Content

Środkowe Rubieże

[Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Image

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 4 Maj 2017, o 23:35

Dziewczyna ze zdziwieniem stwierdziła iż jej sztylet zniknął. Zaskoczenie było tym bardziej niemiłe iż jeden z obcych doskoczył do sterty z bronią i wycelował w nią z blastera. Aaraya znieruchomiała. Skonstatowała już ze pozbawiono ja nie tylko broni ale i pancerza, którego płyty leżały na stosie wraz z fragmentami innych baskargamów i imperialnych pancerzy po drugiej stronie szopy. Gniew szybko odpędzał ból z umysłu. Wyprostowała się i rzekła w poprawnym basiku
- Jeśli Ci życie miłe rzuć broń! – Na jej twarzy zagościł złowrogi wyraz. Dostrzegła też, że jej głos obudził innych. Gal i były członek oddziału abordażowego usiedli gwałtownie. Oboje wrogo spojrzeli na parę Gungan, jednak wrogość Gal szybko przeszła w kpinę. Dziewczyna miała racje. Obcy chwycił za miotacz zaprojektowany dla ras bardziej przypominających ludzi. Choć wyglądał groźniej mierząc do niej ze zrabowanej broni, nie był wstanie pociągnąć za spust. Na ustach Aarayi zagościł niemiły uśmieszek. – Zostaw to zanim sam zrobisz sobie krzywdę, albo zrobi Ci ją któreś z nas. – Dodała wskazując ruchem głowy Gal i drugiego Mandalorianina. Pozornie ignorując uwagę Gal na temat swojej lewej ręki. Jednak wciąż szukając wzrokiem czego kol wiek pomogło by jej posłużyć do założenia opatrunku uciskowego. Zwłaszcza iż coraz wyraźniej czuła upływ krwi. Mogła liczyć jedynie że pozostali Mandalorianie spacyfikują parę Gungan. Nie była by wstanie za długo walczyć. Może zebrała by siły na jeszcze jeden czy dwa ciosy, ale nie wiele więcej. Nie zdołałaby nawet dopaść stosu ze zrabowanym przez obcych sprzętem. Wiedziała ze jeśli wstanie na nogi straci przytomność. Dostrzegła kawał czegoś w rodzaju poszarpanego koca czy innej szmaty.
- Gal? Rzuć mi tamtą szmatę. – poprosiła w Kuzynkę tym razem przechodząc na ich etniczny dialekt. Poco obcy mieli rozumieć o czym rozmawiają. Dla nich musi pozostać niewzruszona mimo utraty krwi i słabnących sił. Nie mogą poznać że jest słaba.
Widziała jak Gunganin nerwowo przekierowuje blaster celując w każde z nich gdy Gal rzuciła jej szmatę, którą ledwo udało jej się schwycić zdrową prawą ręką. Nie przejmowała się nim, trzeci Mandalorianin obserwował obydwu gungan. Choć Aaraya nie znała go za dobrze, pamiętała tylko jego imię, mogła się założyć że zdążył by im przeszkodzić gdyby chcieli zrobić coś głupiego. Położyła sobie szmatę na kolanach i nachyliła się do niej ignorując rosnące uczucie bólu i zmęczenia. Chwyciła zębami jeden z naderwanych strzępów, szmata nie była za czysta i dziwnie śmierdziała, ale pomyśli o tym później, na dezynfekcje i antybiotyki przyjdzie czas jak wydostana się z tego szamba. Wyprostowała się gwałtownie, przytrzymując szmatę ręką. Po pomieszczeniu przeszedł dźwięk rwanego materiału. Powtórzyła proces jeszcze kilku dwukrotnie nim urwała drugi kawałek o zadowalającej długości. Przyciągnęła do siebie obolałe lewe ramie i korzystając z prawej ręki owinęła w około niego urwany dłuższy pasek materiału, mniej więcej w połowie jego wysokości. Po czym chwytając drugi koniec paska zębami i manipulując zdrową ręką zawiązała pętlę i pociągnęła ją zaciskając mocno. Za kilka godzin trzeba będzie zdjąć ten opatrunek, ale na razie musi coś zrobić by sienie wykrwawić. Potem nałożyła resztę szmaty na poprzedni niezgrabny opatrunek. Owinęła dokładnie i zawiązała drugim paskiem materiału, zaciskając go jedynie nieco słabiej niż poprzedni.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 303
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Riven Skirata » 6 Maj 2017, o 20:49

Ragnar ze spokojem przyjął swoje położenie. Spokój i cisza oraz ogólne odcięcie od świata zewnętrznego, było wszystkim czego obecnie od życia potrzebował. Drugim czynnikiem był czas. Morkai zdążył już się pogodzić z sytuacją w jakiej się znalazł, zostało jednak pytanie co dalej?
Ragnar nie mogąc już spać leżał na swojej pryczy, mając za jedyną rozrywkę podziwianie imperialnej architektury od środka. Spokój w celi przez dłuższą ciszę pozostał niezakłócony. Mandaloriańscy współwięźniowie byli obecnie równie chętni do rozmowy jak ich przywódca, jednak czy są jeszcze mandalorianami czy po prostu zwyczajną grupą najemników?
Wszystko co dobre musi się jednak skończyć, a ciszy kres nastał gdy Kirył zaczął próbować nawiązać rozmowę z towarzyszami z celi.
- Nigdy nie grałem... - Ragnar mruknął Kiryłowi w odpowiedzi i uznając temat za wyczerpany z satysfakcją kontynuował bezmyślne patrzenie w ścianę.
Awatar użytkownika
Riven Skirata
Gracz
 
Posty: 101
Rejestracja: 31 Sie 2011, o 12:58

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 7 Maj 2017, o 21:42

Dziękuję za wspólną grę Kirył, Riven Skirata, wasze postacie przenoszą się do tematu => [Wayland] Baza szkoleniowa.

***


Gunganie wydali się być całkowicie wytrąceni z równowagi zachowaniem swoich podopiecznych. Zamiast leżeć grzecznie nieprzytomni, nie tylko się pozbierali, ale i zaczęli się opatrywać. W sumie dobrze bo żaden z gungan nie umiał leczyć ludzi. Kaadu to co innego. Ludzie jednak nie dość że gadali w jakimś dziwnym niezrozumiałym języku to jeszcze nie wyglądali na szturmowców. Dziewczyna bez ręki była całkiem żywa jak na ciężko ranną, strach pomyśleć co zrobią następni jak się obudzą. Olo nie chciał tego sprawdzać. Ostrożnie odłożył blaster starając się by jego ruchy nie zostały uznane za zagrożenie. Zwłaszcza że uświadomił sobie że gruby paluch nie włazi mu w osłonę spustu.
Przygładził uszy i wyprostował się godnie. Najwyraźniej przygotowując do przemowy. Łamanym Basiciem wrzucając od czasu do czasu gungańskie wyrażenia przemówił do siedzących na podłodze mando.
- My jesteśmy pastyrze Kaadu. Znaleźliśmy was w ruinach Haresztu. Co to go Imperialne zbombardowały. Nie jesteśmy wrogami o nie, nie, nie. My was uratowaliśmy bo byście byli umrzyki.
- Tak, Tak, Olo dobrze goda.
- Ja jestem Olo Bolo a to mój kolega Neb-Neb Yab

Gunganin wyszczerzył swój poorany bliznami dziób w uśmiechu, na co reakcja Arayi mogła być tylko jedna. Zemdlała. Nie zdążyła jednak dotknąć ziemi, z niezwykłą szybkością, starszy z mandalorian zerwał się i delikatnie ułożył ją na zwiniętych ubraniach spokojnie i grzecznie prosząc dwójkę pajaców o medykamenty. Czy to ton głosu, czy też wyobraźnia gungan, generująca projekcję bolesnych rzeczy które przybysze im zafundują, sprawiły że przy dziewczynie znalazły się trzy medpaki w tym jeden nadgryziony przez Neb-Neba..

Gal szybko podeszła do swojej rannej kuzynki, poprawiając opatrunek, i robiąc zastrzyki z imperialnych środków przeciwinfekcyjnych i nasączając opatrunek kolto. W trakcie tego zabiegu Aarya ocknęła się. Sytuacja zmieniła się diametralnie.

Dwóch mandalorian grzebało w stosie sprzętu zrabowanego przez gungan, którzy z kolei stali smutno w kącie szopy. Nieopodal nich siedział nonszalancko rozwalony najstarszy z mandalorian, zaś Gall z jedną z ocalałych zajmowała się doprowadzeniem Arayi do stanu używalności. Musiała wziąć się w garść w końcu była ich porucznikiem.
- Nie zabijajcie nas, my błoznowali jeno.
- Jo wam pomogę. Proszę!


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5865
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 14 Maj 2017, o 00:33

Aaraya czujnie obserwowała Gunganina odkażającego blaster. "Dobrze... Byle spokojnie" Komentowała jego zachowanie w myślach. Ciesząc się iż para obcych nie chciała walczyć. Musiałą jednak przyznać iż, mimo założonego opatrunku, coraz ciężej było jej skupić wzrok, a przed oczami pojawiały się coraz liczniejsze ciemne plamy. Jeszcze przez chwile udało jej się skupić uwagę na lekko nerwowo tłumaczących się Gunganach, ale potem...
Nastała ciemność. Aaraya zemdlała i to co zdarzyło się później niewielkiej szopie mogło pozostać dla niej tajemnicą.
Dziewczyna ocknęła się gdy jej kuzynka, nasączała kolto prowizoryczny opatrunek na jej ręce. A ścisłej na tym co z niej pozostało. Lekki ból w ramieniu świadczył też o jakiegoś rodzaju zastrzyku, pewnie z jakiegoś rodzaju antybiotykiem. Aaraya jeszcze nieco mętnym wzrokiem rozejrzała się po pomieszczeniu. Sytuacja zmieniła się na ich korzyść. Jednak nadal musieli wydostać się z planety. Gdy się nad tym zastanawiała do jej uszu docierać zaczęły błagania pary Gungan.
- Przestańcie jęczeć. - odparła łypiąc na nich z groźną miną - O ile pomrzecie nam się stad wydostać i nie wykręcicie nam jakiegoś numeru będziecie żyć. Może nawet coś na tym zyskacie. - zawyrokowała po czym zamilkłą na chwile by dać obcym czas na przetrawienie tych słów.
Po namyśle zwróciła się do pozostałych przy życiu Mandalorian.
- Ubierać się. Musimy zabierać się stąd, tak szybo jak to tylko możliwe. Imperialne Pancerze zostawić. Nasze zabrać. - spojrzała na Gal - Wybierz sobie Pancerz. Będzie ci potrzebny. - A teraz... - rzekła zwracając się ponownie do Gungan - Opowiedzcie mi najdokładniej jak potraficie, jak najłatwiej się stąd wydostać tak by nie wiedziało o tym Imperium?
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 303
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 14 Maj 2017, o 11:58

Jednoręka najwyraźniej była przywódczynią bandytów, bo co do tego, że nie są to szturmowcy gunganie nie mieli najmniejszych wątpliwości. Szczęśliwym zbiegiem okoliczności, odłożenie broni uspokoiło nieco mandalorian. Ba mała kobieta wyraziła nawet chęć wysłuchania tego co mieli do powiedzenia. Obcy poszeptali chwile między sobą starając się nie wymachiwać przy tym zbytnio łapami. Pytanie było dość podchwytliwe jednak Olo miał przebłysk geniuszu który pozwolił mu zapewne uniknąć pobicia. W każdym razie w końcu ustalili jedną wspólną wersję. Bolo Olo wystąpił odważnie na przód i zaczął tłumaczyć.

- Tak żeby imperium blank nie wiedzioło to chyba się nie do, bo Imperium zawsze wi. Majo tu niedaleko takie lądowisko i domki z blachy i łod casu do casu tu londuje taki duży prom.
Obcy wyszczerzył dzioba w uśmiechu nr 5 który zapewne miał być uroczy, jednak wyglądał dośc odrażająco, można się było jedynie zastanawiać jakie wrażenie robi na przedstawicielkach damskiej części społeczności gungan. Tym razem niezrażony kamienną twarzą Arayi kontynuował dalej, najwyraźniej zadowolony z efektu.
- Za to po jutrze przyleci taki jedyn co handluje Kaadu i je zabira na Naboo. I łon ma duża kwadratowa drynda, wszystkich by zabroł i jeszce mijsca łostanie. Jeno stary Bor je zmierzły jak śluz, nie taki miły jak gryfna biksa. Trza by mu kredytów dużo dać żeby zabrał.
Gunganin skończył zadowolony z siebie, jeżeli ludzie będą chcieli zaprowadzi ich do Bora, może przy okazji zdoła opuścić ten przeklęty księżyc. Jeśli nie, cóż najważniejsze to przeżyć, potem można się przejmować całą resztą. Przybysze prędzej czy później sobie pójdą zaś on dalej będzie zbierał kasę na opuszczenie księżyca.

Reszta Mando opancerzyła się i ubrała, Gill wyglądała trochę jak papuga w różnokolorowych fragmentach zbroi, jednak lepsze to niż nic, z podobnego założenia wyszli pozostali przy życiu członkowie grupy. Jedynymi jednolicie ubranymi osobami byli Weteran i Araya, jeśli nie liczyć brakującej ręki. Uzbrojeni i śmiertelnie niebezpieczni zebrali się dookoła pani porucznik.
- Nadal jesteś porucznikiem Araya
- Dowodzisz
- Zatem czekamy na rozkazy.
- Gunganie na pewno wiedzą ilu jest szturmowców w bazie, na takim zadupiu nie może ich być wielu. Moglibyśmy uderzyć i ich wybić. - Weteran zaproponował najkrwawsze możliwe rozwiązanie - z pewnością mają tam droida medycznego, może nawet zbiornik Bacty czy protezy.
- Może nie powinniśmy rzucać się za bardzo w oczy, nie wiedzą, że żyjemy.
- Eee, Moja prastarka być dobra dochtorka, ona mieć dużo dużo lat, i pamięta jeszcze wielka wojna. Jak chcecie ja zaprowadzę.

łeb gunganina górował zarówno nad Arayą, jak i stojącą obok niej Gal. Może i głupi ale z pewnością chciał być pomocny.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5865
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 13 Cze 2017, o 00:33

"NIE!" Nie powinna dowodzić. Nie nadawała się... Dziewczyna spojrzała po twarzach zgromadzonych wokoło niej braci. Patrzyli na nią oczekując rozkazów. A ona musiał ich poprowadzić, musiała ich ocalić.
- Zaatakować... - spojrzała na stojącego obok weterana - To byłą by dobra walka. I najpewniej dobra śmierć. Jesteśmy zbyt słabi na taką potyczkę. Niezależnie ilu imperialnych tam będzie. A nawet jeśli by się nam udało, dowiedzą się o nas. Teraz jedynym naszym atutem jest zaskoczenie. Dla Imperium i dla tego zdrajcy Morkai'a jesteśmy martwi, i lepiej niech tak zostanie. Przynajmniej dopóki nie będziemy gotowi. - powiedział w końcu. - O lie znajdziemy bezpieczny transport poza ten system nie będziemy walczyć z Imperium. JESZCZE nie.
- Gonganinie - rzekła zwracając się do bardziej rozgarniętego z pary tubylców - Czy twój znajomy handlarz Kaadu lata tylko na Naboo? Czy jego statek ma hipernapęd?
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 303
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 17 Cze 2017, o 11:35

- Ni wim co jest Hipernapend, Bor pewnie wi, on dużo ma, pewnie i Hipernapend ma bo w gwiazdy loto że hej. - Olo starał się być pomocny, - jak przyleci można się zapytoć o Hipernapend jo?
Wyglądało na to że przybysze nie zamierzają czynić żadnych agresywnych ruchów względem Gungan. Ci ostatni zatem nieco się rozluźnili. Wrodzona ciekawość nakazywała im zainteresować się pancernymi przybyszami.
- może wy chcom zjeść?
- Mamy ślimaki, i mięso Kaadu.
- Bor i tak przyleci po jutrze. A tera nic się nie dzieje.

Gunganin ruszył w głąb szopy przynosząc talerz ze ślimakami i kawał podejrzanie wyglądającego mięsa. Olo zaś postanowił dotrzymać towarzystwa mandalorianom. Nie rozumiał ich języka, wydawało mu się jednak że nie są zgraną grupą. Coś często patrzyli na swoją jednoręką przywódczynię oczekując od niej rozkazów. Ona sama też wydawała mu się nieco zagubiona. Teraz wypadało jedynie przeczekać do przybycia frachtowca lub Imperium.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5865
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 4 Lip 2017, o 21:26

Aaraya zamyśliła się na chwilę. Martwiło ją mieszanie w to wszystko kolejnych Gungan, zwłaszcza, że nie było pewności czy jego frachtowiec ogóle zdolny jest do opuszczenia systemu gwiezdnego, a nawet gdyby nie będą mieli mu jak zapłacić, a nawet gdyby mieli, może chcieć ich wydać imperialnym dla nagrody. Choć ten ostatni problem można łatwo było rozwiązać. Zazwyczaj lufa blastera przy skroni wzmaga uczciwość danej dżentelistoty.
Z rozmyślań wykrawała ja zasłyszana propozycja posiłku.
- Właściwie... Dawaj te ślimaki. - widząc zdziwione miny towarzyszy wzruszywszy ramionami wyjaśniła - No co, może i nie są smaczne, ale jadalne. Na razie zostajemy i niezależnie od tego co zrobimy dalej musimy być w formie, a głodówka nie doda nam sił.
Sięgnęła po jednego z podanych przez Gunganina ślimaków i przeżuwając gorzkawy, gumowaty posiłek zwróciła się do drugiego obcego.
- Olo? - zagadnęła do bardziej rozgarniętego Gunganina - Mówisz, że ten wasz znajomy sporo lata. Czy kiedykolwiek opuszczał TEN system gwiezdny? Czy lata tylko między Naboo i księżycami? - Byłą zdeterminowana by uzyskać wiedze o hipernapędzie, nawet jeśli obca istota nie znała tego terminu. Potem spróbuje się więcej dowiedzieć o samych rozmówcach. Bardzo nie chciała zostawiać za sobą istot, które mogły by wygadać o nich imperium. Ale uważała też za niehonorowe uśmiercenie istot które udzieliły im pomocy. Istniało też kilka innych wyjść, ale jeśli któreś z nich miało mieć sens musiała więcej wiedzieć o tej dwójce.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 303
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 14 Lip 2017, o 21:24

Mandalorianie spędzili w szopie cały dzień, po przełamaniu pierwszych lodów Gunganie okazali się całkiem przyjaźni i chętni do pomocy. Olo był pewien, że Bor posiada na swoim statku hipernapęd przecież wielokrotnie opowiadał o podróżach i obcych planetach. Sam gunganin był mocno zainteresowany opuszczeniem planety wraz z mandalorianami gdyż jak mówił „Kaadu za dużo srają” a czas spędzony na szuflowaniu gówna z pewnością nie jest najlepszą inwestycją. Czas szybko mijał a ślimaki choć gumiaste okazały się całkiem smaczne. Młoda mandalorianka nadwyraz dobrze radziła sobie z poważną raną jaką niewątpliwie była utrata ręki. Wysłuchiwała więc opowieści dwójki gospodarzy o tym który kogo skopał, i jak to smutno toczy się żywot w tej zapomnianej przez wszystkich dziurze. Nie dowiedziała się zbyt wiele, Olo był typem wioskowego rozrabiaki co i rusz pakującego się w kolejne bójki i zadymy, zaś jego towarzysz Neb-Neb był nieco ociężałym intelektualnie, acz miłym i uczynnym obcym. Z pewnością nie stanowili żadnego zagrożenia dla grupy, nie ulegało jednak wątpliwości że odpowiednio przyciśnięci sypną wszystko co wiedzą. Imperium powinno przecież ich szukać, co prawda nie przeszukanie pola bitwy wydało się jej bardzo podejrzane, lecz nie miała teraz na to czasu. Mieli jeszcze szansę nieco wypocząć zanim wyruszą na lądowisko porozmawiać z Borem. Zmęczona zasnęła. Nie obudzili jej na wartę, lecz pozwoliło jej to wypocząć i zregenerować siły. Opatrunek na kikucie trzymał się zadziwiająco dobrze, ból także był do zniesienia. Wstając stwierdziła że mando wraz z gunganami kończą przygotowywać śniadanie. Tak, znowu ślimaki. Tym razem na chrupiąco.

Wyruszyli na dwie godziny przed przewidywanym przybyciem frachtowca, chcieli sprawdzić teren i upewnić się że jest bezpiecznie. Szybko dotarli na „lądowisko” które okazało się nieco bardziej utwardzonym placem otoczonym stajniami i szopami. Mandalorianie i tubylcy stali ukryci za jedną z szop czekając na pojawienie się Bora, porucznik wydawała ostatnie wskazówki i streszczała plan operacji. Dratiin był za przeprowadzeniem rekonensansu, Weteran nie ufał gunganom lecz uważał, że jeden z nich powinien się rozejrzeć po lądowisku. Czemu przytakiwał bardzo ochoczo Olo. Z kolei Gall chciała iść sama. Aarya, spojrzała na pozostałych mando, było im w zasadzie wszystko jedno, nie widziała twarzy ukrytych pod hełmami, lecz czuła zaufanie jakim ją obdarzają. Nie mogła ich zawieść.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5865
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 31 Lip 2017, o 00:56

Aaraya rozejrzała się po lądowisku. Nie wyglądało na zbyt dobrze strzeżone. To była zdecydowania dobra wieść. I mniej Imperialnych w pobliżu tym lepiej. Musieli bez zbędnego hałasu dostać się na statek.
- Nie wiemy, czy w pobliży są imperialni ani w jakiej liczbie. Nie wiemy kiedy dokładnie przyleci statek, ani czy pilot zgodzi się nas dobrowolnie wziąć na pokład. - podsumowała - Dlatego zgadzam się z Dartiinem, trzeba przeprowadzić rekonesans.
Tu zarówno Gall jak i dwaj pozostali przy życiu żołnierze z jej oddziału przytaknęli.
- Uważam, ze najlepiej do tego zadana nadają się miejscowi. Dlatego też...
- Ufasz im do tego stopnia? - zapytała w Mando'a wstrząśnięta tą myślą Gall - A nawet jeśli nie zdradza nas przy pierwszej okazji, nie poradzą sobie! Są ciamajdowaci jak wszyscy Gunganie.
- Spokojnie Gall. Nie ufam im bardziej niż powinnam, ale są miejscowi. Nie rzucają się w oczy tak jak my i znają tutejsze układy lepiej niż my. - odparła - Wiem, że jeśli powiemy im, że to rekonesans, to najpewniej przekombinują i coś sknocą. Na razie trzeba wyjaśnić im sprawę prosto. Dla tego poproszę ich by robili to co zwykle i przy okazji nieco się rozejrzeli. - wyjaśniła. Tak wyglądał początek planu. - Gdy wrócą wypytamy ich co widzieli. A gdy w końcu przyleci ich znajomy wyśle się Ola by go tu do nas przyprowadził. W tedy już z nim sobie pogadamy. Jeśli będzie skłonny do ubicia targu coś wymyślimy. - zamyśliła się -Właśnie jak stoicie z kredytami? - zapytałą nieco ściszonym głosem - Trzeba mieć coś gdyby chciał zaliczkę. Macie coś czego znaleźli nasi przedsiębiorczy towarzysze? Jeśli nie będziemy musieli przeprowadzić handel wymienny, mamy lekki nadmiar broni, którą zwieźli Olo i Neb, ale to może być trochę mało.
- A co jeśli nie bezie chciał na zabrać po dobroci, albo zechce nas wydać i zainkasować nagrodę? - Zapytał Aden, jeden z je ludzi, odziany w mocno poobijany zielono szary pancerz.
- W tedy będzie musiało się to odbyć po złości. - odrapała Aaraya - Blaster przy czaszce to mocny argument w dyskusji. - dodała - A teraz zawołam ich. Gal wiem, że im nie ufasz dla tego będziesz zmieć ich na oku z bezpiecznej odległości. Niezależnie od tego czy ufamy naszym towarzyszom czy też nie, musimy być ostrożni.
[aka]Gestem przywołała Ola i Neb'a.[/aka]
- Moi drodzy, mam dla was zadanie. - zaczęła łagodnie i przyjacielsko - Chcę byście rozejrzeli się nieco po okolicy, tak jak zwykle gdy czekacie na przybycie waszego znajomego, Bor'a. - Później, jeśli będzie dość czasu, wrócicie i opowiecie nam jeśli zobaczycie coś ciekawego. Jasne?
- Olo dla ciebie mam ważniejsze zadanie na później. Jak wasz znajomy przyleci to ty musisz z nim wyjść pogadać i przyprowadzić go TU do nas. Nie możemy z nim gadać zbytnio na widoku. - dodała odciągając Gunganina lekko na bok, tak jakby chciała mu powierzyć jakieś bardzo ważne zadanie. I w istocie zadanie było ważne, chciałaby Olo miął tego świadomość, że wyróżniła go i obdarzyła czymś na kształt zaufania. Młody obcy nie był może szczególnym geniuszem, ale wydawał się dość zdroworozsądkowym i względnie ogarniętym przedstawicielem swojego gatunku. Ponadto lubił się bić, przynajmniej tak wnioskowała z jego opowieści, również przy pierwszej konfrontacji z nimi pierwszą akcją, jaka przyszła mu na myśl, było chwycenie za blaster. W oczach Aarayi była to poprawna reakcja. Nie czyniła z niego idealnego kompana, ale pozwalała żywić nadzieję, że z Gunganina coś jeszcze może "wyrosnąć".

Gdy obaj obcy wyruszyli na swój "rekonesans" Aaraya została wraz z pozostałymi za jedną z szop. Gall tyleż uważnie co ostrożnie obserwowała Gungan z ukrycia. Podobnie postępował Dratiin, choć wykazywał znacznie mniejszą paranoję niż jej kuzynka. Również pozostała dwójka uważnie obserwowała okolice wypatrując śladów jakiegokolwiek zagorzenia. Przy czym niższy ,noszący wielokolorowy pancerz, Verd, przechadzał się nerwowo tam i z powrotem. Natomiast wyższy Adenn, któremu jakimś cudem udało się skompletować na powrót własny zielono-szary pancerz przysiadł za szopą i uważnie skanował okolicę jeszcze działającymi czujnikami swojego hełmu. Aż dziw, że cokolwiek przetrwało bombardowanie jakie zgotowali im Imperialni.
Aarayi natomiast poza obserwowaniem otoczneia pozostało jedynie mieć nadzieje iż nie podjęła złych decyzji. "Oby Alor, natchnął mnie wizją, oby Yus'tengaanare dobrze nas prowadziła i oby wskazana przez nią droga zawiodła nas do domu, nie zaś w zaświaty." Pomyślała młoda wojowniczka. Teraz mogli jedynie czekać.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 303
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 2 Wrz 2017, o 20:11

Czekanie dłużyło się niemiłosiernie, dwójka gungan łaziła gdzieś zdaje się bez większego sensu. Zaś mandalorianom czas upływał na obserwacji otoczenia, nie byłoby to tak dokuczliwe gdyby nie brak jakichkolwiek ruchów owego otoczenia. Wreszcie kiedy już niemal stracili nadzieję na pojawienie się Bor’a Dostrzegli niewielki acz szybko rosnący punkt na widnokręgu. W niespełna minutę Przypominający latającą cegłę frachtowiec ciężko osiadł na lądowisku.
-HT-220
-Mogliśmy trafić gorzej
-Niby jak
-Mógł nie przylecieć.

Sceptycyzm był jak najbardziej uzasadniony, frachtowiec był jednym z najwolniejszych w galaktyce. A gdy otwarły się rampy ładunkowe z wnętrza maszyny buchnął odór gówna Kaadu, chwilę później zaś pojawiły się same stworzenia szybko okrążone i odprowadzone do zagród przez Gungan którzy pojawili się nie wiadomo skąd.
- imperialny ścigacz, trójka ludzi na pokładzie - zaraportował jeden z rozstawionych na straży mandalorian. Reszta bez problemu zdołała się ukryć.
W ścigaczu siedziało dwóch szturmowców i imperialny przedstawiciel służby celnej. Mężczyzna wysiadł ze ścigacza spoglądając z najwyższą odrazą na śmierdzący ładunek frachtowca. Aaraya nie była w stanie określić o czym rozmawiał z niewysokim jak na standardy swej rasy Gunganinem, który najwyraźniej był pilotem frachtowca. Rozmowa nie przebiegała w przyjaznej atmosferze. Wymachiwanie rąk obcego wskazywało na silne wzburzenie, celnik jednak pozostał niewzruszony. Chwilę później oddalił się z uśmiechem i wsiadł czym prędzej do ścigacza. Najpewniej starał się uniknąć smrodu wydostającego się z otwartego statku. To był moment w którym Mandalorianie docenili posiadanie filtrów w hełmach. Z kolei ich gungańscy przewodnicy nic sobie z tego nie robili. Gdy tylko celnik odszedł, dwójka nieco pokracznych osobników zbliżyła się do najwyraźniej złego pilota. Nie było słychać ich rozmowy ale obcy wyglądał na zaciekawionego ofertą dwójki. Nieco podejrzliwie łypał w kierunku baraków za którymi ukryli się mandalorianie, w końcu jednak skusił się i ruszył w ich stronę.
Olo dumnie kroczył przodem wiodąc starego pilota w kierunku Aarayi. Już wkrótce nieco zmieszany gunganin stał na wprost niewysokiej pani porucznik.
-ło, ja rzech się nie spodziewał. Co by jeszcze jakie żywe klony obacze.
Zaskoczona taką wypowiedzią kobieta cieszyła się, że hełm skrywa jej twarz, podczas gdy stary pilot gadał dalej. Najwyraźniej pomylił ich z ARCami
- Pamiętaj kaj drzewniej rześta droidy biły, jeszcze zanim cały księżyc nam zatruły. Olo godoł co transportu potrzebujeta jeno tak aby was imperialne nie pochytały. I wcale się wom nie dziwuje, jak nic musita być dezertery. A to ryzyko jest, a jak jest ryzyko to i kredyty być muszą.
- widzicie, z Bor’em systko idzie ułatwić za kredyty.
- nie bedziem się targować, za jednego biere tysiąc, za dwóch trzy za trzech sześć, a za czterech dziesięć tysiąców.

Bor Szybko policzył widocznych dla niego mandalorian. Rzucając zaporową cenę, przy tym postępie chciwości mężczyzny negocjacje wydawały się być niezwykle trudnym zadaniem. Aaraya musiała jednak spróbować, nawet ze zdobyczną bronią i wszystkimi posiadanymi kredytami, grupa była w stanie uzbierać najwyżej połowę żądanej przez pilota kwoty, a przecież będą potrzebowali pieniędzy żeby przeżyć.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5865
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 3 Lis 2017, o 00:29

Aaraya uśmiechniętą się pod nosem słysząc paplaninę starszego Gunganina, choć mina jej nieco zrzedła gdy podał swoja cenę. Nie mieli tyle. Zrobiło jej się zimno. Muszą się stąd wydostać, a ten rozklekotany transportowiec to ich jedyna szansa.
- Ma nas za Klony. - Mruknęła na wewnętrznym kanale starając się brzmieć pewnie - To i lepiej. Jeśli po odstawieniu nas we wskazane miejsce postanowi nas wsypać to Imperialni będą szukać nie istniejących dezerterów a nie nas.
- Szkoda tylko, że z tego powodu kosi jak za zboże. - odparł jej głos Gall
- Z kredytami nie jest różowo - wtrącił Dratiin - Verd, Aden i ja mamy wspólnie jakieś 280 kredytów
- 286, dokładnie - poprawił go Aden - Ale jeśli sprzedamy całą broń po szturmiakach będziemy mieć jeszcze ze cztery tysiące.
- Jeśli... - skwitował to Dratiin
- Tak czy siak musimy zbić cenę - Odparła Aaraya
- Tylko na ile- zapytała Gall - Taki stary chytrus nie odpuści nam ani kredyta.
- Bez przesady. - rzucił Verd - w końcu chce zarobić.
Dyskusja przeciągała się ponad miarę i nie prowadziła do niczego. Aaraya obawiała się, że za długie zwlekanie z odpowiedzią może zirytować starszego Gunganina.
- Ale nie jeśli ma zrobić siebie wrogów z imperialnych to nie za jakieś grosze - odparł Aden
- Blaster przekona go do zmiany zdania.
- Czyś ty zwariował na stare lata Verd? - prychnął Aden
- CISZA! - Zagrzmiała Aaraya - To do niczego nie prowadzi. Dratiin? Podobno prowadziłeś kiedyś knajpę, na pewno masz największe doświadczenie w negocjacjach biznesowych - dodała zwracając się do weterana. - Ile możemy zażądać.
- Jeśli zejdziesz do pięciu, sześciu tysięcy będzie dobrze - odparł po chwili namysłu
- Nie mamy tyle - zauważyła
- Ale jest szansa, że to co mamy na zaliczkę wystarczy. Jeśli się stąd wydostaniemy mam trochę oszczędności dostępnych względnie od ręki. - dodał - Tak ze dwa, dwa i pół tysiąca.
- Dobra. Podyskutujemy. Stłoczcie się koło niego, Tak by w razie czego szybko go unieszkodliwić. - powiedziała - NIE ZABIJAĆ, ogłuszyć, jeśli w ogóle będzie potrzeba. Jasne? Trup nam nie potrzebny.

Dopiero teraz zwróciła się do Bor’a
- Nie martw się tak bardzo o Imperium myślą, że nie żyjemy. Do puki nie wyprowadzimy ich z błędu, ryzyko jest minimalne. Nie warte aż dziesięciu tysięcy. - powiedziała ciesząc się że mikrofon hełmu tak bardzo modyfikuje jej głos iż nie sposób było rozpoznać po nim jej płeć - Proponuję sześć tysięcy jako zapłatę za przewiezienie naszej PIĄTKI i naszych dwóch Towarzyszy. - wskazała ruchem głowy na Ola i Neb-Neb'a - Teraz równowartość około czterech tysięcy w towarze. - wskazała gestem na pakunek ze zgromadzoną bronią jaki przytargali z szopy Gungan, pozostałe dwa tysiące w gotówce gdy dolecimy do celu podróży. - poczekała aż Gunganin poczuje się przytłoczony obecnością pozostałych Mandalorian. Chciałaby wiedział iż jeśli sprawy nie potoczą się po ich myśli, będzie miał poważne kłopoty, większe i szybsze niż te, które może mu sprawić imperium, a jednocześnie nie chciała mu otwarcie grozić.
- Na twoim miejscu przyjąłbym ofertę. - powiedziała wciąż udając klona - Zysk to zawsze zysk. Imperium się nie dowie. Bo i jak? Przecież nie od nas. - wysiliła się na lekki dowcip.
Niepokoiła się, nie powinni spędzać tu tyle czasu. Była gotowa by dać rozkaz do schwytania i ogłuszenia starszego obcego, jednak nie chciała używać siły, byłaby to nie potrzebna na tym etapie komplikacja.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 303
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 18 Lis 2017, o 21:00

- Eee ale ja nie che, ni mo latania. - Neb Neb nie podzielał entuzjazmu towarzysza. Jego szypułki poruszały się nerwowo. Trzymał przyjaciela za ramię starając się odwieść go od samobójczej, w jego mniemaniu, decyzji. - Olo nie leć ludzie latajo gungany nie latajo.
- A Bor? dyć lata.
- Bor lata bo eeee... -
Neb Neb się zawiesił jednak nadal za nic nie chciał wejść na pokład. Za to reszta Mandalorian z lekką dozą niepewności ładowała się na frachtowiec. W jednym z pomieszczeń, normalnie służących do przewozu Kaadu, i jak łatwo się domyślić wypełnionych sianem i gównem, znajdowała się cała drużyna. Pilot mimo początkowej niechęci zgodził się na przewiezienie trefnych pasażerów pod warunkiem, że skryją się w jednej z zagród Kaadu, jak mówił nie chciał mieć problemów. Nie wyglądało to najlepiej, z drugiej jednak strony uzbrojeni po zęby wojownicy vs stary i niedołężny Gunganin. Z jego punktu widzenia taka decyzja mogła być uzasadniona. Gdy tylko dobili targu a broń znalazła się w schowku pod stertą, tak gówna Kaadu, frachtowiec z drżeniem i rykiem silników wystartował i poleciał w stronę błękitnej planety.

Zgromadzeni na niewielkiej przestrzeni mando szybko dość zorientowali się że są technicznie więźniami. Wyjście wiązałoby się z uszkodzeniem statku zaś to z pewnością nie wprawiłoby jego właściciela w dobry humor nie mówiąc już o właściwościach lotnych przypominającego cegłę pojazdu. Podróż była zaskakująco krótka i już po niespełna dwóch godzinach poczuli wstrząsy związane z wejściem w atmosferę. TO musiała być Naboo, żadna inna planeta nie była na tyle blisko. Z głuchym stukiem wysięgników podwozia pojazd wylądował a chwilę później do środka pomieszczenia w którym byli mando wpadło światło słoneczne.

Znajdowali się na niewielkiej i najwyraźniej dobrze zamaskowanej polanie służącej za lądowisko. Przed wyjściem jak i nieco z tyłu znajdowało się około dziesięciu miękkich celów. Nieopancerzeni obcy i ludzie z blasterami oraz lekką bronią. Część z nich starała się wyglądać groźnie. Do pomieszczenia z Mando bardzo powoli i z rękoma na widoku wszedł wysoki wytatuowany mężczyzna. Na jego widok Gall drgnęła podobnie jak i pozostali przy życiu uratowani Mando. Był to jeden z oficerów Jara. Właściciela więzienia w którym ich przetrzymywano. Mężczyzna z pewnością zdawał sobie sprawę z ryzyka, tym niemniej najwyraźniej nie miał wyboru.
- Nie strzelajcie, przybywam w pokoju z propozycją która może być korzystna dla obu stron. Bez mojej pomocy nigdy się stąd nie wydostaniecie. Ten kretyn zna tylko jedną trasę, księżyc - Naboo, Naboo- księżyc. Z resztą jego krypa pewnie rozpadła by się wchodząc w nadprzestrzeń.
Niski głos mężczyzny przypomniał Gall złe wspomnienia związane z okresem niewoli, najchętniej strzeliła by mu w twarz mszcząc się za dawne krzywdy. Na chwilę obecną nade wszystko przekładała swoją niewielką rodzinę. Nie opuściła broni jednak nie pociągła za spust, ciesząc się, że zbroja ukrywa targajace nią emocje.
- Po zadymie którą zrobiliście na tym zadupiu a zwłaszcza po śmierci Jara, niech mu piekło piekłem będzie, mamy tu na dole małą wojnę o wpływy. Nie jest tajemnicą że nie jestem największym graczem. jednakże nie przegrałem. A jeżeli zginie mój główny konkurent jego ludzie i wpływy będą moimi. Zatem mam dla was oczywista propozycję. Wy zabijacie Siegiela Bugsy'ego a ja zorganizuje wam działający statek i brak imperialnej kontroli celnej.
Facet nie owijał w bawełnę, w dodatku wyglądał na całkowicie pewnego tego, że mandalorianie przyjmą jego ofertę. Uśmiechnął się szeroko pokazując garnitur sztucznych zębów ze zdobieniami.
To jak dobijamy dilu?
Spoglądał prosto na Dratiina z racji zbroi biorąc go za przywódcę grupy.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5865
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Lilith Blindshoter » 14 Sty 2018, o 22:35

Gdy tylko zrozumiała, że stary Gunganin nie wywiózł ich z systemu krew zawrzała jej w żyłach czystym gniewem. Jenak ten ogień szybko zamarzł zmrożony fala lodowatego strachu. Byli w pułapce. I była to całkowicie jej wina...

Gdy w końcu trap, czy raczej rozklekotana klapa zamykająca wejście do ładowni, którą tylko słowo honoru, lub łajno kadu, trzymało na miejscu, opuściła się z łoskotem na ziemię wściekła tak na pilota jak i na samą siebie Aaraya rzuciła krótko do swoich ludzi
- Szykujcie się.
Mieli dziesięciu przeciwników, nie wielu by ich pokonać, ale co mieliby zrobić później? Szczęściem nie musieli szukać odpowiedzi. A przynajmniej nie od razu. Powili na trap wszedł wysoki mężczyzna, ręce trzymał wysoko w górze. Większość Mandalorian nieznacznie opuściła broń, tylko tyle by nie celować bezpośrednio w przybysza, ale tak by w razie czego szybko przejść do ataku, zrobili tak wszyscy... Wszyscy, ale nie Gal.
Aaraya instynktownie dostrzegła różnice w postawie swojej kuzynki. Mięśnie dziewczyny były napięte do granic możliwości i Aaraya dostrzegała to nieomylnie mimo noszonego przez Gal kombinezonu i pancerza. Dotarło to do niej tak prosto i instynktownie, jakby obserwowała nie Gal lecz samą siebie. Jej kuzynka znała tego człowieka i nie była to miła znajomość.
Nie wiedziała co się dzieje w głowie Gal, ale mogła się domyślać, nie byłą by zła na kuzynkę gdyby ta z miejsca położyła tego Aruetii trupem. Sama by to z chęcią zrobiła, gdyby nie ich obecna sytuacja. Jego oferta, była kusząca. Mogli by odlecieć. Przeżyć. Fakt, że mężczyzna kierował swoje słowa do Dratiina dał jej nieco czasu do namysłu. Ale tylko tyle nim nie ozwał się przetworzony głos weterana, nawet przez syntezator w hełmie poznała ze mężczyzna jest nieco rozbawiony.
- Może i dobijemy, ale nie zemną będziesz o tym dyskutował - zaśmiał się mężczyzna.
Araya wykorzystała chwilę gdy ich rozmówca pogrążył się w konsternacji i postanowiła wykorzystać jedną z cech swojego wyglądu, a mianowicie swoje podobieństwo do Gal. Opuściwszy broń zrobiła krok do przodu tak by stanąć na wprost wysokiego mężczyzny po czym szybkim wyćwiczonym ruchem ściągnęła z głowy hełm i spojrzała rozmówcy prosto w oczy.
- O tym będziesz dyskutował ze mną. - powiedział pewnie, jeśli skrzywdził Gal teraz gdy była uzbrojona powinien się jej bać, a przynajmniej powinien się zdziwić, to da jej lepszą pozycje do negocjacji- A ja mam dodatkowe warunki. Dobijemy targu, o ile dasz nam pewność, że nie zamierzasz nas wykiwać i jeśli udostępniasz nam wszystkie dane na temat tego skąd Jar "pozyskiwał" naszych Braci.
Włożyła w te słowa cała moc swego głosu i całą swoja pewność siebie. Musiałą wygrać. Musiała zapewnić przetrwanie swoim ludziom, nie tylko tym tutaj. To owładnęło nią nagle, jak wizja, myśl, idea nagle wstępująca w ciało. I choć nie mogla jeszcze zdać sobie z tego sprawy, stawiała pierwsze kroki na innej niż dotąd ścieżce.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 303
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo Ohma-D'un] Śmierć lub Chwała

Postprzez Mistrz Gry » 21 Sty 2018, o 15:12

Mężczyzna spojrzał w twarz Arayi lecz miast oczekiwanego przestrachu przez jego oblicze przemknął lubieżny uśmiech. Dziewczyna zrozumiała, że rozpoznał jej rysy i zdecydowanie nie kojarzyły mu się one źle. A raczej wręcz przeciwnie. Od razu jednak zmienił ton na piękniejszy, jakby starał się uwieźć niewielką wojowniczkę.
- twardo się targujesz, ale zgoda. Nawet zapłacimy Borowi za dowiezienie was tutaj.
Mężczyzna wyciągnął dłoń w kierunku jednorękiej wojowniczki, co przez chwilę wywołało skonsternowanie, musiała przełożyć hełm tak aby przytrzymać go kikutem zanim podała mu sprawną rękę.
- Zgoda.
- Na chwilę obecną mogę was zabrać do mojej tymczasowej siedziby, to dawny pałac Vestibora Rothala. Od czasu kiedy zaginął. Zajęliśmy go i urządziliśmy się tam całkiem nieźle. Może nawet znajdzie się jakaś proteza dla ciebie. Oczywiście nie narzucam się.

Mężczyzna uniósł dłonie w obronnym geście na widok zmarszczonych brwi kobiety. Po czym wycofał się ze swoimi ludźmi i Borem opuszczając pokład Frachtowca.

Mandalorianie, ostrożnie i pod bronią ruszyli za nim. Zwłaszcza Gal nie spuszczała z oczu swojego prześladowcy. Ci którzy mieli na głowach hełmy słyszeli jej przyspieszony oddech. Z pewnością ciężko przeżyła to spotkanie. Miała w sobie dość siły by nie rozwalić go na miejscu. Nie była jednak pewna na jak długo wystarczy jej silnej woli.
- Eee, Olo lecieć z wami, Olo może prawda? Nie zostawiajcie tu samego.
Gunganin który do tej pory im towarzyszył najwyraźniej nie był uznawany przez bandytów za członka grupy mandalorian. Fakt że nie był uzbrojony pogarszał tylko jego pozycję.

Mafiozi wsiedli do jednego z dwóch dużych speederów znajdujących się nieopodal lądowiska. Do drugiego wsiedli Mandalorianie, wraz z jednym z kierowców mafii. Maszyny ruszyły podczas gdy Bor kończył interesy z Radem bo tak wołano na wytatuowanego przywódcę gangu. A raczej to Rad kończył z Borem, Gunganin leżał bowiem na ziemi i zbierał cięgi. Ścigacz szybko ruszył wioząc ich w nieznane.

Akcja przenosi się do [Naboo] Mafijne porachunki
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5865
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Środkowe Rubieże