Content

Środkowe Rubieże

[Naboo] Mafijne porachunki

Image

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Lilith Blindshoter » 19 Cze 2019, o 22:43

Aarayi zdało się, iż ich nowy towarzysz czół się w zamkniętym pomieszczeniu, jak złapany w pułapkę. Zdecydowanie był nieswój.
- Jak strill w klatce – zauważyła Gall
- Nie dziwię mu się. zamkniętym pomieszczeniu nasza przewaga liczebna zyskuje na znaczeniu – odparł Drattin – Zresztą tez bym był nieswój jakby mój statek przeorał kilka kilometrów lasu.
- To on się strzelał z Imperialnymi?
- Taaa, mam nadzieje że tak jak nas uznali go za trupa.
To nie była dobra informacja, Imperium mogło go szukać, ale nie mogli odwrócić się od swojaka. Aaraya spojrzała na pozostałych, potem ponownie na jej wzrok skupił się na wyraźnie spiętym Astadzie. Jeśli chcieli go do siebie przekonać musieli pokazać, że i oni mają do niego zaufanie.
- KUBŁY! – rzuciła krótko. Pobierając swoją komendę czynem, gdy jako pierwsza sięgnęła do hełmu. Podążyli za jej przykładem bez słowa, Drattin, Verd, Gall i z lekkim ociąganiem Aden. Wydało jej się, że kiedy zdjęli hełmy, Bat'rai nieco się rozluźnił. Po kilkunastu długich sekundach sam rozszczelnił kołnierz i szybkim, płynnym ruchem również zdjął swój buy'ce, przypinając go do pasa. Jego ręce wróciły jednak w pobliże kabur.
Aarayi i pozostałym ukazało się poważne oblicze wojownika. Ostre rysy, gęsta, choć krótko przycięta, czarna jak smoła broda, w której tu i ówdzie zaczynały pojawiać się siwe włosy. Wydawał się starszy od Drattina, trudno powiedzieć o ile. Pięć? Nie raczej dziesięć lat. Z pewnością robił wrażenie doświadczonego weterana.
Choć wyraz twarzy Astada wydawał się znudzony, Aarayi zdało się, iż jest to wystudiowana fasada. Mówiły jej to jego ciemno zielone oczy, spoglądające na nią i jej towarzyszy za gęstych ciemnych brwi. Miała wrażenie, że to świdrujące spojrzenie weterana może przejrzeć ja na wylot. Że czyta w niej jak w otwartej księdze i ze wszystkie jej niepewności i obawy są już nie do ukrycia. Ale teraz nie było już odwrotu, nic już nie ukryje ich reakcji, nie będzie rozmów na wewnętrznym kanale. Może to i dobrze, w końcu czy tego chcieli czy nie, wszyscy byli vode. A ten tu był aktualnie w podobnie kiepskiej sytuacji co oni kilka tygodni temu.
- Sugeruję usiąść, czeka nas długa rozmowa. – Uprzedziła – Ponadto z tego co słyszałam sporo dziś przeszedłeś, chyba przyda ci się odpoczynek. Może potrzebujesz czegoś jeszcze? - zapytała – Nie mamy ze sobą za wiele, ale coś do jedzenia i picia się znajdzie, podobnie jak opatrunki czy podstawowe leki.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 323
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Astad Bat'rai » 21 Cze 2019, o 00:18

Astad stał tak, z hełmem przypiętym do pasa i rękami zwisającymi luźno po bokach, obserwując swoich nowych znajomych. Przywódczyni okazała się istotnie młoda. Za młoda, jak na gust Astada, ale cóż... Czasy się zmieniają, nie da się mieć wszystkiego takim, jakim by się chciało, a już na pewno nie dowódcy. Mimo to musiał przyznać, że twarz młodej kobiety ma bardzo poważny wyraz. Oczy, przywodzące na myśl drapieżność, wydawały się... nie tyle doświadczone, co zmęczone życiem. Czujne. Same rysy twarzy były dosyć ładne, a włosy wojowniczka splotła w drobne warkoczyki. Praktycznie. Wciąż ciekawiła go jednak ta zbroja...
Reszta okazała się trzema mężczyznami i młodą kobietą, bardzo podobną do Me'senruus. Astad doszedł do wniosku, że muszą być ze sobą spokrewnione. Ajanar okazał się tylko trochę młodszym od niego facetem, z pięć, może dziesięć lat. Nic dziwnego, skoro był wtedy na zbiórce... Bat'rai nie widział tam nikogo bardzo młodego. Przymknął lekko oczy, by odpędzić niepotrzebne w tej chwili wspomnienia. Nie pamiętał twarzy Ajanara, ale wierzył mu. Nie było raczej innej opcji.
Jeden z dwóch pozostałych wojowników wyglądał na jasnowłosego Korelianina, tak przynajmniej wydało się Astadowi na pierwszy rzut oka, zwykłą mocą uprzedzeń. Facet, pomimo poważnej miny, miał wyraźnie figlarny błysk w zielonych oczach. To on zdjął buy'ce najpóźniej ze wszystkich. Ostatni mężczyzna wyglądem przypomniał myśliwemu członków Straży Śmierci z opowieści dziadka. Tak ich sobie przynajmniej zawsze wyobrażał. Ciemne włosy, wyraziste rysy, lekko ciemniejsza karnacja. No nieźle, będzie trzeba dużo rozsądku, żeby nie dać się stereotypom, pomyślał. Rozejrzał się jeszcze raz po każdym z osobna, szybko spoglądając wszystkim w oczy.
– Woda... woda byłaby dobrym pomysłem – odparł na pytanie dowódcy oddziału. Usiadł ostrożnie na miejscu, które mu wskazała. – Wiecie, zastanawiacie się pewnie, gdzie mój statek. Otóż w dupie. W sensie, zakopany w bagnie, utopiony. Ledwo stamtąd wylazłem. Przynajmniej Imperialcy mnie łatwo nie namierzą... – urwał, czując, że znowu zaczyna się rozgadywać w obecności innych Mando. Przeszedł więc do konkretów: – Bo sprawa ze mną ma się następująco. Nie jestem na Naboo bez przyczyny... Przyleciałem w celu spotkania się ze znajomą, a tu ni stąd ni zowąd wszyscy mi mówią, że zaangażowała się w jakiś spór i opuściła miasto. Wiem, historia jakich wiele, ale problem w tym, że to Imperialcy ją stamtąd zabrali... Mówię wam to tylko po to, żeby zakomunikować, że nie mam zamiaru do nikogo dołączać, dopóki nie upewnię się, że moja koleżanka jest cała. Bo zdrowa to na pewno nie, nie ma co liczyć.
Uznał, że nie ma niebezpieczeństwa w powiedzeniu tym vode tej części prawdy. Mogło się to wręcz okazać pomocne.
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 64
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Lilith Blindshoter » 12 Lip 2019, o 23:21

Gdy wspomniał o potrzebie zaspokojenia pragnienia, Aaraya odpowiedziała jedynie skinieniem głowy, po czym usiadła, naprzeciw rozmówcy. Również pozostali znaleźli sobie miejsca na podłodze. Drattin siadł obok Aarayi. Aden dość dyskretnie obszedł pozostałych by zając miejsce obok Gall. Verd zaś znalazł sobie miejsce zdecydowanie bliżej Astada. Jego wybór mógłby zdziwić weterana, jednak wyjaśnił się niemal od razu, gdy młodszy Mandalorianin sięgnął do pasa po swoją manierkę by podać ją sąsiadowi. Chłopak uśmiechnął się przy tym nieznacznie, uśmiechem nad wyraz ciepłym, jak na mandaloriańsie standardy. Ciepłym i trochę dzieciuchowatym. Ponownie uświadamiając Astadowi jak młodzi są wszyscy, nie licząc Drattina i niego samego, zebrani.
Aaraya i jej towarzysze z uwaga wysłuchali Astada. Tylko Adenowi wyrwało się w którymś momencie niezbyt głośne „Szkoda statku…” ale Gall uciszyła go nieznacznym kuksańcem. Generalnie to co usłyszeli nie napawało Aarayi optymizmem. Rozumiała czemu Astad nie chce opuścić bliskiej mu osoby w potrzebie. Jednak, jeśli zamierzał wdać się w dalsze porachunki z Imperium, mogło to oznaczać poważne kłopoty dla jej własnych towarzyszy. Jeśli z jego powodu Imperium ogłosi blokadę planety, nie opuszczą Naboo tak szybko jakby chcieli i w końcu mogą zostać wykryci. Co gorsza, jeśli Astad wpadnie w ręce Imperium, lub jeśli będzie chciał przehandlować życie swojej przyjaciółki na informacje, istnieje ryzyko, że imperialni dowiedzą się o nich. Wiedziała, iż źle tak myśleć o innym Mandalorianinie, ale widział już jak część ludzi Thara zdradziła własną kulturę i własnego wodza, za imperialny żołd i obietnice dalszego mordowania w majestacie prawa. Więc czy jeden Mandalorianin nie sprzeda pozostałych za życie bliskiej swemu sercu osoby? Nie mogła tego wiedzieć. I nie mogła ryzykować.
- Nie powiem, to że nawet nie rozważysz dołączenia do nas to nie dobre wieści, ale Cię rozumiem. – Westchnęła Aaraya. – Ale fakt, że masz niedokończone sprawy właśnie z Imperium, to bardzo złe wieści. – nie była pewna co robić dalej. Przez chwilę przeszła jej przez głowę myśl, iż jeśli puszczą Astada wolno, zaprzepaszczą jedyna szansę na ocalenie tych wszystkich vode, którzy gniją w niewoli, rozsianie po całej galaktyce. Że stracą jedyna szansę na odbudowanie sowiej kultury, gdzieś z dala od Imperium. Ale stałą naprzeciw doświadczonego wojownika. Nie mogła wykluczyć, iż jedynym sposobem na skuteczne obezwładnienie go, byłą by śmierć Astada. A przed tym buntował się każdy neuron jej mózgu. Nie mogła by. A co, jeśli będzie musiała?
- Jak mówiłam rozumiem czemu chcesz najpierw zając się swoimi sprawami. Ale niestety nie mogę się na to zgodzić – powiedziała poważnie, ale spokojnie – Przylecieliśmy tu z Tharem Skiratą, by uwolnić naszych braci i siostry, przetrzymywanych na jednym z księżyców Naboo przez jednego z tutejszych mafiosów. Jego ludzie wyspecjalizowali się w handlu niewolnikami mandaloriańskiego pochodzenia. – wyjaśniła – Chcieliśmy ewakuować naszych i zniszczyć placówkę. Niestety osiągnęliśmy cel tylko w części. I to za wysoka cenę. To podłe miejsce przestało istnieć, a przywódca tej szajki stracił życie. Ale zanim zdążyliśmy ewakuować uwolnionych więźniów, w systemie pojawiła się flota Imperium, zwykły przypadek. Thar zginął, bo nie chciał nas porzucić. Po jego śmierci część Mandalorain, w tym mój bezpośredni dowódca, poddała się imperium i przeszła na ich stronę. Na resztę spadły bomby. Przeżyliśmy tylko my. – zamyśliła się na chwilę rozważając co powiedzieć dalej. Na szczęście Drattin przyszedł jej w sukurs.
- Udało nam się wydostać z gruzowiska i dostać na Naboo. Ale trafiliśmy z deszczu pod rynnę.
- Prosto do jednego z zastępców tego drania, którego udało nam się załatwić – wtrącił Aden
- Ale on już nie jest problemem – dodała Gall lodowatym tonem i mrożąc towarzyszy spojrzeniem, które nie zachęcało do kontynuowania tematu martwego bandziora.
- Ostatecznie trafiliśmy do człowieka, którego całkiem ucieszył przykry koniec jego największego rywala. – odezwała się plonowanie Aaraya – Nie jest to najciekawsza osoba i wstyd przyznać miał nas w garści. W pewnym sensie nadal ma. Od jego „dobrej woli” zależy, czy opuścimy te planetę ponadto może wiedzieć co stało się z tymi Mandalorianami, których sprzedano w niewolę i choć nie zdaje sobie z tego do końca sprawy, ale jest w posiadaniu czegoś co … co mogło by odbudować nasz lud - powiedziała w końcu. – Dla tego musimy wypełnić zlecone nam zadanie i usunąć jego pozostałych konkurentów. Wtedy będziemy mogli odlecieć.
Zamilkła na chwilę wiedziała ze teraz będzie ta newralgiczna część. Wcześniej zależało jej na zaufaniu Astada, zresztą sama też chciała je wobec niego żywić. Nadal chciała, ale coś ja powstrzymywało. Wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy. Czy to dla tego, że tak opętańczo bała się zawieźć. I kogo tak bardzo bała się zawieźć. Swoich towarzyszy? Garisa? Czy może nadal bała się zawieść umarłych.
- Na razie nie mamy Imperium na karku, sądzą, iż nie żyjemy. Ale jeśli zrobisz cokolwiek co sprowokuje ich do zablokowania całej planety, albo jeśli dowiedzą się, że jest nas więcej… Wszystko przepadnie. A na to nie pozwolę. – dodała śmiertelnie poważnym tonem. Jednak wewnątrz wciąż biła się z myślami.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 323
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Mistrz Gry » 4 Sie 2019, o 19:10

Mandalorianie mimo okoliczności, a może właśnie dzięki nim nie byli w stanie sobie zaufać. Mimo to prowadzili rozmowę wskazującą na pokojowe zamiary, może i mogliby gawędzić tak dalej gdyby nie drobne zewnętrzne okoliczności. Nad rezydencją zawyły dobrze znane silniki jonowe myśliwców TIE tym razem jednak towarzyszyło im znacznie głębsze i dostojne dudnienie promu szturmowego.
- Lecą na północ. najwyraźniej nie uwierzyli, że nagle zniknąłeś.
- Nie znajdą frachtowca.
- Ale jak będą szukać mogą znaleźć nas. - Uwaga Verda trafiła w punkt. Węszący wszędzie Imperialni byli ostatnią rzeczą której teraz potrzebowali.
- Ta twoja koleżanka, to też Mandalorianka? Warto dla niej ginąć?

Pytanie zawisło w powietrzu. Przez chwilę słychać było tylko oddalające się dudnienie silników desantowca oraz eskortującej pary TIE. To było dobre pytanie, Astad mógł być pewien że kontakt z Imperium na Naboo zakończy się w sposób zgoła nieprzyjemny. Obława na Mandalorian którą wywoła spotkana przed chwilą ekipa mogła mu poważnie zaszkodzić.

Budynek dawał schronienie przez obserwacją optyczną ale jeżeli imperialni wyślą sondy zwiadowcze... Musieli ruszać i to niedługo. Pytanie tylko w jakim składzie i w którą stronę. Z pewnością ostentacyjna demonstracja siły Imperium nie była obserwowana tylko przez nich. Araya mogła się tylko domyślać kto jeszcze nie ma interesu w spotkaniu imperium. Wytropienie szajki tubylców stało się jeszcze trudniejsze.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Astad Bat'rai » 18 Sie 2019, o 14:02

– Nie powiedziałem, że tego nie rozważę, tylko że zanim rozważę, muszę uratować przyjaciółkę – skomentował słowa Me'senruus. Słuchał dalej. W końcu doszedł do dosyć nieprzyjemnych wniosków.
– I to mówi przywódczyni grupki, której większość to banda młodzików – odparł na jej ostatnie słowa. – Bez urazy, ner vod, ale jestem wyszkolony do ukrywania się w dziczy, a coś nie sądzę, żeby chociaż połowa z was również cokolwiek z tego umiała. Rozumiem twoje obawy, ale będziesz musiała uwierzyć mi na słowo – prędzej zginę w męczarniach niż doprowadzę do sytuacji, w której Imperium zrobi coś innym Mando. Twój wybór, przywódco, uwierz, albo spróbuj odebrać mi broń. Tak czy siak, nie mamy tu chyba zbyt wiele czasu...
– Warto zginąć dla każdego, kogo cenisz, nieważne czy jest Mando – odparł Astad, patrząc w oczy temu, kto zadał pytanie. – Jeśli zaś chodzi o doraźną pomoc, zrobię co się da. Kiedy tylko pojawi się dla mnie możliwość pójścia tropem przyjaciółki, odłączam się od was. Nie zrobię nic, co mogłoby naprowadzić Imperium na wasz trop, a już na pewno są na to mniejsze szanse niż na to, że wy sami sobie to zrobicie. – Przerwał na chwilę. – A kiedy dowiem się, co stało się z Alerą, postaram się odnaleźć was ponownie i wam pomóc...
Nagle zagrzmiały silniki TIE.
– Shab... – mruknął Bat'rai. – Tak, macie rację. Nie sądzę, by zostanie tutaj było dla was korzystne. Sugeruję się stąd zabrać. I pamiętajcie, że mimo, iż wasza liderka ma starożytną zbroję, to ja posiadam tutaj, zdaje się, największe umiejętności przeżycia w lesie. Chyba że ktoś jeszcze...? Więc jeśli przyjdzie nam wysiąść z tego waszego ścigacza w środku... – Mandalorianin urwał, jakby coś sobie przypomniał. – Powinniście wiedzieć, że w drodze tutaj, mniej więcej w tamtym kierunku – wskazał ręką w odpowiednią stronę – widziałem oddział Gungan. Był bardzo dobrze uzbrojony i dziwnie się zachowywali. Ta informacja coś wam mówi?
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 64
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Lilith Blindshoter » 16 Paź 2019, o 22:50

Drattin i Aaraya milczeli, oboje wiedzieli, iż ich rozmówca maił sporo racji, choć żadne z nich nie powiedziałoby tego głośno. Aaraya chciała dorosnąć do pokładanych w niej oczekiwań, a Drattin zwyczajnie nie chciał obniżać i tak już niskiej samooceny swojego dowódcy. Również Gall choć mięśnie jej twarzy dziwnie stężały, utrzymała spokój. Wciąż miała do siebie żal o to jak bardzo pokpiła sprawę, gdy mieli chyłkiem okrążyć Astad’a. Słowa starszego Mandalorianina ewidentnie jednak podniosły ciśnienie młodszym wojownikom. Aden się nieco zapowietrzył starając się za wszelką cenę ugryźć w język. Jednak siedzący obok weterana Verd poderwał się na równe nogi.
- Bladego pojęcia nie masz z jakiego bagna Aaraya nas wyciągnęła! – odwarknął chłopak
- DOSYĆ! Verd, siadaj. – Teraz to Aaraya zerwała się na równe nogi gromiąc swojego towarzysza spojrzeniem. – Tego, że żyjesz nie zawdzięczasz mnie. Ocaliło cię te kilka dobrych metrów durabetonu nad głową i Olo.
Widać było, że wspomnienie nieobecnego Gunganina wystarczyło by Verd zapomniała o swojej niedawnej złości, szybko zastąpionej troską o przyjaciela.
- Ale… uratowałaś nas – odparł ciszej z niepewną miną
- Nie. – Ucięła krótko. W umyśle Aarayi przekroczony został pewien punkt krytyczny. Nie mogła zrozumieć, czemu ciągle przypisują jej osiągniecia których nie dokonała. I czemu powtarzają to z taką pewnością jak jakaś legendę. Czemu widzą w niej dowódcę, na którego się nie nadawała. Bohatera, którym nie była. – Powiedz to Zahremu, Rando, Myr’owi, Davenowi i Toriemu. Chciałam wyciągnąć stamtąd wasza ósemkę, nawet to mi się nie udało. Nie wiesz nawet czy oni nie żyli. A co, jeśli… Nie mogliśmy do nich wrócić… - Sama myśl, że mogli zostawić towarzyszyć pod gruzami prześladowała ją od samego początku, jednak starała się tym wcześniej nie troskać towarzyszy, ale teraz wszystkie obawy, i całe poczucie winy wylało się z niej szerokim strumieniem słów i myśli. - Jedyne co osiągnęłam to, to że Raganr nie posłał każdemu z nas blasterowego bolta w tył głowy. – Nie zauważyła nawet że również Drattin wstał powoli – Bat’rai ma racje, nie jesteśmy dość dobrzy, ja nie jestem. Nie jestem dowódcą, nie zasłużyłam na nic z tego co mam, na ten pancerz, na was, nawet na moje własne życie. Czemu wszyscy widzicie we mnie kogoś kim nie jestem. Czemu wybraliście mnie WY, Thar i Garris… - Aaraya zatchnęła się lekko, rzeczywistość jakby się wyostrzyła. Stała pośród swoich pracy, teraz już wszyscy włącznie z Astadem byli na nogach, a ona zrozumiała, że powiedziała o jedno słowo za dużo. Jednak nie to nurtowało ją najbardziej.
Tym co przerwało jej monolog, ucinając wylewający się z jej ust strumień wolnej świadomości był znajomy dźwięk. Grzmot silników TIE.
- Lecą na północ. najwyraźniej nie uwierzyli, że nagle zniknąłeś. – Odezwał się Verd – podsumowując to co słyszeli wszyscy.
- Nie znajdą frachtowca. – uspokoił go weteran.
- Ale jak będą szukać mogą znaleźć nas. – odparł młodszy Mandalorianin
– Shab... – mruknął Bat'rai. – Tak, macie rację. Nie sądzę, by zostanie tutaj było dla was korzystne. Sugeruję się stąd zabrać. I pamiętajcie, że mimo, iż wasza liderka ma starożytną zbroję, to ja posiadam tutaj, zdaje się, największe umiejętności przeżycia w lesie. Chyba że ktoś jeszcze...? - zrobił trwającą kilka sekund pauzę jednak nikt sienie odezwał. Gal wbiła wzrok w ziemie, Aden i Verd spojrzeli na Aarayę, a gdy ta nie zwróciła na nich uwagi, wciąż w milczeniu wpatrując się w Astada, obaj rzucili pytające spojrzenie Drattinowi, ten jednak tylko potrząsnął przecząco głową.
- Więc jeśli przyjdzie nam wysiąść z tego waszego ścigacza w środku... – Mandalorianin znów urwał, jakby coś sobie przypomniał. – Powinniście wiedzieć, że w drodze tutaj, mniej więcej w tamtym kierunku – wskazał ręką ku północy – widziałem oddział Gungan. Był bardzo dobrze uzbrojony i dziwnie się zachowywali. Ta informacja coś wam mówi?
Oczywiście że mówiło. Grupka Mandalorian znów w milczeniu wymieniła spojrzenia.
- No pięknie – mruknął Aden
- Przynajmniej już wiemy, gdzie ich szukać – odparł Verd, próbując znaleźć w tym wszystkim jakaś jasną stronę
- Tylko ze TIE też tam lecą – odparł Drattin
- To znaczy, że mogą ich spłoszyć – odparła Aaraya – Fierfek… Wypłoszą nam wszystkich. Musimy się pospieszyć. – podsumowała – Zbierajcie się sprawdźcie czy niczego nie zostawiliście i idźcie zapakować się do speedera – zakomenderowała. Pozostali Mandalorianie założyli hełmy i ruszyli wykonać polecenie Aaraya jednak została na miejscu. Drattin zatrzymał się na chwilę, ale dziewczyna tylko ponagliła go ruchem głowy.
- Musze z tobą pomówić – odezwała się ponownie zawracając się w stronę Astada. – Nigdy nie zamierzałam podważać twoich kompetencji. Jesteś od nas starszy i lepiej przeszkolony, ale niestety to, że ktoś jest doświadczony i przeszkolony nie zawsze znaczy, że jest też godny zaufania. Mój niedawny przełożony i prawa ręka naszego Mandlaora, miał i jedno, i drugie, a mimo to wybrał Imperium. Nie dziw się, że miewam problemy z zaufaniem… Od tego komu zaufam, a komu nie zależy los moich… braci – wyjaśniła. – Chce ich chronić za wszelką cenę. Więc rozumiem czemu chcesz ratować swoją towarzyszkę. Życzę Ci jak najlepiej… Naprawdę.
Urwała na chwilę, gdy huk silników znów przybrał na sile. Stali kilkanaście sekund w cieszy. A gdy dźwięk przycichł
- Musimy się zbierać. Jeśli uda nam się stąd wydostać w jednym kawałku weźmiemy kierunek na stację Zorda, to parszywe miejsce, ale poza jurysdykcją Imperium. Ten kto dotrze tam pierwszy zostawia wiadomość pozostałym. A co do teraz… Jeśli chcesz możemy Cię kawałek podrzucić speederem. Problem w tym, że my chwilowo zmierzamy na północ. Musimy złapać kilku Gungan.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 323
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Astad Bat'rai » 24 Paź 2019, o 20:00

Astad słuchał Me'senruus z nieprzeniknionym wyrazem twarzy. Kiedy wszyscy wstali, on też to zrobił. Inna postawa byłaby brakiem szacunku dla pobratymców. Nie skomentował jej słów. Zamiast tego skupił się na problemie, który poruszył jeden z młodszych Mandalorian, kiedy usłyszeli TIE.
Na prośbę przywódczyni zatrzymał się. Ajanar chciał zostać, ale odprawiła go. To dobrze.
– Spokojnie, ner vod, wszystko rozumiem – odrzekł na jej słowa, patrząc jej w oczy. – Jest to bardzo dobra postawa. Nikomu nie ufaj. Jeśli Mando jest spoza twojego klanu, trzeba traktować go, jakby mógł mieć na nas kontrakt. Właśnie dlatego byłem dla was taki surowy... Przepraszam za pewne zbyt ostre słowa – dodał po chwili milczenia. Nie przyszło mu to łatwo. Nie przywykł do przyznawania się do błędu. – Jeśli jednak pozwolisz mi udzielić sobie jeszcze jednej rady, będę zobowiązany. Masz u nich posłuch. – Spojrzał w stronę wyjścia. – Szanują cię i niektórzy nawet podziwiają. Zostałaś ich przywódcą, i czy ci się to podoba, czy nie, jesteś przez to za nich odpowiedzialna. – Powoli położył jej lewą rękę na ramieniu. – To nieprawda, że nie potrafisz ich ochronić. Cały czas to robisz, a ja to widzę. Wyraźnie. Nie możesz więcej dać się ponieść chwilom słabości takim jak ta przed chwilą. Musisz być dla nich wzorem. Ideałem. A niewiele ci brakuje. Nieważne, ile błędów popełniłaś. I ile popełnisz. Ucz się z nich i z każdym dniem, z każdą godziną stawaj się lepszym Alorem. Jesteś im to, jak widzę, winna. – Zakończył, zauważywszy, że chyba zbytnio popuścił wodze wewnętrznemu przemądrzałkowi. Tak kończyło się długie przebywanie w towarzystwie jedynie droida astromechanicznego. Ach, gdzie ta Aleraa...

Oboje wojowników poszło w stronę reszty kompanii. Po drodze Me'senruus wytłumaczyła mu ich obecne zamierzenia.
– Poprosiłbym o tę krótką podwózkę – odpowiedział. – Mam tutaj do załatwienia jeszcze jedną sprawę...
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 64
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Mistrz Gry » 17 Lis 2019, o 22:36

Speeder wyładowany Mando ruszył w kierunku domków gungan. Astad wysiadł jak tylko oddalili się od rezydencji. Nie zamierzał ponownie spotykać się z Gunganami, miał swoją misję i uparcie dążył do jej realizacji. Jak zawsze zresztą. Mandalorianie pożegnali się szybko a po chwili jedynie powoli wstające źdźbła trawy były świadectwem rozstania. Bat'rai w lesie czuł się niczym Kaadu na stepie.

Ruszył w głąb lasu kierując się na miejsce, w którym spodziewał się natrafić na Imperialną bazę. Nie było to trudne. Imperium aż promieniowało sygnałami swej obecności. Szlak wiódł przez dzicz co pomagało mu uniknąć wykrycia i spowalniało tempo wędrówki. TIE jeszcze kilka razy przeleciały nad głową mężczyzny. Niebo było dziś wyjątkowo ruchliwe. Zmrok zdecydowanie utrudnil wędrówkę, mógł oczywiście użyć systemów swojej zbroi i bez przeszkód iść dalej. Był to jednak drobny sygnał dla organizmu. Zmęczenie też dawało o sobie znać.


Araya nie musiała się przynajmniej martwić o jego bezpieczeństwo. Co innego jej własna drużyna. Pojazd był sporym i ryzykownym środkiem transportu. Nawet kryjąc się pod drzewami zostawiał jasny ślad termiczny. Zapewne to było powodem zwabienia imperialnych. Para TIE z wizgiem przeleciała im nad głowami przecinając niebo z niezwykłą prędkością.
- Wykryli nas. Patrzcie!!
Z tyłu widzieli lecący w eskorcie kolejnej pary TIE Imperialny desantowiec klasy Lambda. Komuś najwyraźniej zależało na ich dorwaniu.
- Gazu w głąb lasu
- Stracimy szansę na spotkanie Gungan!
- Alor, jakie rozkazy, nie mamy dużo czasu.
Twarz w hełmie obróciła się w stronę kobiety. Czy chciała czy nie ufali jej i wierzyli w nią znacznie bardziej niż ona sama.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6901
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Lilith Blindshoter » 7 Sty 2020, o 01:25

- Aden DO LASU! – Powtórzyła z mocą, poczuła, jak krew zaczyna szumieć jej w żyłach, a serce bije szybciej. – Znajdź największą gęstwinę może trochę nas zagłuszy.
- Ale Gunganie? – odezwał się głos w słuchawkach
- Gunganie też uciekną do lasu. – odparła łapiąc się czego tylko się dało by nie stracić równowagi w gwałtownie skręcającym pojeździe. Aden, tak szybko jak pozwalała na to leśna gęstwina, prowadził śmigacz między drzewami. Aaraya spojrzała w górę zmuszając wszystkie użyteczne w tej sytuacji sensory swojego pancerza do poszukiwania zagrożenia na niebie. Liczyła ze gęstszy las trochę lepiej zamaskuje ich ślad. Jeśli nie będzie innej opcji porzucą śmigacz w najgęstszych możliwych chaszczach i resztę trasy pokonają pieszo. Źle się stało, że imperialni ich zauważyli, ale jeśli dobrze pójdzie zrzucą to na karb aktywności tubylców.
- Zwolnij, - zakomenderowała - Musimy się pozbyć tego śmigacza, najlepiej wepchnąć go w jakieś gęste zarośla.
Zauważyła, że nie wszystkim do gustu przypadła wizja pieszej wycieczki. Ale to było chyba jedyne wyście.
- Jeśli Impy nas dorwą cała zabawa na nic. – odpowiedziała na nie wypowiedziane pytanie – pójdziemy pieszo przy odrobinie szczęścia może wezmą nas za bandę Gungan. – dodała, gdy pojazd zwolnił przy odpowiednio dużej kępie krzaków. Po czym wyskoczyła z pojazdu.
- Dalej musimy go tam wepchnąć. – Ponagliła Adena, któremu trudno było się rozstać z pojazdem. – Aden zaznacz lokalizacje na naszej mapie. Jeśli Impy go nie znajdą wrócimy po niego.
Jej towarzysze szybko uwinęli się z ukryciem śmigacza w zaroślach. Nie była to najlepsza kryjówka w dziejach, ale musiała wystarczyć. W najgorszym razie wrócą na piechotę. Lepiej nie przyciągnąć za sobą imperialnego ogona. Po czym bee zbędnego ociągania ruszyli przez las kierując się na północ, w stronę „obozowiska” Gungan. Aaraya chciała przeciąć drogę tubylcom, którzy również mogli postanowić ukryć się w lesie.
- Nie idźcie gęsiego, starajcie się nie zostawić wyraźniej ścieżki. – rzuciła im na starcie – ale trzymajcie się w zasięgu wzroku żebyśmy się nie pogubili. I ruszać się, musimy być jak najdalej stąd, jeśli ci na górze nadal śledzili śmigacz. – dodała sama przyspieszając kroku, po czym po namyśle rzuciła jeszcze - I uważać na zwierzaki.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 323
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Astad Bat'rai » 7 Mar 2020, o 20:30

Astad szedł przez dżunglę. Nie najgęściejszą, w jakiej przebywał, ale z pewnością było jej do tego blisko. Wielokrotnie musiał rozplątywać gałązki czy liany na swojej drodze, a nawet przecinać je nożem. Starał się nie myśleć o negatywach tego, co stało się z jego statkiem. Po pół godzinie niemal zapomniał również o spotkaniu z Me'senruus. Specjalnie wypchnął to poza obszar świadomości, żeby powrócić do faktu kiedy indziej. Nie miał teraz czasu na nic poza swoją misją.
Zaczął się zastanawiać, co zrobi, kiedy znajdzie już bazę oraz jak potem wyłowi swój statek. Cóż, jeśli chodziło o pierwszą sprawę, wszystko zależało od samego kompleksu. Kiedy zorientuje się w jego cechach, wtedy pomyśli, jak powinien zdobyć potrzebne mu informacje. Co do drugiej sprawy... To wydawało się nieco bardziej skomplikowane. Ktoś musiał mu pomóc. Lub coś. To nie ulegało wątpliwości. Nie miał potrzebnego sprzętu, zresztą sam i tak by nic nie zdziałał. Może jednak nawiązana niedawno znajomość na coś się Mandalorianinowi przyda...
Szedł wiele godzin, z każdą chwilą czując, że baza jest coraz bliżej. Zatrzymywał się na krótkie postoje, udało mu się nawet upolować średniej wielkości zwierzę. Raz czy dwa musiał również ukryć swą obecność przed drapieżnikami.
Ale był coraz bliżej. Czuł to. Wytrwale dążył ku wyznaczonemu sobie celowi.
Wytrwale i bez wątpliwości.
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 64
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Poprzednia

Wróć do Środkowe Rubieże

cron