Content

Środkowe Rubieże

[Naboo] - Ostatni

Image

[Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 4 Kwi 2018, o 19:28

Kraina Jezior była miejscem bardzo spokojnym. Dla wielu mogłoby się nawet wydać, że zupełnie nic tu się nie działo. Mieszkańcom jednak to nie przeszkadzało, a wielu turystów przyjeżdżało tu właśnie po to, by doznać tego spokoju.
Oczywiście, czasami były jakieś festyny, a do tego codzienne życie przecież też pisało własne, małe historie. Szczególnie, kiedy, tak jak Daesha’Rha, pracowało się jako weterynarz. Raz na jakiś czas ktoś przychodził do niej z jakimś dziwnym problemem. Zwierzętom działy się najróżniejsze rzeczy.
Dzisiejszy dzień nie wydawał się wyjątkowy. Poza codziennymi obowiązkami związanymi z hodowaniem falumpasetów, nie działo się nic specjalnego.

Jak można się już pewnie domyślać: to nie był zwyczajny dzień. Na Naboo działo się dzisiaj wiele rzeczy. Imperium szturmowało pewne labolatorium i bazę wojskową. Pewien mocowładny uciekł przed Inkwizycją wraz z kilkunastoma dzieci związanymi z Mocą. Pewien komendant policji stracił pracę.
Jednak to wszystko działo się daleko. Jaki mogło mieć wpływ na Krainę Jezior?

***


W bazie Rebeliantów panował chaos.
Nie to, by była to dziwna reakcja na bombardowanie całego miejsca. Większość osób tam przebywających czekała przecież pewna śmierć.
Jednak większość, to nie wszyscy. Do jednego transportowca typu 878-R pakowało się tyle osób ile mogło. Jednak było pewne, że nie uda się ewakuować całej bazy... Nie było miejsca dla wszystkich, nie było czasu by ich zabrać.
Major Mon'ogram musiał więc podjąć ciężką decyzję: odlatywali. Zostawiali resztę na pastwę Imperium. Mimo, że dzięki temu pasażerowie transportowca mieli szansę na przetrwania, będą teraz musieli spełnić resztę swojego życia ze świadomością, że zostawili swoich przyjaciół.
Na ich nieszczęście, nie oznaczało to długiego czasu...

Stary transportowiec nie miał szans w starciu z myśliwcami TIE. Nie zdążył uciec zbyt daleko zanim te sprawiły, że już nie mógł uciekać dalej. Z jednej śmiertelnej pułapki, Rebelianci trafili w drugą.

***


Daesha’Rha właśnie wychodziła z domu, kiedy usłyszała dźwięk przelatującej jednostki kosmiczej. Jednak coś w nim było nie tak... Był jakiś dziwny, a do tego zdecydowanie zbyt głośny. Nie wspominając o tym, że zwykle nad Krainą Jezior nikt nie przelatuje niczym innym niż pojazdy repulsorowe. Zanim jednak zobaczyła co dokładnie leciało, usłyszała coś innego. Znacznie wyraźniejszego.
Coś uderzyło w ziemię. Coś dużego. Nie tylko to słyszała, ale też czuła. Fakt, że równocześnie z tym zupełnie ucichł dźwięk silników, raczej wyraźnie wskazywał na to, co to było.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 4 Kwi 2018, o 21:56

Kolejny dzień na farmie upływał jak zwykle szybko. Daesha'Rha doglądała ostatnio jednej samicy falumpaseta, która niedługo miała się źrebić, dlatego dużo czasu spędzała w stajni. Ledwo wyrabiała się z innymi obowiązkami; od rana nie miała nawet chwili na zjedzenie czegokolwiek poza śniadaniem, więc postanowiła w końcu zrobić sobie przerwę.
Właśnie wychodziła z domu, kiedy usłyszała coś w oddali. Dźwięk narastał, aż Daesha'Rha mogła śmiało stwierdzić, że w pobliżu przelatuje jakaś jednostka. Trochę ją to zdziwiło, a hałas nasilał się. Jednak nie zdążyła nawet zobaczyć, co to było - usłyszała głuchy huk gdzieś za stajniami. Jednostka musiała być duża, bo uderzenie poczuła przez wibracje ziemi pod stopami. Kilka falumpasetów, które stały na pastwisku, oddaliło się w panice od źródła dźwięku. Po chwili ucichł świst silników i zapanowała cisza.
Daesha'Rha uniosła w zdziwieniu brew, ale zaraz dotarło do niej, że statek mógł uderzyć w inne pastwisko. Rzuciła się biegiem w tamtą stronę. Minęła stajnie i wyjrzała na padok, jednak nic tam nie było, poza kilkoma wystraszonymi zwierzętami. Pobiegła dalej, poza granice swojej ziemi. Tam, wśród położonej, lekko nadpalonej trawy, zobaczyła duży statek. Z tej odległości dostrzegła, że transportowiec był poważnie uszkodzony, z jednego z silników unosił się czarny dym. Wokół niego leżały chyba części kadłuba, ale równie dobrze mogły to być przewożone towary.
Statek był duży, z pewnością mógł pomieścić sporo osób. Jednak do tej pory na zewnątrz wydostała się tylko jedna osoba. Po chwili ten ktoś zwrócił się w stronę statku i wyciągnął coś z niego. To był chyba kolejny pasażer, albo jego ciało, bo widocznie odniósł tak ciężkie rany, że z odległości nie dało się tego odróżnić. Nikt inny z wraku już nie wyszedł.
Obserwowała całe zajście leżąc w trawie, tak, aby rozbitkowie jej nie zauważyli. Widziała, że są w naprawdę ciężkim stanie, ale bała się podejść. Nie wyglądali na imperialnych, Twi'lekanka zaczynała podejrzewać, że mogą to być jacyś przemytnicy, uciekający przed ISB. A jeśli tak było, to prawdopodobnie niedługo odwiedzą ją Służby. Będą wypytywać o rozbitków, może zaczną coś podejrzewać, w końcu jej dom jest najbliżej miejsca wypadku. Nie miała zamiaru robić sobie dodatkowych problemów, dlatego nie ruszała się z miejsca. Stwierdziła, że jeśli ktoś z tych przemytników zacznie podchodzić bliżej, dopiero wtedy wyjdzie z kryjówki, żeby nie dopuścić ich bliżej domu. Na razie obserwowała uważnie transportowiec i niebo nad głową.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 11
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 6 Kwi 2018, o 19:30

Rozbitkowie zdecydowanie próbowali uciec jak najdalej od swojego statku. Ranny zdecydowanie spowalniał tego drugiego, jednak jakoś się poruszali.
Daesha'Rha pozostawała w ukryciu, obserwując jak ci szli bez większego celu. W kierunku który wybrali nic ciekawego bowiem nie było. Nie wyglądało to jednak na to, że wiedzieli coś, czego ona nie wiedziała, a raczej na zwykły brak znajomości terenu.
W pewnym momencie się jednak zatrzymali. Ten zdrowy wyszarpał z małego plecaka makrolornetkę i zaczął się rozglądać. Najwyraźniej sam się zorientował, że nie wiem gdzie iść.
W pewnym momencie jednak spojrzał się w kierunku Twi'lekanki - i chyba ją zauważył. Skierował lornetkę chyba bezpośrednio na nią i na chwilę tak zastygł.
Po krótkiej rozmowie z rannym, ruszył w jej kierunku.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 6 Kwi 2018, o 21:36

Daesha'Rha westchnęła w duchu i podniosła się. Tamci przyspieszyli kroku, widocznie nie widząc w niej zagrożenia. Ranny opierał się ciężko na ramieniu towarzysza, szedł ostatkiem sił, powłócząc nogami. Dopiero z bliska, przyjrzawszy się dokładniej, Twi'lekanka zauważyła, że mężczyzna był bardzo poparzony, a jego ubranie było nadpalone i w strzępach; tylko z nielicznych ran ciekła krew.
Podchodziła do nich powoli, podświadomie trzymając puste dłonie na widoku. Z twarzy nieznajomych wyczytała, że są bardzo spięci, jakby zaraz coś miało wyskoczyć na nich z trawy. Nerwowo rozglądali się na boki, a ich ruchy świadczyły o tym, że gdyby mogli, puściliby się biegiem w jej stronę.
Gdy stanęli naprzeciwko siebie, Daesha'Rha chciała ich zapytać kim właściwie są, ale ranny nie dał jej ku temu okazji. Osunął się zemdlony na ziemię; jego wyczerpany towarzysz nie poradził sobie z nagłym ciężarem i niemal stracił równowagę. Spojrzał na Twi'lekankę tak, jakby był dla niej co najmniej oficerem i rzucił tonem nieznoszącym sprzeciwu:
- Ty, pomóż mi!
Nie odmówiła - i tak własnie chciała obejrzeć nieprzytomnego. Ostrożnie uklękła przy nim, ale tylko pobieżnie zbadała poparzenia. Znalazła kilka miejsc, które wyglądały na mniej zwęglone i wskazała je zdrowemu mężczyźnie.
- Złap go za nogi i chodź ze mną - rzuciła, biorąc poszkodowanego pod pachy.
Razem go podźwignęli. Daesha'Rha skinęła głową w stronę stajni, po czym ruszyli we wskazanym kierunku. Udzielił jej się nastrój rozbitków, bo sama narzuciła najszybsze tempo, jakie mogli osiągnąć z rannym. Szybko dotarli na miejsce, po czym ułożyli mężczyznę w pustym boksie, na świeżo wymienionej słomie. Twi'lekanka zostawiła ich na chwilę i pobiegła po opatrunki z bactą. Były co prawda przeznaczone dla zwierząt, ale w tej chwili musiało im to wystarczyć. Przyniosła także trochę wody do picia dla rozbitków i trochę do obmycia własnych rąk.
Opatrywała go w milczeniu, czując na sobie uważny wzrok tego drugiego. Kiedy skończyła, dokładnie umyła ręce i upewniła się, że nie ma żadnych śladów na ubraniu. Bała się, że jeśli ktoś zobaczy ją teraz z krwią i zwęglonym naskórkiem na koszulce, nie wytłumaczy się nagłym porodem klaczy falumpaseta.
Dopiero teraz odwróciła się do drugiego mężczyzny.
- Dobra. To kim wy, do cholery, jesteście? I przed kim uciekacie?
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 11
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 10 Kwi 2018, o 21:22

Mimo, że nieprzytomny otrzymał pomoc medyczną - która, nawet jeśli nie była bardzo profesjonalna, powinna wystarczyć by przeżył - to drugi mężczyzna wydawał się bardziej nerwowy niż wcześniej. Jego głos nie miał już w sobie nic z nieznoszącego sprzeciwu tonu, który Daesha'Rha usłyszała wcześniej.
- Bardzo przepraszam, że musiałem cię w to wciągnąć. Jednak bez ciebie jestem pewien, że Major by nie przeżył. - zaczął, niby zupełnie ignorując jej pytanie. Wkrótce jednak się poprawił - Zasługujesz więc z pewnością na wyjaśnienie. Słyszałaś może o tym, że na całym Naboo była fala zniknięć dzieci? - chwilę popatrzył się na Daeshę z... nadzieją? Ona jednak nie miała pojęcia o żadnych znikających dzieciach - Nie? Tak myślałem. Imperialne media nie mówiłyby przecież o tym. To stało się niektórym znane tylko dzięki rodzicom szukającym pomocy, po tym jak policja ich zignorowała. Imperium zbiera czułe na moc dzieci z całej planety, a pewnie i część sprowadza z innych miejsc. Jednak to nie jest najgorsze. Najgorsze jest bowiem to, co się z nimi dzieje dalej. Nie wiemy dokładnie co im robią, ale wygląda na to, że przeprowadzają na nich różne eksperymenty nie zastanawiając się nad tym czy cierpią w ich wyniku. Gdy udało nam się zdobyć jakieś nagranie z placówki, w której to robią, myśleliśmy najpierw, że je torturują. Pod przywództwem Majora powoli jednak zebrała się grupa osób gotowych z tym walczyć. Nie mogliśmy pozwolić by to robili! Szukaliśmy konwojów, w których je przewożą i udało nam się odbić kilkoro... - na chwilę się zatrzymał i Twi'lekanka zauważyła, że stara się nie płakać. - Przez to co im zrobili były one praktycznie szalone! Nie były nawet po prostu dziećmi po przejściach. Jedna z nich zupełnie nie reagowała na cokolwiek, inny się cały czas rzucał, nawet na chwilę się nie uspokajając! Najnormalniejszy powtarzał tylko w kółko coś o wężu i próbował rysować jakiś poprzekreślany symbol Imperium! To z nimi zrobili! - znów zrobił pauzę by przywrócić się do porządku - Próbowaliśmy odbić resztę. Jednak odkryli nas. Próbowaliśmy uciekać, ci którzy zdążyli odlecieli transportowcem. Lecz to nie wystarczyło. Zestrzelili nas. Jesteśmy jedynymi którzy przeżyli. Resztę już znasz.
Człowiek spojrzał się na Twi'lekankę wyczekując jej odpowiedzi. Od niej tak naprawdę zależało przecież, co się z nimi stanie. Mogła ich w końcu w każdej chwili wydać Imperium.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 12 Kwi 2018, o 22:26

On coś kręcił. Daesha'Rha nie bardzo wierzyła w historię o jakichś zwariowanych dzieciach, zresztą dzieci jakoś nigdy nie chwytały jej za serce. Wydawało się, że cała opowieść to po prostu wymyślona naprędce wymówka, mająca zatuszować coś, do czego mężczyzna nie chciał się przyznać. Jednego była pewna - Imperium pewnie już szukało rozbitków. Niezależnie od jej wyboru, ma już na karku Służby. Ciężko będzie się wytłumaczyć z tych dwóch w stajni.
Biła się z myślami, które przewalały się szybko w jej głowie. Przecież nie może wydać ich, ot tak, imperialnym. Wiedziała przecież, jakie metody stosują na "wrogach publicznych". Z kolei pomoc rozbitkom może sprowadzić na nią kłopoty. Chociaż... już zwróciła na siebie uwagę ISB, a wiedziała na pewno, że nie zostawi mężczyzn na pastwę tych białych kubłów.
Ehh... a zapowiadał się taki spokojny dzień.
- Dobra chłopaki - zaczęła, chociaż ranny raczej jej teraz nie słyszał - nie znam was, a tym bardziej nie ufam. Ale nie mogę was wydać Imperium. - w oczach pierwszego mężczyzny zobaczyła ulgę. - Zrobimy teraz bardzo głupią rzecz, ale chyba najlepszą z możliwych.
Mężczyzna wydawał się lekko zakłopotany, ale kiwnął tylko głową i słuchał Twi'lekanki, jakby nagle stała się jego przełożoną, a z niego spadł ciężar podejmowania decyzji.
- Muszę zamienić z kimś teraz kilka słów. W tamtym budynku - wskazała na zewnątrz stajni - jest ścigacz, trochę zdezelowany, ale nas jeszcze udźwignie. Wpakuj tam kolegę i przykryj jakimiś workami, czy coś. Ma wyglądać jak koreliańskie ziemniaki. Dla siebie też przygotuj jakiś kamuflaż, nikt nie może nas zobaczyć razem, jasne? - mężczyzna kiwnął głową, zadowolony, że wreszcie ktoś inny wydaje mu rozkazy - Posprzątaj też zakrwawione siano, nie chcę tu żadnych ludzkich wydzielin.
Mężczyzna zabrał się do pracy, a w tym czasie Daesha'Rha znowu pobiegła do domu. Wrzuciła szybko wszystkie swoje kredyty do plecaka, razem z potrzebnymi dokumentami, scyzorykiem i kilkoma dodatkowymi opatrunkami. Następnie skontaktowała się przez komunikator z Toblerem Nassem.
- Daesha! - przywitał się Gunganin - Co tam słychać? Mieliśmy się przecież jutro spotkać.
- Tobler, mam problem.
Gunganin, słysząc ton jej głosu, spoważniał w jednej chwili.
- Co się dzieje?
- Muszę omówić z tobą kilka spraw. Pilnie. Gdzie jesteś? - powiedziała, jednocześnie wyglądając w stronę stajni, żeby zobaczyć, jak radzi sobie mężczyzna.
- Przy Ishitiba.
Było to jedno z jezior w pobliżu rodzinnego miasta Toblera, co wyjątkowo odpowiadało Twi'lekance.
- Poczekaj tam na mnie, niedługo będę i wszystko wyjaśnię. Zaciągam właśnie u ciebie ogromną przysługę.
- Daesha, o co...
- Zaraz będę - przerwała mu i rozłączyła się.
Mężczyzna zdążył już "zapakować" swojego towarzysza. Deasha'Rha upewniła się, że w boksie nie została żadna krew ani nic, co mogłoby wskazywać na obecność ludzi, po czym ukryła w ścigaczu drugiego pasażera, stanowczo zabraniając wychylania się i zadawania zbędnych pytań. Doskonale zdawała sobie sprawę, że dla niego mogło to wyglądać, jakby próbowała go oszukać, ale nie zamierzała tracić teraz czasu na wykładanie mu planu. Zresztą i tak improwizowała.
Zajrzała ostatni raz do ciężarnej klaczy falumpaseta i upewniła się, że samicy nic się nie stanie przynajmniej przez jeden dzień. Resztą zwierząt się nie przejmowała, więcej czasu na padoku im nie zaszkodzi. Wrzuciła swój plecak do ścigacza i ruszyła w stronę Ishitiba tak szybko, jak mogła.
Dotarli po kilkudziesięciu minutach podróży. Jezioro leżało wciśnięte między dwa wzniesienia, porośnięte na szczytach drzewami, z pomiędzy których leniwie spływały strumyki wody. Drugi brzeg niknął gdzieś za wzgórzem po lewej, przez co jezioro przypominało szeroką, nieregularną rzekę.
Równina, po której jechali, kończyła się wąską, piaszczystą plażą. Tam właśnie czekał na nich Tobler Nass. Gunganin miał już swoje lata, jednak wiek nie odcisnął na nim swojego piętna. Tobler posiadał ciemnozielony odcień skóry, tylko drobne zmarszczki pod nosem oraz pokaźnej długości wąsy. I wyglądał na bardzo zdenerwowanego.
Daesha'Rha wysiadła, pozdrowiła przyjaciela uniesieniem dłoni i zaprosiła bliżej ścigacza. Gdy Gunganin podszedł, Twi'lekanka uniosła puste worki, ukazując wystraszonego mężczyznę i jego nieprzytomnego kolegę.
- Poznajcie się. To jest Tobler - wskazała Gunganina - Toblerze, to są nasze kłopoty.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 11
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 15 Kwi 2018, o 23:28

- Twoisa będzie misa dużo winna. - odpowiedział Gunganin w charakterystycznym dla swojego gatunku dialekcie. Daesha była jednak do niego już przyzwyczajona. - Mojsa zgaduje, że chcesz by ich gdzieś przetransportować lub schować, prawda? Mojsa nie spodziewał się po twoisa takich rzeczy, ale pewnie masz dobry powód. Masz też szczęście, bo misa może dać radę ich przewieźć do Keren. Tam można znaleźć pilota i skeebeetle.

***


W okolicy wraku od jakiegoś czasu stał imperialny prom. Dookoła zniszczonego statku kłębili się szturmowcy, a po niebie krążyły myśliwce TIE.
W pewnym momencie ze środka jednostki wyszedł szturmowiec, którego naramiennik wskazywał na to, że był dowódcą oddziału i udał się w stronę stojącego w pobliżu oficera w białym uniformie.
- Raportuj - rozkazał oficer
- Praktycznie cała załoga i wszyscy pasażerowie martwi lub na granicy śmierci. Nie znaleźliśmy jednak żadnej osoby pasującej do opisu, a także ślady wskazują na to, że ktoś przeżył i wydostał się z transportowca.
- Zamknąć cały obszar. Nikt nie może opuścić Krainy Jezior.
- Sir, cały obszar? Ale... - szturmowiec nie dokończył zdania, ponieważ oficer mu przerwał.
- Chyba nie muszę się powtarzać, prawda?
- Tak jest sir.

Gdy szturmowiec odszedł, człowiek w białym uniformie wyciągnął komunikator i po chwili majstrowania przy nim, po czym zaczął do niego mówić:
- Vanessa, on wciąż żyje.
- Kto? Aaa... On. Myślałam, że już z tym skończyłeś. - pojawiła się odpowiedź.
- Zorganizował buntowników na Naboo. To chyba oczywiste, że muszę się tym zająć.
- Jak chcesz. Ja się nie będę wtrącała w twoje sprawy. A i jeszcze jedno Monty, jesteś pewien, że mojego ojca tam nie było?
- Tak. Zresztą nawet jakby był, to nie znaleziono jego ciała. Jesteś mi dużo winna za krycie go.
- Wyrównuje się z twoim długiem wobec mnie.
- Ech... Nie da się z tobą dyskutować.
- Więc nie próbuj.

Mężczyzna zakończył połączenie i wrócił do swojego zadania. Musiał w końcu znaleźć "Majora" Mon'ograma.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 17 Kwi 2018, o 22:55

- Myślałam raczej o tym, żeby ich ukryć w którymś z waszych miast - powiedziała do Toblera, ignorując zirytowane spojrzenie mężczyzny - Tam raczej imperialni nie będą ich szukać. Zakładam, że niedługo zamkną przestrzeń nad Naboo i w najbliższym czasie nikt stąd nie odleci.
- Chyba dam radę ich tam jakoś przechować, chociaż będę...
- Przepraszam bardzo - wtrącił się bezceremonialnie mężczyzna, widocznie oburzony, że ignoruje się kogoś jego stopnia - ale chyba zapomnieliście zapytać, co ja mam na ten temat do powiedzenia.
Tobler przewrócił oczami i spojrzał z politowaniem na nieznajomego. Daesha'Rha gwałtownie chwyciła mężczyznę za ramię i z siłą przyparła do ścigacza.
- Posłuchaj teraz uważnie, generałku - powiedziała z ustami tuż przed jego twarzą, wciąż wbijając mu palce w biceps - Znaleźliście się właśnie po uszy w gęstym gównie i teraz brudzicie mnie i mojego przyjaciela. Cały czas znajdujecie się na mojej łasce, więc jeśli nie zaczniesz okazywać nam choćby odrobiny szacunku, to zaraz pomachasz mi z imperialnej więźniarki, jasne?
Mężczyzna stracił nieco rezon i kiwnął szybko głową, wciąż nie bardzo wiedząc, co się właśnie dzieje.
- Plan jest taki - zaczęła Twi'lekanka, kiedy ten przetrawił jej słowa - Jedziemy teraz wszyscy do najbliższego gungańskiego miasta. Tam Tobler postara się was ukryć; będziecie się podawać za jakichś mechaników, czy coś w tym stylu. Przeczekacie, aż wasza sprawa trochę ucichnie, po czym uciekniecie z planety. Za jakiś czas Tobler was po prostu przemyci do jakiegoś mniejszego miasta, a tam poszukacie sobie transportu.
- Ale oni nas szukają - powiedział mężczyzna, tym razem spokojniej - Lepiej jest uciekać jak najszybciej...
- Nie. Teraz, to jesteście pewnie bardziej rozpoznawalni, niż świeże szczyny na śniegu. Po wejściu do miasta zaraz was zgarną, a o statku to nie ma co marzyć, nie stać was nawet na żadnych przemytników. Decyduj się - idziecie z nami, czy próbujecie dostać się do miasta?
Mężczyzna widocznie bił się z myślami, podejmował w końcu najważniejszą decyzję w życiu, kto wie, może nawet ostatnią. Wtedy nieprzytomny na ścigaczu poruszył się niespokojnie.
- Ukryjcie nas, proszę. - wychrypiał Major.
Daesha'Rha puściła mężczyznę i skinęła głową.
- Nie wiem, czy to jest dobra decyzja, ale w tej chwili chyba najlepsza z możliwych. - powiedziała.
Tobler w milczeniu wsiadł do ścigacza, mężczyzna z powrotem został ukryty pod workami. Ruszyli, jadąc zgodnie ze wskazówkami Gunganina. Zostawili za sobą Ishitiba, pędząc wśród wysokich traw Krainy Jezior. Gdyby nie ponury nastrój, jaki im towarzyszył, zachwycaliby się tym otwartym morzem zieleni. Trawa kładła się przed ścigaczem, niczym fale na jeziorze, by zaraz powrócić do powolnego kołysania się na delikatnym wietrze, ciągnącym przez wzgórzyste łąki. Gdyby nie ponury nastrój, śmieszyłby ich widok shaaka skaczącego z niewielkiego wodospadu. Ale nie zachwycali się i nie śmiali - nikomu nie było to teraz w głowie. Gdy minęli wzniesienie po lewej, ukazała im się linia ciemnego lasu. Tobler pokierował ich między drzewa i wkrótce nad głowami zamknęła im się kopuła z soczyście zielonych liści. Przecięli kilka polanek, aż dotarli nad niewielką zatoczkę jeziora. Z brzegu wydawało się małe - wylot zatoczki był ciasny, zamknięty przez zalesione cyple, jednak Daesha'Rha wiedziała, że jest to bardzo mylące wrażenie. Jezioro dalej rozszerzało się, rozlewając wśród nierównego terenu, poznaczone na powierzchni plamkami mniejszych i większych wysp. Miało mnóstwo małych zatoczek, mielizn przy brzegach oraz dopływów strumieni z lasów. Na środku było jednak bardzo głębokie - mieściło w końcu całe gungańskie miasto.
Tobler zostawił ich na chwilę, żeby wrócić później w bongo, gotowy do zabrania świeżo upieczonych, tymczasowych obywateli swojego miasta.
Daesha'Rha w tym czasie pomogła postawić Majora na nogi. Ten, gdy tylko stanął o własnych siłach, uścisnął po żołniersku jej ramię.
- Jesteśmy wam bardzo wdzięczni za pomoc - powiedział - Nie myśl, że tego nie doceniam.
- Z podziękowaniami chyba lepiej zaczekać, aż opuścicie Naboo, ale na razie dziękuję. Tobler będzie się wami opiekował, a za jakiś czas skontaktuję się z wami. Powodzenia.
- Tobie też - odparł z uśmiechem, chociaż w jego głosie brzmiała powaga.
Wkrótce zniknęli w odmętach wód jeziora, a Daesha'Rha jechała ścigaczem, wymyślając po drodze jakąś dobrą przykrywkę.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 11
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 21 Kwi 2018, o 00:40

Mogło by się wydawać, że po "pozbyciu się" problematycznych osób, wszystko wróci do normy. Już zbliżając się do swojej farmy, Daesha'Rha wiedziała jednak, że tak nie będzie.
Pierwszą wskazówką były widoczne już z pewnej odległości dwa promy Imperialne. Ale to oczywiście mógł być przypadek, nie? W końcu rozbity statek był niedaleko.
Jednak drugą wskazówką był fakt, że na jej terenie znajdowało się przynajmniej kilkudziesięciu szturmowców...
Tak, Imperium z pewnością coś podejrzewało. Wymyślona przykrywka wkrótce z pewnością się przyda.

Zbliżając się do swojego domu, została zatrzymana przez jednego z ludzi w białych pancerzach:
- Jest pani właścicielką tej farmy? - po tym, jak kiwnęła głową na potwierdzenie, mężczyzna kontynuował - proszę tu zaczekać, kapitan Mon'ogram ma do pani kilka pytań.
Wykonała rozkaz i przez dobre kilkanaście minut czekała wraz z stojącym niemal bez ruchu żołnierzem. W końcu jednak w zasięgu wzroku pojawił się człowiek w białym mundurze, którego insygnia wskazywały na rangę kapitana. Kolor jego ubrania był jednak ważniejszy - oto właśnie Twi'lekanka miała przed sobą oficera ISB. Tego niesławnego ISB.
- Pani Daesha'Rha, jak zgaduję? Nazywam się Montgomery Mon'ogram. - przywitał się człowiek - i interesuje mnie sprawa pewnego terrorysty, który, jak dotąd ustaliło nasze śledztwo, uciekł na teren pani farmy. Czy może chce pani mi coś o nim powiedzieć? - zapytał, od razu sugerując odpowiedź.
Albo wiedział już, że Daesha pomogła rebeliantom, albo chciał by ona myślała, że wie. W każdym z tych wypadków ważne było jednak jedno - była tutaj raczej podejrzanym, a nie świadkiem.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Daesha'Rha » 21 Kwi 2018, o 19:52

Ehh, kurwa... szybcy są.
Sytuacja nie wyglądała zbyt dobrze. Teraz trzeba będzie szybko myśleć. Miała już gotową przykrywkę, ale nie spodziewała się tutaj aż oficera ISB. Wychodziło na to, że zmyśloną historyjkę trzeba będzie nieco przerobić.
W głowie miała cały kalejdoskop myśli; wszystkie wydarzenia tego dnia stawały w urywkach przed jej oczami. Oficer wyglądał na takiego, który z marszu jest gotowy ją aresztować, wystarczyło tylko jedno błędne słowo, żeby z wybitnie podejrzanego zamienić się w wybitnie pozbawionego wolności.
Dobra, mała. Skup się. - pomyślała, powstrzymując się przed głębokim westchnięciem. Przybrała minę szczerze zaskoczonej pytaniem.
- Terrorysta? - zapytała. Przynajmniej strachu w głosie nie musiała udawać. - Ten ktoś jest niebezpieczny? Może wciąż tu być?
Nie udało jej się niczego wyczytać z twarzy oficera.
- Niedaleko wylądował jego transportowiec. Widziała pani coś więcej? - drążył uparcie.
No, teraz pora na popis moich umiejętności aktorskich.
- Cały dzień byłam poza domem, nic nie widziałam. Mam nadzieję, że nie uszkodził nic na farmie...
- Gdzie pani była w tym czasie? - przerwał jej Montgomery zniecierpliwionym głosem.
- Pojechałam w interesach nad Ishitiba. Chciałam obejrzeć kilka zwierząt przeznaczonych na zakup.
- Z kim pani była?
- Rozmawiałam z Gunganinem, Toblerem Nassem.
Montgomery zamilkł na chwilę, jakby się nad czymś zastanawiał, dlatego Daesha'Rha postanowiła wykorzystać okazję.
- Mam nadzieję, że tego terrorysty nie ma teraz na mojej farmie - powiedziała szybko, uniemożliwiając zadanie kolejnego pytania - Zakładam, że ten człowiek powinien zostać niezwłocznie zatrzymany.
- Pracujemy nad tym - odparł oficer - Na razie ustaliliśmy, że tu go nie ma.
- Całe szczęście - powiedziała, kładąc dłoń na piersi - Po terrorystach raczej nie można spodziewać się niczego dobrego. Mogę wam jakoś pomóc w znalezieniu go?
Nigdy nie podejrzewała u siebie takich pokładów patriotyzmu i umiejętności płaszczenia się przed imperialnymi ścierwami, ale pewne sytuacje wymagały czasem nawet zeszmacenia.
Image
Awatar użytkownika
Daesha'Rha
Gracz
 
Posty: 11
Rejestracja: 29 Mar 2018, o 19:55

Re: [Naboo] - Ostatni

Postprzez Mistrz Gry » 24 Kwi 2018, o 21:02

- Tak, oczywiście. Może pani powiedzieć nam gdzie obecnie przebywa Tobler Nass. Miałem nadzieję, że nie będziesz kłamać, jednak jak widać nadzieja nie wystarczyła. Prawda poruczniku?
- Tak, sir. ID25 potwierdził, że skuter repulsorowy, którym pani Daesha'Rha tu wróciła, opuścił ostatnio teren farmy co najwyżej dwie godziny temu, a prawdopodobnie nawet później.
ID25 należał do długiej linii małych droidów zwiadowczych. Od czasów dawnego Imperium Palpatine'a dawne modele z tej linii służyły w różnych jednostkach, jednak wówczas - choć były w stanie robić wiele przydatnych rzeczy - nie były to najlepsze droidy pod względem szukania. Od wersji ID16 jednak to się zdecydowanie zmieniło, ponieważ Arakyd zainstalował w nich wówczas dość dużo dodatkowych sensorów. Serie 18, 20 i 22 przyniosły jeszcze dodatkowe ulepszenia pod tym względem. Jednak ID23 do ID25 były głównie małymi poprawkami - nieco mniejsza waga, o jakieś kilka procent silniejsze repulsory, czy inne niewielkie poprawki. Wiele osób nawet krytykowało zakup tych modeli przez Imperium, jednak Arakyd sprzedawał je w niemal identycznej cenie co poprzedni model, więc choć nie było sensu ich zmieniać, to gdy potrzebna była większa ilość droidów - kupowano nowe.
I choć wersja 25 nie była już najnowsza, to i tak można było ufać jej sensorom.
- Może więc teraz szczerze odpowiesz na moje pytania, zanim będę zmuszony do zadania ich w mniej przyjemny sposób?

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5660
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do Środkowe Rubieże