Content

Środkowe Rubieże

[Naboo] - Ostatni

Image

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 14 Paź 2018, o 19:38

Szturmowiec jeszcze chwilę stał cicho, po czym się zwrócił do chłopaka
- Możesz powtórzyć gdzie ich widziałeś?
- Doki B, gdzieś między magazynami. Szli chyba w stronę kanału...
- Dziękuję, bardzo pomogliście Imperium! - powiedział już dość radośnie - Jakbyśmy kiedyś się spotkali poza pracą, to obiecuję postawić wam wszystkim najlepsze piwo jakie to miasto ma do zaoferowania!
- Nie uważasz, że jesteś zbyt dużym optymistą? Ich już może tam dawno nie być przecież. - odezwał się po raz pierwszy drugi ze szturmowców w patrolu. - Do tego ponoć przy poszukiwaniach pracuje ten Inkwizytor. Raczej nie spodziewałbym się po nim dużej nagrody. Wiesz, co o nim mówią...
- Ech. Masz rację. Ale nie dasz człowiekowi marzyć? Poza tym, jeśli szli w stronę kanału, to pewnie szukali jakiejś łodzi. Na rzece masz tylko dwa kierunki, więc łatwo będzie ich znaleźć. - odpowiedział kontrolujący, oddalając się już od pojazdu rebeliantów - Jeszcze raz dzięki za waszą spostrzegawczość! Możecie lecieć i czuć się dumni ze swojej pomocy! - rzucił na odchodne.
Kiedy odlatywali można było zobaczyć jeszcze, jak coś majstruje przy swoim hełmie i najpewniej prowadzi niesłyszalną poza nim rozmowę.

Rebelianci mogli odetchnąć. Jakie szczęście, że spotkali miłego szturmowca... Coś, co wyglądało w zasadzie na oksymoron okazało się ich ratunkiem, a do tego pozwoliło im przekierować poszukiwania prawdopodobnie do zupełnie innej części miasta.
Ciężarówka zatrzymała się w końcu w dość zaskakującym miejscu - niedaleko portu kosmicznego. A dokładniej, przed średniej wielkości sklepem z częściami do pojazdów kosmicznych.
Pierwszy z pojazdu wyszedł pilot, każąc reszcie jeszcze chwilę zostać. Wkrótce wyszedł z budynku prowadząc dwie małe platformy repulsorowe i powiedział im by brali skrzynie z paki. Te okazały się dość lekkie, na pewno znacznie lżejsze niż powiedzieli to podczas kontroli. W dwie osoby nie było żadnego problemu by postawić je na platformach, a przenoszenie czegoś z pomocą repulsorów było oczywiście banalne.
Wewnątrz sklepu był jeden bardzo niski (może metr? Mniej?) włochaty humanoid i dwóch Sullustan. Istota, którą po chwili zastanowienia Daesha rozpoznała jako Chadra-Fan, pokazywała jakieś części klientom i opowiadała o nich. Kiedy jednak weszli rebelianci, na chwilę się od tego oderwał, by wskazać miejsce do którego należało zabrać skrzynie.

Dotarli z nimi do małego (w porównaniu do poprzedniego) magazynu, pełnego różnego rodzaju technologii. Część wyglądała na praktycznie złom, a część na bardzo drogie elementy. Odłożyli gdzieś skrzynie i czekali.
Po kilku minutach przyszedł Chadra-Fan, by ich przywitać.
- Witam w moim skromnym sklepie. Er... Na chwilę zamknąłem sklep, więc nie musicie się martwić o klientów, ale zwykle polecam nie wychodzić do głównej części sklepu. Er... Możecie oczywiście robić tu co chcecie, by się przygotować do opuszczenia miasta. Er... Jestem zupełnie świadomy ryzyka pozwalania wam się tu schronić i mówiąc szczerze, gdyby nie to, że rozumiem jacy jesteście ważni dla rebelii wolałbym się was pozbyć jak najszybciej, ale jestem gotowy ryzykować dla sprawy. Er... A! Wiem, o czym zapomniałem! Nazywam się Tobe, miło was poznać - zacinał się dość często, ale kiedy już mówił, wypluwał słowa jak z karabinu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6201
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 15 Paź 2018, o 19:18

Pomieszczenie było ciasne, a przynajmniej takie zdawało się być Twi'lekance, przyzwyczajonej na co dzień do otwartych terenów. Na środku stały wysokie półki, wypełnione zardzewiałymi paskami rozrządu, wałami korbowymi i opornikami, obok których, precyzyjnie ułożone w odpowiednich pudełkach, leżały kompresory, chłodnice, łożyska i świece zapłonowe. Daesha'Rha znała tylko niektóre części, za to Nabat'Rha mógł się tutaj poczuć, jak dziecko w sklepie z klockami. Oczywiście wszystkie miejsca na półkach były podpisane, jak w bibliotece.
Rebelianci, z którymi tu przyjechali, skończyli nosić skrzynie i ich rzeczy.
- Możecie tutaj chwilę odpocząć, zebrać siły - powiedział jeden z nich - Nie jest tu może zbyt wygodnie, ale za to spokojnie. Tylko nie wychodźcie na sklep. Jakbyście czegoś potrzebowali, to pukajcie, Tobe na pewno przyjdzie.
Po tych słowach wskazali im kąt, w którym mogli usiąść na starych kartonach i wyszli. Daesha'Rha słyszała przez drzwi, że rozmawiają z Chadra-Fanem.
Znowu zostawili ich samych sobie. Za każdym razem miała takie złe przeczucie, że przy kolejnej podobnej "przeprowadzce" nikt po nich nie wróci. Przyszła jej do głowy taka myśl, że mogłaby teraz wyjść przez to niewielkie okno na końcu pomieszczenia, przebiec przez miasto i dotrzeć jakoś do najbliższego lasu. Tam zaszyłaby się gdzieś i Imperium by jej nie znalazło. Tylko co by zrobiła z rodzicami? Nie mogłaby ich tak zostawić. A gdyby spadł deszcz, zniszczyłyby się jej książki.
Z całego serca pragnęła znaleźć się teraz na zewnątrz, wśród zielonej roślinności Naboo... Szybko wróciła jednak na ziemię. Byli poszukiwani. I z każdą chwilą traciła nadzieję na to, że w razie wpadki wykręciliby się jakoś, jak niedawno z tym szturmowcem.
Przypomniało jej się, co mówili ci imperialni. Że ten inkwizytor ich szuka, i że coś o nim mówią. Nie brzmiało to, jakby mówili dobrze.
Wtedy zakradła się do niej obawa, że wspomniany inkwizytor mógł dobrać się do Toblera. Kiedy odpowiedział, gdy go wywołała, brzmiał strasznie. Myśl, że mogła mu zaszkodzić i sprowadzić na niego niebezpieczeństwo, przyprawiała ją o mdłości.
Stres powoli opuszczał ich wszystkich. Alema'Rha położyła się na posłaniu z kartonów i zanim ktokolwiek spostrzegł, zdążyła zasnąć. Rodzice opowiadali jej, że gdy uciekali z huttańskiej niewoli, starali się wykorzystywać każdą możliwą chwilę na sen. Nigdy nie potrafiła pojąć tej niezwykłej umiejętności jej ojca, polegającej na zasypianiu dokładnie w tej chwili i pozycji, w jakiej chciał. Dopiero na studiach spotkała się z tym problemem.
Major i Karl też wyglądali na zmęczonych, ale starali się tego nie okazywać. Byli niemal jak dwuosobowa grupa wsparcia psychicznego dla Twi'leków.
Daesha'Rha siedziała tak chwilę, ale gdy znudziły jej się te ponure myśli o wydarzeniach, których i tak już nie mogła zmienić, podeszła do Majora.
- Może powinniśmy opracować jakiś plan, jak uratować Toblera? - zapytała - Albo chociaż wymyślić, jak chcemy to zrobić?
- Masz już jakiś pomysł? - zapytał Major. Dołączył do nich Nabat'Rha, który do tej pory przeglądał części na półkach.
- Myślę - zaczęła Daesha'Rha - że trzeba by się tam zakraść jakąś niewielką grupą. Obawiam się, że mogli go torturować, więc albo tkwi w więzieniu, albo jakimś podobnym, strzeżonym miejscu. Potrzebny byłby w takim razie ktoś, kto umiałby się tam włamać. I oczywiście ktoś, kto mógłby opatrzyć Toblera. Nie wiemy, w jakim jest stanie, więc może trzeba go będzie nieść, a potem jakoś sprawnie zabrać całą grupę. Myślałam o tym, żeby "dostarczyć" ich, czy też nas, powietrzem, w pewnej odległości od domniemanego miejsca i stamtąd właśnie odebrać. Potrzebowalibyśmy tylko planów i informacji o danej lokacji, żeby zaplanować trasę. Co pan o tym sądzi?
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 58
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 29 Paź 2018, o 23:52

- Zgadzam się, że frontalny atak byłby złym pomysłem. Ale nie mamy już wielu tak zdolnych ludzi jak przed próbą odbicia dzieci. Musimy wykorzystać każdą przewagę jaką mamy i moim zdaniem powinniśmy zacząć od tego, by Imperium myślało, że próbujemy uciec. Jeśli uda nam się sprawić by więcej sił nas goniło, to być może miejsce w którym trzymają Toblera będzie gorzej chronione. Być może wtedy będziemy mieli szansę jakoś tam wlecieć, odbić go i odlecieć zanim się zorientują, co się stało. Na razie jednak nie możemy robić dużo więcej niż czekać. Też chciałbym jak najszybciej się za to zabrać, ale dzieląc jego los nie pomożemy Toblerowi, ani komukolwiek innemu.
Daesha jeszcze przez chwilę dyskutowała z Majorem na temat ich opcji, ale ostatecznie przyznała mu rację, że czas przyniesie ich odpowiedzi.

Nieco ponad godzinę później, Daesha usłyszała jednak rozmowę ich hosta z Majorem. Nie podsłuchiwała - po prostu była w pobliżu i nie mówili specjalnie cicho. Większości zresztą nie zapamiętała, bo jej uwagę przyciągnęło dopiero wspomnienie Toblera.
- Er... Właśnie, miałem przekazać, że możliwe, że znaleźli waszego przyjaciela. Jakiś pracownik ponoć się wygadał, ale jeszcze sprawdzają szczegóły.
- Znalazłeś już jakiś statek, który moglibyśmy kupić?
- Er... Nie. Szukałem, ale niewiele osób sprzedaje cokolwiek w tej okolicy w jakkolwiek racjonalnej cenie. Raczej wynajem.
- A chociaż jakiś pilot, który nie ma problemu z ryzykiem?
- Być może coś mam, ale też niewielu teraz chce robić coś co by... No... Stawiało ich przeciw Imperium. Za niebezpieczne, mówią.
- Ech... Dobra, dziękuję. To przecież nie twoja wina, że ludzie nie lubią takiego ryzyka. Też pewnie bym wolał siedzieć cicho po ostatnich wydarzeniach na ich miejscu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6201
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 1 Lis 2018, o 22:30

Kiedy Major skończył rozmowę z Tobe, Daesha'Rha wyszła zza półki, przy której się chowała i zatrzymała mężczyznę.
- Po co mamy kupować statek? - zapytała - Podobno odnaleźli Toblera, możemy już działać.
- To nie takie proste - odparł Major - Jak już mówiłem, musimy wyprowadzić w pole ISB, a chcemy to zrobić, dając im do zrozumienia, że uciekamy. Poza tym, jeszcze nie mam dokładnych wiadomości o miejscu, w którym trzymają twojego przyjaciela. Musimy uzbroić się w cierpliwość.
I odszedł, nie poświęcając jej więcej uwagi. Unikał jej resztę dnia, aż do sklepu nie przyszedł jakiś zdyszany i rozgorączkowany chłopak. Wręczył Chadra-Fanowi jakąś niewielką tuleję i wybiegł.
Wkrótce potem Major zebrał ich wszystkich, razem z kilkoma innymi rebeliantami przy stole na zapleczu sklepu. Na środku blatu rozłożył zawartość tajemniczej tulei, którą okazała się być mapa budynku. Pozbawiona oznaczeń.
- To jest plan bazy, w której trzymają Toblera - oznajmił Major - Mapa może być nieaktualna, i nie wiemy, gdzie dokładnie uwięziony jest Gunganin, więc zadanie będzie trudniejsze.
Nikt się nie odzywał, bo chyba nikt nie miał aktualnych informacji o tym więzieniu.
- Jednakowoż - kontynuował Major - Z dniem jutrzejszym wprowadzamy plan w życie. Panie Kowalsky, analiza proszę.
Jego miejsce zajął wysoki rebeliant z włosami przylizanymi do czoła.
- Jak wszyscy wiemy - zaczął - Jest nas niewielu. Ale poradzimy sobie. Dzielimy się na trzy grupy, do których będę potrzebował ochotników. Grupa "Alfa" zorganizuje udawaną ucieczkę. Weźmiecie skutery repulsorowe i zrobicie zamieszanie tutaj, w Dee'ja Peak, bo to tutaj szukają rebeliantów. W tym czasie grupa uderzeniowa i grupa wsparcia polecą do naszego celu. Uderzeniowi wchodzą do bazy i odbijają Toblera, wsparcie zostaje na tyłach i nawiguje ich, osłania plecy i czuwa lepiej, niż najświętsze duchy.
Kowalsky zrobił dramatyczną przerwę, żeby dać się namyślić zebranym. Jako pierwszy odezwał się Karl:
- Mogę iść na czele "Alfy", razem z kilkoma ludźmi.
Trzech rebeliantów odpowiedziało ochoczym, lecz cichym okrzykiem.
- Ja poprowadzę grupę uderzeniową - powiedział Major - Potrzebuję przynajmniej jeszcze trójki ludzi.
Zgłosili się. Co prawda dwie osoby, ale to było zawsze coś.
- Ja biorę wsparcie - zgłosił Kowalsky - przydałby mi się jednak ktoś, kto trochę umie w komputery. No i może ktoś z bronią.
Znalazły się dwie osoby gotowe do pomocy. Zgłosili się także rodzice Twi'lekanki.
- Będę w stanie pomóc - powiedział Nabat'Rha - A nie chcielibyśmy z Alema'Rha być bezużyteczni.
- Chcę iść z Majorem - powiedziała Daesha'Rha.
Popatrzyli się na nią w ciszy, ale nikt nic nie powiedział.
- Nie chcę wyglądać na kogoś, kto gardzi darowaną pomocą - zaczął łagodnie Major - Ale nie masz odpowiedniego szkolenia. Czy ty kiedykolwiek trzymałaś w rękach broń?
- Palną - nie. Ale mogłabym na szybko opatrzeć Toblera, jeśli będzie tego wymagał. I jestem mu to po prostu winna.
- Nie będę cię zatrzymywał - powiedział mężczyzna - Ale mam nadzieję, że wiesz, na co się piszesz - zwrócił się z powrotem do reszty grupy - Ufam, że znacie swoje zadania. Przygotujcie niezbędny sprzęt, wyśpijcie do jutra. Ja powiadomię Genna, Tobe mam nadzieję załatwi nam transport. Widzimy się tutaj za dwanaście godzin.
Stuknęły obcasy, poszły saluty i zebrani rozeszli się. Wychodzili drzwiami na zapleczu, oknem, jakimś kanałem. Po chwili na tyłach zrobiło się niemal pusto.
Chadra-Fan pokręcił smutno głową.
- Er... mam co do tego złe przeczucia.
- I co teraz, Majorze? - zapytała Daesha'Rha, kiedy Tobe zostawił ich samych.
- Idźcie spać - odrzekł - Ja muszę porozmawiać z Gennem. I postarać się o ten pieprzony statek.
Kiwnął palcem na Karla i zostawił ich samych.

A więc: oto cały plan :P. Poproszę o info jaka to baza :) Jeśli Major nie będzie mógł kupić tego statku, będzie pewnie na tyle zdesperowany, żeby go ukraść, może narobi tym jeszcze więcej zamieszania ;)
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 58
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 3 Gru 2018, o 23:58

Sen Daeshy przerwało jedno, głośno wykrzyczane przez Majora w innym pokoju "NIE!".
Nie wiedząc o co mogło chodzić, Daesha wstała i po cichu udała się w kierunku z którego słyszała ten krzyk. Już kiedy zaczęła się zbliżać, dotarło do niej trochę więcej części rozmowy.
- Nie rozumiecie. Nawet jeśli mówi prawdę, to zostawi nas gdy tylko będzie miał okazję. - usłyszała Majora.
- Naprawdę nie wierzysz, że mógł się zmienić? - zapytał się chyba Karl
- Nie, nie wierzę.
- To nie tak, że mamy wiele innych opcji - dodał inny głos, najpewniej Genn - Musimy być ostrożni, ale możemy nie mieć wyboru. Jeśli to wszystko jest prawdą, to może pozwolić nam dokonać niemożliwego. Nasze plany miały jakieś szanse, ale teraz może nawet zrobimy to bez strat. Pomyśl o tym. Być może warto zostawić przeszłość i skupić się na teraźniejszości. Cały ten pomysł jest oparty na ryzyku, więc w zasadzie wymieniamy je jedynie na inny jego rodzaj. Jak mówiłeś, on najbardziej dba o siebie. Jeśli nasza porażka będzie oznaczała jego śmierć, to nic się nie stanie.
- Ech... Nie wypędzisz z niego Imperium. Też kiedyś myślałem, że wystarczy odwołać się do tej interesowności. Ale jak widzisz po tym, że dotąd trzymał z nimi, nie wystarczyło to.
- Ale teraz sytuacja się zmieniła. Jeśli mówi prawdę, a jak dla mnie jest to dość prawdopodobne, to nie ma już życia w Imperium. Nawet jeśli by nas zdradził. Wątpię by rząd był dla niego ważniejszy od niego samego. - odpowiedział mu Karl

Skupiona na podsłuchiwanej rozmowie, Daesha nawet nie zauważyła małego Chadra-Fana.
- Err... Chyba możesz wejść, to nie tak, że rozmawiamy o jakiś tajemnicach. Po prostu nie chcieliśmy was budzić. - niespodziewanie usłyszała zza siebie.
Nagle się odwracając, przed jej oczami stanął mały gryzoniowaty właściciel sklepu, z kubkiem czegoś, co wyglądało na kaf w ręce.

Kiedy posłuchała się tej rady i weszła z ich gospodarzem do środka, dyskusja wciąż trwała i wydawała się stać w miejscu.
- O, Daesha. Może ty mu przemówisz do rozsądku - powiedział Karl - Mamy tu oficera, który mówi, że w Imperium grozi mu śmierć i chce, byśmy mu pomogli uciec z planety lub przynajmniej się schować, w zamian za co może nas zabrać blisko bazy. To od niego najpierw się dowiedzieliśmy gdzie jest Tobler, co później potwierdziliśmy innymi źródłami, więc nie wydaje się kłamać, a do tego na razie dość łatwo sprawić nam, że od naszego losu będzie zależał jego. Tak, by zdrada nie wyszła dobrze także dla niego. Major jednak przez własne doświadczenia z nim w przeszłości uważa, że nie może być uczciwy i mimo tego chce nas zdradzić. Co więc ty o tym sądzisz?

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6201
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 5 Gru 2018, o 21:58

- Podejrzana sprawia - stwierdziła lakonicznie - Ale mógłby okazać się bardzo pomocny w akcji.
- Albo wsadzi nam wibronóż pod żebra przy najbliższej okazji - odparł Major.
Właściwie, to miał rację. Też nie była skora do zaufania imperialnej marionetce. Ale z drugiej strony, Genn również mówił logicznie. Zmieniali tylko rodzaj ryzyka.
Niemniej jednak, pomimo wielkiej ochoty wystawienia tego oficera do wiatru, miała zamiar zaryzykować, żeby ratować Toblera.
- Mówiliście chyba, że możemy sprawić, że jego los będzie zależał od naszego, prawda? Rozumiem, że zabieramy go ze sobą na akcję?
- Moglibyśmy zagrozić mu na tyle, żeby obawiał się nas zdradzić - potwierdził Karl - Jemu też zależy na własnym życiu.
- Chyba, że jest agentem Imperium - wtrącił Major - I fałszywa pomoc dla nas stanowi element jego zadania.
- Też się tego obawiam - potwierdziła Daesha'Rha - Dlatego chcę zabrać go z nami. Rozbroimy go, każemy prowadzić i będziemy cały czas trzymać na końcu lufy. I wiem, że mogę się przez to wydawać łatwowierna, ale nie sądzę, żebyśmy mieli lepszą okazję na pobarwienie naszej sytuacji. Bo jeśli ten oficer rzeczywiście mówi prawdę, to jego pomoc może się okazać niezbędna.
Major nie wyglądał na zadowolonego. Dosłownie kręcił nosem.
- Majorze - Twi'lekanka zwróciła się bezpośrednio do mężczyzny - Musimy uratować Toblera. I chcę, żebyśmy skorzystali z każdej możliwości. Po całej akcji będzie pan mógł z nim zrobić, co pan zechce, zgoda?
Dalej wydawał się być trochę obrażony, ale Daesha'Rha myślała, że zaczyna skłaniać się do zdania większości.
- No to co? Bierzemy go ze sobą i pilnujemy. A jeśli imperialny zacznie coś kombinować, to Major osobiście go zastrzeli na miejscu, prawda? Musimy omówić coś jeszcze, czy możemy wracać do spania?
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 58
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 15 Gru 2018, o 23:37

- Chyba już nie ma specjalnie czym się zajmować. Załatwiliśmy statek, a także kila innych rzeczy. Głównie musimy się więc przygotować mentalnie.

Kiedy nastał dzień, rebelianci zaczęli się zbierać na misję. Czas grał tu ważną rolę, bo liczyło się tu życie. Nie tylko Toblera, ale także ich - gdyby Imperium jakoś dowiedziało się co jest planowane, cała misja była by skończona zanim się zacznie... Każdy dzień i każda godzina zwiększała to ryzyko.

Alfa opuściła sklep pierwsza. Mieli zbadać teren, a do tego jako jedyni byli gotowi do walki na miejscu. 20 minut od ich wyjazdu do sygnału komunikatora (i następującej krótkiej wymiany zdań w której poinformowali, że droga była czysta), były dość stresujące.
Samo opuszczenie "bazy" z resztą grupy uderzeniowej nie było dla Daeshy znacznie lepsze. Tym razem nie jechali ciężarówką, a dwoma bardziej normalnymi, osobowymi pojazdami repulsorowymi.

Droga była jednak spokojna i wszystko odbyło się bez problemów. Choć kilka razy mignął im jakiś biały pancerz, nikt ich nie zatrzymywał.
Przybyli do niewielkiego magazynu daleko od centrum miasta. Wysiedli z pojazdów i skierowali się do środka. Tam najpewniej był ich transport.
Wchodząc zobaczyli dwie rzeczy. Po pierwsze - pojazd. Kanonierkę policyjną, która choć miała kilka widocznych zadrapań i osmaleń, wyglądała na w pełni sprawną.
Z pewnością zaskoczeniem było to, że był to pojazd uzbrojony. W razie, gdyby coś nie poszło, mogli by więc przynajmniej próbować walki... Z ucieczką niestety było by trudniej, bo LAAT/le nie wydawała się zdolna do lotu poza atmosferą. A przynajmniej do lotu poza atmosferą, który nie doprowadził by do śmierci wszystkich pasażerów...
No cóż, ważne, że mieli sposób na dostanie się blisko celu. Do tego dzięki temu, że pojazd był najpewniej kiedyś Imperialny - możliwe nawet, że dość niedawno, choć jeśli w obliczu braku opcji udało się ukraść coś takiego, to było to więcej niż imponujące - więc była szansa, że Imperialni będą mniej zwracali na nich uwagę... W końcu "to tylko policja", nie?
Ale drugie, co zobaczyli, zwróciło uwagę Daeshy chyba jeszcze bardziej od niecodziennego transportu. Przy stole w rogu magazynu siedziały dwie osoby i grały w karty. Twi'lekanka rozpoznała tylko jedną z nich. Był to Montgomery Mon'ogram. Dalej w swoim imperialnym uniformie.
Nie miał jednak broni. Czego nie można było powiedzieć o drugiej osobie przy stole. Ta miała w zasięgu ręki nie tylko blaster, ale też coś wyglądającego na pałkę ogłuszającą.
Czyli to był ten oficer, który był taki pomocny... Osoba, która przecież dowodziła całą sprawą ze strony Imperium!

Kiedy grupa uderzeniowa się zbliżyła do graczy, Monty zaczął powoli wstawać, wyraźnie unikając gwałtownych ruchów i postanowił się przywitać z przynajmniej jedną z nadchodzących osób.
- Cześć ojcze. Kto by się spodziewał, że spotkamy się w takich okolicznościach. No cóż, chyba nie będzie innej okazji by cię... - nie dokończył, bo przerwał mu Major.
- Nie próbuj mi tu słodzić Monty. Wiem, że robisz to wszystko tylko dla siebie i wcale się nie zmieniłeś. Naprawdę chciałbym móc ci zaufać, ale już raz popełniłem ten błąd i nie odesłaliśmy cię do "twoich" tylko dlatego, że możesz nam pomóc. I jeśli cokolwiek się stanie, jeśli zdecydujesz się nas zdradzić, pamiętaj, że zrobię wszystko by uratować misję, nie biorąc pod uwagę tego kim dla mnie jesteś.
- Mogłem się domyślać, twardy jak zawsze. Taki pewny, że jest tylko czarne i białe, bez żadnych odcieni szarości. No, ale tak pewnie żyło się w Republice. Więc niech będzie, zagram w twoją grę... Czy gwarantujesz, że jeśli wasza misja się powiedzie i wykonam to co obiecałem, nie robiąc nic przeciw wam, ukryjesz mnie przed Imperium?
- Tak, jeśli wszystko się uda, dostaniesz to, o co prosisz.
- Świetnie więc, pojazd już macie, więc teraz podam wam kody bezpieczeństwa. Jeśli zapytają was o pozwolenie, podajcie jeden z nich i nie powinno być problemu: 078... - znów Major mu przerwał
- O nie, lecisz z nami
- Co? - odpowiedział zdziwiony oficer - Tego nie było w umowie.
- Chcesz iść do sądu? Na pewno przychylnie spojrzą na złamanie umowy wymagającej od ciebie zdrady...
- Ale...
- Nie mamy tylu ludzi, by tracić kogoś na pilnowanie ciebie. A to, jak bardzo ci ufam, dobrze wiesz. Chyba, że masz inny pomysł na zagwarantowanie, że twoje kody nie oznaczają "chcemy się włamać, zestrzelcie nas"?
- Nie, ale...
- Jakie ale?
- Ech... Wracają wspomnienia, znowu nie wiem, jak cię przegadać...
- Nie próbuj, nie zmienisz tak mojego zdania.
- Dobra, dobra. Zrobię co chcesz.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6201
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Środkowe Rubieże