Content

Środkowe Rubieże

[Naboo] - Ostatni

Image

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 14 Paź 2018, o 19:38

Szturmowiec jeszcze chwilę stał cicho, po czym się zwrócił do chłopaka
- Możesz powtórzyć gdzie ich widziałeś?
- Doki B, gdzieś między magazynami. Szli chyba w stronę kanału...
- Dziękuję, bardzo pomogliście Imperium! - powiedział już dość radośnie - Jakbyśmy kiedyś się spotkali poza pracą, to obiecuję postawić wam wszystkim najlepsze piwo jakie to miasto ma do zaoferowania!
- Nie uważasz, że jesteś zbyt dużym optymistą? Ich już może tam dawno nie być przecież. - odezwał się po raz pierwszy drugi ze szturmowców w patrolu. - Do tego ponoć przy poszukiwaniach pracuje ten Inkwizytor. Raczej nie spodziewałbym się po nim dużej nagrody. Wiesz, co o nim mówią...
- Ech. Masz rację. Ale nie dasz człowiekowi marzyć? Poza tym, jeśli szli w stronę kanału, to pewnie szukali jakiejś łodzi. Na rzece masz tylko dwa kierunki, więc łatwo będzie ich znaleźć. - odpowiedział kontrolujący, oddalając się już od pojazdu rebeliantów - Jeszcze raz dzięki za waszą spostrzegawczość! Możecie lecieć i czuć się dumni ze swojej pomocy! - rzucił na odchodne.
Kiedy odlatywali można było zobaczyć jeszcze, jak coś majstruje przy swoim hełmie i najpewniej prowadzi niesłyszalną poza nim rozmowę.

Rebelianci mogli odetchnąć. Jakie szczęście, że spotkali miłego szturmowca... Coś, co wyglądało w zasadzie na oksymoron okazało się ich ratunkiem, a do tego pozwoliło im przekierować poszukiwania prawdopodobnie do zupełnie innej części miasta.
Ciężarówka zatrzymała się w końcu w dość zaskakującym miejscu - niedaleko portu kosmicznego. A dokładniej, przed średniej wielkości sklepem z częściami do pojazdów kosmicznych.
Pierwszy z pojazdu wyszedł pilot, każąc reszcie jeszcze chwilę zostać. Wkrótce wyszedł z budynku prowadząc dwie małe platformy repulsorowe i powiedział im by brali skrzynie z paki. Te okazały się dość lekkie, na pewno znacznie lżejsze niż powiedzieli to podczas kontroli. W dwie osoby nie było żadnego problemu by postawić je na platformach, a przenoszenie czegoś z pomocą repulsorów było oczywiście banalne.
Wewnątrz sklepu był jeden bardzo niski (może metr? Mniej?) włochaty humanoid i dwóch Sullustan. Istota, którą po chwili zastanowienia Daesha rozpoznała jako Chadra-Fan, pokazywała jakieś części klientom i opowiadała o nich. Kiedy jednak weszli rebelianci, na chwilę się od tego oderwał, by wskazać miejsce do którego należało zabrać skrzynie.

Dotarli z nimi do małego (w porównaniu do poprzedniego) magazynu, pełnego różnego rodzaju technologii. Część wyglądała na praktycznie złom, a część na bardzo drogie elementy. Odłożyli gdzieś skrzynie i czekali.
Po kilku minutach przyszedł Chadra-Fan, by ich przywitać.
- Witam w moim skromnym sklepie. Er... Na chwilę zamknąłem sklep, więc nie musicie się martwić o klientów, ale zwykle polecam nie wychodzić do głównej części sklepu. Er... Możecie oczywiście robić tu co chcecie, by się przygotować do opuszczenia miasta. Er... Jestem zupełnie świadomy ryzyka pozwalania wam się tu schronić i mówiąc szczerze, gdyby nie to, że rozumiem jacy jesteście ważni dla rebelii wolałbym się was pozbyć jak najszybciej, ale jestem gotowy ryzykować dla sprawy. Er... A! Wiem, o czym zapomniałem! Nazywam się Tobe, miło was poznać - zacinał się dość często, ale kiedy już mówił, wypluwał słowa jak z karabinu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6130
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 15 Paź 2018, o 19:18

Pomieszczenie było ciasne, a przynajmniej takie zdawało się być Twi'lekance, przyzwyczajonej na co dzień do otwartych terenów. Na środku stały wysokie półki, wypełnione zardzewiałymi paskami rozrządu, wałami korbowymi i opornikami, obok których, precyzyjnie ułożone w odpowiednich pudełkach, leżały kompresory, chłodnice, łożyska i świece zapłonowe. Daesha'Rha znała tylko niektóre części, za to Nabat'Rha mógł się tutaj poczuć, jak dziecko w sklepie z klockami. Oczywiście wszystkie miejsca na półkach były podpisane, jak w bibliotece.
Rebelianci, z którymi tu przyjechali, skończyli nosić skrzynie i ich rzeczy.
- Możecie tutaj chwilę odpocząć, zebrać siły - powiedział jeden z nich - Nie jest tu może zbyt wygodnie, ale za to spokojnie. Tylko nie wychodźcie na sklep. Jakbyście czegoś potrzebowali, to pukajcie, Tobe na pewno przyjdzie.
Po tych słowach wskazali im kąt, w którym mogli usiąść na starych kartonach i wyszli. Daesha'Rha słyszała przez drzwi, że rozmawiają z Chadra-Fanem.
Znowu zostawili ich samych sobie. Za każdym razem miała takie złe przeczucie, że przy kolejnej podobnej "przeprowadzce" nikt po nich nie wróci. Przyszła jej do głowy taka myśl, że mogłaby teraz wyjść przez to niewielkie okno na końcu pomieszczenia, przebiec przez miasto i dotrzeć jakoś do najbliższego lasu. Tam zaszyłaby się gdzieś i Imperium by jej nie znalazło. Tylko co by zrobiła z rodzicami? Nie mogłaby ich tak zostawić. A gdyby spadł deszcz, zniszczyłyby się jej książki.
Z całego serca pragnęła znaleźć się teraz na zewnątrz, wśród zielonej roślinności Naboo... Szybko wróciła jednak na ziemię. Byli poszukiwani. I z każdą chwilą traciła nadzieję na to, że w razie wpadki wykręciliby się jakoś, jak niedawno z tym szturmowcem.
Przypomniało jej się, co mówili ci imperialni. Że ten inkwizytor ich szuka, i że coś o nim mówią. Nie brzmiało to, jakby mówili dobrze.
Wtedy zakradła się do niej obawa, że wspomniany inkwizytor mógł dobrać się do Toblera. Kiedy odpowiedział, gdy go wywołała, brzmiał strasznie. Myśl, że mogła mu zaszkodzić i sprowadzić na niego niebezpieczeństwo, przyprawiała ją o mdłości.
Stres powoli opuszczał ich wszystkich. Alema'Rha położyła się na posłaniu z kartonów i zanim ktokolwiek spostrzegł, zdążyła zasnąć. Rodzice opowiadali jej, że gdy uciekali z huttańskiej niewoli, starali się wykorzystywać każdą możliwą chwilę na sen. Nigdy nie potrafiła pojąć tej niezwykłej umiejętności jej ojca, polegającej na zasypianiu dokładnie w tej chwili i pozycji, w jakiej chciał. Dopiero na studiach spotkała się z tym problemem.
Major i Karl też wyglądali na zmęczonych, ale starali się tego nie okazywać. Byli niemal jak dwuosobowa grupa wsparcia psychicznego dla Twi'leków.
Daesha'Rha siedziała tak chwilę, ale gdy znudziły jej się te ponure myśli o wydarzeniach, których i tak już nie mogła zmienić, podeszła do Majora.
- Może powinniśmy opracować jakiś plan, jak uratować Toblera? - zapytała - Albo chociaż wymyślić, jak chcemy to zrobić?
- Masz już jakiś pomysł? - zapytał Major. Dołączył do nich Nabat'Rha, który do tej pory przeglądał części na półkach.
- Myślę - zaczęła Daesha'Rha - że trzeba by się tam zakraść jakąś niewielką grupą. Obawiam się, że mogli go torturować, więc albo tkwi w więzieniu, albo jakimś podobnym, strzeżonym miejscu. Potrzebny byłby w takim razie ktoś, kto umiałby się tam włamać. I oczywiście ktoś, kto mógłby opatrzyć Toblera. Nie wiemy, w jakim jest stanie, więc może trzeba go będzie nieść, a potem jakoś sprawnie zabrać całą grupę. Myślałam o tym, żeby "dostarczyć" ich, czy też nas, powietrzem, w pewnej odległości od domniemanego miejsca i stamtąd właśnie odebrać. Potrzebowalibyśmy tylko planów i informacji o danej lokacji, żeby zaplanować trasę. Co pan o tym sądzi?
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 55
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 29 Paź 2018, o 23:52

- Zgadzam się, że frontalny atak byłby złym pomysłem. Ale nie mamy już wielu tak zdolnych ludzi jak przed próbą odbicia dzieci. Musimy wykorzystać każdą przewagę jaką mamy i moim zdaniem powinniśmy zacząć od tego, by Imperium myślało, że próbujemy uciec. Jeśli uda nam się sprawić by więcej sił nas goniło, to być może miejsce w którym trzymają Toblera będzie gorzej chronione. Być może wtedy będziemy mieli szansę jakoś tam wlecieć, odbić go i odlecieć zanim się zorientują, co się stało. Na razie jednak nie możemy robić dużo więcej niż czekać. Też chciałbym jak najszybciej się za to zabrać, ale dzieląc jego los nie pomożemy Toblerowi, ani komukolwiek innemu.
Daesha jeszcze przez chwilę dyskutowała z Majorem na temat ich opcji, ale ostatecznie przyznała mu rację, że czas przyniesie ich odpowiedzi.

Nieco ponad godzinę później, Daesha usłyszała jednak rozmowę ich hosta z Majorem. Nie podsłuchiwała - po prostu była w pobliżu i nie mówili specjalnie cicho. Większości zresztą nie zapamiętała, bo jej uwagę przyciągnęło dopiero wspomnienie Toblera.
- Er... Właśnie, miałem przekazać, że możliwe, że znaleźli waszego przyjaciela. Jakiś pracownik ponoć się wygadał, ale jeszcze sprawdzają szczegóły.
- Znalazłeś już jakiś statek, który moglibyśmy kupić?
- Er... Nie. Szukałem, ale niewiele osób sprzedaje cokolwiek w tej okolicy w jakkolwiek racjonalnej cenie. Raczej wynajem.
- A chociaż jakiś pilot, który nie ma problemu z ryzykiem?
- Być może coś mam, ale też niewielu teraz chce robić coś co by... No... Stawiało ich przeciw Imperium. Za niebezpieczne, mówią.
- Ech... Dobra, dziękuję. To przecież nie twoja wina, że ludzie nie lubią takiego ryzyka. Też pewnie bym wolał siedzieć cicho po ostatnich wydarzeniach na ich miejscu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6130
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 1 Lis 2018, o 22:30

Kiedy Major skończył rozmowę z Tobe, Daesha'Rha wyszła zza półki, przy której się chowała i zatrzymała mężczyznę.
- Po co mamy kupować statek? - zapytała - Podobno odnaleźli Toblera, możemy już działać.
- To nie takie proste - odparł Major - Jak już mówiłem, musimy wyprowadzić w pole ISB, a chcemy to zrobić, dając im do zrozumienia, że uciekamy. Poza tym, jeszcze nie mam dokładnych wiadomości o miejscu, w którym trzymają twojego przyjaciela. Musimy uzbroić się w cierpliwość.
I odszedł, nie poświęcając jej więcej uwagi. Unikał jej resztę dnia, aż do sklepu nie przyszedł jakiś zdyszany i rozgorączkowany chłopak. Wręczył Chadra-Fanowi jakąś niewielką tuleję i wybiegł.
Wkrótce potem Major zebrał ich wszystkich, razem z kilkoma innymi rebeliantami przy stole na zapleczu sklepu. Na środku blatu rozłożył zawartość tajemniczej tulei, którą okazała się być mapa budynku. Pozbawiona oznaczeń.
- To jest plan bazy, w której trzymają Toblera - oznajmił Major - Mapa może być nieaktualna, i nie wiemy, gdzie dokładnie uwięziony jest Gunganin, więc zadanie będzie trudniejsze.
Nikt się nie odzywał, bo chyba nikt nie miał aktualnych informacji o tym więzieniu.
- Jednakowoż - kontynuował Major - Z dniem jutrzejszym wprowadzamy plan w życie. Panie Kowalsky, analiza proszę.
Jego miejsce zajął wysoki rebeliant z włosami przylizanymi do czoła.
- Jak wszyscy wiemy - zaczął - Jest nas niewielu. Ale poradzimy sobie. Dzielimy się na trzy grupy, do których będę potrzebował ochotników. Grupa "Alfa" zorganizuje udawaną ucieczkę. Weźmiecie skutery repulsorowe i zrobicie zamieszanie tutaj, w Dee'ja Peak, bo to tutaj szukają rebeliantów. W tym czasie grupa uderzeniowa i grupa wsparcia polecą do naszego celu. Uderzeniowi wchodzą do bazy i odbijają Toblera, wsparcie zostaje na tyłach i nawiguje ich, osłania plecy i czuwa lepiej, niż najświętsze duchy.
Kowalsky zrobił dramatyczną przerwę, żeby dać się namyślić zebranym. Jako pierwszy odezwał się Karl:
- Mogę iść na czele "Alfy", razem z kilkoma ludźmi.
Trzech rebeliantów odpowiedziało ochoczym, lecz cichym okrzykiem.
- Ja poprowadzę grupę uderzeniową - powiedział Major - Potrzebuję przynajmniej jeszcze trójki ludzi.
Zgłosili się. Co prawda dwie osoby, ale to było zawsze coś.
- Ja biorę wsparcie - zgłosił Kowalsky - przydałby mi się jednak ktoś, kto trochę umie w komputery. No i może ktoś z bronią.
Znalazły się dwie osoby gotowe do pomocy. Zgłosili się także rodzice Twi'lekanki.
- Będę w stanie pomóc - powiedział Nabat'Rha - A nie chcielibyśmy z Alema'Rha być bezużyteczni.
- Chcę iść z Majorem - powiedziała Daesha'Rha.
Popatrzyli się na nią w ciszy, ale nikt nic nie powiedział.
- Nie chcę wyglądać na kogoś, kto gardzi darowaną pomocą - zaczął łagodnie Major - Ale nie masz odpowiedniego szkolenia. Czy ty kiedykolwiek trzymałaś w rękach broń?
- Palną - nie. Ale mogłabym na szybko opatrzeć Toblera, jeśli będzie tego wymagał. I jestem mu to po prostu winna.
- Nie będę cię zatrzymywał - powiedział mężczyzna - Ale mam nadzieję, że wiesz, na co się piszesz - zwrócił się z powrotem do reszty grupy - Ufam, że znacie swoje zadania. Przygotujcie niezbędny sprzęt, wyśpijcie do jutra. Ja powiadomię Genna, Tobe mam nadzieję załatwi nam transport. Widzimy się tutaj za dwanaście godzin.
Stuknęły obcasy, poszły saluty i zebrani rozeszli się. Wychodzili drzwiami na zapleczu, oknem, jakimś kanałem. Po chwili na tyłach zrobiło się niemal pusto.
Chadra-Fan pokręcił smutno głową.
- Er... mam co do tego złe przeczucia.
- I co teraz, Majorze? - zapytała Daesha'Rha, kiedy Tobe zostawił ich samych.
- Idźcie spać - odrzekł - Ja muszę porozmawiać z Gennem. I postarać się o ten pieprzony statek.
Kiwnął palcem na Karla i zostawił ich samych.

A więc: oto cały plan :P. Poproszę o info jaka to baza :) Jeśli Major nie będzie mógł kupić tego statku, będzie pewnie na tyle zdesperowany, żeby go ukraść, może narobi tym jeszcze więcej zamieszania ;)
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 55
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Poprzednia

Wróć do Środkowe Rubieże