Content

Środkowe Rubieże

[Kashyyyk] - Na tropie Fiona Llica

Image

[Kashyyyk] - Na tropie Fiona Llica

Postprzez Mistrz Gry » 2 Lis 2017, o 19:22

Rauss i Geriatria Squad przybywa z Rodii

Image

- Gdzie lecimy? - Zapytała Astarith gdy uświadomiła sobie, że Tyro nie kieruje swego srebrzystego Nubiana do lądowiska wskazanego przez kontrolę lotów. Lannith uśmiechnął się tylko po czym puścił w powietrze kłąb niebieskiego dymu. Palił non stop. Astarith prawie, że nie rozpoznawała jego rysów twarzy tak bardzo było wiecznie spowity dymem.
- Mam swoje pomysły. Poza tym nie chcemy lądować w stolicy. Uwierz mi. Tam czekają na nas celnicy. Będą się pytać. A sami wiemy jak bardzo upierdliwe może być Imperium gdy się pyta. - Tyro uśmiechnął się jeszcze szerzej. Poczucie humoru emerytowanego agenta ISB było ciężko strawnei nie zrozumiałe. Nie dla Astarith, Riki oraz Fretta. Nie, gdy całej trójce Imperium kojarzyło się źle i tylko źle.
- Lecimy na północ od Rwookrrorro. Tam czeka na nas mniejsza osada i mniej pytań. I mam nadzieję, że uda mi się wykpić z kontroli i przegadać oficerom do porządku.
- Uważaj drzewo! - Krzyknęła nagle Rica. Dziewczyna była podekscytowana. Znacznie bardziej niż trzeba było. Tyro raczej panował nad sterami i w jego rękach statek był zwinny i wdzięczny niczym tancerka.
- Przecież widzę. - Mruknął Tyro. - Ale dzięki. Tak poza tym to wiesz, że jest tutaj pełno drzew? Jedno więcej nie zrobi mi różnicy.
- Eeee... Gdzie my jesteśmy? - Odezwał się Fretto trzeci raz od momentu wejścia w atmosferę Kashyyyk i trzeci raz z tym samym pytaniem.
Rika nawet nie odpowiadała tylko pokiwała głową i podała dziadkowi "coś do picia". To coś było w niewielkiej menażce. Rauss była pewna, że tym czymś nie była woda. Ani nic wolnego od procentów.

***

Dolina wyłoniła się przed nimi nagle. Tak jakby wlecieli do niej z jakiegoś nierealnego mglistego snu. Snu w którym były tylko chmury i pojedyncze pnie drzew. Wystrzelili do krainy soczystej zieleni skąpanej w słońcu ciągnąc za sobą warkocz kondenasycyjny. W potężnym kolistym zagłębieniu w ziemi, które mogło być niczym innym jak tylko pozostałością po uderzeniu jakiejś asteroidy, drzewa nie rosły tak gęsto obok siebie więc było to idealnym miejscem na wytyczenie lądowisk ma ściętych pniach i konarach i było tam dość miejsca by zmieścić wszelkiego rodzaju budynki i całą potrzebną infrastrukturę; były tam kantyny, składy, magazyny ale najważniejszym było to, że - według Tyra - w okolicy miało być mało Imperialnych.
- Dobra lecimy tam. - Lannith wskazał ręką platformę jednego z lądowisk wytyczonego na obciętym pniu drzewa wroshyr.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5326
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] - Na tropie Fiona Llica

Postprzez Renno Tresta » 5 Lis 2017, o 23:07

Osada na uboczu. Rozsądnie - po co się służbom specjalnym naprzykrzać? I do tego będzie szansa na spoufalenie się z prawdziwym, małomiasteczkowym folklorem, nie jakimś rwookrrorroańskim picem dla turystów, cepelią na pokaz ze stolicy. Człowiek fachowo zazna Kashyyyk. Prowincjonalnie.
Z drugiej strony, trzeba było przyznać, że ta prowincja to trąciła jednak monotonią. Nie chcąc nabawić się bólu głowy od widoku migających przed oczami konarów, Rith odwróciła nos od szyby i łypnęła kontrolnie na dziadka, tego rodiańskiego. Wyglądało, że jeszcze trzymał się na nogach, aczkolwiek wcale nie dzięki Rice. Dziewczyna albo nie dawała rady udźwignąć manierki, albo cechowała się iście młodzieńczą lekkomyślnością, bowiem przechylała nader hojnie, a staruszek, postawiony przed tego rodzaju dylematem, grzecznie spijał, co płynęło. Oby tylko brak umiaru seniora nie odbił się zgubnie na jego zdolnościach w zakresie tropienia pretensjonalnych świecidełek, inaczej cała impreza rozmemła się w zarodku i Llic będzie miał przerąbane.
A skoro była już mowa o nieletniej zielonoskórej wojażerce, zbrojnej w menażkę... cud, że to ona nie mówiła. Proces parkowania Nubiana na jednym z quasi-roślinnych lądowisk kompletnie zaabsorbował nastolatkę, i to ku wielkiemu szczęściu Astarith; miała wreszcie chwilę spokoju od zmyślania odpowiedzi na kolejne z nieustępliwej serii pytań o wszystkim i o niczym. Zapał należało doceniać, ale bez przesady. Jedynie krwawe, brudne anegdoty z życia codziennego Nar Shaddaa i okolic zdawały się onieśmielać młodą, toteż ich serwowanie sprawiało Rauss najwięcej przyjemności.
Statek osiadł. Podczas gdy Lanith kończył majstrować przy przyrządach, najemniczka załadowała baterię do DC-15s, przyklepała wibronóż przy nodze i zarzuciła plecak. Na plecy. Gotowa do wyjścia, stanęła przed trapem wraz z Rodianami, w zmienionych, lepiej pachnących ciuchach, które pewnie niebawem nasiąkną... specyficzną atmosferą planety. Nigdzie indziej w galaktyce nie cuchnęło mokrym psem aż tak intensywnie.
- No. To praca.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Kashyyyk] - Na tropie Fiona Llica

Postprzez Mistrz Gry » 9 Lis 2017, o 10:25

Zapach mokrego futra nie był jedynym, który zaatakował nozdrza Astarith po tym jak cała czwórka zeszła po trapie na drewniane lądowisko. Zapach żywicy, leśnej wilgoci, wilgotnego drewna w każdej postaci i przede wszystkim próchna był tak intensywny, że aż kręciło w nosie. Rodia pachniała bagnem i w zasadzie tylko tym. Bukiet Kashyyyk był znacznie bogatszy i intensywniejszy.
Już sam zapach wystarczał by wprowadzić Astarith w stan delikatnego osłupienia ale zdecydowanie gorzej wyglądała kwestia rodzimych rozwiązań architektonicznych. Nie miała nic lokalnej technologii i pomysłowości budowniczych rasy wookie. Była jednak przyzwyczajona do mniej chybotliwych konstrukcji.
Praktycznie wszystko się tutaj poruszało. Smagane wiatrem pnie drzew drżały delikatnie i chybotały się w lewo i w prawo. Ruchy te były minimalne ale Rauss nie mogła oprzeć się wrażenie, że wszystko - budynki, platformy, pomosty - i w ogóle cały ten drewniany cyrk - lada moment runie w dół. Wysokość! To też robiło wrażenie. Wiedziała, że gdyby spadła z jakiejś platformy zdążyła by jeszcze skontaktować się z kimś przez komunikator i chwilę z nim pogadać, nim roztrzaskała by się gdzieś wśród cienistych podstaw lasów Kashyyyk. Astarith dostrzegła, że Rika musi mieć podobne odczucia co ona, bowiem jej wielkie oczy wydawały się być jeszcze większe niż zazwyczaj, a ostrożne i nerwowe kroki, raczej nie były oznaką wielkiej pewności siebie.
Ścięty pień drzewa na którym stał teraz srebrzysty Nubian był ogromny. Spokojnie zmieściłby obok siebie następne dwa takie statki a i tak zostało by jeszcze dość miejsca by swobodnie chodzić pomiędzy maszynami i móc dokonywać wszelkich prac porządkowych przy nich.
Obsługa lądowiska pojawiła się znikąd. Kilku ludzi z imperium nadzorujących pracę kilku robotników wookiech. Ci nadzorujący byli uzbrojeni i wyglądali na jakieś porządkowe oddziały pomocnicze. Zdaniem Rauss to oznaczało większe problemy. Z tymi oddziałami porządkowymi to nigdy nie wiadomo było kto w nich służy. Szturmowców to by się nie bała aż tak bardzo. Oni nie potrafili strzelać. Na czele ich wszystkich stała młoda pani oficer z kategorii tych co to się dopiero dorobiły szlifów. Jej twarz zdobiła mina z kategorii "wyższość" i "co wy tu, kurwa, robicie?".
- Gołowąs, łatwo pójdzie. - Rzucił po cichu Tyro, uśmiechając się, po czym dodał głośniej. - Przepraszamy! Przepraszamy najmocniej. Mamy awarię nawigacji, radiokomunikacji i sterowania. W tej kolejności właśnie. Już z Panią idę i już załatwiam wszystkie formalności. Zapraszam na pokład, co będziemy stać jak można usiąść tak? Napije się Pani czegoś?
Kobieta podeszła i zmierzyła wzrokiem wszystkich. Najdłużej wlepiała swój wzrok w Rauss. Potem w końcu spojrzała na Tyro i odezwała się głosem pasującym zdecydowanie do aktualnie goszczącej na twarzy miny.
- Proszę mnie wprowadzić na statek. Przygotować proszę wszystkie pozwolenia i tak dalej i tym podobne.
- A czy załoga będzie nam potrzebna tutaj? Chcielibyśmy zabrać się stąd jak najszybciej. Dokonamy tylko potrzebnych napraw i już stąd znikamy. Wysłałbym ich po mechaników.
- To czy stąd się zabierzecie to się jeszcze okaże. - Kobieta mruknęła złowieszczo.

***

Pół godziny później. Astarith, Rika i Fretto szli po spiralnym pomoście wspartym na konarach przyległych drzew. Pomost chybotał się nieprzyjemnie i cała trójka szła raczej ostrożnie; co chwila tubylcy wyprzedzali ich za nic mając sobie chwianie się konstrukcji.
Ich celem było zgrupowanie budynków oklejających trzy największe drzewa w okolicy. Znajdowały się tam warsztaty i kantyny i w ogóle wszystkie najważniejsze instytucje lokalnej osady. Oficjalnie mieli poszukiwać mechanika. Nie oficjalnie mieli poczekać aż Tyro skończy odprawę z upierdliwą urzędniczką.
Ta urzędniczka wyposażyła ich w bransolety lokalizacyjne, które mieli teraz założone na prawym przedramieniu. Nie mogli ich zdjąć bez rozpinania i wprowadzenia specjalnego kodu. Nieautoryzowane rozpięcie wysyłało sygnał do centrali służb porządkowych w osadzie. Centrala dzięki temu systemowi dokładnie wiedziała w którym miejscu znajduje się dana osoba - a aktywując podsłuch mogła nawet słyszeć o czym zaobrączkowani delikwenci rozmawiają. Tym sposobem imperium monitorowało stan i ruch przejezdnych w osadzie; Rauss zauważyła też, że wszyscy wookie których mijała też mieli takie bransolety. Urzędniczka uśmiechała się złośliwie gdy zapinała Rauss to zmyślne urządzenie.
Tylko Fretto uśmiechał się pod nosem i chyba za nic miał sobie to, że Imperium teraz na niego patrzy.
Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5326
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] - Na tropie Fiona Llica

Postprzez Renno Tresta » 14 Lis 2017, o 23:33

Kołyszącemu się na artretycznych biodrach Fretto przechadzka po niestabilnej kładce nie sprawiła być może zbyt wielkiej różnicy, ale za to Rith i Rika, stanąwszy w końcu na solidnej, obitej metalem i gwoździami platformie, unisono odetchnęły z ulgą. Dla turysty nie było nic lepszego niż stabilne drewno pod stopami, nieważne, co myśleli sobie pohukujący szyderczo Wookie z knajpy przy zejściu z pomostu. Rechot wykrzywionych pysków nie umknął uwadze łowczyni, oj nie.
– Ta. Śmiejcie się, pajace – burknęła pod nosem. - Ja przynajmniej nie jestem niewolnicą na mojej własnej planecie. Pieprzone twardziele.
Tubylcy nie mieli szansy dosłyszeć wyszeptanych inwektyw - co innego Imperium. Rauss z niechęcią spojrzała na ciasno przylegającą do jej przedramienia biżuterię; biali z każdym mijającym rokiem robili się coraz bardziej zuchwali. Niedługo pewnie zaczną serwować obywatelom podskórne chipy czy inny inwazyjny badziew. Kres wszystkiego.
– Dobra – kobieta skinęła ku Rodianom. - Ruszmy się.
Tu wroshyr, tam wroshyr, wszędzie wroshyr. Wroshyro-centryczna architektura osady nie robiła dobrego wrażenia. Wydawało się, że starczy jedna niezdarna zapałka w jednej niezdarnej dłoni i wszystko obróci się w proch. Mechanik pracował kluczami też z wroshyru?
Właśnie, mechanik. Nietrudno było dostrzec właściwy szyld. Niewielu przedsiębiorców, niewiele marketingu – przynajmniej w porównaniu z tłocznymi ulicami Shaddaa czy Zordo's Haven. Obok woniejącego smarem, potem oraz gumą zakładu rozpościerał się - hojne sformułowanie - lokal miejscowego radcy prawnego tudzież szamana. Hm. W sumie chyba na jedno wychodziło. W każdym razie, do żadnego przybytku nie było na razie sensu się wpraszać. Astarith zasygnalizowała towarzyszom, by podążyli za nią w wątłą alejkę między budynkami, a potem zbliżyła przydzieloną jej bransoletę do ust.
– Hej, tak się cieszę, że, eee, dzielne? Dzielne. Dzielne Imperium trzyma tych... Wookie-dzikusów na krótkiej smyczy. Należy się, pfff, niecnym nieludziom.
Perfekcyjnie. Niech będzie właściwy przekaz dla wojskowych szpicli, nienawiść gatunkowa to pewnie miód na ich uszy. Nic się nie zorientują, o co naprawdę chodzi – sprawną i po kryjomu komunikację z Fretto i Riką. Najemniczka, kontynuując wygłaszanie ksenofobicznej propagandy prosto do narzędzia inwigilacji, wyciągnęła jednocześnie przenośny komputer i rozpoczęła wystukiwanie sekretnej wiadomości.
– Jeśli ktoś mnie by zapytał, to bym powiedziała, że powinno im być gorzej, brązowym brudasom. Wiecie, co jeszcze jest brązowe? Te śmierdzące samorodki, które majtają im się koło dupy po wyjściu z krzaków. Aaa-ha. Fekalia, moi drodzy. Grzęzną w futrze, plątają się z każdym krokiem. Kompletny brak higieny. Podtarli by się raz a dobrze. Listowiem chociaż. A tak, to zupełnie jak psy.
Ruda podstawiła zapełniony literami ekran pod twarze wnuczki i dziadka. „obraczki → problem ale nie katastrofa. ktos musi wiedziec jak je zdjac. mechanik inny rzemieslnik? niezadowoleni mieszkancy. troche sie znam moge z tym pomoc. inaczej trzeba bedzie stad spadac. fretto –> gdzie w ogole zaczynamy poszukiwania? byliscie na ekspedycjach sugestie? czas nagli. uwaga na slowa. dopiszcie nie powiedzcie”.
Klarowniej się nie dało. Raczej.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Kashyyyk] - Na tropie Fiona Llica

Postprzez Mistrz Gry » 20 Lis 2017, o 15:55

Fretto spojrzał się na niewielki ekran przenośnego urządzenia Astarith i zaczął czytać.
- Co? Co tu jest napisane? Jakieś małe te litery... Aaa już widzę. - rzucił nagle czym wprawił w osłupienie zarówno Rikę jaki Astarith. Rika aż nabrała powietrza w usta nadymając policzki i zacisnęła pięści.
- Dziadku. Ciszej. - Mruknęła gdy spuszczając przy okazji powietrze. - Ona. To robi. Żeby. Się. Nie. Połapali... - Dodała półgębkiem.
Fretto nie zrozumiał za pierwszym razem. Chciał się znowu o coś zapytać, ale Rika zasłoniła mu usta.
- Dziadku... Ciszej no! - Dziewczyna z trudem stłumiła własne słowa. - Oni to słyszą... Cicho...
- Aaaaa tak dobra dobra. Rozumiem... - Dziadek wrócił do lektury a gdy skończył rzucił krótko. - Chodźcie, idziemy się napić.

***

Fretto z pośród kilku dostępnych w osadzie kantyn wybrał tę najbardziej obskurną i wyglądającą na taką z rodzaju "tylko dla rdzennych mieszkańców". Porcja solidnego łomotu dla obcych była aż nadto pewna. Był pewniejszy niż to, że obecność czekającej na gości miseczki z solonymi orzechami. Pomimo to Fretto chciał wejść właśnie tam i zamówić na dodatek jeszcze prywatną alkowę.
Wkroczenie do tej mordowni (utrzymanej, a jakże by inaczej w lokalnym stylu) było jednym z tych, których Astarith nie lubiła. Muzyka zamilkła. Gwar rozmów skończył się momentalnie a wszyscy goście wlepili swoje spojrzenia w trójkę stojącą w drzwiach. Z mrocznego wnętrza łypało w ich stronę pełno czarnych jak paciorki oczy wookiech. Gniewny pomruk przebiegł przez salę, kilku włochaczy wstało, ktoś tam sięgnął po nóż, ktoś inny po kuszę. Rika przełknęła ślinę i zapytała cicho:
- Dziadku... Czy to oby na pewno był dobry pomysł?
- To się zaraz okaże. - Odpowiedział, po czym zapytał głośno na całą salę. - Serwujecie tutaj Koreliańskie z przyprawą korzenną? Najlepiej, żeby było czarne.
Wookie rozejrzeli się po sobie... po czym ktoś puścił na nowo muzykę i całość wróciła do względnej normalnej sytuacji, tj. do rozmów i swobodnego zachowywania się. Trójka przybyszów przestała wzbudzać zainteresowanie jak za sprawą dotknięcia czarodziejskiej różdżki. Przy nich pojawił się droid protokolarny.
- Witam Państwa. Jestem OP3C kontakty ludzie roboty. Znajomi mówią na mnie Opko. W czym mogę pomóc?
- Eeee... Trzy piwa. Czarne. Na początek. - Rzucił Fretto.
- Zrozumiałem. Czy życzą sobie Państwo prywatną alkowę?
- Tak. Państwo sobie życzą prywatną alkowę.

***

Prywatną alkową okazało się być tylne wyjście z kantyny a trzema czarnymi piwami trzy oszukujące czarne kości przypięte do bransolety. Kości przyszedł im zainstalować pewien wookie, który uwinął się dość szybko ze swoją robotą i nie odezwał się do nich ani razu.
- No. To jesteśmy wolni. - Powiedział Fretto. - Dobrze, że pewne rzeczy się nie zmieniają na Kashyyyk. Ok... To ten. Te bransolety mają zhakowane moduły namierzania a i podsłuch przy nich szwankuje. Więc ogólnie to jesteśmy bezpieczni. Musimy jednak uważać, żeby nie dać się z tym złapać. Bo kary mogą być surowe...
- Kurwa... - Komunikator Astarith odezwał się właśnie w tym momencie. - Ta baba chce mnie zatrzymać... Spróbuję się wykpić. Póki co prowadzą mnie na posterunek... Kurwa. Zapasowe karty do statku są za wspornikiem przedniej płozy.... Jakby co...
- Źle... na statku zostawiłem trochę swego bagażu... - dziadek nie przejął się za bardzo problemami Tyra. - Poza tym będziemy potrzebować jakiegoś tragarza... Albo dwóch.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5326
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] - Na tropie Fiona Llica

Postprzez Renno Tresta » 3 Gru 2017, o 16:43

– Tragarzy się zorganizuje. - odparła Astarith, naciągając rękaw na zakłócacz sygnału. - Nie ma problemu. Masa tutaj silnych chłopców, nie będą mieć raczej oporu przed zarobkiem. Kwestią bardziej palącą to, czy ruszamy w dalszą drogę bez Lanitha, czy czekamy.
Potrzeba było około trzech sekund na deliberacje.
– A, pieprzyć. Załatwmy to szybko, najszybciej jak się da. Najwyżej później, przez komunikator damy Tyro znać, gdzie załatwić sobie modyfikacje do bransoletki i gdzie do nas dołączyć. Ja tu długo nie wytrzymam, las i cholera. Ja pier... Co to jest?
Była to dwudziestocentymetrowa, szczelnie opancerzona stonoga usiłująca uwić sobie gniazdo we włosach niczego nie spodziewającej się najemniczki. Pomimo początkowego szoku, kobieta szybko opanowała nerwy i wyrwała intruza z kudłów, by następnie, nie kryjąc obrzydzenia, unieść go na widok Rodian. Dziadek i wnuczka musieli pewnie skonstatować, że taka sobie atrakcja.
– Koniec świata. - mruknęła Rauss, w ostatniej chwili rozrywając kłapiącego szczękoczułkami insekta na dwoje. - Hm. Jeśli tak bardzo potrzebujecie tych bagaży z Nubiana, to się mogę po nie przejść. Sama, żeby szturmowcy nie przyuważyli grupy, tylko powiecie mi, co brać. Jeśli wam zajedno, to spadajmy, gdzie trzeba. Póki tak fajnie nam idzie.
Pośmiertnie podrygujące połówki potwora wysunęły się spomiędzy palców kobiety i głucho pacnęły o twarde deski nadrzewnej platformy. Gdzieś w oddali krewni zamordowanego poprzysięgli zemstę.
Image
Postać archiwalna:
Renno Tresta
Awatar użytkownika
Renno Tresta
Gracz
 
Posty: 575
Rejestracja: 3 Kwi 2010, o 14:30

Re: [Kashyyyk] - Na tropie Fiona Llica

Postprzez Mistrz Gry » 6 Gru 2017, o 14:23

- Możemy się obejść w sumie... - zaczęła Rika, ale dziadek zareagował na jej słowa oburzeniem.
- Jak to? Jak możemy się obejść? Tam są moje przydatne rzeczy.
- Dziadku... Lekarstwa mam przy sobie... - Rika była bardzo cierpliwym opiekunem, ale w tym momencie w jej głosie wyraźnie słychać było, że nie są one nieskończone.
- Nie o lekarstwa mi chodzi... - gderał dalej Fretto - Zresztą nie potrzebuję ich. Jestem zdrowy i to tylko jakieś Twoje wymysł. - Rika nic nie odpowiedziała tylko pokiwała znacząco głową. - Mapy i mój sprzęt do wspinaczki... I mój czekan. Nie chce innego. I moja uprząż. Nie chcę innej. I w ogóle to moje szczęśliwe narzędzia. Na żadną wyprawę się bez nich nie wybieram. Koniec kropka.
- Dziadku... Ale to możemy kupić. To nie są niezastąpione rzeczy.
- Może i możemy... Ale mapa moja i moje notatki. To musimy zabrać. Bez nich nie trafimy do tego miejsca. - Fretto mówił coraz głośniej i coraz bardziej denerwował się na wymysły wnuczki.
- A dlaczego nie zabrałeś ich od razu, co?
- Dlaczego i dlaczego! Bo tak! A bo to ja wiedziałem, że to problem będzie z powrotem na statek? Ten Tyro mówił, że pójdzie super łatwo!
- Dziadku, nie krzycz. Nie potrzeba. Obcy się na nas patrzą. Poza tym....
Faktycznie. Kilku przechodniów odwracała głowy w stronę nietypowego tria. Astarith poczuła się nagle jak na świeczniku. Nie podobało się jej to.
- ... poza tym to skopiowałam tę Twoją mapę i notatki. Mam je tutaj na holodysku.
- Co?! Ruszałaś moje rzeczy?!
- Tak.. Dziadku ten Twój notes niedługo się rozpadnie.
- Jak mogłaś ruszać moje rzeczy!! Nie jesteś już moją wnuczką!
- Dziadku...
- Nie dziadkuj mi tu teraz. Chce swoje mapy albo nigdzie się stąd nie ruszam.
- Dziadku...
- Skończyłem! Chce moje mapy. I notes. I w ogóle cały bagaż.
- Ech.... - Rika spuściła głowę i spojrzała na Astarith bezradnie i błagalnie.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5326
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Środkowe Rubieże

cron