Content

R.I.P.

Kirył

Postaci martwe.

Kirył

Postprzez Kirył » 27 Maj 2014, o 13:51

1. Nazwa postaci: Kirył (faktycznie Erik Kirylenko)

2. Rasa: Człowiek

3. Profesja: Najemnik/Pirat

4. Data i miejsce urodzenia: 43 ABY. Nie pamięta na jakiej planecie się urodził. Jako miejsce urodzenia podaje Onderon. (Faktyczne miejsce urodzenia Naboo)

5. Usposobienie:
Kirył jest dosyć spokojnym i cierpliwym człowiekiem, zachowuje zimną krew w obliczu niemal każdego zagrożenia, czasami jednak nawet on ulega emocjom takim jak gniew lub strach.
Nie jest wprawdzie rasistą, ale nie przepada za obcymi, zdecydowanie woli pracować z przedstawicielami rasy ludzkiej.
Cierpi na amnezję, nie pamięta nic sprzed „wypadku”, o dziwo posiada jednak pewną wiedzę o galaktyce, oraz część wiedzy nabytej w poprzednim życiu (inżynieria). Ma tylko jedno marzenie, znaleźć tego, kto go tak urządził i zostawił na pewną śmierć.
W wolnym czasie lubi grać w karty, pazaak, sabak, nie ma znaczenia, byle tylko była adrenalina związana z hazardem. Również sporo czasu spędza trenując strzelanie oraz majsterkując przy swoim ekwipunku.

6. Wygląd:
Nie jest piękny, to mu trzeba przyznać, może kiedyś jakaś kobieta by na niego spojrzała, ale po „wypadku” kiedy lewa połowa jego twarzy została zmiażdżona a oko zastąpił mechaniczny zamiennik, nawet niektóre droidy odwracają wzrok gdy pojawia się w zasięgu receptorów. Skóra Kiryła jest przerażająco blada - zwłaszcza na zranionej i pooranej bliznami części twarzy - a krótko przystrzyżone włosy są koloru szarego tak jak jedyne zdrowe oko.
Zwykle nosi na sobie durastalowy pancerz bojowy w barwach czerwono-czarnych, kiedy jednak zdejmuje pancerz, jego silnie umięśnione po latach treningu ciało okrywa skórzana kurtka obita ćwiekami, czarna koszula i czarne spodnie.

7. Umiejętności:
• Kirył całkiem nieźle strzela z karabinu oraz pistoletu blasterowego, co sugeruje, że już przed wypadkiem miał coś w wspólnego z zarabianiem na życie poprzez walkę. Może nie trafi celu z większego dystansu, ale człowieka z odległości korytarza lub po drugiej stronie ulicy owszem, prosto między oczy.
• Poza umiejętnością obsługi karabinu blasterowego, całkiem nieźle zna się na ładunkach wybuchowych, co w oddziale najemniczym czyni z niego speca od wysadzania drzwi, włazów oraz innych zbędnych podczas misji powierzchni.
• Nie jest wytrawnym szermierzem, lecz potrafi posłużyć się wibroostrzem na tyle, by obronić się przed częścią ciosów.
• Całkiem nieźle orientuje się w kwestiach technicznych. Statku ani myśliwca raczej nie naprawi, ale potrafi usprawnić nieco swój karabin lub zmontować ładunek wybuchowy, jego hobby jest montowanie skrytek w płytach pancerza oraz w kajucie na „Darasuum”
• Potrafi posłużyć się komputerem w zadowalającym stopniu, nie złamie zabezpieczeń skarbca imperialnego, ale prostszy zamek w drzwiach, przy odrobinie szczęścia, uda mu się otworzyć.
• Nie potrafi pilotować statków ani myśliwców, zdecydowanie lepiej czuje się jako „ładunek” na wahadłowcu. Gdyby było to możliwe, w ogóle unikałby latania. O dziwo lubi (i trzeba przyznać, robi to całkiem nieźle) pilotować ścigacze, które unoszą się tylko kilka stóp nad ziemią.
• Zna galaktyczny wspólny, huttese oraz kilka słów w mandaloriańskim, które podłapał od swoich obecnych towarzyszy.

8. Ekwipunek:
• Strój cywilny: czarna skórzana kurtka nabijana stalowymi ćwiekami, czerwona koszula z wizerunkiem wokalisty jego ulubionej Star Metalowej kapeli – The Death StarZ – Vince’a Dreyara, czarne, materiałowe spodnie z mnóstwem kieszeni
• Strój bojowy: czerwono-czarny durastalowy pancerz oraz hełm (lewy napierśnik oraz płyty pancerza lewej ręki jest malowany w czerwono czarne pasy, pozostała część pancerza jest całkowicie czarna, hełm posiada malowanie pół na pół – lewa strona czerwona, prawa czarna – oraz wizjer w kształcie odwróconej o 90 stopni litery I), pancerz zachowuje szczelność w próżni, posiada zapas powietrza na około 7 minut, zapobiega także zamarznięciu (przez około 10 minut). Hełm posiada termo i noktowizję, trzystusześćdziesięcio stopniowe pole widzenia oraz wbudowany komunikator głosowy.
• Karabin blasterowy model DLT-20A, lekko zmodyfikowany, lekko zwiększona stabilność broni oraz dodany celownik optyczny współdziałający z HUD w hełmie (możliwość oddania dokładniejszego strzału, bez konieczności przykładania oka do przyrządów celowniczych) oraz dalmierz.
• Pistolet blasterowy T6 Thunderer, zmodyfikowany tak, by przesyłać do HUD dane taktyczne odnośnie celu oraz ilości pozostałego w komorze gazu tibanna, durastalowa kabura przyspawana na stałe do płyty pancerza prawego uda,.
• Wibroostrze ukryte w płycie lewego nagolennika.
• Pakiet granatów, błyskowo-hukowe, gazowe i odłamkowe (po 2 sztuki), przypięte do pasa.
• Zestaw „małego terrorysty” – detonatory termiczne, przypięte do pasa (sztuk 2, "tradycyjny" zasięg wybuchu - 6 metrów)
• Naręczna wyrzutnia rakiet, zmodyfikowana tak, by strzelać przylepnymi dyskami z detonitu celem otwierania zamków, których zabezpieczenia przekraczają skromne umiejętności hakerskie Kiryła


9. Posiadany dobytek/majątek:
• Datapad
• Holokomunikator wbudowany w płytę lewego karwasza
• "Szczęśliwe” talie kart do Pazaaka i Sabaka
• Trochę kredytów (około 1000)
• Własna kabina na Darassum, zawartość kajuty: prycza, stacja techniczna do modyfikacji uzbrojenia i pancerza, kilka skrytek w ścianie oraz podłodze kajuty, każda skrywa część skromnego majątku Kiryła lub jakąś część jego uzbrojenia. Największą skrytką jest przesuwana płyta ściany przy pryczy, za ściana znajduje się „garderoba” w której młodzieniec chowa swój pancerz, gdy nie ma wachty lub misji.

10. Historia:

****************************Początek [43-69 ABY]*****************************

Pomimo iż Kirył nie pamięta nic ze swojej przeszłości, wypadałoby mimo wszystko trochę o niej wspomnieć. Naprawdę nazywa się Erik Kirylenko, urodzony na Naboo jako syn dosyć zamożnej rodziny. Nie był zbyt kochany przez ojca, z prostej przyczyny – ojciec pragnął następcy, który poszedłby śladem wielu sławnych mieszkańców ojczystej planety i został politykiem. Młodzieniec jednak - bynajmniej nie tylko z przekory i częstego wśród młodych ludzi buntu wobec rodziców – nie chciał mieć z „politycznym bagnem” nic wspólnego, Kirył chciał budować maszyny lub uzbrojenie. Wbrew woli ojca zaczął pobierać wykształcenie w kierunku inżynierii wojskowej (część zdobytej wówczas wiedzy przebija się przez ścianę w jego głowie odgradzającą go od wspomnień z dawnych lat i jest w stanie usprawniać swój ekwipunek, lub zmontować prostsze urządzenie bądź ładunek wybuchowy o całkiem pokaźnej mocy). Jednakże bunt ten zaowocował wyrzuceniem go z rodzinnego domu i wydziedziczeniem przez ojca. Zakazano mu używania rodzinnego nazwiska i korzystania z funduszy rodu. To był śmiertelny cios dla kariery Erika jako inżyniera. Niezdolny opłacić swoich dalszych studiów inżynieryjnych młodzieniec musiał z nich zrezygnować.
Postanowił wykorzystać zdobyte umiejętności by dołączyć do jednej z licznych band najemników i odłożyć kredyty na dalsze studia. Zaczął wówczas występować pod pseudonimem „Kirył”, by nie ściągnąć hańby na dom rodzinny i matkę, którą jako jedyną darzył miłością.
W 68 roku ABY, w dzień swych dwudziestych piątych urodzin młody Kirył dowiedział się o tragedii, która dotknęła jego rodzinę. Matka Erika zmarła w wyniku napadu na posiadłość, ojciec został ciężko ranny. Kirył chcąc pogodzić się z ojcem, powrócił na pogrzeb swej ukochanej rodzicielki. Okazało się to błędem. Głowa rodu nie wybaczyła swemu „wyrodnemu” potomkowi młodzieńczego buntu, co więcej, oświadczył, że opłacani przez niego informatorzy od samego początku donosili mu o dołączeniu syna do najemniczej bandy, co zhańbiło ród, jakby tego było mało, oskarżył publicznie Erika o udział w morderstwie swej żony i próbie zrabowania majątku, do którego praw został pozbawiony. Kirył wiedząc co go czeka salwował się ucieczką, w obliczu której uznano go za winnego (było mu to bez różnicy, wiedział, że wpływy rodziciela są wystarczająco duże, by i tak go skazano) zarzucanej mu napaści i morderstwa. Ojciec jednak nie poprzestał na publicznym oczernianiu go, nasłał na niego wynajętych łowców głów, by przyprowadzili go żywego, bądź umarłego (za żywego oczywiście płacił podwójnie, by zgnił zamknięty w więziennej celi).
Przez blisko rok Kirył unikał nasłanych zabójców, strawił wszystkie fundusze i wykorzystał wszystkie kontakty, które zyskał w czasie pięcioletniej przynależności do bandy najemników. Ostatecznie jednak złapano go na Onderonie, gdzie zmuszony był nająć się do zdzierania zaległych haraczy, by zdobyć pieniądze na dalszą ucieczkę. Łowcy głów osaczyli go w małym budynku na powierzchni planety. Na jego szczęście, dopadły go trzy „psy gończe ojca” na raz, co zaowocowało kłótnią, o to kto ma go złapać i dostarczyć pracodawcy by zgarnąć nagrodę. Widząc w jak żałosnej sytuacji się znalazł, postanowił postawić wszystko na jedną kartę, z pozostałych mu detonatorów termicznych zmontował niewielki ładunek, który, zgodnie z planem, miał zasypać jego prześladowców gruzami i dać Kiryłowi czas na ucieczkę. Niestety, jak wiadomo pierwszą ofiarą bitwy jest jej plan. Zabójcy dogadali się zdecydowanie zbyt szybko, nie dając młodzieńcowi wystarczająco dużo czasu, by uciec w całości z zasięgu wybuchu. Walący się po eksplozji, która uratowała mu życie budynek przysypał go. Kirył byłby umarł, gdyby nie wydarzenie graniczące z cudem. Przywalonego gruzami w samą porę odnalazła grupa myśliwych, która wracała z polowania na zwierzynę. Usłyszawszy wybuch mężczyźni skierowali się w stronę z której dobiegał hałas. Dotarli tam w samą porę, by uratować młodzieńca.



******************Amnezja i Nowe Życie [Onderon, 69 ABY]*********************


Świadomość wracała, ciemność rozmywała się ale jakoś… niewłaściwie... Młodzieniec nie czuł lewej strony głowy, nie był w stanie poruszyć lewą ręką. Usłyszał nad sobą przyciszone głosy.
- Patrz, on żyje! Co tu się stało, co to za wybuch? – odezwał się pierwszy głos.
- N-nie pamiętam. Kim jesteście? Kim ja jestem? Co tu się stało...?
- Był wybuch, zawalił się budynek. Miałeś szczęście chłopie, żyjesz chociaż przywaliła cię ściana. No ale lewego oka już nie użyjesz, lewej ręki może też nie, jeżeli szybko ktoś się tobą nie zajmie. Jeżeli ktoś był z tobą w tym budynku, raczej nie mamy czego po nim szukać...
Kirył chciał zadać jeszcze jakieś pytanie, lecz niestety, ciemność ponownie wyciągnęła po niego swe chciwe szpony i młodzieniec znów stracił świadomość.

*****************************Kilka dni później********************************


Płyn… maska tlenowa… Musiał znajdować się w zbiorniku bacta. Spróbował otworzyć oczy. Udało mu się to połowicznie. Lewa strona jego twarzy nie reagowała na polecenia mózgu, przynajmniej oko… No tak, jego wybawcy wspominali o tym… stracił lewe oko… ale w jaki sposób? Wybuch? Co wybuchło i dlaczego? I co ważniejsze, kto chciał go zabić, bo to wydawało się oczywiste. Wtem drzwi odsunęły się, zaś do małej sali, w której się znajdował weszły dwie osoby. Jedna osoba i droid medyczny jeżeli chodzi o ścisłość.
- Wszystkie odczyty w normie. Pacjent stabilny. Obudził się. – „powiedział” droid.
- Dobrze, można wyciągnąć go ze zbiornika. – odpowiedziała droidowi, po czym odezwała się już bezpośrednio do młodzieńca. – nazywasz się Kirył tak? To imię było wytłoczone na nieśmiertelniku, który znaleziono przyczepiony do twojego pancerza.
- Nie pamiętam… Nie wiem kim jestem. Co to za planeta? Co ja tu robię? Co się stało?
- Spokojnie. Jesteś na Onderonie, w placówce leczniczej, czego zapewne się domyśliłeś. Zostałeś poważnie ranny w wybuchu, który miał miejsce kilka mil stąd. Nie wiadomo jeszcze co go wywołało i wygląda na to, że zbyt szybko nie znajdziemy odpowiedzi, skoro jedyny świadek i ofiara jednocześnie ma amnezję. Wiem natomiast co stało się tobie. Zostałeś przywalony jedną z walących się ścian. Zmiażdżona lewa ręka i część twarzy – efekty nie noszenia hełmu, jeżeli ktoś pyta mnie o zdanie… ponadto obrażenia wewnętrzne, przebite płuco i spory krwotok. Na szczęście dla ciebie w pobliżu znajdowali się myśliwi wracający z polowania. Przywieźli cię tutaj dosłownie w ostatniej chwili. Dzisiaj mija siódmy dzień twojego pobytu w zbiorniku bacty. Sprawność w ręce powinna niedługo wrócić, o ile już do tego nie doszło, obrażenia wewnętrzne nie powinny już dokuczać, natomiast jeżeli chcesz jeszcze kiedyś oglądać świat obojgiem oczu radziłabym postarać się o jakiś augmetyczny zamiennik.
O dziwo Kirył spokojnie zniósł te wieści. Oczywiście miał swoją hipotezę na temat wybuchu, jednakże chyba lepiej byłoby gdyby pozostawił ją dla siebie. W końcu jeżeli to był zamach na jego życie, nie mógł wszem i wobec ogłosić, że przeżył takowy. Kimkolwiek by nie był, chciał pożyć wystarczająco długo, by się dowiedzieć i, jeżeli będzie to konieczne, zemścić się na tym, kto nasłał na niego zabójców.
- Rozumiem – powiedział powoli. – chyba mam więc szczęście, że w ogóle żyję. Możesz mi mówić Kirył. Imię dobre jak każde inne, poza tym, skądś musiało się znaleźć na nieśmiertelniku. Wspomniałaś o pancerzu… co się z nim stało? Może z jego analizy dowiem się czegokolwiek – nie miał pojęcia skąd, ale wiedział, że zna się na budowie pancerzy a także uzbrojenia, no cóż, może jednak „wypadek” nie zabrał mu wszystkiego…
- Hmm, jest tutaj, w magazynie, oczyszczony z krwi, jednakże bez naprawy nie zda się na nic.
- Spokojnie, mam dziwne wrażenie, że z tym sobie poradzę. Poza tym, skoro należał do mnie, chciałbym go odzyskać, nawet jeżeli jest bezużyteczny. – zdecydowanie miał zamiar ponownie doprowadzić go do użyteczności. Po chwili milczenia dodał jednak, zmieniając temat. - Wspominałaś coś o augmetycznym zamienniku dla mojego oka. Z chęcią bym takie zdobył, zdecydowanie wolałbym jak powiedziałaś, znów patrzeć na świat obojgiem oczu…
- Myślę, że wydanie ci twojej własności da się załatwić. A co do oka, radziłabym się zgłosić do jakiegoś porządnego szpitala na większym świecie, Nar Shadda lub nawet Coruscant, jeżeli będzie cię stać… a pozostaje jeszcze opłata za bactę. Wbrew pozorom nie jest to tani środek, zwłaszcza dla takiej kliniki jak ta… oczywiście ratowanie życia jest dla nas ważne, jednakże ludzie lubią też dostawać kredyty za zużyte materiały, zwłaszcza, gdy leczy się kogoś, kto nie występuje w oficjalnych bazach dany…
- Nie przejmuj się, podejrzewam, że gdy dostanę swój pancerz, coś uda się załatwić.
I faktycznie. Chociaż nie pamiętał nic ze swego poprzedniego życia, gdy tylko Krista - bo tak nazywała się wysoka blondwłosa pani doktor - i jej pomocnik Z9-YB przynieśli jego pancerz, od razu nacisnął płytkę pancerza na udzie, która odskoczyła ukazując małą skrytkę zawierającą kilka żetonów o wartości około 700 kredytów. Od razu oddał wszystkie pracownicy kliniki, wiedząc podświadomie, że to za mało za opiekę, lecz w pancerzu nie było już nic… przynajmniej na pierwszy rzut zdrowego oka.
Kirył błyskawicznie ocenił stopień uszkodzenia pancerza. Wbrew pozorom nie były one tak rozległe jak by się zdawało. Oczywiście lewa cześć napierśnika i płyty zakładane na lewą rękę były strzaskane, lecz dało się je wymienić, a nawet wykorzystać co nieco złomu, by naprawy poszły sprawniej. Przez myśl przeszła mu nawet możliwość wzmocnienia nietkniętych części pancerza dodatkową warstwą durastali, celem zwiększenia swoich szans przeżycia w razie kolejnego „wypadku”.

************************Tatooine, kilka tygodni później**************************


Od razu gdy postawił stopę na piaszczystej powierzchni Tatooine w porcie kosmicznym w Mos Eisley zatęsknił za o wiele bardziej przyjaznym dla ludzi Onderonem. Ale musiał opuścić tamtą planetę. Nie chciał pozostawać długo w jednym miejscu, zwłaszcza, że już jeden „wypadek” się tam zdarzył. Wyglądał dosyć dziwnie mając na sobie niepełny pancerz z durastali, pomimo usilnych starań nie udało mu się doprowadzić do użytku płyt lewej ręki, cudem udało się wykorzystać złom by naprawić napierśnik. A z dwojga złego lepiej dostać w rękę niż w serce… Na piaszczystej planecie miał nadzieję zdobyć części do całkowitej naprawy zbroi, oraz zatroszczyć się o swoją przyszłość. Pierwsze co zrobił, to za pieniądze znalezione w jednej skrytce znajdującej w lewej płycie nagolennika, zamkniętej sprytnym zatrzaskiem (o dziwo nie czuł się źle kłamiąc Kriście, że nie ma już absolutnie żadnych pieniędzy) nabył potrzebne do stworzenia płyt części oraz lekko uszkodzony karabin blasterowy DLT-20A, który miał nadzieję doprowadzić do stanu użyteczności (czemu tak ciężka broń? Z prostej przyczyny, skoro nie mógł dobrze wycelować z oczywistych powodów to chciał chociaż zasypać przeciwnika nawałą blasterowych błyskawic). Powodowany dziwnym impulsem nabył także kilka detonatorów termicznych, które idealnie pasowały do zatrzasków na pasie pancerza, jakby przed chwilą zostały stamtąd wyjęte. Naprawa karabinu okazała się banalnie prosta. Problem tkwił w szczelności przewodów doprowadzających gaz tibanna z baterii do komory w której przetwarzany był na strumień energii. Kirył miał już więc w pełni sprawną broń. Zmontowanie płyt pancerza okazało się jednak cięższe niż przewidywał. Niestety, nawet kąpiel w płynie bacta nie był w stanie przywrócić pełnej sprawności jego kończynie. Lewa ręka była teraz po prostu słabsza. Musiał więc odpowiednio odciążyć płyty pancerza, tak, by nie nadwyrężać osłabionych kości i mięśni. Ponadto dochodził ciężar DLT-20A, który młodzieniec musiał trzymać obiema rękami. Z pozostałych mu po przeróbkach płyt naręcznego pancerza, młodzieniec postanowił stworzyć dodatkową warstwę ochronną na napierśniku. Wreszcie był gotowy do pracy. Musiał w końcu zarobić na augmetyczny zamiennik oka i na porządny hełm. W celu znalezienia ofert pracy postanowił udać się w najbardziej oczywiste miejsce. Do kantyny Mos Eisley. Zaraz po wejściu do kantyny podszedł do baru, zamówił korieliańskie ale i zadał barmanowi kilka pytań. Dopiwszy trunek, bogatszy o wiedzę jak szybko i stosunkowo łatwo zarobić kredyty, opuścił kantynę.
Naturalnie, jak bywa w przypadku ludzi na których głowy nałożone są nagrody, z czego, jak w przypadku Kiryła, sam ten człowiek nie do końca zdaje sobie sprawę, nie opuścił jej sam. Jedyna postać, która wydawała się rozpoznawać w okaleczonym i oszpeconym młodzieńcu poszukiwanego przez arystokratę z Naboo człowieka, postanowiła zarobić kilka kredytów za głowę nieświadomego swego pochodzenia i nałożonej na jego głowę ceny Erika Kirylenki.
Mówi się, że utrata jednego zmysłu, poprawia pozostałe. Nie wiadomo czy stwierdzenie to odnosiło się do Kiryła jako, że utracił on tylko jedno oko, jednakże młodzieniec w ostatniej chwili usłyszał bądź wyczuł zagrożenie. Uchylił się przed ciosem wibroostrza w plecy i odwrócił się by ujrzeć mężczyznę w pełnym pancerzu, twarzą zakrytą hełmem o wizjerze w kształcie odwróconej o 90 stopni litery I, z blasterem schowanym w kaburze i wibroostrzem w prawej dłoni. A także o przebijającym się spod zbroi zapachu niemytego przez rok bantha, można więc, wracając do poprzedniej kwestii, że „wyczucie” zagrożenia, było jak najbardziej możliwe. Nie zastanawiając się wiele, Kirył zaczął się bronić. Nie po to w końcu przeżył wybuch i zawalenie ściany, by teraz zginąć, stwórca jeden wie za jakie winy z ręki jakiegoś śmierdzącego łowcy nagród.
Nie mając własnego wibroostrza Kirył był zmuszony cofać się i czekać na okazję do ataku. Przeklął sam siebie za głupotę. W takiej walce jego karabin blasterowy był całkowicie nieprzydatny. Już zwykła drewniana pałka byłaby lepsza… Jednak jak mówią mędrcy, głupi ma zawsze szczęście. Łowca nagród musiał siedzieć w kantynie o wiele, wiele dłużej niż Kirył. Nie był może kompletnie pijany, jednakże jego koordynacja i szybkość reakcji były wyraźnie przytępione przez wypite trunki. Wykorzystując któreś z kolei potknięcie śmierdziela, młodzieniec przyskoczył do niego, trzasnął opancerzoną pięścią w hełm, wybijając całkowicie z równowagi i wyrwał pistolet, całkiem poręczny model T6-Thunderer, z kabury u pasa napastnika i trzasnął go kolbą w głowę. Rozległ się głuchy brzęk gdy kolba zderzyła się z pancerzem, jednakże atak poskutkował. Łowca nagród padł ogłuszony na ziemię, nic nie wskazywało na to, że w najbliższym czasie się obudzi. Kirył postanowił zaopiekować się częścią jego ekwipunku. Odpiął kaburę od pasa śmierdziela i wyjął z jego dłoni wibroostrze. Przypiął oba przedmioty do własnego pasa, po czym wsunął Thunderera do kabury. Po zastanowieniu, postanowił zabrać też hełm. Można powiedzieć, że część jego problemów finansowych właśnie się rozwiązała. Hełm był porządnie wykonany i posiadał kilka udogodnień przydatnych w czasie walki, na przykład termo i noktowizję, oraz trzystusześćdziesięcio stopniowe pole widzenia. Po dokładniejszym obszukaniu swojego napastnika, Kirył dodał do swojego majątku również kilka tysięcy kredytów. Cóż, łowca nagród musiał być skuteczny… przynajmniej gdy był trzeźwy. Młodzieniec miał nadzieję, że taka sumka wystarczy na nowe, cybernetyczne oko.
Tymczasem postanowił poszukać więcej informacji na temat statku pirackiego, który najwyraźniej szukał ludzi do załogi. Kapitanem był niejaki Thar Skirata, jeden z ostatnich mandalorian w galaktyce. To brzmiało jak zachęcająca oferta pracy…

************************Zewnętrzne Rubieże, 70 ABY***************************


Kirył denerwował się. Zarówno jego zdrowe, prawe oko jak i nowy cybernetyczny zamiennik utraconego, błądziły po twarzach gości kantyny szukając tego, który miał zabrać go wahadłowcem na pokład Darasuum, gdzie miał nadzieję dołączyć się do załogi Thara Skiraty i zacząć zarabiać. Dodatkowym czynnikiem, który wzmagał jego złość, było to, że przez kilka miesięcy, które minęły od wybuchu na Onderonie i utraty przez niego pamięci, nie dowiedział się niczego o swojej przeszłości. Wiedział jedynie tyle, że część spośród licznego grona zabójców galaktyki poluje na niego, żaden jednak, nie ważne jak mocno przyciśnięty nie puścił pary z gęby na temat pracodawcy. Nie był nawet krok bliżej rozwikłania tajemnicy swojego pochodzenia, a tym bardziej dokonania zemsty.
Wreszcie, po kilku godzinach oczekiwania dostrzegł wysokiego blondyna, który pewnym krokiem wszedł do kantyny, stanął przy barze i dał umówiony sygnał, zrozumiały tylko dla nielicznych. Kirył niespiesznie dopił swoje ale i ruszył powoli w stronę baru. Tylko po to, by ujrzeć, że jego kontakt dostaje w łeb od jakiegoś pijanego gammorreańskiego śmierdziela. Tama gniewu pękła i młodzieniec doskoczył do kosmicznej świni i zdzielił ją kolbą Thunderera przez łeb. Obcy padł jak długi na podłogę, zaś w zamieszaniu – które de facto sam wywołał, bowiem gdy padł cios rękojeścią blastera, bójki jak na sygnał wybuchły w całej kantynie – zgarnął nieprzytomnego blondyna i ruszył w kierunku wyjścia, następnie zaś już niemal biegnąc, skręcił w stronę lądowiska. Obszukał pobieżnie swojego „podopiecznego” i kierując się numerem na karcie dostępu dociągnął nieprzytomnego do wahadłowca, którym przyleciał.
- Mamy pecha stary. Muszę czekać aż się ockniesz, bo ja tego złomu nie poprowadzę. Nawet cała banda gammorrean by mnie nie do tego nie zmusiła. – rzucił, bardziej do siebie niż do blondyna, który raczej i tak nie usłyszał przekazu. A może i usłyszał, bo, na szczęście dla Kiryła, zaczął powoli reagować na bodźce zewnętrzne (zwłaszcza bycie obijanym o pancerz niosącego).
Od razu po wejściu na pokład wahadłowca, kandydat na pirata odszukał apteczkę i zrobił szybki zastrzyk z kolto, tak na wszelki wypadek, blondynkowi. Na dokładkę dodał jeszcze jakiś środek stymulujący, który w przeciągu kilka chwil przywrócił pilotowi przytomność. Jednak zanim zrozumiał co się dzieje i gdzie się znajduje, minęło kilka minut.
- Ech, zostanę ostro opieprzony przez kapitana… taka wpadka. Żeby podczas mustrowania świeżak musiał mnie ratować przed pijaną, zielonoskórą świnią… Kirył jak mniemam?
- Tak. A ty? Twój kapitan nie był zbyt rozmowny. Kazał mi tylko tutaj czekać, wypatrywać blondyna, no i przekazał mi umówiony znak.
- No tak. Cały on… lakoniczny do bólu. Nie powie nic, ponad to co absolutnie musi powiedzieć. No nic. Dzięki za uratowanie mi skóry, tak w ogóle nazywam się Ergan. Jestem pilotem wahadłowca na „Darasuum”, i człowiekiem, którego można wysłać na taką misję jak ta, bo nie wiem za dużo… Więc dużo nie wygadam. – po czym dodał. – No dobra, trzeba by zabrać tą dziecinkę do domu… Gotowy do lotu?
Zanim Kirył zdążył odpowiedzieć, że nie do końca, blondyn już wskoczył za stery i rozpoczął sekwencję startową. Młodzieńcowi nie pozostało nic, jak usiąść na fotelu drugiego pilota i mieć nadzieję, że lot nie będzie długi. Niestety był. Okazało się, że fregata, by zachować jak największą dyskrecję i ukryć swą obecność w systemie stacjonował po drugiej jego stronie. Co gorsza Ergan odmówił wykonania krótkiego skoku, pomimo iż wahadłowiec posiadał moduł hipernapędu. Jednak po co skracać podróż, skoro można cieszyć się „widokami” i „przyjemnością” z jazdy. Kirył nie widział ani cudownych widoków, ani też nie czuł się specjalnie przyjemnie w czasie tej podróży. Dlatego gdy tylko dotarli do celu i mógł postawić stopy na pokładzie „Darasuum”, ledwo powstrzymał się przed padnięciem na kolana i całowaniem „stałej” powierzchni. Przysiągł sobie za to, że już nigdy nie wsiądzie do wahadłowca pilotowanego przez Ergana. Prędzej sam weźmie stery w swoje ręce, lub wybierze dłuższą drogę do celu – przez przestrzeń kosmiczną. Zakończywszy swe rozważania, udał się na rozmowę z dowódcą statku.
Thar Skirata okazał się o wiele mniejszym gburem podczas osobistego spotkania, niż podczas przekazu przez holonet. Potrzebował ludzi, Kirył widział to przechodząc pomiędzy hangarami a kajutą „aalora”, jak Mando określali swego kapitana. Na fregacie nie było zbyt dużo ludzi. Tylko tylu, by obsługiwać wszystkie przyrządy i może kilku do grupy uderzeniowej. Młodzieniec dostał swoją szansę. Przydzielono mu kajutę na jednym z pokładów „Darasuum”, on zaś trafił do oddziału szturmowego dowodzonego przez niejakiego Blaze’a Corra, jako spec od ładunków wybuchowych.

11. Inne:
Nie lubi szpinaku. Nienawidzi latać mniejszymi statkami kosmicznymi, jeżeli już musi to robić, zdecydowanie woli służyć jako balast,a i z tym ma problemy. Za każdym razem, gdy wychodzi z wahadłowca ma ochotę paść na kolana i całować stałą glebę/stały pokład.
POSTAĆ GŁÓWNA
Image



POSTACI ARCHIWALNE
Tex Arvo - Mandalorianin


„– Na moim sihillu – warknął Zoltan, obnażając miecz – wyryte jest starodawnymi krasnoludzkimi runami prastare krasnoludzkie zaklęcie. Niech no jeno który ghul zbliży się na długość klingi, popamięta mnie. O, popatrzcie. – Ha – zaciekawił się Jaskier, który właśnie zbliżył się do nich. – Więc to są te słynne tajne runy krasnoludów? Co głosi ten napis? – „Na pohybel skurwysynom!””
Awatar użytkownika
Kirył
Gracz
 
Posty: 175
Rejestracja: 6 Maj 2012, o 22:11
Miejscowość: Tomaszów Mazowiecki

Re: Kirył

Postprzez Mistrz Gry » 6 Wrz 2017, o 21:00

Kirył zmarł tak jak żył, od kabuma bo leniwy był.

viewtopic.php?f=179&p=57250#p57250
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5940
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do R.I.P.