Content

R.I.P.

JKM-88 / Morbuus Vas

Postaci martwe.

JKM-88 / Morbuus Vas

Postprzez Harvos » 6 Mar 2014, o 17:00

Nazwa postaci:
JKM-88, a właściwie Morbuus Vas.

Rasa:
Droid. Bo cóż innego? Choć tak właściwie to wysuszone ludzkie próchno sterujące robotem zdalnie ze swojego grobowca na dnie Coruscant i wmawiające wszystkim przez jego wokabulator, że faktycznie robotem jest. Człowiek. Cyborg.

Profesja:
Wyspecjalizowany Robot-Łowca Nagród, Wolna Maszyna Rynkowa; słowem droid-zabójca, obieżygwiazd i poszukiwacz wszystkiego, na czym można łatwo się dorobić.

Data i miejsce urodzenia:
JKM-88 został wyprodukowany około 200. roku BBY, gdzieś w ukrytych, nielegalnych zakładach na Nar Shaddaa.
Jego ludzki "pilot" zaś urodził się na Coruscant na trzydzieści lat przedtem?... Nie pamięta.

Usposobienie:

JKM to osobliwa maszyna, zachowująca się z wyjątkowo ludzką gracją przy jednoczesnym dystansie do istot organicznych. Nie, żeby droid traktował je z otwartą pogardą, ale częste określanie ich mięsem nie jest wyrazem szacunku. Nie stroni przy tym od rozmów na temat ewentualnych interesów, z elokwencją wyrażając się o zadaniach czy planach - i obrażając organiczność między wierszami. Ciało jest słabe, ciało to mięso, a mięso to rozkład i zgnilizna. Miło mi współpracować.
Robot ten jest jednym z wielu tak zwanych droidów-łowców głów, które to zwiedzają galaktykę w poszukiwaniu zadań i zarobków. Nie należy jednak do typowych zabijaków nie mających żadnych innych pobudek ku tym czynnościom niż kredyty.
JKM lubuje się w eliminowaniu pospolitych bandytów, złodziei, gwałcicieli i innych niegrzecznych istot, które zadają krzywdę społeczeństwom i istotom niewinnym. Nazywa takie osobniki robactwem toczącym wszelkie światy. Chcą tylko krzywdzić, żre-żre-żre-żreć i żyć. Serwuje im więc stalową sprawiedliwość prosto w pyski; sprawiedliwość właśnie jest jedną z istotnych dyrektyw w jego zachowaniu. Zostałem zaprogramowany do oczyszczania światów z mięsnej patologii i ochrony trans-mięsnej sprawiedliwości kiedy tylko nie koliduje to z planami zawodowymi.
Trans-mięsna sprawiedliwość bywa brutalna. JKM twierdzi, że wymiar kary jest najważniejszym czynnikiem prewencyjnym i bodźcem odstraszającym potencjalnych przestępców... Poddajcie się spokojnie lub zostaniecie powieszeni na własnych jelitach. ...poza tym, lubi to. Łamanie, strzelanie i eliminowanie. Bro-bro-bro-broń, broń, broń. Ja ją mam, ty jej potrzebujesz.

Cała ta droidyczność jest jednak wykreowaną "osobowością", którą w życie wdraża prawdziwy mózg JKM-88: człowiek sterujący nim zdalnie ze swojego grobowca na dnie brudu i złomu najniższych poziomów Coruscant. Morbuus Vas dzieli ze swoim awatarem jedynie nieugięte poczucie sprawiedliwości. Mięso jest słabe... ale tylko mięso jest życiem. Na początku... wszelkiej inteligencji było tylko mięso.
Morbuus podróżuje zdalnym, żelaznym ciałem po Galaktyce, aby zarówno powiększać bogactwo jak i szerzyć prawdziwą sprawiedliwość. Tylko ona daje mu siłę woli do dalszego istnienia. Musi przy tym zachować maskę bezlitosnego łowcy nagród, aby co kilka lat być w stanie napełnić reaktory systemów, które utrzymują go przy życiu i dają możliwość zdalnego kierowania maszyną. Wypadałoby też mieć zapasowego droida... całą masę droidów, i statek. I dużo broni.
Dopóki przy życiu pozostają ostatnie neurony, na ulice i meliny będzie zstępował sąd pały i blastera.



Wygląd:

Drżyjcie, szuje i recydywiści!

Image

JKM-88 miał budzić lęk i szacunek adwersarzy, ale lata służby nieco wyprały stalową skorupę z jej elementu szoku. Obecnie to obrzucony ciemnymi szatami droid o masywnym, hakowatym ciele humanoidalnego kształtu.
Ma potężne ramiona i "kark" przy jednoczesnej chudości klatki piersiowej - tamtejszy pancerz ma formę czegoś w rodzaju żeber. Stal w każdym miejscu jest pokryta otarciami, rdzawymi plamami i rysami. Ramiona są nienaturalnie długie względem reszty konstrukcji - która mierzy zgoła dwa metry - i zakończone szerokimi, grubymi dłońmi. Jasną rzeczą jest, że droid ten został zbudowany w konwencji klasy ciężkiej - ba! Opancerzenie to nic innego jak stal mandaloriańska; któż by się tego spodziewał?
Osadzoną na wielgachnym karku, względnie prostą głowę zdobią trzy zielone obiektywy luminescencyjne. Całość obsadzają żelazne węże - ni to rury, ni to przewody - które w rzeczywistości nie chowają w sobie żadnych kabli, a rozciągłe emitery tarcz energetycznych. Jego wokabulator wydaje z siebie wyraźny, ale postarzały i czasami trzeszczący dźwięk, sporadycznie też "jąka się" na pojedynczych sylabach.

Morbuus Vas spoczywa zaś w swym grobie, niczym ukrzyżowane truchło zanurzone w bakcie. Jest wysuszoną, niezdrowo rozciągniętą karykaturą człowieka; nie posiada połowy twarzy ani ciała od pasa w dół. Tkwi w szczelnym, pancernym zbiorniku, poprzebijany dziesiątkami rurek, przewodów i igieł. Jego czaszka jest na wpół jednością z elektroniczną maszynerią; kable i stal rozchodzą się z jego potylicy niczym korona.
Poza mózgiem, narządy zostały niemal całkowicie zmodyfikowane lub zastąpione cybernetycznymi odpowiednikami.

Umiejętności:

Poddaj się lub będą... kłopoty.

Krótko mówiąc, JKM-88 to droid-łowca głów, specjalizujący się w jednoczesnej walce jednoręczną bronią dystansową wraz z bronią białą w drugim ramieniu.
Siła: ten robot jest cholernie mocarny. Jego serwomotory są tak silne, że bez problemu gołymi dłońmi zmiażdży czaszkę, przebije opancerzoną pierś lub wyrwie komuś ręce z korpusu.
Główną cechą produkcyjną JKM miała być absurdalna siła fizyczna,i pomimo upływu lat nadal taką pozostaje. Choć jego waga czyni przymierzanie się do ciosów nieco opieszałym, to ich impakt jest spotęgowany, a przebieg natychmiastowy. Zostałeś zakończony. ...czy wspomniano już, że walczy metalową pałą?
Strzelec: podczas gdy prawe ramię sprawiedliwości dzierży jej najprostsze oblicze, drugie zazwyczaj chwyta pistolet. JKM-88 jest mechanicznym rewolwerowcem - o doskonałej precyzji i czasie reakcji, choć bez organicznego polotu.
Oczy dookoła głowy: wprawdzie trzy wielkie, świecące obiektywy wyglądają strasznie, ale tylko jeden z nich odbiera faktyczny zwykły obraz; drugi jest przeznaczony do termo-, nokto- i rentgeno-wizji, a trzeci to główny system celowniczy. Na karku robota zaś jest zamontowany dodatkowy, ukryty obiektyw do obserwowania tyłów. I strzelania do tyłu. Twój ruch, bandyto.
Tarcze energetyczne: umiejscowione w atrapach rur i przewodów emitery są elementami systemu wyspecjalizowanych tarcz, służącemu wyłącznie do ochrony przed wiązkami jonowymi. Nie są niezawodne, ale jeśli zdążą się aktywować w odpowiednim momencie mogą pomóc. Naprawią to, wszystko naprawią.
Droidyczność: JKM-88 jest droidem, co pociąga za sobą oczywiste wady i zalety, o których nie ma sensu tu wspominać. Należy jednak wspomnieć że nie posiada świadomości i jest zdalnie sterowany przez umysł Morbuusa, który stylizuje JKM na wolnego, świadomego robota z charakterkiem.
Ach, i nie obyłoby się bez sekwencji autodestrukcyjnej, która włącza się na wypadek próby przejęcia i włamania się do pamięci droida. Bez fajerwerków, ale wystarczająco by bezpowrotnie zniszczyć nadajniki i układy informacyjne. Wrócę tu.
Pilotaż: podróżować trzeba umieć. Małymi statkami, ale jednak. Przynajmniej ma pewność, że żelazna ręka się nie omsknie.

Ekwipunek:

- Pistolet Bryar, wielgachne żelastwo. Główna broń dystansowa, zawsze w zasięgu lewej ręki.
- Wielka Pała, jeszcze większe żelastwo. Zbyt ciężka dla przeciętnego człowieka pałka, wyposażona w mechanizm wstrząsowy mający wprawiać pancerze w rezonans... chociaż w mocarnej dłoni JKM-88 sama siła uderzenia go rozrywa.
- Średnia kolekcja kredytów. Większość na kontach bankowych. Łączna suma oscyluje w 20 tysiącach plus trzech w gotówce. Gdzie jest mój statek?
- Tarcze, o których była mowa wyżej.

Historia

Jest skromna, typowa i stara. Czemu ich to interesuje?... Mnie już nie.
Morbuus Vas urodził się dawno, dawno temu na niższym z poziomów Coruscant. Nie pamięta, jakie spędził dzieciństwo i jaka była jego rodzina. Jakie było życie? Jak smakowały rzeczy?... Jakie było ciepło drugiej istoty? Można założyć, że była to przeciętna klasa mieszczańska, wyrwana w kolejach losu z początkowej nędzy. Naprawdę nie ma znaczenia, kim byłem. Kim byłem, wy jesteście, a kim jestem - będziecie...
Jego ojciec z pewnością był żołnierzem floty, ta informacja nie uległa zatarciu. Walczył za coś dla kogoś. Walczycie o nic dla siebie w imię interesów tych, których nie obchodzicie.
Polityka nigdy nie miała dla niego znaczenia. Być może na przestrzeni dziejów wyraźniej istnieją źli tyrani i szlachetni rebelianci, soczystsze są barwy sztandarów armii obrońców i jaśniejsza jest krew napastników. Morbuus Vas żył jednak teraźniejszością i tym, co było najbliżej; niewiele dzieliło jego strefę młodości od pordzewiałych macek przestępczości i nędzy. Wieczny strach uczciwych istot przed zbłąkanym szałem zwyrodnialców.
Miał jakieś plany, tak, miał jakiegoś ojca który chciałby by syn został kimś takim a nie innym. Morbuus został stróżem prawa. Żołnierze walczą o państwa... piloci walczą o przestrzeń... kto walczy o niewinnych ludzi? Kariera pięła się szybko, na złamanie karku po krawędzi nędzy i niższych poziomów. Po żołd szli prosto w gniazdo degeneracji... siedlisko zwyrodnienia. Ja też tam szedłem, ale nie po żołd. Pamiętał matkę, słodką matkę która za mało na siebie uważała. Istoty mówią, że jest sama sobie winna, że wszystkie są same sobie winne. Brutalnie ją porwano, zgwałcono i zabito, jak tysiące innych kobiet w podobnych okolicznościach. Dlaczego? Chyba sama poszła za daleko tam, gdzie nie powinno się pojawiać w późnych godzinach, chyba za bardzo się o to prosiła. Istoty mówią... że trzeba się ubierać i uzbrajać. Że proszą się o to. Są winne, winne...
Oficer Vas był gorliwym tępicielem bandytyzmu o prostych i jasnych zasadach moralnych. Albo zero litości, albo zero sprawiedliwości... inaczej niczego się nie zmienia. W swojej pogoni za prawem zatracił gdzieś zdrowy rozsądek i zmysł ryzyka, jednocześnie coraz radykalniej rozprawiając się z pospolitymi przestępcami. Ale to nie pospolici są największym... rakiem...
Scenariusz klasyczny: ktoś skorumpowany pociągał za sznurki. Nie pamięta, o co chodziło dokładnie - handel bronią i dozbrajanie gangów? Handel ludźmi, narkotykami? Zawsze chodzi o walutę. Najgorsze jest wrażenie, że choć jesteś jednym ze stróżów prawa i gorliwie walczysz o sprawiedliwość, ktoś spośród takich jak ty jest kłamcą, jest jądrem tego, z czym walczycie.
Był to chyba ktoś bardzo wysoko postawiony, ktoś ze szczytów miejskiej dżungli. Sprawa toczyła się gwałtownie. Morbuus śledził, wypytywał, łapał, wyciskał odpowiedzi, jego towarzysze służby ginęli lub okazywali się zamieszani w całość. A gdy już udało się zejść po drabinie prawdy okupionej stosem trupów i litrami krwi, gdy już znał prawdę i miał dowody - został zdradzony i wyeliminowany. Rak, wszystko toczy rak.
Wysadzono cały pojazd, którym Vas penetrował najniższe poziomy Coruscant. Runął w ich głąb wśród ognia - tyle pamięta. Razem z nim wysadzone i stopione zostały nagrania, dowody materialne, a on został zapisany w kartotekach jak zmarły.
Z nędzy nędza. Ot, traf chciał, by jednak truchło to przeżyło - choć w obliczu takiej agonii śmierć wydaje się zbawieniem. Nawet w śmierci służę. Medycyna zna przecież tyle niewyjaśnionych przypadków... a wizjonarze i wymarłe sekty mówią o rozmaitych siłach zbiegów okoliczności. Traf chciał też, by na samym dnie, pośród największej nędzy i dziczy, znalazło się światełko uczciwości którego zabrakło na szczycie. Ktoś truchło znalazł i ktoś odnalazł odznakę. Ktoś powiedział komuś lepszemu.
Tylko - uznany za zmarłego - Morbuus Vas znał dowody w sprawie (nie ma znaczenia teraz, o co dokładnie chodziło; zło jest wszak uniwersalne) i tylko jego wiedza mogła sprawić by trupy i krew nie poszły na marne. "Ktoś lepszy" przyszedł spośród nędzarzy: być może rzekł - dokończysz swoją sprawę, ale twoja służba będzie trwała wieczność i w bólu. Świetliste ręce. Kim byłeś?
Jego życie podtrzymano. Wymagało to usunięcia resztek z resztek ciała i odizolowania od otoczenia. Otoczono go w wodzie życia, przebito żelazem, prądem i zamknięto na zawsze. Niewielu stróży prawa mogło przy tym być - oficjalnie miał zostać martwy. Martwych nie można uciszyć. Wisiał w agonii, czekając na kolejne urządzenia aby wreszcie móc powiedzieć. Miesiące? Lata? Bez znaczenia. Sprawiedliwość może czekać millenia.
Gdy tylko przybył pierwszy wokabulator, machina dowodów ruszyła. Sprawa została zakończona, istoty zostały ukarane i sprawiedliwość uzyskana. Teraz szczegóły są bez znaczenia, teraz to tylko symbol.
Cena świetlistych rąk. Zakopano go na samym dnie, pod najgłębszymi korzeniami jakiegoś monstrualnego systememu nadawczego floty. Mijała wieczność - przybyła skorupa. Zrobiona na zamówienie za odzyskane ze "sprawy" fundusze. Minęła druga wieczność i JKM chodził. Teraz robot był jego zmysłami i ciałem. Świetliste ręce nie wróciły, a Morbuus już ich sobie nie przypomniał. Jestem eksperymentem sprawiedliwości i nie pamiętam, kto mnie nim uczynił.
Dziesiątki lat mijały na przyzwyczajaniu się, kolejne na zdobywaniu nędznych funduszy na podtrzymanie życia i energię. Mrugnięcia nieistniejących oczu. Inni opowiadaliby o swoim losie na tle wielkich wydarzeń i przypadków historii. Jakie znaczenie miały jednak imperia i republiki z perspektywy zwłok, które pamiętały tylko ślepą pogoń naiwnego idealisty za sprawiedliwością pospólstwa?
Opowiada się długie historie o żołnierzach i męczennikach, ale nie istotach obrabowanych, zabitych w ciemnych alejach lub zgwałconych w zaułkach. Istoty mówią, że same są sbie winne. Nie. Gwałciciel jest winny gwałtu, morderca jest winny mordu.
Sterował maszyną z sarkofagu: jego mózg był połączony z systemami i sterował nią zdalnie, jak przez nerwy. Minęła setka lat i droid był już po wielu podróżach, zadaniach i zarobkach. Wojny i przewroty to tylko niewyraźne tło, zmiany globalnych sił były nieistotne. Nikt nie myśli o niewinnych i biednych, gdy wszyscy myślą o flagach.

Minęła druga setka i był jednością ze zwłokami. Wspomnienia i cybernetyczna pamięć ścierały się, tłumiły, rozmywały nawzajem. Naprawdę niewiele pamięta ze swojego ludzkiego życia. Jakie ma ono znaczenie, skoro bez całej tej machiny już dawno przestałoby istnieć? Mięso jest słabe... ale mięso jest wolne.
I czasem jedno mięso przez tą wolność wchodzi w wolność drugiego mięsa. Wtedy potrzebna jest pałka. Czasami można sporo dostać za niektóre kotlety.

Obecny cel: Zdobyć dużo forsy i jeszcze więcej broni, rozmaitej broni. No i... powoli do celu, którym są zapasowe droidy.
POSTAĆ GŁÓWNA
Image
Awatar użytkownika
Harvos
Gracz
 
Posty: 922
Rejestracja: 12 Paź 2008, o 18:11
Miejscowość: Беларусь

Re: JKM-88 / Morbuus Vas

Postprzez Mistrz Gry » 8 Kwi 2018, o 19:29

Droid nie ginie, on się dezaktywuje. DO czasu aż jakiś fraj... dobry samarytanin uruchomi go ponownie.
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 6134
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02


Wróć do R.I.P.