Content

Lucrehulk "Duch"

Kantyna okrętowa

Kantyna okrętowa

Postprzez BE3R » 1 Sty 2017, o 10:40

Bar u Pana Czterorękiego, był swoistą ostoją, gdy tylko Rebelianci zdobyli Okręt barman natychmiast wrócił do swojej pracy. W sumie co miał narzekać, klientela spokojniejsza a kredyty nie śmierdzą. Barman był najlepiej poinformowanym obcym i za odpowiednią cenę udzieliłby każdej informacji. Nie było więc większego problemu z pozostawieniem go przy życiu.
Również lokalizacja lokalu się niewiele zmieniła. Za bar robił wydzielony magazyn, spokojnie zmieściło by się w nim kilkaset osób, a dzięki zabudowaniu piętra właściciel uzyskał przytulne loże dla tych spragnionych odrobiny intymności. W środku nie było zbyt tłoczno. Większość potencjalnej klienteli rozchodziła się po przestronnym pomieszczeniu. Zresztą załogi i pilotów nie było zbyt wielu.
Awatar użytkownika
BE3R
Administrator
 
Posty: 1715
Rejestracja: 27 Paź 2011, o 21:47
Miejscowość: Chorzów

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Mistrz Gry » 16 Sty 2017, o 23:59

Aver i jego ludzie, byli znacznie przed czasem. Jedna z większych loży została zarezerwowana. Żołnierze z bronią długą ustawili się przy sąsiednich stolikach tworząc rodzaj strefy buforowej. biorąc pod uwagę rozmiar lokalu, gdyby ich nie było nikt nie zwrócił by na spotkanie większej uwagi. Trafendal wolał jednak się zabezpieczyć. Usiadł więc ze swoim doradcą i mentorem, siwofutrym Bothaninem, T'zuskiem i raczył się piwem z Eriadu, miał słabość do tego lokalnego trunku. Obaj ubrani byli po cywilnemu, bez żadnych dystynkcji czy odznaczeń.Czekali na przybycie pozostałych, na stole leżał niewielki hloprojektor.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6584
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Probos Azad » 17 Sty 2017, o 00:48

Probos wkroczył do kantyny sam. Długa rozmowa z Hesmit sprawiła, że nie był w najlepszym humorze. Miał nadzieję, że teraz gdy dołączyli do rebelii przekona swoją nawigator do pozostania. Niestety Kalamarianka była nieubłagana i dalej trzymała się swojego postanowienia o powrocie do domu. Jedyne co udało mu się uzyskać to obietnicę przekonania przez Hesmit kilku pobratyńców do dołączenia do rebelii. Probos uważał, że na tym etapie, tak długo jak nie stworzą siatki stowarzyszonych organizacji oporu, liczyć się będzie każdy kolejny rekrut z nowej planety, który w dalszej perspektywie pociągnie za sobą następnych spośród swoich przyjaciół i rodziny. Pierwsze miesiące funkcjonowania galaktycznej rebelii zappwiadały się skromnie. Oby nie były ostatnimi.

Duros westchnął, lewą ręką, w prawej trzymał butelkę najlepszej korelliańskiej whisky, jaka została mu na pokładzie Quoii, sięgnął po klucz łukowy przy pasie. Proteza nogi znów się zacinała, gdy maszerował korytarzami Lucrehulka na spotkanie z Averem. Po chwiio kalibracji Azad uniósł głowę i omiótł wzrokiem pomieszczenie.

Ostrożność Trafendala rzucała się w oczy. Być może generał miał rację i na dopiero co zdobytym okręcie należało zachować wszelkie możliwe środki bezpieczeństwa. Azad był jednak na to zbyt zmęczony, chciał się po prostu napić i nie miał ochoty ciągnąć ze sobą dzieciaków z eskadry, żeby udawali jego obstawę. Skinął głową i uśmiechnął się do strażników.
- Miłego wieczoru chłopaki!

Skierował się do stolika przy którym siedział człowiek i Bothanin. Po powitaniu i przedstawieniu mu T'zuska, Duros skorzystał z zaproszenia i przysiadł się do stolika.
- Panowie, nim przejdziemy do spraw ważnych i ważniejszych, chciałbym zaproponować toast. Lecz wierw trunek!- Azad otworzył przyniesioną butelkę i rozlał do pustych szklanek, które wcześniej postawił na blacie - Mam nadzieję, że przypadnie wam do gustu. Leżakowała dwie dekady w beczkach z drzewa kriin z Alderaanu, wcześniej używanych do przechowywania commenorskiego ale.- głos Probosa przybrał ton hobbysty i opowiadacza, który tak często uwodził bywalców kantyn. Tutaj czuł się niemalże tak swojsko i naturalnie, jak za sterami swojego Suwanteka. Uniósł szklankę w górę. Jego twarz ponownie przybrała poważny wyraz. - Za poległych i na pohybel imperialnym skurwysynom! - wypił solidny łyk whisky. W ustach poczuł przyjemną gorycz o posmaku dymu.

- Powiedzcie mi więcej o was i waszej organizacji, Aver... Mogę się tak do ciebie zwracać? Na mostku wspominałeś, że cierpicie na klęskę urodzaju sprzętu? My na Cestusie mamy dokładnie odwrotny problem. Może uda nam się wzajemnie pomóc?
Image
Awatar użytkownika
Probos Azad
Gracz
 
Posty: 102
Rejestracja: 23 Sty 2016, o 10:26

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Rafael Rexwent » 17 Sty 2017, o 18:09

Mężczyzna dotknął dłonią kadłub statku. Chropowaty metal przeszywał chłodem receptory na opuszkach palców Paula, ale jemu to uczucie się podobało. Przesuwająca się powoli prawica dotarła do wgłębienia spowodowanego przez muśnięcie laserowymi boltami. Nadtopiony metal już dawno zastygł, tworząc nieregularne kształty – świadectwo walki. Kerstowi coś to przypominało. Zoraną zmarszczkami twarz dziadka. Wojownika, który do końca nie odpuszczał. Tak ciężko pogodzić się ze stratą. Paul powoli zacisnął dłoń w pięść. Kilka centymetrów na prawo w kadłubie widniała dziura wielkości głowy. Jej postrzępione krawędzie były ostre i mogły niepotrzebnie zranić, dlatego mężczyzna cofnął rękę.
- Jeszcze cię z tego wyciągnę stary – szepnął, zamykając oczy. „Feniks” to nie był zwyczajny statek. Cząstka jego pierwotnego właściciela z rodziny Kerstów musiała na niego przejść. Paul wierzył w magię samej nazwy Citadeli. Pradawny ptak, odradzający się w nieustannych cyklach. Nolan był obecny w każdej cząsteczce, każdym atomie „Feniksa”. Jedna z niewielu pamiątek, jaka została mężczyźnie po przodku. Teraz ciężko uszkodzona wala się w hangarze bazy Rebeliantów, będącej w niewiele lepszym stanie od kieszonkowego krążownika. Musi to zrobić. Jak nie teraz, to w przyszłości. „Feniks” musi poderwał się do kolejnego lotu.

***


Lożę Generała była bardzo łatwo zlokalizować. Głównie ze względu na strażników z długą bronią, którzy dbali o bezpieczeństwo Trafendala. Zbliżając się do stolika Paul dostrzegł siedzących przy nim trójkę – Avera, jakiegoś Bothanina, oraz Durosa. O ile siwofutrego obcego z Bothawui widział po raz pierwszy, to Durosa po chwili namysłu skojarzył. To ten dowódca eskadry myśliwskiej, co był na odprawie. Kerst lekko się uśmiechnął, uznając swoje przypuszczenia za słuszne. Zbroję zdjął, czując że nie jest to odpowiedni strój na takie spotkanie. Postawił na cywilny ubiór, który co prawda nie był godny ambasadora, ale też nie wyglądał na podebrany jakiemuś pijaczynie z Nar Shaddaa – klasyczne spodnie bojówki, podkoszulka i bluza w militarnym umaszczeniu. Co prawda rozważał założenie garniaka, ale szybko zarzucił pomysł. Postawił na swobodę i klasycyzm. Swój klasycyzm. Broni nie brał i w sumie dobrze, bo nie wiadomo co na to powiedzieliby strażnicy.
- Witam Generale – zwrócił się pierwszy, kulturalnie czekając na zaproszenie do stołu. Gdy takowe uzyskał, usiadł na krześle i tymczasowo przyjął rolę biernego słuchacza. Cierpliwość jest cnotą.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 291
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Mistrz Gry » 22 Sty 2017, o 23:36

Toast wzniesiony przez Durosa, był miły uchu bothanina, Aver nadal miał z tym problemy. Jego przeszłość imperialnego urzędnika nie ułatwiała mu kontaktów z ortodoksyjnymi rebeliantami. Zmiana stron zobowiązywała. Mężczyzna wzniósł toast, smakując wyborną whisky. Ciepło spływające w głąb przełyku pozostawiało po sobie wyraźnie cierpki smak. Lekkie pieczenie potęgowało doznania smakowe zaś zapach dymu dopełniał całości obrazu. Generał z ukontentowaniem westchnął.
- Zacny trunek, zupełnie nie pasujący do tego wszystkiego. - Wzrok mężczyzny omiótł zarówno hangar jak i uzbrojonych po zęby strażników. Miejsce faktycznie nie przystawało do jakości trunku.
- Nasze problemy, cóż, dzięki obecnemu tu komandorowi T'zuskowi, mamy dostęp do sporej liczby ukrytych okrętów, pamiętających czasy Nowej Republiki. Ich dokładna liczba jak i lokalizacja oczywiście pozostaną tajne. Niestety nie posiadamy załóg, a ich wyszkolenie zajmie naprawdę dużo czasu.

Wypowiedź przerwało pojawienie się kolejnego z mężczyzn, kapitan Kerst, przyłączył się do towarzystwa a generał gładko zmienił temat.
- Zatem konieczne jest najpierw ustalenie struktury sił zbrojnych Rebelii. Jeśli chodzi o naszą grupę działamy w oparciu o hierarchię i regulaminy Nowej Republiki. Przełożenie ich jeden do jednego na grunt rebelii, może być dobrym pomysłem. Jednak nie posiadamy dość ludzi, już w chwili obecnej stopnie są zawyżone w stosunku do ludzi pozostających pod komendą.
- zauważ że dzięki temu wydajemy się więksi i groźniejsi niż rzeczywiście jesteśmy.
- Potrzebujemy zaplecza, surowców, bazy serwisowej, obozów szkoleniowych, rekrutów. W dodatku muszą to być istoty zaufane. Mają panowie jakieś propozycje?


Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6584
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Probos Azad » 23 Sty 2017, o 20:06

Probos pokiwał głową. Uśmiechnął się lekko słysząc pochwałę koreliańskiej whisky.
- No tak. Większość naszych ludzi nie ma doświadczenia w służbie na statkach kosmicznych. Sprawdzą się jako mechanicy, członkowie ochrony, łącznościowcy i zwykli marynarze. Gorzej z nawigatorami, kanonierami i korpusem oficerskim. Mam pewne doświadczenie jako oficer średniego szczebla i dowódca większych jednostek, z tym, że cywilnych, więc mógłbym pomóc przy szkoleniu. – Duros wzruszył ramionami – Zebralibyśmy załogę może na dwie lub trzy koreliańskie korwety bądź kanonierki albo szkieletową dla fregaty Nebulon-B. Rozumiem, że myśliwce, którymi dysponujecie też pochodzą z okresu wojen klonów? Oddałbym swoją protezę za nowsze maszyny, E-wingi albo nawet X-wingi… - w głosie Azada pojawiła się nutka rozmarzenia. – Co do bardziej wyspecjalizowanych oficerów, byłoby pewne rozwiązanie. Zostały mi stare kontakty z czasów wojny. Musiałbym je odświeżyć. Wiem, że kilku moich dobrych znajomych znalazło służbę w marynarce Wspólnego Sektora, niektórzy są już pewnie na emeryturze… Obawiam się, że na tym etapie będziemy musieli się zadowolić niedoświadczonymi młodzieniaszkami i starymi prykami mojego pokroju. Co z resztą prowadzi nas do innego problemu… – Probos już miał ponownie otworzyć usta, kiedy przy stoliku pojawił się kapitan, który wcześniej pojawił się na mostku.

Aver zmienił temat, a Duros skinął głową na powitanie nowoprzybyłemu, podał mu czystą szklankę i rozlał wszystkim następną kolejkę.
- Zgadzam się co do uznania regulaminów i hierarchii wojskowej Nowej Republiki za obowiązującą. Podkreślanie ciągłości instytucji Republiki i tym samym legalności naszych działań, jest kluczowe z politycznego punktu widzenia. Choćby jako element symboliczny utrzymywanie, że jesteśmy siłami zbrojnymi Republiki, jak najbardziej się w to wpisuje. Oczywiście jest to dobry kierunek również z przyczyn praktycznych, takich jak organizacja naszych sił, szczególnie jeśli w przyszłości przyłączą się kolejne grupy. O wiele łatwiej będzie operować na jasno określonych schematach działań i wymagać ich od nowych grup, aniżeli za każdym razem negocjować nowe regulaminy. Będzie to wymagać odrobiny zmian w działaniu mojej eskadry, ale spodziewam się konieczności jej reorganizacji. Szczególnie jeżeli w najbliższym czasie uda nam się zaplanować i wdrożyć program szkoleniowy dla nowych rekrutów.

Azad sięgnął po whisky. Palący, gorzki trunek spłynął gardłem Durosa.
- Dysponujemy niewielką bazą w przestrzeni, niedaleko Cestusa. Może służyć jako punkt przerzutowy i szkoleniowy. Obawiam się, że w najbliższym czasie nie powinna zostać użyta do rajdów na imperialne transporty. Rekruci, jak już wspominałem, również się znajdą, jednak ich kompetencje czynią ich użyteczniejszych w działaniach lądowych. Jak rozumiem, myślimy jednak o innej skali, niż może zaoferować skromna planeta, którą reprezentuję. – Probos popatrzył po zebranych, starając się ocenić ich reakcje. Milczeli, zdecydował się więc kontynuować. – To nas prowadzi do pytania o strukturę naszego ruchu. Jeżeli planujemy, by nasza organizacja działała w skali galaktycznej, to nieodzowne będzie włączenie lokalnych ruchów oporu, także w strukturę polityczną, której, jeśli wolno mi zauważyć, na razie nie dostrzegłem. Jeżeli dążymy do restytucji Republiki, częścią i zwierzchnictwem ruchu muszą być władze cywilne, zalążek przyszłego rządu. Łatwiej będzie nam przekonać planetarne i sektorowe organizacje powstańcze do włączenia się do naszego ruchu, jeżeli zaoferujemy im polityczną reprezentację, zapewne w formie rady delegatów tych ruchów, mającej wpływ na egzekutywę. Tylko tworząc i konsolidując taką sieć powiązań, będziemy w stanie zebrać i zmobilizować zasoby, które są nam potrzebne. – Probos ponownie zamilkł. –[i] Musimy mieć świadomość konieczności przygotowania form organizacyjnych, które to zagwarantują. Jednocześnie chyba wszyscy zdajemy sobie sprawę, że na razie nie dysponujemy odpowiednią siecią kontaktów, by zebrać dostateczną liczbę sojuszników, by utrzymać nawet to obecne zgrupowanie. Wydaje mi się, że w takim wypadku, równolegle z wysiłkami dyplomatycznymi, tu wskazywałbym takie kierunki jak Sullust czy Kalamar, musimy prowadzić działania doraźne. Część zaopatrzenia możemy uzyskać poprzez transporty niezależnych przedsiębiorców, jak ja i moi koledzy lubimy się nazywać. Dysponuje kilkoma kontaktami, które powinny pozwolić nam zorganizować prowizoryczne szlaki zaopatrzenia, dla zaspokojenia naszych obecnych potrzeb. Służę również moim frachtowcem. Obawiam się jednak, że problemem mogą być tu środki finansowe. Zaopatrzenie będzie swoje kosztowało, a i moje kontakty nie będą latać za darmo. Musiałbym się w tej kwestii skonsultować z naszymi gospodarzami, którzy na razie nie byli zbyt otwarci w tej materii. Inną opcją jest siłowe zdobycie potrzebnych zapasów. Myślę, że jesteśmy w stanie przygotować rajd na imperialny transport. Cywilnych celów należy na tym etapie unikać, nie tylko ze względów etycznych, ale i wizerunkowych. Trudnością będzie tutaj przede wszystkim wywiadowcze przygotowanie rajdu. O ile nasi gospodarze nie dysponują informacjami o harmonogramie miejscowych transportów i ich ładunkach, to możemy stracić mnóstwo czasu latając na próżno w poszukiwaniu celów bądź wejść w posiadanie zaopatrzenia dla nas bezwartościowego. Mimo wszystko, to doraźne rozwiązanie na tę chwilę byłoby najprostsze do przeprowadzenia.
Image
Awatar użytkownika
Probos Azad
Gracz
 
Posty: 102
Rejestracja: 23 Sty 2016, o 10:26

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Caleb Quade » 24 Sty 2017, o 18:37

Caleb przybywa z Pierwszej Rady Jedi

Gdy już Rada została zakończona Caleb mógł odetchnąć głęboko. Za cichym sykiem zamykającego się pomieszczenia, zniknęły sprawy Jedi i mężczyzna na powrót stał się dowódcą "Ducha". Mógł wreszcie odebrać wiadomość, która od dłuższego czasu czekała na odczytanie. Były pirat zapoznał się z jej treścią i wciąż lekko utykając skierował swoje kroki ku kantynie okrętowej. Do przejścia miał spory kawałek to też skorzystał ze sposobności i sięgnął po notatnik komputerowy, który stał się teraz jego nieodłącznym kompanem. Raz jeszcze przywołał z pamięci urządzenia raport nt. stanu "Ducha" i zapoznając się z kolejnymi pozycjami z listy krzywił się jeszcze bardziej niż miał w zwyczaju. Brak tarcz, brak paliwa, okrojone uzbrojenie. Te trzy rzeczy spędzały mu sen z powiek. Tymczasowy dowódca jednostki był przekonany, że priorytetem będzie zabranie stąd okaleczonego okrętu jak najprędzej. Westchnął i zastanowił się w duchu kiedy wróci ten szurnięty robal, Quorn. Jego nieobecność na pokładzie była mocno nie na rękę Quade'owi. Pomimo specyficznego zachowania, robal był świetnym mechanikiem i głównie w nim pokładano nadzieję na odremontowanie Ducha. Pokręcił głową i zdecydowanym ruchem zamknął raport. Otworzył inny, z którym wcześniej nie zdążył się zaznajomić i tutaj dla odmiany uśmiechnął się lekko. Miał przed oczami listę statków, które rebeliantom udało się przejąć po bitwie i odnaleźć w hangarach. Nie było tego Moc wie ile, ale wystarczająco ażeby zorganizować kilka rajdów pirackich. Antilles mógł mówić sobie o świętych wartościach, granicach moralnych i innych takich, ale Caleb wiedział swoje. To wojna. Tutaj wszystkie chwyty są dozwolone. Liczyło się ich przeżycie i być albo nie być całej Rebelii. Mężczyzna przebiegł wzrokiem po liście i przy jednej pozycji pozostawił adnotację. Odnaleziony w hangarze statek był dla niego idealny. Czas mijał w rytm kroków Caleba - dowódca przejrzał jeszcze kilka raportów by dotrzeć wreszcie do kantyny. Drzwi rozsunęły się odsłaniając wnętrze lokalu. Przestronnie, niezbyt tłocznie. Pirat Jedi rozejrzał się i skierował kroku ku lożom. Jedna z nich otoczona była żołnierzami, którzy bez szemrania przepuścili go do stolika. Siedziało tam już klika rozmawiających postaci.
- Panowie, moje uszanowanie. Caleb Quade - powiedział przedstawiając się i skłonił lekko. Zdjął kapelusz i wymienił uściski dłoni z każdym z obecnych, po czym zajął wolne miejsce.
- Musicie mi wybaczyć spóźnienie - rzekł i sięgnął po szklankę zaoferowaną przez Durosa Probosa Azada - Sprawy Jedi - dodał z lekkim przekąsem i powąchał zawartość szkła. - Dobry gust, Probosie... - mruknął i upił łyk. Trunek zapłonął w ustach i przełyku. Doskonały rocznik.
- Panowie, nim podejmiecie przerwaną przeze mnie dyskusję, pozwolę sobie podziękować każdemu z was tu obecnych za wkład włożony w przejęcie tego okrętu. Siły myśliwskie Probosa, osłona desantu przez pana Kerst'a i pańskie wsparcie generale - bez was nie dali byśmy rady - pozwolił sobie na ten lekko przydługi wstęp, bo tak wypadało. Ujął ponownie szkło w dłoń i upił kolejny łyk. Teraz mogli zająć się poważnymi sprawami.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Mistrz Gry » 26 Sty 2017, o 21:28

Przemowę Durosa, przerwało przybycie Caleba, mężczyzna został poczęstowany trunkiem, i pozostała jeszcze chwila oczekiwania na ostatniego z zaproszonych. Telemachus przyszedł niemal natychmiast po pojawieniu się jedi. Probos nie musiał siadać żeby mu polać. Wyglądało na to że są w komplecie. Wreszcie mieli chwilę spokoju. Bothanin spojrzał na sierżanta z zaciekawieniem, do tej pory ignorował, wywody Probosa, czy Kersta, teraz jednak zamienił się w słuch.
Telemachus zakręcił trunkiem w szklance, po czym spożył go jednym haustem, nie doceniając subtelnego smaku. Gdyby wzrok Avera mógł zabić. Barbarzyńca padłby trupem na miejscu.

- Panowie, jesteśmy w ciemnej... mamy problem. Sukces który odnieśliśmy jest wielki, być może zbyt wielki. Nasz nowo zdobyty okręt wymaga wielu napraw i pieniędzy, nawet jeśli Quorn jakimś cudem załatwi mechaników, części będą kosztować. Dostęp do stoczni będzie kosztować, zaopatrzenie, będzie kosztować. Mamy fundusze na utrzymanie się przez jakieś pół roku, potem... do tego czasu musimy zdobyć nowe źródła finansowania. - Mężczyzna był wyraźnie zasępiony. Kontakty Ikleiwa znacznie się zmniejszyły po utracie asteroidy. Z resztą verpin zapadł w jakąś dziwną apatię. Wywiad dzięki wsparciu McManamana działał całkiem sprawnie. Jednak duże jednostki to zupełnie inna sprawa. Okręty wymagały regularnego dostępu do doku, a to kosztowało.

- obawiam się, że po ostatnich wydarzeniach związanych z efektownym wejściem naszego kapitana. Nasze zaprzyjaźnione stocznie są spalone. W dosłownym znaczeniu. - Tel, rzucił wrogie spojrzenie Calebowi. Nie trzeba było być Jedi żeby wyczuć zwyczajną wrogość. Fakt, faktem, zorganizowanie takiej tajnej i dobrze wyposażonej lokacji było teraz praktycznie niemożliwe. - Musimy więc zreorganizować siły, nie wykluczam porzucenia okrętu. To wspaniała baza, i daje niemal nieograniczone możliwości ale...
Aver przerwał Telemachusowi ruchem ręki.
-Można ukryć okręt, od pewnego czasu zajmuję się zabezpieczeniem postrepublikańskich jednostek. Okręty, myśliwce, broń. Wbrew pozorom jest tego dużo poukrywane po galaktyce. Imperium nie było w stanie przeczesać wszystkich planet. Okrętami bym się nie martwił, potrzebujemy jednak załóg. Duch, może być świetna mobilną szkołą, pojawi się zbierze rekrutów i zniknie. Potrzebujemy takiego nie rzucającego się w oczy okrętu. Pan Probos wskazał na możliwości rekrutacyjne i szkoleniowe, obawiam się jednak że bez pieniędzy niewiele zdziałamy. Aver zasępił się nieco. Był przekonany że rebelianci mają długoterminowy plan i zapewnione finansowanie, tymczasem jego grupa była liczniejsza, lepiej uzbrojona i wyszkolona, a z całą pewnością lepiej zorganizowana. Jedyne co mogli mu zaoferować rebelianci to PR i wywiad.

- Zajmijmy się póki co problemami które możemy rozwiązać tu i teraz. - Bothanin zabrał głos, na pozostałe przyjdzie jeszcze czas. Proponuję oficjalnie zorganizować szeregi Rebelii. Skoro wszyscy zgadzają się co do tego, że powinniśmy skorzystać z Republikańskich standardów. Generał Aver, powinien zostać głównodowodzącym, posiadamy największą i najlepiej zorganizowaną siłę zbrojną i wiemy jak nią zarządzać. Kapitanie Probos, zdaje się że jest pan obeznany nie tylko z "prywatną działalnością" zorganizował pan i przeszkolił eskadrę...
- Do rzeczy, chciałbym żebyś zajął się organizacją sił myśliwskich, w skrócie został CAGiem.
- generał nieco bezceremonialnie przerwał swojemu towarzyszowi, - ustaliliśmy już wcześniej z Telemachusem, że on zajmie się piechotą a ja flotą. Caleb będzie idealnym łącznikiem między nami a Jedi. Potrzebujemy jeszcze polityków i specjalistów od zaplecza. Jestem otwarty na propozycje..

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6584
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Probos Azad » 28 Sty 2017, o 22:39

Pół roku, pomyślał Probos. Gdyby oni musieli operować tak jak jego eskadra, pewnie usiedliby i załamali ręce. Bywało, że nie wiedzieli czy starczy im zapasów i paliwa do przyszłego miesiąca… Propozycja Avera przywołała Azad do dyskusji.

- Zgoda… panie generale. – uśmiechnął się. Był gotów szkolić i dowodzić myśliwcami na okręcie, co do tego nie miał wątpliwości.
- Co do polityków i zaplecza, tak jak wspominałem wcześniej, ściągniemy z Cestusa część naszych ludzi i delegata, który będzie reprezentował planetę we władzach. Moja dotychczasowa nawigatorka, Hesmit postanowiła powrócić na swoją rodzinną planetę Krinemonen III, w przestrzeni kalamariańskiej. Jest gotowa założyć tam naszą komórkę, myślę, że to obiecująca opcja biorąc pod uwagę kalamariańskie zaplecze i ich antyimperialne nastroje. Być może udałoby nam się nawiązać kontakt z już istniejącymi ruchami oporu. – Probos zwrócił się do Rhadego. – Jeśli uważa pan, to za słuszny pomysł, to chciałbym, żeby pańscy ludzie przygotowali ją do tego zadania. – Duros ponownie zwrócił się do pozostałych. Spojrzał po pustych szklankach. Sięgnął po butelkę i nalał whisky każdemu po kolei. Swoją szklankę zostawił na koniec. Ostatnia kropla brązowozłocistego napoju wpadła do szklanki.
- Ale jak rozumiem potrzebujemy kogoś z mocną pozycją i doświadczeniem, kto podejmie się przewodzeniu cywilnym władzom dopóki nie połączymy z nami pozostałych ruchów wyzwoleńczych? Niestety, pewnie nie mamy co liczyć na to, że nagle odnajdzie się Cha Niathal, choć pewnie prędzej zostałaby głównodowodzącym niż cywilnym szefem państwa… – Azad wychylił szklankę i posmakował whisky. – W takim wypadku powinniśmy spróbować się skontaktować z Baz K’Pużem i SPP. – Duros pozwolił by jego słowa wybrzmiały, starannie obserwując reakcję. Rhade lekko się skrzywił. Część ewidentnie nie wiedziała o kim mowa. – Sullustańska Partia Pracownicza to największa i najlepiej zorganizowana organizacja stawiająca opór Imperium na Zewnętrznych Rubieżach, chociaż nie jest organizacją zbrojną. K’Puż to doświadczony, sprawny i charyzmatyczny przywódca. Jednym ruchem zapewnilibyśmy sobie zaplecze, także finansowe, nie powinniśmy nie doceniać znaczenia małych, ale masowych datków, które zbierają tego typu organizacje, przyczółek na Rimmańskim Szlaku Handlowym, nie muszę tłumaczyć znaczenia tej lokalizacji, i wyśmienitego lidera. – Probos popatrzył na Rhadego – Rozumiem, że pewnie nie wszystkim spośród panów po drodze z ich postulatami społecznymi i gospodarczymi, ale jeśli zamierzamy walczyć o demokrację, to należy się pogodzić z różnicami poglądów.

Duros ponownie sięgnął po szklankę, na dnie zostały resztki trunku. Wypił pozostałą whisky jednym haustem.
-[i] Są też inni, mniej znani, ale mający staż we władzach Republiki. Trzeba pamiętać, że tak jak my potrzebujemy podkomendnych, tak i tymczasowy naczelnik będzie potrzebował współpracowników i asystentów. Nensu Kaatik byłby solidnym wyborem na jednego z nich. Przed zwycięstwem Imperium był jednym z młodszych senatorów, reprezentował Champalę. –
Duros wrócił myślami do wspomnienia z dzieciństwa. Pamiętał uśmiechniętego Chagrianina o krótkich, wąskich ruchorogach, okalających jego szyję, perorującego o projekcie legislacji w gabinecie babki. Ena Stazi zawsze częstowała go miodowymi ciasteczkami, przysmakiem z którego Ranadaast, rodzinne miasto Azada, słynęło w Światach Jądra. Teraz „pan Kaatik” musiał być już sędziwym starcem, a jego ruchorogi pewnie sięgają ziemi. – Od kiedy Champala jest okupowana wycofał się z życia publicznego. Gdybyśmy go pozyskali, podkreślilibyśmy ciągłość republikańskiej władzy. Być może powinniśmy złożyć mu wizytę? – zamknął na chwilę usta i zabębnił palcami w protezę. Kto jeszcze? Niewielu zostało republikańskich polityków i urzędników, wysokiego i średniego szczebla. Czas wyrządził większe spustoszenie niż imperialne czystki, które skupiły się tylko na najgłośniejszych nazwiskach. Upłynęło tyle lat… – Wynn Dorvan. Był zaufanym człowiekiem Leii Organy Solo. Nieprzekupny i rzetelny. Co prawda nie jest zbyt rozpoznawalny, ale jego umiejętności administracyjne były legendarne pośród senatorów i rządu. Niestety nie wiem co się z nim teraz dzieje… – pokiwał głową. Może oficerowie Rhadego będą w stanie czegoś się dowiedzieć.

Jeszcze jedna sprawa panowie. Skoro zgodziliśmy się, że jesteśmy kontynuacją Sił Zbrojnych Republiki, to pozostaje kwestia formalna, której rozwiązanie, jak sądzę, przyczyni się również do poprawy morale i konsolidacji w sferze… nazwijmy to symbolicznej. Należy złożyć przysięgę wojskową. – Probos uśmiechnął się życzliwie. – Jako żołnierz Sił Zbrojnych Republiki, jak widać już nie w stanie spoczynku, mógłbym poprowadzić tę ceremonię i przyjąć przysięgę. Myślę, że to dałoby naszym podkomendnym poczucie celu i byłoby pierwszym krokiem na drodze budowania wspólnoty naszej floty. Co pan o tym sądzi, generale? – zwrócił się do Avera.
Image
Awatar użytkownika
Probos Azad
Gracz
 
Posty: 102
Rejestracja: 23 Sty 2016, o 10:26

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Caleb Quade » 3 Lut 2017, o 20:51

Quade sączył whisky i słuchał w skupieniu. Jego spokoju nie zmącił złowrogi ton Telemachusa. Rzucił mu tylko ironiczne spojrzenie i uśmiechnął się tajemniczo. Nie wchodził w słowo Probosowi, który proponował odnowienie przysięgi. Cóż, jeśli to konieczność to nie miał zamiaru protestować. Nim nominowany świeżo dowódca sił myśliwskich zakończył swoją przemowę, Caleb postanowił wtrącić coś od siebie. Nie do końca odpowiadała mu rola "łącznika z Jedi". Miał zbyt wiele do zaoferowania Rebelii i formującej się właśnie Nowej Flocie ażeby zostać zepchniętym na dalszy plan.
- Z całym szacunkiem Generale, ale mam nadzieję, że nie ograniczy pan mojej roli do pośrednika między dowództwem wojskowym a Radą. Nim wstąpiłem do Zakonu Skywalkera, służyłem kilkanaście lat w siłach zbrojny Starej Rebelii a potem również we flocie. W czasach ostatniej wojny z Imperium na powrót walczyłem i dowodziłem na okrętach. Proszę o tym nie zapominać, przydzielając stanowiska - rzekł i ukłonił się lekko przed Averem. Osuszył szklankę i wyciągnął z jednej z wewnętrznych kieszonek, niewielką datakartę. Otworzył dłoń i samym dotykiem myśli uniósł ją nad blat stołu, wprowadzając w lekki ruch wirowy wokół własnej osi.
- A to panowie, może być rozwiązanie naszego problemu jeśli chodzi o zaplecze techniczne i finansowe. Datakarta ta zawiera koordynaty tajnych stoczni niejakiego Barona Vissana. Nasz baron dorobił się podczas Wojen Klonów produkując statki dla półświadka, ale też wchodząc w kooperację ze Starą Republiką. W środowisku w którym się obracałem krążyły legendy i plotki na temat tego co znaleźć można w magazynach pana Barona. Rzecz jasna chodzi o stygium - dla wtajemniczonych chodzi o kryształy wykorzystywane do budowy urządzeń maskujących. Jeśli to wszystko prawda - za jednym zamachem możemy znaleźć zaplecze techniczne, bazę oraz środki finansowe. Jeśli to wszystko prawda - umilkł na kilka chwil badając aury zebranych tu osobistości. Ciekawy był ich reakcji.
- Jeśli pan Generał pozwoli, zechciał bym zbadać tę sprawę - stanowić ona może o być albo nie być tej Rebelii. Jestem przekonany, że uda się wygospodarować niewielką jednostkę spośród tego co udało nam się przejąć - lub też inną, jeśli dysponuje Pan czymś odpowiednim do profilu misji. Nie sądzę, ażeby potrzebna była duża załoga. Przy aktualnych zasobach kadrowych mogę ruszyć sam... lub też jeśli Kapitan Kers zechce, może ruszyć ze mną - powiedział spoglądając na milczącego mężczyznę. Jego Citadel mocno oberwał podczas osłaniania desantu i w najbliższych tygodniach nie było szans ażeby znów wystartował w przestrzeń. Przeniósł spojrzenie na Telemachusa. On na pewno poprze pomysł wysłania Quade'a w jasną cholerę. Były pirat swoim wybuchowym wejście z buta w szeregi Rebelii, zmusił ich do ucieczki z bezpiecznej przystani. Telemachus nie wybaczył mu tego i nic nie zwiastowało ażeby miał się to zmienić w najbliższym czasie. Na koniec zawiesił spojrzenie na generale. Koniec końców to on miał dowodzić. Niech więc wyda rozkazy.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Rafael Rexwent » 7 Lut 2017, o 01:31

Paul kosztował trunek od dobrych paru minut. Bywał na wielu planetach i pił wiele alkoholi, ale ten przyniesiony przez Durosa umieściłby w czołówce najlepszych. Spojrzał na trzymaną w prawej dłoni szklankę i zauważył, że zostało już tylko trochę złocistego płynu na dnie. Kolejna porcja nie wchodziła w grę, bo Kerst przyszedł tutaj by zaczerpnąć co nieco informacji o Rebelii, a nie by odwalać przedstawienie po pijaku.
Dramat, jakim była niewielka ilość pozostałego trunku wywołał przykre wspomnienia. Probos gadał właśnie o politykach, więc nie dziwota, że umysł Paula przywołał ostatnie wydarzenia. To wszystko zaczęło się od Nar Shaddaa. To tam najpierw dowaliła się ta banda stetryczałego dziada niepotrafiącego przegrywać, a potem jakiś chłoptaś, co to zaczął bez powodu strzelać i zarobił szybkie strzały w brzuch. No i skończył w worku. A jemu kazali przewieźć jakieś skrzynie i niewolników. Właśnie. Ciekawe na co Rebelii te tajemnicze skrzynie. Paula to ciekawiło, bo narobiły mu nieco strachu. A raczej ta jedna niewolnica, co to wirusa wgrała do systemu statku. Ale jako dobry najemnik nie zadaje pytań. Dlatego odpowiedź na powyższą myśl nie zostanie przez niego poznana. Trudno, takie życie.
„..jego umiejętności administracyjne były legendarne pośród senatorów i rządu.”
Kerst pokiwał głową, chociaż szczerze mówiąc niezbyt obchodziła go polityka. Była skomplikowana i niewdzięczna. Ale co prawda Paul prowadził nawet swoją politykę – prostą i przejrzystą. Brak pytań. Brak nazwisk. Kominiarka na twarzy.
„Należy złożyć przysięgę wojskową.”
No to Duros zaszalał. Paul się powstrzymał od jakiejkolwiek reakcji zdradzającej rozbawienie, bo jeszcze by mu to poczytali za złe. Kamienne oblicze musiało jednak zostać okraszone lekkim uśmiechem. Chociaż w sumie... ale nie. Mężczyzna nigdy nie był w wojsku. Żył po swojemu. Bez regulaminów. Lecz życie najemnika nieraz jest bardziej rygorystyczne niż w koszarach. Czy tam gdzie mieszkają żołnierze. Tylko, że bez takiej przysięgi Paul może zostać w ciemnej... znaczy w trudnej sytuacji. To może jednak złożyć? Ale to jednak przysięga. Musi płynąć z głębi serca. Lecz Kerst jeszcze nie przywiązał się tak do Rebelii. No bo w sumie nie miał kiedy i za co. Bitwa była fajna, ale skończyła się uziemieniem Feniksa. A teraz będzie siedział na Lucrehulku i co?
No i właśnie w tym momencie wtrącił się ten Jedi. Podobno już zrobił raz wejście smoka. No i powtórzył wyczyn. Ku uciesze Paula. Ta misja Caleba była jak jakiś dar losu. No taka okazja, że mężczyzna aż nie szukał haczyków. Pewnie jest ich dużo, ale olać haczyki. Zawsze można zginąć. Ważne, że nie siedząc na czterech literach, a w akcji. Chociaż z tym ginięciem się troszkę zagalopował. Po co ginąć w tak młodym wieku?
- W sumie i tak nie mam nic lepszego do roboty – odezwał się spokojnym głosem, po czym wychylił resztkę whisky. Rozejrzał się po twarzach zebranych i dodał. - Statek mam uziemiony, ale zbroję i karabin sprawne.
Oczywiście, że mogą się nie zgodzić. Ale patrząc na aktualne położenie Rebelii, to i Paul jest nieco darem losu. Chociaż jeszcze nikt inny o tym nie wie. Skoro Jedi są tacy dobrzy, to pewnie prą do przodu. Czyli przyda się ktoś do krycia tyłów. Kerst postawił wszystko na jedną kartę. Miał nadzieję, że na tą szczęśliwą.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 291
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Mistrz Gry » 7 Lut 2017, o 20:24

Informacje pozyskane przez Jedi, były nie do przecenienia. Stocznia w obliczu obecnej sytuacji byłaby potężnym wzmocnieniem. Co prawda zdobycie jej mogło pochłonąć znaczne środki ale mieli przecież motywację, i Jedi. Generał mógł wysłać najwyżej jeden ze swoich okrętów, z przyczyn oczywistych musiała to być Agava. Corona i tak zbytnio rzucała się w skanery. Wysłanie Agavy z desantem praktycznie zerowało możliwości bojowe grupy. Załogi szkieletowe były i tak rozciągnięte do granic możliwości. Okręty wymagały mnóstwa pracy zaś on sam potrzebował desperacko swoich zaufanych ludzi. Ideałem byłoby wysłanie jednego z pozostałych rebelianckich frachtowców, jednak do takiej misji potrzeba było znacznej liczby załogi i desantu. Pozostawała tylko Agava.

- Jestem gotów wypożyczyć wam statek jak i Oddział abordażowy, ale tylko jeżeli razem z moimi ludźmi poleci pan Kapitanie.
- Trafalgar skinął w stronę Caleba - Pańska obecność znacznie zwiększa szanse sukcesu. A skoro to stocznia być może pan Kerst znajdzie sobie nowy statek.
- możemy wysłać Brimlocków,
Telemachus chwilę z namysłem gładził brodę, - z drugiej strony ich usługi są nieco kosztowne
- zatem postanowione -
Aver chyba już przywykł do tego że wykonywano jego rozkazy. - Wypijmy za to.

Symboliczny toast nie był jedynie pretekstem do napicia się wytwornego trunku. Nowa nadzieja wkroczyła na pokład Ducha. Tym razem mogło się udać. Imperium nie zdołało ich złamać kiedy byli rozdzieleni, teraz zaś są silni jak nigdy dotąd.

- Musimy podjąć ryzyko przejęcia stoczni, taki łup trafia się niezwykle rzadko. Zakładam oczywiście że jest pan pewien swoich danych.
- A skąd zamierzasz skompletować jej obsadę generale, zakładając że stocznia tam jest?
- Drogi Telemachusie, mamy swoje sposoby.
- nie zdajecie sobie sprawy jakiej klasy specjalistów można znaleźć w imperialnych więzieniach.
- rekrutujecie więźniów.
- Oczywiście
- Przeprowadzamy rzecz jasna weryfikację, znaczna część transportów więźniów to "polityczni" którzy z tych czy innych przyczyn wolą służyć z nami.
- A co z resztą?
- Dajemy im wybór. -
Wzrok którym Aver obdarzył Telemachusa nie pozostawiał wiele w kwestii tego iż dyskusję należało by niezwłocznie skończyć.


T'zusk uśmiechnął się lekko na propozycję durosa. Obcy najwyraźniej lubował się w polityce. Faktem jednak było że całkowity brak politycznego talentu Avera musi być w jakiś sposób zbilansowany przez innych. Jak do tej pory rozmowa przebiegała zgodnie z założeniami które opracowali przed spotkaniem. Rebelianci wydawali się rozsądnymi istotami, a ich działania były zaskakująco koherentne. Prośba o zaprzysiężenie była wisienką na torcie.

- Zatem do dzieła, proszę przyjąć przysięgę.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6584
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Probos Azad » 8 Lut 2017, o 21:33

Przygotowania zajęły jakąś godzinę. Krzesła i stoliki kantyny przesunięto pod jedną z ścian magazynu. Po przeciwnej stronie sali od baru stanął niewielki podest ułożony z skrzyń po zaopatrzeniu. Nad nim zawisła naprędce uszyta z skrawków materiału flaga Nowej Republiki. Niebieski symbol feniksa na czarnym tle, otoczony piętnastoma gwiazdami. Magazyn pełniący rolę kantyny powoli zapełnił się ludźmi i innymi istotami z załóg okrętów, które od teraz tworzyły nową Rebelię. Dojrzał swoich. Resta i Shigar prowadzili pilotów eskadry przebranych w kombinezony oraz C’ttaki, chadra-fańską pomocnicę Kiffara. Probos dostrzegł, że na ramionach jego pilotów pojawiły się naszywki z symbolem eskadry, złotą żmiją pożerającą własny ogon na czarnym tle. Duros uśmiechnął się, jego blizna nadała grymasowi groteskowy wygląd. Resta wspominała o tym pomyśle już od jakiegoś czasu, widać przygotowała się na jego realizację i czekała na odpowiedni moment do zaznaczenia tożsamości eskadry. Jednak czegoś, a raczej kogoś brakowało… Gdzie był Zym? Azad zmarszczył czoło, jedi zakończyli swoją naradę, jego przybrany syn powinien już wrócić. Może jeszcze zdąży…

Duros usłyszał chrząknięcie za plecami. Aver Trafendal skinął na niego głową. Czas zacząć. Generał wstąpił na podest i rozpoczął przemowę wyjaśniającą cel ich zgromadzenia i sytuację nowej rebelii. Probos sięgnął do kieszeni. Palcami wyczuł zimny metalowy krążek. Zacisnął dłoń. Jedno z ośmiu ramion gwiazdy wbiło się w koniuszek bladoniebieskiego palca. Strumyczek zielonej krwi spłynął na złoty medal. To dla ciebie wuju, pomyślał… I dla ciebie babko… I dla ciebie Quoia… Poczuł ukłucie w klatce piersiowej. Trafendal skończył swoją przemowę, zszedł z podestu i stanął obok swojego bothańskiego adiutanta, T’zuska, gestem ręki zapraszając Durosa.

Azad podszedł do podwyższenia i objął wzrokiem salę. Zebranych była może z setka. Wiedział, że większość musiała pozostać na stanowiskach w związku z brakami w załogach, a transmisję z magazynu w którym mieściła się kantyna nadawano do reszty floty, ale mimo wszystko ta liczba nie napawała optymizmem. Probos wrócił myślami do dnia, gdy sam składał przysięgę wojskową, te kilka dekad temu. Na „Chwale Yavinu”, gwiezdnym niszczycielu typu Nebula, na którym rozpoczął służbę, załoga stanowiła kilka tysięcy istot… To jest początek, a wtedy to był koniec, nawet jeśli tego nie wiedziałeś, pocieszył się. Wszedł na podest. Spojrzał raz jeszcze, tym razem przyglądając się twarzom zgromadzonych. Czekali w skupieniu, gdzieniegdzie dostrzegł błysk w oku, podobny temu, który pamiętał u siebie i Quoii. U niego wypalił się po kilku miesiącach, u niej… palił się do końca. Niech i te zapłoną.

- Czołem żołnierze! – wykrzyknął na cały głos. Odpowiedziało mu kilkanaście rozentuzjazmowanych głosów i kilkadziesiąt zdezorientowanych. Nie wszyscy mieli doświadczenie wojskowe.

- To pierwszy dzień waszej służby w Siłach Zbrojnych Galaktycznej Republiki… - pokiwał głową – Od tego dnia zaczynacie nowe życie i walkę o sprawę większą niż każdy z nas z osobna i wszyscy razem wzięci. Wojna o wyzwolenie galaktyki będzie długa i trudna. Każdy z was jest tutaj z innego powodu, ale łączy nas jeden cel – zdruzgotanie imperialnej machiny opresji i przywrócenie w galaktyce wolności i równości, które niosła Republika. Dotąd działaliście w rozmaitych grupach i organizacjach, ale od tego momentu wszyscy jesteście towarzyszami broni, żołnierzami Republiki. Łączy was cel i przysięga którą złożycie. Powtarzajcie za mną… - Duros przełknął ślinę. Pamiętał słowa jak dziś, wiedział, że przysięga, którą złożył na „Chwale Yavinu” różniła się od tej oryginalnej. Republika już wtedy bardziej przypominała dawną Rebelię, niż galaktyczny rząd. Cal Omas dał temu wyraz ustanawiając nowy tekst przysięgi, który miał ponownie rozpalić ducha walki. Probos sięgnął prawą dłonią do kieszeni i wyciągnął medal. Zacisnął go w pięści. Pięść przycisnął do klatki piersiowej.

- Ja, żołnierz Sił Zbrojnych Republiki… - rozbrzmiał głos Probosa, a za nim setka innych, która zagłuszyła ten pierwszy. – Przysięgam wiernie służyć Republice Galaktycznej… Stać nieugięcie na straży Jej konstytucji… Praw… Wolności… I obywateli… - głosy nabierały większej mocy z każdym wersem. – Walczyć o Jej wyzwolenie od okupanta ze wszystkich sił, aż do ofiary mego życia… – wzrok zebranych skupił się na wiszącym na ścianie sztandarze i obietnicy niesionej przez ten zwykły kawałek materiału, odmieniony przez nadzieje, marzenia i determinację setki istot. – Rozkazom legalnych władz Republiki Galaktycznej – kontynuował Probos. – Głównodowodzącego Sił Zbrojnych i wyznaczonych przez nich oficerów… będę bezwzględnie posłuszny. Niech gwiazdy będą mi świadkiem! – Duros zamilkł i zasalutował. Zebrani powtórzyli ostatni wers, a z głośników popłynęła melodia hymnu Nowej Republiki. Na sali rozległy się wiwaty. Probos zszedł z podestu, jego proteza wydała nieprzyjemny zgrzyt, i podszedł do generała Trafendala. Stanął na baczność i zasalutował.

- Panie generale! Melduję, że Pierwsza Nieregularna Flota Galaktycznej Republiki jest gotowa do służby!
Image
Awatar użytkownika
Probos Azad
Gracz
 
Posty: 102
Rejestracja: 23 Sty 2016, o 10:26

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Rafael Rexwent » 9 Lut 2017, o 20:58

Paul pokiwał tylko głową, gdy Generał wspomniał o nowym statku. Nie zostawi Feniksa. Nie po to przetrwał bitwę i walał się w hangarach Lucrehulka, by go porzucać. Jeśli tylko jest szansa, nawet jej najmniejszy cień, to Kerst znajdzie sposób, by odbudować swój statek, chociażby został po nim tylko kawałek poszycia. Tylko całkowita anihilacja, rozpylenie na atomy spowoduje wybór nowego statku. Nie wcześniej.
Toast wychylony, a rozmowa znów zeszła na tematy związane z organizacją Rebelii. Paulowi wydawało się to nieco dziwne. Intryga, przez którą tutaj trafił, była bardzo dobrze zorganizowana i pomyślana. Zaś sama Rebelia na razie działała nieco chaotycznie. Albo tak się tylko wydawało najemnikowi z Tatooine. Ale czy to takie ważne? Od tego jest Probos, czy ten Bothanin. I tylko jedno pytanie się nasuwało Kerstowi – W takim razie od czego jest on sam?

***


„Od tego dnia zaczynacie nowe życie i walkę o sprawę większą niż każdy z nas z osobna i wszyscy razem wzięci„
Nowe życie? To pojęcie względne. Bo jeśli ktoś jest młody i głupi, to wtedy może i faktycznie zaczyna nowe życie. Ale kiedy ma się już bagaż przeszłości nie można mówić czegoś takiego. Rzeczy minione nie znikną ot tak. Trzeba pogodzić się z faktem, że pojawią się w najmniej oczekiwanym momencie. Taki już urok przeszłości.

„Wojna o wyzwolenie galaktyki będzie długa i trudna„
Wojna. Tak, to słowo zawsze wywołuje u istot myślących reakcję. I zazwyczaj jest to obrzydzenie. Bo przecież wojna to zło i ci co myślą inaczej są pomyleńcami. Ale spójrzmy na to w drugą stronę. Wojna i pokój to dwa przeciwstawne pojęcia. Jednak współgrają i mieszają się, tworząc razem historię. Wojna rodzi dowódców i żołnierzy. Pokój dyplomatów i artystów. A więc czy to źle, że wojna będzie długa i trudna? Długich wojen nikt nie chce. A jednak największe dotychczasowe konflikty były długie i krwawe. Bo bez walki nie zwycięstwo nie dojrzeje. Jego smak będzie kwaśny i niedojrzały. Dlatego krótkie wojny nie mają sensu.

„Każdy z was jest tutaj z innego powodu, ale łączy nas jeden cel – zdruzgotanie imperialnej machiny opresji i przywrócenie w galaktyce wolności i równości, które niosła Republika„
Imperium uważa, że Republika niosła korupcję i łapówkarstwo. Ile w tym prawdy? Trudno stwierdzić, ale jedno jest pewne – gdyby fundament Republiki był doskonały, to nie byłoby Imperium. Czyli by przywrócić Galaktyce wolność i równość trzeba zadbać o fundament. Budowniczy nic nie postawi na zmurszalej skale. Potrzeba solidnego i silnego tworzywa.

„Łączy was cel i przysięga którą złożycie„
Cel. Tak, każda istota do funkcjonowania potrzebuje celu. Jedni chcą zdobyć wykształcenie, inni podbić Galaktykę. Jeszcze inni żyć. Nie da się istnieć bez celu. Cel jest definicją bytu. A teraz każdy z zebranych zdobędzie nowy cel. Jego słuszność, moralność, albo szansa na realizację nie jest istotna. Ważny jest sam fakt posiadania celu.

***


- Niech gwiazdy będą mi świadkiem – powtórzył szeptem ostatnie słowo przysięgi Paul. I już? Kilka słów i już jest członkiem Rebelii. Żołnierzem Republiki Galaktycznej. Ale tu nie chodzi o słowa. Kerst pojął to, gdy z głośników popłynął hymn. Każda nuta przez uszy mężczyzny wnikała do jego wnętrza i rozrywała chłodną i zmurszałą przeszłość najemnika. A kiedy jeden z akordów przebił ten mur wspomnień i dotarł prosto do serca coś go tknęło. Rebelia to coś innego niż Imperium. To nie buntownicy, terroryści, czy jak tam są nazywani. To bojownicy o wolność, a Paul był teraz jednym z nich. I teraz trzeba walczyć o tą wolność. I wypełniać godnie przysięgę. To nowy cel...
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 291
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez David Turoug » 13 Lut 2017, o 22:02

Michael Stardust przybywa z: Pierwsza Rada Jedi

Stardust wkroczył do okrętowej kantyny należącej do Czterorękiego. W pomieszczeniu znajdowało się kilku załogantów, wśród których rozpoznał Caleba Quade. Nie chciał jednak wtrącać się w rozmowę zebranych, i zajął miejsce przy kontuarze, gdzie miał nadzieję na konstruktywną rozmowę z Ikleiw Polz Owipem. Verpin miał ponoć dysponować statkiem, pozwalającym na szybkie dotarcie w większość miejsc Galaktyki. Michael najpóźniej za kilkanaście godzin, chciał wyruszyć ku Nowemu Alderaanowi, gdzie nakierował go Duch Mocy Mistrzyni Thane, którego spotkał w ruinach Enklawy Jedi na Dantooine.
W oczekiwaniu na gospodarza, Bezimienny miał czas by na spokojnie przemyśleć wszystko co usłyszał podczas Pierwszej Rady Jedi. Na chwilę obecną stanowili skromną grupę silnych osobowości, a podstawowym celem było zgranie ich charakterów oraz celów. Stardust uważał, że jak na pierwszy raz sekstet doszedł do względnego porozumienia, choć ton rozmowie nadawał przede wszystkim tajemniczy Jon Antilles. Stardust przerwał swe rozważania, gdyż w końcu zaszczycił go insektoid.
- Witaj, Jaina poleciła mi twoją osobę. Powiem wprost, potrzebuje dostać się na Nowy Alderaan. - rzekł Michael - Z moich informacji wynika, że stacjonuje tam bardzo skromny garnizon imperialny, liczący niecałe 80 żołnierzy. Kontrole lotów też są tam sporadyczne, myślę iż lot na ten świat nie będzie stanowił dla ciebie większego wyzwania.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5102
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Caleb Quade » 18 Lut 2017, o 23:48

-Agava z załogą, którą pokieruję oraz oddział Brimlocków w asyście pana Kerst w zupełności powinny wystarczyć. Okręt im mniejszy tym lepszy - mimo wszystko nie chcemy się rzucać zbytnio w oczy - odparł Quade i w zasadzie uznał sprawę za zakończoną. Dostał przydział i rad był, że sprawa potoczyła się gładko. Jeśli Moc pozwoli i wszystko ułoży się dobrze to nie długo Rebelia uzyska nową bazę z mocnym zapleczem technicznym, jeśli lepiej - nowe środki do finansowania swoich działań, a jeśli sprawy przybiorą zły obrót - znajdą się w punkcie wyjścia.

***


Po dłuższym czasie kantyna wypełniła się. Ludzie i nieludzie, których połączyła idea wolnej galaktyki zebrali się ażeby złożyć przysięgę i przypieczętować swoje oddanie sprawie. Caleb stał wśród zebranych, nie wywyższając się. Był już żołnierzem, oficerem, rycerzem i mistrzem Jedi. Składał wiele przysięg. Ta, choć szczególna, dla mężczyzny była niczym innym niźli odnowieniem ślubowań. Wpatrywał się w prowizoryczne podwyższenie, na którym stał Probos i powtarzał kolejne słowa, które toczyły się echem po kantynie. Uśmiechnął się lekko, z ledwo zauważalnym smutkiem. Brakowało tu osoby, której od dawien dawna nie zaszczycił choćby jedną myślą. Chciałby ażeby u jego boku stała Lisa. W tamtych czasach czuł, że ich dwójka wystarczy aby pokonać odrodzone Imperium. Jak bardzo się mylił. Ponure myśli i wspomnienia na chwilę zalały mężczyznę. Widział oczami wyobraźni jak razem walczyli na niezliczonych planetach, wpadali w bataliony wrogów, gromią, pokonują i zyskują przewagę tam gdzie szeregowi żołnierze nie dawali rady. Pomieszkujący w jego sercu mrok, który zawsze przybierał formę widmowego smoka uniósł na chwilę łeb, węsząc z nadzieją. Karmił się negatywnymi uczuciami Caleba. Nim jednak bestia zdobyła się na coś więcej, niczym pies skarcony przez właściciela, potulnie pochyliła łeb i zasyczała cichutko. Caleb była panem i władcą swoich uczuć, pozwalał mrokowi wypłynąć tylko wtedy, kiedy był zdecydowany go użyć. Tylko tak gdzie Jasność nie mogła sprostać. Ten czas nie nadszedł. Uniósł głowę i spojrzał przed siebie. Przysiągł by, że na drugim końcu widział Lisę. Stała i salutowała właśnie. Jak żywa. Ich spojrzenia skrzyżowały się - wtedy też Quade uświadomił sobie, że widzi Ducha Mocy. Uśmiechnął się do niej i poszedł jej śladem, prężąc się na baczność i oddając salut, jak robili to wszyscy zebrani w sali. Mrugnął i po Lisie pozostało tylko wspomnienie. Wiedział, że tylko on ją widział.

***


Już po zakończeniu podniosłej ceremonii, obszedł sale i odnalazł osobę, której szukał.
-Pamie Kerts, jestem Caleb Quade, formalny dowódca wyprawy, na którą ruszamy. Dyspozycje zostały już wydane, Agava jest przygotowywana do lotu. Wyruszamy w 5 ciągu standardowych godzin. Za 4,5 będę oczekiwał pana w głównym hangarze - powiedział do Paula, zasalutował i odszedł. Sam również musiał przygotować się do wyprawy.
Image
Image
Awatar użytkownika
Caleb Quade
Gracz
 
Posty: 345
Rejestracja: 31 Gru 2012, o 00:10
Miejscowość: Kielce

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Rafael Rexwent » 4 Mar 2017, o 19:41

Kerst właśnie przechylał kolejną szklankę wypełnioną neonowym błękitem. Ale nie było w niej alkoholu. Słowa Caleba były jasne i Paul uznał, iż upicie się nie wpłynie dobrze zarówno na jego wizerunek, jak i na jego kondycję podczas misji. Pod warunkiem, że by się w ogóle na nią dostał w takim stanie.
Smak bezalkoholowego drinku przygotowanego przez Czterorękiego był naprawdę zacny, chociaż za żadne skarby nie mógł zetrzeć z gardła piekącej goryczki whisky. Kerst uśmiechnął się kwaśno. Z jednej strony był już żołnierzem Rebelii i dostał przydział na pierwszą misję, ale z drugiej nadal nie wiedział, czy to co robi jest słuszne. Widział czasami brutalność Imperium, lecz dotąd udawał, że tego nie widzi. To wszystko dla licencji. I możliwości posiadania Feniksa. Szturmowcy i Imperator wbrew okrutnością jakoś od dziesięcioleci nieustannie panują w Galaktyce. Rebelia pojawiła się i nie wiadomo czy nie zniknie jak jedna z tryliardów gwiazd. A potem będzie ciężko, jeśli źle wybierze się stronę. Mózg najemnika nadal pracował na dawnych częstotliwościach, kalkulując na prestiż i zarobek. No i szukając zawsze otwartej furtki. Prawdziwy Rebeliant nie szuka tej furtki, tylko walczy za swoje przekonania.
- Co ja gadam? - zapytał sam siebie Paul, stukając się pięścią w głowę. Złożył przysięgę. Jest więc prawdziwym Rebeliantem i jego rozmyślania powinny być dla niego hańbiące. A jednak myślał o przeszłości. Nie mógł odrzucić wspomnieć i dawnych nawyków. Potrzeba mu czasu i jakiegoś impulsu.

***


Punktualnie zjawił się na płycie hangaru, ubrany w swoją zbroję. Nawet niedoświadczony młokos wyczułby w tej misji zapach walki i strzelaniny. Zapach ozonu i spalonej skóry. Dlatego pancerz to priorytet. A już raz Paul dostał nauczkę co się dzieje, jak się nie założy zbroi. W dłoniach trzymał bryłę karabinu LS-150, mogącego zalać wroga ogniem i utorować drogę lżej uzbrojonym sojusznikom. DL-18 wyglądał przy głównej broni jak zabawka, ale swoją kompaktowością przebijał większy karabin tam, gdzie ten się nie zmieści. Jeśli ostrzał ze „sto pięćdziesiątki” to za mało, Kerst posiada coś większego kalibru – granaty odłamkowe i termodetonatory. I zapas amunicji, by się nie wystrzelać w środku starcia.
- Jesteśmy gotowi – zwrócił się do nadchodzącego Jedi, wskazując na dwa droidy po jego bokach. BXy się przydadzą. Przynajmniej tak się zdawało Paulowi.
Image

"Nie wahaj się powiedzieć ludziom na których ci zależy o uczuciach żywionych do nich. Bo jutro może ich tam nie być." ~ Akagi

"If you do not fight now, then when will you?" ~ Type-005
Awatar użytkownika
Rafael Rexwent
Gracz
 
Posty: 291
Rejestracja: 7 Lis 2014, o 17:01

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Mistrz Gry » 6 Mar 2017, o 22:17

Verpina powoli spojrzała w stronę niezbyt nachalnego acz stanowczego intruza. Najwyraźniej mężczyzna miał do niej jakąś sprawę. Ikleiwa była ostatnio drażliwa, utrata asteroidy w dużym stopniu ograniczyła możliwości zbierania informacji, zaś obecna zawierucha i współpraca z Rebelią generowała jedynie koszty. Może ów przybysz stanowił jakże wygodny pretekst do oddalenia się w jedynym słusznym kierunku.

- Zdecydowanie jestem zainteresowana pomocą. Oczywiście Imperialni żołnierze nie stanowią problemu, stanowi go FLOTA! - Ostanie słowo zostało zaakcentowane zdecydowanie głośniej. - Jedi szybko zorientował się, że istota przemawia przy pomocy niewielkiego remota. Głośniczek lekko trzeszczał. Słowa były jednak łatwe do zrozumienia. Polz nagle skupił się nad swoim drinkiem żując intensywnie słomkę. Nie trzeba było być Jedi by wyczuć kotłujące się w obcym hormony. Nie wróżyło to najlepiej podróży. W końcu Verpina odwróciła się i powiedziała.
- Zapraszam na pokład, widzimy się w Hangarze 3D za godzinę. Obcy najwyrażniej uznał rozmowę za zakończoną.

Godzinę później mężczyzna wkroczył na pokład Nubiana. Powitał go droid protokolarny, który zaprowadził Jedi do wygodnej i przytulnej kajuty. Gospodarz się nie pokazał, a po chwili jęk silników oraz delikatne ledwie wyczuwalne drganie dało znać o starcie maszyny. Nubian błyskawicznie wyszedł na pozycję do skoku i już po chwili Sardust mógł zagłębić się w lekturze. Leciał na Nowy Alderaan.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6584
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Mistrz Gry » 11 Mar 2017, o 17:17

Zgodnie z rozkazem Agava wyruszyła w kierunku wskazanym przez mapę zdobytą przez Caleba. Wiekowa już lecz wciąż sprawna jednostka błyskawicznie połykała kolejne parseki. Rebeliancki okręt prócz Caleba i Kersta miał na pokładzie piątkę Brimlocków oraz droidy należace do kapitana. O ile z BXami nie było problemu, to pozostali odczuwali pewien dyskomfort. Agava była statkiem zwiadowczym i zdecydowanie nie służyła do przewozu pasażerów. Jej niewielkie i ciasne kabiny były przepełnione, co powodowało drobne tarcia. Na szczęście dla załogi i desantu podróż nie trwała długo. Już po kilkudziesięciu godzinach Republikański okręt wyszedł z nadprzestrzeni. Spore pole asteroidów ciągnęło się za iluminatorami jak okiem sięgnąć.

- Sir, dalej musimy lecieć na silnikach podświetlnych, asteroidy skutecznie uniemożliwiają nawigację. - Dowódca okrętu zaprosił Caleba i Kersta na mostek, i jak zwykle zrobiło się ciasno - Załoga w miarę sprawnie mijała asteroidy, lecz by posunąć się naprzód niezbędna była pomoc Caleba i jego mapy.

akcja przenosi się na [pas asteroidów] Dziedzictwo Barona.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6584
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Kantyna okrętowa

Postprzez Mistrz Gry » 6 Kwi 2018, o 19:56

Cassian Crayar przybywa z: Lucrehulk - Hangary

Gyar Unrep prowadził nowoprzybyłych gości do kantyny. Idąc korytarzami dało się zauważyć, że okręt jest w trakcie napraw. Ponadto jak na tak duże przestrzenie, na jednostce nie znajdowało się specjalnie dużo istot. Oficer, reprezentujący Jainę wyjaśnił jednak, że z każdym tygodniem przybywa do nich załogantów oraz popleczników ich walki o wolność w Galaktyce.
- Nie przeraźcie się, spora część prac restauracyjnych Lucrehulka jest już w trakcie. Cassian co do twojego YT-2400 jeżeli nie potrzebujesz przeglądu, to damy spokój twojemu nieufnemu droidowi. - mówił rosły oficer, przypominający imperialnego żołnierza - A oto nasza kantyna.
Wewnątrz nie znajdowało się zbyt wiele istot. Sam lokal był wielki, a na potrzeby kantyny po prostu zaadaptowano jeden z potężnych magazynów. Nieopodal kontuaru siedziała jakaś czterosobowa rodzina, nieco dalej dwóch Twi'leków grało w jakąś starą odmianę, karcianej gryz rozrywkowej. Za barem, szklanki przecierał "Pan Czteroręki", właściciel i zarazem barman.
- Witaj szefie. - zagaił Unrep ściskając jedną, z czterech dłoni Besaliska.
- Cześć, widzę że przyprowadziłeś gości. O jest i pani kłaniam się z uszanowaniem. - odpowiedział czekając na złożenie zamówienia - Co dla was?
- Jakiś posiłek, co masz na bieżąco. Usiądziemy blisko...
- ...żeby serwomotory w droidzie się nie przepaliły? O tej porze nie ma kelnerek. - zaśmiał się Besalisk znikając za drzwiami kuchni. Cassian, Dera oraz Wuuf pod opieką Gyara zajęli jeden ze stolików. Parę osób siedzących nieopodal grzecznie skłoniło się w kierunku Unrepa. Nie minęło kilkanaście minut, gdy robot przyniósł parującą wazę. Prezentacji dokonał jednak sam "Pan Czteroręki".
- Nie przyzwyczajajcie się, ogólnie nie mam czasu na takie ceregiele. Ale dziś proponuję gulasz na mięsie nerfa, do tego w formie przekąski pieczone ziemniaki z Ruan z sosem śmietanowym oraz specjał znany nawet w knajpach na Courscant - sałatka z jajek smoka Gartro. Na ciepło mam do zaoferowania kaf i herbatę z liści wroshyru, a na zimno woda z paletą różnych syropów jeśli komuś czysta nie przechodzi przez gardło. - "Pan Czteroręki" zakończył swoje przedstawienie po czym zniknął ponownie za barem.
- Cóż, czym kantyna bogata tym rada. Smacznego. Panie Wuuf..
- Po prostu Wuuf.
- No właśnie, chciałem zapytać czy...
- Tak, miałem okazję spotkać się z Jainą. - odpowiedział bez chwili zawahania Shistavanin, nie dodając że mieli nawet okazję do wspólnych treningów, jeszcze za czasów Zakonu Luke'a Skywalkera.
- A ty Cassian? Jak się tutaj wpakowałeś? Czyżby Reisman zaproponował ci trudne zlecenie, za nędzną kasę i się zgodziłeś z braku laku? A może zachęciła cię Deera?
- Poznaliśmy się dopiero na Hypori. - dodała szybko Twi'lekanka nalewając sobie gulaszu - Cass nie krępuj się i opowiadaj.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6584
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Następna

Wróć do Lucrehulk "Duch"