Content

Środkowe Rubieże

[Naboo] Mafijne porachunki

Image

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Lilith Blindshoter » 19 Cze 2019, o 22:43

Aarayi zdało się, iż ich nowy towarzysz czół się w zamkniętym pomieszczeniu, jak złapany w pułapkę. Zdecydowanie był nieswój.
- Jak strill w klatce – zauważyła Gall
- Nie dziwię mu się. zamkniętym pomieszczeniu nasza przewaga liczebna zyskuje na znaczeniu – odparł Drattin – Zresztą tez bym był nieswój jakby mój statek przeorał kilka kilometrów lasu.
- To on się strzelał z Imperialnymi?
- Taaa, mam nadzieje że tak jak nas uznali go za trupa.
To nie była dobra informacja, Imperium mogło go szukać, ale nie mogli odwrócić się od swojaka. Aaraya spojrzała na pozostałych, potem ponownie na jej wzrok skupił się na wyraźnie spiętym Astadzie. Jeśli chcieli go do siebie przekonać musieli pokazać, że i oni mają do niego zaufanie.
- KUBŁY! – rzuciła krótko. Pobierając swoją komendę czynem, gdy jako pierwsza sięgnęła do hełmu. Podążyli za jej przykładem bez słowa, Drattin, Verd, Gall i z lekkim ociąganiem Aden. Wydało jej się, że kiedy zdjęli hełmy, Bat'rai nieco się rozluźnił. Po kilkunastu długich sekundach sam rozszczelnił kołnierz i szybkim, płynnym ruchem również zdjął swój buy'ce, przypinając go do pasa. Jego ręce wróciły jednak w pobliże kabur.
Aarayi i pozostałym ukazało się poważne oblicze wojownika. Ostre rysy, gęsta, choć krótko przycięta, czarna jak smoła broda, w której tu i ówdzie zaczynały pojawiać się siwe włosy. Wydawał się starszy od Drattina, trudno powiedzieć o ile. Pięć? Nie raczej dziesięć lat. Z pewnością robił wrażenie doświadczonego weterana.
Choć wyraz twarzy Astada wydawał się znudzony, Aarayi zdało się, iż jest to wystudiowana fasada. Mówiły jej to jego ciemno zielone oczy, spoglądające na nią i jej towarzyszy za gęstych ciemnych brwi. Miała wrażenie, że to świdrujące spojrzenie weterana może przejrzeć ja na wylot. Że czyta w niej jak w otwartej księdze i ze wszystkie jej niepewności i obawy są już nie do ukrycia. Ale teraz nie było już odwrotu, nic już nie ukryje ich reakcji, nie będzie rozmów na wewnętrznym kanale. Może to i dobrze, w końcu czy tego chcieli czy nie, wszyscy byli vode. A ten tu był aktualnie w podobnie kiepskiej sytuacji co oni kilka tygodni temu.
- Sugeruję usiąść, czeka nas długa rozmowa. – Uprzedziła – Ponadto z tego co słyszałam sporo dziś przeszedłeś, chyba przyda ci się odpoczynek. Może potrzebujesz czegoś jeszcze? - zapytała – Nie mamy ze sobą za wiele, ale coś do jedzenia i picia się znajdzie, podobnie jak opatrunki czy podstawowe leki.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 320
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Astad Bat'rai » 21 Cze 2019, o 00:18

Astad stał tak, z hełmem przypiętym do pasa i rękami zwisającymi luźno po bokach, obserwując swoich nowych znajomych. Przywódczyni okazała się istotnie młoda. Za młoda, jak na gust Astada, ale cóż... Czasy się zmieniają, nie da się mieć wszystkiego takim, jakim by się chciało, a już na pewno nie dowódcy. Mimo to musiał przyznać, że twarz młodej kobiety ma bardzo poważny wyraz. Oczy, przywodzące na myśl drapieżność, wydawały się... nie tyle doświadczone, co zmęczone życiem. Czujne. Same rysy twarzy były dosyć ładne, a włosy wojowniczka splotła w drobne warkoczyki. Praktycznie. Wciąż ciekawiła go jednak ta zbroja...
Reszta okazała się trzema mężczyznami i młodą kobietą, bardzo podobną do Me'senruus. Astad doszedł do wniosku, że muszą być ze sobą spokrewnione. Ajanar okazał się tylko trochę młodszym od niego facetem, z pięć, może dziesięć lat. Nic dziwnego, skoro był wtedy na zbiórce... Bat'rai nie widział tam nikogo bardzo młodego. Przymknął lekko oczy, by odpędzić niepotrzebne w tej chwili wspomnienia. Nie pamiętał twarzy Ajanara, ale wierzył mu. Nie było raczej innej opcji.
Jeden z dwóch pozostałych wojowników wyglądał na jasnowłosego Korelianina, tak przynajmniej wydało się Astadowi na pierwszy rzut oka, zwykłą mocą uprzedzeń. Facet, pomimo poważnej miny, miał wyraźnie figlarny błysk w zielonych oczach. To on zdjął buy'ce najpóźniej ze wszystkich. Ostatni mężczyzna wyglądem przypomniał myśliwemu członków Straży Śmierci z opowieści dziadka. Tak ich sobie przynajmniej zawsze wyobrażał. Ciemne włosy, wyraziste rysy, lekko ciemniejsza karnacja. No nieźle, będzie trzeba dużo rozsądku, żeby nie dać się stereotypom, pomyślał. Rozejrzał się jeszcze raz po każdym z osobna, szybko spoglądając wszystkim w oczy.
– Woda... woda byłaby dobrym pomysłem – odparł na pytanie dowódcy oddziału. Usiadł ostrożnie na miejscu, które mu wskazała. – Wiecie, zastanawiacie się pewnie, gdzie mój statek. Otóż w dupie. W sensie, zakopany w bagnie, utopiony. Ledwo stamtąd wylazłem. Przynajmniej Imperialcy mnie łatwo nie namierzą... – urwał, czując, że znowu zaczyna się rozgadywać w obecności innych Mando. Przeszedł więc do konkretów: – Bo sprawa ze mną ma się następująco. Nie jestem na Naboo bez przyczyny... Przyleciałem w celu spotkania się ze znajomą, a tu ni stąd ni zowąd wszyscy mi mówią, że zaangażowała się w jakiś spór i opuściła miasto. Wiem, historia jakich wiele, ale problem w tym, że to Imperialcy ją stamtąd zabrali... Mówię wam to tylko po to, żeby zakomunikować, że nie mam zamiaru do nikogo dołączać, dopóki nie upewnię się, że moja koleżanka jest cała. Bo zdrowa to na pewno nie, nie ma co liczyć.
Uznał, że nie ma niebezpieczeństwa w powiedzeniu tym vode tej części prawdy. Mogło się to wręcz okazać pomocne.
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 64
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Lilith Blindshoter » 12 Lip 2019, o 23:21

Gdy wspomniał o potrzebie zaspokojenia pragnienia, Aaraya odpowiedziała jedynie skinieniem głowy, po czym usiadła, naprzeciw rozmówcy. Również pozostali znaleźli sobie miejsca na podłodze. Drattin siadł obok Aarayi. Aden dość dyskretnie obszedł pozostałych by zając miejsce obok Gall. Verd zaś znalazł sobie miejsce zdecydowanie bliżej Astada. Jego wybór mógłby zdziwić weterana, jednak wyjaśnił się niemal od razu, gdy młodszy Mandalorianin sięgnął do pasa po swoją manierkę by podać ją sąsiadowi. Chłopak uśmiechnął się przy tym nieznacznie, uśmiechem nad wyraz ciepłym, jak na mandaloriańsie standardy. Ciepłym i trochę dzieciuchowatym. Ponownie uświadamiając Astadowi jak młodzi są wszyscy, nie licząc Drattina i niego samego, zebrani.
Aaraya i jej towarzysze z uwaga wysłuchali Astada. Tylko Adenowi wyrwało się w którymś momencie niezbyt głośne „Szkoda statku…” ale Gall uciszyła go nieznacznym kuksańcem. Generalnie to co usłyszeli nie napawało Aarayi optymizmem. Rozumiała czemu Astad nie chce opuścić bliskiej mu osoby w potrzebie. Jednak, jeśli zamierzał wdać się w dalsze porachunki z Imperium, mogło to oznaczać poważne kłopoty dla jej własnych towarzyszy. Jeśli z jego powodu Imperium ogłosi blokadę planety, nie opuszczą Naboo tak szybko jakby chcieli i w końcu mogą zostać wykryci. Co gorsza, jeśli Astad wpadnie w ręce Imperium, lub jeśli będzie chciał przehandlować życie swojej przyjaciółki na informacje, istnieje ryzyko, że imperialni dowiedzą się o nich. Wiedziała, iż źle tak myśleć o innym Mandalorianinie, ale widział już jak część ludzi Thara zdradziła własną kulturę i własnego wodza, za imperialny żołd i obietnice dalszego mordowania w majestacie prawa. Więc czy jeden Mandalorianin nie sprzeda pozostałych za życie bliskiej swemu sercu osoby? Nie mogła tego wiedzieć. I nie mogła ryzykować.
- Nie powiem, to że nawet nie rozważysz dołączenia do nas to nie dobre wieści, ale Cię rozumiem. – Westchnęła Aaraya. – Ale fakt, że masz niedokończone sprawy właśnie z Imperium, to bardzo złe wieści. – nie była pewna co robić dalej. Przez chwilę przeszła jej przez głowę myśl, iż jeśli puszczą Astada wolno, zaprzepaszczą jedyna szansę na ocalenie tych wszystkich vode, którzy gniją w niewoli, rozsianie po całej galaktyce. Że stracą jedyna szansę na odbudowanie sowiej kultury, gdzieś z dala od Imperium. Ale stałą naprzeciw doświadczonego wojownika. Nie mogła wykluczyć, iż jedynym sposobem na skuteczne obezwładnienie go, byłą by śmierć Astada. A przed tym buntował się każdy neuron jej mózgu. Nie mogła by. A co, jeśli będzie musiała?
- Jak mówiłam rozumiem czemu chcesz najpierw zając się swoimi sprawami. Ale niestety nie mogę się na to zgodzić – powiedziała poważnie, ale spokojnie – Przylecieliśmy tu z Tharem Skiratą, by uwolnić naszych braci i siostry, przetrzymywanych na jednym z księżyców Naboo przez jednego z tutejszych mafiosów. Jego ludzie wyspecjalizowali się w handlu niewolnikami mandaloriańskiego pochodzenia. – wyjaśniła – Chcieliśmy ewakuować naszych i zniszczyć placówkę. Niestety osiągnęliśmy cel tylko w części. I to za wysoka cenę. To podłe miejsce przestało istnieć, a przywódca tej szajki stracił życie. Ale zanim zdążyliśmy ewakuować uwolnionych więźniów, w systemie pojawiła się flota Imperium, zwykły przypadek. Thar zginął, bo nie chciał nas porzucić. Po jego śmierci część Mandalorain, w tym mój bezpośredni dowódca, poddała się imperium i przeszła na ich stronę. Na resztę spadły bomby. Przeżyliśmy tylko my. – zamyśliła się na chwilę rozważając co powiedzieć dalej. Na szczęście Drattin przyszedł jej w sukurs.
- Udało nam się wydostać z gruzowiska i dostać na Naboo. Ale trafiliśmy z deszczu pod rynnę.
- Prosto do jednego z zastępców tego drania, którego udało nam się załatwić – wtrącił Aden
- Ale on już nie jest problemem – dodała Gall lodowatym tonem i mrożąc towarzyszy spojrzeniem, które nie zachęcało do kontynuowania tematu martwego bandziora.
- Ostatecznie trafiliśmy do człowieka, którego całkiem ucieszył przykry koniec jego największego rywala. – odezwała się plonowanie Aaraya – Nie jest to najciekawsza osoba i wstyd przyznać miał nas w garści. W pewnym sensie nadal ma. Od jego „dobrej woli” zależy, czy opuścimy te planetę ponadto może wiedzieć co stało się z tymi Mandalorianami, których sprzedano w niewolę i choć nie zdaje sobie z tego do końca sprawy, ale jest w posiadaniu czegoś co … co mogło by odbudować nasz lud - powiedziała w końcu. – Dla tego musimy wypełnić zlecone nam zadanie i usunąć jego pozostałych konkurentów. Wtedy będziemy mogli odlecieć.
Zamilkła na chwilę wiedziała ze teraz będzie ta newralgiczna część. Wcześniej zależało jej na zaufaniu Astada, zresztą sama też chciała je wobec niego żywić. Nadal chciała, ale coś ja powstrzymywało. Wcześniej nie zdawała sobie z tego sprawy. Czy to dla tego, że tak opętańczo bała się zawieźć. I kogo tak bardzo bała się zawieźć. Swoich towarzyszy? Garisa? Czy może nadal bała się zawieść umarłych.
- Na razie nie mamy Imperium na karku, sądzą, iż nie żyjemy. Ale jeśli zrobisz cokolwiek co sprowokuje ich do zablokowania całej planety, albo jeśli dowiedzą się, że jest nas więcej… Wszystko przepadnie. A na to nie pozwolę. – dodała śmiertelnie poważnym tonem. Jednak wewnątrz wciąż biła się z myślami.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 320
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Mistrz Gry » 4 Sie 2019, o 19:10

Mandalorianie mimo okoliczności, a może właśnie dzięki nim nie byli w stanie sobie zaufać. Mimo to prowadzili rozmowę wskazującą na pokojowe zamiary, może i mogliby gawędzić tak dalej gdyby nie drobne zewnętrzne okoliczności. Nad rezydencją zawyły dobrze znane silniki jonowe myśliwców TIE tym razem jednak towarzyszyło im znacznie głębsze i dostojne dudnienie promu szturmowego.
- Lecą na północ. najwyraźniej nie uwierzyli, że nagle zniknąłeś.
- Nie znajdą frachtowca.
- Ale jak będą szukać mogą znaleźć nas. - Uwaga Verda trafiła w punkt. Węszący wszędzie Imperialni byli ostatnią rzeczą której teraz potrzebowali.
- Ta twoja koleżanka, to też Mandalorianka? Warto dla niej ginąć?

Pytanie zawisło w powietrzu. Przez chwilę słychać było tylko oddalające się dudnienie silników desantowca oraz eskortującej pary TIE. To było dobre pytanie, Astad mógł być pewien że kontakt z Imperium na Naboo zakończy się w sposób zgoła nieprzyjemny. Obława na Mandalorian którą wywoła spotkana przed chwilą ekipa mogła mu poważnie zaszkodzić.

Budynek dawał schronienie przez obserwacją optyczną ale jeżeli imperialni wyślą sondy zwiadowcze... Musieli ruszać i to niedługo. Pytanie tylko w jakim składzie i w którą stronę. Z pewnością ostentacyjna demonstracja siły Imperium nie była obserwowana tylko przez nich. Araya mogła się tylko domyślać kto jeszcze nie ma interesu w spotkaniu imperium. Wytropienie szajki tubylców stało się jeszcze trudniejsze.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6606
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] Mafijne porachunki

Postprzez Astad Bat'rai » 18 Sie 2019, o 14:02

– Nie powiedziałem, że tego nie rozważę, tylko że zanim rozważę, muszę uratować przyjaciółkę – skomentował słowa Me'senruus. Słuchał dalej. W końcu doszedł do dosyć nieprzyjemnych wniosków.
– I to mówi przywódczyni grupki, której większość to banda młodzików – odparł na jej ostatnie słowa. – Bez urazy, ner vod, ale jestem wyszkolony do ukrywania się w dziczy, a coś nie sądzę, żeby chociaż połowa z was również cokolwiek z tego umiała. Rozumiem twoje obawy, ale będziesz musiała uwierzyć mi na słowo – prędzej zginę w męczarniach niż doprowadzę do sytuacji, w której Imperium zrobi coś innym Mando. Twój wybór, przywódco, uwierz, albo spróbuj odebrać mi broń. Tak czy siak, nie mamy tu chyba zbyt wiele czasu...
– Warto zginąć dla każdego, kogo cenisz, nieważne czy jest Mando – odparł Astad, patrząc w oczy temu, kto zadał pytanie. – Jeśli zaś chodzi o doraźną pomoc, zrobię co się da. Kiedy tylko pojawi się dla mnie możliwość pójścia tropem przyjaciółki, odłączam się od was. Nie zrobię nic, co mogłoby naprowadzić Imperium na wasz trop, a już na pewno są na to mniejsze szanse niż na to, że wy sami sobie to zrobicie. – Przerwał na chwilę. – A kiedy dowiem się, co stało się z Alerą, postaram się odnaleźć was ponownie i wam pomóc...
Nagle zagrzmiały silniki TIE.
– Shab... – mruknął Bat'rai. – Tak, macie rację. Nie sądzę, by zostanie tutaj było dla was korzystne. Sugeruję się stąd zabrać. I pamiętajcie, że mimo, iż wasza liderka ma starożytną zbroję, to ja posiadam tutaj, zdaje się, największe umiejętności przeżycia w lesie. Chyba że ktoś jeszcze...? Więc jeśli przyjdzie nam wysiąść z tego waszego ścigacza w środku... – Mandalorianin urwał, jakby coś sobie przypomniał. – Powinniście wiedzieć, że w drodze tutaj, mniej więcej w tamtym kierunku – wskazał ręką w odpowiednią stronę – widziałem oddział Gungan. Był bardzo dobrze uzbrojony i dziwnie się zachowywali. Ta informacja coś wam mówi?
Image

Mhi draar baati meg'parjii se
Kote lo'shebs'ul narit
Awatar użytkownika
Astad Bat'rai
Gracz
 
Posty: 64
Rejestracja: 6 Lip 2018, o 11:50

Poprzednia

Wróć do Środkowe Rubieże