Content

Statki i okręty

[YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Image

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Mistrz Gry » 4 Mar 2018, o 23:21

Na dźwięk jej imienia mężczyzna lekko się uśmiechnął. Łowczyni, córka wodza, przywódczyni plemienia, ta która walczy. Przez głowę obcego przemknęły setki jeśli nie tysiące możliwości. Dla nich była tylko niewolnicą, mięsem na sprzedaż. Dla niego, była szansą. Pyskującą, i trudną do okiełznania szansą. Vorik Del, cieszył się z włączenia zakłócacza. Kiedy dziewczyna kontynuowała wypowiedź nie pytana postanowił wykorzystać okazję.
- kara.
Aleera zacisnęła szczęki żeby nie krzyknąć kiedy impuls elektryczny poraził jej kark. Odruchowo uniosła ręce do obroży próbując ją zerwać, i dostała kolejną dawkę wstrząsów. Upadła na kolana przed olbrzymim mężczyzną. Ten pochylił się nisko unosząc jej głowę mocno chwytając za montral.
Zaskoczona usłyszała jego cichy ledwie słyszalny szept. 'Wyciągnę cie z tego. Shila cie potrzebuje." Głośno zaś powiedział patrząc jej prosto w oczy.
- Nieposłuszeństwo będzie karane. Jeśli zwrócisz się tak do swojego pana będziesz marzyć o tym żeby skończyło się jednym wstrząsem.
Wstał i pomógł jej się podnieść, po czym zastukał w drzwi. Rozsunęły się z cichym sykiem.
- Niewolnica jest w porządku, kredyty trafią na konto za dziesięć minut, możecie przygotować ją do transportu. Odlatujemy za godzinę. A ty nie opieraj się, będzie mniej bolało.

Nie miała szansy się opierać, najemnicy którzy przyszli po nią dziesięć minut później profesjonalnie skuli jej ręce i umieścili na wózku. Tak unieruchomiona dotarła na pokład niewielkiego frachtowca. Czekał tam już na nią olbrzymi Togurtanin. Nie widziała na jego twarzy żadnego śladu emocji kiedy przyjmował ją na pokład i zamykał w kajucie. Aleraa czuła jak jednostka startuje a potem wchodzi w nadprzestrzeń. Usłyszała jak drzwi się otwierają a potem ktoś uwolnił jej ręce. Obroża pozostała na swoim miejscu. Dziewczyna odwróciła się i nie była zaskoczona kiedy zobaczyła mężczyznę. W ręku trzymał talerz z jedzeniem na którym skupiła się uwaga dziewczyny, dopiero teraz uświadomiła sobie jak dawno nie jadła.

- Jestem Vorik Del, osobisty sługa wodza Kabro Laso twojego nowego pana. Wracasz na Shili. Sytuacja na planecie jest zła, Klany są skłócone, Wód Laso próbuje zjednoczyć północ planety, lecz napotkał silny opór, głównie wśród członków klanu do którego należysz. Teraz jednak kiedy ma cie w ręku... Wypocznij i spróbuj się wyspać. Za trzy dni dotrzemy na miejsce, wtedy zadecyduje się Twój los.
Obcy mówił bardzo oficjalnie, jakby tłumaczył dziecku jakieś zagadnienie, jego oczy bystro wpatrywały się w dziewczynę. Teraz kiedy mogła mu się dokładniej przyjrzeć dostrzegała wiele detali, takich jak łańcuszek z zębów akula, oraz silne i rozbudowane mięśnie. Był od niej znacznie starszy i z pewnością silniejszy, szata którą nosił skrywała wiele, lecz wprawne zmysły Alery wyłapały kilka oznak wojownika. Mężczyzna wyciągnął w jej stronę talerz z jedzeniem.
- Jedz, musisz mieć siłę kiedy dotrzemy na miejsce.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Aleraa Rev » 5 Mar 2018, o 23:17

Aleraa bardzo, ale to bardzo nie lubiła takich sytuacji, w jakiej się obecnie znalazła. W praktyce było to jedno z jej najgorszych przeżyć. W tej chwili jednak na jej usta cisnęło się kilka zaledwie pytań. Jednym z pierwszych z nich było, co to za jedzenie. Zmysły jednak odpowiedziały. Wzrok wyłapał jakąś białawą substancję z czymś bliżej paćkowatym. Węch jednak wyłapał słodki zapach musu owocowego, śmietany oraz ryżu. W przeciągu sekundy zabrała talerz oraz przydzieloną łyżkę z plastiku.
- Mam trzy pytania. Gdzie są moje rzeczy, za ile zostałam drugi raz sprzedana oraz ojciec czy syn Kabro przewodzi klanowi Laso? Jeśli ojciec, nic dziwnego. Oszust, krętacz i za groosz poszanowania tradycji. Pięciokroynie nas zbałamucił na wymianie handlowej. Jeśli syn nie wiem, mieliśmy dobry kontakt.
Zabrała po tym pierwszą łyżkę jedzenia.
-Taka porada. Taki widok conajwyżej rozwcieczy mojeho ojca. A wtedy nici z planów. Nie mogę być niewolnikiem w rozprawie.
Bo oczywiście nie mogło być prosto,
Tylko musieli zahaczyć o Endor...
Image
Ilość Sprzedań w niewolę - 2
Ilość ucieczki z niewoli - 2.
Ilość wkrzonych właścicieli i oficjeli Imperium - 3.
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 125
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Mistrz Gry » 10 Mar 2018, o 20:52

- Dawno nie byłaś na Shili prawda.
Mężczyzna westchnął, po czym wyprostował się pozwalając jej jeść. Przez chwilę wyglądał jakby się zastanawiał by wreszcie przemówić. Ostrożnie i powoli jakby ważył każde słowo. Jego oczy bystro obserwowały kobietę.
- Twoje rzeczy zostały oddane razem z Tobą, mam je gdzieś w ładowni. Nie sądzę żeby były Ci jeszcze potrzebne. Co do drugiego pytania, cóż jesteś warta sto tysięcy kredytów. Sporo. Jeżeli to w jakiś sposób poprawia twoje samopoczucie to teraz muszę je popsuć. Jak już mówiłem Klanem Laso rządzi nadal Kabro, jego syn Zulee jeszcze długo nie przejmie władzy. Z resztą to polityka. Skoro wyczerpałem Twoją ciekawość to pozwolę ci odpocząć.
Mężczyzna zamierzał wyjść, kiedy Aleraa zwróciła mu talerz i sztućce. Vorik zabrał je i skinąwszy głową wyszedł. Kolejne dni upłynęły bardzo monotonnie, kobieta była dobrze karmiona i jeszcze lepiej pilnowana. Nie mogła jednak zrozumieć do czego potrzebna jest Kabro. Del więcej jej nie odwiedzał. Pozostało jedynie czekać. Rzeczywiście trzy dni odpoczynku oraz regularne jedzenie, zregenerowały jej siły. Vorik pojawił się krótko przed lądowaniem, przyniósł jej piękną długą szatę tak charakterystyczną dla bogatych i dobrze urodzonych Togrutan, Sam również przebrał się. Miał lekki pancerz osłaniający klatkę piersiową i opadający na krocze. Odsłonięte ramiona pokazywały potężne mięśnie, Ręce były chronione przez solidne karwasze, przy pasie wisiał sporych rozmiarów wibrosztylet oraz ciężki blaster. Mężczyzna nosił barwy klanu Laso.
- Przebierz się, i nie kombinuj, nie zamierzam marnować czasu, jeśli będziesz grzeczna może w nagrodę zdejmę ci obroże.

Godzinę później szli lądowiskiem w kierunku przysadzistego acz imponującego budynku. Siedziba Kabro była nie do końca zgodna z tradycyjnym i bliskim naturze stylem Togrutan lecz z pewnością podkreślała siłę klanu. W środku jak i na zewnątrz przepych bił po oczach. Wysoka Togrutanka dawno nie była na Shili lecz czegoś takiego nie pamiętała. Szła lekko zszokowana patrząc na wszystko szeroko otwartymi oczami. Idąca wokół niej eskorta której przywódcą był Vorik torowała sobie drogę przez zatłoczone korytarze. Pojawienie się czarnoskórej wywołało niemałą sensację. Ukryta pod ozdobnym kołnierzem obroża nie rzucała się w oczy zaś sama obecność Vorika budziła olbrzymi respekt. W końcu dotarli do celu. Sporych rozmiarów sala była strzeżona przez dwóch wartowników, bez słowa przepuścili niewielki konwój. W środku Aleraa dostrzegła siedzącego na czymś w rodzaju tronu mężczyznę z imponującymi montralami. Otoczony był przez czerech kolejnych rosłych strażników. Przed nim stała kobieta, piękna bogato zdobiona suknia, znajoma postawa i... Aleraa poznała swoją matkę.

Szybko dotarli do tronu, i mogła usłyszeć o czym rozmawiają, to nie mogła być prawda.
- ... Twój opór jest naprawdę bezsensowny, zrozum wreszcie że to polityka a w polityce nie liczą się uczucia.
- Nie.
- Dobrze, zmuszasz mnie do tego, naprawdę nie chciałem. Zobacz kto przyszedł.

Aleraa stanęła twarzą w twarz z matką, kobieta wyglądała naprawdę mizernie, mimo bogatej szaty nie nosiła innych ozdób a jej twarz wyrażała niezmierny smutek. Gdy tylko ujrzała swoją córkę rzuciła się na nią nie zważając na strażników. Vorik pozwolił jej na to dyskretnie usuwając się z drogi.
- Moje dziecko... moje dziecko...
Powtarzała zalana łzami kobieta. Tulając się do Alery. Ta ostatnia również była mocno wzruszona lecz nie spodziewała się takiego zachowania matki. Zwykle kobieta nie była tak wylewna.
- Alera jest moim gościem, i tylko od ciebie zależy w jakich warunkach będzie spędzać czas w naszym towarzystwie.
- Nie odważysz się! Nie!

Hiu odwróciła się zasłaniając córkę swoim ciałem, zanim dotarło do niej co zrobiła. Szeroki uśmiech siedzącego na tronie mężczyzny świadczył o tym, że przegrała.
- To naprawdę nie ma sensu Hiu, tłumaczył powoli sycąc się swoim sukcesem. Aleraa jest ostatnim żyjącym członkiem Twojej rodziny, i oboje nie chcemy żeby resztę swojego życia spędziła skuta łańcuchami siedząc w jakimś lochu i służąc obślinionym strażnikom za zabawkę prawda? Czeka ją świetlana przyszłość, wystarczy że zostaniesz moją żoną...

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Aleraa Rev » 15 Mar 2018, o 23:13

Powiedzieć, że Montreale i lekku stały się czerwone, gdy ona słyszała to, co ten spaślak, grubas bez honoru w tym przyciasnym czepku na łbie powiedział, to tak jakby nie powiedzieć nic. Ona stały się tak czerwone, że wręcz dało się od nich czuć gorąco oraz wściekłość. Ona była tak zła, że w jej wnętrzu wręcz gotował się sok żołądkowy, a ona sama ciskała piorunami na lewo i prawo. Nie dosłownie, rzecz jasna. Jednak jej sama postawa, zacisnięte pięści oraz wzrok skupiony na jednym punkcie sugerował, że jak ktoś podejdzie do niej na dystans bliższy niż wyciągnięxie ręki (jej), to oberwie w nos. Jednak co właściwie dzieje się w jej wnętrzu?
***
Według podań pradawnych przodków, w każdej istocie istnieją dwa ichniejsze sobowtóry - Czarny oraz Biały. Istnieje jeszcze dwadzieścia innych, ale nie o tym ta lekcja. Biała Dusza, bo tak ją nazywają mędrcy, odpowiada za odwagę, pokorę, miłość, waleczność i nadzieję oraz mądrość. Czarna Dusza z kolei odpowiada za tchórzostwo, zdradę, nienawiść, wstyd, nadmierną dumę oraz brak honoru. Jedno nie może istnieć bez drugiwgo, więc żadna ze stron nie może ostatecznie wygrać... Tylko może zdobyć chwilową przewagę. A u Aleryy... Cóż... Te dwa byty walczyły już od kiedy przybyła na Naboo... I szczerze jakby ktoś mógłby to zobaczyć... To była bitwa niczym z dawnych wojen Klonów, Republika przeciwko Separatystom... I teraz "Republika" zaczynała zdobywać wielką przewagę... Niemalże miażdżąć wojska "Separatystów", spychane coraz dalej i dalej. Biała dusza wygrywała to starcie, a jej wojska były coraz dalej...
***
Pierwszą rzeczą, jaką z pewnością zauważyło jej otoczenie, było stopniowe zmieniamie się koloru z wściekle czerwonego na... Normalnie czerwone oraz rozluźnianie pięści gotowej do ciosu. Po chwili nawet jej oddech wrócił do normy i spojrzała się na swoją matkę... To było... Takie smutne... Nie miała już ojca, nie miała siostrzyczki...
-Do zobaczenia wkrótce, Kira... - Powiedziała przez łzy. Jej mała siostrzyczka Kira... Smutno jej się zrobiło. Ale wtedy zrozumiała też jedno...
-‎Mamo... Nadszedł mój czas jako wodza... Nie ma już Mojego ojca... Muszę go zastąpić...
-Aleraa, niepoważna jesteś?! - Zapytała się Hiu niedowierzając słowom własnej córki. - Przecież wiesz, co mówi prawo. Mówi ono, że...
-‎... Że najstarsze dziecko wodza po utraceniu przez niego możliwości do pełnienia tej funkcji zostaje wodzem. Jeśli i ono nie może pełnić tej funkcji, gdyż jest poza plemieniem lub nie osiągnęło jeszcze piętnastu wiosen, wtedy współmałżonek, a nawet jeśli i ta osoba nie może, wtedy funcje wodza przejmuje Rada Starszych... Prawdopodobnie dwa tygodnie będę się uczyć, by przejąć władzę. Ale przede wszystkim nie pozwolę, byś wyszła za kogoś, kogo nie kochasz... A teraz daj mi mówić mamo...
-‎Aleraa, ja Cię kocham i nie pozwolę, byś...
-‎Też Cię kocham i nie pozwolę, byś to samo zrobiła dla mnie... - Powiedziała tonem spokojnym, acz stanowczym... Hiu popatrzyła się na swoją córkę i ją przytuliła.
-‎Twój ojciec nie byłby z ciebie zawiedziony... Idź, Aleraa... I niech Shila będzie z tobą. - Powiedziała z łzami w oczach.
Aleraa zwróciła się jednak do Kabro Laso z pewnym wzrokiem i postawą wojownika, która twardo stoi w obronie domu.
-Zanim coś powiesz, Kabro z klanu Laso, powiem tyle, że nie było mnie dwa lata na Shili, jednak nauczyłam się więcej rzeczy, niż jakbym została tutaj. Przede wszystkim wiem, że ludzie lojalni zostaną z tobą, choćbyś stracił wszystko. Nasz klan jest klanem lojanych sobie togrutan, który wspiera siebie i swoich sojuszników. - Powiedziała i lekko poprawiła kark. - Jesteśmy ludem honorwym, niczym wędrowcy w pancerzach bez domu. Gdy klanem Laso rządził twój ojciec, Hexi "Mądry", nasze klany były blisko jak nigdy. Rozwiązał wiele sporów między naszym klanem, a klanem Geru, bez używania podstępu czy siły. Miał taki autorytet, że każdy wódz go szanował, każdy wojownik, czy nawet wilki. Nawet król prosił go o rady. Gdy doszedłeś do władzy, wasz klan się wzbogacił, ale jakim kosztem? Zaufanie do was utraciło większość Wielkich Klanów, a sami stosowaliście brudne taktyki... Dwa zepsute worki zepsutej pszenicy za najlepszej jakości skórę i mięso? Gdzie uczciwość?! - Powiedziała z butą w głosie - Jednak nie o tym chciałam mówić... - Powiedziała i jakby się odwróciła. Musiała zebrać się na odwagę...
-‎W czasach, gdy żyli nasi pradziadowie, prawie 100 wiosen temu, Galaktyka zmagała się z wielką wojną, gdzie maszyny zcierały się z wieloma braćmi, którzy nie mieli matki. Mam... Przyjaciółkę. Nazywa się Rabatli'Havoru. Opowiedziała mi o jej prapradziadku, który walczył na jej rodzinnej planecie... Na Ryloth... Ich planeta była pod okupacją maszyn, podobnie jak nasi pobratymcy na Kirosie, jednak tam... Tam narodził się ruch wolności, ruch "Wolności Ryloth" czy coś podobnego... - podrapała się po prawym montrealu, co w jej wypqdku oznaczało niepewność - Była to swoista... Federacja. Połączenie rodów, które wcześniej się nienawidziły, nie przez podstęp czy siłę, tylko poprzez chęć uwolnienia swojego domu. Domu plądrowanego przez najeźdźców. Tak samo mamy teraz... Usłyszałam kiedyś od pewnego mądrego człowieka: "Ci, co nie znają historii, zmuszeni są ją powtarzać". Przeciwko Imperium nie mamy szans w regularnej walce. Wojownicy to potwierdzą. Mają ciężki sprzęt i niebywałe zasoby materiałowe i ludzkie. My natomiast... Walczymy o dom oraz znamy teren... Możemy to wykorzystać... Jak Onderońscy partyzanci. Tylko tak pokonamy Imperium... A nawet jeśli nie, pokażemy, że nie oddamy ziemi bez walki.
-‎Pragnę poeuszyć jeszcze jedną kwestię... Mianowicie kwestię jedności Wielkich Klanów. Laso, Geru, Rev oraz pozostałych wielkich Klanów Shili. Shila objawiła mi, że walcząc między sobą nic nie zdziałamy. Musimy być w jedności, jednak jak partnerzy... Nie jak pan i sługa. Każdy musi być równie traktowany... A nie jak zwycięzca i pokonany. Mamy wspólnwgo wroga do jasnej cholery. I musimy być braćmi. Naszym celem jest obrona Shili i naszych domów. Musimy ją ochronić. A teraz... Najważniejsza część...Kabro z klanu Laso... Nie mogę pozwolić, by moja matka poślubiła ciebie. Zbyt mało wody upłynęło... Zamiast tego... Mogę wyjść za twojego Syna, Zulee'ego. Wiesz doskonale, że dobrze się z nami dogadywał. Młodzi są przyszłością i daj im brać historię we własne ręce.
Image
Ilość Sprzedań w niewolę - 2
Ilość ucieczki z niewoli - 2.
Ilość wkrzonych właścicieli i oficjeli Imperium - 3.
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 125
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Mistrz Gry » 18 Mar 2018, o 20:01

W miarę jak dziewczyna mówiła mina Kabro zmieniała się z zaskoczonej na pełną politowania by w końcu zostać nieprzeniknioną maską polityka. Wszyscy którzy wysłuchali tyrady Aleery zakończonej propozycją mariażu z Zulee nie dowierzali własnym uszom. Hiu próbowała powstrzymać córkę, ale szybko zrozumiała, że wojowniczka nie ugnie się a Karbo zdawał się jej słuchać z uwagą. Gdy skończyła wszyscy chwilę milczeli. Pierwszy odezwał się siedzący na tronie mężczyzna.
- Vorik, jestem ci winien sto kredytów, byłem pewien że się na mnie rzuci, cóż za rozczarowanie.
Szpiczaste kły błysnęły w uśmiechu. Wódz był zadowolony z obrotu sprawy, a zwłaszcza ze miłości jaką darzyły się matka z córką. Jego polityczne ambicje będą znacznie łatwiejsze do zrealizowania. spojrzał z góry na stojącą dumnie Aleerę, w jej oczach widział dumę i poświęcenie dla klanu a także niespełnioną ambicje. Gówniara, ale może być przydatna.
- Piękna przemowa, prawie porywająca, widzisz dziecko polityka nie polega na wymachiwaniu mieczem i rzucaniu się na legion szturmowców. Co chcesz osiągnąć walką z Imperium prócz śmierci i zniszczenia? jaki rozwój czeka Shilę jeśli przylecą tu gwiezdne statki i ostrzelają nasze miasta? Musisz się jeszcze wiele nauczyć. Hiu jest od ciebie znacznie rozsądniejsza, prawda?
Wie dobrze jak uprawia się politykę, czasami delikatnie i uroczo, czasem brutalną siłą. Dlatego z pewnością nie będzie upierać się głupio wiedząc jak wiele bólu może jej upór zadać tym których kocha.

Mężczyzna wyraźnie groził jej i jej matce, całkowicie ignorując prawo klanu na które się powoływała. Jak mógł dlaczego, przecież. tak stanowiło prawo, poświęciła się a on potraktował ją jak zwykłą gówniarę. Spojrzała na matkę, Dumna kobieta opuściła głowę a po policzkach ciekły jej łzy.
- Nie zrobisz tego nie jesteś potworem, nie możesz.
- Mogę bardzo wiele. Z resztą... Aleero złóż mi należny hołd. klęknij przed swoim przyszłym ojczymem i władcą Shili.

Dziewczyna znów poczerwieniała z wściekłości lecz nawet nie drgnęła, miałaby klęknąć przed tym.. tym., Nigdy.
- tak myślałem dziękuję za współpracę. Zabrać ją do lochu i torturować, tak żeby nie było trwałych śladów, na to jeszcze przyjdzie czas.
- Niee!! błagam cię nie. Nie możesz jej tego zrobić.
- Bądź dzielna matko! Nie pozwól mu dostać tego co chce.
- Zabrać ją, Będziesz miała miejsce w pierwszym rzędzie najdroższa, może wtedy zmienisz zdanie.


Strażnicy wykręcili jej ręce, i zabrali z sali tronowej mimo jej silnego oporu. Nie miała szans z czwórką sinych Togrutan. Wywlekli ją tylnym wyjściem i po chwili podszedł do niej Vorik i coś jej wstrzyknął. Obraz rozmazał się a ona sama zwisła bez ruchu w ramionach strażników. Ostatnim co zarejestrowała było słowo "idiotka" wypowiedziane przez olbrzyma.

Trzeba przyznać że oprawca z pałacu znał się na swoim fachu, mimo wysiłków krzyczała z bólu kiedy tylko tego chciał. Widziała swoją zapłakaną matkę siedzącą za szybą i zmuszoną do oglądania okrutnego spektaklu. W końcu zemdlała a nadzorujący kaźń Vorik uznał, że ma już dość. Zabrali ją do celi i rzucili na podłogę jak worek mięsa. Powoli uklękła czując ból w całym ciele. Postrzępiona więzienna szata różniła się zdecydowanie od balowej sukni w której była kilka godzin temu, jednak najgorsze były buty na wysokim obcasie które wyginały nienaturalnie jej stopy, Zapięte solidnymi kłódkami praktycznie uniemożliwiały marzenie o ucieczce.
- Zostaniesz tu i będziesz torturowana tak długo aż twoja matka zmieni zdanie - poinformował ją stojący w drzwiach Vorik. Jego głos nie zdradzał żadnych emocji, popatrzył na nią z pogardą, mocując łańcuch łączący kółko w ścianie z jej obrożą.
- Przynajmniej wygrałem dzięki tobie sto kredytów. A mogłaś tak wiele zmienić.
Zostawił Aleerę w lochu obolałą, i upokorzoną, po raz kolejny pozbawioną złudzeń i niepewną dalszego losu, dziewczyna nie miała już sił, zasnęła zwinięta w kłębek na twardej ławie, starając się zapomnieć o bolącym ciele.

Obudziła ją dłoń zakrywająca jej usta. Otworzyła oczy i zobaczyła nad sobą zamaskowanego Togrutanina, jedną ręką zakrywał jej usta drugą pokazywał, że ma być cicho.
- Mamy cie uwolnić, taki był warunek twojej matki. Bądź cicho i chodź.
Aleera spróbowała wstać, zauważyła że mężczyzna odczepił jej łańcuch od obroży jednak na stopach nadal miała dziwne szpilki. Krata była otwarta a jej wybawiciel wcisnął jej w dłoń nóż.
- Mamy mało czasu.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Aleraa Rev » 19 Mar 2018, o 22:32

Bogactwo... To ona odsłania prawdziwe oblicza ludzi... Na swojej drodze spotkała ostatnio wielu złych ludzi i innych istot... Za jej każdym czynem... Czekało jeszcze większe zło. Czy naprawdę to się opłaca? Czy ona jest w ogóle zdolna zmienić wyroki Shili? Shila najwyraźniej myślała, że nie jest ona godna, by zasługiwqć na wolność... Spętana w niewoli teraz... Jej słowo przeciw słowu jak widać najpotężniejszego władcę klanu na Shili... Aspirującego do jego króla... Gdyby król... Nie... Pewnie jest tylko marionetką Karbo... Ile ona mało wie... Ile ona mało wie...
***
Tortury... Jest w tym coś, co napawa wstrętem... I strachem... Doświadczyła tego nie raz i nie dwa... Zwłaszcza ostatnio... Wydobywają to, co najgorsze... To, co najbardziej zwierzęce... Miała w trakcie tortur ich mistrza... Wiedziała to. Jej członki to wiedziały... Wiedziało to jej serce... Wiedziała to jej matka oraz rodzina, już złączona z Shilą... Tortury ciała jednak to było nic w porównaniu z torturami duszy. Takimi była poddawana jej matka, a nawet w większym sama Aleraa, bo widziała, jak matka widzi, jak ona cierpi... A to nie jest nigdy miłe... Widzieć, jak własna matka cierpi... Widzieć to i czuć... A ból każdego prędzej lub później złamie... A teraz... A teraz zaczynała jej twarda niczym opoka Shili psychika pękać i łamać się.
-Zanim wykuje się miecz... Trzeba wiele krwii, potu i uderzeń młota... - Powiedziała, zanim wycieńczona usnęła we własnych myślach, szarpanych przez nocne mary i cierpienia...
***
Zaskoczenie, wywołanw niespodzewaną wizytą członka ruchu oporu spowodowała pewne... Zaburzenia w jej osobowości... Zacznijmy od tego, że nie spodziewała się tego... To było coś niesamowitego. Nie spodziewała się tego. Zwłaszcza nie tutaj i nie teraz. W takiej beznadziejnej sytuacji i w takim beznadziejnym miejscu... Zabłysła iskra nadziei. TEJ nadziei... Nóż oraz słowa dały jej więcej siły, niż można było sobie wyobrazić... Jej lekku wyraziły "To co my tu jeszcze robimy?" i postarała się podnieść, a te zawszone szpilki nie pomagały w żadnym razie. Ten ostry ból... Ledwo chodziło przez tortury... Ale to już była przesada. I to wielka. Chodziło o szpilki... Przez nie czuła się taka... Nie sobą... Ała... Jednak musi wytrzymać... Musi...
***
Jakby tak spojrzeć na to, to przez pierwsze 5 minut nie wydarzyło się nic wielkiego. Oprócz tego, że co chwila przeczulonw już do granic fizycznych możliwości zmysły pewnej czarnej Togrutanki powodowały, że co chwilę musieli się zatrzymywać, by dać jwj odpocząć. W pewnym momencie podczas takiego odpoczynku, niestety wymuszonego, w jakiejś wnęce znalazła się istota na tyle głupia/niewiedząca, że przechodziła koło tej wnęki i spojrzała się. Była to może rówieśnik Aleryy. Spojrzał się i już miał wyciągać blaster z kabury, gdy instynkt wziął górę i oberwał od łowczyni cios w potylicę, co spowodowało jego ogłuszenie (chyba). Głuchy huk był stosunkowo słyszalny. Zwłaszcza przez echo. Jednak Alerę interesowały dwa przedmioty. Komunikator i blaster. Komunikator dała towarzyszowi, a sama wzięła blaster z kaburą, co przerzuziła przez tułów. Blaster był nad wyraz ciężki. I dosyć nieprzypominający imperialnych blasterów. Był zbyt opływowy. I zbyt dobrze trzymał się w ręce. Była to raczej broń oficerska... A teraz z pomocą schowała tego ogłuszonego w nęce tak, by nie rzucał się w oczy. To mogłoby skutecznie uniemożliwić im ucieczkę...
Adrenalina w końcu zaczęła działać. Umożliwiało to Alerze na w miarę normalne już funkcjonowanie. Poza szpilkami, rzecz jasna. Dopiero teraz zauważyła, że te szpilki dosyć mocno hałasują, ale z pewnością nie aż tak mocno, jak ciężkie, oficerskie buty, które miała okazje słyszeć. Chociaż nie wiadomo. Racja?
***
Problemem jednak pierwszej kategorii było jednak wydostanie się z tych podziemi. A raczej tego lochu. Dla jednego więzia. Dla niej. I plus minus praktycznie dla każdego opozycjonisty Karbo. Ale lochy były puste... Niewielu strażników... A kroki były długo słyszalne. Za wyjątkiem pewnej panny, która miała nieprzyjemność spotkać Alerę i jej towarzysza. Dwa razy cios w brzuch, sierpowy i nokaut... A tak... Teraz... Teraz czekało coś ciekawego. Mianowicie wyjście z tych kazamatów przez otworzone jakby okno... Okno? No tak, okno... Czyli blisko było do części reprezentacyjnej... Była noc w nowiu... Bez zbytniej ilości żołnierzy. Jej towarzysz pokazał w jakimś kierunku. Dopiero po chwili jej zmysły zauważyły ścigacze repulsorowe... A jeden z nich miał jakby siedzisko z boku z czymś bliżej niezidentyfikowanym na nim. Wyglądało jak spory blaster.
-Tam idziemy. Tylko przy ścianie... - Powiedział jakby rozkazująco.
-‎Umiem się skradać idioto. - Odwarknęła z połyskującymi kłami.
-‎Jak matka. - Odpowiedział jakby z uśmiechem. Wyruszył przodem prowadząc Alerę jakby była ślepą... Co jest teoretycznie prawdziwe. Była ślepa do piętnastej wiosny. A teraz... Teraz miała szpilki na stopach. A poza tym... Szli z kilka minut.
Tuż przed ich celem zastali dwójkę strażników. Wyglądali na takich średnio rozgarniętych, ale pozory mogą mylić. Patrzyli się na otoczenie, jakby zgłupiale. Po chwili w komunikatorze odezwał się głos:
-Do wszystkich, więzień uciekł! Wszyscy do bloku więziennego! - Rozległ się głośny alarm. Byli około dwadzieśxia-dwadzieśxia pięçmetrów przed nią. Wyciągnęła szybko blaster i oddała 4 strzały zakłócone przez alarm. Dwa trupy. Jej towarzysz natychmiast ją pociągnął i bez ceregieli wsadził do "kosza" wyjaśniając, gdzie się strzela i że można to odwrócić na osi dookoła kosza, a także w miejscu. Usiadł na miejscu kierowcy, włączył silnik i zaczął uciekać wraz z nią na ścigaczu.
Image
Ilość Sprzedań w niewolę - 2
Ilość ucieczki z niewoli - 2.
Ilość wkrzonych właścicieli i oficjeli Imperium - 3.
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 125
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Mistrz Gry » 22 Mar 2018, o 23:23

Krzyki i alarmy obudziły wszystkich. Strażnicy wybiegli z wyciągniętą bronią, lecz Aleera zdążyła aktywować autoblaster i przeciągnęła długą serią po pałacu tłukąc szyby, niszcząc elewację i zasypując wszystko pyłem i odłamkami. Jej wybawiciel nie czekał aż strażnicy się wstrzelają i z wyciem silnika ruszył w kierunku bramy. Aleera obejrzała się i dostrzegła, że brama znajdująca się w wysokim na kilka metrów murze osłaniającym pałac i miasto od strony lasu, zaczyna się zamykać. W kierunku ścigacza poleciało kilkanaście boltów. Śmignęły niebezpiecznie blisko.
- Trzymaj się!
Nie musiał tego mówić. Togrutanka z całych sił wpiła się w kosz, kiedy krzesząc snopy iskier prześlizgnęli się przez bramę. Z góry poleciały za nimi kolejne bolty wspomagane przekleństwami. W skaczącym wściekle koszu kobieta próbowała wycelować w cokolwiek. Nie było to łatwe zadanie, Pilot bez przerwy skręcał, przyspieszał i zwalniał wykonując najróżniejsze ewolucje. Wyglądało na to, że taktyka ta była skuteczna ponieważ jeszcze ich nie trafili, Aleera również nie mogła pochwalić się trafieniami. Byli już w połowie drogi do zbawczej ściany lasu gdy przez bramę przemknęły cztery ścigacze. Dwa duże wypełnione strażnikami, oraz dwa mniejsze składające się z dwóch osób za to uzbrojone po zęby. Były zdecydowanie szybsze od speedera którym uciekała Aleera.
- Zbliżają się!
Krzyknęła strzelając z blastera w kierunku przeciwników. Ściana lasu była coraz bliżej, ale ostrzał ścigających również. Jeszcze kilka metrów, wpadli w drogę znikającą gdzieś w między bujnymi krzewami nie zmniejszając nawet na chwile prędkości. Za nimi były ścigające ich pojazdy. W oczach Kobiety pojawiła się wizja powrotu do lochu i kolejnej porcji tortur.

Nagle krzaki po obu stronach drogi eksplodowały ogniem. Pociski trafiły lecący tuż za nimi pojazd, a chwilę później wpadł w niego kolejny. Zasadzka się udała osłaniający odbicie oddział ostrzeliwał ciężkie ścigacze które były nieco z tyłu. Z góry rozległo się dzikie wycie i chwilę później ogień pochłonął wszystko w promieniu kilkudziesięciu metrów. Kobieta nie mogła tego widzieć, speeder któym uciekała był już daleko, skręcili w kolejną odnogę, i musiała przyznać sama przed sobą, że nie ma pojęcia gdzie jest. Maszyna zwolniła i po kilku metrach zatrzymała się.
- Wychodź, idziemy dalej.
Ruszyła posłusznie za swoim przewodnikiem z trudem przebijając się przez krzaki. Szpilki były bardzo skutecznym narzędziem zapobiegającym ucieczkom. Przekonała się o tym upadając po raz kolejny na nierównym podłożu. Kiedy wstała, zobaczyła przed sobą trójkę zamaskowanych i niemal nagich Togrutan.
- Rozbieraj się, szybko.
Uwolnili jej stopy i używając jakiegoś dziwnego urządzenia zdjęli obrożę, którą później z niezwykłą ostrożnością położyli na pieńku. Ubrana w jakieś maskujące szmaty dostała do ręki sztylet i blaster. Cała czwórka szybko znikła wśród bujnej zieleni. Prowadzi ją w głąb dziczy. Wreszcie była wolna.

Kilka godzin później, znalazła się w niewielkim obozie, w którym przebywało góra dwudziestu mężczyzn i kobiet, część z nich była ranna, wszyscy wyglądali tak samo żałośnie i zaniedbanie. W prymitywnym szałasie do którego ją zaprowadzono, znajdował się zestaw komunikacyjny. Dwóch mężczyzn coś przy nim majstrowało.
<skrr> Aleera?
<skrr>...
- Mamy ją, jest bezpieczna, podejdź matka chce z tobą porozmawiać.

Podeszła i po raz kolejny usłyszała znajomy głos matki. Był zniekształcony i stłumiony przez łzy lecz z pewnością należał do Hiu.
<skrr> Kocham cię bardzo! Córeczko, teraz kiedy jesteś bezpieczna, nie pozwolę żeby cię skrzywdzili, <skrr>
- Mamo!
<skrr>...
<skrr>... walczyć, ja już zrobiłam swoje. Teraz najważniejsze <skkrr> ...<skrr> bro. Żegnaj. Dołączę do naszej rodziny, już wkrótce.<skrr>
- Żegnaj?

Aleera siedziała na ziemi wpatrując się w umilkłe urządzenie i spoglądając na siedzących obok mężczyzn. W końcu jeden przerwał milczenie.
- Hiu zgodziła się poświęcić dla sprawy, o ile cię uratujemy. Zrobiliśmy to więc, ona...
- Spróbuje zabić Kabro. Jeśli jej się uda, zaatakujemy i zajmiemy Pałac,
- Jeśli jej się nie uda... będziemy walczyć dalej
.
Do namiotu weszła kobieta z łukiem. Pokłoniła się jednemu z mężczyzn a potem nie patrząc na Aleerę zameldowała. Miała ładny śpiewny głos.
- Z grupy osłonowej nikt nie przeżył, w mieście i pałacu trwa polowanie na szpiegów. Nasi będą musieli teraz bardzo uważać. Obyś była tego warta
Spojrzała na czarnoskórą Łowczynię wzrokiem, który przeszywał na wylot. Aleera poczuła że musi coś powiedzieć.

Kliknij, aby zobaczyć wiadomość od Mistrza Gry
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Aleraa Rev » 23 Mar 2018, o 16:10

Na wieść o tym, co powiedziała ta zwiadowczyni, łzy same napłynęły jej do oczu. To jej matka... Załamana po śmierci połowy rodziny... Ale teraz i ona sama... Nie tego chciała... Nie tego! To jej ostatnia rodzina!
-Od tego zaczyna się każda Rebelia... Od garstki ludzi robiących coś dla idei... - Powiedziała, a łzy same się jej cisnęły. Brak emocjonalności odzedziczyła po matce, lecz teraz... Teraz... Teraz musiała być jeszcze silniejsza niż wcześniej. Ucieczka się udała, lecz co teraz... Widziała, co dla niej zrobili... Postara się jak najlepiej...
-‎Bo jak nie my będziemy walczyć, jeśli nie my zaczniemy walczyć, to kto? - Powiedziała poprawiając kaburę z bronią blasterową.
-‎Jeśli mam się przydać, potrzebuję informacji o sytuacjo geopolitycznej... Oraz co się stało... Z moją rodziną... - Ostatnie ledwo przeszło przez jej gardło. Przetarła ręką po swojej szyi, teraz wolnej. Ale czy aby na pewno?
-‎Ale przede wszystkim... Jak powstał ruch Oporu...
***
W jej głowie odbywał się nad nią sąd. Za i przeciw... Wątpliwości, zwątpienia...
***
-Głupio, głupio!!! Ryzykując dla mnie źycie!!! Idiotka!!! - Powiedziała chwytając blaster i zanosząc się płaczem... Nie celowała w nikogo, nawet nie odbezpieczyła.
-‎Shilo... Jeśli słuchasz... Uratuj moją matkę, Shilę i nas od rychłej śmierci... - Powiedziała do Shili.
-‎Jeśli istnieje sprawiedliwość, niechaj zaistnieje... Niechaj feniks powstanie, drzewa powstaną. Niech życie się odrodzi, a zapomniane techniki będą. Niech strażnicy przeybędą. Jak jestem, tak też niech się stanie... Ci, którzy walczą o ciebie, niech będzie zwycięstwo... Niech danina krwii nie będzie złożona na darmo... Niech zdrajcy zapłacą... A nam pamięć niech dana będzie.
Image
Ilość Sprzedań w niewolę - 2
Ilość ucieczki z niewoli - 2.
Ilość wkrzonych właścicieli i oficjeli Imperium - 3.
Awatar użytkownika
Aleraa Rev
Gracz
 
Posty: 125
Rejestracja: 21 Cze 2016, o 15:58
Miejscowość: Bełchatów

Re: [YG-4210 "Kormos"] Żywy Ładunek

Postprzez Mistrz Gry » 28 Mar 2018, o 23:09

Akcja przenosi się do [Shili] Gniew natury
Awatar użytkownika
Mistrz Gry
Mistrz Gry
 
Posty: 5752
Rejestracja: 3 Maj 2010, o 19:02

Poprzednia

Wróć do Statki i okręty