Content

Środkowe Rubieże

[Shili] Gniew natury

Image

[Shili] Gniew natury

Postprzez Mistrz Gry » 28 Mar 2018, o 22:31

Dwa tygodnie po uciecze z pałacu Kabro, Aleera nadal ukrywała się w lasach wraz z grupką swoich wybawców. Grupa połączyła się z głównymi siłami, czy raczej tym co z nich zostało. Ukryci w lasach buntownicy zwalczani byli z ziemi i powietrza przez sojuszników Kabro - galaktyczną korporację Rim Commercial Minnig. Uciekając przed najemnikami i łowcami z klanu Laso nie mieli czasu by nawiązać łączność z głównym obozem. Lecz Aleraa sporo się dowiedziała. Planeta była bogata w minerały, lecz jej dotychczasowy rząd nie zgadzał się na rabunkową eksploatację. Starając się chronić przyrodę planety. Korporacje licząc na lukratywne zyski kłębiły się w stolicy lobbując u kogo się dało. Walcząc przy tym między sobą wszelkimi dostępnymi metodami przeszkadzały sobie wzajemnie. W końcu ktoś z RCM miał dość podchodów. Udał się bezpośrednio do przywódców klanów mieszkających z dala od stolicy. Prawie wszyscy go odesłali, z wyjątkiem jednego. Kabro Laso. Wsparty kredytami korporacji, Laso szybko podporządkował sobie mniejsze szczepy i udzielił zgody na wydobycie na terenach przejętych od innych. Korporacyjne machiny górnicze spadły z nieba niszcząc i pustosząc sawanny. Oczywiście nie wszystkim się to podobało. Skorumpowany rząd i Gubernator nie zrobili nic. Więc inne klany postanowiły działać. Od nacisków przeszły do otwartej walki w czym przodował klan Rev. Na nim też skupiło się główne uderzenie Korpo najemników. Aleera słyszała opowieści o tym jak dzielnie walczyli i ginęli jej bliscy. Jej szczep był dość odizolowany, i to właśnie on stanowił zalążek ruchu oporu walczącego o ocalenie planety. Sytuację buntowników znacznie skomplikowały informacje o planach małżeńskich Kabro, jeżeli ożenił by się z Hiu, stałby się oficjalnym przywódcą szczepu, a walka przeciw niemu była by pogwałceniem odwiecznych praw. W tej sytuacji buntownicy zaryzykowali wszystko by odbić Aleerę i uniemożliwić wykorzystanie jej do nacisku na Hiu. Więcej miała dowiedzieć się w obozie. Kiedy wreszcie dotarli w bezpieczne górskie regiony w których natura była jeszcze dzika a ścigacze nie były w stanie się przebić przez gęstwinę. Przelatujące od czasu do czasu myśliwce nie były w stanie wypatrzeć ukrytych pod gęstymi drzewami szałasów należących do buntowników.

Niewielka dziewięcioosobowa grupa weszła na sporą polanę, ukrytą między sześcioma olbrzymimi i rozłożystymi drzewami. Prowadząca grupę Behno Ne była wysoką zielonoskórą Togrutanką. To ona najmocniej powątpiewała w wartość Aleery. Dziewczyna straciła swoją rodzinę w walkach z najemnikami Korporacji, podobno jej ojciec bronił ziemi do końca. Teraz szła na szpicy witając się z wartownikami obozu. Nie trzeba było być ekspertem żeby dostrzec że trzymane przez nich blastery pamiętają znacznie lepsze czasy. Za nią szedł przywódca grupy, starszy już Togrutanin, nazywał się Hushta, ostatnim z członków oddziału którzy przeżyli obławę i których Aleraa rozpoznawała był Otazi, mężczyzna który wyciągnął ją z pałacu. Czarnoskóra szła tuż za Hushtą i mogła dokładnie przyjrzeć się obozowi.
Wokół polany rozstawione były liczne szałasy przytulone do potężnych pni, nieco dalej trochę umocnień, i jakieś niewielkie ogródki na których coś rosło. Środek polany zajmowało największe pole uprawne, o ile można tak mówić o dzikiej odmianie bulw. Naprzeciw nich wyszedł przywódca buntu. Hexun jej kuzyn ze strony ojca, pamiętała że był od niej o jakieś 10 lat starszy, słynny poskramiacz bestii teraz dowodził buntem. Podobnie jak inni członkowie szczepu od razu rozpoznał Alerę. Krótkie i surowe powitanie zakończyło się zaproszeniem Aleery i Hushta do szałasu Hexuna. W zasadzie był to największy szałas dobrze zamaskowany i ukryty. W środku siedział jakby lekko nieobecny Szaman Garon. Spostrzegła że bardzo się postarzał, a kiedy weszła zupełnie nie zareagował, jakby jej nie poznał.
Hexun szybko przeszedł do rzeczy.
- Hiu się nie udało, Kabro został tylko ranny, i jest wściekły. Twoja matka na szczęście nie przeżyła zamachu. Nic jej już nie zrobi. Teraz jesteś jedyną spadkobierczynią przywództwa w naszym szczepie. Wiem że miałaś dużo czasu na pogodzenie się ze stratą. Lecz nie pora teraz na żal. Korporacja i Łowcy Laso dali nam się we znaki...
- Dali się we znaki? Wybili mi dwie trzecie oddziału.
Husht przerwał mu w pół słowa, był najwyraźniej silnie wzburzony. Praktycznie krzyczał na swojego przywódcę wymachując rękoma. Stres związany z przebijaniem się opuścił i teraz kiedy był już bezpieczny mógł powiedzieć co myśli.
- Poleciało po nią pięćdziesięciu naszych najlepszych bojowników, wróciło ośmioro. Uważasz, że to mało. Poświęciliśmy dla niej wszystko.
- uważam że dobrze zrobiliśmy, idź do Beri, odpocznij, nie...
- Nie mów mi gdzie mam iść! Zostaję tutaj.
Uspokoił się nieco, i pozwolił Hexunowi mówić. Ten odczekał chwilę. Wiedział że jego przyjaciel jest wściekły, znał go, musiał pozwolić mu ochłonąć. Wzmianka o Beri zawsze działała chłodząco na głowę porywczego wojownika.
- My też nie próżnowaliśmy, udało nam się pokazać zniszczenia jakich dokonała RCM otwierając swoje kopalnie odkrywkowe. Klany burzą się, ale Kabro karmi je bajkami o tym że wszystko dzieje się na jego ziemiach. Dopóki nie zrobimy czegoś spektakularnego nie mamy szans na przebicie się przez otaczający Króla kordon, zdrajców i lobbysów. Teraz jednak potrzebujemy skupić się na odzyskaniu sił.
- Sekrum Dao i Jon Hewui mieli zorganizować dostawę sprzętu.
- i zorganizują, najprawdopodobniej będą też mieli nowych rekrutów. Teraz kiedy jesteś już z nami, powinno być ich znacznie więcej.
- Chcesz ją wysłać do osad?
- Tak, masz jakiś lepszy pomysł?
Aleera do tej pory przysłuchiwała się rozmowie starszych, teraz wreszcie miała okazję zabrać głos.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Shili] Gniew natury

Postprzez Aleraa Rev » 30 Mar 2018, o 19:54


Aleraa patrzyła się na tą scenę jak zaczarowana. Zorganizować taki ruch, takie wyniki!!! Ale teraz... Wiedziała, że Husth jest wściekły i nie dziewiła mu się. Garon był jak zwykle był nieprzytomny... Albo nie chciał nic mówić.
-I po kiego żeśmy ją ratowali?!?!?! Straciliśmy zbyt wielu ludzi, straciliśmy Hiu! Hexun, ty idioto!!! Hiu by nam się bardziej...
-‎Husht! - Hexun przerwał mu współ słowa -Uspokój się... Jakbyśmy zostawili Alerę, albo Hiu by uległa i musielibyśmy przysiąc Kabro wierność. Albo nawet jeśli nie, pewnie by kazał Alerze za niego wyjść!!! Mamy symbol do walki.
-‎I tu jest problem! Nie mamy czym prowadzić walkę! Tracimy ludzi, siły i zasoby...
-‎Lotnisko musi być niedaleko... - Aleraa przerwała Husthowi w pół słowa. Cały sztab nagle spojrzał się na nią. Hexun pierwszy odzyskał mowę.
-‎-Co powiedziałaś?
-‎Lotnisko musi być na powierzchni. Czytałam o tyxh myśliwcach. Po wojnach klonów...
-‎Czym kurwa? - Cały sztab jak raz się zapytał.
-‎Taki konflikt wiek temu. Początkowo te myśliwce... Jeśli dobrze pamiętam, były na wyposażeniu Republiki...
-‎I co w związku z tym? - Zapytała sarkastycznie Behno i zarzuciła E-11 na ramię.
-‎Po wojnach zostały pozbawione silników i na ich miejsce dano silniki atmosferyczne, które żłopią jak stado Akuli. Mają stosunkowo niski zasięg. Jakieś 20 dni marszu. Na ścigaczach kilka godzin.
-‎I co z tego? Jak nie mamy ludzi?! To przecieź nie jest...
-‎Nie jest co? Wiesz, co widziałam? Członków klanu Rev, Gemri, Hasu i wielu innych, którzy walczą z najmusami Kabro. Hexun... Mogę iść do wiosek po rekrutów. Ale potrzebujemy twardych dowodów. Mogę dać świadectwo...
-‎Aleraa...
-‎Musimy zbudować podstawy naszego własnego państwa.
-‎Aleraa!
-‎Trzeba odciąć ich linie zaopatrzenia i zacząć grać...
-‎Aleraa!!! Nie rozumiesz?!?! Musimy zbierać ludzi i walczyć!!!
-‎Gramy według ich zasad!!! Musimy ich zmusić, by walczyć według naszych zasad!!! Kuzynie, kocham Cię, ale grając według ich reguł nie wygramy... Nie mają wsparcia Imperium na szczęście. Inaczej myśliwce typu TIE by się pojawiły już dawno.
Husht wygląda, jakby miał ochotę udusić Alerę. Jak ona, smarkula... Może i teraz być nawet królową, ale ona jest tylko durną babą, która zostawiła dom, gdy była potrzebna. I raczej nie zasługuje na tytuł wodza.
Aleraa spojrzała się na Garona.
-Co się mu stało Hex? - Spytała się swojego kuzyna.
-‎Nie wiem... Siedzi tak od dłuższego czasu. Od kiesy usłyszał, że wracasz...
Image
Ilość Sprzedań w niewolę - 2
Ilość ucieczki z niewoli - 2.
Ilość wkrzonych właścicieli i oficjeli Imperium - 3.
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Re: [Shili] Gniew natury

Postprzez Mistrz Gry » 8 Kwi 2018, o 08:50

Kłótnia która wybuchła w szałasie z pewnością była słyszalna w obozie, cienkie ścianki szałasu nie wyciszały zbyt dobrze podniesionych głosów. Atmosfera zrobiła się gęsta, nawet bardzo. Aleera i Huszt wyglądali jakby za chwilę mieli się pobić, Hexun za to nie zdecydował się jeszcze któremu z nich przypierdolić w imię większego dobra. Utrzymanie dyscypliny w obozie stawało się coraz trudniejsze. Hexun wiedział dobrze że jest wśród nich kilka gorących głów, gotowych rzucić się w wir walki. Większość co prawda zginęła w akcji odbicia Aleery. Lecz ci którzy pozostali wystarczą w zupełności do zrobienia czegoś głupiego.
- Dzieci. - Szaman odezwał się bardzo cicho, niemal szeptem. Mimo to w namiocie natychmiast zapadła cisza.
- Walczycie miedzy sobą, nie z wrogiem. - Twarz w masce odwróciła się w stronę Aleery. - Naprawdę zapomniałaś o wszystkim czego cię uczyłem? O oddaniu, posłuszeństwie, rodzinie? Zawsze byłaś inna, zawsze byłaś wojowniczką, okaleczoną nie tylko fizycznie. A teraz, kiedy zostałaś sama.
- Garon...
- A wy? Jaki cel ma wasza walka? Przeżyć, zdobyć władzę, ocalić nasze dziedzictwo. O co walczycie, czego chcecie.

Cała trójka zamilkła, mimo że Szaman nie podniósł głosu każde z nich na swój sposób przyjęło krytykę. Milczeli chwilę a Garon znów pogrążył się w transie. Wpatrując się przed siebie martwym wzrokiem. Wyczulony słuch Alery usłyszał jak szaman szepce modlitwy, on opłakiwał śmierć jej matki. Mężczyźni jednak niczego nie usłyszeli. Popatrzyli po sobie.
- Ma rację, nasze spory niczego nie zmienią. Musimy ustalić priorytety.
- Przeżyć, rosnąć w siłę, walczyć
- Tak, nie rozumiem twojej fascynacji historią, ale doceniam zaangażowanie.
- Aleero pójdziesz rekrutować nowych wojowników, w tym czasie Behno poprowadzi grupę która wyruszy i zlokalizuje lotnisko. Jeśli jest tak jak mówisz, być może uda nam się pozbyć tych upierdliwych lataczy. To da nam nowe możliwości.
- Ale...
- Nie ma Ale Alero, zmieniłaś się i to bardzo. Jeśli chcesz zyskać nasze zaufanie, zrób o co cię proszę. - Hexun spoglądał spokojnie na Alerę, zmieniła się to prawda, wyrosła i nabrała kształtów. Było w niej coś co nie pozwalało mu w pełni jej zaufać. Czuł że Husht również jej nie ufa. Podjęli już decyzję i będą musieli z nią żyć. Mężczyźni porozumieli się bez słów.
- W takim razie pozostaje mi pójść na spotkanie z Sekrum i Jonem.
- Tak Husht, jestem pewien że mogę Ci zaufać w tek kwestii.

Narada skończyła się, i już następnego ranka, Aleera wraz z dwójką starszych buntowników wyruszyła w kierunku wiosek, znajdujących się w odległości kilku dni marszu, zaś Husht, i Behno ruszyli wykonywać swoje zadania. O ile zwiad powinien być stosunkowo łatwy to już misja spotkania z handlarzami obarczona była dużym ryzykiem.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Shili] Gniew natury

Postprzez Aleraa Rev » 14 Kwi 2018, o 23:18

Aleraa wraz z dwójką swoich towarzyszy szła na spotkanie z przeznaczeniem... A nie szła tylo po rekrutów do walki z Kabro i korporacją górniczą. Jej towarzysze nie byli jacyś zadowoleni z jej obecności, ale co poradzić... Nie wybiera się swojego klanu, racja? Ona sama wyposażona była w siatkę maskującą oraz w dwa pistolety blasterowe typu DC-17. Stare rzemiosło, ale bardzo dobre jak na te warunki. Nie zacinające się ani nic... Jej towarzysze, Der i Geb, bracia bliźniacy, byli wyposażeni w E-11 oraz w E-5, imperialne i separatystyczne. Mieli takie same ubrania, więc prawdopodobnie dla celów identyfikacyjnych, bo Der był leworęczny, czemu sprzyjała konstrukcja E-11. W wiosce mówili, że są nierozłączni, ale to jest przesada... Nawet w krzaki razem chodzili. Warty nocne z kolei to był jedyny czas, kiedy mogła odpocząć od narzekań na jej osobę... Słyszała wycie wilków, szmer strumyków... Widziała nawet watahę wilków kroczącą blisko. Przywódca tylko się na nią spojrzał i przemknął dalej. Tylko jakaś wilczyca z młodymi wyraźnie miała dobrego humoru. Tak działa na wilki, czy wilki tak na nią działają? Eh...
Przejście do kolejnych wiosek po rekrutów, jednak miało problem... Mianowicie patrol najmusów Kabro w liczbie trzech. Opancerzeni w pancerze pamiętające chyba demobil imperianlny, tak samo garnki. Czyli humanoidzi bez dodatków na głowie. Mieli pomalowane zbroje na maskujące kolory. Lekkim kopniakiem obudziła swoich towarzyszy i pokazała im, by się ukryli w chaszczach. Patrol podejrzanie przypatrywał się okolicy, ale gdy rozległ się okrzyk "Ognia!"z ust Aleryy, śmignęły dwa czerwone i dwa błękitne bolty blastera, padły trupy. Trzech najemników na tyle głupich, by wejść do lasu bez żadnego zabezpieczenia. Szabrownictwo wykazało, że mieli racje żywnościowe, mapy, granaty, kilka sztuk uzbrojenia blasterowego oraz holotransmiter nastawiony na chyba odbiór. Po bliższym przyjrzeniu się byli to ludzie, jednak nie imperialni. Imperium nie pozwoliłoby znieważyć bieli zbroi. Po szybkim za i przeciw uznano za właściwe, by ich zostawić w tych zbrojach w krzakach.
Najtrudniejsze jednak zadanie było przed nimi. Zdobycie rekrutów. Każde wchodzenie do wioski było obarczone ryzykiem, ale w każdej wiosce witano ich bardzo radośnie. Kiedy jednak pokazywała im swoją twarz, milknęli i odwracali się. Aleraa widziała to. W każdej wiosce przybiegała jednak jedna osoba, dziecko, kobieta albo członek starszyzny i mówił mniej-więcej coś takiego.
-Alero, uciekaj stąd. Niedawno tutaj byli ludzie Kabro i mówili, że jest za ciebie nagroda. Uciekaj, panienko, bo sobie i nam napytasz biedy.
Aleraa była zaskoczona, że im na niej zależy. Jednak wiedziała też coś jeszcze.
-I jak długo chcecie być w niewoli Kabro? - pytała się butnym głosem.
-I jak długo chcecie jeszcze być tłamszeni?! Znam ten klan, znam jego możliwości! Ostatnią rzeczą, którą można o nim powiedzieć jest to, że jest tchórzliwy i lubi być pod rządami kogoś, kto nie jest z klanu Rev! Czy nie ma tutaj wojowników?! Czy nie ma tutaj odważnych serc, osób z umiejętnościami, które nie chcą zrzucić kajdanów?! SHILA Walczy, MY walczymy! Siła jest w nas! Gdy razem się postawimy, możemy pokonać Kabro i jego zapyziałych sojuszników! RAZEM możemy odbić naszą prawowitą ziemię! Ci, którzy chcą walczyć o swoją ziemię i o swój dom niech idą z nami. Ci, którzy nie... Ale pamiętajcie... Lepiej jest umierać walcząc, niż żyć przez sto lat jak twoich.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Image
Ilość Sprzedań w niewolę - 2
Ilość ucieczki z niewoli - 2.
Ilość wkrzonych właścicieli i oficjeli Imperium - 3.
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Re: [Shili] Gniew natury

Postprzez Mistrz Gry » 22 Kwi 2018, o 19:40

Odwiedziny w okolicznych wioskach były łatwe do przeprowadzenia, i nie obarczone większym ryzykiem. Zdecydowanie gorzej poszła rekrutacja. DO rebeliantów przyłączyło się czterech ochotników zwiększając liczebność oddziału prowadzonego przez Alerę do siedmiu dusz wliczając w to czarnoskórą przywódczynię. Uzbrojona w blastery była tylko trójka, pozostali mieli łuki i broń białą. Mogli teraz żałować pozostawienia trójki najemników, z drugiej strony bez obciążenia poruszali się znacznie szybciej. Każde kolejne podejście do wioski wiązało się z większym ryzykiem, a Aleera oprócz swojej powierzchowności nie miała wiele do zaoferowania. Śmierć w zamian za spokojne życie pod panowaniem Kabro była nieco nieopłacalną wymianą. Kiedy kolejna wioska powitała ich milczeniem i przestraszonymi spojrzeniami zdali sobie sprawę, że poparcie dla sprawy jest niskie. Znikając w lesie zauważyli wlatujące do wioski Speedery. Zniknęli w krzakach na sekundy przed tym jak wróg mógł ich wypatrzyć. Przedzierając się przez gęstwinę oczekiwali pościgu, i nie zawiedli się. Od strony wioski dobiegało repulsorowe dudnienie
- Będą musieli się zatrzymać na skraju lasu, roślinność jest za gęsta.
- Ale zostawiamy za sobą wyraźny trop
- Musimy ich zgubić,
- Walczmy, po to nas zwerbowałaś. Prowadź teraz!

Z tylu do lasu zaczęła wchodzić tyraliera złożona z najemników uzbrojonych i ubranych w najróżniejsze wynalazki galaktyki, wszyscy prócz Trandoshan mieli blastery, jedynie kilka gadów uzbrojonych było w Repeatery. To oni właśnie robili za tropicieli prowadząc szerokim śladem niewielkiego oddziału Aleery. Póki co poruszali się jeszcze wolniej, przepatrując i spodziewając się zasadzki. Uciekinierzy nie wiedzieli jak liczna jest grupa pościgowa. W odwrocie spostrzegli jedynie trzy gady, idące na szpicy. Do głównego obozu było jakieś try dni marszu, na posiłki nie było co liczyć. Wszyscy czekali na rozkazy Aleery, była w końcu przywódcą.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Shili] Gniew natury

Postprzez Aleraa Rev » 3 Maj 2018, o 14:15

Cóż. Mogło się wydawać, że jest ich tylko trzech na szpicy, jednak Aleraa w środku wyczuwała, że to tylko zwiad. I to niezbyt liczny. Ale ja bardziej zaniepokoił inny sygnał. Mieli blastery samopowtarzalne, podobne, jakie ona miała. Kilka z nich wyglądało na zmodyfikowane DL-44, a oprócz nich dało się słyszeć marszowy krok większej ilości żołnierzy. To była albo obława, albo jakiś „uczynny” mieszkaniec zawiadomił okoliczny garnizon.... A to oznacza, żetrzy dni marszu znajduje się jakiś ważny obiekt strategiczny... Albo po prostu byli zastraszeni.
Spojrzała się na swoich ludzi z lekka obawą w oczach. Oni też to widzieli. Ale nagle ją olśniło. Spojrzała się na młodzieńca, w praktyce miał z 17-18 lat, pełen był nadziei, a także obaw i dumy. Widziała u niego, jak u siebie, duszę wojownika i łowcy. Widziała u niego pragnienia, żądze. Jego ciemnofioletowe umaszczenie zdradzało jego wielką ekscytację chwilą.
-Jak się nazywasz i jak dobrze znasz te okolice? - powiedziała do niego maszerując i obserwując tamtych trandoshan, którzy niebezpiecznie zaczynali się do nich zbliżać. Słyszała ich syki i kroki, które łamały gałązki. Widziała jednak okazję: Gniazdu dzikich pszczół, które szykowały się do zbierania nektaru. Gdy zaciągnęła drużynę w krzaki, zniżyła głos do szeptu.
-Rau Fen, a tereny znam jak własną chatę. - przebiegły uśmiech przeszedł przez jej twarz.
-Przeprowadzisz nas stąd. Ale przede wszystkim interesuje mnie rejony tutejszych mięsożerców. - odpowiedziała rzucając dosyć spory kamień na ponad 20 metrów w celu odwrócenia uwagi trandoshan. Rzut udał się nawet nawet, bo w tej chwili drapieżniki odwrócili się i odeszły w kierunku dziupli, do której wpadł kamień... O ironio... W to gniazdo dzikich pszczół, które Aleraa wypatrzyła. Podeszli do niego, gdy rój już zaczął się formować na zewnątrz. Kolejną rzeczą była seria z blasterów, która lekko przerzedziła korony okolicznych drzew. Gniazdo os spadło rozłupując się, a jej wkurzone mieszkanki ruszyły na masowo atakowane trandoshańskie oczy. Dwóch trandoshan już dawno uciekło, a trzeci dzielnie walczył z przeważającymi siłami Shilańskiego oddziału biologicznego, cały czas strzelając we wszystkie kierunki z blastera. Pociski przelatywały wszędzie dookoła oddziału Alery, a gdy pierwszy z tyraliery osobniki pojawiły się zza drzew, kilku z nich zostało ranionych w wyniku przyjacielskiego ostrzału. Generalnie już wszędzie było słychać strzały i dało się słyszeć komunikaty, jak „Nie strzelać!”, „Dostałem!”, „Rebelianci są na drzewach!”, „Pozbądźcie się tych zuchwalców!”, „Poddaję się!”, „Wycofać się, wycofać się!”.
-No to mamy dwa wyjścia - powiedział kładąc się na ziemi i obserwując istną kanonadę, która się rozegrała się przed ich oczami. Praktycznie nic nie musieli robić. - Jedno z nich jest to przejście przez tereny akuli – powiedział, kuląc się przed seria, która poleciała tuż przed nimi – Czego nie polecam. Druga to rejon wilków... ale mie zwykłych. Trop wielkości mojej głowy... Dawno się nie pokazywały... Aż do przybycia gildii.
-A jakie są? - powiedziała chwytając pistolet jakby szykując się do ataku na jakiegoś żołnierza.
-Dziwne... Czasem pozwalają przejść, a czasem nie. Dziwne, nawet bardzo. - powiedział zaczynając się czołgać do tyłu. W tej chwili za ich plecami wyrósł przeciwnik. Był to widać rekrut, bo nie miał pewnej postawy.
-Ani kroku dalej, Rebelianci... Ma... - tutaj zamierzał chyba krzyknąć, gdyby nie podcięcie go przez Alerę i szybkie podcięcie mu gardła za pomocą wibroostrza.. Jego balster wylądował o Rau, termodetonator u Alery. Lornetkę taktyczną dostał Der, a komunikator też wzięła Alera.
-Idziemy przez wilki – odpowiedziała bez chwili namysłu litując się nad tamtym trandoshanem strzelając mu głowę, pozbawiając gada godzin udręki. Wściekły Rój szukał kolejnego celu.
-A dlaczego siedzimy w tych krzakach? - zapytał Rau.
-Bo odstraszają pszczoły. - opowiedziała Aleraa jakby nigdy nic. - A teraz prowadź. To rozkaz.
-Tak jest.
Image
Ilość Sprzedań w niewolę - 2
Ilość ucieczki z niewoli - 2.
Ilość wkrzonych właścicieli i oficjeli Imperium - 3.
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Re: [Shili] Gniew natury

Postprzez Mistrz Gry » 20 Maj 2018, o 14:58

Krzaki nie odstraszały pszczół, po prostu gad był łatwiejszym celem, do czasu. Rój zaatakował ukrytą w krzaku grupę, chwilę po pierwszych krzykach bólu nadleciały bolty. Jeden z ochotników oberwał w głowę i padł bez życia na ziemię, reszta nie czekała i rzuciła się do ucieczki. Aleera nie zdołała zebrać wszystkich. Z resztą nie miało to znaczenia bo z tyłu rozległ się głośny syk naręcznego miotacza ognia. Owady przestały być największym problemem. Pokąsani i przerażeni biegli przed siebie. Wokół las dosłownie eksplodował ogniem. Blasterowe bolty padały gęsto niczym deszcz. Odłamki drewna, swąd spalenizny i wszechobecna groźba śmierci dodawały sił uciekinierom. W końcu cała czwórka wydostała się spod ostrzału. Brakowało trzech nowych. Z czego tylko jeden na pewno zginął. Pozostali przy życiu nie wyglądali najlepiej, brudni i osmaleni przez ostrzał, jeden z wojowników miał poparzony bok, drugi przestrzeloną rękę. Z calej grupy jedynie czarnoskóra i ochotnik wyszli bez szwanku.

Nikt ich nie gonił, najemnicy musieli przegrupować się i ponownie podjąć trop po chaotycznej strzelaninie. Aleera wykorzystywała to biegnąc coraz głębiej w terytorium zajęte przez wilki. Spotkanie z bestiami wydawało się mniej groźne niż walka z uzbrojonymi po zęby i wkurzonymi najemnikami. Nie musiała długo czekać, ledwie zrobiło się ciemno, a gdzieś w pobliżu rozległo się głośne wycie. Dołączyły do niego kolejne lekkim półkolem odcinając goniących od niewielkiego oddziału. Mrok zapadał szybko a uciekinierzy dalej byli na ziemi wilków. Gdzieś z tyłu zabrzmiała głośna kanonada, oraz eksplozja. Najwyraźniej pościg natknął się na przedstawicieli fauny Shili.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Shili] Gniew natury

Postprzez Aleraa Rev » 16 Cze 2018, o 21:20

No cóż… Mgła się tego spodziewać… To nie było zbyt dobre… Wiedziała jednak o jednej rzeczy. Mianowicie Shila, jej matka, opiekunka, była tak samo wkurzona tym, że oni wiercą, rozrywają ją oraz mordują jej dzieci jak ona. I za to była najbardziej wdzięczna? Co było tego najlepszym sygnałem? Wilki. Wilki, normalnie atakujące takie grupki jak ta, którą dowodziła. Tym razem zaatakowały grupę ją ścigającą. Bracia mniejsi… Oni… To było coś niesamowitego… Ale z innej strony te dźwięki nie wróżyły niczego dobrego… Ten ostrzał… Ta walka… Wilki przegrywały i to sromotnie. Nie można było niczego zrobić tak właściwie… Po krótkim rozrachunku wyszło, że mają na sobie batalion… około 400 na ich czwórkę… Sto na jednego. Nie było to zbyt dobre dla nich, nie mieli nawet tylu pocisków. Odwróciła się tylko do swoich.
-Zbliża się noc. Będziemy mieli taktyczną przewagę, ale oni będą wkurzeni. Uciekamy, czy tutaj zastawiamy na nich pułapkę? Czy wracamy i wspomagamy braci mniejszych w starciu? - popatrzyła się na nich raz jeszcze.
-Oni nie spoczną, dopóki nas nie dorwą. Wilki nas wspomagają... Ale długo nie uciągną. Możemy walczyć i zabić tylu, ilu możemy albo uciekać i liczyć, że nas nie znajdą.
Image
Ilość Sprzedań w niewolę - 2
Ilość ucieczki z niewoli - 2.
Ilość wkrzonych właścicieli i oficjeli Imperium - 3.
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 126
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Re: [Shili] Gniew natury

Postprzez Mistrz Gry » 17 Cze 2018, o 23:28

II Batalion Generała Victora Porlesso, słynął z nadgorliwości. Sprawy na Shili były kłopotliwe dla Imperialnej administracji, podobnie jak i sam generał dla wojska. Paranoik miał jednak swoje zalety. Tępił wszelkie objawy oporu mobilizując dosłownie wszystko co miał. Uważał, że ziarno fałszywe trzeba tępić w zarodku. Narażało to armie na liczne koszta, z drugiej strony mało który z imperialnych generałów mógł się cieszyć taką sprawnością, mobilizacją i dyscypliną. Służba w tych oddziałach była gorsza niż zsyłka na Hoth, gdzie zimno w dupę jest nawet w samej bazie wojskowej. Wysłanie generała na Shilię jednocześnie umieszczało kłopotliwego dowódcę w nieistotny politycznie obszar i jednocześnie Shilia stała się wielkim poligonem dla ćwiczeń taktycznych na większą skalę.

- Co tym razem... pułkowniku? - zaczął już zmęczonym głosem sierżant. Kolejna pełna mobilizacja już w tym miesiącu
- Ścigamy podejrzanych partyzantów. Rdzenni mieszkańcy
- Znów cały batalion?
- Coś nie tak sierżancie?
- Sir, nic z tych rzeczy, słucham uważnie Sir - sierżant Collins, był świeżo co przeniesiony i nadal nie mógł pojąć tego fenomenu.
- Jednostki zmotoryzowane od flanek. Piechota idzie przodem i przeczesuje dokładnie las. Twój oddział ma dołączyć do północnej grupy zmotoryzowanej. Robimy czystki na wyznaczonym obszarze.
- Sir mogę zadać pytanie?
- Mów sierżancie
- Gdzie reszta armii?
- Z drugiej strony. Zamykamy ich i wycinamy do zera. Lotnictwo wykonuje manewry... W razie czego czeka na sygnał... by udzielić wsparcia. - ostatnie zdania już sam pułkownik wypowiedział nieco poirytowany.

***

II Batalion korzystając z sił zmotoryzowanych otoczył i osaczył uciekinierów, zamykając im drogi wyjścia. Czekając w ukryciu przed nadciągającą hordą szturmowców ci bardziej pobożni modlili się do Shili. Dostrzeżenie jednak ilości żołnierzy skusiło uciekinierów do ruszenia z kryjówki, jednak na próżno. Strzelcy na speederach dopadli biegnących podczas swoich patroli
- Za Shilie!! - Aleraa do ostatniego momentu walczyła z całym sercem. Zdołała nawet strącić kilku pilotów szybkich pojazdów. Wnet przytłaczająca przewaga liczebna i okrążenie przyczyniło się do nieuchronnej śmierci w śmiertelnym ogniu czerwonych boltów.
1. To Ty wymyśliłeś, że ściga was Batalion złożony z 400 żołnierzy. Proszę Cię bardzo.
2. Nie podjąłeś decyzji, licząc, że MG zdecyduje za Ciebie, mimo, że dowodzisz grupą.
3. Możesz pisać nową KP.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5762
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Środkowe Rubieże