Content

Środkowe Rubieże

[Naboo] - Ostatni

Image

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 14 Paź 2018, o 19:38

Szturmowiec jeszcze chwilę stał cicho, po czym się zwrócił do chłopaka
- Możesz powtórzyć gdzie ich widziałeś?
- Doki B, gdzieś między magazynami. Szli chyba w stronę kanału...
- Dziękuję, bardzo pomogliście Imperium! - powiedział już dość radośnie - Jakbyśmy kiedyś się spotkali poza pracą, to obiecuję postawić wam wszystkim najlepsze piwo jakie to miasto ma do zaoferowania!
- Nie uważasz, że jesteś zbyt dużym optymistą? Ich już może tam dawno nie być przecież. - odezwał się po raz pierwszy drugi ze szturmowców w patrolu. - Do tego ponoć przy poszukiwaniach pracuje ten Inkwizytor. Raczej nie spodziewałbym się po nim dużej nagrody. Wiesz, co o nim mówią...
- Ech. Masz rację. Ale nie dasz człowiekowi marzyć? Poza tym, jeśli szli w stronę kanału, to pewnie szukali jakiejś łodzi. Na rzece masz tylko dwa kierunki, więc łatwo będzie ich znaleźć. - odpowiedział kontrolujący, oddalając się już od pojazdu rebeliantów - Jeszcze raz dzięki za waszą spostrzegawczość! Możecie lecieć i czuć się dumni ze swojej pomocy! - rzucił na odchodne.
Kiedy odlatywali można było zobaczyć jeszcze, jak coś majstruje przy swoim hełmie i najpewniej prowadzi niesłyszalną poza nim rozmowę.

Rebelianci mogli odetchnąć. Jakie szczęście, że spotkali miłego szturmowca... Coś, co wyglądało w zasadzie na oksymoron okazało się ich ratunkiem, a do tego pozwoliło im przekierować poszukiwania prawdopodobnie do zupełnie innej części miasta.
Ciężarówka zatrzymała się w końcu w dość zaskakującym miejscu - niedaleko portu kosmicznego. A dokładniej, przed średniej wielkości sklepem z częściami do pojazdów kosmicznych.
Pierwszy z pojazdu wyszedł pilot, każąc reszcie jeszcze chwilę zostać. Wkrótce wyszedł z budynku prowadząc dwie małe platformy repulsorowe i powiedział im by brali skrzynie z paki. Te okazały się dość lekkie, na pewno znacznie lżejsze niż powiedzieli to podczas kontroli. W dwie osoby nie było żadnego problemu by postawić je na platformach, a przenoszenie czegoś z pomocą repulsorów było oczywiście banalne.
Wewnątrz sklepu był jeden bardzo niski (może metr? Mniej?) włochaty humanoid i dwóch Sullustan. Istota, którą po chwili zastanowienia Daesha rozpoznała jako Chadra-Fan, pokazywała jakieś części klientom i opowiadała o nich. Kiedy jednak weszli rebelianci, na chwilę się od tego oderwał, by wskazać miejsce do którego należało zabrać skrzynie.

Dotarli z nimi do małego (w porównaniu do poprzedniego) magazynu, pełnego różnego rodzaju technologii. Część wyglądała na praktycznie złom, a część na bardzo drogie elementy. Odłożyli gdzieś skrzynie i czekali.
Po kilku minutach przyszedł Chadra-Fan, by ich przywitać.
- Witam w moim skromnym sklepie. Er... Na chwilę zamknąłem sklep, więc nie musicie się martwić o klientów, ale zwykle polecam nie wychodzić do głównej części sklepu. Er... Możecie oczywiście robić tu co chcecie, by się przygotować do opuszczenia miasta. Er... Jestem zupełnie świadomy ryzyka pozwalania wam się tu schronić i mówiąc szczerze, gdyby nie to, że rozumiem jacy jesteście ważni dla rebelii wolałbym się was pozbyć jak najszybciej, ale jestem gotowy ryzykować dla sprawy. Er... A! Wiem, o czym zapomniałem! Nazywam się Tobe, miło was poznać - zacinał się dość często, ale kiedy już mówił, wypluwał słowa jak z karabinu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6435
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 15 Paź 2018, o 19:18

Pomieszczenie było ciasne, a przynajmniej takie zdawało się być Twi'lekance, przyzwyczajonej na co dzień do otwartych terenów. Na środku stały wysokie półki, wypełnione zardzewiałymi paskami rozrządu, wałami korbowymi i opornikami, obok których, precyzyjnie ułożone w odpowiednich pudełkach, leżały kompresory, chłodnice, łożyska i świece zapłonowe. Daesha'Rha znała tylko niektóre części, za to Nabat'Rha mógł się tutaj poczuć, jak dziecko w sklepie z klockami. Oczywiście wszystkie miejsca na półkach były podpisane, jak w bibliotece.
Rebelianci, z którymi tu przyjechali, skończyli nosić skrzynie i ich rzeczy.
- Możecie tutaj chwilę odpocząć, zebrać siły - powiedział jeden z nich - Nie jest tu może zbyt wygodnie, ale za to spokojnie. Tylko nie wychodźcie na sklep. Jakbyście czegoś potrzebowali, to pukajcie, Tobe na pewno przyjdzie.
Po tych słowach wskazali im kąt, w którym mogli usiąść na starych kartonach i wyszli. Daesha'Rha słyszała przez drzwi, że rozmawiają z Chadra-Fanem.
Znowu zostawili ich samych sobie. Za każdym razem miała takie złe przeczucie, że przy kolejnej podobnej "przeprowadzce" nikt po nich nie wróci. Przyszła jej do głowy taka myśl, że mogłaby teraz wyjść przez to niewielkie okno na końcu pomieszczenia, przebiec przez miasto i dotrzeć jakoś do najbliższego lasu. Tam zaszyłaby się gdzieś i Imperium by jej nie znalazło. Tylko co by zrobiła z rodzicami? Nie mogłaby ich tak zostawić. A gdyby spadł deszcz, zniszczyłyby się jej książki.
Z całego serca pragnęła znaleźć się teraz na zewnątrz, wśród zielonej roślinności Naboo... Szybko wróciła jednak na ziemię. Byli poszukiwani. I z każdą chwilą traciła nadzieję na to, że w razie wpadki wykręciliby się jakoś, jak niedawno z tym szturmowcem.
Przypomniało jej się, co mówili ci imperialni. Że ten inkwizytor ich szuka, i że coś o nim mówią. Nie brzmiało to, jakby mówili dobrze.
Wtedy zakradła się do niej obawa, że wspomniany inkwizytor mógł dobrać się do Toblera. Kiedy odpowiedział, gdy go wywołała, brzmiał strasznie. Myśl, że mogła mu zaszkodzić i sprowadzić na niego niebezpieczeństwo, przyprawiała ją o mdłości.
Stres powoli opuszczał ich wszystkich. Alema'Rha położyła się na posłaniu z kartonów i zanim ktokolwiek spostrzegł, zdążyła zasnąć. Rodzice opowiadali jej, że gdy uciekali z huttańskiej niewoli, starali się wykorzystywać każdą możliwą chwilę na sen. Nigdy nie potrafiła pojąć tej niezwykłej umiejętności jej ojca, polegającej na zasypianiu dokładnie w tej chwili i pozycji, w jakiej chciał. Dopiero na studiach spotkała się z tym problemem.
Major i Karl też wyglądali na zmęczonych, ale starali się tego nie okazywać. Byli niemal jak dwuosobowa grupa wsparcia psychicznego dla Twi'leków.
Daesha'Rha siedziała tak chwilę, ale gdy znudziły jej się te ponure myśli o wydarzeniach, których i tak już nie mogła zmienić, podeszła do Majora.
- Może powinniśmy opracować jakiś plan, jak uratować Toblera? - zapytała - Albo chociaż wymyślić, jak chcemy to zrobić?
- Masz już jakiś pomysł? - zapytał Major. Dołączył do nich Nabat'Rha, który do tej pory przeglądał części na półkach.
- Myślę - zaczęła Daesha'Rha - że trzeba by się tam zakraść jakąś niewielką grupą. Obawiam się, że mogli go torturować, więc albo tkwi w więzieniu, albo jakimś podobnym, strzeżonym miejscu. Potrzebny byłby w takim razie ktoś, kto umiałby się tam włamać. I oczywiście ktoś, kto mógłby opatrzyć Toblera. Nie wiemy, w jakim jest stanie, więc może trzeba go będzie nieść, a potem jakoś sprawnie zabrać całą grupę. Myślałam o tym, żeby "dostarczyć" ich, czy też nas, powietrzem, w pewnej odległości od domniemanego miejsca i stamtąd właśnie odebrać. Potrzebowalibyśmy tylko planów i informacji o danej lokacji, żeby zaplanować trasę. Co pan o tym sądzi?
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 95
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 29 Paź 2018, o 23:52

- Zgadzam się, że frontalny atak byłby złym pomysłem. Ale nie mamy już wielu tak zdolnych ludzi jak przed próbą odbicia dzieci. Musimy wykorzystać każdą przewagę jaką mamy i moim zdaniem powinniśmy zacząć od tego, by Imperium myślało, że próbujemy uciec. Jeśli uda nam się sprawić by więcej sił nas goniło, to być może miejsce w którym trzymają Toblera będzie gorzej chronione. Być może wtedy będziemy mieli szansę jakoś tam wlecieć, odbić go i odlecieć zanim się zorientują, co się stało. Na razie jednak nie możemy robić dużo więcej niż czekać. Też chciałbym jak najszybciej się za to zabrać, ale dzieląc jego los nie pomożemy Toblerowi, ani komukolwiek innemu.
Daesha jeszcze przez chwilę dyskutowała z Majorem na temat ich opcji, ale ostatecznie przyznała mu rację, że czas przyniesie ich odpowiedzi.

Nieco ponad godzinę później, Daesha usłyszała jednak rozmowę ich hosta z Majorem. Nie podsłuchiwała - po prostu była w pobliżu i nie mówili specjalnie cicho. Większości zresztą nie zapamiętała, bo jej uwagę przyciągnęło dopiero wspomnienie Toblera.
- Er... Właśnie, miałem przekazać, że możliwe, że znaleźli waszego przyjaciela. Jakiś pracownik ponoć się wygadał, ale jeszcze sprawdzają szczegóły.
- Znalazłeś już jakiś statek, który moglibyśmy kupić?
- Er... Nie. Szukałem, ale niewiele osób sprzedaje cokolwiek w tej okolicy w jakkolwiek racjonalnej cenie. Raczej wynajem.
- A chociaż jakiś pilot, który nie ma problemu z ryzykiem?
- Być może coś mam, ale też niewielu teraz chce robić coś co by... No... Stawiało ich przeciw Imperium. Za niebezpieczne, mówią.
- Ech... Dobra, dziękuję. To przecież nie twoja wina, że ludzie nie lubią takiego ryzyka. Też pewnie bym wolał siedzieć cicho po ostatnich wydarzeniach na ich miejscu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6435
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 1 Lis 2018, o 22:30

Kiedy Major skończył rozmowę z Tobe, Daesha'Rha wyszła zza półki, przy której się chowała i zatrzymała mężczyznę.
- Po co mamy kupować statek? - zapytała - Podobno odnaleźli Toblera, możemy już działać.
- To nie takie proste - odparł Major - Jak już mówiłem, musimy wyprowadzić w pole ISB, a chcemy to zrobić, dając im do zrozumienia, że uciekamy. Poza tym, jeszcze nie mam dokładnych wiadomości o miejscu, w którym trzymają twojego przyjaciela. Musimy uzbroić się w cierpliwość.
I odszedł, nie poświęcając jej więcej uwagi. Unikał jej resztę dnia, aż do sklepu nie przyszedł jakiś zdyszany i rozgorączkowany chłopak. Wręczył Chadra-Fanowi jakąś niewielką tuleję i wybiegł.
Wkrótce potem Major zebrał ich wszystkich, razem z kilkoma innymi rebeliantami przy stole na zapleczu sklepu. Na środku blatu rozłożył zawartość tajemniczej tulei, którą okazała się być mapa budynku. Pozbawiona oznaczeń.
- To jest plan bazy, w której trzymają Toblera - oznajmił Major - Mapa może być nieaktualna, i nie wiemy, gdzie dokładnie uwięziony jest Gunganin, więc zadanie będzie trudniejsze.
Nikt się nie odzywał, bo chyba nikt nie miał aktualnych informacji o tym więzieniu.
- Jednakowoż - kontynuował Major - Z dniem jutrzejszym wprowadzamy plan w życie. Panie Kowalsky, analiza proszę.
Jego miejsce zajął wysoki rebeliant z włosami przylizanymi do czoła.
- Jak wszyscy wiemy - zaczął - Jest nas niewielu. Ale poradzimy sobie. Dzielimy się na trzy grupy, do których będę potrzebował ochotników. Grupa "Alfa" zorganizuje udawaną ucieczkę. Weźmiecie skutery repulsorowe i zrobicie zamieszanie tutaj, w Dee'ja Peak, bo to tutaj szukają rebeliantów. W tym czasie grupa uderzeniowa i grupa wsparcia polecą do naszego celu. Uderzeniowi wchodzą do bazy i odbijają Toblera, wsparcie zostaje na tyłach i nawiguje ich, osłania plecy i czuwa lepiej, niż najświętsze duchy.
Kowalsky zrobił dramatyczną przerwę, żeby dać się namyślić zebranym. Jako pierwszy odezwał się Karl:
- Mogę iść na czele "Alfy", razem z kilkoma ludźmi.
Trzech rebeliantów odpowiedziało ochoczym, lecz cichym okrzykiem.
- Ja poprowadzę grupę uderzeniową - powiedział Major - Potrzebuję przynajmniej jeszcze trójki ludzi.
Zgłosili się. Co prawda dwie osoby, ale to było zawsze coś.
- Ja biorę wsparcie - zgłosił Kowalsky - przydałby mi się jednak ktoś, kto trochę umie w komputery. No i może ktoś z bronią.
Znalazły się dwie osoby gotowe do pomocy. Zgłosili się także rodzice Twi'lekanki.
- Będę w stanie pomóc - powiedział Nabat'Rha - A nie chcielibyśmy z Alema'Rha być bezużyteczni.
- Chcę iść z Majorem - powiedziała Daesha'Rha.
Popatrzyli się na nią w ciszy, ale nikt nic nie powiedział.
- Nie chcę wyglądać na kogoś, kto gardzi darowaną pomocą - zaczął łagodnie Major - Ale nie masz odpowiedniego szkolenia. Czy ty kiedykolwiek trzymałaś w rękach broń?
- Palną - nie. Ale mogłabym na szybko opatrzeć Toblera, jeśli będzie tego wymagał. I jestem mu to po prostu winna.
- Nie będę cię zatrzymywał - powiedział mężczyzna - Ale mam nadzieję, że wiesz, na co się piszesz - zwrócił się z powrotem do reszty grupy - Ufam, że znacie swoje zadania. Przygotujcie niezbędny sprzęt, wyśpijcie do jutra. Ja powiadomię Genna, Tobe mam nadzieję załatwi nam transport. Widzimy się tutaj za dwanaście godzin.
Stuknęły obcasy, poszły saluty i zebrani rozeszli się. Wychodzili drzwiami na zapleczu, oknem, jakimś kanałem. Po chwili na tyłach zrobiło się niemal pusto.
Chadra-Fan pokręcił smutno głową.
- Er... mam co do tego złe przeczucia.
- I co teraz, Majorze? - zapytała Daesha'Rha, kiedy Tobe zostawił ich samych.
- Idźcie spać - odrzekł - Ja muszę porozmawiać z Gennem. I postarać się o ten pieprzony statek.
Kiwnął palcem na Karla i zostawił ich samych.

A więc: oto cały plan :P. Poproszę o info jaka to baza :) Jeśli Major nie będzie mógł kupić tego statku, będzie pewnie na tyle zdesperowany, żeby go ukraść, może narobi tym jeszcze więcej zamieszania ;)
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 95
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 3 Gru 2018, o 23:58

Sen Daeshy przerwało jedno, głośno wykrzyczane przez Majora w innym pokoju "NIE!".
Nie wiedząc o co mogło chodzić, Daesha wstała i po cichu udała się w kierunku z którego słyszała ten krzyk. Już kiedy zaczęła się zbliżać, dotarło do niej trochę więcej części rozmowy.
- Nie rozumiecie. Nawet jeśli mówi prawdę, to zostawi nas gdy tylko będzie miał okazję. - usłyszała Majora.
- Naprawdę nie wierzysz, że mógł się zmienić? - zapytał się chyba Karl
- Nie, nie wierzę.
- To nie tak, że mamy wiele innych opcji - dodał inny głos, najpewniej Genn - Musimy być ostrożni, ale możemy nie mieć wyboru. Jeśli to wszystko jest prawdą, to może pozwolić nam dokonać niemożliwego. Nasze plany miały jakieś szanse, ale teraz może nawet zrobimy to bez strat. Pomyśl o tym. Być może warto zostawić przeszłość i skupić się na teraźniejszości. Cały ten pomysł jest oparty na ryzyku, więc w zasadzie wymieniamy je jedynie na inny jego rodzaj. Jak mówiłeś, on najbardziej dba o siebie. Jeśli nasza porażka będzie oznaczała jego śmierć, to nic się nie stanie.
- Ech... Nie wypędzisz z niego Imperium. Też kiedyś myślałem, że wystarczy odwołać się do tej interesowności. Ale jak widzisz po tym, że dotąd trzymał z nimi, nie wystarczyło to.
- Ale teraz sytuacja się zmieniła. Jeśli mówi prawdę, a jak dla mnie jest to dość prawdopodobne, to nie ma już życia w Imperium. Nawet jeśli by nas zdradził. Wątpię by rząd był dla niego ważniejszy od niego samego. - odpowiedział mu Karl

Skupiona na podsłuchiwanej rozmowie, Daesha nawet nie zauważyła małego Chadra-Fana.
- Err... Chyba możesz wejść, to nie tak, że rozmawiamy o jakiś tajemnicach. Po prostu nie chcieliśmy was budzić. - niespodziewanie usłyszała zza siebie.
Nagle się odwracając, przed jej oczami stanął mały gryzoniowaty właściciel sklepu, z kubkiem czegoś, co wyglądało na kaf w ręce.

Kiedy posłuchała się tej rady i weszła z ich gospodarzem do środka, dyskusja wciąż trwała i wydawała się stać w miejscu.
- O, Daesha. Może ty mu przemówisz do rozsądku - powiedział Karl - Mamy tu oficera, który mówi, że w Imperium grozi mu śmierć i chce, byśmy mu pomogli uciec z planety lub przynajmniej się schować, w zamian za co może nas zabrać blisko bazy. To od niego najpierw się dowiedzieliśmy gdzie jest Tobler, co później potwierdziliśmy innymi źródłami, więc nie wydaje się kłamać, a do tego na razie dość łatwo sprawić nam, że od naszego losu będzie zależał jego. Tak, by zdrada nie wyszła dobrze także dla niego. Major jednak przez własne doświadczenia z nim w przeszłości uważa, że nie może być uczciwy i mimo tego chce nas zdradzić. Co więc ty o tym sądzisz?

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6435
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 5 Gru 2018, o 21:58

- Podejrzana sprawia - stwierdziła lakonicznie - Ale mógłby okazać się bardzo pomocny w akcji.
- Albo wsadzi nam wibronóż pod żebra przy najbliższej okazji - odparł Major.
Właściwie, to miał rację. Też nie była skora do zaufania imperialnej marionetce. Ale z drugiej strony, Genn również mówił logicznie. Zmieniali tylko rodzaj ryzyka.
Niemniej jednak, pomimo wielkiej ochoty wystawienia tego oficera do wiatru, miała zamiar zaryzykować, żeby ratować Toblera.
- Mówiliście chyba, że możemy sprawić, że jego los będzie zależał od naszego, prawda? Rozumiem, że zabieramy go ze sobą na akcję?
- Moglibyśmy zagrozić mu na tyle, żeby obawiał się nas zdradzić - potwierdził Karl - Jemu też zależy na własnym życiu.
- Chyba, że jest agentem Imperium - wtrącił Major - I fałszywa pomoc dla nas stanowi element jego zadania.
- Też się tego obawiam - potwierdziła Daesha'Rha - Dlatego chcę zabrać go z nami. Rozbroimy go, każemy prowadzić i będziemy cały czas trzymać na końcu lufy. I wiem, że mogę się przez to wydawać łatwowierna, ale nie sądzę, żebyśmy mieli lepszą okazję na pobarwienie naszej sytuacji. Bo jeśli ten oficer rzeczywiście mówi prawdę, to jego pomoc może się okazać niezbędna.
Major nie wyglądał na zadowolonego. Dosłownie kręcił nosem.
- Majorze - Twi'lekanka zwróciła się bezpośrednio do mężczyzny - Musimy uratować Toblera. I chcę, żebyśmy skorzystali z każdej możliwości. Po całej akcji będzie pan mógł z nim zrobić, co pan zechce, zgoda?
Dalej wydawał się być trochę obrażony, ale Daesha'Rha myślała, że zaczyna skłaniać się do zdania większości.
- No to co? Bierzemy go ze sobą i pilnujemy. A jeśli imperialny zacznie coś kombinować, to Major osobiście go zastrzeli na miejscu, prawda? Musimy omówić coś jeszcze, czy możemy wracać do spania?
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 95
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 15 Gru 2018, o 23:37

- Chyba już nie ma specjalnie czym się zajmować. Załatwiliśmy statek, a także kila innych rzeczy. Głównie musimy się więc przygotować mentalnie.

Kiedy nastał dzień, rebelianci zaczęli się zbierać na misję. Czas grał tu ważną rolę, bo liczyło się tu życie. Nie tylko Toblera, ale także ich - gdyby Imperium jakoś dowiedziało się co jest planowane, cała misja była by skończona zanim się zacznie... Każdy dzień i każda godzina zwiększała to ryzyko.

Alfa opuściła sklep pierwsza. Mieli zbadać teren, a do tego jako jedyni byli gotowi do walki na miejscu. 20 minut od ich wyjazdu do sygnału komunikatora (i następującej krótkiej wymiany zdań w której poinformowali, że droga była czysta), były dość stresujące.
Samo opuszczenie "bazy" z resztą grupy uderzeniowej nie było dla Daeshy znacznie lepsze. Tym razem nie jechali ciężarówką, a dwoma bardziej normalnymi, osobowymi pojazdami repulsorowymi.

Droga była jednak spokojna i wszystko odbyło się bez problemów. Choć kilka razy mignął im jakiś biały pancerz, nikt ich nie zatrzymywał.
Przybyli do niewielkiego magazynu daleko od centrum miasta. Wysiedli z pojazdów i skierowali się do środka. Tam najpewniej był ich transport.
Wchodząc zobaczyli dwie rzeczy. Po pierwsze - pojazd. Kanonierkę policyjną, która choć miała kilka widocznych zadrapań i osmaleń, wyglądała na w pełni sprawną.
Z pewnością zaskoczeniem było to, że był to pojazd uzbrojony. W razie, gdyby coś nie poszło, mogli by więc przynajmniej próbować walki... Z ucieczką niestety było by trudniej, bo LAAT/le nie wydawała się zdolna do lotu poza atmosferą. A przynajmniej do lotu poza atmosferą, który nie doprowadził by do śmierci wszystkich pasażerów...
No cóż, ważne, że mieli sposób na dostanie się blisko celu. Do tego dzięki temu, że pojazd był najpewniej kiedyś Imperialny - możliwe nawet, że dość niedawno, choć jeśli w obliczu braku opcji udało się ukraść coś takiego, to było to więcej niż imponujące - więc była szansa, że Imperialni będą mniej zwracali na nich uwagę... W końcu "to tylko policja", nie?
Ale drugie, co zobaczyli, zwróciło uwagę Daeshy chyba jeszcze bardziej od niecodziennego transportu. Przy stole w rogu magazynu siedziały dwie osoby i grały w karty. Twi'lekanka rozpoznała tylko jedną z nich. Był to Montgomery Mon'ogram. Dalej w swoim imperialnym uniformie.
Nie miał jednak broni. Czego nie można było powiedzieć o drugiej osobie przy stole. Ta miała w zasięgu ręki nie tylko blaster, ale też coś wyglądającego na pałkę ogłuszającą.
Czyli to był ten oficer, który był taki pomocny... Osoba, która przecież dowodziła całą sprawą ze strony Imperium!

Kiedy grupa uderzeniowa się zbliżyła do graczy, Monty zaczął powoli wstawać, wyraźnie unikając gwałtownych ruchów i postanowił się przywitać z przynajmniej jedną z nadchodzących osób.
- Cześć ojcze. Kto by się spodziewał, że spotkamy się w takich okolicznościach. No cóż, chyba nie będzie innej okazji by cię... - nie dokończył, bo przerwał mu Major.
- Nie próbuj mi tu słodzić Monty. Wiem, że robisz to wszystko tylko dla siebie i wcale się nie zmieniłeś. Naprawdę chciałbym móc ci zaufać, ale już raz popełniłem ten błąd i nie odesłaliśmy cię do "twoich" tylko dlatego, że możesz nam pomóc. I jeśli cokolwiek się stanie, jeśli zdecydujesz się nas zdradzić, pamiętaj, że zrobię wszystko by uratować misję, nie biorąc pod uwagę tego kim dla mnie jesteś.
- Mogłem się domyślać, twardy jak zawsze. Taki pewny, że jest tylko czarne i białe, bez żadnych odcieni szarości. No, ale tak pewnie żyło się w Republice. Więc niech będzie, zagram w twoją grę... Czy gwarantujesz, że jeśli wasza misja się powiedzie i wykonam to co obiecałem, nie robiąc nic przeciw wam, ukryjesz mnie przed Imperium?
- Tak, jeśli wszystko się uda, dostaniesz to, o co prosisz.
- Świetnie więc, pojazd już macie, więc teraz podam wam kody bezpieczeństwa. Jeśli zapytają was o pozwolenie, podajcie jeden z nich i nie powinno być problemu: 078... - znów Major mu przerwał
- O nie, lecisz z nami
- Co? - odpowiedział zdziwiony oficer - Tego nie było w umowie.
- Chcesz iść do sądu? Na pewno przychylnie spojrzą na złamanie umowy wymagającej od ciebie zdrady...
- Ale...
- Nie mamy tylu ludzi, by tracić kogoś na pilnowanie ciebie. A to, jak bardzo ci ufam, dobrze wiesz. Chyba, że masz inny pomysł na zagwarantowanie, że twoje kody nie oznaczają "chcemy się włamać, zestrzelcie nas"?
- Nie, ale...
- Jakie ale?
- Ech... Wracają wspomnienia, znowu nie wiem, jak cię przegadać...
- Nie próbuj, nie zmienisz tak mojego zdania.
- Dobra, dobra. Zrobię co chcesz.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6435
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 17 Gru 2018, o 22:16

Były czasem w życiu takie chwile, kiedy bardzo dobitnie odczuwało się konsekwencje swoich wyborów. Przypominało to trochę porządny cios pięścią w brzuch. Kurcząca się gwałtownie przepona zatrzymywała powietrze w płucach i jakoś nie bardzo chciała wypuścić je do oddechu.
Daesha'Rha stała jak zamurowana i patrzyła na człowieka, który sprowadził na nią i jej rodzinę wszystkie nieszczęścia, a teraz zamierzał pomóc odbić Toblera. I trochę nie wiedziała, czy przypadkiem nie stoi w jakiejś ukrytej kamerze.
A potem to chodzące na dwóch nogach zaprzeczenie ludzkiej moralności nazwało Majora ojcem. Wiedziała, że mężczyzn łączą jakieś więzy krwi, ale nie spodziewała się tego. Widocznie Major nie lubił się dzielić wszystkim ze swoimi sojusznikami.
Kompletnie nie zwracając uwagi na toczącą się dyskusję, Twi'lekanka podeszła do Majora i położyła mu dłoń na ramieniu. Delikatnie, acz stanowczo.
- Majorze - powiedziała spokojnie, przerywając wymianę zdań - Dlaczego nie powiedział mi pan, że tym oficerem jest właśnie on?
Nie odpowiedział jej. Zamiast tego wpatrywał się uporczywie w syna.
- Majorze - bezwiednie zwiększyła nacisk na jego ramieniu - Doskonale pan wie, że to przez niego musieliśmy uciekać z Krainy Jezior. I że to on odpowiada za uwięzienie Toblera.
- Pani Daesha'Rha - powiedział Monty z wymuszonym uśmieszkiem - Znowu spotykamy się w dość niesprzyjających okolicznościach...
I wtedy zapomniała na chwilę, jak się mówi w basicu.
- Kunta tuno, ixta boc'ara! - krzyknęła, celując mu palcem w pierś. Strażnik zerwał się od stołu z pałką w ręce - Jak śmiesz w ogóle odzywać się w takiej sytuacji?! Wydaje ci się, że jesteś tutaj nietykalny?
Jej lekku drżały i miotały końcówkami po plecach w słowach, które zgorszyłyby niejednego bywalca tanich barów, gdyby tylko znał subtelną mowę Twi'leków.
Tymczasem Daesha'Rha odwróciła się do Majora.
- Dlaczego nikt mi nie powiedział, że on tu jest?! Dlaczego, do jasnej cholery, nikt mi nie mówi wszystkiego?!
- Daesha, proszę, uspokój się...
- Nie będę się uspokajać! Wiecie, gdzie mam taką współpracę? Głęboko w dupie! Skoro jest taki chętny do pomocy, to dlaczego w ogóle zabierał Toblera?! Po co nas ścigał?
Monty chyba chciał jakoś załagodzić sytuację, bo z rękoma w górze zaczął ostrożnie podchodzić do Twi'lekanki.
Daesha'Rha odwróciła się w jego stronę, w obrocie rozglądając za jakąkolwiek bronią. Na szczęście wszyscy trzymali swoje blastery blisko siebie.
- Stój w miejscu i się nie ruszaj! - krzyknęła.
Chciała podejść do niego, ale nie wiedziała, co dalej. Jej pięść bezwiednie zaczęła się unosić, ale wtedy rebelianci uznali, że tego już za wiele. Ktoś złapał ją pod łokcie, chyba strażnik od kart i przy pomocy kogoś jeszcze odciągnął na bok.
- Dajcie mi zrobić mu krzywdę! Niech ktoś go złapie i zastrzeli, jednego gnoja na świcie mniej! Dobrze słyszysz, Monty Mon'ogramie! Od teraz będziesz miał mnie za swoimi plecami, do usranej śmierci!
Odprowadzili mężczyznę na bok, razem z nim poszedł Major. Widocznie uznał, że nie należy jej teraz wchodzić w drogę.
Usadzili ją pod ścianą i zaraz pochyliła się nad nią Alema'Rha, przesłaniając jej całe pole widzenia.
- Daesha, dziecko, uspokój się - mówiła - Sama dobrze wiesz, że bez niego nie odbijemy Toblera. Potrzebujemy go, słyszysz? Uspokój się, bo zaraz nie pozwolą ci iść na akcję. A przecież Tobler jest ważniejszy, prawda?
Opanowała się trochę. I musiała przyznać matce rację - Monty był ich atutem w tym momencie. Szkoda, że jednocześnie stanowił najsłabsze i najniebezpieczniejsze ogniwo.
Głupia rebelia i jej tajemnice - pomyślała. Resztę czasu spędziła pod ścianą, próbując odzyskać pozory spokoju.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 95
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 31 Gru 2018, o 20:55

- Jeśli załatwiliście już swoje prywatne sprawy ze zdrajcą, to możemy się chyba zbierać. - powiedział dotąd milczący człowiek który wcześniej czekał na nich już na miejscu - Im szybciej wylecimy tym szybciej załatwimy sprawę. A możemy już ruszać, bo to cacko jest stworzone do natychmiastowego startu. I zbudowane jak czołg. Żadnego "grzania silników", a i tak wytrzyma pewnie dłużej niż nawet porządne "cywilne" wyposażenie! Inżynierowie z Kuat jednak znają się na repulsorach, tak dobrze ogarniętgo odprowadzania ciepła nie widziałem od czasów U-Winga, zwykle producenci... - Mimo, że człowiek wyraźnie lubił mówić o technologii i ogólnie pojazdach, to przerwał mu Major
- Santhe, pilotujesz, czy prowadzisz wykład o repulsorach? Sam powiedziałeś, byśmy się szybciej zbierali.
- Dobra, dobra. Przepraszam. To wchodźcie na pokład, a ja otworzę wyjście. - odpowiedział mężczyzna najwyraźniej nazywający się Santhe

Po kilku minutach grupa uderzeniowa wzniosła się nad ziemię w kanonierce... Na może metr. Statek powoli musiał opuścić magazyn przez (na szczęście wystarczająco duże) wrota. Gdy tylko jednak się znaleźli poza zamkniętym pomieszczeniem, wystrzelili w górę. Nie za dużo - trzymali się wciąż niewiele ponad poziomem drzew, najpewniej by nie zostać zauważonymi.

W środku miejsca nie było bardzo dużo, ale na pięć osób zupełnie wystarczyło. Daesha co oczywiste usiadła jak najdalej od Monty'iego, nawet jeśli to wciąż było o kilkaset metrów za blisko.
Co ciekawe, w trakcie drogi to właśnie były Imperialny postanowił zacząć rozmowę.
- Jak zgaduję po reakcji pani Daeshy, nie wszyscy tutaj wiedzą dlaczego się tu znalazłem. No cóż, powód gwarantuje wam, że was nie zdradzę, bowiem Inkwizytor który przejął waszą sprawę dość wyraźnie zaznaczył mi, że nie jest już ważne co zrobię, dopilnuje bym zapłacił za próbę odizolowania go od niej i "niekompetencję" w poszukiwaniach. Chyba w zasadzie wam trochę pomagałem, bo jak pewnie się przekonacie, preferuje on bardziej bezpośrednie metody działania niż ja. A do tego ma poparcie "wyżej" i osiąga wyniki. Może więc byłem w pewnym sensie "mniejszym złem" dla was. Nie oczekuję, że będziecie z tego powodu odnosić się do mnie jako do kogoś, kto wam pomagał z dobroci serca, bo jak pewnie tata dość wyraźnie wam wyjaśnił, jestem tu tylko dlatego, że muszę uciec od poprzedniego życia. Umową jest to, że w zamian za pomoc, zostanę przeszmuglowany poza planetę, gdzie spróbuję osiąść na przynajmniej kilka lat. Jednak jakby na to nie patrzeć, beze mnie mogli byście mieć większe problemy - powiedział, najpewniej starając się zapewnić sobie względy rebeliantów. Mógł więc albo nie ufać im co do dotrzymania umowy, albo chcieć coś więcej...
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6435
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 5 Sty 2019, o 19:35

Ze słów Monty'iego wynikało, że to, co Daesha'Rha słyszała wcześniej o tym ścigającym ich Inkwizytorze było prawdą. A rzeczywistość mogła okazać się jeszcze grosza. Skoro ktoś taki szedł ich śladem, to czy mają jeszcze szanse na spokojne życie w Krainie Jezior? Czy będą mogli zostać na Naboo. Twi'lekanka niczego chyba nie obawiała się bardziej, jak potrzeby opuszczenia planety, która była całym jej życiem.
Po raz kolejny wypomniała sobie uratowanie rebeliantów, ale wiedziała jednocześnie, że inaczej nie dało się postąpić. Tak czy siak, Imperium zwróciłoby na nią swoją uwagę. Niestety, mleko się rozlało, a ona i jej rodzina musieli żyć z tym dalej.
Może alternatywą byłoby przyłączenie się do rebeliantów i ukrycie wśród nich? Skoro i tak byli poszukiwani... A w ten sposób może nie musieliby opuszczać planety. I kto wie, może Inkwizytor wkrótce znudziłby się i wrócił tam, skąd przybył, z pustymi rękami?
Wróciła myślami do sytuacji obecnej. Siedzący nieco dalej Monty skutecznie działał jej na nerwy, ale wiedziała, że musi pozostać opanowana. Dla Toblera.
Denerwowała się akcją. Nigdy nie brała udziału w czymś takim, a o wszelkich atakach i walkach dowiadywała się tylko z holonetu. Zawsze wydawało jej się, że umiałaby sobie poradzić w razie wybuchu jakiejś wojny, czy czegoś w tym stylu. Często o tym myślała, zwłaszcza, gdy słyszała informacje o jakichś buntach czy utarczkach ISB z mieszkańcami niektórych planet. Wyobrażała sobie, co zrobiłaby w razie ataku i myślała, że dałaby radę posłużyć się bronią, przetrwać strzelaninę, ukryć w razie potrzeby. A tymczasem wcale nie czuła się pewnie. Była ciekawa, czy rebelianci czuli to samo przed każdą podobną akcją, czy z czasem się przyzwyczaili.
Dla uspokojenia postanowiła skupić się na misji, dlatego podeszła do Majora.
- Co robimy, kiedy dolecimy na miejsce? - zapytała.
- Cóż - odparł mężczyzna - Wylądujemy w pewnej odległości od bazy i zaczekamy na raport grupy wsparcia, która przeskanuje najbliższą okolicę. Potem będziemy musieli przekraść się do samej bazy, a Monty wskaże nam najdogodniejsze wejście.
- A co ja będę miała robić?
- Tam wisi apteczka. Zapakuj ją, żeby było ci wygodnie ją nieść, tam jest chyba nawet plecak dla ratowników medycznych. Będziesz trzymała się tuż za mną i Monty'm, ale dla pewności zapytaj się Kowalky'iego, czy ma jakiś wolny blaster dla ciebie. Nie wiadomo, kiedy może się przydać. A potem, będziemy zdani na własne szczęście i umiejętności.
- A co z Karlem i grupą "Alfa"?
- Kowalsky będzie z nimi w kontakcie. Powiadomi nas, gdyby coś zaczęło iść nie po naszej myśli.
Daesha'Rha znalazła jakiś plecak i zapakowała do niego apteczkę. Była dość spora, co ucieszyło Twi'lekankę. Miała jednak nadzieję, że nie będzie musiała jej używać. Kowalsky przekazał jej pistolet blasterowy, przeprowadzając od razu przyspieszony kurs celowania z DD6. Z tego również miała nadzieję nie korzystać.
Nabat'Rha zaznajamiał się właśnie ze sprzętem Kowalsky'iego. Przygotowywał komunikatory, a łącznościowiec tłumaczył mu zasady obsługiwania radaru. To chyba było najkrótsze szkolenie wojskowe, jakie przeprowadzili rebelianci.
Wkrótce pilot oznajmił, że zbliżają się do miejsca lądowania. Daesha'Rha przygotowała się na... właściwie, to na wszystko. A przynajmniej się starała.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 95
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 30 Sty 2019, o 21:28

Wraz z tym jak się zbliżali, pilot musiał skontaktować się z bazą. Mieli imperialne kody, więc było to bezpieczniejsze niż próba uniknięcia wykrycia. A przynajmniej tak się wszystkim wydawało, dopóki pilot nie otworzył drzwi do kabiny, wołając po Montiego
- Te, Imperialny, kody chyba są dobre, ale twoi kumple chcą bym podał im powód do wejścia w tę przestrzeń powietrzną.
- Ech, daj mi chwilę... - powiedział Monty kierując się do kokpitu.
Nie zamknęli drzwi, więc Daesha mogła usłyszeć rozmowę jaką oficer przeprowadził z wieżą.
- Tu kanonierka Alfa-Foxtrot-Jeden-Jeden, prosimy o pozwolenie na wejście w waszą zastrzeżoną przestrzeń powietrzną z celem o poziomie bezpieczeństwa Jeden-Delta-Dwa, transmituję kody potwierdzające. Zgodnie z dyrektywą 68020 wnoszę też o zaprzestanie śledzenia pozycji tej jednostki przez osoby o niższym poziomie dostępu. Sprawy ISB, nie polecam wtrącania się.
- Err... - przetwarzanie tych informacji najwyraźniej zajęło osobie po drugiej stronie chwilę - Potwierdzam otrzymanie kodów, macie wolną drogę AE-jedenaście. - w końcu potwierdził i rozmowa się zakończyła.
Chyba jednak nie dla każdego oznaczało to do końca sukces... Bowiem po chwili od zakończenia tej wymiany zdań, Major postanowił o niej pomówić z synem...
- Co to było? Nie mówiłeś nam o innych kodach?
- To był mój osobisty cylinder kodowy. "Oficjalnie" jest to więc teraz jakaś misja ISB, więc nie będą nam przeszkadzać. Wa... - Major przerwał mu w połowie słowa.
- To nie zmienia tego, że bez nich mogliśmy wpaść.
- Mogę dokończyć? Dziękuję. Wadą tego jest to, że jeśli zaczną mnie na poważnie szukać, ktoś poszuka moich kodów w logach i zobaczy, co tu zrobiłem. Raczej nie jest to coś, od czego by zaczęli, ale polecam się pośpieszyć z wyciąganiem przyjaciela.
- Niech będzie... - zakończył dyskusję Major.

Wkrótce później wylądowali. Spokojniej niż można było się spodziewać. Nie musieli już się tak starać by uniknąć wykrycia, skoro nawet jeśli ktoś patrzył co się z nimi dzieje, zakładał, że to "sprawy ISB" i nie mógł o tym powiedzieć innym bez konsekwencji prawnych.
Po tak krótkim szkoleniu trudno było powiedzieć, by ktokolwiek był naprawdę gotowy, ale jakby każdy czekał aż będzie gotowy, to nikt nigdy by nic nie zrobił.
Grupa uderzeniowa wyruszyła więc na swoją misję.


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6435
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 10 Lut 2019, o 02:30

Kowalsky przeskanował okolicę na szybko i przekazał im pozycje najbliższych strażników. Grupa uderzeniowa wyszła szybko z kanonierki. Na czele szedł Major, prowadząc przed sobą syna. Monty szedł wyprostowany, w razie gdyby ktoś miał ich zauważyć, żeby mógł udawać, że wie, co robi. Za nimi szło dwóch rebeliantów, z bronią przygotowaną do strzału. Na końcu dreptała Daesha'Rha, ściskając kurczowo kolbę blastera. Rozglądała się nerwowo na boki, szukając imperialnych, którzy mogliby im w jakiś sposób zagrozić. Na szczęście w polu widzenia nikogo nie było.
Do przejścia mieli zaledwie kawałek, toteż szybko przypadli do ściany budynku, tuż przy jednym z bocznych wejść.
- Jesteśmy przy części administracyjnej - szepnął Monty - Nie powinniśmy trafić na szeregowców, ale możemy spotkać jakiegoś wyższego rangą żołnierza.
- Ciebie poznają - stwierdziła Twi'lekanka - Ale obecność czterech rebeliantów pod bronią przy tobie może być nieco podejrzana.
- Zabawne, doprawdy...
- Cisza - uciął szybko Major - Wchodzę pierwszy z tobą - wskazał syna - za nami idzie Milan, potem Daesha, na końcu ubezpiecza Roger.
Wspomniani rebelianci ustawili się pod ścianą w pożądanej kolejności, czekając na dalsze rozkazy. Daesha'Rha podziwiała ich opanowanie. Major tymczasem odezwał się do Kowalsky'iego:
- Macie coś?
- Skanery nie łapią wnętrza dokładnie - zameldował mężczyzna - Widzę tylko korytarz i pierwszy zakręt przed wami, są czyste. Na zewnątrz nikogo.
- Wchodzimy, miej oko na wejście.
Monty otworzył drzwi, pokazując im przy okazji kod do nich. Major wśliznął się do środka tuż za nim, następnie poszedł Milan. Daesha'Rha ostatni raz obejrzała się za siebie, po czym podążyła za resztą grupy. Roger dopilnował, żeby drzwi nie zatrzasnęły się przypadkiem na amen.
Zgodnie z raportem wsparcia mieli przed sobą prosty korytarz, który skręcał zaraz w prawo. Przy załomie znaleźli holograficzne oznaczenia.
- Do pokojów przesłuchań to tam - wskazał Monty. Zobaczyli, że dalej korytarz rozdziela się na dwie odnogi - Poprowadzę.
- Tylko powoli - ostrzegł Major - Nie możemy się na nikogo natknąć, bo będziemy zmuszeni strzelać.
Daesha'Rha przełknęła ślinę. Wcale nie chciała używać tego blastera, a tym bardziej nie chciała na nikogo wpadać. Miała nadzieję, że nie kręci się tu zbyt wielu żołnierzy.
Kiedy skradali się wzdłuż ścian, Twi'lekanka zastanawiała się nad tym, co zrobią, gdy już dotrą do celu. Jeśli ktoś będzie pełnił tam wartę, to czy rzeczywiście Major każe otworzyć ogień? Nie chciała przeżyć kolejnej strzelaniny, zwłaszcza w zamkniętej przestrzeni. Słyszała, że bolty blasterowe odbijają się od ścian i rykoszetują w losowych kierunkach...
Postanowiła nie zawracać sobie teraz głowy planami, więc skupiła się na Montym. Próbowała przejrzeć jego myśli, żeby upewnić się, że nic nie kombinuje. Obserwowała uważnie jego ruchy, patrzyła, czy mężczyzna nie wpatruje się w jakiś punkt, czy nie wygląda, jakby na coś czekał. Cały czas obawiała się pułapki.
Monty jednak cały czas prowadził, trzymany za ramię przez Majora, który z blasterem w drugiej ręce uważnie nasłuchiwał, czy w następnym korytarzu nikogo nie ma. Dotarli w końcu do skrzyżowania. Jedna odnoga korytarza wiodła prostopadle w lewo, na wschód. Przed nimi natomiast rozdzielał się on na dwie części, ułożone do siebie pod niewielkim kątem. Przy każdym widniały holograficzne opisy, ale żaden z nich nie głosił wielkimi literami "Tu trzymamy Toblera".
- No dobra - wyszeptał Major do syna - To teraz którędy?
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 95
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 26 Lut 2019, o 23:52

- Chyba prawo. W tamtą stronę jest więzienie.
- Chyba? - zapytał się Major
- Nie byłem tu dość długo by poznać wszystkie korytarze! Ważne, że wiem gdzie iść.

Grupa powoli przechodziła wgłąb obiektu, kierowana przez dawnego oficera Imperium.
Monty wydawał się czegoś szukać. Patrzył po napisach, rozglądał się na każdym skrzyżowaniu korytarzy i ogólnie uważnie oglądał wszystko, co mijali.

Jednak przez całą drogę można było zauważyć jedno: było pusto. Co prawda przez ostrożność nie przebyli bardzo długiego dystansu, ale i tak powinni już do tej pory kogoś zobaczyć... Może to była pułapka? Zostali wciągnięci do środka fortecy wroga, gdyby teraz ich otoczono nie mieli by przecież szans na ucieczkę. A do tego w zasadzie sami szli do więzienia...

W pewnym momencie Milan wyszeptał coś do Majora i ten zatrzymał grupę. Po chwili Daesha i reszta zrozumieli dlaczego, słysząc dźwięk kroków z korytarza obok. W końcu pojawiła się żywa dusza i wszyscy byli przygotowani na najgorsze.
Na szczęście nie była to jednak pułapka, a nawet okazało się, że nie jest to zagrożenie.
Zza rogu bowiem wyszedł imperialny oficer, ale nigdy ich nie zauważył. Trzymał w rękach datapad i to na nim skupiał swój wzrok. W ostatniej chwili chyba zwrócił uwagę na Montiego, bo odchodząc w innym kierunku odezwał się krótko
- Dzień dobry, sir.

No cóż, to miała być część biurowa, a więc mieli już za sobą imperialnego... korpoludka? Chyba, że zamiast pracy, na datapadzie w coś grał, lub czytał historie z HoloNetu. Ważne, że nie był przeszkodą.

Gdy jednak wydawało się, że będą mogli spokojnie kontynuować drogę, odezwał się Monty
- Kurwa, przypomniałem sobie gdzie mniej więcej zaraz dotrzemy.
Podniesione brwi u reszty wskazały na zainteresowanie
- Moje biuro.
- I? - zapytał Milan
- Mam tam ochronę.
Zrozumienie spłynęło na wszystkich rebeliantów. Jeszcze chwila i wdepnęli by w nieumyślną pułapkę. Chyba nieumyślną.
- Nie możemy po prostu go ominąć? - zapytał się Major
- Być może, ale jeśli nie chcemy przejść przez środek pomieszczenia pełnego ludzi musimy chyba iść wyżej. Na tym piętrze nie kojarzę innej drogi.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6435
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 1 Mar 2019, o 19:45

- Milan - Daesha'Rha zwróciła się do mężczyzny - Weź wyżej ten karabin i przyłóż "przewodnikowi" między łopatki.
Rebeliant nie zastanawiał się długo - lufa blasterowego karabinu musiała nieprzyjemnie ukąsić Monty'iego w plecy, bo ten syknął przez zęby.
- A to za co? - zapytał z wyrzutem.
- Na wszelki wypadek - odparła Twi'lekanka - Bo wydaje mi się, że wcale nie zapomniałeś, gdzie tu jest twoje własne biuro. Albo właśnie spaliłeś tę pułapkę, albo pchasz nas w większą. Dlatego przypominam, na czyich warunkach tu jesteś.
Major nie zaprotestował. Widocznie jemu też coś w zachowaniu syna nie pasowało. Daesha'Rha współczuła mu, że został skazany na takie dziecko. A to utwierdzało ją tylko w przekonaniu, że własnego w życiu by nie chciała mieć.
- Majorze, jaka decyzja? - zapytał z tyłu Roger.
- Chwila. Kowalsky - Major wywołał wsparcie przez komunikator - Przeskanuj piętro nad nami. Będzie tam droga?
Chwila szumu i pomruku na linii kontaktu. Kowalsky szybko odpowiedział:
- Korytarz będzie przechodził centralnie nad sporym pokojem pełnym ludzi. Na razie nikogo w nim nie ma, droga wolna. Za jakieś sto metrów powinny być rozstaje, skręćcie na nich w prawo i dalej schodami w górę.
- Dzięki. Milan, idziesz obok mnie i prowadzisz go. Monty, do ciężkiej cholery, prowadź porządnie, bo ci kolana przestrzelimy. Daesha, na swoje miejsce.
Po tej krótkiej i jakże rzeczowej odprawie ruszyli dalej. Twi'lekanka cały czas obserwowała Monty'iego, uważając, żeby znowu nie rozglądał się za bardzo.
Tak jak powiedział Kowalsky, trafili na schody. Wspięli się nimi powoli i cicho, nasłuchując uważnie. Na ich szczęście nie natrafili na żadnych zbłąkanych pracowników kompleksu.
Na górze zadanie stało się łatwiejsze, bo przed nimi pojawił się prosty, długi i, co najważniejsze, pusty korytarz. Daesha'Rha już dawno zabłądziłaby, gdyby nie widziane wcześniej plany i instrukcje grupy wsparcia. Nawet uniwersytet w Theed nie miał tylu zakamarków, pokoików i kilometrów durastalowych wnętrz, ciągnących się w trzewiach budynku niczym tasiemiec.
Korytarz pokonali zatem bez przeszkód. Monty znowu zaczął się rozglądać, szukając drogi do cel więziennych.
- Montgomery, pospiesz się - powiedział Major - Nie mam zamiaru spędzać w tym budynku reszty dnia.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 95
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 1 Kwi 2019, o 00:09

Grupa więc powoli zmierzała dalej w bazę wroga.
To, co wykazały skany okazało się prawdą - baza była zaskakująco pusta. Czy naprawdę Imperium utrzymywało taki olbrzymi budynek dla tak małej liczby pracowników?
Jak dotąd w końcu spotkali jedną żywą osobę. Jedną.
Do tego plan budynku był dziwny. Jakby przebudowywano go wiele razy na szybko i za każdym razem po prostu dodawano trochę korytarzy i dzielono kolejne pokoje na mniejsze części. Może właśnie tak się działo - w końcu plany które znaleźli wskazywały, że jest to dość stary budynek, a nie jakieś nowe cacko. Może nie zabytek, ale na pewno przeszedł przez spore zmiany na planecie i był starszy niż ktokolwiek tutaj.

Jednak z czasem można było zauważyć zmianę w schemacie kolorystycznym wykorzystanym w budynku. Ściany w części "biurowej" były w różnych bladych odcieniach żółci, zieleni, niebieskiego i kilku innych kolorów, ale im dalej w środku - a przynajmniej w stronę pozostałych części bazy - byli, tym częściej można było zobaczyć biały.

Monty trochę ograniczył też swoje rozglądanie się - albo przynajmniej teraz trochę lepiej się z tym krył.

Niestety, wkrótce komunikator Majora się odezwał głosem Kowalskyego. Choć Daesha nie usłyszała dokładnie co ten powiedział, ich dowódca po chwili to przekazał.
- Przed nami dwóch Imperialnych. O ile nikt tu nie zna przypadkiem jakiejś tajnej drogi której nie można zauważyć na skanach, to alternatywy są jeszcze gorsze.
- Mogę spróbować kazać im nas zignorować - powiedział Monty - najwyraźniej wciąż mam swoje uprawnienia.
- A mamy jakąś gwarancję, że nie powiesz im po prostu o nas? - zapytał się Milan - Może to tu nas prowadziłeś, a teraz chcesz uniknąć wpadania we własną pułapkę?
- Och, jakie więc świetne rozwiązanie proponujesz? Zacząć strzelać z nadzieją, że nas nie usłyszą? - z dość wyraźną dozą ironii w głosie odpowiedział Montgomery

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6435
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 7 Kwi 2019, o 20:37

- Cisza - nakazał szeptem Major - Kowalsky, jaka odległość?
- Trzydzieści metrów. Zbliżają się powolnym marszem.
- Milan, pilnuj go, żeby trzymał gębę na kłódkę - Major wskazał ruchem głowy syna.
- Majorze, co robimy? - zapytała Daesha'Rha. Dłoń trochę spociła jej się na kolbie blastera.
- Spróbujemy się schować za tamtym załomem - mężczyzna wskazał pobliską ścianę, tuż przy rozsuwanych drzwiach - Jak tylko staną obok nas, ogłuszymy ich.
Plan wydawał się prosty. Ale jak rebelianci znali życie i pewne prawa nim rządzące, prostota przekładała się również na łatwość popełnienia błędu.
Nie dyskutowano z Majorem. Przypadli do ścian, przyciągając kręgosłupy jak najbliżej zimnych murów. Major po prawej stronie, Milan, Daesha'Rha i Montgomery po lewej. W pewnym momencie Milan jednak zabrał karabin sprzed nosa imperialnego jeńca i przekazał go Twi'lekance.
- Może ty się nim zajmij - powiedział - A ja będę bił ludzi.
Próbował dodać jej otuchy uśmiechem, ale chyba sam nie bardzo w to uwierzył. Daesha'Rha złapała za to Montgomerego za ramię, przyłożyła blaster do brzucha i powiedziała:
- Teraz ani słowa. I nawet nie próbuj się wyrywać.
Stali zatem ukryci i czekali na nadchodzącą parę.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Mistrz Gry
 
Posty: 95
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 18 Kwi 2019, o 23:16

Kiedy dwójka odzianych w białe zbroje ludzi powoli zbliżała się do ukrytych rebeliantów, Daesha miała okazję usłyszeć krótki fragment ich rozmowy:
- No nie wiem, z jednej strony cieszę się, że chce robić to co ja, ale z drugiej miałem nadzieję, że znajdzie sobie coś lepszego niż wojsko.
- To dzieciak, wszystko może się zmienić. Na razie możesz się ciszyć z tego jak na ciebie patrzy, a nie myśleć o jego przyszłości.
- Może masz rację... A co z twoim siostrzeńcem?
- Ponoć dobrze mu idzie w akademii. Szkoda, że woli latać niż siedzieć na ziemi z nami...
- Dziwisz mu się? Tylko strzeżemy tego, patrolujemy tamto, jakby ta cholerna Rebelia była nie wiadomo czym.

Mniej więcej w tym momencie jeden z nich został trafiony wiązką ogłuszającą, jednak drugi zdążył zareagować zanim czekało go to samo. Szarpnął bronią w górę i zdążył wykrzyknąć "kurwa", jednak przy tak małym dystansie nie było szans na uniknięcie tego losu - druga niebieska wiązka zakończyła jego próbę oporu.
W ostatnim akcie walki z rebelianckim ścierwem zdążył upadając wystrzelić z blastera w sufit, zostawiając niezbyt ładny zwęglony ślad i z pewnością psując dzień osobie odpowiedzialnej za sprzątanie tego obszaru bazy.

Co jednak ważniejsze dla właśnie skradającej się w miejscu, gdzie powinno być sporo nieprzyjaźnie nastawionych osób grupy, ostatnie akcje szturmowca mogły powiadomić kogoś, że coś jest nie tak. A to ostatnia rzecz jaką by w tej chwili chcieli.

Co się stało jednak się nie odstanie, ale przez kilka minut alarmy nie zaczęły wyć, a także nic nie wskazywało na to, by ktoś się zbliżał, więc była szansa, że nikt nie usłyszał tego drobnego zdarzenia...
Ale co z ciałami? Jeśli ktoś tędy przejdzie, być może szukając zaginionych ludzi, na pewno nie będzie to wyglądało dobrze...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6435
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Środkowe Rubieże