Content

Środkowe Rubieże

[Kashyyyk] Potwór

Image

Re: [Kashyyyk] Potwór

Postprzez Mistrz Gry » 7 Mar 2019, o 08:34

Ledwo przeczytał kilka stron książki, a przez przednią szybę kokpitu zobaczył zbliżającą się do lądowiska dwójkę jego towarzyszy. Z żalem musiał odłożyć ciekawą lekturę i wyszedł na spotkanie swoim kompanom. Gdy ci weszli na statek, od razu zaczęli zdawać swoją relację. Obydwoje wyglądali na podnieconych i zadowolonych z siebie. Najwyraźniej to, co znaleźli bądź usłyszeli, uważali za niezwykle ważne. Shaka-tul od razu chwycił za swoją ulubioną broń.
- Ssszefie, byliśmy w tej ich knajpie - zaczęła samica - takiej, co wspólnie chleją tubylcy i przyjezdni.
- Ale wcześśśniej zapasssy zrobiiliśśśmy. Mają tu ciekawy arsssenał u ssssiebie te włochacze - trzeci z jaszczurów próbował wtrącić swoje.
- Cicho! Głupek, to mało ważne jesst - skarciła go Shaka-ka - Byliśśśmy w tej kantynie. Tam sssię mniej wyróżnialiśśśmy. Trochę. I sssiedzimy i ssssłyszymy jak takich dwóch gada do sssiebie, że młody włochacz zaginął. Ssssie pyta jeden drugiego, co w tym dziwnego. Na to ten drugi, że ponoć do Krainy Cieni zesszedł, bo sssstwora chciał ubić. Ponoć dobry był. Tak mówili ci, co ryki włochaczy znają.
- Tak - Shaka-tul postanowił ponownie dodać coś od siebie - Nie wrócił. I nikt go ssszukać nie possssszedł.
- Dużo tam gadali. Dużo ryczeli, ale było też kilku wojsssskowych. W cywilu. Gadali, że te ich posssterunki ktośśś wybrał ssspecjalnie. Że w nich akurat monitoring nie działał.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6431
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Potwór

Postprzez Quorn » 13 Mar 2019, o 10:11

- Hmmmmm... Ktoś wybrał specjalnie. To jessst bardzo ciekawe, wiecie? - Zasyczał Baraduk i szponiastą łapą podrapał się po podgardlu. - Sssssprawa już nie śmierdzi... Ona cuchnie. Nie wydaje mi się, żebyśmy mieli tutaj do czynienia z prawdziwym potworem. Tu jest jakiś sssssspisek.
- Spisssssek.... - Zaczęła niepenie 'Ka wysławiając zapewne myśl swoją jak i jej brata. - ...może i jakiś spissssek. Ale dobrze płacą.
- No... Szefie. Dobrze płacą. - Zawtórował jej 'Thul.
- No i? Jesteśmy Łowcami. Myśliwymi. Polujemy na zwierzynę. Nie jesteśmy...
- ... łowcami nagród. - Dokończyło razem rodzeństwo. - Tak wiemy. - Dodała 'Ka.
Cała trójka spojrzała się na siebie z wyczekiwaniem. Trwali tak przez chwilę w milczeniu.
- Ale fakt. Dobrze płacą. - Przyznał w końcu Baraduk przerywając narastające napięcie. - Zbadamy sprawę a potem, jak się okaże, że to nas przerasta to ssssspasujemy, ok? Za dwie godziny mam spotkanie z wookiem w tutejszym barze. Thul idziesz ze mną. Ka zostajesz na statku i pilnujesz.
Shaka'ka spuściła głowę zawiedziona za to jej brat uśmiechnął się szeroko pokazując swoje brudne i żółte uzębienie. Baraduk nie przyznał by się do tego nigdy, ale wolałby iść razem z samicą do tego baru. Raz, że była rozsądniejsza w swym zachowaniu, a dwa... pragnął jej. Jej zapach podniecał, smukłe ciało kusiło. Namiętna żądza buzowała w żyłach Baraduka. I chyba właśnie dlatego wolał zostawić samicę na statku (zmuszając swoje ciało do nieprzeciętnego wysiłku uległości emocji względem rozsądku). Poza tym Shaka'Ka lepiej nadawała się do pilnowania dobytku. 'Thul miał częstą tendencję do przysypiania wart.
- Zabierz dyskretną broń. Bez berdysza. Jeszcze. I najedzmy się. Mam ochotę na jakieś mięso.

***

Dwie godziny później Baraduk i 'Thul stali na drewnianym pomoście prowadzącym do lokalnego baru. Wokół trwała kashyyykańska lesista i spokojna noc ale z niewielkich okien przybytku wylewało się ciepłe światło zachęcające gości do wstąpienia na kufel czegoś mocniejszego. Światło zdawało się mówić: "Chodź do mnie. Wstąp w mój krąg i zostaw ciemność za progiem. Chodź. Będziesz bezpieczny". Baraduk obejrzał się za siebie. Światła miasta wookiech, które połyskiwały pomiędzy koronami drzew niczym chmara licznych owadów, wydawały się być nikłą próbą obrony przed wszechogarniającą ich czernią.
- Thul. Ja rozmawiam. Najpierw rozmawiam. Najpierw, rozumiesz? Bić można się potem, ale pamiętaj... to są wookie. Więc w sumie lepiej, żeby na rozmowie się skończyło.
Thul kiwnął głową, na znak, że rozumie słowa szefa.
- Dobrze. Zatem chodź. Idziemy.
Awatar użytkownika
Quorn
 
Posty: 897
Rejestracja: 2 Lis 2015, o 17:50
Miejscowość: Zakupane

Re: [Kashyyyk] Potwór

Postprzez Mistrz Gry » 17 Mar 2019, o 23:35

Baraduk i Shaka-thul pewnie przekroczyli próg baru. Już na zewnątrz zobaczyli, ze liczna ilość imperialnego sprzętu - ścigaczy, skuterów - świadczy o tym, że ten lokal służy ludziom za miejsce spotkań. Wookich było tu ledwie kilku, w tym jeden z dwójki barmanów stojących za ladą naprzeciw wejścia. Nim jednak zajrzeli do środka, zdążyli jeszcze zauważyć, że drewniany, zgrabnie wtłoczony w drzewo budynek, jest znacznie większy niż ta jedna główna sala.
W środku z miejsca uderzyła ich ilość światłą, jakże różna od mroku panującej na zewnątrz nocy. Kilka mrugnięć potrzebowali, by przyzwyczaić się do sporych lamp pod sufitem i migających z części dla grajków kolorowych światełek. Główna sala obstawiona byłą różnej wielkości stolikami - od małych, ledwie dla dwóch osób, po duże kilkumetrowe ławy, przy których zmieścić mógł się i cały oddział wojska. Thul kiwnął palcem w stronę własnie takiego oddziału Imperialnych. Reszta stolików cieszyła się zróżnicowanym obłożeniem, głównie ludzi. Niektórzy grali w karty, niektórzy tylko pili. Jednym zdaniem: typowy barowy widok. Pośród tego wszystkiego dość szybko wypatrzyli jedynego wookiee o czarnym kolorze futra, przy którym zresztą połyskiwał srebrnym pancerzem droid protokolarny.
Oczywiście gdy weszli, cała sala zwróciła na nich uwagę, w tym dwójka barmanów stojących za kontuarem i roznoszące napoje kelnerki. Spora część bywalców szybko straciła zainteresowanie dwoma jaszczurami, jednak kilkoro jeszcze się w nich wpatrywało. Thul nerwowo zacisnął pięści, jakby żałował, ze nie ma swojego berdysza. Baraduk uspokoił go pojedynczym syknięciem i gdy sensacja ich przybycia powoli zaczęła mijać, skierował swoje kroki od razu do informatora wookich. Po drodze zaczepił tez kelnerkę, by przyniosła coś dobrego i mięsistego do jedzenia. Dużo.
Wookiee o czarnym futrze był tylko o głowę wyższy od Baraduka. Przez jego szeroką, owłosioną pierś przewieszony był pas amunicyjny, a obok niego, na stole, leżała kusza energetyczna. Poza tymi przedmiotami zdawał się nie mieć przy sobie nic więcej. Przed nim leżało już pieczyste z jakiegoś ptaszora, którym zajadał się w momencie ich przybycia. Nie przerywając posiłku, spojrzał na dwóch barabelów idących w jego stronę. jego mina była raczej bez wyrazu. gdy podeszli, zaryczał coś krótko w swoim języku.
- Pan Krrsaumirduy wita najemników Imperium - odezwał się droid protokolarny. Po kolejnym ryknięciu, kontynuował tłumaczenie. - Pan Krrsaumirduy pyta, co chcecie wiedzieć o bestii? Uważa też, że powinniście odpuścić to polowanie. Nie jest ono dla obcych.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6431
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Potwór

Postprzez Quorn » 18 Mar 2019, o 13:07

Baraduk wpatrywał się cały czas w oblicze wookiego i ani razu nie spojrzał na droida, który przetłumaczył warkliwą mowę shyriiywook. Gdy metaliczny głos zamarł Baraduk uśmiechnął się (nie siadał jeszcze do stołu, czekał za oficjalnym zaproszeniem ze strony wookiego).
- Zaszczyt to dla mnie spotkać przedstawiciela tak dumnej rassssy. - Baraduk pochylił lekko głowę kładąc rękę na swej piersi w geście szacunku - Jestem Baraduk a to mój towarzysz Shaka-Thul. Rzeczywiście... Jesteśmy najemnikami. Jednakowóż, chciałbym żebyś wiedział, że bardzo nie lubimy wtykać nossssa w nie ssswoje sprawy. I potrafimy zrezygnować z pieniędzy, kiedy dossstrzegamy, że sprawy rozwijają się w niehonorowy ssssposób. Kontrakt zawsze można anulować, póki co jednak chcielibyśmy ocenić z czym tak naprawdę możemy mieć do czynienia - w tym momencie Baraduk ściszył głos - bo to co do tej pory widziałem i słyszałem nie za bardzo mnie przekonuje. Chciałbym wiedzieć jaka to Bestia na Kashyyyyk powoduje tak wielką panikę i strach, że Imperium wezwało zawodowych myśliwych na pomoc. Jakie informacje, za ssssprawą Twej szczodrości, mógłbym pozyskać?
Awatar użytkownika
Quorn
 
Posty: 897
Rejestracja: 2 Lis 2015, o 17:50
Miejscowość: Zakupane

Re: [Kashyyyk] Potwór

Postprzez Mistrz Gry » 19 Mar 2019, o 13:24

Krótki pomruk i gest włochatą łapą był łatwy do odczytania. Mimo to droid i tak przetłumaczył.
- Siadajcie.
Gdy zajęli miejsca, wookie przyglądał im się przez dłuższą chwilę. W tym czasie i Baraduk mógł lepiej ocenić ich rozmówcę. Włochacz miał gęste czarne futro, jednak w wielu miejscach dało zauważyć się ubytki w sierści, świadczące o zabliźnionych ranach. Było ich co najmniej kilka. Łowca poczuł też mocny piżmowy zapach bijący od rdzennego mieszkańca Kashyyyk. Przy pasie wookie miał paskudnie zakrzywiony nóż. Baraduk wcześniej go nie zauważył. Przedmiot nosił ślady użycia, ale był doskonale wykonany i oczyszczony. Jego pochwa o czarnej barwie niemal ginęła w sierści właściciela. Przez głowę łowcy przebiegła myśl, że kusza i amunicja są w sumie tylko na pokaz...
Po tym całym przyglądaniu się nastąpiła seria różnego rodzaju warknięć i porykiwań. Shaka-thul poinstruowany przez szefa grzecznie siedział i nie reagował, choć ryki wookiego bez wcześniejszego ostrzeżenia Baraduka mogłyby go poderwać z siedzenia. Tubylec przejawiał dość bojowniczy nastrój przy swojej opowieści.
- Pan Krrsaumirduy powiedział - grzecznie przetłumaczył blaszak - "Ludzie niczego nie rozumieją. Imperialne urzędasy są ślepe na głos lasu. Myślą, że byle czym da się powstrzymać Ducha z Cieni. Nie wiem, co wzbudziło twoje wątpliwości, ale bestia polująca na mieszkańców miasta jest prawdziwa. To duch powstały z mroku i cieni. Najgorszy twór przeklętych miejsc w korzeniach drzew. Gdy zła energia zbierze się w takim miejscu, czasem wnika w stworzenie, które bezrozumnie zaszło w takie miejsce. Czasem też wokkich. Duchy odmieniają jego ciało. Strasznie, potwornie. Wielu młodych myśliwych ginęło z rąk takich bestii. Wszystkie one siedzą na dole, w Krainie Cieni. Czasem jednak zdarza się, że któraś w swym szaleństwie lub czując głód krwi wejdzie wyżej, do miasta. Te są najsprytniejsze, ich szaleństwo czyni je nieprzewidywalnymi, utrudnia łowy a ich skażona krew domaga się ofiar i mordów."
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6431
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Potwór

Postprzez Quorn » 26 Mar 2019, o 14:18

- Musisz tam nosić zaprawdę piękny nóż. - Powiedział Baraduk wbijając się w słowo (a raczej ciąg warknięć i ryków). - Zaprawdę ładna broń.
Krrsaumirduy i jego protokolarny tłumacz zamilkli momentalnie.
- Och... Czy mógłbym zobaczyć osssstrze? Zaraz wrócimy do rozmowy, ale tylko trochę chciałbym obejrzeć. Fascynuje mnie broń biała a noże już w szczególności. Lubię noże.
Wookie warknął gniewnie. Baraduk od razu zrozumiał przekaz.
- Pan Krrsaumidruy nie... - zaczął droid.
- Dobra, dobra. Wiem. Rozumiem. Wróćmy do rozmowy o potworze. Chociaż na chwilę? Nie... Dobra. Nie. Proszę zostać. Już nie będę pytał o ten wspaniały egzemplarz broni. Potwór. Widziałeś go? Polowałeś już na niego? Tropiłeś? Wiesz o tym, że ten potwór atakuje z zadziwiającą skutecznością placówki Imperium? I w dodatku maluje po ścianach. Taki nam się artyssssta trafił.
- I nie mówię, że potwór nie jest prawdziwym. Ktoś tych nieszczęśników zabił, prawda? Ja po prosssstu zastanawiam się jakiego rodzaju jest to potwór. Jak bardzo jesssst inteligentny, hmmmm?
- Czy mógłbyś zaprowadzić mnie w miejsce, gdzie mógłbym obejrzeć jakieś ślady obecności tego stwora? Inne niż placówka Imperialna? Nie mówię, że teraz zaraz. Ale może... Jutro z samego rana?
Awatar użytkownika
Quorn
 
Posty: 897
Rejestracja: 2 Lis 2015, o 17:50
Miejscowość: Zakupane

Re: [Kashyyyk] Potwór

Postprzez Mistrz Gry » 1 Kwi 2019, o 14:32

Po tym jak Baraduk przestał łapczywie spoglądać na nóż tropiciela, ten trochę się uspokoił. W międzyczasie kelnerka przyniosła im na stół zamówione jedzenie i mogli zaspokoić głód, gdy wookie odpowiadał na liczne pytania. Droid tłumaczył.
- Pan Krrsaumidruy próbował już tropić stwora razem z dwoma towarzyszami. Stwór zbiegł do Krain Cienia, gdzie zatarł cały trop zanim go znaleźli, stwór wie, że go szukają. Malunki stwora są dziwne, ale jest inteligentny. Może złe moce, które odmieniły jego ciało, w ten sposób zniekształciły też umysł?
Po pierwszej nastąpiła i kolejna seria warknięć i ryków. Gdyby nie grana w kantynie muzyka, wszyscy już dawno zwróciliby na nich uwagę. Z wookiem nie dało się rozmawiać po cichu.
- Pan mówi, że raz widział bestię. W nocy i z daleka. Była większa niż jego pobratymcy, miała pazury, była porośnięta sierścią, może miała trochę kłaków. Była zniekształcona, jej mięśnie miały nienaturlane kształty.
Wookie poczekał, aż skończą swój posiłek, po czym zaproponował za pośrednictwem swojego tłumacza.
- Bestia atakowała też wookiech, o czym Imperium lubi zapominać. Nie wybiera tylko ludzi. Jest przeklętym duchem, a nie naszym sojusznikiem. Jutro będę rano pod waszym statkiem. Zaprowadzę was do jednej z chat.
Wookie najwyraźniej uznał rozmowę za zakończoną. Wstał i pożegnał się pojedynczym ryknięciem. Nie zdążył jednak odejść od stołu na więcej niż kilka kroków, jak odezwały się dwa komunikatory. Wookiego i Baraduka.
- Mamy następny atak - oznajmiła im sylwetka sierżant Ennady. - Zaalarmowali nas wookie, że znaleźli kolejną zmasakrowaną chatę. Podaję koordynaty. Baraduk, poleć z wookiem, on się szybciej w tym lesie odnajdzie niż ty. Ja zaraz też tam będę.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6431
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Kashyyyk] Potwór

Postprzez Quorn » 5 Kwi 2019, o 08:17

- Hmmmmm.... ciekawe. - Baraduk spojrzał na Wookiego starając się wyczytać z jego futrzastej twarzy cokolwiek. Czy wiadomość Enady wystraszyła kudłatego łowce? Zaskoczyła? A może spanikował? Cóż. Gdyby Baraduk miał przed sobą człowieka to może udałoby mu się coś ustalić. Pysk wookiego ze swoimi czarnymi paciorkowatymi oczami był nieprzejednaną tajemnicą. Mógł mu zaufać? Instynkt podpowiadał mu, żeby tego nie robić. Rozum zresztą też. Serce jednak było inne. Serce Baraduka mówiło mu, że być może ma przed sobą nowego przyjaciela-konkurenta. Z drugiej strony... Co jeżeli to właśnie TEN konkretny wookie stoi za tymi atakami?
- Dobrze. - Powiedział po chwili. - Polecimy tam? Nie mam żadnego planetarnego środka transportu. Więc, gdyby była tak możliwość, sssskorzystałbym z Pana środka transportu. I eeee... jakie dokładnie relacje łączą Pana z Imperium?
Awatar użytkownika
Quorn
 
Posty: 897
Rejestracja: 2 Lis 2015, o 17:50
Miejscowość: Zakupane

Re: [Kashyyyk] Potwór

Postprzez Mistrz Gry » 10 Kwi 2019, o 21:14

Pojedynczy ryk wookieego został odebrany jako zgoda na ich towarzystwo. Ruszyli razem z włochaczem i droidem do parkingu obok kantyny, który był po prostu przedłużeniem drewnianej platformy. Wsiadając, Krrsaumirduy odpowiedział na jego ostatnie pytanie.
- Jestem łącznikiem, między swoimi a Imperium - przetłumaczył droid - Imperium jest zbyt silne, by wookiee mogli ich wygnać z naszych ziem, więc muszę akceptować to, że tu są. Lepiej z nimi gadać, niż pozwolić, żeby sami się tu rządzili.
Odpowiedź ich przewodnika była dość sztywna, jakby wyuczona. Oczywistym było, że włochaczowi nie podobało się panowanie ludzi, ale był na tyle opanowany, by pójść z nimi na współpracę. Traktował ich jako zło konieczne. Bez dalszej zbędnej gadaniny uruchomił ścigacz i wznieśli się w chłodne nocne powietrze, rozświetlane tylko światłem z drewnianych budowli wokół olbrzymich pni drzew.
Na miejsce lecieli dobrych kilkanaście minut. Okazało się, że chata tubylców, która została zaatakowana, była prawie że na granicy miasta. Można by to na innych planetach nazwać nawet nie przedmieściami, a leżącą w pobliżu wioską. W miejscu, gdzie się zatrzymali, tylko dwa pnie drzew były zasiedlone, łącznie na trzech platformach. Dwie z nich znajdowały się na pniu obok, w oknach domostw paliły się światła, a mieszkańcy wypatrywali na zewnątrz, co dzieje się u sąsiadów. Odległości były dość duże, więc pewnie i tak nie widzieli zbyt wiele.
Na platformie, na której wylądowali, przywitał ich kolejny wookiee. To pewnie on dał znać, co stało się u sąsiadów. Platforma nie była duża, toteż Baraduk znalazł się od razu wystarczająco blisko włochacza, by nawet w ciemnościach dostrzec, jak... drży. Tak, wookiee był wstrząśnięty. Albo nawet się bał.
Ruchem głowy wskazał im chałupę na platformie.Gdy Baraduk razem z resztą zbliżył się do niej, od razu poczuł ostry, drażniący zapach krwi. Świeżej krwi. W dużej ilości. Już wiedział, że obraz, który za chwilę zobaczy, będzie niczym z najgorszego koszmaru.
Ostrożnie przekroczył próg domu. Znalazł się w przedsionku, a raczej tym, co z niego zostało. Duże drzwi wejściowe zostały wyrwane i rzucone z ogromną siłą w bok. W przejściu do następnej izby z framugi wyrwano dwie dechy, powiększając otwór do rozmiarów stanowczo zbyt szerokich nawet dla potężnych wookieech. Krok za krokiem wchodził coraz głębiej do domu, ostrożnie stawiając stopy wśród drzazg i porozrzucanych przedmiotów: różnych narzędzi, sprzętów, energetycznej kuszy. Wtedy Baraduk dotarł do głównej izby. Miejsca kolejnej masakry. Na progu niemal potknął się o przewrócony i zmiażdżony silnym uderzeniem mebel, jakąś komodę albo coś podobnego. To przy niej zobaczył strużkę krwi, która niczym mały czerwony strumyczek płynęła w stronę przejścia. Teraz już wysychała. Jego wzrok podążył wzdłóż czerwonej linii, docierając do wystającej spod przewróconego łóżka włochatej łapy. Ciało wookieego zostało rozerwane niemal wpół potężnym ciosem pazurów. Gdy łowca zaglądnął pod zniszczony mebel, zobaczył tylko wyprute wnętrzności, które ofiara drugą ręką próbowała desperacko wcisnąć z powrotem na miejsce. Baraduk rozglądał się dalej. W przeciwległym rogu izby stały kolejne łóżka, dwa mniejsze, najpewniej należące do dzieci. Te ocalały, ale w drewnie obok nich dostrzegł wyżłobione rysy potężnych pazurów, które zaprowadziły go w stronę następnego pomieszczenia. Sądząc z rozkładu budynku, jakiemu przyjrzał się z zewnątrz, być może do kuchni czy spiżarni. Tam stanął w progu i ujrzał potworny obraz. Tuż przy wejściu leżała mała włochata maskotka jakiegoś misia, najpewniej jakiegoś lokalnego gatunku. Była cała we krwi, jej futerko było pozlepiane cuchnącym odorem śmierci i strachu. Od maskotki ciągnęły się ślady krwi, jakby ktoś przesuwał rannego po podłodze. Tym sposobem spojrzał na przeciwległą ścianę. Znalazł dzieci. Jedno z nich, raczej chłopczyk, zostało ukrzyżowane do drewnianych desek za obie ręce, tak, by dłonie zwisały w dół. Futro na ciele malca zlepione było krwią jeszcze niedawno wypływającą wartkim strumieniem z jego przeciętego gardła. Wokół niego wymalowano różne symbole. Tym razem Baradukowi nie kojarzyły się z niczym, ale mogły pochodzić z języka wookieech. Pod chłopcem zaś leżała dziewczynka. Rozpoznał płeć po warkoczykach zaplecionych kolorowymi koralikami, teraz pozlepianymi jej własną krwią. Leżała tuż u stóp braciszka, zwinięta w kłębek, a pod nią rozlewała się kolejna kałuża krwi, teraz już zmieszana z życiodajnym płynem jej brata. Jedną z rączek wyciągała w stronę swojej maskotki. Baraduk dobrze widział jej oczy, zastygłe w wyrazie przerażenia i błagania o pomoc. Dziecko musiało zginąć na końcu, wykrwawiając się na podłodze i oczekując pomocy, która nie nadeszła. Nie mógł oderwać wzroku od tych oczu, miał wrażenie, ze dziecko wciąż krzyczy w jego stronę, prosząc o ratunek.
Gdy tak stali, osłupiali przez panującą wokół grozę, zostali całkowicie zaskoczeni przez kolejnego wookiego, który wpadł do chałupy w pełnym pędzie. Usłyszeli ryk w głównej izbie, po czym włochacz przepchnął się do tej, w której teraz stali. Był to potężnego wzrostu wookiee, o czarnej sierści i potężnych łapach. Gdy zobaczył martwe dzieci, padł na kolana, zaniósł się rykiem i zaczął szlochać. Baraduk pierwszy raz w swoim życiu widział płaczącego wookiego. Wielkolud nic nie robił sobie z ich obecności. Darł z siebie sierść, wodził szaleńczym wzrokiem rozpaczy wszędzie wokół i ryczał na cały głos. Ojciec. Był mężem i ojcem ofiar. W pewnym momencie urwały się jego głośne ryki, widać było tylko wielkie łzy spływające po włosach na twarzy. Na moment zapanowała cisza, po której klęczący wookiee zaczął wydawać z siebie następną serię pomruków, warknięć i ryków. Tym razem jednak składną, ułożoną jakby melodyjnie, o ile jaszczur potrafił to odróżnić. Baraduk uświadomił sobie, że wookiee śpiewa.
- Co on tam ryczy? - Shaka-tul okazał się całkiem pozbawiony wyczucia, równie co droid, który beznamiętnie przetłumaczył śpiew wookieego, mając za nic tą przejmującą scenę.

Śmierci, matko ciszy,
nie dość ci już krwi?
Śmierci, siostro nocy,
kochasz nasze łzy?

Idź mroczna tancerko,
bransolety ze szkła
i ofiarne paciorki
włożywszy za dnia.

Idź w ciemność osnuta,
opita szkarłatem,
wojnę, szloch i pożogę
poroztaczać nad światem.


Ledwie droid protokolarny skończył, rozpaczający nad ciałami swojej rodziny wookiee wstał i pędem wybiegł w mrok nocy na Kashyyyk. Baraduk widział tylko, jak wyciąga swój długi zakrzywiony nóż wcześniej przypięty do pasa.
- To było przyrzeczenie. To bardzo stary rytuał. Obiecał pomścić śmierć bliskich, samemu stając się jej narzędziem. Według tradycji wookieech, oddał swoje życie w zamian za zemstę. Stracił wszystko, co miał. Nawet jak dopełni przyrzeczenia, potem sam siebie zabije - droid wyjaśnił im, stojącym w osłupieniu wśród obrazu masakry, chociaż cała scena była oczywista, a wyjaśnienie wydawało się teraz zbędną paplaniną.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6431
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Środkowe Rubieże