Content

Środkowe Rubieże

[Naboo] - Ostatni

Image

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 9 Cze 2018, o 22:44

Przybycie na farmę rodziców Daeshy także nie zajęło im długo, choć podobnie jak droga na posiadłość Twi'lekanki - lot nie był najprzyjemniejszy. Karl widocznie starał się lecieć jak najniżej się dało, co wiązało się jednak z koniecznością wykonywania częstych manewrów pozwalających ominąć wyższe przeszkody.
Kiedy jednak wylądowali, Daesha nie widziała Nabata i Alemy czekających na nich. Dopiero gdy wyszła z promu zauważyła swoją matkę wyglądającą przez okno. Zapamiętała więc najwyraźniej, że to Imperium miała ich ścigać... A Lambda była raczej dość rozpoznawalnym symbolem tego reżimu.
Kiedy jednak zobaczyła swoją córkę zniknęła, by wkrótce pojawić się w drzwiach. Wraz z nią był też Nabat'Rha. Mieli także przy sobie dwie walizki.
- Co się dzieje? Kto cię ściga? Dlaczego? Dlaczego przyleciałaś w... tym? - jej matka była bardziej widocznie zdziwiona i zaniepokojona sytuacją, co jednak było raczej zrozumiałe.
- Wytłumaczę to później. Teraz musimy już lecieć.
Kiedy tylko pasażerowie wsiedli na pokład, wejście się zamknęło i zaraz statek zaczął się podnosić.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5800
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 12 Cze 2018, o 20:53

Gdy tylko statek poderwał się z ziemi, wszyscy mężczyźni przypomnieli sobie nagle, że muszą coś koniecznie załatwić w kokpicie. Twi'lekowie usiedli wraz z Toblerem na miejscach dla pasażerów. Rodzice naprzeciwko Gunganina i swojej córki, która była pewna, że jej wstyd widać nawet w Theed.
Alema'Rha i Nabat'Rha patrzyli na nią wyczekująco.
- Tak jak mówiłam, ściga mnie, a tym samym nas wszystkich, ISB. - zaczęła - Dzisiaj rano za moją farmą rozbił się transportowiec. Przeżyły tylko dwie osoby, które zresztą są teraz w kokpicie. Jeden z mężczyzn był ranny i nieprzytomny, więc zabrałam go do siebie i opatrzyłam. Po rozmowie z tym drugim dowiedziałam się, że należeli do czegoś w rodzaju lokalnej rebelii. I byli poszukiwani.
- Pomogłam im uciec z mojej farmy, a Tobler pomógł mi ich przechować. - Gunganin kiwał głową na potwierdzenie, kiedy kontynuowała opowieść - Kiedy wróciłam do siebie, imperialni już na mnie czekali. Przepytywał mnie jakiś Montgomery Mon'ogram. Próbowałam kłamać, ale nie uwierzył mi i kazał mnie gdzieś zabrać. Wtedy jeden ze szturmowców wsiadł ze mną sam do tego statku, po czym wyjaśnił mi, że popiera i pomaga Majorowi, czyli temu rannemu, któremu pomogłam. Szturmowiec, Karl, siedzi właśnie za sterami.
- Powiedziała mu, gdzie ukrywa się Major, a on obezwładnił pilota i poleciał po niego. Spotkaliśmy się z Majorem, a ten oznajmił, że w tym momencie wszyscy będziemy poszukiwani, i że trzeba gdzieś się ukryć. Od razu pomyślałam, że ISB może skupić się również na was, dlatego nalegałam, żeby tu przylecieć. Tobler zaofiarował pomoc w ukryciu się, u znajomego w jednym z gungańskich miast.
Przerwała na chwilę, ale nie doczekała się odpowiedzi. Jej rodzice siedzieli na swoich miejscach, jak sparaliżowani; widocznie przetrawiali wszystkie informacje.
Tobler pochylił się w ich kierunku i oparł łokcie na kolanach.
- Ucieczka w tym momencie to najlepsze, co możecie zrobić. Zaopiekuję się waszym majątkiem, mam przyjaciół, którzy pomogą, sam będę wszystko kontrolował. Nie wiemy jednak, na jak długo trzeba będzie się ukryć.
Alema'Rha schowała twarz w swoich drobnych, spracowanych dłoniach. Nabat'Rha pochylił się i przejechał dłonią po lewym lekku, w geście, który mógł udawać przeczesywanie włosów.
- I mamy teraz wszystko zostawić? - zapytał z rozpaczą w głosie - Dorobek życia, legalnie i ciężko wypracowany? Żeby znowu uciekać i żyć na cudzym?
Nie wiedziała, jak ma potwierdzić, więc opuściła głowę. Ojciec rzadko na nią krzyczał, nawet teraz mówił spokojnie, ale to chyba było w tym wszystkim najgorsze. To uczucie, że ich zawiodła i sprowadziła na nich wszystkich śmiertelne zagrożenie.
Alema'Rha podeszła do niej i bez słowa ją przytuliła. Siedziały tak w ciszy przez jakiś czas, tylko ich lekku drgały delikatnie, w niosącym otuchę ruchu.
- Może uda nam się niedługo wrócić - mówiła spokojnie Alema'Rha, głaszcząc głowoogony córki, kiedy Daesha'Rha położyła jej głowę na kolanach. - Może jeszcze nie wszystko stracone.
Daesha'Rha pomyślała, że tylko jej matka mogła w takiej chwili pocieszać ją i myśleć pozytywnie.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 29
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 19 Cze 2018, o 14:44

Lot trwał dłużej niż poprzedni, ale był równie niewygodny. Tym razem jednak Daesha miała przynajmniej swoich rodziców. Spędzenie go z nimi było znacznie lepsze niż gdyby musiała to robić samotnie...

Po wylądowaniu jako pierwszy z promu wyszedł Tobler i powiedział reszcie by chwilę zaczekali kiedy on uzgodni wszystkie szczegóły.

***


Monty wiedział, że szło mu zbyt łatwo z Gunganami. Co prawda początkowo bardzo nalegali na to, by zamiast wpuszczenia jego szturmowców po prostu sami poszukali Toblera i go doprowadzili do niego, ale niedługo później już zgodzili się na jego warunki. Oznaczało to, że albo naraził się swoim ziomkom, albo byli pewni że go nie znajdzie. Jeśli to to drugie, to wkrótce pewnie będą żałować swojej decyzji widząc, że oddziały szturmowców bardzo dokładnie sprawdzają każdy fragment miasta i każdą kwaterę mieszkalną. Jeśli jego cel tutaj był, to wkrótce go znajdzie.
Myślenie o sukcesie jednak przerwał mu jeden z jego ludzi, który właśnie dostarczył wiadomość z bazy do której wysłał więźnia...
- Jak to zaginął!? Zgubiliście pieprzony prom!? - wściekłość oficera ISB była bardzo wyraźna...
- T... T... Tak, sir. Prom zgłosił problemy techniczne i jakiś czas po wylądowaniu w okolicy jednego z tutejszych jezior zamilkł. - odpowiedział mu szturmowiec, który przekazał mu wcześniej tę informację.
- Jakim jeziorze?
- Ishitiba, sir.
- Chcesz mi powiedzieć, że w czasie kiedy my przeszukujemy miasta, w tym jedno w jeziorze Ishitiba, prom z problemami technicznymi, który w ogóle nie powinien przelatywać w jego okolicy, ląduje tam i wkrótce nagle psują mu się wszystkie transmitery, a ty mówisz o tym jakby to było stosunkowo mało ważne?
- Err... Tak, sir. Awarie się zda...
- To nie jest awaria! Skąd się w wojsku biorą tacy idioci... Macie mi znaleźć ten prom, natychmiast. Zniszczyć jeśli będzie trzeba. - rozkazał Monty.

***


Tobler po jakimś czasie pozwolił reszcie opuścić prom i przedstawił im ich nowego przewoźnika.
- To jest Monab, zgodził się was przewieźć do siebie, do Dee'ja Peak. Jednak kiedy już tam dotrzecie będziecie musieli sobie radzić sami. Monabie, to są ci uciekinierzy.
- Bardzo mi się to wszystko nie podoba, ale kiedyś obiecałem Toblerowi, że pomogę mu nawet gdyby ścigało go Imperium i zamierzam tej obietnicy dotrzymać, nawet jeśli teraz jej żałuję. Podróż pewnie nie będzie najprzyjemniejsza, bo moje Bongo nie jest dostosowane do przewożenia pasażerów, więc będziecie musieli siedzieć w ładowni. Wypływamy za jakąś godzinę, muszę jeszcze trochę rzeczy przygotować.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5800
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 21 Cze 2018, o 22:27

Kiedy Monab przygotowywał bongo do podróży, Twi'lekowie przenieśli swój skromny dobytek na jego statek. Nie było tego wiele, toteż szybko skończyli i przeszli do pożegnań.
Daesha'Rha podeszła do mężczyzn, kiedy jej rodzice rozmawiali z Monabem.
- Co teraz zamierzacie? - zapytała, nie bardzo wiedząc, jak zacząć rozmowę.
- Zejdziemy do podziemia. Zbierzemy ludzi. Będziemy dalej walczyć. - odparł Major. Brzmiał, jakby był bardzo zmęczony.
- Przepraszam, że was w to wciągnąłem. - podjął po chwili.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć, dlatego zamiast mówić, uścisnęła Majorowi i jego towarzyszowi ramię.
- Należą ci się moje podziękowania - zwróciła się do Karla, kiwając lekku w wyrazie wdzięczności. - Gdyby nie ty, siedziałabym już w jakiejś celi.
- Wierzę w rebeliancką karmę - odparł szturmowiec, również przyjmując uścisk ramienia - Takie osoby jak ty często wracają.
Nie znali się na tyle długo, żeby przeciągać pożegnanie, więc mężczyźni od razu skierowali się na pokład promu.
Jeszcze zanim Major wszedł na trap, krzyknęła za nim na odchodnym:
- Skąd będę wiedziała, że mogę wracać do domu?!
- Usłyszysz o nas! - zawołał, przekrzykując szum startującego silnika, po czym wszedł na pokład. Prom włączył silniki, ale nie odlatywał jeszcze, czekając na Toblera.
Jej rodzice żegnali się właśnie z Nassem, kiedy do nich podeszła. Gunganin uspokajał ich, obiecując opiekę nad pozostawionym gospodarstwem.
- Zajmę się wszystkim, kiedy wrócicie, nawet nie zauważycie różnicy, obiecuję.
- Mówiłam już, jak wiele ci zawdzięczamy? - przerwała mu Daesha'Rha.
- Dzisiaj co najmniej ze trzy razy.
Padli sobie w ramiona, jakby mieli się widzieć po raz ostatni.
- Będę was odwiedzał regularnie, żeby przekazywać wiadomości.
Uścisnął także jej rodziców, każdemu szepcąc słowa otuchy.
- Pozostaje mi życzyć wam powodzenia - powiedział w końcu - Mam nadzieję, że jak najszybciej wrócicie do domu.
- Bądź zdrów, Toblerze. - powiedział Nabat'Rha - Dziękujemy za pomoc.
Gunganin kiwnął w odpowiedzi głową, po czym pobiegł do promu. Trap zamknął się za nim, a statek poderwał się w górę i odleciał.
W tym czasie Monab kończył powoli przygotowania. Zawołał ich i pomógł mniej więcej wygodnie usiąść w ładowni. Musieli zmieścić się pomiędzy swoimi rzeczami oraz jakimiś towarami, które były przewożone. W ładowni nie było okien, dlatego o tym, że wreszcie wyruszyli, świadczył tylko cichy pomruk silnika oraz delikatne kołysanie podczas zanurzania.
Czas pod wodą płynął bardzo wolno. Twi'lekowie nie czuli się komfortowo, mając świadomość, że przepływają tak blisko jądra planety, oddzieleni od niego tylko warstwą durastali. Byli jednak stworzeniami wybitnie lądowymi.
Próbowali złapać chociaż trochę snu, jednak ciężko było zasnąć po tych wszystkich przeżyciach dzisiejszego dnia. Kiedy Daesha'Rha zapadła wreszcie w płytką drzemkę, Monab oświadczył, że zbliżają się do powierzchni.
Wypłynęli na środku jeziora, przy którym stało Dee'ja Peak. Miasto przycupnęło nad brzegiem niczym smok w kolorze piaskowca. Zdawało się niemal, że ta wielka bestia oddycha i tkwi w letargu, w każdej chwili gotowa bronić swoich mieszkańców. Same budynki sprawiały wrażenie przytulnych i bezpiecznych - miały obłe kształty, zbudowane były z czegoś, co przypominało piaskowiec. Większość dachów stanowiły kopuły, wszystkie pomalowane na niebiesko, żeby odstraszać insekty. Budynki w biedniejszej dzielnicy przykryte były płaskimi dachami, które stanowiły jednocześnie tarasy, na których mieszkańcy hodowali różnego rodzaju rośliny doniczkowe. W samym mieście również było dużo roślin - karłowate drzewa, pnące krzewy, byliny, skalniaki i wszystko, co mogło poradzić sobie na ograniczonej przestrzeni.
Pośród tego wszystkiego żyli mieszkańcy. Ruch był całkiem spory, ale największe zagęszczenie istot było w porcie - to tu ludzie i Gunganie znajdowali wspólny język, poświęcając się profesji, która od wieków łączyła mieszkańców nawet najodleglejszych zakątków Galaktyki, czyli po prostu handlowi.
Monab poprowadził bongo do przystani. Port był ogromny - podzielony na kilka sektorów, z przeznaczeniem dla różnych towarów lub gości. Nie był to jednak typowy port, bowiem wgryzał się on w miasto szerokim kanałem, wzdłuż którego również mogły cumować statki. Kanał kończył się małą zatoczką, przy której zatrzymywały się statki rybackie lub te dostarczające zapasy i towary dla miasta.
Gunganin zawinął "rogala", ustawiając bongo dziobem do wylotu zatoczki, po czym podprowadził statek burtą do nabrzeża. Twi'lekowie mogli w końcu wyjść na świeże powietrze.
Monab pomógł wypakować im rzeczy, dołożył też kilka paczek z ładowni, po czym kazał im iść za sobą. Poprowadził ich wąską uliczką i przystanął przy jednym z domów, który stał w niewielkiej odległości od buchty.
- To moja stancja - powiedział po gungańsku, wpuszczając ich do środka. - Możecie się rozgościć. Rzadko tu bywam, zwłaszcza teraz, bo mam trochę zleceń na głowie, dlatego możecie wziąć sobie moje łóżko. Niestety jest tylko jedno, ale za jakiś czas może uda się coś załatwić. Na dachu jest taras, widać z niego zatoczkę. Mam nawet bieżącą wodę.
Wskazał im łazienkę i wspomniane łóżko. Położył przy nim paczki, które dźwigał.
- Tutaj macie trochę świeżego jedzenia i jakieś zapasowe ubrania - powiedział, wskazując pakunki - Teraz zostawiam was samych, będę jutro pod wieczór, to oprowadzę was po mieście. Na razie radzę wam się nigdzie nie szwendać.
- Dziękujemy.
Gunganin posłał im nikły uśmiech, po czym zamknął za sobą drzwi.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 29
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 28 Cze 2018, o 19:12

Uciekinierzy znaleźli tymczasowe schronienie. Gunganin w zasadzie już zrobił więcej niż powiedział że zrobi, ale to tylko lepiej dla nich.
Kiedy jednak ich gospodarz odszedł, Karl zaczął się lekko śmiać.
- Coś cię śmieszy w tym, że gości nas Gunganin? - zapytał się młodszy rebeliant.
- Nie, po prostu wyobraziłem sobie minę Montiego jak tylko dowie się, że nie ma nas w Krainie Jezior. Być może nawet będziemy mieli dzięki temu w końcu spokój. Patrząc na to jak bardzo starał się nas złapać, najpewniej naraził się swoim przełożonym. A teraz będzie musiał wrócić do nich z pustymi rękami... - odpowiedział były szturmowiec.

***


Monty był wściekły. Każde kolejne szczegóły incydentu z promem tylko bardziej go wkurzały. Zdradził go. Szturmowiec go zdradził. Szturmowiec, którego oddział wybrał specyficznie przez ich rzekomą niezachwianą lojalność. Do tego wkrótce Inkwizytor skończy przeszukiwanie miasta o którym mu powiedział... On też będzie wściekły, tyle że na niego.
Lecz on może go znaleźć, a oficer ISB był wściekły właśnie przez to, że jego cel mu się wywinął...
Na szczęście wyglądało na to, że rzeczywiście gorzej już być nie mogło. Myśliwce znalazły bowiem prom, a jego pilot wylądował pod groźbą zestrzelenia. Oznaczało to jednak, że na pokładzie najpewniej nie ma osób których szukał... Oni by walczyli - a prom był mimo wszystko uzbrojony. Nie miał co prawda szans w walce z eskadrą TIE, ale to przecież nigdy nie przeszkadzało rebeliantom próbować.

Kiedy przybył na miejsce lądowania szturmowcy już trzymali pilota, który okazał się być jedyną osobą w promie, w kajdankach. Był to Gunganin...
- To pomyłka! Ten prom miał być z demobilu! Zapłaciłem za niego dobre pieniądze, nie ja go ukradłem! - od razu próbował przekonać oficera ISB. Mówił zaskakująco dobrze w Basicu, choć miał dalej ten śmieszny gungański akcent...
- Od kogo go więc kupiłeś?
- Jakiegoś gościa w mundurze Imperium. Mówił, że to okazja! Że w takiej cenie to by normalnie sprzedał co najwyżej uszkodzony, ale obecnie potrzebował pieniędzy!
- Imię?
- Err...
- Tak myślałem. Niech zgadnę, nie przedstawił się?
- Nie, ale przecież Imperialnym można ufać, prawda?
- Czy miał jakiś współpracowników?
- Nie, był sam.
- A jak ty się nazywasz?
- Tobler Nass, jestem uczciwym człowiekiem, nigdy nie oszukiwałem. Możesz się zapytać innych w Otoh Jahai. Po prostu zobaczyłem okazję, więc skorzyst...
- Masz minutę by powiedzieć mi gdzie są, albo zrobi się znacznie mniej przyjemnie. - przerwał mu Monty.
- Gdzie kto jest? Sprzedawca? Kupiłem to w okolicy rodzinnego miasta, mogę pokazać gdzie dokładnie. Bardzo łatwo tam trafić, jeśli tylko wie się gdzie...
- Gdzie jest Major, Daesha'Rha i SIB-982123. Jesteś świadom co ci grozi za pomoc wrogom Imperium, prawda? Zostało ci 30 sekund.
- Uciekli do Theed! Przez jądro! Jeszcze pewnie są w drodze.
- Widzisz, da się. Zabrać go do bazy. - rozkazał sztumowcom.
- Ale przecież powiedziałem wam wszystko co wiem! - protestował Gunganin.
- Wątpię.

***


Dom nie był bardzo duży, ale był dość dobrze urządzony. Gdyby nie brak większej ilości łóżek byłby świetnym miejscem dla nich wszystkich.
Widać było jednak, że właściciel bywał tu rzadko. Większość mebli wyglądała jakby dawno nie była ruszana, a do tego było na nich całkiem sporo kurzu.
Był tu jednak także wyświetlacz z dostępem do HoloNetu, więc w razie czego mieli jakiś dostęp do informacji ze świata.
Ogólnie mieli dużo szczęścia jak na uciekinierów. Mogło być znacznie gorzej. Dzięki pomocy Toblera jednak mogli teraz odpoczywać nie w Imperialnym więzieniu, a domu Monaba.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5800
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 28 Cze 2018, o 20:39

Gdyby nie pamięć ostatnich wydarzeń, Daesha'Rha czułaby się jak na wakacjach. W bardzo biednym ośrodku.
Przejrzeli jedzenie przyniesione od Monaba i przygotowali sobie skromny posiłek. Zjedli tylko niezbędne minimum, żeby nie czuć głodu. Nikt nie miał za bardzo apetytu, a nie wiedzieli, kiedy będzie okazja zdobyć następne zapasy.
Starali się zachowywać, jakby sytuacja była normalna, jakby nic dzisiaj nie zaszło. Jej rodzice krzątali się po kuchni, a Daesha'Rha wyglądała przez jedyne dwa okna, starając się dostrzec jak najwięcej na zewnątrz. Karl rozluźnił się, chodził po mieszkaniu z uśmiechem na ustach i ogólnie jakoś nie pasował do nastroju pozostałych uciekinierów. Jakby naprawdę wierzył, że Montgomery zaprzestanie pościgu tylko dlatego, że dłużej ich będzie szukał. W końcu, jak to mówią, nie o to chodzi, żeby mieć króliczka, ale żeby gonić go...
Drugi rebeliant dużo rozmawiał przyciszonym głosem z Majorem. Widocznie układali jakieś plany znane tylko sobie i bardzo nie chcieli, żeby Twi'lekowie je poznali. Szkoda tylko, że mało kogo one teraz obchodziły.
Po zjedzonym w milczeniu posiłku zaczęli szukać sobie miejsca do spania. Nabat'Rha i Alema'Rha zmieścili się jakoś na jedynym łóżku, obok niego na ziemi Daesha'Rha ułożyła się na starym kocu Monaba, zamiast poduszki używając kupki zmiętych ubrań. Rebelianci rozeszli się po mieszkaniu. Młodszy chciał nawet ustalić jakieś warty, dlatego czatował przez jakiś czas pod drzwiami, aż wreszcie i on usnął na podłodze.

Ranek wstał niezauważalnie. Okna wpuszczały niewiele światła, dlatego kiedy pierwsze osoby się obudziły, mogło dochodzić południe dnia następnego.
Próbowali czymś się zajmować. Mężczyźni, na zmianę lub wszyscy na raz, wychodzili na dach i obserwowali miasto. Daesha'Rha też kilka razy wyjrzała, próbując zapamiętać układ ulic odchodzących od ich mieszkania. Poniżej ruch wzmógł się - do przystani przybijały nowe promy lub bongo, a ludzie i Gunganie biegali między budynkami, dźwigając paczki, skrzynie i worki.
Wytrzymała może z godzinę takich obserwacji. Kiedy się znudziła, zeszła na parter. Dalej nie wiedziała, czym się zająć, dlatego uruchomiła wyświetlacz i spojrzała, co się dzieje w HoloNecie.
Wiadomość, że zamknięto Krainę Jezior zdziwiła ją. Nie spodziewała się, że rebelianci są aż tak poszukiwani.
- Spodziewałem się tego - powiedział Major, kiedy pokazała im informację - Dobrze, że uciekliśmy za pomocą bongo, bo stąd jeszcze będziemy w stanie odlecieć. W razie takiej konieczności, oczywiście - dodał, kiedy spojrzała na niego z wyrzutem.
Nie podobało jej się to, bo miała wrażenie, że zamknięcie spowodowała osobiście.
Bała się skontaktować z Toblerem. Chciała mu powiedzieć, że wszystko z nimi w porządku i dowiedzieć się, czy nie miał żadnych problemów po drodze do domu, ale pomyślała, że kontaktując się z nim teraz, narobiłaby mu tylko kłopotów.
Znalazła za to czas, żeby opowiedzieć całą historię rodzicom jeszcze raz, tym razem ze wszystkimi szczegółami. Major wtrącał się od czasu do czasu, dopowiadając to, co niezbędne. Doszła przez to do wniosku, że może nadeszła pora, żeby dowiedzieć się więcej o samych rebeliantach.
Siedzieli na podłodze w kręgu, słuchając siebie nawzajem, bo co też innego mieli do roboty. Tylko towarzysz Majora co jakiś czas wyglądał przez okna, jakby obawiając się nieproszonych gości.
- Może opowiecie mi teraz więcej o tej waszej rebelii? - zapytała mężczyzn, nie kierując tego pytania do nikogo konkretnego. - Dlaczego imperium tak niestrudzenie was ściga? Co zamierzacie teraz zrobić? Tylko dokładnie, bez rzucania ogólnikami. Mamy sporo czasu.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 29
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » Wczoraj, o 14:18

- No, dobrze, zdecydowanie zasłużyłaś na odpowiedzi. - zaczął Major - Zacznę może od tego dlaczego walczymy. Dla mnie Imperium było wrogiem już od bardzo dawna i walczyłem o wolność Galaktyki... No, może trochę przesadzam. Oczywiście miałem takie ideały, ale trudno powiedzieć by ktoś mógł walczyć tylko o wolność. Imperium praktycznie zabrało mi wszystko i po prostu nie chcę by więcej ludzi musiało przeżyć to co ja. - przerwał na chwilę - Ale to nie jest powód dla którego inni na Naboo walczyli. Oni mieli bardziej konkretny powód. To w zasadzie tylko moja wina, że nie stanęło za nami więcej osób. Że nie uświadomiliśmy większej ilości osób. - westchnął - Imperium porywało dzieci. Zabierało czułe na moc, nie winne niczemu dzieci. Ale to jeszcze nie było najgorsze. O najgorszym dowiedzieliśmy się dopiero gdy udało nam się dotrzeć do nagrań z tego co z tymi dzieciakami robiono. Nawet nie jesteśmy pewni czy eksperymentowano na nich, czy torturowano tylko dla przyjemności. Gdy udało nam się uratować kilka dzieciaków, nie były sobą. Część w ogóle nie reagowała na nic, inne nie mogły się opanować. Były w opłakanym stanie.
- Dlatego właśnie zaatakowaliśmy bazę w której ich przetrzymywali. - przerwał młodszy rebeliant. - Choć w zasadzie nie wiemy czy się udało...
- Do tego zmierzałem... - kontynuował Major - Straciliśmy kontakt z grupą szturmową, która miała odzyskać dzieci. To, że Imperium dalej szuka Stardusta oznacza, że możemy mieć nadzieję, że udało mu się uciec. Szczególnie, że dość oczywistym jest, że teraz pozbywa się wszystkich śladów tego co się działo. Wszystko zrzucili na nas, pozbyli się komendanta który się zajmował organizowaniem sprawy i spróbowali się pozbyć także nas. Uciekaliśmy, ale nas zestrzelili. I gdyby nie twoja pomoc to najpewniej już nawet nas by nie było na tym świecie. Na szczęście nie wszyscy byli w centrali i wciąż mamy przyjaciół znających sytuację na całej planecie. Do tego oficer który nas ściga ma... osobiste powody by mnie konkretnie doprowadzić przed Imperium. Ale jak tylko będziemy bezpieczni to spróbuję wam zorganizować jakieś schronienie. Pewnie spróbuję się jakoś skontaktować z rebeliantami poza planetą. A ty Karl? Decydujesz się w końcu na walkę? - powiedział do szturmowca.
- Już chyba za późno bym mógł robić cokolwiek innego. Jedyny sposób na sprawienie, że Imperium mnie zostawi, to byłoby wydanie was. - powiedział żartobliwym tonem.

***


Monty miał szczęście. Inkwizytor mu co prawda już teraz nieźle przyłożył, ale w zasadzie to żył i miał się dość dobrze. Na pewno lepiej niż ten Gunganin do którego Torgutanin się dorwał.
Przesłuchanie trwało jego zdaniem jednak znacznie dłużej niż powinno. Dobry agent ISB wyciągnął by już wszystkie informacje kilka godzin temu. Jednak w końcu Durhash opuścił zamknięte pomieszczenie.
- Są w Dee'ja Peak. Idziesz ze mną i jeśli tym razem mnie zawiedziesz, to możesz zapomnieć o planach na przyszłość.
Oficer ISB przytaknął. Jeśli to co słyszał o inkwizytorze było prawdą, to wręcz nie wierzył w swoje szczęście.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5800
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Środkowe Rubieże