

Jasne światło lampy huśtającej się gdzieś w górze, ponad kratami klatki wybudziło go z nieświadomości. Natychmiast poczuł obezwładniający ból twarzy, zmaltretowanych boków, sinej piersi. Zaraz potem przyszedł głód, a wraz z nim pragnienie. Oczy miał opuchnięte, widział jedynie smugi, światła. Słyszał też głos, cichy i uspokajający. Nie potrafił zrozumieć, co do niego mówił. Ktoś go podniósł, przytrzymał, napoił. Świadomość znowu uleciała.

***

Obudził się. Opuchlizna zeszła częściowo, mógł szerzej otworzyć oczy. Mlasnął, spragniony wody i spostrzegł, że brakuje mu kilku zębów. Każdy głębszy oddech rozpalał bólem siny korpus Raya, ogień trawił jego ciało, kręciło mu się w głowie. Ręką sięgnął ku twarzy. Nos był złamany. Chyba nawet w więcej niż jednym miejscu. Rozejrzawszy się, widział klatkę, lampę ponad nią stale oświetlającą więźniów. Dalej, wszędzie dookoła klatki była nieprzenikniona ciemność. W kącie klatki leżało ciało kobiety, sięgnął ku niemu, wiedziony złym przeczuciem. Słowa siwego mężczyzny potwierdziły je. Kobieta wyglądała boleśnie znajomo, samo spojrzenie na nią w tym stanie inicjowało kolejne eksplozje fizycznego bólu. Odwrócił wzrok ku mężczyźnie.
Siedział, medytował. Ray powolnymi ruchami, stękając co chwilę w cierpieniu, przyjął identyczną pozę co towarzysz niedoli. Wyrównał oddech. Nie wiedział gdzie jest, nie wiedział kto go tu trzyma i dlaczego. Nie wiedział co z Videm, Diego i Kuguo. Miał pewne podejrzenia, mimo to dla jasności zapytał:
- Kto ją zakatował? Gdzie jestem? Kim jesteś? - te trzy pytania wybrzmiały w klatce. Pytał spokojnie, oddychał miarowo.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, alor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 603
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Mistrz Gry » 4 Paź 2018, o 18:55

- Łowcy niewolników. Zygerriańska Gildia, korzystająca z usług Czarnego Słońca. Jest ich wielu. Jesteśmy na pokładzie jakiegoś statku transportowego. Z tego co udało mi się podsłuchać kierujemy się na Toydarię - wyjaśnił wstępnie mężczyzna
- Jestem Choan Hsu - powiedział tak, że Silvano poczuł jakby elektryzowało się powietrze wokół niego. Oboje otworzyli oczy i patrzyli się na siebie. Ray dostrzegł istny ogień w jego oczach. Gotowość, uwagę, skupienie. I gniew. Wnet znów zamknął oczy.
- Chcą nas sprzedać na arenę gladiatorów, dla rozrywki Huttów. Będą nam kazać walczyć na śmierć i życie między sobą, albo w starciu z bestiami.

Ich krótką ledwo rozpoczętą rozmowę, przerwał im uprzednio spotkany Cathar. Kuguo tak jak pierwszego spotkania tak teraz z niezmienną obojętnością przyszedł i dał im jedzenie, po czym bez słowa zostawił ich w klatce w ładowni statku, kompletnie nie zwracając uwagę na niewolników. W dwóch drewnianych talerzach była nawalona jakaś ciemna papka. Była słona i smakowała jakoś ziemniakami i zielskiem jakimś, lecz pachniała fatalnie. Ktokolwiek to gotował musiał zmieszać po prostu resztki z jakichś dań zmielić i wrzucić na talerz. Echani jednak przyjął ten nędzny posiłek z czcią. Powoli przechylił talerz i wypił zawartość. Położył się płasko na kratce klatki i oddychał głęboko, jakby chciał skupić się na trawieniu. Silvano dostrzegł, że mężczyzna porusza się szczególnie sprawnie, płynnie, gibko.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6135
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Fenn Mereel » 7 Paź 2018, o 17:34

- Czyli nie przenieśli nas na inny statek... Jestem Ray. - ich spojrzenia się spotkały, a Choan Hsu zaprezentował ogień swojej duszy, odbijający się w jego oczach. Silvano zaś patrzył równie spokojnie co wcześniej, przedstawiając swój aspekt - wodę. Obaj doskonale wiedzieli, że mają przed sobą ludzi wyszkolonych w tradycyjnych metodach walki. Obaj widzieli ruchy, słyszeli oddechy, rozumieli słowa. Obaj byli bardzo niebezpieczni.
W pomieszczeniu pojawił się Kuguo, a Ray nawet na niego nie spojrzał. Wątpił, aby ta cała ekipa: Diego, Vid i kobieta, której imienia nie zapamiętał odstawiali cyrk dla złapania jednego niewolnika. Nie opłacało się dzielić działki na tyle osób, zadawać sobie aż tyle trudu. Jego misja po prostu się nie udała. Nikt nie spodziewał się bójki z oprychami Czarnego Słońca, takiego obrotu spraw. Teraz nikt mu nie pomoże.
Gdyby Ray miał inny charakter, gdyby miał coś do stracenia, gdyby nie był sam we wszechświecie... Wtedy czułby strach. Wtedy serce wyskakiwałoby mu z serca, żołądek zapewne odmówiłby posłuszeństwa. Teraz jednak był spokojny. Możliwe że ryzykowanie, życie takie jakie prowadziła Ona nie było mu przeznaczone? Wziął łyk gównianego żarcia i wmusił w siebie wypicie całości, zmotywowany widokiem jedzącego Choana Hsu. Musieli jeść, jeśli chcieli żyć. A Ray chciał żyć.
- Jak długo? - zapytał Echaniego pytając o od jak długiego czasu szkoli się w walce.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, alor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 603
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Mistrz Gry » 14 Paź 2018, o 23:30

- całe życie i o dzień za krótko - powiedział powoli już łagodniej, jakby dawał znak akceptacji jego obecności, po czym nastała wymowna cisza. Oboje byli w dołku, poturbowani, sprowadzeni do roli bydła. Jednak nie specjalnie się tym przejmowali. Od Choana czuć było aurę, pewność, dyscyplinę, skupioną świadomość, niezłamaną wolę. Wydawałoby się, że w klatce nie są w stanie nic zrobić i są kompletnie skazani na łaskę swoich oprawców. Każdy z nich miał jednak swój umysł i duszę. Nie musieli znać się na sztukach Mocy, by rozumieć moce uzdrawiające swojego ciała i wpływ stanu świadomości na organizm. Ray szybko dostrzegł, że Hsu stosuje bardzo trudną do opanowania technikę regeneracji. Niewidowiskowa sztuka ta była zwykle pomijana, a nawet uznana za nieskuteczną. Tradycjonalistyczne nauki zostały niemalże w stu procentach wyparte przez nowoczesną i jakże to błyskotliwą medycynę. Znali ją tylko nieliczni, a jeszcze mniej liczni byli w niej mistrzami. Silvano będąc bardzo blisko tytułu mistrza swojej sztuki został poinstruowany o tej technice i znał jej podstawy, mógł mieć teraz doskonały podgląd na mistrza tej niebywałej techniki... czuł w środku, że musi go teraz naśladować, jeśli chce wyjść z tego bagna żywy. Tak też uczynił, a jego nowy mistrz przyjął go bez słowa. Bez żadnej ceremonii, ani oficjalnego oczekiwania na prośbę o naukę. Z boku można by powiedzieć, że czekali na coś cierpliwie, ale byłaby to nie prawda. Ciężko pracowali nad sobą przez cały okres nędznej podróży nadświetlnej...

***

Z odległych odmętów statku zdawało się słyszeć niekiedy czyjeś krzyki, albo rubaszne rechoty. Sygnały czyichś cierpień docierały do mężczyzn nie wzbudzając w nich specjalnych odczuć. Byli zbyt zajęci. Czas mijał, sekunda po sekundzie. Godzina po godzinie. Rayleigh czuł jak powoli jego siły się odradzają. Jak z każdym snem opuchnięte powieki i twarz odzyskuje swój pierwotny kształt. Jak siniaki na ciele przestają boleć, jak jego wnętrze rośnie. Jak ponownie nabiera sił.

Nadszedł kolejny dzień podróży. Mijał on powoli, spokojnie. Silvano odniósł wrażenie, że ich klatka nie zawiera już nikogo interesującego. Oprócz Kuguo, przynoszącego resztki jedzenia, nikt do nich nie przychodził. Znów siedzieli i milczeli w pełnym skupieniu, ku kończącej się dobie. Nagle oboje otworzyli oczy. Silvano już wiedział, że to ten moment. Choan Hsu patrzył na niego ponownie ognistym spojrzeniem. Jego intencja mordu była teraz tak wielka i nagła, że niedoszłego mistrza ciarki przeszły po plecach, tylko po to, by sam poczuł wewnętrzną gotowość. Ponad sześćdziesięcioletni mężczyzna powoli uniósł się z pozycji siedzącej. Zaparł się nogami na długość jaką pozwalały mu łańcuchy. Zgiął kolana i pochylił się do przodu. Jego stopy zdawały się wbić w metalową kratkę podłoża. Mięśnie nóg momentalnie się napięły, jak i całe jego ciało. Wciągnął powietrze po czym powoli zaczął je wypuszczać wydając z siebie syk. Metalowe obroże zaczęły się wrzynać w kostki, a łańcuchy zaczęły skrzypieć, napinać się... kiedy nagle jedno oczko uległo sile i urwało się z triumfalnym wrzaskiem skrępowanego. Zaraz potem rozstawił szeroko nogi, obniżył środek ciężkości. Wystawił ręce przed siebie i z rykiem spiął cały swój tors i ręce by w pełni oswobodzić swoje ciało. Metal rozerwał się dźwięcznie. Silvano po raz pierwszy w życiu widział kogoś o takiej posturze kto miałby tak wielką siłę. Choćby próbował nie udałoby mu się powtórzyć takiego wyczynu.
Mężczyzna zdawał się nie brać pod uwagę porażki. Podszedł od razu do metalowych prętów, stanowiących ich klatkę. Sama klatka zaś nie była przystosowana do przechowywania niebezpiecznych zwierząt. Patrząc po jej stanie i ogólnie budowie, była zrobiona z myślą do transportu zwierząt hodowlanych. Pręty były dość cienkie, by spokojnie zacisnąć na nich wszystkie swoje palce. Echani ponownie dał pokaz siły wyginając konstrukcję wedle swej woli, tworząc mały otwór, przez który mogli się prześlizgnąć. Chwilę potem byli na zewnątrz klatki. Silvano co prawda nadal miał łańcuchy, ale Choan najwidoczniej przewidział to. Byli w ładowni i natychmiast udał się w kierunku pewnej skrzynki. Wyciągnął ślusarskie obcęgi z niej i oswobodził go. Klepną go pocieszająco w ramie i wbił w niego swoje spojrzenie. Było w nim coś z przyjaciela. Było inne niż tamtego właściciela baru na Dantooine, inne niż spojrzenie Diego, czerwonoskórego Twileka, czy tamtej kobiety. Nie było w nich interesu. Coś czego zbyt dawno nie widział.
- musimy porwać statek i jakoś przerwać skok. Z pewnością ma eskortę, jeśli ukończymy skok, to nawet jeśli opanujemy okręt to eskorta dokona abordażu i zaleją nas liczebnością. Najgorsze jest to, że kompletnie nie znam się na technice i statkach, ani nawigacji. Kojarzę tylko proste fakty. Prowadź.

***

Kuguo siedział sam w swojej kajucie. Przy zgaszonym świetle wpatrywał się pustym wzrokiem w ciemność. Nagłe krótkie krzyki z pewnej części ładowni zaalarmowały go, że dzieje się coś nieodpowiedniego. Od razu wstał, przyzwyczajony do ciemności ruszył sprawdzić co się dzieje. Zwykle nie przejmował się jakimiś krzykami... ale tych dwóch niewolników jakoś dziwnie się obawiał... od samego początku.

Jest coś w stylu późnego wieczoru na statku. Większość załogi śpi... jednakże ktoś usłyszał okrzyki bojowe Choana i z pewnością tu przyjdzie... Możesz z tym kimś zrobić co chcesz, tylko ładnie opisz jak mu spuszczanie łomot. Piszesz również za Choana Hsu. On zrobi co uznasz za potrzebne. Skup się na koncepcji, planie, a ja to wprowadzę w życie... lub zrób "aaaaa <wywala gały>" to sam to pchnę xD
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6135
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Fenn Mereel » 17 Paź 2018, o 23:33

Ciężar bólu, oraz ran przytłaczał Raya. Siła, którą znalazł w sobie na chwilę aby wstać i zjeść, zupełnie go opuściła. Poczuł się pustą skorupą pozbawioną życiodajnych soków, jedynie pękniętym naczyniem które straciło zawartość. Jedno spojrzenie na Choana Hsu wystarczyło, aby to uczucie zupełnie zniknęło. Białowłosy mężczyzna dawał właśnie Rayowi lekcję sztuki, o której niewielu pamiętało, a o którą sam Silvano znał jedynie z Jej krótkich i pobieżnych opowieści. Ona nie wierzyła w tę sztukę, uważała ją za szarlatanerię. O, ludzie małej wiary, patrzcie jak na waszych oczach dokonuje się cud. Ray w cuda nie wierzył, ale już sam widok Choana medytującego nad przywróceniem sprawności był wystarczającym zastrzykiem nadziei, aby zaczął go naśladować. Zsynchronizował oddech ze swoim nowym mistrzem, w skupieniu myślał o kolejnych partiach swojego ciała, które potrzebowały uzdrowienia. W ten sposób spędził następne kilka godzin, aż jego świadomość zapadła w stan bezwładności i niebytu. Był w miejscu między jawą, a snem, gdzie nie było czasu ani przestrzeni. Nawet się nie spostrzegł, kiedy minął kolejny dzień w klatce.

***


W końcu, nagły przypływ energii z drugiego końca klatki wyciągnął go niczym promień ściągający, z przepastnego bezmiaru jego bezświadomości. Zerwał się, jakby właśnie wrócił na powierzchnię, jakby łapał swój pierwszy oddech od kilku minut. Rzeczywistość śmierdziała. Śmierdziała zatęchłym pomieszczeniem, spoconymi ciałami, gównem i uryną. Spojrzał w oczy Choana Hsu i jedno tylko wiedział. Nadszedł czas to zakończyć.
Dreszcze przechodzące wzdłuż kręgosłupa nie były wywołane strachem przed aurą mistrza. Były dreszczami gotowości, podniecenia nadchodzącym wyzwoleniem. Bez najmniejszego zaskoczenia obserwował jak siwy mężczyzna zrywa łańcuchy, wygina kraty. Był zniewolony jedynie chwilę, ale potęga uczucia zwróconej wolności, która spłynęła na niego kiedy przeszedł przez wyłom, była przytłaczająca. Oczy Raya zaszły łzami.
- Ja się znam na statkach. - odpowiedział krótko zachrypniętym, zaskoczonym głosem. Zaczął obmyślać plan w jaki sposób mogliby wyrwać frachtowiec z nadprzestrzeni. Jego umysł pracował na najwyższych obrotach, rozważając wiele scenariuszy. Powoli, powoli klarowała mu się ostateczna wersja planu.
Wtedy z sykiem otworzyły się drzwi ładowni. Stał za nimi Kuguo. Cathar wybałuszył oczy ze zdziwienia, ale zanim zdążył choćby mrugnąć Choan Hsu z wielką prędkością i siłą, z wyskoku uderzył go pięścią w skroń. Wielki i silny Kuguo zamroczony ciosem zatoczył się i wszedł do środka ładowni, błędnym wzrokiem rozglądając się na prawo i lewo. Wtedy Ray oplótł łańcuch wokół jego szyi, przewrócił na ziemię. Będąc w parterze, użył nóg aby założyć Kuguo dźwignię na bark akurat kiedy obcemu wróciła świadomość.
- Od początku chcieliście mnie sprzedać w niewolę? - zapytał przez zęby Silvano. Zaciskał łańcuch, wyrywał Catharowi bark ze stawu naporem skrzyżowanych nóg. Choan Hsu przytrzymał drugą rękę Kuguo, stając na stawie łokciowym.
- Kromel, Bruno, Diego, kobieta z domu, Vid, Veccim. Wszyscy byli w to wplątani? - spokój go opuszczał. Bark Cathara chrupał na skraju pęknięcia.

***


Ciało Kuguo leżało bezwładnie na podłodze ładowni, z głową rozbitą w krwawą miazgę. Ray zabrał kartę dostępu obcego, jego datapad, wszystko co tylko mogło się przydać. Przywołał mapę frachtowca i wskazał na sektor AA.
- W tym sektorze statku znajduje się wyjście w przestrzeń kosmiczną. Na pewno mają tam skafandry próżniowe. Założymy je. Potem udamy się do sektora CC. Tam użyjemy komputera pokładowego do wyłączenia hipernapędu, wyłączenia systemu podtrzymywania życia, wyłączymy też podrzędny komputer pokładowy. Wypompujemy powietrze i zadusimy skurwysynów. Chodźmy. - ruszyli cieniami słabo oświetlonych korytarzy statku. Zły stan techniczny frachtowca mógł im pomóc.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, alor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 603
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Mistrz Gry » 27 Paź 2018, o 23:11

- pionki... Ty... ścierwa... - tyle zdołał wycharczeć Kuguo, kiedy desperacko próbował się wyszarpnąć pomimo zadawanego bólu i trzymanej dźwigni. Ray nie dał mu najmniejszych szans. Wkrótce jego twarz zamieniła się w zmasakrowaną papkę. Choan nie powstrzymywał go, tylko przyglądał się z boku, pilnując, by mu nikt nie przeszkodził.

- myślę, że te gnidy po prostu porywają ludzi z różnych zakątków nie bacząc na nic. Mnie pojmali na Ord Trasi dwa tygodnie przed pojawieniem się Ciebie. Tamtą kobietę, której ciało widziałeś w naszej klatce, więzili na statku już dwa miesiące. Są tu istoty też znacznie dłużej - skomentował jego pytanie zadane do martwego już nadzorcy niewolników. Potem wysłuchał planu.

- W ten sposób zabijemy też całą resztę porwanych istot, jeśli wypompujemy całe powietrze. - Choan Hsu zagrzmiał, zatrzymując swoim tonem idącego już człowieka.
- Nie odkupię swej wolności w ten sposób. Trzeba mieć honor. To odróżnia nas od tych zwierząt - spojrzał tu wymownie na leżące truchło Cathara
- przyszli, nieproszeni do świętego miejsca. Zbezcześcili świątynie, splądrowali. To jednak nie powód by mordować niewinnych. Zasługują na śmierć, a więc im ją przynieśmy. Powinno nam się udać znaleźć jakieś uzbrojenie. Tarcze i miecze energetyczne. Z pewnością je gdzieś trzymają. Możemy też uwolnić innych - zaproponował Choan. W swej wypowiedzi był bardzo pewny siebie, Silvano jednak mógł wykorzystać niewiedzę Echani, by go jednak przekonać w swym planie. W końcu w ten sposób optymalnie wykorzystają efekt zaskoczenia i bardzo prawdopodobne, że zabiją ich wszystkich bez zbędnego ryzyka podniesienia alarmu i możliwej porażki w walce z przeważającymi liczebnie nadzorcami i strażnikami.

Przekonaj Choana, że to jedyna droga i poprowadź akcję, aż do momentu kiedy dostajecie się na mostek. Albo wybierz trudniejszą drogę i ustal plan pacyfikacji statku, przeciwnik po przeciwniku. W pierwszym przypadku rzucasz 1k6 na ilość napotkanych strażników. W drugim przypadku robisz rzut 1k6 na znalezioną ilość przydatnych w walce przedmiotów, a następnie rozwalasz sobie jakichś trzech strażników z określonego miejsca statku. Strażnicy są nieświadomi zagrożenia kompletnie i wyluzowani. Możesz też skorygować plan tak żeby nie zabić innych niewolników. Uratowani w większości będą w stanie się poruszać, ale raczej nie będą zdatni do walki. Jeśli zdecydujesz się ich uratować, to zrób rzut 4k4 i w tej "turze" tylu uwolnisz. Nie opisuj niewolników, ja ich rozwinę w następnym poście jakby co. Powodzenia.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6135
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Fenn Mereel » 2 Lis 2018, o 14:30

Ray westchnął głośno i przystanął. Choan Hsu miał rację. Nie mogli wypompować powietrza ze statku, zabijając niewinnych więźniów, takich samych jak oni ofiar kręgu łowców niewolników. Co jeśli były tam dzieci? Mężczyźnie natychmiast zrobiło się niedobrze. Gniew i żądza krwi doprowadziła go do tak zbrodniczej myśli... Oparł się o ścianę metalowego korytarza. Wibracje podróżującego w nadprzestrzeni statku przeszły przez jego ciało i powoli, powoli uspokajały skołatane nerwy. W końcu zacisnął zęby i wrócił na poprzednio obraną trasę.
- Masz rację. Będziemy walczyć. - zaprowadził ich obydwu do magazynku w sektorze AA. Na datapadzie oznaczony był jako strefa wymagająca dodatkowego uwierzytelnienia. Na szczęście karta dostępu Kuguo otwierała wszystkie drzwi. Ray rozejrzał się po niewielkim pomieszczeniu. Dwie półki z karabinami blasterowymi absolutnie go nie interesowały. Na przeciwległej ścianie wisiały dwa wzmacniane plastalą kombinezony bojowe, podobne do wykorzystywanych przez prywatne firmy ochroniarskie. Takie kombinezony potrafiły wytrzymać wyładowanie wiązki laserowej.
- Ubieraj się. - wskazał na kombinezony i sam również wbił się w ochronny strój. Obaj na głowę założyli hełmy z przesłonami zrobionymi ze wzmacnianego szkła. Następnie Choan Hsu chwycił za jedyny wibromiecz w schowku. Ray za to znalazł coś równie ciekawego - rękawice wstrząsowe. Widocznie ktoś z załogi był fanem szokboksu. Mężczyzna założył je i nastawił na zabójczy ładunek. Nie był wcale zdziwiony, że łowcy niewolników zdjęli ogranicznik. Kiedy podniósł wzrok, zauważył że Echani podaje mu pas z generatorem pola siłowego.
- Tobie bardziej się przyda. - powiedział pełen pewności siebie. Ray nie protestował, po prostu uzbroił się w tarczę.
Po wyjściu ze schowka, mężczyźni zniszczyli zamek tak, aby załoga nie mogła dostać się do broni. Weszli do pierwszej z brzegu kajuty. Strażnicy spali, a ich snu nie przerwał nawet syk otwierających się drzwi. Ray chwycił jednego za szyję i posłał tysiące woltów przez jego ciało, które natychmiast zwiotczało. Swąd palonej skóry i włosów wypełnił kajutę. Choan Hsu poderżnął gardło pozostałej dwójce. Strażnicy nie wydali z siebie nawet pojedynczego dźwięku.
Ray nie myślał już o nich jako o ludziach. Dla niego były to chwasty, które należało wyplenić z rzeczywistości. Aż do dzisiaj nie zabił myślącej istoty, aż do dzisiaj myślał że to trudne.
- Będziemy iść od kajuty do kajuty i mordować każdego po cichu. - stwierdził krótko. Nawet nie był zaskoczony jak łatwo przeszło mu to przez gardło.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, alor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 603
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Mistrz Gry » 7 Lis 2018, o 00:11

Neimodian siedział sobie wygodnie w otoczeniu towarzystwa dwóch swoich podwładnych, przy stole w kantynie pokładowej. Aktualnie coś przeliczali i uzgadniali. Rodianin najmniej pojętny w naukach ścisłych, czerpał przyjemność z wciskających się w niego dwóch niebieskich wytatuowanych Twilekanek, które to trzymał pod rękoma. Te głaskały jego ramiona i klatkę, jakby był dlań prawdziwym skarbem. Trzeci, Pierwszy Mechanik, tłumaczył gadowi istotę czekających ich wydatków. Co kapitan zwyczajnie spychał na bok. Bardziej obchodziły go tematy bieżące, niż zaległe. Jak zwykle pod dywan.
- totyl, totyl, aż wyleci z dupy motyl. Tak to będzie i wszystko szlag trafi - mechanik próbował jeszcze raz.
- powiedz mi lepiej jak wydajność niewolników oceniasz Green, a nie o ludzkich bąkach mi tu mówisz.
- ehh... no to wedle tabeli mamy tak - łysawy cherlawy człowiek sięgnął po datapad i począł wyliczać
- dwieście istot. Sto kompletnie nie nadających się do żadnej ciężkiej pracy. Starcy i dzieci
- Green, tak się tego nie zapisuje... napisz służba domowa. Dalej.
- Trzydziestu mężczyzn. Silnych, zdolnych do trudnej pracy.
- Tylko trzydziestu...
- W sumie - mechanik popatrzył na dwie kobiety łaszące się do Rodiana - pięćdziesiąt kobiet w wieku produkcyjnym i po produkcyjnym.
- Ile staruch?
- Dwadzieścia
- Dokonaj selekcji na służbę, reszta za burtę. Dalej.
- Dwadzieścia istot, które są ciężko chore i wymagają pomocy medycznej
- To my takie mamy jeszcze na statku? Chcesz mi tu epidemie wywołać, Green?
- Część z nich to wykwalifikowane persony. Miałyby dużą wartość.
- Na targu niewolników nie bierze się mądrych niewolników, bo Ci uciekną... Green... Litości. Rozumiem, że chciałeś zabłysnąć, ale to nie tak. Naucz się. Lepszy martwy niewolnik, niż bystry. Weź jutro dokonaj odpowiednich czystek. Jasne? Roghan Ci pomoże, nie? - Rodianin tylko kiwnął głowę twierdząco, kiedy to jego ręce zabawiały się ciałami niewolnic. Green jak to Green, wzruszył ramionami i sięgnął po komunikator, by z Kuguo obgadać temat. Jutro kupa pracy ich będzie czekać. Wybrał połączenie, ale ten nie odbierał.
- Pewnie śpi - odezwał się Roghan
- On nigdy nie śpi. Zawsze czuwa
- Daj mu spokój. Jutro to zrobicie
- No dobra. To ja was zostawiam panowie - powiedział zmęczony dniem pracy człowiek. Ruszył z kantyny i wyszedł na główny korytarz, kiedy to nagle przed nim objawiła się śmierć. Miał nóż przy gardle, a przed nim widział człowieka, wbijającego w niego mordercze spojrzenie... chciał coś powiedzieć, ale nie mógł nic z siebie wydusić. Zamarzł ze strachu.

Ciche cienie wędrowały po statku i zanosiły sprawiedliwość oprawcom. Co poniektórzy niewolnicy obserwowali poczynania zabójców. Ray dostrzegł, że większość udręczonych zarejestrowała ich akt, ale nie specjalnie wierzyli, że to koniec ich niedoli. Patrzyli tymi swoimi oczyma, jakby z oddali pustki na coś co dzieje się obok nich. Jakby to nie dotyczyło nich, bo ich los i tak jest już przesądzony.
Tej nocy wszyscy nadzorcy mieli umrzeć. Przyzwyczajeni do wygód, nie byli przygotowani...


Statek jest Twój i los oprawców też jest w Twoich rękach. Zatrzymaj się do momentu przerwania skoku.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6135
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Fenn Mereel » 8 Lis 2018, o 01:28

Syk drzwi do kajuty. Błysk odpalanej rękawicy wstrząsowej. Buczenie tysiąca woltów przebiegających w zamkniętym obwodzie. Przerażona twarz i stłumione krzyki agonii. Tylko to czuł Ray przez ostatnie kilka minut swojego życia. Nie czuł złości, smutku, czy strachu. Był pusty, niczym droid. Odbierał wyłącznie zewnętrzne bodźce. Nic z wewnątrz do niego nie docierało. Pozbawiony emocji, towarzyszył Choanowi Hsu na ścieżce krwi i sprawiedliwości. Krew pozostała na wibromieczu Echaniego delikatnie falowała pod wpływem mechanizmu ostrza. Kropelki czerwieni znaczyły ich ścieżkę krwi, pozostawiając dowód nadejścia sądu. Choan Hsu był zaś surowym sędzią.
Kolejny syk. Tym razem to nie byli oni, to ktoś inny. Ray i starzec, obaj odziani w szare skafandry oraz hełmy wysunęli się za róg natrafiając na mechanika. Ostrze dotknęło szyi mężczyzny, po czym przecięło tkankę, sięgając w głąb ciała. Człowiek zaharczał, krew trysnęła na szare, ciche cienie. Ścieżka przyjęła ich jako swoich. Choan Hsu podszedł do drzwi kantyny pokładowej. Tym razem syk był ich sykiem.
- Czego zapomniałeś? - zdążył wyjęczeć zmęczony towarzystwem mechanika neimoidianin. Veccim odwrócił się w stronę drzwi, otworzył szeroko usta. Roghan już zrywał się z krzesła, spychając z siebie Twi'lekanki. Nie zdążył. Ostrze przeszyło go razem z metalowym siedziskiem, przybijając go na stałe do oparcia. Zielona krew trysnęła z tutki rodianina. Ray był wolniejszy od Choana Hsu. Dopadł do Veccima dwie sekundy później. Złapał go za szyję i obalił na ziemię.
- Kod dostępu? - zapytał ze spokojem Ray. Był pustą skorupą, a to był śmieć którego trzeba było sprzątnąć. Oczy gada zaszły łzami, pozbawione warg usta, ciemna jama na równinie płaskiej twarzy, otwierały i zamykały się bezdźwięcznie. Krótka wiązka wysokiego napięcia przywróciła neimoidianinowi zdolność mowy. Twi'lekanki tymczasem w szoku, przytuliły się jedna do drugiej i skuliły w kącie. Roghan dalej charczał krwią, a Choan Hsu spoglądał na niego bezlitośnie.
- 1234. - jęknął Veccim. Gdyby Ray nie był pustą skorupą, uśmiechnąłby się w obliczu tego żałosnego żartu. Rękawica wystrzeliła tym razem zabójczym ładunkiem elektrycznym. Oczy gada pękły pod wpływem napięcia, skóra na czole zajęła się błękitnym płomieniem który zaraz zgasł. Szary, cichy cień wysunął z kieszeni Veccima kartę dostępu. Rzucił ją Echaniemu, który złapał ją w locie.
- Otwórz klatki. - polecił starszemu mężczyźnie Ray, po czym sam udał się na mostek. Szybkim krokiem, niesiony przemijającym już przypływem adrenaliny, trafił do chronionych hasłem drzwi. 1234 rzeczywiście dało mu dostęp do najważniejszego miejsca na frachtowcu. Ostatni syk.
Przekroczył próg niechronionego mostka. Cztery siedzenia i liczne konsolety przyrządów bardziej skomplikowanych od tych na Jej YT-2000 migały w spokojnej harmonii przełączonej na autopilot jednostki. Ray zdjął hełm, podszedł do stanowiska nawigacyjnego i wybrał procedurę awaryjnego przerwania skoku nadprzestrzennego. System zażądał kodu dostępu. I wtedy mężczyzna przestał być pustą skorupą. Świadomość tego, że zamordował właśnie z zimną krwią kilka osób uderzyła go mocniej, niż Roghan kilka dni temu. Silvano opadł na kolana, czując ogromną słabość. Świat kręcił się niekontrolowanie, zimny pot oblał jego ciało. Blask błękitnego tunelu nadprzestrzennego za iluminatorami stał się tak potężny, że aż oślepiał. Ray zwymiotował na podłogę tę odrobinę resztek, którą wcześniej przyjął. Nieważne co myślał wcześniej, nieważne kim był wcześniej. Od teraz był mordercą. Nieważne czy zabił w obronie własnej. Czy słusznie czy nie.
- I chuj. - stęknął, starając się powrócić do poprzedniej sprawności. Jakimś cudem podniósł się i opadł na fotel nawigatora. Zbyt wiele złych myśli krążyło w jego głowie w tym momencie, wciąż i wciąż pojawiała się jednak jedna, zaskakująco klarowna: w galaktyce jest wiele zła i czasem najlepsze w jego zwalczaniu jest inne zło. Zmęczony ostatnimi doświadczeniami umysł Raya wypowiedział te słowa Jej głosem. Ray wpisał w panelu nawigacyjnym kod dostępu. Nacisnął czerwony przycisk awaryjny. Niebieski tunel zniknął, silniki statku jęknęły głośno i zamilkły.
Morderca Rayleigh Silvano zatrzymał statek. Nowy człowiek Rayleigh Silvano był gotów znów walczyć z losem.
Postacie aktualne:
Rayleigh Silvano - Gwiezdny podróżnik

Poprzednie postacie:
Jac Randall - Hapanin; Starszy Szeregowy w 165 Grupie Do Zadań Specjalnych, Grupa Operacyjna "Mgła" - KIA
Desmond Ivey - Pół-Echani; Uczeń Jedi - zginął podczas bombardowania Coruscant
Fenn Mereel - Mandalorianin; Łowca Nagród, alor klanu Mereel - ash'amur (poległ)
Krusk Sel'thar - Bothanin; Kapitan Floty Nowej Republiki, Republic Class Star Destroyer "Invincible" - KIA

Aldo Cohl - Mirialanin; Mechanik - zginął zastrzelony przez Imperialnych
Awatar użytkownika
Fenn Mereel
Gracz
 
Posty: 603
Rejestracja: 6 Lut 2010, o 12:59
Miejscowość: Warszawa

Re: [Dantooine] - Rejs

Postprzez Mistrz Gry » 9 Lis 2018, o 00:05



Na mostku cały panel kontrolek nagle zapłonął czerwienią. Statek źle zniósł awaryjne przerwanie skoku. Z pewnością z powodu licznych niedopatrzeń technicznych. Mechanik zaś wiedział, że spieprzyło się właśnie mnóstwo systemów i układy traciły energię jedna po drugiej. Musiał szybko poodcinać dostęp energii od konkretnych układów, jeśli chcieli by statek się po prostu nie wyłączył z wszelkich systemów, w tym systemu podtrzymywania życia.
- Jest nie dobrze - mruknął sam do siebie. Skupienie wojownika pozwoliło mu ogarnąć ten syf, ale ilość problemów, które naraz się rozpętało przyprawiło go o pot na czole. Stracili większość silników manewrowych jak i napędowych, nie mówiąc nic o sektorze hipernapędu, skąd dobiegał alarm pożaru.
- Jest bardzo nie dobrze! - druga konsola wypluwała krytyczne ostrzeżenia o ściąganiu grawitacyjnym przez jakieś ciało niebieskie, obok którego dosłownie wyskoczyli. Musiał ratować statek przed przeciążeniem generatorów w przestrzeni kosmicznej, kiedy to jakaś planeta właśnie wciągała ich w atmosferę. Turbulencje zaczęły szarpać statkiem, jak przebijał się przez pierwsze warstwy w niekontrolowany sposób.
- No dalej! - robił co mógł by odpalić ponownie te napędy repulsorowe, by możliwie wyhamować lądowanie na nieznanej powierzchni. W końcu udało się. Przekierował całą moc, wiedząc, że to wykończy generator, ale zapewni im... w miarę miękkie lądowanie.

Eksplozja gdzieś na statku zatrzęsła i tak już rozchwianym okrętem. Potwierdziła zgaśnięcie z konsoli kontrolki głównego generatora. Ray szybko przypiął się pasami do siedzenia pilota i zacisnął zęby, czując nieuniknione. W pewnym momencie wszystko zgasło, nim pokaźny frachtowiec uderzył o powierzchnię.

Wątek przenosi się na Ugah'Uaulk
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6135
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Zewnętrzne Rubieże