Content

Archiwum

[Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

[Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez Mistrz Gry » 26 Cze 2014, o 00:21

- Lot w naświetlnej dla większości istot jest nudny, a kolejne wyjścia z nadprzestrzeni do kolejnego skoku wydawały się zbawieniem. Jak było w przypadku Williama, to już nie było istotne, bo podróż przebiegła niezwykle sprawnie.
- Załoga frachtowca Yt-1930 "Poszukiwacz", korytarz 94. - Głos w interkomie brzmiał władczo ale był przyjazny dla ucha. - Powtarzam. Korytarz 94, lądowisko 3b. - Standardowa procedura. Hunt nie musiał się niczym przejmować. Kody statku, uzbrojenie były legalne i zgodne z normami.
Z orbity planeta nie wyglądała szczególnie. Nie można było dostrzec śladów wojny. Ekosystem planety regenerował swoje uszkodzenia. Nie obyło się bez pomocy Imperium, każda rolnicza planet ma swoją wartość. Skierowano go do niewielkiego portu w stolicy. Lądowisko 3b okazało się płytą betonową otoczoną około dwumetrowym murem z jednym wyjściem.
Kontrola celna nie odstępowała od norm. William był jak do tej pory niekarany, nie ciążyły na nim żadne oficjalne oskarżenia. Po kilku minutach mógł wyjść na zewnątrz i podziwiać okolicę. Szereg domów o dość nieciekawym wyglądzie, kilka biurowców. Po okolicy chodzili ludzie w brudnych kombinezonach.
Po chwili na komunikator Hunt'a przyszła krótka wiadomość, z pozdrowieniami i z adresem jego lokum. Nieszyfrowana, nie zabezpieczona notatka, jaką jedna osoba wysyła drugiej. Lokal okazał się niewielkim budynkiem biurowym "Prywatną Uczelnia Wyższą imienia Johnsona ". W środku został przywitany uściskiem dłoni kierownika placówki i uniżonym: - Witamy doktorze Hunt-. Niezła przykrywka i zapewne kosztowna. Kolejny materiał na przemyślenia Williama.
Został zaprowadzony do kompleksu mieszkalnego na zapleczu budowli. Przydzielono mu własny pokój. Na łóżko znalazł zapisaną kartkę o dość istotnej treści:
Witaj
Lot przebiegł zapewne bez problemów. Masz dzień wolnego na zwiedzanie i aklimatyzację. Jutro dostaniesz informacje i sprzęt. To miejsce będzie twoim domem na dwa kolejne tygodnie.



William Hunt przenosi się z [Korelia] Na celowniku
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez David Turoug » 27 Cze 2014, o 11:00

Lot w towarzystwie Grega Ratuy oraz astromecha R9 okazał się standardowym przelotem między kilkoma systemami, bez żadnych nieprzyjemnych wydarzeń. Jeszcze przed wejściem w atmosferę, gwiezdni podróżnicy mogli podziwiać Concord Dawn, pokrytą w głównej mierze lasami, dżunglami, równinami oraz w niektórych miejscach pustyniami. Ogólne wrażenie jakie sprawiał ten świat było pozytywne, oczywiście do momentu kiedy nie pomyślało się o nieodległej Mandalorze, która przed jedenastoma latami została zamieniona w żużel.
Procedury portowe oraz samo lądowanie również przebiegły bez zastrzeżeń. Ratua oraz "Crush" dostali zadanie przeglądnięcia "Poszukiwacza" i dokonania kilku poprawek, po tym jak YT-1930 był w rękach mechaników Johnsona. Sam Hunt został doprowadzony do nieodległego kompleksu mieszkalnego, gdzie zostało mu przydzielone całkiem przyjemne pomieszczenie. W sypialni odczytał karteczkę z informacją, a następnie udał się do kabiny prysznicowej, by się odświeżyć. Mężczyzna miał przed sobą wolny dzień, więc postanowił spożytkować go do maksimum.
Kosmoport nie odbiegał od standardowego modelu, znajdującego się na innych planetach zewnętrznych rubieży. Kilka głównych alejek, liczne kantyny, sklepy z częściami oraz przedmiotami pierwszej potrzeby. Być może znajdowało się tutaj nieco więcej straganów z warzywami, choć zważywszy na rolniczą charakterystykę Concord Dawn, nie było to nic dziwnego. Oprócz ludzi, dominującą częścią społeczeństwa byli Devaronianie.
William skręcił w jedną z alejek, by przekroczyć próg kantyny o przewrotnej nazwie "Pustynny Las". Po drodze mógł skorzystać ze zdecydowanie większego lokalu, ze słowem "Mando" w nazwie, jednak wolał nie narazić się bardziej narwanym mieszkańcom, pamiętającym dawne czasy, gdy Mandalorianie stanowili codzienny obrazek planety. Sam lokal, do którego wszedł, raczej nie zasługiwał na miano kantyny. Prosty bar pod ścianą, dosłownie kilkanaście brzydkich, durastalowych stolików oraz obskurne, zagrzybiałe ściany. Prócz trójki Devishów pod ścianą i jednego Durosa przy kontuarze, a także barmana, w pomieszczeniu nie było nikogo.
- Witam. "Czerwonego karła". - rzekł zdecydowanym tonem Hunt - Kiepski utarg? Pewnie po południu macie więcej gości, ale nie o tym chciałem. Mógłbyś mi opowiedzieć o ciekawych miejscach w kosmoporcie.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez Mistrz Gry » 10 Lip 2014, o 00:26

- Zdefiniuj ciekawe miejsce. - Barman nie zareagował na jego wcześniejsza zaczepkę. - Jest wiele miejsc a jeszcze więcej opowieści. Wszystko zależy od twojej hojności. - Barman nie dwuznacznie pokazał kubek na napiwki. Łatwiej było zapłacić za informacje, niż samemu je zdobywać. Po wojnie Concord Dawn stał się zaściankową planetą, więc obieg wiadomości był znacznie ograniczony.
- Ja znam kilka ciekawych miejsc. - Do rozmowy włączył się siedzący obok Duros. Mężczyzna za barem nie był zachwycony nowym rozmówcą. - Zamawiasz coś? -Warknął w stronę Durosa. - Daj dwa piwa. - Obcy podsunął jeden z otrzymanych kufli Huntowi. Niebieskoskórzy słynęli z swego zamiłowania do opowieści i bajek, jednak z drugiej strony interes to interes. - Jesteś nowy w tym miejscu, a ja tu czekam na załadunek zboża już drugi tydzień, zatem proponuje wymianę. - Niebieski upił trochę piwa po czym podjął wątek. - Ty coś opowiesz a za to ja powiem co i gdzie można znaleźć na tej planecie. W systemie obok jest całkiem ciekawe cmentarzysko statków. Nawet najbardziej zdegenerowani złomiarze trzymają się od niego na odległość. -
W międzyczasie lokal się zapełnił osobistościami wszelkiego kalibru. Starcy bez rąk z prostymi protezami, zrezygnowani młodzieńcy i sporo zwykłych rolników. Czasami słychać było podniesione głosy. - To jak z tymi opowieściami? - Zapytał się zniecierpliwiony Duros.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez David Turoug » 31 Lip 2014, o 17:58

Choć Concord Dawn rzeczywiście znajdowało się na uboczu w pełni cywilizowanych światów Galaktyki, to kantyna była standardową oazą życia, jak we większości systemów, bez podziału na światy prymitywne i zaawansowane. Hunt przepadał za opowieściami, jednakże sam nie należał do wybitnych gawędziarzy. Ostatecznie zdecydował się wrzucić kilkanaście imperialnych kredytów do puszki na napiwki. Przed laty, zapewne bardziej stosowne byłoby pozostawić walutę Huttów - peggaty, dzielące się na drobniejsze troguty, a te na łupi-upi, jednak Will ani nie posiadał takich środków, ani tym bardziej nie wiedział, czy ciągle są w obiegu.
- Cóż możemy porozmawiać w trójkę. - rzekł porozumiewawczo archeolog z Korelli, licząc na to, że barman okaże się wylewny, a i swoje pięć groszy dorzuci Duros. Poszukiowacz zawsze miał też w zanadrzu jakaś opowieść czy to ze Światów Jądra, czy najdalej wysuniętych krańców Galaktyki.
- Na razie interesowałby mnie co tutaj jest ciekawego do zobaczenia, na samym Concord Dawna. Pobliskie systemy mogą poczekać. Jest tu coś, czym interesuje się miłościwie panująca nam, imperialna władza? - spytał, ściszając głos mężczyzna - Jakieś wykopaliska? Specjalnie zabezpieczone strefy?
Hunt nie doczekał się na swojego "Czerwonego Karła", być może pracownik kantyny był tak ociemniały, że nie znał tego drinka, jednak na szczęście pozostawało piwo, które postawił Duros. William pociągnął spory łyk z kufla, czekając na odpowiedź ze strony barmana.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez Mistrz Gry » 17 Sie 2014, o 00:22

- Władza interesuje się tylko utrzymaniem porządku. - Westchnął barman. - Z alkoholu mam tylko piwo, byś wiedział na przyszłość. - Rozmówca nadal kluczył wokół pożądanego tematu. - Potraktuj to jako zachętę. Jakieś 20 km stąd rozpoczynają się ziemie, jednego z wybitych w czasie wojny klanów. Niedawno ktoś tam węszył. - Rzeczywiście informacja stanowiła dość kuszącą zachętę. Najprawdopodobniej Imperium przeszukało już tamte tereny w celach naukowych, a jednak ktoś tam czegoś szukał. Rodziło się pytanie, po co?
- Chętnie bym się tam wybrał. - Mruknął pod nosem Duros. - Nawet złom z dopiskiem Mandalore, jest coś wart. Sporo ludzi to kupuje, by rekompensować sobie brak podróży. - Dodał pomiędzy łykami piwa. Brzmiało to całkiem rozsądnie. Mieszczuchy z planet Imperium, kupowali rożne dzieła sztuki i pamiątki. Cześć ludzi, żyła w autonomicznych kompleksach mieszkaniowych i często nie opuszczają ich przez całe swoje życie.
-Znaleźć wam przewodnika? - Rzucił od niechcenia barman, przerywając polerowanie kufla. - Jak zwykle, biorę 10 procent zysku za pośredniczenie. - Dla Hunta pojawił się punkt zaczepienia, coś czym mógł się chwilowo zająć i dostarczyć pracodawcy informacje i jakieś wartościowe predmioty.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez David Turoug » 19 Paź 2014, o 11:53

Popijając piwo Hunt rozmyślał nad tym, co mówili mu zarówno barman jak i Duros. Kwestie finansowe, po tym jak zaczął pracować dla "firmy X", jak nazywał ją w swoich myślach, raczej nie stanowiły dla niego problemów. Chcąc nie chcąc musiał się liczyć też z tym, że po wykonaniu zadania, osoby trzecie w postaci obcego czy pracownika kantyny mogą dziwnym trafem wyparować z powierzchni Concord Dawn. W ostatnim czasie William raczej myślał o swoim życiu, więc wbrew zasadom moralnym, gdzieś z tyłu głowy liczył się z ofiarami dla dobra sprawy.
- Pan 10%, przewodnik kolejne 10%, obstawa 10%, tragarze 10% i kogo tam jeszcze wymyśli biorą po 10%, a mnie zostaje banthcie gówno. - odparł sarkastycznie Korellianin - Potrzebuję kogoś kompetentnego w jednej osobie. Ostatecznie mogę się zgodzić odstąpić pewną część, jeżeli owy gość będzie naprawdę kompetentny. Przy okazji moglibyście panowie powiedzieć coś o działaniach Imperium? Chodzi mi raczej nie o sprawowanie władzy w sensie politycznym, a o działaniach militarnych bądź powszechnie znanych jako tajne. Wybaczcie takie pytanie, ale nie chcę mieć problemów z reżimem.
William wiedział, że i z imperialnymi idzie się dogadać, jednak każda informacja mogła być przydatna. Liczył także, że problemów na lądowisku nie mieli ani R9 "Rush", ani Ratua. Chodź Johnson płacił niemałe pieniądze, to Greg był jego asystentem i doradcą od kilku dobrych lat. Hunt nie miał zamiaru zamieniać go na nieznanego pachołka, wskazanego przez "szefa".
- Zapomniałbym, kiedy będziemy mogli tam wyruszyć? Czas to pieniądz. - dodał Will, kończąc swoje piwo...
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez Mistrz Gry » 3 Lis 2014, o 00:23

- Ta jasne i człowiek na ulicy policzy ci 10% za oddychanie jego powietrzem. Masz człowieku poczucie humoru. - Barman wydał się nieco rozbawiony postawą Hunt'a. - Wiesz bez pomocy, ciężko ci będzie zdobyć kompetentnych pracowników. No i oczywiście Imperium możne zainteresować się twoją działalnością. - William nie wiedział, czy to czcze gadanie, czy subtelna groźba. - To samo w drugą stronę. - Mężczyzna zrobił krótką pauzę. Nie wiadomo, czy miała zbudować napięcie, czy dać czas na zrozumienie jego złów. - Jestem w stanie udzielić ci informacji o ich ruchach, posterunkach, władzach. To tylko kwestia ceny. -
Hunt musiał szybko podjąć jakąś decyzję. Ten człowiek może tylko się przechwalał ale z drugiej strony, mógł mieć tak rozbudowane kontakty. Imperium w swojej potędze, nie było czasami w stanie, wyegzekwować prawa na tak zaściankowych planetach. Concord Dawn nie przedstawiało żadnej wartości, zresztą jak podobne planety w tych okolicach, najczęściej wypalone i pełne ruin.
- Nie przejmuj się. On się z tobą droczy. - Powiedział uspokajająco Duros. - Na początek nie będzie nam potrzebna żadna obstawa. - Obcy wychylił swój napój i zamyślił się. - Myślę, że możemy wyruszyć w każdej chwili. To nie jest daleko, a możemy wstępnie obejrzeć teren.- Dodał po chwili.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez David Turoug » 13 Gru 2014, o 23:03

Hunt miał już dosyć przekomarzania się i czekania aż któraś ze stron wymięknie. Każdy chciał ugrać dla siebie jak najwięcej. Barman jak to człowiek, był chciwy i łasy na pieniądze, zaś z drugiej strony Rodianie w dziewieciu na dziesięć przypadków mieli niezwykle wątpliwą renomę. Przy pierwszej lepszej zadymie kończyli z dziurą na piersi bądź bili rekord systemu na sto metrów. W końcu ucieczka była nierzadko skuteczną metodą tej rasy.
Korelianin nie zastanawiając sie dłużej, sięgnał za pazuchę, by wyciągnąć z kieszeni chip o wartości stu kredytów imperialnych. Ostatecznie nie były to jego pieniądze, a Johnson raczej nie dbał o tak nikłe sumy.
- Co ciekawego możesz mi powiedzieć? - spytał pracownika kantyny, przytrzymując walutę pod dłonią - Kto wie czy nie mam więcej takich prostokącików.
Oczywiście William rzucił także spojrzenie w kierunku Rodianina, być może i on był w stanie powiedzieć coś ciekawszego, niż propozycja natychmiastowego wymarszu. Hunt nie miał pewności czy za rogiem nie napotka koleżków obcego, którzy zechą skrócić go o głowę, wyciągając wcześniej wszelkie kosztowności.
- To jak będzie? Już wcześniej mówiłem, dla mnie liczy się każda minuta. Nie jestem emerytem, by mieć czas przesiadywać tutaj każdy, długi wieczór. - dodał człowiek, oczekując na szybką, a zarazem konkretną odpowiedź.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez Mistrz Gry » 31 Gru 2014, o 18:35

Rodianin unikał spojrzenia podróżnika. Mimo wcześniejszego zainteresowania, teraz wydawał się obojętny. Po chwili zapłacił barmanowi i wyszedł z lokalu.
- Tania sztuczka przyjacielu, to nie Tatooine by świecić człowiekowi walutą w oczy. - Barman też potrafi być uszczypliwy, w pewien specyficzny dla tego zawodu sposób. - No dobrze. Te ziemie klanu, to nie do końca prawda. Owszem, należały do jednego z klanów w czasie wojny, jednakże prawdopodobnie było tam coś na wzór ośrodka badawczego. - Pracownik kantyny, raczył sobie kpić z klienta. Mandalorianie i ośrodki badawcze. Oni ledwo do dziesięciu liczyli, nie mówiąc o zakładaniu laboratoriów. - Kompleks był stary bardzo stary. W czasie II Wojen Mandalorianskich, został zniszczony przez Imperium. Pomyśl wiedza, która przeraziła Imperialnych, ze ją zniszczyli. - Mężczyzna mówił wręcz niestworzone historie. A powiadał to tonem, który wskazywał, iż istotnie w to wierzył.
- Zmyśliłeś to? - Zapytał się zaintrygowany tą opowieścią Duros. - Nie opowiadałbyś czegoś takiego na głos, w kantynie. - Obcy miał wyjątkowo rozwinięty instynkt samozachowawczy. Durosi uwielbiali legendy i powiastki ale miewali eż rozsądek.
- Nie, nie zmyśliłem. Popytaj po sali. Większość siedzących osób tam było. Większość straciło kończyny. Spieszyło się wam, nie będę was już zatrzymywał.-
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez David Turoug » 31 Gru 2014, o 19:23

Ostatecznie barman nie powiedział nic specjalnego, szczególnie że kwota jaka otrzymał była jak na standardy Concord Dawn niemała. Hunt dopił drinka, po czym spojrzenie przeniósł na Durosa. Najwyższy czas zacząć działać, nie było sensu czekać na nowy dzień, w końcu podróż nie była zbyt męcząca.
William jeszcze na kilka sekund zatrzymał się w kantynie. Ostatnie dni były dla niego wręcz szalone. Powrót na rodzinną Korellię, porwanie, spotkanie z tajemniczym Johnsonem oraz zgoda na pracę dla jego nieznanej firmy. Choć Will otwarcie wyraził swoją niechęć wobec Imperium, zaczął mieć podejrzenia, że pośrednio może pracować właśnie na rzecz panującej w Galaktyce władzy. Ostatecznie uznał, że na razie zależy mu na dobrym zarobku, a później w zależności od rozwoju sytuacji, podejmie stosowne działania.
- To jak panie... eee jak się pan właściwie nazywa? - spytał dosyć nieporęcznie człowiek obcego - Nazywam się Hunt. Zdaje się, że miał mi pan coś niecoś pokazać na tym zadupiu. Dość już przesiedziałem przy tym szynkwasie.
Obaj wyszli przed lokal, w międzyczasie archeolog przesłał wiadomość tekstową na swój statek, by poinformować R9 oraz Grega Ratuę o swoich najbliższych planach. Przy dobrych wiadra wróci na "Poszukiwacza" jeszcze na kolację, choć nie wykluczał też nocnej ekspady.
- Jesteś mieszkańcem Concord Dawn czy może utkwiłeś tutaj na krótką chwilę? Świat raczej nie wygląda na zbyt ciekawy, szczególnie że na Mandalorę nie ma co się wybierać, no może jakby ktoś chciał eksportować żużel. - zagaił WIlliam do Durosa - Tu masz mój datapad z mapą. Zaznacz mi co powinienem tutaj odwiedzić. Przy okazji jak wygląda tutaj prawo? Tutejsza placówka Imperium chyba nie jest zbyt liczna?
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez Mistrz Gry » 6 Sty 2015, o 23:32

- Mów mi Scott. - Odpowiedział Duros. - Rodzice mieli pociąg do ludzkich nazw. Mieszkam tu i lubię to miejsce. Władze są uczciwe i bym rzekł dobre. - Pilot szedł spokojnie przed siebie prowadząc Hunt'a.
- Jasne daj uzupełnię ci mapę. - Powiedział i wziął cyfronotes. - Polecimy moim śmigaczem, stoi niedaleko. Potrzeba będzie trochę sprzętu ale mam coś co powinno się przydać.
Zebranie wszystkiego oraz dotarcie do pojazdu nie trwało długo. Sama podróż była dość monotonna. Świat wyglądał jak gojąca się rana. Miejscami zielony, porośnięty drzewami i roślinami uprawnymi, a miejscami pusty, bez szaty roślinnej, jakby jeszcze nie dawno wypalony.
Po jakiejś godzinie lotu krajobraz nieznacznie się zmienił. Znikły wszystkie okazy flory, a pojawiły się kratery. - Mocno to bombardowali. Nie bezmyślnie i na silę. Powiadają o precyzyjnych strzałach, jakie tylko imperialna flota jest w stanie oddać. - Wtrącił uwagę Scott.
Nie minęło 15 min gdy znaleźli się pod stokiem niewysokiej góry. Kierowca zaczął wypakowywać prosty sprzęt wspinaczkowy. - Schodzimy na dół. Dziś tylko na chwilę, bo nie długo zmierzch a ja nie chcę tu zostać na noc.- Wyglądało, ze obcy nie żartuje. - Zejdziemy czymś w rodzaju szybu wentylacyjnego.-
Zejście w dół szybu przebiegło dość szybko. Widać było, że lokacja była częstym miejscem wycieczek. Na spodzie leżało sporo nowych śmieci, takich jak butelki i opakowania po żywności. - Za mną. Jest tu korytarz nie uczęszczany przez większość osób, który łączy się z bocznym przejściem. - Duros prowadził go pewnie przez podziemny labirynt. W pewnym momencie pod stopami pojawiły się płytki. Ściany zaczęły robić się równe i płaskie. W końcu stanęli przed wyważoną grodzią. - Mówiłem, że dojdziemy. Jak zapowiedziałem, nie chce tu nocować ale decyzja należy do ciebie. Jeśli zostaniemy, to będziemy musieli znaleźć osłonięty nocleg. - Scott mówił to całkiem niechętnie, jakby sama myśl o noclegu napawała go niepokojem. - Rożnie gadają, niektórzy odeszli od zmysłów. - Dodał po chwili. - W dzień jest tu względnie bezpiecznie, jednak w nocy... - William nie usłyszał dalszej części wypowiedzi. Przerwał ją wizg metalu. - No to się dowiemy prawdy. - Powiedział grobowym głosem.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez David Turoug » 7 Sty 2015, o 17:11

Hunt rejestrował wszystkie punkty orientacyjne, idąc razem ze Scottem. Swoją drogą było to nietypowe imię jak na Durosa. Wspinaczka nie sprawiła człowiekowi większego problemu, gdyż w swojej karierze William niejednokrotnie musiał dostawać się w gorzej usytuowane miejsca. Wystarczyło jedynie wspomnieć wyprawę na Almanię, gdzie towarzyszyła mu Saine Kela.
Na dole rzeczywiście mocno wiało, a w nocy wiatr mógł się wzmóc. Sama gródź nie wyglądała na jakieś specjalne odkrycie naukowe. Ciekawsza na razie były informacje przekazywanego przez obcego. Korellianin z przymrużeniem oka traktował tego rodzaju opowiastki, jakby w tajemniczy sposób ktoś miał ginąć, tylko z tego powodu, że nastawała ciemność.
- Spokojnie Scott, spokojnie. To tylko stare odrzwia skrzypią. Lepiej powiedz mi skąd takie legendy? Prędzej uwierzę, iż grasuje tutaj jakaś szajka bądź dzikie zwierzę. - odparł stonowanym głosem Hunt, w międzyczasie doglądając wejścia do groty - Hmm, sami nie za wiele tu zdziałamy, trzeba przyjść tutaj z ekipą i sprzętem. We dwóch nie za wiele zdziałamy. Hmm, słyszałeś co ciekawego można było tu znaleźć? Obawiam się, że przez tyle lat ciekawsze obiekty mogły zostać rozkradzione bądź skonfiskowane przez Imperium.
[tab]20[/tan]W oczekiwaniu na odpowiedź, człowiek dokonał elementarnych oględzin oraz skorzystał z rejestratora by uwiecznić kilka ciekawszych punktów. Dokonał też paru notatek w datapadzie. Po kilku minutach, spojrzał na Durosa, dla którego każda chwila spędzona na dole była co raz bardziej nieprzyjemna.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez Mistrz Gry » 14 Sty 2015, o 01:02

- Od zawsze interesowało mnie to miejsce. - Powiedział roztrzęsiony Duros. - Nie wierzyłem w te legendy. Dziś w kantynie tak samo, nie wierzyłem barmanowi. Mój gatunek uwielbia opowieści. Zawsze jak jej słucham jestem zaintrygowany ale nigdy nie dawałem im wiary i zawsze było to dla mnie nowe. - Sprawę pogorszył kolejny odgłos. krótkie warknięcie, na które Obcy aż podskoczył. Widać było, że nie był z Williamem do końca szczery. - Demagolka. - Wycharczał przerażony. - Tak zwali to Mando. - Dodał szeptem. Trząsł się niczym w febrze. - Oni przyjdą po nas... Johson wiedział... - Korelianin mógł czuć się zdezorientowany. Tyle informacji na raz.
Znowu dał się słyszeć zgrzyt metalu. Obcy jak na popatrzył na Hunta nieobecnym wzrokiem i puścił się biegiem w środek korytarza. Słychać było oddalające się kroki oraz pojedyncze przekleństwo. Sekundę potem, do uszu Williama doszedł szum opadających kamieni i wrzaski Durosa.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez David Turoug » 14 Sty 2015, o 01:53

Hunt nie uległ atmosferze grozy, jaka opanowała całkowicie Durosa. Mimo iż jego opowieść była co raz bardziej chaotyczna, a co chwilę jego głos był zagłuszany przez charakterystyczny dźwięk. Nagle spanikowany obcy ruszył przed siebie wgłąb korytarza.
- Stój! Zaczekaj kretynie... - krzyknął William, jednak Scotta już nie było - Niech go szlag...
Jak powiedział, tak i też się prawdopodobnie stało, gdyż kilka sekund później z groty wydobył się krzyk przewodnika oraz huk spadających bądź walących się głazów i skał. Archeolog szybko sięgnął po swój DL-18, by w razie jakichkolwiek kłopotów błyskawicznie przystąpić do akcji. Najrozsądniej było wycofać się do lin i ruszyć w górę. Czym była wspomniana "demagolka"? Will nie był do końca pewny, choć na pewno gdzieś w opasłych tomach historii , które miał okazję przejrzeć, mignęło mu imię mandaloriańskiego badacza Demagola. Teraz nie miało to jednak znaczenia, należało oddalić się jak najszybciej od miejsca zagrożenia, póki na horyzoncie majaczyło światło lokalnej gwiazdy.
Mężczyzna powoli, krok po kroku, zmierzał do punktu wyjściowego, mając w pogotowiu blaster. Choć nie wiedział, czy w tej dolinie jest zasięg, skorzystał z sygnału alarmowego, nadawanego przez datapad, a którego odbiorcą mieli być jego towarzysze pozostali na "Poszukiwaczu". Huntowi nie wydawało się, by Johnson specjalnie wpakował go w tą kabałę, w końcu gdyby chciał go kropnąć zrobiłby to jeszcze na Korelii, po cichu i bez świadków. Nie mniej pewne kwestie wymagały wytłumaczenia...
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez Mistrz Gry » 19 Sty 2015, o 00:24

Hunt porzucił swojego towarzysza i ruszył ku wyjściu z kompleksu. Droga wydawała się prosta ale odnalezienie właściwego szybu technicznego i zlokalizowanie wybitej grodzi, nie było łatwe. Mężczyzna nie wiedział, że nie jest w stanie nadać sygnału alarmowego.
Już po kilku minutach do umysłu podróżnika zaczęło docierać, że się zgubił. Szedł niby prosto, krok po kroku, do wyjścia, a nadal go nie odnalazł. Co jakiś czas dal się słyszeć znany dźwięk metalu, jednak było coś więcej. Czuć było zimny powiew, a do uszu dobiegał mechaniczny szum, niczym pracujący daleko agregat prądotwórczy i kroki. To mógł być tylko wymysł zmęczonego umysłu. Ktoś w podkutych butach w opuszczonym kompleksie, raczej mało możliwa sytuacja.
Okolica również uległa zmianie. Stała się bardziej czysta. Tak to było dobre określenie. Jasne kafelki na ścianach i podłodze, mniej śmieci i sporadycznie pojawiały się tablice.
W takich, chwilach do człowieka docierało, że porzucenie przewodnika to marny pomysł. Nie wiadomo było, czy zginął, a może nadal żył i czekał na pomoc. Jedno było pewne, bez niego nie opuści tego miejsca.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez David Turoug » 20 Sty 2015, o 22:23

Cała otoczka tego kompleksu zdawała się mieć jakieś paranormalne źródło, choć Hunt był człowiekiem mocno stąpającym po ziemi. Oczywiście nie zaprzeczał istnieniu Mocy, w końcu od latu grzebał w ruinach, glebie, grotach i innych miejscach skąd wynajdował kolejne dowody na jej istnienie - mniej lub bardziej fizyczne. Mimo to był sceptycznie nastawiony do swego rodzaju anomalii, o jakich czasem słyszało się w kantynach, jakoby ktoś miał zniknąć spacerując po zmroku przez antyczne budowle czy zawalone kompleksy starej, podziemnej linii transportowej. Niektórzy mówili, że natknęli się na zapętlenie czasu i przestrzeni, jeszcze inni tłumaczyli to jakimś promieniowaniem czy gazami, zaburzającymi racjonalne myślenie. Z dwojga złego, zdecydowanie bardziej realistyczna była ta druga opcja.
Czy pozostawienie Durosa było aktem paniki? William postąpił raczej w myśl zasady RWD. W końcu obcego znał od kilku godzin, równie dobrze to on mógł przyszykować zasadzkę, stwarzając wcześniej atmosferę tajemniczości i strachu. Ponadto nadał komunikat alarmowy i gdyby został on odebrany, mogliby wrócić po przewodnika większą grupą. Stało się jednak inaczej, a archeolog musiał stawić czoło nieznanemu kompleksowi sam.
Nieco zdziwił się, iż nie trafił do odpowiedniego szybu, prowadzącego do punktu wyjścia. W swojej karierze kilkakrotnie gubił się w terenie, jednak zawsze odnajdował trafną drogę. Orientacja w terenie była bardzo ważną cechą w jego zawodzie. Tym jednak razem jego zmysły zawiodły. W tym całym zamieszaniu Hunt był ciekawy, jaki udział ma Johnson. Czy rzeczywiście chciał w łatwy sposób pozbyć się Korellianina, czy może w ogóle nie miał związku z tym całym zajściem. Odpowiedź zapewne znajdowała się na końcu drogi, chociaż szansę na jej przejście, bez uszczerbku na zdrowiu mężczyzna oceniał na 50%.
William raz jeszcze sprawdził czy blaster łatwy wychodzi z kabury, po czym ruszył naprzód, ku nieznanemu kompleksowi. Nie odczuwał strachu, prędzej nazwałby to lekkim niepokojem, w końcu tylko głupi szedłby raźno przed siebie, nie spodziewając się żadnych przykrych niespodzianek...
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez Mistrz Gry » 13 Lut 2015, o 00:30

Doszukiwanie się zjawisk paranormalnych, mogło wydawać się sporą przesadą i to do tego w sektorze galaktyki gdzie Moc nie miała najlepszej opinii. Kompleks jak każdy inny, może tylko z lekką aurą tajemnicy i zagadki.
Zagubiony podróżnik może i nie czuł strachu, a jedynie niepokój ale często od jednego, do drugiego było całkiem niedaleko.
Nie wiadomo czy było to zmęczenie materiału czy uszkodzenie spowodowane minioną eksplozją, czy była inna tego przyczyna, korytarz runął pod ciężarem archeologa.
Po krótkiej chwili oszołomienia, nieszczęśnik mógł stwierdzić,że obyło się bez kontuzji i obrażeń. Po dalszych paru minutach, podjął dalszy marsz.
Nowy korytarz pokryty był białymi płytkami i z jednej strony ograniczony był o kompletną gródź. Lokacja sprawiała wrażenie ponurego bloku szpitalnego z podrzędnego holofilmu. Od czasu do czasu spod sufitu zwisała smętna szmata, niczym pozostałości jakiegoś sztandaru.
Korytarz kończył się przeszklonymi drzwiami, które o dziwo były kompletne. Za brudnych szyb można było dostrzec przestronna salę. Do tej pory wszystko było zdemolowane, a tu miał do czynienia z pomieszczeniem z pełnym wyposażeniem.
W sali rzędami stały łóżka szpitalne. Za nimi była tafla szkła i stanowisko do obserwacji. ściany były pokryte planszami o różnej tematyce. Na jednych z nich widniała sylwetka humanoida o dziwnych proporcjach, inne ukazywały przekrój przez układ kostny. Wszystkie były dziwne i na swój sposób niewłaściwe. Po kolejnych oględzinach, drzwi okazały się niedomknięte i ich otwarcie nie wymaga wiele wysiłku.
Wyczulone oko wychwyciło ruch. Nim zdążył się odsunąć, zauważył znajomego Durosa, który buszował po pomieszczeniu.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez David Turoug » 22 Lut 2015, o 00:06

Idąc przez tajemniczy kompleks, Hunt nie chował już blastera w kaburze, lecz miał go gotowego do użycia w dłoni. Całość wydawała się absurdem. Ogólne wrażenie Concord Dawn nie pasowało do sterylnych pomieszczeń, które mogły kojarzyć się z jakimś szpitalnem czy lazaretem. Mózg mężczyzny pracował na najwyższych obrotach. Do kogo mogło należeć owo laboratorium? Czyżby swój ośrodek miało tutaj Imperium, na obrzeżach cywilizacji, gdzie nikt postronny nie powinien dotrzeć? A może jakiś prywatny inwestor postanowił zafundować sobie fabrykę klonów? Oczywiście na planecie nie spotkał ani Kaminoan ani Arkanian. Najwątpliwszym tropem wydawali się mandalorianie, chociaż kto ich wie. Po katastrofie Mandalory, mogli zaszyć się tu, z własną bazą.
William wyrwał się z rozmyślań, gdy dostrzegł ewidenty ruch, a jego prowodyrem był znanu mu Duros, który nie wydawał się być przestraszony czy spanikowany. Co więcej myszkował po pomieszczeniu, zapewne w poszukiwaniu jakiś cennych rzeczy. Człowiek najciszej jak mógł, przekroczył próg, by zaskoczyć swojego przewodnika. Cały czas miał w pogotowiu broń, gdyż nie był pewien czego może się spodziewać po obcym. Ostatecznie poznał go kilka może kilkanaście godzin temu w barze. Zastanawiające było też to, że ani Ratua, ani jego droid nie odpowiedzieli na jego wezwanie.
- Znalazłeś coś ciekawego? - spytał Hunt, zdradzając swoją obecność - Nie ukrywam, że najbardziej interesowałoby mnie odnalezienie wyjścia z tego domu wariatów, a w drugiej kolejności wyjaśnienia. Jesteś na usługach Johnsona? On maczał w tym całym cyrku palce?
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez Mistrz Gry » 18 Mar 2015, o 22:24

- Wszystko.- Duros odwrócił się z podniesionymi rękami do Hunt'a - To miał być test dla ciebie ale coś poszło nie tak. - Sprawiał wrażenie szczerego i patrzył rozmówcy prosto w oczy.
- Możesz opuścić broń? Przysięgam żadnych sztuczek. - Obcy nie czekał na odpowiedź, tylko kontynuował. - Jestem dość dobrym aktorem, niezwykłe nieprawdaż? Sam byłem dumny z tego napadu strachu i ucieczki, aż do czasu gdy nie wpadłem do korytarza poniżej. To miejsce było wszystkim dobrze znane aż do dzisiaj.-
Jakby poważnie się zastanowić to to zakrawało na farsę. Z jednej strony byli maniacy typu tego Durosa, z drugiej podziemia w których raczej nikt nie był.
- Jeśli mi wypaczysz i opuścisz bron opowiem ci gdzie jesteśmy. - Oby nie był specjalnie skrępowany obecną sytuacją. - Widzisz Mandalorianie są pokręconymi dzikusami, aczkolwiek trafia się czasem jakiś, co ma więcej niż jedna komórkę mózgową. Niestety z ich wrodzony barbarzyństwem, jest to odrażające połączenie. - Rozmówca westchnął z znużenia. - Prowadzili badania na wzór Demagola. Tamten badał jedi, ci wzmacniali kalekich żołnierzy. Inżynieria genetyczna połączona z implantologią. Odrażające. - Próbował podnieść rękę ale od razu zrezygnował. - Zobacz tylko te potwory odbudowywały ciężko rannych. Wcale się nie dziwie Imperium miało przewagę. - Umilkł na chwile. - Opuścisz blaster i zgoda? - Zapytał z nadzieją.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6052
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [Concord Dawn] Grzebiąc w popiołach.

Postprzez David Turoug » 20 Mar 2015, o 12:35

Gadanina Durosa nie uśpiła czujności Hunta. Obcy jak sam zaznaczył był czy raczej jest dobry aktorem. Równie dobrze mógł szykować kolejną niespodziankę, a wzmianka o Johnsonie miała tylko uwiarygodnić jego historyjkę. Will nie był aż tak głupi by chować blaster do kabury. Odsunął się nieco od niezbyt rozgarniętego przewodnika i opuścił nieco broń, chociaż ciągle miał ją w pogotowiu.
- Twoja wiarygodność spadła poniżej zera, choć od początku nie była za wysoka. Może to prawda co mówisz, a może nie. Doskonale wiem, że Concord Dawn i okoliczne systemy należały kiedyś do Mandalorian więc sam mógłbym wymyślić taką opowiastkę. Poza tym, to wszystko wygląda jakby było na chodzie, a ty mówisz o tym w czasie przeszłym. - rzekł zirytowany William, zachowując skupienie - Podejrzewam, że Imperium macza w tym swoje paluchy, razem z Johnsonem i tobą. Sprawa śmierdzi na kilometr, a obecnie jedyną rzeczą jaka mnie interesuje to opuszczenie tego ośrodka.
Mężczyzna miał świadomość, iż Duros może odmówić mu pomocy, choć panem sytuacji i tak był Korellianin, gdyż zawsze mógł zlikwidować swojego rozmówcę i na własną rękę odnaleźć wyjście. Nikt nie był na tyle głupi by w takim ośrodku nie zaprojektować kilku dróg ewakuacyjnych na wypadek jakiegoś nieszczęścia. Krytyczne wypowiedzi obcego o Mandalorianach jeszcze bardziej przekonały Hunta o tym, że za sznurki pociąga ktoś spod znaku obecnego reżymu, jaki rządził w Galaktyce.
Image
Awatar użytkownika
David Turoug
Gracz
 
Posty: 5000
Rejestracja: 28 Wrz 2008, o 01:25

Następna

Wróć do Archiwum

cron