Content

Zewnętrzne Rubieże

[Vinsoth] Wykopaliska

Image

[Vinsoth] Wykopaliska

Postprzez Mistrz Gry » 28 Lis 2017, o 08:42

Miał lecieć na Taris, tam spróbować szczęścia, ale nawet i te plany pokrzyżował mu los. Katastrofa, jaka się tam rozpętała, skutecznie zatrzymała wszystkich podróżnych z dala od planety. To samo spotkało też Zordona, którego jakiś ithoriański handlarz podrzucił autostopem jedynie na jedną ze stacji w pobliżu układu i sam udał się dalej w swoją stronę. Niedoszły poszukiwacz skarbów musiał radzić sobie w obcym dla siebie miejscu, z zaledwie garstką kredytów w kieszeni. Kierując się opowieściami swoich klientów i własnymi obserwacjami jeszcze z Tatooine, udał się do najbliższej kantyny, tam mając zamiar znaleźć pracę. I chociaż tym razem szczęście się do niego uśmiechnęło, a przynajmniej taką miał nadzieję. W lokalu spotkał grupę trzech istot, którzy podobnie jak on chcieli zbadać jakiś ponoć porzucony teren wykopalisk. Nie widząc lepszej okazji w obecnej sytuacji, zgodził się do nich dołączyć.

***


Siedział w kabinie niewielkiego transportowca, który snuł się powoli nad trawiastymi preriami planety Vinsoth. Ich statek zapewniła ekipa, do której rozpaczliwie dołączył w ostatniej chwili, jednak teren wykopalisk, do którego się zbliżali, należał do korporacji Dathenes, mającej swoją główną siedzibę na Taris. A przynajmniej mieli tam swoją siedzibę do czasu tej strasznej katastrofy. Oficjalnie zajmowali się badaniem wymarłych kultur, ale chodziły plotki, że co ciekawsze znaleziska od razu kupuje od nich Imperium albo anonimowi klienci. Teraz kontakt z nimi się urwał i grupa miała nadzieję, że uda im się znaleźć coś cennego w tym, co mogli zostawić. Sama podróż nie była dość uciążliwa. Korzystając z chwili wolnego czasu, Zordon mógł zapoznać się trochę lepiej z trójką istot, do których dołączył. Gyrog, szef ekipy, był zabrakiem o dość nieprzyjemnym usposobieniu. Zordonowi cały czas kojarzył się bardziej z szefem jakiegoś gangu niż ekipy złomiarzy. Dużo przyjemniejszy był natomiast Sili, rodiański mechanik. Z nim Zordon dość szybko złapał wspólny język. Ostatnim z grupy był człowiek imieniem Hiram. Tajemniczy muskularny typ, który nie był zbyt rozmowny. Mieli także czas wymienić się informacjami o miejscu, do którego zmierzali.

Vinsoth była jak na razie dość słabo zbadaną planetą. Pokryta w głównej mierze trawiastymi równinami i dość licznymi pustyniami, nie była zbyt uciążliwa do przebycia lądem. Co jakiś czas z płaskiego terenu wystrzeliwał wysoko w chmury łańcuch górski lub pojedyncze szczyty. Dużych zbiorników wodnych było mało. Poza jednym oceanem, większość wody kryła się raczej w podziemnych źródłach. Jeśli zaś chodzi o florę i faunę, była ona typowa dla tego typu klimatu. W górach zaś spotkać można było długowłose kozy, małpiate i coś przypominające wyglądem niedźwiedzia z bardzo długim ogonem. Planetę zamieszkiwała też jedna rozumna rasa, zwana w basicu Chevin. Teren badań na szczęście znajdował się we wnętrzu i okolicy jednej z gór. Dotyczył pozostałości starożytnej świątyni jakiegoś wymarłego lokalnego ludu. Gyrog miał jeszcze informację o głównym archeologu prowadzącym badania. Według znalezionych danych, był nim człowiek Nick Nalto i miał do pomocy jakichś 17 pracowników.

-Jesteśmy na miejscu – obok nich rozległ się głos Hirama, który robił im za pilota.

Zordon wyjrzał przez szybę kokpitu. Zbliżał się właśnie do miejsca lądowania. Przed nimi większość widoku zasłaniało wysokie aż pod chmury skalne wzniesienie. Mniej więcej w połowie wysokości, w jednym ze zboczy, znajdował się duży płaskowyż, na którym dostrzec już można było transportowiec Dathenes IV, którym na miejsce przyleciała pewnie ekipa archeologów. O dziwo, wbrew wcześniejszym zapewnieniom nowych towarzyszy Zordona, prace nadal trwały. Widać było ruch pracowników archeologów, a obok statku widać było rozstawione baraki ekipy, skrzynie ze sprzętem i kable energetyczne pociągnięte i znikające w głębi mrocznego sklepionego wejścia, prowadzącego w głąb góry.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Wykopaliska

Postprzez Zordon » 28 Lis 2017, o 13:49

Plany podróży na Taris spaliły na panewce. Jak nie przegrana w karty, to katastrofa na skale planetarną. Czemu to zawsze trafia na mnie? - Zastanawiał się Zordon, zmierzając do najbliższej kantyny. Nie lubił takich miejsc, za dużo osobliwość. Wolał limitowaną ilość towarzystwa, najlepiej współpracowało mu się z samym sobą. Sytuacja jednak wymagała chwilowej zmiany tego przyzwyczajenia.
Posłuchał, popytał, a wreszcie natknął się na grupę poszukiwaczy, którzy zamierzali zbadać opuszczone ruiny. Od razu rozbudziła się w nim ciekawość. Nie był wcześniej na wspomnianej przez nich planecie. Może przyjdzie mu zbadać jakąś nową elektronikę, która w jego rękach jeszcze nie gościła. Nieco się tym podekscytował, dyskretnie wyjął pojemnik z solą, nasypał na palec i wtarł w swoje nozdrza. Teraz był gotów do drogi.

Planeta Vinsoth wyglądała imponująco. Chociaż zwiedził kilka innych światów poza Tatooine, w końcu podróżował przez kilkanaście lat, to jednak był przywiązany do suchego klimatu, który nomen omen jest nieadekwatny dla przedstawicieli jego rasy. To była miła odmiana, aczkolwiek nie przybył tutaj podziwiać pięknych widoków.
Siedząc w transportowców bacznie rozglądał się dookoła. Interesowała go elektronika tego statku, ale w głowie wciąż powtarzał sobie - nie dotykać, nie dotykać! - w końcu nie był to jego statek.
Ich szef zaciekawił w pewnym sensie Zordona. Jego skośne żółte oczy co jakiś czas spoglądały na niego z dyskrecją. Nie wyglądał jak typowy Łowca Artefaktów, badacz czy podróżnik, z drugiej strony Zordon nie znał zbyt dużo istot zajmujących się tym fachem.
Zamienił parę zdań z mechanikiem. Głównie były to pytania o elektronikę i systemy na tym transportowcu. Nie wiedział jak najlepiej nawiązać konwersacje. Mimo, że jego grupa liczyła tylko trzy osoby, to musi minąć trochę czasu zanim Zordon nabierze obycia i śmiałości w tym towarzystwie.

Wyjrzał przez okno na okoliczny krajobraz, kiedy to padła informacja o dotarciu na miejsce. Był zaskoczony gdy zobaczył, że jakaś ekipa jest już w terenie. Nic im o tym nie wspominano, a przynajmniej nie Zordonowi. Przemilczał jednak ten fakt, stwierdził że i tak zaraz wszystkiego się dowiedzą. Rzucił tylko krótkie zdanie odchodząc od okna.

-Czy to jakaś konkurencja?

Wszystko tam na dole było już gotowe. Zordon zastanawiał się, czy tamci pracują dla tej samej korporacji, czy dla inne, a może przybyli po coś konkretnego. Wiele pytań rodziło się w jego głowie, ale nie martwił się o nie. Po dotarciu na miejsce wszystko powinno się wyjaśnić.
Image
Awatar użytkownika
Zordon
Gracz
 
Posty: 8
Rejestracja: 21 Lis 2017, o 17:57

Re: [Vinsoth] Wykopaliska

Postprzez Mistrz Gry » 30 Lis 2017, o 07:28

Pozostali członkowie załogi tak jak on wydawali się skonsternowani obecnością innej ekipy w miejscu, które miało być puste. Niemniej jednak ich pilot skierował się w stronę pustej przestrzeni na płaskowyżu i usadowił statek na wolnym miejscu, tuż obok statku korporacji Dathenes.
- Nie wiem. - odpowiedział Gyrog. - Być może. Przekonamy się już za chwilę. Weźcie broń i bądźcie w pogotowiu, jakby trzeba było stąd spieprzać.
Otworzyli rampę ich transportowca i powoli wyszli na zewnątrz. Promienie gwiazdy Viinsoth padły na ich twarze, przyjemnie oświetlając ich swoim ciepłem. Po lądowisko kręciło się kilka dżentelistot: ludzie i rodianie. Poza statkiem stały na nim cztery baraki, z czego jeden wyglądał na magazyn. Przy nim było ustawione mnóstwo skrzyń, dwie z nich były otwarte i widać w nich było liny i części oświetlenia używanego w podziemiach. Obok baraków stał agregat prądotwórczy, od którego biegły kable do wszystkich zabudowań oraz w głąb góry. Samo wejście do podziemi wyglądało na stworzone rękami istot rozumnych. Było łukowo sklepione, wyłożone równo ściętymi blokami jakiegoś jasnego kamienia. Na kamieniach nie było żadnych zdobień, wejście nie wyglądało też na zamknięte żadnymi wrotami czy zasłonięte przez zawalone wcześniej skały.
Z owego wejścia w tej samej chwili, gdy postawili stopy na skale, wyszła kobieta. Średniego wzrostu, o jasnej karnacji wyróżniała się pośród otaczających ją robotników. Ubrana była w jasny, czysty uniform, który swoim krojem przywodził na myśl urzędniczkę albo księgową jakiejś korporacji. Podeszła do nich energicznym krokiem i bez słowa wstępu obskoczyła ich wszystkich wzrokiem.
- Pan Nick Nalto zaprasza. Jest w środku. Proszę za mną.
Nie czekając na ich reakcję, skierowała się w stronę wejścia w głąb góry. Zdezorientowani łowcy chwile stali, po czym Gyrog ruszył jako pierwszy i cała reszta, razem z Zordonem, poszła za nim. Przejście, mimo panującego w nim półmroku, było jednak dostatecznie dobrze oświetlone przez lampy przymocowane co kilkadziesiąt metrów, by załoga mogła widzieć ciągnące się wzdłuż ścian kable i stojący w przejściu wózek przeładunkowy. Ściany wyglądały tak samo jak łukowe wejście, które właśnie minęli - wyłożone tym samym, równym jasnym kamieniem.
Idąc dalej, dotarli trochę niespodziewanie do końca przejścia. Kobieta stanęła w miejscu, a oni mogli podziwiać to, co mieli teraz przed oczami. Tunel wychodził na ogromną, sklepioną tak wysoko, że nie było widać jej sufitu, komnatę, wspieraną na dwóch rzędach równie wysokich kolumn. Komnata była tak duża, że nie było widać jej końca, zaś każda z kolumn pokryta była jakimś rodzajem hieroglificznego pisma, mniej więcej do wysokości czterech metrów. Wszystko zrobione było z tego samego budulca, chociaż tutaj, na ścianach, dało się dostrzec ślady i resztki kolorowych malunków. Wszystko to pokryte było grubą warstwą piasku i kurzu, który stopniowo uprzątany był przez ekipę korporacji Dathenes. Po prawej, niedaleko wejścia, którym weszli, był kolejny tunel, do którego także podciągnięto oświetlenie.
Po tym jak oderwali w końcu wzrok od śladów starej cywilizacji, dostrzegli krzątających się wokół nich kilku robotników. Byli to rodianie i ludzie, każdy zajęty swoją pracą. W komnacie było kilka stanowisk, obok których stały kolejne skrzynie, tym razem z eksponatami i znaleziskami, oraz stoły, na których porozrzucane były różne notatki. Pośród tego wszystkiego, Zordon jako pierwszy dostrzegł też jeszcze coś. Wśród pracujących ludzi stało pięciu uzbrojonych ochroniarzy, którym, sądząc po wydawanych właśnie okrzykach, przewodził czerwonoskóry twi'lek. Odrywając od nich wzrok, dostrzegł, mniej więcej kilkadziesiąt metrów od niego, pochyloną nad stołem kolejną dwójkę istot - człowieka i zabraka. Ci wyróżniali się od reszty robotników trochę lepszymi strojami i otaczającymi ich przedmiotami, mówiącymi, że ta dwójka musi być archeologami. Obok nich stał natomiast milczący strażnik - mandaloriańska zbroja skrywała oblicze ich prawdopodobnego ochroniarza. Zordon widział ich w życiu całkiem sporo, choćby na Tatooine i wiedział, że należy się ich obawiać.
Pochylony nad stołem starszy mężczyzna odwrócił się w ich kierunku. Krótkie siwe włosy miał przyprószone kurzem, tak samo jak całe swoje ubranie. Na nosie zaś nosił okulary. Na pierwszy rzut oka można było w nim poznać osobę historyka, archeologa lub trudniącą się podobnym fachem. Za pasem wetknięty miał jakiś pergamin, w jednej z rąk trzymał pędzelek. Wyglądał, jakby dopiero co oderwano go od pracy nad czymś niezwykle ważnym. Przynajmniej dla niego.
- Nareszcie. Straciliśmy kontakt z firmą na Taris. Myśleliśmy, że znowu ktoś zbombardował tą planetę. Jesteście od Arghatisa, tak? Co się stało? Myślałem, że Dathenes zostawiła już swoich ludzi. A mamy przecież dla was niezłe skarby tutaj.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Wykopaliska

Postprzez Zordon » 2 Gru 2017, o 18:07

Słowa przewodniczącego ich eskapady rozbrzmiały w głowię Zordona - nie wiem - nie było żadną odpowiedzią, było wręcz przeciwieństwem tego co chciał usłyszeć. Uzbrojony w niesprawny blaster Zordon miał małe pole do popisu jeżeli doszłoby do wymiany ognia. Nie był też najlepszym strzelcem, jego umiejętności w kwestii broni dystansowej były wysoce przeciętne, chociaż mógł pochwalić się sporą wiedzą na temat ich budowy i konserwacji.
Promienie najbliższej gwiazdy padły na jego skórę, a świeże powietrze przeszło przez nozdrza. Było przyjemniejsze, wilgotniejsze niż to na Tatooinie, nieco bardziej odpowiednie dla jego rasy. Nie przybył tu jednak delektować się lokalną fauną i florą. Aktualnie w sumie nie do końca wiedział po co tu przybył. Mieli prowadzić wykopaliska, ale jak się okazuje ktoś był już na miejscu, nawet kilku ktosiów.
Wszystko wyjaśniło się w momencie, w którym podeszła do nich kobieta, prawdopodobnie przedstawicielka ekipy, która już grzebała w ruinach. Powiedziała, że ktoś na nich już oczekuje, to sprawiło że niepewna atmosfera powoli opadała. Widocznie oczekiwano na nich, może to inna ekipa tej samej korporacji, tego jeszcze nie było wiadomo.
Ruszyli za nią wgłąb jaskini, idąc szlakiem przetartym przez przewody od zasilania, oświetlenia, komunikacji i innych urządzeń, które są niezbędne przy tego typu pracach. Po krótkiej przechadzce znaleźli się w komnacie. Pomieszczenie miało całkiem imponujące rozmiary. Zordon rozglądał się to na lewo to na prawo, zawieszając oko to na hieroglifach to na sprzęcie archeologów. Na Tatooinie dostałbym za to niezłą sumkę. - Pomyślał, spoglądając na wyposażenie badaczy.
Powoli jego opinia na temat tej wyprawy ulegała zmianie. Początkowo myślał, że mają prowadzić badania nad jakimiś ruinami, ale widząc ilość zaangażowanych w to ludzi, garstkę ochrony i parę osób z wyższego stołka, zaczynał myśleć iż czegoś tu poszukują, jakiejś konkretnej rzeczy bądź technologi. Może i były to tylko domysły, ale poparte obserwacjami.
Zaprowadzono ich do dwóch istot, najprawdopodobniej to oni tutaj dowodzili. Obok nich stał Mandalorianin, Zordon wiedział po co tu jest i że lepiej nie wchodzić w drogę takim jak on.
Zadali parę pytań, ale nie wiedział o kim mowa. Czekał aż ktoś inny odpowie.
Image
Awatar użytkownika
Zordon
Gracz
 
Posty: 8
Rejestracja: 21 Lis 2017, o 17:57

Re: [Vinsoth] Wykopaliska

Postprzez Mistrz Gry » 4 Gru 2017, o 20:18

- Eee... tak, tak! Jesteśmy od Argathisa - nerwowo odparł Gyrog - Wiecie, mało ludzi, dużo roboty i nie miał kto wcześniej przylecieć. A szefowstwo już żąda wyników, więc dobrze, ze coś macie.
Szef ich ekipy stanął już pewniej, próbując udawać, że jest właściwą osobą na właściwym miejscu. W tym samym mniej więcej momencie do stołu, przy którym wszyscy stali zbliżył się jeszcze jeden osobnik wyglądający na archeologa. Tym razem kolejny człowiek. Młody, o bystrym spojrzeniu, z wyraźną niechęcią odnosił się do zabraka, stając obok swojego zwierzchnika z jakimiś notatkami.
- Jeśli o te efekty chodzi - zaczął Nalto - mamy już wiele znalezisk i potrzebujemy je jedynie do końca skatalogować. Jednak odkryliśmy dopiero pierwszy poziom tej świątyni. jest jeszcze kilka kolejnych, gdzie na drugim, własnie badanym odkryliśmy dość ciekawą komnatę, w której spodziewamy się znaleźć dużo ciekawsze znaleziska. Jeśli panowie daliby nam jeszcze z dzień, czy dwa...
- Świetnie - odparł Gyrog próbując zamaskować uśmiech wywołany jego chciwością na słowa o większych skarbach - Nie ma problemu, damy znać szefowi i poczekamy.
- No to załatwione - odparł Nalto. - Niestety nie mamy już więcej miejsc w barakach, więc prosiłbym żebyście nocowali u siebie na statku. Możecie swobodnie poruszać się po holu głównym. Poniżej prosiłbym nie wchodzić ze względu na prowadzone prace. A teraz, jeśli pozwolicie, muszę porozmawiać z moimi asystentami o naszych pracach.
Gyrog i reszta ekipy udali się z powrotem na statek. Kobieta, która ich wcześniej prowadziła, oświadczyła, ze mogą ją w razie czego pytać o wszystko, po czym udała się zająć swoją robotą. Kiedy zostali sami Gyrog spojrzał na nich i przemówił, rozglądając się na boki:
- Słuchajcie. jesteśmy tymi kolesiami od tej ich korporacji. Dathenes, czy jakoś tak. Gęby trzymać na kłódkę i odzywać się tylko, jak zapytają. Zrozumiano? No. A teraz zajmijcie się swoimi sprawami żeby to wyglądało naturalnie. Możecie połazić nawet po okolicy, tylko nie zróbcie czegoś głupiego.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Wykopaliska

Postprzez Zordon » 5 Gru 2017, o 16:28

Podejrzenia Zordona okazały się częściowo słuszne. Brak pełnych informacji i zdziwienie Gyroga po przybyciu, mogły już wtedy wskazywać, że nie jest on tym za kogo się podaję. Chociaż może Zordon zorientowałby się szybciej, gdyby bardziej zwracał uwagę na detale w jego zachowaniu i dziwny ubiór. To wyjaśniło pewne wątpliwości, ale nie w taki sposób jakiego oczekiwał. Liczył, że jakimś cudownym trafem będą jednak faktycznymi pracownikami tej korporacji, okazuje się że tak nie jest.
Teraz nie tylko powstało więcej wątpliwości i zagadnień, które Zordon chciałby rozwikłać, teraz ma jeszcze udział do odegrania w tej farsie. Chociaż początkowo przez jego myśli przeszła nawet idea wydania całej maskarady i opowiedzenia o wszystkim ludziom, którzy są na miejscu. To było jednak zbyt ryzykowne, przynajmniej w tym momencie. Zresztą może faktycznie uda im się coś zarobić, liczył tylko że nikomu nie stanie się krzywda.
-Jeśli nie jesteśmy tutaj jako przedstawiciele korporacji, za których się podajemy, to w jakim celu tu przybliśmy? - Zapytał Gyorga. Niezależnie od tego jaka była odpowiedź, zaraz po tym udał się z powrotem do holu głównego, gdzie wcześniej rozmawiali z badaczami i ich przedstawicielami. Po drodze wciągnął trochę soli z pojemnika, stres nasilał jego nałóg. Była to też dla niego nowa sytuacja, ale starał się zachowywać na tyle naturalnie na ile to możliwe.
Przyglądał się wszystkiemu co było warte uwagi w holu głównym, powoli też zbliżał się do wejścia do niższej komnaty, jednak nie pozwolono im tam jeszcze wchodzić, więc trzymał się tego zakazu.
Image
Awatar użytkownika
Zordon
Gracz
 
Posty: 8
Rejestracja: 21 Lis 2017, o 17:57

Re: [Vinsoth] Wykopaliska

Postprzez Mistrz Gry » 7 Gru 2017, o 16:26

- W jakim celu? Co ty, ogłuchłeś jak cię zatrudnialiśmy? - Gyrog zdawał się wybitnie zdziwiony pytaniem. Najwyraźniej liczył, że wszystko już sobie wyjaśnili - Jesteśmy tu żeby zgarnąć, co się da ze sprzętu i cennych rzeczy. Miało tu nikogo nie być. Są, ale najwyraźniej uważają nas za swoich i będziemy ich udawać dopóki nie załadują nam statku tymi swoimi skarbami.
Szef ekipy prychnął na odchodne, każąc jeszcze Zordonowi zachowywać się tak, żeby ich nie nakryli. Po tym arcona wyszedł z pokładu statku, kierując się ponownie do wnętrza góry, by zbadać teren wykopalisk.
Monumentalna budowla wybudowana wewnątrz sprawiała niemal przytłaczające wrażenie. Trudno było ocenić, czy ktoś wykorzystał naturlane jaskinie, czy całą tą przestrzeń wydrążył. Pewnym było, że samo dostarczenie kamienia, którym wyłożono ściany i który tworzył kolumny, musiało wymagać ogromu prac. Świątynia była stara, miała na pewno kilka tysięcy standardowych lat. Na ścianach pełno było hieroglifów przedstawiającyvh najróżniejsze sceny, wśród których bardzo często pojawiała się postać odziano w coś na kształt czarnego płaszcza. Zazwyczaj dumnie i z wyższością soglądał na zebrany pod nią tłum istot, które musiały być wiernymi lub sługami.
Kiedy Zordon wszedł nikt nie zwrócił na niego specjalnej uwagi. Kilku robotników po lewej układało właśnie pozamykane skrzynie pod ścianą po lewej. Po prawej zaś majaczył tunel na niższy poziom, ten, na którym ponoć prace już się zakończyły. Nieco dalej po prawej było kolejne zejście, te, od którego mieli trzymać się z dala i nie przeszkadzać archeologom. Zordon jednak nie mógł odwrócić od niego wzroku, jakby jakaś niewidzialna siła go przyciągała.
- Czy mogę w czym* pomóc?
Kobieta, która witała ich na lądowisku, stała tuż przy nim. Dopiero teraz zobaczył, że stoi niemal przy wylocie tunelu, wpatrując się w jego głębię, oświetloną jedynie lampami.
- Może oprowadzić pana po stanowiskach? Pokazać, co udało się już nam skatalogować? - powiedziała z uśmiechem.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Wykopaliska

Postprzez Zordon » 10 Gru 2017, o 14:16

Odpowiedź jaką usłyszał Zordon nie była tą, jakiej się spodziewał. Jego kompani chcieli po prostu zrobić jeden wielki przekręt. Może i był on średniej jakości biznesmenem, może i nie miał nic przeciwko lewym interesom, ale to podchodziło mu już bardziej pod gangsterskie zagrania, zwykły napad z blasterem w ręku.
Nie chciał wdawać się w dalsze dyskusje z ich "przywódcą", toteż wyruszył do jaskini. Jego uwagę przykuły hieroglify. Szukał w nich jakiegoś schematu, a pewnym rodzajem powtarzalnego wzorca była postać w czarnych szatach pod którą stał tłum istot. Było to pewnie jakieś przedstawienie starych struktur społecznych żyjącej tu niegdyś cywilizacji. Nie wiele mu to mówiło, również nie wiele go to interesowało.
Prowizoryczną analizę okolicy przerwała mu kobieta, która przywitała ich na lądowisku. Zaproponowała, że oprowadzi go po stanowiskach.
-Z miłą chęcią rzucę okiem na to, co udało wam się zebrać. - Odpowiedział i ruszył zobaczyć, co tam wykopali.
-Jestem tutaj bardziej jako inżynier pokładowy, zajmuje się kwestiami technicznymi. Oczywiście miałem okazje pracować przy wykopaliskach, ale głównie badałem znaleziskach technologiczne, z artefaktami kulturowymi nie mam obycia, chociaż warto poszerzać swoje horyzonty. - Ostrożnie dobierał słowa, nie chciał wzbudzać podejrzeń. W głowie jednak wciąż bił się z myślami. Czuł że jeśli poinformuje ekipę badawczą o wszystkim to sprowadzi na siebie poważne zagrożenie, z drugiej strony pchało go do tego poczucie pewnego rodzaju moralności i własnego systemu wartości.
-Jeśli mogę spytać, czy wiecie co możecie znaleźć w komnacie, do której zabroniono nam aktualnie wchodzić? - Pytanie było wywołane czystą ciekawością, jednak odpowiedź mogła rzucić trochę światła na inne zagadnienia.
Image
Awatar użytkownika
Zordon
Gracz
 
Posty: 8
Rejestracja: 21 Lis 2017, o 17:57

Re: [Vinsoth] Wykopaliska

Postprzez Mistrz Gry » 10 Gru 2017, o 21:06

- To ciekawe pytanie panie...? - asystentka profesora poczekała chwile, az się przedstawi, po czym kontynuowała - Spodziewamy się jakiegoś typu komnaty grobowej, a jak wiadomo, w takich miejscach zwykle gromadzono największe skarby. Nie jest to jednak do końca pewne. Widzi pan, to miejsce, ta świątynia jest dość specyficzna. Pierwszy korytarz, który prowadzi także w dół, ale który już w znacznej mierze sprawdziliśmy, zawierała pomieszczenia o przeznaczeniu zgoła odmiennym dla tego typu miejsc. Laboratorium, kilka archiwów, warsztat. Powiem szczerze, że nie tego się spodziewaliśmy. Szczególnie to, co znaleźliśmy w warsztacie, pana jako technika, może bardziej zainteresować niż reszta znalezisk.
Przez cały czas, kiedy mówiła, jej głos był płynny i przyjemny dla ucha. Zordon jednak miał wrażenie, że była jakby... nieobecna? Wyglądała, jakby musiała zastanowić się nad każdym zdaniem i ruchem, jak osoba, która tyle godzin jest już na nogach, że zaczyna wolniej myśleć.
- Ale może pana oprowadzę i pokażę nasze znaleziska. Zaczniemy od tej strony - stwierdziła.
Poprowadziła go na drugi koniec sali, który do tej pory niknął w mroku. Cała komnata była na tyle wielka, że nawet mimo dobrego oświetlenia z wielu lamp, sufit i odleglejsze części sali niknęły w ciemnościach. Po drodze mijali rzędy skrzyń i przedmiotów, wyczyszczonych, poukładanych i opisanych. Sądząc po ich ilości, rzeczywiście prace przy wykopaliskach mogły być długie i skomplikowane. Kiedy dotarli do końca sali, ich oczom ukazał się prosty, masywny tron, wyrzeźbiony z czarnego granitu, mocno kontrastującego z otaczającym go jasnym budulcem komnaty. Za nim, na ścianie, widniało wielkie dobrze zachowane malowidło, przedstawiające obrady jakiejś grupki osób. Dziesięć zakapturzonych postaci, względnie humanoidalnych, siedziało przy stole i pochylało się nad świecącą kulą. Poza nią na obrazie panował półmrok.

- Niesamowity przykład lokalnych wierzeń - odezwał się na ich widok profesor, który stał teraz nieopodal tronu - Sądzimy, że powstał tuż po samej świątyni, chociaż nie wiemy, kto jest jego autorem. Być może jakaś wymarła lokalna rasa, albo specyficzna grupa obecnych na tej planecie chevin.
- Myślę, że naszego gościa bardziej interesują techniczne artefakty znalezione w warsztacie, profesorze -uśmiechnęła się udawanie do niego i poprowadziła go dalej.
Pokazała mu wejścia do dwóch tuneli. Jeden z nich był tym zakazanym i jak na razie nie zagłębiali się w tamtą część kompleksu. Drugi natomiast, bliżej wejścia, miał prowadzić na niższe, zbadane już, poziomy. U wylotu widać było pociągnięte kable energetyczne i ślady po licznych wędrówkach w głąb tunelu. Przy wylocie tunelu, w rogu komnaty piętrzył się natomiast stos skrzyń, z których część była otwarta i ukazywała najróżniejsze urządzenia. Były one stare, jednak znajomość techniki Zordona pozwalała mu ocenić, że mimo różnicy wieku, na pierwszy rzut oka nie służyły do żadnych "zwyczajnych" czynności. Nie potrafiłby dokładnie ocenić, czemu miały służyć. Wydawały się drogim, specjalistycznym sprzętem, który choć stary, mógł być nadal sprawny, a jego części nadal były elementami niezbędnymi dzisiaj w różnych urządzeniach. Nie przypominały jednak niczego, co mogłoby się znajdować w typowym warsztacie.
- Jeśli pan chce, może się chwilę bliżej przyjrzeć, ale nią mamy już dzisiaj zbyt wiele czasu przed zachodem gwiazdy. Jeśli załadunek towarów na statek będzie się przedłużał, moze pan tu wrócić i obejrzeć wszystko dokładnie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5206
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Vinsoth] Wykopaliska

Postprzez Zordon » 12 Gru 2017, o 17:24

-Zordon, Zordon Flaukhman. - Przedstawił się krótko i subtelnie, po czym wysłuchał uważnie tego co kobieta ma do powiedzenia. W międzyczasie przyglądał się wszystkiemu co było dookoła. Chociaż to nie jego "działka" to mógł rozpoznać stare przedmioty, relikty upadłych kultur, opisane i posegregowane. Zastanawiał się ile mogą być wartę oraz ile pracy musieli poświęcić aby je wydobyć.
Malowidło kilku postaci obradujących przy świecącej kuli. Było to dość ciekawe, chociaż nie miał jakiejkolwiek wiedzy historycznej by móc powiedzieć coś więcej. Pomyślał, że to może jakiś kult technologi, ciężko było to stwierdzić.
Każdy kolejny krok, każde wypowiedziane przez kobietę zdanie, czy napotkany artefakt, posuwał go do prostego wniosku. Musiał działać, musiał podjąć decyzje. Wiedział ile ryzykuje, ale tym razem kalkulacja zysku, starty i ryzyka musiała iść na drugi plan.
Kiedy kobieta zaprowadziła go do miejsca, w którym składowali artefakty bardziej technologiczne, niżeli kulturowe, poświęcił moment aby przyjrzeć im się z bliska. Rozpoznawał niektóre elementy, ale to po prostu kwestia uniwersalnych schematów jakie przeplatają się przez kolejne epoki w kwestiach technologicznych. Nie było tutaj technologi którą mógł rozpoznać.
-Co do załadunku... - Zaczął dość poważnym tonem, gdy kobieta wspomniała o transporcie ładunku na statek.
-Wprowadzono was w błąd tak samo jak mnie. Ludzie na statku nie są członkami korporacji tylko zwykłymi złodziejami. Zwerbowali mnie niedługo przed przybyciem tutaj, ale zorientowałem się dopiero po wylądowaniu. Wykorzystali fakt waszego braku łączności z Taris aby ciągnąc swoją grę. - Wyłożył wszystkie karty na stół i czekał na to, co powie kobieta.
Image
Awatar użytkownika
Zordon
Gracz
 
Posty: 8
Rejestracja: 21 Lis 2017, o 17:57


Wróć do Zewnętrzne Rubieże