Content

Środkowe Rubieże

[Naboo] Zaginiona dziewczyna

Image

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Mistrz Gry » 18 Lis 2018, o 01:23

Gdy tylko Rabahtli podała Astadowi wodę, usłyszała jego zarzuty morderstwa przez Alerę.
- To oni zaatakowali! - powiedziała obronnie Rabahtli - Gdyby nie walczyła, to... już byłabym martwa. - do tej ostatniej części obniżyła już ton głosu, ale zaraz wróciła do wyraźnej obrony przed zarzutem Astada - Nie karali by jej za obronę!
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6582
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Astad Bat'rai » 19 Lis 2018, o 18:07

O, słodka naiwności, pomyślał Astad. To już nie na moje nerwy...
Wziął od niej szklankę i wskazał nią rozmówczynię, żeby zaskarbić sobie jej uwagę i podkreślić wagę swoich słów, które zaraz wypowiedział:
– Rabahtli, posłuchaj – starał się mówić jak najbardziej spokojnie. – Najprawdopodobniej z Alerą wcale nie jest dobrze. Zanim będziesz panikować, posłuchaj. – Wziął mały łyk ze szklanki i odstawił ją na najbliższy blat. – W najlepszym razie wzięli ją, żeby pomogła wojsku, może nawet wcielili ją do armii. W najgorszym: już nie żyje. A nawet, jeśli żyje, nie chciałabyś wiedzieć, co może się z nią dziać. Tak czy inaczej, to wszystko jedno wielkie osik. Myślisz, że chociaż połowa z tego, co mówią w mediach o armii Imperium jest prawdziwe? – uniósł jedną brew. Rabahtli zmarszczyła brwi, ale zanim zdążyła odpowiedzieć, kontynuował: – Otóż nawet połowa połowy nie jest. Aleraa nie mogła trafić w wiele gorszych miejsc, niż wojsko. Rabahtli, teraz zastanów się bardzo uważnie i powiedz mi wszystko, co wiesz na ten temat. Wszystko, co mogłoby mi pomóc dowiedzieć się, gdzie, w którą stronę, mogła udać się Aleraa. Tylko o to cię proszę, Rabahtli – patrzył jej prosto w oczy.
Shab, sprawa nie wyglądała ciekawie. Wcale, a wcale. Armia Imperialna nigdy nie była ciekawym zagadnieniem. Co najwyżej niebezpiecznie odrażającym. Ale cóż, z odrobiną szczęścia powinno mu się udać znaleźć Alerę, a po drodze może trafią się jakieś pojedyncze, małe zlecenia. I tak od ostatniego dużego zlecenia nie miał za wiele do roboty, więc akurat w tej chwili mógł się zająć tym, czym chciał.
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 63
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Mistrz Gry » 5 Gru 2018, o 18:14

Sposób w jakia Rabathli popatrzyła na Astada gdy ten zaczął mówić o mediach imperialnych i armii w zaskakująco dobry sposób wyrażał "Naprawdę trafiłam na jakiegoś zwolennika teorii spiskowych? Może jeszcze mi teraz powie, że Bastion był ustawiony przez Imperium, a Wojny Klonów były jakimś spiskiem który miał pozwolić Imperium przejąć władzę". No cóż, pewnie nie było by to takie oczywiste, ale Astad kojarzył dzięki Alerze jakie (mniej więcej) emocje przekazywały różne ruchy lekku. Te u Twi'lekanek na szczęście działały podobnie jak u Togrutanek.
Mimo tej reakcji, najwyraźniej postanowiła odpowiedzieć na prośbę o informacje Astada.
- No, cóż... Na początku próbowałam się dowiedzieć, gdzie jest... Od koleżanki, która pracuje jako sekretarka w porcie kosmicznym, dowiedziałam się o kilku statkach, którymi mogła polecieć. Najpewniej trafiła do Dee'ja Peak, albo od razu do bazy wojskowej na terenie Krainy Jezior, ale raczej po tym co mi powiedziano, ostatecznie pewnie trafiła poza planetę, więc raczej po prostu zabrali ją do miasta i stamtąd udała się gdziekolwiek Imperium może szkolić ludzi... Gdybym ją znalazła, mogła bym pewnie wpędzić ją w jakieś kłopoty. Skoro nie pozwalają jej korzystać z komunikatora, to raczej jest to coś choć trochę tajnego, nie?
Kiedy Rabathli powiedziała o bazie wojskowej na terenie Krainy Jezior, Astadowi od razu coś się skojarzyło. Może nie znał się świetnie na Naboo, ale był ostrożny i przed przyleceniem tu poczytał trochę o planecie. Kojarzył więc też część z większych i ważniejszych obiektów Imperium na planecie. W tym wspomnianą bazę, która poza funkcją wojskową miała służyć także za więzienie. Nie mógł być pewien, czy Twi'lekanka nie zauważyła czegoś co można naprawdę łatwo znaleźć w publicznie dostępnych materiałach o tym miejscu, czy może była tak naiwna, że z góry założyła, że Aleraa trafiła do tej części z koszarami, a nie tej z celami.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6582
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Astad Bat'rai » 17 Sty 2019, o 15:25

– Dziękuję Rabahtli, Aleraa z pewnością ucieszyłaby się, że mi to wszystko powiedziałaś – powiedział Mandalorianin po chwili. – Dzięki.
Musiał poważnie zastanowić się, od czego zacząć. Pewnie wypyta kogoś, kto mógłby wiedzieć coś o lokatorach bazy, zarówno o personelu, jak i więźniach... Trzeba będzie kogoś takiego znaleźć. Nie mógł się również zbytnio rzucać w oczy, ten oficer policji z pewnością o nim pamiętał, i pamiętać będzie przez długi czas. Nie można dawać mu kolejnego pretekstu do... czego tam shabla Imperium potrafi robić wszystkim istotom rozumnym.
Rabahtli siedziała w milczeniu. Domyślał się, że krępuje ją jego obecność po tym, jak zadawał takie dziwaczne z jej perspektywy pytania. Westchnął cicho.
– Dziękuję za wodę i gościnę. – Wychylił resztę wody ze szklanki i odstawił ją na kuchenny blat. – Będę się zbierał.
Twi'lekanka podniosła się, by odprowadzić go do drzwi.
– Na pewno jest cała i zdrowa, to bardzo wytrzymała dziewczyna. – Chyba starała się uspokoić Astada, bo siebie nie miała po co – i tak była pewna, że z jej przyjaciółką wszystko dobrze. – Jak ją już znajdziesz, dajcie mi znać, mogłabym z nią zamienić parę słów.
– Jasne. K'oyacyi, Rabahtli. – Kiwnął jej głową na pożegnanie i wyszedł z mieszkania.
Zamierzał udać się prosto do swojego statku, a potem w okolice Krainy Jezior. Trzeba będzie zbadać pewną bazę...
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 63
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Mistrz Gry » 20 Sty 2019, o 19:43

Droga do frachtowca nie była długa, lądowisko znajdowało się niedaleko. Czasu wystarczyło mu w zupełności by zorientować się, że ma ogon. Jakiś niewielki humanoid został dwukrotnie wykryty przez sensory hełmu. Raz na godzinie siódmej a chwilę później na ósmej. Oczywiście mógł to być przypadek, z drugiej jednak strony...

Maszyna stała na lądowisku, wokół nie było niczego podejrzanego. Żadnych skrzyń, droidów, pakunków. czysty plac ze stojącym na środku frachtowcem. Z pewnością nikt nie zdołałby się na nim ukryć. Mężczyzna przeskanował otoczenie, ogona nigdzie nie było, może faktycznie mu się zdawało. Tak czy inaczej nie było sensu siedzieć i czekać. Uruchomienie Taab'echaaj'la zajęło kilka minut, dziób maszyny obrócił się w kierunku krainy jezior. Jeżeli imperium przetrzymuje Aleerę to najpewniej tam. Silniki zawyły a frachtowiec z wrodzoną sobie gracja spasionego sępa zaczął oddalać się od miasta.

- Wystartował,kieruje się na 342. Sam.
Postać odziana w płaszcz przekazała raport o samotnym mandalorianinie który najwyraźniej przypadkiem znalazł się na planecie zaledwie kilka dni po wielkiej bitwie z Eskadrą Thara Skiraty. Może był to przypadek, a może akcja ratunkowa? Jego frachtowiec z pewnością mógłby ewakuować rozbitków z księżyca. Póki co nic nie wskazywało na wrogie zamiary mężczyzny.
- Zrozumiałem, przekazuję dalej.
- Bez odbioru.

Centrum dowodzenia było jak zwykle pełne gwaru i licznych świateł. Po ostatniej bitwie, Imperium lizało rany. Bolesne rany. Przeszło połowa sił uderzeniowych planety poległa w walce z buntownikami. Pozostali niespecjalnie miło wspominali Mandalorian.
- Zestrzelmy go prewencyjnie.
- A jeśli jest niewinny. Pomógł zażegnać bójkę w barze.
- Będzie nam przykro.
- Sir?
- Zestrzelić frachtowiec, upewnijcie się że nigdzie nie poleci.
- Tak jest.

Dwójka przechwytująca wystartowała w mniej niż minutę. TIE gnały z charakterystycznym wizgiem, ich piloci byli jednymi ze szczęśliwców którzy nie brali udziału w walce nad księżycem. Teraz mieli szansę łatwo wykazać się zestrzeleniem niemal bezbronnego celu.

Alarm na mostku wskazał dwa szybko zbliżające się cele. Podniesienie osłon było dobrym rozwiązaniem gdyż chwilę po tym w deflektory uderzyły pierwsze wiązki energii. Nad kokpitem przemknęła para TIE, rozwiewając jakiekolwiek nadzieje na ucieczkę. Może i nie były to najzwrotniejsze myśliwce atmosferyczne lecz z pewnością najszybsze. Astad musiał coś wymyślić i to szybko. W tej sytuacji tarcze nie wytrzymają zbyt długo, nawet jeśli goście nie są asami pilotażu. W końcu jeszcze go nie zestrzelili.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6582
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Astad Bat'rai » 20 Sty 2019, o 22:12

Shab! Chakaare! – warknął Astad, kiedy okazało się, że myśliwce faktycznie bez żadnego ostrzeżenia go ostrzelały. O czym to ja dzisiaj myślałem, jeśli chodzi o możliwości Imperium? – pomyślał. Zapiął pasy i zawołał: – R-7!
Astromech podjechał do slotu i wpiął się swoim manipulatorem. Droid był co prawda przeznaczony do obsługi głównie E-wingów, które de facto nie były już używane w Galaktyce na skalę masową od wielu lat, ale zawsze choć trochę usprawniał działanie działek i osłon, w porównaniu do fabrycznych możliwości frachtowca. To "trochę" często mogło decydować o życiu lub śmierci. Poza tym z R-7 wiązała się pewna historia i to chyba dlatego Astad nie wymienił go na jakiś lepiej przystosowany do frachtowców model droida.
Oba TIE robiły nawrót, by zaatakować ponownie. Zajmie im to kilka sekund. Astadowi na namysł wystarczyły cztery. Na ucieczkę poza pole grawitacyjne planety nie było szans, z oczywistej różnicy w prędkościach między Questorem a myśliwcami Imperium. Poza tym nie skończył jeszcze swojego zadania na tej planecie. Nie zamierzał jednak również tracić swojego statku. Statku, który posiadał od ponad dwudziestu lat. To prowadziło do jednej możliwej decyzji: ostrzelania się i ukrycia gdzieś na planecie. Cóż, mimo wszelkich wątpliwości na temat prawdopodobieństwa powodzenia tego rozwiązania, na pewno było ono pewniejsze niż ucieczka przed dwoma myśliwcami gwiezdnymi przez kilka tysięcy kilometrów w górę, do granicy pola grawitacyjnego Naboo.
Oba TIE już brały go ponownie na cel. Wyczekał do ostatniej sekundy, aby zrównoważyć zwrotność myśliwców i mocno ciągnąc za ster, krzyknął do R-7:
– Zwrot przez bakburtę!
Astada wgniotło w fotel, a siatka bezpieczeństwa zatrzeszczała, kiedy frachtowiec nagle skierował się w lewo i w dół, w celu uniknięcia ponownego ostrzału. Okrzyk oczywiście nie był w ogóle potrzebny, ale w sytuacjach kryzysowych Mandalorianin zawsze rozmawiał z R-7, mimo że niemal nigdy nie ku temu żadnego technicznego powodu. To pozwalało mu skupić myśli.
Manewr oczywiście nie wystarczył, aby zupełnie uchronić się przed atakiem TIE. Mężczyzna poczuł wstrząs, a na ekranie konsoli sterującej pojawiły się raporty, że Taab'echaaj'la dostała ponownie, tym razem w górną powłokę kadłuba i w tył. Energia osłon szybko się zmniejszała. Astad wiedział, że jeśli się wyczerpie, pojedyncza seria z myśliwca w najlepszym przypadku uniemożliwi mu odlot z planety. W najgorszym...
– Kandosii! – mruknął gniewnie.
Nie poczuł się jednak ani przez chwilę bezbronny, choć bardzo nie lubił walki w kosmosie czy w powietrzu i nie był żadnym asem pilotażu, takim jak w holofilmach. Był zwyczajnym mandaloriańskim najemnikiem, a ci Imperialcy zaczynali działać mu na nerwy. Postarał się ustawić frachtowiec pod kątem, bakburtą w dół, tak aby przynajmniej jeden TIE dostał się w zasięg jego automatycznego działka w dolnej części sterburty.
– R-7, kiedy tylko wejdą w zasięg prawego działka jonowego, otworzyć ogień – powiedział szybko. Tym razem wypowiedź była w pełni potrzebna i konkretna. – Pora pozbyć się di'kute, potem gdzieś się przyczajamy.
To mówiąc, przekierował większą część mocy osłon na tę stronę kadłuba, z której właśnie nadlatywał drugi TIE. Plan był prosty – uchronić się wzmocnionymi osłonami od ataku jednego z TIE, a drugiego ostrzelać. Tak, aby zestrzelić go na dobre.
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 63
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Mistrz Gry » 3 Lut 2019, o 15:31

Seria karmazynowych boltów rozjarzyła osłony szkarłatem. Kompensatory wyły skarżąc się na nadmierne przeciążenia lecz tarcze nie puściły. Para TIE w ułamku sekundki przemknęły nad frachtowcem powoli zawracając i starając się zająć pozycję do drugiego ataku. Nie darmo nazywano te maszyny mistrzami prostej. Ociężały frachtowiec najwyraźniej postanowił się odgryźć. Z działek jonowych pomknęła salwa pocisków, delikatnie tylko zawadzając o jeden z odchodzących myśliwców.
<skrr> Jonówka ARGH! tracę kontrolę, systemy się resetują, żeby to... AAAAAAAaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa <skrr>
Imperialna maszyna zaczęła wytracać prędkość a jej trajektoria z prostej zmieniła się na szaleńczy korkociąg latającej nieaerodynamicznej bryły. TIE zaczął koziołkować z dużą szybkością zbliżając się do powierzchni planety. Nie miał daleko. Pilot nie zdążył zrestartować systemów i maszyna rozbiła się kilkanaście kilometrów dalej wysyłając w górę słup dymu.

Frachtowiec a raczej jego pilot odniósł niewielkie zwycięstwo. W powietrzu został jeszcze jeden przeciwnik. Myśliwiec nie kwapił się do kolejnej beztroskiej szarży. Skoro przeciwnik był uzbrojony i niebezpieczny lepiej będzie poczekać na wsparcie. TIE zajął pozycję wysoko nad maszyną Astada. Z racji przewagi prędkości musiał zataczać olbrzymie koła obserwując powoli przemieszczającą się pod nim niedoszłą ofiarę.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6582
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Astad Bat'rai » 26 Lut 2019, o 20:42

– Dobra nasza – mruknął zadowolony Astad i zaraz nieco zmniejszył prędkość. Sensory pokazywały, że myśliwiec wroga cały czas okrąża przestrzeń powietrzną nad Taab'echaaj'la, najpiewniej czekając na posiłki bądź zbierając odwagę, by zaatakować frachtowiec w pojedynkę.
– Mawiają, co prawda – powiedział zamyślony nad dalszym działaniem Astad na wpół do siebie, na wpół do R-7 – że TIE są dużo gorsze w atmosferze niż w przestrzeni... Ale w takich sytuacjach nie czuję żadnej, shabla, różnicy!
Nie to, żeby Astad w całym swoim życiu miał wiele takich sytuacji – najwyżej trzy, może cztery. Wiedział, że musi działać szybko, bo z pobliskiej bazy z pewnością startuje co najmniej kolejna dwójka, a jego już i tak osłabione tarcze nie wytrzymają ataku z trzech stron. Co robić, co robić...
Zerknął na sensory otoczenia. Z pewnością nie zdoła na szybko znaleźć jakiejkolwiek kryjówki. Cóż... Trzeba będzie go zestrzelić, potem czegoś poszukać. Tylko jak? Pilot wciąż robił okrążenia, Astad nie mógł być pewny, kiedy następny raz zaatakuje. Kiedy zaatakuje... Właśnie, może lepiej nie atakować go bezpośrednio, bo do tego jest z pewnością przygotowany? Tak, lepiej udać ucieczkę i zaatakować w najmniej spodziewanym przez niego momencie.
– R-7, będziemy go mylić, trzeba zastosować jakąś dywersję... – rzucił do droida i dostrzegł na sensorach przybliżający się szybko jeden z małych lasów, przecinających pagórkowaty teren. Znajdował się około dwudziestu kilometrów dalej. Dywersja... Tak, to chyba dobry pomysł. Najemnik zwiększył pułap o pół kilometra, żeby mieć lepsze warunki do strzału.
Zamierzał wystrzelić pięć razy w powierzchnię lasu z przedniego działka laserowego, jednocześnie zniżając lot, a kiedy w powietrze wzbiją się ogień, pył i drewniane odłamki, przelecieć prosto przez nie, sprawiając wrażenie, że chce uciec bądź się ukryć. Dalsze działanie polegało na reakcji imperialnego, ale ogólnie polegało na skręcie i zawróceniu przez bakburtę, tak, aby działko jonowe na wszelki wypadek skierowane było przy pochyleniu w górę, oraz skierowaniu się prosto na wrogi myśliwiec, w celu zestrzelenia go z działka laserowego. Jeśli przeciwnikowi udałoby się wyminąć Taab'echaaj'la, pozostało staranie, by zestrzelić go z bocznego działka jonowego.
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 63
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Mistrz Gry » 24 Mar 2019, o 21:28

Manewr zadziałał wybornie, zwabiony TIE pomknął z góry z pełną prędkością dokładając z działek tyle energii ile tylko był w stanie wykrzesać mały generator. Mandalorianin zakończył przechył niemal idealnie celując w lecący na niego myśliwiec. Jonówka wystrzeliła trafiając niewielką maszynę zamieniając ją w bezradny gnający z wielką prędkością pocisk. Tego plan nie zakładał. Frachtowiec zwijał się w ciasnym skręcie, Astad robił co mógł ale nie mógł zbyt wiele Tie wyrżnął bokiem w burtę maszyny tracąc swoją baterię słoneczną przy akompaniamencie straszliwego zgrzytu i eksplodował. Grad odłamków zagrzechotał o pancerz frachtowca. Tu i ówdzie na konsoli pokazały się czerwone światełka alarmów. Prawy silnik zakrztusił się i zasygnalizował spadek mocy. Prawy zasobnik zasygnalizował chęć odłączenia się i zdecydowany sprzeciw dla takiego traktowania. Pilot spełnił prośbę zyskując kilkadziesiąt metrów wysokości i dodatkowe sekundy lotu.
Maszyna musiała błyskawicznie wylądować a w okolicy jak na złość znajdowała się masa drzew i bagien. Lasek do którego leciał oznaczał skraj krainy jezior. Tu i ówdzie znajdowały się niewielkie polanki, lub bagna, w chwili obecnej pilot nie miał zbyt wiele czasu na wybieranie miejsca lądowania. Z silnika zaczął się wydobywać dym zaś za nim płonął całkiem spory kawałek lasu. Maszyna sypała drobnymi częściami i leciała głównie dlatego, że była równie uparta jak jej właściciel. Nie sposób jednak było na dłuższą metę oszukiwać grawitacji.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6582
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Astad Bat'rai » 26 Mar 2019, o 21:26

Astad pociągnął mocno za ster.
R7! Znajdź mi szybko jakieś miejsce pod lądowanie! – krzyknął. – Będę chyba potrzebował asysty!
To była chwila, kiedy Astad najbardziej żałował, że ma na statku tylko R7.
– Jeśli statek to przeżyje, załatwiam ci kolegę! Dość tego... – dodał, zajęty utrzymywaniem Taab'echaaj'la w jako takiej pozycji. Coraz więcej kontrolek zapalało się, jarząc jaskrawymi światełkami. Coraz więcej obszarów na obrazie przekroju statku, wyświetlonym na ekranie panelu sterowniczego przed Astadem, zamieniało się w mrygające na czerwono wielokąty.
– Że też... – mruczał do siebie najemnik, bez reszty skupiony na ratowaniu swojego bezcennego frachtowca. – Tylko do E-Wingów... Shabla kandosii!
Nagle R7 wyświetlił Mandalorianinowi na ekranie panelu sterowniczego kilka parametrów i krótki opis proponowanego miejsca lądowania, poparłszy to serią krótkich pisków. Mężczyźnie zdawało się, że chodziło o jakąś małą, bagnistą polankę. Nie mógł się dostatecznie skupić, aby dostrzec konkrety.
– Dobra, lądujemy tam, ale możliwie najbliżej jakiegoś lasu, R7! – rozkazał. – Jeśli ta staruszka to przetrwa, a potem i tak utopi się w bagnie, to pamiętaj, że ty razem z nią!
Nie sądził jednak, żeby mogli zdobyć się na coś lepszego, niż postawienie Taab'echaaj'la tak, by nie dachować. Miał nadzieję, że się uda.

Trafiłem 1...
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 63
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Mistrz Gry » 24 Kwi 2019, o 20:08

Polanka była bardzo płaska, zdecydowanie za płaska. Szarpniecie sterów niewiele dało, może gdyby był lepszym pilotem udałoby mu się nie wylądować w niewielkim porośniętym rzęsą jeziorku. Frachtowiec uderzył w wodę i mimo walki pilota szybko zaczął tonąć, uszkodzona ładownia nabrała wody bardzo, bardzo szybko. Pilot wyłączył silniki jak tylko woda zaczęła do nich sięgać. Pozbawiona mocy maszyna została pochłonięta przez fale. Astad przez kokpit widział bulgocącą i zamykającą się nad nim wodną taflę. Nie był to najprzyjemniejszy widok w życiu, nie był także najgorszy z pewnością zajmował mocne miejsce w pierwszej dziesiątce. Tafla jeziora uspokoiła się skrywając pod sobą uszkodzoną jednostkę wraz z jej właścicielem a dywan z roślinności wracał na swoje miejsce pokrywając powierzchnię wody. Mandalorianin spoglądał w górę widząc wyraźnie promienie słońca docierające do frachtowca. Nie mógł być głębiej niż kilka metrów pod wodą. Przynajmniej udało mu się ukryć maszynę przed imperialnym pościgiem.

Kroki mężczyzny rozbrzmiewały w pustym korytarzu. Echo potęgowało poczucie samotności. Oprócz obu ładowni kadłub zachował pełną szczelność i nie przepuszczał wody. Niestety pozostałe wiadomości nie były tak dobre, Frachtowiec nie będzie w stanie uruchomić pod wodą silników a zatem nie ma mowy o samodzielnym wydostaniu się z pułapki. Generatory co prawda działały, lecz spędzenie całego życia na dnie jeziorka nie należało do priorytetów niestarego przecież mężczyzny.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6582
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Astad Bat'rai » 1 Maj 2019, o 21:57

Astad szedł korytarzem w stronę zbrojowni. Hełm kołysał mu się u boku, przypięty do pasa. R7 został w kokpicie, bo Mandalorianin kazał mu przypilnować statku i utrzymywać stałą łączność ze swoim komunikatorem, który schował bezpiecznie do zasobnika w pasie. Komunikator był oczywiście sprzężony z hełmem, żeby nie musieć go zdejmować w celu prowadzenia rozmowy.
Zadaniem R7 było zarządzać Taab'echaaj'la w czasie, kiedy Astad wyruszy na rekonesans. Oczywiście – najemnik nie był zachwycony utonięciem swojego drogiego statku, ale najważniejsze, że był on cały i nieuszkodzony, a odłączane zasobniki można dokupić. Trzeba było działać, natychmiast. Imperium niemal na pewno prowadziło nasłuch radiowy, więc nie było mowy o nadaniu sygnału S.O.S. Pozostawać na pokładzie też nie mógł ani nie chciał. Powinien więc poszukać wyjścia z sytuacji samodzielnie. Po drodze zboczył nieco z trasy i dotarł do najlepiej strzeżonego schowka na pokładzie. Wyjął z niego pamiątkę po Dinu i schował ją do najszerszego zasobnika w pasie, po czym ruszył dalej.
Kiedy dotarł do zbrojowni, wziął plecak, który był koniecznym elementem wielu polowań i załadował do niego po trzy zapasowe ogniwa do każdego pistoletu oraz cztery do karabinu, wszystkie trzy detonatory oraz dwie puste datakarty. Ponadto upewnił się, że przy pasku wciąż tkwi nieodłączny nóż i do lewego uda przymocował drugą kaburę na pistolet. Załadował wszystkie bronie. Do prawej kabury wcisnął WESTAR-a, do lewej DH-17, zarzucił plecak na plecy i założył hełm. Wziął do rąk EE-3 i plastnamiot, po czym wyszedł z pomieszczenia.
Idąc w stronę spiżarni ściszył dźwięki hełmu, aby nie słyszeć tak wyraźnie echa swoich kroków. Tak. Kiedy nie brał udziału w żadnej gwałtownej akcji ani nie przygotowywał się do żadnego zadania, samotność dokuczała kilkukrotnie dotkliwiej. Wywołał komunikatorem R7.
Beep beep bop beeeeeep? – zainteresował się droid.
– Nic, tylko sprawdzam, jak się miewasz... – Mando uśmiechnął się smutno pod nosem. – Pamiętaj: cisza w eterze! Kiedy odejdę na więcej niż pięćdziesiąt metrów, nie nadawaj nic do mnie i w ogóle nigdzie. Ale nasłuchuj wszystko i zewsząd. W razie ataku na statek możesz złamać te zasady. Jasne?
Astromech odpisknął coś o tym, że przecież Astad już mu to mówił, a Bat'rai, dotarłszy do spiżarni, zapakował sobie do plecaka racji polowych na dwa standardowe tygodnie. Jak dobrze, że był także aktywnym myśliwym. W innej sytuacji mógłby nie mieć ich tyle na stanie. Kiedy skończył, wrócił do kokpitu i zapatrzył się w wodę za głównym iluminatorem. Najwyżej kilka metrów...
Odłożył plecak, który ważył teraz kilka dobrych kilogramów, po czym szybkim, okrężnym ruchem przyczepił sobie EE-3 do uchwytu na plecach. Nie posiadał zbroi z beskaru, toteż ważyła ona razem nie więcej niż 15-20 kilogramów, a dodatkowo rozkładała się wygodnie na całe ciało, więc była niemal nieodczuwalna. Astad nie był mistrzem pływania ani nic z tych rzeczy, ale jednak Mandalorianie byli najczęściej tymi, którzy traktowali podstawy pływania jak coś równego bieganiu czy walce wręcz – każdy musiał to umieć. Wojownik zarzucił więc plecak na ramię i udał się w kierunku śluzy dokującej. Zatrzymał się jednak w pół kroku i obejrzał jeszcze raz na widok za iluminatorem. Przełączył wizjer na podczerwień. Nie chciał mieć żadnej niespodzianki. Po upewnieniu się, czy jakieś stworzenia znajdują się niebezpiecznie blisko statku, podjął wędrówkę w stronę rękawa dokującego.
Kiedy tam dotarł, oparł plecak o gródź. Przeszedł przez pierwsze drzwi. Później krótkim korytarzem i przez główną śluzę. Zabezpieczył ją, uszczelnił zbroję, ponownie przełączył wizjer na podczerwień i wyjrzał przez małe okienko zewnętrznej śluzy, szukając oznak niebezpieczeństwa. Nie wyłączając modułu podczerwieni, sięgnął do panelu sterującego śluzą. Wiedział, że nie musi uruchamiać odpowietrzania rękawa, w końcu nie był w przestrzeni, tylko pod wodą. Wiedział też, że woda nie powinna w jakikolwiek sposób zaszkodzić elektronice wewnątrz rękawa, odpornej przecież na wiele podobnych zagrożeń. Mgliście zdał sobie sprawę, że wreszcie ponownie odczuwa ten dreszczyk emocji przed akcją. No i super, kandosii.
Otworzył zewnętrzną śluzę i do rękawa natychmiast zaczęła lać się brudna woda zmieszana z mułem z dna, podniesionym przez upadającego Taab'echaaj'la. Po kilku sekundach Astad wciąż stał w rękawie, ale otoczony litrami wody, których miliony znajdowały się przed nim. Beskar'gam łagodnie ciągnął jego ciało w dół, przez co nie uniósł się niekontrolowanie. Nieustannie obserwował przestrzeń przed sobą, szukając oznak niebezpieczeństwa w paśmie podczerwieni. Na Naboo żyło mnóstwo groźnych stworów, a większość z nich właśnie pod powierzchnią wód. Chociaż, skoro to tylko małe jeziorko, to może nic mu nie grozi. Mandalorianin nie miał ze sobą żadnych dodatkowych zasobników z tlenem, wiedział więc, że zapasowego tlenu starczy maksymalnie na piętnaście minut, a raczej mniej. Nie zamierzał wcale spędzić tutaj więcej, toteż odbił się od podłoża i, cały czas obserwując przestrzeń dookoła w podczerwieni, stylem klasycznym, szerokimi i silnymi ruchami zaczął posuwać się w stronę powierzchni.
Był świadom, że zajmie mu to więcej czasu, niż gdyby zbroi na sobie nie miał, ale był cierpliwym człowiekiem. Zamierzał dotrzeć na powierzchnię, zabezpieczyć perymetr, spleść linę z lian i gałązek w lesie (shab, gdyby ją znowu kupił po tamtej akcji na Korelii... ale nie miał okazji), i zanurkować z powrotem, jeśli warunki otoczenia by mu na to pozwoliły. Później wystarczyło przywiązać linę do plecaka i plastnamiotu, wypłynąć na powierzchnię i wciągnąć fanty, samemu stojąc na ziemi.
Jeśli to wszystko się uda, co zrobi dalej? Zanim podjął się próby wypłynięcia, zastanowił się nad tym chwilę, siedząc w kokpicie. Wracać do miasta nie było w ogóle po co, bo raczej będą szukać go po drodze aż do tych okolic. W końcu zabił dwóch pilotów. Powrót do miasta był więc ostatecznością. Po sprawdzeniu mapy terenu w holonecie w komputerze pokładowym Astad zorientował się, że w okolicy znajdują się dwa opuszczone miejsca – jakiś pałacyk i niedaleko niego leżące domki mieszkalne. Obie lokacje leżały stosunkowo niedaleko bazy, do której zmierzał, zanim Imperium nie zdecydowało się go bez ostrzeżenia zestrzelić. Zdecydował udać się w okolice tamtych domków oraz pałacyku, aby ostrożnie przeszukać teren i może znaleźć coś lub kogoś, co pomoże mu w obecnej sytuacji. Jeśli nic tam nie wskóra, cóż... Pozostanie mu ostrożnie wrócić do miasta na piechotę... Bardzo daleka podróż, Astad miał nadzieję, że nie będzie do niej zmuszony.
Wiem, że w KP może być napisane, że mam DH-18, ale taki pistolet nie istnieje w świecie SW, musiałem się machnąć... Chodziło mi o DL-18, pistolet często używany przez łowców nagród. Także możnaby to zmienić...
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 63
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Mistrz Gry » 12 Maj 2019, o 22:13

Ociekając wodą i jakimś zielskiem z jeziora wynurzył się tajemniczy kształt który po niezbyt godnym wyjściu na ląd zaczął zrywać z siebie wodorosty i wszelki inny syf zebrany po drodze. Mandalorianin nie był najszczęśliwszą istotą na Naboo. Pozbierał się i wyruszył w kierunku pobliskich domków. Objuczony wyposażeniem nie mógł poruszać się zbyt szybko. Kondycję nadal miał całkiem niezłą więc pokonanie nieco ponad dwóch kilometrów dzielących go od domków nie było problemem. Problemem okazała się grupa uzbrojonych po zęby Gungan kręcących się między budynkami.
Ukryty w krzakach Astad naliczył koło trzydziestu celów. Nie widział żadnych pojazdów z wyjątkiem kilku wierzchowców znajdujących się nieco z boku i strzeżonych przez dwóch strażników. Gunganie wyglądali na rozluźnionych, nie rozstawali się jednak z bronią. A uzbrojenie mieli przeróżne, od tradycyjnych tarcz i pałek, przez oszczepy po nowoczesne blasterowe karabinki szturmowe, tych ostatnich było zdecydowanie za wiele jak na napotkanych na zadupiu tubylców. Coś nie grało w tym obrazku. Mimo to Mando się zastanawiał. Istniała spora szansa, że nie są miłośnikami imperium i znacznie mniejsza, że potrafią rozróżnić mandaloriański pancerz od imperialnego.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6582
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Astad Bat'rai » 30 Maj 2019, o 18:08

Co ci shabuire tutaj... – pomyślał Astad. Chwila chwila. Wiadomo, że Gunganie nie lubią się zbytnio z Imperium. Ale Mandalorianin był w stanie od razu zauważyć co najmniej kilka niewiadomych. Jeśli są rebeliantami, to skąd taka broń? Są jakimś pojedynczym klanem czy jednym z kilku oddziałów? Co tutaj robią? I rzeczywiście najważniejsze: Co zrobią na widok obcego gościa w ciemnej zbroi? Nawet, jeśli Astad zdjąłby hełm...
Leżąc w krzakach dał sobie kilka minut na namysł. Czy nagłe pojawienie się samotnego ludzkiego wojownika nie zaniepokoi Gungan? Na pewno zaniepokoi. Wręcz przerazi. A istoty przerażone to istoty agresywne. Skończyłoby się ogniem zaporowym z kilkunastu karabinków szturmowych. Wątpliwe szanse nawiązania przyjaznego kontaktu. Była jakaś alternatywa? No, teoretycznie mógłby spróbować obejść oddział i "nadejść" z bardziej oczekiwanego kierunku, to znaczy na przykład od pałacyku, ale to nie była decyzja na teraz. W tym momencie nie było absolutnie żadnego racjonalnego usprawiedliwienia dla decyzji natychmiastowego pokazania się miejscowym. Wobec czego należało ich obejść.
Wykorzystując zdobyte przez lata praktyki łowieckie umiejętności, Astad zaczął powoli, żmudnie, ale wytrwale czołgać się między krzakami, drzewami i kępkami brunatno-zielonej trawy. Wybierał taki kierunek, aby Gunganie z pewnością go nie zobaczyli, a zarazem najkrótszą możliwą trasę prowadzącą w ten sposób do tamtego "pałacyku". Zamierzał dotrzeć do budowli niedostrzeżony, rozejrzeć się tam i dopiero wówczas podjąć decyzję, co robić z bardzo intrygująco uzbrojonymi tubylcami.
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 63
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Re: [Naboo] Zaginiona dziewczyna

Postprzez Mistrz Gry » 30 Maj 2019, o 21:56

Tubylcy wyglądali na pewnych siebie, nie zachowywali wystarczającej czujności by wykryć mandalorianina. Mimo to dodatkowy trening nie zaszkodził mu. Obejście niewielkiego zgrupowania dało kolejną wiedzę o terenie na którym przyszło mu działać. Kilka imperialnych hełmów leżących na stercie dało mu do myślenia. Tubylcy mieli na pieńku z Imperium, być może ta wiedza okaże się przydatna. Gdy tylko znalazł się w bezpiecznej odległości od domków, ruszył w stronę pałacyku.

Sporych rozmiarów budynek z daleka wyglądał na opuszczony. Bliższe oględziny wykazały, że na podjeździe jest Speeder. Nie widział jednak żadnych istot w okolicy. Opuszczona maszyna mogła oznaczać możliwość szybkiej i bezstresowej ewakuacji. Pamiętając o szukającym go imperium nie mógł przepuścić takiej okazji. Nagle jego systemy hełmu wykryły jakiś ruch. Postać była widoczna w oknie jedynie przez ułamki sekund. Wystarczyło to jednak by wzbudzić ostrożność. Dokładnie przeskanował otoczenie, ślady na ziemi wskazywały na ruch grupy osób, podchodzili do budynku profesjonalnie z dwóch stron w niewielkich oddziałach. Bez bliższych oględzin nie był w stanie ustalić jak dawno to było. Nagle jego oczom ukazała się dwójka istot w dobrze znanych mu zbrojach. Zbliżały się do maszyny, jedna z nich weszła do pojazdu.
Musiał zadać sobie cholernie ważne pytanie
Co na kości Mandalora robi tutaj duch przeszłości. Słyszał legendy o starych pancerzach Mandalorian ale nigdy nie spodziewałby się że kiedyś spotka jeden z nich. Postać w pancerzu rozmawiała z kierowcą by na sekundę zatrzymać swój wizjer na jego lokacji. Po czym jakby nigdy nic wróciła do rozmowy. Po plecach Astada przemknął niespokojny dreszcz.

Akcja przenosi się do [Naboo] Mafijne porachunki

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6582
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Środkowe Rubieże

cron