Content

Statek piracki "Darasuum"

Pokład załogi

Re: Pokład załogi

Postprzez Lilith Blindshoter » 1 Lis 2014, o 00:50

Gniew bladolicego osobnika ją zaskoczył, ale nie przeraził. Analiza sytuacji zajęła jej mniej niż mgnienie oka. Korytarz nie był specjalnie szeroki, to dobrze, jej niewielki wzrost dawał jej pewna przewagę gdy trzeba było operować na tak niewielkiej przestrzeni. Ponadto mają oczywistą przewagę liczebną. Oczywiście lepiej nie wszczynać burdy na statku, ale jeśli sytuacja wymknie się z pod kontroli, nie są na całkiem straconej pozycji.
- Zostaw go. – Powiedziała, w ułamku sekundy stając między Blazem a bladolicym wojownikiem. Nie uważała, że bogatsza w słowa wypowiedź jest konieczna. Jej słowa brzmiały zdecydowanie i twardo, jednak nie koniecznie agresywnie. To samo wrażenie biło z postawy jaką przyjęła. Można było mieć wrażenie, że mimo niewielkiego wzrostu zrobi wszystko by nie dało się jej ruszyć z miejsca. Ale nie miała też zamiaru atakować.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 304
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Pokład załogi

Postprzez Cecilia Row » 1 Lis 2014, o 01:38

Ojej. Nie, znowu coś się psuje. Coś trzeba zrobić. Coś. Ale co? Była Cecilią i nikim więcej, co ona mogła? Ranny mężczyzna nie powinien teraz wstawać; powinna mu zapewnić komfort termiczny i upewnić się że u tej drugiej wojowniczki wszystko w porządku. Powinna zaprowadzić go do centrum medycznego, żeby tam odpoczął. Wszystko powinno być dobrze, a ona powinna panować nad sytuacją, gdy tymczasem sytuacja pogarszała się dramatycznie. Na początku myślała, że to jakiś zbytni ciekawski, który zainteresował się akcją na korytarzu, ale mężczyzna chyba miał w nosie pierwszą pomoc. Musiała coś zrobić - oni nie mogli przecież tak po prostu się pozabijać, prawda...? Ten nieznajomy mężczyzna - to co mówił i jak się zachowywał - wskazywało na to, że głęboko ranił i niszczył samego siebie i swoje wnętrze. Nie znaczyło to, że chciała potraktować go łagodnie, o nie - oczyma duszy już widziała jak okazuje mu współczucie a on wszczyna krwawą jatkę na samym środku korytarza. Po prostu teraz, o ile będzie potrafiła, nie może dopuścić żeby ktokolwiek ucierpiał. A psychiką nieznajomego zajmie się później. Co robić, co robić? Zerknęła ukradkiem na Lilith i tę drugą kobietę, zastanawiając się co zamierzają. Jasnowłosa pilotka wydawała się być na tyle pewną siebie, że na pewno jakoś zareaguje; ta druga wojowniczka już stanęła między mężczyznami, polecając nowoprzybyłemu, by zostawił jej towarzysza - Row oceniała, że szanse, iż nie skończy się na słowach jak na razie są duże. Wzięła głęboki wdech i postanowiła zrobić coś zanim będzie za późno. Przestała być Cecilią Row, która nie umie i nie moze nic - była Medykiem Pokładowym ; miała nadzieję, że to znaczy coś więcej niż "Cecilia". Zabraczka, starając się zachować pewność siebie, ale mniej dbając już o dobre maniery, odwróciła się od opatrywanego mężczyzny, mówiąc: "Tylko nie próbuj wstawać - jeszcze tego brakuje, żebyś zemdlał"- po czym wyminęła wojowniczkę i zbliżyła się o kilka kroków do nieznajomego. Obrzuciła wzrokiem jego postawę; najchętniej poprzestałaby na obserwacji szczegółów, wiedziała jednak, że uciekanie wzrokiem w mowie niewerbalnej odczytywane jest jako wycofanie się i niepewność, zmusiła się więc, by dumnie unieść podbródek i wbić spojrzenie w punkt ponad lewym ramieniem wojownika. Przez chwilę widziała jego oczy - lodowate, intensywnie niebieskie - sprawiło to, że serce w niej zamarło, a ze wszystkich myśli w głowie pozostało jej tylko kilka cytatów*, i przekonanie, że śmierć także ma niebieskie oczy. Z tyłu usłyszała jakiś dźwięk - to Lilith postąpiła krok do przodu. Cecilia pomyślała, że szybko musi zacząc działać. Stała na tyle daleko, że mogła mieć nikłą nadzieję, iż w przypadku aktu agresji zdołałaby odskoczyć w tył. W kieszeni miała pilniczek do paznokci - marną broń, ale zawsze coś; przy pasie miała apteczkę, a w głowie ledwie kilka słów, lecz teraz całą swoją nadzieję na bezkrwawe rozwiązanie pokładała właśnie w nich. "Proszę o opuszczenie tego miejsca" - powiedziała stanowczym tonem. - "Widzi Pan, w przeciwieństwie do Pana jestem medykiem pokładowym i przebywam tu służbowo, a nie w celach towarzyskich czy rozrywkowych. Jeśli szuka Pan zajęcia to proponuję panu zainteresować się tym cudownym dziełem sztuki nowoczesnej, jakim są te drzwi i zająć się kontemplowaniem ich formy, byle od drugiej strony" - jej głos był wzburzony i lekko drżał, poza tym jednak nie pozwoliła sobie na okazanie słabości. Swoją wypowiedź zaakcentowała wskazaniem na panel drzwiowy prowadzący do sali treningowej, skąd przybył nieznajomy. "A jeśli bardzo Panu zależy żeby zobaczyć się ze swoim "kolegą", może Pan z nim porozmawiać, zza szybki oczywiście i w godzinach odwiedzin, ponieważ zabieram go do ambulatorium. Jeśli zaś zdecydował by się Pan do niego dołączyć, znajdzie się u nas miejsce - mamy wspaniałe programy do psychoanalizy i symulatory psychoterapeutyczne, które z pewnością pomogą Panu w panowaniu nad emocjami..." - Nie mogła się powstrzymać od ostatniego zdania. Teraz jednak, gdy już powiedziała, co miała powiedzieć, zastanawiała się, czy jeszcze kiedykolwiek będzie miała okazję się odezwać. Mężczyzna wyglądał na osobę, która potrafiłaby ją zabić bez skrupułów, a jej pewność siebie, nawet ta pozorna, gdzieś się ulotniła. Wiedziała, że nie może się cofnąć, bo pogorszyłoby to sytuację; jej jak i wszystkich innych. Zacisnęła dłonie w pięści, nadal spowite w poplamione już od krwi rękawiczki i poczuła jak w palce wbija jej się pierścionek, który dostała od rodziców. Przez głowę przemknęło jej wspomnienie domu. Przymknęła powieki i czekała co się wydarzy.

* -zainteresowanym mogę podać takie przykłady ziemskich cytatów i przedstawień śmierci, ale już nie dzisiaj.
Awatar użytkownika
Cecilia Row
Gracz
 
Posty: 34
Rejestracja: 5 Sie 2014, o 21:02

Re: Pokład załogi

Postprzez Lilith Blindshoter » 1 Lis 2014, o 01:39

Cecilia była pełna niespodzianek, pomyśleć, że jeszcze przed chwilą wydawała się taka nieśmiała. Cóż była odwaga, była siła autorytetu, teraz czas na odrobinę dyplomacji. Postąpiła krok do przodu.
- Hej, hej, tylko spokojnie. – Zawołała Lilith. – Po co te nerwy?
Dziewczyna starała się przyjąć najbardziej pobłażliwy i łagodny ton. Umiała zażegnywać spory. Jeśli sama pozostawała spokojna i wesoła po prostu udzielał o się to innym. Przynajmniej tak to zawsze działało na „Smoku”.
- Jestem Lilith Blindshoter, jestem pilotem. – powiedziała odpowiadając na pytanie mężczyzny - Właśnie dla tego sądzę, że połamane kończyny nikomu się nie przydadzą. – kontynuowała spokojnie – Siły przydadzą wam się kiedy w końcu ruszymy do akcji. – ostatecznie postanowiła się odwołać do ich pragmatyzmu – Jeśli któremukolwiek z was zależy na wizycie w ambulatorium, to serio lepiej poczekajcie na przeciwnika za którego rozwalenie będą wam chociaż płacić. – powiedział, po czym dodała żartobliwie - Zwrócą się koszty leczenia.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 304
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Pokład załogi

Postprzez Blaze Corr » 1 Lis 2014, o 11:54

Blazeowi w jednym momencie podskoczyło ciśnienie słysząc odpowiedź małego knypka w jego stronę. Gdy nieznajoma postać zbliżyła się, rozpoznał w niej wiernego przydupasa Mandalora, nieposiadającego nigdy własnego zdania. Ignorując słowa ratowniczki Blaze dźwignął się i już po chwili stał wyprostowany i gotowy na wszystko - w końcu nie miał już nic do stracenia. Nie odczuwał żadnych dolegliwości oprócz lekkiego bólu, który tak naprawdę towarzyszył mu od opuszczenia sali treningowej, więc nie robiło mu to zbyt wielkiej różnicy. Widział, że sytuacja nie układa się najlepiej, a kobiety pragnące zażegnać konfliktu narażają swoje zdrowie stając przed nieobliczalną bestią.
- Miałeś szczęście, że wcześniej zamknęli mnie w karcerze, w przeciwnym razie ćwiczyłbyś jedzenie przez rurkę a nie mięśnie w tej sali. Mandalor chyba dał Ci za długą symcz. - odpowiedział, na wzmiankę o pojedynku, który nie doszedł do skutku po nienormalnych wyczynach, których dopuścił się już były dowódca grupy uderzeniowej. Swoje pewne kroki skierował w stronę przeciwnika, po drodze analizując otoczenie i układając w głowie możliwe manewry obrony jak i ataku. Wiedział, że o ile dojdzie do walki, nie będzie ona wcale łatwa. Posiadał jednak przewagę w budowie ciała jak i w uzbrojeniu, gdyż Ragnar nie miał założonego pancerza, a Corr tak. Najważniejsza była ochrona kobiet, które przez agresora nic nie robiąc mogły ucierpieć. Choć nie wątpił w ich umiejętności walki, wolał do tego nie dopuścić.
- Proszę nie mów do niego tak skomplikowanym językiem, bo biedak tego nie zrozumie. - zwrócił się do Cecili - pozwólcie - delikatnie odsunął do tyłu ją i Arayę zasłaniając je swoim ciałem. Teraz jego i Ragnara dzieliło kilkadziesiąt centymetrów, może metr. Na pierwszy rzut oka było widać, przewagę wzrostu Corra, która wynosiła mniej, więcej 11 cm. Jego spojrzenie powędrowało w emanujące cynizmem i pewnością siebie oczy pół nagiego Mandalorianina, tak jakby chciało przeszyć na wylot jego czaszkę i odcisnąć ślad na durastalowej ścianie za nim.
- Negocjacje na tym statku prawie zawsze są bezskuteczne... - zbliżającą się negocjatorkę Blaze zatrzymał gestem ręki, dając w ten sposób znak, żeby zachowała bezpieczny odstęp.
- Tylko je tknij a będziesz oglądać Daraasum z zewnątrz. - powiedział widząc, agresję w oczach skierowanych w ich stronę.
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Re: Pokład załogi

Postprzez Riven Skirata » 1 Lis 2014, o 13:14

Ragnar przyglądał się całej tej scenie z fascynacją, mężczyzna za wszelką cenę próbujący bronić kobiet, białowłosej starającej się opanować sytuację, drobnej kobiecie starającej się bronić rannego oraz tej zabraczce, która w imię obowiązku postawiła się przed nim. Co jak co, jednak Ragnar hołdował takim zachowaniom, a nawet je pochwalał widząc wśród innych załogantów.
Mężczyzna nie chciał zranić ani zabić tych trzech kobiet, zwłaszcza po tym co sobą zaprezentowały. A Blaze był w przeszłości chwalony przez Mandalora, mimo swojej porażki jako dowódca wciąż może być wartościowym i niebezpiecznym wojownikiem, tylko musi być ktoś kto nim pokieruje.
Powoli gniew Morkaia mijał niepomny nawet na obraźliwe zaczepki Corra. Ragnar może był szalony ale nie głupi, nawet jakby wszczął burdę na statku to ta banda ma nad nim przewagę liczebną, a poza tym dwoje z nich miało na siebie pancerze. Umiejętności czy zwierzęcy szał nie są w stanie pokonać twardej stali oprawionej w wyszkolonych żołnierzy. Jeśli jednak jakimś cudem Morkai by ich pozabijał, to zapewne Thar byłby bardzo rozczarowany postawą swej pięści.
Bladolicy mężczyzna powoli się cofnął dając ręką nieme przyzwolenie na dokończenie opatrywania rannego.
- To nie będzie dobra śmierć, ani dla mnie ani dla was, spocznijcie. - Powiedział Ragnar, po czym dodał. - A mej psychice dzielna medyczko nic nie dolega, tylko duszy. A jestem Porucznik Ragnar Morkai. A wy czego tu szukacie?
Awatar użytkownika
Riven Skirata
Gracz
 
Posty: 101
Rejestracja: 31 Sie 2011, o 12:58

Re: Pokład załogi

Postprzez Lilith Blindshoter » 1 Lis 2014, o 20:48

Blaze ją zaskoczył i wcale nie była pewna czy pozytywnie. Liczyła, że mężczyzna ma choć krztynę instynktu samozachowawczego. Bójki czy pojedynki na Darasuum, nie były zabronione. Ciężko byłoby zmusić ludzi do tego by wyrzekli się najstarszej, najprostszej i najskuteczniejszej metody rozwiązywania sporów. Co by nie mówić czasami porządny cios w szczękę może rozjaśnić umysł oponenta, a kilka rozkwaszonych nosów często całkiem dobrze oczyszcza atmosferę na statku. Jednak nie należy szukać problemów gdzie ich nie ma. Dopiero wzmianka o karcerze nasunęła jej na myśl, że może Blaze z jakiejś przyczyny od dłuższego czasu czekał na tę konfrontację. I nie zważa na to iż nie jest to ani odpowiedni czas ani miejsce. Oponent Blazea jednak wydawał się mieć więcej zdrowego rozsądku.
Odetchnęła z ulgą, lub raczej zrobiła gdyby nie fakt iż dokładnie w tej chwili bladolicy mężczyzna postanowił się przedstawić. Okazała brak szacunku osobie wyższej rangą. Miała wielką ochotę zapaść się pod ziemię. Mimo to na pytanie Porucznika odpowiedziała szybko i składnie.
- Szeregowy Aaraya Me’senruus – przedstawiła się lekko się prostując – Maiałam się zgłosić do dowódcy Oddziału Abordażowego, do którego zostałam przeniesiona z Ochrony Mostka. – tu urwała na chwilę bo zdała sobie sprawę, że nadal nie wie gdzie ma iść - T-tylko, że jeszcze nie wiem gdzie Go znaleźć. – wyksztusiła nieco ciszej jednocześnie spuszczając wzrok na własne buty.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 304
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Pokład załogi

Postprzez Cecilia Row » 1 Lis 2014, o 23:02

Cecilia nie mogła uwierzyć, że sytuacja uspokoiła się równie szybko co zaczęła. Była jednak wdzięczna losowi za taki finał i nie zamierzała po raz kolejny liczyć na szczęście. Powoli rozluźniła zaciśnięte w pięści dłonie. Obydwa serca głośno łomotały w jej piersi - uspokojeniem ich zajmie się później. "Jestem Cecilia Row. Jak już mówiłam, pełnię funkcję medyka pokładowego." - powiedziała już zwyczajnym, cichym głosem. Teraz musiała zrobić coś z mężczyzną, którego wcześniej opatrywała - wydawał się być porywczy i obawiała się, że zdecyduje się zburzyć kruchą iluzję zgody i pokoju, a sytuacja znów stanie się niebezpieczna. Tak jak wtedy, gdy chciała posadzić go pod ścianą, położyła mu rękę na ramieniu. " Chodź. Zabiorę cię do pomieszczenia medycznego. Tam dostaniesz jakieś środki przeciwbólowe, odpoczniesz, dokładniej oczyścisz się z krwi... Jak to było, Lilith? Teraz w lewo, w dół i prosto? " - Miała nadzieję, że mężczyzna jak i Lilith podążą za nią. Jej spojrzenie powędrowało do nieznajomej wojowniczki, która stanęła w obronie swego towarzysza. Teraz stała sama, wbijając wzrok w ziemię, zawstydzona przyznaniem się do własnej niewiedzy. "Hej, idziesz z nami? Możemy potem razem poszukać twojego dowódcy." - mówiąc to starała się przyjaźnie uśmiechnąć. Nie chciała jej tutaj zostawiać. Zanim odwróciła się, chcąc odejść, spojrzała na Ragnara, myśląc o tym, co powiedział o zranionej duszy. - "Jeśli będzie Pan kiedyś chciał porozmawiać, albo będę mogła Panu pomóc, proszę powiedzieć." - miała nadzieję, że przyjdzie dzień w którym ten mężczyzna odzyska wewnętrzny spokój i pogodę ducha. Życzyła mu tego z całego serca.
Awatar użytkownika
Cecilia Row
Gracz
 
Posty: 34
Rejestracja: 5 Sie 2014, o 21:02

Re: Pokład załogi

Postprzez Blaze Corr » 2 Lis 2014, o 00:12

Widział, ze sytuacja zaczyna zmierzać ku pokojowemu rozwiązaniu. Nie wiedział, czy z tego powodu miał się cieszyć a może nie? Było pewnym, że lepiej oszczędzać siły na wrogów, niż marnować energię na członków załogi. Corr widząc, że Ragnar wycofuje się rozluźnił mięśnie i odwrócił się w stronę medyczki.
- Nie wydaję mi się, aby było konieczne odwiedzanie skrzydła medycznego. Zrobiłaś wystarczajaco dużo, dziękuję, resztą zajmie się natura. - wzruszył ramionami. Jego głowa automatycznie skierowała się w stronę legitymującej się Arayi.
- Ja również muszę zgłosić się do swojego - zamilknął na chwilę - dowódcy - na jego twarzy pojawił się lekki uśmieszek. Nie tak dawno ludzie zgłaszali się do niego. - Ale jeszcze nie wiem gdzie on jest. Miło było Was poznać. - skłonił się lekko i zbliżył się do Arayi.
- Myślę, że będzie w hangarze. - powiedział do niej półszeptem, po czym rozejrzał się - swój palący wzrok zatrzymał na Ragnarze. Przez chwilę obserwował jego zachowanie i doszedł do wniosku, że od kiedy ostatni raz go widział, nie wiele się zmienił - czy to dobrze? To dopiero się okaże.
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Re: Pokład załogi

Postprzez Lilith Blindshoter » 2 Lis 2014, o 04:01

Lilith:
Gwałtowna reakcja opatrywanego wojownika nieco zaskoczyła Lilith. Prze kilka długich sekund powietrze wprost falowało od emocji. Nie lubiła takich sytuacji. Szalony wybuch Blazea i zimny gniew tego drugiego wojownika były tak namacalne, że aż poczuła zimne dreszcze zbiegające po kręgosłupie. Jednak po chwili wszystko się uspokoiło. Bladolicy mężczyzna opanował się stosunkowo szybko. Do korytarza powolutku powracało ciepło. Gdy i Blaze przestał reagować agresywnie odetchnęła z ulgą.
- Jak mówiłam Jestem Lilith, dopiero co się zaciągnęłam, jestem pilotem. – odpowiedziała spokojnie na pytanie zadane przez Ragnara. Skłoniła głową i podeszła do Cecili która spróbowała skierować bojowego rannego do ambulatorium. Ten jednak nie specjalnie miał ochotę na odwiedzanie szpitala. – Mniej więcej masz racje co do kierunku. – uśmiechnęła się do Cecilii– Cóż możemy poradzić skoro niechżesz iść z nami. – powiedziała do Blazea nieco przesadnie wzruszając ramionami - Będziemy musiały obejść się smakiem. Owocnych poszukiwań. I ruszyła dalej razem z Zabraczką.

Aaraya:

Posłała Lilith zirytowane spojrzenie. Rety, jak to dziewuszysko ja irytowało.
Ucieszyła się w duchu, iż Blaze będzie kontynuował poszukiwania razem z nią. Jednak gdy się zbliżył Aaraya szturchnęła go lekko łokciem w okolicę żeber.
- Następnym razem radź sobie sam. – syknęła widać było, że jest na niego zła, ale bardziej wprawny obserwator dosłyszałby w tonie jakim to powiedziała także, skrywaną lub niecałkiem uświadomioną, troskę.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 304
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Pokład załogi

Postprzez Riven Skirata » 2 Lis 2014, o 16:07

- Czym mnie Thar pokarał? Kobieta w oddziale abordażowym... - Morkai powiedział te słowa do siebie takim tonem jakby ziściły się jego najgorsze koszmary. - Co ważniejsze, jak czymś takim się dowodzi?
Mimo wielkiego szoku jaki doświadczył mężczyzna, stosunkowo szybko udało mu się pogodzić z tym czego się dowiedział. Ponadto Ragnar zaczął odczuwać głód, więc jego problemy z nowym składem oddziału zeszły na dalszy tor.
- Jak tak bardzo chcecie to możecie mnie poszukać w hangarze, nikt wam nie zabrania, lecz większym prawdopodobieństwem jest, że po tym jak się ubiorę znajdziecie mnie w mesie. - Ragnar zwrócił się tymi słowami do Blaze'a oraz owej dziewczyny i skierował się ponownie do sali ćwiczeń w celu przywdziania zbroi.
Ragnar na miejscu bardzo powoli i starannie wkładał na siebie wszystkie elementy jego pancerza, poczynając od czarnego kombinezonu i krwiście czerwonego napierśnika kończąc na rękawicach. Morkai gdy już je przywdział przez krótką chwilę z lubością w oczach przyglądał się im. Poprzedniego dnia złożył zamówienie u kwatermistrza aby przybić im na knykciach i naręczakach grube durastalowe kolce, mężczyzna nie zdążył ich jeszcze pomalować i ich stalowa barwa wyraźnie kontrastowała z rubinowym odcieniem zbroi. Modyfikacja tego typu nie zwiększała w sposób znaczący ich ciężaru, ani nie ograniczała ruchów palcaców i ręki. Jednak Pięść Mandalora wiedział, iż takie ulepszenie znacznie zwiększa znacznie jego możliwości w walce pięściami. Oczywistym było, że tłuczenie kogoś nieopancerzonego nie ważne czy rękawicami z kolcami czy bez mogło spowodować szybką i bolesną śmierć. Jednak Raganr wprowadzając to ulepszenie miał na myśli przede wszystkim swoją nieporadność w walce w ciasnych przestrzeniach. W takich warunkach ni zamachnąć się toporem z odpowiednią siłą a i trzeba uważać na towarzyszy kłębiąchcyh się w takich sytuacjach po bokach. A z kolcami na rękach mógł już się o to nie martwić, zamach kończyną jest bardziej kontrolowany, szybszy, więc problem znikł. Tylko musiał wyłożyć pieniądze na robociznę...
Morkai już ubrany w pancerz rutynowo sprawdził jeszcze stan oporządzenia, potem włożył swój hełm na głowę. Ragnar idąc w kierunku wyjścia ze sali zaczał podśpiewywać jedną z najkrwawszych pieśni bojowych jaką znał. Oczywiście mężczyzna nie przejmując się gustami innych, nie przełączył trybu w hełmie i wszystko co śpiewał było jeszcze wzmacniane przez głośniki w jego zbroi.
Awatar użytkownika
Riven Skirata
Gracz
 
Posty: 101
Rejestracja: 31 Sie 2011, o 12:58

Re: Pokład załogi

Postprzez Lilith Blindshoter » 2 Lis 2014, o 18:52

Gdy tylko sens tych słów w pełni do niej do tarł, pomimo lekkiego zdziwienia, od razu złapała Blazea za przegub. Temat utraconego dowództwa był dla niego dość drażliwy, a ona nie chciałaby znowu zrobił coś głupiego. Gdy Ragnar zniknął im z oczu dziewczyna w końcu puściła rękę Mandalorianina.
- Więc, co robimy? Idziemy za Porucznikiem do mesy? Czy udajemy się na miejsce zbiórki Oddziału Abordażowego? – zapytał spoglądając na towarzysza
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 304
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Pokład załogi

Postprzez Blaze Corr » 2 Lis 2014, o 23:02

Blaze milczał. Nie mógł niczego zmienić, choć pewnie rzucenie się na (już teraz) przełożonego na pewno podziałałoby kojąco na jego nerwy.
- Spokojnie - powiedział sobie w myślach, zaciskając mocno pięść, tak mocno, że dało się słyszeć lekki szczęk durastali. Krew buzowała mu w żyłach i zapewne można to było dostrzec na jego czole.
- Nie otrzymałaś żadnego rozkazu. Nie jesteśmy jego pieskami. - położył swoją rękę na jej dłoni i z niezwykłą delikatnością zsunął ją.
- Chodź. - odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie, zachowując dziwny spokój. Zupełnie tak jakby kto nałożył na niego maskę, która ukrywała wszystkie uczucia przed światem i przedstawiała zupełnie innego człowieka.
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Re: Pokład załogi

Postprzez Lilith Blindshoter » 2 Lis 2014, o 23:31

Przyjrzała się uważnie Blazeowi. Tyle sprzeczności. Przed chwilą był jak wulkan grożący potężną erupcją. A teraz zdawał się być zimny jak durastal i niewzruszony niczym stara góra. Poszła za nim. Sama nie wiedziała dlaczego, ale poszła. Jego osoba ją fascynowała. Zastanawiała się co mężczyzna zamierza zrobić. Bo mimo wszystko zadało się, że ma jakiś… może nie plan, ale raczej jakaś koncepcję. Zresztą wolała być blisko gdyby znowu miał jakiś szalony pomysł. Podążała za nim w milczeniu, obserwując go uważnie. Ktoś musi go pilnować żeby nie wpakował się w tarapaty. Jednak z każdym krokiem coraz bardziej zżerała ją ciekawość.
- Nie przepadasz za nim. – było to raczej stwierdzenie niż pytanie. – A jak z resztą oddziału? – zapytała. Nie odpowiedział. Po kolejnych kilku minutach ciszy i krótkim wahaniu zastukała lekko w jego pancerz, żeby zwrócić na siebie jego uwagę.
- To może powiesz mi chociaż co Ci chodzi po głowie? Albo dokąd idziemy?
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 304
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Pokład załogi

Postprzez Riven Skirata » 3 Lis 2014, o 23:22

Ragnar nie zaczepiany przez nikogo, ponownie w tym dniu wkroczył do mesy. Morkai niemal mechanicznymi ruchami wziął naczynia oraz śtucce i skierował się do kolejki po jadło. Mężczyzna niemal mechanicznymi ruchami odebrał swój przydział jedzenia w postaci brązowej pływającej brei w której połyskiwały kawałki mięsa. Ragnar przysiadł przy najbliższym stole i zaczął jeść. Mężczyzna nie zdzwiwił się, że nie zobaczył tutaj dwójki jego nowych podwładnych, których spotkał pod salą ćwiczeń. Nikt nie chciał mieć z nim kontaktu jeśli nie musiał.
- Ehh... co zrobić? - Morkai powiedział do siebie, myśląc o sytuacji ze zbuntowanym Blazem. - Ni wyrzucić go przez śluzę, bo Thar się rozwścieczy. Powiesić go? Też nie.
- Nie mogę zostawić tego w spokoju, bo ten skur... - Monolog Ragnara został przerwany, gdy ten przyłożył naczynie do ust i wypił duszkiem resztki posiłku. - Gotów mi cały oddział obrócić w perzynę. Zlać przychlasta? Nie... a gdyby, to mogłoby się udać.
Mężczyzna podjął przerwany ciąg słów, gdy nagle wpadł na pomysł jak rozwiązać skomplikowaną sytuację bez większego rozlewu krwi. Może takie subtelności nie były w jego stylu, lecz dla większego dobra Ragnar był gotowy poświęcić radochę z prania Corra po pysku.
Ragnar może nie był wielkim myślicielem ani strategiem, ale za to doskonale znał psychikę wojowników. Morkai posiadał wiedzę jak łamać innych więc dzięki temu opracował plan. Ragnar odłożył tacę i z wielką szybkością wypruł z mesy w kierunku windy, która miała zabrać go do hangaru, gdzie za dwadzieścia minut ma się zebrać cały oddział abordażowy.
Awatar użytkownika
Riven Skirata
Gracz
 
Posty: 101
Rejestracja: 31 Sie 2011, o 12:58

Re: Pokład załogi

Postprzez Blaze Corr » 7 Lis 2014, o 22:01

- Do hangaru. - odpowiedział krótko, lekko wzruszając ramionami, dając znak że to przecież oczywista oczywistość. Blaze nie wiedział do końca czego spodziewać się po nowym dowódcy, lecz wiedział, że musi zachować wzmożoną czujność i to bardziej niż kiedykolwiek wcześniej.
- A po głowie nie chodzi mi nic. Nie lubię planować, bo wszystko zmienia się zbyt szybko. - powiedział tonem myśliciela, do którego jednak było mu daleko.
Droga wydała się krótka, choć w rzeczywistości hangar był oddalony o spory kawałek od sali treningowej i miejsca spotkania dwóch nowo poznanych kobiet.
Blaze dostrzegał na twarzy Arayi odwzorowanie jej myśli, zdziwienia, zastanowienia i niedowierzania. Zapewne w ogóle nie rozumiała jego postępowania. Pytanie czy on sam je rozumiał i umiał przewidzieć? Chyba nie do końca...
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Re: Pokład załogi

Postprzez Lilith Blindshoter » 8 Lis 2014, o 20:38

Dalszą drogę przebyli w milczeniu, każde porażone we własnych myślach. Na miejscu dostrzegła innych członków Oddziału Abordażowego, oczekujących już na swojego nowego dowódcę. Ich reakcja na widok Blazea była raczej chłodna i mało przyjazna. Potem dostrzegli i ją. Nie lubiła gdy inni się na nią gapili. Teraz nie dało się tego uniknąć. Wszyscy w oddziale starali się ocenić czy będzie przydatnym nabytkiem czy raczej zawalidrogą lub kulą u nogi. Starsi żołnierze szybko stracili nią jakiekolwiek zainteresowanie, kilku młodszych przyglądało jej się nieco dłużej. Trudno było się dziwić ich badawczym spojrzeniom, na Darasuum było niewiele kobiet, a jeszcze mniej lądowało w abordażu. „ W sumie mogło być gorzej.” Mruknął ktoś w grupie. I trudno było stwierdzić co konkretnie miał na myśli. Fakt że była kobietą? Cóż jej dowódca nie ukrywał nawet że uważa to za problem. Domyślała się też że jej niepozorny wygląd również stawia ją w nienajlepszym świetle. Aaraya czuła się bardzo niekomfortowo. Ostatni miesiąc unikała kontaktów z resztą załogi. Teraz stało się to konieczne. Co gorsza ich negatywne nastawienie do jej osoby sprawia, iż będzie musiała dużo bardziej się starać by w ogóle zasłużyć choć na cień akceptacji. Gdy była sama,to co myśleli o niej inni nie miało znaczenia. Ale teraz wszystko się zmieniło. Jeśli chciała mieć szanse na przeżycie nie mogła stać z boku. Nie ze wszystkim można dać sobie radę samemu…

- Aarayo! Co ty do cholery odstawiasz? – wykrzyknął w jej stronę znajomy głos Ale dziewczynka początkowo zignorowała kierującą się w jej stronę kobietę. Nadal systematycznie dźgała pień drzewa swoim krótkim wibroostrzem. Przynajmniej dopóty dopóki ktoś z dużą siła nie schwycił jej za nadgarstek zatrzymując ostrze o centymetr od pnia. Dziewczynka starała się uwolnić rękę z uścisku jednak nie wiele to dało. – Oddaj. – powiedziała kobieta stanowczo. W końcu choć niechętnie sześciolatka puściła nóż – Zapytałam co robisz. – powtórzył jej babka gdy dziewczynka odwróciła się by na nią spojrzeć.
- Ćwiczyłam. – odparła dziewczynka wzruszając ramionami.
- Odwróć się i zobacz co zrobiłaś. – Aaraya spojrzała z powrotem na drzewo. Gładką za zwyczaj korę, przecinały liczne szramy, które dziewczynka wydrapała swoim wibroostrzem. Z pod zdrewniałych tkanek powoli sączył się sok koloru świeżej krwi. Aaray wiedziała że po pewnym czasie sok jaśnieje i robi się bardziej bursztynowy, teraz jednak wyglądało jakby pień krwawił. Choć dziewczynka wiedziała doskonale, że słodki sok to tylko woda z cukrem to i tak zrobiło jej się wstyd. – Czemu nie jesteś na placu z innymi dziećmi? Tam jest miejsce do ćwiczeń.
- Chcę być sama. – mruknęła mała – Moja drużyna była dziś ostatnia na ćwiczeniach. Mówią, że to moja wina bo zostałam w tyle. Oni byli na miejscu szybciej, ale…
- Takie są zasady. – powiedział Dhadral – Nie dotarliście do mety w komplecie
- Dla tego właśnie ćwiczę. – próbowała wyjaśnić Aaraya – zostałam z tyłu bo dałam się pobić Kadowi
Ćwiczenia w grupach miały kilka prostych zasad. Pierwsza mówiła, że wygrywa grupa która pierwsza dotrze do mety, gdy dzieci były już starsze dostawały też do wykonania dodatkowe zadanie jak odnalezienie ukrytego na terenie obiektu, po drodze omijając pułapki i przeszkody i inne drużyny. Druga zasada mówiła, że wszystkie chwyty są dozwolone, co oczywiście prowadziło do utarczek między drużynami.
- Jełki będę lepiej się bić już nie zostanę z tyłu. Nie będą mogli na mnie zwalać. Gdyby inaczej zaplanowali trasę nie trafilibyśmy na grupę Barita, on zawsze zasadza się prawie w tym samym miejscu.
- Skoro wiedziałaś to czemu ich nie ostrzegłaś. – Zapytała ją babcia
- Nie dali mi dojść do głosu, bo jestem za mała.
- Obojętnie jak dobrze będziesz się bić, jeśli twoja drużyna będzie popełniać błędy tego typu to i tak będziecie przegrywać. - powiedział kobieta kręcąc głową. – Drużyna jest twoja największą bronią. Nie uczyli was tego? Musisz mieć w nich oparcie. Inaczej zginiesz.
- To czemu cały czas mówią nam że jak nie umiemy sobie poradzić sami to nie pożyjemy za długo? – zapytała dziewczynka po chwili zastanowienia – Skoro mam być samodzielna to poco mi drużyna.
Kobieta usiadła na ziemi zachęcając ją by i mała przysiadłą obok niej.
- To czasem bywa mętne jak się tego słucha. Ale w praktyce nie jest aż tak trudne. – powiedziała jej babcia z rozbawieniem. – Nie żyjemy próżni. Jest łatwiej gdy masz wokół siebie ludzi na których możesz polegać…
- No ale przecież nie wszyscy walczą w grupach. Ty sama często pracowałaś sama. I ciocia Ran też.
- Owszem, ja polowałam na kłusowników, a Ran była łowcą nagród. Zazwyczaj stawałyśmy naprzeciw co najwyżej kilku przeciwników na raz. Ponadto samotnie nie walczyłyśmy w otwartym polu. – wyjaśniła jej kobieta. – Ilu przeciwników na raz możesz pokonać samotnie? Pięciu, dziesięciu, jak jesteś wyjątkowo dobry kilkunastu.
- Jak jest ich więcej wystarczy rzucić granatem. – powiedział rezolutnie dziewczynka
- Twój dziadek powinien nauczyć się w końcu, że ty te jego dowcipy bierzesz na poważnie. – mruknęła pod nosem Mandalorianka – Prawda jest taka, że powyżej pewnej liczbie przeciwników przestajesz ogarniać kto gdzie jest, nawet jak teoretycznie ich widzisz.
- Ale niektórzy potrafili. – uparła się dziewczynka – Jak Fettowie, albo jak Tor Vizsla…
Starsza kobieta westchnęła z irytacją
- Kto jak kto, ale twój dziadek jako historyk nie powinien opowiadać ci tych starych legend. – warknęła choć jej złość była skierowana ku nie obecnemu przy rozmowie brodatemu mandalorianinowi – I, tak co prawda i Jango i Boba Fet byli doskonałymi łowcami nagród i potrafili sobie radzić sami w bardzo kiepskich sytuacjach, ale żaden nie pokonywał sam całych setek wrogów. Holender nawet w legendach są chyba jakieś zasady logiki. A co do Vizsli, to pomijając swój ostatni w życiu pojedynek zazwyczaj był w otoczeniu swoich ludzi. Nie bez powodu jego grupa nosił miano Watahy, bo tak jak stada stepowych strilli zawsze trzymali się razem. Na pewno wdziałaś jak polują strille stepowe.
Dziewczynka z entuzjazmem pokiwała głową.
- Kiedy jesteś sam to, że przeciwnik zaatakuje ciebie jest pewne, ale jak nie jesteś sam to nie ma żadnej pewności. Nie ma też pewności, że wybierze kogoś z pozostałych. Im większa grupa tym statystycznie mniejsze niebezpieczeństwo dla każdego z jej członków. Ponadto przeciwnik gubi się w tym kogo powinien wybrać. A gdy on gubi się w rozważaniach daje wam czas na działanie. Szybko z drapieżnika staje się ofiarą. – kobieta zamilkła dając małej czas na zastanowienie.
- Dobrze. Ale w takim układzie grupa może być zbieraniną przypadkowych osób. Nie trzeba być dobrze zgranym.
- Trzeba, bo gdy przeciwnik w końcu się zdecyduje i w powietrzu zaroi się od laserowych błyskawic chyba nie chciałabyś żeby każdy z twoich towarzyszy zaczął zachowywać się bez ładu i składu co? Musisz wiedzieć jak zareagują i oni muszą wiedzieć jak ty zareagujesz, byście nie powpadali na siebie, albo nie zastrzelili się nawzajem.
- No tak. – powiedziała mała Aaraya
- Życie w grupie daje wiele korzyści.- wytłumaczyła doświadczona wojowniczka - Minimalizuje zagrożenie, daje możliwość na stosowanie bardziej złożonych strategii. Możemy się nawzajem ostrzegać. Jak jest nas więcej każdy może robić to na czym zna się najlepiej. Jasne? – gdy Aaraya pokiwał głową kobieta zapytała – Wiec gdzie zrobiliście dziś błędy?
- Chyba wszędzie. – mruknęła dziewczynka – Ale nawet jak wrócę im to powiedzieć to mnie nie posłuchają. Zresztą nie jesteśmy grupą na stałe.
- O wszem ale nie wiesz jak to się ułoży w przyszłości, możliwe że kiedyś trafisz do oddziału, w którym nie będzie nikogo z twojej rodziny. – przestrzegła ja doświadczona wojowniczka – Może się zdążyć, że niektórych z nich nie będziesz nawet lubić. Ale i tak musisz, móc na nich polegać, lub choć na którymś z nich. Samemu możesz przeżyć, to fakt, ale tylko w śród innych możesz żyć.

Odgłos kroków za jej plecami wyrwał ją ze wspomnień. Spojrzała przez ramię. Zbliżał się ich dowódca. Odniosła wrażenie że jest to taki sposób „nadchodzenia” w jaki nadchodzą hmm klęski żywiołowe. Tak dowodzący nimi człowiek przypominał jej tajfun. Jej spojrzenie znów powędrowało najpierw ku reszcie oddziału, potem na stojącego obok niej Blaze’a. Stojący obok niej Mandalorianin również był nie przewidywalny. Tak jak Ragnar był tajfunem, tak Blaze był wulkanem, mógł pozostać spokojny jeszcze przez naprawdę długi czas, ale mógł też wybuchnąć w każdej chwili. Bezpieczniej było trzymać się daleka od dwóch szalejących żywiołów. Jednak od kiedy Mandalorianie szukali bezpieczeństwa. Zresztą skoro i tak już tu trafiła musiała znaleźć choć jedną osobę która mogłaby być dla niej wsparciem. Statystyki z którymi się pobieżnie zapoznała były bezlitosne, nowi którzy się niezaaklimatyzowani nie przeżywali za długo, a nawet jeśli. Przeżyć sama może i dała by radę. Tylko czy w takich warunkach kiedykolwiek znów będzie żyć?
„Tak życie w grupie daje wiele korzyści, ale żeby z nich skorzystać trzeba móc polegać choć na jednej osobie” Ona była sama i sądząc po reakcji większości grupy Blaze chyba też. Jeśli chcieli żyć, może najlepiej zrobią trzymając się razem.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 304
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Pokład załogi

Postprzez Riven Skirata » 9 Lis 2014, o 20:32

Odgłosy ciężkich kroków Ragnara odbijały się po hangarze z łoskotem dorównującym AT-AT rozgniatającemu rebelianckie umocnienia na Hoth. Mężczyzna ujrzał w środku pomieszczenia ponadtuzinową zbieraninę osób, która zapewne była oddziałem abordażowym, jego oddziałem. Morkai podszedł do grupy i omiótł ich spojrzeniem, nie spodobało mu się to co zobaczył. Drużyna była podzielona i skonfliktowana. Jedną z najważniejszych przyczyn była obecność mandalorianina w żółto-szarym pancerzu. Ragnar domyślał się, że po ostatnich wyczynach ci ludzie nie wybraliby Blaze'a na dowódce sezonu. Jednak naprawdę przeraziło mężczyznę, że ich stosunek do niego jest taki nienawistny. Prawdą jest, że Corr naraził życie tych ludzi, lecz jeśli ten konflikt nie zostanie szybko zażegnany, Morkai będzie miał problemy z dyscypliną. A ta Aaaraya. Mandalorianin nie miał nawet ochoty tego komentować. Pierwsze, że kobieta nie podjęła prób integracji z oddziałem, drugie to trzymała się kurczowo Blaze'a co pewnie będzie skutkować kolejnymi rozłamami w drużynie i ogólnie przyjętą niechęcią do niej.
Kiedyś życie Ragnara na Darasuum było proste, wykonywał rozkazy, walczył i miażdżył wszystkich którzy stawali mu na drodze. Teraz dostał ''nagrodę'' za wierną służbę: Oddział skaczących sobie do gardeł osobników.
-Frontem do mnie wedle wzrostu zbiórka! Baczność! - Morkai prawie krzyknął do oddziału. W tonie jego głosu wybrzmiewała niepohamowana furia, którą mężczyzna przestał ukrywać. Na jego komendę cały oddział uformował się w równy szereg. Zdumiewający dla Ragnara fakt, iż kobieta też wiedziała jak przyjąć postawę zasadniczą, a może Blaze jej podpowiedział. Morkai odegnał szybko nieistotne myśli podejmując monolog.
- Wszyscy tu obecni należymy do jednego oddziału. Grupa abordażowa jest niczym pięść krusząca wrogów. Podobno wszyscy należycie do elity służących na tym statku. Sam Mandalor stwierdził, że mogę na was wszystkich bez wyjątku polegać. Jednak rozczarowałem się. Dla mnie jesteście bandą pół debili! Skupionych na własnej rzyci baranów! W dupie mam czy nienawidzicie się nawzajem i przy najbliższej możliwej okazji się pozabijacie. Teraz służycie pode mną, zrozumiano?! Od tej pory nie mam zamiaru tolerować przepychanek, wewnętrznych bójek czy ogólnej niechęci do towarzyszy z oddziału. Jeśli zobaczę, że któryś z was podczas walki spróbuje podkopać innych, czy nie zrobi wystarczająco wiele aby uratować kogoś. Porąbie go na kawałki, bez litości, wyrzutów sumienia czy cienia zawahania!
Ragnar skończył wypowiedź krzycząc na całe gardło. Mężczyzna wciąż wściekły na swoich podwładnych, zaczął się im przyglądać czy żaden z nich nie będzie miał czegoś do powiedzenia.
Awatar użytkownika
Riven Skirata
Gracz
 
Posty: 101
Rejestracja: 31 Sie 2011, o 12:58

Re: Pokład załogi

Postprzez Blaze Corr » 9 Lis 2014, o 23:01

Gniewne spojrzenia innych członków drużyny, nie tak dawno jego podwładnych skupiały się na Mandalorianinie. Nie można powiedzieć, że sprawiało mu to radość, lecz czerpał z tego pewną przyjemność. Każdą negatywną emocję, każde przeszywające spojrzenie skierowane w jego stronę zamieniał na przychylne sobie. Czuł jak narasta w nim jakaś dziwna siła, która pchnie go do działania, nie wiedział czy słusznego i moralnego, ale na pewno działania. Kiedy usłyszał kroki knypka udającego wielką bestię skierował swój wzrok w jego stronę. Na rozkaz ustawienia się nie zareagował od razu. Odprowadził wzrokiem Arayę i kiedy wszyscy stali ustawieni, spokojnym krokiem zajął swoje miejsce cały czas będąc wpatrzonym w oczy swojego aktualnego dowódcy. Spodziewał się, że jego pierwsze przemówienie będzie miało na celu przywołanie grupy do pionu, gdyż każdy jej element tworzył rusztowanie. Jeden nawali, posypie się wszystko.
Na słowa "W dupie mam czy nienawidzicie się nawzajem i przy najbliższej możliwej okazji się pozabijacie. " na twarzy Blazea pojawił się szeroki, szyderczy uśmiech, niektórzy powiedzieliby, że wyglądał na psychopatyczny. Jedno trzeba było przyznać Corr odnalazł się w aktualnej sytuacji lepiej, niż ktokolwiek mógł się tego spodziewać.
Kiedy błądzący wzrok Ragnara zatrzymał się na Blazie, zobaczył wyzywającą pewność siebie i determinację, która nigdy aż tak nie kipiała z byłego dowódcy grupy. Na pewno zwiastowało to, że Corr będzie walczył jak najlepiej będzie umiał i będzie wykonywać rozkazy, bo innego wyjścia nie ma... a może ma?
Image
Image
Awatar użytkownika
Blaze Corr
Gracz
 
Posty: 179
Rejestracja: 29 Sty 2013, o 16:42

Re: Pokład załogi

Postprzez Lilith Blindshoter » 9 Lis 2014, o 23:32

Szybko zorientowała się, że jej obecny dowódca nie należy do osób spokojnych, jest do pewnego stopnia postrzelony i na pewno potrafi być śmiertelnie niebezpieczny jeśli nadepnie mu się na odcisk. Ale był jej dowódcą. Ustawiła się na właściwym miejscu, na jednym z końców szeregu, była zdecydowanie najniższa osobą w oddziale. W dzieciństwie przyuczono ją do wykonywania rozkazów szybko i bez szemrania, nie miała z tym większych problemów. „O ile twój dowódca nie oszalał, nie zadawaj głupich pytań i nie podważaj jego autorytetu. Jeśli zwariował udawaj że słuchasz a potem działa tak by chronić swój oddział.” Wspomnienia dawnych lekcji, słowa wypowiadane głosami rodziców, dziadków i całego zastępu wujów i ciotek. Gdy byłą mała niektóre z lekcji wydawały się totalnie abstrakcyjne, dopiero z czasem nabierały sensu. W jej rodzinie nie było wiele istot, które można by uznać za dziwne, czasem nawet za szalone, ale nikt nigdy nie pomyślałby nawet aby szafować życiem swoich ludzi, swoich bliskich, łatwiej niźli własnym. Zazwyczaj działało to wręcz na odwrót. Każdemu ze swych krewnych mogła bezgranicznie zaufać. Każdemu. Długo sądziła, że tak jest w każdym oddziale, myślała nawet, że fragment o szalonych dowódcach był jednym z wielu nieśmiesznych żarcików jakie czasem wplatano w istotne lekcje. Myliła się. I zapłaciła za to, zresztą nie tylko ona…
Przyjęła postawę zasadniczą i uważnie poczęła przysłuchiwać się przemówieniu Ragnara. Z ulgą stwierdził, iż jej obecny dowódca jest szalony w podobny sposób co niektórzy z jej krewnych. To była dobra informacja. Podczas przemowy praktycznie ani drgnęła nie licząc jednego czy dwóch nieznacznych spojrzeń skierowanych ku Blazeowi. Gdy kazano im się ustawić, Balze zajął miejsce dokładnie na drugim końcu szeregu. Jak się okazało jego zachowanie było również przeciwne do jej własnego. Kątem oka zauważyła jak wysoki mężczyzna wyszczerzył zęby w lekko psychodelicznym uśmiechu. Dla wielu ludzi uśmiech tego rodzaju mógłby być przerażający, jednak nie dla niej. Ten widok sprawił że i jej kąciki ust lekko zadrgały, jednak opanowała się w porę. Co do niej samej, zamierzała się zastosować do zasłyszanych zaleceń. I tak by postąpiła w ten sposób. Co nie zmieniało jej poprzedniego postanowienia i tak zamierza się trzymać jak najbliżej Mandalorianina w szarożółtym pancerzu. Bądź co bądź jego znała najlepiej.
Gdy Ragnar skończył mówić w hangarze nastała cisza przerywana jedynie dźwiękami dobiegających końca prac remontowych. Nie było o co pytać. Aaraya stała w milczeniu obserwując porucznika.
Image

Image
Awatar użytkownika
Lilith Blindshoter
Gracz
 
Posty: 304
Rejestracja: 3 Wrz 2011, o 01:33

Re: Pokład załogi

Postprzez Riven Skirata » 10 Lis 2014, o 18:07

Ragnar w zastanowieniu zaczął lekko kiwać głową, wyglądało to jakby intensywnie się nad czymś zastanawiał. Po krótkiej chwili Morkai ponownie zwrócił wzrok na jego oddział ustawiony w szeregu. Wszyscy wyglądali na speszonych albo zamyślonych, poza Blazem. Ten się szczerzył jakby drwił ze swego dowódcy. Mężczyzna po prostu prosił się o śmierć.
- Nie czas na przyjemności. - Mruknął porucznik do siebie, gdy przez jego głowę przelatywały obrazy na temat jakby wyglądała ich walka. Jednak nie było to takie łatwe. Corr podburzył ostanie zasoby cierpliwości i samoopanowania Ragnara, będące już na wykończeniu. Raz po raz przed jego oczyma pojawiał się obraz Blaze leżącego u stóp zwierzchnika z grymasem przerażenia i bólu zastygłym, na jego martwej twarzy. Zaatakowanie Corr'a było tak kuszącą perspektywą dla Ragnara. Morkai dałby upust nagromadzonej żądzy krwi, pozbyłby się jednego z największych swoich problemów i nareszcie wziąłby udział w porządnej walce. Jednak zaufanie Mandalora byłoby dla Ragnara zbyt wielką ceną na poddanie się chwili słabości. I właśnie świadomość odpowiedzialności która na nim spoczywa, pozwoliła Morkaiowi powoli uspokoić swój szał.
Wewnętrzny konflikt, który zachodził w duszy Ragnara był prawie niezauważalny. Prawie, ponieważ bardziej spostrzegawczy obserwator ujrzał by symptomy nadchodzącego nieszczęścia. Cała chwila zawahania trwała może ponad dwie minuty, w tym czasie żołnierze z oddziału stali, czekając na dalsze wytyczne. Oficer ponownie zaczął się im przyglądać w zastanowieniu, myśląc co ma dalej zrobić.
- A więc nie macie mi nic do powiedzenia? Dobrze. - Morkai powiedział po chwili zamyślenia, te słowa, pozornie ze spokojem, lecz nadal tlił się w nim gniew. - Oczekuje, że każde z was wyślę mi na daatapad informacje o sobie. Czyli życiorys, stopień jaki posiadacie, doświadczenie bojowe, ekwipunek przez was posiadany oraz umiejętności bojowe. Zalecam aby dołączyć do tej wiadomości zdjęcia, łatwiej mi będzie was zapamiętać. Wszystko jasne? Jeśli tak to spocznij i odmaszerować!
Członkowie oddziału zaczęli powoli się rozchodzić. Większość z nich przeszło obok Ragnara w kierunku windy. W hangarze zostali nieliczni, którzy mieli coś tu do roboty, albo jak Aaraya nie wiedzieli gdzie teraz pójść. Widok kobiety przypomniał Ragnarowi co ma miał zrobić.
- Aarayo zostań na chwile, mam ci coś to powiedzenia. - Powiedział Morkai do kobiety, zadziwiony tym, że zapamiętał jej imię.
Awatar użytkownika
Riven Skirata
Gracz
 
Posty: 101
Rejestracja: 31 Sie 2011, o 12:58

PoprzedniaNastępna

Wróć do Statek piracki "Darasuum"