Content

Środkowe Rubieże

[Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Image

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 29 Sty 2017, o 01:49

- Tak jest Poruczniku! - rzuciła raźno w eter - Hej, Wy - wskazała na ośmiu najlepiej wyglądających z pośród uwolnionych więźniów, między którymi znalazła się także wychudzona kuzynka - Gal zaprowadź ich do zbrojowni to kawałek od bloku więziennego, trzeci korytarz po prawej stronie. Sporo przydatnego sprzętu. Bierzcie co się da ale w pierwszej kolejności to z czym jesteście najlepiej obeznani. Potem wracacie tutaj.
Rozejrzała się, stali naprawdę blisko transportowców. Dość blisko by bez zwłoki dostać się na pokład, ale też dość daleko by być względnie bezpiecznym w razie eksplozji którejś z maszyn. Spojrzała na swój oddział.
- Adenn, Verd, Axen. - zastanowiła się - Pomagacie przy ewakuacji. Pozostali dołączą do Porucznika Morkaia. - rzekła do pozostałej ósemki.
- Poruczniku wysyłam ośmiu ludzi. Może oddział Blazea, mógł by wesprzeć porucznika? Właśnie... - gdzie był Balaze? Od dłuższego czasu nie słyszała go w eterze. - Blaze? Słyszysz mnie? - Nadała w eter i nastąpiła cisza. Głucha przejmującą cisza. - Corr? - nadal cisza. Nie odezwał się nie tylko Blaze, ale nikt z jego udziału. Nikt. Zimny dreszcz przebiegł dziewczynie po plecach. Stanie tu i czekanie było koszmarem. Nic nie wiedziała. Nie mogła walczyć. Miała organizować ewakuację. Jaka cholera ewakuację! Na niebie wciąż roiło się od tych przeklętych Imperialnych TIE. Jak muchy nad padliną. Wstrząsnął nią dreszcz wściekłości i grozy. Nic nie mogli zrobić.
- Poruczniku, nie mamy szans na ewakuację. Do puki nie zniknie choć część tych myśliwców. Zestrzelą nas zanim dobrze oderwiemy się od ziemi. - Naszła ja myśl iż tylko dla tego jeszcze nie rozwalili im transportowców, bo czekają aż oni spróbują na nie wsiąść.
- Bez wsparcia z powietrza nie mamy szans nawet na...
Przerwał jej rozbłysk eksplozji, gdzieś wysoko ponad głowa. Daleko. A jednak dość blisko by z wykorzystaniem cyfrowej lunety w swoim dalmierzu mogla rozpoznać ofiarę kosmicznej potyczki. Na nieszczęście była to jedna z ich jednostek.
Potem huk eksplozji za budynkiem wiezienia. Wróg był coraz bliżej. A ona nie mogła nic zrobić. Czyżby ze wszystkich dróg pozostała im jedynie Cabur'goyust - Droga Obrońcy?

Nabrała powietrza w płuca. Nie było wiele czasu na decyzje. Mogli wsiąść na transportowce i liczyć że żaden TIE nie wpadnie na to by je ostrzelać, Mogli stać tu i czekać na zmiłowanie. Lub dołączyć do pozostałych i walczyć.
- Poruczniku Morkai. Nasza flota straciła Actiona. Mają coraz mniej opcji. My również... - spróbowała nie lubiła dużo gadać, spróbowała wypowiedzieć następne zdanie w myślach nim przeszło je przez gardło - Musimy wiedzieć czy dostaniemy wsparcie z powietrza. Bez niego ewakuacja jest niemożliwa. - tylko porucznik mógł prosić Mandalora o wsparcie myśliwców. A oni musieli wiedzieć. Jeśli nie mieli by n anie szans. Lepiej było dołączyć do Porucznika w walce, niż zginać jak tchórze podczas beznadziejnej próby ewakuacji, lub tutaj, jak nuny czekające potulnie na swój los.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 298
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Kirył » 2 Lut 2017, o 18:28

Nie miał zamiaru umierać lub wracać do więzienia w kilka godzin po tym jak wydostał się z celi. Perspektywa tak krótkiego cieszenia się życiem na wolności wcale nie zadowalała Kiryła. Wcale. Wiadomość o stracie Actiona też nie była motywującym czynnikiem. Miał nadzieję, że Thar coś wymyśli.

- Robię co mogę Morkai. I przestań mi lepiej rozkazywać, bo jak się stąd wydostaniemy to ciebie zaminuję i wysadzę! - ryknął do komunikatora, z którego chwilę wcześniej usłyszał głos mandaloriańskiego porucznika. - Do której części kompleksu udał się Blaze? Żebym to jemu nie zrobił wybuchowej niespodzianki...

Nie zdążył dokończyć zdania, kiedy na drugim końcu korytarza, w którym właśnie skończył uzbrajać ładunki dostrzegł biały hełm szturmowca. - O ile lalusie Blaze'a nie założyli z jakiejś okazji imperialnych wdzianek, to mamy problem, bardzo duży problem. -rzucił do komunikatora - Lepiej wynośmy się stąd jak najszybciej, bo coś mi się widzi, że zostało nam mało czasu. Sprawdźmy, czy nie straciłem drygu do eksplozji.

Miał nadzieję, że tym razem nie przesadził z ilością ładunków wybuchowych - w końcu co to za saper, który cały czas nieomal wysadza samego siebie... Najszybciej jak mógł nie brzęcząc przy okazji pancerzem ruszył w stronę zbrojowni, z której przyszedł. Kiedy był już w bezpiecznej odległości od ładunków otworzył ogień do szturmowca, by zwabić go (i jak miał nadzieję, jak najwięcej jego towarzyszy) w pułapkę.

Chwilę później ekran HUD hełmu Kiryła zarejestrował kolejnych sześciu szturmowców dołączających do towarzysza w tunelu. Zbroja sapera i jego uzbrojenie miały ten plus, że mógł spokojnie prowadzić dosyć celny ostrzał zza osłony dzięki sprzężeniu jaki posiadały układy celownicze DLT-20A z wyświetlaczem w hełmie. Dlatego teraz stał spokojnie za rogiem i prowadził ostrzał tak, by zwabić imperialnych w zasięg pułapki.

Gdy tylko znaleźli się w zasięgu wybuchu, Kirył nacisnął detonator. Nastąpił wybuch, a kiedy pył opadł, oczom sapera ukazało się pobojowisko. Wybuch rozerwał szturmowców na strzępy i zawalił korytarz blokując przejście na drugą stronę.
- No, to chłopaki się rozerwali. Morkai, to był ostatni korytarz, lecę do was. Zostawcie mi kilku imperialców do zabicia... Chyba, że masz jeszcze jakieś inne sugestie?
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Riven Skirata » 3 Lut 2017, o 22:47

Powoli Ragnar wraz z oddziałem przesuwali się w kierunku promów. Porucznik spostrzegł jak z wyjścia kompleksu wyłania się jego podkomendna ze swoją grupą.
- Aaraya - Ragnar skontaktował się ze swoją podwładną przez komunikator. - Odeskortujesz swoich podopiecznych na promy i dołączysz do walki. Melduj o stanie drużyny, wyposażeniu.
Morkai skończył wydawać rozkazy i natychmiast powrócił do walki. Mandalorianom udawało się jeszcze utrzymywać pozycję przy promach odpychając imperialnych a rozstawiony właśnie e-web miał im ułatwić to zadanie. Gdy udało im się dokonać tego jakże skomplikowanie technicznie dzieła, Ragnar z radością wydał rozkaz otwarcia ognia. Pierwsi ze szturmowców którzy padli ofiarą zmasowanego ostrzału nie mieli czasu zareagować gdy dosięgły ich laserowe bolty. Ci którym udało się schować za osłoną też nie mieli szczęścia, prowizoryczne ochrony szybko ustępowały pod nawałnicą wydobywającą się z lufy e-weba. Kiedy szturmowcy najbardziej zagrażający pozycji Ragnara i promom zostali unicestwieni, Morkai nakazał ustawienie kąta ostrzału broni tak by ostrzał z niej był w stanie zapewnić grupie Aarayi w miarę skuteczną osłonę. Ragnar zignorował arogancką groźbę Kiryła, postanawiając, że rozprawi się z nim po misji. O ile gnojek przeżyje.
Wtem Porucznik usłyszał huk. Odgłos zdawał się dobiegać z kompleksu. Jeżeli źródłem tego hałasu był jakikolwiek wybuch Ragnar był w stanie domyślić się kto był tego winowajcą. Ku swojemu rozczarowaniu zaraz usłyszał głos należący do Kiryła.
- Wiesz miałem jednak nadzieję, że się zabiłeś, mówi się trudno... - Ragnar z rezygnacją w głosie odpowiedział na komunikat buntownika. - Jak już rozlokowałeś ładunki wybuchowe i zabiłeś wszystko co żywe w kompleksie, mógłbyś ruszyć łaskawie dupę i się tu pojawić?
Awatar użytkownika
Riven Skirata
Gracz
 
Posty: 101
Rejestracja: 31 Sie 2011, o 12:58

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 4 Lut 2017, o 17:10

- Jeśli będą chcieli zostać na pokładzie Poruczniku. - oparła przez komunikator - Nawet ci w najgorszym stanie chcieliby walczyć.
Z niepokojem spojrzała na transportowce. Jeśli ich nie obronią, albo jeśli któryś zostanie wzięty na cel przez myśliwce, ludzie na ich pokładach mogą ucierpieć, a pozostali utknąć tu bez możliwości ucieczki.
- Dobra ludzie Porucznik kazał zapakować was na promy. - Zawołała do swych podopiecznych, choć wciąż miała co do tego rozwiązania mieszane uczucia - Nie ociągać się. - Dodała widząc, że ci nie kwapią się do wykonania polecenia - Mamy was stąd wywieźć względnie żywych.
- Poruczniku, zapakowałam pięcioro z naszych podopiecznych na prom, jeszcze ośmioro ludzi wysłałam do zbrojowni po resztę sprzętu, są sprawni i wyrywni, dołączą do walki razem z naszą czwórką. - Zakomunikowała swojemu przełożonemu - My...

Powietrzem wstrząsnął donośny huk. Wybuch w kompleksie. "Kirył" Pomyślała Aaraya
- Poruczniku, ośmioro naszych jest jeszcze w budynku, było by dobrze gdyby Kirył nie wysadził ich w powietrze. - rzuciła przez komunikator ruszając z ostatnimi ze swoich ludzi, którzy jeszcze nie dołączyli do walki. Pozostałych ośmiu już uwijało się pod rozkazami Ragaara ostrzeliwując nadciągających szturmowców z czego się tylko dało.

"Na reszcie będziemy mogli przydać się do czegoś." Pomyślała biegnąc na wyznaczona jej ludziom pozycję. Wraz ze swymi ludźmi zatrzymała się dobrych 30 metrów na lewo od pozycji zajmowanej przez Ragnara i jego ludzi. Rozejrzała się szukając jakiejś osłony dla swoich ludzi.
- Hej chłopcy! Widzicie te puste beczki? - rzekła wskazując na zużyte beczki po paliwie, najpewniej czekające tu na napełnienie - Bierzemy je. - nakazała - Trzeba się "okopać" na pozycji.
Mężczyźni szybko zrozumieli o co jej chodzi i pospiesznie wraz z nią ruszyli w stronę sterty beczek. Jednak na swoja pozycje zdążyli dotoczyć jedyni trzy sztuki, nim Posypała się ku nim grad blasterowych pocisków. Aaraya Przeskoczyła za turlaną przez siebie beczkę. Kryjąc się przed strzałami. Dawno nie strzelała do plastikowego wojska. Uśmiechnęła się do siebie pod hełmem. "Najwyższy czas nadrobić zaległości."

Dziewczyna przykucnięta za opasłą beczką po paliwie co jakiś czas wychylała się z za niej, by wycelować w kolejnego szturmowca. Pomysł z beczkami był doskonały. Żałowała iż zdążyli przytaszczyć tu tylko trzy sztuki. Axen, jeden z jej ludzi prześlizgnął się do niej z za innej beczki gdzie wcześniej przykucnął wraz Adennem. Trzeci, Verd, co chwile wstawał by ustrzelić kolejnego szturmowca z za swojej beczki.
- Przydało by się nam więcej ludzi - usłyszała od Axen'a
- I więcej Beczek - odparła Aaraya - Niedługo powinni się tu zjawić ci których wysłałam do zbrojowni, ale nie mają pancerzy. - dodała - Jeśli wpadną pod ten ostrzał, raczej długo z nami nie zostaną.
- Może Porucznik odeśle nam kilku naszych? - zapytał Axen z nadzieją.
Jej czteroosobową grupę od grupy Ragnara oddzielał mały budyneczek stróżówki, ledwie półtora na półtora metra. Właśnie przy nim chcieli poustawiać toczone beczki. Mieliby wtedy osłonę z dwóch stron. Ale nie wyszło. Byli ledwie o trzydzieści metrów od głównej grupy, al eto tam skupiła się ostrzał przeciwników, to co spotykało ich tutaj było ledwie ułamkiem tamtej kanonady. Zresztą Porucznik Morkai odpowiadał im pięknym za nadobne, ale potrzebował każdej dostępnej pary rąk.
- Porucznik ich potrzebuje bardziej niż my. - odparła Axowi. "Gal niedługo powinna wrócić ze wsparciem", pomyślała Aaraya z nadzieją. Szkoda, że nie wiedziała ile im to jeszcze zajmie. Zaczynała żałować, iż nie dala kuzynce jednego z komunikatorów. - A teraz nie gadaj tylko strzelaj.
Sama znów wychyliła się z za swojej beczki by wziąć na cel kolejnego szturmowca. W tedy w powietrzu znów rozległ się ten charakterystyczny daleki świst, nadlatywały myśliwce. Aaraya z niepokojem spojrzała w stronę bronionych promów.
- Poruczniku! Myśliwce! - zawołała w komunikator - Co z tym wsparciem powietrza?
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 298
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Thrak Skirata » 6 Lut 2017, o 02:45

Brakło mu silna przekleństwa. Brakło mu woli na choć krótką chwile zwątpienia. Nie miał już w zasadzie nic nad czym mógł ubolewać. Action przepadł szansa na rozwalenie Interdyktora też. Musiał teraz walczyć o przetrwanie i utrzymanie jak najdłużej swoich jednostek, w stanie operacyjnym. Skinął tylko głową na znak uznania dla swojego kapitana i pozostałej załogi. Będzie o nich pamiętać po kres żywota
- Zmienić miks energetyczny. Przekierować dodatkowe 20 procent mocy na tarcze. - Powiedział spokojnym głosem, przefiltrowanym przez systemy foniczne hełmu. Jak tarcze padną, rozniosą jego okręt na kawałki. - Wzmocnić osłonę śródokręcia. - Dodał po chwili obserwując swoje dane na wyświetlaczu. Wyćwiczonymi gestami i mimiką twarzy modyfikował swoje kolumny danych. sensory zbierały wypracowane komendy niewerbalne i przetwarzały je na zadania i wyświetlały kolejne rzeczy. System nie był idealny, jednak po tylu latach noszenia kubła człowiek się wprawia.
CAG się nie odzywał i w sumie nie musiał. Mandalor sam widział, ze sytuacja jest beznadziejna. Imperium miało całkowite niemal panowanie w powietrzu i wystrzelenie własnych myśliwców było samobójstwem. Mimo tego musiał wesprzeć siły naziemne i odciągnąć wrogie myśliwce od celu. - CAG, Mandalor. Udzielam pozwolenia na start, powtarzam udzielam pozwolenia na start. Cały kontyngent pokładowy. Anuluje rozkazy 4. Priorytet ochrona wycofujących się wojsk naziemnych. Czas 00. - Przekazał rozkaz przez systemy łączności statku.
- Przesunąć ogień i otworzyć strefę startowa dla myśliwców. - Wiedział, że przy tak gęstym ogniu nieprzyjaciela start będzie koszmarem. Każdy z oficerów kiedyś czymś latał, a an myśliwcach wszyscy pawie byli szkoleni. Ograniczy tylko na jakiś czas ogień w okolicach hangaru by mogli wystartować. Szkoda by było ich strącić własnymi działami. Wielka i niepowetowany była by to szkoda.
- Rakiety - Monitor nie miał litości zbliżały się pociski manewrujące, o czym zameldował wachtowy, stanowisk radarowych i lokacyjnych. Zwrot skończy się zwiększeniem pola ostrzału efektywnego dla nieprzyjaciela. Więcej przyjmą na siebie trafień i to na większa powierzchnię. - Zwrot 15 stopni na sterburtę. Rufowe baterie pełny ostrzał ciągły. Cel zbliżające się rakiety.- Kat podchodzenia celu był niezbyt szczęśliwy. - Korekta kursu plus 10 stopni do poprzedniego rozkazu manewrowego. - Przekazał dalej i znów się zamyślił na sekundę. - Baterie dziobowe pełne ogień barierowy.- Dodał, nadal przeliczając możliwe trajektorie.
- CAG, MAndalor. Trójka i czwórka anuluje poprzednie rozkazy. Zmiana celu. Przechwycić nadlatujące pociski. Działacie w strefie pola ostrzału Darasuum. Uważacie, - Zakończył przekaz i znów skupił się na swoim okręcie i towarzyszącej mu kanonierce(fregata wedle nowego kanonu). - Dp-20 ostrzał na podchodzące Raidery. Ustanawiam 10% graniczenia na pociski rakietowe. Maja zostać jako rezerwa do kolejnego zadania. Wykonać czas 00.-
Image
Awatar użytkownika
Thrak Skirata
Gracz
 
Posty: 672
Rejestracja: 15 Cze 2011, o 18:57

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 9 Lut 2017, o 02:51

Przyszły nowe rozkazy. Wszytko się zmieniło. Byli potrzebni oddziałowi abordażowemu. Musieli lecieć. Dziewczyna pchnęła jedna z dźwigni i usłyszała dźwięk serwomotorów i hydrauliki gdy opadała owiewka kokpitu. Jej serce biło szybciej, kokpit zahermetyzował się, a z zamontowanych zbiorników popłynęła mieszanka gazowa, tworząc w pełni zdatne do oddychania powietrze.Lilith z rosnącym podnieceniem wciągała je w płuca.
Maszyna ożywała pod kolejnymi jej dotknięciami panelu sterowania. Ekran komputera pokładowego rozjaśnił się, uaktywnił się radar, komputer celowniczy zgłosił swą gotowość działania. Rozświetliły się przyciski prawego panelu oprzyrządowania, którym mogła zmieniać ustawienie awioniki myśliwca, przechodzić prze z kolejne poziomy komputer a i wywoływać potrzebne dane. Lewa ręka powędrowała do przepustnicy, która lekko pchnięta ożywiła mocniej pracujące 4 silniki. Maszyna lekko uniosła się, Lilith przesunęła kolejną dźwignię i z komputera pokładowego popłynęły informacje, że podwozie zostało wciągnięte.
Rozpoczęło się oczekiwanie. Najdłuższe sekundy przed startem. Jedynka i Dwójka już odleciały, a trójka wychodziła właśnie z hangaru potem była jej kolej. Ustawiła maszynę do wyjścia i pchnęła przepustnice utrzymując drążkiem i pedałami właściwe położenie i wyważenie maszyny. Potem nagły zastrzyk adrenaliny, akceleracja, skompensowana przez stabilizatory i maszyny wystrzeliła z hangaru w istne morze ognia.
Była tylko ona, szumy i zgrzyty wewnętrznych mechanizmów statku, pojedyncze komunikaty płynęły z systemu łączności, ale poza tym było tylko milczące kosmiczne piekło. Czarną przestrzeń usianą gwiazdami przesłaniały eksplozje i jasne błyski, a ponad tym wszystkim jasna tarcza Ohma-D'un.
Ponad nią? Czy może pod nią. Dół i góra, pojęcia tak proste i tak nie jednoznaczne tu w przestrzeni. Każdy pilot, czyt to małej czy dużej jednostki wcześniej czy później przechodził chwilę gdy uświadamiał siebie jak względna rzeczą w przestrzeni jest kierunek i położenie obiektów. Lilith ten etap filozoficznych rozważań przeszła już dawno temu, jednak ta niejednoznaczność zawsze ją zachwycała Nawet w tedy gdy nie miała czasu jej rozważać tak jak teraz. Jej myśliwiec popędził ku planecie, próbując uniknąć odłamków i eksplozji, nim jednak przebył choć połowę drogi przyszły nowe rozkazy...
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 298
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 12 Lut 2017, o 22:23

muzyka

Powierzchnia księżyca.

Wszystko działo się w zwolnionym tempie. Wbiegli do pomieszczeń przebijając się od tyłu kompleksu. Pierwsza drużyna wpadła w zasadzkę i została wysadzona przez jednego z obrońców. Jenak TC i jego towarzysze naciskali dalej. Walka w ciasnych korytarzach zawsze przynosiła wiele ofiar, po obu stronach. Mandalorianie z którymi przyszło im się zmierzyć byli świetnymi strzelcami. Zmotywowani, opancerzeni i śmiertelnie groźni. Szturmowcy należeli jednak do elity Imperium, a może zwyczajnie było ich więcej.
- Obejść go.
- Granat na trzy, potem wchodzimy
- Jeden, dwa... TRZY!

Eksplozja wstrząsnęła budynkiem ogłuszając na chwilę broniącego się mando. Blastery szturmowców dokończyły dzieła. TC ostrożnie wyjrzał zza rogu. Długi pusty korytarz, będą musieli go przeskoczyć. Z tyłu stały jakieś pudła.
- Mają barykadę na końcu korytarza.
- Dwa dymne i rozpoznanie walką.
- Rozkaz.

Syk białego gęstego dymu wydobywającego się z rzuconych granatów wypełniał przez kilka sekund Umysł TC. Gdy dźwięk przycichł, mężczyzna aktywował filtr w hełmie i ruszył na zwiad wraz ze swoją drużyną. Gdy tylko znaleźli się na środku korytarza wszystko eksplodowało lawina boltów.
- Mają E-Weba.
Mandalorianie nie musieli nawet celować. Korytarz zamienił się w pole śmierci. Umierając TC przypomniał sobie procedurę, teraz jego towarzysze ściągną ciężkie wsparcie i poślą rakietę albo dwie w punkt umocniony, pomszczą go.

***

Połączone siły Aaryi i Ragnara na chwilę ustabilizowały front walk z Imperium. W środku budynku jeszcze walczyli uwolnieni więźniowie i niedobitki oddziału abordażowego, jednak jego zdobycie przez imperialnych było kwestią czasu. Mandalorianka widziała jak ze środka wybiegają nieopancerzone postacie. Jako ostania cofała się Gal w towarzystwie wielkiego mężczyzny w zbroi. Kirył strzelał z zabójczą precyzją, nie wystarczało to jednak. Szturmowcy zmienili taktykę, teraz zamiast szarżować zarzucali przeciwników granatami i zasypywali ogniem wykorzystując przewagę liczebną. Straty po stronie mandalorian niepokojąco rosły.

Przestrzeń kosmiczna.


TIE rzuciły się na Rhixyrki jak stado pszczół na szerszenia, mniej więcej z takim samym skutkiem. Potężne maszyny przeznaczane do ataków na jednostki liniowe niewiele robiły sobie z odstrzału lekkich maszyn, Niezdrową uwagę Imperialnych przyciągał za to jedyny w przestrzeni Incom. Złe skojarzenia pilotów spowodowały że to właśnie ta maszyna stała się celem zmasowanego ataku TIE. Lilith robiła co mogła aby uniknąć trafień, raz czy dwa skutecznie się odgryzając. Impów było jednak zbyt wielu. Kolejne trafienia zdjęły jej tarcze, wokół X-a kłębiło się przynajmniej sześć TIE, w tej sytuacji wykonanie rozkazu było niemożliwe. Za to jej towarzysz z pary z łatwością wyeliminował jedną z torped i przymierzał się do zdjęcia drugiej. Rozbicie skromnych sił myśliwko-bombowych mandalorian wymusiło rozproszenie imperialnych maszyn, a tym samym zmniejszyło ich skuteczność.

Również stary Nebulon nie próżnował, pluł ogniem we wszystkich kierunkach, załoga dwoiła się i troiła, dokonując rzeczy niemożliwych. Jedna po drugiej torpedy znikały trafiane przez rozgrzane wiązki energii. Nie obyło się jednak bez strat, imperialni nie próżnowali, Skupili ostrzał na systemach obronnych nebulona, jedna po drugiej gasły baterie przeciwlotnicze. Thar dość późno zrozumiał przyczynę takiego stanu rzeczy, kilkanaście jednostek abordażowych ukrytych za zbliżającym się z lewej burty Strike cruisierem czaiło się do ostatecznego ataku. Saapado nie chciała go zniszczyć, chciała go pojmać.

DP 20 osłoniła wejście w patmosferę pary Mandaloriańskich myśliwców, jednak jej ostrzał w kierunku zbliżającego się Strike cruisera był nieskuteczny, dodatkowo Raidery obrały sobie na cel niewielką jednostkę, i właśnie przemykały między Nebulonem a księżycem, starając się dobrać do kanonierki.

Powierzchnia planety.

Z wyciem silników z nieba na atakujących Ragnara imperialnych spadł deszcz boltów. Para Mandaloriańskich ciężkich myśliwców dokonała pierwszego przelotu bojowego i korzystając z niezbyt dużej sprawności TIE w atmosferze szykowała się do poprawki. Atakujący dotąd sprawnie szturmowcy zaczęli szukać schronienia przed spadającą z góry śmiercią, co dało Mandalorianom na powierzchni szansę na przejęcie inicjatywy.
- Jedynka do Ragnara, kolejny przelot za dwadzieścia sekund, przygotujcie się.
Pilot ze spokojem schwycił w celownik imperialny desantowiec który wyladował nieopodal więzienia, Działka plunęły ogniem zamieniając stojący na powierzchni statek w stertę poskręcanego płonącego metalu. Jego towarzysz również nie próżnował. Musieli do maksimum wykorzystać zaskoczenie.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5420
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 3 Kwi 2017, o 21:02

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5420
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Kirył » 4 Kwi 2017, o 12:21

Odgłosy strzałów i wybuchów bez przerwy dźwięczały wokół Kiryła, który otulony szczelnym pancerzem krył się za osłoną, od czasu do czasu wychylając lekko broń i oddając kilka mniej więcej celnych strzałów w kierunku szturmowców. Starał się skupić na przeżyciu i na znalezieniu drogi wyjścia z tej chujowej sytuacji, w jakiej znalazł się wraz z grupą Mandaloriańskich komandosów i więźniów.

Wtem ciężkie myśliwce z pokładu Darasuum nadleciały by dać im chwilę wytchnienia pod postacią nalotu na pozycje imperialców. To dało Kiryłowi chwilę na zastanowienie się. Otworzył prywatny kanał komunikacyjny do porucznika Morkai.

- Ragnar, kurwa, co ten Thar wyprawia? Dlaczego nie próbuje się dogadać? Pomyśl. Gdyby Impy chcieli nas zwyczajnie powybijać nie bawiliby się tak z nami. Mogli nas zbombardować z orbity, mają cholerną przewagę i ten twój cholerny mandalor nic by im nie mógł zrobić. Ba, jego też mogliby zestrzelić gdyby tylko im się zachciało. Po raz pierwszy w swoim życiu pomyśl samodzielnie, a nie tylko wykonujesz rozkazy! Oni chcą nas wziąć żywcem, potrzebują nas do czegoś i chyba nawet wiem do czego. Nie wiem jak tobie, ale mnie scenariusz, w którym wychodzę stąd z życiem bardzo się podoba. Nie mam zamiaru tutaj umierać! - powiedział najemnik, korzystając z tych kilku sekund, jakie kupiły im naloty.

Miał nadzieję, że dowódca będzie na tyle mądry, by nie wydać rozkazu strzelania do niego, kiedy Kirył zrobi to, na co Tharowi wybitnie brakowało jaj. Nie mógł się zasłaniać honorem, bo martwym nic z niego nie przyjdzie. To była głupia duma i strach przed konsekwencjami. Ale w sytuacji w jakiej się znaleźli nie było miejsca na strach. Trzeba było działać. Kirył nie żywił ciepłych uczuć do Mando, ale szkoda byłoby, gdyby ta kultura wojowników wymarła ostatecznie przez głupotę i dumę przywódcy. Co gorsza, razem z Mando umarłby i on. A na to nie miał zamiaru pozwolić.

- Nie umrzemy tutaj przez to, że Thar jest zbyt dumny by się dogadać. Trzymaj swoich ludzi na wodzy Morkai, nie chcę zostać zastrzelony, kiedy próbuję uratować nasze tyłki.

Powoli przemykając pomiędzy osłonami, starając się nie zwracać na siebie uwagi przemknął na pozycję na tyle oddaloną od głównego pola bitwy tak, by żaden nadgorliwy Mando nie strzelił mu w plecy, gdy Kirył wprowadzi w życie swój plan. Czekał tylko na potwierdzenie wsparcia ze strony Ragnara. Z nim, czy bez niego miał zamiar nawiązać połączenie na otwartym kanale i pertraktować z dowódcą sił imperialnych.

Zakuta Pało, wiesz ile mi to zajęło? 20 minut na zajęciach. Nie 2 miesiące obietnic, że w końcu odpiszesz. Jak Ci się nie chce to się po prostu przyznaj.
Chudy, wybacz, że tak długo, ale licencjat sam się nie pisze :)
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Riven Skirata » 4 Kwi 2017, o 21:38

Ragnar widział jak sytuacja staje się coraz mniej korzystna dla jego oddziału, o ile kiedykolwiek taka była. Imperialni nacierali nieustannie nie dając mandalorianom ani chwili wytchnienia. Dumni wojownicy byli przyparci do muru, jeden za drugim szli w objęcia śmierci, ale czy byli dumni naprawdę? Morkai z rozgoryczeniem spoglądał na swój oddział, na bandę niezdyscyplinowanych piratów, bo tym byli naprawdę. Niczym więcej. A teraz umierali, za co? Za mrzonki ich Mandalora? Za wspomnienie tego czym kiedyś byli? Czasy potężnych Mandalorian nie wrócą, teraz zostali jedynie wyjęci spod prawa bandyci i piraci. Ta chwila zadumy kosztowała Ragnara trafienie, dostał w naramiennik. Pancerz w tym miejscu został osmalony, a sama ręka pulsowała nieprzyjemnym bólem. Na szczęście sprawca tego został prawie natychmiast ściągnięty serią z E-weba.
Ragnar usłyszał w słuchawce Kiryła. Sam ton rzekomego podwładnego doprowadził Morkaia prawie do szału, jednak to co miał do powiedzenia było warte wysłuchania. Kiedyś propozycja pertraktacji z wrogiem i sprzeniewierzenie się rozkazom wydawałaby się Ragnarowi nie do przyjęcia. Dzisiaj był już znudzony byciem psem na łańcuchu Thara. A poddanie się Imperialnym mogłobyć jakąś opcją, był cień szansy nawet, że nie zostaną straceni. Dać Kiryłowi szansę na dogadanie się, próba tego była raczej z góry skazana na niepowodzenie, ale co szkodzi spróbować. Jeśli się nie uda, Moraki z radością odstrzeli mężczyznę na miejscu.
- Masz moje pozwolenie na tą akcję. - Ragnar powiedział do Kiryła, potem dodał. - Nie strzelać do tego maniaka! Nawet jeśli jego poczynania wydadzą się wam dziwne.
Awatar użytkownika
Riven Skirata
Gracz
 
Posty: 101
Rejestracja: 31 Sie 2011, o 12:58

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Kirył » 5 Kwi 2017, o 11:58

Kirył westchnął z ulgą. Bał się, że przekonanie Morkaia nie będzie tak łatwe, ale jak widać chęć by żyć dalej, a także ratować resztki Mandalorian były wystarczająco silne, by przestał ślepo podążać za rozkazami Thara. Usłyszał na kanale drużyny rozkaz Ragnara, jednak zanim aktywował Imperialny komunikator - którego zdobycie nie było aż tak trudne, biorąc pod uwagę fakt, że zwłoki szturmowców poniewierały się wszędzie na dziedzińcu więzienia - upewnił się, że jest jak wystarczająco daleko od Mandalorian, których ślepa lojalność wobec Thara mogła sprawiać problemy. Na szczęście oddział Aarayi wraz z nią samą, był po przeciwnej stronie dziedzińca, na tyle daleko, by nie byli w stanie mu przeszkodzić.

- Ragnar. Uważaj na Aarayię i jej ludzi. Nie ufam im. Trzymaj ludzi, którym ufasz przy sobie i nie daj sobie strzelić w plecy. Może i jesteś zakutym łbem, ale dobrze się walczy u twego boku, byłoby cholernie szkoda, gdybyś umarł. - powiedział na prywatnym kanale, po czym wyciszył go aby skupić się na tym, co musiał zrobić, by dać sobie i przynajmniej części Mandalorian szansę na to, że zobaczą kolejny dzień.

Podpiął zdobyczny komunikator do hełmu, następnie serią mrugnięć, które śledził jego HUD aktywował go i zaczął nadawać. Był cholernie wdzięczny, że amnezja nie objęła jego umiejętności inżynierskich i umiał złamać zabezpieczenia, sprawić, żeby to cholerstwo działało jak należy.

- Do imperialnego dowódcy sił naziemnych. Nazywam się Kirył, jestem najemnikiem, aktualnie walczymy po przeciwnych stronach, ale mam nadzieję, że niedługo to się zmieni.

Po chwili ze słuchawki w hełmie młodego najemnika odezwał się wściekły głos. - Co to ma znaczyć? W jaki sposób udało ci się podpiąć pod naszą częstotliwość?!

- Znam się trochę na technologii, umiem zhakować komunikator, a wy swoich zostawiliście tu całkiem sporo. Ale przejdźmy do rzeczy. Zarówno ja, jak i dowódca Mandaloriańskiego oddziału na powierzchni zdajemy sobie sprawę, że mogliście nas zbombardować z orbity, a "flotę" Thara Skiraty zamienić w kosmiczny pył. Oszczędziłoby wam to strat i czasu. Nie oszukujmy się, chcecie nas żywcem, więc przejdźmy do rzeczy. Chcemy dobić targu. Ja mam zamiar jeszcze pożyć, mam kilka spraw do załatwienia i byłoby mi cholernie smutno, gdybym tak po prostu zdechł nie dokończywszy ich. Mandalorianie, przynajmniej część z nich, ma dosyć swojego pustogłowego przywódcy, który jak na razie prowadzi ich na pewną śmierć. Wydaje mi się, że chętnie zostaną najemnikami walczącymi za Imperium. Innymi słowy, będziemy dla was walczyć z własnej woli, a chyba tego chcecie, prawda?


Nastąpiła chwila ciszy, najwyraźniej oficer komunikował się z flotą, przekazywał słowa Kiryła swoim przełożonym. Każda sekunda oczekiwania zdawała się trwać wieczność.
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 9 Kwi 2017, o 11:15

Osaczona przez przeważające siły Imperium Lilith starała się walczyć, przeciwników było zwyczajnie zbyt wielu, może gdyby spróbowała się przebić, może... Śmierć nadeszła nagle wraz z salwą czterech działek TIE Interceptora, należącego do dowódcy 131 eskadry. X-wing zatrzymał się na milionową część sekundy a następnie eksplodował siejąc w około szczątkami. Ich ofiarą padł jeden z TIE który miał pecha przeciąć trajektorię chmury odłamków. Nawet ginąc mandalorianka zabrała ze sobą ostatniego przeciwnika. Potem nie było już nic, tylko spokój.

Image

Pozostałe maszyny radziły sobie niewiele lepiej, tarcze i pancerz nie mogły na długo zapewnić ochrony, jeden po drugim Rhixyrki zaczynały płonąć i ginąć. Ich piloci desperacko zaatakowali szturmujące Darassum promy. Maszyny wreszcie mogły się wykazać w tym do czego zostały zbudowane. Dwa promy wypełnione desantem zamieniły się w kulę ognia, zanim ostatni z mandaloriańskich pilotów wyzionął ducha. Pozostałe jednak mknęły w w stronę nebulona starając się unikać ostrzału pozostałych baterii okrętu. Nie wszystkim udała się ta sztuka, do pokładu dotarło zaledwie siedem maszyn. Wgryzając się w kadłub i uwalniając swój ładunek. Na obrońców ruszyła fala Kaleeshan. Mando pamiętali ich z przegranej wojny, obcy byli twardymi i nieustępliwymi wojownikami, i mieli przewagę liczebną. Na pokładzie trwała zażarta walka, każdy korytarz był droga śmierci, każde pomieszczenie było twierdzą. Imperialni najemnicy krwią okupywali każdy metr pokładu. Mandalorianie walczyli jak natchnieni coraz częściej płacąc najwyższą cenę. Śmierć szalała na wszystkich pokładach.

***

Gunship zdecydowanie górował nad raiderami siłą ognia, ale tracił na przewadze z powodu nie najlepszej pozycji wyjściowej. Gdy tylko jego dowódca zobaczył promy przybijające do Darasum, podjął szaleńcza decyzję. Skierował całą siłę ognia na flagowiec Thara zestrzeliwując z niego przyczepione promy. Torpedy Raiderów uderzyły w kanonierkę zamieniając ją w wypalony wrak smętnie dryfujący w przestrzeni. Nie oddawał on nawet w połowie dramatu tych członków załogi którzy przeżyli i desperacko walczyli z ogniem, i wyciekającym powietrzem. Mieli sekundy na uratowanie życia. Niektórzy zdążyli, większość poległa dołączając do tych, którzy już wcześniej zapłacili najwyższą cenę.

***

Powierzchnia planety trwała w przeraźliwej ciszy. Między Imperialnymi szturmowcami a Mandalarionami zapadło chwilowe zawieszenie ognia. Obie strony wyczekiwały na rozkazy. Naloty skończyły się na drugim przelocie, Dwa slupy dymów w oddali zaznaczały miejsce w którym rozbiły się ciężkie bombowce. E-Web stygł parując powoli, składający się na jego załogę niedoszli uratowani patrzyli niepewnie. Coś się stało, jednak czy będzie to oznaczało ponowną niewolę? Byli zdecydowani by walczyć do końca. Ktoś zaczął śpiewać, po chwili dołączyły do niego następne głosy.

Mniej zdecydowani byli weterani otaczający Rivena. Akcja Kiryła spowodowała zawieszenie broni. Z pewnością jednak czas nie grał na ich korzyść. Sytuacja była gówniana, brak kontaktu z fregatą, brak rozkazów, wszechobecna śmierć, w imię czego. Nie spełnią zadania, nie uratują swoich braci i sióstr. Zdołają tylko zagwarantować im śmierć w walce. Teren i prowizoryczne umocnienia wokół promów usiane były zwłokami obu stron. Została ich już tylko garstka. Kirył, Riven i Aarya, klęczeli ukryci za fragmentem durabetonu. Niewielki komunikator leżał między nimi. Z głośnika wydobywał się spokojny męski głos.
- Mówi Agent Nehrit, dowódca operacji pacyfikacyjnej. Wasz opór istotnie jest bezcelowy, Wasz przywódca, was zostawił. Proponuję bezwarunkową kapitulacje. Zostaniecie rozbrojeni i przewiezieni na pokład Imperialnych okrętów. Każdy kto złoży przysięgę lojalności wobec imperium zostanie następnie uwolniony. - Mężczyzna doskonale zdawał sobie sprawę ze znaczenia honoru w kulturze mandalorian. Wiedział też, jak dotrzeć do ich umysłów.
- Jeżeli odmówicie, baza zostanie zbombardowana, nie będzie chwalebnej śmierci w walce, będzie tylko śmierć. Zadbam też o to by nikt nie usłyszał o tym co się tu stało. Wasze przeżycie jest jedyną szansą na nieśmiertelność waszych towarzyszy. Daje wam 10 minut, każdy kto wyjdzie bez broni i z rękoma nad głową, będzie żyć. Po upływie ultimatum otworzymy ogień. Możecie wybierać. Wybierzcie mądrze.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5420
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Riven Skirata » 9 Kwi 2017, o 19:40

Sytuacja stawała się coraz lepsza, przynajmniej dla Ragnara i drużyny. Zabiegi Kiryła, które miały im kupić więcej czasu widocznie się sprawdzały. Dowodem tego był nawet głos dobywający się z głośnika. Ragnar był gotów porzucić swoje dawne życie i służyć Imperium, może nie ku chwale, tylko po to by przeżyć kolejny dzień. Morkai starał się wybadać względne nastroje załogi, część z nich przejdzie, zostało przekonać wahających się.
- Moi wojownicy! - Ragnar odezwał się w interkomie do oddziału. Nienawykły do dłuższych przemów do oddziału umilkł na chwilę, starając zebrać myśli. - Słyszycie co nam zaproponowano. Mamy teraz do wyboru życie i śmierć. Czy umrzecie za idee Mandalora, który już teraz umiera tam w kosmosie? Człowiek który mimo obietnic nie podniósł nas z prochów a pogrzebał resztę naszych szans na wielkość. Popatrzcie kim jesteście, czemu służycie! Gardzą nami, jesteśmy teraz nikim!
Kolejna przerwa podczas której Ragnar starał się przelać w słowa to co myślał.
- Nie obiecam Wam tego samego co On. Nie obiecam chwały, powrotu naszej kultury. Jeśli pójdziecie za mną i się poddacie Imperium, przeżyjecie. Dostaniecie nowy cel w życiu. Służba w armii Imperium, będziecie najlepszymi z najlepszych, otrzymamy najnowszy sprzęt i najbardziej ambitne cele do zabicia. Coś czego pragną wojownicy Naszego pokroju.
Najbardziej podejrzaną w obecnym położeniu dla Ragnara była Aaraya. Mężczyzna w trakcie przemowy zaczął dawać znaki migowe najbliższym podwładnym by mieli baczenie na Aarayie i jej grupę. Jednocześnie przepiął się na indywidualny kanał z Kiryłem polecając uważać na dziewczynę.
Awatar użytkownika
Riven Skirata
Gracz
 
Posty: 101
Rejestracja: 31 Sie 2011, o 12:58

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 10 Kwi 2017, o 01:29

Nie dało się nie widzieć spadających myśliwców. Nie dało się nie widzieć wybuchów na orbicie. Nie dało się nie słyszeć ciszy niesionej przez śmierć. Tak jak przed laty nie dało nie wiedzieć ognia spopielającego Mandalorę.
Ale jej wrzasków i rzucanych prze z nią przekleństw nie słyszał nikt. Odcięła łączność w swoim hełmie i pozwoliła wylać się rozpaczy. Gdyby nie to, to chyba oszalałaby. Zdobyła wolność, znalazła swą małą ojczyznę, odnalazła Gal, tylko po to by znów stracić to wszytko. A potem było jeszcze gorzej...
Słysząc słowa Kiryłą, chciała ochotę strzelić mu w łeb, albo dopaść go i rozorać mu gardło nim po jego strunach głosowych przejdzie mu choć jeszcze jeden dźwięk. A Morkai, który na to przystał? Który pozwolił na publiczne lżenie ich Mandalora. Całe jej jestestwo żyło tylko słowem "Zdrajcy". Ale nim jej płonąca gniewem krew pchnęła ją do zrobienia czegoś głupiego. Poczuła na swych przedramionach mocny, niemal stalowy uścisk rąk swojej kuzynki. Aż dziw, że Gal mimo ogólnego wymęczenia znalazła w sobie tyle siły. I usłyszała jej głos przebijający się z głośników w swoim hełmie.
- Nie warto. - zupełnie jakby czytała w jej myślach.
Dziewczyna przełknęła ślinę. Krew nadal się w niej gotowała, ale zdrowy rozsądek zaczynał dochodzić do głosu. Przeanalizowała swoje ewentualne opcje. Jeśli zrobi to co dyktuje jej droga wojownika, zginie a zemsta ze strony czy to Morkaia czy to Imperium, może dosięgnąć jej ludzi i Gal. Jej klan przestał by istnieć. Ostatni Mandalorianie wierzący w ich świat przestali by istnieć. Spojrzała po swoich ludziach. Nie wielu ich zostało. W sumie było ich czworo, plus drugie tyle z pośród ocalonych.
- Szybko - rzekła patrząc na Gali pozostałych - Weźcie pancerze poległych szturmowców, przebierajcie się szybko. Nie mamy czasu. Mam pewien plan...
"Póki wasze serca bija, Mandalora wciąż żyje." Wspomnienie słów Matki gdy siłą zaciągnęła ich na statek, który zabrał ich z Concordii. "Musicie przeżyć"


"Musicie przeżyć." Tylko to kołatało jej w głowie gdy patrzyła jak jej troje ludzi i czworo ocalałych jeńców przebiera się za zwłoki szturmowców a ich trupy wsadza we własne pancerze. "Musicie przeżyć." Tylko to jedno huczało jej w głowie gdy ukazując załamane oblicze zameldowała Morkajowi, że jej ludzie nie żyją. Tylko to kołatało jej w głowie gdy słuchała słów Imperialnego. Będą żyć. Zadba o swoich ludzi. Potem będzie myśleć dalej. Licząc ją to 8 osób. Musi zadbać o 8 osób. Słyszała wypowiadane słowa, a jednak wszytko przysłaniał dziwny szum. To chyba jej własna krew a jednak zdawało jej się, że to szum poczwórnych skrzydeł. Nerwy płatały jej figle. Tu nie ma wrzaskojastrzebi. Ale jej myśli przywodziły czasem jeszcze jeden obraz. Posąg czteroskrzydłej postaci wyrzeźbiony w skamieniałej kości. Yus'tengaanare przewodnik, który wiedzie zaginionych do domu, do Mandy. Czy dziś posłuży im pomocą? Czy może raczej śmierć jest tak bliska, iż chce wskazać im drogę w zaświaty?
Musi o nich zadbać. Jeśli chce przestać słyszeć ten szum.
- Poruczniku ... - zaczęła, pozwoliła by jej głos się łamał. - Proszę byś zwolnił mnie ze służby. Moja rodzina nie żyje, mój Mandalor nie żyje, ludzie których prowadziłam do walki nie żyją. Pozwól mi ... - zacięła się przełykając ślinę - Pozwól mi zrobić to co powinnam zrobić dawno temu. Pójdę do nich i palnę sobie w łeb.
- zamilkła a sekundę.
-Nie pokrzyżuje to twoich planów na połączenie z Imperium, a mi pozwoli wrócić do Mandy na moich własnych zasadach.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 298
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Kirył » 12 Kwi 2017, o 01:43

Gdyby ktoś zapytał Kiryła o zalety posiadania mechanicznego oka, z miejsca mógłby wymienić kilka. Począwszy od faktu, że dzięki sprzężeniu go z przyrządami celowniczymi w swojej broni mógł prowadzić w miarę celny ostrzał zza osłony nie narażając się na odpowiedź ze strony przeciwnika, poprzez możliwość nagrania kilku minut walki, a skończywszy na tym, co obecnie najważniejsze - termowizja i większy zasięg widzenia niż w prawdziwym oku.

Morkai nie musiał przypominać najemnikowi, że największe zagrożenie w obecnej chwili mogła stanowić Aaraya i jej grupa, Kirył doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Dlatego jego sztuczne oko nie odwracało się od niej nawet na chwilę, od momentu gdy tylko nawiązał kontakt z imperialnym oficerem. Dzięki zaletom oka widział nawet przez gęsty dym i dostrzegł obok Aarayi kilka postaci, nie mógł co prawda z tej odległości ich rozpoznać, ale same kontury wystarczyły.

Kiedy buntownicza mandalorianka odeszła od grupki tamci natychmiast poczęli przebierać się w pancerze poległych imperialnych szturmowców. Zorientowawszy się co widzi szybko skupił wzrok na grupce i ruchem drugiego, prawdziwego oka uruchomił nagrywanie, rejestrując ruchy podejrzanych tak, by za chwilę móc przesłać je do, jak się zapowiadało, nowych przełożonych.

Widząc, że mandalorianka zbliża się do nich, Kirył wywołał prywatny kanał z Ragnarem. - Uważaj. Jej grupa coś kombinuje, zmieniają pancerze na imperialne. Cokolwiek by nie powiedziała - prawdopodobnie kłamie. - Po czym przełączył się na komunikator, który leżał obok nich, wciąż podpięty bezpośrednio pod hełm najemnika. Agent Nehrit wciąż oczekiwał na odpowiedź i w tym momencie Kirył mu jej udzielił, upewniwszy się, że usłyszą go jedynie Nehrit i Morkai.

- Przystajemy na wasze warunki. Powinniście zaraz otrzymać ode mnie prezent, gest, który mam nadzieję docenicie. - w tym momencie HUD Kiryła rozpoczął transmisję nagrania grupy mandalorian, która zdawała się być niechętnie nastawiona do możliwości przeżycia, a na pewno mogąca sprawić, że życie tych, którzy woleli dołączyć do Imperium będzie mniej przyjemne. - Mam tylko nadzieję, że gdy złożymy broń, zabierzecie ją stąd i oddacie w swoim czasie, przyznam szczerze trochę się namęczyłem ulepszając ją i nie chciałbym, żeby ten czas poszedł na marne.
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 12 Kwi 2017, o 17:48

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5420
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 23 Kwi 2017, o 11:16

Darassum Mostek.

Garść mandalorian walczyła do końca w obronie swojego Mandalora. Ginęli jeden po drugim szlachtowani przez atakujących z nienawiścią Khaleeshan. Sam Thar do końca prowadził walkę skrywająć się bohatersko za swoim fotelem kapitana. Fotel nie był jednak wystarczającą zaporą. Wojownicy w końcu przedarli się i Ostatni Mandalor zapłacił gardłem za swoje błędy. Głowa wodza mandalorian potoczyła się po pokładzie. To był koniec. Nebulon został zdobyty, podobnie jak i Wrak DP 20 z której ekipy szturmowców wyciągały ostatnich żywych Mandalorian. W przestrzeni TIE nie miały już nic do roboty, przewaga liczebna zrobiła swoje. Bitwa zakończyła się zdecydowanym zwycięstwem Imperium.

Komandor Sekpadao siedziała uśmiechnięta na fotelu dowódcy. Przed nią widniał wyraźny hologram Agenta Nehrita. Zwycięstwo było zupełne podobnie jak i misja, którą zlecił jej sam Imperator. Kariera stała otworem przed młodą jeszcze i niezwykle ambitną Arkanianką.
- Cieszę się że jest pan zadowolony pułkowniku.
- Pani zdolności są zaiste... niezwykłe. Dziękuję za pomoc, jestem pewien że nasza przyszła współpraca będzie równie owocna. Teraz jeśli można zajmę się posprzątaniem tego bałaganu.
- Rozumiem że obecność mojej eskadry nie jest już panu potrzebna.
- Zdecydowanie dziękuję za współpracę.


Przekaz skończył się. Komandor wydała rozkaz odlotu. Jej załogom należał się odpoczynek, a okręty powinny znaleźć się w dokach. Kuat było dobrym miejscem na tego typu aktywności. Gdy tylko myśliwce wróciły na pokłady macierzystych jednostek niewielka eskadra zniknęła w nadprzestrzeni. Nad księżycem pozostał tylko Interdictor, w towarzystwie carracka i Dwóch Raiderów. Oczywiście o ile nie liczyć uszkodzonego nebulona i wraku DP-20.

Powierzchnia księżyca

Ragnar zgodził się na propozycję Arayi, kobieta zniknęła wśród gruzów zmierzając w strone swojego oddziału. Chwilę później dobiegł do jego uszu strzał z blastera. Cóż, ładnie zagrane. Kirył wcześniej ostrzegał go przed taką sytuacją. Obaj nie zamierzali ryzykować. Większość mandalorian zdecydowała się poddać, jednak kilkunastu nadal zamierzało walczyć. Chcieli zginąć śmiercią wojowników kryjąc się w ruinach.

Imperialni wysłannicy spokojnie podeszli do tematu. Wszyscy którzy zdecydowali się poddać złożyli broń i ruszyli w kierunku podstawionego transportowca. Dwunastu mężczyzn i kobiet oraz Kirył, jako trzynasty wojownik. Tylko tylu zdecydowało się przeżyć za cenę służby imperium. Większość Mandalorian zginęła podczas walk, Oddział Arayi oraz sześciu weteranów zostało na powierzchni.
- Rozumiem że nie wszyscy skapitulowali.
- Tak.
- Zginą.
- Tak wybrali.


Śluza promu zamknęła się za ostatnim z mandalorian. Strzegli ich imperialni szturmowcy z bronią gotową do strzału, jednak poza tym traktowano ich dobrze. Wycie silników startujacego desantowca łączyło się z delikatnym wstrząsem, chwilę później byli już w przestrzeni kosmicznej. Po drodze minęli się z eskadrą bombową lecącą wykonać obietnicę Nehrita. Imperialne siły zawsze dotrzymywały słowa. Dla tych którzy się poddali było już wszystko jedno. Prom wylądował na pokładzie imperialnego Interdictora. Tam zostali posegregowani i pozbawieni pancerzy. W gustownych cywilnych ubraniach, zostali poddani badaniom, opatrzeni i zaprowadzeni do cel. Siedzieli teraz po czterech czekając na to co nieuniknione.

Tymczasem na planecie bombowce dokonały dzieła zniszczenia. Eksplozje zniszczyły stojące promy, desperacki ostrzał pozostałych przy życiu weteranów nie zdał się na wiele. Bomby zrobiły swoje. Maszyny dokonały nawrotu zrzucając jeszcze jedną porcję bomb. Dopiero gdy na ziemi zostało już tylko rumowisko i dymiące gruzy, maszyny zawróciły do bazy. Rumowisko płonęło jeszcze jakiś czas. Ale flota z nad planety dawno zniknęła. Slużby porządkowe postanowiły zostawić zwłoki w kompleksie, toksyczna atmosfera księżyca oraz czas powinien zrobić swoje. Ruiny wiezienia miały stać się grobem dla szturmowców i Mandalorian.

Dwanaście godzin później

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry

Ruiny Wiezienia

- Jo rzech znojzł żywego szturmowca. Trzech, żyw, i jeden z kubłym tyż żyw.
- Jo znojzł dwa.
- Twój nie mo gyry, a moja je cołki.
- łoj tam...

Dwójka szabrowników zaczęła się poważnie zastanawiać, przybyli ukraść broń i ewentualne wartościowe przedmioty, nie spodziewali się, że ktoś może przeżyć. Teraz ich niezbyt dobry plan się załamał. Zabijanie nie wchodziło w grę, zaś pozostawienie żywych, cóż było równoznaczne z wyrokiem śmierci. Powolnej i w męczaraniach, nie żeby jakoś specjalnie im to przeszkadzało. Jednak zawsze niesmak pozostawał.

- Może kaj opchniemy szturmowca to dostaniemy kredyt od Imperium?
- Trza spytać starszego
- Starszy zabierze nam szturmowca i sam weźmie kredyta od Imperium.

Młodszy z gungan był zdecydowanie bystrzejszy i lepiej zorientowany w układach panujących w niewielkiej kolonii. Starzy twardo trzymali władzę, a choć nie wszystkim się to podobało, na niewielkim księżycu nie było wyboru. Nie to co na planecie. Tam mogliby być wolni i chodować całą masę Kaadu a może nawet Fambaasy. Wizja bogactwa i wolności stanęła przed dwoma pastuchami.
- to kaj ich brać?
- Do nasza szopa na Kaadu, tam ich oporządzim i nakarmim.
- ty to mos łep.


Ranni i nieprzytomni szturmowcy, a raczej przebrani mando, zostali zapakowani na sanie ciągnięte przez parę Kaadu, a następnie wraz z łupami wywiezieni z pola bitwy. Do szopy dotarła jedynie piątka żywych. W środku okazało się że zdjęcie pancerzy nie jest takie łatwe. Gdy w końcu gunganom się to udało natrafili na pewną niespodziankę.
- Rychtna dziołcha, i cycki mo.
- jo ta tyż..
- kaj by taka larwa nie była..
.
Dyskusja mogła by trwać nieco dłużej niestety, dla Gungan złapana za pierś Araya się obudziła.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5420
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 23 Kwi 2017, o 23:28

Powrót z niebytu do istnienia był stopniowy i nagły za razem. Świadomość powróciła szybciej niż obudziły się porażone wpierw strzałem ustawionego na ogłuszanie blastera, potem faktem, iż na dziewczynę zwalił się budynek, obrócony w gruzy przez Imperialne bomby, zmysły. Pierwsze pojawiły się odczucie ogólnego bólu promieniującego po całym ciele i posmak własnej krwi w ustach, jednak szybko zagłuszonych przez zmysły węchu i dotyku. Oba gwałtownie alarmowały mózg o naruszeniu przestrzeni osobistej przez jakiegoś cuchnącego osobnika. Aaraya Gwałtownie spięła mięśnie i na oślep, gdyż wzrok jeszcze nie powrócił jej w pełni, wyprowadziła silny cios w miejsce gdzie jak sądziła znajdowała się twarz tamtego. Z gwałtownym okrzykiem gniewu zrywając się do pozycji siedzącej. Instynktownie chciała podeprzeć się lewą ręką o podłoże, jednak zamiast tego zwaliła się bezładnie na lewą stronę czemu towarzyszył gwałtowny rozbłysk bólu zlokalizowany w okolicy jej lewego łokcia. Gwałtowny ból pobudził resztę jej systemu nerwowego. Wzrok gwałtownie wyostrzył się, a węch wychwycił w gwałtownie wdychanym powietrzu nie tylko smród obcych,a le też szopy i gęsty metaliczny zapach krwi.
Znajdowała się w niewielkiej szopie, a nad nią stałą para gungan. Aaraya ignorując ból znów spróbowała podeprzeć się na łokciu, machając przy tym ręką w stronę odganiając obie istoty.
- Slana'pir! - wyrwało się jej z zeschniętego gardła - SLANA'PIR! - Powtórzyła a jej głos przeszedł w chrapliwy zgrzyt, gdyż gardło nie mogło wyemitować krzyku. Znów osunęła się na promieniujący bólem łokieć i wtedy w końcu spojrzała na swoja lewą rękę. A przynajmniej tam gdzie ta powinna się była znajdować. I aż zachłysnęła się smrodliwym powietrzem szopy. Zamiast jak się spodziewała złamanej ręki dostrzegła jedynie krwawiący kikut. Przez chwile patrzyła na niego w oniemieniu.
"GAL!..." zawołało coś w jej głowie "Vode!..."
- Gal? - Rzuciła w przestrzeń - Vode?
Nie czekając na odpowiedź rozejrzała się po szopie. Dostrzegła jedynie troje ze swoich siedmiorga ludzi, w tym Gal. Odetchnęła z ulgą. Zobaczyła też jednego z mandaloriańskich weteranów. Co on tu robił? Czyżby nie wszyscy Mandalorianie powędrowali wraz z Ragnarem? A może Imperium złamało umowę? Musiała się dowiedzieć. Ale to za chwilę...
NA razie musiała poradzić sobie z dwójką Gungan. Kto wie po czyjej są stronie. Jej ręka powędrowała do miejsca gdzie powinien znajdować się jej sztylet z cortosis...
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 298
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 2 Maj 2017, o 19:48

łoo a mnie mazła. - Gunganin cofnął się zaskoczony silnym ciosem jak i reakcją kobiety. Jej zdrowa ręka odruchowo sięgnęła do tyłu. Tam gdzie wcześniej znajdował się dziwny nóż. Obcy był nieźle zaskoczony, cieszył się tylko z tego, że wcześniej dokładnie obrabowali wszystkich szturmowców. Drugi z Gungan ten bystrzejszy niezwykle szybko jak na pokracznego stwora dopadł do sterty z bronią wyciągając jeden z blasterów. Wycelował w kobietę mówiąc coś w swoim języku.
- Dziołcha, ty se doczkej, zara cie chyca i piknie usadze. Ni ruszoj się, bo jak palna z ta flinta!!
Kobieta na chwilę znieruchomiała, jednak jej krzyk obudził resztę z rannych mandalorian. Zarówno gal jak i starszy weteran byli praktycznie bez obrażeń. Dopiero teraz do głów Gungan dotarło że pancerze które zdejmowali ze "szturmowców" były jakieś takie niedopasowane, a jeden z nich był całkiem inny, podobny do tych które wcześniej znaleźli i wrzucili do reszty łupów.
- Jo rozpamintywuje, że to cosik ni jest dobrze.
- Nie godoj.
- kaj twój ród?!


Gunganin z groźną, w miarę możliwości, miną mierzył z blastera w Arayę, z boku powili siadała Gal. spoglądając to na Gunganina to na broń, w końcu uśmiechnęła się i rzuciła do kuzynki po mandloriańsku.
- On ma za gruby paluch żeby pociągnąć za spust. To jakieś... och twoje ramie...
Rzeczywiście upływ krwi robił swoje a Gungański opatrunek, o ile zawiązaną dookoła kikuta szmatę można nazwać opatrunkiem zaczął powoli przeciekać. Mandalorianka nie miała zbyt wiele czasu zanim straci przytomność.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5420
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Kirył » 3 Maj 2017, o 19:19

Kirył powoli miał dosyć cel. Przez ostatnich kilka miesięcy były niemalże jedynym widokiem jaki dane mu było oglądać. No ale cela jest lepsza niż śmierć, więc w jakimś stopniu był mimo wszystko zadowolony. Przynajmniej teraz nikt nie będzie - a przynajmniej taką miał nadzieję - wydobywał z niego informacji metodą pięści-żebra, bo niektóre kości najemnika nadal się zrastały po przeżyciach na księżycu Naboo.
W tej samej celi co on siedział również Ragnar i dwóch innych Mandalorian, którzy woleli żyć i szukać chwały w służbie Imperium. Nie była to wygadana kompania, ale lepsze to niż siedzenie samemu. Po chwili ciszy postanowił rozruszać towarzystwo.
- No cóż, żyjemy, zobaczymy jak długo to potrwa. Mam pewne podejrzenia czego od nas chcą, ale jak jest naprawdę przekonamy się niebawem. A tymczasem, może partyjka Pazaaka albo Sabaaka? - rzucił w stronę Morkaia. Po czym z uśmiechem na ustach odezwał się do strażników stojących na niedaleko celi. - Może podrzucilibyście nam jakieś karty? A i jakaś flaszka byłaby mile widziana, w końcu jakby nie patrzeć, teraz pracujemy dla was.
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

PoprzedniaNastępna

Wróć do Środkowe Rubieże