Content

Środkowe Rubieże

[Naboo] - Ostatni

Image

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 9 Cze 2018, o 22:44

Przybycie na farmę rodziców Daeshy także nie zajęło im długo, choć podobnie jak droga na posiadłość Twi'lekanki - lot nie był najprzyjemniejszy. Karl widocznie starał się lecieć jak najniżej się dało, co wiązało się jednak z koniecznością wykonywania częstych manewrów pozwalających ominąć wyższe przeszkody.
Kiedy jednak wylądowali, Daesha nie widziała Nabata i Alemy czekających na nich. Dopiero gdy wyszła z promu zauważyła swoją matkę wyglądającą przez okno. Zapamiętała więc najwyraźniej, że to Imperium miała ich ścigać... A Lambda była raczej dość rozpoznawalnym symbolem tego reżimu.
Kiedy jednak zobaczyła swoją córkę zniknęła, by wkrótce pojawić się w drzwiach. Wraz z nią był też Nabat'Rha. Mieli także przy sobie dwie walizki.
- Co się dzieje? Kto cię ściga? Dlaczego? Dlaczego przyleciałaś w... tym? - jej matka była bardziej widocznie zdziwiona i zaniepokojona sytuacją, co jednak było raczej zrozumiałe.
- Wytłumaczę to później. Teraz musimy już lecieć.
Kiedy tylko pasażerowie wsiedli na pokład, wejście się zamknęło i zaraz statek zaczął się podnosić.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5763
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 12 Cze 2018, o 20:53

Gdy tylko statek poderwał się z ziemi, wszyscy mężczyźni przypomnieli sobie nagle, że muszą coś koniecznie załatwić w kokpicie. Twi'lekowie usiedli wraz z Toblerem na miejscach dla pasażerów. Rodzice naprzeciwko Gunganina i swojej córki, która była pewna, że jej wstyd widać nawet w Theed.
Alema'Rha i Nabat'Rha patrzyli na nią wyczekująco.
- Tak jak mówiłam, ściga mnie, a tym samym nas wszystkich, ISB. - zaczęła - Dzisiaj rano za moją farmą rozbił się transportowiec. Przeżyły tylko dwie osoby, które zresztą są teraz w kokpicie. Jeden z mężczyzn był ranny i nieprzytomny, więc zabrałam go do siebie i opatrzyłam. Po rozmowie z tym drugim dowiedziałam się, że należeli do czegoś w rodzaju lokalnej rebelii. I byli poszukiwani.
- Pomogłam im uciec z mojej farmy, a Tobler pomógł mi ich przechować. - Gunganin kiwał głową na potwierdzenie, kiedy kontynuowała opowieść - Kiedy wróciłam do siebie, imperialni już na mnie czekali. Przepytywał mnie jakiś Montgomery Mon'ogram. Próbowałam kłamać, ale nie uwierzył mi i kazał mnie gdzieś zabrać. Wtedy jeden ze szturmowców wsiadł ze mną sam do tego statku, po czym wyjaśnił mi, że popiera i pomaga Majorowi, czyli temu rannemu, któremu pomogłam. Szturmowiec, Karl, siedzi właśnie za sterami.
- Powiedziała mu, gdzie ukrywa się Major, a on obezwładnił pilota i poleciał po niego. Spotkaliśmy się z Majorem, a ten oznajmił, że w tym momencie wszyscy będziemy poszukiwani, i że trzeba gdzieś się ukryć. Od razu pomyślałam, że ISB może skupić się również na was, dlatego nalegałam, żeby tu przylecieć. Tobler zaofiarował pomoc w ukryciu się, u znajomego w jednym z gungańskich miast.
Przerwała na chwilę, ale nie doczekała się odpowiedzi. Jej rodzice siedzieli na swoich miejscach, jak sparaliżowani; widocznie przetrawiali wszystkie informacje.
Tobler pochylił się w ich kierunku i oparł łokcie na kolanach.
- Ucieczka w tym momencie to najlepsze, co możecie zrobić. Zaopiekuję się waszym majątkiem, mam przyjaciół, którzy pomogą, sam będę wszystko kontrolował. Nie wiemy jednak, na jak długo trzeba będzie się ukryć.
Alema'Rha schowała twarz w swoich drobnych, spracowanych dłoniach. Nabat'Rha pochylił się i przejechał dłonią po lewym lekku, w geście, który mógł udawać przeczesywanie włosów.
- I mamy teraz wszystko zostawić? - zapytał z rozpaczą w głosie - Dorobek życia, legalnie i ciężko wypracowany? Żeby znowu uciekać i żyć na cudzym?
Nie wiedziała, jak ma potwierdzić, więc opuściła głowę. Ojciec rzadko na nią krzyczał, nawet teraz mówił spokojnie, ale to chyba było w tym wszystkim najgorsze. To uczucie, że ich zawiodła i sprowadziła na nich wszystkich śmiertelne zagrożenie.
Alema'Rha podeszła do niej i bez słowa ją przytuliła. Siedziały tak w ciszy przez jakiś czas, tylko ich lekku drgały delikatnie, w niosącym otuchę ruchu.
- Może uda nam się niedługo wrócić - mówiła spokojnie Alema'Rha, głaszcząc głowoogony córki, kiedy Daesha'Rha położyła jej głowę na kolanach. - Może jeszcze nie wszystko stracone.
Daesha'Rha pomyślała, że tylko jej matka mogła w takiej chwili pocieszać ją i myśleć pozytywnie.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 23
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 19 Cze 2018, o 14:44

Lot trwał dłużej niż poprzedni, ale był równie niewygodny. Tym razem jednak Daesha miała przynajmniej swoich rodziców. Spędzenie go z nimi było znacznie lepsze niż gdyby musiała to robić samotnie...

Po wylądowaniu jako pierwszy z promu wyszedł Tobler i powiedział reszcie by chwilę zaczekali kiedy on uzgodni wszystkie szczegóły.

***


Monty wiedział, że szło mu zbyt łatwo z Gunganami. Co prawda początkowo bardzo nalegali na to, by zamiast wpuszczenia jego szturmowców po prostu sami poszukali Toblera i go doprowadzili do niego, ale niedługo później już zgodzili się na jego warunki. Oznaczało to, że albo naraził się swoim ziomkom, albo byli pewni że go nie znajdzie. Jeśli to to drugie, to wkrótce pewnie będą żałować swojej decyzji widząc, że oddziały szturmowców bardzo dokładnie sprawdzają każdy fragment miasta i każdą kwaterę mieszkalną. Jeśli jego cel tutaj był, to wkrótce go znajdzie.
Myślenie o sukcesie jednak przerwał mu jeden z jego ludzi, który właśnie dostarczył wiadomość z bazy do której wysłał więźnia...
- Jak to zaginął!? Zgubiliście pieprzony prom!? - wściekłość oficera ISB była bardzo wyraźna...
- T... T... Tak, sir. Prom zgłosił problemy techniczne i jakiś czas po wylądowaniu w okolicy jednego z tutejszych jezior zamilkł. - odpowiedział mu szturmowiec, który przekazał mu wcześniej tę informację.
- Jakim jeziorze?
- Ishitiba, sir.
- Chcesz mi powiedzieć, że w czasie kiedy my przeszukujemy miasta, w tym jedno w jeziorze Ishitiba, prom z problemami technicznymi, który w ogóle nie powinien przelatywać w jego okolicy, ląduje tam i wkrótce nagle psują mu się wszystkie transmitery, a ty mówisz o tym jakby to było stosunkowo mało ważne?
- Err... Tak, sir. Awarie się zda...
- To nie jest awaria! Skąd się w wojsku biorą tacy idioci... Macie mi znaleźć ten prom, natychmiast. Zniszczyć jeśli będzie trzeba. - rozkazał Monty.

***


Tobler po jakimś czasie pozwolił reszcie opuścić prom i przedstawił im ich nowego przewoźnika.
- To jest Monab, zgodził się was przewieźć do siebie, do Dee'ja Peak. Jednak kiedy już tam dotrzecie będziecie musieli sobie radzić sami. Monabie, to są ci uciekinierzy.
- Bardzo mi się to wszystko nie podoba, ale kiedyś obiecałem Toblerowi, że pomogę mu nawet gdyby ścigało go Imperium i zamierzam tej obietnicy dotrzymać, nawet jeśli teraz jej żałuję. Podróż pewnie nie będzie najprzyjemniejsza, bo moje Bongo nie jest dostosowane do przewożenia pasażerów, więc będziecie musieli siedzieć w ładowni. Wypływamy za jakąś godzinę, muszę jeszcze trochę rzeczy przygotować.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5763
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 21 Cze 2018, o 22:27

Kiedy Monab przygotowywał bongo do podróży, Twi'lekowie przenieśli swój skromny dobytek na jego statek. Nie było tego wiele, toteż szybko skończyli i przeszli do pożegnań.
Daesha'Rha podeszła do mężczyzn, kiedy jej rodzice rozmawiali z Monabem.
- Co teraz zamierzacie? - zapytała, nie bardzo wiedząc, jak zacząć rozmowę.
- Zejdziemy do podziemia. Zbierzemy ludzi. Będziemy dalej walczyć. - odparł Major. Brzmiał, jakby był bardzo zmęczony.
- Przepraszam, że was w to wciągnąłem. - podjął po chwili.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć, dlatego zamiast mówić, uścisnęła Majorowi i jego towarzyszowi ramię.
- Należą ci się moje podziękowania - zwróciła się do Karla, kiwając lekku w wyrazie wdzięczności. - Gdyby nie ty, siedziałabym już w jakiejś celi.
- Wierzę w rebeliancką karmę - odparł szturmowiec, również przyjmując uścisk ramienia - Takie osoby jak ty często wracają.
Nie znali się na tyle długo, żeby przeciągać pożegnanie, więc mężczyźni od razu skierowali się na pokład promu.
Jeszcze zanim Major wszedł na trap, krzyknęła za nim na odchodnym:
- Skąd będę wiedziała, że mogę wracać do domu?!
- Usłyszysz o nas! - zawołał, przekrzykując szum startującego silnika, po czym wszedł na pokład. Prom włączył silniki, ale nie odlatywał jeszcze, czekając na Toblera.
Jej rodzice żegnali się właśnie z Nassem, kiedy do nich podeszła. Gunganin uspokajał ich, obiecując opiekę nad pozostawionym gospodarstwem.
- Zajmę się wszystkim, kiedy wrócicie, nawet nie zauważycie różnicy, obiecuję.
- Mówiłam już, jak wiele ci zawdzięczamy? - przerwała mu Daesha'Rha.
- Dzisiaj co najmniej ze trzy razy.
Padli sobie w ramiona, jakby mieli się widzieć po raz ostatni.
- Będę was odwiedzał regularnie, żeby przekazywać wiadomości.
Uścisnął także jej rodziców, każdemu szepcąc słowa otuchy.
- Pozostaje mi życzyć wam powodzenia - powiedział w końcu - Mam nadzieję, że jak najszybciej wrócicie do domu.
- Bądź zdrów, Toblerze. - powiedział Nabat'Rha - Dziękujemy za pomoc.
Gunganin kiwnął w odpowiedzi głową, po czym pobiegł do promu. Trap zamknął się za nim, a statek poderwał się w górę i odleciał.
W tym czasie Monab kończył powoli przygotowania. Zawołał ich i pomógł mniej więcej wygodnie usiąść w ładowni. Musieli zmieścić się pomiędzy swoimi rzeczami oraz jakimiś towarami, które były przewożone. W ładowni nie było okien, dlatego o tym, że wreszcie wyruszyli, świadczył tylko cichy pomruk silnika oraz delikatne kołysanie podczas zanurzania.
Czas pod wodą płynął bardzo wolno. Twi'lekowie nie czuli się komfortowo, mając świadomość, że przepływają tak blisko jądra planety, oddzieleni od niego tylko warstwą durastali. Byli jednak stworzeniami wybitnie lądowymi.
Próbowali złapać chociaż trochę snu, jednak ciężko było zasnąć po tych wszystkich przeżyciach dzisiejszego dnia. Kiedy Daesha'Rha zapadła wreszcie w płytką drzemkę, Monab oświadczył, że zbliżają się do powierzchni.
Wypłynęli na środku jeziora, przy którym stało Dee'ja Peak. Miasto przycupnęło nad brzegiem niczym smok w kolorze piaskowca. Zdawało się niemal, że ta wielka bestia oddycha i tkwi w letargu, w każdej chwili gotowa bronić swoich mieszkańców. Same budynki sprawiały wrażenie przytulnych i bezpiecznych - miały obłe kształty, zbudowane były z czegoś, co przypominało piaskowiec. Większość dachów stanowiły kopuły, wszystkie pomalowane na niebiesko, żeby odstraszać insekty. Budynki w biedniejszej dzielnicy przykryte były płaskimi dachami, które stanowiły jednocześnie tarasy, na których mieszkańcy hodowali różnego rodzaju rośliny doniczkowe. W samym mieście również było dużo roślin - karłowate drzewa, pnące krzewy, byliny, skalniaki i wszystko, co mogło poradzić sobie na ograniczonej przestrzeni.
Pośród tego wszystkiego żyli mieszkańcy. Ruch był całkiem spory, ale największe zagęszczenie istot było w porcie - to tu ludzie i Gunganie znajdowali wspólny język, poświęcając się profesji, która od wieków łączyła mieszkańców nawet najodleglejszych zakątków Galaktyki, czyli po prostu handlowi.
Monab poprowadził bongo do przystani. Port był ogromny - podzielony na kilka sektorów, z przeznaczeniem dla różnych towarów lub gości. Nie był to jednak typowy port, bowiem wgryzał się on w miasto szerokim kanałem, wzdłuż którego również mogły cumować statki. Kanał kończył się małą zatoczką, przy której zatrzymywały się statki rybackie lub te dostarczające zapasy i towary dla miasta.
Gunganin zawinął "rogala", ustawiając bongo dziobem do wylotu zatoczki, po czym podprowadził statek burtą do nabrzeża. Twi'lekowie mogli w końcu wyjść na świeże powietrze.
Monab pomógł wypakować im rzeczy, dołożył też kilka paczek z ładowni, po czym kazał im iść za sobą. Poprowadził ich wąską uliczką i przystanął przy jednym z domów, który stał w niewielkiej odległości od buchty.
- To moja stancja - powiedział po gungańsku, wpuszczając ich do środka. - Możecie się rozgościć. Rzadko tu bywam, zwłaszcza teraz, bo mam trochę zleceń na głowie, dlatego możecie wziąć sobie moje łóżko. Niestety jest tylko jedno, ale za jakiś czas może uda się coś załatwić. Na dachu jest taras, widać z niego zatoczkę. Mam nawet bieżącą wodę.
Wskazał im łazienkę i wspomniane łóżko. Położył przy nim paczki, które dźwigał.
- Tutaj macie trochę świeżego jedzenia i jakieś zapasowe ubrania - powiedział, wskazując pakunki - Teraz zostawiam was samych, będę jutro pod wieczór, to oprowadzę was po mieście. Na razie radzę wam się nigdzie nie szwendać.
- Dziękujemy.
Gunganin posłał im nikły uśmiech, po czym zamknął za sobą drzwi.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 23
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Poprzednia

Wróć do Środkowe Rubieże