Content

Lucrehulk "Duch"

Hangary

Re: Hangary

Postprzez Mistrz Gry » 10 Cze 2017, o 22:37

Otwarte wyjście z hangaru zaowocowało wysypem Żmij. Eskadra Probosa z zażartością rzuciła się na znajdujące się nagle w mniejszości pirackie maszyny. Los przeciwników był przesądzony. Kwestią czasu było kiedy Rebelianckie maszyny zaleją masą pirackie myśliwce. Zwłaszcza że za sterami siedzieli zawodowi piloci a nie banda nowicjuszy. Z'ceptory bardzo szybko z łowców stały się zwierzyną, nie na nich skupiała się uwaga kibicujących z Lucrehulka widzów.

X-ceptor wyszedł piękną świecą w górę unikając karmazynowych boltów wystrzelonych przez myśliwiec CAGa. Duros twardo trzymał się za przeciwnikiem powtarzając manewr i nie dając się zmylić gwałtownej beczce. Odtwarzał manewry przeciwnika z chirurgiczną precyzją, od czasu do czasu ściskając spust. Działka bluzgały boltami ale przeciwnik nie spadał. Nagle wroga maszyna zwolniła błyskawicznie wykonując gwałtowny skręt. Ścigający pirata pilot miał ułamek sekundy na decyzję, zadziałał instynkt i wyuczone manewry. "Gol" bluzgnął ogniem zmieniając gwałtownie wysokość i unikając kolizji z piratem. Manewr przyniósł przeciwnikowi wymierne korzyści. Teraz to X-ceptor był łowcą, bolty z działek maszyny walnęły w w deflektor Probosa a systemy myśliwca zaprotestowały przeciwko takiemu traktowaniu. Były kapitan wywinął beczkę i zamierzał przejść do gwałtownego zwrotu gdy jeden z boltów się przebił. Silnik maszyny zakrztusił się i zgasł. Probos powoli tracił kolejne systemy.
- Żyjesz staruszku? Znowu muszę ci ratować kuper
Głos Zyma w komunikatorze był niczym wybawienie. Był nim w istocie, na samotnego brzydala, leciała połowa eskadry żmij, pałając rządzą mordu. Maszyny odpędziły przeciwnika od maszyny przywódcy a Zym skupił się na upewnieniu się że X-ceptor szybko zjednoczy się z mocą. Osaczona maszyna nie miała większych szans ale jej pilot zaskoczył wszystkich. Katapultował się. wroga maszyna pozbawiona pilota leciała przez chwilę po czym zgodnie z programem odcięła silniki i zawisła w przestrzeni. Pozostali piraci nie mieli na tyle przytomności umysłu. Szczątki Z'ceptorów lewitowały po całym polu bitwy. Nieliczne maszyny które ocalały właśnie wchodziły w nadprzestrzeń.
Probos poprosił o raport taktyczny, jego treść zaskoczyła obcego.


- Dziękujemy za wsparcie, radzimy sobie.
Komunikat z Corony był dość suchy, oddawał w pełni sytuację. Niecelny ostrzał okazał się być przynętą na przeciwnika. Trafiona torpedami Y-winga lichtuga oberwała od Corony z jonówek. a po chwili zaczęła wytracać prędkość. Głowice Jonowe używane w pociskach były wprost przeznaczone do likwidacji systemów i wyłączanie okrętów. Dobrze trafiona salwa mogła by nawet wyłączyć gwiezdny niszczyciel, a co dopiero niewielką Lichtuge. Komunikator maszyny ponownie ożył.
- Corona, do Y winga, bądźcie tak mili i dajcie eskortę promom, teraz nasza kolej na abordaż.
- Zgoda!!
- Porkins!!
- No co i tak byś się zgodziła.

W stronę Lichtugi leciała teraz para promów abordażowych. Kittani sprawnym manewrem doprowadziła Y-winga na czoło niewielkiego klucza, eskorta nie była jednak potrzebna, piracki okręt nie przejawiał większej chęci do walki. Zaś olbrzymi frachtowiec właśnie desperacko starał się uciec przed okrążającymi go myśliwcami z Lucrehulka. Najwyraźniej piraci całkowicie stracili wolę walki.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Hangary

Postprzez Kittani Levfith » 23 Cze 2017, o 21:30

Zwycięstwo zdawało się nie być satysfakcjonujące dla Kittani. Co prawda przeżyła, podobnie zresztą jak cała reszta załogi z Porkinsem na czele, jednak gdzieś w głębi czuła niedosyt. Czy aby z pewnością dała z siebie 100%? Czy faktycznie jej miejsce jest tutaj - za sterami Y-winga? Mieszane uczucia towarzyszyły jej podczas eskortowania promów. Nie była wcale potrzebna - piraci którzy nadal byli przy życiu szybko uciekali z ich zasięgu, wykonując skoki w nadprzestrzeń. Jedynie Lichtuga która obecnie zawisła w przestrzeni i szczątki Z-ceptorów dookoła stanowiły świadectwo bitwy, jaka przed chwilą się rozegrała. Kittani nie odczuwała, że właśnie przeszła chrzest bojowy i może o sobie mówić jako pilot który stoczył bitwę. Obserwowała działania promów które eskortowała wraz z Porkinsem, czuwając nad tym aby pozostali byli bezpieczni. Nic nie zwiastowało problemów - piraci najwidoczniej zatracili wszelką wolę walki i zwyczajnie się poddali, o ile jeszcze żyli. Coś innego przykuło za to jej uwagę - frachtowiec w asyście dwóch myśliwców najwidoczniej zmierzający do hangarów Ducha. Obróciła nieco maszynę, aby mieć lepszy widok na nieznany jej statek.
- Wiesz, co to za jednostka? - zapytała Porkinsa wskazując w przestrzeń. Wiedziała, że nie ma złych zamiarów względem rebeliantów i pomagali podczas bitwy, jednak nie miała pojęcia skąd się zjawili.
- Podobno jakaś ,,Bryza"... czy coś...
- Bryza... - powtórzyła za nim, najwidoczniej zastanawiając się nad czymś. Ostatecznie wzruszyła jedynie ramionami, powracając wzrokiem do droidów sprzątających pobojowisko dookoła nich. - Kiepska nazwa jak na frachtowiec.

***


Porządki przebiegły sprawnie, chociaż zajęło to sporo czasu - szczególnie dla małych droidów. W odpowiednim czasie Y-wing został wywołany przez Lucrehulka i otrzymał pozwolenie na zadokowanie. Ten manewr zdawał się być większym stresem dla brunetki niż cała bitwa - podczas podprowadzania maszyny czuła, jak ze stresu pocą jej się dłonie. A co, gdyby zepsuła zarówno jedną jak i drugą maszynę? Myśliwiec ostatecznie znalazł się w hangarach niemal w tak idealnym położeniu, w jakim go zastała - wymagało to niemałej wprawy i nerwów ze stali, jednak udało jej się osadzić maszynę w prawidłowy sposób. Porkins zajął się całą resztą, powoli wyłączając poszczególne systemy. Kittani z nieukrywaną ulgą wydostała się z kokpitu i sprawnie zeskoczyła na ziemię. Długo czekała na to, aby wreszcie poczuć ląd pod stopami - tak jak uwielbiała przestrzeń i statki teraz zdecydowanie pewniej czuła się, czując podłoże pod stopami. Powolnym ruchem ściągnęła z głowy hełm i opierając go o lewe biodro oparła się prawym bokiem o maszynę. Chyba nie do końca była świadoma tego, czego tego dnia dokonała.
Image
GG: 5918394
Awatar użytkownika
Kittani Levfith
Gracz
 
Posty: 197
Rejestracja: 12 Lut 2014, o 17:08
Miejscowość: Poznań

Re: Hangary

Postprzez Probos Azad » 30 Cze 2017, o 22:13

- Szlag… - Azad przyglądał się osmalonemu poszyciu „Gola”. Ledwie wylądował ostrzelanym myśliwcem. Miał dużo szczęścia. Dokładniejsza i dłuższa salwa, a nawet osłony i pancerz nie uchroniłyby go przed rozpyleniem na atomy lub zamarznięciem w kosmicznej próżni. – Ile mogą trwać naprawy Shigar?
Kiffar w skupieniu przeglądał raport systemów spływający do jego data padu z komputera pokładowego myśliwca. Pokręcił głową.
- Jeśli znajdę wszystkie części? Tydzień. – Kas rozejrzał się po hangarze. – A czy znajdę coś w tym burdelu, to się dopiero okaże. Poza tym, nie jesteś jedyny. Ciesz się, że żaden z tych rzęchów, na których leciały świeżaki nie został zestrzelony.
- Akkowa mać. – zaklął Probos, po czym zamyślił się na dłuższą chwilę. - Poradzili sobie zaskakująco dobrze, biorąc pod uwagę okoliczności. Dobre chociaż to. Ściągnęliście tego X-ceptora?
- Taa, jeszcze muszę rozgryźć wnętrze tego składaka, ale myślę, że nie będzie z nim problemów. Tak czy siak maszyn zaczyna brakować. Zym musiał przekonać T’ttaka, żeby ten udzielił mu jego Brzytwy. Nie był zadowolony…
- Jeden problem na raz, Shigar. Pogadam z Averem, mam już pewien pomysł skąd wziąć maszyny i być może ludzi…
- Jesteś cały, staruszku? – Probos usłyszał przytłumiony głos Kel Dora.
- Pewnie, młody, nieźle się spisałeś. Tylko mogłeś się ruszyć trochę wcześniej. – Probos przyciągnął Zyma do siebie i mocno uścisnął. – Ci jedi gadają aż tak długo, czy się zgubiłeś na tym neimoidiańskim preclu?
- No cóż, trochę się nam zeszło. Właściwie to mam ci coś do powiedzenia.
- Spoko młody, wal śmiało. – Probos uśmiechnął się. Nim Zym zdołał się odezwać do Durosa podszedł jeden z techników z datapadem od Rhadego. Azad przyjął go i otworzył pliki. Raport zawierał dane o piratach, ich sprzęcie i wziętej do niewoli pilotce. Powoli zaczął je przeglądać, jednocześnie zachęcając Zyma do kontynuowania.
- Podczas rady ustaliliśmy, że będę uczył się panowania… przepraszam, posługiwania się Mocą od Antillesa.
Z twarzy Durosa zszedł uśmiech. Wciąż nie wiedział co myśleć o spotkanym na Terrarium obcym. Nie ulegało jednak wątpliwości, że znał się na tej całej Mocy. Czy będzie odpowiednim nauczycielem dla Zyma, to się dopiero okaże.
- Jest jeszcze coś… Ja musiałem…
- Szlag. Dopa maskey kung loca cheeka! – wykrzyknął Duros przeglądając kolejną stronę raportu. Rzucił datapad i kuśtykającym truchtem skierował się w głąb „Ducha”. Piloci i obsługa techniczna w hangarze usłyszeli jeszcze tylko głośne „To suka!” i kulawy samozwańczy komandor zniknął im z oczu.
Zym powoli podniósł datapad i z pytającą miną podał go Shigarowi. Kiffar spojrzał na podobiznę Falleenki z zawadiackim wyrazem twarzy. Zdumiony zwrócił się do Kel Dora.
- O w mordę…
***

Probos wpadł do tymczasowego aresztu, urządzonego w jednym z starych magazynów, który sądząc po zapachu służył niektórym piratom za latrynę. Za polem siłowym siedziała wyraźnie znudzona Falleenka. Rozpięty do pasa kombinezon i podkreślający jej kształty skórzany top, przypomniały Azadowi stare czasy, rozpalając jeszcze mocniej jego furię. Przez jej seksowną figurę, o mały włos nie postradał życia, nie mówiąc już o kredytach, które mu sprzątnęła.

- Co ty tutaj do gundarka robisz Xori!
Image
Awatar użytkownika
Probos Azad
Gracz
 
Posty: 70
Rejestracja: 23 Sty 2016, o 10:26

Re: Hangary

Postprzez Mistrz Gry » 26 Lip 2017, o 20:32

Siedząca w celi kobieta była tak samo piękna jak przed laty. Kiedy to znikała z jego pieniędzmi i godnością. Najwyraźniej czas był dla tej gadziny łaskawszy niż dla durosa. Siedziała epatując swoją kobiecością najpewniej w nadziei na zastosowanie najstarszej sztuczki świata. No cóż bariera powinna być wystarczającą zaporą przed działaniem feromonów, zaś wdzięk kobiety nie robił już na Probosie takiego wrażenia jak kiedyś. No chyba nie robił... Kobieta na widok starego kochanka wstała zmysłowo zbliżając się do bariery, i z szerokim uśmiechem oznajmiła.
- Siedzę w celi.
-...

Jej usta, oczy, kształtne piersi, nawet bez feromonów wiedział dlaczego stracił dla niej głowę. Ale teraz teraz musiał być silny. Skupił się na jednej, no góra dwóch krągłościach zanim zdołał przenieść spojrzenie na oczy kobiety. Jej delikatny i tajemniczy uśmieszek obudził dawne wspomnienia, głównie te związane z upokorzeniem. Ton Probosa stwardniał.
- bez żartów.
- Przepraszam panie kapitanie, oczywiście to było nie na miejscu.

Kobieta najwyraźniej bawiła się nieźle jego zakłopotaniem. Jednak wyczuła, że w ten sposób nie opuści szybko celi, postanowiła więc grać w jego grę.
- Wybacz, nie spodziewałam się Ciebie, jak widzisz nasze rozstanie było jedną z najgorszych decyzji w moim życiu. Straciłam wszystko i musiałam zniżyć się do piractwa by przeżyć. A teraz... jestem więźniem, wierzę że nie będziesz się mścić za nasze drobne nieporozumienie. Jesteś na to zbyt szlachetny prawda?
Kobieta grała całym swoim ciałem, i każdy choć odrobinę mniej wkurwiony od Probosa padłby na kolana pragnąc uratować księżniczkę z opresji. Jego serce było jednak zbyt twarde, by ulec, ale za to umysł, który wrócił do równowagi po tym jak krew zaczęła ponownie normalnie krążyć, był jak brzytwa. Wyraźnie wychwycił nutkę strachu w jej głosie, czyżby nie do końca wierzyła w jego szlachetność?
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Hangary

Postprzez Probos Azad » 27 Lip 2017, o 14:17

- Taaa… Rozstanie… – powiedział z przekąsem i pokręcił głową z niedowierzaniem. – Skoro to było rozstanie, to naprawdę nie chcę wiedzieć co się dzieje z partnerami, których rzucasz. Podejrzewam, że zadarłaś z niewłaściwymi typami na Taris i ktoś przejął albo zlikwidował twój mały biznes uciech. Nie musisz odpowiadać, i tak nie będzie w tym słowa prawdy.– Wiedział, że nie może jej zaufać, a jednak nie mógł oderwać od niej wzroku. Była piękna, to prawda. Perfekcyjne, atrakcyjne zarówno dla gadów i ssaków, kształty nie były jedynym czynnikiem, który sprawiał, że Xori tak go pociągała. Drapieżne rysy twarzy, obietnica zdrady i niebezpieczeństwa, ale i rozkoszy tworzyły mieszankę, której trudno się było oprzeć. Przed laty podjął tę grę, dlatego, że nie miał, jak mu się wydawało, wiele do stracenia, a Xori czyniła jego życie o wiele ciekawszym. Teraz jednak sytuacja przedstawiała się inaczej, nawet gdyby chciał ulec jej czarowi i ponownie wybrać się z nią na rajd po półświatku Taris, kantynach Nar Shaddaa, czy wyścigi ścigaczy na Tatooine. Był republikańskim oficerem w nowoutworzonej nieregularnej flocie. W tym życiu nie było miejsca na zdradliwą falleeńską kochankę.
- Oczywiście, że nie będę się mścił. To nie przystoi honorowi oficera. – wypowiedział te słowa słodkim tonem i z życzliwym uśmiechem na ustach. Nie musiał go udawać, to co miał zaraz powiedzieć, już sprawiało mu satysfakcję.
Xori odwzajemniła uśmiech, położyła dłoń na biodrze i przechyliła sylwetkę w lewą stronę, zadzierając lekko podbródek do góry.
- Cieszę się, że doszliśmy do porozumienia. Zawsze byłeś moim ulubieńcem. – jej język oblizał dolną wargę i przesunął się po ostrych zębach. Drapieżnica poczuła krew ofiary. Niedoczekanie. Probos podszedł do Xori tak blisko, jak pozwalała na to bariera. Dwumetrowy Duros górował nad mającą nieco ponad metr sześćdziesiąt Faleenką. Jego złotoczerwone oczy zapłonęły zimną furią.
- Naturalnie, troska o bezpieczeństwo statku i jego załogi, jak najbardziej wpisuje się w obowiązek oficera. Dlatego jestem zmuszony zarekomendować wyrzucenie niebezpiecznej kryminalistki, o poważnych problemach z lojalnością, przez najbliższą śluzę. Chyba że…
Na twarzy Xori pojawiła się mieszanina zdziwienia, frustracji, zawodu, ale także zaciekawienia tym, że Probos nie uległ jej wdziękom.
- Chyba, że co? – pewność siebie wyraźnie wyparowała. Probosowi udało się sprawić, że zasiany strach zakiełkował.
- Ty i twoi koledzy sprawiliście trochę zniszczeń…
- Po tym, jak wy zajęliście naszą bazę. – wysyczała przez zwężone wargi Xori.
- Nagle zaczęłaś się przejmować prawem własności? – na twarzy Durosa pojawił się szyderczy uśmiech.
- Czego chcesz? Kredytów? Nic nie mam. Informacji? Pewnie już wszystko wyciągnęliście z komputerów pokładowych. – gniew i irytację zaczęła zastępować malująca się na twarzy rozpacz. Kolor skóry Xori zaczął się zmieniać z wściekle zielonego w znacznie cieplejszą barwę. Probos od razu zrozumiał, że Falleenka zmieniła taktykę, starając się wzbudzić litość.
- Za to jesteś niezłym pilotem, a ja mam tutaj stadko świeżaków, którym potrzebne jest przeszkolenie. Im więcej instruktorów z doświadczeniem bojowym, tym szybciej dzieciaki ogarną, jak posługiwać się drążkiem sterowniczym. – uśmiech, który Probos znał aż za dobrze przebiegł po twarzy Xori. – Nie takie doświadczenie bojowe i nie taki drążek sterowniczy, kobieto!
- Hej, cokolwiek powiesz. Nie sądziłam, że stałeś się taki pruderyjny. – Falleenka czerpała satysfakcję z wytrącenia Durosa z równowagi, chociaż na moment. Ten nie trwał długo.
- Radzisz sobie też nieźle z narzędziami, a Shigarowi przyda się dodatkowa para rąk.
- On też tu jest? – Xori przewróciła oczami. – Widzę, że wciąż otaczasz się tymi samymi nudziarzami. Coś jeszcze? Może mam zamiatać i gotować? Ścielić ci łóżko? A potem zaadoptujemy grupkę dzieci i będziemy szczęśliwą rodziną? Tego chcesz Probosku? Żyć długo i szczęśliwie z miłością swojego życia? – roześmiała się.
- Nigdy nią nie byłaś, skarbie.
- Zgoda, to faktycznie było przesadzone. Zapomniałam, że zawsze wolałeś wzdychać do trupów, niż zająć się żywą kobietą. – drwina rozbrzmiała w głosie Xori.
Zapadła cisza, a wzrok obojga zwarł się w pojedynku. Złotoczerwony płomień wielkich oczu Durosa przeciwko gadzim żółtym oczom Falleenki. Milczenie trwało, a wraz z nim zmagania woli tych dwojga. W końcu Xori ustąpiła i odwróciła wzrok.
- To jak będzie: odpracowanie zniszczeń czy śluza? – zapytał lodowatym tonem Azad.
Rzuciła mu spojrzenie spode łba.
- Wiesz, że nie lubię ciężkiej pracy, ale śmierci w próżni jeszcze bardziej. Niech ci będzie.
- Dobrze. Oto warunki, dwa miesiące służby na Lucrehulku, dawka inhibitorów hormonalnych i stały nadzór. Po tym okresie, odstawię cię na pierwszą lepszą cywilizowaną planetę. Jestem pewien, że sobie poradzisz.
Xori położyła dłonie na swoich ramionach i nie patrząc Probosowi w oczy, pokiwała głową.

Duros wiedział, że ją złamał… na razie. Falleenka była zbyt niezależna i uparta, by dało się ją sobie podporządkować. Tylko tak beznadziejna sytuacja, w jakiej się znalazła mogła do tego doprowadzić, a Xori i tak podjęła próbę zagrania swoimi atutami. Nawet gdy miała słabe karty, nie odchodziła od stolika od pazaaka i trzeba przyznać, że grała świetnie. Takie samo podejście przyjmowała we wszystkich innych sferach życia. Nigdy tego nie przyznał, ale za to ją podziwiał. Kiedy wychodził z tymczasowego aresztu i skierował się na spotkanie z Rhadem, zastanawiał się, czy może nie wygrała ponownie. Czy Xori nie dała mu się „ocalić”? Wciąż tliła się w nim słabość do tej niezwykłej kobiety. Czuł jednak, że decyzja była właściwa. Jaka była alternatywa? Zabić ją z zimną krwią? Nie na tym miała polegać rebelia. Pozostawić w areszcie do końca jej dni? Falleenowie żyli długo, a rebelianci mieli ograniczone zasoby. Żywienie kogoś kto w żaden sposób nie pracował dla sprawy, nie był dla niej cenny, nie miało sensu. Dopóki Lucrehulk nie uzyska mobilności, nie mogli też tak po prostu wypuścić Xori. Gdyby sprzedała wiedzę o lokalizacji imperialnym, rebelia zostałaby zdławiona w zarodku. W ten sposób Falleenka przynajmniej będzie przydatna. Głównym problemem jaki dostrzegał, było dotrzymanie ostatniej części obietnicy. Co jeśli Xori do tego czasu będzie wiedzieć coś, co nie powinno opuścić Lucrehulka? No cóż, wtedy będą musieli rozwiązać ten ‘problem’ z Rhadem…
Image
Awatar użytkownika
Probos Azad
Gracz
 
Posty: 70
Rejestracja: 23 Sty 2016, o 10:26

Re: Hangary

Postprzez Mistrz Gry » 27 Lip 2017, o 21:28

Zostawił ją w celi, samą z jej myślami. Zgodziła się bez wahania bo jaki miała wybór. Zgnić tutaj albo skończyć na spacerze bez skafandra. Kobieta przez chwilę zastanawiała się czy Probos byłby w stanie ją wyrzucić przez śluze. Nie chciała tego sprawdzać. Uśmiechnęła się delikatnie, jednak jeszcze coś do niej czuje. Czas pokaże czy jest to tylko nienawiść.

- Czyś ty skretyniał?
- Możesz uzasadnić wypowiedź nie używając inwektyw.
- Probos, ja rozumiem że ją znasz, ale ta babka jeszcze kilka godzin temu próbowała cie zabić. Prawie jej się udało, gdyby trafiła na świeżaka... A ty chcesz ją tak po prostu wypuścić!?
- Inhibitory feromonów i stały nadzór nie do końca są równoznaczne z wypuścić. Rhade zaufaj mi.
- Ostatnim razem kiedy to słyszałem... Dobra, ale nadal uważam że to głupi pomysł. Odpowiadasz swoim stołkiem za to co ona zrobi, i naprawdę nie chcę mówić Averowi, że podałeś się do dymisji przez kobietę.


Cykanie komunikatora holograficznego oderwało Telemachusa od rozmowy z Probosem. Aver był gotów do telekonferencji. Przekaz nieco trzeszczał a jakość obrazu również nie należała do najlepszych. Młody mężczyzna stanął na swoim miejscu.
- Witam panów, udało nam się odeprzeć atak piratów, co dość wyraźnie wskazuje iż ta lokacja nie jest najbezpieczniejsza. Musimy się przenieść zanim przyleci coś z czym nie damy sobie rady.
- Quorn twierdzi że naprawił hipernapęd. Mamy bardzo mało paliwa wystarczy raptem na jeden góra dwa skoki.
- Stacja zdobyta przez Caleba i Kersta wydaje się być dobrym miejscem, ponoć mają tam stocznie. Przyspieszyłoby to zdecydowanie naprawę lucrehulka.
- Jest pan jakiś nieswój Komandorze, jaki jest pański pogląd na skok ku stoczni? Może ktoś z pańskich znajomych...


Rhade spojrzał niespokojnie na swojego towarzysza, w nerwach nie zwrócił uwagi na to że duros rzeczywiście nie wygląda najlepiej. Ktoś lepiej zaznajomiony z tą rasą bez problemu dostrzegłby oznaki silnego stresu. Może nie powinien mu dokładać z tą Fallenką. W końcu ciężko by mu przyszło zamordować więźniarkę z zimną krwią. Mai by na to nigdy nie pozwoliła. Czekał teraz na słowa swojego towarzysza modląc się do znanych sobie bogów aby ten nie poruszył przy Averze kwestii jeńca.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Hangary

Postprzez Probos Azad » 27 Lip 2017, o 23:28

Duros zmrużył oczy i zwrócił twarz w stronę swoich rozmówców.
- Przepraszam, to zmęczenie. Przed walką prowadziłem przez kilka godzin ćwiczenia dla nowych rekrutów, no i to starcie też zrobiło swoje… Solidny sen wszystko załatwi, panowie. – Probos nie zająknął się o Xori, to nie był czas ani miejsce. Z resztą i tak ją opisze w raporcie o stanie osobowym. Kolejna rzecz, którą powinni rozstrzygnąć – meldunki i biurokracja. Jeżeli mieli działać jak flota, to musieli mieć precyzyjne dane o stanie osobowym, zdolnościach bojowych i operacyjnych poszczególnych jednostek, a to oznaczało dodatkowe godziny pracy przy datapadach. Jeszcze zatęskni za życiem przemytnika i lokalnego buntownika.

- Stacja rzeczywiście wygląda na dobry kierunek. Niestety to będzie oznaczało dodatkowe obciążenie naszych skromnych zasobów. Z drugiej strony ta baza może nam posłużyć jako pierwszy element szlaków zaopatrzeniowych i zaplecza infrastrukturalnego, które będziemy musieli i tak prędzej czy później zbudować. – Duros zabębnił palcami w trzymany w ręku datapad. – Tak, zgadzam się, z tym planem. Myślę, że jak tylko wróci ekspedycja Quadego i Kersta, a Qurn skończy naprawy, powinniśmy wykonać skok na tę stację. Martwię się tym, że zaczyna brakować maszyn dla pilotów, myślę, że moglibyśmy spróbować je pozyskać z takich źródeł Korporacyjny Sektor Wspólny, czy Centrala. Ich floty mają maszyny, których oficerowie pozbędą się za odpowiednią cenę, ale to sprawa na przyszłość. Teraz musimy zacząć myśleć o zapewnieniu stałych dostaw zaopatrzenia. Nawet jeżeli paliwo do zaspokojenia bezpośrednich potrzeb będziemy musieli pozyskać w mniej legalny sposób.

- Jakieś propozycje? – wzrok Avera wędrował od Rhadego do Probosa.
- Enarc. Jest dobrze skomunikowane, ale jednocześnie znajduje się na bocznych szlakach. Mieszkańcy nie przepadają za Imperium. To był kiedyś świat i jedna z głównych faktorii Federacji Handlowej, a po zakończeniu wojen klonów wciąż stawiał opór i został brutalnie spacyfikowany. Nadal pełni rolę handlową, sprzedają paliwo z Naboo i Malastare, żywność, artykuły medyczne, podstawowe części i narzędzia. Wszystko da się tam dostać za odpowiednią cenę. Neimoidianie to trudni negocjatorzy, zawsze spróbują oszukać, ale mają tę zaletę, że nie zadają dodatkowych pytań. Znam kilku hurtowników jeszcze z czasów, gdy służyłem jako kapitan frachtowca. Jull Libkath chyba wciąż siedzi w tym interesie. Myślę, że dam radę wynegocjować te kontrakty. Na pewno nie będzie problemu z samą ilością zaopatrzenia. Transport też jest do załatwienia. Pierwsze dostawy mogę wykonać sam moją TLką 1800. Z dodatkowymi kontenerami do przewozu w próżni, mogę przewieźć 310 ton za jednym razem. Na najpotrzebniejsze zaopatrzenie wystarczy. Kilku znajomych ze starych czasów operuje w tym rejonie. Gardo pewnie uzna, że to zbyt ryzykowne, ale C’ral i Dezbani w to wejdą. O ile wiele się nie zmieniło, to jeden lata YZ-900 z ładownością 500 ton, a drugi YU-410, który da radę przewieźć koło 250 ton. Dezbani odgrażał się, że wprowadzi modyfikacje i zwiększy ładowność, ale trochę w to wątpię. - Probos uśmiechnął się na wspomnienie upartego Nautolanina. - Myślę, że na nasze początkowe potrzeby to wystarczy. Prawdziwy problem podejrzewam, tkwi w tym czy mamy środki finansowe i ich stały dopływ, by pokryć koszty transportu i zakupu zaopatrzenia. – Duros popatrzył pytająco na holoprojekcję Avera i na stojącego obok Rhadego. W końcu skupił wzrok na tym ostatnim.

- Ostatnio rozmawialiśmy w zbliżonym gronie odnośnie potencjalnych sojuszników i polityków, których moglibyśmy pozyskać. Udało się kogoś z nich zlokalizować? – Probos spoglądał z nadzieją na Rhadego. Liczył na wieści o K'Pużu, Kaatiku bądź Dorvanie. Potrzebowali takich istot, które będą w stanie pozyskać nowych sponsorów dla rebelii albo sami będą dysponować zapleczem organizacyjnym z takimi środkami finansowymi.
Image
Awatar użytkownika
Probos Azad
Gracz
 
Posty: 70
Rejestracja: 23 Sty 2016, o 10:26

Re: Hangary

Postprzez Mistrz Gry » 6 Sie 2017, o 13:49

Aver wyraźnie się zasępił. Skok w okolice stacji rzeczywiście był dobrym pomysłem, umożliwiłby przyczajenie się a zarazem dokonanie niezbędnych napraw. Zarówno jego fregata jak i Lucrehulk potrzebowały wizyty w stoczni. Niestety reszta wyglądała mniej różowo. Duros najwyraźniej nie był świadom stanu finansów Rebelii. Choć jego ostatnie słowa zdawały się temu przeczyć, Aver z ciężkim sercem zwrócił się do Telemahusa o przedstawienie odpowiedniego raportu. Ten jak zwykle był bezpośredni do bólu.
- Jesteśmy spłukani, z kredytów które Hunt zarobił za sprzedaż artefaktów z włamu pozostało mniej niż połowa. Utrzymanie siatki informatorów kosztuje. Co prawda teraz dołączyli do nas Bothanie, lecz nie liczyłbym na ich szczodrość. Musimy się skupić na zorganizowaniu środków, i zapewnieniu stałego źródła finansowania zanim sięgniemy po handel z Sektorem korporacyjnym, czy kimkolwiek innym.
- Przy czym problemem pozostanie lojalność naszych kontaktów. Rozumiem że nie zaproponowałbyś nikogo komu nie ufasz.
- To raczej oczywiste, lecz im więcej osób wie o tajemnicy…
- tym większe szanse na to że przestanie to być tajemnica.
- Dokładnie.

Aver przez chwilę pocierał podbródek tak jak miał to w zwyczaju kiedy intensywnie nad czymś się zastanawiał. Po chwili najwyraźniej podjął decyzję.
- Wyślemy Caleba na rajd jak tylko wróci, dostanie Nadzieję i zadanie zdobycia paliwa, nie możemy tu stać bezczynnie a zarazem ryzykować wykrycia. Jeżeli to możliwe chciałbym żebyś pozostawił rekrutów pod komendą swoich podwładnych i wyruszył na Enarc. Nawiąż tam kontakty z istotami o których mówiłeś, oprócz paliwa potrzebujemy też żywności, leków broni i innych pierdół, w końcu mamy całkiem sporą gromadkę pod skrzydłami.
Rhade wydawał się być niezbyt zadowolony tym rozwiązaniem w końcu jednak musiał przyznać Averowi rację. Przeszło tysiąc osób potrzebowało wszystkiego od ubrań po karty do pazaaka. Nie mogli sobie pozwolić na lądowanie Duchem na zamieszkanych światach zaś wysyłanie wycieczek na przepustki groziło poważnymi konsekwencjami ze zdradzeniem miejsca pobytu jednostki włącznie. Potrzebowali stworzyć warunki w miarę przypominające te z codziennego życia. Znajomi i kontakty Azada mogły się tu niezmiernie przydać. Mężczyzna zdał sobie sprawę że przy obecnych rozmiarach rebelii nie da rady trzymać wszystkiego w tajemnicy. Skapitulował więc.

- Zgoda, niech leci. Z politykami nie będzie tak łatwo. Mamy dobre dojścia w sektorze koreliańskim, stąd zresztą mieliśmy myśliwce. Osoby które po cichu nam sprzyjają są dość wysoko postawione, lecz nie jestem upoważniony do używania nazwisk. Co do polityków to najłatwiej zlokalizować K'Puża, siedzi w imperialnym pierdlu. Wymienieni przez Ciebie goście chwilowo ukrywają się przed Imperium. A raczej próbują, Pewnie jesteśmy w stanie nawiązać kontakt z dowolnym z nich ale wymaga to nieco czasu i pieniędzy, a nie mamy na zbyciu ani jednego ani drugiego. Mężczyzna wyciągnął z kieszeni niewielki datapda i przez chwilę czegoś w nim szukał. W końcu z uśmiechem podniósł oczy z nad wyświetlacza.
- Kaatik jest na Corusant, mieszka w pięknym apartamentowcu i cieszy się urokami emerytury, z tego co wiemy z osób które go otaczają tylko sprzątaczka z 3 piętra nie pracuje dla żadnej z imperialnych służb, zapewne donosi Huttom. Z kolei Wynn, cóż ukrywa się gdzieś na Ord Mantell, nie wiem czy naprawdę chcemy go szukać. Tak czy inaczej potrzebujemy wielu rzeczy, priorytetem powinny być te które możemy pozyskać w możliwie najbliższej przyszłości.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 4890
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: Hangary

Postprzez Probos Azad » 7 Sie 2017, o 00:29

- Tak jest! – Probos skinął głową na rozkaz Avera. Stan finansów nie zaskoczył szczególnie Azada, ale nie wzbudził też w nim entuzjazmu. Wiedział jednak, że przynajmniej początkowo będzie w stanie blefować Neimoidianom co do zasobności kont zleceniodawcy. Mógł nawet zapłacić zaliczkę z własnych oszczędności. Problemy pojawią się gdy w końcu będzie trzeba zapłacić, a sytuacja finansowa rebelii się nie poprawi… – Gdy tylko przeorganizuję Żmije, sformuję eskadrę szkoleniową i wprowadzę dryl szkoleniowy, udam się na Enarc. Mam jednak prośbę z tym związaną, będą potrzebował kogoś do załogi Quoii. Wraz z odejściem Hesmit, straciłem nawigatora, a wolałbym nie ciągnąć ze sobą pilotów z eskadry. Dzieciaki nie powinny ćwiczyć. – Duros spojrzał na Rhadego – Jak rozumiem brakuje nam ludzi, ale może znalazłby się droid lub dwa? Najlepiej astromech?

Probos wysłuchał relacji Rhadego o Kaatiku, Dorvanie i K’Pużu. Spodziewał się, że Chagrianin będzie raczej na Champali niż na Coruscant, ale być może nie docenił starego polityka. Jak widać ten postanowił pozostać w centrum władzy, nawet jeżeli zmienił się reżim, a sam nie miał w nim żadnej pozycji. Motywacje Nensu musiały być doprawdy interesujące, może nawet równie interesujące co wiedza, którą, na tyle na ile Azad zapamiętał jego skłonności, musiał zbierać przez te wszystkie lata o imperialnej polityce. Nie miał pojęcia co Wynn Dorvan robił na Ord Mantell, ale z tych trzech jego położenie dawało największe szanse nawiązania kontaktu i współpracy, gdy uporają się z obecnymi wyzwaniami. Informacja o K’Pużu była przygnębiająca. Sullustanin był jednym z najpotężniejszych sojuszników na jakich mogli liczyć. Azad chciał się dowiedzieć, jak doszło do jego aresztowania, ale uznał, że to nieodpowiedni czas i miejsce by wypytywać o to Rhadego.

***

Od jego rozmowy z Averem i Rhadem minęło kilka tygodni, ale w końcu był gotowy do odlotu. Szkolenie szło jak w chronometrze. Pozbawionym części systemów, zdezelowanym, ale jednak działającym chronometrze. Żmije odzyskiwały zdolność bojową i koordynację zaburzoną stratą trzech pilotów: Szemi, Garda i Zyma. Probos nie przyznał tego przed pozostałymi pilotami, ale bardziej od śmierci dwojga, zabolało go odejście Kel Dora. Minęło ledwie kilka dni od jego odlotu z Antillesem z Ducha, ale młodzieniec opuścił szeregi Żmij już wcześniej. Jego wyprawa z Jonem na Korelię, tylko wzmocniła obawy Azada co do wyboru i losu jego podopiecznego, ale nie miał wiele czasu, by je roztrząsać. Po włączeniu do eskadry uzupełnień, wciąż mieli wakat w drugiej z trójek Supów, co do którego Probos wciąż nie mógł podjąć decyzji. Mógł włączyć do eskadry jednego z rekrutów z pozostającym na Lucrehulku Y-wingiem, ale po pierwsze nie był pewien, którego z świeżaków powinien wybrać, a po drugie Y-wing mocno odstawał parametrami od Supów i rozbijałby funkcjonowanie trójki. Azad wiedział, że będzie zmuszony do tego, by się zdecydować na to rozwiązanie, ale na razie wolał je opóźnić. Eskadra Złotych, jak Duros nazwał sformowaną z nowych rekrutów jednostkę, w duchu myśląc o niej jako o Eskadrze Żółtych, od żółtodziobów, radziła sobie co raz lepiej w ćwiczeniach grupowych. Niestety, odejście Levfith rozstroiło z taką trudnością budowaną równowagę. Najbardziej dotknęło to najsłabsze ogniwo eskadry – Porkinsa – który wyraźnie osiągał lepsze efekty, gdy towarzyszyła mu jego przyjaciółka. Teraz młodzieniec znów znalazł się na szarym końcu celności trafień i szybkości reakcji. Z kolei obecność Xori, choć użyteczna w ćwiczeniach, powodowała konflikty z niektórymi pilotkami. Falleenka drażniła je swoim lekceważącym stosunkiem i arogancją. Probos musiał jednak przyznać, że wywiązywała się ze swojej części umowy. Największym problemem Złotych był brak maszyn. Po odlocie Caleba wraz z pilotami i maszynami Kerena, do dyspozycji Złotych pozostało pięć myśliwców: Y-wing, C-wing, dwa Tri-fightery i jeden Z-95. Dziewięciosobowa eskadra nie mogła więc ćwiczyć walki w pełnym składzie na swoich maszynach, zmuszona pożyczać myśliwce od Żmij.

Duros rozpisał szkolenie na tury, efektywnie korzystając z dostępnych maszyn i instruktorów spośród Żmij. Tylko konieczność serwisowania myśliwców sprawiała, że w rytmie funkcjonowania Ducha zdarzały się momenty, gdy w przestrzeni nie szkoliła się przynajmniej trójka pilotów z którejś eskadry. Resta, gdy dobiegła końca jej, a właściwie jego, przemiana płciowa znów rzuciła się w wir nauczania, starając się zmyć przed sobą kiepski popis w bitwie o Lucrehulku. Notlu i Tastano, choć nie tak zmotywowani, wciąż dawali nowym dobrą szkołę pilotażu. Xori była nazbyt nonszalancka, ale dodawała do zestawu instruktorów element fantazji i nieprzewidywalności, który pomagał przygotować Złotych do warunków pola bitwy.

Probos siedział na skrzynce stojącej obok Quoii i nanosił ostatnie zmiany na prowizoryczną listę pilotów Złotych oraz zaktualizowaną listę Żmij na trzymanym w dłoni datapadzie:

Eskadra Złotych:
Złoty Jeden - Sshalyss
Złoty Dwa – Kwanakau
Złoty Trzy - Xori
Złoty Cztery - Chalas
Złoty Pięć - Raylene Pyne
Złoty Sześć - Bengel Narezz
Złoty Siedem - Bynia Telan
Złoty Osiem - Gadryl Snopps
Złoty Dziewięć - Rid Tono Porkins

Eskadra Żmij:
Żmij Jeden – Probos Azad (myśliwiec typu Supa) [pierwsza trójka Supów]
Żmij Dwa – Resta (myśliwiec typu Brzytwa) [pierwsza trójka Brzytw – dowódca trójki i zwierzchnik szóstki]
Żmij Trzy – Notlu (myśliwiec typu Brzytwa) [druga trójka Brzytw – dowódca trójki]
Żmij Cztery – Tastano (myśliwiec typu Supa) [druga trójka Supów - dowódca trójki]
Żmij Pięć – Caiza (myśliwiec typu Supa) [pierwsza trójka Supów]
Żmij Sześć – Rab (myśliwiec typu Brzytwa) [druga trójka Brzytw]
Żmij Siedem – Zidia (myśliwiec typu Supa) [druga trójka Supów]
Żmij Osiem - Jesson (myśliwiec typu Brzytwa) [pierwsza trójka Brzytw]
Żmij Dziewięć – Ply (myśliwiec typu Supa) [pierwsza trójka Supów]
Żmij Dziesięć – Trip (myśliwiec typu Brzytwa) [pierwsza trójka Brzytw]
Żmij Jedenaście – T’ttak (myśliwiec typu Brzytwa) [druga trójka Brzytw]
Żmij Dwanaście – wakat

Probos zapisał listy i odłożył datapad. To powinno wystarczyć do jego powrotu. Uniósł wzrok na Quoię. Uśmiechnął się na widok swojego Suwanteka. Znów miał wyruszyć w podróż.
Image
Awatar użytkownika
Probos Azad
Gracz
 
Posty: 70
Rejestracja: 23 Sty 2016, o 10:26

Poprzednia

Wróć do Lucrehulk "Duch"